<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=10&amp;output=omeka-xml&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-27T03:20:56+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>1</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>112</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="7297" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7277">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0b210006ce0ca6a2bb41754e451f3f16.pdf</src>
        <authentication>7cc616f12734fa21fefc0606fb044ac9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87023">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5556</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87025">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87027">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87029">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87031">
                <text>Apokalyptische landschaften/ Barbarzyńca 2005 (10)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87033">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.18-24</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87035">
                <text>Barabasz, Paweł</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87037">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87039">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87040">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87048">
                <text>Paweł Barabasz

APOKALYPTISCHE LANDSCHAFTEN
M E D Y T A C J A N A D K O Ń C E M ŚWIATA
W KULTURZE LUDOWEJ
A o eschatologii pamiętaj!
Z. Krasiński w liście do A. Cieszkowskiego
Takie idą świata losy,
Że aż jeżą nam się włosy.
Bo świat będzie tak zatruty,
Ludzie będą jak liliputy,
Będą ludzie tak skarlali,
W jamach z gliny będą spali...
Gwiazdy w krzyż się tak ustawią,
Że tragedie wielka sprawią:
Piorun wszystko spopiułuje,
Mało kto się uratuje.
S. Kasina, Koniec świata

Jak zauważył niegdyś Zbigniew Libera, w zachowanej
tradycji kultur „etnograficznych" rzuca się w oczy relatywnie
niska frekwencja mitów eschatologicznych - w sensie ściśle
wyodrębnionych całości fabularnych. Ten stan rzeczy może
być tłumaczony przez fakt, iż w kulturze ludowej rozumienie
świata budowane było poprzez opowieść o jego początku fabuła mitu, redukując istotę rzeczywistości d o jej genezy,
objaśniała jej strukturę i sens. W jakiś sposób rekompensuje
to jednak duża liczba rozproszonych nieraz fragmentów,
z których utkana jest czasem groteskowa, częściej jednak
pełna melancholii zaduma nad końcem, sublimująca w so­
bie coś, co, jak sądzę, wolno nazwać rodzajem wrażliwości
eschatologicznej, rejestrującej dramat świata przeżywające­
go swój zmierzch. Nie pojawia się ona na marginesie kultu­
ry ludowej - raczej przenika jej całość, jako cień narracji etio­
logicznych: „Można by pomyśleć - pisze Joanna TokarskaB a k i r - ż e w religijności ludowej istnieje tylko ów koniec świata
- swoista medytacja nad utraconym początkiem, nie ma zaś
w ogóle środka. Ledwie świat się zaczął już zaczyna się koń­
czyć". Oznacza to, że czas rozciągający się pomiędzy ko1

s m o g o n i ą a eschatologią nigdy nie jest czasem wolnym,
a znaczenie zdarzeń stanowiących jego treść, a przynajmniej
tych, które w ocenie członków danej społeczności wydają
się być szczególnie istotne, odczytywane jest w perspekty­
wie wydarzeń, które miały miejsce in illo tempore lub też będą
mieć miejsce u końca czasów. Ma to, jak sądzę, związek
z określonym sposobem przedstawiania zdarzeń w kulturze
ludowej, skupionym wokół najsilniej nacechowanych seman­
tycznie „ram" czasowych; w tym sensie dla narracji zbudo­
wanych w oparciu o struktury fabularne zaczerpnięte z mi­
tów, inaczej niż dla historii, nie było czegoś leżącego pomię­
dzy, co pozostając bez związku z końcem lub początkiem,
nie zostałoby włączone w obręb ich symboliki.
4

2

3

Interpretacja tej wielowątkowej, nie do końca spójnej, lecz
zaopatrzonej we wciąż aktualny morał, opowieści, skonstru­
owanej z tekstów dobrze już z a d o m o w i o n y c h w tradycji,
w obręb których coraz częściej przenikają elementy „sensa­
cyjnej" literatury apokaliptycznej, służyć ma w intencji auto­
ra szkicowemu przedstawieniu anatomii tej wyobraźni, która
zdarzenia s p o ł e c z n e , historyczne i przyrodnicze wplata
w snutą przez siebie medytację nad końcem. Starałem się
zwłaszcza zwrócić uwagę na topikę, której owa wyobraźnia
zostaje podporządkowana, oraz ujmującą „elastyczność",
z jaką reaguje na zmieniający się pejzaż historycznych zda­
rzeń.
C O SYBILLA P R Z E P O W I A D A ŚWIĘTA
Sięgnijmy zatem do tradycji kultury ludowej, gdzie obok
bogactwa mitów „początku", narracji etiologicznych, znaj­
dziemy liczne apokryficzne apokalipsy i epigraficzne teksty
przepowiedni, krążące w postaci druków jarmarczno-odpustowych; mam na myśli zwłaszcza słynne „proroctwa Sybilli" (lub Michaldy, królowej Saby - obie nazwy można trakto­
wać synonimicznie). „ W wersji popularnej - pisze na ich te­
mat Z. Libera - stanowiły one strywializowaną kontaminację
rzekomych Ksiąg Sybilińskich i Objawienia św. Jana"®. Popu­
larne określenie „proroctwa Sybilli", spotykane również we
5

Proroctwo Michaldy
Królowej ze Saby

Numer 10/2005

�Paweł Barabasz
tem, po małej chwili, począł być grzmot wielki/ g ó r y s i ę
o b a l i ł y i p a g ó r e k w s z e l k i". Obrazy nieba
zlewającego się z ziemią, ginących gór i dolin, stać się mają
czytelnym sygnałem destrukcji świętego porządku - prze­
strzeń pozbawioną współrzędnych, pozbawioną immanentnej struktury pochłonie amorficzny chaos, człowiek zaś sta­
nie się zbłąkanym wędrowcem - zgodnie z relacjami infor­
matorów: „będzie się ziemia równała, kto będzie wyszedł­
szy, nie będzie poznawać miejsca ani [mógł] wrócić do d o m u
[rej. święciański]".
15

16

Gęstniejącą atmosferę grozy, wywołaną apokaliptyczny­
mi wizjami proroctw, rozrzedza nieco element, który pośród
krwawych słońc, deszczu płonących gwiazd, wojen i głodu
może wyglądać nieco komicznie. Krótki tekst, który w popu­
larnym opracowaniu Dawne proroctwa, przepowiednie współ­
czesne figuruje jako „pieśń dziadowska", przynosi osobliwe
szczegóły wydarzeń poprzedzających koniec świata:
Sybilla przepowiada święta:/ Gdy z Antychrystem człek
się zbrata,/ Wnet nastąpi koniec świata/1 o tym każdy niech
pamięta./ Dla kobiet wtedy będzie modnie/ Męskie ubra­
nie mieć i spodnie,/ Bez ślubów będą żyły pary/1 wtedy
Pan Bóg ześle kary./ Pogasną gwiazdy, słońce zgaśnie,/
Gdy zapanują wojny, waśnie,/ I z bronią pójdzie brat na
brata,/ Zima zastąpi okres lata. [...]/1 będą często puch­
nąć z głodu/1 będą starzeć się za młodu/ Wnet się rozluź­
nią obyczaje/ Plagi zaleją wszystkie kraje/ Choroby strasz­
ne zapanują/ Powietrze i wodę zatrują/ Wnet mrok na zie­
mię spłynie wieczny/1 zbliży się sąd ostateczny.

nam wciąż tę samą treść. Ilekroć jednak, często wbrew so­
bie, dostrzegamy w niej jakiś okruch prawdy, winić za taki
stan rzeczy możemy tylko czas, o którym pewien klasyczny
autor napisał, że jest pożeraczem rzeczy...
Nie ma specjalnej potrzeby, aby rozwodzić się w tym
miejscu nad sposobem percepcji czasu w kulturze ludowej.
Wystarczy, jeśli przypomnimy, że rozwinęła o n a własną
eschatologię jako zwierciadlane odbicie kosmogonii; kreacja
i wzrost początku znajdowały swe symetryczne odpowied­
niki w degeneracji kosmosu, niwelowaniu różnic, zaniku sił
witalnych. Obrotowi cyklu rocznego nieodmiennie towarzy­
szyło wyczerpywanie się zasobów witalnych na wszystkich
płaszczyznach kosmicznych, osiągające swoje a p o g e u m
przy końcu starego r o k u . W tradycji ludowej, o czym nie
trudno się przekonać, znajdziemy wiele informacji wskazu­
jących na związek kosmogonii i eschatologii z obrzędami
bożonarodzeniowymi lub wielkanocnymi; kalendarz świąt,
odmierzając akcję dramatu kosmicznego, osiągał cyklicznie
punkt krytyczny, w którym rozstrzygnąć się miało dalsze być
albo nie być dla świata. Dokonanie obrzędu miało więc za­
równo swój wymiar eschatologiczny, jak kosmogoniczny.
21

22

17

Zaznaczony tłustym drukiem fragment, piętnując inno­
wacje w damskiej garderobie, nie jest tylko, jak mogłoby się
na pierwszy rzut oka wydawać, żartobliwym wtrętem, humo­
rystycznie kontrapunktującym mniej frywolne fragmenty. Jego
wymowa w pełni harmonizuje z podstawową informacją, którą
pragnie przekazać nam anonimowy autor: naruszony został
uświęcony porządek rzeczywistości. Zdaniem jednej z informatorek, Sybilla dokładnie przewidziała, że „mężczyzny nie
rozpoznasz od kobiety, we spodniach. Sybilla pisze o tych
przebierańcach, co chodzą, że babę od chłopa nie rozróż­
nisz" . W tekście objawienia z Oławy z kwietnia 1984 r. zna­
leźć zaś możemy taki fragment: „Niewiasty powinny chodzić
bez spodni. Tak nie powinna żadna panna, kobieta i dziec­
ko, tylko w stroju, który im przysługuje" . Męskie spodnie
okazują się zatem znakiem tożsamości, poświadczającym
odrębność dwu porządków przebiegających wewnątrz antroposfery - męskiego i żeńskiego. Patrząc na to w ten spo­
sób, dostrzegamy logikę całości - koniec implikuje rozmy­
cie wszelkich hierarchii i struktur, granic strzegących świata
przed chaosem. Jeśli tworząc świat Pan Bóg powołał do ist­
nienia kobietę i mężczyznę, przeznaczając im odmienne role,
to nawet tak na pozór trywialny fakt, jak męskie spodnie na
kobiecych nogach, może być postrzegany jako łamanie o d ­
rębności i wypaczenie porządku natury, a tym samym zwia­
stun końca świata.
18

19

ZMIERZCH

ŚWIATA

Sybilla Helespontica, drzeworyt, Marcin Bielski, Kronika
wszytkiego świata, Kraków 1551
Cykl roczny mógł jednak zostać włączony w ramy jakiejś
większej struktury, stając się kolejnym etapem na drodze
zstępującej w dół, ku końcowi. Dzieje, zgodnie z immanentn y m p r a w e m , toczą się po trajektorii zakrzywiającej się
w dół, a wykonywany przez nie ruch otrzymuje w pewnym
sensie kwalifikacje moralne. W kulturze ludowej Słowiańsz­
czyzny zaznaczyło swą obecność przekonanie, wedle któ­
rego ludzka rasa, ulegając stopniowo degeneracji, „wyra­
dza się" w trzech kolejnych epokach, zwanych czasami epo­
kami Ojca, Syna i Ducha Św. Nie jest to rzecz jasna jej wła­
sny wynalazek - trójdzielność dziejów świata znana była więk­
szości kultur indoeuropejskich (sama idea bywała czasem
rozpatrywana jako oczywista projekcja podstawowych kate­
gorii czasowych: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości,
zmiennie wartościowanych). A. Greimas, rekonstruując po­
dobną koncepcję procesu dziejowego w mitologii litewskiej,
zauważył, iż została ona wpisana w narrację przedstawiają­
cą sukcesję trzech ras: dawnych olbrzymów zastąpili obecni
ludzie, którzy ustąpią kiedyś miejsca rasie karłów. Narodzi­
ny i zagładę obecnej rasy mitologia litewska wiązała z dwo23

„Stworzenie już się postarzało, za nim już siły młodości"
(4 Ezdr 7, 55) - notował melancholijnie autor jednego z bi­
blijnych apokryfów. U Horacego znajdujemy przesiąknięty
pesymistyczną historiozofią fragment, w którym autor naigry­
wa się z dumnych dziedziców rzymskiej tradycji: „Od dzia­
dów mniejszych ojców przywitał wiek zmarły/ Tylko strzępy
w dziedzictwie wzięły ojców dzieci/ Po nas zostaną już kar­
ł y " . Podobnych opinii rozrzuconych w bibliotece europej­
skiej literatury jest zapewne tysiące, a każda z nich, szuka­
jąc coraz nowszej i bardziej oryginalnej formy, przekazuje
20

20)

Numer 10/2005

�APOKALYPTISCHE LANDSCHAFTEN..
ma typami kataklizmów: potopem oraz dżumą. Nasza rasa,
która zjawiła się na ziemi po potopie, swój koniec znajdzie
w wyniszczającej zarazie.
Wspomniany już Greimas, analizując charakter katakli­
zmów, stanowiących rodzaj cezur dzielących od siebie ko­
lejne epoki, zwrócił uwagę na pewien stosunkowo często
pojawiający się wątek, związany z problemem, jak byśmy to
dzisiaj powiedzieli, przeludnienia. Według tekstu, który przy­
tacza, po stworzeniu ludzkość zaczęła szybko się mnożyć;
wówczas to Ziemia poskarżyła się Stwórcy, że nie jest w sta­
nie dźwigać tak wielkiego ciężaru. Bóg wysłuchał skargi
i zesłał potop. Gdy ludzkość ponownie wzrośnie ponad mia­
rę, Ziemia znów poprosi Boga, by jej ulżył, a on ześle wów­
czas d ż u m ę . Ciekawie w y p a d a zestawienie t e g o mitu
z mitem plemienia Guarani przytoczonym przez Eliadego:
24

25

Nie tylko Guarani, ale cała przyroda jest stara i zmęczona
życiem. Uzdrowiciele, gdy spotkali we śnie Nanderuvuvu, wielokrotnie słyszeli głos błagający go Ziemi: »Pochłonęłam zbyt dużo trupów, jestem nasycona i wyczerpana.
Ojcze spraw, by to się skończyło«. Woda zaś prosiła Stwo­
rzyciela o odpoczynek i oddalenie od niej wszelkiego ru­
chu, takoż drzewa... i cała przyroda.
26

Również w polskiej literaturze etnograficznej spotykamy
relacje informatorów, w których powraca przekonanie o po­
wtarzającym się, co trzy tysiące lat, końcu świata; znana jest
także wersja mówiąca o trzech potopach, z których najstrasz­
niejszy był „ostatni", powszechnie identyfikowany z potopem
biblijnym. Na kształt takiej ludowej historiozofii miały za­
pewne wpływ liczne tradycje - pobrzmiewają w niej na przy­
kład echa znanej z tradycji żydowskiej historii wielokrotnej
kreacji, których owoce, kolejno niszczone przez Boga, dały
budulec dla świata, w którym żyjemy. Zowczak podkreśla,
że w większości prezentowanych materiałów kataklizmy przy­
noszą oczyszczenie ziemi, stanowiąc cezurę pomiędzy od­
rębnymi epokami i rasami. Jest więc to w jakimś sensie pro­
ces cykliczny, analogiczny do naturalnego rytmu pór roku;
z drugiej strony podporządkowanie kolejnym o s o b o m Trój­
cy Świętej nadaje mu charakter linearny. Widać więc tu wy­
raźne równoczesną obecność modelu cyklicznego i linear­
nego, co daje w sumie rodzaj spiralnego modelu dziejów.
27

28

Z rekonstrukcjami Greimasa koresponduje charaktery­
styczny, stale obecny w różnego rodzaju źródłach etnogra­
ficznych wątek „marnienia czasu", „zmierzchu świata", zna­
komicie uchwycony przez Tokarską-Bakir: ludzie teraz są
bardziej chorobliwi, bydło nędzniejsze, lata krótsze, wszyst­
kiemu zaś winni są ignorujący boskie przykazania ludzie;
w miarę jak następują po sobie epoki Ojca, Syna i Ducha,
ród ludzki karleje. Materiał etnograficzny z terenu Polski
zdradza istotne podobieństwa z litewskim - szczegóły doty­
czące trzech ras są niemalże takie same:
29

Dawniejsi ludzie Boga Ojca byli ogromni jak Wyrwidąb,
o czym świadczą wydobywane z ziemi kości; żyli ponad
dwieście lat [...] mieli po dwa i pół metra, [...] byli też uro­
dziwi. Ludzie Ducha Świętego mają młócić w naszych pie­
cach chlebowych, tak jak my młócimy w piecach ludzi
Boga Ojca. Będą ludzie coraz mniejsi i słabsi i będą mieli
coraz mniejsze i słabsze paznokcie. Takie proroctwa były,
trzy książki spisane Michaldy. Będą skrócone dni, będzie
skrócone życie ludzkie. I rzeczywiście dzisiaj tak jest, że
człowiek nigdy nie ma czasu, żeby zrobić wszystko [woj.
przemyskie 1989].
30

W tym miejscu pojawia się inny ciekawy wątek, korespon­
dujący ze znanym z tradycji chrześcijańskiej przekonaniem,
zgodnie z którym Bóg skróci czas zanim nastąpi koniec świa­

ta (jeśli jednak ten element chrześcijańskiej eschatologii roz­
ważyć, biorąc pod uwagę jego dziejowe interpretacje, to
okaże się, iż zmienia on swoją początkową wymowę, skła­
niając do percepcji czasu jako nieustępliwie przyspieszają­
cego łańcucha zdarzeń ): „Pan Bóg skrócił lata nasze...
A dawniej, czy my wiemy dobrze... no jest rok... ale czy to
jest prawdziwe, to nikt nie może tego zbadać, bo są krótsze
dni, krótsze miesiące i krótsza cała era.... Ludzie... zostali
skróceni na swoim życiu. A przez co? Przez wybryki [woj.
płockie 1989]".
31

32

A Ż ŚWIAT SIĘ OCZYŚCI...
33

Obcując z „Biblią ludową", obcujemy, co nie uszło uwagi
etnografów, z „tekstem" utkanym z różnego rodzaju asymi­
lacji i kontaminacji, zawęźlającym oddzielne pierwotnie wąt­
ki, plączącym tożsamości postaci lub obdarzającym je wie­
loma naraz; tekstem chętnie zaczepiającym różne fakty jed­
nocześnie w wielu narracjach, tworzącym nić zależności,
odniesień, skojarzeń. Znakomitym przykładem s p o s o b u ,
w jaki skonstruowany został jeden z jej wielokrotnie pojawia­
jących się w materiałach etnograficznych wątków, jest histo­
ria potopu, której wersja „biblijno-ludowa" stanowi oryginal­
ną kontaminację historii Noego, zniszczenia Sodomy i Go­
mory, końca świata oraz lokalnych podań o zapadłych karcz­
mach i kościołach.
Przed potopem ludzie mieli być bardzo grzeszni, „żyli jak
bydło jakie", a ich grzechem powszednim miała być apostazja. Ta deprecjonująca ocena, dość paradoksalnie, sąsiadu­
je z opiniami widzącymi w naszych „ p r z e d p o t o p o w y c h "
przodkach ludzi niesłychanie mądrych, tak iż sam Bóg nie
mógł nimi „komandować". Świat przed zagładą posiadał,
pomimo swego zepsucia, cechy, chciałoby się powiedzieć,
rajskie: panował taki dostatek, że nawet kamienie „rosły"
(dawały plon?) a „ziarnko jak ogórek było wielkie".
34

Zdarzenia, które rozegrały się potem, w następujący spo­
sób relacjonował informator z rejonu solecznickiego: „A kara
taka spadła na S o d o m ę i G o m o r ę . Nadeszła ta c h m u r a
i począł siarczysty deszcz padać, no i wszystko się siarką
oblało, no i wybuchło - wszystko zapaliło się, a potem wszyst­
ko było wodą zalane. Do dziś dzień tam morze jest i to takie
przezwanie ma Martwe, tam ni ż a d n e g o żuczka nie ma
w w o d z i e " (jakkolwiek Księga Rodzaju nie rozstrzyga, czy
demoniczne miasta Sodoma i Gomora aby na pewno zosta­
ły pochłonięte przez wody Morza Martwego, to, jak widać,
tradycja ludowa nie ma w tym względzie wątpliwości). Biblij­
na historia wszetecznych miast pobrzmiewa również w ma­
teriałach etnograficznych zebranych w XIX wieku: koniec
świata ma mieć miejsce co trzy tysiące lat - jeśli jednak znaj­
dzie się dziesięciu sprawiedliwych (kontaminacja wątku bi­
blijnego zagłady Sodomy), Bóg przedłuży istnienie świata
o kolejne trzy tysiące.
35

36

Znamienne, że żywiołem, którym Bóg posłuży się, nisz­
cząc świat, według tradycji ludowej okazuje się być relatyw­
nie częściej w o d a niźli ogień; częściej spotkamy opowieści
0 potopie (przeszłym jak i przyszłym) niż o pochłaniającym
świat ogniu. Natomiast tam, gdzie się on pojawia, staje się
narzędziem puryfikacji świata: „I potem będą już budynki palić
1 wtedy już cały świat zacznie palić się. [...] Bo przez te wszyst­
kie laty, przez te tysięcy lat, jest zmazany grzechami. I musi
się przepalić to wszystko [rej. wileński 1991 ] " . A jeśli się­
gniemy do Słownika stereotypów i symboli ludowych, znaj­
dziemy tam taki opis: „Wtenczas przed skończeniem świata
wielka ufność będzie, jak iż nieba - ognistyj deszcz na cały
świat pójdzie. Wtenczas z nieba i pierony będą bardzo bili,
i miasteczka i klasztorze będą si palili... obłaki będą si topili.
Wtenczas góra i z górami będzie się zbijała, a dolina z doli­
nami będzie się równała" (por. fragment pochodzący z lite-

PISMO ANTROPOLOGICZNE

3 7

38

�Paweł Barabasz
ratury staroruskiej: „W tym czasie... zgaśnie słońce i księ­
życ, gwiazdy spadną, a moce niebieskie ukażą się w chwa­
le. Na dźwięk trąb archaniołów Michała i Gabriela przysła­
nych na ziemię umarli zmartwychwstaną, by przejść próbę,
która ma dowieść ich kondycji moralnej. Ziemię nawiedzi
ogień, który spali wszystko, nawet kamienie, góry i morza,
jednak będzie on parzył tylko grzeszników, gdyż sprawiedli­
wi nie będą go odczuwać. Tak więc, podczas gdy w blasku
chwały zmartwychwstaną sprawiedliwi, grzesznicy pozbawie­
nie będą jasności i zostaną spaleni żarem" ). A gdy ogień
ustąpi, ziemia „oczyści się - będzie tak jak szkło. Taki świat
będzie czysty jak szkło. Oczyści s i ę " . Będzie taka, jak ją
przedstawia autor Słowa o mocach niebieskich:
„I ziemia
będzie potem gładka i nowa jak była na początku i bielsza
nad mleko. Za bożym rozkazaniem przemieni się potem
i będzie niczym złoto. I wzejdzie trawa i kwiaty przeróżne,
niewiędnące, duchowe. I wyrosną drzewa, nie takie jak wi­
dzieć możemy, lecz ogromne, wysokie i piękne, że usta nie
wypowiedzą, bo będą duchowe". (por. Ap 2 1 ; 11,18 „A ja­
sność jego jak blask drogocennego kamienia, krystalicznie
czystego jaspisu" i „Mur jego zbudowany z jaspisu, a mia­
sto, złoto czyste, podobne do szkła czystego".)
39

40

41

Zgodnie z koncepcją następujących po sobie epok, ko­
niec naszego świata stanie się początkiem nowego:
będą nowe ludzie spuszczone. Po głodzie i wojnie nikt
nie zostanie, powietrze będzie zatrute. [...] kto te pozbie­
ra trupy, a to żesz gnój, żywotnego nic nie będzie, ryba
może gdzie tam, jeżeli wody będą nie zatrute. [...] wtedy
przejdzie nie mało lat i nie będzie szkodliwe dla powie­
trza. A Bóg jak jest na niebie ześle drugi świat i drugich
ludzi [rej. solecznicki 1992].
42

nia przepowiedni i proroctw, „nazwa »Czernobyl« w ukraiń­
skim narzeczu (sic!) oznacza »piołun«". Nawet najbardziej
sceptycznie nastrojona wyobraźnia musiała skapitulować
wobec takiej symbolicznej zbieżności, która w dość powszech­
nej opinii nie pozostawiała żadnych wątpliwości, co do tego,
jakie zdarzenie inauguruje awaria w ukraińskiej elektrowni.
W sposób porównywalny można było analizować fenomen
epidemii AIDS, której pojawienie się w Polsce poprzedziły hio­
bowe wieści dochodzące z różnych części świata.
44

45

Osobne miejsce poświęcić wypada przepowiedni fatim­
skiej - którą nie bez racji F. C u o m o nazwał „najpopularniej­
szym w naszej epoce p r o r o c t w e m " - jednemu z najważ­
niejszych tekstów eschatologicznych naszej kultury. Precy­
zyjniej rzecz ujmując, o prawdziwej popularności możemy
mówić w stosunku do tzw. trzeciej tajemnicy fatimskiej, przez
bardzo długi czas nieupublicznianej. To właśnie m.in. wirtualności swej treści tajemnicze orędzie z Fatimy zawdzięcza­
ło popularność. Znacząca nieobecność i niedostępność ory­
ginału wytworzyły lukę, którą kultura wypełniła na własną rękę.
Podzieliło ono los innych, trwale zakorzenionych w kulturze
tekstów profetycznych (np. Sybilli, Wernyhory), stając się
wiecznie aktualnym tematem dla apokryfistów; wykorzystu­
jącym kościelny autorytet palimpsestem.
46

Zapoznając się treścią apokryficznej trzeciej tajemnicy
fatimskiej w wersji proponowanej przez różnego rodzaju lek­
sykony proroctw, z pewnym zdumieniem możemy odkryć,
jak dużo uwagi w orędziu przekazanym w Fatimie poświęca
się Polsce. Z tekstu wyłania się zazwyczaj obraz naszego
kraju jako Messija griaduszczowo
dni; przywołujący niezdar­
nie echa romantycznego mesjanizmu plan przyszłych zda­
rzeń z niezrozumiałych w pierwszej chwili powodów zostaje
zawężony do obszaru dzisiejszej Polski . „Rzetelną" - jak
zapewnia redaktor całości - treść oferuje popularne opraco­
wanie Przepowiednie
o losach Polski i świata do końca XX
47

Naturalnie przytoczone powyżej wątki nie wyczerpują
zasobu treści, za pomocą których kultura ludowa wypowia­
d a się na temat k o ń c a świata. Mają one swoją historię,
w której pewne elementy, ustępując miejsca nowym, wiążą­
cym w sobie większy ładunek społecznych emocji, użyczają
im swoich kostiumów. Modernizując, czasem może nieco
zwietrzałą, treść, anonimowy redaktor pozwala się jej zacze­
pić w materii codzienności, dzięki czemu staje się ona syn­
chroniczna względem czasowego usytuowania czytelnika;
jednocześnie zaś niepokojące swą faktycznością zdarzenia,
wdzierające się w obszar znanego świata, zyskują tożsamość
logicznie implikowaną przez kontekst, w jakim zaczyna być
rozpatrywane ich znaczenie. Widać to znakomicie na przy­
kładzie frapującej precyzji, z jaką określała detale Michalda,
poprzez zasłonę dziejów dostrzegając „przewody pokrywa­
jące kulę ziemską jak pajęczyna, kobiece majtki, fryzury, że
będziemy się golić pod pachą, kosmetyki, a nawet AIDS.
Przepowiedziała też o Leninie i Gorbaczowie - że będzie łysy
z mapą na głowie, a potem niepokój w małym państewku.
Potem wojna i koniec świata [rej. wileński 1990]".
43

Indeks zdarzeń, którym można przypisać jakiś mniej lub
bardziej czytelny sens apokaliptyczny, jest zapewne niezwy­
kle obszerny, ograniczę się zatem do przypomnienia trzech,
wydaje się, najistotniejszych. Jak pamiętamy, katastrofa re­
aktora atomowego w Czarnobylu rychło została wplątana
w sieć symbolicznych odniesień i skojarzeń. Pojawienie się
komety w tym samym feralnym roku 1986 było samo w so­
bie wystarczającą okolicznością obciążającą, poprzez są­
siedztwo w czasie wzmacniającą potencjał możliwych zna­
czeń, które gotowi byliśmy przypisać tamtemu zdarzeniu. Tym
jednak, co przesądziło o sposobie, w jaki zostało ono stematyzowane przez kulturę, była pewna przypadłość onomastyczna. Jak to zgrabnie ujął autor popularnego opracowa-

22

Numer 10/2005

Sybilla Tyburtyna, drzeworyt, Marcin Bielski,
Kronika wszytkiego świata, Kraków 1551

�APOKALYPTISCHE LANDSCHAFTEN..
wieku. Niestety zawartość szybko rozczarowuje: wypełniają
ją w większości nudne powtórzenia, znane z innych tekstów
apokaliptycznych, daje się natomiast odczuć brak kojącej
idei orędującej za nami Matki. O ile jednak dobór środków
zagłady, takich jak głód, zarazy, trzęsienia ziemi, należy do
kanonu literatury, o tyle w zdumienie może wprawić szcze­
gółowy plan przebiegu czekającej nas ogólnoświatowej kon­
frontacji zbrojnej. Jak czytamy, w jej wyniku zmieni się obli­
cze Ziemi, wytracona zostanie trzecia część ludności świa­
ta; w gruzy legną stare potęgi światowe, robiąc miejsce dla
nowych, w t y m , rzecz oczywista, Polski. „ B o m b y zagrożą Ślą­
skowi, Szczecinowi i portom. Miast na ziemiach odzyska­
nych (s/c/) nie dotknie zniszczenie". Jak można się domy­
ślać, ta szczęśliwa okoliczność pozwoli Polsce stać się jed­
nym z niewielu krajów, który ze światowego kataklizmu wyj­
dzie potężniejszym i silniejszym - ba, j e d y n ą siłą na
Starym Kontynencie zdolną podźwignąć Europę ze znisz­
czeń - „od niej zależna stanie się przyszłość Europy, od niej
rozpocznie się odrodzenie świata przez ustrój [?], który utwo­
rzy nowe prawa, wprowadzi nawrócenie do Boga i poddanie
się jego prawom. Polska zbuduje d o m braterstwa wszyst­
kich narodów, dla swoich dzieci stanie się matką". Ta wy­
raźnie soteriologiczna rola naszego narodu, który obdaro­
wany przez Boga dziejową szansą udowodni niezbicie swo­
je powołanie do wielkości, jest tu dla nas szczególnie intere­
sująca, pozwala bowiem tak zredagowany tekst wstawić
w szeroki kontekst tekstów profetycznych na różne sposoby
upewniających czytelników, że Opatrzność m a jednoznacz­
nie przychylne względem naszego kraju zamiary. Świetnym
przykładem mogą tutaj być przepowiednie księdza Broni­
sława Markiewicza, z których czytelnik może się dowiedzieć,
iż owocem wielkiej wojny, która nieubłaganie nadciąga, sta­
nie się „wielka Polska" jako „przedmurze Z a c h o d u przed
nawałą barbarzyństwa". Polska, wraz z całą Słowiańszczy­
zną, odeprze nad Dnieprem „nawałę Mongolską", „ludom
Goga i Magoga" zadając decydującą klęskę.

i pokochają jej tradycje i historię, widząc ku czemu wszystko
zmierza, jak i tym, którzy ślepo żyli, że zrozumieć muszą czym
jest prawda". W pewnej sprzeczności z tą idylliczną wizją
pozostają teksty innych przepowiedni, które pojawiły się
w drugiej połowie dwudziestego wieku. Dla przykładu Orę­
dzie św. Michała Archanioła z 11 grudnia 1981 roku, zacho­
wując dla Polski rolę uprzywilejowanego podmiotu historii,
z niejaką satysfakcją konstatuje, iż liczne klęski spadną na
Niemców, Rosjan i Żydów.

W podobny sposób przyszłe losy Polski i świata kreślił
w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku niezwykle po­
pularny we wsiach polskiego Spiszą, skrupulatnie kopiowa­
ny tekst pt. Miłosierdzie Boże nad Polską.

To przekonanie o wadze ludzkich czynów dla losów świata
dość paradoksalnie blisko sąsiaduje z głęboko determini­
stycznym pojmowaniem historii. Przyjrzyjmy się logice rzą­
dzącej opowieścią o końca świata (należącej z pewnością
do „nieklasycznych": wszak nie widać tutaj specjalnej troski
o to, aby wskazać, co stanowi skutek, a co - przyczynę).
Z tego, że świat w złem leży - i próżno by przekonywać, że
jest inaczej - jasno wynika, że zbliża się koniec i sąd. Ale
sama nieuchronność sądu, który kiedyś przecież nadejść
musi, zdaje się, tłumaczy sens obecnego zła, którego jeste­
śmy świadkami. Wyobraźnia porusza się zatem po kole, dzię­
ki czemu wszystko znajduje swoje uzasadnienie. W t y m sen­
sie odrzucenie perspektywy eschatologicznej niewątpliwie
odebrałoby sens rzeczywistości - jest ona najlepszą rękoj­
mią, że ludzki czyn trwa, raz wypowiedziane słowo, modli­
twy czy przekleństwa, osadza się gdzieś w przestrzeni, nie
rozpływając się bez śladu w eterze; zło wołające o pomstę
do nieba tej pomsty się doczeka. Świat pozbawiony tej per­
spektywy, to świat ze słynnego wiersza Miłosza Oeconomia
divina - byt pozorny, umowny, pozbawiony znaczenia; skry­
cie tęskniący do patosu apokalipsy i przeżywający swą ba­
nalną temporalność.

48

49

Jakkolwiek próżno w nim szukać postaci Sybilli - pisze
Woźniak - jest to typowy tekst proroczy o charakterze apo­
kaliptycznym, wyraźnie nawiązujący do swego straganiarskiego pierwowzoru. Całość przepowiedni podzielona jest
na trzy części. Pierwsza nosi tytuł wymieniony wyżej [Miło­
sierdzie Boże nad Polską - przyp. R B.j, druga Dane o ka­
taklizmie, trzecia Do wszystkich Polaków poza granicami
kraju. [...] nieznany autor kreśli dramatyczną wizję świata,
ginącego w wyniku totalnej wojny atomowej i jej następstw.
[...] Przepowiednia zasięgiem swym obejmuje praktycznie
cały świat, choć najwięcej miejsca poświęca Polsce. Po­
wszechna wojna atomowa doprowadzić ma do zaburzeń
i kataklizmów w przyrodzie. Będą tak wielkie, że spowodu­
ją wygaśnięcie wojny. Przeżyje tylko jeden naród - polski.
50

Oto fragment owego proroctwa, który nie w y m a g a spe­
cjalnego komentarza: „Polska tym razem będzie oszczędzo­
na. Będzie jedynym państwem, które ze światowego katakli­
zmu wyjdzie potężniejsze silniejsze i wspanialsze. Od niej
zacznie się odrodzenie świata przez ustrój, który utworzy
nowe prawa, a które wprowadzi przywrócenie się do Pana
Boga, p o d d a n i e jego p r a w o m , d a n y m ludzkości. Polska
w granicach swoich realizować będzie prawo Boże, gdyż do­
syć doznała krzywd, niesprawiedliwości i zbrodni; bezpra­
wia i nieludzkości. Zbuduje nowy d o m braterstwa wszyst­
kich narodów świata. Nikogo nie odrzuci, nie potępi. Będzie
przygarniać, nieść p o m o c i opiekę t y m , którzy ją uznają

51

52

Jak pisze Tokarska-Bakir „obawy przed końcem niewąt­
pliwie przydają się na coś światu" . Uczulają na granice, któ­
rych przekroczenie skutkuje sankcją: kary i wzbudzone przez
nie lęki w kulturze ludowej służą, jeśli można nadać im nieco
funkcjonalne znaczenie, uwyraźnieniu i utrzymaniu owych
granic. Świat w swojej formie jawi się jako ich skomplikowa­
ny s y s t e m , n i e d o s t ę p n y c h sobie wzajemnie tożsamości
i odrębnych porządków. W tak ustrukturowanym świecie czło­
wiek poruszać się może kierowany przez sankcjonowane tra­
dycją współrzędne egzystencji. Percepcja rzeczywistości
poprzez okulary tradycji odkrywa więc świat jako żywą ca­
łość, integrującą w sobie, z naszego punktu widzenia od­
dzielne, porządki rzeczywistości: kosmiczny, aksjologiczny
i antropologiczny, odsłaniając ciągłość pomiędzy struktura­
mi ludzkiej egzystencji i strukturami kosmicznymi. W tym
swoiście holistycznym podejściu wszechświat zdaje się być
wielką i skomplikowaną maszynerią, a „człowiek jest jej me­
chanikiem, który umieszczając w odpowiednich miejscach
parę kropli smaru potrafi zapewnić ciągłe funkcjonowanie
maszyny. Tym smarem - jak pisał G. Scholem - jest moralna
substancja ludzkich działań". Ludzie mają postępować „po
chrześcijańsku", „świętować", „malować pisanki", „szanować
rodziców" - bo jak mówi ludowa mądrość, „za nic będzie
mama, tata, wtedy będzie koniec świata" .
53

54

55

56

1

Z. Libera, Czekając na koniec świata. Od ludowej tradycji do kultu­
ry popularnej, niepublikowany tekst wystąpienia na konferencji zorgani­
zowanej przez Instytut Etnologii UJ pt: Innego końca świata nie będzie
(październik 1999).
2

J.Tokarska-Bakir, Obraz osobliwy. Hermeneutyczna lektura źródeł
etnograficznych. Wielkie opowieści, Kraków 2000, s. 102.
3

4

Tamże.

K. Hastrup, Przedstawianie przeszłości. Uwagi na temat mitu i histo­
rii, tłum. S. Sikora, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" 1998, nr 1-2, s. 24.

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Paweł Barabasz
5

Sybillami (gr. Ta, która zasięga rady bogów, od sisis - bogowie,
bulan - radzić) wg tradycji grecko-rzymskiej nazywano wszystkie ko­
biety posiadające z woli Boga dar prorokowania. Warron (I w. p.n.e.)
cytowany przez Laktancjusza, wymienia ich dziesięć. Na ten temat zob.
F. Cuomo Wielkie proroctwa, tłum. I. Kania, Kraków 1999, s. 127-140.
Według legendy Sybilla kumejska sprzedała trzy księgi królowi Tarkwiniuszowi Pysznemu, które następnie zostały złożone w świątyni Jowi­
sza na Kapitolu. W renesansie postać Sybilli pojawia się w literaturze
zachodnioeuropejskiej. W Polsce znana jest z tego okresu książka
S. Kleryki Fortuna, w której wierszowanych odpowiedzi udziela dwana­
ście Sybilli. Obecna jest również w pierwszej polskiej encyklopedii Chmie­
lowskiego Nowe Ateny (Kraków 1968; s. 191). Niezależnie od tego funk­
cjonowały Oracula Sybylliana [Przepowiednie Sybillińskie) - zbiór apo­
kryfów judeo-chrześcijańskich z II w. n.e. Jako że liczne fragmenty doty­
czą końca świata i zjawisk go zapowiadających, pisma te traktowane są
jako apokryfy apokaliptyczne. Proroctwa Sybilli, zawieszone pomiędzy
mitologią świata antycznego a chrześcijańskim objawieniem, w rzeczy­
wistości stanowiły jeden z pomostów pomiędzy światem antycznym
a rodzącym się chrześcijańskim. Z czasem przeniknęły do literatur naro­
dowych i folkloru. W liturgicznym hymnie Tomasza z Cellano, z XIII w.,
Sybilla wraz z królem Dawidem zapowiada dzień gniewu (D/es irae, dies
Ula/ solvet seaclum in favilla/ teste David cum Sibylla - cyt. wg A. Świderkówna Rozmów o Biblii ciąg dalszy Warszawa 1998, s. 228). Zob. też
hasło Sybille, [w:] Słownik folkloru polskiego, red. J. Krzyżanowski, War­
szawa 1966, s. 333-334, oraz K. Woźniak, Proroctwa Sybilli - znane
i nieznane, „Literatura Ludowa" 1980, nr 1-3, s. 82.
6

7

Z. Libera, dz. cyt.
K. Woźniak, dz. cyt., s. 82.

8

L. Bobrowska, Graviora manent - czyli najgorsze dopiero przed
nami. Manifestacje postawy apokaliptycznej w tekstach
przepowiedni,
„Lud" 1988, t. LXXII, s. 137.
9

25

26

Tamże, s.185.
M. Eliade, Aspekty mitu, tłum. P. Mrówczyński, Warszawa 1998,

s. 63.
27

Zob. B. Świdnicki, Przyczyna burzy i niektóre wyobrażenia religij­
ne, „Lud" 1889, t.V; s. 169-170.
28

R. Graves, R. Patai, Mity hebrajskie,
wa 1993, s. 43.
29

J. Tokarska-Bakir, dz. cyt., s. 113.

30

M. Zowczak, dz. cyt., s. 89.
R. Kosseleck, Kilka problemów

31

tłum. R. Gromacka, Warsza­

z dziejów pojęcia „kryzys",

M. Zowczak, B/Ma ludowa. Interpretacja wątków biblijnych w lite­
raturze ludowej, Wrocław 2000, s. 210.
" Cyt. wg Proroctwa Michaldy z Saby, [w:] R Płatek Proroctwa daw­
ne, przepowiednie współczesne, Kraków 1990, s. 53. Według deklaracji
autora, korzystał on z anonimowego tekstu Mądra rozmowa Królowej
Saby z królem Salomonem, około roku 875 przed Narodzeniem Chrystu­
sa z 1915 r.

3 2

M. Zowczak, dz. cyt., s. 92, por. też fragment Proroctwa Michaldy
z Saby: „Jeśli dobrze czynić będą [ludzie] i Bogu posłuszeństwo odda­
dzą, On doda im lat - jeśli zaś Boga obrażać będą i w grzech brnąć, Bóg
odpłaci im i skróci liczbę lat istnienia świata". Cyt. wg R Płatek, dz. cyt.,
s. 52.
33

Sformułowanie to zaczerpnąłem z wielokrotnie już tutaj przywoły­
wanej książki M. Zowczak.
34

M. Zowczak, dz. cyt., s. 94.
Tamże. Zagładę, którą Bóg onegdaj doświadczył grzeszny świat,
tak relacjonuje jedna z legend żydowskich: „Rzeki Sedonu zamieniły się
w smołę, ziemia w siarkę i ogień rozgorzał. Bóg obrócił te miasta na
wywrót i całą okolicę. Wszystkie pięć miast Sedonu leżało na jednej ska­
le; anioł dłoń wyciągnął i przewrócił je. Nawet rośliny w ziemi zostały
porażone" (M.J. Berdyczewski, Żydowskie legendy biblijne, tłum. R. Stil­
ler, Gdynia 1996, s. 184-185.
35

36

B. Świdnicki, dz. cyt., s. 169-170.

37

M. Zowczak, dz. cyt., s. 128.

Słownik stereotypów i symboli ludowych, 1.1, Kosmos,
miński, Lublin 1996, s. 293.
3 9

Tamże.

13

Tamże.

4 0

M. Zowczak, dz. cyt., s. 128.

14

J. Tokarska - Bakir, dz. cyt., s. 108.

41

Abraham ze Smoleńska, dz. cyt., s. 78.
M. Zowczak, dz. cyt., s. 128.

Straszliwe widzenie Piotra Pęgowskiego,
cław 1998, s.13 i n.
16

opr. J. Sokolski, Wro­

44

17

Dwie pieśni dziadowskie,

18

J. Tokarska - Bakir, dz. cyt., s. 107.

19

Cyt. wg L. Bobrowska, dz. cyt., s. 139.
Horacy, Ody ks. III, tłum. L.H. Morsztyn, Warszawa 1967, s. 6.

20

21

22

[w:] R Płatek, dz. cyt., s. 56-57.

Tamże, s. 216.
Przepowiednie o losach Polski i świata do końca XX wieku, wybrał

1 opracował T. Krzyżewski, Tarnów 1992, s. 6 1 .
45

Zob. M. Sznajderman, AIDS - kształt mitu, „Polska Sztuka Ludo­
wa. Konteksty" 1994, nr 1-2.
46

F. Cuomo, dz. cyt., s. 15.

Z. Libera, dz. cyt.

47

Przepowiednie

M.Eliade, Mit wiecznego powrotu, tłum. K. Kocjan, Warszawa 1998,

48

Tamże, s. 57.

49

Przepowiednia ks. Bronisława Markiewicza, bm, bd.
K. Wożniak, dz. cyt., s. 89.

s. 78.
23

42

43

M. Zowczak, dz. cyt., s. 128.

red. J. Bart-

Abraham ze Smoleńska, Słowo o mocach niebiańskich, cyt. wg
R. Mazurkiewicz, Eschatologia Rusi Kijowskiej, [w:] Dzieło chrystianiza­
cji Rusi Kijowskiej i jej konsekwencje w kulturze Europy, red. R. Łużny,
Lublin 1988, s. 78. O spaleniu ziemi mówi druga Księga Ezdrasza (16, 8-10), a u św. Pawła czytamy: „Tak też się jawnie stanie dzieło każdego:
odsłoni je dzień Pański; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje,
jakie jest", 1 Kor 3, 13.

12

15

[w:]

0 kryzysie. Rozmowy w Castel Gandolfo, red. K. Michalski, Warszawa
1990, s. 69.

38

K. Woźniak, dz. cyt., s. 87.

10

R. Tomicki połączył ten schemat z teologią historii Joachima
z Fiore (zob. R. Tomicki, Religijność ludowa, [w:] Etnografia Polski. Prze­
miany kultury ludowej, red. M. Biernacka, M. Frankowska, W. Paprocka,
t. II, Wrocław 1981, s. 42). Jak słusznie zauważyła M. Zowczak, jest to
wynik nieporozumienia, bo chociaż w obu przypadkach obowiązuje ten
sam schemat trzech okresów, podporządkowanych trzem osobom Trój­
cy Świętej, to jednak waloryzacja samej zmiany jest odwrotna - schemat
kalabryjskiego mnicha ma charakter „wznoszący", schemat ludowy „zstę­
pujący". Na ten temat zob. M. Zowczak, dz. cyt., s. 88.

24

24

A. Greimas, De dieux et des hommes, Paris 1985, s. 172-173; cyt.
za: M. Zowczak, dz. cyt., s.180.

5 0

o losach Polski...,

51

Tamże, s. 90.

52

L. Bobrowska, dz. cyt., s. 143.
J. Tokarska-Bakir, dz. cyt., s. 116.

53

54

s. 53.

D. Czaja, Spór o model etnologicznej
Etnograficzne" 1990, z. 27, s. 8.
55

interpretacji,

ZN UJ „Prace

G. Scholem, Mistycyzm żydowski i jego główne kierunki, tłum.
I. Kania, Warszawa 1997, s. 57.
5 6

M. Zowczak, dz. cyt., s. 424.

Numer 10/2005

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8087" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8067">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8ca5fbead21433226cb70e8f53632061.pdf</src>
        <authentication>34793cea0ae0344d009262a895a219ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96619">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5699</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96620">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96621">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96622">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5298</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96623">
                <text>Koncepcja zła w filmie "Eksperyment"/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96624">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr (1)19 s.111-122</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96625">
                <text>Barczyk, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96626">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96628">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96631">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96640">
                <text>Agnieszka

Barczyk

|

Kulturoznawca.filmoznawca. Absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego.

Koncepcja zła w filmie

Eksperyment.

Różnice między Stanfordzkim Eksperymentem Więziennym i jego filmową adaptacją
O d n a j m ł o d s z y c h lat człowiek jest ś w i a d o m y
istnienia dobra i zła. W czasie dorastania, dojrze­
wania utwierdza się w przekonaniu, że p o j ę c i a te
są tak wszechobecne, jak dwie grupy ludzi, którzy
dzielą się na tych dobrych i złych. Z d u m i e w a j ą c a
jest częstotliwość u ż y w a n i a słowa zło w dyskur­
sie medialnym. W mediach pojęcie to kojarzy
się z: wojnami, kryzysami gospodarczymi, pod­
w y ż k a m i , grzechami, ale także g w a ł c i c i e l a m i czy
pedofilami. Zło obejmuje zatem zarówno procesy,
syt uncje jnlc i pewne osoby. Obok pytania o to
czym jest, istotne wydaje m i się jeszcze jedno:
skąd się ono bierze? Okazuje się, że p y t a ń tych
nie m o ż n a rozgraniczyć g d y ż jedna o d p o w i e d ź
wynika z drugiej, przy czym ż a d n a z nich nie jest
jednoznaczna ani ostateczna.

1

W poniższym tekście zostały wykorzystane fragmenty
mojej pracy licencjackiej Sty sie bierz* zło w
JLieM
Koncepcja da wfiLe Paula Scheunnga pt. „Eksperyment"
napisanej pod opieką dr Ewy Ciszetskiej w Instytucie
Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego w 2012 r.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

1

Przedmiotem tego a r t y k u ł u staje s i ę zło
o g l ą d a n e z perspektywy psychologii s p o ł e c z ­
nej, a konkretniej: definiowane przez Philipa
Zimbardo w oparciu o w y n i k i Stanfordzkiego
Eksperymentu W i ę z i e n n e g o z 1971 roku. Przy­
bliżenie historii, przebiegu i w y n i k ó w d o ś w i a d ­
czenia przeprowadzonego przez Zimbardo staje
się punktem w y j ś c i a do przyjrzenia się koncepcji
zła zaprezentowanej przez Paula Scheuringa w fil­
mie pt. Eksperyment.
Celem a r t y k u ł u jest p o r ó w n a n i e Stanfordz­
kiego Eksperymentu W i ę z i e n n e g o z jego filmową
interpretacją, a w konsekwencji także - skonfron­
towanie d w ó c h koncepcji zła. Co łączy oba eks­
perymenty, a co je różni? Jakie rozumienie t y t u ł o -

�Agnieszka Barczyk

112

wego p o j ę c i a proponuje widzowi Scheuring? Czy
w obliczu ekstremalnej sytuacji dla l u d z k o ś c i i jej
człowieczeństwa nie ma żadnej nadziei? Niniejszy
tekst to p r ó b a odpowiedzi dotycząca wspomnia­
nych z a g a d n i e ń .

Stanfordzkiego Eksperymentu W i ę z i e n n e g o ) .
Warto zaznaczyć, że definicji t y t u ł o w e g o p o j ę c i a
zainteresowani nie o d n a j d ą jednak we wszystkich
s ł o w n i k a c h psychologii. N i e jest ona obecna
na przykład w Słowniku
psychologii pod redak­
cją n a u k o w ą Jerzego Siuty , Słowniku
psycholo­
gii Norberta Sillamyego (pojawiają się w n i m
takie pojęcia, jak: złość, złośliwość, z m ę c z e n i e ) ,
Słowniku
psychologicznym Józefa Pietera , Słow­
niku psychologii Arthura S. Rebera czy zbiorze:
Klucz do psychologii. Najważniejsze
teorie,
pojęcia,
postaci Julie Winstanley .
4

Czym jest zło?

5

Czym jest zło? To pytanie, które w pierwszej
chwili b u d z ą zdziwienie, a w drugiej - konsterna­
cję. O d p o w i e d ź na nie wydaje się banalna i oczy­
wista - a jednak trudno jej u d z i e l i ć . Werbalna
w s z e c h o b e c n o ś ć zła - p o c z y n a j ą c od codziennych
rozmów, poprzez baśnie, w k t ó r y c h zło zawsze
przegrywa z dobrem, a ż do dyskursu m e d i ó w
masowych, przyzwyczaiła ludzi do częstego uży­
wania tego terminu w różnych sytuacjach. Zazwy­
czaj nie z a s t a n a w i a j ą się o n i jednak nad wielością
znaczeń tego pojęcia.
Zło jest przedmiotem b a d a ń wielu różnych
dyscyplin naukowych. K ł o p o t l i w o ś ć jego zde­
finiowania wynika z wielopłaszczyznowości, na
jakiej może b y ć ono rozpatrywane. Czym i n n y m
jest zło w wymiarze filozoficznym, etycznym, reli­
gijnym, moralnym czy psychologicznym. Każdy
z tych w y m i a r ó w buduje swoje własne definicje.
W samej filozofii pojęciu zła p o ś w i ę c o n o setki
rozpraw i t r a k t a t ó w naukowych . Ciekawe jed­
nak, że nie zawsze m o ż n a je odnaleźć w filozo­
ficznych s ł o w n i k a c h .

6

7

8

W swojej pracy Dobro i zlo z perspektywy psy­
chologii społecznej
Arthur G. Miller podkreśla
w a r t o ś c i u j ą c y charakter dobra i zła, z w r a c a j ą c
j e d n o c z e ś n i e u w a g ę na t o , że trudno je zdefi­
n i o w a ć . „Zwłaszcza termin zlo m ó g ł b y w y d a ć
się konstruktem szczególnie niejasnym czy kon­
trowersyjnym, prawie że pozbawionym precy­
zji naukowej" - pisze. Okazuje się jednak, że
ta terminologiczna n i e j a s n o ś ć wcale nie prze­
szkadza badaczom t r a k t o w a ć zła jako głównego
p r z e d m i o t u naukowych z a i n t e r e s o w a ń . A b y
u d o w o d n i ć , jak wielu p s y c h o l o g ó w społecznych
p o r u s Z c i p r o b l e m a t y k ę zła w swoich pracach
M i l l e r wymienia m i ę d z y i n n y m i : Johna Darleya!
9

2

3

4

5

Przedmiotem tego tekstu jest zło o g l ą d a n e
z perspektywy psychologii s p o ł e c z n e j , dlatego
też właśnie takiemu u j ę c i u p o ś w i ę c o n e zostaje
n a j w i ę c e j uwagi ( p o d s t a w ą do zaprezentowa­
nia tej koncepcji staje się rekonstrukcja założeń
2

3

Filozofią zła zajmowali się między innymi: Platon, Św.
Augustyn, Gottfried Wilhelm Leibniz, Paul Ricoeur,
Konrad Lorenz, ks. Józef Tischner.
Dla przykładu: Słownik filozoficzny R. Laceya (Wy­
dawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1999) nie podaje de­
finicji zła, choć zajmuje się pojęciem zła wiara.

6

7

8

9

J. Siuta (red.), Słownik Psychologii, Wydawnictwo Zie­
lona Sowa, Kraków, 2005.
N . Sillamy, Słownik psychologii, tłum. K. Jarosz, Wy­
dawnictwo Książnica, Katowice 1994.
J. Pieter, Słownik psychologiczny, Wydawnictwo JMP
Ltd., Katowice 2004.
A. S. Reber, Słownik psychologii, tłum. I . Kurcz,
K. Skarżyńska, Wydawnictwo Naukowe Scholar,
Warszawa 2002.
J. Winstanley, Klucz do psychologii. Najważniejsze teo­
rie, pojęcia, postaci, tłum A. Wilkin-Day, PWN, Warszawa2008
A. G. Miller, Dobro i zło z perspektywy psychologii spo­
łecznej, tłum. V. Reder, Wydawnictwo WAM, K-aków
2008, s. 15.

BARBARZYŃCA

1(19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

113

Arthura G . Millera, Erwina Stauba czy Philipa
Zimbardo.

p r z y g o t o w u j ą c e u c z e s t n i k ó w do p e ł n i e n i a okre­
ślonej r o l i .

Stanfordzki Eksperyment
Więzienny

Wspomnianego 14 sierpnia 1971 roku, jak
relacjonuje autor eksperymentu:

14

W 1971 roku Philip Zimbardo p r z y g o t o w a ł
eksperyment, m a j ą c y na celu o d p o w i e d z i e ć na
pytanie o przyczyny zła w człowieku: -Moje zain­
teresowanie koncentruje się w o k ó ł tego, w jaki
sposób m o ż n a zwyczajnych ludzi z w e r b o w a ć ,
n a k ł o n i ć i s k u s i ć do z a c h o w a ń , k t ó r e m o ż n a
określić jako złe" - wspomina badacz. W e d ł u g
pierwotnego z a m y s ł u eksperyment m i a ł t r w a ć
dwa tygodnie, w rzeczywistości został przerwany
j u ż szóstego dnia .

studenci grający role więźnia przeszli realistyczne
aresztowanie przez zaskoczenie, przeprowadzone
przez policjantów
z Pało Alto, którzy
współpra­
cowali z naszym planem. Funkcjonariusz przy­
stępował do formalnego aresztowania, zabierając
„przestępców"
na posterunek policji celem spisania,
po czym każdy więzień był przewożony
do naszego
więzienia w zrekonstruowanej piwnicy
wydziału
psychologicznego -

10

15

11

Ta swego rodzaju „próba ogniowa ludzkiej
natury, w której dobrzy chłopcy zetknęli się ze
z ł e m " rozpoczęła się w niedzielę, 14 sierpnia
1971 roku o godzinie 9:55 rano . Eksperyment
został poprzedzony d ł u g i m i przygotowaniami.
Na początku umieszczono ogłoszenie w lokalnej
gazecie, na które odpowiedziało prawie stu chęt­
nych m i ę d z y osiemnastym a trzydziestym rokiem
życia. Z wszystkich o c h o t n i k ó w , stosując 3-113-lizę ż y c i o r y s ó w i szczegółowe wywiady, wybrano
d w a d z i e ś c i a cztery osoby, które spełniały kryteria
szeroko pojętej „ n o r m a l n o ś c i " : były zdrowe pod
w z g l ę d e m fizycznym i psychicznym nie posiadały
n a ł o g ó w ani kartoteki. Potem, w sposób losowy
przydzielono i m role s t r a ż n i k ó w lub w i ę ź n i ó w
Eksperymentu nie poprzedzało ż a d n e szkolenie
12

13

10

Opis zdarzeń związanych z sytuacją po areszto­
waniu Zimbardo przedstawia n a s t ę p u j ą c o :
Więźniowie,
z zasłoniętymi
oczami, eskortowani
są po kolei sprzed Jordan Hall, schodami w dół,
do naszego małego więzienia. Następnie
strażni­
cy nakazują im rozebrać się i czekać, stojąc nago
z rozstawionymi nogami i rękami opartymi o ścia­
nę. Muszą trwać w tej niewygodnej pozycji przez
dłuższy czas. W tym czasie strażnicy, ignorując ich,
zajmują się żmudnymi
obowiązkami
ostatniej
chwili, takimi jak pakowanie rzeczy należących
do więźniów,
urządzanie pomieszczeń
dla strażni­
ków, czy ustawianie łóżek w trzech cełach. Przed
otrzymaniem ubrania każdy z więźniów zostaje
posypany rzekomym proszkiem
owadobójczym,

P. Zimbardo, Psychologia zla z perspektywy sytuacyjnej,
tłum. V. Reder, [w:] I . G. Miller (rei); Dobro i zło
z perspektywy psychologii społecznej, Wydawnictwo
WAM; Kraków 2008, s 37

11

Ibid., s. 58.

12

Ibid., s. 58.

13

Rekonstrukcja piwnicy polegała na wiernym
odtworzeniu w i ę z i e n n e j rzeczywistości - zaczy­
n a j ą c od wystroju cel (pozbawienie ich okien,
kraty zamiast drzwi), poprzez stroje u c z e s t n i k ó w
projektu (odpowiednie dla w i ę ź n i ó w i odpowied­
nie dla s t r a ż n i k ó w ) , aż do rekwizytów, takich jak:
pałki czy ł a ń c u c h y na kostkach aresztowanych.

P. Zimbardo, Efekt Lucyfera, tłum. A. Cybulko et al.,
PWN, Warszawa 2008, s. 46.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

14

R Zimbardo, Psychologia zla. ..,op. cit., s. 58-59.

15

Ibid., s. 59.

�Agnieszka Barczyk

114

żeby pozbyć się wszy które mogłyby zalęgnąć się
w naszym więzieniu.
Bez jakiejkolwiek
zachęty
z naszej strony część ze strażników zaczyna robić
sobie żarty z genitaliów
więźniów, zwracając
uwa­
gę na mały rozmiar penisa lub śmiejąc się z nie­
równo zwisających jąder. To taka męska gra! .
16

Po tych zabiegach k a ż d y z w i ę ź n i ó w otrzy­
muje ubranie, gumowe klapki i łańcuch, k t ó r y zaczepiony w o k ó ł kostki - ma stale p r z y p o m i n a ć
o statusie u w i ę z i e n i a W i ę ź n i o w i e dostali także
koszulowe bluzy, na k t ó r y c h były naszyte numery
zastępujące ich imiona - miały cel identyfikacyjny
Strażnicy zaś „nosili uniformy w stylu wojskowym
oraz okulary o srebrnych, zwierciadlanych szkłach,
w z m a g a j ą c y c h efekt a n o n i m o w o ś c i " .
17

18

W a ż n y element w i ę z i e n n e j r z e c z y w i s t o ś c i
s t a n o w i ł y -przepisy instytucjonalne, które usu­
w a ł y i zastępowały imiona poszczególnych osób
numerami, w przypadku więźniów, lub t y t u ł a m i ,
w przypadku personelu (...) i z a p e w n i a ł y straż­
n i k o m sprawowanie kontroli nad w i ę ź n i a m i " .
Zaprezentowano je w i ę ź n i o m j u ż pierwszego
dnia. Owych s i e d e m n a ś c i e zasad wymienia Z i m bardo w swojej pracy Efekt Lucyfera 19

i szczegółowym odtworzeniu życia w prawdziwym
więzieniu - nie zapomnieli też o takich elementach
jak: odliczanie czy praca strażników w systemie
zmian trwających po osiem godzin.
Zdaniem Arthura G . Millera, „Zimbardo
koncentruje się na »osobie«, podkreślając psycho­
logiczne transformacje, jakie n a s t ę p u j ą w jedno­
stce, kiedy zostaje osadzona w rolach o k r e ś l o n y c h
przez s y t u a c j ę " . A zatem w opozycji do trady­
cyjnego podejścia, które m ó w i po prostu o „złych
ludziach", Zimbardo - jak sam pisze - koncen­
truje się na „zarysowaniu kilku podstawowych
u w a r u n k o w a ń z w i ą z a n y c h z p r z e m i a n ą dobrych
ludzi w s p r a w c ó w zła" . Zło przestaje zatem b y ć
cechą p r z y p i s y w a n ą konkretnym ludziom, lecz
staje się własnością z m i e n n ą - m o ż e w y s t ą p i ć
u każdego człowieka g d y ż jest funkcją sytuacji
Kontekst, k t ó r y narzuca ludziom role społeczne',
warunkuje ich d z i a ł a n i a jednocześnie posiada
p o t e n c j a l n ą zdolność do w y w o ł a n i a d r z e m i ą c y c h
w człowieku p o k ł a d ó w zła. Zimbardo u w a ż a że
człowiek nie jest istotą z natury złą lub dobrą,
bowiem
22

23

-

nie rodzimy się ze skłonnością do czynienia dobra
czy zła, ałe z umysbwymi matrycami każdego
z tych zachowań.
Mam na myśli to, że mamy
możliwość być lepszym lub gorszym
człowiekiem
niż ktokolwiek dotąd, możemy być bardziej twór­
czy i bardziej destruktywni, możemy uczynić
świat
lepszym lub gorszym miejscem niż był dotąd .

20

Wszystkie te elementy - uwiarygadniające obraz
eksperymentalnych w a r u n k ó w i w maksymalnym
stopniu upodabniające je do więziennych realiów
- miały -zapewnić wystarczający czas na ukształ­
towanie się norm sytuacyjnych oraz pojawienie
się, przemiany i krystalizację wzorców społecznej
interakcji" - tłumaczy Zimbardo. Dlatego orga­
nizatorzy eksperymentu skupili się na tak wiernym
21

16

P. Zimbardo, Efekt..., op. cit., s. 65.

17

Ibid., s. 65.

14

Dobro i zło nie są stałymi w ł a s n o ś c i a m i czy
p r z y m i o t a m i l u d z k i m i , lecz k o n s t r u k t a m i matrycami (jak pisze Zimbardo), które posiada
k a ż d y z nas. To sytuacja w p ł y w a na to, które
z tych k o n s t r u k t ó w zaczną d o m i n o w a ć w naszych
działaniach i zachowaniach w z g l ę d e m drugiego

18

P. Zimbardo, Psychologia zła..., op. cit., s. 59 -60.

19

Ibid., s. 59.

22

A.G. Miller, op. cit.,s. 22.

2 0

P. Zimbardo, Efekt..., op. cit., s. 68.

23

P. Zimbardo, Psychologia zła..., op. cit., s. 37.

21

P. Zimbardo, Psychologia zła..., op. cit., s. 58.

24

Ibid., s. 36.

BARBARZYŃCA

1(19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

115

człowieka - tak m o ż n a by s k o n d e n s o w a ć istotę
koncepcji zła p r o p o n o w a n ą przez Zimbardo.
O d eksperymentu przeprowadzonego w Stan­
ford minęło j u ż ponad czterdzieści lat, a jednak
ciągle cieszy s i ę on d u ż y m zainteresowaniem.
Jednym z jego p r z e j a w ó w jest strona internetowa:
www.prisonexp.org, k t ó r a powstała w grudniu
1999 roku. Strona ta
wykorzystując
archiwalny materiał filmowy
i czterdzieści dwie stronice slajdów (...), opowiada
o tym, co zdarzyło się w ciągu sześciu
pamiętnych
dni (...) eksperymentu. Witryna ta zawiera pod­
stawowe dokumenty, kwestie dyskusyjne, artykuły,
wywiady i mnóstwo innych materiałów
dla wy­
kładowców, studentów
i wszystkich zainteresowa­
nych wzbogaceniem swej wiedzy o eksperymencie
- a wszystko w pięciu
językach ^

gady i ptaki, aż do ssaków. Z d j ę c i a nie są przy­
padkowe, ich w y b ó r został starannie p r z e m y ś l a n y
- wszystkie p o k a z u j ą „mroczną" s t r o n ę ś w i a t a
zwierząt: w a l k ę , g o n i t w ę , ś m i e r ć . W przyrodzie
obowiązuje prawo silniejszego - drapieżca zabija
ofiarę, żeby przeżyć. Szybki m o n t a ż powoduje
p ł y n n e - n i e z a u w a ż a l n e prawie - przejście zdjęć
od prezentacji ś w i a t a zwierząt do ukazania ś w i a t a
ludzi: p o d p a l e ń , ulicznych zamieszek, morderstw.
To wszystko sprawia, że analogia m i ę d z y t y m i
dwoma ś w i a t a m i nabiera szczególnego wyrazu:
człowiek staje się po prostu kolejnym ogniwem
ł a ń c u c h a ewolucji. Scheuring j u ż na p o c z ą t k u
filmu stawia pytanie o to czy aż tak bardzo róż­
n i m y się od d r a p i e ż n i k ó w ? M o ż n a zatem stwier­
dzić, że Eksperyment to film z w y r a ź n a teza teza
którą reżyser będzie p r ó b o w a ł u d o w o d n i ć albo
obalić.

1

W kolejnych u j ę c i a c h poznajemy jednego
z g ł ó w n y c h b o h a t e r ó w filmu - Travisa Hunta,
k t ó r y znalazł się w t r u d n y m momencie ż y c i o w y m

D r u g i m przejawem zainteresowania jest podej­
mowanie tego tematu przez t w ó r c ó w filmowych.
Pierwszą próbą interpretacji eksperymentu prze­
prowadzonego przez Philipa Zimbardo w 1971
roku, podjął Ołiver Hirschbiegel w 2001 r o k u .
D z i e w i ę ć lat p ó ź n i e j swój obraz zrealizował Paul
Scheuring . Co ciekawe, oba filmy opierają się
na książce niemieckiego autora Mario Giordano
(1999). Stanfordzki Eksperyment W i ę z i e n n y
najpierw z a w ę d r o w a ł w i ę c do Europy (niemiecka
książka i jej adaptacja filmowa), by dopiero potem
trafić na ekrany a m e r y k a ń s k i c h k i n .

- na skutek likwidacji n i e p e ł n y c h e t a t ó w stracił
pracę. N a nowo o d n a l e ź ć sens życia p r ó b u j e m u
p o m ó c Bay - m ł o d a dziewczyna poznana podczas
ulicznej manifestacji. Bohaterka proponuje m u
p o d r ó ż do I n d i i . Przeszkodą okazują się pienią­
dze, a właściwie ich brak: „Taka p o d r ó ż byłaby
dość kosztowna, a na to mnie nie s t a ć " - m ó w i
Travis. Z p o m o c ą przychodzi m u zamieszczone
w gazecie ogłoszenie: „ P o s z u k i w a n i ochotnicy
do eksperymentu. D w a tygodnie. N i e

Narodziny zła

gane ż a d n e d o ś w i a d c z e n i e . Bezpieczny. 1000 $

26

27

28

wyma­
dziennie".
F i l m Paula Scheuringa rozpoczyna s i ę o d
Podczas testów szef projektu przeprowadza
zrealizowanych w dokumentalnej poetyce zdjęć,
wywiady z potencjalnymi uczestnikami. Inte­
które p r z e d s t a w i a j ą świat przyrody. Ich bohate­
resują go: podstawowe dane, relacje z rodziną,
rami są zwierzęta: od m i k r o o r g a n i z m ó w , poprzez
światopogląd. Najczęściej powtarzającym się
25

P. Zimbardo, Efekt..., op. cit., s. 271.

26

Eksperyment, reż. O. Hirschbiegel, Niemcy 2001.

27

Eksperyment, reż. P. Scheuring, USA 2010.

2 8

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

Wszystkie cytaty pochodzące z filmu podaję za pol­
skimi napisami (materiały znalezione w Internecie,
tłumaczenie: sinu6).

�Agnieszka Barczyk

116

pytaniem jest to, dotyczące motywacji. Często
p o j a w i a j ą się r ó w n i e ż zagadnienia natury moral­
n e j . Ciekawe jest to, że w rozmowach z dokto­
rem wprost p a d a j ą p o j ę c i a takie jak: dobro i zło:
„ W i e r z y pan w dobro i zło we wszechświecie?" pyta doktor Barrisa . J u ż w pierwszych scenach
Barris zaczyna się j a w i ć widzowi jako osoba nie­
zbyt pewna siebie, p o s i a d a j ą c a niską s a m o o c e n ę
i wrodzone poczucie n i ż s z o ś c i . Warto zwró¬
cić u w a g ę na c i e k a w ą s t r u k t u r ę formalną scen
nagrywanych podczas przeprowadzania testów
- u j ę c i a c z a r n o - b i a ł e stylizowane na m a t e r i a ł
d o k u m e n t u j ą c y przebieg eksperymentu mieszają
się ze z d j ę c i a m i kolorowymi Ten zabieg powta¬
rza się w zasadzie p rzez resztę filmu. W ten sp o—
sób widzowi cały czas przypomina sie o statusie
ontologicznym rozgrywanych w y d a r z e ń . To że
wszystkie wydarzenia sa tylko eksoerymentem
oodkreśla też stała obecność kamer fczesto oowta'
rzaiace sie z b l i ż e n i a snrzetu zainstalowanego
w zaaranżowanym więzieniu)

m u j ą widza o dziennym czasie r o z g r y w a j ą c y c h
się w y d a r z e ń .

29

30

31

Podjeżdżający autobus oznacza początek pew­
nej przygody. Kiedy bohaterowie do niego wsiądą,
p o j a d ą w miejsce, z którego w r ó c ą jako zupełnie
i n n i ludzie. Z a n i m odjadą, widz może się zorien­
t o w a ć , kto odegra w filmie najważniejsze role.
Trzech kluczowych b o h a t e r ó w m o ż n a zobaczyć
razem w kadrze. Przyjazd do w i ę z i e n i a zamyka
p e w n ą część filmu ( m o ż n a ją u z n a ć za w s t ę p )
i rozpoczyna przejście do części g ł ó w n e j , k t ó r a
podzielona jest na swoiste rozdziały (kolejne d n i
eksperymentu). O d tej pory Eksperyment przyj­
muje s t r u k t u r ę dziennika - kolejne napisy infor-

2 9

3 0

31

Na przykład: „Skąd zatem bierze pan wskazówki doty­
czące decyzji moralnych?".
Na co ten odpowiada: „Przypuszczam... że skoro wie­
rzę w Boga, to i w to, prawda?".
Mimo ukończenia czterdziestu dwóch lat bohater
mieszka z matką. Jest często poniżany i upokarzany
przez sąsiadów. Bez wątpienia ma to duży wpływ na
jego późniejsze działania.

D z i e ń pierwszy jest „ w d r a ż a n i e m " w i ę ź n i ó w
w n o w ą s y t u a c j ę . Na początek doktor Archalata
udziela uczestnikom s z c z e g ó ł o w y c h instrukcji
d o t y c z ą c y c h sytuacji, której m a j ą stać się boha­
terami. Kolejnym etapem jest podział uczestni­
k ó w na s t r a ż n i k ó w i w i ę ź n i ó w . Przed w y j ś c i e m
doktor uprzedza strażników, że: „Jeśli ktoś zrezy­
gnuje, będzie po wszystkim. Jeśli k t ó r y ś z w i ę ź ­
n i ó w złamie zasady, będziecie mieli 30 minut
na zastosowanie w ł a ś c i w y c h środków. Jeśli tego
nie uczynicie, zapali się ta czerwona lampka".
W ten sposób niemo pozwala i m na stosowanie
wszystkich
poza przemocą srodlców^ perswazji
i zachęca ich do utrzymania rygoru k t ó r y jest
n i e z b ę d n y do p r a w i d ł o w e g o przeprowadzenia
eksperymentu. Czerwona lampka zaś staje sie
wyrocznia i ś r o d k i e m m i l c z ą c e g o w o ł v w u na
działania strażników.
32

33

W chwili zakładania przez strażników mun­
d u r ó w postacie tworzą swoją nową tożsamość tożsamość pewnej roli społecznej. W tym nowym
przebraniu udają się do więźniów, aby przygotować
ich do specyficznej, trudnej, odmiennej sytuacji.
Scena mycia bardzo przypomina opisy, które można
przeczytać w raportach Zimbardo - więźniowie
są nadzy, odwróceni tyłem do strażników, po raz
pierwszy też pojawiają się słowa ze sfery seksualno­
ści. Również więźniowie mają nieco inne ubrania
niż te, o których można przeczytać u Zimbardo .
34

35

32

Jego przebieg nie jest ukazany widzowi.

33

Pokazana w zbliżeniu.

34

35

Zupełnie inne niż w eksperymencie Zimbardo, bra­
kuje też wspominanych już okularów.
Przypomnijmy, że w 1971 roku więźniom przysługi­
wała jedynie bluza koszulowa z identyfikacyjnym nu­
merem. Tutaj zostaje ona wzbogacona o spodnie. Nie
ma również mowy o łańcuchach które były zakładane
na prawą kostkę.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

117

J u ż pierwszego dnia jest z a u w a ż a l n e pierwsze

cym w i ę z i e n i e m zasadom. P r ó b u j ą go u p o k o r z y ć

w a ż n e zdarzenie - tzw. sytuacja zapalna. Podczas

poprzez zgolenie głowy (w eksperymencie Z i m ­

gry w k o s z y k ó w k ę jeden z w i ę ź n i ó w trafia piłką

bardo w i ę ź n i o w i e nosili czapki z pończochy, tak,

w s t r a ż n i k a Boscha i rani go. Ten incydent staje

aby z a k r y w a ł y i m w ł o s y ) . Barris u w a ż a , że to, co

się pretekstem do r o z m ó w na temat pierwszego

zrobili, było słuszne - mieli do tego prawo, bo to

38

ukarania w i ę ź n i ó w . D z i e ń drugi przynosi kolejny

miejsce n a l e ż y do nich, a zatem ich o b o w i ą z k i e m

kryzys - t y m razem j u ż znacznie poważniejszy.

jest ochrona rządzącego n i m ładu.

Podczas p o s i ł k u w i ę ź n i o w i e b u n t u j ą się prze¬
ciwko zjedzeniu podejrzanie w y g l ą d a j ą c e j fasolki.

To, co Travis przeżył tej nocy stanowi dopiero

Sztywne trzymanie się zasad przez s t r a ż n i k ó w

początek u p o k o r z e ń ze strony Barrisa i innych

doprowadza do wybuchu buntu. Podczas sprze­

strażników, a zarazem początek ł a m a n i a jego sil­

ciwu jeden z w i ę ź n i ó w przypomina wszystkim, że

nego charakteru. W trudnych chwilach pozostaje

nowa rzeczywistość jest jedynie eksperymentem:

mu m y ś l e n i e o Bay i wymarzonych Indiach. Jed­

„ D l a twojej w i a d o m o ś c i , ten m u n d u r nie jest

nak z czasem i w tych wizjach pojawia się coś nie­

prawdziwy, słonko" — zwraca się do s t r a ż n i k a

p o k o j ą c e g o - zaczyna w nich d o m i n o w a ć kolor

Jednak nikt nie z^vr&lt;3.Cci uwagi na jego słowa

czerwony, p r z y w o ł u j ą c y na m y ś l krew.

Strażnicy poczuli już władze i po raz kolejny zmu
szaia w i ę ź n i ó w do robienia pompek - za k a ż d y m

Czwarty dzień w y w o ł u j e u Travisa coraz w i ę k ­

razem rl przewinienie Jednego z nich kare pono

sze obawy o zdrowie przyjaciela - jest g o t ó w

sza wszvscv Potem s t r a ż n i c ! dokonuia analizv

z r e z y g n o w a ć z części swojej wypłaty, żeby tylko

całego zajścia. Wtedy Barris wpada na p o m y s ł

z d o b y ć i n s u l i n ę . S w o j ą prośbę kieruje do Boscha

k t ó r y w p ł y n i e na wszystkie dalsze wydarzenia .'

-

36

najbardziej przyjaznego ze strażników. Obaj

w i e d z ą jednak, że do w i ę z i e n i a nie może trafić
D z i e ń trzeci tradycyjnie rozpoczyna się od

nic ze ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o . Podczas p r ó b y prze­

odliczania, które jest tego dnia w y j ą t k o w e . Przede

mycenia insuliny Bosch zostaje nakryty przez

wszystkim chodzi o brak jednego w i ę ź n i a - Lata­

Barrisa i jego kolegów. Jeszcze tej samej nocy

jącego C z ł o w i e k a . W jego obronie staje Travis,

s t r a ż n i c y w y m i e r z a j ą Boschowi karę za z d r a d ę

37

co w y w o ł u j e agresję Barrisa. Travis ostrzega go

i pomoc w i ę ź n i o m . Dozorcy, k t ó r z y z a c h o w u j ą

jednak: „Jeśli mnie uderzysz, to będzie koniec eks­

się lojalnie wobec Barrisa, p o z o s t a j ą bezkarni

perymentu", przez co s t r a ż n i c y uznają go za w i n ­

(wcześniej jeden z nich - Chase, maniak seksu­

nego wszystkim przejawom buntu i p r z y w ó d c ę

alny, zadeklarowany heteroseksualista - p r ó b u j e

ruchu oporu. W nocy p o r y w a j ą go i w y m i e r z a j ą

zgwałcić w i ę ź n i a

m u k a r ę za jego przeciwstawianie się rządzą­

się z ż a d n ą karą)

36

3 7

Opowiada towarzyszom o swojej przynależności do
bractwa i o upokorzeniach, które kandydaci musie­
li znosić przed inicjacja: „Nie mogli nas skrzywdzić.
Ale mogli zrobić z nami coś o wiele gorszego.. Mogli
nas poniżyć. To właśnie musimy zrobić. Musimy ich
upokorzyć". W ten sposób dochodzi do przełomu Barris kŁdyś upokarzany, teraz sam chce upokarzać
Dawna ofiJa staje się katem.
Bohater, osłabiony niskim poziomem cukru, nie może
wstać z łóżka

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

3 8

jednak i ego czyn nie spotyka

Jak pisze Zimbardo: „Proces golenia głowy, który ma
miejsce w większości więzień i instytucji wojskowych,
służy zminimalizowaniu indywidualności poszczegól­
nych osób, ponieważ część ludzi wyraża swoją oso­
bowość poprzez długość bądź ułożenie włosów Poza
tym spełnia on funkcję przyzwyczajania ludzi do przy­
musu który panuje w ^ c h instytucjach" {Stanfordzh
Ekspryment W Lnny
http7/www pri onexp org/
pokki/11 25 102011)
t

�Agnieszka Barczyk

118

D z i e ń p i ą t y rozpoczyna się od reorganizacji
w podziale ról. Bosch - zmaltretowany przez
pozostałych s t r a ż n i k ó w - otrzymuje status w i ę ź ­
nia i numer 76. Barris straszy pozostałych w i ę ź ­
n i ó w , jest przekonany, że zasady są g w a r a n c j ą
zachowania p o r z ą d k u , bez nich ludzie byliby
z w i e r z ę t a m i , a ś w i a t e m rządziłby chaos. Kolejna
p r ó b a buntu w i ę ź n i ó w zostaje s t ł u m i o n a dzięki
szybkiej reakcji Barrisa. S t r a ż n i c y p r z y j m u j ą roz­
kaz ochoczo: szybko p r z y s t ę p u j ą do działania,
p r z y p o m i n a j ą przy t y m zwierzęta - z a c h o w u j ą się
niczym m a ł p y z pierwszych ujęć filmu. Uważają,
że ich działania są legitymizowane i akceptowane
przez e k s p e r y m e n t a t o r ó w bo czerwona lampka
nadal się nie zapala .
'
39

40

D z i e ń s z ó s t y jest d n i e m p r z e ł o m o w y m .
W Travisie - z a m k n i ę t y m w izolatce - budzi się
n i e n a w i ś ć do Barrisa. Pragnienie zemsty stają się
m o t y w a c j ą do walki o przetrwanie. Travis - ten,
k t ó r y k i e d y ś m i a ł zbyt delikatne ręce, by u d e r z y ć
- n a u c z y ł się w a l c z y ć . Bez o p a m i ę t a n i a bije Bar­
risa - tak, jakby chciał m u w y m i e r z y ć sprawiedli­
w o ś ć za te sześć d n i upokorzenia i hańby. Walka
jest tak z a p a m i ę t a ł a , że w pierwszej chwili m ę ż ­
czyźni nie dostrzegają czerwonej lampki - znaku
k o ń c a eksperymentu (podobnie jak w relacjach
Zimbardo: „ » M a m wam coś w a ż n e g o do powie­
dzenia, w i ę c s ł u c h a j c i e u w a ż n i e :
Eksperyment
się zakończył.
Możecie
opuścić
więzienie
dzisiaj,
Nie ma ż a d n e j natychmiastowej reakcji zmiany
w wyrazie twarzy lub mowie ciała. M a m wrażenie
że sa zmieszani sceptyczni może nawet podejrz
l i w i i czuia ż e i e s t to koleiny test ich reakcji" )
Kiedy brama sie orwiera boharerowie chyba nie
do k o ń c a wierzą że to j u ż koniec C z e k a j ą c na
41

3 9

4 0

4 1

Mówi: „Powinniście w końcu zrozumieć, że nie bę­
dziemy tolerować łamania zasad".
O jej znaczeniu świadczą choćby słowa: „To czerwone
światło, to jedyne, co mamy!".
R Zimbardo, Efekt..., op. cit., s. 200.

autobus, milczą - prawdopodobnie zdają sobie
sprawę ze zmian, jakie w nich zaszły.

Podobne i różne
Film Scheuringa w w y r a ź n y sposób o d w o ł u j e
się do eksperymentu przeprowadzonego przez
Philipa Zimbardo. Liczne n a w i ą z a n i a - z a r ó w n o
ze sfery wizualnej, jak i dialogowej - pozwalają się
d o m y ś l a ć , skąd reżyser czerpał inspiracje. Jednak
bliższe przyjrzenie się obu m a t e r i a ł o m - ekspe­
rymentowi reprezentowanemu przez spisane po
jego przeprowadzeniu raporty i filmowi nakrę¬
conemu blisko czterdzieści lat p ó ź n i e j - pozwala
dostrzec kilka istotnych różnic. Wskazanie tych
rozbieżności pozwoli się d o k ł a d n i e j z a s t a n o w i ć
nad ich celowością.
Istotne wydaje się zwrócenie uwagi na podo­
b i e ń s t w a , które p o z w a l a j ą m ó w i ć o t y m , że film
Scheuringa jest a d a p t a c j ą eksperymentu prze­
prowadzonego przez Philipa Zimbardo. J u ż na
wstępie m o ż n a powiedzieć, że w obu przypadkach
podobna jest sama idea: uczestnicy eksperymentu
zostają podzieleni na dwie grupy i z a m k n i ę c i na
dwa tygodnie w b u d y n k u z a a r a n ż o w a n y m na
w i ę z i e n i e . W y s t r ó j miejsca znacznie przypomina
to, o k t ó r y m m o ż n a się d o w i e d z i e ć z r a p o r t ó w
Zimbardo. Istotnym elementem inscenizacji są
kamery - często pokazywane w bliskich planach
i d ł u g i c h u j ę c i a c h tak żeby widz ani na chwile
nie z a p o m n i a ł , że k t o ś wszystkie te wydarze­
nia kontroluje. Podobne są r ó w n i e ż reguły gry:
w i ę ź n i o w i e tracą część swoich D 1*3.W gwaranto
wanych i m orzez konstytucje ich imiona zostają
zastąpione numerami (innymi n i ż w przypadku
u c z e s t n i k ó w eksperymentu z 1971 r.), wobec
n i e p o s ł u s z n y c h wolno stosować karv Elemen
rem w s p ó l n y m iesr reż isrnienie zasad rządzących
wiezieniem które w obu przypadkach strażnicy
n r L m n i a od e k s n e r y m e n t . t o r ó w

R ó ż n i , sie
i i 1
one jednak ilością: Zimbardo w swojej pracy
n

i A \

"I ' •

7- h
m

rA

BARBARZYŃCA

'

1 (19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

cytuje s i e d e m n a ś c i e zasad, zaś w przypadku filmu
Scheuringa mowa o pięciu. Tak n a p r a w d ę ich sens
jest zbliżony (niektóre z reguł w filmie kondensują w sobie w i ę c e j n i ż j e d n ą zasadę z 1971 r.).
Najprawdopodobniej zabieg ten wynika ze specy­
fiki przekazu filmowego - chodzi o oszczędność
czasową (ponadto, lista 17 zasad recytowanych
przez s t r a ż n i k ó w podczas jednego u j ę c i a m o g ł a b y
dla odbiorcy stać się m ę c z ą c a ) .
Element buntu, zawiera zarówno p o d o b i e ń ­
stwa, jak i różnice w stosunku do eksperymentu
psychologa. W przypadku d o ś w i a d c z e n i a z 1971
roku w i ę ź n i o w i e zaczęli się b u n t o w a ć i n a ś m i e ­
w a ć ze s t r a ż n i k ó w w swoich celach: „ W i ę ź n i o w i e
zdjęli pończoszane czepki z głów, zerwali numery
identyfikacyjne oraz zabarykadowali się w celach,
b l o k u j ą c w e j ś c i a pryczami" . W filmie miejscem
sprzeciwu jest stołówka, p r z y c z y n ą zaś - protest
przeciwko zjedzeniu podejrzanie w y g l ą d a j ą c e j
fasolki. Oba zdarzenia k o ń c z ą się w ten sam spo¬
sób - zostają s t ł u m i o n e D rzez s t r a ż n i k ó w p rzy
p o m o cy gaśnic z dwutlenkiem w ę g l a .
42

Podczas analizy obu e k s p e r y m e n t ó w m o ż l i w e
staje się także zaobserwowanie elementów, które
w y r a ź n i e je różnią. Pierwszą istotną rozbieżnością
jest w y s o k o ś ć w y p ł a t y : u Zimbardo jeden dzień
m i a ł b y ć wynagrodzony k w o t ą 15 dolarów, w fil­
mie uczestnicy liczą na 1000 dolarów. Najpraw­
dopodobniej jest to uzasadnione realiami - eks­
peryment Zimbardo m i a ł miejsce na początku lat
s i e d e m d z i e s i ą t y c h X X wieku, Scheuring zrealizo­
w a ł film w X X I wieku, a zatem w a r t o ś ć p i e n i ą d z a
uległa zmianie. I n n y m w a ż n y m elementem róż­
n i ą c y m jest podział u c z e s t n i k ó w eksperymentu:
Zimbardo bardzo w y r a ź n i e zaznacza, że dobór
był losowy, takiej jasności nie ma u Scheuringa
- s t r a ż n i c y zosta a wybrani poprzez wyczytanie
ich nazwisk, s k ą d na liście eksperymentatora

119

wzięły się akurat te osoby, tego niestety, widz nie
dowie się ze sjużetu. Jeśli chodzi o strażników, to
należałoby jeszcze zwrócić u w a g ę na ich liczbę
- w Stanfordzkim Eksperymencie W i ę z i e n n y m
było ich d z i e w i ę c i u , w filmie jest tylko siedmiu.
Najprawdopodobniej wynika to z tego, że reży­
serowi zależało na stworzeniu jak najbardziej
wyrazistych c h a r a k t e r ó w . Ewidentnie czarnym
charakterem jest Barris. S t r a ż n i k i e m , k t ó r y jest
jego p r z e c i w i e ń s t w e m , jest Bosch. Reszta lokuje
się „ p o m i ę d z y " dobrem i złem. Nie potrzeba było
w i ę k s z e j liczby b o h a t e r ó w o d g r y w a j ą c y c h rolę
d o z o r c ó w w i ę z i e n i a , żeby stworzyć konfliktową
sytuacje Uproszczeniu podlega r ó w n i e ż systern pracy - Zimbardo podkreślał że strażnicy
pracowali w systemie o ś m i o g o d z i n n y c h zmian
w filmie Scheuringa wszyscy bohaterowie prze'
bywaia razem ( w i a t e k stanowią sceny w k t ó r y c h
pojedyncze postaci znaiduia sie w drobnych syru
acjach p o p y c h a j ą c y c h akcję do przodu ).
43

N i e k t ó r e elementy różniące w ł a ś c i w y ekspe­
ryment od filmu, jak c h o ć b y wspomniany j u ż
sposób podziału na role czy brak procesu aresz­
towania w filmie, w y n i k a j ą ze specyfiki medium
filmowego. Podczas p ó ł t o r a g o d z i n n e g o seansu
nie ma czasu, żeby p o w i e d z i e ć wszystko, dlatego
Scheuring znacznie uprościł obraz eksperymentu,
k t ó r y m o ż n a zobaczyć na ekranie. Pojawiają się
za to retrospekcje pogłębiające psychologiczny
wizerunek postaci , a także swoisty epilog, za jaki
m o ż n a u z n a ć p o d r ó ż Travisa do I n d i i (filmowy
odpowiednik b a d a ń , k t ó r y m poddawano uczest44

4 3

4 4
42

Stanfordzki Eksperyment Więzienny, http://www.pnsonexp.org/polski/16, 27.10.2011.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

Jak na przykład: próba gwałtu przez Chasea czy po­
szukiwanie insuliny przez Boscha w bagażu Latające­
go Człowieka.
U Zimbardo jedyne informacje o przeszłości bada­
nych pojawiały się podczas wstępnego badania uczest­
ników eksperymentu.

�Agnieszka Barczyk

120

n i k ó w eksperymentu z 1971 roku przez kilka lat
po jego z a k o ń c z e n i u ) .
45

Kolejnym elementem, na k t ó r y warto zwrócić
u w a g ę , jest sposób przerwania d o ś w i a d c z e n i a .
Podczas badania przygotowanego przez Z i m ­
bardo w i ę ź n i ó w zaprowadzono przed specjalną
K o m i s j ę mającą r o z p a t r y w a ć ich prośby o warun­
kowe zwolnienie. W i ę k s z o ś ć z nich była gotowa
z r e z y g n o w a ć z wynagrodzenia, byle tylko w y j ś ć
z tego fikcyjnego w i ę z i e n i a . Komisja o b i e c y w a ł a
w i ę ź n i o m , że ich sprawy zostaną rozpatrzone
w bliżej n i e o k r e ś l o n e j przyszłości, co wywołało
w nich tak silne poczucie beznadziei, apatii, bez­
radności, że kiedy ogłoszono i m , iż eksperyment
został z a k o ń c z o n y nie mogli w to u w i e r z y ć .
W e d ł u g u c z e s t n i k ó w d o ś w i a d c z e n i a b y ł to tylko
koleiny etap testowania W przypadku filmu
m o ż n a w pewnym sensie m ó w i ć o podobnej sytu
acii - apel Trayisa k t ó r y kieruje do bezdusznej
kamery o otworzenie bramy i wypuszczenie ich
zostaie zignorowany (tak tak prośbv s t u d e n t ó w
wvar v k u ł o w a n e w 1 971 roku przed Komisia)
kiedv brama
ie oiwiera
otwiera - bohaterowie
rPóóżźnniieej! - Kieuy
urania się

przez jakiś czas zdają się tego nie z a u w a ż a ć
M ó w i ą c o sposobie przerwania eksperymentu,
nie m o ż n a p o m i n ą ć p o w o d ó w , przez które do
tego doszło. W przypadku Z i m b a r d o b y ł to
wzrost agresji i upokarzania w i ę ź n i ó w do niebez­
piecznego poziomu. Jednym z p r z e j a w ó w tych
z a c h o w a ń było zmuszanie ich do odgrywania
a k t ó w homoseksualnych . W przypadku filmu
46

4 5

Przeprowadzone na koniec eksperymentu rozmowy
sprawozdawcze (z więźniami i strażnikami) wykazały,
że badanie nie pozostawiło na uczestnikach żadnych
trwałych skutków. Jeszcze przez kilka lat po ekspery­
mencie przeprowadzano testy kontrolne. Zob. P. Z i n i
bardo, Psycholo azła...,op
at.,s.6l.

powody były znacznie p o w a ż n i e j s z e - przede
wszystkim zginął c z ł o w i e k . Poza t y m doszło
do a k t ó w zbiorowej przemocy - w i ę ź n i o w i e
i strażnicy byli gotowi w a l c z y ć na ś m i e r ć i życie.
N a w i ą z a n i e m do odgrywania homoseksualnych
s t o s u n k ó w przez badanych z 1971 roku może
być ponowna p r ó b a gwałtu, której szóstego dnia
eksperymentu chce się d o p u ś c i ć Chase. Przy
analizie p o w o d ó w przerwania eksperymentu
nasuwa się jeszcze jedno pytanie: o przyczyny
tak długiego zwlekania z tą decyzją. Zimbardo,
m ó w i ą c o swoim eksperymencie, przyznaje, że
prawdopodobnie za bardzo się zaangażował sam
poczuł się jak Kierownik W i ę z i e n i a Dopiero jego
przyszła żona - Christiana M a s ł a c h - z w r ó c i ł a
mu
aspekt
eksperymentu49
47

48

M o ż n a to p o t r a k t o w a ć jako próbę w y t ł u m a c z e ­
nia, bo przecież nie usprawiedliwienia. Jednak
w filmie Scheuringa nie
takiej p r ó b y
Wielokrotne zbliżenia na czerwoną l a m p k ę każą
z a p y t a ć dlaczego milcząco pozwalała na takie
noniżenia&gt;Widzdowiadniesie

•

Stanfordzki Eksperyment Więzienny,
nexp.org/polski/38, 27.10.2011.

http://www.pnso-

7

w V n "

\\

Z

7 a m

,rv
"k

i osKarzono go
srmerc niewinnego cztowieKa.
iNie ma jeanak szansy wysmcnac w y t ł u m a c z e n i a
ze strony bonatera.

Ewolucja przede wszystkim
Film Scheuringa, aczkolwiek mocno inspiro­
wany Stanfordzkim Eksperymentem W i ę z i e n ­
nym, nie ogranicza się wyłącznie do prezentacji
zła z perspektywy sytuacyjnej, co jest zasadni­
czym celem Zimbardo. Co prawda, Scheuring
pokazuje ludzi, k t ó r z y pod w p ł y w e m okoliczno­
ści ze z w y k ł y c h obywateli z a m i e n i a j ą się w sady-

4 7

4 8

gl

46

że nrzeriwko sze

fowi „ r „ n v h a d a w c e i o s t a ł v wvsnniete

49

Zapewne celowo wyolbrzymione, aby zwiększyć emo­
cje widzów.
Chodzi o Latającego Człowieka, który wykrwawił się
na skutek rany głowy zadanej mu przez Barrisa.
Stanfordzki Eksperyment Więzienny,
nexp.org/polski/38, 27.10.2011.

BARBARZYŃCA

http://www.pnso-

1 (19) P019

�Koncepcja zła w filmie Eksperyment

121

stów i z w y r o d n i a l c ó w - tak jak to zakłada koncep­

c ó w k ę . Druga sytuacja ma miejsce j u ż w auto­

cja psychologa - dodatkowo pojawia się jednak
tutaj pytanie: czy oby na pewno wszyscy z nich są

busie, podczas powrotu u c z e s t n i k ó w do d o m ó w .
W i ę z i e ń numer 17 jest przekonany, że przez te

przeciętni i normalni? Zastrzeżenia m o ż n a m i e ć
przynajmniej do k i l k u postaci: w i ę z i e ń numer 17

sześć d n i Travis z m i e n i ł zdanie, co do miejsca
człowieka w świecie. Czy s ł u s z n i e . . . ?

- j u ż w c z e ś n i e j o d s i a d y w a ł wyrok; Barris - nadal
mieszka z m a t k ą ; inny ze s t r a ż n i k ó w - Chase
- jest u z a l e ż n i o n y od seksu. W ten sposób cha­
raktery

filmowych

Nadzieja dla ludzkości

b o h a t e r ó w stają się bardziej

Wspomniana rozmowa jest j e d y n ą w y m i a n ą

wyraziste, ale w pewnym sensie zachwiane zostają
założenia eksperymentu Zimbardo. O p r ó c z per­

z d a ń przez u c z e s t n i k ó w eksperymentu t u ż po
jego z a k o ń c z e n i u . W i ę z i e ń numer 17 jest zdzi­

spektywy sytuacyjnej, z k t ó r e j m o ż n a a n a l i z o w a ć
zło, dla Scheuringa r ó w n i e - jeśli nie bardziej istotna staje się ewolucja. W swojej audiowizual­
nej wizji reżyser stawia tezę, że człowiek jest tylko
kolejnym ogniwem w ł a ń c u c h u ewolucji.

wiony, że Travis mimo wszystko nie stracił wiary
w l u d z k o ś ć . Wierzy, bo: „nadal j e s t e ś m y w stanie
coś z t y m zrobić" ( b y ć może m y ś l i , że cywilizacja
oprócz reguł w y t w o r z y ł a także swoistego rodzaju
c z e r w o n ą l a m p k ę , k t ó r a może się zapalić w naj­

Znaczenie ewolucji dla koncepcji zła, k t ó r ą
proponuje widzowi Scheuring, zostaje zasugero­
wane j u ż na początku. U j ę c i a w a l c z ą c y c h zwierząt
połączone ze z d j ę c i a m i ludzi, k t ó r z y przynoszą

gorszych momentach). Travis to p r z y k ł a d boha­
tera, którego nie da się złamać - ani fizycznie, ani
psychicznie. T r i u m f Barrisa, k t ó r y m i a ł miejsce
podczas topienia b u n t o w n i k a w toalecie, b y ł
tylko pozorny i chwilowy J u ż n a s t ę p n e g o dnia

sobie ś m i e r ć i cierpienie, n a b i e r a j ą sensu po
obejrzeniu całego filmu - stają się w ten spo­
sób swoistym preludium do całej w y k ł a d n i zła.
Podobne obrazy p o j a w i a j ą się r ó w n i e ż w u j ę ­
ciach w y ś w i e t l a n y c h uczestnikom eksperymentu

bohater w ramach protestu przeciwko z n ę c a n i u
się nad Boschem zaczął ściągać ubranie i a p e l o w a ć
o otworzenie bramy U d z i a ł w eksperymencie bez
w ą t p i e n i a z m i e n i ł s?o — przede wszystkim u ś w i a
d o m i ł m u ' własne słabości i n a u c z y ł go w a l c z y ć

podczas rekrutacji. W ciągu sześciu d n i oni sami
staną się w a l c z ą c y m i o przetrwanie d r a p i e ż n i k a m i
i padlinożercami.

W k o ń c o w y c h scenach sam staie 'sie katem p r ó '
buie siła w v m i e r z v ć snrawied iwość N i e ' t r a c i
nrrv rvrn kontroli _ nntr.fi n r ^ s r . ć - bi,V

W,

n k zabija
N a w i ą z a n i a do ewolucji p o j a w i a j ą się także
w warstwie dialogowej, przynajmniej w d w ó c h
scenach. Pierwsza sytuacja ma miejsce w celi,
kiedy w i ę ź n i o w i e numer 17 i 77 r o z m a w i a j ą
o wydarzeniach, k t ó r y c h są częścią. Numer 17
jest przekonany, że człowiek niczym nie różni się
od małpy. W i d z dostaje tego potwierdzenie jakiś
czas p ó ź n i e j , oglądając s t r a ż n i k ó w rozdzielających
w i ę ź n i ó w , aby u n i k n ą ć b u n t u ( u j ę c i a pozba­
wione słów podkreślają zezwierzęcenie s t r a ż n i k ó w
skaczących niczym m a ł p y ) - w i ę z i e n i e zaczyna
bardziej p r z y p o m i n a ć zoo n i ż c y w i l i z o w a n ą pla­

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

Travis wydaje się p o s t a c i ą nieco n a i w n ą

-

u w a ż a , że najważniejsze to b y ć prawym, że trzeba
m i e ć zasady, że dobro z w y c i ę ż a . W zderzeniu
z w i ę z i e n n ą rzeczywistością wszystkie jego warto­
ści zostają wystawione na p o w a ż n ą p r ó b ę . Barris,
będąc katem, staje się j e d n o c z e ś n i e nauczycielem.
Uczy , że zło istnieje i że trzeba z n i m w a l c z y ć .
Czasem p r a w o ś ć nie wystarczy, trzeba użyć sil­
niejszych środków, tych, które stoją po stronie
przeciwnika. N a j w a ż n i e j s z e jednak, żeby u m i e ć
p o w i e d z i e ć sobie: „wystarczy". Travis wierzy, że

�Agnieszka Barczyk

122

człowiek umie albo przynajmniej ma taką m o ż ­
liwość. M o ż e właśnie dlatego uważa, że człowiek
- w p r z e c i w i e ń s t w i e do zwierząt, w przypadku
k t ó r y c h przemoc jest uzasadniona chęcią prze­
trwania - potrafi się k o n t r o l o w a ć . B y ć m o ż e
- jego zdaniem - ta czerwona lampka to coś,
co trzeba w y t w o r z y ć w sobie samym, p o n i e w a ż
działania ludzi zawsze p o d l e g a j ą moralnej ocenie,
nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach
m o ż n a je r o z p a t r y w a ć w kategoriach dobra i zła.

„ o k a l e c z o n e " , a w i ę c pozbawione swojej p e ł ­
nej w a r t o ś c i . Niestety, przynajmniej w pewnym
stopniu słowa zamieszczone w recenzji są praw­
dziwe. Jednak do zjawiska tego nie m o ż n a podejść
jednostronnie. Warto z a u w a ż y ć , że film, k t ó r y
w p r z y w o ł y w a n e j wypowiedzi krytyka filmo­
wego o k r e ś l o n y zostaje jako uproszczenie, jest
jednocześnie poszerzeniem - propozycji Philipa
Zimbardo (kwestia ewolucji, którą w y r a ź n i e pod­
kreśla reżyser).

R ó ż n i c e , które p o j a w i a j ą się m i ę d z y ekspery­
mentem z 1971 roku a jego filmową interpretacją
m o g ą b y ć wynikiem koncepcji reżysera polegają­
cej na symplifikacji skomplikowanych z a g a d n i e ń
z obszaru psychologii społecznej albo szerzej poję­
tego zjawiska - tendencji we w s p ó ł c z e s n y m kinie
a m e r y k a ń s k i m . Na ten czynnik zwraca u w a g ę
recenzent „ F i l m u " , pisząc, że film Scheuringa
został: „zrobiony zgodnie z niedobrym ani eryk a ń s k i m zwyczajem, k t ó r y każe upraszczać k a ż d y
skomplikowany motyw tak, aby nawet najmniej
d o ś w i a d c z e n i widzowie byli usatysfakcjonowani
i pojęli w czym rzecz"
B y ć może to właśnie
to zjawisko miało w i ę k s z y w p ł y w na ostateczny
kształt Eksperymentu, n i ż wizja Scheuringa Zda
niem recenzenta upraszczając pewne elementy
zamiast autorskiej wizji m o ż n a osiągnąć dzieło

Koncepcja Scheuringa, w y r a ź n i e n a w i ą z u j ą c a
do perspektywy sytuacyjnej, zostaje silnie osa­
dzona na założeniach teorii ł a ń c u c h a ewolucyj­
nego. Człowiek skonfrontowany z ekstremalnymi
warunkami - podobnie jak zwierzę - zaczyna
przestrzegać prawa silniejszego i w a l c z y ć o prze­
trwanie. W wizji reżysera pojawia się jednak cień
nadziei dla ludzkości - jest n i m owa czerwona
lampka, której istnienie może ocalić j e d n o s t k ę
i jej człowieczeństwo. D o f o r m u ł o w a n i a opty­
mistycznych prognoz należy jednak p o c h o d z i ć
z p e w n ą ostrożnością - przecież nawet Travis
z a m i e n i ł się na c h w i l ę w o p r a w c ę W świetle
powyższych rozważań słuszne zatem wydaje sie
określenie filmowej propozycji - koncepcji zła
jako innej (od zaprezentowane przez Zimbardo)
lecz niekoniecznie gorszej.

50

50

M . Niemojewski, „Eksperyment", „Film", 2011, nr 3, s. 93.

The idea of evil in the movie The

The
and
and
and

the differences between the Stanford Experiment and
its cinematographic adaptation

ExperimenP.

author o f the article analyses the empirical and film materiał to ask about borderline between good
evil. She analyses Zimbardos Stanford prison experiment (1971) and compares it to popular reception
film adaptations of the experiment. The author emphasizes the basie differences between psychological
popular view on the interpretation of motivations, morał decisions and human behaviour. I n fact, the
author presents various philosophical concepts o f human naturę.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10832" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10810">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/967bd29e8f673f8e0b065921feff4109.pdf</src>
        <authentication>70831cdd4b14e5672818d1045901ba7f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129097">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5563</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129098">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129099">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129100">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129101">
                <text>Bycie tam/w Polsce/ Barbarzyńca 2005 nr 10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129102">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.59-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129103">
                <text>Bartkowski, Fran</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129104">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129105">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129106">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129107">
                <text>Fran Bartkowski

BYCIE TAM/ W POLSCE

„Jak to było, być tam?", zapytała moja studentka.
Tam to Auschwitz/ Birkenau; tu to sala wykładowa w Newark w stanie New Jersey w styczniu 2004.
Omawiając wspomnienia i autobiografie kobiet, w trze­
cim tygodniu semestru przeszliśmy z Dziennika Anny Frank
do książki Charlotty Delbo After Auschwitz [Po Auschwitz].
Na poprzednich zajęciach wspomniałam, że minionego lata
odbyłam podróż do świętego miejsca Polski. Wyczułam zdu­
mienie połączone z szokiem i przerażeniem. Jeszcze tego
samego dnia dałam im do oglądania kilka fotografii pól, ba­
raków i ruin krematoriów Birkenau. Gdy fotografie wędrowa­
ły po klasie, my dyskutowaliśmy o pierwszym tomie książki
Charlotty Delbo None ofus will return [Nikt z nas nie powró­
ci]. Mówiliśmy o paradoksie, o jałowej przestrzeni w języku
i historii, którą Delbo odmalowuje w powojennym Paryżu,
gdzie za pomocą słów przeistacza swoją traumę, wyczeku­
jąc końca roku.
Kiedy moja studentka niewinnie zapytała „Jak to było,
być tam?", temat ten wszedł d o naszej dyskusji jako non
sequitur. Sięgając po swój pedagogiczny przywilej, wybra­
łam konsekwencję i uzyskałam trochę czasu; zapewniłam ją
i grupę, że powrócę do odpowiedzi nieco później. Na pięć
minut przed końcem zajęć, kiedy wiedzieliśmy, że spotkamy
się dopiero w przyszły wtorek, wróciłam do odpowiedzi.
Starając się być sumiennym nauczycielem, powtórzyłam
pytanie i wzięłam kilka niespiesznych, głębokich oddechów
- „Jak to było, być tam?".
Niniejszy esej stanowi kolejną próbę znalezienia odpo­
wiedzi na to celne pytanie. Była to podróż autoetnograficzna
i historyczna - odbyłam ją w połowie lipca 2003. W przecią­
gu dwóch tygodni podróżowaliśmy na w s c h ó d , w napiętym
oczekiwaniu jadąc z Paryża przez Pragę i Ołomuniec do Kra­
kowa. Wtedy to miał miejsce punkt zwrotny - jeden dzień
spędzony w Auschwitz-Birkenau. Ale aby opowiedzieć, jak
to było, być tam - stać i spacerować cały dzień po obozie
Auschwitz-Birkenau - muszę cofnąć się wstecz, co pozwoli
mi posuwać się coraz bardziej d o przodu.
Przez całą dekadę wiedziałam, że tam pojadę. Polska od
zawsze znajdowała się w moich planach, gdyż rodzice spę­
dzili tam swoją młodość. Dla nich jednak - tak jak dla więk­
szości znanych mi osób, które przeżyły Holokaust - Polska
była miejscem, do którego nie mieli najmniejszej ochoty wra­
cać przez resztę swego dorosłego życia po wojnie. Jednak­
że u niektórych otwarcie granic Europy Wschodniej w latach
90. oraz podeszły wiek zmieniły stosunek do przeszłości.
Myślałam, że wybiorę się w tą podróż z ojcem, wychowa­
nym w Sosnowcu, do którego po 1942 roku nigdy nie wrócił;
mówił, że jeśli zdrowie mu pozwoli, pojedzie tam, jak skoń­
czy siedemdziesiątkę. Lecz gdy w połowie lat 90. zbliżały się
jego 70. urodziny i nadszedł czas na planowanie wyprawy,
wyznał mi, że nie czuje się na siłach. W gruncie rzeczy mój
ojciec nigdy nie był obieżyświatem w jakimkolwiek znacze­
niu tego słowa. Mieszkał w trzech krajach i posługiwał się

kilkoma językami, lecz od kiedy jako emigrant przybył do
Ameryki w 1950 roku, opuścił ją tylko raz.
Choć urodziłam się w obozie dla przesiedleńców w Ba­
warii, rodzice przeprowadzili się d o USA, kiedy miałam dwa
lata. Moje podróże po Europie zaczęły się w 1967 i kontynu­
owałam je do wczesnych lat 70. Były to czasy, kiedy moja
żydowska tożsamość wyrażała się - jeśli w ogóle się wyra­
żała - w tym, jak bardzo od zawsze czułam się nie-Amerykanką. W tamtym czasie Europa wydawała mi się swojska
i frapująca. W roku 1971 na krótko zawitałam do miasteczka,
w którym się urodziłam. Znalazłam się tam żądna przygód,
bez zobowiązań, w znikomy sposób świadoma tego, że mam
szczęście, że żyję. Będąc dwudziestotrzylatką z amerykań­
skim paszportem, zapytałam równie młodego niemieckiego
żołnierza, czy mogłabym pospacerować wokół bazy wojsko­
wej, w której według moich mglistych przeczuć mieścił się
ów obóz przejściowy. Kiedy zmieszany odpowiedział, że tu­
ryści nie mają wstępu do tego miejsca, przeżyłam coś w ro­
dzaju łagodnego szoku kulturowego. Nie zwracając uwagi
na osobliwość spotkania z tym żołnierzem - gdy język i hi­
storia nie były adekwatne do zgłębienia tego, co zaszło mię­
dzy nami - oddalając się od niego, zdałam sobie nagle spra­
wę, że kiedy moi rodzice mieszkali w tym miasteczku, byli
w moim wieku i mieli już za sobą obozy. Obozy te zawsze
nazywałam „obozami koncentracyjnymi" - zwrot ten był czę­
ścią mojego dziecięcego słownika, zawsze wymawiany jak­
by na głębokim oddechu, nie posiadał jeszcze skrótowej for­
my „Holokaust". Przez 30 lat spotkanie to istniało w postaci
anegdoty, do której często wracałam, dziwiąc się, że tak
zwyczajnie przyjechałam i wyjechałam z miasteczka Landsberg am Lech.
Tymczasem jesienią 2002 roku wróciłam do Landsberga.
Szukałam wydanej niedawno książki o tym miejscu, o której
po raz pierwszy usłyszałam w Berlinie. Nie tylko znalazłam
książkę, ale szczęśliwym trafem spotkałam miejscowego
emerytowanego nauczyciela historii, którego córka, Edith
Fłaim, była autorką tej ilustrowanej historii miasta zatytuło­
wanej A Place like any Other [Miejsce jak każde inne]. Dzięki
pomocy jego i jego przyjaciela Antona Lichtensterna - człon­
ka rady miasta i autora pieszego przewodnika po Landsbergu - opuściłam miasto obładowana materiałami na temat
okresu powojennego, w tym kopiami mojego aktu urodze­
nia i aktu ślubu rodziców.
Książka Raim stanowiła fotograficzną historię tego mia­
steczka, które było zarazem podobne i różne od innych nie­
mieckich miasteczek epoki nazistowskiej. Przed wojną Landsberg był często odwiedzany przez zwolenników Hitlera, któ­
ry odbywając w mieście karę więzienia, podyktował tu Mein
Kampf. Po wojnie miejscowy garnizon wojskowy został prze­
kształcony w jeden z największych obozów przesiedleńców
w amerykańskiej strefie okupacyjnej. To właśnie ta wizyta

BAWZfŃCĄ
PISMO ANTROPOLOGICZNE

�i

Fran Bartkowski
w Niemczech w 2002 roku, kilka lat po tym, jak w wieku 74
lat umarł mój ojciec, doprowadziła do mojej decyzji o odwie­
dzeniu Polski minionego lata.
A więc „jak to było, być tam"?
Pewnego popołudnia gdzieś na polskiej wsi.
Był sobotni poranek, 8:30. Nasz samochód jako pierw­
szy zatrzymało się na niewielkim parkingu; jakiś autokar
wysadził właśnie pasażerów, który udali się do Muzeum Au­
schwitz-Birkenau. Próbując ogarnąć fakt, że się tam zaleźli­
śmy, zawahaliśmy się na moment - nie wiedzieliśmy, w którą
stronę ruszyć. Nie wyciągaliśmy aparatu aż do momentu,
kiedy dowiedzieliśmy się, że jedziemy kilka kilometrów da­
lej, z Auschwitz do Birkenau. Lecz przez następne kilka go­
dzin przemierzaliśmy obie strony ulicy, na której znajdowały
się prymitywne ceglane baraki obozu - obecnie pawilony
poświęcone państwom, których obywatele zginęli w tej hekatombie. Nie wiedziałam o tym tamtego ranka, ale po połu­
dniu obóz Auschwitz I stopniowo zaczął nabierać niemalże
intymnej skali, po tym, jak wchłonęliśmy ogrom przemysło­
wego obozu śmierci w Birkenau.
Byliśmy piątką przyjaciół, którzy przemierzali, w grupie
lub pojedynczo, kameralne uliczki kompleksu wojskowego
w Oświęcimiu - mieście przemianowanym i przerobionym
na Auschwitz.
Byliśmy piątką odizolowanych ludzi, których wyobraźnie
rejestrowały okruchy historii, które tu przynieśliśmy: Eva, Nick,
Andy, Jim i ja. Tego dnia przynieśliśmy różne rzeczy. Eva
i Nick byli już w Auschwitz poprzedniego lata, lecz było wte­
dy późno i nie zdążyli zobaczyć Birkenau - chcieli wrócić
tam z nami. Przyjechali więc nocnym pociągiem z Ołomuń­
ca do Krakowa i wyruszyliśmy po śniadaniu; towarzyszył nam
lekki niepokój, czytaliśmy na głos kolejne opowiadania Kafki
w wynajętej niebieskiej Skodzie; pięcioro nas stykało się na
siedzeniach; nasze głosy kolorowały powietrze. Przez więk­
szość dnia jechaliśmy w milczeniu; czasem odzywaliśmy się,
a słuchający z reguły milczał do momentu, gdy czuł potrze­
bę zabrania głosu. Trzymaliśmy się blisko siebie, starając
się zachować dystans. W dużej mierze byliśmy sami pośród
ogromu tego, o czym wiedzieliśmy, że nie było miejscem
dobrowolnej samotności.
Nie wiem, czy potrafiłabym odpowiedzieć na pytanie, jak
to jest, być tam, nawet wówczas kiedy tam stałam, szłam
wzdłuż torów, patrzyłam na żwir przebijany przez dzikie kwia­
ty, spoglądając na bezkresne pola i próbując zapamiętać
wskazówki ze schematu sytuacyjnego przy bramie. Więc tu
były kobiety z Węgier, tu znajdował się obóz Cyganów, a tu
francuskie więźniarki (wśród nich Delbo) - mapa bez wąt­
pienia jednego z najniższych kręgów piekła XX wieku. Za­
stanawiam się, jak „gdzie indziej" staje się doświadczeniem,
w miarę jak opisujemy je, wróciwszy z powrotem.
Spoglądaliśmy na siebie i doglądaliśmy się nawzajem,
podczas gdy nasze wyobraźnie próbowały zrozumieć to
miejsce, o którym Jim powiedział, że ma przeczucie, jakby
znał je od zawsze. Czy w naszej wyobraźni po Holokauście
nosimy sceny z połowy lat 40. XX wieku? Poprzednie stule­
cia składowały nadwyżki swoich bezimiennych, niezliczo­
nych zmarłych w katakumbach; artyści wojny i ciała ukazy­
wali ich za p o m o c ą pióra i pędzla. Fotografia i kino przy­
oblekły się w cielesność i sprawiły, że przeszłość przesuwa
się na naszych oczach. A teraz w epoce aparatów cyfro­
wych potrafimy w e d ł u g własnego kaprysu w y c h w y t y w a ć
i wymazywać to, o czym już wiemy, że wykracza poza wy­
powiadane słowa.

A jednak każde z nas zostało tu przyciągnięte przez sto-1
wa, które czytaliśmy, którymi myśleliśmy, uczyliśmy i z który-1
mi od lat zmagaliśmy się. Jim i ja, nigdy o tym otwarcie nie I
mówiąc, jakoś wiedzieliśmy, że kiedyś razem pojedziemy do
Auschwitz. On urodził się w niewielkim miasteczku w Karoli-[
nie Północnej w 1945 roku - ja w obozie dla uchodźców |
w Bawarii w 1948. Poznaliśmy się, ucząc francuskiego, teraz
od już 20 lat jesteśmy dozgonnymi przyjaciółmi - poświęcili-l
śmy mnóstwo czasu na opisywanie hańby i Shoah. Nasi zna-l
jomi przebywali wówczas w Pradze. To było idealne lato na
wizytę w Auschwitz. Chcieliśmy pojechać stamtąd do Krako-[
wa. To był odpowiedni moment. Dla mnie podróż ta była kro­
kiem wstecz w język moich rodziców i rodzinne miasto mojej |
matki - Kraków.
Rozważmy powikłania lingwistyczne, polityczne i histo-|
ryczne: był lipiec 2003. Polskie wojsko zostało niedawno
wysłane do Iraku, aby wspomóc Amerykanów. Pewien star-1
szy Polak, słysząc jak mówimy po angielsku na parkowej!
ławce, przyłączył się do nas na chwilę, wystarczająco długą,!
by zdążył wypróbować na nas swój skromny angielski: Geo-|
rge Bush-great man [George Bush - wielki człowiek!] Przez
naszą nieznajomość polskiego, wszystko, co chcieliśmy mu|
odpowiedzieć, musiało pozostać niewypowiedziane. Byćl
może jeszcze bardziej niesamowitą rzeczą była muzyka do­
chodząca z pobliskiego placu - Hava Nagila na akordeonie,
Nie wiedzieliśmy wówczas, że coroczny Festiwal Kultury Ży-|
dowskiej zakończył się przed paroma dniami tuż przed na-f
szym przyjazdem. Wiedzieliśmy jednak, że byliśmy częścią|'
zjawiska turystyki obozowej. W recepcji hotelu znajdowały
się fotosy przedstawiające miejscowe atrakcje i informacja!
o autokarach wycieczkowych do Zakopanego; tuż obok le-|
żała broszura o Oświecimiu-Brzezince, Auschwitz-Birkenau, t
Szczęśliwy splot przypadków akademickich naprowadził!
nas na Mariusza Czaję, który jesienią wybierał się do USA|
by prowadzić badania do pracy doktorskiej. Spotkaliśmy j
w barze, w którym wdaliśmy się w rozmowę; później opro-1
wadził nas wieczorem po Rynku Głównym. Przeszukiwałam I
kawiarnie, zastanawiając się, gdzie moja matka mogła wy­
chodzić z rodziną podczas specjalnych okazji. Gdzie mój I
d z i a d e k - ż y d o w s k i prawnik, który być może mieszkał gdzieś!
na Kazimierzu - mógł zabierać moją mamę i jej siostrę bliź-f
niaczkę, kiedy były dziewczynkami w Krakowie lat 20.? Pod-1
czas tej dwudniowej wizyty nie znałam polskiego wystarcza­
jąco dobrze, by dowiedzieć się, gdzie mogli mieszkać, ani I
hebrajskiego, by odnaleźć rodzinne groby na żydowskim
cmentarzu, na którym być może chowane były poprzednie
pokolenia. Lecz nie szukam takich szczegółów - szukam let­
niego światła, zapachu ulic, rynków i piekarni, dźwięku prze­
chodniów w różnym wieku i z różnych środowisk mówiących
po polsku do mego ucha, właściwości kamienia, drewna,
metalu ziemi i rzeki, smaku pierogów na ulicy, wyrazów twa­
rzy t y c h , p o ś r ó d których ktoś taki jak ja m ó g ł dorastaćj
w innym świecie i czasie.
„Jak to było, być tam?"
W Auschwitz, wczesnym rankiem, znalazłam się samaj
w komorze gazowej. Pomieszczenie było puste, oświetlone
kilkoma nieosłoniętymi żarówkami u sufitu; pośrodku na
podłodze znajdowała się żelazna kandelabra, w której mi­
gotały światełka wiecznych lampek. Jakaś cząstka mnie czu­
ła, że mogłabym po prostu zemdleć i zostać właśnie tu, ogar­
niając to, co miało tu miejsce. To pomieszczenie, ta komora
- przestrzeń, której wymiary zmierzyłam swoimi krokami,
wspomnienie jej ciemnej pustki, która potrafi dziś do mnie
powracać.

Numer 10/2005

�BYCIE T A M / W P O L S C E
najbardziej zagadkowy był pewien piskliwy dźwięk - nie wie­
dzieliśmy, co słyszymy, zwierzę czy maszynę - lecz to coś
wyrażało grozę doświadczaną przez nas w tym miejscu.
Uznaliśmy, że to musiała być jakaś piła z pobliskiego gospo­
darstwa - ale to jak przeszywała powietrze tego letniego dnia
tak bardzo współgrało z niepokojem, który towarzyszył na­
szemu pobytowi tam. Wyrażało żałobną niezwykłość, która
wypełniała ciszę wokół nas.

W Birkenau, po południu, tak wiele rzeczy rozdziera ser­
ce i umysł; rząd za rzędem trzypoziomowych pryczy, na któ­
rych spali ludzie, pożyczając ze zbiorowego życia ciepło, z
trudem przepływające z ciała do kości i z powrotem. Rozkle­
kotany wózek stojący przed budynkiem z wieloma komina­
mi, który służył za kuchnię. Ten wózek z pewnością przewo­
ził zwłoki. Droga idąca przez środek obozu - Lagerstrasse tu dokonywała się selekcja i stąd szło się bezpośrednio do
miejsca śmierci. Lecz oprócz obrazów były też dźwięki: pta­
ki, krowy, psy gdzieś w pobliżu, zza ogrodzenia wciąż okala­
nego drutem kolczastym, który niegdyś był pod napięciem;
gdy szliśmy do krematoriów i pobliskiego miejsca pamięci

Istnieje fotografia pewnej chwili tego dnia, na której czte­
ry osoby spośród naszej piątki znajdują się fizycznie bardzo
blisko siebie, a jednocześnie każda z nich stoi osobno, spo­
glądając w różnych kierunkach, marszcząc brwi, mrużąc
oczy. Na naszych twarzach maluje się zawahanie przed po­
ruszeniem się, mówieniem, zdobyciem się na wypowiedź.
Nie wyobrażałam sobie, że znajdę sposób na to, by opowie­
dzieć ten dzień; a słowa, które przychodziły, zdumiewały mnie
swoją eliptyczną orbitą, po której krążyły wokół „ t a m " tego
miejsca. Zbyt wiele miejsc na ziemi kryje w sobie pola śmier­
ci; upamiętnianie śmierci na masową skalę w coraz więk­
szym stopniu staje się częścią publicznego dyskursu, szcze­
gólnie po 11 września 2001. Być może moja pewność, że
o d b ę d ę tę pielgrzymkę, jest dla mnie bardziej zrozumiała
teraz, gdy skupiam się na mojej teraźniejszości, na tych go­
rączkowych wysiłkach, aby stworzyć miejsce, które ludzie
będą odwiedzać, aby upamiętniać zmarłych. Dzieje się to
tu, gdzie mieszkam, po drugiej stronie rzeki od miejsca, któ­
re być może już zawsze będzie nazywane Ground Zero, jak
gdyby te słowa przez ten czas czekały na swój odpowiedni
desygnat.

Fran Bartkowski
Spacerując po Krakowie

Walking in Krakow

Gdy przyjeżdżamy
wita nas szara chmura
To tylko smog.

A gray cloud greets us
on arrival.
It's only pollution.

Potem nadchodzi burza
oglądamy ją z holu w hotelu.
To tylko pogoda.

Then comes a thunderstorm
we watch from the hotel lobby.
It's only weather.

Wyruszamy na poszukiwania.
W naszej przygodzie
czujemy się niepewnie.
„Jesteśmy w Polsce"
powtarzamy sobie.

We begin to explore.
We are tentative
in our adventure.
„We are in Poland,"
we reiterate.

A kiedy Polak
we francuskim berecie
nalega, by uścisnąć
nasze amerykańskie dłonie
i pocałować moje,
widzę w jego ukłonach i skłonach
łuk pleców mego ojca
gdy idzie
ze splecionymi z tyłu
rękami
nieomylna oznaka
wolnego czasu

And when the Pole
wearing a French beret
insists on shaking
our American hands,
and kissing mine,
I see in his bowing and bending
the arc of my father's back
as he walks
hands clasped
behind him
some sign of
leisure time

naśladując staruszków
których podglądał w pewnej mieścinie
mniej światowej niż to miasto
mające za sobą epizody
krzywdy i klęski
chluby i chwały.

imitating the old men
he watched in a small town
less worldly than this city
with its histories of
sacking and surrender
and glory and grandeur.

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Fran Bartko'

Chodzę krokami
mojej matki
zgadując dokąd
wiodły ją
z Kazimierza
niedzielne spacery
gdy odważnie wypuszczała się
na szeroki świat.

it s my mother s steps
that I am walking in
wondering where
from Kazimierz
she might have
strolled Sundays
adventuring into
broader avenues.

Fran Bartkowski
Arbuz

Arbuz

Byłeś moim arbuzomanem
gdy nadchodziło lato
przewracałeś oczami
oblizywałeś wargi
i pomrukiwałeś
w oczekiwaniu

You were my watermelon man
Summer would come
and you'd roll your eyes
lick your lips
and hum in
anticipation

na jedną
z wielkich
czerwonych
przyjemności
życia

of one of life's
great
red
pleasures

„Arbuz", mówiłeś po polsku
jakbym powinna wiedzieć
razem z tobą
jak bardzo przywołuje to
czas miniony
czas stracony

"Arbuz," you'd say
as if I should know
with you
how it conjured
time past
time lost

każde lato
twojego dzieciństwa
w tej
wiejskiej okolicy

summers of your
childhood
in this
countryside

w której obecnie jest
połowa lipca
i
arbuzy
leżą dojrzałe
przy drodze

where it is now
mid-July
and the
arbuz
are ripe
along the roadside

Nie zatrzymujemy się
by kupić je
wracamy
w stronę granicy

We don't stop
to buy
we are making our way
back across the border

opuszczamy ten kraj
jego zrujnowane krematoria
i trzygwiazdkowe hotele

away from this country
with its ruined crematoria
and three-star hotels

i nienawiść do Żydów
która nie ustaje
choć Żydzi odeszli

and jew-hating
that doesn't quit
though the jews are gone
Przełożył Justyn Hunia

Numer 10/2005

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6115" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6095">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/12c4da1e8a06336a1acdc14a96b3fe60.pdf</src>
        <authentication>547a7032b0c31856368daa706f8f466a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72965">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5607</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72966">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72967">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72968">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5213</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72969">
                <text>Kiedy pan i jego pies słuchają Mozarta/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72970">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.57-63</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72971">
                <text>Bomba, Jacek</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72972">
                <text>Fac-Biedziuk, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72973">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72974">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72975">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72976">
                <text>Kiedy pan i jego pies
słuchają
z Jackiem Bombą

Katarzyna Fac-Biedzm{: ]a\ określiła to Kata­
rzyna Janowska, psychiatra grzebie w ludzkich
duszach, umysłach, a ja przychodzę
rozmawiać
o ciele. . .

Prof. Jacek Bomba: Mój nauczyciel jeszcze
sprzed czasów studiów medycznych, biolog,
farmakolog, profesor Vetulani, wypowiadał się
ostatnio na ten temat w telewizji. Mówił, że
współczesny badacz życia psychicznego, pa­
tologicznego czy nie, właściwie nie ma innego
wyjścia niż przyjąć jedność. Na tym ogólnym
poziomie sprawa jest jasna, na bardziej szcze­
gółowym zaczyna się komplikować. Nie można
dzisiaj myśleć o funkcjonowaniu psychicznym
człowieka w oderwaniu od jego ciała, ale
psy¬
chiatrii przez ciało rozumie się bądź m ó z g

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

Mozarta
rozmawia

Katarzyna

Fac - B i e d z i u k

zamknięty w czaszce, bądź pojmowany tak, jak
go rozumiał amerykański neurolog i psychiatra
Damasio - jako całość układu nerwowego, to,
co nami steruje, zarządza żyjącym organizmem.
Jednak j ak rozumiem, to wszystko to nie jest cia­
ło, o którym mowa w fdozofii, psychologii czy
antropologii. Te dyscypliny, mówiąc o ciele, mają
na myśli jego zewnętrzny ogląd - to, co widzimy,
to, co prezentujemy sobą, i to, co postrzegamy
jako nasz wygląd.
Z tym postrzeganiem sprawa jest niezwykle za­
wijana. Ot, choćby z tego powodu, ie pewnych
części własnego ciała nigdy nie widzimy w sposób
bezpośredni, na przykład własne twarz moiemy
ogłądaćgłównie za pośrednictwem lustra.

�Katarzyna Fac-Biedziuk

58
Lustro ma jeszcze tę słabość w porównaniu
z portretem malarskim albo rzeźbiarskim, że
jest dwuwymiarowe i płaskie. Malarstwo, przy­
najmniej w tym okresie, w którym korzystało
z perspektywy i budowało przestrzeń dzięki
operowaniu światłocieniem, dawało możliwość
obejrzenia własnej twarzy w przybliżeniu. Istniał
obraz rzeźbiarski, portretowy, ale inne techniki
tego nie umożliwiały. Poza tym zawsze widzimy
odbicie odwrócone. Zawsze zobaczymy twarz
inaczej niż ci, którzy na nas patrzą.
Stojąc przed lustrem, mimowolnie robi się miny.

Patrząc w lustro, widzimy siebie w pewnym
określonym stanie, w pewnej gotowości. Jeśli
wiem, że zaraz spojrzę w lustro, to robię minę.
Nie każdy, przystępując do poznawania, wyma­
zuje swój j u ż wcześniej posiadany obraz całko­
wicie. Może to jest m o ż l i w e . . . Może można się
oczyścić ze wszystkiego jakimiś procedurami.
Nie wiem. Znane jest też zjawisko, że niespo­
dziewane ujrzenie siebie w lustrze wywołuje
szok. Wyobraźmy sobie, że ktoś jest w łazience,
lustro jest zaparowane. W pewnym momencie
pod wpływem ciepła powierzchnia zwierciadła
się odparowuje i nagle ten ktoś, wychodząc spod

P r o f , d r h a b . J a c e k B o m b a - c e n i o n y w kraju i zagranicą lekarz psychiatra, p s y c h o t e r a p e u t a ,
k i e r o w n i k K a t e d r y Psychiatrii W y d z i a ł u Lekarskiego C o l l e g i u m M e d i c u m UJ. Brat udziat w p o ­
w s t a w a n i u Kliniki Psychiatrii D z i e c i i M ł o d z i e ż y - p i e r w s z e j t e g o r o d z a j u placówki w Polsce, o b e c ­
nie k i e r u j e jej działalnością. Jest u c z n i e m l e g e n d a r n y c h postaci polskiej psychiatrii - A n t o n i e g o
Kępińskiego i Marii O r w i d . Z a j m u j e się m i n . b a d a n i e m r o z w o j u i zaburzeń ludzkiej seksualności,
zaburzeń odżywiania, z a g a d n i e n i e m d e p r e s j i i n e r w i c , p r o b l e m a m i d o r a s t a n i a i n i e p r z y s t o s o w a ­
nia społecznego. R ó w n o l e g l e d o badań n a u k o w y c h z a j m u j e się praktyką psychoterapeutyczną,
pracując głównie z młodymi ludźmi. Jest a u t o r e m p o n a d I 5 0 prac n a u k o w y c h , w s p ó ł a u t o r e m
r o z m ó w z D o r o t ą Terakowską

Być rodziną. C z ę s t o z a b i e r a głos w dyskusjach na łamach p i s m

opiniotwórczych. U w a ż a n y jest za a u t o r y t e t w s p r a w a c h dotyczących najaktualniejszych zjawisk
i p r o b l e m ó w środowisk m ł o d z i e ż o w y c h . O s t a t n i o ukazała się k o l e j n a książka w f o r m i e w y w i a ­
d u rzeki

Kim jesteśmy czyli o seksie ( t y m r a z e m pytania zadawała Katarzyna Janowska). Pisze

się o n i m : „ N i e z w y k ł o ś ć Jacka B o m b y j a k o psychiatry p o l e g a na t y m , że potrafi o n , j a k o j e d e n
z n i e w i e l u , połączyć p o z o r n i e niemożliwe d o p o g o d z e n i a p o s t a w y : lekarza wyrastającego z naj­
lepszych tradycji k r a k o w s k i e j szkoły p s y c h o t e r a p i i h u m a n i s t y c z n e j przyjaciela ludzi znającego ich
p r o b l e m y z autopsji
—i 7n,prize m w y b i t n e g o n a u k o w c a t e o r e t y k a nadającego k i e r u n e k r o z w o j u
współczesnej psychiatrii" Z a w s z e m a p r z y s o b i e fajkę

SARBARZVNCA

1 (14)

P009

�Kiedy p a n i j e g o pies słuchają Mozarta

prysznica, widzi swoje odbicie i doznaje szo­
ku. To wstrząsające, spojrzeć na siebie, będąc
nieprzygotowanym, i znienacka zarejestrować
swój własny obraz. Nie miała pani takiego do­
świadczenia, że zobaczyła się pani w lustrze, nie
spodziewając się, że ono tam jest?
Miałam.

Inie poznałam siebie.

Mnie też się to zdarzyło i bardzo dobrze to
pamiętam. Stałem w windzie, światło padało
z góry, byłem ocieniony - w kapturze. W pew­
nym momencie odwróciłem głowę. Tam było
lustro, takie szarawe, i nagle zobaczyłem zu­
pełnie innego człowieka. Nie poznałem siebie.
W psychiatrii opisano inne zjawisko związane
z obcością własnego ciała, które nazywa się dysmorfofobią albo depersonalizacją somatyczną.
Polega na poczuciu, że ciało się zmienia, że coś
się dzieje z twarzą, że nos się wydłuża. W nie­
których sytuacjach zdarza się nawet, że człowiek
ma poczucie, iż zmienia się jego płeć, zmieniają
się genitalia. Częściej zresztą mężczyźni mają
poczucie że stają się kobietami n i ż odwrotnie
I weryfikacja w lustrze to potwierdza. Siła zmia
ny wewnętrznego obrazu ciała jest tak duża że
informacia z zewnątrz me iest orzyimowana nie
koryguje tego poczucia zmiany.
Podobnie jest chyba z osobami cierpiącymi na
anore\sję, które widzą w lustrze ogromny brzuch,
zwalistą, ociężałą postać, mimo tego, że drastycz­
nie tracą na wadze.

Trzeba sobie uświadomić, że lustro tu nie
istnieje, ono jest j u ż w głowie. Zaburzenia po­
strzegania ciała są zaburzeniem bardzo ważnej
funkcji. Niezależnie od tego, czy człowiek w i ­
dzi się w lustrze tak, jak widzą go inne osoby,
czy nie, to i tak każdy ma obraz własnego ciała.
Ten obraz nie zawsze jest do końca uświado­
miony i konsekwencją tego są choćby zjawiska
fantomowe: gdy człowiek straci nogę albo rękę,

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

59
to może wciąż ją czuć, ponieważ nie została
usunięta z obrazu wraz z amputacją. Obraz
pozostaje. Nie do końca wiemy, gdzie i jak to
się dzieje, ale ten obraz jest.. Bywa, że ulega
zaburzeniu także bez obcięcia ręki czy nogi.
To, o czym pani mówi, obserwuje się zwłaszcza
w zaburzeniach anorektycznych typu restrykcyj­
nego. Osoby wychudzone, nawet wyniszczone,
0 bardzo niskim wskaźniku masy ciała, mają
subiektywne poczucie, że są większe i pełniej­
sze. To można sprawdzać, nie w ten sposób, że
się słucha ich wypowiedzi, gdy obserwują siebie
w lustrze - „O, patrz, jaka jestem gruba!" - ale
prosi, żeby narysowały swoją sylwetkę na ścianie
lub na kartce. Rysują ją o wiele większą, szerszą,
grubszą n i ż ich rzeczywista sylwetka.
Abstrahując od zaburzeń postrzegania własnego
ciała, niekiedy zdarza się tak, że możemy czuć
zdziwienie własnym wyglądem. Patrzę w lustro
1 myślę sobie, że przecież ja wyglądam
inaczej.

zupełnie

Jest tak dlatego, że proces oglądania swoje­
go odbicia czy swojej postaci na fotografii jest
związany z tym, jak ja sobie siebie, mówiąc naj­
ogólniej, wyobrażam. Ale wyobraźnia nie jest
dobrym określeniem, ponieważ wyobraźnia to
coś, czego jestem świadom. Mam jednak jakiś
wewnętrzny obraz siebie i potrafię zidentyfiko­
wać się na zdjęciu albo w lustrzanym odbiciu.
Na ogół jest tak, że kiedy idę do fotografa, by zro­
bić sobie zdjęcie do paszportu, i je odbieram, to
wiem, że to jest moje zdjęcie, lecz nie wydaje mi
się wielce nieprawdopodobne, że ktoś wcisnąłby
mi zdjęcie kogoś innego. A ja przyjąłbym je poJY

&amp;

&amp; •

)

f

1)1

1

)•&gt;f

nieważ wydawałoby mi się, że to zdjęcie musi tak
wyglądać: bo jest zrobione bez retuszu bo musi
być pokazane lewe ucho profil trzy czwarte itd
Na ogół rzadko siebie oglądamy w ten sposób
i nie mamy takiego obrazu. Mogę sobie wyobra
zić sytuacl ze orzyimuie zdiecie mężczyzny
w podobnym wieku i podobnej budowy nie

�60
rozróżniłbym tego, podobnie jak mam kłopoty
ze zidentyfikowaniem się na zdjęciach zbioro­
wych. Jeżeli potrafię się wówczas rozpoznać, to
najczęściej po tym, że pamiętam, gdzie stałem,
albo po tym, że rozpoznaję właściwy sobie układ
ciała: stoję lub siedzę w taki czy inny sposób.
Natomiast układ twarzy znam znacznie gorzej.
To inni rozpoznają mnie po twarzy. Kwestia
rozpoznania siebie jest związana z obrazem
wewnętrznym.
I teraz pojawia się drugi problem, który jest już
na pograniczu psychologii i psychiatrii - mamy
obrazy realny i idealny, życzeniowy. Odnosząc
się do obrazu idealnego, jako nie swoje odrzu­
camy zdjęcie, na którym wyglądamy inaczej. W
tym wypadku - tak j ak wyglądamy rzeczywiście.
Malarz namalował mnie zupełnie niepodobnie
nie dlatego, że zrobił obraz kubistyczny czy
w inny sposób odległy od realizmu, tylko dlate­
go, że on nie odpowiada mojemu wyobrażeniu
i mojemu życzeniu. To jest konsekwencja naszej
współczesności kulturowej. Pewna dowolność,
autorstwo własnego obrazu, jest cechą naszej
cywilizacji. Ponowoczesność umożliwia nawet
kompletną, autorską kompozycję tożsamości.
Jest trochę tak, że j esteśmy przekonani od co naj mniej pięćdziesięciu lat, że możemy być wiecz­
nie młodzi, gładcy, niepomarszczeni, że nic nie
będzie się garbiło, nie będzie nic zwisało spod
szyi itd. Proces starzenia się tkanek i wynikające
z tego zmiany aparycji są trudne do przyjęcia.
Pewnie dlatego tak szalenie popularna jest chi­
rurgia plastyczna („estetyczna"), kształtowanie
siebie (body sculpting), dowolność budowania
różnych elementów własnego ciała i tworzenia
swojego wyglądu na nowo. Możemy znaleźć
na świecie przykłady osób, które całkowicie się
konstruują za pomocą chirurgii.
Chodzi tu o dostosowywanie się do jakiegoś
idealnego wyobrażenia. Nie jest to bynajmniej
nowe zjawisko, lecz obecnie ma cechy nurtu,
który, jeśliby go nazwać religijnym, stanowiłby

Katarzyna Fac-Biedziuk

religię bez Boga. Opiera się na założeniu, że
wszystko można osiągnąć: smukłą sylwetkę,
wieczną młodość... Wszystko mogę mieć. Kie­
dyś cechą kultury była zgoda na to, że trzeba
zaakceptować pewne rzeczy i trzeba przyjąć to,
na co się nie ma wpływu, czego się nie zmieni.
Dziś powoduje to frustrację i nie jest częścią po­
wszechnej świadomości.
Interesuje mnie kwestia pana kontaktu z pacjen­
tem. Zapewne pana pacjenci często

doświadczają

stanów, \tóre są trudne i do zwerbalizowania, i do
zrozumienia, również

przez lekarza. Czy ciało

bywa tu pomocne?

Ja nie lubię pojęcia „rozumieć".
Dlaczego?

Pracuję głównie z młodzieżą, a młodzież,
zwłaszcza ta adolescencyjna, u ż y w a pojęcia
„rozumieć" w znaczeniu akceptacji, zaś akcep­
tację pojmuje jako zgodę na wszystko, łącznie
z całością zachowań. To nie zawsze jest moż­
liwe. Staram się być otwarty na dialog, na do­
strzeganie reakcji i sposobu myślenia, percepcji,
przeżywania drugiego człowieka. Bez osądza­
nia, formułowania swoich poglądów, sterowania
sprawą. Natomiast poznanie kogoś innego, także
pacjenta, to niezwykle istotna kwestia. Jaki we
mnie powstaje obraz drugiego człowieka, to jest
sprawa zawsze niezwykle skomplikowana, po­
nieważ moje rozumienie kogoś innego składa się
zawsze w ogromnej mierze z tego, czym ja sam
jestem, co sam do tej relacji wnoszę.
Staram się nie popełniać takich błędów, ja­
kie popełniali pierwsi antropolodzy kulturowi.
Doświadczenie Malinowskiego jest dla mnie
doświadczeniem znaczącym. Gdy Malinowski
siedział na Trobriandach i rozmawiał ze swoimi
informatorami, nie znając dobrze ich języka,
zbudował bardzo interesujące koncepcje, które

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Kiedy p a n i j e g o pies słuchają Mozarta

ja bardzo lubię i często się nimi posługuję. Ale
jestem świadom tego, że on nigdy nie rozstrzy­
gnął problemu, czy jego rozmówcy informowali
go w sposób rzetelny. A przez rzetelność rozu­
miem tu pełnię wiedzy. On miał bardzo małe
możliwości oceny, gdzie jest granica prawdy.
Gdzie jest granica tego, o czym Trobriandczyk
mógł z Polakiem czy Anglikiem rozmawiać.
Są rzeczy, o których nie m o ż n a r o z m a w i a ć
z powodów tabuistycznych. Każdy ma swoje
tabu. Jestem świadom tego, że człowiek, który
wchodzi ze mną w interakcję i przedstawia mi
swoją opowieść, konstruuje ją w sposób wynika­
jący z jego możliwości werbalizacji, rozeznania
własnych stanów, ale także szeregu osobistych
tabu, których nie mogę znać, bo nie mam takiej
możliwości - to jest zawsze indywidualne. Przez
tabu rozumiem zakaz, którego przekroczenie
rozwala konstrukcję niezbędną dla rozumienia
świata. Powinienem o tym wiedzieć i poruszać
się w przestrzeni, którą wyznacza wypowiedź
pacjenta. Rozmowa może przebiegać w rozma­
ity sposób. Bywa, że pacjent j u ż na pierwszym
spotkaniu ma jakiś obraz tego, po co przyszedł,
ma jakąś motywację albo antymotywację: został
nakłoniony albo mama go przyprowadziła, choć
nie chciał, itp. Bywa, że sam zaczyna mówić. Ta
wypowiedź może służyć porozumieniu, przy­
bliżeniu siebie i swoich problemów osobie, do
której się zwraca. Ale bywa i tak, że jest zasłoną.
To też jest informacja, którą mogę wykorzystać
do nawiązania kontaktu, i tak się najczęściej
dzieje.

61
gradowa, tak że wszystko dookoła ciemnieje, to
może być albo wściekły, albo depresyjny, cho­
ciaż o tym nie mówi. Opowiada, że dzisiaj czuje
się znakomicie i wydaje mu się, że jest piękny
dzień. Można zobaczyć też elementy, które są
w pewnym rozdźwięku. Istnieje coś takiego jak
spójność ekspresji i treści - brak takiej spójności
albo pewne szczególne zestawienia też są dla
mnie informacją o stanie psychicznym człowie­
ka, którego badam. Najtrudniej jest wtedy, kie­
dy kontaktu nie ma, kiedy jest to, co psychiatria
nazywa stuporem - człowiek wchodzi, staje jak
słup soli, w ogóle się nie odzywa, nie ma eks­
presji werbalnej, mimicznej, ruchowej i wtedy
badanie jest wyłącznie ograniczone do badania
przedmiotowego. Można poznać sytuację, moż­
na poznać człowieka, można poznać jego stan.
To jest inna jeszcze kwestia psychiatrii: są róż­
nice albo granice, albo wzajemne przeplatanie
się ocen stanu, bo stan trzeba ocenić. Jest tak, że
oczywiście psychiatria ma za zadanie - odwołam
się do terminu, którego użył Kępiński - poznać
chorego. Poznanie jest procesem, który trwa.
Kępiński twierdził, że proces poznania każdego
pacjenta pozwala mu także poznać lepiej siebie.
I ciało też ma w tym oczywiście swój udział.
Kusi mnie, ieby w kontekście tych

rozwaiańporu­

szyć jeszcze jeden wątek- Chodzi o pierwszy człon
nazwy dyscypliny, \tórą pan profesor się zajmuje
- o psyche. Czy dzisiaj w ogóle wypada pytać o du­
szę? Ja\ to wygląda z pańskiej perspektywy? Czy
rzeczywiście jest tak, jak twierdzi M. Geier, że du­
sza jest obecna jedynie jakp etymologiczny siad?

A to, o czym rozmawiać

się nie da?

Jestem wychowany w takiej psychiatrii, która
uważa, że badanie prócz rozmowy zawiera też
to, co się nazywa badaniem przedmiotowym, to
znaczy obserwację zachowania, czyli komuni­
kację pozawerbalną. Zatem biorę pod uwagę, że
gdy ktoś wchodzi do mnie zgarbiony, jak chmura

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

To jest bardzo trudne pytanie, nie podejmę się
odpowiedzi. Mogę jedynie rozważać. Nie sądzę,
aby psychiatria miała w tym względzie jedną
odpowiedź. Nieprzypadkowo u ż y w a m terminu
„funkcjonowanie psychiczne" czy „czynności
psychiczne". Robię to, żeby mieć jasne i wyraźne
określenie przedmiotu swoich działań. Chociaż

�Katarzyna Fac-Biedziuk

62
i tak, gdy weźmiemy do ręki współczesne pod­
ręczniki, to m o ż n a z a u w a ż y ć , że angielskie
pojęcie mental - większość międzynarodowych
uzgodnień redaguje się w języku angielskim jest tłumaczone na język polski jako „psychicz­
ne", a powinno być „umysłowe". Jeszcze 50 lat
temu różnica w myśleniu pomiędzy północ­
ną szkołą psychiatrii polskiej, reprezentowaną
przez profesora Bilikiewicza, a szkołą południo­
wą, reprezentowaną przez profesora Kępińskie­
go, wyrażała się tym, że klinika psychiatrycz­
na w Gdańsku nazywała się Kliniką Chorób
Umysłowych, a klinika krakowska nazywała się
Kliniką Psychiatryczną - w odwołaniu się do
psyche i tatros- lekarz. Profesor Kępiński zaczy­
nał swoje wykłady od takiego etymologicznego
wyjaśnienia. Natomiast trzeba również zdać
sobie sprawę z tego, że pojęcie duszy w języku
polskim jest tożsame z jednej strony z tym, co
spirytualistycznie czy też religijnie rozumiane
jako część tchnięta przez Boga w akcie stworze­
nia opisanym w Księdze Rodzaju, a z drugiej
strony z czynnościami umysłu, ale także i inny­
mi aspektami mózgu. Chodzi tu o coś, co Freud
nazywał aparatem psychicznym człowieka sto
lat temu. W angielskim i niemieckim jest inny
termin językowy na określenie duszy w rozu­
mieniu spirytualnym, w polskim jest to zatarte.
Angielski jest dziś wszechobecny...

galimatias i zamieszanie. Natomiast psychiatria
wyraźnie ustaliła - co znajduje wyraz w odpo­
wiednim oświadczeniu wydanym przez W H O
- że możemy mówić o czterech wymiarach funk¬
cjonowania człowieka: cielesnym, społecznym,
psychicznym i duchowym. Zastrzega się, że
zdrowie wymaga dobrego funkcjonowania we
wszystkich tych wymiarach bądź też, w innym
ujęciu, wymaga wykorzystania swoich możli­
wości i zaspokojenia potrzeb rozwojowych na
tych czterech płaszczyznach. Traktuje się je na
równi. Myślę, że nie da się uniknąć redukcjonistycznych spojrzeń, lecz dusza nigdy nie znik­
nęła z myślenia całkowicie. To pojęcie mogło
być mniej modne, mogło mniej przebijać się do
pojawiających się publikacji, mniej funkcjono­
wać w książkach będących aktualnie w obiegu,
ale zawsze istniało.
Przeczytałam

niedawno w którymś z pism po­

pularnonaukowych, że neurobiologiczne metody
badania ośrodkowego

układu nerwowego wyka­

zały, iż psychoterapia powoduje takie same zmiany
biologiczne w mózgu i całym ośrodkowym

dzie nerwowym pacjenta jak leki psychotropowe.
Ciekawe...

Co w tym wydaje się pani takie ciekawe?
Dochodzenie do obserwowałnych

zmian w mó­

zgu, w ciełe za pomocą dwóch zupełnie

To jest przyczyną jeszcze większego termi­
nologicznego zagmatwania. Biorąc pod uwagę
poważny wpływ języka angielskiego na polski,
obecnie wszędzie tam, gdzie wcześniej była
mowa o „psychicznym", teraz za angielskim
pojawia się przymiotnik „psychologiczny". No,
to w ogóle nie ma większego sensu. Ponieważ
psychologiczne nie istnieje w naturze, psycho­
logiczne to jest to, co opisuje nauka zwana
psychologią. Natomiast psychic w angielskim
oznacza po prostu szaleństwo. Powstaje słowny

ukła­

odrębnych

dróg. Tu farmakologia, tu rozmowa - specyficzna
co prawda, ale rozmowa. To może moje postrzegan le świata - ajednaki - za pomocą dualistycznych
kategorii.

To, co na ten temat zostało powiedziane,
dotyczy depresji i konkretnie odwołuje się do
określonego konstruktu teoretycznego wyja­
śniającego jej biologiczny mechanizm. Ta kon­
cepcja mówi, że depresja jest wyrazem deficytu
serotoniny w pewnych określonych częściach

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Kiedy p a n i j e g o pies słuchają Mozarta

mózgu i leczenie farmakologiczne jest ewident­
nie nakierowane na to, aby tę ilość serotoniny
podnieść. No i udało się stworzyć takie leki, któ­
re docierają tam gdzie trzeba i wywołują efekt,
który można zobaczyć. M o ż n a wówczas powie­
dzieć, że wiąże się z tym także pewna zmiana
w ogólnym obrazie - depresja się zmniejsza.
Badania, do których się pani odwołuje, są rze­
czywiście ciekawe, bo mówią, że określone
postępowanie psychoterapeutyczne, specjalnie
opracowane do leczenia depresji (psychotera­
pia poznawcza), rzeczywiście nawet szybciej
n i ż leki powoduje wzrost serotoniny w tych
okolicach mózgu. Jednak nadal bez odpowie­
dzi pozostaje pytanie o zależności pomiędzy
przekaźnictwem, (szybkością przekazywania
informacji czy poziomem aktywności ośrodka
mózgowego) a stanem psychicznym i o kie­
runki tej zależności. Może jest to, jak zakłada
podejście systemowe, zależność cyrkularna?
To znaczy nie przyczynowo-skutkowa, jedno­
kierunkowa ani nawet zwrotna - jak w ujęciu
Newtona. Wracamy teraz do ciała. Umysł ludz­
ki z trudem pojmuje cyrkularność; albo nam
wygodniej, albo po prostu mamy taką strukturę
mózgu, że prościej pojmujemy zależność jed­
nokierunkową n i ż złożoną. Byłoby to ograni­
czenie wynikające z naszego ciała.
A gdzie jest dusza?

Nie ma jasnego rozstrzygnięcia z perspek­
tywy nauki - a w każdym razie medycyna nie
powinna zajmować stanowiska w tej sprawie,

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

63
bo nie ma dostępu do metod pozwalających zaj­
mować się zagadnieniem - czy życie psychiczne
pozostaje w j akimkolwiek związku z wymiarami
metafizyczno-nadprzyrodzonymi, to znaczy czy
dusza warunkuje istnienie życia psychicznego,
czy nie. Można tylko dowodzić, że życie psy­
chiczne odbywa się za pośrednictwem mózgu
(czyli ciała). I tu zaczyna się robić ciekawie, bo
badania z zakresu tak zwanej neurobiologii rze­
czywiście to potwierdzają. Trzydzieści lat temu
Eccles mówił, że nie da się samoświadomości
wyśledzić za pomocą badań obrazowych czyn­
ności mózgu i można uważać, że jest ona taką
aktywnością, która może być uznana za dowód
na istnienie duszy. Ale badania posunęły się do
przodu i te obserwacje, na które powołuje się
Eccles, są wysuwane dzisiaj jako argument, że
samoświadomość nie ma ośrodka (to znaczy, nie
udaje się znaleźć jąder samoświadomości albo
też układu samoświadomości).
Obrazowy przykład Ecclesa polegał na przed­
stawieniu wyników badań aktywności mózgu psa
i jego pana, kiedy obaj słuchają Mozarta. Można
zidentyfikować wówczas aktywność ośrodków
rejestracji, analizy, przyjemności. Okazuje się,
że są takie same. Nic nie wskazuje na aktywność
ośrodków odpowiadających za - zakładaną tylko
u człowieka - świadomość słuchania Mozarta
i świadomość przeżywanej przy tym przyjem­
ności. To wspiera hipotezę, że samoświadomość
jest wyrazem aktywności zorganizowanej cało­
ści. Mózgu.
Dziękuję

z

a

rozmowę.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10829" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10807">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f4642ed0364b1169f8a9ab8e0445aaf8.pdf</src>
        <authentication>43a135ed7b1a238ca95dba6de0c21a0a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129063">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5560</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129064">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129065">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129066">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129067">
                <text>Wspomnienia przez pryzmat ciała/ Barbarzyńca 2005 nr 10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129068">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.4547</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129069">
                <text>Budrewicz, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129070">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129071">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129072">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129073">
                <text>Małgorzata Budrewicz

|

WSPOMNIENIA P R Z E Z P R Y Z M A T C I A Ł A
DOŚWIADCZENIA K O B I E T - W I Ę Ź N I A R E K O B O Z U

Wszystko czym jesteśmy,
musi być wyrażone - umysł i ciało a jest to proces niezwykle trudny i niebezpieczny.
Virginia Woolf

Czy jest coś, co wyznacza niezwykłość kobiecego pisa­
nia? Podobnie jak przywołana wyżej Virginia Woolf, Ewa Kraskowska podaje typowo kobiece cechy pisarstwa: „rozluź­
nienie spójności tekstu, fragmentaryczność, nielinearność,
eks-centryczność, dygresyjność, przewaga teraźniejszości
nad epickim czasem przeszłym, wreszcie - somatyczność,
czyli swoiste pisanie
ciałem".
We francuskim feminizmie pojawia się pojęcie ecriture
feminine, które amerykańska badaczka Elaine Showalter
definiuje jako „wpisanie kobiecego ciała i kobiecej odmien­
ności w język oraz tekst" . Kobiece ciało jest postrzegane
przez współczesne feministki jako bezpośrednie źródło ko­
biecego pisarstwa, potężny alternatywny dyskurs; pisać cia­
łem to odtwarzać świat. Kobieta - autorka chłonie obrazy
z zewnątrz, ulega im, „staje się lustrem, a jej wytwór lustrza­
nym odbiciem" .
2

wspomnieniach z czułością; wskazują na to zdrobnienia ich
imion: Zosia, Marysia, Alinka, Haneczka. U Delbo jest Lulu,
Sally, Viva i jest też „noga Alice" - kawałek drewna, który
żyje, jest bardziej żywy od swojej właścicielki, bo istnieje:
„Położona na śniegu noga Alice jest żywa. Musiała się odłą­
czyć od martwej Alice". Sztuczna noga - przedmiot, który
miał ułatwić życie, usprawnić ciało, staje się pars pro toto
martwej Alice. U Delbo nie ma czułości, jest tylko naga prawda.To pamiętanie z Imienia jest też sposobem na wyłowienie
jednostek z masy podobnych ciał - „manekinów".
8

3

4

Szczególne miejsce w kobiecym pisarstwie zajmować ma
doświadczenie; autorka przez odsłonięcie własnej intymno­
ści, używanie emocjonalnego języka, powinna nawiązać
kontakt z adresatem wypowiedzi - najlepiej z inną kobietą.
W słynnym Śmiechu Meduzy Helenę Cixous stwierdza:
„poprzez pisanie kobieta znowu zaistnieje ciałem, które jej
więcej niż odebrano, bo sprawiono, że było dziwnie obce jej
samej". Fragment ten nie odnosi się bezpośrednio do do­
świadczenia kobiet w obozie koncentracyjnym (nie o tym albo
nie tylko o tym pisze Cixous), ale nadaje się doskonale do
analizy tego zjawiska. Już w pierwszych chwilach po przy­
jeździe do obozu odbiera się ludziom ciała. Jak na tonącym
statku, pierwszeństwo mają kobiety i dzieci, do umierania
również. Te, które przeszły wstępną selekcję, zostają pozba­
wione włosów, są dezynfekowane w miejscach intymnych
brudną szmatą. Nie ma tu już miejsca na skromność, wstyd.
„Podchodziłyśmy gęsiego do miski. Tam nacierano każdą
pod pachami i między nogami, co pobudzało stojących obok
SS-manów do ustawicznego śmiechu. [...] widać było, że są
zachwyceni naszymi niezgrabnymi, wstydliwymi ruchami"
- tak Żywulska wspomina dezynfekcję. Ciało nie jest już wła­
snością kobiety, należy teraz do obozu, obóz robi z nim co
chce.
5

6

Poprzez pisanie ma zostać usłyszane kobiece ciało, ko­
bieta ma znowu zaistnieć cieleśnie, ciało ma się stać wyrazi­
cielem stylu. Kobiece pisanie to akt wywrotowy, to wprowa­
dzanie „chaosu wypowiedzi osobistej, pełnej imion własnych
i przypisanych im znaczeń" . We wspomnieniach Żywulskiej
wiele jest imion koleżanek z obozu, nie chce ona, by były
anonimowe, pozostały tylko numerem. Każda z nich to inna
historia cierpienia i umierania, a wszystkie traktowane są we
7

Punktem wyjścia twórczości kobiecej są doznane urazy,
te fizyczne i psychiczne, ogólniej - doświadczenie negatyw­
ne. Kobiety „zapisują ranę, piszą bo zostały okaleczone" .
W sposób zwielokrotniony i dosłowny takie rany powstają
w obozie koncentracyjnym. Jedna z bohaterek Żywulskiej
mówi: „nasze cierpienie polega przede wszystkim na ciągło­
ści, na beznadziejności. Jesteśmy wiecznie w stanie bólu

PISMO ANTROPOLOGICZNE

9

�Małgorzata Budrewic;
psychicznego i fizycznego. To tak jakby stale bolał ząb. I tak
jakby stale ktoś bliski umierał. I tak jakby stale ktoś na ciebie
pluł.
W obozie ciało stawało się boskim centrum świata; to
wokół niego rozgrywał się cały dramat istnienia. Francois
Chirpaz - francuski myśliciel - w swoim eseju poświęconym
ciału stwierdza, że z a u w a ż a m y j e g o o b e c n o ś ć d o p i e r o
w momencie dyskomfortu - bólu; w tym momencie staje się
ono dla nas światem. Ból wywołuje rozkład egzystencji.
Jesteśmy zablokowani w swoich ciałach, a kobiety w obozie
były w nich wręcz uwięzione. „Była naprężona od palców
ręki do palców stopy, ale za każdym razem [...] spadała. Ciało
jej stawało się nagle miękkie i żałosne. Potem podnosiła gło­
wę, na twarzy malowała się praca mózgu, to działo się we­
wnątrz niej i przygotowywało ręce i nogi do w y s i ł k u " - tak
Delbo opisuje starania wycieńczonej więźniarki by wyjść
z rowu. Umysł stara się zapanować nad ciałem, przejąć nad
nim kontrolę, zmusić do posłuszeństwa, ale ciało nie należy
już do niej, porusza się jakby nie było nią i wygląda tak obco.
10

11

12

Żywulska wspomina spotkanie z mężczyzną nad rzeką.
Nie czuje się kobietą, nie chce więc na niego patrzeć, by nie
dostrzec w jego spojrzeniu siebie odartej z kobiecości: „Czu­
jąc na sobie wzrok mężczyzny, kobieta dotyka prawdy o In­
nym [...] i o sobie samej w oczach Innego". Nie chce skon­
frontować się z prawdą, którą przecież zna. Kiedy on ją cału­
je, wcale nie jest zadowolona: „Czy pan zwariował, miesiąc
nie myłam twarzy ani zębów. Czy pan jest ślepy, jak można
mnie całować, pan nie ma za grosz poczucia estetyki!"
W obozie kobieta nie może być kobietą. Pozbawia się ją na
każdym kroku jej cech dystynktywnych. Czy jest kobietą
postać bez włosów, z wyschniętymi piersiami, wysterylizowana, nie mająca miesiączki, ważąca ok. 25 kg, brudna, za­
wszona, śmierdząca? Co ten obraz ma wspólnego z bujnym,
zdrowym, przedwojennym kobiecym ciałem, ciałem estetycz­
nym?

Kobiety przejeżdżają blisko nas. Krzyczą. Krzyczą, a my
nic nie słyszymy. [...] Ich usta krzyczą, ramiona wycią­
gnięte w naszym kierunku krzyczą, wszystko w nich krzy­
czy. Każda z nich jest krzykiem. Ich ciała są jak pochod­
nie, płonące krzykiem przerażenia. Każda jest zmateriali­
zowanym krzykiem, wyciem - którego nie słychać. [...]
Nasze oczy krzyczą, nie wierzą.
16

Krzyczą odstające kości, przeraźliwa chudość, nawet
chód jest krzykiem - głowa ciągnie resztę ciała, siedlisko
ludzkiej myśli ciągle chce przewodzić upartemu, głodnemu,
spragnionemu, choremu ciału.
Ale histeria bywa też głośna, manifestuje się jako bunt,
protest przeciw umieraniu tak nieludzkiemu, tak niesprawie­
dliwemu. Ostatnie pożegnanie, ostatnia skarga, ostatnie sło­
wo przejawia się nagle, jakby na sygnał, zaczynały krzyczeć.
Krzyk zwiększał się, podnosił i rozlegał za murem. To były
już tylko krzyczące usta, wyjące ku niebu, siedzące, wy­
krzywione. [...] Wkrótce krzyk ponownie podnosił się, nie
rezygnowały, nie chciały się poddać, był teraz przeraźliwszy, rósł i opadał w łkanie i ciszę, w oczach nie było na­
dziei.
17

13

14

Lucy Irigaray uważa, że kobiecy głos w systemie repre­
zentacji i wiedzy, które są fallocentryczne, to tylko pogłos.
Jedynym sposobem kobiecej wypowiedzi jest w nim furia,
kiedy ciało wypowiada się w sposób nie dający się zwerba­
lizować. Histeria - jej zreformowana, ucywilizowana forma pozwoli kobiecie wypowiedzieć się w sposób niezależny od
obrazów i logiki fallocentrycznej. Histeria jest w obozie je­
dynym sposobem wyrażenia sprzeciwu. Ciało mówi, ciało
krzyczy - bezgłośna kobieca histeria.
15

Nie chciały umierać w ciszy, nie mogły umierać w ciszy,
mimo że dla oprawców ich krzyk nic nie znaczył.
Kobiety wyrażają się w płaczu, świadczy on o ich niesa­
mowitej wrażliwości, o tym, że jeszcze czują i to w sposób
tylko im właściwy. Kiedy serce zmienia się w kamień - łzy
wysychają. „Dobrze byłoby gdybyś płakała" - ktoś radzi Żywulskiej - „ale ja nie umiałam p ł a k a ć " - tłumaczy się ona.
Zabrano kobietom kolejny środek wyrazu uczuć, uciszono
je znowu.
W obozowych wspomnieniach mężczyzn, które czytałam,
nie spotkałam się z opisem wzajemnego ogrzewania się cia­
łami w czasie apelów. Kobiety piszą o tym jak o bardzo nor­
malnej, naturalnej sprawie: „Trzymamy się razem, ściśnięte,
piersi przy plecach, tworząc jakby jeden system krążenia
k r w i " ; „starałyśmy się stać zwartą masą, żeby ogrzewać
się ciałami" . Solidarność kobieca to solidarność ciał, tych
owrzodzonych i ropiejących, które na przekór biologii za­
chodzą w ciążę, cudem rodzą dzieci i ukrywają je. Mimo tych
n a d l u d z k i c h okoliczności i wysiłków, dzieci i tak muszą
umrzeć. Do 1943 roku kobiety w ciąży bez względu na po­
chodzenie były gazowane, albo zabijane zastrzykiem fenolu
w serce. Jeśli więźniarce udawało się donosić ciążę, śmier­
telny zastrzyk dostawało i dziecko. Jeśli do obozu przybyła
większa ilość kobiet w ciąży, bez względu na jej zaawanso­
wanie dokonywano zabiegów spędzania płodu. Wiele ko­
biet przypłaciło je życiem.
18

19

20

21

A jednak ciąża była kobiecym i niezaprzeczalnie ciele­
snym przeżyciem i solidaryzowała współwięźniarki. Żywul­
ska opisuje przypadek ukrywania dziecka młodej Żydówki
w szpitalu. Wszystkie kobiety pomagały. Dziwiło, że dziecko
„urodziło się wyjątkowo zdrowe i śliczne", że matka miała
p o k a r m , że „na przekór wszystkim dziecko rozwijało się
i było coraz rozkoszniejsze". Żadna nie miała jednak wąt­
pliwości, że w końcu dziecko musi umrzeć. W warunkach
obozowych łatwiej wierzyło się w złe zdarzenia.
22

Nagość w obozie była wszechobecna. Nagie ciała krąży­
ły po obozie albo się po nim walały. Nago się chorowało na
rewirze, nago się umierało, stało na apelu, czekało na de­
zynfekcje w mroźne zimy. Nago szło się do komór gazowych,
a potem nagie ciała palono w krematoriach. Obnażone ciała
miały dodatkowo poniżyć, odczłowieczyć, zawstydzić. Nie
można było nie doświadczyć obozu przez ciało. Delbo przy­
równuje ciała więźniarek d o manekinów. W s p o m i n a , że
w dzieciństwie bała się manekinów, że zmieszana była ich

46)

Numer 10/2005

�WSPOMNIENIA P R Z E Z P R Y Z M A T C I A Ł A . .

nagością: „nigdy nie pomyślałam, że mogły istnieć nagie,
bez włosów". W obozie „manekiny" są wszędzie „trzeba je
odróżniać od śniegu. Wypełniają dziedziniec. Są nagie. [...]
Głowy są ogolone, włosy podbrzusza sterczą sztywno. [...]
Sterczące palce stóp są [...] dziwaczne. Straszliwie dziwacz­
ne". Dzieciństwo minęło bezpowrotnie, teraz autorka jest
dorosła i może patrzeć na „manekiny" bez lęku.
Kobiety, jeśli udało im się przetrwać piekło na początku
obozu, zimno, głód, apele, dezynfekcje, jeśli nie załamały
się psychicznie, znajdowały siłę, by ochraniać własną egzy­
stencję i - jeśli było to możliwe - również życie innych. Każ­
dy, kto przeżył obóz, musiał dać świadectwo, opisać nieopi­
sane, odczuć wszystko jeszcze raz cieleśnie, włożyć palec
we własną ranę, „posypać ją solą". W tym rozumieniu prze­
życia zarówno mężczyzn, jak i kobiet bywają podobne. Róż­
ni je jednak sposób opisu, który jest bardziej cielesny u ko­
biet. Zdają się mówić - „jesteśmy swoimi ciałami". Widać to
wyraźnie we wspomnieniach Charlotte Delbo i Krystyny Żywulskiej, więźniarek obozu Oświęcim - Brzezinka.
23

24

1

V. Woolf, Speech. Manuscript Notes, cyt. za: E. Showalter, Krytyka
feministyczna na bezdrożach, przet. I. Kalinowska-Blackwood, „Teksty
Drugie" 1993, nr 4/5/6, s. 132.
2

E. Krasowska, Kilka uwag na temat powieści kobiecej,
gie" 1993, nr 4/5/6, s. 262.
3

E. Showalter, dz. cyt., s. 123.

„Teksty Dru­

4

K. Kłosińska, Ciało - pożądanie - ubranie. O wczesnych
ściach Gabrieli Zapolskiej, Kraków 1999, s. 15.

powie­

5

H. Cixous, Śmiech Meduzy, przeł. A. Nasiłowska, „Teksty Drugie"
1993, nr 4/5/6, S. 152.
6

K. Żywulska, Przeżyłam Oświęcim, Warszawa 1946, s. 55.

7

H. Cixous, dz. cyt., s. 160.

8

Ch. Delbo, Żaden z nas nie powróci, przeł. K. Malczewska - Giovanetti, Oświęcim 2002, s. 70.
9

K. Kłosińska, dz. cyt., s. 69.
K. Żywulska, dz. cyt., s. 98.

1

11

F. Chirpaz, Ciało, przeł. J. Migaslński, Warszawa 1998, s. 20-24.
Ch. Delbo, dz. cyt., s. 42.
' K. Kłosińska, dz. cyt., s. 44.
K. Żywulska, dz. cyt., s. 42.
:

14

' E. Grosz, Jacques
York 1990, s. 174-183.
6

7

Lacan. A feminist introduction,

Ch. Delbo, dz. cyt., s. 58 - 59.
Tamże, s. 8 2 - 8 3 .

8

K. Żywulska, dz. cyt., s. 9 1 .

9

Ch. Delbo, dz. cyt., s. 104.

20

London - New

K. Żywulska, dz. cyt., s. 29.

21

L. Cebo, Więźniarki w obozie hitlerowskim w Oświęcimiu - Brze­
zince, Katowice 1984.
22

K. Żywulska, dz. cyt., s. 94.

23

Ch. Delbo, dz. cyt., s. 32.

24

Tamże, s. 3 1 .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10691" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10669">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bb6b690201a12482377781ef997522f4.pdf</src>
        <authentication>5f69823e4d0fce9098013598936225b2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127397">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5548</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127398">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127399">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127400">
                <text>Jung, Carl Gustaw (1875-1961)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127401">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127402">
                <text>C.G.Jung / Barbarzyńca 2008 nr 1 (11)/10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127403">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.68-75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127404">
                <text>Chlebosz, Mirosław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127405">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127406">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127407">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127408">
                <text>I

Mirosław

Ur. w 1980 r., magister filozofii (2005 r.) i komunikacji społecznej (2006 r.)
Uniwersytetu Wrocławskiego, absolwent studiów p o d y p l o m o w y c h z zakresu

C h l e b o s z

psychologii na UJ i historii na Uniwersytecie W r o c ł a w s k i m , gdzie pracuje nad pracą
doktorską na W y d z i a l e N a u k Społecznych. Pełni t e z obowiązki specjalisty terapii
uzależnień w O ś r o d k u W c z e s n e j Terapii i Profilaktyki M O N A R w e W r o c ł a w i u .

C G . Jung
„ M o j e życie j e s t h i s t o r i ą s a m o u r z e c z y w i s t n i e n i a się n i e ś w i a d o m o ś c i "

potkanie z inną rzeczywistością, zderze­
nie z nieświadomością silnie wryło się
w moją pamięć i jest nie do wymazania.
Tii
Tu zawsze była pełnia i bogactwo, tak że wszyst­
ko inne musi zejść na dalszy plan" .
V Q W

1

Carl Gustav Jung, mając osiemdziesiąt trzy
lata, podjął się opowiedzieć swoją historię życia
w dziele pt. Wspomnienia, sny, myśli, zastrzega­
jąc, iż chce relacjonować wydarzenia wewnętrz­
ne w świetle, w którym bledną wspomnienia
związane z faktami świata zewnętrznego. Nie
uważał się za człowieka mądrego, czemu dawał
świadectwo w opowiadanej historii o wędrow­
cu, który w swoim życiu własnym kapeluszem
czerpał wodę z potoku . Pytany wielokrotnie, co
to oznacza, odpowiadał, że nie on jest tym po­
2

CG. Jung, Wspomnienia, sny, myśli, przeł. R. Reszka
i L. Kolankiewicz, Warszawa 1997, wyd. 2, s. 14; dalej
będę nazywał tę pozycję WSM.

tokiem, a jedynie stoi nad brzegiem strumienia
życia i podziwia to, do czego zdolna jest natura.
Natomiast wiedza o procesach zachodzących
w duszy człowieka ukształtowała jego stosunek
do świata.
Jednak duża liczba Jungowskich wspomnień
jest ściśle spleciona z jego ideami naukowymi.
Aby móc zajrzeć w duchowy świat człowieka, nie
ma lepszej drogi n i ż prześledzenie jego subiek­
tywnych przeżyć. Często stają się one inspiracją
dla badacza do dokonywania odkryć naukowych,
które z kolei składają się na dorobek wiedzy całej
ludzkości. Sam Jung pisze, że był w nim jakiś
„demon" i uskrzydlał go do impulsu poznawcze­
go, a ten nie pozwalał mu poprzestać na tym, co
j u ż osiągnął, ale determinował go jako odkrywcę
do ciągłego poszukiwania własnej wizji .
3

1

Ibid., s. 309.
Ibid., s. 310.
2

3

B A RB AII Z!/NC ft 1(111 P B D B

�C G . Jung

69

Wewnętrzna biografia Junga nieodzownie
związana jest z określonym przez niego świato­
poglądem. Pozwolę sobie pokrótce przedstawić
kanon wpływów kształtujących jego stosunek
do świata, jaki został usystematyzowany przez
J. Prokopiuka we wstępie do książki Archety­
py i symbole. Pisma wybrane* Carla Gustava

Junga.
W dużym stopniu odbija się w jego zapa­
trywaniach echo myśli religijno-filozoficznej,
utożsamianej z wiarą protestancką, Lutrem,
Kalwinem, z pietyzmem i Schleiermacherem
oraz idealizmem niemieckim od Kanta, Fich¬
tego, Schellinga, Hegla aż po Schopenhauera.
Faust Goethego oraz Takp rzecze

Zaratustra

Nietzschego to dzieła literackie wskazujące we­
dług Junga drogę prowadzącą w głąb nieświa­
domości . Przyrodoznawstwo, a w szczególności
teoria Darwina i cały dział nauk antropologii,
etnologii, socjologii oraz historii były płodną
dziedziną, z której czerpał Jung .
5

6

Wraz ze wzrostem zainteresowań nauką Jung
odkrył swoje powołanie do zawodu psychologa
i psychiatry. Będąc młodym człowiekiem, był
pochłonięty zdobywaniem wiedzy z zakresu
psychologii eksperymentalnej, psychofizyki. I n ­
teresowały go także osiągnięcia szkoły W Wundta . Jako młody psychiatra znalazł się w kręgu
wpływów E. Bleulera, pod którego kierunkiem
bronił swojej pracy doktorskiej, odwołując się
między innymi do parapsychologii. Niemały
wkład w jego światopogląd mieli nieortodoksyjni
badacze nurtu psychologii, do którego należeli
tacy myśliciele jak P. Janet, T. Flournoy i W Ja7

CG. Jung, Archetypy i symbole, wybrał i przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1976.
Ibid., s. 11.
Ibid., s. 6
Ibid, s. 7.
Ibid., s. 8.
F. McLynn Carl Gustav Jung, przeł. R. Bartołd, Po­
znań 1996, dalej będę nazywał tę pozycję ML. Frank
4

5

6

7

8

9

mi) nm uumnn

mes. Największy wkład w koncepcje Junga ma
Zygmunt Freud, który otworzył przestrzeń myśli
ludzkiej ukierunkowanej na niezgłębione króle­
stwo nieświadomości .
Na zakończenie omawiania kręgów wpły­
wów formujących światopogląd Junga należy
zaznaczyć, iż uważał on, że tylko te wydarzenia
z całego jego życia mają największą wartość,
w których świat nieprzemijający należący do
przeżyć wewnętrznych utrwala się i głęboko
zapisuje w świat przemijający. Mam tu na myśli
deklaracje Junga przyznającego się, że napisana
autobiografia Wspomnienia, sny, myśli uboga jest
w zdarzenia dotyczące jego spotkań ze znamie­
nitymi osobami czy związane z odbytymi podró­
żami choć i one znalazły w niej swoje miejsce
Najważniejsze dla niego było to, czy sam pozo­
stawał w zgodzie
indywidualnym doświad­
czeniem introspekcji a to można tylko wyrazić
orzezmit co udowadniaia iego słowa- Mit iest
bardziei zindywidualizowany i wyraża żvcie do
kładnie niz nauka która nosługuie sie noieciami
średnie zbyt ogólnikowymi by mogła nodołać
subiektywności i różnorodnościżycia"
8

9

10

Mit, który opowiada Jung, jest przykładem
samourzeczywistnienia się tego wszystkiego,
co spoczywa w nieświadomości, a co inspiru­
je do procesu indywidualnego rozwoju i dąży
z wszelkimi uwarunkowaniami ludzkiej psyche
do zjednoczenia w całość treści świadomych
i treści nieświadomych.
Alegorycznie m o ż n a u t o ż s a m i ć istnienie
ludzkie z rośliną czerpiącą życie ze swojego
kłącza. Fundament i właściwa część rośliny są
11

McLynn w biografii szwajcarskiego psychiatry i psycho­
loga sugeruje, że Jung za deklaracją opisywania przeżyć
wewnętrznych chciał ukryć niezręczne lub niemiłe relacje
o zdarzeniach ze świata zewnętrznego.
WSM, s. 13.
Obecnie ta roślina w współczesnej filozofii dekonstrukcjonizmu nazywana jest rhizomą.
10

11

�Mirosław Chlebosz

70

wyższy cel - leży na dnie oraz w mrokach nie­
świadomości" .
Rozwój nieświadomego jest bardzo indy­
widualnym doświadczeniem, które nie sposób
przełożyć na język nauki, dlatego możemy mó­
wić o nim jedynie w odniesieniu do „opowie­
dzianych historyjek" Junga. Stanowią one tylko
wprowadzenie w duchowy świat badacza i jego
odkryć. Śledząc jego proces indywiduacji, bę­
dziemy się zatrzymywać przy poszczególnych
etapach rozwoju nieświadomego szwajcarskiego
analityka: dzieciństwie, młodości, latach stu­
diów, pracy w szpitalu w Burghólzli. Możemy
powtórzyć za Jungiem, iż są to „stacje nieświado­
mego" ^Vtedy to właśnie zaczął on odkrywać
istnienie nieświadomości zbiorowej i jednost­
kowej.
13

14

15

Pierwsze wspomnienia Junga sięgają okresu
niemowlęctwa, z w i ą z a n e one były z dozna­
waną zmysłowo percepcją zapachu i widoku
liści, przez które połyskujące promienie słońca
docierały do leżącego w wózku dziecka . Zna­
czące było to, że w pierwszych swoich wspo­
mnieniach nie chciał pamiętać o rodzicach. Był
to symptom, iż małżeństwo jego rodziców było
wstrząsane kryzysami, napięciami i kłótniami,
co według Junga przyczyniło się do później­
szych problemów zdrowotnych ojca. Ten okres
odcisnął piętno na jego całym życiu, ponieważ
jak zauważył Freud- W każdej psychoanalizie
iest zazwyczai tak że pierwsze wspomnienia
którym pacjent przypisuje nadrzędne znaczenie'
którymi rozpoczyna sie historia iesro życia
zuia sie naiwaznieiszymi tymi które zawieraia
klucz do ukrytych stronić jego umysłu" i nie¬
świadomości
16

niewidoczne, gdyż tkwią w kłączu, podobnie jak
w życiu ludzkim podstawą są treści nieświado­
me, ukryte i trudno dostępne. Życie świadome
człowieka to symboliczny kwiat ginący z nasta­
niem zimy, trwający tylko jedno lato i mający
swoje nieprzemijające źródło w kłączu - w nie­
świadomości .
12

1. Tropy n i e ś w i a d o m e g o
„Początek, w którym wszystko jest jeszcze
jednością - który zatem pojawia się jako naj­
12

13

14

15

CG. Jung, op.cit., s. 14.
CG. Jung, Podróż na Wschód, Warszawa 1989, s. 54.
WSM, s. 13.
Ibid., s. 33.

17

Kiedy Jung miał około trzech lat, a jego matka
przebywała w szpitalu w Bazylei, ogarnęło go
Ibid., s. 16.
The Standard Edition of the Complete Psychologi­
cal Works of Sigmund Ereud, 24 tomy, red. J. Strachey,
1953-1974, torn 17, s. 149.
16

17

BARBARZYfoCft

1(111 P O D B

�71

C G . Jung

poczucie opuszczenia . Z tego okresu pamięta
pierwszy sen. Śniło mu się, że za gospodarstwem
kościelnym zdołał odkryć dziurę obłożoną ka­
mieniami, a wchodząc tam i odsłaniając zieloną
kotarę, ujrzał złoty tron. W kamiennej komna­
cie spowitej mrokiem siedziała na tronie postać
przypominająca potężny pień drzewa z okrągłą
głową i jednym okiem patrzącym w górę. T u ż
przed przebudzeniem słyszał jeszcze w śnie
głos wołającej matki: „To jest ludożerca" . Jung
z czasem uświadomił sobie, iż był to rytualny
Fallus. Objaśnienie tego snu jest przedmiotem
interpretacji a ż do dziś. J u ż między innymi
Frank McLynn w książce Carl Gustav Jung po­
twierdza interpretacje Junga i jego zwolenników,
którzy utożsamiali Fallusa z siłą twórczą , a ja
bym podkreślił, iż ma ona swoje źródło w nie­
świadomości. Ten sen jest przykładem dotarcia
do treści ukrytych poprzez treści ujawnione za
nomoca znaczeń symbolicznych mitologicz
nych, religijnych .
'
18

19

20

21

Kiedy młody Carl zobaczył pierwszy raz ka­
tolickiego księdza w sutannie przechodzącego
obok jego domu, przerażony uciekł i schował
się na strychu. To, że mężczyzna był ubrany
podobnie jak kobieta, wzmogło w Jungu strach
związany z rozumieniem normalnego stanu rze­
czy i w konsekwencji wywołało w nim fobię wy­
rażającą się w „kompleksie jezuity". Przez całe
dzieciństwo oraz lata młodości czuł się wyalie­
nowany i samotny z powodu własnych, tajemni­
czych doświadczeń. Zaliczał do nich znajomość
ze zrobioną jeszcze w tajemnicy przed światem

WSM, s. 19.
Ibid., s. 20.
ML, s. 19.
Ibid., s. 20.
Ibid, s. 32; Jung używał terminu „aktywna imaginacja",
aby opisać proces marzenia na jawie. Na początku osoba
koncentruje się na określonym punkcie w przestrzeni,
nastroju, obrazie lub wydarzeniu; następnie uruchamia się
18

19

20

21

22

mi) im mminn

drewnianą figurką, z którą rozmawiał, pisał
do niej listy i odwiedzał ją na strychu. Była to
pierwsza nieświadoma próba stworzenia tajem­
nicy, która dawała mu poczucie satysfakcji oraz
bezpieczeństwa, a co najważniejsze - stanowiła
sens jego dzieciństwa.
2. R o z d w o j o n a o s o b o w o ś ć
Gdy zbliżały się dwunaste urodziny Junga,
nawiedziła go fantazja, która przybrała postać
na jawie. McLynn referuje, iż owa wizja zosta­
ła określona przez autora mianem „aktywnej
imaginacji" . Ujrzał w niej katedrę w Bazylei,
o strzelistych wieżach sięgających aż do nieba.
Tam natomiast Bóg, zasiadając na tronie, po­
czął burzyć dach i mury kościoła, rozbijając je
na kawałki. Owa „aktywna imaginacja" była
wyrazem pragnienia więzi z Bogiem, ale przede
wszystkim źródłem rozdwojenia osobowości,
gdyż za sprawą owej złowróżbnej wizji miał
poczucie, że jest albo błogosławiony, albo święty,
albo przeklęty.
22

Po latach stwierdził, że największą tragedią
lat młodości było obserwowanie ze smutkiem,
jak jego ojciec załamuje się nerwowo, zmagając
się z problemami dotyczącymi wiary . Motyw
osobowości numer jeden i numer dwa ma swoje
źródło, oprócz wspomnianej powyżej „aktywnej
imaginacji", w archetypie ojca, ale także w arche­
typie matki. Schizofreniczne rozdwojenie osobo­
wości u matki stanowiło przyczynę ciągłej obawy
Junga przed popadnięciem w tę chorobę . Gdy
23

24

łańcuch towarzyszących temu fantazji czy wyobrażeń, któ­
re stopniowo przyjmują dramatyczny charakter. Później
te wyobrażenia zaczynają żyć własnym życiem i rozwijają
się według własnej logiki (A. Samuels, B. Shorter, F. Plaut,
Krytyczny słowni^ analizy jungowskiej, UNUS, Wałbrzych
1994, s. 24).
Ibid., s. 33.
Ibid., s. 15 i s. 37.
23

24

�72

Mirosław Chlebosz

mówił o osobowości numer jeden, charaktery­
zował ją jako syna proboszcza, pełnego ambi­
cji i zainteresowań nauką. Natomiast drugą,
„pochodząca z innej epoki", widział Jung jako
sceptyka, samotnika, niedowiarka nieufnego
w z g l ę d e m całego świata, lecz zawsze blisko
obcującego z naturą, przyrodą. Pierwsza z tych
osób to zwykły chłopiec żyjący codziennością,
druga postać istnieje w świecie snów, wizji, fan­
tazji, wyobraźni.
W szesnastym roku życia lektura takich au­
torów, jak Arystoteles, Kant i Schopenhauer
przyczyniła się do jego rozwoju intelektualne­
go, który zmniejszył rozdarcie między dwiema
osobowościami - zauważył McLynn . Niemniej
jednak nawiedzające go fantazje o tajemni­
czym zamku, gdzie w laboratorium wytwarza
się złoto , czy o jego czteromasztowcu płynącym
w górę Renu były wyrazem ciągłej niezgodności
między jawą a snem, wewnętrznym dyskursem
niemogącym się uporać z opozycyjną do niego
wiedzą naukową i teologiczną.
Mimo wewnętrznego rozdarcia wciąż po­
szukiwał odpowiedzi na nurtujące go kwestie
filozoficzno-teologiczne, aż w końcu znalazł
ukojenie w dziele Goethego Faust. Tytułowy
bohater był odpowiednikiem drugiej osobowości
Junga. Dzięki niemu uzmysłowił sobie, że nie
jest samotny, odosobniony w swoich myślach
i problemach, co częściowo inspirowało go do
wciąż jeszcze nieuzasadnionego zmagania się
z tajemnicą życia nieświadomego. Kilka lat póź­
niej to Zaratustra zajmie miejsce Fausta, jednak
z racji tragicznego szaleństwa i śmierci Frydery­
ka Nietzschego na długi okres Carl zatrzaśnie
drzwi poznania swojej nieświadomej osobowo­
ści otworzone przez Fausta .
25

26

27

Ibid., s. 36.
WSM, s. 77.
P. Sacha, Psychologia religii, przeł. P. Jabłoński, M.
Sacha, P. Sacha, Warszawa 1999, s. 359.

25

26

27

Filozoficzne aspekty tych dzieł tworzyły póź­
niejsze podwaliny systemu myślowego i stały
się fundamentem jego patrzenia na świat oraz
życie. Wszelkie indywidualne próby zniesienia
wewnętrznego podziału niosły bolesną frustra­
cję i rozczarowanie. Owocem badań Junga nad
skojarzeniami i podzielną osobowością była
teoria kompleksów jako odszczepionych części
psychiki, skupiających się wokół znaczeniowego
jądra, które jest nieświadome .
Wzajemna gra pomiędzy tymi stosunkowo
nieświadomymi częściami osobowości numer
jeden i numer dwa niejednokrotnie dopełniała
poziom świadomego życia i nieodzownie mia­
ła wpływ na archetyp ammy. Cechy związane
z odmienną płcią, wyniesione z wzorców, odbić
z a c h o w a ń zaobserwowanych w dzieciństwie
na planie przeżyć wewnętrznych Junga, uosa­
biają różne aspekty emocji i nastrojów oraz są
źródłem oddzielnej osobowości zwanej animą.
Wspomnienia młodej dziewczyny, która zajmo­
wała się nim pod nieobecność rodziców, matki
i - między innymi - Helen Preiswerk stały się
później kolejnymi aspektami ammy. Anima
często pojawia się w snach i długo pozostaje
nieświadoma. Może ona również uosabiać okul­
tystyczne związki z wiedzą tajemną i światem
ciemności .
28

29

3. D r o g a d o p s y c h o a n a l i z y
Nastoletni Jung zaabsorbowany problemami
osobowości numer jeden i numer dwa dostrze­
gał w tamtym okresie, w snach i fantazjach,
wskazany cel życia przez nieświadomość. Jed­
nym ze wspomnianych snów był sen o wyko­
paliskach szczątków prehistorycznych zwieO. Vedfelt, Dysocjacyjne zaburzenie osobowości. Osobo­
wość mnoga [w:] „Albo albo. Nieświadomość" 2002, nr 1,
s. 38.
P. Sacha, op.cit., s. 366.
28

29

BARBARZYŃCA

1(111 ? 0 D B

�C G . Jung

73

rząt znad Renu , inny traktował o napotkanym
w leśnym jeziorze dziwnym stworzeniu. Te dwa
sny sugerowały, że właściwym kierunkiem stu­
diów jest zoologia, a w konsekwencji medycyna,
której nauka zaczyna się od poznania wiedzy
przyrodniczej. Potwierdzeniem są te oto słowa
Junga: „Muszę poznać naturę, świat, w którym
żyjemy, wszystko, co nas otacza [...]. Oba te sny
nieodpartą moca^ popchnęły mnie ku naukom
przyrodniczym. [...] Teraz jednak uświadomi­
łem sobie, że studia medyczne zaczynają się
przecież od dyscyplin przyrodniczych" .
30

31

Zawierzając głosowi nieświadomości w snach,
przekonał się do kariery naukowej i rozpoczął
studia medyczne w Bazylei, a po ich ukończeniu
podjął prace psychiatry w szpitalu w Burghólzli
pod okiem Bleulera. W Bazylei, aby otrzymać
stopień doktora medycyny, Jung napisał pracę
o psychologicznych podstawach okultyzmu.
Wpadł na pomysł wykorzystania doświadczeń
z Helen Preiswerk dla zilustrowania podjętego
tematu traktującego również o mediumizmie .
32

Frank McLynn sugeruje, że przyczyną zja­
wisk okultystycznych w mieszkaniu rodzinnym
Junga była Helen Preiswerk. W wyjaśnieniu uza­
sadnia, iż „nierozładowane wibracje psychiczne"
wynikłe w czasie seansów, w których Preiswerk
była medium, spowodowały bezpośrednio tajem­
nicze zdarzenia, takie jak pęknięcie solidnego
stołu jadalnego czy rozpadniecie się na kawałki
ostrza noża. Te zjawiska nie dawały się wytłu­
maczyć prawami fizyki, a wkrótce młody student
Carl oświadczył, że to właśnie dzięki Helen za­
uważył istnienie nieświadomości. McLynn pisze
o tym następująco: Jungowi wydawało sie że
na istnienie nieświadomości wyraźnie wskazuje
zdolność Helen w stanie mediumicznym, do

30

31

32

33

34

WSM, s. 82.
Ibid., s. 81.
ML, s. 50.
Ibid., s. 44.
Ibid., s. 52.

mi) nu uumnn

osiągnięcia o wiele wyższego poziomu w porów­
naniu z jej stanem na jawie" .
Tutaj również leżą źródła stanowiące inspi­
rację Junga do stworzenia teorii indywiduacji.
Zanim jednak rozpoczął karierę psychiatryczną,
odkrył i utwierdził się w przekonaniu, że treści
nieświadome mogą przybierać postać ludzkiej
osobowości wyrażającej się jako halucynacje
w zewnętrznym świecie lub, w wypadku sean­
sów „spirytystycznych", jako chwilowy regulator
świadomego umysłu .
Pracując w szpitalu w Burghólzli, leczył pac­
jentów cierpiących na schizofrenię, co zdawało
się wykazywać, że kompleksy nie są jedynie
metafizycznymi ideami, ale poddają się empi­
rycznej weryfikacji. Jung potwierdzał istnienie
nieświadomości przez eksperyment asocjacyjny.
Freud badał przede wszystkim zjawiska wypar­
cia i ich rolę w tworzeniu treści nieświado­
mych. W 1903 roku Jung opublikował artykuł,
w którym zawarł wiele pochlebnych uwsg na.
temat Freuda. Miało to miejsce trzy lata przed
nawiązaniem bezpośredniego kontaktu z twórcą
psychoanalizy w Wiedniu. Biografia potwierdza,
że nieświadomość odkrył zupełnie niezależnie
od Freuda jedynie za pomocą eksperymentu
skojarzeniowego i analizy marzeń sennych cho
rych psychicznie Przykładem może być duza
liczba badanych przypadków chorób oacientów
w szpitalu w Burghólzli. Do ich grona należała
kobieta która nieświadomie zabiła własna córkę
33

34

35

*

* *

* *

£

* r\^^

cn w toku badań nad nia dnnrnwadziłn tunera dn
stwierdzenia ze właściwa terania rnznnrzvna sie
dnniern no . L d . n i n n.nhi.tefhistorii n J i e n J

peinej treści nieswiaaomycn. jung zauwazyi ze
najpierw trzeoa poznać aoKiaonie przeszłość
chorego, stosując eksperyment asocjacyjny, aby
Wypieranie jest mechanizmem obronnym ego dla
ochrony przed lękiem. Jest to w zasadzie w psyche proces
automatyczny, uniemożliwiający „obsadzenie" tego obiek­
tu libido, z którym wiąże się zagrożenie.

35

�74

Mirosław Chlebosz

odkryć te zdarzenia z życiu pacjenta, które zosta­
ły wyparte do nieświadomości i są źródłem utraty
zdrowia psychicznego. Młody szwajcarski ana­
lityk tak pisze o rezultatach wykorzystania testu
skojarzeń słownych: „Otrzymałem, by tak rzec,
informacje wprost od nieświadomości - na ich
podstawie można było zrekonstruować mroczne
i tragiczne koleje losu pacjentki" .
W tym wypadku okazało się, że matka po­
zwoliła bawiącej się w rzece córce wziąć do ust
brudną gąbkę, co było przyczyną ciężkiej choro­
by dziewczynki, a wkrótce jej śmierci. Podczas
wykładów dla studentów na temat hipnozy zaj­
mował się cierpiącą na bezwład lewej nogi, około
pięćdziesięcioletnią kobietą, którą „uzdrowił",
nie do końca umiejąc zdiagnozować przyczynę
choroby i „wyleczenia". Wymienione przypadki
utwierdziły również Junga w przekonaniu, że za
priorytet swoich badań powinien przyjąć zasadę,
„by od samego pacjenta dowiedzieć się, dokąd
prowadzi go jego własny r o z w ó j " , do tego
zaś niezbędna była staranna analiza snów oraz
innych przejawów nieświadomości, co w kon­
sekwencji umożliwiało trafną diagnozę i moż­
liwość leczenia. To właśnie praca Freuda Objaś­
nienie marzeń sennych z 1900 roku była w oczach
Junga największym odkryciem, co więcej - okre­
ślił ją mianem dzieła kładącego podwaliny nowej
epoki i niewątpliwie najśmielszą próbę rozwią­
zania - na z pozoru pewnym gruncie empirii
- zagadnień psyche nieświadomej .
36

37

38

4. N i e ś w i a d o m o ś ć w s p ó ł c z e ś n i e
„Na moje dzieła można patrzeć jak na stacje
mego życia. Są one wyrazem mego rozwoju we­
wnętrznego, albowiem zajmowanie się treściami
nieświadomości kształtuje człowieka i określa
jego przemianę. Moje życie jest moim działa36

37

WSM, s. 107.
Ibid., s. 111.

niem, moim duchowym wysiłkiem. Nie sposób
ich rozdzielić" .
Ślady poglądów filozoficznych, które się skry­
stalizowały i naprowadziły Junga na teorię nie­
świadomości, sięgają między innymi starożytno­
ści. Sokrates, który nie potrafił dookreślić głosu
wewnętrznego, utożsamił go z daimonionem, na­
tomiast Platon stworzył teorię preegzystencji du­
szy, która później stała się inspiracją dla Plotyna
traktującego o duszy pojedynczej, mnogiej i duszy
świata. Kartezjusz, rozważając po Św. Augustynie
problem dojścia do wiedzy, odwołał się do oczywi­
stości czy poznania intuicyjnego, co zaowocowało
dużo później w filozofii Bergsona. Gdy tę samą
kwestię poznania rozważał Leibniz w monadologii, odniósł się on do małych percepcji. Wyróżnił
w życiu człowieka możliwość dojścia do idei nie­
wyraźnych, nieukształtowanych, nieświadomych
w stanie snu, który różni się zasadniczo od stanu
jawy. Podobnie Kant mówi o ideach a priori jako
trudno dostępnych i zakrytych przed poznaniem
ludzkim. Należy wspomnieć jeszcze Schopen­
hauera traktującego o ślepej woli i Nietzschego
mówiącego o woli życia.
To wszystko klarownie wskazuje na filozo­
ficzne korzenie teorii nieświadomości u Junga,
który w pełni korzystał z dorobku intelektual­
nego całej ludzkości. Dziś myśl współczesna
niejednokrotnie jednoznacznie albo w sposób
zbliżony odwołuje się do wypracowanych po­
glądów szwajcarskiego analityka, wciąż próbując
odpowiedzieć na pytania, które dotąd nie znala­
zły odpowiedzi. Do tego wszystkiego spektrum
i horyzont poznawczy inspirowany enigmatycznością nieświadomego cały czas jest otwarty dla
poszukującego umysłu. W autobiografii Wspo­
mnienia, sny, myśli możemy przeczytać taką
wskazówkę: „Żadne słowa, nawet najdoskonal­
sze, nie zdołaj ą zastąpić życia. Gdy słowa usiłuj ą
39

38

39

Ibid., i. 131, przypis 2.
WSM, s. 193.

BARBARZYŃCA

1(111 ? 0 D B

�C G . Jung

75

zająć miejsce życia, wtedy psuje się i słowa, i ży­
cie. Aby uwolnić się od tyranii nieświadomości,
potrzeba dwóch rzeczy: należy wywiązać się nie
tylko ze swych powinności intelektualnych, ale
też z obowiązków moralnych .
Uważam, że przez obowiązek moralny należy
rozumieć tęsknotę twórczą za odnalezieniem, po­
znaniem prawdy w czasie trwania życia, co daje
artyście, uczonemu, filozofowi poczucie szczęś­
cia. To ono właśnie jest źródłem niewysłowionej
siły, która ożywia, inspiruje i staje się niczym mi­
sterium w służbie Stwórcy całego świata. Bóg to
alegorycznie „wielkie nieświadome", które oprócz
przyrody widzianej oczami techniki, nauki wyra­
ża się w naturze, przemawiając i zwracając się
w niepowtarzalnym języku do człowieka w jego
indywidualnym akcie odkrywczym. Można by
powiedzieć za Gadamerem, że jesteśmy wiecz­
na rozmowa . Rozmowa w którei świat zostaie
w jeżyku wyniesiony na wyższy poziom doświad
czenia Dialogiestwynikiempodietei relaciimo
ieso ia" ze swatem przyroda drurim człowie
kiem Nieświadomość odorvwa nadrzędna role
tam gdzie w języku człowieka świat rozmawia
sam'z soba Do istoty iezyka należy bowiem iei
wręcz przepastna nieświadomość"
40

41

42

40

41

42

Ibid., s. 163.
T.H. Gadamer,/^ i rozumienie, Warszawa 2003, s. 27.
Ibid., s. 49.

l j l l ) HM

BARBARZYŃCA

Komunikacja za pomocą języka potocznego,
jak mówi Wittgenstein, jest sposobem, formą
życia - dyskusją naszego działania życiowego.
Treści wyrażone w języku są głęboko zanurzone
w strukturze naszych działań i zachowań nie­
świadomych. Współczesna hermeneutyka, która
go analizuje, interesuje się po prostu zwykłym
j ę z y k i e m jako najnormalniejszym, najprost¬
szym sposobem istnienia, wskazując na wniosek
wypływający ze zderzenia języka z działaniem.
Mówi on o tym, że język nie może być widziany
jako narzędzie służące do opisywania rzeczy¬
wistości, wyrażania myśli, ponieważ obrazuje
on
głęboka
strukturę świata której nieodłącz¬
ną częścią jest rzeczywistość nieświadomości
Zasadniczą funkcja ęzyka jest działanie ję
zvk iest działaniem które musimy podejmować
wspólnie - powiada Wittgenstein Sueeruie on
ze trzeba nauczyć sie zyć miedzy innymi z d r u '
mm człowiekiem aby zrozumieć same™ siebie
i nzvwanv iezvk

7 rozumieć i e z v k to z r o z n

m i e ć s n o s ó h zvcia a tvm s a m v m z a t r z v m a c sié
nrzv koleinei staci'i
L L

7

Jie Lra

nieświadome™

nowe świ.lłn L

To krótkie
mvsl Tnnaa

rozważanie rzuca nowe swiatio na mysi junga
wyrażoną w siowacn. „Moje życie jest nistoną
samourzeczywistnienia się nieświadomego .

43

WSM, s. 13.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5992" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5972">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fe840904d9626d895a706a09da38b24e.pdf</src>
        <authentication>3ed493124ab5e977f42f046c143be942</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71489">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5571</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71490">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71491">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71492">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71493">
                <text>Etnografia żywych ludzi/ Barbarzyńca 2008 nr 2(12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71494">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s. 3-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71495">
                <text>Chodacz, Weronika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71496">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71497">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71498">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71499">
                <text>Antoni Bartosz jest doktorem nauk humanistycznych
Université Paris IV en Sorbonne, znawcą literatury francuskiego średniowiecza, tłumaczem,
wykładowcą akademickim na Uniwersytecie Jagiellońskim.
W latach 2001-2007 był dyrektorem Małopolskiego Instytutu Kultury,
obecnie pełni funkcję dyrektora Muzeum Etnograficznego
im. Seweryna Udzieli w Krakowie.

atia

Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika

Jest Pan z wykształcenia filologiem. Dlaczego wy­
brał Pan muzeum etnograficzne?

Chodacz

tam przeżywane wówczas gesty, odłożyły się
we mnie głęboko. Wtedy robiły na mnie przede
wszystkim mocne wrażenie, a dziś widzę w nich
o etnografia jest dla mnie ważna. Mówi instynktowną, tajemną relację ze światem, jaką
wiele o mnie samym, mówi wiele o dru­ utrzymywali moi dziadkowie i rodzice i w jaką
gim człowieku. Uświadamia znaki toż­ mnie wprowadzali.
samości, sposoby życia. Mam też jeszcze inne
Co niedzielę obchodziłem z dziadkiem nasze
motywacje osobiste. Otóż bez względu na to, pola i zastanawiałem się, co my na tych polach
kim jestem z wykształcenia, a jestem romanista, właściwie robimy. Dziadek mówił: „Trzeba je,
mediewistą i — jak mawia mój szwagier — „po­ synku, obejrzeć". Dziś myślę, że on wychodził
robiłem jakieś sorbońskie nauki", jestem przede i patrzył na to, co odziedziczył, że to właśnie był
wszystkim chłopskim synem, który kiedyś wy­ jeden z takich rytuałów, który opierał się na prze¬
szedł w świat ze swojej wioski. Dobrze pamię­ konaniu, że to, co się otrzymało, co się ma pod

B

nU

BARBARZVÑCA

�Wywiad

4
opieką, należy w Dzień Pański na nowo zoba­
czyć i ocenić stan spraw. Kiedy miałem j u ż naście
lat, na święto Matki Boskiej Zielnej obchodziłem
pola ze święconą wodą, żeby je pokropić. Czu­
łem wtedy, że robię coś ważnego. Zastanawia¬
łem się, czy dzięki temu ziemia obrodzi nam
lepiej, w każdym razie czułem, że powierzano
mi coś ważnego. W wigilię Bożego Narodzenia
rano mama dawała mi paczkę, zwykle wiktuały,
i wysyłała mnie „z kolędą". Słowo „kolęda" j u ż
wcześniej rozumiałem jako podarunek, dar, ro¬
dzaj premii na koniec roku, dopiero na drugim
miejscu jako pieśń.
Wychowałem się więc w atmosferze, w której
gesty wobec drugiego człowieka i wobec świata
były ważne. To mi zostało do dziś. A jednocze¬
śnie mocno interesuje mnie kultura jako zjawi¬
sko, a to zainteresowanie rozwinęło się głównie
poprzez mediewistyczne wykształcenie.
Studia francuskiego średniowiecza pokazały
mi ciekawy model kultury, który nie przestaje
mnie inspirować. Zaintrygowało mnie to, jak
literatura tego obszaru i tego okresu tworzyła się
i była przekazywana. W pewnym sensie była naj­
pierw wspólnotą wyobraźni, stąd tylu anonimo­
wych autorów. Jednocześnie w a ż n a była sztuka
wariacji. Ten sam „tekst" (z zastrzeżeniem, że
współczesne pojęcia tekstu, autora, czytelnika
itd. mają niewiele wspólnego z ówczesnym rozu­
mieniem tych ról i pojęć) zyskiwał nową jakość
właśnie poprzez świadomą wariację. Przy czym
stopień wyrafinowania sięgał tu zawrotnych
wyżyn, jak w przypadku trubadurów, a obieg
kultury zakładał aktywny odbiór, rodzaj nie¬
ustannego napięcia pomiędzy kreacją a typem
odbiorcy i sposobem interpretacji. Na przykład
pieśń epicka żyła przez ponad dwa wieki właśnie
dzięki nieustającemu dialogowi z publicznością,
niezależnie od tego, czy przestrzenią odbioru
były karczmy, czy dziedzińce świątyń. Na tym
polu średniowiecze ukazało m i to, co stano­
wi o jakości kultury: osobiste zaangażowanie.

Dziś nasz system kultury jest w dużej mierze
„serwisowy", wyklucza strukturalnie głębszą
aktywność odbiorcy, nie daje mu na to szans, jest
spełnianiem oczekiwań bardzo przeciętnych.
Jeśli jednak postawimy odważnie na tworzenie
sytuacji i programów, w których liczyć się będzie
osobisty dialog odbiorcy z wartościami kultury,
a w ostateczności jego rozwój (a każdy chce się
rozwijać, choć nie zawsze to od razu wie), to
wówczas kultura zacznie nabierać rzeczywistego
znaczenia, zacznie stawać się tym, czym w głębi
jest: podstawą człowieczeństwa.
I tu dochodzimy do etnografii. W sposób
wybitny etnografia ma właśnie to „coś". Ma
istotową, rzec można, ofertę człowieczeństwa,
sama w sobie jest ciągłym poszukiwaniem, re¬
fleksją. Dlatego kiedy myślę o muzeum etno¬
graficznym jako o „moim muzeum — muzeum
0 mnie", w znaczeniu muzeum, które jest ważne
dla każdego, to czerpię i z inspiracji chłopskich,
1 z inspiracji, które przyniósł mi uniwersytet.
Jakie są Pana plany na muzeum etnograficzne?
Obecna ekspozycja stała ma charakter bardziej
historyczny niż etnograficzny.
Zacznę od najstarszej części wystawy, po­
wstałej w latach 50. ubiegłego wieku. U w a ż a m ,
że należy pozostawić ją w niezmienionej formie,
stwarzając jednak lepsze narzędzia do zrozu¬
mienia tego, z czego jej kształt wynika, jakimi
wartościami kierowali się wtedy etnografowie
w wystawiennictwie. Bo to także jest ważne i cie¬
kawe. Nie należy gubić historii, nie sądzę też, że
dziś jesteśmy pod jakimś względem lepsi. Jestem
za tym, żeby tę historię — całą, taką jaka jest —
umieć przyjąć. Co prawda patrzymy dziś ina¬
czej na wiele spraw, ale to także jest tylko punkt
widzenia, który kiedyś wpisze się w historię tego
muzeum, stanowiąc pewien etap.
Łatwo jest nam dziś perorować na temat wła¬
ściwych zasad budowania kolekcji z nutą depre-

BARBARZVNCA

�Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz
cjonującą niegdysiejsze wybory. Należy jednak
pamiętać, że kolekcja Muzeum Etnograficznego
w Krakowie w ogóle powstała i stworzyli ją lu¬
dzie o ogromnej pasji. Seweryn Udziela w spo¬
sób intuicyjny, wielkim nakładem pracy, tworzył
kolekcję na temat świata, który go intrygował.
Przeczuwał, że kultura chłopska zawiera nie¬
doceniane skarby także dla tych, którzy nie są
chłopami. Warto jego punkt widzenia zrozumieć
i go pokazać. Jednocześnie jest oczywiste, że te¬
mat kultury chłopskiej czy też kultury ludowej
(jak ją nazwali inteligenci) stawia dziś zupełnie
nowe wyzwania. Kultura chłopska bezpowrotnie
minęła. Jak zatem mądrze o niej pamiętać? A je¬
śli rzeczywiście istnieje jeszcze dzisiaj kultura
ludowa, to jak ją opisać i określić? Jak brzmią
dobre pytania, które pozwolą szukać na to od¬
powiedzi?
Wracając do ekspozycji stałej: najstarszą część
zachowamy, a nowsze aranżacje zostaną przepra¬
cowane. W przyszłości, kiedy uwolnimy ratusz
od funkcji magazynowych, stworzymy wystawę
stałą także z naszych zbiorów egzotycznych oraz
z kolekcji dotyczącej kultur europejskich.
Czy na ekspozycji w muzeum etnograficznym jest
miejsce na przedmioty współcześnie
używane, pro­
dukowane masowo, które należą do kultury popu­
larnej, chociaż może nie mają szczególnej
wartości
artystycznej? Czy raczej muzeum powinno się
skoncentrować
na odtwarzaniu historii?
Wszystko zależy od punktu widzenia, który
obieramy dla pokazania jakiejś rzeczy. Ważne,
by ten punkt widzenia ujawnić, wskazać jasno
kryteria, jakimi się posługujemy. Tu mała dy¬
gresja. Miałem okazję pobyć dłużej w Muzeum
Etnograficznym w Neuchatel w Szwajcarii.
Tamtejsze publikacje do wystaw opisują proces
powstawania tychże wystaw od A do Z. Wszyst¬
ko wiadomo: kto tworzył scenariusz (zwykle
grupa), czym się kierował, opisane są sytuacje

PD08

BARBARZYŃCA

5

impasu, zabrnięcia w ślepe zaułki, drogi po¬
szukiwania rozwiązań, aż do opisu ostatecznej
propozycji.
Wracając do pytania: jest dla mnie jasne, że
przedmioty będące wytworami współczesnej
kultury popularnej powinny być pokazywane na
naszych wystawach — choćby po to, żeby uświa¬
domić zwiedzającym proces ewolucji: kiedyś
żyliśmy w klimacie takich wzorów, dziś wytwa¬
rzamy takie.
Równolegle muzeum etnograficzne powin¬
no promować wzorce źródłowe, które zawiera
stuletnia kolekcja. Tak czyni obecna wystawa
zabawek krakowskich. Można na niej zobaczyć
zabawki sprzed stu lat oraz poznać ich wytwór¬
ców. To pierwszy krok. Krok drugi to odtworze¬
nie tych zabawek, między innymi po to, by poja¬
wiła się alternatywa dla wzorów cepeliowskich.
W przyszłości będziemy mieli własny kram na
emausie, na rękawce, i nie tylko tam, aby pokazy¬
wać wzorce oryginalne. Jeśli taką zabawkę kupię,
to po to, by moje dzieci miały kontakt z czymś,
co u w a ż a m za wartościowy wzór estetyczny,
a jest też wspomnieniem z mojego dzieciństwa.
Ale przecież nie stanę się przez to ludowy. Ten
zakup będzie znaczył tylko tyle, i aż tyle, że cenię
świat rzeczy dawnej kultury chłopskiej i wpro¬
wadzam go w świat własny. Ale bez popadania
w folkloryzm. Szanuję tę tradycję i z jej wzorów
chcę zaczerpnąć dziś, ale na swój sposób. Trochę
z potrzeby, trochę z intuicji, resztę kształtuje ży¬
cie. Taki „przekład" jest autentyczny, wyklucza
sztuczność, pozę „ludowości". Jednocześnie jest
to możliwe dzięki temu, że ktoś strzeże wzoru
i go udostępnia.
A czy Pana zdaniem na wystawie zabawek kra­
kowskich mogłaby się pojawić lalka Barbie?
Jak najbardziej, można by wtedy pokazać
przejście od pierwszych ręcznie wykonywanych
zabawek po współczesne „automaty". Mógłby

�6
też pojawić się Harry Potter (dla jasności: to nie
mój ulubiony bohater, ale jest dziś znaczącym
zjawiskiem). Ponieważ na wystawie, o której
mowa, są bardzo ciekawe zabawki z Panem
Twardowskim, zestawienie z nimi postaci Potte¬
ra doprowadziłoby, być może, do interesujących
wniosków. Ale to tylko hipoteza.
Co zrobić, żeby widz rozumiał, co ogląda w mu­
zeum etnograficznym? Jak Pan się odnosi do dys­
kusji w muzealnictwie na temat tego, czy lepiej
eksponaty podpisywać,
czy umieszczać je w kon­
tekście?

Wywiad
działa. Innymi słowy, żeby móc przeżyć ekspo¬
zycję, widz musi otrzymać szansę osobistego jej
zrozumienia, na różne sposoby, niekoniecznie
w towarzystwie przewodnika.
Przy okazji podkreślę, że kontekstem dla
przedmiotu może być także metafora. Na przy¬
kład gwasze, które teraz pokazujemy na wysta¬
wie „Raslila — taneczne wyzwolenie", a które
obrazują hinduski taniec religijny, wpisane zo¬
stały właśnie w metaforę kolistego ruchu. Nie
materializujemy tam szerokiego kontekstu tych
tańców (prócz kilku wybranych przedmiotów),
kreujemy jednak za pomocą analogii ducha
tych tańców. To innego rodzaju kontekst, ale nie
mniej pożyteczny dla zrozumienia rzeczy.

Jestem zdecydowanie za budowaniem kon­
tekstu. W dotychczasowej tradycji muzealnej
eksponat jest eksponatem samotnym. Nawet Bywa tak, że człowiek w muzeum etnograficznym
jeśli kołyska jest ustawiona w całkowicie od­ czuje się wyobcowany. W jaki sposób można zaan­
tworzonej izbie, nawet jeśli stoi w miarę na gażować widza w
ekspozycję?
swoim miejscu albo zwisa z sufitu, to gdy wcho­
dzimy, wciąż nie wiemy, jaki był rytm dnia,
Na przykład poprzez rodzaj gry, w której bę¬
jaka krzątanina, kiedy dziecko w tej kołysce dzie mógł wziąć udział, jeśli zechce. Wspomnia¬
przebywało, kto je bawił, jak się wychowywało. na wystawa o „Raslili" taką szansę daje. W cenie
Nie znamy całego kontekstu. Widzimy wiszą­ biletu widz otrzymuje lusterko. Wchodząc na
ce portki. Ale kiedy je zakładano? I czy należy ekspozycję, trafi na wolno wirujące kręgi, dojrzy
pokazywać tylko te odświętne? Czy nie należy też na suficie dziwne napisy. Wszystko to narzu¬
również pokazać najzwyczajniejszej w świecie ca pytanie o ukryty sens tych instalacji, o funk¬
koszuli z tamtych czasów? Jeśli więc chcemy cję treści na suficie. A lusterko okaże się bardzo
dać opis autentycznego przeżywania tamtego pomocne. Myślę, że na „Raslili" nie poczuje się
świata przez tamtych chłopów, jak w cytowa¬ pani wyobcowana, przeciwnie: poczuje się pani
nym przypadku, powinniśmy też dać widzowi zaproszona do myślenia. Bo wizyta w muzeum
narzędzia do pełniejszego poznania przedsta¬ etnograficznym ma nade wszystko wywołać
wianej sytuacji.
pytania, nie dostarczając koniecznie gotowych
W związku z tym wypracujemy nowe „kody odpowiedzi.
dostępu" dla rozumienia odtworzonych izb
ludowej
i warsztatów na ekspozycji stałej. Nie zawsze Czy zamierza Pan oprócz twórczości
przedmioty seryjnej produkcji współ¬
chodzi o nowe technologie, choć na przykład gromadzić
w foluszu posłużymy się projekcją wideo (mało cześnie na wsi używane?
kto j u ż ma pojęcie, jak folusz funkcjonował).
Dotyka tu pani podstawowej kwestii, jaką
Chcemy też stworzyć kopie eksponatów, które
jest
budowanie kolekcji dzisiaj. J u ż zaczęliśmy
znajdą się w osobnej sali. Widz będzie mógł
wziąć każdą rzecz do ręki, przekonać się, jak w muzeum dyskusję na ten temat. Te poszuki-

BARBARZYŃCA

PD08

�Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz
wania chcemy prowadzić wspólnie ze środowi¬
skami uniwersyteckimi. Jestem przekonany, że
i teoretycy, i praktycy znajdą na tym polu poży¬
teczną cząstkę dla siebie. Wśród istotnych pytań
jest i to: co za 50 lat z tych zakupów, które robimy
dzisiaj, okaże się zakupem w a ż n y m ? To oczywi¬
ste, że trzeba myśleć nie tylko o tym, co zakupu¬
jemy z przeszłości, ale też z dzisiejszego świata.
Choć za 50 lat, czy tu jeszcze będziemy, czy nie,
powinniśmy się móc wytłumaczyć z przyjętych
kryteriów, dlaczego kupiliśmy taki przedmiot,
a z takiego zrezygnowaliśmy, jak również sze¬
rzej: czym w ogóle była dla nas etnografia na
początku X X I wieku?
Formułowany jest mocno postulat, że współ­
czesna etnografia powinna się zająć szeroko
pojętym obyczajem, zarówno na terenach wiej¬
skich, które dziś z tradycyjną wsią nie mają wiele
wspólnego, jak i na terenach miejskich; że na
przykład dzisiejsze subkultury należą właśnie
do szeroko rozumianej kultury ludowej czy po¬
pularnej i w związku z tym stanowią naturalny
przedmiot badań dla etnografów. Odpowiedź na
te postulaty to dla nas kwestia fundamentalna.
Istnieje ryzyko, że popadniemy we wszystko¬
izm. Co nie znaczy, że mamy się uchylać od
odpowiedzi. Musimy na przykład zdefiniować,
jaki zakres miejskości u w a ż a m y za istotny dla
opisu, jeśli uznamy, że także obyczaj „miejski"
jest domeną naszych powinności. Mamy tu pew¬
ne intuicje, ale czy potrafimy jasno je uzasadnić
dla samych siebie? Boję się, że niekiedy kryteria
będziemy formułować post factum. I jeszcze
jedno istotne w tym wszystkim kryterium: wier¬
ność historii, wierność podskórnej tradycji tego
muzeum. To oczywiście kwestia interpretacji
(wierność nie znaczy powtarzalność). Powinna
się dokonać w spojrzeniu tyleż od wewnątrz, co
od zewnątrz. Ale nie możemy jej zaniedbać. Tę
pracę, skądinąd pasjonującą, musimy wykonać
sumiennie, jeśli chcemy zwiększyć szanse traf¬
ności wyborów na przyszłość.

nU

BARBARZYŃCA

Jakie są tematy ludowe we współczesnej
miejskiej?

7
kulturze

Na przykład temat ogródków działkowych.
Jest to z jednej strony temat bardzo miejski,
z drugiej chłopski, z trzeciej jeszcze nomadyczny. Czemu jestem tak przywiązany do miniatu¬
rowego niekiedy kawałka ziemi? Dlaczego go¬
dzę się na to, by był wyspą w morzu innych wysp,
wyspą, którą ogradzam, a pośrodku klecę altankę
z przeróżnych materiałów? Przecież i tak nie je¬
stem zupełnie u siebie! Dlaczego więc uciekam
do tego erzacu niezależności pośrodku innych
wysepek, które takie samo poczucie niezależno¬
ści mają dawać ich właścicielom? Ów wzorzec
ogródka działkowego jest niezwykle mocny.
W Krakowie istnieją osiedla, gdzie działki wci¬
skają się pomiędzy bloki mieszkalne. Co prawda
nie jest to temat ludowy w znaczeniu ścisłym
(choć wątek ziemi jest właśnie chłopski), ale jest
ludowy w znaczeniu powszechniejącego oby¬
czaju i zachowań magicznych, które są widoczne
w owym sposobie spędzania wolnego czasu, czy
w ogóle sporych przestrzeni życia, przez miasto¬
wych. Zresztą, jakkolwiek by go kwalifikować,
jest to temat wybitnie etnograficzny.
W swoich projektach kładzie Pan duży nacisk na
relacje ze społecznością
lokalną. Jak by to miało
wyglądać?
Mieszkam blisko pewnego muzeum i nigdy
nie otrzymałem stamtąd zaproszenia czy choćby
informacji. Chociaż jestem jego sąsiadem, owo
muzeum w ogóle się mną, jako sąsiadem, nie
interesuje. Ostatnio kupowałem chleb w piekar¬
ni przy placu Wolnica, gdzie mieści się siedziba
naszego muzeum. Z rozmowy ze sprzedawczy¬
nią wyszło, że nigdy w tym muzeum nie była,
choć od jego gmachu dzieli ją odległość 50 me¬
trów. Powinnością muzeum jest wyjść do niej,
do okolicznych mieszkańców, umieć dotrzeć do

�8

Wywiad

sąsiada Kowalskiego, sprawić, że nie tylko będą
oni odwiedzali wystawy, ale uznają to miejsce za
ważne dla siebie.
Osobnym wyzwaniem jest zagospodarowa¬
nie placu Wolnica, który graniczy z budynkiem
muzeum. Po pierwsze, planujemy umieszczać
tam, jeśli warunki na to pozwolą, zwiastuny na¬
szych wystaw. Na przykład przy okazji wystawy
o ogródkach działkowych zamierzamy założyć na
placu autentyczną rabatę z altaną, którą widzowie
będą mogli zagospodarować, a stamtąd przybyć
na wystawę o działkach... Po drugie, przygotowu­
jemy duży, kompleksowy program etnograficznej
obecności na placu. Między innymi budujemy
nowe ścieżki edukacyjne, w szczególności dla
licealistów, które plac Wolnica będą miały za na¬
turalny plener dla wielokulturowych tematów.

|

Nawiązujemy współpracę z muzeami na Ka­
zimierzu i w Podgórzu, żeby przez jeden dzień
w tygodniu były czynne do późnego wieczoru,
tak aby każdy mógł spokojnie zdążyć po pracy.
Nie tylko raz w roku, w ramach Nocy Muzeów,
ale każdego tygodnia. Chciałbym wyjść z ofertą do
ludzi starszych, którzy są grupą zwykle pomijaną,
ale mającą dużo ciekawych rzeczy i do powiedze­
nia, i do zrealizowania. Trzydziesto- i czterdziestolatkowie to osobna grupa, która żyje często
w szalonym biegu, a którą chciałbym do muzeum
etnograficznego przekonać. Wizyta u nas mogłaby
przypomnieć im temat korzeni, skłonić do prze¬
myślenia od nowa ważnych spraw.
Jakie inne działania oprócz wystawiennictwa za¬
mierza Pan podejmować
w muzeum?

Muzeum Etnograficzne w Krakowie imienia Seweryna Udzieli

M E K t o najstarsze w Polsce m u z e u m e t n o g r a f i c z n e . W 1 9 0 4 r o k u p o w s t a t oddziat e t n o g r a f i c z n y p r z y M u z e u m
N a r o d o w y m . Z inicjatywy S e w e r y n a U d z i e l i , n a u c z y c i e l a i k o l e k c j o n e r a , o r a z p o p i e r a j ą c y c h g o p r o f e s o r ó w U J ,
m . i n . Juliana T a l k o - H r y n c e w i c z a i F r a n c i s z k a B u j a k a , w 1 9 1 0 r o k u p o w o ł a n o d o ż y c i a T o w a r z y s t w o E t n o g r a f i c z n e ,
k t ó r e g o c e l e m byto u t w o r z e n i e M u z e u m E t n o g r a f i c z n e g o . S t a r a n i e m c z t e r n a s t u c z ł o n k ó w z a ł o ż y c i e l i , z w y k o ­
r z y s t a n i e m m . i n . e k s p o n a t ó w o t r z y m a n y c h o d m i e s z k a ń c ó w K r a k o w a , w l u t y m 1911 r o k u o t w o r z o n o p i e r w s z ą
w y s t a w ę w b u d y n k u p r z y ulicy S t u d e n c k i e j . D w a lata p ó ź n i e j m u z e u m p r z e n i e s i o n o n a W z g ó r z e W a w e l s k i e .
P r a c o w n i c y M E K - u k o n c e n t r o w a l i się g ł ó w n i e n a p o s z e r z a n i u z b i o r ó w d o t y c z ą c y c h t e r e n ó w Polski i k r a j ó w
o ś c i e n n y c h . J e d n a k j u ż w 1 9 1 3 r o k u m u z e u m m o g ł o się p o s z c z y c i ć blisko 8 0 0 o b i e k t a m i

sprezentowanymi

p r z e z p o d r ó ż n i k ó w Stefana Szolca-Rogozińskiego (kolekcja afrykańska) i B e n e d y k t a D y b o w s k i e g o (zbiory z Sy­
berii). O k r e s m i ę d z y w o j e n n y t o c z a s i n t e n s y w n e j działalności o ś w i a t o w e j i s z e r e g u inicjatyw a d r e s o w a n y c h d o
l u d n o ś c i w i e j s k i e j . W 1 9 3 7 r o k u z m a r ł S e w e r y n U d z i e l a , j e g o n a s t ę p c ą n a s t a n o w i s k u d y r e k t o r a m u z e u m został
T a d e u s z S e w e r y n . P o d c z a s drugiej w o j n y ś w i a t o w e j z n i s z c z e n i u uległo o k o ł o 1 2 % kolekcji m u z e a l n e j . W 1 9 4 8
r o k u m u z e u m p r z y d z i e l o n o b u d y n e k r a t u s z a n a placu W o l n i c a , a w 1 9 8 6 r o k u t a k ż e t z w . D o m E s t e r e k p r z y ulicy
Krakowskiej. O b e c n i e M u z e u m Etnograficzne dysponuje przeszło 8 0 tysiącami eksponatów.

BARBARZYŃCA

ł[\ł) P D 0 8

�Z Antonim Bartoszem rozmawia Weronika Chodacz

9

Muzeum na pewno będzie prowadzić in¬ Czy zamierza Pan współpracować
z Instytutem
tensywną działalność wydawniczą. Planujemy Etnologii UJ?
na przykład stworzyć obszerną monografię,
Nie wyobrażam sobie naszego muzeum bez
która pokaże, jak zróżnicowana jest Małopol¬
ska, a turystom uświadomi, że Małopolska to współpracy z Instytutem. Nawiązaliśmy już pierw­
nie tylko Kraków i Zakopane. Będą publikacje sze kontakty. Z jednej strony muzeum powinno
naukowe, uruchomimy też serię, która będzie umieć samodzielnie prowadzić badanie terenowe
zaproszeniem do etnograficznego patrzenia na i dawać opisy rzeczywistości takiej, jaką przebada­
ło. Z drugiej jednak wiele wyzwań, w tym także
rzeczywistość.
badania,
powinniśmy podejmować wspólnie z et­
Innym projektem są krótkie filmy etnogra¬
ficzne na współczesne tematy, kilkunastominu- nologią uniwersytecką oraz z innymi środowiska­
towe etiudy dotyczące ciekawych zjawisk i osób. mi twórczej myśli. Przy czym muzeum powinno
Na przykład człowieka zawodowo rejestrujące¬ zachować swoje przywiązanie do pierwszych me­
go kamerą wesela. Jego praca stała się j u ż nowym tod etnograficznych, które wcale nie przeminęły
zawodem czy zwyczajem. A zawód ten powstał, i pozostają znakomitym narzędziem.
bo zachodzi znacząca ewolucja w innym z kolei
W etnografii musimy przywrócić też miej¬
obyczaju, jakim jest wesele.
sce ludziom bardzo osobnym, indywidualnym,
Bardzo w a ż n a będzie strona internetowa, żywym. Stawiamy na etnografię żywych ludzi
nie tylko jako środek informacji o najnowszych i chcemy być miejscem, w którym każdy, kto wej­
wydarzeniach, ale i o kolekcji. Muzeum ma po¬ dzie w nasze progi, wejdzie na powrót we własne
nad 80 tysięcy eksponatów i 200 000 jednostek buty (świetnie pisał o tym Michera).
w Dziale Dokumentacji Kultury Ludowej i Hi¬
storii Muzeum. To oczywisty materiał na stronę Na koniec kilka słów do
barbarzyńców.
internetową, skierowaną zarówno do szerokiej
publiczności, jak i w przyszłości — w formie bazy
W 11. numerze „Barbarzyńcy" znalazłem
danych — do środowisk badaczy. Już teraz na cytat ze Stanisława Lema, który wydaje m i się
stronie prezentujemy obiekt tygodnia. Z pierw¬ inspirujący i dla barbarzyńców, i dla Muzeum
szych reakcji wynika, że rubryka ta cieszy się Etnograficznego w Krakowie: „Gdyby ludzie
dużym zainteresowaniem. Strona internetowa robili tylko to, co wyglądało na możliwe, do
będzie też odsłaniać pracę muzealników: tematy
dzisiaj siedzieliby w jaskiniach". Żyjemy w cza¬
kwerend w dziale dokumentacji, pracę konser¬ sie, w którym etnografia stoi przed rozlicznymi
watorów, komisji zakupów, tematy i przebieg wyborami co do przedmiotu swoich prac i co do
badań terenowych itd.
sposobów angażowania się w świat. Taki czas
Powstaje szeroko zakrojony program wolon- potrzebuje wizjonerstwa, odwagi umysłu. Życz¬
taryjny. Po pierwszej kampanii medialnej zgła¬ my sobie nawzajem, by tych przymiotów nam
szają się chętni, młodsi i starsi, do współpracy nie zabrakło. Z drugiej strony bądźmy świadomi
z MEK-iem. Zapewniam, że zakresy prac będą ryzyka, z jakim dokonywanie tychże wyborów
ciekawe, a nasi wolontariusze nie będą pomoc¬ się wiąże, ale pamiętajmy też, żeby obawa przed
pomyłką nie pętała nam wyobraźni i rąk.
nikami, lecz partnerami.
Wywiad opracowały
Weronika Chodacz i Katarzyna Nowak

P0 08

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5998" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5978">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c91eae7b675a2d165f0a7b55b080c7c1.pdf</src>
        <authentication>8fd5d28c696f96b6efe8d947db86742a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71556">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5577</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71557">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71558">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71559">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71560">
                <text>Trup i estetyka / Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71561">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne;s. 53-59</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71562">
                <text>Chodacz, Weronika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71563">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71564">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71565">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71566">
                <text>Weronika

I
I
I
I
|

C h O d a CZ

&gt; studentka etnologii UJ. Interesuje się estetycznymi aspektami fotografii
i jej recepcją przez nieprofesjonalistów, sztuką współczesną, zagadnieniami kiczu
s t y k ó w kultur/ typu ludowego z dyskursem sztuki wysokiej. W s p ó ł p r a c o w a ł a przy
przekładzie książki Tima Danta Kultura materialna w rzeczywistości
społecznej.
Jest
fotoedytorem „Barbarzyńcy".

U

n

w

19

8

4

n

Trup i estetyka
Na World Press Photo spojrzeń kilka
To dziś modne, wdzięczne, ładne,
Co zabójcze, co szkaradne
A. Fredro, Zemsta

W

orld Press Photo to holenderska funda­
cja, która ma na celu promocję profe­
sjonalnej fotografii prasowej. Od 1955
roku w Amsterdamie zbiera się jury i wybiera
najlepszą fotografię reporterską poprzedniego
roku, kierując się kryteriami związanymi nie
tylko z estetyką, ale też wagą przedstawianych
wydarzeń . Zwycięskie zdjęcia jadą do 45 kra­
jów świata, gdzie oglądają je prawie dwa milio­
ny zwiedzających . Wystawa w Polsce każdego
1

2

1

Michelle McNally, przewodnicząca jury, po ogłoszeniu

roku wzbudza kontrowersje, a prezentowane na
niej zdjęcia są uznawane za drastyczne i brutal­
ne. Zamierzam zająć się fenomenem wystawy
World Press Photo, która w Polsce cieszy się
znaczną popularnością, a konkretnie skupić się
na fotografiach uznanych za reporterskie zdjęcia
roku i reakcjach, jakie wywołują one u większo­
ści odbiorców oraz dziennikarzy.
Bogusław Sułkowski wskazuje na fakt, że
aparat fotograficzny został wynaleziony w tym
3

by zechciał dowiedzieć się czegoś więcej na temat historii

najlepszych zdjęć roku 2006 mówiła, co składa się

ze zdjęcia. Przede wszystkim jednak fotografia ta powinna

na wybitną fotografię prasową: „Powinna stanowić

być prawdziwa. Właśnie owa prawdziwość powoduje,

wartość historyczną - przedstawiać określone

iż zdjęcie wybitne wyróżnia się na tle innych". I . Torbicka,

zdarzenie w określonym miejscu i czasie. Powinna

Najlepsze zdjęcia

zawierać aspekt socjologiczny - tłumaczyć ludzkie

27.04.2007, s. 20.

świata,

zachowania i wzajemne relacje. Powinna mieć wydźwięk

2

psychologiczny i emocjonalny i powodować, że widz

30.12.2007.

nie pozostanie obojętny. Powinna wreszcie mieć

3

walor estetyczny, wciągać widza, skłaniać go ku temu,

worldpressphoto.org.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

„Gazeta Wyborcza", Poznań,

About World Press Photo, www.worldpressphoto.org,
Wszystkie fotografie można obejrzeć na stronie www.

�Weronika Chodacz

54
samym roku co rewolwer Colt (1830). „Odtąd
broń i dokumentowanie zbrodni, wojna i media
wizualne będą nierozdzielne, współobecne" .
Zdjęć wykonanych w czasie wojny na World
Press Photo jest bardzo wiele. Co prawda pierw­
sze fotografie z lat 50. dotyczą lżejszych tematów,
takich jak sport - fundacja najwyraźniej kiero­
wała się początkowo innymi kryteriami - jednak
od lat 60. na trywialność nie ma j u ż miejsca, a fo­
tografie z kolejnych edycji wystawy przedstawia­
ją najbardziej dramatyczne problemy ludzkości.
Na 49 zdjęć-laureatów konkursu World Press
Photo tylko 13 pochodzi z krajów zamożnych,
takich jak Stany Zjednoczone, Japonia czy pań­
stwa Europy Zachodniej. Reszta fotografii zo­
stała wykonana na obszarach Trzeciego Świata,
Europy Wschodniej i ZSRR. Jeśliby się odwołać
do medialnego rozumienia geografii, jakie pro—
ponuie Paul Virilio raczei te strefy do których
docieraia telemedia należałoby uznać za glo­
balne /społeczności' lokalne znaiduia sie ooza
obszarem ich oddziaływania) . Z tej perspektywy
trzeba by przyjąć inne proporcje i przewarto¬
mieisca tradvcvinie według 7 mnowoienne™
podziału umieszczane w Trzecim Świecie Ł

nie spełnia skutecznie swojej roli wskazywania
istotnych problemów społecznych w państwach
zapomnianych. Zdarzają się jednak zdjęcia ofiar
głodu i suszy z Afryki (np. fotografia z Nigerii
z 1974, Ugandy z 1980 czy Somalii z 1992 roku)
lub ubogich emigrantów w USA (fotografia roku
2000), które wyrastają poza bieżące medialne
zainteresowania.
Polski fotograf Tomasz Tomaszewski, dwu­
krotny członek jury fundacji, w taki sposób wyraża
się o wystawie: „World Press Photo jest bodajże
jedyną fotograficzną dokumentacją naszego świa­
ta. Ja patrzę na te zdjęcia w kategoriach pewnego
historycznego zapisu czy pamiętnika, który my
możemy w skondensowanej formie obejrzeć. To
jest zapis tego, co było istotne w danym roku. Mo­
żemy się z tym nie zgodzić, może nam się wyda­
wać, że świat nie był taki zły, ale jeśli pomyślicie
państwo, ile osób zostało zabitych w bezsensow­
nych wojnach minionego roku, ile dzieci zginęło
z głodu, to nie sądzę, by ilość zdjęć pokazujących
ten problem była przesadzona" . Obronny ton wy­
powiedzi Tomaszewskiego odnosi się do licznych
głosów sprzeciwu, które wzbudza World Press
Photo. Wnoszą je głównie specjaliści w dziedzinie
fotografii. Krytyk sztuki Urszula Czartoryska tak

kie

WVDOW13.Q3. SIC O WVSÜ3.W1C*

4

5

ściować Doiecia centrów i Deryferii

Donieważ

i a k Wietnam i Irak^ w k t ó r y c h n r o w a n z a

woienne działania woiska
Jednoczonych

ON7

czy

Stanów

n a l e z a do ścisłych ś w i a t o w y c h

c e n t r ó w imi ieeduiiaa li ni iyycchn z a i n t e r e s o w a ń , iN^ a ti u
o imi ni aa s ti
noza ta sfera c z ę s t o z n a i r l n i a sie nhocrie i n i e i s t o t
ne . n o t r . n o ś r i n . ń . t w Z . r h o H n

i to właśnie J

m o T n 7 h v 3 ^

uwagę na tycn amycn tematacn, na Ktorycn SKU-

4

B. Sułkowski, Przemoc i pornografia śmierci

jahp

przynęty

medialne, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź
2006, s. 12.

7

Z roku rok
okrutnieisze zdiecia uzyskuia naerody. Nagradza
się zdjęcia «dzieci wojny» albo kobiety-narkomanki lecz nawet to iuż nie wystarcza — naeradza sie
wiec zdiecie orzedstawiaiace śmierć alkoholika na
śmietnisku i śmierć boksera na ringu"
Przedstawianie śmierci było obecne w fo­
tografii od początku. Hippolyte Bayard, jeden
z jej wynalazców, uwieczniał na zdjęciach swoje
wizerunki wykreowane na topielca. Fotografia
8

7

Z. Tomaszczuk, Łowcy

obrazów.

Szkice z historii

fotografii, Centrum Animacji Kultury, Warszawa 1998,
s. 63.

5

P. Virilio, Bomba informacyjna, Sic!, Warszawa 2006, s. 15.

8

6

N . Chomsky, Rok 501. Podbój

teoretyczne, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, s. 224.

trwa, PWN, Warszawa-

U . Czartoryska, Fotografia - mowa ludzka. Perspektywy

Poznań 1999, s. 149.

BARBARZYŃCA

PDQ8

�Trup i estetyka

55
skiej walki o niepodległość. „Fascynacja
widowiskiem przemocy, okrucieństwa
i śmierci jest w kulturze najtrwalsza.
Spektakle przemocy zawsze znajdują
widzów, one mają moc przyciągania,
która wyrasta z potężnych, tajemni­
czych źródeł natury człowieka" , pisze
Bogusław Sułkowski. Autor wskazu­
je również, że współczesne oglądanie
scen przemocy ma więcej wspólnego ze
starożytną fascynacją śmiercią gladiato­
rów niż średniowiecznymi publicznymi
egzekucjami, podczas których przynaj­
mniej dokonywała się sprawiedliwość.
Współczesne oglądanie scen przemo¬
cy jest „bezinteresowne" . Wypowie­
dzi widzów komentujących wystawę
zdają się temu twierdzeniu przeczyć.
Lecz przed przyi rżeniem sie komen­
tarzom warto sprawdzić, czy zdjęcia
prezentowane na World Press Photo
na przestrzeni lat rzeczywiście sa tak
drastyczne.
9

10

HIPPOLYTE BAYARD, AUTOPORTRET TOPIELCA, 1840 R.

Roberta Capy Śmierć republikańskiego
żołnierza
z 1936 roku obiegła cały świat. Trzeba jednak pa­
miętać, że również przed narodzeniem fotografii
ludzie emocjonowali się scenami przemocy, by
wymienić walki gladiatorów w Rzymie czy śre­
dniowieczne obrazy przedstawiające męczenni­
ków Za pierwszego reportażystę można by uznać
Francisca de Goyę, który w cyklu
Okropności
wojny dosłownie przedstawił sceny z hiszpań­

9

10

B. Sułkowski, op.cit., s. 5.
Ibid., s. 8.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

W określeniu ich brutalności posłużę
się kryteriami, które Sułkowski zasto­
sował do badania przekazu telewizyj­
nego. Uznał on za przejawy przemocy
wszystkie ujęcia, które obejmują: użycie
broni oraz grożenie bronią, widok ofiary
i krwi, zwłoki, a także katastrofy, wypad­
ki i inne naturalne kataklizmy. Obrazy
broni, która nie jest w użyciu, są raczej uniknię­
ciem pokazywania przemocy, rodzajem peryfrazy,
do scen brutalnych więc ich się nie zalicza . W
przypadku World Press Photo osobno wyróżniłam
te ujęcia, które nie przedstawiają ofiar we krwi,
ale silne uczucia strachu bądź żalu na twarzach
portretowanych, ponieważ niosą z sobą znaczny
ładunek emocjonalny (np. znane zdjęcie dzie­
ci uciekających przed napalmem z 1972 roku).
11

11

Ibid, s. 105-106.

�Weronika Chodacz

56
Na 49 zwycięskich fotografii - tyle razy od 1955
roku odbył się konkurs - zdjęć przedstawiających
bezpośrednio przemoc jest 18 (w tym też bardzo
brutalnych, jaksamospalenie buddyjskiego mni­
cha z 1963 czy egzekucja partyzanta w Wietnamie
z 1968 roku). Bezpośrednio nie pokazuje przemo­
cy 17 fotografii - nie pochodzą one z krajów, gdzie
toczyły się działania zbrojne, lub z samego obrazu
nie wynika, że sfotografowane postacie to ofiary
agresji (jak w przypadku zdjęcia czeczeńskiego
chłopca z 1995 roku). Dodatkowo 14 zdjęć, mimo
że nie przedstawia agresji, niesie z sobą silny ła­
dunek emocjonalny. Stosunek zdjęć wyrażających
jedynie emocje i nieprzedstawiających przemocy
w ogóle do fotografii brutalnych to 3 do 2. Na­
tomiast jeśli podsumować zdjęcia z wszystkich
kategorii prezentowanych na wystawie w 2006
roku (nie iak poprzednio tylko zdiecia roku) to
fotografii obrazujących przemoc bezpośrednio
iest fedna trzecia lednak to obrazy brutalne naibardziei zapadaia w pamięć Wystarczy by dra­
stycznych zdieć była niewielka cześć aby człowiek
zapamiętał wystawę jako wstrząsającą
Przy klasyfikacji nie zostały wzięte pod uwa­
gę opisy fotografii, bez których wiele zdjęć repor­
terskich traci sens. Walter Benjamin twierdzi, że
bez podpisu „wszelka fotograficzna konstrukcja
byłaby skazana na przypadkowość" . Zdjęcia
z World Press Photo doskonale ilustrują tę tezę.
Widać to na przykładzie fotografii z 1992 roku,
która przedstawia kobietę niosącą zwłoki dziec­
ka. Jej spokojny wyraz twarzy, szerokie centralne
kadrowanie i krajobraz uchwycony w tle dają
złudzenie spokoju. Zawiniątko, które trzyma,
również nie wskazuje na to, że wewnątrz jest
martwe dziecko. Dopiero opis uzmysławia dra­
mat ofiar głodu w Somalii. Bardziej wyraźny
12

12

W Benjamin, Mata historia fotografii, [w:] idem, Anioł

historii, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1996, s. 124.
13

W Benjamin, Twórca jako wytwórca,

[w:]

idem,Anioł

historii, op.cit.,s. 174.
14

R. Barthes, Światło

przykład to ofiara wybuchu wulkanu w Kolum­
bii z 1985 roku. Samo zdjęcie przedstawia spo­
kojne dziecko, dopiero opis uświadamia nam, że
sfotografowana dziewczynka umarła pod gru­
zami. Według Waltera Benjamina do robienia
zdjęć powinni się zabrać pisarze, ponieważ tylko
słowo jest w stanie uratować współczesną, nasta­
wioną na konsumpcję, fotografię masową .
Zdjęcia przedstawiające przemoc bezpośred­
nio Roland Barthes porównuje z pornografią .
Według niego fotografiom tym często brakuje
punctum, które przełamałoby jednolite studium
zdjęcia, czegoś, co „wybiega ze sceny jak strzała
i przeszywa mnie" . „Punctum jakiegoś zdjęcia
to przypadek, który w tym zdjęciu celuje we mnie
(ale też uderza mnie, uciska)" . Rolę punctum
w wielu fotografiach World Press Photo para­
doksalnie może realizować napis, czyli element
zewnętrzny wobec zdjęcia. W niektórych foto­
grafiach to on właśnie najbardziej uderza widza,
kieruje uwagę na określoną rzecz.
Zygmunt Bauman proponuje przeformułowanie kartezjańskiego cogito na „krzyczę, więc
jestem". Taki charakter mają współczesne me­
dia. „Uwagę publiczną, chronicznie przytępioną
i zblazowaną przez atrakcje coraz to liczniej­
sze, krzykliwsze i coraz bardziej niesamowite,
przyciągnąć mogą tylko zdarzenia szokujące,
i to szokujące bardziej n i ż wstrząsy wczoraj­
sze. Jeśli zatem o pożądaną siłę wstrząsu idzie,
działa niejako tendencja jednoznacznie i upar­
cie z w y ż k o w a " . Zdjęcia World Press Photo
nie potwierdzają tej tendencji. Zataczają raczej
pewien krąg, od twórczych zdjęć poruszających
różnorodną tematykę po coraz bardziej drastycz­
ne (ich brutalność staje się największa w czasie
wojny w Wietnamie w latach 60. oraz później,
13

14

15

16

17

15

16

17

Ibid., s. 47.
Ibid.
Z. Bauman, Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesnosci,

Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń
obrazu. Uwagi o fotografii, KR,

1995, s. 62.

Warszawa 1996, s. 72.

BARBARZYŃCA

PD08

�Trup i estetyka

57

w latach 80.), po czym znowu w latach 90. stają
się coraz bardziej artystyczne i mniej dosłowne.
Większość fotografii (30) jest czarno-biała. Może
to wydawać się zaskakujące, ponieważ zdjęcia
dokumentalne są tradycyjnie kojarzone z barwą.
Czerń i biel cechuje natomiast fotografię arty­
styczną. Zdjęcie w skali szarości nie rozprasza
uwagi widza na niepotrzebne detale, pozwala
skoncentrować się na formie. World Press Photo
oprócz reportażu ma również ambicje formalne.
Między innymi to właśnie zarzucają fotografiom
przeciwnicy konkursu.
Na portalu internetowym Widelec.org za­
mieszczono wszystkie zdjęcia, które wygrały
konkurs od 1955 roku. Poniżej zaczęły pojawiać
się komentarze użytkowników. Na 81 postów tyl­
ko jedna osoba wyraziła się o brutalnej fotografii
jednoznacznie pozytywnie. Większość (60 ko­
mentarzy) zwraca uwagę na cierpienie przed­
stawione na zdjęciach. Jedną czwartą wszystkich
postów stanowią emocjonalne opinie o brutalno­
ści fotografii: „Potworna szara rzeczywistość...",
„przerażające", „straszne, ale prawdziwe..." .
Według Baumana cechą moralności ponowoczesnej jest przeniesienie wartościowania z etyki
na estetykę, niechęć do podejmowania odpowie­
dzialności
do czynnego bądź emocjonalne­
go zaangażowania . Sułkowski natomiast pisze
o dzisiejszym odchodzeniu od etyki przy ocenie
obrazów: „Tradycyjnie dla człowieka pierwotną
odniesienia było wartościowanie moralne
współcześnie uczvmv sie z mediów p r z y d a d a ć
światu bez odniesień do tei pierwotne ramy
analizuiemy techniczne aspekty przedstawienia
lub po prostu gapimy się na zagęszczony stru18

19

18

www.widelec.org/world_press_

photo_1955_2006,id,966.html, 30.12.2007. We wszystkich
cytatach z Internetu poprawiono ortografię.

mień wypadków, nieszczęść, katastrof, ofiar i ich
katów" . Jednakże do widzów World Press Pho­
to nie odnosi się ponowoczesna adiaforyzacja.
Tylko pięć komentarzy na Widelec.org zwraca
uwagę na walory estetyczne zdjęć, z czego trzy
podkreślają jednocześnie przykre uczucia zwią­
zane z ich oglądaniem, a jeden docenia umie­
jętności fotografów. W Internecie pojawiają się
wypowiedzi podkreślające fakt, że na fotografii
cierpienia nie można oceniać z punktu widze­
nia estetyki: „To hipokryzja i tylko hipokryzja.
Pomyśleć, że takie zdjęcia miałabym jeszcze
oceniać na podstawie kryteriów typu «dobrze
naświetlone*. Brr" ; „Nie lubię tego konkursu.
Zdjęcia są wstrząsające, niektóre bardzo dobre,
ale żerują na czyimś życiu. Na miejscu fotogra­
fa nie robiłabym zdjęcia, tylko bym pomogła,
cokolwiek zrobiła. Za kasę ludzie są zdolni do
wszystkieeo" W przypadku powyższych wy­
powiedzi me można mówić o baumanowskim
mezaaneazowaniu Obrazy cierpienia oprócz
silnych emocii wywołuia u internautów rów
nież cheć działania przynaimmei na poziomie
deklaratywnym oraz refleks e na tematniespra
wiedliwości w świecie i własnej sytuacji (takich
wypowiedzi iestSS") Fstetvzacia natomiast może
noiawićsietvlkowzestaw,eniuzetvka- Zdiecia
piękne, a zarazem straszne i smutne" ."
20

21

22

23

Twórcy drastycznych komunikatów medial­
nych wyjaśniają ich charakter intencją wpły­
nięcia na opinię publiczną, ponieważ obraz ma
większą moc oddziaływania niż słowo. Sułkow­
ski natomiast pisze, że „zbrodnia, wojna i ludo­
bójstwo zawsze są na świecie i zawsze istnieje
misja telewizji do pokazywania rzeczy godnych
podzielone. Troje z siedmiu użytkowników docenia
formalne walory World Press Photo, innych troje
natomiast ma wątpliwości etyczne co do przedstawiania

19

Z. Bauman, op.cit., s. 58.

cierpienia na zdjęciach.

2 0

B. Sulkowski, op.cit., s. 16.

22

21

World Press Photo, www.biblionetka.pl/art.

photo_1955_2006,id,966.html, 30.12.2007.

asp?kom = tak&amp;oid = -l&amp;aid = 53086, 30.12.2007. Na
Biblionetka.pl opinie są bardziej rozbudowane, a zdania

{]{){]) P D 0 8

BARBARZYŃCA

23

www.widelec.org/world_press_
Ibid.

�Weronika Chodacz

58
interwencji i potępienia. Na widza siedzącego na
kanapie we względnie bezpiecznej części Euro­
py przerzuca się odpowiedzialność za losy świa­
ta, a on tego nie zauważa, on sądzi, że pokazuje
mu się po prostu rzeczy interesujące, a nawet
ekscytujące" . W przypadku World Press Pho­
to nie jest tak do końca. Przedstawiane obrazy
rzeczywiście mogą wzbudzać zainteresowanie,
ale zawsze towarzyszą mu intensywne uczucia,
a nawet poczucie pewnej powinności: „To strasz­
ne, przerażające. To cierpienie, ból śmierć... za
bardzo w oczy kole. Ja wiem, że takie rzeczy na
świecie istnieją, ale tak rzadko o nich myślę... bo
jestem bezradna. Co mogę zrobić... nic. Było, jest
i będzie źle"; „To jest tak straszne i tak okrutne,
że aż brak słów, łzy same zbierają się w oczach.
Nie rozumiem, jak możemy żyć sobie tak nor¬
malnie ciesząc sie iakimiś drobnymi przyiemnościami dnia codziennego, gdy współcześnie
dzieją się takie rzeczy, to okrutne" . Umberto
Eco Z Historii brzydoty zwraca uwa£fe na. to ze
Diekno oodleea ocenie niezaaneażowanei 'na
tomiast brzydota iest wstrzasaiaca Podczas dv
Diekno ooisuiemy takimi synonimami iak har
moniine ładne oełne wdzięku synonimy brzy
doty zwykle maia związek z reakcia nolepaiaca
na niesmaku ieśli nie głębokim obrzydzeni,,
wstręcie czy odrazie Brzydkie iest iednorześnie
odnyrhaiare nienrzyiemne nrzeraza,ace nik
czemne, niepokojące straszne, obrzydliwe .
24

25

ff

26

Jeden z internautów podpisujący się nickiem
Mędrzecldiota zwrócił u w a g ę na szczególne
walory estetyczne zdjęcia z 1984 roku przed­
stawiającego zwłoki i jednocześnie jako jedyny
24

25

B. Sułkowski, op.cit., s. 68.
www.widelec.org/world_press_

photo_1955_2006,id,966.html, 30.12.2007.
26

27

U . Eco, Historia brzydoty, Rebis, Poznań 2007, s. 16.
www.widelec.org/world_press_

photo_1955_2006,id,966.html, 30.12.2007.
28

O przywracaniu porządku w toku interakcji:

H . Blumer, Społeczeństwo

ja\o symboliczna interakcja,

wyraził się na temat fotografii jednoznacznie po­
zytywnie: „Kozackie zdjęcie, najlepsze, odkopa­
na twarz dzieciaka, trzasnę ją sobie na pulpit" .
Opinia ta wywołała oburzenie. Internauci od
razu przystąpili do odbudowywania zaburzone­
go systemu wartości (pięć postów) . Przywołując
do porządku Mędrcaldiotę, niektórzy odwołali
się nawet do gróźb: „Szkoda, Mędrczeldioto,
że ja nie mogę trzasnąć Cię w ten pusty łeb. Ale
cóż, są ludzie i ludziska. Straszne zdjęcia...".
Inni człowiekowi, który stawia walory estetyczne
ponad moralnością, odmówili człowieczeństwa:
„Brak ci oczywistych, ludzkich odruchów" .
Zło nie może być piękne, nie można się nim
zachwycać. Koncepcja łącząca dobro i piękno
(gr. KaXoKaya0ia) istnieje j u ż od starożytności
i tkwi w umysłach ludzi do dziś. Eco, opisując
pierwszą Estetyk? brzydoty Karla Rosenkranza
z 1852 roku, wskazuje na analogię między brzy­
dotą i złem moralnym - „tak jak zło i grzech
stoją w opozycji do dobra, będąc jego piekłem,
tak brzydota stanowi «piekło piękna»" . Estetyzacja przemocy jednak nie jest niczym nowym.
Według Sułkowskiego jednym ze starożytnych
jej przejawów są żywe pochodnie Nerona, które
przed podpaleniem zostały ozdobione, a pło­
nęły przy dźwiękach muzyki . Historyk sztuki
może więc, jak Czartoryska, uznać estetyzację
cierpienia najwyżej za przejaw złego smaku,
w postrzeganiu potocznym natomiast takie dzia¬
łania wzbudzają najwyższe oburzenie. Czło¬
wiek który fascynuie sie ohyda musi być zły
edyz'brzydota wiąże sie ze złem Zarzucanie
fotografom estetyzacji cierpienia me pojawiło się
27

28

29

30

31

w socjologii współczesnej,

red. E. Mokrzycki, Warszawa

1984, s. 71-87; H . Garfinkel, AspeĄty problemu potocznej
wiedzy o strukturach społecznych,

[w:] Fenomenologia

i socjologia, red. Z. Krasnodębski, P W N , Warszawa 1989,
s. 324-342.
29

Ibid.

3 0

U . Eco, op.cit., s. 16.

3 1

B. Sułkowski, op.cit., s. 6.

[w:] Kryzys i schizma. Antyscjentystyczne tendencje

BARBARZYŃCA

PD08

�59

Trup i estetyka
w r a z z p o w s t a n i e m f u n d a c j i W o r l d Press P h o t o .
K r y t y k o w a n o za t o j u ż fotografie gospodarczej
depresji w Stanach Z j e d n o c z o n y c h

Dorothei

Lange . Pisał też o t y m Walter B e n j a m i n .
3 2

3 3

Z a w y k o r z y s t y w a n i e c i e r p i e n i a k r y t y k u j e się
również media informacyjne. Czartoryska p i ­
sze o W o r l d Press P h o t o : „ T a k i n i e jest ś w i a t ,
t a k a jest t y l k o f o t o g r a f i a p r a s o w a o k r e ś l o n e g o
r o d z a j u " . T e n z a r z u t m o ż n a raczej o d n i e ś ć d o
3 4

t e l e m e d i ó w , które k r e u j ą f a ł s z y w ą w i z j ę w r o g i e j
r z e c z y w i s t o ś c i . S u ł k o w s k i p r z y t a c z a statystyki r e ­
alnej p r z e s t ę p c z o ś c i , z g o d n i e z k t ó r y m i n a 100%
przestępstw 0,1% t o morderstwa, 0,8% gwałty
seksualne, 3,5% r a b u n k i , 7,8% n a p a ś c i p e r s o n a l ­
ne n a t o m i a s t z d e c y d o w a n a w i ę k s z o ś ć 77 8 % t o
w ł a m a n i a i k r a d z i e ż e . P o t r z e b a sensacji w pro¬
g r a m a c h i n f o r m a c y j n y c h d o k ł a d n i e o d w r a c a te
proporcje: 87% wydarzeń w n i c h

przedstawia­

n y c h dotyczy przestępczości z u ż y c i e m przemocy
f i z y c z n e j . W świetle t y c h statystyk t r u d n o jest
35

z a p r z e c z y ć m a n i p u l a c j i w m e d i a c h . M o ż e dlatego
k o m e n t a t o r z y prasowi szczególnie jej świadomi
starają się z w r a c a ć
wystawy

nodkreślaiaciefmeiednoznaczność^cze-

JraczeinierobiaDrzecietniwidzowiewyrazaiacy
Przeważnie i e d n o s t r o n n e
W

e m o c i o n a l n e opinie

a r t y k u ł a c h o W o r l d Press P h o t o w G a z e c i e

W y b o r c z a " niektórzy dziennikarze koncentruia
sie i e d y n i e n a b r u t a l n o ś c i p r e z e n t o w a n y c h foto
Jani

3 6

n a t o m i a s t cześć k o m u n i k a t ó w m e d i a l n y c h

c h a r a k t e r v z u i e sie n e w n y m s c h e m a t e m

I c h a„

t o r z y nainierw zwraraia nwaoe na d r a s t y c z n o ś ć
i d o s ł o w n o ś ć f o t o g r a f i i , ale p o t e m , j a k b y trochę

32

B. Brauchirsch, Mała historia fotografii, Cyklady,
Na temat albumu Świat jest piękny

37

38

3 6

K. Kenig, Najlepsze smutne zdjęcia,

„Gazeta Wyborcza",

Warszawa, 11.02.2006, s. 10; Krew, łzy, upodlenie, „Gazeta

Warszawa 2004, s. 29.
3 3

na siłę, poszukują w wystawie też pozytywnych
aspektów, powołując się zwykle na zdjęcia z ka­
tegorii nauka i sport . Taki opis pozwala uniknąć
kreowania jednolitej wizji świata.
„Codziennie otaczają nas przerażające obrazy.
Widzimy zdjęcia ludów, których dzieci, wyglą­
dające jak szkieleciki z nabrzmiałymi brzucha­
mi, umierają z głodu, krajów, w których kobiety
są gwałcone przez najeźdźców, i innych, w któ­
rych ludzie są torturowani, tak jak wciąż stają
nam przed oczami dawne obrazy innych żyjących
szkieletów, wchodzących do komór gazowych.
Widzimy członki ciał rozrzucone na skutek wysa­
dzenia w powietrze drapacza chmur lub samolotu
w locie i żyjemy w strachu, że nas też to może
spotkać. Wszyscy wiedzą, że jest to brzydkie nie
tylko w sensie moralnym, ale również fizycznym
- ponieważ wzbudza niesmak, strach, odrazę niezależnie od tego że owe obrazy budzą litość
gniew chęć przeciwstawienia się solidarność na­
wet jeśli akceptuje się je z fatalizmem kogoi kto
wierzy że życie iest opowieścią idioty pełna krzy¬
ku i zamieszania. Żadna świadomość relatywizmu
walorów estetycznych nie wyeliminuje faktu że
w tych przypadkach rozpoznaiemy bez wątpienia
brzydotę i nie iesteśmy w stanie przekształcić iei
w coś przyiemne™" Na podstawie ooinii na
temat Worlu Press Photo do słów Eco można do­
powiedzieć wiecei Nie tvlko nie iesteśmy w sta
nie ale za wszelka cene nie chcemy przekształcać
obrazów ciemienia w coś nrzyiemnelo Fenomen
reakrii na wystawę zanrzecza istnieniu chłodne,
postawy ponowoczesnego obserwatora

Renger-Patscha

Wyborcza", Gdańsk, 8.12.2000, s. 13.
M . Niemczyńska, Dziwny jest ten świat,

„Gazeta

wyraził się następująco: „Nawet obraz nędzy dzięki

3 7

modnemu, perfekcyjnemu ujęciu udało się jej [fotografii]

Wyborcza", Kraków, 21.09.2007, s. 9; A. Bugajska, Dwie

uczynić przedmiotem konsumpcji", W Benjamin,

strony świata.

jako wytwórca,

Wrażliwość

i oko, „Gazeta Wyborcza",

Kraków, 27.02.2003, s. 6; Ten nasz świat,
Stołeczna", Warszawa, 17.12.1999, s. 1.

s. 173.
3 4

U . Czartoryska, op.cit., s. 225.

3 5

B. Sułkowski, op.cit., s. 66.

{]{){]) P D 0 8

Twórca

[w:] idem, Anioł historii, Poznań 1996,

BARBARZYŃCA

38

U . Eco, op.cit., s. 431,436.

„Gazeta

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5996" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5976">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/216699350e7a30cfd016dc110cd98c5f.pdf</src>
        <authentication>1e0637de88d10c661ec9a904e7c83bb6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71534">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5575</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71535">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71536">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71537">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71538">
                <text>Świat jako bezprzedmiotowość/ Barbarzyńca 2008 nr 2(12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71539">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.32-41</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71540">
                <text>Chodań, Przemysław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71541">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71542">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71543">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71544">
                <text>Przemysław
C hodań

Ur. w I 983 r., student religioznawstwa UJ. Interesuje się religiami gnozy, sztuką
X X wieku oraz sztuką najnowszą. Publikował w „teksty.bunkier", w s p ó ł p r a c u j e
z magazynem o sztuce „ A r t e o n " .

Świat
jako bezprzedmiotowość
Utopijne aspekty suprematyzmu Kazimierza Malewicza

Sztuka przeszłości, służąca religii i państwu (przynajmniej z pozoru), powinna w czystej (nieużytkowej)
sztuce suprematyzmu obudzić się do nowego życia i zbudować nowy świat - świat doznań...
Kazimierz Malewicz
1

U

topia to szczególny twór ludzkiej wy­
obraźni. Jest ona projekcją stanu ide­
alnego wobec marności zastanej sytu­
acji społecznej, politycznej czy też artystycznej.
Może być ucieczką od rzeczywistości, może też
przybrać kształty realnych postulatów i dążeń.
„Utopista nie godzi się na świat zastany, nie
zadowala się aktualnie istniejącymi możliwo­
ściami: marzy, fantazjuje, antycypuje, projektu­
je, eksperymentuje" . Utopia pozwala spojrzeć
2

1

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy, słowo/obraz

z dystansem na daną kulturę, jest jej krytyką.
Myślenie utopijne jest myśleniem twórczym.
Stwarza cele, ku którym powinniśmy kierować
swe wysiłki, by w zamian otrzymać prawdziwie
szczęśliwe społeczeństwo, idealny system poli­
tyczny, wiedzę absolutną lub zbawienie. Utopia
jest jednak nie do zrealizowania, inaczej stałaby
się ideologią czy programem politycznym. Jak
podkreśla znawca awangardy rosyjskiej historyk
sztuki Andrzej Turowski, pojęcia „ideologia"

2

J. Szacki, Spotkania z utopią,

Sic!, Warszawa 2000, s. 33.

terytoria, Gdańsk 2006, s. 65.

BARBARZYŃCA

nn

�Świat jako bezprzedmiotowość
i „utopia" odnoszą się do zupełnie innych zja­
wisk. „Ideologię wiązałem zawsze z grupami
ludzi, którzy posiadali władzę i dążyli do jej
utrzymania. Ideologia była czymś, co uzasad­
niało ich władzę. Natomiast utopie były wizjami
świata tych, którzy władzy nie posiadali" - mówi
Turowski .
3

Utopie najczęściej znajdowały wyraz w for­
mie literackiej, tworząc oddzielny gatunek pisar­
stwa. Jerzy Szacki, świadom sztuczności wszel­
kich kategoryzacji, w y r ó ż n i a pięć głównych
form utopii: utopię miejsca (np. Państwo
Słońca
T. Campanelli, Nowa Atlantyda F. Bacona), uto­
pię czasu (np. Ro\ 2240 Merciera, W roku 2000
Bellamyego), utopię ładu wiecznego (systemy
religijne lub filozoficzne projektujące społeczeń­
stwa idealne, np. w Państwie Platona), utopię
zakonu (jakkomuny tworzone przez ludzi
powanych wokół haseł socjalizmu, anarchizmu
lub też reguły zakonów religijnych, np. założe­
nia franciszkanizmu) Of aZ utopię polityki (np.
utopia państwa liniowy społecznej w osiemna
stowiecznej Francji czy hasła samtsimonistów
w wieku X I X )
4

Samo pojęcie „utopia" pochodzi z dzieła
szesnastowiecznego angielskiego pisarza Tho­
masa More'a, którego pełny tytuł brzmi Ksią­
żeczka zaiste złota i niemniej pożyteczna
ja\przyjemna o najlepszym ustroju państwa i nieznanej
dotąd wyspie Utopii . Etymologiczne znaczenie
terminu ująć można dwojako. Greckie topos
w znaczeniu „miejsce" z przedrostkiem „eu"
oznaczałoby „dobre miejsce", a gdy przedrost­
kiem uczynić „ou", otrzymamy „miejsce, któ­
rego nie ma" . Twórczości utopijnej nie należy
zawężać tylko do literatury. Aspekty utopijnie
5

6

3

Utopia to nie ideologia. 125. rocznica urodzin Kazimierza

33
mogą być zawarte w filozofii, na przykład w idei
nadczłowieka u Nietzschego, w koncepcjach
religijnych, gdzie przykładem są wszelkiego ro­
dzaju milenaryzmy, czy w sztuce - tu prym wie­
dli XX-wieczni malarze i poeci futuryści, z Ma¬
rinettim na czele. W architekturze utopijna była
skala projektu przebudowy Berlina w latach
trzydziestych X X wieku. „Sporządzone przez
Alberta Speera plany przebudowy Berlina są
dziś synonimem manii wielkości polityków narodowosocjalistycznych. Gigantyczne projekty
budowlane znacznie przerastały ekonomiczne
zasoby miasta" . Wcześniej, w wieku X V I I I ,
utopia w sztuce objawiała się projektami takich
architektów iak Etienne-Louis Boullee czy
Claude-Nicólas Ledoux. A sięgając do źródeł
kulturv eurooeiskiei rzec można iż utooiinie
nacechowane było myślenie artystów Grecji
klasycznei ich dążenie do piękna absolutnego
i próba unaocznienia w dziele zasad Prawdy
Dobra i Piękna Dziś estetyka Piękna Absolut¬
nego równa się najczęściej estetyce Kiczu
7

Artysta i epoka
20 marca 1927 roku w warszawskim hotelu
Polonia odbyło się otwarcie wystawy jedne­
go z czołowych przedstawicieli sztuki awan­
gardowej X X wieku, przez całe niemal życie
mieszkającego w Rosji, mistrza abstrakcjonizmu i prekursora minimalizmu - Kazimierza
Malewicza. Artysta, którego rodzice pochodzili
z Polski, zatrzymał się tu w drodze do Berlina,
skąd jego sztuka miała się rozprzestrzeniać
w całej Europie Zachodniej. Dzięki temu chciał
wydostać
twórczość z ograniczeń syste­
mu politycznego ówczesnej Rosji, który coraz

5

ibid.

Malewicza. Z prof. Andrzejem Turowskim rozmawia

6

Ibid, s. 11-12.

Agnieszka Tabor, [w:] „Tygodnik Powszechny", http://

7

J. Gympel, Historia architektury, Könemann, Kolonia

tygodnik.onet.pl/1548,1153046,dzial.html.
4

Por. J. Szacki, op.cit.

e ( l B ) nu

BARBARZYŃCA

1996, s. 93.

�Przemysław Chodań

34
bardziej ograniczał wolność wypowiedzi. Tak
jak Wassily Kandinsky i Marc Chagall chciał
uzyskać m i ę d z y n a r o d o w e uznanie. Pomimo
iż osobiście nigdy nie dotarł do artystycznego
centrum świata, jakim był wówczas Paryż, jego
dzieło należy do szczytowych osiągnięć w histo­
rii sztuki awangardowej.
Kazimierz Sewerinowicz Malewicz przy­
szedł na świat w Kijowie w 1879 roku . Na ogół
uznawany bywa za artystę rosyjskiego, ale polscy
rodzice i dzieciństwo spędzone na ukraińskich
wsiach nie pozostały bez wpływu na jego twór­
czość. Ową wielokulturowość odzwierciedla
język jego rozpraw teoretycznych, który był
mieszaniną rosyjskiego, polskiego i ukraińskiego
właśnie. Polskim czytelnikom teksty Malewicza
starała się przybliżyć, między innymi, Helena
Syrkusowa. Fragmenty tych pism w jej tłuma­
czeniu ukazywały się w słynnym piśmie polskiej
awangardy „Blok". Przez wiele lat twórca
8

utrzymywał żywy kontakt z Włady¬
sławem Strzemińskim oraz Katarzyną Kobro.
Należeli oni do prowadzonej przez Malewicza
grupy Unowis
Jak wyglądały prace Malewicza sprzed 1909
roku, nie dowiemy się nigdy, gdyż zostały przez
artystę spalone. Ten, zdawałoby się, dramatycz­
ny akt wydaje się jednakowoż w pełni zrozu­
miały. Malewicz stopniowo, acz konsekwent­
nie, odchodził od malarstwa figuratywnego,
mimetycznego ku czystej, bezprzedmiotowej
abstrakcji. Tak jak wielu innych młodych ar­
tystów w tym czasie chciał zerwać wszelkie
związki z uznćinćj za gorsza, konformistyczną
i niepasującą do prawdziwego modernisty sztu­
ką akademicką. Z pomocą przyszły rewolucyjne
hasła włoskiego futuryzmu oraz francuskiego

8

Fakty z życia Malewicza podaję za: A. Turowski,

kubizmu, szybko podbijające umysły młodych,
zbuntowanych artystów w całej Europie. Nowe
czasy wymagały nowej sztuki, której głównym
celem miało być oddanie klimatu miasta, jego
specyfiki i dynamiki. Miasto, masa, maszyna!
Dla niepokornych twórców rosyjskich z po­
czątków X X wieku bardzo w a ż n e były lata
1907-1912, czas intensywnej wymiany myśli
artystycznej z Europą Zachodnią, czas poszuki­
w a ń własnej tożsamości w nurcie sztuki awan­
gardowej . Pierwsza duża prezentacja nowej
sztuki europejskiej miała miejsce w Moskwie
w 1908 roku. Pokazano wtedy dzieła między
innymi Braque'a, Cezanne'a czy Matisse'a.
Wzorem swych zachodnich kolegów młodzi
rosyjscy twórcy zaczęli się skupiać w licznych
ugrupowaniach, których celem było pozby­
cie się balastu sztuki tradycyjnej, akademickiej
i tworzenie dzieł nowatorskich oboietnych na
gusta szerokich mas odbiorców Przykładem
może być Związek Młodzieży ugrupowanie
artystyczne powstałe w Petersburgu w roku
1909 oficjalnie zarei estrowane rok DÓźniei
W wystawach organizowanych nrzez związek
brali udział tacy artyści, jak Kazimierz Malewicz W ł a d i m i r Tathri Aleksander Ekster
9

Olaa Rodanowa czv Michał Miatuszvn
fi,n,rv,rvrznei
W

o n e r v 7uKrir&lt;tu,n

JnlkweLil

intenJwLh

autor

nJjnńrrm
.rtv.tvr.nvrh

poszukiwana
o doniosłym znaczeniu w historii sztuki, awan­
gardowe i zarazem utopijne kierunki - utylitar­
ny oraz analityczny konstruktywizm, którego
początki datuje się na rok 1916, oraz suprematyzm, za którego początek uznać możemy rok
1915. Wcześniej nowatorskie idee prezentowali
m i ę d z y innymi tak zwani kubofuturyści, na

9

Por. A. Turowski, Wielka utopia awangardy. Artystyczne

Supremus Malewicza, Muzeum Narodowe, Warszawa

i społeczne

2004; item, Malewicz w Warszawie, Universitas, Kraków

Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1990.

utopie w sztuce rosyjskiej 1910-1930,

2004.

BARBARZYŃCA

PD08

�Świat jako bezprzedmiotowość
których ostatniej wystawie pod tytułem 0-10
w 1915 roku rozdawano broszurę Malewicza Od
kubizmu i futuryzmu do suprematyzmu.
Przez lata Malewicz pracował nad swoją
teorią sztuki w tajemnicy. Pierwsze będące jej
wyrazem dzieło, Czarny kwadrat na białym tle,
powstało w 1913 roku, a publicznie obraz po­
kazano dwa lata później. Jak pisze Turowski,
„filozofia suprematyzmu była w najwyższym
stopniu synkretyczna, a język, w jakim została
sformułowana, zaskakujący to głębią, to znów
naiwnością porównań (...)" . Tak jak wielu
innych twórców tego czasu artysta wzbogacał
wyobraźnię nowymi teoriami z zakresu
fizyki między innymi odkryciami Einsteina
nieeuklidesową pangeometrią Łobaczewskiego',
energetyzmem Oswalda ale również filozofia
Bergsona Schopenhauera i Nietzschego Naj
większy wpływ wywarły na Malewicza teozo
ficzne teorie Uspienskiego szczególnie idea
czwartego wymiaru Nieobce mu były oodady
psychoanalizy".
'
10

W roku 1916 manifest suprematystyczny był
w rosyjskich kręgach artystycznych powszech­
nie znany, a nowa koncepcja sztuki znalazła
licznych zwolenników i propagatorów, między
innymi Natalię Dawidową, Aleksandra Ekstera, Iwana Kluna, Olgę Rodanową. Planowano
nawet utworzenie grupy twórców suprematystycznych Supremus, do czego ostatecznie nie
doszło .
Malewicz pozostawił po sobie sporą spuści­
znę w postaci prac teoretycznych dotyczących
zarówno jego własnej twórczości, jak i wiele
analiz z zakresu historii form malarskich, na
przykład Wprowadzenie do form elementu do­
datkowego w malarstwie, Deformacja w kubi12

10

A. Turowski, Malewicz w Warszawie, op.cit., s. 314.

35
zmie czy O sztuce. Często był zapraszany do
wygłaszania wykładów, a jeden z nich -Analiza
współczesnych
kierunków
w malarstwie, arty­
sta wygłosił na wspomnianej wystawie w War­
szawie w 1927 roku. Malewicz zajmował się
działalnością pedagogiczną. Pracował w Szko­
le Sztuk Pięknych w Witebsku, gdzie w 1921
założył własną grupę artystyczną Unowis. Był
współorganizatorem Instytutu Kultury Arty­
stycznej w ówczesnym Piotrogrodzie, a od 1925
roku jej dyrektorem. Zmarł w Leningradzie 15
maja 1935 roku .
13

Twórca suprematyzmu zawsze podkreślał
nieutylitarny charakter swojej sztuki. Z pogardą
pisał o „życiu praktycznym", które „(...) wciska
się jak nachalny intruz w każdą formę arty­
styczną i sugeruje nam, że utylitaryzm jest jej
początkiem i celem" . Obce były mu, zyskujące
wówczas znaczenie i popularność, takie nurty
jak konstruktywizm czy produktywizm. Male­
wicz wyznaczał artyście doniosłą rolę w kształ­
towaniu „nowej świadomości" społecznej, odże­
gnywał się jednak od współpracy z władzą i od
tworzenia sztuki propagandowej . Autora pisma
„Świat jako bezprzedmiotowość" uznaje się za
artystę rewolucji, nie była to jednak rewolucja
polityczna, lecz duchowa.
14

15

Awangardowe utopie komunikacji
bezpośredniej
Według Rolanda Barthesa współczesność
rodzi się wraz z rozwojem samoświadomości
językowej, w konsekwencji czego „(...) proble­
my kultury 2. połowy X I X i X X wieku nale­
ży rozpatrywać w perspektywie utopii języko­
wych, w których zawsze współbrzmią z sobą

13

Por. A. Turowski, Supremus Malewicza, Muzeum

11

Ibid., s. 315.

Narodowe w Warszawie, 2004.

12

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 29.

14

15

£ ( 1 B ) nu

BARBARZYŃCA

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy..., op.cit., s. 74.
A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit.

�Przemysław Chodań

36
mallarmeańskie «zmienić jczyk» z marksowskim « z m i e n i ć świat»" . Andrzej Turowski,
niestrudzony badacz awangardy, pisze o „utopi
języka uniwersalnego", której przedstawicielami
w sztuce rosyjskiej byli między innymi Wassily
Kandinsky, Kazimierz Malewicz i Aleksander
Rodczenko. Szukali oni takiej formy komuni­
kacji, która wykraczając poza zwykły dyskurs
językowy, byłaby bezpośrednim wyrażeni idei.
Jednocześnie uznano sztukę za równoprawny
z nauką czy filozofią sposób na poznanie 1 ZFOzumienie świata. Twórczość wymienionych arty­
stów była też buntem wobec alienacji i reifikacji
jednostki w bezdusznej machinie społecznej
oraz rodzącego sie właśnie totalitaryzmu poli¬
tycznego narzucającego własna ograniczona
do celów oroDagandowych wizie sztuki Artysta
awangardowy zdawał sobie sorawe z naradek
salności konch/cii ludzkiei - noszukuiacei wol
ności a Jednocześnie uwiWanei w ograniczenia
iakie 'narzucaia historia s p o ł e c z e ń s t w o i e z v k '
16

P o d s t a w o w v m w a r u n k i e m nrzv,ecia n r o c e s ó w
a l i e n a r v i n v r n za ź r ó d ł o t w ó r c z o ś c i a w a n a a r d v
a r t ^ J ;

W,znanie

no n i e r w ^ e

i e L /

artystycznej jest uznanie po pierwsze, ze aynamiKa twórczości jest m o ż l i w a uwarunKowana

procesem wyobcowania po drugie wagi pod­
miotowej świadomości tego wyobcowania, pro­
wadzącej Ku próbom jego zniesienia lub prze­
zwyciężenia przez twórczość

. U l a Malewicza

sensem przekroczenia stanu alienacji, do którego
prowadzi! suprematyzm nie było pogodzenie
człowieka ze światem. Dąży! on do ukazania
wolności w wymiarze duchowym. Z pomocą
miał przyjść nowy język sztuki. Bowiem tylko
sztuka, wedle artysty, jest w stanie wyzwolić
świadomość człowieka od balastu racjonalnego
pseudopoznania i pokierować ją ku odczuciu
świata jako bezprzedmiotowości .

Pierwsze eksperymenty językowe oraz uto­
pijne wizje społeczeństwa i jednostki w sztuce
X X wieku były dziełem futurystów - początko­
wo we Włoszech, potem w wielu innych krajach
Europy, także w Polsce i Rosji. W nurcie tym
obserwujemy bezkompromisową krytykę tra­
dycji (malarskiej, religijnej, światopoglądowej
- każdej) oraz pęd ku stworzeniu nowej sztuki
dla jednostek, których środowiskiem jest prężne
i dynamiczne miasto. Futuryzm był nie tylko
wizją artystyczną, ale również, przynajmniej
w ambicjach, próbą stworzenia antropologii
człowieka miasta. Najbardziej skrajnym, cho­
ciaż rozgrywającym się na papierze, wyrazem
buntu młodych twórców były eksperymenty
lingwistyczne. Poeci futuryści zdekonstruowali
język a wraz z m m dawnego człowieka i jego
Świadomość.
Posiłkując się wizją komunikacji bezpośred­
niej, awangarda wydawała na świat wiele utopii
językowych, „wynikających z wszelkiego rodza­
ju naruszenia kodów łącznie z ich eliminacją
(...)" . Nowy język miał być wyrazem wolności
i próbą przezwyciężania kulturowej alienacji,
miał być językiem w pełni autorskim i uniwer­
salnym zarazem. Analizę formalnych ekspery­
mentów artystów z kręgu awangardy, uznających
sztukę za rodzaj języka, przeprowadza Turowski
W oparciu o klasyczną rozprawę Ferdynanda de
Saussure'a pod tytułem Kurs
językoznawstwa
ogólnego.
Szczególne znaczenie ma tu koncep­
cja znaku jako podstawowego elementu syste­
mu semiotycznego. W uieciu tym znak zawiera
w sobie dwa składniki - element znaczący i zna
czony. Choć w założeniu wewnątrzznakowe
skoiarzenie elementu znaczącego i znaczonego
iest dowolne związek ten w rzeczywistości iest
regulowany przez kod, który na mocy konwencj i
19

18

16

Ibid., s. 88.

19

17

Ibid., s. 181.

s. 143.

A. Turowski, Wielka utopia awangardy...,, op.cit.,

18

Por. K. Malewicz, Świat

bezprzedmiotowy...,op.cit.

BARBARZYŃCA

PD08

�Świat jako bezprzedmiotowość

37

łączy określony plan wyrażenia (przedstawiają­
ce) z pojęciem (przedstawione)" . Rządząca ko­
dem znakowym społeczna umowa daje ludziom
możliwość komunikacyjnego porozumienia.
„Utopia komunikacyjna awangardy ma charak­
ter paradygmatyczny w świadomym kwestiono­
waniu (...) struktury komunikatu ze względu
na jego wewnętrzne prawa i konstytuujący go
kod jako zasadę przyporządkowania znaczenia
(...)" . To, do czego dążył Malewicz, to utopia
komunikacji pozakodowej, wiara w stworzenie
języka zdolnego wyrażać duchową istotę rzeczywistości . Nie bez powodu Piotr Piotrowski zali¬
cza. go do metafizycznego nurtu awangardy .
20

21

22

gra wynikająca z pozarozumowego realizmu
Malewicza" . Problem języka w sztuce podjął
również Wassily Kandinsky. Znajdujemy u nie­
go utopię komunikacji pozakodowej, „zakła­
dającą możliwość pominięcia języka, wierząc
w pozajęzykową ekspresję" , nazwaną przez
Turowskiego utopią synestezyjną. Poczynania
Rodczenki nazwano utopią reistyczną, rozwój
filozofii suprematyzmu natomiast doprowadził
Malewicza do utopii fenomenologicznej .
25

26

27

Suprematyzm

Suprematyzm był systemem filozoficznym
Kazimierza
Malewicza i nurtem w sztuce awan­
Śmiałe manipulacje materią słowną niepo­
gardy
rosyjskiej
pierwszej dekady i lat 20. X X
kornych poetów futurystów oraz materią malar­
ską kubistów z początków X X wieku zainspi­ wieku. Teoretyczne podłoże swej sztuki rozwi­
rowały do eksperymentów formalnych również jał artysta przez wiele lat. Najbardziej płodnym
Malewicza. Dla twórcy suprematyzmu był to okresem były lata 1913-1920. Twórczą ewolucję
okres tak zwanego realizmu pozarozumowego jego poglądów unaoczniają nam okresy czarny,
oraz dekonstrukcji logicznego języka malarstwa barwny i biały jego malarstwa. W roku 1915
w celu badania jego struktury. Około roku 1913 pokazany został po raz pierwszy Czarny kwa­
rosyjski twórca, zainspirowany kubizmem synte­ drat na białym tłe. Kwadrat jako podstawowa
tycznym, malował dzieła, w których „zestawiane forma suprematyzmu, rozwijająca się w formy
z sobą przedmioty na zasadzie dość odległych pochodne - koło i krzyż, był dla Malewicza
skojarzeń układały się w formy dopełniających symbolem ładu porządku wyższego stopnia
się rebusów bądź też były bezpośrednio czy­ znakiem zwycięstwa człowieka nad chaosem
natury Siła obrazu tkwi w tym że ma on moc
telne a czasem robiły wrażenie oderwanych
rzuconych przypadkowo kombinacji" . Był tó oddziaływania równą ikonie Nawet sam artysta
określił to dzieło jako naga pozbawiona ram
początek drogi k u malarstwu bezprzedmio
towemu oraz czas poszukiwania autorskiego ikonę swego czasu" . Czarny kwadrat na białym
iezyka zdolnego wyrazić rodzące sie koncepcie tłe nie odsyła nas do żadnego obiektu poza nim
samym ftak dzieie sie w sztnre mimetvcznei^
filozoficzne. „Rozluźnienie narracyjnej i kom
strnkcvinei 'zasady kompozycji aż do zerwania konrentruie sie na sobie Stanowi to o antote
lirznvm charakterze s,,nrematvstvrzneao Hzieła
związków l n m r z n v r h a dale, nrzemieszania
Nie wystawiłem «pustego kwadratu* lecz wrawielu poziomów semantycznych - to typowa
23

24

28

_

20

Ibid., s. 71.

24

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 96.

21

Ibid., s. 188.

25

Ibid, s. 94.

26

Ibid., s. 147.

22

Ibid.

27

Por. A. Turowski, Wielką utopia awangardy..., op.cit.

Wydawnictwo Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza,

28

Por. G. Krzechowicz, Malewicz, wielki utopista XX w.,

Poznań 1993.

Artbiznes.pl.

23

Por. P. Piotrowski, Artysta między

W)

PD08

rewolucją

BARBARZYŃCA

i

reakcją,

�Przemysław Chodań

38
żenię bezprzedmiotowości" - pisał Malewicz .
To, w j ak wielkie wzburzenie obraz ten wprowa­
dził zwolenników sztuki tradycyjnej, najlepiej
oddaje znany cytat: „Przepadło wszystko, co
kochaliśmy. Znaleźliśmy się na pustyni... Przed
nami czarny kwadrat na białym tle" . Następ­
ny okres reprezentuje seria obrazów barwnych.
Głównym dziełem tego okresu jest Czerwony
kwadrat z 1915 roku. Jest on swoistym sygnałem
rewolucji w sztuce. Oznacza ostateczne zerwa­
nie z przedmiotowością. Okres biały, przypada­
jący na lata 1918-1919, którego reprezentantem
jest szczytowe dzieło Malewicza - Biały kwadrat
na białym tłe, był w rozumieniu artysty kresem
możliwości malarstwa i początkiem filozoficz­
nego ujęcia idei artystycznych.
Teoria suprematyzmu zakłada nieograni­
czone możliwości poznawcze człowieka, wierzy
w możliwość dotarcia do prawdziwej wiedzy czy
może lepiej - do odczucia prawdziwej rzeczy­
wistości. Instrumentem poznawczym uczynił
Malewicz wykraczającą poza logiczny dyskurs
językowy intuicję. Według artysty „istota rze­
czywistości, z uwagi na swój charakter (niecią­
gły, alogiczny), nie może być (...) poznawana za
sprawą doświadczenia zmysłowego i intelektu­
alnego" . Tylko intuicja pozwala odczuć istotę
jedności człowieka, świata i kosmosu. Powrót
do zrównującej wszystko Wszechjedni, zwanej
również Otchłanią lub Pustynią, to cel, ku któ­
remu dążył artysta.
W koncepcji suprematyzmu poznanie ab­
solutne jest historyczną koniecznością. Mamy
w niej do czynienia z historiozofią przywodzącą
na myśl idee Hegla. Według Piotra Piotrowskie­
go myślenie o historii jako ideologicznym proce­
sie, którym rządzą obiektywne prawa, odnaleźć
29

30

31

można u wielu artystów rosyjskiej awangardy .
U Malewicza myślenie to znalazło wyraz w kon­
cepcji socjoenergetyki, w e d ł u g której „świat
zmierza (...) do coraz większej oszczędności
energii, która stanowi podstawę bytu" . Ewo­
lucja sztuki, według Malewicza, poddana jest
temu samemu prawu ekonomii energii co cała
ludzka kultura i prowadzi od sztuki figuratyw­
nej poprzez coraz większe uproszczenie form do
abstrakcji i w końcu do suprematyzmu. „Przez
suprematyzm rozumiem supremację czystego
wrażenia (uczucia, doznania, przeżycia) w sztu­
kach plastycznych" - pisał Malewicz. Według
niego to właśnie sztuka jest „w stanie, budując
nową realność pozarozumową (...), przezwycię­
żyć pozorne sprzeczności świata logiki trójwy­
miarowej i połączyć przeciwieństwa w wyższej
jedności" . Szczytowym osiągnięciem sztuki
i kresem poznania jest idealnie czysty, będący od­
czuciem bezgranicznej przestrzeni, uniwersum
i nicości zarazem - Biały kwadrat na białym tłe
z 1919 roku.
Utopię fenomenologiczną, której wyrazem
jest Malewiczowski Biały \wadrat, interpreto­
wać można w ramach refleksji nad istotą języka
i formalnych eksperymentów awangardy. Jak
twierdzi Turowski, patrząc z punktu widzenia
struktury znaku, w obrazie tym doszło do mak­
symalnego rozdzielenia elementu znaczonego
i znaczącego. „Forma nie ukazuje sobą więcej
płaszczyzny. Przedstawia przestrzeń, której nie
odwzorowuje schematem geometrycznym" .
Było to wyciągnięcie ostatecznych wniosków
z eksperymentów okresu „realizmu pozarozumowego", gdzie zachwiana została logika rela­
cji wewnątrzznakowych. Był to również „atak
na zdroworozsądkową relację pomiędzy formą
32

33

34

35

36

29

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy..., op.cit., s. 66.

33

30

Ibid., s. 66.

3 4

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy..., op.cit., s. 65.

3 5

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 97.

31

P. Piotrowski, Artysta między

s. 50.
32

rewolucją

i reakcją...,

op.cit.,

Ibid., s. 139.

' Ibid., s. 113.

Ibid.

BARBARZYŃCA

PD08

�Świat jako bezprzedmiotowość

39

a pojęciem" . Biały kwadrat na białym tłe zna­
mionuje metafizyczne wykroczenie poza znie­
walające, gdyż nawykowe, myślenie oparte na
schematach kulturowych i kodach językowych.
Dzięki wykroczeniu poza racjonalny dyskurs
dociera Malewicz do rzeczywistości nomenu,
przekracza nieprzekraczalny, wedle Kanta, świat
zjawisk-fenomenów, dzięki czemu uzyskuje
wgląd w naturę rzeczywistości.
Jak j u ż wcześniej wspomniałem, teorie Malewicza przesiąknięte były historycznym determinizmem - rozwój sztuki nieodwołalnie do­
prowadzić miał ludzkość do Prawdy. Malarstwo
dąży do „(...) wyświetlenia na płytach świadomo­
ści skrytej w pomroce realności świata" - pisał
artysta. Myślenie to jest myśleniem gnostyckim,
a funkcją gnozy jest, jak wiemy, zbawienie. We­
dług Malewicza rolą artysty i sztuki było dojście
do duchowej wiedzy o rzeczywistości i prawach
nią rządzących oraz dzielenie się tą wiedzą
z bliźnimi. „Skoro za przyczyną suprematyzmu
sztuka doszła teraz do samej siebie - do swej
czystej, nieutylitarnej formy - i poznała oczywi­
stość bezprzedmiotowego doznania, to w kon­
sekwencji próbuje ustanowić nowy, prawdziwy
porządek świata oraz nowy światopogląd" .
Czym charakteryzowałby się ten nowy świato­
pogląd? Pomimo podkreślania poznawczego
aspektu sztuki wypowiedzi Malewicza dalekie są
od optymizmu, a niektórzy widzą w nim wręcz
głosiciela nihilizmu . „Suprematyzm to scepty­
cyzm wyzuty z wszelkich nadziei. Suprematyzm
zajmuje postawę sceptyczną wobec poczynań
kultury, próbującej za pomoca^ swych wytrychów
włamać się do skarbca przyrody i wywieść zeń
przyczyny zj awisk. i rzeczy, by świat nieświa­
37

38

39

40

37

3 8

Ibid.

domy uczynić ś w i a d o m y m " - pisał artysta.
W y r a ź n a niechęć do wszelkich racjonalnych
sposobów poznania oraz utylitarnych i materialistycznych światopoglądów nie pozwoliła
rosyjskiemu twórcy na stworzenie pozytywnej
i nastawionej na świat i jego cele filozofii. Teoria
Malewiczowska bliska jest za to mistycyzmowi
posiłkującemu się językiem negacji. „Awangarda
tworzy odrębną kulturę negacji - pisze Turowski
- i jeżeli podważa kulturę zastaną, to tylko dlate­
go, że ta jest oddana we władanie ideologii, jest
kulturą wyobcowaną" . Tak jak główną utopijną
ideą mistycyzmu jest przekroczenie relacji podmiotowo-przedmiotowej w stosunku do bóstwa
i rozpłynięcie się w nim, w suprematyzmie ar­
tysta dochodzi do zrównującej wszystko nicości
jako podstawy świata. „Człowiek, który chce pa­
nować, realizować moc, burzy w mistyce granice
zarówno swego ja, jak i świata zewnętrznego;
przestaje przeżywać cokolwiek przedmiotowo,
przestaje być przedmiotem jakichkolwiek wpły­
wów, przestaje być określany; zarówno przed­
miot, jak i podmiot rozpływają się i przenikają
wzajem, przechodząc w stan pozbawiony formy
i treści" Tym co łączy artystę i mistyka jest
tu przede wszystkim uczucie bezprzedmioto­
wości jako podstawowe odkrycie ontologiczne.
Pomimo ciadeeo podkreślania nieutylitarneeo
charakteru sztuki m o ż n a jednak doszukiwać
się u Malewicza elementów pozytywnego pro
gramu chęci wprowadzenia realnych zmian
w świecie doczesnym. Mam tu na myśli tworzo¬
ne tłrzez artystę tak z^vane architektonystrzenne modele budowli konstruowane zgodnie
z zasadami suDrematvzmu które mogłyby
pełnić przestrzeń nowego, idealnego miasta.
41

42

43

41

K. Malewicz, Świat jako

bezprzedmiotowość,

[w:] A. Turowski, Malewicz w Warszawie, Universitas,
Kraków 2004, s. 435.
3 9

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy..., op.cit., s. 98.

4 0

Por. A. Turowski, SupremusMalewicza...,

nu

BARBARZYŃCA

op.cit.

K. Malewicz, Świat jakp bezprzedmiotowość...,

op.cit.,

s. 437.
42

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 182.

43

G. van der Leeuw, Fenomenologia religii, Książka

i Wiedza, Warszawa (?) 1978, s. 530.

�Przemysław Chodań

40

Aspekty utopijne odnaleźć można również
w suprematystycznej koncepcji przestrzeni. Tak
jak cała filozofia Malewicza koncepcja ta czerpie
z wielu źródeł. Turowski doszukał się w pracach
rosyjskiego artysty aż czterech, nie zawsze moż­
liwych do pogodzenia, koncepcji przestrzeni .
„Suprematyzm postawił (...) problem konceptu­
alnego porzucenia iluzji dwuwymiarowej płasz¬
czyzny jako jedynie wyobrażeniowej przestrzeni
i przejścia do czterowymiarowej przestrzeni - tej
realności w «wyższym wymiarze* - ujmowanej
intuicją". Poglądy na temat suprematystycznych
wyższych w y m i a r ó w były inspirowane głów­
nie teoriami teozofa Uspienskiego, wyrażonymi
w słynnej książce Czwarty wymiar. Ów
czwarty
wymiar to mieisce gdzie przedmiotowość tra¬
ci racje bytu Tego' konceptualizacją był Biały
kwadrat Dla Malewicza przestrzeń
iako Ko
smiczne Uniwersum .będące zarazem Absolutem
i Wszechiednia — i est przestrzenia nieskończona
niewymierna ^definiowalna i beznrzedmioto
Tj
, c e transformacja świa
domośri donrowadzić nas nowinna do mowa
nia r ^ J L s H . w w . L nnnktn w L r n , »
ma rzeczywistości wyższego punKtuwi ozem a.
w suprematystycznym zwierciadle tfog uusza,
44

w a ł 5

7 V s k f l r i f l

d 7 i e k i

S7n

_

1 Ir w
_ ń»46 7
1Z

lecnniKa, ^ztuKa, M a , inte\
'
'/
'^
f

a

C

a

K

U

C

n

r

z

e

s

t

r

z

e

n

z

a

s

. Zero symbolizuje istotę rzeczywistości,
kryjącą się za różnorodnością świata i natury.
Dostrzec ją można dopiero z wyższego wymia­
ru. Malewiczowska przestrzeń utopijna wiąże
się z przekroczeniem podziału jednostka-swiat
i taką percepcją rzeczywistości, gdzie wszystko
rozpływa się w bezprzedmiotowości. Doświad­
czenie przestrzeni absolutnej równa się doswiadczemu nicości. Parząc z tej perspektywy, widać, ze
44

Por. rozdz. Teoria i filozofia, [w:] A. Turowski,

Malewicz w Warszawie..., op.cit.
45

K. Malewicz, Suprematystyczne

47

48

_

m

poaKresiai apsuraainosc i oezsens życia przea
rl IZ &gt;
^ wyśmiewa!
wszystkicn, którzy wierzą, iz natura i świat rządzą
się rozumnymi zasadami W swym sceptycyzmie
pisał „(. ) byc może, iz natura nie jest zbudowana
(...) mądrze, praktycznie i celowo. Byc może natu­
ra wcale nie jest zbudowana i ze to cos, co niekiedy
nosi nazwę matem (...) w działaniach swych nie
kieruje się ani zasadą przyczyny, ani celu ( ) , byc
może jest ślepa i nieświadoma w procesach sku¬
piania i rozpadania . 1 ak samo jak egzystencjaM a l e w i c z

awangardy rosyjskiej 1910-1932, Universitas, Kraków
1998, s. 178.

Por. A. Turowski, Malewicz w Warszawie..., op.cit.,

s. 322.
46

suprematyzm ma w sobie coś z teologii apofatycznej. Z tym że zamiast Boga mamy Kosmos .
Na koniec chciałbym podkreślić prekursorską,
w pewnej mierze, względem egzystencjalizmu
rolę awangardy artystycznej początków X X wie­
ku. Futuryzm, dadaizm, konstruktywizm czy
suprematyzm - wszystkie te nurty sytuowały
jednostkę mocno w rzeczywistości historycznej.
Artysta awangardowy miał bolesną świadomość
uwikłania dążącej do szczęścia i wolności jed­
nostki w bezlitosną machinę dziejów Turowski
napisał o awangardzie, że sztuka ta „nie jest ani
totalną niezgodą ani zgodą na realność- jest jed­
nym i drugim jednocześnie. Stąd jej nieustające
i wciąż ponawiane rozdarcie" . Artysta aw a n^a—
r
dowy zdziera zasłonę konformizmu i podwóinei
moralności społeczeństwa w którym żyje Kryty
kuieiego religie moralność i estetykę Nie mogąc
znieść pustki współczesna mu kultury tworzy
utopie Demitolorizacia świętem baldachimu"
i bezlitosna krytyka m eszczańskiei mentalności
i iei onsrów snrawiałv ze społeczeństwa oraz svs
temv polityczne (no w Rosii i Niemczech) ska
zvwałv nienokomvrh artvstów na banicie i eazv
iLI
nn/a ołownvm n , L m knltnrv
ŁJJ

zwierciadło,

[w:] A. Turowski, Między sztuką a komuną:

teksty

47

Por. A. Turowski, SupremusMalewicza...,

48

A. Turowski, Wielka utopia awangardy..., op.cit., s. 178.

op.cit.

49

K. Malewicz, Świat jako bezprzedmiotowość...,

op.cit.,

s. 438.

BARBARZYŃCA

PD08

�Świat jako bezprzedmiotowość
lizm, który widzi jednostkę osamotnioną w świe­
cie bez Boga, awangarda postrzega jednostkę
w stanie alienacji, za co odpowiedzialna jest
kultura. Konstruktywizm podjął próbę zmiany
otaczającej rzeczywistości i poprzez budowanie
funkcjonalnych przestrzeni życiowych starał się
przełamać wyobcowanie człowieka. Suprema­
tyzm, dla którego świat równał się nicości, dążył
do ukazania tej „zbawczej wiedzy", głosił powrót
do zrównującej wszystko Wszechjedni. Czyta­
jąc Malewicza, odnosi się wrażenie, iż posiadał
on niezwykle silną świadomość wyobcowania
człowieka zarówno względem natury - poprzez
swój rozum jak i kultury która ogranicza jego
wolność i produkuje świadomość fałszywą. Na­
leży wiec wznieść sie ponad naturę oraz ponad
kulturę i z wvzvn czwartego wymiaru dostrzec
wszechogarniająca Pustkę N a m y ś l przychodzą
gnostyczne doktryny buddyjskie, które tak samo

41
jak Malewicz podkreślają iluzoryczność naszej
codziennej percepcji rzeczywistości.
Awangardy tworzyły zarówno nastawione
na świat utopie heroiczne (futuryzm, konstruk­
tywizm), jak i utopie eskapistyczne (suprema­
tyzm czy teorie Kandinskiego). Powstawały one
w czasie szczególnych napięć w historii Europy,
tuż przed i zaraz po pierwszej wojnie światowej,
a dzieła, które stworzyły, stanowią najbardziej
wartościowy, płodny i nadal inspirujący frag­
ment sztuki X X wieku. Malewicz zaś, pomimo
że pozostał twórcą trudnym i niezrozumiałym
dla większości odbiorców sztuki, odcisnął piętno
na wielu artystach, którzy korzystając z dorob­
ku suprematyzmu, rozwijali własne koncepcje
sztuki jak
przykład Laszlo Moholy-Nagy czy
JózefRobakowski.

FOT. IGOR HERZYK

1"

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9683" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9661">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9662f575a9a54e468c8f7e24cda76e33.pdf</src>
        <authentication>1de1db15f5309c5397f7ee7ed589cc77</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115200">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5620</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115201">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115202">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115203">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115204">
                <text>W czterech ścianach/ Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115205">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17) s.59-67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115206">
                <text>Chruścińska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115207">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115208">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115209">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115210">
                <text>n

,

,

Anna
• ,
|

ChrUSCinska

n

I

Ur. w I 985 roku. Studentka etnologii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz socjologii
na Uniwersytecie Paryskim (Paris Descartes). Absolwentka historii sztuki
.
,fc
,
anam,
a

U n | e w e r s y t e c | e J a g | e | | o n s k | m

I n t e r e s u j e

S l e :

re

ąatożsamością

m u z u t m

we Francji, orientalizmem w sztuce polskiej i obcej.

W czterech ścianach
Zmiana znaczenia ról s p o ł e c z n y c h
u Kabylów żyjących we Francji
na przykładzie ewolucji przestrzeni mieszkalnej

F

rancuzki mają więcej swobody, są bardziej
niezależne i żyją w większej równowadze.
Sądzę że status kobiety i mężczyzny jest
tu równy. Tam, w Algierii, jest tak, że w domu
kobieta robi wszystko. Naprawdę, jak ci mówię,
że „robi wszystko", to właśnie to mam na myśli.
Prasuje, gotuje, sprząta, zajmuje się dziećmi...
A mąż zajmuje się pracą poza domem i koniec.
A kiedy
trzeba go jeszcze obsłużyć, dać
mu jeść, też się nim trochę zająć. To kobieta
odwala całą robotę, nawet jeśli również pracuje
poza domem A już zwłaszcza w KabyhT Tam
mężczyzna się niczego nie tknie. Jak raz byłam

1

u babci razem z moim kuzynem, który jest
w tym samym wieku co ja, to po jedzeniu on
chciał poskładać talerze. A babcia krzyknęła do
niego: „Przestań, usiądź, przecież masz tu ku­
zynkę, ona się tym zaj miel". Bo u Kabylów od za­
wsze tak jest, że mężczyzna nic nie robi. On jest
„na zewnątrz", a kobieta zostaje w domu.
- Naima, 22 lata
1

Imigranci z krajów Maghrebu (lub ich po­
tomkowie) na dobre wpisali się w społeczny
krajobraz Francji. Napływ ludności z daw­
nych kolonii na terytorium Republiki trwa

Wywiad przeprowadzony przez autorkę 19 listopada 2008 roku w Paryżu.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�Anna Chruścińska

60

nieprzerwanie od X I X wieku, ale najbardziej
nasilony exodus zaczął się po I I wojnie świato­
wej. Sytuacja ta dotyczy głównie społeczności
arabskich, jednak wśród nowo przybyłych znaj­
dziemy sporo przedstawicieli rdzennej ludności
Afryki Północnej, czyli Berberów. W przypadku
Algierii są to głównie Kabylowie, zamieszkujący
północno-wschodnią część kraju i tworzący je­
den z najbardziej rozproszonych narodów berberyjskich. Najliczniejsza ich diaspora znajduje
się właśnie w Republice Francuskiej.
Szacuje się, że jeszcze przed zakończeniem
działań wojennych w 1945 roku we Francj i miesz­
kało około 300 tysięcy Algierczyków . W 1977
było ich j u ż ponad 800 tysięcy , a w przededniu
nowego tysiąclecia nadal stanowili jedną z nacji
najliczniej emigrujących do Francji. Wyprze­
dzali ich tylko Marokańczycy . Wśród przyjezd­
nych spory odsetek zajmuje ludność kabylska.
Nic nie wskazuje na to, że tendencja ta miałaby
ulec zmianie, bo również dzisiaj, jeśli zapytać
mieszkańca Maroka, Algierii czy Tunezji o jego
plany na przyszłość, najczęściej można od nie¬
go usłyszeć marzeniach wyjazdu do Francji,
choćbv tvlko na. i ákiś czas Wielu sie to udaie
a doświadczenia zdobyte w obcym kraiu wnływaia (w mnieiszym lub większym storaiiu ale
zawsze) na ich soosób oatrzenia na świat i'do
tvchczasowe modele zvcia Tvm samvm snołecz
nośri Map-hrebu uleJia nroresowi nermanent
2

3

4

nvrh zmian Szcze J l n i e dntvcza one instvr,,rii
rodziny - tak ważne, fieśli nie n a i w a ż n i e L e r t
dla ludów nółnornoafWkańskirh 7 fvm z aw
skiem wiaze ,ie z a e h w L i e nndżiałn ról L r e

trady^y^

2

I . Despois, Lémigration

des travailleurs algériens

en

France, „Annales de Géographie" 61 (323) 1942, s. 77.
3

Ch.R. Ageron, L'immigration maghrébine

en France,

.Vingtième Siècle. Revue d'histoire" 7 1985, s. 66.
4

X . Thierry, Les entrées

d'étrangers

en France de 1994

à 1999, ..Population" 3 (56) 2001, s. 439.

cie i mężczyźnie, a które ulegają stopniowemu
zatarciu. Znalazło to odbicie w materialnym
świecie, którego ewolucja bardzo mocno zazna­
czyła się w sferze przestrzeni mieszkalnej.

Tradycyjny dom kabylski

5

Dom dla każdego człowieka stanowi pierw­
szy znany mu świat. To obszar, w którym każda
cząstka pełni szczególną rolę, a każdy kąt przy­
wołuje wspomnienia przeszłych wydarzeń. Tam
czujemy się u siebie, bo jest to sfera dobrze nam
znana, w której nic nie niepokoi, nic nie wprawia
w zakłopotanie. Każda siedziba ludzka powiela
porządek, który wyraża istotę tego, co składa się
na życie jej mieszkańców. Wreszcie dom to uniwersum wewnątrz uniwersum.
By lepiej zrozumieć znaczenie domu dla kul­
tury Kabylów, najlepiej odwołać się do jego tra­
dycyjnej, coraz rzadziej spotykanej formy. W ję­
zyku kabylskim dom jest nazywany przez słowo
axxam, a jego przestrzeń podzielona jest na trzy
podstawowe części - tak jak życie Kabylów, które
toczy się wokół ludzi, zwierząt i gromadzonych
zapasów. Jeśli zajrzymy do wnętrza domu, znaj­
dziemy w nim część mieszkalną (aguns), stajnię
dla zwierząt (adaynin) oraz poddasze (takanna),
gdzie przechowywana jest słoma i siano. Dwa
pierwsze pomieszczenia odgrodzone są od sie­
bie niskim murem, który stanowi jedną trzecią
dłueości ściany frontowei domu Dzięki temu
przestrzeń przeznaczona dla ludzi jest większa
odtei która służy zwierzętom Takanna znaiduie
sie na metrze bezoośrednio nad adavmn moz
na więc powiedzieć, że tradycyjny dom kabylski

5

Pierre Bourdieu prowadził badania w Algierii

w latach 1958-1960, a zatem ich wyniki odnoszą się
stricte do tamtejszej epoki. Choć fragment niniejszego
artykułu, dotyczący tradycyjnego domu kabylskiego, jest
sformułowany w czasie teraźniejszym, należy wyraźnie
zaznaczyć, że współcześnie kabylskie mieszkania
wzorowane są na modelach zachodnich.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�W czterech ścianach

61

dzieli się na dwie części zarówno horyzontalnie,
jak i wertykalnie . Dostęp do domu umożliwiają
drewniane drzwi, zazwyczaj złożone z dwóch
skrzydeł. Otwierają one budynek w kierunku
wschodnim, na światło dnia, co zawsze było
brane pod uwagę w trakcie wznoszenia kon­
strukcji mieszkalnej. Choć takie zorientowanie
domu może uchodzić za element zasadniczy
i nieodzowny dla kultury Kabylów , zdarzają
się odstępstwa od tej reguły. Położenie siedzi­
by na zboczu lub jej rozbudowa spowodowana
powiększeniem rodziny (na przykład ślubem
syna) należą do najczęstszych przyczyn zmiany
wyjściowego modelu"
6

7

Aguns to część znajdująca się na prawo od
wejścia. Podłoga w tym pomieszczeniu leży
o pół metra wyżej n i ż podłoże w przylegającej
do niego stajni. W izbie znajduje się palenisko,
żarna, przedmioty wykonane za pomocą ognia
(na przykład zawieszona na ścianie strzelba),
warsztat tkacki ustawiony przy ścianie przeciw­
ległej do wejścia oraz dzbany służące do prze¬
chowywania suszonych produktów (takich jak
zboża i figi). Z perspektywy u ż y t k o w n i k ó w
można powiedzieć, że pomieszczenie to słu­
ży jednocześnie jako kuchnia, pokój dzienny,
jadalnia a także sypialnia Tednak dla analizy
symboliki domu naiwaznie sza rzecz stanowi
jego konstrukcja Otóż dach którym przykry
ty iest a^uns wznosi sie na systemie złożonym
z belki stropowej i centralnego filaru. Układ ten
wyznacza nunkt wokół którego dawniei kon
centrowało się
sie wiele
nraktyk miesz
cciiiiuwdiu
wicie irytualnych
yiudiiiycii pidKiyK.
iincsz.kańców domu
Adaynin położona jest obok aguns, czyli
na lewo od głównego wejścia. Ponieważ służy

6

M . Khellil, L'exile Kabyle: essai d'analyse du vécu des

migrant, L'Harmattan, Paryż 1979, s. 46.
7

P. Bourdieu, SzĄic z teorii praktyki poprzedzony trzema

studiami na temat etnologii Kabylów,

dum. W Kroker,

Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2007, s. 74-75.
8

M . Khellil, op. cit., s. 44.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

za stajnię, jej ściany nie są niczym dekorowane,
ani nawet bielone. W tej pogrążonej w ciem­
nościach części domu z n a j d u j ą się dzbany
z wodą i świeżymi warzywami oraz składowane
jest drewno przeznaczone na opał. Podobnie
ta\anna, trzecie i ostatnie pomieszczenie, należy
do mrocznej części. Poddasze jest umieszczone
powyżej adaynin i pełni głównie funkcję ma­
gazynu na narzędzia oraz paszę dla zwierząt.
Dodatkowo może ono służyć jako sypialnia.
Według Pierrea Bourdieu użytkowane jest naj­
częściej przez kobiety i dzieci, w szczególności
W okresie zimowym . Mohand Khellil dodaje
ze miejsce to przeznaczone jest dla dorosłych
dzieci oraz rozwódek i w d ó w " " którepowróciły
do rodzinnego domu Naiistotnieiszy iest fakt ze
poddasze nie należy do tei części domu która
byłaby przeznaczona dla mężczyzn Ciemność
tam nanuiaca wiązano symbolicznie z nłodno
ścia (łudź i nól) dlateaomieiscetonrzynorzad
kowano kobietom".
9

Analiza układu kabylskiego domu odkrywa
jego funkcję symboliczną oraz rolę, jaką nie­
gdyś odgrywał w rodzinie i szerszej społecz­
ności. Tym, do czego chciałabym się odwołać
jeszcze przed przypomnieniem badań Pierrea
Bourdieu, jest koncepcja sakralnej przestrzeni
sformułowana przez Eliadego. Sfera sacrum
wiąże się tu bardzo mocno ze światopoglądem
mitycznym, według którego uniwersum życia
ludzkiego składa się z Chaosu i Kosmosu . Ten
podział pozwala ustanowić w świecie pewne
stałe punkty, ponieważ poprzez waloryzowa­
nie danych przestrzeni jako świętych redukuje
bezmiar tego co chaotyczne. Dziek i istnieniu
kosmicznego porządku można znaleźć miejsca
12

9

P. Bourdieu, op. cit., s. 59.

10

M . Khellil, op. cit., s. 49.

11

P. Bourdieu, op. cit., s. 64.

12

M . Eliade, Sacrum a profanum. O istocie sfery religijnej,

dum. B. Baran, Aletheia, Warszawa 2008, s. 27-28.

�Anna Chruścińska

62

które są bliżej tego, co boskie, i które postrzega
się jako centrum (pępek świata lub mityczny
omfalos). Miejsca te wskazuje sama natura (pod
postacią góry, drzewa czy liany), ale mogą być
też stworzone przez człowieka (jak sanktuarium
czy kolumna) . Służąc jako axis mundi (miej­
sce, gdzie świat ludzki, boski i świat umarłych
komunikują się wzajemnie), stają się obiektami
znaczącymi, które odgrywają zasadniczą rolę
w życiu rytualnym danej społeczności .
13

14

W tradycyjnym domu kabylskim elementem,
który wyznacza świętą przestrzeń, jest najwięk­
szy fdar pomieszczenia aguns, podtrzymujący
cały szkielet domu. Wskazuje on kierunek ku
górze oraz świadczy o jego wyjątkowości, którą
dodatkowo podkreśla wzniesienie podłogi o pół
metra powyżej gruntu. Jak zanotował Bourdieu,
z uwagi na tę fundamentalną rolę, na przykład
u pewnych Berberów z gór Aures małżeństwo
zostawało skonsumowane na legowisku znajdu­
jącym się właśnie u stóp głównego filaru . Po­
nieważ konstruowanie nowego habitatu ozna¬
cza tyle, co tworzenie uniwersum w e w n ą t r z
uniwersum obecność porządku który zapewni
mieszkańcom szczęście iest zasadnicza sprawa
Z drumei strony wprowadza to tez newne zakazy
(przykładowo w czasie orać polowych zabrania
no wymiatania noniołu z domowe™ naleniska
by nrzez nrzvnadek nie nrzep-onić opiekuńczych
duchów które moo-ły sie z L m a d z i ć we wne
trzu domu dzięki mediacyjnym właściwościom
axis mundi)
15

16

W swoich studiach na temat etnologii
Kabylów Pierre Bourdieu określił tradycyjny
dom kabylski mianem „świata odwróconego" .
Na początku zaproponował taki podział prze­
strzeni domowej, który u m o ż l i w i a wypraco­
wanie systemu fundamentalnych opozycji. Za­
17

znaczył między innymi, że aguns przeciwstawia
się adaynin tak jak góra dołowi. Zgadza się to
w sensie dosłownym, ponieważ obie części domu
znajdują się na innej wysokości, ale dostrzegalna
jest też ich opozycja metaforyczna. Przestrzeń
mieszkalna, która służy do przechowywania pro­
duktów suchych i obiektów wykonanych przez
człowieka, reprezentuje zatem kulturę. Tym
samym cigutis należy do sfery szlachetniejszej
(wyższej), podczas gdy adaynin jest w porów­
naniu do niego tym, co ciemne i wilgotne. Jako
miejsce służące zwierzętom, stajnia należy więc
do porządku natury.
Kolejna para przeciwieństw m i ę d z y tymi
dwiema przestrzeniami wydobywa aspekty bar­
dziej egzystencjalne. Podczas gdy aguns to re­
zerwuar życia, pogrążona w ciemności stajnia
w i ą ż e się bardziej ze śmiercią. W rytuałach
pogrzebowych Kabylów to właśnie przy wejściu
do adaynin obmywany jest zmarły. Bourdieu do
zestawu cech charakteryzujących podział aguns
- adaynin dodał jeszcze następujące opozycje:
d z i e ń - n o c światło - ciemność c i e p ł e - z i m n e
o g i e ń - w o d a ż y c i e - ś m i e r ć wysokie - niskie
kultura - natura . Doprowadzają nas one dó
zasadniczych myśli Bourdieu powstałych na
p;runcie refleksu nad siedziba Kabylów które
poświęcił on opozycji męskie - ż e ń s k i e .
18

W tradycyjnych społecznościach kabylskich
podział pracy ze względu na płeć jest bardzo
czytelny i dotyczy podziału przestrzeni. To ko­
bieta zajmuje się wykonywaniem czynności,
które z w i ą z a n e są z pogrążoną w ciemności
partią domu (transport wody i drewna, wywóz
obornika). Inaczej mówiąc, „niska" część ka­
bylskich siedzib jest zarezerwowana wyłącznie
dla kobiet. Natomiast do obowiązków mężczy­
zny należy praca w polu lub zaangażowanie się

13

Ibid., s. 36.

16

M . Khellil, op. cit., s. 52.

14

Ibid., s. 47-48.

17

P. Bourdieu, op. cit., s. 59.

15

P. Bourdieu, op. cit., s. 66.

18

Ibid., s. 66.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�W czterech ścianach

63

w życie publiczne, więc wychodzi on z domu
wcześnie rano, a wraca do niego na spoczynek.
Jeśli mężczyzna nie respektuje tego zwyczaju
i spędza przy rodzinie zbyt wiele czasu, naraża
się tym samym na śmieszność .
Mimo to przestrzeń męska i żeńska nie dają
się tak jednoznacznie rozgraniczyć. Kobieta
rezyduje w domu, bo wedle powiedzenia, dla
kobiety istnieją tylko dwa miejsca pobytu: dom
i grób. Jej egzystencja jest silnie związana ze sfe­
rą „niższej" partii domu, przez co staje się
przyporządkowana tej jego części i charaktery­
zującym ją cechom. Współgra to z koncepcją
kobiety, zgodnie z którą żeńska natura kryje
rozliczne tajemnice i przypomina mroki nocy.
Ale nawet jeśli wyłącznie kobiecie przypadają w
udziale obowiązki związane z adaynin i takanna,
to jednocześnie przynależy ona do tej wyższej"
części domu Krosno (jeden z nai ważniej szych
obiektów służących do rytuałów przejścia w ży­
ciu kobiety) znaiduie sie w części amns tuz
obok strzelby n a l e ż ą c a do mężczyzny który
identyfikuie sie raczę, ze światem zewnętrznym
Tb właśnie w obrębie tej przestrzeni dowodzi
19

swoiei męskości choć iednocześnie nozostaie
orzeciez iednym z mieszkańców domu Wewne
trzn mie z k a L m krzyznia sie wiec ohie sfery
męska i żeńska nrzez co 1 L ! siedziba n a h i L

podwójnego sensu, tfourdieu zilustrował to
za pomocą rozszerzonej opozycji męskie żeń­
skie, dodając do tego ostatniego członu kolejne
podziały, żeńskie żeńskie oraz żeńskie m ę ­
skie. W ten sposób stera domu utożsamiana z ko­
bietą jest podzielona na częsc wyłącznie zenską
oraz na przestrzeń wspólną dla obu płci.
Te dwa elementy, męski i kobiecy, jednoczą
się w sposób bardziej ewidentny, kiedy przyjrzy­
my się połączeniu filaru i głównej belki stropu.
U Bourdieu (tak jak u Eliadego) jest to miejsce
szczególne, choć pierwszy z badaczy skupił się

19

Ibid., s. 74.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

na nieco innym znaczeniu. Według niego belka
główna reprezentuje mężczyznę, podczas gdy
kobieta utożsamiana jest z filarem. W języku
Kabylów, odwrotnie niż ma to miejsce w języku
polskim, rodzaje gramatyczne tych terminów
dobrze korespondują ze znaczeniami, które one
niosą (belka główna - asalas al-immas - rodzaj
męski; filar centralny - sigidżdis - rodzaj żeń­
ski) . W ten sposób belka (symbolizująca męż­
czyznę) oznacza niebo i to, co wysokie, wiąże się
również ze sprawowaniem przez męża opieki
nad całym domem. Kobieta natomiast to filar,
który pełni role łącznika miedzy niebem a zie¬
mia przodków Tworzy ona dla mężczyzny solid­
ny fundament i jest jego podpora Oba elementy
zjednoczone razem stanowią manaz nieba i zie¬
mi oznaczai acv płodność i mai acv znaleźć wvraz
w licznym potomstwie.
20

To dobry moment, by powrócić do kwestii
tradycyjnego domu kabylskiego jako do uniwersum o odwróconym porządku. Jest to związane
z czterema stronami świata. Fasada wejściowa
domostwa jest zazwyczaj skierowana na wschód,
a zatem jej mury znajdują się w znacznym na­
słonecznieniu. Ta sama ściana, ale od wnętrza
domu, jest za to jego zacienioną częścią. Wpa­
dające do środka promienie słońca, oświetlają
ścianę zachodnią, która na zewnątrz domu jest
z kolei pogrążona w cieniu. Inaczej mówiąc
zewnętrzne fasady domu korespondują z ich
wewnętrznymi odpowiednikami i w tym sen­
sie są odwrócone/Ściana zachodnia w środku
domostwa jest dobrze oświetlona i przekształ­
ca sie w ścianę wschodnia Przy niei znaiduie
sie krosno gdzie gospodyni oracuie w świetle
słońca Zostaie wiec naświetlona przez iasność
dnia i nromienie nochodzace z zewnątrz czyli
z przestrzeni w którei oracie iei maz Ta' sym
bobka światła oznacza ze kobieta stale znaiduie
się pod wpływem m ę ż c z y z n y Cała konstrukcja

Ibid., s. 65.

BARBARZYŃCA

�Anna Chruścińska

64

budynku dowodzi, że jest to męska przestrzeń,
definiowana „z punktu widzenia m ę ż c z y z n ,
(...) przez mężczyzn dla mężczyzn" . Kobieta
jest jedynie refleksem męskiego świata, zawsze
jemu podległym. Laura Mouzaia opisuje tę
relację, posługując się metaforą ścian domu:
,W części przeznaczonej dla mieszkańców ścia­
ny zewnętrzne są otynkowane za pomocą kielni
przez mężczyzn, a ściany wewnętrzne są ręcznie
dekorowane przez kobiety" , ale przecież wciąż
jest to ten sam dom. Bourdieu zilustrował to
inaczej. W tym celu posłużył się kabylskim przy¬
słowiem: Mężczyzna iest lampa na zewnątrz
kobieta j e i lampą wewnątrz".

małżonków wraz z ich dziećmi, którzy razem
tworzą wspólnotę mieszkańców. Ale biorąc pod
uwagę to, że u Kabylów kontakty między m ę ­
żem a jego rodziną zawsze pozostają bliskie (to
kobieta przechodzi z jednej rodziny do drugiej),
w grę wchodzą jeszcze jego bracia i niezamężne
lub owdowiałe siostry. W końcu, wraz z zasadą
gradacji, dom jako taxerrubt może oznaczać
wielką rodzinę obejmującą kuzynów aż do trze­
ciego stopnia.

Studia Bourdieu sprzed połowy wieku usta­
nowiły kanon badań nad siedzibami Kabylów
i zawsze traktowane są jako baza dla kolejnych
analiz i refleksji. Inni badacze odwołują się do
Bourdieu, rozwijając jego koncepcję zwłaszcza
w kontekście symbolicznych funkcji pełnionych
przez dom. Mouzaia przywiązuje szczególną
wagę do znaczeń centralnego filaru i głównej
belki. Dom (w znaczeniu budynku) staje się dla
niej miejscem połączenia sił mężczyzny i kobie­
ty, które ustanawiają potomstwo, a zatem czyni
ona z niego symbol rodziny . Z kolei Mohand
Khellil odkrywa wiele znaczeń słowa dom, któ­
re analizuie z punktu widzenia systemu pokre­
wieństwa Po pierwsze utożsamia domostwo
z osoba kobietv czv raczei małżonki ponieważ
iest ona silnie związana z iep"o wnętrzem Pozo
staie w p-ranicach domu tam nracuie i wvkonuie
wszelkie obowiązki skoi'arzone z życiem rodzin
nvm a tym samym staie sie osoba odnowiedzial
na za atmosferę tam nanniara Khelld rzvni krok
d l i bv stwierdzić ze termm ten odnoli sie do

Rzeczywistość, w której znajdują się imigran­
ci jest, delikatnie rzecz ujmując, kompletnie od­
mienna. Oddaleni od swej pierwotnej ojczyzny
zaczynają oni przynależeć do innego środowi­
ska, w którym ich status radykalnie się zmienia.
Znajdują się w nowej dla siebie sytuacji, wyma­
gającej postawienia pytań, dotyczących kwestii
tożsamości, wyznawanych wartości i praktyko­
wanych zachowań, również tych wyuczonych
w nowym otoczeniu. Cała ich egzystencja musi
zostać zredefiniowana na podstawie zetknięcia
z odmienną kulturą, co oczywiście jest trudnym
procesem i nie przebiega bezboleśnie.

21

22

23

24

25

Adaptacja do w a r u n k ó w
mieszkaniowych we Francji

Jeśli chodzi o Kabylów przybyłych do Fran­
cji, to nowe warunki życia nie są dla nich aż
tak szokujące. Wynika to z długiej tradycji ich
emigracji do Republiki oraz bliskich kontaktów
międzykulturowych. Co za tym idzie, Kabylowie
opuszczający Algierię trafiają do świata o zwy­
czajach bardzo zbliżonych do ich ojczyźnianych,
jako że jest on j u ż zamieszkany przez wielu ich
rodaków przybyłych wcześniej (a często nawet
przez członków ich rodzin) . Nie zmienia to
faktu, że początki na nowym miejscu nigdy
26

roko P r z e d ^ w s z y X ^ s k ł a d a n e na nią para

21

Ibid., s. 78.

22

L . Mouzaïa, Le féminin

générations
23

pluriel dans l'intégration:

trois

de femmes kabyles, Karthala, Paryż 2006, s. 22.

Ibid., s. 23.

24

M . Khellil, op. cit., s. 54-55.

25

Taxerrubt - rodzina złożona z krewnych aż do

czwartego pokolenia.
26

M . Khellil, op. cit., s. 127.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�W czterech ścianach

65

nie należą do łatwych, co wpływa zasadniczo niu do tradycyjnego domu), nie ma możliwości,
na sposób życia Kabylów osiadłych we Francji. aby przechowywano w niej znaczne ilości pro­
By start ten uczynić mniej dotkliwym, zazwy­ duktów żywnościowych. Sama praca kobiety też
czaj to mężczyzna emigruje jako pierwszy, a po uległa zmianie, wraz z przyjęciem standardów,
pewnym czasie dołącza do niego reszta rodziny . wedle których piekarnik czy lodówka są w kuchni
oczywistością . Wszystko to powoduje, że miesz­
Co istotne, podczas pierwszych lat egzystencji
„poza krajem", świeżo przybyli imigranci kon­ kanie imigrantów kabylskich wydaje się być bardzo
centrują się przede wszystkim na poprawie wła­ podobne do mieszkań ich europejskich sąsiadów,
snych warunków bytowych. Z tego powodu prawie i nie wynika to wyłącznie z faktu, że zajmowane
w ogóle nie wspomagają finansowo swojej rodziny, przez nich budynki wzniesiono „po europejsku".
Powtarzanie algierskiego modelu zamieszkiwania
która została w ojczyźnie .
wydaje
się imigrantom o tyle niewłaściwe, że utoż­
Bardzo charakterystyczną cechą Kabylów jest
samiają
świadectwami ubóstwa .
łatwość dostosowywania się do nowej sytuacji.
27

33

28

34

Znacznie szybciej przyjmują oni lokalne modele
życia, w przeciwieństwie na przykład do Maro­
kańczyków. W kwestii zamieszkania znaczy to,
że „wydają się adaptować formy zorganizowania
przestrzeni i jej użycia w sposób jak najbardziej
zgodny z przeznaczeniem konstrukcyjnym bu­
dynków, które są przez nich zajmowane" . Moż­
na powiedzieć, że we Francji Kabylowie żyją po
europejsku, choć wcale nie musi to oznaczać, że
żyje im się lepiej. Wchodząc do typowego domu
imigrantów (typu F3 lub F5 ) najpierw napoty¬
kamy korytarz czy rodzai hallu który doprowadza
nas do kolejnych pomieszczeń Przestrzeń prze
znaczona dla gość, składa się (niezależnie od jej
rozmiarów) z dwóch części" salonu oraz jadalń,.
W nierwszvm znaiduia sie kanana fotele lub nufv
niski stoliki szafka pod telewizor! Umeblowanie
j 9.dcilfli tworze, głównie duży stół (jeśli to możliwe)
z krzesłami Zdarza sie że stoi tam też harek
obecność w nim alkoholu muzułmame tłumaczą
29

30

-

31

posiadaniem europejsK.cn znajomycn . K u c n n a

rowmez jest wyposażona w sprzęty zachodnie,
z powodu zredukowanej przestrzeni (w porówna­

27

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, Familles

maghrébines

en France, l'épreuve

de la ville, Presses

Universitaires de France, Paryż 1999, s. 261.

Istnieją jednak pewne cechy, które różnicują
domy kabylskie od europejskich. Najbardziej wi­
doczna odnosi się do wyposażenia pokoi, gdzie
znajdują się wyłącznie łóżka i (ewentualnie)
fotele. Te części domu służą tylko jako sypial­
nie, chyba że z braku miejsca ulega to zmianie,
na przykład pralka musi zostać wstawiona do
jednego z pokoi . Podobna zasada dotyczy też
elementów wystroju, które znajdują się w części
przeznaczonej dla gości i odnoszą się do pocho­
dzenia mieszkańców. Zazwyczaj związane są one
z przynależnością religijną (obrazki z widokami
Mekki wersety koraniczne) albo odwołują sie do
kraiów Maghrebu Sa przywiezione bezpośrednio
z Algieru lub zakupione na francuskich targach
w stylu paryskiego Barbes Imigranci demon
struia swoia wieź z kraiem pochodzenia również
za Domoca t d i e ć oraz przedmiotów tradvcvine™
rękodzieła fn przykład terakotowych n a c z y ń
Wszystkie te elementy nniawiaia sieldnak w P O
mieszczemach dla gość, natomiast w pokojach
35

36

svnialnianvrh nie 7nairl7ipmv 7arlnvrh fotocrrafii

czy obrazów, jedynie gołe ściany.

31

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, op. cit., s. 262.

32

M . Khellil, op. cit., s. 134.

33

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, op. cit., s. 263.

28

M . Khellil, op. cit., s. 136.

34

Ibid., s. 261.

29

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, op. cit., s. 250.

35

Ibid., s. 264.

3 0

Cyfra oznacza liczbę pokoi.

36

Ibid., s. 265.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�Anna Chruścińska

66

Jednocześnie uderzający jest fakt, że Kabylowie
traktują swoje francuskie mieszkania jedynie jako
miejsca czasowego pobytu. Przez to domy imigran­
tów sprawiają wrażenie, jakby nie były wykończo­
ne . Żyją oni z przeświadczeniem, że znajdują się
we Francji tylko po to, by zarobić pieniądze i pewne­
go dnia powrócić do oj czyzny, nawet jeśli i tak nigdy
do tego nie dojdzie.
37

Jak łatwo zauważyć, nowe mieszkania Kaby­
lów są dalekie od tego, co znamy z przytoczonego
wcześniej modelu domu tradycyjnego, w którym
dało się wyznaczyć wiele symbolicznych aspektów
jego istnienia. Przeprowadzka do miasta dopro­
wadziła do zaniku podziału na aguns i adaynin,
istnienia ściany krosien czy budownictwa frontem
w kierunku wschodnim. Nie sposób wyznaczyć też
axis mundi, co jest o tyle zgodne z sytuacją miesz­
kańców, że Francja nie stanowi dla nich centrum
ich świata, a jedynie „poczekalnię", więc nie jest „aż
tak istotna". Jeśli chodzi o Pierre'a Bourdieu i jego
koncepcie świata odwróconego która miałaby zostać
zastosowana do społeczność,'kabylsk,ch imigran­
tów badacze pozostała ostrozn, Właśnie dlatego
mu's,my sie zatrzymać na poziomie funkcii i ogra
niczeń materii ies'li chodzi o ooozycie homokJcz
ne ponieważ wszystkie one praktycznie zanikły
w koncenrii domu nowe.o tynu" * Khellil dorzuca
jeszcze że u imigrantów sfera zakazów i wszelkie­
3

go tahn zwiazanetro z nrzestrzenia ma tendenrie

dn zanikania 7mfeniaia sie i r h z l r z a i e i zano
™ ,
oni
, h l l n l
'
zyczają om miejscowe modele zachowań o czym
świadczy chociażby obecność w domu alkoholu .
badania przeprowadzone przez INadira rJoumazę
wprawdzie pokazały, ze istnieją pewne pozostało­
ść, po pierwotnych kategoriach przeciwieństw (jak
na przykład podział przestrzeń, pomiędzy płciami),
ale dotyczy to wyłączme pierwszej generacji ,migrantów™. Z drugiej strony, by posłużyć się termino­
7

r

logią Bourdieu, można odnieść wrażenie, że nowa
siedziba Kabylów jest naprawdę „odwrócona" i że,
w sensie porzucenia przez nich dawnych nawyków,
przynależy do świata „na opak".
Nie powinno się jednak pomijać faktu, że nie
wszystkie przejawy kultury Kabylów związane z do­
mem uległy zatarciu. Możemy zaobserwować specy­
ficzną ewolucję opozycji pomiędzy tym, co wewnątrz
a tym, co na zewnątrz, która teraz bardziej przypomi­
na podział na to, co prywatne a co publiczne. Zgodnie
z tym rozdzieleniem reprezentacyjna część domu,
która ma służyć przyjmowaniu gości, bywa przezna­
czona wyłącznie dla nich. W takim wypadku rodzi­
na utrzymuje te pomieszczenia w idealnej czystości
i porządku tak by pozostawały w nieustannej gotowości" , gdy tylko ktoś zadzwoni do drzwi. Do po­
zostałych mieisc o charakterze publicznym należą"
kuchnia sanitariaty balkony, korytarze podczas gdy
pok e powinny pozostawać w ukrycu ,'być chronio
ne p zed sooirzeniem obcych To co znaiduie sie
na zewnątrz tworzy kateine przestrzenna nowa
l aca Hub nie) na w l a d wto co kr e sie wewnątrz
Domostwo sta e sie cytadela t r a d y n i l d z l rozlywa
sie walka miedzy dwoma światami Dom t w o l y
renrodnkne ( l w ó r h nniwersów maahrehskie i
i lhndnlańl,dvrvmean iw . n ń w i L n
1
, zachodniego, tradycyjnego współczesnego,
stymuluje przepływ jednostek ludzkich proces
przekazywania przedmiotów, który dokonuje s,ę
w przestrzeń, pomiędzy-krajami oraz w czasie
pomiędzypokolemam, . We wnętrzu domu można
więc znaleźć przedmioty zdradzające przynależność
do porządku swiata Zachodu, a także do kraju pocho­
dzenia, które mieszczą s,ę właśnie w częsc, reprezen­
tacyjnej, by były zauważalne dla „tych spoza . Dom
wyraża w ten sposób.odwieczną opozycję my - oni,
w sensie kulturowych odrębność,, o jego przestrzeń,
„zawsze należy myslec wraz z uwzględnieniem tego,
co znajduje się na zewnątrz .
41

01

42

al

V1

a

37

Ibid., s. 263.

41

Ibid., s. 263.

38

M . Khellil, op. cit., s. 54.

42

Ibid., s. 264-265.

39

Ibid., s. 135.

43

Ibid., s. 283.

40

R. Bekkar, N . Boumaza, D . Pinson, op. cit., s. 274.

44

Ibid., s. 275.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�W czterech ścianach

67

Przeciwieństwo męskie - żeńskie jest trudniejsze
do odnalezienia, bo siedziba mieszkalna przestała być
kojarzona wyłącznie z bastionem kobiecości. Jednak
wraz z ciągłością istnienia obowiązków domowych,
a także z powodu tego, że żony imigrantów zazwy­
czaj nie pracują poza domem, kobieta pozostała
przywiązana do przestrzeni mieszkalnej bardziej niż
reszta rodziny. Szczególnie jadalnia traktowana jest
jako miejsce typowo kobiece, ponieważ mąż i dzie­
ci używają jej dopiero wieczorami, po powrocie do
domu .
45

Według Khellila najbardziej widoczną konse­
kwencją imigracji do Republiki Francuskiej i owych
zmian w strukturze mieszkań Kabylów, jest ostatecz­
ny rozpad ich tradycyjnego społeczeństwa . Dom
zaczął przypominać siedziby Europejczyków, jego
rozmiar się zwiększył, a przeznaczenie ograniczy­
ło się do służenia wyłącznie człowiekowi. Podział
na przestrzeń cienia i światła również zniknął, od
kiedy mury zostały podziurawione licznymi oknami
wychodzącymi na ulice. Bez podparcia w świecie
materialnym symbolika domu zaczęła coraz wyraź­
niej zanikać .
46

zostaje pozbawiony tradycyjnej kultury materialnej,
nie ma możliwości podtrzymywania istoty tożsamości
kulturowej. Jest to szczególnie widoczne w podziale
ról ze względu na płeć. Dzięki ewolucj i budownictwa
kobieta kabylska (w miastach Algierii lub we Francji)
znacznie bardziej niż kiedyś angażuje się w zajęcia
poza domem - może pracować i wykonywać takie
czynności, które do tej pory uznawano za typowo
męskie. U Naimy, Kabylki, która przybyła na studia
do Francji, trudno by było odnaleźć znamiona ko­
biety w Bourdieuowskim typie „lampy we wnętrzu".
W Paryżu zrzuciła ona z głowy chustę a zamiast tego
założyła minispódniczkę i nie wyobraża już sobie
powrotu do A l i n , lei plany na przyszłość zdradza
ia pewne przwmzanie do tradycyjnych kabvlsk,ch
wartość, ale stały sie znacznie bliższe oczekiwaniom
współczesnych Europejek.
48

Chcę skończyć tu studia i zostać profesorem
na uczelni. A potem założyć rodzinkę. Bardzo
lubię dzieci! Ale teraz muszę się skupić na mojej
edukacji.

47

Czasy się zmieniają a wraz z nimi modele życia.
Można powiedzieć, że system reprezentacji, który

Between Four Walls. Change of the Social Roles of Kabyle People Living in France on the Example of
the Evolution of Domestic Space
It is observed that the societies of Maghreb, although strongly related to tradition, are going through
permanent change. The issues concerning the compatibility between the material world and the
social structures are discussed through the analyses of Kabyle people by Pierre Bourdieu and other
researchers that followed this subject. Thus, the models of traditional abodes in Kabylie and current
ones within Kabyle diaspora in France are presented. The connection with the domain of social
roles and their evolution is highlighted, especially that of feminine lifestyle. A new structure of the
domicile space that is to be found in the situation of immigration influences and determines the
Kabyle system of values and aspirations. At the same time it also illustrates the willingness of Kabyle
people to change.

45

Ibid., s. 262.

47

Ibid., s. 175.

4 6

M . Khellil, op. cit., s. 174.

48

Ibid., s. 178.g

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6117" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6097">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3766034fa085df334447e80149d489a2.pdf</src>
        <authentication>4bff46074ffb0a2b19c82e28760fce3f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72988">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5609</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72989">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72990">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72991">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5215</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72992">
                <text>"Arabska" polityka zagraniczna i arabskie techniki mediacyjne/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72993">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.73-91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72994">
                <text>Cyganik, Filip</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72995">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72996">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72997">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72998">
                <text>FiMp
Cyganik

doktorant w Katedrze Bliskiego i Dalekiego W s c h o d u Instytutu Studiów Regionalnych
I

UJ. A b s o l w e n t studiów na kierunkach: kulturoznawstwo w zakresie studiów

I

blisko- i dalekowschodnich oraz archeologia śródziemnomorska i Bliskiego

|

uwzględnieniem Islamskiej Republiki Iranu.

- W s c h o d u . Obszar zainteresowań: problematyka krajów islamskich ze szczególnym

„Arabska" polityka
zagraniczna i arabskie
techniki mediacyjne
P

rzystępując do opisywania polityki za­
granicznej któregokolwiek z państw
arabskich, należy najpierw zwrócić uwa­
gę na ogólną charakterystykę arabskiej polityki
zagranicznej. J u ż sam przymiotnik „arabska"
wskazuje na występowanie pewnych różnic
między nią a tym, co zwykliśmy nazywać za­
chodnią polityką zagraniczną. Trzeba jednak
zaznaczyć, że różnice te nie mogą przekraczać
pewnej granicy, poza którą nie byłaby możliwa

1

jakakolwiekkomunikacja czy interakcja. Każdy
rodzaj polityki zagranicznej musi się mieścić
w ramach ogólnie przyjętego międzynarodo­
wego systemu, inaczej nie będzie mogła ona
spełniać swoich podstawowych celów. Oczy­
wiście taki globalny system nadal nie wyklu­
cza istnienia regionalnych jej odmian. Politykę
zagraniczną tworzą bowiem ludzie i dlatego
poważny wpływ na jej kształt mają uwarunko­
wania kulturowe i społeczne .
1

M.C. Hudson, Democracy and Foreign Policy in the Arab World, [w:] D . Graham, M . Tessler (red.), Democracy, War

and Peace in The Middle East, Indiana University Press, Bloomington 1995, s. 195-196.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

�Filip Cyganik

74
1. Historia - z b i o r o w a pamięć n a r o d u
Wiele przyczyn obecnej arabskiej polityki za­
granicznej leży w historycznej spuściźnie regio­
nu. Dla mieszkańców Bliskiego Wschodu wiek
X X był okresem frustracji, wielu niespełnionych
oczekiwań i klęsk. Czasy kolonializmu odcisnęły
wyraźne piętno na Arabach i postrzeganiu przez
nich europejskich państw . Wspierając wojska
Ententy przeciw Turkom, liczyli na uzyskanie
niepodległego państwa. Po fiasku tych planów
poczuli się oszukani przez Europejczyków .
Skutki podziału Bliskiego Wschodu po upad­
ku kolonializmu są widoczne do dzisiaj. Nie do
końca przemyślane granice wielokrotnie były
przyczyną różnych konfliktów. Problem uwi­
docznił się szczególnie podczas inwazji Iraku na
Kuwejt w 1990 roku, kiedy to Saddam Husajn
zakwestionował w ogóle prawo Kuwejtu do sa­
modzielnego istnienia .
Historia ma poważny wpływ na podstawy pro­
cesu formowania się polityki zagranicznej. Należy
sobie uświadomić, że nie wszystko w polityce jest
lub może być racjonalne. Polityka nakierowana
jest na przyszłość bliższą lub dalszą - opiera się
bezpośrednio na pamięci, na którą składają się
historia, tradycja, doświadczenie życiowe, a co
ważniejsze sposób, w jaki zostały zapamiętane
dane zdarzenia. Czynniki te kształtują ludzkie
nadzieje i oczekiwania, a także wpływają na re­
alizacje planów. Odnosi się to zarówno do poje­
dynczych osób, jak i całych społeczeństw. Dobrym
przykładem może być wspomniana wcześniej
2

3

4

2

R.M. Coury, Who Jnvented" Egyptian Arab

Nationalism? Part I, „International Journal of Middle East
Studies", vol. 14, Issue 3 (Aug. 1982), s. 249-281.
3

R.S. Humphreys, Between Memory and Desire. The

Middle East in Troubled Age, University of California
Press, Berkeley 1999, s. 23-25.
4

wciąż żywa pamięć o czasach kolonializmu, któ­
ra nadal odgrywa dużą rolę w kształtowaniu się
światopoglądu - nie tylko arabskich polityków, ale
również zwykłych ludzi .
Analizując politykę arabskich przywódców,
należy zadać pytanie, czego nauczyła ich histo­
ria. Nie chodzi o to, co obiektywnie się wyda­
rzyło, ale o to, co oni sami pamiętają lub myślą,
że pamiętają. Pamięć historyczna Arabów bar­
dzo się różni od pamięci Europejczyków czy
Amerykanów. Fakt ten w zasadzie nie powinien
wymagać uzasadnienia, lecz często się o nim za­
pomina. Historyczna pamięć jest zróżnicowana
nawet w obrębie cywilizacji zachodniej. Inaczej
pamięta historię I I wojny światowej Francuz czy
Niemiec, a inaczej Polak .
5

6

Zbiorowa pamięć narodu jest jednym z czyn­
ników kształtujących postrzeganie rzeczywisto­
ści, a co za tym idzie, ma wpływ na działania
podejmowane przez społeczeństwo lub jego
reprezentantów . Polityka zagraniczna USA czy
krajów europejskich w niewielkim stopniu uza­
leżniona jest od balastu przeszłości - zwłaszcza
tragicznej. Amerykańscy i europejscy przywódcy
potrafili całkiem dobrze poradzić sobie z tym
ciężarem. Nawet jeśli sięgają po odwołujące
się do przeszłości hasła, nie spotykają się one
z większym odzewem. Problem ten w większym
stopniu dotyczy krajów Europy Środkowej, acz­
kolwiek argument historyczny odgrywa coraz
mniejszą rolę w polityce regionu .
7

8

Na Bliskim Wschodzie pojawiają się odnie­
sienia nawet do tak odległych czasów jak okres

5

R.S. Humphreys, op. cit., s. 83-84.

6

L . Moczulski, Geopolityka. Potęga

w czasie i przestrzeni,

Bellona, Warszawa 1999, s. 221-237.
7

J.D. Green, Are Arab Politics Still Arab?, „World

Politics", vol. 38, Issue 4 (Jul., 1986), s. 611-625.
8

L . Moczulski, op. cit., s. 238-253.

M . Barnett, Institutions, Roles and Disorder: The Case of

the Arab State System, „International Studies Quarterly"
vol. 37 (1993), s. 271-296.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

krucjat. Mimo że przeciętny Arab niewiele wie
na ten temat, mit wojen krzyżowych nadal ma
pewien wpływ na postrzeganie rzeczywistości.
Nie jest to jedyny obraz historii zachowany w pa­
mięci zbiorowej Arabów. Część z nich dotyczy
Gamala Abd El-Nassera i jego polityki, zdra­
dy Anwara es-Sadata oraz poczucia oszukania
przez kraje mandatowe .
Obraz zachowany w świadomości jednej osoby
czy całego społeczeństwa nie musi być obiektywnie
prawdziwy. Nabiera cech prawdziwości już przez
sam fakt swojego istnienia. Z czasem staje się na­
rodową prawdą, której nie ma potrzeby weryfiko­
wać. Dla badacza analizującego arabską politykę
zagraniczną nie ma większego znaczenia, jakie
były przyczyny zaistnienia danego obrazu i czy
mają oparcie w faktach. Ważne, aby pamiętano
sam fakt istnienia tego problemu oraz zdawano
sobie sprawę z jego znaczenia .
9

10

2. Brzemię k o n f l i k t u z Izraelem
Wydaje się, że nad każdą kwestią polityczną
na obszarze Bliskiego Wschodu unosi się widmo
konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Większość
decyzji podejmowanych przez państwa arabskie
na arenie międzynarodowej, nawet dotyczących
spraw, które są odległe od kwestii palestyńskiej,
nosi jego piętno. Sami Arabowie przestali za­
uważać, iż wszystko sprowadzają do tej kwestii.
Problem palestyński stał się dyżurnym tema­
tem podczas wszystkich spotkań przywódców
arabskich. Każde wydarzenie, które ma miejsce
w regionie, jest rozpatrywane pod kątem jego
relacii do sytuacji palestyńskiej Często argumentuie sie iż dzieje sie tak dlatego ze Drobiem
Palestyńczyków jest w rzeczywistości jednym

9

10

R.S. Humphreys, op. cit., s. X I - X I X .
F. Aj ami, Szejkowie, myśliciele,

terroryści,

Fakty,

Warszawa 2000, s. 187-191.
11

H . Khashan, Are the Arabs Ready for Peace with Israel?,

„Middle East Quarterly", March 1994, vol. I , Number 1.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

75

z aspektów relacji arabsko-izraelskich i napięć,
które występują pomiędzy tymi nacjami. Jednak
zbyt często sami Arabowie rozdzielali kwestie
relacji arabsko-izraelskich od palestyńsko-izraelskich i argument ten w dużej mierze się zdewaluował . Doprowadziło to do pojawienia się
zarzutów, częściowo prawdziwych, iż przywód­
cy arabscy traktują tę sprawę jako rodzaj tematu
zastępczego.
Nastawienie Arabów wymusza na innych pań­
stwach określoną politykę, w której wszystkie de­
cyzje odnoszące się do Bliskiego Wschodu siłą
rzeczy splatają się z kwestią Palestyny. Doszło do
takiej sytuacji, że każdy uczestnik bliskowschod­
niej polityki świadomie lub nie zwraca się ku tej
sprawie. Wielu polityków i badaczy podkreśla,
że problem palestyński wyrwał się spod kontroli
i z biegiem czasu coraz trudniej go rozwiązać.
Kolejne próby wyjścia z impasu kończą się niepo­
wodzeniem z winy jednej lub drugiej strony. Ma
to jak najbardziej niekorzystny wpływ nie tylko na
losy Palestyńczyków Sami Arabowie zbyt często
uzależniają Jakiekolwiek zmiany od jego pozytyw­
nego rozwiązania poważnie utrudniaiac nawet
najmniejsze reformy w regionie
11

12

3. Rola silnych j e d n o s t e k
W każdym systemie władzy, czy to demokra­
tycznym, autorytarnym czy totalitarnym, ogrom­
ną rolę w kształtowaniu się polityki zagranicznej
odgrywają silne jednostki. Na Bliskim Wscho­
dzie widać to szczególnie wyraźnie. Nie chodzi
tu tylko o osoby dzierżące władzę państwową,
ale także o liderów grup religijnych, organizacji
zbrojnych lub, co jest specyficzną cechą regionu,
przywódców plemiennych .
13

12

J.D. Green, op. cit., s. 611-625.

13

T. Łoś-Nowak, Stosunki międzynarodowe.

Teorie -

systemy - uczestnicy, Wydawnictwo UWr, Wrocław 2006,
s. 203.

�Filip Cyganik

76
Na tym gruncie powstał mit, który często
pojawia się przy opisywaniu arabskich przy­
wódców przez europejskich lub amerykańskich
obserwatorów. Postrzega się ich jako szaleńców
u w ł a d z y (Middle East Madman),

eksponu­

mniej racjonalna od polityki ich zachodnich od­
powiedników .
15

4. Panarabizm i tożsamość n a r o d o w a

jąc ich nieracjonalną politykę. Te wyobrażenia
przyjmują różną formę: dyktator w wojskowym
mundurze (pułkownik Muammar Kadafi); bro­
daty bojownik kojarzony z obalonymi w Afga­
nistanie Talibami czy fundamentalistyczny du­
chowny pokroju Umara Abd ar-Rahmana bądź
szejka Ahmada Jasina, duchowego przywódcy
Hamasu. Postacie te bardzo silnie oddziałują
na zachodnie wyobrażenia islamskiego świata
i jego liderów .

Powstawanie tożsamości narodowej wśród
Arabów związane jest z narodzinami państw,
które de facto nigdy wcześniej nie istniały. Pro­
cesy te zapoczątkowały poważne przewartościo­
wanie arabskości i poczucia kultury arabskiej.
Z początku społeczeństwo arabskie nie zdawało
sobie sprawy ze zmian, jakie w nim zachodziły.
Młode państwa starały się przede wszystkim
utrzymać niepodległość nie tylko budować swo¬
ją tożsamość

Faktem jest, że na Bliskim Wschodzie często
słyszy się ekstrawagancką retorykę i argumenty
całkowicie dla nas niezrozumiałe. Z drugiej stro­
ny podobne zarzuty można wysunąć wobec wie­
lu polityków z krajów powszechnie uważanych
za demokratyczne. Jeśli spojrzymy dokładniej
na polityczną arenę Bliskiego Wschodu, okaże
się, że za tą wręcz teatralną fasadą funkcjonują
pragmatyczni politycy, którzy doskonale wiedzą,
jakie cele chcą osiągnąć. Na dodatek potrafią je
osiągać metodami nieodbiegającymi w zasadni­
czy sposób od metod powszechnie stosowanych
na Zachodzie Politycy ci zdaia sobie sprawę
z w y m o t ó w iakie narzuca system międzynaro­
dowa polityki zagraniczna Potrafią sie do nieeo
dostosować Zdaia sobie sprawę ze aby o s i a d a ć
niektóre cele, muszą starannie zakamuflować
swoie motvwv Większość ich apresvwnei reto

Do tego czasu istniała idea jednego wielkiego
narodu arabskiego, który swoimi korzeniami
sięgał epoki Proroka i kalifów, a nawet dalej.
Przywoływano wizję państwa, które rozpoście­
rało się od Indii do Hiszpanii. Była to wizja
urzekająca, lecz jej realizacja we współczesnej
dobie nie mogła się powieść. Bardzo wcześnie
wielu arabskich polityków i myślicieli zdało
sobie z tego sprawę. Podział regionu na zawsze
przekreślił to, co i tak było niemożliwe. Po­
szczególne państwa rozpoczęły swoją politykę
i istnienie osobno .

14

ryki nie iest skierowana bezpośrednio n zeciw
Zachodowi mimo ze raki nada,a ,a kszlałr lecz
ma za zadanie zwiększenie nonarcia dla danei
nolirvki wśród n ł J L t e l i arahddrh Pnlirvka
Na3a ^ A t J ^ A A , ^ ^ n '
Z I
a

ejnTecósz^

a

16

17

Wraz z podziałem zaczęła się nieuchronna
zmiana w świadomości Arabów. Obok siebie
zaistniały dwie tożsamości: panarabska i na­
rodowa. Ich wzajemne relacje zmieniały się
w czasie. Najpierw przewagę miała tożsamość
panarabska. Świadomość przynależności do na­
rodu irackiego, syryjskiego czy egipskiego była
niewielka i nie brano jej pod uwagę. Kształ­
towanie się władzy i systemów wewnętrznych
poszczególnych państw zainicjowało powolny
proces zmian. Mieszkańcy zaczęli się utożsa­
miać z otaczającą ich rzeczywistością. Zaczęły

14

R.S. Humphreys, op. cit., s. 83.

16

R.M. Coury, op. cit., s. 249-281.

15

Ibid., s. 111-113.

17

R.S. Humphreys, op. cit., s. X I - X I X .

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

się pojawiać więzi, które stały się zaczątkiem
świadomości narodowej .
Po ugruntowaniu się struktury wewnętrznej
danego kraju proces ten znacząco przyspieszył.
Obie tożsamości stały się równorzędne i współ­
istniały na jednym poziomie. Ludzie, którzy
wcześniej uznawali się za Arabów, a dopiero
potem obywateli któregoś z krajów arabskich,
zaczęli jednym tchem mówić o swojej podwój­
nej narodowości. Obecnie tożsamość narodowa
wypiera abstrakcyjną tożsamość panarabską. Za­
miana ta nie oznacza jednak całkowitego zaniku
poczucia wspólnoty wszystkich Arabów .
18

19

Część badaczy twierdzi, że na Bliskim Wscho­
dzie od pewnego czasu dochodzi do podobnych
zmian, jakie występowały w Europie w X I X i na
początku X X wieku, a miały swoje ukoronowa­
nie w postanowieniach konferencji wersalskiej .
Z drugiej strony, pomimo lansowania idei eu­
ropejskości w Europie nastąpiło także nasilenie
się poglądów nacjonalistycznych. Dowodem na
to są przede wszystkim powstanie niepodległych
narodowych państw z byłych republik radziec­
kich, rozpad Jugosławii, a wcześniej Czechosło­
wacji. Te zmiany nie dotyczą tylko Europy. Po­
mimo tego, że zachodzą procesy globalizacyjne,
problem nie znika - można wręcz powiedzieć,
że się nasila. Powstało wiele nowych państw, np.
Timor Wschodni, a co najmniej kilkanaście in­
nych narodów walczy o niepodległość .
20

21

Jeśli spojrzeć z tego punktu widzenia, okaże
się, że to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie,
a co swoimi korzeniami sięga okresu powstawa­
nia pierwszych niepodległych państw, nie jest

18

C D . Smith, Palestine and the Arab - Israeli Conflict,

niczym niezwykłym. Procesy bliskowschodnie
mają oczywiście swoją regionalną specyfikę, ale
nie odbiegają w zasadniczy sposób od trendów
globalnych .
Analizując kształtowanie się narodowej toż­
samości Arabów, można wyróżnić kilka zasad­
niczych elementów, które wpłynęły na jej postać.
Pierwszym z nich były przede wszystkim oko­
liczności powstawania poszczególnych państw.
Są one bardzo podobne: wszystkie lub prawie
wszystkie kraje stały się niepodległe po dra­
matycznych, często krwawych wydarzeniach.
Trudna sytuacja mobilizowała przyszły naród
do współdziałania. Z początku tylko wąskie gro¬
no rozumiało potrzebę wytworzenia wspólnoty
narodowej w poszczególnych krajach. Jednak
samo poczucie zagrożenia nie wystarczało, by
scementować poszczególne plemiona lub rody
w jeden organizm. Sztucznie wytyczone grani­
ce rozdzielały ludność która w rzeczywistości
stanowiła jedną społeczność .
22

23

Pierwszym krokiem było stworzenie szkiele­
tu państwa - administracj i i struktury wewnętrz­
nej. Stopniowo wytwarzały się więzy wspólno­
ty. Poczucie narodowej tożsamości potrzebuje
symboli i fundamentów, na których się tworzy.
W Egipcie odwołano się do tysiącletniej spuści­
zny starożytnego Egiptu faraonów z jego historią
i piramidami. W Jordanii symbolem przeszłości
stała się Petra, starożytne skalne miasto Nabatejczyków, oraz beduińska spuścizna. W Ira­
ku zwrócono się do starożytnej Mezopotamii.
Symbolika poszczególnych krajów połączyła się
z arabską mitologią i historią, tworząc specy-

21

D . Pipes, Bush on Israel: Heartburn for All, „New York

Bedford/St. Martin's, Boston 2001, s. 27-33, zob. również

Post", March 4, 2003.

R.S. Humphreys, op. cit., s. 60-68.

22

19

M . Barnett, op. cit., s. 271-296.

2 0

R.M. Coury, op. cit., s. 249-281.

BARBARZYŃCA

B. Rubin, The Politics of the New Middle East, „Middle

East Review of International Affairs", vol. 1, Number 3,
September 1997.
23

1 ( 1 4 ) nn

77

R.S. Humphreys, op. cit., s. 49-55.

�Filip Cyganik

78
ficzny melanż, charakterystyczny dla każdego
z nowo powstających narodów .
Kolejnym punktem, wokół którego krystali­
zuje się jedność narodowa, jest władza. Cechą
charakterystyczną dla całego Bliskiego Wschodu
jest kult jednostki. Nie wynika to bezpośrednio
z arogancji przywódców, a przynajmniej nie
jest ona podstawową przyczyną kultu. Chodzi
tu raczej o zjednoczenie społeczeństwa wokół
kolejnego symbolu. Lider zaczyna być utożsa­
miany z całym państwem do tego stopnia, iż
można wręcz mówić, że „przywódca to pań­
stwo". Wizerunek prezydenta przestaje przed­
stawiać tylko człowieka. Nabiera on charakte­
ru symbolu porównywalnego do flagi czy też
herbu. Długie rządy pojedynczego przywódcy
wzmacniaia stabilność kraiu. Problem poiawia
siew momencie zmiany władzy. Kiedy odchodzi
człowiek bedacy symbolem państwa wstrząsa to
podstawami całeJo systemu Dla zapobieżenia
takim oerturbaciom które mopa zawozić nawet
istnieniu kraiu powstaia wręcz całe dynastie
Widzimy to w Syrii « l z e przywódca został Ba '
szir al-Assad, syn zmarłego prezydenta Hafeza
al Assada 'W EriDcieiuż teraz gdy ieszcze rza
24

dzi Hn,ni Mnbfr.k w i d . ć d z i a n i nrezvdent

Kwestia tożsamości arabskiej ma jeszcze je­
den aspekt, który odnajduje swój wyraz w panarabizmie jako tendencji politycznej. Chociaż
ruch ten miał swoje apogeum w latach pięćdzie­
siątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, nadal
jest obecny i znacząco wpływa na kształtowanie
się regionalnej polityki zagranicznej .
W amerykańskiej polityce ideologia jest pra­
wie synonimem politycznego ekstremizmu. Po­
dobne reakcje wywołał panarabizm w latach
pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. W oczach
A m e r y k a n ó w jawił się jako kolejna utopijna
idea, która może prowadzić do niebezpiecz­
nych eksperymentów państwowych. Poważną
rolę w takim postrzeganiu miała inna ideolo­
gia, która w tym czasie ogarniała wiele krajów
- komunizm. Europa miała wówczas nieco
inne podejście do tego problemu, a powody były
wielorakie. Europejczycy, ze względu na swoją
historię i tradycje, zawsze byli bardziej otwarci
na. nowe idee. Także europejska polityka za—
wiera dużo więcej ideologicznych elementów
niż amerykańska. Wreszcie powód najbardziej
bezpośredni- Europa właśnie wtedy wychodziła
z epoki kolonialnei i miała zupełnie inne oodei
ście do obszaru Bliskiego Wschodu .
27

28

a

nosm ivmoarak, wiaac oziaiama prezydenta
zmierzające do uczynienia swoim następcą syna
na, władzę po m m oPjąlPy ktorys z jego synów
laKaKontynuacjajestoczywisciejaKnajPardziej
usankcjonowana w krajach arabskich gdzie
panuje monarchia. Za powstawaniem dynastii
(także tych tikcyjnych) przemawia także spu­
ścizna kulturowa państw arabskich, zarówno
ta bardziej współczesna, jak dalsza, starożytna.
1 roblem kultu jednostki jest niezrozumiały dla
przedstawicieli Zachodu, chociaż Europa dopie¬
ro niedawno się od niego uwolniła .

Ideologie rodzą się wskutek dążeń do zmian
istniejącego systemu politycznego i socjalnego.
W takiej sytuacji między obrońcami starego
porządku a propagatorami zmian dochodzi do
debaty. Podczas takich debat rodzą się zasadnicze
postulaty ideologii. W formalnym języku można
powiedzieć, że ideologia jest obszerną, systema­
tyczną krytyką danego systemu społeczno-poli­
tycznego i zarówno opisuje system, jak i wzywa
ludzi do jego obrony, zmiany albo obalenia. Ide­
ologia jest zarówno analizą, jak i wezwaniem do
działania .
29

24

Ibid., s. 55-57.

2 7

R.M. Coury, op. cit., s. 249-281.

25

D . Sobelman, Gamal Mubarak President of Egypt?,

28

R.S. Humphreys, op. cit., s. 60-61.

2 9

A.B. Shukri, Islam and Democracy, [w:] D . Graham,

„Middle East Quarterly", Spring 2001, vol. V I I I , Number 2.
26

M . Barnett, op. at., s. 271-296.

M . Tessler (red.), op. cit., s. 116-130.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

Kolejną cechą ideologii jest jej utopijność. Każ­
da zawiera program, który ma na celu stworzenie
nowego doskonałego systemu społeczno-politycz­
nego. Utopijny cel zazwyczaj jest przedstawia­
ny jako powrót do mitycznego Złotego Wieku.
Obok niego prawie zawsze pojawia się jakiś me­
tafizyczny schemat. Może on być albo całkowicie
materialistyczny (jak w marksizmie-leninizmie),
albo opierać się na religijnych założeniach (ma
to miejsce w ideologiach islamskich). Wreszcie
można stwierdzić, że przekaz ideologiczny jest
równocześnie racjonalny i wysoce emocjonalny.
Taka jego forma ma za zadanie skłonić ludzi do
działania. Ideologia musi się wyrażać za Domoca
idei i symboli które wymuszaia natychmiastowa
i instynktowna reakcie Można ia wesprzeć zło
zonymi argumentam iracionalnymi ale na arenie
nohtyczne, większy wnływ osiara sie za nomoca
ostentacji sioranów Z tvch samych nowodów
ideolodzy wolą trzymać się rzeczy prostych".
Arabski nacjonalizm nie odbiega zbytnio
swoim charakterem od innych ideologii, jednak

79

tym, co go wyróżnia, są fundamenty Można po­
wiedzieć, że idea ta istniała w świadomości Ara­
bów od momentu utraty niepodległości. Oczy­
wiście, nie wszyscy Arabowie byli tego świadomi
i nie wszyscy rozumieli problem. Świadomość
narodowa na świecie pojawiła się stosunkowo
niedawno - w Europie na przełomie X V I I I
i X I X wieku, a na Bliskim Wschodzie jeszcze
później. Jednakże istniało pojęcie jedności czy
też wspólnoty, poważnie wspierane przez is­
lam. Panarabizm w swojej zasadniczej formie
ukształtował się pod znacznym wpływem nacionalizmu młodotureckiego Późnieisze wydarżenia w Palestynie i pojawienie się w regionie
kolejnego bardzo silnego nacionalizmu — syioniz m u - były katalizatorem dalszych zmian*.
Pomiędzy nacjonalizmem arabskim i turec­
kim występują zasadnicze różnice. Turecki dzia­
łał w jasno określonych granicach państwowych,
arabski zaś zwracał się do wszystkich terenów,
które historycznie znalazły się pod arabskim pa­
nowaniem. Ma dużo głębsze podłoże i rozleglejsze cele. Na początku miał zaleczyć rany zadane
mitycznemu imperium arabskiemu przez historię.
Dążył do zmian na obszarze całego regionu .
Idea panarabizmu konkuruje z interesem
narodowym. Interes państwa nie zawsze jest
zbieżny z ogólnoarabskim. Rodzący się konflikt
ma zasadniczy wpływ na powstawanie szkieletu
polityki zagranicznej poszczególnych państw
regionu. Dobrym tego przykładem jest sytuacja
Egiptu i polityka egipska wobec konfliktu izra­
elsko-palestyńskiego, a w szczególności relacje
z samym Izraelem. Nawet wobec tak ważnego
dla wszystkich Arabów problemu jak konflikt
izraelsko-palestyński zgoda istnieje tylko ofi­
cjalnie Nieoficjalnie dochodzi na tym polu do
częstych spięć i konfliktów. Każde z państw
ma
32

FOT. MARIKA MODZELEWSKA

3 0

R.S. Humphreys, op. cit., s. 60-62.

31

J.P. Lorenz, Egypt and the Arabs: Foreign Policy and

the Search for National Identity, Westview Press, Boulder
1990, s. 24-25.

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

3 2

R.M. Coury, op. cit., s. 249-281.

�80

Filip Cyganik

trochę inną wizję rozwiązania problemu, jedno­
cześnie próbując zrealizować przy okazji własne
cele polityczne .
Interesującą kwestią jest stosunek panarabizmu do islamu. Nie wszyscy Arabowie są mu­
zułmanami - spory ich odsetek wyznaje różne
odmiany chrześcijaństwa. Aby nacjonalizm mógł
osiągnąć zamierzony cel - zjednoczenie Arabów
- musiał odsunąć się nieco od islamu, choć nie
oznaczało to zanegowania islamu jako podstawo­
wego fundamentu arabskości. Obecnie znaczenie
panarabizmu maleje, częściowo w wyniku zwięk­
szenia się roli religijnego fundamentalizmu . Pró­
by przekształcenia panarabizmu w panislamizm
od początku skazane były na porażkę. Islam przy
całej swojej zdolności do spajania społeczeństw nie
jest w stanie doprowadzić do powstania wspólnoty
tych wszystkich całkowicie odrębnych narodów.
Pomimo historycznej roli Arabów w islamie nie
stanowią oni większości muzułmanów, 2L wręc z
przeciwnie - to stosunkowo niewielki procent
całei muzułmańskiei społeczności. Tak bvło na­
wet w czasach największego rozkwitu imperium
muzułmańskiego .
33

34

35

Arabski nacjonalizm znacząco wpłynął na
kształt polityki zagranicznej regionu. Najwięk­
szy jego wybuch nastąpił w 1952 roku i trend
ten nasilił się jeszcze za rządów Nassera, który
był jednym z jego największych orędowników.
Skutkiem tego było powstanie w 1958 roku
Zjednoczonej Republiki Arabskiej, w której
skład wchodziły Egipt i Syria. Paradoksalnie
ruch, który miał zjednoczyć wszystkich Arabów,
doprowadził do jeszcze większych rozłamów
w regionie. Po dwóch stronach barykady stanęły
naprzeciw siebie monarchie i państwa nowego
porządku. Duży wpływ miała na tę sytuację

postawa samego Nassera, który dążył do obję­
cia przywództwa nad całym arabskim światem.
Konflikt przyjął kształt walki starego z nowym
i przekreślił wszystkie idee, które reprezentował
panarabizm .
Do roku 1967 dążenia panarabskie zostały
znacząco zahamowane. Najpierw w 1961 roku
pokojowo, aczkolwiek w atmosferze zgorzknie­
nia, rozpadła się Zjednoczona Republika Arab­
ska. Pogorszyła się współpraca Egiptu i Iraku po
rewolucji z 1958 roku. Zaistniały też poważne
napięcia w regionie pomiędzy tradycyjnymi rzą­
dami Jordanii i Arabii Saudyjskiej a rewolucyj­
nymi władzami Egiptu, Iraku i Syrii, które na
dodatek same ścierały się między sobą. Nastał
okres, który można nazwać arabską zimną woj­
ną. Miejscem walk stał się przede wszystkim
Jemen, gdzie rozpoczęła się wojna domowa,
w którą po przeciwnych stronach zaangażowały
się między innymi Arabia Saudyjska i Egipt .
Panarabizm nie zniknął z arabskiej sceny wraz
ze śmiercią Nassera. Pojawiał się jeszcze wielo­
krotnie w programach wielu organizacji arabskich.
Można się zastanowić, czy atak iracki na Kuwejt,
czyli historycznie bezprecedensowa napaść jedne­
go państwa arabskiego na drugie, bądź późniejsza
interwencja amerykańska w 1991 roku, poparta
zresztą przez większość państw arabskich, nie
zniszczyły go definitywnie. Na pewno j u ż wcze­
śniej przywódcy arabscy zdali sobie sprawę, że
jest to utopijna idea. Choć zawiódł jako efektyw­
na ideologia zdolna do mobilizacji całego świata
arabskiego, to jednak nadal odgrywa sporą rolę
w regionie. Jednym z jego przejawów jest istnie­
nie Ligi Arabskiej. Organ ten, przy całej swojej
słabości, realizuje przynajmniej część postula­
tów arabskiego nacjonalizmu. Ponadto należy
36

37

33

J.P. Lorenz, op. cit., s. 20-23.

3 7

34

M . Kerr, The Arab Cold War: Gamal Abd al-Nasir and

Ibid., s. 65.

His Rivals. 1958-1970, Oxford University Press, Oxford

35

R.S. Humphreys, op. cit., s. 63-67.

1971, s. 21-34.

3 6

J. Jankowski, Nasser's Egypt, Arab Nationalism, and the

United Arab Republic, Lynne Rienner Publishers, Boulder
2002, s. 27-36.

MRBARZVNCA

1 (14) P009

�„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

podkreślić, że pomimo swojej utopijności nadal
jest podstawowym ciałem reformatorskim, które
przyciąga wielu idealistów .
Zasadniczy problem, który staje przed każ­
dym arabskim politykiem, to takie kreowanie
polityki zagranicznej swojego kraju, by nie do­
chodziło do zbyt drastycznego konfliktu między
dwoma interesami: panarabskim i narodowym.
Należy pamiętać, jak dramatyczne było dla pre­
zydenta Egiptu Anwara Sadata podpisanie poko­
ju z Izraelem. Odebrano to jako wielką zdradę
arabskiego interesu. Przedłożenie partykular­
nego interesu Egiptu nad ogólnoarabskim jest
dowodem nie tylko wielkiej odwagi politycznej
Sadata, ale i tendencji, które zaczęły się poja­
wiać w regionie j u ż wcześniej. W rzeczywistości
można mówić o politycznej hipokryzji poszczęgólnych przywódców arabskich krytykujących
i piętnujących swoich sąsiadów za przewinienia,
których sami się dopuszczają .
38

39

5. Sacrum
i polityka

i profanum,

religia

Kolejną kwestią w a ż n ą dla zrozumienia
arabskiej polityki jest obecność w niej elemen­
tów religijnych. Pogląd, że w islamie nie ma
rozróżnienia między polityką i religią, jest głę­
boko zakorzeniony w zachodnich umysłach. To
przekonanie jeszcze bardziej upowszechniają
islamscy aktywiści, głoszący je przy każdej oka­
zji. Tymczasem w rzeczywistości żaden badacz
obserwujący Bliski Wschód nie jest w stanie
dokładnie określić, w jak dużym stopniu religia
wpływa na arabską politykę zagraniczną .
Od późnych lat siedemdziesiątych wszystkie
liczące się ruchy polityczne nawiązują w swoich
40

3 8

R.S. Humphreys, op. cit., s. 65-72.

81

programach do islamu. Nawet nacjonaliści, któ­
rych ideologia dotychczas odchodziła od muzuł­
mańskich korzeni, zwrócili się w kierunku religii.
Przywódcy, którzy dawniej prowadzili zsekularyzowaną politykę, z różnych przyczyn zaczęli
akcentować swoją wiarę. Dobrym przykładem
może tutaj być Saddam Husajn i jego nagły zwrot
ku symbolice religijnej. W tym samym czasie
ze sceny politycznej zaczął znikać marksizm.
Obecnie prawie wszystkie arabskie ugrupowania
polityczne w swoich programach podkreślają rolę
islamu. Podczas każdej politycznej debaty pojawia
się temat islamu i jego roli w kształtowaniu się
nowoczesnego państwa arabskiego .
W świetle wydarzeń, które miały miejsce na
Bliskim Wschodzie w ciągu ponad dwudziestu
kilku lat, trudno sobie wyobrazić arabską po­
litykę oddzieloną od religii. Z drugiej strony,
pojawia się pytanie, czy można traktować taką
politykę jako racjonalną. W rzeczywistości prob­
lem jest tylko pozorny i wynika raczej z naszej
definicji polityki zagranicznej. W zachodniej
kulturze przyjęło się rozdzielać państwo od
religii. Wpływ religii na politykę u w a ż a się za
niekorzystny i poważnie ograniczający jej cele
i funkcjonowanie .
Jednakże islam należy raczej traktować jako
coś więcej niż zwykłą doktrynę wiary. Stanowi
on uniwersalny system, który zawiera nie tylko
wiarę czy obrzędy. Islam daje również wielką
ilość dróg do zrozumienia otaczającego świata
i istnienia w nim. M u z u ł m a n i e nie podążają
jedną ścieżką, lecz często wybierają takie, które
wzajemnie się wykluczają. Można to zaobser­
wować na podstawie różnorodności ugrupowań
religijnych i politycznych. Kompleksowość isla­
mu i jego monolityczny charakter sprawiają, że
41

42

42

E. Sivan, Why Radical Muslims Aren't Taking Over

3 9

J.D. Green, op. cit., s. 611-625.

Governments, „Middle East Quarterly", December 1997,

4 0

A.B. Shukri, op. cit., s. 131-133.

vol. IV, Number 4.

41

M . Tessler, M . Grobschmidt, Democracy in the Arab

World and the Arab-Israeli

Conflict, [w:] D . Graham, M .

Tessler (red.), op. cit., s. 152-158.

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

�Filip Cyganik

82
stanowi on podstawę i fundament całej kultury
arabskiej oraz oddziałuje nawet na Arabów
chrześcijan. Jak j u ż była mowa wcześniej, kul­
tura jest jednym z czynników wpływających na
kształt polityki zagranicznej. Islam, będąc jej
podstawowym składnikiem, siłą rzeczy tworzy
swój niezatarty ślad na polityce arabskiej .
W żadnym kraju muzułmańskim nie jest obec­
nie możliwe prowadzenie polityki, która w swoich
założeniach całkowicie odsuwa się od islamu. Na­
wet wkrajach, które przodują w sekularyzowaniu
polityki, takich jak Turcja czy Egipt, religia odgry­
wa zasadniczą rolę opiniotwórczą. Bardzo trudno
jest przeprowadzić linię oddzielającą w zagranicz­
nej polityce arabskiej sacrum i profanum. Można
się więc zastanawiać, czy to jest w ogóle koniecz­
ne. Porównywanie muzułmańskiej i europejskiej
czy też amerykańskiej polityki zagranicznej tylko
przez pryzmat roli i znaczenia religii poprowa—
dzi do nieprawdziwych wniosków. Niezależnie
od naszei krytycznei postawy wobec tei kwestii
należy pamiętać ze obiektem oceny jest polityka
zagraniczna Założenie, ze przez sam fakt udzia¬
łu islamu staje się gorsza, jest niedopuszczalne
Oznaczałobv to krytykę samej kultury arabskiei
która bezsprzecznie ma udział w tworzeniu pohtvki Takie zarzutv Drowadza zaś na trzaski grunt
wartościowania kultur .
43

44

6. M i t d e m o k r a c j i
Zagadnienie demokratyzacji regionu czę­
sto jest przedstawiane jako szansa na pokojowe
rozwiązanie wielu zapalnych kwestii na Bliskim
Wschodzie. Widzi się w niej drogę do racjonaliza­
cji i uelastycznienia arabskiej polityki zagranicz­
nej. Próby zaszczepienia demokracji w regionie
wywołują wiele sceptycyzmu . Pomimo globalne­
45

go trendu do powszechnej demokratyzacji społe­
czeństwa arabskie wydają się bardzo odporne na
zmiany. W 1989 roku na 12 państw na świecie,
które nawet symbolicznie nie nawiązywały do
demokracji w swojej oficjalnej polityce i dokumen­
tach, osiem leżało na Bliskim Wschodzie (były to:
Bahrajn, Kuwejt, Liban, Katar, Arabia Saudyjska,
Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Jemeń­
ska Republika Arabska) . Warto nadmienić, iż
w przypadku Libanu system podziału stanowisk
w oparciu o klucz religijny, mimo że taki dobór
wydaje się odległy od zachodniego wyobrażenia
demokracji, był jedyną drogą do zapewnienia
przedstawicielom wszystkich wyznań wpływu na
politykę państwa.
46

Jednak pomimo oporu wobec demokratyza­
cji nie można zaprzeczyć, że zmiany następują.
Nie są to oczywiście reformy mające charakter
ciągły, lecz raczej następujące skokowo. Nie
wszystkie zakorzeniają się także w arabskich
systemach państwowych. Część tych przemian
wywołana jest przede wszystkim słabością obec­
nych reżimów, które mając bardzo małe popar¬
cie w społeczeństwach, starają się w ten sposób
utrzymać przy władzy. Dużą rolę odgrywają
również aspekty ekonomiczne, które zmuszają
kraje arabskie do uelastyczniania swojej poli­
tyki gospodarczej. Wreszcie ostatnią przyczyną
inicjowania procesów demokratyzacyinych być
może najbardziej decyduiaca sa naciski ze stro
ny państw zachodnich. Obalenie' władzy Talibów w Afganistanie i reżimu Saddama Husajna
w Iraku zmusza pozostałe rządy do poważne¬
go zrewidowania swojej pozycji i przynajmniej
częściowego nodnorzadkowan a sie światowym
trendom w obawie o swój przyszły los .
47

W sytuacji znaczącego odrodzenia się funda­
mentalizmu pojawia się pytanie o stabilność po-

43

R.S. Humphreys, op. cit., s. 131-133.

4 6

44

J.D. Green, op. cit., s. 611-625.

Graham, M . Tessler (red.), op. cit., s. 16-17.

45

A.R. Norton, Breaking Through the Wall of Fear In the

4 7

Arab World, „Current History" (January 1992), s. 37-41.

J.L. Ray, The Future of International War, [w:] D .
D . Pipes, Throwing out the Rulebook, „New York Post",

June 17, 2003.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

tencjalnej demokracji w państwach islamskich.
Za negatywny przykład podaje się najczęściej
Algierię, która nie sprostała temu problemowi.
Być może obawy te nie są jednak bardzo uza­
sadnione. W wielu państwach demokratycznych
istnieją znaczące siły antydemokratyczne, które
jednak nie są w stanie zniszczyć panującego
systemu. Może to potwierdzać opinię, że demo­
kracja potrafi się sama obronić . Jeśli za proce¬
sem demokratyzacji pójdą reformy gospodarcze,
to frustracja i niezadowolenie - podstawowe
przyczyny tak dużej siły organizacji fundamentalistycznych - beda mnieisze Również do¬
puszczenie radykalnych ugrupowań do władzy
może przynieść im spadek popularności kiedy
me beda mody sie wywiązać z realizacii swoich
populistycznych haseł .
48

49

Demokratyzacja ustrojów p a ń s t w o w y c h
może się nieoczekiwanie przyczynić także do
częściowego rozwiązania niepokojącej kwestii
radykalizowania się ugrupowań fundamentalistycznych. W krajach arabskich dominują tylko
dwa rodzaje systemów politycznych: rządy au­
torytarne oparte na silnym przywódcy i wspiera­
jącej go grupie wojskowych dowódców (mające
czasem pozory demokracji) oraz monarchie
absolutne.
W obu przypadkach można zauważyć zinsty­
tucjonalizowanie celów politycznych i brak wol­
ności. Dla wsparcia władzy stworzono bardzo
efektywny system przymusu i ograniczeń kon­
trolowany przez tajne służby. Ta sytuacja powo­
duje silne dążenia do zmian, wzmagając konflikt
pomiędzy młodszym, lepiej wyedukowanym
pokoleniem Arabów, a zwolennikami obecnych
rządów. Opozycja ta jednak w większości nie

proponuje zmian idących ku demokracji, lecz
bardziej skłania się ku islamowi jako drodze ku
przyszłości. Dzieje się tak w wyniku upadku
innych ideologii, zwłaszcza socjalizmu. Funda­
mentalizm wypełnia pustkę ideologiczną .
Fundamentaliści, którzy wzywają do prze­
budowy państwa w oparciu o „czysty" islam,
Koran i Sunnę, mają tendencję do ignorowania
potrzeby prawdziwych socjoekonomicznych re­
form. Ich wizja państwa zasadniczo nie odbiega
od wyglądu obecnych autorytarnych reżimów.
Jeśli jednak w wyniku chociażby częściowej
demokratyzacji otworzy się możliwość przed­
stawienia większej liczby koncepcji przyszłego
kształtu państwa i jego polityki, prawdopodob­
nie nie sprostają sytuacji. Program oparty tylko
na negacji i islamie z czasem przestanie być
wystarczałaco atrakcyjny dla reszty społeczeń¬
stwa Być może w ruchu fundamentalistycznym
zaistnieje wówczas konieczność przeprowadzęnia zmian co doprowadzi do powstania nowei
konceccii państwa i wyboru islamskiei" drog
ku demokracji .
50

51

Absolutnie jednak nie należy przeceniać roli
demokratyzacji na Bliskim Wschodzie. Choć
ten proces może poważnie zreformować świat
arabski i jego politykę zagraniczną, obecnie jest
w stagnacji i nie stanowi jedynego rozwiązania
wszystkich problemów. Częściowe czy nawet
całkowite zdemokratyzowanie Arabów nie przy­
niesie automatycznie pokoju w regionie. Może
tylko ułatwić drogę ku pokojowemu rozwiąza­
niu konfliktu arabsko-izraelskiego , lecz nie
zmieni poglądów przeciętnych obywateli, które
są bardzo antyizraelskie i anty amerykańskie. Co
gorsza sama demokratyzacja bez zmian w regio52

48

E. Sivan, op. cit.

51

4 9

R.L. Rothstein, Democracy in the Third World, [w:] D .

op. cit.

Graham, M . Tessler (red.), op. cit., 78-81.
5 0

J. Al-Suwaidi, Arab and Western Conceptions of

Democracy, D . Graham, M . Tessler (red.), op. cit.,
s. 92-93; zob. również E. Sivan, op. cit.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

83

52

J. Al-Suwaidi, op. cit., s. 93-95; zob. również E. Sivan,
M.C. Desch, Democracy and Victory: Why Regime Type

Hardly Matters, „International Security", 27.2 (2002),
s. 5-47.

�Filip Cyganik

84
nie może doprowadzić do zaognienia sytuacji,
zwłaszcza gdyby do władzy doszły siły o całko­
wicie antyizraelskim nastawieniu. Przy analizie
tej kwestii nie można bowiem zapomnieć o jesz­
cze jednej przyczynie tak dużego znaczenia
fundamentalistów. Oprócz sprzeciwu wobec
aktualnych władz bazują oni także na konflikcie
z Izraelem, dzięki czemu uzyskują sporą gru­
pę zwolenników. Dlatego aby demokratyzacja
mogła przynieść trwałe zmiany, konieczne jest
przynajmniej częściowe rozwiązanie najbardziej
zapalnych problemów politycznych regionu .
53

7.

Przykładem może być tutaj zachowanie Sadda­
ma Husajna, który swoich współpracowników
dobierał głównie z obszaru rodzinnego miasta
Tikrit . Pomimo powstania arabskich struktur
państwowych podstawą identyfikacji jednostki
jest przede wszystkim rodzina, a nie państwo,
grupa etniczna czy stowarzyszenie zawodowe .
Przekłada się to także na sytuację polityczną.
W Arabii Saudyjskiej władzę sprawuje rodzina
Saudów. Dominująca rola jednej rodziny wy­
stępuje także w szejkanatach Zatoki Perskiej,
Omanie i pozostałych monarchiach arabskich.
Nawet w Syrii i Libanie władza znajduje się
55

56

Rodzina i p a t r i a r c h a t

Socjologicznie ludy Bliskiego Wschodu słyną
z lojalności wobec rodziny, rytuałów gościnności
i mediacji. Ród i plemię nadal mają ogromne
znaczenie we współczesnym arabskim społe­
czeństwie, zwłaszcza w krajach, gdzie nie wy­
stępuje silna scentralizowana władza. Arabska
rodzina ma charakter patriarchalny. Nadaje on
rodzinie genealogiczną spoistość i wpływa na
socjalny charakter życia .
Na szczycie rodzinnej piramidy znajdu­
je się przywódca, lider (zaim). Jego zadaniem
jest ochrona rodziny, kontrolowanie jej funk­
cji, a także angażowanie się w rozwiązywanie
sporów wewnątrz grupy i konfliktów z innymi
rodzinami. W ten sposób głowa rodziny staje
się również sędzią i mediatorem. Kontroluje
solidarność między członkami rodziny. Wystę­
puje również jako ambasador rodziny wobec
osób postronnych. Na obszarze, gdzie występu­
je większa liczba rodzin, zaimowie tworzą radę
(zuama). Podczas próby analizy socjologicznego
i politycznego zachowania Arabów należy zdać
sobie sprawę że na Bliskim Wschodzie nadal
ogromną rolę odgrywają więzy pokrewieństwa.
54

FOT. MARIKA MODZELEWSKA

53

J. Al-Suwaidi, op. UL. s. 83-87.

5 6

54

R.S. Humphreys, op. cit., s. 227-233.

Context: Some Conceptual Questions, „Peace and Change",

55

Ibid. s. 113-120.

vol. 21, Number 1 (January 1996), s. 22-40.

M . Abu-Nimer, Conflict Resolution in an Islamic

BARBARZVftCA

1 (14) P009

�„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

i Chamoun, sunnickiej es-Sohl i Salam czy druzyjskiej Jumblatt .
To właśnie poczucie przynależności do wspól­
nej „rodziny" arabskiej jest jednym z fundamen­
tów zaangażowania się w stosunki palestyńskoizraelskie także tych państw arabskich, które de
facto nie są stroną w konflikcie. Podobna sytuacja
miała miejsce podczas wojny iracko-irańskiej,
kiedy pomimo animozji większość państw arab­
skich poparła Irak (poza tzw Frontem Odmowy
tworzonym przez Syrię, Libię, Algierię, Jemen
Południowy oraz OWP).
57

Jako strategia na przetrwanie patriarchalny
system na Bliskim Wschodzie przez wiele wie­
ków w różnych systemach społecznych, eko­
nomicznych i politycznych udowadniał swoją
elastyczność i skuteczność. Więzi pokrewień­
stwa i związane z nimi praktyki są częścią dzie­
dzictwa cywilizacyjnego regionu. Pojawiają się
w każdym aspekcie życia - społecznego, poli­
tycznego, religijnego czy artystycznego .
Patriarchalizm w swoistej wypaczonej formie
zdeterminował politykę wielu arabskich polity­
ków. Do roli „ojca" i lidera rodziny arabskich
narodów pretendowali Gamal Abd el-Nasser,
Muammar Kadafi czy Saddam Husajn. Dąże­
nia do dominacji w regionie sankcjonowały ich
wszystkie decyzje polityczne. Postawy takie nie
są na Bliskim Wschodzie odosobnione. Z podob­
nymi roszczeniami występuje rodzina Saudów.
Władcy Arabii Saudyjskiej argumentują, iż to,
że opiekują się najświętszymi miejscami islamu,
predestynuje ich do roli liderów.
58

8. Relacja p a t r o n - k l i e n t
W społeczeństwie bliskowschodnim wystę­
puje jeszcze jedna relacja, która determinuje jego

strukturę oraz wpływa na charakter konfliktów
w regionie. Jest to więź patron - klient. System
kliencki zmusza poszczególne jednostki do po­
zostawania na swoich miejscach i korzystania
z opieki silniejszego opiekuna. Relacje klienckie
i brak obywatelstwa w zachodnim sensie tego
słowa mają głębokie znaczenie dla pojedna­
nia i procesów redukcji konfliktów na Bliskim
Wschodzie .
Relacje patron - klient odgrywają także dużą
rolę na wyższym poziomie arabskiego życia po­
litycznego. Jako przykład takich więzi można
podać kontakty łączące kraje arabskie z OWP.
Palestyńczycy zawsze szukali wsparcia wśród
państw arabskich. Wielokrotnie współpraca ta
nie przynosiła żadnych efektów i kończyła się
wzajemnymi animozjami i oskarżeniami, co
miało miejsce w Jordanii czy Libanie. OWP,
jako największa i najbardziej wpływowa orga­
nizacja palestyńska, zwracała się o pomoc do
kilku państw arabskich: Syrii, Jordanii, Iraku
i wreszcie Egiptu To właśnie Egipt bedac arab¬
skim liderem i krajem liczącym się na arenie
międzynarodowej od kilkunastu lat pomimo
wielu napięć pozostaie naileoszvm i naibardziei
loialnvm patronem OWP. Władze egipskie sa
obecne podczas prawie każdych negocjacji na
wszystkich etapach procesu ookoiowe J Arafat
wielokrotnie odwiedzał Mubaraka i konsultował
z nim swoją politykę
59

60

W oparciu o podobne relacje Teheran sko­
rzystał z możliwości uzyskania statusu patrona
Hamasu, palestyńskiego Islamskiego Dżihadu
oraz przede wszystkim libańskiego Hezbollahu.
Władze irańskie starają się rozszerzyć te relacje
na całą społeczność szyicką, a nawet muzułmań­
ską. Wiedza o nich jest ważna o tyle, że w razie
zaistnienia konfliktu, w którym bierze udział

59

E.G. Irani, op. cit.

Conflicts, „Middle East Review of International Affairs",

60

B. Rubin, Israel, the Palestinian Authority, and the Arab

vol. 3, Number 2, June 1999.

States, „Middle East Review of International Affairs",

5 7

58

E.G. Irani, Islamie Mediation Techniques for Middle East

85

M . Abu-Nimer, op. cit., 22-40.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

vol. 1, Number 4, December 1997.

�86

Filip Cyganik

klient, to właśnie patron jest jednym z głównych
mediatorów i doradców Częściowo tłumaczy to
więc tak duże zaangażowanie egipskie w kon­
flikt palestyńsko-izraelski .
61

9. Arabskie i muzułmańskie t e c h n i k i
mediacji
Konflikty oraz sposoby ich rozwiązywania
są integralną częścią stosunków międzynaro­
dowych i polityki zagranicznej poszczególnych
państw Specyfika arabskiej polityki zagranicznej
wynika z tego, iż islamska sztuka mediacji odbie­
ga swoim charakterem od metod stosowanych na
Zachodzie. Próby narzucenia zachodniego stylu
mediacji bez uwzględnienia specyfiki regionu
i tradycji kulturowych sprawiają, że negocjacje
stają się nie tyle utrudnione, co wręcz niemoż­
liwe. Wraz ze zwiększającą się wiedzą na temat
świata arabskiego i po szeregu nieudanych prób
rozwiązania kolejnych konfliktów badacze i teo­
retycy zaczęli zwracać większą uwagę na różnice
kulturowe nie tylko w zwyczajach ale również
w sposobie myślenia i rozumienia świata .
62

Wielu polityków i obserwatorów dostrzega
rozwiązanie konfliktu w oparciu o plany przy­
gotowane przez Stany Zjednoczone. Trzeba
jednak zdawać sobie sprawę, że projekty te są
tworzone przede wszystkim po to, aby ułatwić
i przyspieszyć proces pokojowy i normalizację
stosunków między Izraelem i jego arabskimi
sąsiadami. Traktaty pokojowe bazujące wyłącz­
nie na ekonomicznych i politycznych przesłan­
kach oraz przymusie bądź czysto strategicznych
rozważaniach nie mogą trwać zbyt długo, jeśli
nie towarzyszą im głębokie i racjonalne bada­
nia emocjonalnych podstaw strachu, nienawiści

i nieufności będących wynikiem tradycji, religii
i historii. Przy próbach zapewnienia pokoju na
Bliskim Wschodzie należy wszystkie te elementy
brać pod uwagę. W Libanie, Jordanii, Egipcie
i innych krajach Bliskiego Wschodu nauczanie
i praktyka rozwiązywania konfliktów są nadal
nowym zjawiskiem .
Chociaż konflikt jest pojęciem uniwersalnym
występującym w każdej społeczności ludzkiej
i w każdym kręgu kulturowym, różnice poja­
wiają się na poziomie przyczyn konfliktów i spo­
sobów ich rozwiązywania. We współczesnym
amerykańskim kontekście konflikt to sprzecz­
ności pojawiające się wtedy, gdy jednostki lub
określone grupy, działając na tym samym pozio­
mie, mają różne cele i interesy. Konflikt często
jest postrzegany jako symptom potrzeby zmian.
Jego efektem
być: separacja, wrogość, spór
cywilny, terroryzm lub wojna. Mozę tez jednak
pobudzić dialog reformy społeczne wzmocnić
relacje i prowadzić do pokoju .
63

64

Podstawowe założenie stworzone przez za­
chodnich teoretyków rozwiązywania konfliktów
jest takie, że każdy konflikt może i powinien
zostać w pełni rozwiązany. Filozofia, według
której każdy konflikt można kontrolować i roz­
strzygnąć, nie sprawdza się, kiedy mamy do
czynienia z innymi kręgami kulturowymi. Wie­
le konfliktów może być niezwykle trudnych do
rozwiązania, jeśli nie wniknie się w ich naturę.
Mogą przechodzić przez różne fazy wzrostu
i konfrontacji
fazy spokoju, a nawet powro­
tu do stanu pierwotnego .
65

Kolejne założenie amerykańskiej teorii roz­
wiązywania konfliktów mówi, że spory wybu­
chają zwykle z powodu różnic w interpretacji
danych, sprzecznych wartości, interesów i poglą-

61

E.G. Irani, op. cit.

63

M . Abu-Nimer, op. cit., s. 22-40.

62

E.G. Irani, Apologies and Reconciliation: Middle Eastern

64

J.L. Ray, The Future of International War, [w:] D .

Rituals, [w:] E. Barkan, A. Karn, Taking Wrongs Seriously:

Garnham, M . Tessler (red.), op. cit., s. 1-10.

Apologies and Reconciliation, Stanford University Press,

65

M . Abu-Nimer, op. cit., s. 22-40.

Stanford 2006, s. 135-144.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

dów. Według antropolog Laury Nader konflikt
jest skutkiem konkurencji pomiędzy co naj­
mniej dwiema stronami. Stroną może być osoba
prawna, rodzina, ród albo cała społeczność, ale
również organizacja polityczna, plemię, idea czy
religia. Konflikt jest spowodowany przez nie­
zgodne żądania albo cele, a długość trwania od­
różnia go od sporu albo krótkotrwałej konfronta­
cji wynikającej z chwilowej sprzeczności .
W zachodniej perspektywie konflikt może
mieć pozytywny wymiar i działać jak Cathar­
sis (oczyszczenie), dzięki któremu następuje
przedefiniowanie relacji między osobami, gru­
pami czy narodami. W ostatnim dziesięcioleciu
coraz częściej pojawiają się głosy nawołujące do
częstszego stosowania kompromisu i przebacze­
nia jako drogi do uzyskania trwałego pojedna­
nia między stronami. Jedna z głównych zasad
amerykańskiej teorii zarządzania konfliktem
mówi, aby obie strony starały się poznać podsta¬
wy żądań i interesów przeciwnika
zwróciły
większą uwagę na emocjonalne i historyczne
podstawy istniejących napięć szczególnie na
poczucie krzywdy: z jakich powodów występuje
i iakie sa iego przesłanki oraz siła W przypadku
narodów i grup etnicznych uznanie mezagojo
nych ran zadanych i otrzymanych w przeszłości
ułatwia rozwiązanie konfliktu 7 nsvcholopicz
66

nei nersnektywy Zachodu konflikt wybucha
noniewaz nie zostały zasnoko,one nodstawowe
notrzehv takie iak notrzeha schronienia iedze
nia nocznciawłasneiaodności miłości wiedzv
i J m o o k r e ś l e n i . N i L e W n i e tvrh n o t r z l

T
,
tycn potrzep
w połączeniu dotkliwym poczuciem krzywdy
nieuchronnie prowadzi do napięć, a nawet woj­
n y i lerwszym krokiem w procesie uzdrawiania
jest wzajemne poznanie przez wszystkie strony
P

87

swoich emocji, punktów widzenia i potrzeb. W
ten sposób najważniejszą umiejętnością, którą
przeciwnicy muszą rozwinąć, jest aktywne słu­
chanie .
Umiejętności komunikacji są podstawowe dla
rozwiązania konfliktu. W wielu kulturach sztu­
ka słuchania jest przesłonięta ciągłym przedsta­
wianiem argumentów i wzajemnym przekony­
waniem się. Przeciwnik nie ignoruje mówiącego
- raczej przygotowuje się, by mu odpowiedzieć.
Mediatorzy są szkoleni, by u w a ż n i e słuchać
wszystkich stron zaangażowanych w spór. Ak­
tywne słuchanie to metoda, dzięki której można
w pełni zrozumieć znaczenie przekazu. Me­
diacja jest natomiast jedną z najważniejszych
umiejętności używanych przez zachodnich spe¬
cjalistów w rozwiązywaniu konfliktu. Mediator
ma dwa podstawowe zadania Po pierwsze musi
przekonać strony że negocjacje mogą przynieść
sprawiedliwe rozwiązanie Po drugie musi być
zupełnie neutralny oraz posiadać wiedzę przy
gotowanie i charyzmę której me zakwestionuje
żadna ze stron
67

66

Obok mediacji kolejnym narzędziem w za­
chodnich procesach rozwiązania konfliktów są
negocjacje. Powinny się one bardziej skupiać na
długoterminowych celach i interesach n i ż do­
raźnych celach. W rzeczywistości mają niewiele
wspólnego z handlem, kiedy niezależnie od
charakteru negocjacji jedna ze stron zmuszona
jest do ograniczenia swoich żądań albo zaakcep­
towania kompromisu. W taki sposób nie można
osiągnąć zadowalającego i długotrwałego poro¬
zumienia w negocjacjach politycznych .
69

Tymczasem na Bliskim Wschodzie kwestia
konfliktów, mediacji i w ogóle relacji między­
ludzkich ma trochę inny charakter. Geografia

J.L. Ray, op. cit., s. 1-10.

69

6 7

E.G. Irani, op. cit.

W Ury, Gettingto Yes. Negotiating Agreement Without

68

A . H . Maslow, Motivation and Personality, Harper

Givingln,

6 6

Collins Publishers, New York-London 1987; zob. również
E.G. Irani, op. cit.

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

J.L. Ray, op. cit., s. 11-13; zob. również R. Fisher,
Penguin, New York 1991.

�88

Filip Cyganik

ma duży wpływ na relacje międzyludzkie. Od­
działuje na sposób, w jaki odczuwa się honor,
hańbę i chroni swoje ubogie zasoby. Arabski
Bliski Wschód to kilka różnych obszarów kli­
matycznych i geograficznych. Półwysep Arab­
ski charakteryzuje się pustynnym krajobrazem,
suchym klimatem i brakiem zasobów wodnych.
W Syrii, Libanie, Palestynie i Jordanii oraz czę­
ści Egiptu jest lepszy klimat, obfitsze są źródła
wody i więcej terenów uprawnych, choć i tutaj
występują niekorzystne pustynne obszary. Te
ekologiczne czynniki są podstawą, na której
wytworzyły się trzy zasadnicze rodzaje SpO —
łeczności: koczownicza, rolnicza i miejska. Nie
istniały obok siebie
oderwaniu lecz zacho­
dziły między nimi różne interakce nierzadko
konfliktowe .
70

Mimo że koczowniczy tryb życia - z powodu
powstania państw i ustalenia się granic, a także
kształtowania się tożsamości narodowej - jest
obecnie bardzo rzadki, to pozostawił głębokie
ślady w psychice, kulturze i tradycji arabskiej.
Obecnie społeczeństwa arabskie są pod wie­
loma w z g l ę d a m i bardzo do siebie podobne.
Jedną z podstawowych więzi zapewnia islam.
Nie mógłby się jednak stać podstawą kultury
arabskiej, gdyby nie odpowiadał na potrzeby
dawnych społeczności plemiennych i koczow­
niczego trybu życia
jego wszystkimi im­
plikacjami socj okuł turo wymi .
71

Religia to kolejny element kształtujący rela­
cje międzyludzkie. Bliski Wschód jako miejsce
narodzin trzech największych monoteistycznych
religii zawsze był regionem, gdzie religia była
bardzo ważna i wchodziła w symbiozę z pozosta­
łymi sferami życia. Takie socjokulturowe środo­
wisko zawsze wywołuje silne więzi między sferą
prywatną i publiczną, co odbija się na kształcie
relacji zachodzących między jednostkami i gru­

pami. Wjudaizmie ziemia (eretz), ludzie (ha'am)
i święta księga (tom) nie mogą zostać rozdzielone.
To samo odnosi się do islamu, który stanowi kod
działania zarówno społecznego, jak i duchowego.
Koran wskazuje wiernemu żyjącemu w ramach
islamskiego społeczeństwa (umma) kształt jego
relacji z Bogiem i ludźmi innej wiary oraz przed­
stawia metody rozwiązywania konfliktów. Warto
zaznaczyć, że chrześcijaństwo w arabskim świecie
jest pod tym względem bardzo podobne do juda­
izmu i islamu .
72

Społeczeństwa na Bliskim Wschodzie są zde­
finiowane przez rozmaitość etnicznych i religij­
nych tożsamości. Ormianie, Kurdowie, Żydzi,
Koptowie, Czerkiesi i wiele innych grup żyje
obok Arabów. Islam uczy, jak powinny wyglą­
dać relacje z tymi mniejszościami, w jaki spo­
sób rozwiązywać napięcia wynikające z życia
na wspólnym obszarze. Panowanie osmańskie
przyczyniło się do zmiany orientacji autoidentyfikacji z etnicznej na religijną. Mniejszości
nie były wynikiem pochodzenia etnicznego, ale
religii. Faktem jest że w większości przypadków
obie tożsamości się pokrywały. Miało to także
swoie niekorzystne implikacie Wraz ze zwiekszającą się obecnością Europejczyków na terenie
Turcji Osmańskiej chrześcijanie i Żydzi zaczęli
często bvć identyfikowani z dążeniami kolomal
nymi podawano w wątpliwość ichloialność Nie
p r z e s z k o d z i ł o to iednak arabskim chrześciianom
zostać pierwszymi orędownikami arabskiego
nacionalizmu 7 czasem wraz z unadkiem Im
nerium Osmańskiego i zmianam, w regionie

reliaiine asneklv konfliktów nrzeslałv mieć lak
d n ż e l n a J-ni/lUożna In ™ L ż v ć L nr vkła
auze znaczenie. M o ż n a
z a u w a ż y ć na p r z y K i a azie K o n r i K t u a r a P S K o - i z r a e i s K i e g o czy p a i e s t y n s K o - i z r a e l s K i e g o u n o c i a z w y s t ę p u j ą tu elementy
re igijne, K o n t l i K t y te me p o w s t a ł y na tle rozmc
7

r e l i g i j n y c h , ale
70

E.G. Irani, op. cit.

71

M . Abu-Nimer, op. cit., s. 22-40.

72

J.D. Green, op. cit., s. 611-625.

7 3

narodowych".

M . Barnett, op. cit., 271-296; zob. również J.D. Green,

op. cit., s. 611-625.

B A RB A R Z V HC A

1 (14)

P009

�89

„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

1 0 . Rytuał sulhpotencjalne
narzędzie rozwiązywania konfliktów
Kolejnym elementem procesu pojednania
są rytuały, które odbywają się podczas negocja­
cji, mediacji i godzenia się stron. Rytuały grają
ważną rolę w ludzkim zachowaniu, szczególnie
w kontroli konfliktów i łagodzenia antagoni­
zmów. N i m jednak zostaną one przedstawione,
należy najpierw wyjaśnić znaczenie terminu ry­
tuał. Przyjmuje się, że jest to działanie lub seria
działań, które trudno racjonalnie wytłumaczyć.
Jeśli jednak każde ludzkie działanie służy do­
konaniu czegoś lub zakomunikowaniu jakiejś
informacji, rytuał będzie związany zarówno
z komunikacją, jaki z działaniem. Wszystkie
poczynania istnieją natomiast w otaczającym je
środowisku kulturowym i tylko poprzez nie są
zrozumiałe i spełniają swoje zadanie .
Rytuał, dając członkom społeczeństwa in­
strukcje działania w określonych sytuacjach,
reguluje wzajemne relacje. Jego zadaniem jest
także integracja grupy poprzez tworzenie różno­
rakich więzi. W regionie takim j ak Bliski Wschód,
gdzie więzi łączące społeczeństwa w większe
zbiorowości albo nie istnieją, albo są bardzo
świeże, rytuały mają szczególne znaczenie. To
jedna z głównych przyczyn nierozumienia się
społeczności zachodnich i arabskich. W Euro­
pie i USA rytuały przestały odgrywać znaczącą
rolę i zostały ograniczone przede wszystkim do
religijnej sfery życia. Inaczej rzecz ma się na Bli­
skim Wschodzie, także z tego powodu, że inne
są relacje między sacrum a profanum '.
Zaniedbanie kwestii rytuałów to jeden z pod­
stawowych zarzutów wobec zachodnich technik
74

7

74

A. Al-Ramahi, Sulh. A Crucial Part of Islamie

Arbitration,

„LSE Legal Studies Working Paper", 12/2008.

mediacyjnych, które są za bardzo mechaniczne
i zawierają zbyt wiele elementów terapii psycho­
logicznej. W świecie, gdzie więzi pokrewień­
stwa, rola religii i relacje patron - klient są tak
silne, nie można bezkrytycznie stosować zasad
odnoszących się do realiów zachodnich. Zanim
przejdzie się do rozwiązywania konfliktów na
większą skalę, takich jak konflikt arabsko-izraelski, należy się przyjrzeć, jak rozwiązywane są
konflikty zachodzące pomiędzy jednostkami,
w rodzinach albo między rodzinami lub plemio­
nami. Warto zwrócić uw agę n 2L tradycję, która
często sama dostarcza rozwiązań .
76

W arabskim czy też muzułmańskim społe­
czeństwie występują określone rytuały, które za­
wierają instrukcje, jakie działania należy podjąć,
by kontrolować i rozwiązać konflikt. Należy do
nich rytuał sulh (umowa, ugoda). Jego począt­
ki wiążą się ze społecznością plemienną i rol­
niczą. Sulh akcentuje bliskie więzi pomiędzy
psychologicznymi i politycznymi wymiarami
życia zbiorowego. Jest oparty na założeniu, że
napięcia między jednostkami i grupami będą się
wzmagały jeśli nie zostaną uznane wybaczone
i odkupione .
77

W Libanie sulh nie jest uznawany przez
oficjalne prawo, ale toleruje się go na terenach
wiejskich, gdzie władza państwowa jest słaba.
W Jordanii uznawany jest za narzędzie prawne
i traktowany jako spuścizna po tradycji beduińskiej. W Izraelu sulh stosują Palestyńczycy
zamieszkujący osady w Galilei. W niektórych
krajach, takich jak Liban czy Jordania, rytuał
ten należy do sfery tak zwanej prywatnej spra­
wiedliwości, która nie podlega kontroli państwa
i oficjalnego sądownictwa. Często jednak nawet

Winter 2008, s. 127-144. M . Khadduri, Sulh, [w:]
C E . Bosworth, E. van Donzel, WP. Heinrichs,

75

M . Abu-Nimer, op. cit., s. 22-40.

G. Lecomte (red.), The Encyclopedia of Islam, vol. I X ,

7 6

E.G. Irani, op. cit.

Brill, Leiden 1997, s. 845-846.

7 7

M . Gellman, M . Vuinovich, Prom Sulha to Salaam,

„Conflict Resolution Quarterly", vol. 26, Number 2,

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

�90

Filip Cyganik

oficjalne organy prawne optują za jego zastoso­
waniem .
Sulh to element prawodawstwa muzułmań­
skiego. Według szarłatu jego celem jest zakoń­
czenie konfliktu i wrogości między członkami
stron, aby mogli dalej żyć w dobrych stosunkach.
Wmahometańskim sądownictwie sulh jest formą
kontraktu (akd) prawnie obowiązującego na po­
ziomie indywidualnym i pomiędzy plemionami.
Obie strony zgadzają się na zaniechanie walk i za­
warcie pokoju (muwadaa) na określony czas. Pu­
bliczny jm/A jest podobny do traktatu pokojowego
między dwoma krajami. Zwykle ma miejsce, kie­
dy dochodzi do konfliktów między dwoma albo
większą liczbą plemion, które mogą się zakończyć
wyniszczeniem wszystkich stron .
78

79

Ze względu na surowość warunków życia na
pustyni, dla plemion sulh jest lepszą alternaty­
wą n i ż niekończące się cykle zemsty. W czasie
rytuału każde z nich szacuje straty materialne
i ludzkie. Plemię z najmniejszymi stratami wy­
nagradza plemię, które ucierpiało najbardziej,
i tak dalej, jeśli stron było więcej. W ten sposób
następuje definitywne rozwiązanie konfliktu.
Najważniejszym warunkiem układu jest zobo­
wiązanie stron, by zapomnieć wszystko, co zda­
rzyło się bezpośrednio przed konfliktem i w cza­
sie jego trwania. Inicjowane są nowe przyjazne
relacje. Kontrakt pozostaje ważny niezależnie od
tego, czy określono winę którejś ze stron .
80

Pod względem rezultatów wyróżnia się sulh
całkowity i częściowy (albo warunkowy). Pierwszy
kończy wszelkie spory między stronami, które od
tego czasu decydują się nie zachowywać jakiej­
kolwiek urazy względem siebie. Drugi kończy
konflikt według warunków uzgodnionych pod­
czas negocjacji. Przykładem może być rytuał sulh

podczas procesu o morderstwo. Rodzina morder­
cy, aby udaremnić próbę krwawej zemsty, wzywa
delegację mediatorów, w której skład wchodzi
starszyzna wioskowa, i dostojników nazywanych
muslih albo dżaha. Mediatorzy inicjują proces
ustalenia faktów. Zadanie muslihów nie polega
na sądzeniu, karaniu lub potępieniu winnych, ale
raczej na zachowaniu dobrego imienia obu stron
i doprowadzeniu do zgody bez dalszego rozlewu
krwi. Cena krwi spłacana jest pieniędzmi (dija)
albo poprzez wymianę określonych towarów .
81

Rytualny proces sulh zwykle kończy publicz­
na uroczystość musalaha (pojednanie). Rodziny
ofiary i sprawcy ustawiają się po obu stronach
drogi i wymieniają pozdrowienia, przyjmują
przeprosiny. Uroczystość zawiera cztery główne
elementy: pojednanie się, uścisk dłoni przywód­
ców obu stron pod nadzorem muslihów; następ­
nie rodzina mordercy odwiedza dom ofiary, by
wypić filiżankę gorzkiej kawy; rytuał kończy się
posiłkiem wydawanym przez rodzinę winowaj­
cy. Rytuały zmieniają się w różnych krajach, ale
podstawowa filozofia jest oparta na sulh (ukła­
dzie) musalaha musafaha (uścisku dłoni) i mumalaha (podzieleniu się chlebem) .
82

Ze względu na skomplikowanie konfliktów
na poziomie międzynarodowym *w/A jest bardzo
trudny do zastosowania przez samych Arabów.
Mimo to wielu polityków i prawników opowiada
się za jego implementacją w celu rozwiązywa­
nia przynajmniej niektórych aspektów sporów
politycznych. W 1994 roku podczas konferencji
Uznanie, przebaczenie i pojednanie: alternatyw­
ne podejście do pokojowych rezolucji w Libanie

część arabskich delegatów opowiadała się za
wprowadzaniem zasad sulh w ramach libań­
skiego procesu pokojowego. Miałby zostać

78

M . Abu-Nimer, op. cit., s. 22-40.

8 0

A. Al-Ramahi, op. cit.; zob. również E.G. Irani, op. cit.

79

E.G. Irani, op. cit.; zob. również D . Pipes, Lessons

81

E.G. Irani, op. cit., s. 137-141; zob. również A. A l -

from the Prophet Muhammad's Diplomacy, „Middle East
Quarterly", September 1999, vol. V I , Number 3.

Ramahi, op. cit.
82

M . Gellman, M . Vuinovich, op. cit., s. 135-144; zob.

również E.G. Irani, op. cit., oraz D . Pipes, Lessons...

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�„Arabska" polityka zagraniczna i arabskie t e c h n i k i m e d i a c y j n e

korzystany przy tworzeniu specjalnych komisji
pojednawczych .
Arabsko-muzułmańskie rytuały pojednania
nie przypominają swoją formą zachodniego pro­
cesu uznania, przeprosin, wynagrodzenia, przeba­
czenia i pojednania, ale mają taki sam cel i prze­
znaczenie. Podstawowa różnica polega na tym,
że w rytuale sulh i musalaha bierze udział cała
społeczność i w ten sposób mediacje, a następnie
porozumienie nie ma charakteru zamkniętego.
Rytuały te dają badaczom określone informacje.
Na Bliskim Wschodzie nie istnieje kategoria jed­
nostki i indywidualności w charakterze rozumia11 y 111 przez świat zachodni. Nawet kiedy w grę
wchodzi tylko konflikt jednostek, w rzeczywistości
obejmuje on całą społeczność .
83

84

W konflikcie palestyńsko-izraelskim widać to
w zaangażowaniu wszystkich lub przynajmniej
większości państw arabskich w proces rozmów
pokojowych. Często zachodni mediatorzy i po­
litycy starają się odsunąć pozostałe kraje arabskie
od negocjacji. W obecnej sytuacji, kiedy jeszcze
wielu Arabów postrzega siebie jako członków

91

większej arabskiej wspólnoty, może to mieć ne­
gatywne skutki .
Historia egipsko-izraelskich i palestyńskoizraelskich porozumień nasuwa poważne obawy
co do skuteczności mediacji w dotychczasowej
formie. Pokój zawarty w wyniku wojskowej per­
swazji i ekonomicznych nacisków nie charakte­
ryzuje się stabilnością i trwałością. Porozumie­
nia w ten sposób zawarte częściej są odbierane
jako przejaw agresji i próba narzucenia swojej
polityki i kultury regionowi przez mocarstwa.
Dopóki Arabowie będą uważać, że proces poko­
jowy jest narzucany na Bliskim Wschodzie z ze¬
wnątrz bez zwracania się do wielowiekowych
tradycji, dopóty trwalsze pojednanie z Izraelem
będzie niemożliwe. By uzyskać większą aproba­
tę społeczeństw arabskich należy zaangażować
w oroces ookoiowy tvch orzywódców religiinych
i L i t y c z n y c h którzy według tradycii braliby
udział w mediaciach oomiedzy samymi Araba¬
mi Oczywiście wszystkie te działania nowinny
85

być
nndeLnwane puu
nnd warunkiem
uyc puucjinuwanc
wai uiiKicin, ze nie utrud

nia całego

Drocesu

rozwiązywania konfliktu

86

Middle East, cradle of three great monotheistic religions - Judaism, Christianity and Islam -has
for many centuries been an arena of tensions and conflicts. After the birth of Arab countries young
nations were forced to face new threats like Western colonialism, founding of Israel, "cold war" and
now Islamic fundamentalism or "war on terrorism". Arabs created their own foreign policy. Building
it, they drew from their own rich cultural and religious legacy. Not always it has positive impact on the
policy. It is crucial for Western politicians who are involved in the Middle East peace process to get to
know as many as possible sources and foundations of Arabic political behaviour. During negotiations
with Arabs and even with Muslims all ways to reach an agreement should be taken into consideration,
especially connected with Arabic and Islamic techniques of mediations. One of them, communitybased mediation practice called sulha, could be invoked at the international level. In this article I would
like to survey the most important bases of Arab foreign policy: role of panarabism, nationalism,
patriarchate, patron-client relation, influence of religion. Moreover I would like to describe specific
character of Arabic peacemaking process and, particularly, above mentioned practice of sulha.

83

E.G. Irani, op. cit., s. 143; zob. również M . Gellman,

M. Vuinovich, op. cit., s. 139-144.
84

M . Abu-Nimer, op. cit., s. 22-40.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

85

E.G. Irani, op. cit.; zob. również B. Rubin, op. cit.

86

B. Rubin, op. cit.; zob. również D . Pipes, Lessons...

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7294" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7273">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c23027889b78d3ace86be836bd0fce8.pdf</src>
        <authentication>0339f4e0ec63346921697b58be99514d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87000">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5557</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87001">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87002">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87003">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5167</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87004">
                <text>"Będzie polepszenie, będzie przedłużenie"/ Barbarzyńca 2005 (10)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87005">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.25-31</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87006">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87007">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87008">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87009">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87019">
                <text>Mariusz Czaja

BĘDZIE P O L E P S Z E N I E , BĘDZIE PRZEDŁUŻENIE'
DYSKURS A P O K A L I P T Y C Z N Y W K U L T U R Z E
WSPÓŁCZESNEJ N A P R Z Y K Ł A D Z I E
SUWALSZCZYZNY
Stephen 0'Leary, wskazując na różnorodność prac po­
święconych problemom stawianym przez dyskurs apokalip­
tyczny, stwierdził, że tym, czego w nich brakuje, jest konse­
kwentne podejście retoryczne. Amerykański badacz owemu
brakowi, jak się wydaje, w dużej mierze zaradził, m.in. pi­
sząc Arguing the Apocalypse:
A Theory of
Millennial
Rhetoric, która nie tylko zdaniem piszącego jest jak dotąd
najlepszą pracą poświęconą apokalipsie rozumianej jako dys­
kurs, który objawia czy ujawnia (gr. apokalyptein to właśnie
znaczy) wizję ostatecznego przeznaczenia ludzkości, przed­
stawiając koniec świata połączony z sądem nad tąże ludz­
kością . Jednakże teoretyczne ujęcie zaproponowane przez
0'Leary'ego, choć niesłychanie płodne, jeśli chodzi o anali­
zę tekstów takich „apokaliptycznych retorów" jak religijni,
protestanccy pisarze William Miller i Hall Lindsey, zdaje się
nie uwzględniać w pełni istotnych wymiarów apokaliptycz­
nego dyskursu, związanych z drugą jakby stroną medalu:
jego funkcjonowaniem w życiu tych, którzy stanowią „apo­
kaliptyczną publiczność". Dlatego też zasadnym wydaje się
podjęcie próby uzupełnienia czy też modyfikacji tej koncep­
cji poprzez zastosowanie takiego ujęcia, które ten właśnie
aspekt wyświetli w możliwie najpełniejszy sposób. Ujęciem
takim może być w opinii piszącego interpretatywna antropo­
logia Clifforda Geertza, u podstaw której leży koncepcja kul­
tury jako uporządkowanego systemu znaczeń i symboli,
w kategoriach którego ludzie interpretują swoje doświadcze­
nie i kierują swoimi działaniami .

wienie, będzie przedłużenie", a czasem również z drugą czę­
ścią: „Będzie pogorszenie, będzie przekroczenie". O jej po­
pularności świadczy nie tylko częstotliwość, z jaką się poja­
wia, ale także fakt, że jest ona przypisywana i Śybilli, i Matce
Boskiej, i Panu Jezusowi czy też w ogóle Biblii. Dlatego też
można zaryzykować tezę, że to w niej właśnie skupia się jak
w soczewce kanoniczna forma lokalnego dyskursu apoka­
liptycznego . Jakie więc byłyby jego najistotniejsze cechy
w świetle tej formuły? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba
bliżej przyjrzeć się znaczeniu poszczególnych jej elementów.

Zasadniczym zadaniem, jakie Geertz postawił przed swoją
wersja antropologii, jest „zagęszczony opis" strumienia spo­
łecznego dyskursu. I próba takiego właśnie opisu pewnego
lokalnego dyskursu apokaliptycznego dokonana zostanie
w niniejszym tekście. Zgodnie z postulatem Geertza będzie
to opis mikroskopijny, obejmujący kilka wsi znajdujących się
na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego i jego otuli­
ny. Jego podstawowym źródłem będą wywiady, jakie piszą­
cy z pomocą grupy studentów przeprowadził z mieszkańca­
mi tych terenów we wrześniu roku 2002.

O tym, czy w analizowanym dyskursie rzeczywiście mamy
do czynienia z teodycea za wcześnie jeszcze przesądzać,
ale problem związku zła i czasu w nim należy niewątpliwie
podjąć, bo zajmuje on tam dosyć poczesne miejsce.
Generalnie można powiedzieć, że teraźniejszość nie ma
najlepszej opinii wśród naszych rozmówców. Przeważają
takie stwierdzenia, jak: „Ta przemoc, ten wyzysk, to jest strasz­
ne, co się dzieje teraz. Okropne", „Jest coraz gorzej, napa­
dy, strzelaniny, mordy, gwałty", „Świat jest zły, zdegenerowany i wyzbyty ideałów. We współczesnym świecie tak na­
prawdę liczą się jedynie pieniądze"; „Obecne czasy to są
okropne.", „Jest zło, ponieważ króluje ekspansja i niena­
wiść."; „Teraz jest źle, tyle zawiści w ludziach, niechęci.",
„Teraz coraz więcej zła", „Wszędzie dzisiaj ta nienawiść, mię­
dzy ojcem, synem, matką, córką". „A to samobójcy, morder­
cy, przemocy to wkoło tyle jest, źle jest", „Wszędzie dużo
złych ludzi i bałagan. Jest teraz źle i nic nie poradzimy.",
„Obecnie naród jest zepsuty a przeważnie młodzież. Nie­
róbstwo i wszystko, co złe bierze górę nad dobrem". To ne­
gatywne nacechowanie teraźniejszości, przedstawianej jako
rzeczywistość opanowana niemal całkowicie przez zło, to­
warzyszy z reguły jej kontrastowanie z przeszłością: „Ludzie
kiedyś byli lepsi. Teraz każdy dla siebie dobry jest, a dla kogo
innego to nie w i a d o m o " - mówi 81-letnia kobieta; „Wszę-

1

2

Nasi rozmówcy są właściwie współautorem tego tekstu i nie­
raz użyczać mu będą swoich głosów, ale ze względu na przyjętą
zasadę ich anonimowości przedstawieni zostaną jedynie grupo­
wo. Wyraźną większość (ok. 60 %) wśród nich stanowiły kobiety,
ponad połowę - osoby z wykształceniem podstawowym lub nie­
pełnym podstawowym. Jeśli chodzi o zawody, to przeważali rol­
nicy, sporą grupę stanowili też emeryci i renciści. Przeważały
wśród nich raczej osoby starsze: osoby powyżej 60 roku życia
stanowiły ponad 30 %, a poniżej 30 - jedynie około 15 %. Śred­
nia wieku naszych rozmówców to około 50 lat.
Za punkt wyjścia opisu posłuży formuła, która pojawiała
się wielokrotnie w ustach naszych rozmówców: „Będzie po­
lepszenie, będzie przedłużenie", z wariantem: „Będzie popra­

3

ZŁY CZAS
Czego dotyczy wymieniane w formule „polepszenie" czy
„pogorszenie" w najprostszy sposób zilustruje nieco mniej
jej lakoniczna wersja, zaprezentowana przez jednego z na­
szych rozmówców: „Księgi Sybilli pisały, że jak będzie po­
prawienie w narodzie, to będzie przedłużenie świata, a jak
człowiek się będzie coraz gorzej zachowywał, to może być i
koniec". Tak więc chodzi o polepszenie (lub pogorszenie)
„zachowania się" ludzi, innymi słowy o stan ich moralności,
a idąc jeszcze dalej: o problem zła. 0'Leary w swojej anali­
zie uznał właśnie ten problem za centralny dla apokalipsy według niego stanowi ona jeden z wariantów teodycei w tych
religiach monoteistycznych, które zakładają jednocześnie
dobroć i wszechmoc Boga, a owa teodycea dokonywana
jest za pomocą szczególnej konstrukcji czasu.

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Mariusz Czaja
dzie łobuzy i sodoma się wyrabia teraz. Kiedyś tego nie było"
- wtóruje jej 60-letni staroobrzędowiec. I nie jest to bynaj­
mniej tylko narzekanie starszych, bo w podobnym tonie utrzy­
mane są wypowiedzi ludzi w średnim wieku, np. 43-letnia
mieszkanka Udziejka Dolnego twierdzi, że „Wszystko było
inaczej, a teraz zupełnie inaczej. Wszystko jest nie tak, jak
powinno być", a 35-letnia kobieta wspomina: „Pamiętam
czasy mojej młodości, to we wsi jeden drugiemu pomagał,
nie było mowy o żadnych kłótniach. Nie tak jak teraz". To
przeciwstawianie sobie przeszłości i teraźniejszości nie do­
tyczy zresztą jedynie sfery społecznej, ale także przyrody:
„Te powodzie, przedtem takiego nie było cudu. I rozmaite
s o d o m y się wyczyniają. Trzy miesiące nie było deszczu
u nas. A mój syn jest przewoźnikiem, tirem jeździ. Był teraz
w Czechach i nie mógł przejechać, bo powodzie. Kiedyś tak
nie było" - utrzymuje na przykład 67-letni mężczyzna, a 43-letnia kobieta wyraża żal: „Drzewa tak nie rosną, jak rosły.
Jak i pogoda. Kiedyś słyszał kto, żeby dwa miesiące deszcz
nie padał, tak jak u nas teraz? Kiedyś to było tak, że i pogo­
da była, i deszcz. A teraz? Tam to pada, powodzie takie,
u nas deszczu nie ma". Jako podsumowanie może posłużyć
wypowiedź 41-letniej mieszkanki Udziejka Dolnego: „Wcze­
śniej nie było takich powodzi i przestępstw dużo. [...] teraz
jest właśnie bardzo dużo takich przestępstw, przemocy, nar­
kotyków, dawniej nie było i nie słyszało się o tym. Świadczy
to o tym, że świat psuje się, schodzi na złą drogę".
Właśnie: świat psuje się. Zło, którego kiedyś nie było,
pojawia się w nim i go przenika. Chaos, który opanował kul­
turę, wydaje się obejmować również naturę (a może odwrot­
nie). Co więcej nie wygląda na to, aby proces „psucia się"
świata miał ulec w przyszłości zahamowaniu. I tak na przy­
kład przedsiębiorca z Błaskowizny uważa, że „Świat ma
skłonność do stawania się coraz gorszym" i że „Jeśli ma
nadejść jakaś zmiana, to będzie zdecydowanie zmianą na
gorsze. Świat zmierza ku złu". Mieszkanka Udziejka Dolne­
go traktuje to jak coś oczywistego, coś, „co każdy żyjący
widzi i wie": „Wiadomo, że do lepszego nie idzie". Podobnie
zdaje się uważać mieszkaniec Wodziłek, twierdzący, że: „Bę­
dzie z pewnością gorzej". Tak więc rysuje się wyraźny sche­
mat, zgodnie z którym upływowi czasu towarzyszy stałe po­
głębianie się zła. Gdzieś tam u początków istniał doskonały
kosmos, który jednak coraz bardziej opanowywany jest przez
chaos. Obraz taki jako żywo przypomina nam to, co z taką
wirtuozerią opisał - jako właściwość myślenia archaicznego

teraźniejszości i przyszłości w analizowanym dyskursie. Nie
znaczy to bynajmniej, że zjawiska te takie właśnie postrze­
ganie determinują. Dowodem tego m o g ą być, nieliczne co
prawda, głosy, które sprawy oceniają inaczej, jak np. ten,
nienależący bynajmniej do żadnego miejscowego krezusa:
„Tak właściwie to przecież ludzie tyle narzekają, ale lepiej
mają teraz jak kiedyś. Niektórzy nie pracują, tylko piją. Ni­
gdy bym nie chciał wrócić do starych czasów. Teraz miasta
tak pięknie odbudowane, wszystkiego teraz jest. Wyżywie­
nie Polska ma, i jeszcze za granicę wysyła. Niemcy wykupu­
ją u nas tereny, a Ruskie przyjeżdżają do nas po towary",
albo też rozważania emerytowanego nauczyciela na temat
szans, jakie otwierają się przed regionem po wejściu Polski
do Unii Europejskiej (która przez większość naszych rozmów­
ców, trzeba dodać, była wtedy - w 2002 roku - traktowana
jako zagrożenie). Historyczna sytuacja społeczno-ekonomiczna nie przekłada się w żaden konieczny sposób na taką,
a nie inną konstrukcję czasu i jego wartościowanie . Ale może
mieć na nie wpływ i nie można od niej abstrahować, tak jak
nie można abstrahować od roli, jaką odgrywają tutaj masme­
dia, a przede wszystkim telewizja . Zobrazować to może wy­
powiedź 81-letniej mieszkanki Hańczy: „Ludzi coraz mniej
na świecie. Przecież tyle wypadków jest, tyle się zabija. Wi­
działam w telewizji". Regułą współczesnych mediów jest to,
że interesująca wiadomość, to zła wiadomość. W przypad­
ku kogoś, kto dorastał bez telewizji, albo nawet ze zgrzebną
telewizją PRL-u (której i tak się przecież nie wierzyło), co­
dzienny zalew newsów o morderstwach, atakach terrory­
stycznych, aferach, a z drugiej strony tajfunach, powodziach
i trzęsieniach ziemi może mieć znaczny wpływ na takie a nie
inne postrzeganie relacji między przeszłością i teraźniejszo­
ścią, która ekstrapolowana jest na przyszłość. Świadomość
tego obecna jest zresztą i wśród naszych rozmówców, np.
46-letnia rolniczka o podstawowym wykształceniu snuje ta-

- Mircea Eliade. Czyżby więc wystarczyło skonstatować, że
mamy tutaj do czynienia z kolejną inkarnacją archaicznego
mitu? Kusząca ta możliwość musi jednak zostać odrzucona
z jednego zasadniczego p o w o d u : ignoruje ona historyczno-kulturowe usytuowanie analizowanego dyskursu . Mieszkań­
cy Suwalszczyzny nie są ludźmi archaicznymi, zanurzonymi
w świecie odwiecznych archetypów. Ich postrzeganie czasu
jest mocno osadzone w historycznej rzeczywistości, w któ­
rej przyszło im żyć, co uświadomić może chociażby taka
wersja opozycji przeszłość - teraźniejszość: „Jak byłem 16
lat w pegeerze, to miałem pieniędzy bardzo dużo. Jestem
na gospodarce. Moja własność jest. Za mleko dostawałem
okropne pieniądze. Teraz o d czerwca nikt nie płaci za mle­
ko. Procentu nie ma. Moja żona jest na rencie. Jest taka
okropna susza, nikt dla nas złotówki nie dał". Albo westchnie­
nie 34-letniego rolnika: „Za komunistycznych czasów to było
lepiej. Lepiej żyło się". Teren, na którym prowadzone były
badania, to jeden z tych obszarów, które jak na razie na trans­
formacji ustrojowej, mówiąc eufemistycznie, niewiele skorzy­
stały. Bezrobocie, bieda, niemożność odnalezienia się w świe­
cie, w którym państwo nie chce i nie może już odgrywać roli
nadopiekuńczego rodzica - ograniczającego co prawda swo­
bodę, ale i dającego poczucie bezpieczeństwa, stanowią tło,
na którym trzeba rozpatrywać pesymistyczne postrzeganie
4

26

Numer 10/2005

5

6

�.BĘDZIE P O L E P S Z E N I E , B Ę D Z I E P R Z E D Ł U Ż E N I E '
kie rozważania: „Tych powodzi kiedyś nie było na pewno.
A może telewizji kiedyś nie mieliśmy? Może nie było to tak
opublikowane? Może też było, tylko myśmy o t y m nie wie­
dzieli?", a 51-letnia rencistka (wykształcenie zawodowe) tłu­
maczy powszechne przekonanie o pogorszeniu się stanu
moralnego ludzkości tym, że „Może teraz więcej radio i tele­
wizja rozgłaszają, bo przedtem nikt nic nie wiedział, a teraz
wszystko to nagłośnione, a przede wszystkim, co jest złego
to telewizja i radio nagłaśniają, a dobrego nie".
Telewizja powoduje również, że obok tradycyjnych, lo­
kalnych wyzwań dla porządku świata pojawiają się w świa­
domości mieszkańców również te pochodzące z wioski glo­
balnej. Jeden z naszych rozmówców na przykład swoja opi­
nię, że „Świat zmierza ku złu" rozwija w ten oto s p o s ó b :
„Przede wszystkim jesteśmy świadkami ekspansywnej poli­
tyki Stanów Zjednoczonych, które starają się zapanować nad
światem, zepchnąć resztę ludzi na margines życia ekono­
micznego". Inna rozmówczyni w ten zaś sposób wyraża swoje
zdanie o złej kondycji współczesności: „Słyszał kto, żeby tak,
jak w tej Ameryce, żeby się kto targnął na życie, swoje i lu­
dzi. Przecież zdarzały się zabójstwa i różne takie, ale nie ta­
kie, jak w tej chwili! No to już świadczy o tym, że człowiek
jest zły". Z kolei 67-letni staroobrzędowiec tłumaczy swoje
przekonanie, że „kiedyś było lepiej", m i m o iż były wojny,
w taki sposób: „Wojna, to wiadomo, biją się i koniec. A teraz
to niby pokój, ale nic nie wiadomo. Tak jak teraz [...], w tej
Arabii, Bin Laden. On niby wierzący bardzo jest, no i prze­
cież brodę nosi, do Boga się modli, a jednak on morduje.
Taki wierzący, a tyle złego robi". Ta ostatnia wypowiedź sy­
gnalizuje jeszcze jeden problem związany ze współczesny­
mi mediami: przedstawianym przez nie zdarzeniom lokalny
widz stara się przyporządkować lokalne znaczenia i warto­
ści, ale siłą rzeczy nie zawsze kończy się to s u k c e s e m .
W danym przypadku niemożliwe staje się pogodzenie gorą­
cej wiary i noszenia brody (faktu dla staroobrzędowca bar­
dzo istotnego) z morderczymi czynami. Można powiedzieć,
że mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju poznawczym
dysonansem, którego wynikiem staje się przekonanie o ge­
neralnie nienormalnym statusie współczesności.
Tak więc interakcja sytuacji społeczno-ekonomicznej,
technologii przekazywania informacji oraz pewnych schema­
tów interpretacji rzeczywistości, którego korzenie sięgają jesz­
cze tzw. tradycyjnej kultury ludowej, przyczynia się d o wy­
kreowania modelu świata nieustannie się degenerującego.
Koncepcja 0'Leary'ego podsuwa nam w tym momencie py­
tanie o to, w jaki sposób model ten współistnieje z obrazem
dobrego i wszechmocnego chrześcijańskiego Boga. Odpo­
wiedzi na nie szukać należy w szczególnej strukturze sym­
bolicznej, nawiązującej d o tradycji biblijnej.
KARA BOSKA
Niektórzy z naszych rozmówców przejawiają bardzo ne­
gatywny stosunek w o b e c oficjalnych instytucji religijnych
i ich przedstawicieli. Jednak nawet ci najbardziej antyklery­
kał™ i sceptyczni wobec jakichkolwiek „cudów" nie kwestio­
nują otwarcie istnienia Boga, i to Boga osobowego, jedyne­
go, z wyraźnie biblijnym rodowodem. Nie to, żeby nikt nie
miał wątpliwości. Usłyszeć można na przykład uderzające
szczerością wyznanie 43-letniej kobiety: „Nieraz to sama się
pytam, że to tylko taka wyobraźnia człowieka. Że ten świat
tak istnieje, że ten Bóg to jest tylko takie fantazjowanie, takie
nasze myślenie". Wieś suwalska nie jest jakąś cudowną en­
klawą, zaimpregnowaną przeciw nowożytnej erozji religijnej
pewności. Istnienie Boga nie jest już czymś oczywistym, „na­
turalnym", bezrefleksyjnie przyjmowanym pewnikiem. Trze­
ba je afirmować, chociażby tak, jak czyni to 49-letni spawacz:
„Wierzę, że coś musi być, Bóg na pewno istnieje", albo 67-

-letni staroobrzędowiec: „Jednak Pan Bóg jest". I choć nie­
które przypisywane temu Bogu cechy, o których za chwilę
więcej, razić mogą subtelnych liberalnych teologów, to nie
ulega wątpliwości, że jest on źródłem i strażnikiem dobra
i nic nie świadczy o tym, by był gnostyckim złośliwym De­
miurgiem. Co do jego wszechmocy też raczej nie ma wątpli­
wości. Spełnia więc kryteria, które, w e d ł u g 0 ' L e a r y ' e g o ,
kwalifikują g o d o stworzenia logicznego problemu w obliczu
istnienia zła. Rozwiązaniem, które w pierwszej kolejności
proponuje badany dyskurs, jest koncepcja Boskiej kary.
Według niej stwórca cały czas obserwuje bacznie poczyna­
nia ludzi i kiedy zbytnio grzeszą, zsyła na nich kary. Mogą
one być indywidualne, jak w opowieści przytoczonej przez
gospodynię z Udziejka Górnego:
Była dziewczyna. Mając dwadzieścia lat poszła na zaba­
wę, ale powodzenia nie miała. A i tak się patrzy, wszyscy
tańczą, a ona nie ma z kim. Wzięła krzyż i z krzyżem bę­
dzie tańcować. Słupem stała, to potem podłogę wyrzynali, a ona bardzo długo stała z tym krzyżem. Jak piłowali
podłogę, to się ponoć krew lała. Miałam może osiem,
dziewięć lat, jak tę przepowiednię słyszałam. Chciała zaigrać z Bogiem. On ją pokarał.
Ale zwykle mowa jest o karze zbiorowej, spadającej bądź
na jakieś państwo, bądź na całą ludzkość. W tym pierwszym
wariancie szczególnie często pojawiają się Stany Zjednoczo­
ne, np. „Takie są różne filmy amerykańskie, gdzie ludzie się
po pięć, sześć razy żenią, a to przecież grzech. Dzieciom to
jest zaskoczenie, że to takie zdemoralizowane te małżeń­
stwa, nie m a świętości, że to już do końca. Możliwe, że dla­
tego Ameryce się kara stała". Nie ulega wątpliwości, że kara,
0 której tu mowa, to atak na WTC z 11 września 2001. Expli­
cite wyrażone to jest w innej wypowiedzi, w której zresztą
powód kary jest bardzo nietypowy: „Bin Laden jak załatwił
Amerykę. [...] Mówią, że w piwnicach tych wieżowców były
zdeponowane tony złota z Iraku. Siedem pięter pod ziemią.
[...] To jest kara za to, co się kiedyś w Ameryce wyrabiało.
Oni wymordowali Indian wpierw. Później zrobili im skanse­
ny. Zabrali całe złoto Inków i Majów". Na t y m przykładzie
widać, że p o d względem logicznego rozwiązywania proble­
mu obojętności Boga na zło, interpretacja takich tragicznych
wydarzeń jak te z Nowego Jorku jako Boskiej kary m a po­
dwójne znacznie. Z jednej strony umożliwia utwierdzenie się
w przekonaniu, że Bóg czuwa i nie pozostawił nas samych
sobie, z drugiej zaś osadza to straszliwe wydarzenie - samo
w sobie przecież również domagające się usensownienia w zrozumiałej ramie . Podobny mechanizm może funkcjo­
nować w przypadku klęsk żywiołowych: „te powodzie, na
całym świecie, co w jednej minucie ludzie wszystko tracą. To
jest kara, a to naprawdę kara, ja uważam tak. O teraz nie­
d a w n o , c o tak wiatr Kraków potrzaskał. I ten kataklizm
w Suwałkach co w wiadomościach zapowiadali"; „Ludzie kup­
czą wiarą, zmieniają wyznania dla pieniędzy, a Bóg tego za­
bronił. Powodzie mogą być karą Bożą. Tak samo posucha,
jaką m y t u mieliśmy w Podlaskiem". Albo chorób: „To nie przez
wybryki ludzkie zaraza panuje w całym świecie? Jak ten AIDS
7

1 to wszystko. [...] Albo teraz te nowotwory. Że to starsi, słabsi
i samotni zostają a młodzi odchodzą. [...] To jakaś kara od
Boga, na pewno kara", „Ale teraz te choroby; jest ich dużo
więcej, chorują na raka itd. Moim zdaniem jest to kara za złość
i nienawiść, które cały czas narastają. Kiedyś tylu ludzi nie
chorowało, a teraz to wylew, to zawał, to rak".
Nie d o końca jest jasne, czy o d kar zbiorowych cierpią
także niewinni, ale wydaje się, że tak właśnie jest - wszak
susza dotyka także naszych rozmówców. Bóg stosuje więc
rodzaj odpowiedzialności zbiorowej, co zdaje się czynić każ­
dego odpowiedzialnym za grzechy zbiorowości: wsi, naro-

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Mariusz Czaja
mi Boskiej wszechmocy, która objawi się najpełniej w przy­
szłym wydarzeniu określanym mianem Końca Świata.
ZNAKI

KOŃCA

Wśród znaków Końca Świata wymienianych przez na­
szych rozmówców fenomeny, które są równocześnie trakto­
wane jako Boskie kary, zajmują poczesne miejsce. W tej ka­
tegorii znaków mieszczą się kataklizmy przyrodnicze, takie
jak powodzie, susze, niszczycielskie wiatry (huragany, tajfu­
ny, tornada, monsuny), trzęsienia ziemi, jak również choro­
by (przede wszystkim AIDS, ale też np. choroba szalonych
krów), wojny i terroryzm (szczególnie atak na WTC z 11 wrze­
śnia 2001). Jednak o ile kary generalnie można uznać za
znaki, o tyle operacja odwrotna jest już niemożliwa, bowiem
istnieją znaki pozbawione penitencjarnego charakteru. Są
to przede wszystkim „znaki na niebie", najczęściej w formie
(czerwonego) krzyża (albo trzech krzyży), komety lub czer­
wonego księżyca, ale czasem też niedookreślone - 51-let­
nia kobieta mówi na przykład: „Według pism to Pan Jezus
powiedział, że różne znaki będą pokazywać się na niebie,
ale czy pokazują się, czy nie, to my nie możemy wiedzieć.
Tylko według Pisma wiemy, że różne znaki maja się poja­
wiać, a jakie, to Pismo nie mówi". Inne wskazywane przez
naszych rozmówców znaki Końca Świata to: śmierć Jana
Pawła II, to, że jego następcą będzie Murzyn, „dziwne desz­
cze", krwawiące krzyże, drzewa i wizerunki Matki Boskiej,
ukazywanie się Matki Boskiej na szybie, spadające z nieba
różańce, to, że „krowy będą się krwią pocić", afera z arcybi­
skupem Paetzem, atak Arabów i „ludzi z Dalekiego Wscho­
d u " na Amerykę, plaga szarańczy, tańce, klaskanie, „hałasy
i krzyki" w trakcie nabożeństw, wreszcie walka między ludź­
mi o kamienie.

Fot. B. Siedlik
du, ludzkości wreszcie. W tym kontekście zrozumiała staje
się troska, z jaką traktuje się w badanym dyskursie grzechy
bliźnich, nawet te, jak używanie „brzydkich słów" przez ko­
biety czy naturyzm, które nie wydają się jakoś szczególnie
zagrażać innym. Nawet te nieszkodzące bezpośrednio in­
nym wykroczenia przeciw uznanemu kodowi moralnemu
m o g ą wszak sprowokować Boski gniew i w konsekwencji
karę, która dotknie wszystkich.
U podstaw tej koncepcji, stanowiącej swoisty skandal dla
współczesnej, przenikniętej indywidualizmem świadomości,
zdaje się leżeć obecna przecież w tradycji judeochrześcijańskiej idea, że zasadniczym partnerem dla Boga nie jest jed­
nostka, ale zbiorowość, jak np. Izrael czy Kościół. Z tej sa­
mej tradycji zaczerpnięta wydaje się być inna, obok odpłaty
za popełnione zło, funkcja kary: stanowić ma ona wezwanie
do nawrócenia, do owego „polepszenia" czy poprawienia,
a jednocześnie ostrzeżenie przed jeszcze większą karą. Ta
ostatnia funkcja kary sprawia, że niejednokrotnie zlewa się
ona w badanym dyskursie z innym kompleksem symbolicz­
nym intensywnie w nim obecnym, a mianowicie znakiem. Te
same fenomeny, które interpretowane są przez naszych roz­
mówców jako kara, określane są również jako znaki, często
w tym samym zdaniu. Mieszkanka Udziejka Dolnego, wska­
zując na bezprecedensowość o b e c n y c h powodzi i susz,
komentuje to w taki sposób: „No, kto wie, może jakiś znak,
jakaś kara". Również o ataku na WTC mówi się, że „To też
może być znak, a przynajmniej nauczka dla Amerykanów,
bo oni wszędzie swój nos wsadzają". Karą i znakiem równo­
cześnie nazywa się także AIDS. Można zaryzykować twier­
dzenie, że w ogóle wszelkie Boskie kary są znakami. Znaka­

Część z tych znaków pochodzi z tradycji biblijnej, część
z ludowego folkloru, a są i takie, które zdają się być tworami
naszych rozmówców. Trudno jednoznacznie wskazać jedno
kryterium ich doboru. Mówić raczej można o pewnym zesta­
wie cech, które nie muszą koniecznie ze sobą współwystępować, aby dany fenomen został zaklasyfikowany jako znak
końca świata . Pierwszą z nich dostrzec można, chociażby
w wypowiedzi 67-letniego mężczyzny: „U nas taki staruszek
był, który opowiadał, że jeszcze będą ludzie się bili za ka­
mienie, i to będzie znak końca. I tak też było. U nas zrobili
fabrykę kamieni i jeden drugiemu zabierali kamienie, bo pła­
cili za ten kamień, więc ludzie się o niego bili. I to się spełni­
ło". Znak końca, to coś, co zostało przepowiedziane. Dzięki
temu wydarzenie nienależące raczej do tradycyjnego reper­
tuaru zwiastunów końca świata, jak walka o kamienie, może
zostać zinterpretowane jako taki właśnie znak. Drugą cechę
z kolei może zilustrować wypowiedź 46-letniej kobiety z Gulbieniszek: „Chyba w Białymstoku pojawiła się na oknie Mat­
ka Boska. To był tak jakby obraz, postać w koronie to była.
I gdzieś tam na drzewie się ukazało, że krew płynęła z tego
drzewa i ludzie szli i się modlili. [...] Mógł być to też znak".
Opisywane wydarzenia nie są przedstawiane jako przepo­
wiedziane, mają za to cudowny charakter i (prawdopodob­
nie) Boskie źródło. Znakami m o g ą być też zjawiska ani nie
postrzegane jako spełnienie się jakiejś konkretnej przepo­
wiedni, ani nie posiadające cudownego charakteru, a za to
będące przykładem takiego spotęgowania zła, którego Bóg
już nie wytrzyma, jak np. w takiej wypowiedzi mieszkanki
Wodziłek „Wszędzie tyle tego hałasu strasznego, bezboż­
nego. Przecież to się nie godzi do Boga takich pieśni śpie­
wać, tańce odprawiać, rękami klaskać. To diabelskie dźwię­
ki, szatański hałas. Jak to Bóg ma się nie gniewać, jak takie
rzeczy do nieba wynoszą? W telewizji widać jak ludzie szale­
ją jak diabły, a mówią, że do Boga się modlą. [...] To jest

Numer 10/2005

8

�BĘDZIE P O L E P S Z E N I E , B Ę D Z I E P R Z E D Ł U Ż E N I E "...
znak końca świata". Wreszcie za znak może być uznane zja­
wisko, które choć pozornie „naturalne", ma jednak charak­
ter anomalii, stanowiąc wstęp do ostatecznego rozpadu ko­
smosu: „wcześniej tego nie było, jak na przykład, że w cie­
płych krajach śnieg pada, gdzieś mrozy są, a u nas też klę­
s k a - półtora miesiąca nie padał deszcz. Mi się wydaje, że to
może są znaki". Te wszystkie cechy oczywiście m o g ą się ze
sobą łączyć w danym przypadku, ale nie muszą. Występo­
wanie choć jednej z nich może sprawić, że zostanie urucho­
miony proces apokaliptycznej semiotyzacji.
Wedle klasycznej definicji Ch. Peirce'a znak (zwany też
przez niego reprezentamenem) jest „czymś, co dla kogoś
zastępuje coś innego pod pewnym w z g l ę d e m " . Jeśli więc
przyjąć, że wymienione wyżej znaki mają coś wspólnego ze
znakiem z definicji amerykańskiego filozofa, można by po­
stawić pytanie: co owe znaki zastępują dla naszych rozmów­
ców i pod jakim względem? Odpowiedź na nie wydaje się
dosyć prosta: znaki końca świata mimo swojej różnorodno­
ści posiadają tylko jeden przedmiot - zastępują komunikat
o treści: „Świat niebawem przestanie istnieć". I na t y m moż­
na by poprzestać, jeśli korzystalibyśmy z modelu binarne­
go, w dodatku zakładającego niezmienność stosunku zna­
czące - znaczone, jak w przypadku koncepcji de Saussure'a. Jednakże firmowana przez Peirce'a pragmatyczna teo­
ria znaku posługuje się modelem triadycznym, w którym obok
znaku i jego przedmiotu występuje jeszcze interprétant, czy­
li znak powstający w umyśle osoby, ku której znak wyjścio­
wy jest skierowany. To, że interprétant jest znakiem, ozna­
cza, że i on posiada swój interprétant. Ostatecznym interpretantem znaku jest zaś pewien nawyk postępowania przez
niego wywołany. Tak więc ostateczne znaczenie z n a k ó w
końca odnosiłoby się do pewnego postępowania. Nie speł­
niają one jedynie roli prostych tabliczek informujących: „Ko­
niec Świata 5 (albo 10 czy 15) lat", ale raczej drogowskazów
na skrzyżowaniu, gdzie rozchodzą się drogi o różnej długo­
ści do tego samego celu. „ Będzie polepszenie, będzie przed­
łużenie" mówi „kanoniczna" formuła opisywanego dyskursu
- zmiana więc na lepsze postępowania oznacza obranie
przez ludzkość dłuższej drogi do ostatecznego celu, daje jej
więcej czasu. Ostatecznym interpretantem znaku końca jest
zatem „polepszenie", nawrócenie na dobrą drogę. To, czy
rzeczywiście jest ono możliwe, a raczej czy w apokaliptycz­
nym dyskursie istnieje wiara w jego możliwość, to zagadnie­
nie, które odgrywa dużą rolę w teorii 0'Leary'ego i analizo­
wane jest w zaczerpniętych od Kennetha Burke'a katego­
riach tragedii i komedii.
9

APOKALIPSA TRAGICZNA I KOMICZNA
Najgłośniejsze przykłady dyskursu apokaliptycznego, te,
które przyciągają uwagę mediów i masowej publiczności,
z reguły dotyczą radykalnych ruchów wyznaczających ko­
niec świata na jakąś konkretną, bardzo bliską datę. Ruchem
takim była na przykład japońska sekta Aum Shrinkyo, która
dokonała zamachu w metrze tokijskim, czy tzw. milleryści kilaset tysięcy A m e r y k a n ó w o c z e k u j ą c y c h k o ń c a świata
w roku 1843. Przy takiej konstrukcji czasu w apokaliptycz­
nym dyskursie nie ma miejsca na nadzieję na poprawę ka­
tastrofalnego stanu rzeczy przed końcem świata. A nawet
jeśli będzie się w y d a w a ć , że o n a następuje, będzie to
w rzeczywistości oszustwo sił zła uosabianych w postaci
Antychrysta. Jedynie koniec świata - gigantyczne katharsis
na globalną skalę - może przynieść zwycięstwo dobra. Taką
wersję dyskursu apokaliptycznego określa 0'Leary mianem
apokalipsy tragicznej. Pewne jej elementy można odnaleźć
również w wypowiedziach naszych rozmówców z Suwalsz­
czyzny. Na przykład 51-letni rolnik na pytanie, czy można
jakoś wpłynąć na koniec świata, odpowiada: „Raczej nie, to

Pan Bóg wie. To jego sprawa. Powiedział, że w 2002 roku
koniec świata i trzecia wojna. Brat brata zabije. Będziem głod­
ni". To jego przekonanie, jak wiemy, okazało się mylne, ale
być może nie porzucił on myślenia w kategoriach wyzna­
czonej daty, przesuwając ją jedynie . Z kolei 63-letnia miesz­
kanka Bućek uważa, że „najpierw musi się coś strasznego
wydarzyć, a potem może nastanie dobro". Podobna wiara
w katartyczną moc globalnej katastrofy obecna jest w wypo­
wiedzi 41-letniej mieszkanki Udziejka Dolnego: „A jak nasta­
nie koniec świata, to część ludzi zginie, część państw, a część
zostanie i wtedy będzie dobroć na tym świecie. Powróci świat
taki dobry". Nie jest też odosobniony pogląd, że „zło zapa­
nuje nad światem" i że „świat będzie coraz gorszy i w końcu
ulegnie zagładzie". Generalnie można powiedzieć, że w ba­
danym dyskursie przeważa raczej pesymizm co do możli­
wości zwycięstwa dobra bez zdecydowanej interwencji bo­
skiej. Zwolenników postmillenaryzmu, czyli doktryny głoszą­
cej, że wysiłki chrześcijan czy w ogóle „ludzi dobrej woli"
m o g ą doprowadzić do stworzenia świata, w którym królo­
wałyby sprawiedliwość, d o b r o i prawda, na suwalskiej wsi
próżno szukać. Jednakże nie oznacza to, że panuje tam cha­
rakterystyczny dla tragicznej apokalipsy determinizm. Ow­
szem, zło przeważa i wszystko wskazuje na to, że przewa­
żać będzie, ale cały czas istnieje teoretyczna możliwość „po­
prawienia się" ludzi. A jak mówi mieszkaniec Bućek: „Jeśli
ludzie się poprawią, to na pewno będzie lepiej". Można więc
usłyszeć takie recepty na odsunięcie końca świata; „Każdy
powinien być trochę bardziej pozytywny, żeby nie było tej
nienawiści. [...] Ludzie powinni myśleć, że można się poro­
zumieć jeden z drugim i żyć jakoś tak dobrze", „Muszą się
ludzie jednoczyć, polubić. Muszą pracować", „Jedyny na to
ratunek, to żyć w stanie łaski uświęcającej. Jeżeli człowiek
wierzący i żyje według przykazań bożych, no to jest jedyna
pomoc, jaka może tylko być", „Końca nie będzie, jeśli chrze­
ścijanie się połączą", „Trzeba do cerkwi chodzić, ale głów­
nie wierzyć i się modlić. [...] Wielu rzeczy nie wolno robić
i trzeba tego przestrzegać. Gdyby wszyscy przestrzegali, to
może i Pan Bóg by się przychylił". Nadzieja na to, że rzeczy­
wiście wszyscy będą „przestrzegali" nie jest duża, ale jed­
nak taki fakt pozostaje w sferze możliwości.
10

Dla 0'Leary'ego taka otwartość jest jednym z zasadni­
czych wyznaczników tego, co określa on mianem apokalip­
sy komicznej. W jej ramach, o w s z e m , również mówi się
o nadciągającej katastrofie, ale przedstawia ją jednak jako
możliwą, przynajmniej teoretycznie, do uniknięcia. Tak jak
w apokalipsie tragicznej i tutaj pojawiają się długie jeremia­
dy, ale stanowią one tyleż d o w ó d na „psucie się" świata, co
wezwanie d o zmiany katastrofalnego stanu rzeczy. Silniej
akcentowana jest rola człowieka w eschatologicznych wy­
darzeniach: to od jego postępowania zależy data końca,
a nie od wyznaczonego z góry scenariusza.
Tak scharakteryzowana komiczna apokalipsa doskonale
mieści się w uznanej wcześniej w tym tekście za kanoniczną
dla suwalskiego dyskursu formule: „Będzie polepszenie, bę­
dzie przedłużenie" i jest niewątpliwie silnie obecna, by nie
powiedzieć dominująca w nim. Jednakże pesymizm i poczu­
cie pewnej bezradności, braku realnego wpływu na to, co
się dzieje (wyrażające się np. w wypowiedziach takich jak ta:
„Tutaj na wiosce może sąsiad z sąsiadem się pogodzić. Ale
tak - ktoś tam bombę zrzuci na Stany Zjednoczone no i póź­
niej pół świata może ucierpieć. Przecież to nie zależy od lu­
dzi. Głos ludzi się nie liczy. Jaki mamy na przykład wpływ na
elity rządzące w Polsce"), sprawiają, że dyskurs ten ma nie­
jako naturalną skłonność ku przesuwaniu się w stronę apo­
kalipsy tragicznej.
Osobną kwestię stanowi charakter wydarzenia, które na­
zywane jest końcem świata. W ramach tragicznej wersji apo­
kalipsy jest to zwykle globalna czy nawet kosmiczna katastro-

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Mariusz Czaja
fa, która kładzie kres ludzkiej historii. Apokalipsa komiczna,
zakładając, jeśli ludzkość się mimo wszystko nie poprawi,
możliwość jakiejś katastrofy, ma skłonność do interpretowa­
nia jej nie jako ostatecznego końca, ale raczej pewnej cezu­
ry i jednocześnie moralnej lekcji, która będzie przestrogą dla
pokoleń żyjących po końcu (naszego) świata.
W badanym dyskursie można znaleźć wypowiedzi akcen­
tujące ostateczność końca, np.: „Jak będzie koniec świata,
to wszystko zaniknie żywe, co jest na tej ziemi. Wszystko
zamrze. Jak będzie koniec, to będzie wszystkiego koniec.
Nic nie zostanie żywego na tym świecie. Myślę, że już nie
będzie świata", albo „Powinno to momentalnie nadejść i ko­
niec. A później już tego nie odczujemy. Dobrzy ludzie pójdą
do nieba, źli do piekła. [...] No bo jak - byłby koniec świata
i dalej każdy by żył jak żyje?", „No to chyba będzie tak, że
Bóg raz stworzył świat i raz go skończy. I znowu musiałby
patrzeć jak ten człowiek tak od początku to wszystko buduje
i niszczy? A przecież jest w Biblii napisane, że Ziemia zniknie,
ale potem zejdą na nią wszystkie dusze i będzie raj. Że już nie
będzie życia, tylko dusze, żeby wielbić Pana". Jednak taka
koncepcja, obecna przecież także w oficjalnym nauczaniu
Kościoła Katolickiego i innych kościołów chrześcijańskich,
nie jest bynajmniej dominująca w suwalskim dyskursie apo­
kaliptycznym. Znacznie bardziej popularny wydaje się mo­
del, zgodnie z którym koniec świata jest niejako oczyszcze­
niem pola dla nowego początku.
KONIEC JEST

POCZĄTKIEM?

W Eliadowskiej koncepcji millenaryzmu fenomen ten jest
niczym innym jak kolejnym wcieleniem tęsknoty człowieka
za ucieczką od historii poprzez powrót do mitycznego po­
c z ą t k u " . W tym ujęciu koniec (jednego) świata jest jedno­
cześnie początkiem (innego) świata. Niektóre wypowiedzi
naszych rozmówców wydają się wprost idealnie pasować
do tego schematu. Na przykład 48-letnia mieszkanka Błaskowizny mówi, że po końcu świata „jeden drugiego będzie
szukał, ślady człowieka będą szukane i nie będzie nic na
ziemi. Będzie wszystko zniszczone i ciężko będzie znaleźć
drugiego człowieka. Ma niczego nie być, nawet zwierząt.
I znów się spotka jeden człowiek z drugim i znowu zaczną,
tak jak to kiedyś Adam i Ewa. Pomału, znów Pan Bóg da
nam nowy świat. Bo to przecież On wszystko stworzył". Inna
kobieta z kolei taką oto wizję przedstawia:
No to chyba idzie do tego, że ma wszystko zginąć i że
człowiek ma z powrotem zacząć od zera. Zostanie z ni­
czym i będzie zaczynał od tej łopaty czy tam od szpadla.
Tak mówią. Nieraz teściowa tak mówi, nie wiem, gdzie
ona to wyczytała, że ma wrócić ten czas, że po końcu
świata ten, co zostanie, ma zacząć od nowa, jak kiedyś.
Tak jak słyszałam, na własne uszy nie czytałam, nie wi­
działam, że to ma dojść do tego. Mi się wydaje, że jakby
nasz świat przestał istnieć, to będzie następny, tak samo.
Czy tam człowiek zostanie, czy Bóg następnego stworzy.
Jeżeli ten Bóg istnieje, to czy on zostawi tę Ziemię taką
niezagospodarowaną? My jesteśmy jak pokolenie. Po
naszym będzie następny świat.
Tego typu wypowiedzi zdają się być osadzone w przyta­
czanych przez Magdalenę Zowczak wyobrażeniach o do­
konującej się okresowo, np. co trzy tysiące lat, „zagładzie
światów" . Wydaje się więc, że mamy tutaj d o czynienia
z kolejnym wariantem Eliadowskiego mitu Wielkiego Powro­
tu. Światy giną i powstają na nowo. Na poziomie struktural­
nym koniec jest tożsamy z początkiem. Apokaliptyczny dys­
kurs to jeszcze jedna forma wyrazu „archaicznego" pragnie­
12

30

nia ucieczki przed historią poprzez powrót do niewinnych
„początków".
Jednak zarówno cykliczność, jak i nakierowanie na „po­
czątki" nie są tutaj bynajmniej tak oczywiste, jak by się mo­
gło wydawać. Po pierwsze, choć powtarzalność „zagłady
światów" logicznie zdaje się pasować do wypowiedzi naszych
rozmówców, oni sami o tym nie wspominają. Ich uwaga sku­
piona jest na tym, co nastąpi po tej zagładzie, która, jak wie­
rzą, wkrótce nastąpi. A ich słowa wydają się przede wszyst­
kim wyrazem nadziei, że nie będzie ona ostateczna, nadziei,
dodajmy, która stanowi charakterystyczny rys komicznej apo­
kalipsy.
Po drugie, orientacja na początek, uwyraźniona przez od­
wołanie się do postaci mitycznych rodziców ludzkości, Ada­
ma i Ewy, miarkowana jest jednak w badanym dyskursie
przez wyobrażenie ostatecznego Sądu. Światy nie będą gi­
nąć w nieskończoność, koniec nie zawsze będzie począt­
kiem. Być może najbliższy koniec nie będzie jeszcze tym
ostatecznym, być może spełni jedynie funkcję swojego bi­
blijnego prawzorca - potopu, oczyszczając ziemię ze złych
i niesprawiedliwych i stwarzając szansę dobrym i sprawiedli­
w y m na rozpoczęcie „od nowa": „Tak, jak wtedy ten Noe.
Tak samo teraz, może Bóg komuś zaufa i zostawi go. [...] to
się chyba powtórzy, kogoś zachowa. Czy my wszyscy tacy
grzeszni, że Bóg nikogo nie uchowa?". Albo też tworząc miej­
sce dla nowej, lepszej ludzkości: „A może i nowe jakie po­
tomstwo na ziemię zejdzie?! Takie mądrzejsze i grzeczniejsze". Ale w końcu koniec stanie się końcem. Bóg przyjdzie
sądzić żywych i umarłych.
PARUZJA I SĄD
Wielu z naszych rozmówców koniec świata natychmiast
łączyło z paruzją i sądem: „Koniec świata? Stamtąd przyj­
dzie sądzić, żywych i umarłych, ludzi za ludzkie czyny"; „Pew­
nie, że wierzę [w koniec świata - przyp. M. Cz.]. Musi się
kiedyś skończyć coś, co się kiedyś zaczęło. Potem Pan Je­
zus zstąpi i będzie sądzić ludzi"; „W koniec świata - wierzę.
Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Mamy wszę­
dzie w pacierzu, wszędzie Jezus, koniec świata". Ta ostatnia
wypowiedź odsłania źródło tego powszechnego skojarze­
nia: katolickie Credo, w którym znajduje się, odnoszący się
do Jezusa Chrystusa fragment: „i przyjdzie w chwale sądzić
żywych i umarłych". Wśród naszych rozmówców (i w religij­
ności ludowej, jak twierdzi Magdalena Zowczak) rozróżnie­
nie pomiędzy poszczególnymi osobami Trójcy nie jest zbyt
wyraźne , więc w roli sędziego często występuje po prostu
Bóg: „Ksiądz opowiada, że to jeszcze trąba przyjdzie ma
zatrąbić i mają żywi i umarli się zenijść, powstać mają i pan
Bóg osądzi". Podstawowym kryterium, według którego zo­
staną osądzeni, będą ich uczynki: „Staną po prawicy i po
lewicy. Byłeś głodny, nakarmiłeś mnie, byłeś nagi, przyodzia­
łeś mnie, byłeś podróżnym, przyjąłeś mnie w domu. I tak
będzie. [...] No to chyba tak, że złych czeka kara, a dobrych
nagroda", „[Bóg będzie sądził] wedle uczynków, bo inaczej
być nie może. Jednakowo nie można karać, bo jeden grzeczniejszy, drugi gorszy. Złodzieje i dobrzy chyba nie tak samo
będą. [...] Tak jak na świecie, jak ktoś kradnie, to do więzie­
nia go zamykają. To sprawiedliwe". Idea odpłaty zdecydo­
wanie góruje tutaj nad przekonaniem o miłosierdziu Boga:
„[Pan Jezus] już wówczas nie będzie miłosierny. Będzie tyl­
ko dobry dla dobrych. Dla złych nie będzie miał litości. Jedni
pójdą do Nieba, inni będą się męczyć w piekle. [...] Pan Bóg
będzie sądził. Po swoje prawej stronie ustawi tych dobrych
i każdego zapyta o wszystkie uczynki. I ludzie źli - przegrani
będą się bać gniewu Pana Boga. Pan Bóg będzie pytał, czy
on był litościwy, czy po prostu kochał ludzi".
13

Numer 10/2005

�BĘDZIE P O L E P S Z E N I E , B Ę D Z I E P R Z E D Ł U Ż E N I E " . . .
Boski Sąd wydaje się zatem stanowić ostateczne rozwią­
zanie problemu zła: dobrzy zostaną nagrodzeni, źli - ukara­
ni. Ci pierwsi trafią do Nieba, ci źli do Piekła i odtąd całą już
wieczność będą tam przebywać. W ujęciu 0'L.eary'ego tego
typu idea to przykład typowego dla komedii - i stąd dla apo­
kalipsy komicznej - podwójnego zakończenia: dobrego dla
dobrych, złego dla złych. Badany dyskurs zakłada, w przeci­
wieństwie na przykład do doktryny kalwińskiej, że trafienie
do jednej z tych dwóch grup jest kwestią wolnego wyboru,
co jeszcze bardziej odsuwa go od apokalipsy tragicznej.
Jednak nie oznacza to, że idei Sądu nie towarzyszy strach.
Choć generalnie nasi rozmówcy zdawali się siebie samych
uważać raczej za ludzi dobrych, to nie zdradzali wcale pew­
ności, że podczas Sądu wszystko pójdzie gładko. 85-letnia
słuchaczka Radia Maryja mówi na przykład: „Ja chociaż wie­
rzę, to i tak strach mam z powodu moich błędów młodości".
Jak już było wspomniane wcześniej, czas Sądu nie jest cza­
sem miłosierdzia, lecz bezwzględnej sprawiedliwości, która
może dosięgnąć właściwie każdego, któż bowiem jest bez
winy. Rodzi się więc pytanie: Czy rzeczywiście tak wyobra­
żony Sąd stanowi tak doskonałe narzędzie logiczne d o roz­
wiązania problemu zła? Przecież w gruncie rzeczy problem
zostaje jedynie przesunięty, a nie zlikwidowany. Zło i źli wszak
mają istnieć - w Piekle - wiecznie. A większość z tych, któ­
rym owo „narzędzie" ma służyć, nie ma wcale pewności, że
nie zwróci się ono przeciwko nim.

Odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Tak, ponieważ mimo wszyst­
ko wydaje się ono w pewnym stopniu działać. Nie, bo owo
działanie wynika z tego, że pewne kwestie są przez użyt­
kowników badanego dyskursu jakby celowo niezauważane.
I mają oni do tego pełne prawo, nie będąc logikami ani reto­
rami.
Jeśli dyskurs apokaliptyczny jest dla nich narzędziem, to
raczej na modłę bricoleura niż inżyniera . Nie stanowiąc ide­
alnego, koherentnego mechanizmu pozwalającego zlikwido­
wać wszelki luki w sensownej strukturze świata, przydaje się
jednak czasem do takiego ich zakrycia, by nie były widocz­
ne z tego czy innego miejsca w tymże świecie.
14

1

S. O'Leary, Arguing the Apocalypse:

A Theory of Millennial

Rhetoric,

New York - Oxford 1994, s. 6.
2

C. Geertz, Interpretation of Cultures, New York 1973, s. 144-145.

3

Kanon jest tu rozumiany tak, jak to sformułował J.Z. Smith w: Sa­
cred Persistence: Toward a Redescription of Canon, [w:] tenże, Imagi­
ning Religion: From Babylon to Jonestown, Chicago - London 1982.
4

Por. J. Z. Smith, A Pearl of Great Price and a Cargo of Yams: A Study
in Situational Incongruity, [w:] tenże, dz. cyt.
5

Co więcej, muszą one tak naprawdę mieć zakorzenienie w pew­
nych już istniejących schematach interpretacji (czy też może, idąć śla­
dem Bergera i Luckmana - konstruowania) rzeczywistości - i ich istnie­
nie w danym przypadku jest aż nadto wyraźne - ale owe schematy to
nie archaiczne archetypy, ale wytwory dynamicznej interakcji wcześniej­
szych jeszcze schematów z Inną historycznie określoną sytuacją.
6

Jeśli chodzi o rolę mediów w funkcjonowaniu kultury najstotniejszą inspirację niniejszego tekstu stanowi praca Waltera J. Onga Orality
and Literacy: The Technologizing of the Word, London - New York 1997.
7

Muszę tutaj dodać, że tego typu interpretacja nie przez wszystkich
naszych rozmówców była podzielana. Najdobitniejszy tego wyraz moż­
na znaleźć w wypowiedzi 51 -letniej mieszkanki Gulbieniszek: „A różne
zamachy, to że ludzie są tacy źli, to na pewno nie od Boga, co ludzie
robią. To w mocy piekielnej. [...] Jak terrorysta wysadził jakiś budynek,
to pan Bóg go nasłał? Na pewno nie".
8

Koncepcja takiego sposobu definiowania fenomenów kulturowych
została zaczerpnięta z: J.Z. Smith, Fences and Neighbors: Some Conto­
urs of Early Judasim, [w:] tenże, dz. cyt.
9

The Philosophy of Peirce. Selected
Jork - London 1950, s. 99.
10

Writings, ed. J. Buchler, New

Por. L. Festinger, H.W. Riecken i S. Schachter, When
Fails, Minneapolis 1956.

Prophecy

11

Zob. krytyczne omówienie tej koncepcji w: R.A. Segal, Eliade's
Theory of Millenarianism, „Religious Studies" vol. 14, nr 2, June 1978.
12

M. Zowczak, Zagłada światów. Między mitologią lokalną a Biblią,
„Konteksty. Polska Sztuka Ludowa" 1993, nr 3-4.
13

Por np. następującą wypowiedź: „Kiedyś moja mama opowiada­
ła, mojej mamie jeszcze mama opowiadała, że Pan Bóg ukarał poto­
pem, to jeszcze lecieli na drugie, trzecie piętro i jeszcze co wyrabiali! Ale
Pan Jezus powiedział, że już potopem karać nie będzie".
14

Odwołuję się w tym miejscu oczywiście do koncepcji Claude'a
Levi-Straussa z Myśli nieoswojonej (Warszawa 2001).

'. Kuczek

BAWattoi
PISMO AMROPOLOGICZME

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9564" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9542">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/324760ec2c4ab2f95193601ea735440f.pdf</src>
        <authentication>86dc2f88cdeb9a0bc723261131891492</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113891">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5603</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113892">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113893">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113894">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5209</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113895">
                <text>Życie śmieje się z rozumu/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113896">
                <text>O kłopotach z duszą, języku potocznym, Emilu Cioranie i pograniczności antropologii.Z Dariuszem Czają rozmawia Szymon Uliasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113897">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.3-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113898">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113899">
                <text>Uliasz, Szymon</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113900">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113901">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113902">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113903">
                <text>Zycie śmieje się
z rozumu.
O kłopotach z duszą, języku potocznym,
Emilu Goranie i pograniczności antropologii
z Dariuszem
rozmawia
Szymon Uliasz: Chciałbym zacząć od tytułu Ana­
tomia duszy. Pierwszym moim skojarzeniem jest
dzieło Roberta Burtona Anatomia melancholii
z 1621 rol^u, w \tórym mełanchołia przedstawia­
na jest m.in.jako choroba duszy. Książka ta jest
w gruncie rzeczy anatomią człowieka, natomiast
zjawisko mełanchołu jest w niej punktem wyjścia
i perspektywą, w której autor próbuje opisać cały
znany podówczas świat. Pańska Anatomia duszy
niema ambicji bycia współczesnym opus magnum
na temat duszy, co jest chyba oczywiste, ałe skąd
ta^ tytuł?
Dariusz Czaja: Cieszę się, że j u ż na począt­
ku przywołuje pan bardzo mi bliską książkę
Burtona. Bliską, choć bardziej m o ż e z powodu
melancholii n i ż anatomii. Z pewnością jednak
wymyślając tytuł swojej książki nie myślałem
o Anatomii mełanchołii. Nawiasem m ó w i ą c ,
przypominam sobie przeczytaną gdzieś u E m i -

1

Szymon

Czają
Uliasz

la Ciorana uwagę, że jest to najpiękniejszy tytuł
świata... A odpowiedź na pańskie pytanie jest
prosta. Wystarczy sięgnąć do drugiego motta,
które zaczerpnąłem ze świetnego studium Ortegi y Gasseta o topografii naszej przestrzeni we­
wnętrznej [„Jak wygląda, jaka jest anatomia tego,
co zazwyczaj dość mgliście nazywamy duszą? przyp. red.]. To
określenie tak

Jest t o nasze wnętrze ukryte

bardzo mi się

głęboko, d o którego nie możemy

spodobało, ż e

się dostać ,
1

zostało tytułem
całej książki. Z tym wiąże się zabawna anegdota.
Jak pan dobrze wie, prawdziwi naukowcy nie
lubią poetyckich określeń i bardzo się brzydzą
tego typu metaforyką. Jeden z tych prawdziwych
uczonych (czy też m o ż e przeuczonych?) zasia­
dających w radzie instytutu, w którym broniłem
tej pracy {Anatomia duszy była moją rozprawą
habilitacyjną), zdziwił się niepomiernie: jakże

Cytaty pochodzą z książki Dariusza C-L^I Anatomia duszy. Figury wyobraźni

igry językowe,

Wydawnictwo Uniwesytetu

Jagiellońskiego, Kraków 2005. Ich autorami są studenci - respondenci badań przeprowadzonych przez Czaję w ramach
Laboratorium badań empirycznych. Wywiady prowadzili studenci etnologii UJ.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

�Wywiad

4

Jest t o p r z e d e wszystkim sumienie,

m

o

z

n

a

m

° w i c

o anatomii du-

myśl, może pamięć.

.

. .

szy, skoro, ]ak
wszystkie dzie­

tyczna była więc w zamyśle nie tyle historycznoerudycyjnym wtrętem, ile czysto funkcjonalnym,
pragmatycznym preludium do dalszych kon­
kretnych analiz. Szło mi o to, by w y r y s o w a ć
m a p ę funkcjonujących w kulturze europejskiej

ci wiedzą, dusza jest bezcielesna! Nie wiem, czy
obawiał się, że będę ją ciął na kawałki, czy co?

języków rozmowy o duszy, po to żeby ewentu­

(śmiech) W każdym razie najwyraźniej nie pojął,
że chodzi o metaforyczne słowa. Sapientisat.

alnie odnaleźć je we współczesności. A m o ż e
dokładniej: aby dowiedzieć się, co współczesna

Pomysł przedstawienia językowego

mentalność powtarza (najczęściej bezwiednie)
z zastanego dziedzictwa, co przetrwało

obrazu duszy,

czy językpwo-kułturowej
wiedzy o duszy, daje
wgląd w obecność i miejsce tego pojęcia w świa­
domości potocznej współczesnego człowieka. Co
wynika z konfrontacji i zestawienia ze sobą wiedzy
filozoficznej i teologicznej z wyobrażeniami
na
temat duszy obecnymi w języku

potocznym?

Zasada zestawienia jest bardzo prosta. Punkt
wyjścia był taki: chciałem się zorientować, w jaki
sposób i jakim j ę z y k i e m ludzie współcześni
rozmawiają o duszy. Interesowało mnie to, jak
o tym mówią - to, z jakich pojęciowych kloc­
ków zbudowane są ich wyobrażenia duszy. Żeby
się w tym przepastnym materiale nie pogubić,

mięci kulturowej w dzisiejszym języku, a co jest
novum, co jest ultranowoczesnym impaktem.
Innymi słowy - o jakie elementy wzbogaciliśmy
stary słownik, retorykę, metaforykę w naszym
dzisiejszym myśleniu i opowieściach o duszy
Sądziłem ze lepiej będzie m o ż n a pokazać po
n o w o c z e s n o ś ć rozmowy o duszy wtedy edy
umieści się ją na kontrastowym tle To fasćynuiace słuchać iak ludzie którzy niedv nie mieli
w reku Platona mówią iecoiezvkiem albo naele
ni stad ni zowąd odzvwaia sie Karteziuszem
Mówia'róznymiMężykami sam, o tym nie wielYiuwiij i

U Z J I I J

l i i i jivaiiii^

oaiiii w L y i l l iiiv., vv lv

dząc Szczególnie właśnie zależało mi na tym
tw
nokazać
oy p
orażać
pomieszanie j ę z y K o w - to
to, jiak
aK

a m o ż e nawet nie utopić, wydawało mi się roz­
sądne s p o r z ą d z e n i e czegoś w rodzaju mapy
retorycznej - rekapitulacji kilku podstawowych
w kulturze europejskiej d y s k u r s ó w o duszy:
greckiego, hebrajskiego, chrześcijańskiego i -

mazie z a c z y n a j ą „ m o w i e j ę z y K a m i .
cieKa¬
we,
u w a g a dotyczy me t y i K o r o ż n i e pomiędzy
p o s z c z e g ó l n y m i w y p o w i e d z i a m i , Do to w miarę
oczywiste, ale czasem to p o m i e s z a n i e miało
miejsce w e w n ą t r z j e d n e j w y p o w i e d z i . A m D a r a -

z obszaru nowożytności - kartezjańskiego. To
są w moim przekonaniu cztery zasadnicze tra­

sujące, prawdar

dycje rozinowy o duszy w naszej części świata
Referując je skrótowo śledzę limę rozwój o
wa" konkretnych obrazów metafor porównań
odnoszących się do duszy Nasze myślenie nie
iest nrzeciez zawieszone w nrózni kulturowei
korzysta z anaratu noieciowero i leksykalne^
dostarczonego nrzez tradycie Dusza n,e snadła
n a m z m e b a a i e ś l i i u z to z nieba idei z orze
pastnych głębi starych słowników Część teore­

Nazywa to pan „syndromem

2

C. Ginzburg, Ser i robaki, Wizja świata pewnego młynarza

Menocchia"...

To jest przezwisko pewnego nad wyraz roz­
garniętego m ł y n a r z a żyjącego w X V I wieku
we włoskiej prowincji Friuli, bohatera świet­
nej książki Carla Ginzburga . O n to właśnie,
konstruując na podobieństwo bricoleura swoją
synkretyczną wizję światopoglądową z dostęp­
nych sobie elementów, mówił o świecie różnymi
2

z XVI w., tłum. R. Kłos, Warszawa 1989.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

5

językami, nie bardzo wiedząc, skąd to wszystko
pozbierał. I teraz - jeśli odnieść to do rzeczywi­
stości, o której rozmawiamy, do współczesnych
wyobrażeń duszy - widać jak na dłoni to nieusta­
jące materii pomieszanie, ten m e l a n ż słowników,
języków pochodzących z całkiem różnych para­
fii: trochę retoryki filozoficznej, trochę katechi­
zmu, duża porcja nowomowy psychologicznej,
metaforyka techniczna etc. Obok archaicznych
wyobrażeń duszy jako dymu, powietrza, czegoś
niewidzialnego iiićiiiiy więc nowoczesne kon­
cepty, w których dusza p o r ó w n y w a n a jest do
silnika programu komputerowego czy dyskietki
Wszystko to się rdzeni uciera w ponowoczesnym
tyglu.

antropologii na przedramieniu, powiedzmy od
drugiego roku (śmiech), tak żeby wiedzieli, w co
grają, i żeby nigdy nie zapominali, po co wyru­
szają w teren. Nie po to przecież, by utwierdzać
się w tym, co j u ż wiedzą, ale - również - by dać
się zaskoczyć, by stwierdzić, ż e w krainie wy­
obrażeń coś takiego jak wzorzec metra z Sèvres
nie istnieje. O d tego dopiero m o ż n a zacząć
sensowną analizę i interpretację rzeczywistości.
Pytając o duszę, nie szukaliśmy więc tego, jak
odpowiedzi mają się w stosunku do jakiegoś
wyimaginowa­
nego wzorca
Jest o n a częścią Boga i czymś, c o
(bo nic takieżyje w i e c z n i e . Dusza jest cząstką

Czy chodziło wyłącznie o różnorodność przedsta­
wianych opisów, czy w tym zestawieniu obecna
była jakaś inna miara? Wypowiedzi informatorów
są bowiem rozmaite, od całkiem
infantyłnych
i pretensjonałnych
po najbardziej
zaskakujące,
poetyckie wyobrażenia.
Jasne, że przede wszystkim chodziło o deskrypcję, o przedstawienie maksymalnie szero­
kiego spektrum współczesnych wyobrażeń du­
szy. W tym obszernym worku znalazły się więc
wypowiedzi o różnej wartości intelektualnej,
również i z naszej wielce oświeconej perspekty­
wy infantylne czy zgoła śmieszne. Ale, przepra­
szam, co to ma do rzeczy? Psim obowiązkiem
antropologa jest najpierw i przede wszystkim
rejestracja świata, jaki naprawdę jest, a nie jaki
chcielibyśmy, żeby był! Zapewne marzy nam się,
żeby każdy z naszych r o z m ó w c ó w miał dosko­
nale przemyślany i językowo spójny obraz duszy
a w dodatku potrafił go z precyzją logiczną i we­
w n ę t r z n a koherencia przedstawić. Mało teeo:
najlepiej jeszcze żeby zgadzał się on z naszymi
podefrzeriiami intuiciami N i c na to nie pora
dzc ze tak nie jest. Życie śmieie sie z rozumu".
Tb Gombrowicz. I V dewizę m o ż n a bv w ra­
mach zajęć laboratoryjnych tatuować studentom

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

go nie istnieje)

miłości, czymś, c o jest w e m n i e

ale staraliśmy

najlepsze. N i e potrafię powiedzieć,

się z a n o t o w a ć

jak istnieje dusza, ponieważ jest t o

wszystkie

pytanie o to, jak istnieje Bóg, a ja

-

nawet te najbardziej kurio-

t e g o nie w i e m . I ta w i e d z a nie jest
mi potrzebna,

zalne z naszej
perspektywy - pomysły. A poza tym, wie pan,
wszystko ładnie, wszystko śmiesznie, dokąd po­
zostajemy na poziomie lektury. Ale proszę pyta­
nie o duszę odwrócić do siebie, to zobaczy pan,
że j u ż tak wesoło nie jest. Ma pan do wyboru
albo zastane języki, albo wariacje na ich temat,
albo twórczość własną. Generalnie, łatwo nie
jest - zapewniam.
Jaki był początek y
&gt;
by zająć się wyobrażeniami
l

ch

badań

s

k$
°8
duszy?
d

w

óle

pomysł,

To rzeczywiście ciekawe. U początków tych
badań tkwi pewien zabawny paradoks. O t ó ż
w ramach „Laboratorium badań empirycznych"
prowadziliśmy badania zatytułowane „Kontek­
sty ciała i cielesności". Jak wiadomo, to studenci
są autorami kwestionariusza badawczego. Czy­
tając ich kolejne wersje, zauważyłem, że czegoś
tam brak, i trochę na zasadzie żartu, przekory,
zaproponowałem: skoro zajmujemy się ciałem,
to m o ż e dodajmy też coś o duszy. Zapytajmy

�Wywiad

6

więc: co stało się z duszą? Jeśli jest, to gdzie? Jak
się ma dusza do ciała? Itp. Z czasem okazało się
- ku zaskoczeniu wszystkich, ze m n ą na czele że była to najbardziej fascynująca część wywia­
du. W związku
Dusza jest najbardziej niepojętą

z

tym

w

ko-

rzeczą.

lejnych edy­
cjach kwestio­
nariusza rozbudowaliśmy tę część, nazwijmy
ją „duszną". Była to samodzielna część funk­
cjonująca w ramach szerszego kontekstu ciała
i cielesności.

To zresztą bardzo ciekawe, bo w tego rodzaju
proteście jest kawał fantastycznej, realnej wiedzy
Jest w książce szereg wypowiedzi osób, które nie
definiują siebie jako ludzi religijnych, natomiast
próbują jakoś o duszy mówić, nazywać ją, znaj­
dować słowa na jej opisanie. Jak z tego widać,
respondenci mieli pełną możliwość odpowiedzi,
również negowania samych pytań. Żadnej tresu¬
ry czy ankietowego zamordyzmu. Nominalnie
to były wywiady, choć ja bardzo nie lubię tego
słowa, bo kojarzy się trochę z przesłuchaniem...
Rozmowy?

Jak przebiegały same badania?
Powiem od razu: nadzwyczajnie. Nikt z nas
nie spodziewał się takiego odzewu, nikt nie
przypuszczał, że ludzie będą chcieli tak otwarcie
rozmawiać, no i nikt nie sądził, że dusza jednak
z naszego ciała nie wyleciała, jak m o ż n a by są­
dzić na podstawie rutynowych analiz tego, co
się nazywa - nomen omen - duchem współcze­
sności. Pamiętajmy: to nie był zamknięty i ano­
nimowy tryb ankietowy, lecz klasyczny wywiad
etnograficzny, czyli rozmowa między dwojgiem
ludzi, pełna swoboda rozwijania własnej in­
wencji i odpowiedzi. Pytanie często było tylko
zaczynem do rozmowy: „Czy jest coś takiego
jak dusza?". Jeśli człowiek mówił, rechocząc:
O
CO wv mnie tu pytacie?" to jasne jest że nie
było o czym rozmawiać natomiast jeśli ktoś od
powiadał twierdząco to zadawano m u kolejne
juz bardziei szczegółowe Dvtania Staraliśmy się
to robić bardzo delikatnie niektórzy oczywiście
Drotestowali ale ten protest też przecież o czymś
mówił Brak odnowiedzi tez ,est odnowiedzia
Niechęć czv nracmienie nrzeformułowania nv
tania tez i L odnowiedzi Ktoś na nrzvkład
ó w i ł - r L . e a n wv
n i e n, J u l c i e W w
r, '
mow "
f Wy m m
?GPymCie ra

, f
macnswiatopogiąaucnrzescijansKiego.
m

m

U

a

C

Z

e

m

:
. L^OJUZ

wyraźnie inlormuje, ze dla mego pojęcie duszy
w sposób oczywisty należy do słownika religijne¬
go, a takiej sugestii w ogolę w pytaniu nie było!

Tak, chyba słowo „rozmowa" jest tutaj naj­
lepsze. Chciałbym ujawnić w a ż n ą okoliczność
tych r o z m ó w To bardzo zapadło mi w pamięć po
rozmowach ze studentami. Po każdym wyjściu
w teren spotykaliśmy się w instytucie i rozma­
wialiśmy o tym, co się zdarzyło w trakcie badań.
I co mnie szczególnie zdziwiło - ba, niezmiernie
ucieszyło! - to fakt, że przez wiele tych komen­
tarzy przewijał się ciągle jeden wątek. Otóż tych
ludzi, którzy nie chcieli rozmawiać, był promil,
większość chciała, a część z nich
w praktyce zastosowała się do pewnej średnio­
wiecznej łacińskiej zasady mówiącej o tym iż
dar wymaga odwzajemnienia: do ut des daję,
byś i ty dał. Bardzo duza część ludzi mówiła tak:
Słuchai i a ci coś nowiem o tei duszy ale tv mi
tez Dowiesz Ale nie to co sie obiektywnie sadzi
i myśli o duszy tylko t y m i powiesz akto u cie
bie,est z dusza" Rozumie nan? Co'ś za coś&gt; Nie'
iest tak zeieden
od tuie
drugiego ale obydwie
osohv dzie a sie ze soha swoim, nrzenwśleniami
sa nartnerarni w rozmowie Wvnowiedzi rzestó
• i wier nieywvkle intvmnv tryewrw we
w n e L v r h ™ t r i Rvłn to
ł.twiei
i,
w n ę t r z n y cnarakter. cyio o tym arwiejsze, ze
jak wiadomo, studenci nie tylko byli pytającymi,
ale tez wystąpili w roli „tradycyjnego przedmio­
tu badan W wielu przypadkach widać było, ze
pytający nie traktowali swojej pracy wyłącznie
jako zadanie „na zaliczenie , sami tez w wielu
a

BARBARZYŃCA

1 (14) P 0 0 9

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

wypadkach musieli zdjąć z siebie ubranko neu­
tralnego, obiektywnego „badacza". Rutynowe
ćwiczenia terenowe przenosili na poziom w a ż ­
nej dla obu stron rozmowy. Odczułem to w pew­
nym momencie w sposób naprawdę przejmujący.
Nikomu o tym wcześniej nie mówiłem...

???
Otóż, żeby m ó c pracować na tych materia­
łach, musiałem je uprzednio wpisać do kom­
putera (wywiady były w rękopisach), co ozna­
czało, że ręcznie, „na piechotę", ponad pięćset
w y w i a d ó w trzeba było w p r o w a d z i ć do maszyny,
a później posegregować tematycznie. Pamiętam,
siedziałem przez cały tydzień w pałacu w Nie­
borowie (to nie mój pałac, niestety, tam są pokoje
gościnne), zajmując się tym i tylko tym. Pisałem
niemal non stop, po kilkanaście godzin dziennie.
I wie pan, po pewnym czasie miałem wrażenie,
jakbym przebywał wśród żywych ludzi. Te słow a z kartki zamieniły się w żywe, wyposażone
w jakąś quasi-fizyczność głosy I krążyły one
cały czas wokół mnie. Tak teraz m y ś l ę - m o ż e
dlatego że za m a r t w a litera pisma próbowałem
domyślać sie obrazów konkretnych ludzi Pro
szc s o b i e wyobrazić: pusty pokój wypełniony
radaiacymi s o w a m i ' 7aoewniam z e nie cier
pie na schizofrenie (Lterh)
M o z ę tez dlatego
i i a nie potrafię 'traktować tych tekstów wyłącz
nie ,ako materiałów terenowych" ale mam do
nich emorionalnv stosunek rhor - rzecz iasna
wiekJnśri.
nie l l t n k ™ i a m Rvłn r ™
z w i c K s z o s c i ą się me utożsamiam, cyio tam
wiele wypowiedzi w s p a n i a ł y c h , s z u K a j ą c y c n ,
mepewnycn. l a dziewczyna K t ó r a mowila, ze
nie wie czy dusza j e s t ale bardzo by chciała
zeby była. len c h l o p a K , K t ó r y m o w i l ze j e s t
niewierzący, ale ma pewność, ze dusza t y l K o o d
boga m o ż e pochodzie. l a K i e rzeczy się pamięta.
Oczywiście, bywały tam i glosy ironiczne, złośli­
we, prześmiewcze, ale to margines. Natomiast
mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością,
bo wszystko to przeczytałem u w a ż n i e : z du­
7

1 ( 1 4 ) P009

1

BARBARZYŃCA

7

żej części tych
głosów bije ja­
kaś w e w n ę t r z Nawet^pTze^z
zapisany tekst
p r z e b i j a ł o się
coś
żywego.
W niektórych
wypowie­
dziach, choć to

N i e w i e m , jak dusza tączy się
z ciatem ani gdzie p r z e b y w a .
W y o b r a ż a m t o sobie na rożne
s p o s o b y na przyktad: c z t o w i e k
wciągają razem z o d d e c h e m ,
albo z e w n i k a przez ciato, przez
catą powierzchnię skóry. Myślę,
j n
niersiowei
ze
p irvzpebuvyw
waa w klatce
Kiaice pierbiowej,
P

chociaż można czuć ją w catym

cisls zwlciszczći w ^towis
i oczach,

pewnie drobna
cząstka, dzięki
naszym wywiadowcom zostało uchwycone my­
ślenie in statu nascenai. bardzo często ludzie
mowih. „A wiesz, to ciekawe, bo ja o tym me
myślałem . 1 zaczynali głośno myslec. 1 ytamem
uruchamiano ich w y o b r a ź n i ę i słychać czasem,
ze w momencie, w którym oni formułują zda­
nie, z a c z y n a j ą myslec. N i e mają gotowców,
lecz usiłują w ogromnym trudzie pojęciowym,
retorycznym nadać temu n a z w ę , muszą znaleźć
słowo. Słychać prawie, jak to słowo z trudem się
z nich wydobywa. D l a mnie najbardziej fascy­
nujący, w ó w c z a s gdy spisywałem i zastanawia­
łem się nad tymi tekstami, był właśnie ten mo­
ment szukania przez nich po omacku, szukania
w chaosie. Żyjemy niby w świecie bez duszy, ale
samo słowo istnieje. I teraz rozmawiamy o tym
słowie, mamy duszę, me mamy duszy - obojęt­
nie, ale jak grzebnąć dalej, popytać, co to jest, to
nagle pojawia się trudność, w i d z ę ciemność...
I w tej ciemności trzeba sobie poradzić. I co
wtedy robimy? Albo łapiemy się istniejących
protez i m ó w i m y o duszy jako wiaterku, odde­
chu, promyczku itd, albo łapiemy się tego, co
pod ręką - silników, dyskietek - całej, tak nam
bliskiej, retoryki technicznej, albo próbujemy
własnymi słowami zbudować przestrzeń zna­
czenia. D l a mnie najbardziej fascynujące są te
wywiady, w których ludzie w y r a ź n i e me potra­
fią, ale mimo wszystko próbują zwerbalizować
to, czego w istocie zwerbalizować się nie da.

�Wywiad

8

Joanna To\ars\a-Bafpr w recenzji pańskiej książki

od Homera po de Sadea, to jednak robota odtwór­

chwali „systematyczny przegląd zagadnienia opi­

cza, a poza tym - j ak wspomniałem - była to led­

sywanego zarówno w porządku historii problemu,

wie część wstępna całej pracy, taka rozbiegówka.

jak i historii pojęć" , natomiast dość jednoznacz­

Historyk myśli mógłby powiedzieć, że dokonałem

nie odbiera jakąkolwiek

tu nazbyt dużego skrótu, zresztą tłumaczę się

1

wartość zamieszczonym
wydaje się

z tego we wstępie do części teoretycznej. Z kolei

w dość sporym mate­

nie bardzo wiem, za co mi się dostało. Z a to, że

w książce wynikom badań. Dziwne
to, że jako antropolożka,

riale języka potocznego widzi jedynie
nię, ubóstwo

i pustosłowie".

„monoto­

informatorzy mówią to, co m ó w i ą ? ! Przykro mi,

ludową

ja ich nie programowałem - mówili, co chcie­

Być może

usłyszeć można już jedynie u starych

li. Ja jedynie zarejestrowałem ich wypowiedzi

ludzi na wsiach, ale antropologa kultury chyba

i, nadając temu materiałowi pewien porządek,

powinny interesować przemiany językowe.

Mnie

opracowałem, zanalizowałem, wyprowadziłem

zastanawiająca

wydaje się chociażby owa metafo­

wnioski. M o ż n a dyskutować z założeniami pracy,

ryka związana

z komputerem, systemami zarzą­

z konkretnymi rozwiązaniami, z konkluzjami -

dzania etc. Nie chodzi mi o to, że w jakiś sposób

to rozumiem. Ale dyskutować z respondentami ?!

mądrość

przybliża
przemianę

mi problem duszy, ale ilustruje pewną
mentalną

i idące za nią

przeobrażenia

językowe...

Że mówią to, co mówią? Powiem szczerze: nie do
pojęcia jest dla mnie to, co pan właśnie zacytował,
że cały ten materiał to jedynie nędza intelektualna
i pustosłowie. Skądinąd nigdy nie twierdziłem, że

Hm... (głębokie westchnienie) Najchętniej spu­

zawarte są tam same intelektualne głębie. Nie po

ściłbym na tę recenzję firankę miłosierdzia, ale

to - na litość boską - te badania były robione, by

skoro pan pyta... Zabawne: mam wrażenie, że

jakąś osobliwą duszną „sapiencję" uzyskać - po

Joanna Tokarska chwali mnie za wątpliwe zasługi

tę niech się Tokarska uda do filozofów czy teolo­

i gani za równie wątpliwe przewiny. Zasługi wąt­

gów (do psychologów j u ż nie, bo ci w większości

pliwe, bo przedstawienie panoramiczne europej­

- jakby nie bacząc na źródłosłów własnej dyscy­

skich wyobrażeń na temat duszy, choć owszem,

pliny — j u ż dawno pozbyli się duszy ze swojego

wymagało przedarcia się przez kawałek literatury,

słownika)

JESZCZE. Swoje nadzieje wiążę z językiem w i d o c z n y m i p r z e s t r z e n n y m .
Który zacznie określać na n o w o , i przesądzi nieco inaczej, nasze myślenie. O c h , nie az d o Indian H o p i , którzy
- j a k t w i e r d z i W h o r f - „nie potrafią umiejscowić myśli inaczej jak t y l k o w przestrzeni, ani t e z nie potrafią
oddzielić przestrzeni o d w y n i k ó w myślenia". A z t a k nie, taka w i e l k a n o w a tuna nam się chyba nie zdarzy.
N o ale zawsze, zawsze. Różnica będzie w c a l e wyraźna i m y p r a w d o p o d o b n i e nie umielibyśmy porozumieć
się w petni z o b y w a t e l a m i w i e k u X X I I . Zwtaszcza w kwestii „duszy i „konkretu", „duszy" i „ciała" - stosunku
pomyślanego d o cielesnego. „Dokąd idziesz, Bartoszu?" „ M a m gąsiora w koszu". „Jak się mają w a s z e dzieci?".
„Zawiązany, nie w y l e c i " - I czyżbym ja już nie zakosztował takiej r o z m o w y ?

3

Recenzja zamieszczona w „Tygodniku Powszechnym",

dostępna pod adresem internetowym: http://czytelnia.

4

4

- A n d r z e j Falkiewicz

Andrzej Falkiewicz, Takim ściegiem:,

Wydawnictwo

Dolnośląskie, Wrocław 1991, s.l 10.

onet.pl/0,1341367,l,artykuly.html.

BARBARZVHCA

1 (14) P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

Albo najlepiej do pisarzy i poetów.

9

zny, są tam - jak pan wspomniał -

infantylne

wypowiedzi. Ale jest też wiele wypowiedzi co
O, jeszcze lepiej. N a m szło jedynie o to, by

najmniej ciekawych, interesujących. Wystarczy

ustalić, jak to dzisiaj z duszą jest w przestrzeni

przekartkować solidniej dział empiryczny, aby

myślenia potocznego. I zapytać, co znaczy i jak

zobaczyć ogromną różnorodność. Ileż tam zniu-

znaczy to, co ludzie o duszy mówią. A ż tyle

ansowanych wariantów związków między duszą

albo tylko tyle. Poza tym, tak j u ż logicznie rzecz

i ciałem! Ileż hipotez na temat statusu duszy po

biorąc, żeby dokonywać tak twardych, jak wyżej

śmierci ciała! Jak fascynujące poznawczo materii

cytowane, wartościowań, trzeba wiedzieć, jak

pomieszanie! Są tam bezwiedne cytaty z litera­

to n a p r a w d ę

z duszą jest. Z całym szacun­

tury pięknej, z traktatów teologicznych, z kate­

kiem, ale mam wątpliwości, czy doktor habili­

chizmu, z podręczników do psychologii... Trzeba

towana Tokarska to wie. Groteskowe jest też -

naprawdę dużo złej woli, żeby powiedzieć, że to

istotne w jej tekście - przeciwstawienie myślenia

tylko głuptactwa i nieodpowiedzialne bredzenie.

potocznego (głupiego, bezmyślnego, pustego)

Łatwo wydobyć jakąś jedną kuriozalną

m y ś l e n i u ludowemu (oczywiście: m ą d r e m u ,

w i e d ź z ich gąszczu, np. uwagę, że dusza mieści

przemyślanemu, pełnemu). Oczy przecieram ze

się pośrodku czoła, i na tej podstawie budować

zdumienia, bo przecież widać to jak na dłoni, że

później uogólnienia. Nawiasem mówiąc, logika

Tokarska o żadnej realnej kulturze ludowej nie

mityczna tego wyobrażenia jest łatwa do ekspli-

m ó w i , ale o jej intelektualnym (ideologicznym?)

kacji. Albo uznać, że dusza jako dyskietka to z u ­

konstrukcie! Ludowość ma różne imiona i wy­

żyta metafora. Przeciwnie: zdaje mi się ona bar­

miary. I mądry i, bywa, że całkiem głuptacki.

dzo świeża i intrygująca - choć pewnie zużyje

I stereotypowy oczywiście. O czymże w końcu

się za chwilę. Nie mogę pojąć, że całe to duszne

są świetne studia Jerzego Bartmińskiego i jego

dossier prowadzić m o ż e - j ak chce Tokarska - do

uczniów, jak nie o ludowych stereotypach języ­

wniosku o wszechoearniaiacei głupocie a nie

kowych? I to o ich poznawczym charakterze! To
zresztą charakterystyczne: kiedy jeden z naszych
informatorów dzieli się intuicją że dusza m o ż e
przebywać w oczach to dla Tokarskiej jest to
brednia ale iak to samo m ó w i przywoływany
przez Moszyńskiego

ludowy" informator

to

jest to juz wielka mądrość Ambarasujące do
prawdy. Niepojęte jest dla mnie to że tak m ó w i
pani etnograf ponieważ oboietni'e iakie sa te
wypowiedzi one po prostu sa Prawda wvobra
zeń iest ich istnienie Koniec kropka Poza tym
u w a ż a m za skrajną nieuczciwość powiedzenie,
że to sa tylko banały pustosłowia ltd Tak oo pro'
stu nie iest loanna chyba nie czytała tei książki
albo - iak podeirzewam - czytała ia wybiórczo'
bo iest rzeczą niemożliwa
różnorodnych
powiedzieć

1 ( 1 4 ) nn

by maiac kilkaset

wypowiedzi pod reka tak

Owszem są tam banały i mieli

BARBARZYŃCA

B

)t

) B

f

&gt;

na przykład - jak mnie - do wniosku o trudzie
nazywania o walce ze słowami i pośród słów
o wypowiedzenie tego czym dusza jest gdzie
jest jak łączy się z ciałem itp Siła tych wypowie
d z i l e z y w t y m iż próbują.wyrąbaćswój chodnik
w kompletnie nieiasnei w dodatku pogmatwa
nei myślowo i iezykowo przestrzeni Zeby za
kończyć koncvliacvinie powiem że naibardziei
spodobało mi sie w tekście loanny iedno zdanieZ książka ta powinni zapoznać sie w pierw'
s'zym rzędzie ci którzy i tak iei me crzeczytaia
- duszpasterze i katecheci". Prorocze!
Mnie

najbardziej poruszały

wypowiedzi,

pełne były niejasności, zastanowień,

\tóre

niedopowie­

dzeń. Jest w \siąice taki zapis: „]a\ dusza łączy
się z ciałem? Informator zastanawia się długo...
Nie

mówi nic".

�Wywiad

10
No właśnie, daleko nie trzeba szukać. Świet­

la lettre. To rozkręcenie na śrubki i pokazanie

ne! O czym nie m o ż n a mówić, o tym trzeba mil­

nędzy umysłowej i mentalnej Złotej gałęzi Fra-

czeć. Proszę zauważyć, tu rzeczywiście mamy

zera, tam gdzie m ó w i on o przestrzeni duchowej

milczenie, pustkę, i to literalnie. I kto jest tak

świata pierwotnego. Mało kto tak znakomicie

mądry, by powiedzieć, że jest ona pozbawiona

potrafił obnażyć jej irytującą ideologiczność, ba­

treści?

zującą na etnocentrycznej fiksacji. Wittgenstein
dowodzi, że Frazer konstruował zrozumienie

Ludwig

Wittgenstein, {tory wydaje mi się kimś

w rodzaju patrona pańskiego

studium,

tych swoich savages zza biurka, a jego horyzont

pisze

mentalny był co najwyżej horyzontem anglikań­

najtrudniej­

skiego pastora. Pokazuje całą jego ograniczoność

sze okazuje się to, żeby zechciało się ze samym

i prostactwo. Powiada, że j u ż sam fakt, iż Frazer

sobą mówić otwarcie. Trzeba przyzwyczaić

się do

dysponuje w swoim słowniku takimi słowami jak

tego, by mówić to, na co ma się akurat ochotę, bez

ghost czy shade, powinien był go zastanowić, bo ta

względu na to,ja\ bardzo wydawałoby

się to głu­

okoliczność umożliwia mu w ogóle komunikację

pie. Do czegoś sensownego dojść można bowiem

z tym jakoby całkowicie egzotycznym światem

gdzieś: „Kiedy chce się filozofować,

jedynie przez niezmierne pokłady głupoty". Koń­

dzikich. Innymi słowy: jest dowodem na to, że

czy on swój traktat zdaniem: „O czym nie można

przepaść między nami i dzikimi nie jest tak wiel­

mówić, o tym trzeba miłczeć". Cezary Wodziński

ka, jak on sądził. Okazuje się, że nie jest tak, że

na swoich wykładach

z ontołogii negatywnej pa­

my cywilizowani biali, jesteśmy wykonani Z ZU¬

rafrazuje to zdanie, mówiąc: „O czym nie można

pełnie innej gliny. Język nas zdradza, bardziej

mówić, o tym mówić trzeba"... Wydaje misie, że

n i ż nam się to wydaje. Wittgenstein wskazuje,

podobnie jest z duszą. Niewiele, albo zgoła nic,

że wystarczy spojrzeć bliżej na język, którego

możemy powiedzieć

natomiast

rzeczywiście używamy, który służy nam do CO—

i chociażby tego,

dziennego porozumiewania się, by zobaczyć na

z całą pewnością,

bogactwo świata jej wyobrażeń
co nazywa pan „syndromem
o inspirację filozofią

tym poziomie n cisze elementarne pokrewieństwo

Menocchia",

daje się wciąż żywe i istotne. Chciałem

zapytać

Wittgensteina i jego

w powstaniu książki. Przywołuje

rolę

pan w pierw-

z tak pogardzanymi przez brytyjskiego antropo­
loga dzikimi" C z y Wittgenstein był inspiracją?
M o z ę aż tak to nie pewnie jedną z kilku ale
cieszę się że zwrócił pan na. to UWH^c bo jego

rozdziale zdanie: „Cala mitologia złożona
jest tdj TI ciszy'tn języku", zatem pańska książka jest obecność w książce jest wvrazna To skądinąd
bardzo bliski mi filozof fascynujący człowiek
próbą fragmentarycznego ukazania współczesnej
mitologii obecnej w języku potocznym — czy moż­

zakonnik myślenia Zyl'tylko myśleniem i dla

na

myślenia Odziedziczył

takpowiedzieć?

zdaje się igigantyczna

kasę, wszystko to rozdał, żył mało wystawnie
Jak najbardziej. Nie przypadkiem w rozdziale

No i ta iego namiętność w myśleniu

żadnych

wstępnym przypominam i analizuję fenomenal­

nołowicznych rozwiązań I e J n d v kraża o i L o

ny, w moim przekonaniu, tekst Wittgensteina ,

wykładach te kilkuminutowe zawieszenia I ł o

rzadko chyba przywoływany w studiach antropo­

J a laiuo
h o te
kierowane do
siehie w nrzvtomnosri
su
ie Kierowane
uo sieuie,
przytomności

logicznych. To prawdziwa dekonstrukcja avant

słuchaczy uwagi

5

5

L . Wittgenstein, Uwagi o „Złotejgałęzi"

-

jestem głupi jestem głupi"

Frazera, tłum. i oprać. A. Orzechowski, Instytut Kultury, Warszawa 1998.

BARBARZVHCA

1 (14) P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

11

Gdzie są dzisiaj tacy wykładowcy, kogo dzisiaj

wielce skomplikowany - nie mamy wiele czasu,

stać na taką szczerość? Dzisiaj wszyscy uczeni

więc odpowiem krótko. W różny sposób filozofia

wszystko wiedzą, a jeśli czegoś nie wiedzą, to

próbuje się dzisiaj uporać z problemem duszy.

i tak się nie przyznają. Wittgenstein jest w a ż n y

Najczęściej, jak pokazuję na licznych przykła­

dla mnie nie tylko jako destruktor ideologiczne­

dach, usuwa ją ze swojego słownika, pokazując,

go języka, ale także jako namiętny poszukiwacz

że jest to językowa złuda, której brak realnego

duszy. Jest niepojęte, że w tym religijnym - choć

desygnatu. Duszy nikt nie widział, no to jej

jasne, że nie w żaden ortodoksyjny sposób - czło­

nie ma. Jak ironizował Ronald Laing: rozcięto

wieku, być m o ż e mistyku, m o ż n a zobaczyć, jak

mózg, pogrzebano w nim solidnie i na nic ta­

Dennett, umysłowość ateistyczną - myśliciela,

kiego nie natrafiono, w z w i ą z k u z czym od stro­

który zmierza do radykalnego usunięcia trady­

ny poznawczej

cyjnego (platońsko-chrześcijańskiego) dyskursu

kwestia prze¬

o duszy. Otóż nie do jego wycięcia namawiał

stała, istnieć bo

Dusz3.j6stzwi^z3.n3.zci3.łsrn [...],

Wittgenstein, ale do przeformułowania języka,

trudno zajmo-

ale w jaki sposób, t o nie w i e m .
D z i w n e , z e człowiek tyle rzeczy

do zmiany jego tektoniki. To jednak p o w a ż n a

wać się czymś,

różnica. Z licznych jego wypowiedzi o duszy

czego nie ma.

przypomnę jedną: pisał w Uwagach o religii, że

Pytania jednak

człowiek jest „najlepszym obrazem ludzkiej du­

pozostają. N a

szy". W i d a ć zatem, że to chyba słaby kandydat na

przykład takie,

bez-dusznego badacza. Czasem mam wrażenie,

fundamentalne: czy dusza w ogóle jest „czymś" ?

że z Wittgensteina filozofa wychyla się antro­

Jest taka w a ż n a książka Gilberta Rylea , który

polog. Nie tylko wtedy, gdy pisze on o mitologii

w sposób bardzo uczciwy i z temperamentem

językowej

ale w ogóle T a jego koncepcja gier

dłubacza, filozofa analitycznego, pokazał coś, co

ezykowych to jak istniejemy w sieci języka jego

zwykło się nazywać błędem kategorialnym. Otóż

rozprawka ó kolorach rozważania o problema¬

w i e , ale nic na t e m a t t e g o , jak
duszatączysięzciatem.

6

dowodzi on, że rozważania o relacji pomiędzy

tyce religijnej - to wszystko godne jest większej

duszą i ciałem (tzw mind-body problem) pro­

uwagi Miałem kiedyś taki pomysł by napisać coś

wadzone w tradycyjnym języku nie mają sensu,

większego o Wittgensteinie jako amropologu, ale

ponieważ dusza - o ile jest - nie jest „czymś",

na razie leży to z tyłu głowy.

nie jest obiektem, przedmiotem. M ó w i e n i e za­
tem o relacji duszy i ciała jest klasycznym przy­

Skoro juz przy filozofii jesteśmy, to jaką rolę pełni

kładem pomieszania poziomów. W podobnym

ona w pańskiej książce?

duchu pisał Wittgenstein: jeśli powiem, że mam

Wiadomo, ze dusza jest
części filozofii współ­

duszę, to jest po zabawie. Powiedziałem j u ż

czesnej (o nauce nie mówiąc) jest ułudą, a w naj-

wszystko, wszedłem w grę językową, z której

łepszym razie trasowany

później j u ż trudno się wyplątać. C o to znaczy,

bytem, który dla pokaźnej

jest z

protekcjonalną

że ją „mam"? C z y tak samo jak „mam" rower

pobłażliwością.

książkę, psa? Chyba nie bardzo.
To złożona kwestia, dochodzi ona do głosu
zwłaszcza w ostatnim rozdziale. Problem jest

6

G. Ryle, Czym jest umysł?,

1 ( 1 4 ) nn

Itojęzyk

nami mówi, a nie odwrotnie.

tłum. W Marciszewski, P W N , Warszawa 1970.

BARBARZYŃCA

�Wywiad

12
Właśnie. W i d a ć , j ak silny przymus wywieraj ą

słem, psychiką itp.? Odpowiedzi na te pytania

na nas językowe konwencje i jak wtłaczają nasze

- powiem to bardzo delikatnie - nie są wcale

myślenie w ślepą poznawczo uliczkę. Ale nawet

oczywiste. Zresztą, nie dajmy się zwariować. Nie

jeśli tak postawić sprawę, to pytanie o duszę nie

jest wcale tak, ż e współczesna filozofia czy na­

znika. Wbrew rewolucyjnej retoryce Dennetta,

uka m ó w i jednym głosem w kwestii duszy. Karl

Pinkera czy Dawkinsa, odsądzających pojęcie

Popper przyznawał się, że bliski jest mu pewien

duszy od czci i wiary, pytanie o jej istnienie (o jej

rodzaj dualizmu, choć niesubstancjalnego. John

takie czy inne rozumienie) nie zniknęło z nasze¬

Eccles, wybitny neurofizjolog, podobnie, choć co

go pola widzenia. Zbyt w a ż n e jest, byśmy ulegli

prawda jego koncepcja psychonów m o ż e nie jest

tej - nawiasem mówiąc, dość redukcyjnej

najszczęśliwsza. Richard Swinburne w niezwy­

toryce. To prawda, pojęcie substancjalnej duszy

kle precyzyjnie prowadzonym wywodzie także

jest nie do utrzymania. Podobnie jak infantylna

przekonuje, że mówienie o duszy wcale nie musi

jest wizja małego człowieczka w naszym wnę—

być nieodpowiedzialną grą słowną. Podaję kilka

trzu, który zawiaduje

p r z y p a d k ó w wybitnych badaczy, by pokazać,
naszym
zachowaniem.

Teatr kartezjański

powiada Daniel Dennett

się zużył. Z całą pewnością. Ale co w zamian?

że nie jest tak, że myśl współczesna „z natury
rzeczy" przyjmuje stanowisko materialistyczne. Toteż we wspomnianym ostatnim rozdzia­

le książki dyskutuję m o ż e nie tyle z nauką, ile
Poważni krytycy dzieła Dennetta — biorę go tu ze scjentyzmem, z ideologicznymi postaciami
na celownik bo' jest wyjątkowo brutalnym i nie
nauki, pokazując ich słabości, jednostronność,
przeiednanym destruktorem naszych dusznych

w y o b r a ż e ń - p o k a z u i a ze nowe metafory które
wprowadza Dennett bv opisać naturę umysłu
sa w niewiele lepszej sytuacji m z cały ten ana'
gaz przez nie­
Myślę, z e o d c z u w a n i e bólu
chroniczny bago odrzucony.
t o j e d n o , jak się skaleczysz na
przyktad. A odczucie duszy t o

Czy jego fnul-

a czasem dogmatyzm. Nawiasem mówiąc, j u ż
po napisaniu pracy zetknąłem się z intrygującą
r o zpr awą Stanisława Judyckiego, który za pomo­
cą racjonalnej argumentacji - z w r a c a j ą c uwagę
między innymi na fenomen pamięci - próbuje
bronić pewnej postaci dualizmu Nie jest więc
7

tak ż e dualizm antropologiczny to domena
tiplc cl&gt;TciJ~ts albo
ciemnych głupków a wysoka myśl opowiada
hojnie stoso­
przekazywane jest przez
sie wyłącznie za twardym monizmem Duzo to
ciato, jest t o j e d y n y sposób jej
wana metafora
bardziej skomplikowane. Pytanie ogólne czy
uzewnętrznienia. Jak cię boli
maszyny von
i w i aki sposób iesteśmy w stanie porzucić na
dusza, t o ptaczesz. To jest jak
Neumanna,
turalna" myśl o odczuwanym w nas rozdwoie
z k o m p o n o w a n i e m muzyki, stan
u ż y w a n e do
mu? Wbrew-rzekomo ostatecznym - dekretom
ducha przelany na papier.
opisania natu­
nauki wciąż będziemy pytać o to rozpołowienie.
ry u m y s ł u , są
pytać o to bo tak iesteśmy skonstru
w lepszej sytua­
owani
A
noża
nie ma pan
nan wrażenia
owam. ł\ poza tvm
tym - me
wrażenia, ze
cji n i ż odrzucony bagaż starych przeświadczeń?
nauka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa
I w ogóle: czy metafora komputerowa (zwróćmy
t ••?
u w a g ę : metafora!) poprawnie opisuje naturę
w tej matem. /\ m o ż e pierwszego s owa jesz¬
tego czegoś, co kiedyś zwano duszą, a teraz umy­
drugie, tylko odczucie duszy

-

cze nie powiedziała r Nie mam wątpliwości, ze

7

S. Judycki, Świadomość

i pamięć.

Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, T N K U L , Lublin 2004.

BARBARESCA

l (14)

P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

13

czekają nas jeszcze wielkie niespodzianki, gdy

że ci poddani scjentystycznej tresurze, zainfe­

chodzi o badanie zawartości naszej czaszki.

kowani myślą naukową (jak zwykło się mówić:

Nie wiem, czy tego doczekam, pan jest w trochę

empiryczną, trzeźwą, racjonalną) ludzie, będą

lepszej sytuacji. Gdyby stało się coś ważnego,

w ogromnej masie odżegnywać się od stwierdzeń

poproszę o telefon „tam" (śmiech).

o istnieniu duszy. Okazało się, że nie. Dlaczego?
W e ź m y taki przykład: co się dzieje w głowach

Wróćmy jeszcze do anatomii potocznej wizji rze­

studentów psychologii, którzy dostają mocny

czywistości. Język potoczny ja\o wykładnia

świa­

zastrzyk psychofizjologii? Nakazuje on myśleć

z Gadamera. Czy mógłby pan to skomen­

0 tym, co zamknięte w puszce zwanej psychiką,

ta"-to
tować?

w kategoriach funkcji czysto fizjologicznych.
Tam j u ż na żadną duszę - takie dziwo i cudo -

Chcemy czy nie, żyjemy w tym języku. Jeste­

miejsca nie ma. Ale oni muszą żyć na co dzień

śmy czytelnikami rozmaitych tekstów. Czytali­

1 nie robią tego, mając w głowie psychofizjologię,

śmy niejedną książkę psychologiczną, filozoficz­

boby zwariowali! Nie w y o b r a ż a m sobie kogoś,

ną, teologiczną. Mamy w sobie zinterioryzowane

kto porządkowałby swój świat konsekwentnie

rozmaite słowniki i języki. Natomiast w sensie

na podobieństwo psychofizjologii. Zakochałby

elementarnym, egzystencjalnym, emocjonalnym

się i mówił, Że

żyjemy w kategoriach potocznych. Język po­

są to tylko po-

N i e w i e m , w którym m o m e n c i e

toczny buduje nam rzeczywistość taką, w jakiej

budzenia płatu

powstaje dusza. M o z ę jest faza

istniejemy na co dzień. Gadamer przywołuje

czołowego czy

preegzystencji. Niekoniecznie

świetny przykład wyrażenia o Słońcu, które za­

jakiegoś inne-

indywidualnej. Jednostkowość

chodzi. Nie jesteśmy (generalnie) cymbałami

go ustrojstwa?

t o ztudzenie kultury zachodniej.

- chodziliśmy do szkoły, liznęliśmy trochę geo­

Powiedział-

grafii i astronomii. Wiemy coś o obiegu Ziemi

bym

wokół Słońca, ale dla nas Słońce zawsze będzie

że

zachodzić. Ciekawe, prawda? Gadamer, komen­

którą

tując ten przykład, m ó w i o „rzeczywistym pozo­

skądinąd, w życiowym sensie nie jest nam do

rze" - to doskonałe określenie. Zauważmy, ż e

niczego potrzebna. Nie chodzi o to, że jest nie­

w planie życiowym i egzystencjalnym to wiedza

prawdziwa! W większości przypadków wiedzy

nawet,

ta wiedza

M

o

z

e

l s t n i e ć

J

a k a ś

substancjalnana

z b i o r o w a dusza. Boski k o n g l o m e r a t

zjawisk nieuchwytnych,

mamy

potoczna zawiaduje naszym postępowaniem.

empirycznej, jak na przykład w świetnie się roz­

O n a nam porządkuje rzeczywistość. Nieade-

wijających badaniach neurofizjologicznych, za­

kwatność krytyki języka potocznego z punktu

kładam, że wiedza ta jest absolutnie prawdziwa.

widzenia twardej nauki - pomijam, że ten język

Jednak w planie życiowym jest nam niepotrzeb­

jest równie wątpliwy jak wypowiedzi naszych

na. Cytuję gdzieś w książce ten świetny fragment

informatorów, choć naukowcy nigdy się do tego

z Byrona: „The tree of knowłedge

nie przyznają — polega na tym że ci ludzie wciąż

life". Tak, drzewo poznania nie jest, i dodajmy,

w tym języku żyją Jest on najzupełniej r e a 1 n a^

nigdy się nie stanie, drzewem życia. Myśl potocz­

is not that of

opowieścią o świecie Realna w innv snosób n i ż

na nie za bardzo wgryza się w plan epistemolo-

twierdzenia emnirycznei nauki — t&gt;omaea sie

giczny, tak w a ż n y - ba, jedyny! - dla nauki. O n a

uporać z rzeczywistością na co dzień Bardzo

nie chce poznawać, ona chce żyć! Dlatego bywa

ciekawy jest ten rodzai dysiunkcii w głowach

tak, że akceptuje bez trudu rozwiązania nauko­

naszych informatorów. W y d a w a ć by się mogło

we, ale w planie realnym stosuje inną, potoczną

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

�Wywiad

14
„logikę". Odkrycia naukowe dotąd nie będą dla

Jeśli j u ż o paradoksach mówimy, w tej ma­

myśli potocznej atrakcyjne, dokąd nie opuszczą

terii znacznie bliższy jest mi Cioran. W jego

przestrzeni czystej epistemologii i nie przej­

książkach są ich całe fury, zwłaszcza w odnie­

dą w sferę egzystencjalną. Myślenie potoczne
bo-

wiem nie tyle

jaki Bóg? - to jakaś pojęciowa kukła. Natomiast

pragnienie

wszystkie jego książki obracają się wokół tego

przenika
D u s z a t o „ja", bo „ja" nie jestem
ciatem - kiedy umrę, t o ciatojest,

ale mnie t a m nie ma.

sieniu do Boga. Wydaje się on sceptykiem to­
talnym. M ó w i tak: dajcie spokój z tym Bogiem,

ile

problemu. I m bardziej się od Niego oddala,

obsesja sensu.

tym częściej do Niego wraca, mimo że w N i e ­

C ó ż nam bowiem z poznania całego świata, je­

go nie wierzy! Ale przecież - powiedzmy sobie

poznania,

śli duszę utracimy? - że sparafrazuję tu, chyba

szczerze - z niego taki ateista jak z koziej dupy

stosownie, słowa z Ewangelii Markowej. O to

g w ó ź d ź . Traktuję jego rozprawy jako destruk­

właśnie idzie - myśl potoczna jest interesow­

cje pojęciowego języka rozmowy o Bogu czy

na, kupuje tylko taki towar, który będzie się

w y o b r a ż e n i a Boga jako siwego starca z brodą,

nadawał do praktycznego użycia. Nie ma dla

polatującego, gdzieś tam, w przestrzeniach ko­

niej większego znaczenia, że „definicja" duszy,

smicznych. Ale ta głęboka intuicja, w e w n ę t r z n a

którą się zadowala, jest ze względów logicznych

sprężyna jego pisarstwa jest - w moim prze­

wadliwa.

konaniu - religijna, choć jest to religijność na
opak, religijność zrozpaczona A Heidegger,

„Bóg jest z definicji niedefimowalny" - to Ko­

jeśli j u ż pan o niego znienacka zaczepił, w tym

łakowskiego

sławnym wywiadzie dla „Spiegla", który miał

definicja Boga. Bra\ definicji nie

uniemożliwiajedna\podj cia
?

rozmowy, a czasem

wręcz przeciwnie...

zostać ogłoszony dopiero po jego śmierci, po­
wiedział coś bardzo zastanawiającego: „Tylko
Bóg mógłby nas uratować". Trzeba się zmierzyć

Dość podobne rzeczy mówią o duszy Szestow

z tym zdaniem w X X I wieku.

i Merleau-Ponty. Nie bardzo wiemy, czym ta du­
sza jest, ale wiemy, że jest. Albo inaczej : wszystko

Bardzo

emocjonalny,

niemal histeryczny, ton

wiemy o duszy, dopóki nikt nas o to nie zapyta.

w pismach Ciorana ma dla mnie wymiar terapeu­

Jest więc dokładnie tak, jak z czasem u św. Augu­

tyczny. Gdy czytamy o samym Ciorame, dowiadu­

styna. Dokąd mnie nikt nie pyta - wiem. Kiedy

jemy się, ie byl bardzo dobrym rozmówcę,

mnie pytają - zaczynają się schody. Chodząc po

biał jeździć na rowerze. Jakby w nim samym nie

ulicy, nie ma pan chyba poczucia, że jest tylko

było tej całej zgnilizny, robactwa i negacji, o której

kawałkiem ścierwa albo białkowym substratem

pisze w „Dziennikach"

- jak w znanej frazie Fryderyka Engelsa, który

radoksalnie - w pesymizmie zaskakujących

mówi, że życie jest formą istnienia białka. Myśli

afekty wnych sformułowań

pan chyba w kategoriach jakoś pojętego roz­

moc

Gombrowicz,

uwiel­

jakby-pa­
oraz

tkwiła jakaś osobliwa

oczyszczająca...

dwojenia? Mimo że - być m o ż e - tej intuicji nie
umiałby pan porządnie spojęciować. Ale sama
intuicja nie jest złudzeniem.

Gombrowicz mocno przesadzał z tą alergią
na Ciorana. M o ż e za bardzo dostrzegał pewne
podobieństwa do swojego myślenia? Zabawne,

U Heideggera znalazłem paradoks: „Bóg jest, ale

t u ż przed pana przyjściem, dosłownie przed

me istnieje".

chwilą, r o z m a w i a ł e m z panem Ireneuszem

BARBARZYŃCA

l (14)

P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

15

K a n i ą , tłumaczem Ciorana, znawcą jego pism.
Rozmawialiśmy też trochę o jego sławnych nicościach. Opowiadał mi, między innymi, o swojej
paroletniej korespondencji z jego żoną, Simone
Boue. Pisała na przykład, że przychodziło do
Ciorana wiele listów mówiących właśnie o te­
rapeutycznej wartości jego książek. To zaska­
kujące, p o n i e w a ż wydawałoby się, że takiego
ciemnego szlamu nicości, nihilizmu i scepty¬
cyzmu nie da się wytrzymać. M o ż n a sobie j u ż
tylko pętlę na szyi zawiesić i znaleźć stosowne
drzewo...

leczyć, natomiast gdy podamy jej za dużo, może
już jedynie niweczyć.

Jak z koszmarem, który przyśni nam się w nocy,
natomiast nad ranem budzimy się jakby lżejsi...

1 wyobrażeniowych w opisie tak zwanej „rze­
czywistości duchowej". Ostrzega, by nie brać
pozoru za prawdę, by nie mylić świata, jaki jest,
z pragnieniami, jakim chcielibyśmy go widzieć.
I nade wszystko nie ulegać optymistycznym
złudzeniom na temat natury ludzkiej. Nigdy
nie miałem go za jakiegoś bezmyślnego destruk­
tora. Toż to czystej wody realista! O wątkach
nihilistycznych u Ciorana m o ż e m y powiedzieć,
używając paradoksu, że to jest „pozytywne nic"
- jak pustka w buddyzmie. Nie jest to zero ma."
tematyczne ale pustka która znaczy Ciemny
punkt, od k t ó r e g o m o z ń a się odbić.

8

Albo wręcz przeciwnie (śmiech). Pamiętajmy,
to jednak jest wszystko n a p i s a n e. To nie jest
świat taki, jaki jest, lecz świat przepuszczony
przez pojęciowe, literackie sito. Pewna jego in­
terpretacja. To nie jest też program na życie, tyl­
ko są to pewne intuicje filozoficzne. Ale jest coś
trzeźwego w tym, co napisał Kania w świetnym
wstępie do Na szczytach rozpaczy, iż Ciorana nie
należy czytać przed trzydziestką, bowiem wów¬
CZaS bardzo łatwo się przyswaja tylko czystą ne­
gację, za którą j u ż nic nie idzie. Natomiast C i o mądrze czytany jest trucizną, ale taką, która
leczy. Zresztą przypomnieć warto przy tej "okazji
o znaczacei dwuznaczności w grece Pharmakon
- t o równocześnie i trucizna i 1 ekarstwo.
-

Jak u Agaty BielĄ-Robson,
hfóra odnosi to do
ironii. Zastosowana w odpowiedniej dawce będzie

8

Jeden z najwybitniejszych polskich tłumaczy, eseista.

Jest tu też pewna analogia z Wittgensteinem,
0 którym mówiliśmy wcześniej. Pokazuje on,
że nie warto się pozbywać duszy, lecz trzeba
przearanżować język rozmowy o niej. Podobnie
Cioran nie mówi: kupmy sobie parę kilometrów
sznurka i się wszyscy powieśmy, bo świat jest do
niczego, a Boga nie ma - bo jak ma być, skoro
jest nawet nie do wyobrażenia. O n raczej - tak
go odczytuję - zachęca do nieustannej pracy
nad językiem, do destrukcji idoli: pojęciowych

Na koniec chciałem zapytać o pański stosunek
różnych dyskursów. Była o tym mowa na ostat­
nim spotkaniu z Andrzejem Stasiukiem i Agatę
Bielik-Robson . Antropologiczne bycie na granicy
różnych, wyspecjalizowanych dyskursów - antro­
pologia filmu (pominięcie aparatu filmoznawczego), antropologia literatury (literaturoznawczego)
d

9

(Muttavali). W przygotowaniu jest jego przekład wybitnej

Przekłada! z wielu języków (angielskiego, niemieckiego,

książki Maryli Falk// mito psicológico

greki, łaciny, hebrajskiego, sanskrytu, palijskiego,

(Universitas)

tybetańskiego, rosyjskiego, francuskiego, włoskiego,

o

9

nell'India antica

Spotkanie odbyło się 5 lutego 2009 w krakowskim

hiszpańskiego, portugalskiego, rumuńskiego). Autor

Lokatorze z okazji prezentacji książki Jerzego Borowczyka

przekładów znaczących dziel, m.in.: Eliadego, Ciorana,

i Michała Larka Rozmowa była możliwa.

Rozanowa, Safranskiego, Kerenyiego, Benjamina,

z pisarzami, Stowarzyszenie Czas Kultury, Poznań 2008.

Calasso, biografii Milarepy, wyboru z kanonu palijskiego

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

Wywiady

�Wywiad

16
czy etnolingwisty\a i jej odmiany, o której mowa
w „Anatomii
duszy"... Jeszcze ze studiów pa­
miętam narzekania Tadeusza Sławka na herme­
tyczność poszczególnych instytutów i marny stan
komparatystyki oraz znikomą ilość prac interdy­
scyplinarnych -pańskiepisanie
i zainteresowania
zdają się być czymś temu przeciwnym...
Przypadkiem byłem na tym spotkaniu, to
zresztą dość zabawna konfrontacja była... Mniej­
sza o to. Pograniczność to temat dość bliski.
Zdawało mi
i

+

+

•

/• i

,

Iinterpretacja m a s w o j kres t a m ,
gdzie z a t r z y m u j e

się język.

D o p e t n i a się w Ciszy. A j e d n a k
t e n kres jest t a m t y l k o za sprawą
języks.^. Keirl Jcispsrs

się,żegdycho-

f

Z
logię,
\ ° sztywna
P°granica m i ę ­
dzy literackim
i naukowym,
między nauką
a n t r o

a sztuką, j u ż padła. Ale to nieprawda, upiór
scjentyzmu wciąż straszy. Rzeczywiście, od dłuż­
szego czasu świadomie stąpam po granicach. D l a
mnie antropologia od zawsze była dziedziną
fascynującą właśnie przez swoją pograniczność.
Nie definiowała się przez przedmiot, ale przez
sposób ujęcia, szczególne spojrzenie. Jest taka
świetna quasi-definicja, aforystyczne określenie
naszej dyscypliny, autorstwa Zbigniewa Benedyktowicza. Została ona zgłoszona prawie trzy­
dzieści lat temu. Przypomnę ją, bo jest chyba
zupełnie nieznana - pamięć młodzieży nie sięga
chyba tak głębokiego paleolitu. Otóż wedle Benedyktowicza antropologia to „marginesowa na­
uka bez granic". Zdaje mi się, że mimo różnych
moich w y b o r ó w metodologicznych nigdy tej
mantry nie porzuciłem Nigdy za antropologie
nie uważałem studiów tylko nad dzikimi ludami
czy nad kultura ludowa choć - co podkreślam także tvm ta nauka sie zaimuie. Natomiast mnie

10

interesuje świat, który mam za oknem. Intere­
suje mnie to miejsce, gdzie siedzimy. To, co jest
obok mnie. Zawsze powtarzam: po co jechać na
Trobriandy? Po co, skoro one są obok nas, albo
wręcz są w nas. Badajmy egzotykę nie gdzieś
za wodą, ale egzotykę nas samych. Popatrzmy
więc na tego białego człowieka końca X X wie­
ku i zapytajmy go: a jak to kumie u was z duszą
jest? T u się zaczyna antropologia... Pytanie:
jak to robić i jak to badać? Ja staram się upra­
womocniać różne języki, różne typy dyskursu.
Oprócz antropologii studiowałem też filozofię
i teologie wiec dla mnie sa to jeżyki nie tylko
bliskie ale i funkcjonalne Podobnie cały dyskurs
literacki czyli to co wynika z tekstu nominalnie
literackiego jest dla mnie jeżykiem otwierającym
pewna rzeczywistość Nie iest to tylko tekst do
interpretacji' tak iak to n a c z ę ś c i e robi nauka
o literaturze. D l a mnie literatura (jasne, że nie
każda) ma wymiar poznawczy Nie iest tylko
do komentowania ona sama otwiera newne
nrzestrzenie r z e c z y w i s t e g o do któreao
iezvk nankoweao dvsknrsn nie L d o s t e n n Ba
woaóleirhnieL,™
i . k ie
„ „ !
'
w ogoie icn me zauważa, jaK je zauważa,
ma języKa, zeby
tym opowiedzieć, I N I C mnie
bardziej me denerwuje jaK gadanie,
to tylKo stera estetyczna, a życie to życie, ze mię­
dzy nimi nie ma żadnego przejścia, ^ w a ż n i e .
;
l . ^ z i e l i b y ś m y o rzeczach bez Łleguduinejskicn,o czasie bez Czarodziejskiej gory,
o doświadczeniu zła bez Zbrodnii kary czy Jądra
ciemności o spotkaniu z tormą bez fani Ualloway, o relacji ludzie - zwierzęta bez Żywotów
zwierząt, o szmerach codzienności bez 1 ereca
Wymieniać dalej? To są przecież czystej wody
antropologiczne rozpoznania! Dzięki nim wi¬
dzimy ostrzej, myślimy głębiej, wiemy więcej.
a

m

m

7

a

t

n

n

e

W tym kontekście proza Stasiuka...

Cyt. za: L . Kołakowski,/^/ Boga nie ma. O Bogu, Diable, Grzechu i innych zmartwieniach ta\ zwanej filozofii religii,

Znak, Kraków 1988, s. 150.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

17

N o właśnie, proza Stasiuka w niektórych
swoich odsłonach zdaje mi się robotą antro­
pologiczną właśnie. Mniej oczywiście jest tego
w powieściach, bardziej w takich tekstach o trud­
nym do ustalenia gatunku: takich zamyśleniach,
gdzieś w pół drogi m i ę d z y r e p o r t a ż o w ą ob­
serwacją, medytacją a esejem. Jak pewne frag­
menty z Babadag, z Dukli czy z Zimy. Albo jak
w niektórych tekstach z tomu esejów Tekturowy
samolot. Zresztą jeden z nich - ten o estetyce
zdjęć pornograficznych - napisał Andrzej na
zamówienie do zredagowanej przeze mnie wie­
le lat temu antologii Mitologie popularne. Dla­
czego m ó w i ę o antropologiczności tego pisar­
stwa? Przede wszystkim dlatego, że sensualny,
finezyjny bogaty i niezwykle inteligentny język
Stasiuka potrafi wydobyć pewna rzeczywistość
z niebytu Potrafi pokazać ze ona jest nazwać
ia nomóc zrozumieć C z y n i e te^ooczekuiemy
właśnie od dobrego tekstu antropologicznego?
Dla mnie antronoloma iest onowieścia o rozma'-

tego nie zrobił, ten fragment świata dla większo­
ści z nas nie istniał. A teraz j u ż tak. Stasiuk nie
tylko odrysował kawałek realnego świata w sło­
wie, ale także wpisał go w język mityczny. Jest
to fantastyczna kontynuacja mitotwórstwa, mitografii Schulza. Jest to więc język, który m o ż n a
umieszczać na poziomie wtórnej mitologii. Ale
także jest to język o ambicjach rewelatorskich,
odsłaniających. Dzięki temu widzimy tę rzeczy­
wistość inaczej, jakby p o raz pierwszy. Myślę, że
są tylko dwa powody napisania antropologicztekstu: opisuje pan znaną rzecz z takiego
punktu widzenia, że nagle zaczynamy ją widzieć
w zupełnie inny sposób albo wydobywa pan na
światło dzienne fragment rzeczywistości o któ­
rym nikt nie pomyślał ze w ogóle jest Stasiuk
jest dobrym przykładem rozumienia antropolo
rii w obu tych zakresach D l a mnie sa to naimek
nieisze przykłady myślenia antropologicznego
choć wiele wody ieszcze unłynie w naszych
rzekach zanim doidzie do instytucjonalne™
zafiksowama iz taki rodzaj literackiego zapisu
będzie mógł zostać nazwany studium antropolo

itych światach l a k m ó w i ł e m - niekoniecznie
uycn swiaiacn. jaK iiiowiiein
o tvrh ecrzotvrznvrh i odlecrłvrh Stasiuk niszar
o Ln\*Ł\ Dukli w v d n b v ł l n i e b L N ^ w . ł
s w o j s K i e j uuKii, wyaopyi j ą niepytu.
azwai,
| '
/ ?
P
)°nainej K a r t o g r a r n . uasiomi jej przepraszam
słowo — duchową architekturę. Nikt wcześniej
7

P

P

x

Dr

r o w i n c

a L n v m T k n n l ^ r n od r J „ - nie id.ie mi n n
gicznym. u s p o K a j a m
razu nie ozie mi o to,
py wyciąć K i a s y K o w , a zamiast M a n n o w s K i e g o ,
j y a n s - i ntcnaraa.czy_Levi-atraussa.wprowadzić
do kanonu Stasiuka, lak daleko m o j e szaleństwo

h a b . D a r i u s z C z a j a - a n t r o p o l o g kultury, p r a c o w n i k n a u k o w y w Instytucie Et­

n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j UJ, c z t o n e k redakcji k w a r t a l n i k a „Konteksty" ( I n s t y t u t
Sztuki P A N ) , w s p ó ł p r a c o w n i k „Tygodnika P o w s z e c h n e g o " . R e d a k t o r t o m ó w z b i o r o w y c h :

Mitologie popularne. Szkice z antropologii współczesności
ciała. Świadectwa i interpretacje ( C o n t a g o ,
racje antropologiczne
i gry językowe

1999), a u t o r pracy

Metamorfozy

Sygnatura i fragment. Nar­

( W y d a w n i c t w o UJ, 2 0 0 4 ) . Książka Anatomia

duszy. Figury wyobraźni

j e s t j e g o pracą habilitacyjną. W d r u k u jest j e g o książka eseistyczna:

ciemności

I (14) P009

(Universitas, 1994),

BARBARZYŃCA

( w y d a w n i c t w o Czarne 2009).

Lekcje

�Wywiad

18
nie sięga. Dopominam się jedynie o uznanie tego
typu języków jako wiarygodnego i skutecznego
narzędzia rozumienia świata. Znalazłoby się
jeszcze parę innych przykładów takiej literackiej
antropologii. Zabieram się właśnie za książkę
pod roboczym tytułem Antropologia pisarzy.
Jej bohaterami będą: John M . Coetzee, W G .
Sebald, Jose Saramago. O dwóch pierwszych
coś tam wcześniej pisałem, chciałbym nieco
uporządkować sobie wiedzę na ich temat, trze­
ci - nadzwyczajny - doszlusuje do tej dwójki.
Spróbuję pokazać ich nie jako świetnych pisarzy,

Szymon
U Iiasz I

u

n

w

1 9

8

2

n

ale nade wszystko jako przenikliwych myślicieli.
Jako mądrych antropologów, a więc tych, któ­
rzy w sposób istotny potrafią wzbogacić naszą
wiedzę o człowieku. Jeśli skupiamy się tylko na
twardych językach scjencji, to wydaje mi się, że
ogromnie wiele przed nami umyka. A właśnie
literatura (i tylko literatura) potrafi wydobyć
rzeczy, których umysł naukowy nie widzi, a jeśli
dostrzega, to nie ma narzędzi, żeby nam o tym
opowiedzieć.
Dziękuję bardzo.

&gt; absolwent kulturoznawstwa US. Współautor tekstów i klipów grupy

„noc optymistów". Interesuje się filmem, filozofią i literaturą. Mieszka w Krakowie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10690" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10668">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9097b10bb4599e3e69accc46bc4cc6f5.pdf</src>
        <authentication>9a8314f8715c46b30e0bcbba558d98b2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127386">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5547</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127387">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127388">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127389">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127390">
                <text>Światy znikąd / Barbarzyńca 2008 nr 1 (11)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127391">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127392">
                <text>Czapiga, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127393">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127394">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury” s.53-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127395">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127396">
                <text>Małgorzata

I

A b s o l w e n t k a polonistyki UJ, obecnie doktorantka I roku etnologii i antropologii
kulturowej na UJ. Interesuje się literaturą współczesną, antropologią i teatrem.

C Z a p i g a

Szczególnie zafascynowana Leśmianem i Mądzikiem (Scena Plastyczna K U L ) .
I

U r o d z o n a w Rzeszowie, w y c h o w a n a w Tarnowie, zamieszkała w Krakowie. N i e jada

I

mięsa i boi się w o d n i c y z e studni.

Światy znikąd
Szkic o p e w n e j f i g u r z e i n t e l e k t u a l n e g o d y s k u r s u

Gdyby ludzie robili tylko to, co wyglądało na możliwe, do dzisiaj siedzieliby w jaskiniach.
(Stanisław Lem)

M

agiczne światy, wokół których oscylują
baśnie i bajki, nie są domeną literatury
dla dzieci, ale stanowią temat znacz­
nie obszerniejszy, który zakreśla swe granice
czasowe od starożytności po dzień dzisiejszy
oraz ogarnia swym wpływem wszelkie przeja­
wy ludzkiej działalności. Co więcej, człowiek
przez szereg wieków wierzył w istnienie owych
przestrzeni, w celowość ich kreowania, w koń­
cu ufał ich wielkim twórcom - kreatorom. Być
może wszelka debata o świecie - bez względu
na kulturowy kontekst - musi wspierać się na
figurze utopijnych, odrębnych czy alternatyw­
nych światów.
Pierwszym demiurgiem alternatywnych świa­
tów jako figury filozoficznego dyskursu był za­

1

Zob. M. Geir, Gra jeżynowa

filozofów.

pewne Platon. Jego idealistyczny system był
czymś więcej n i ż pomysłem na wyjaśnienie na­
tury bytu, a ontologia dostarczyła także jednego
z najważniejszych wyobrażeń (może toposu?),
jakie poza macierzystym kontekstem funkcjo­
nuje w refleksji o ludzkiej kondycji . Oczywiście
przed Platonem problemami ontologicznymi
zajmowali się inni filozofowie - choćby Pitago¬
ras czy Demokryt - ale u nich kwestia ta zwią­
zana była ściśle ze światem materialnym. Naukę
Demokryta Platon znał, ale jego pisma zupełnie
przemilczał, 2L Z teoriami Pitagorasa i jego UCZ"
niów sympatyzował i wiele z nich zaczerpnął,
iednak świat idei iest ieeo oryginalnym nroiektem. Filozof szukając źródła pojęć w zbiorze
z którego wykluczył rzeczy, doszeał do tego, ze
1

Od Parmenidesa do Wittgensteina, przeł. J. Sidorek, Warszawa 2000.

m i ) nm mminn

�54

Małgorzata Czapiga

pojęciem musi być inny byt, o innym statusie,
który cechował się będzie stałością, niezmien­
nością i wzorcowością. W swoim wykładzie,
nie troszcząc się o przywoływanie dowodów,
z a ł o ż y ł, że muszą istnieć byty znajdujące się
poza światem empirycznym, i nazwał je ideami.
Kolejno tworzył ich hierarchię, spekulował na
temat ich logicznych powiązań, ale nie potrafd
określić ich natury.
Teoria Platona stwarza zatem odrębny świat,
którego nie należy rozpatrywać w kategoriach
fizykalnych. Wykładając swą teorię, stwarzał
przy okazji pewną metaforyczną strukturę - jak
w baśniach - która ma cechy, jakie mają inne
alternatywne światy, także te literackie. Filozof
ateński działał tu przecież zupełnie jak poeci,
których chciał z państwa wygnać. W dialogu
łon zarzucał im, że wpadają w trans, odrzucając
przy tym rozum, przez co sprowadzają niebez­
pieczeństwo na innych i potrafią tak mówić, aby
uśpić w nich rozum ora.z zdolności krytyczne.
Poezja dotknięta skazą irracjonalności powodu­
je paraliż umysłu, ma w sobie coś z magii, która
por y\V3 i omamia . A przecież jednak Platon
tworząc swój totalitarny system posługuje się
konstrukcia w iakimś stopniu podobna choć za
angażowana w inne interesy L o alternatywny
świat norazać może racjonalnością ale tez siła
sugestii polega na odwadze poetyckiej kreacji
aneln o wyobrażone idealne miejsce odnowied '
nie do szczęśliwego życia.

FOT. PIOTR KASIEWICZ

2

Filozofia zna bardzo wiele przykładów kre­
owania światów, których statusy nie mogą być
rozpatrywane w kategoriach prawdy i fałszu,
g d y ż żadne logiczne i racjonalne przesłanki
nie są w stanie ani jednoznacznie poprzeć tezy
o ich istnieniu, ani bezwarunkowo jej zaprze­
czyć. Nie o falsyfikowalność bowiem chodzi,
lecz konstrukcję, o retoryczny chwyt skuteczny
Platon nie podważa celowości poezji tylko w przypadku,
gdy służy ona filozofii. Pisze o tym w X księdze Państwa.
Później Nietzsche w Narodzinach tragedii z ducha muzyki
2

W ilozoficznym dyskursie. Tak przecież rzecz
ma się z pomysłem odwrócenia trybu myślenia
i efektami takiego rozumowania u Kanta. Nie
tylko na poziomie figur dyskursu analogię z al­
ternatywnym światem idei Platońskich odnaleźć
można w Kaniowskim świecie rzeczy samych
w sobie (Dinge an sich). Kant w całej swojej me­
tafizyce wikła się w szereg antynomii i paradok­
sów, bo z jednej strony z niepodważalną wręcz
stanowczością głosi, że rozum ludzki jest w sta­
nie poznać jedynie fenomeny, a z drugiej chce
wyjść poza ów rozum i objąć rzeczywistość nie
tylko fragmentarycznie, ale całościowo, zbliżając
się ku noumenom Gdy opisuje czyste pojęcia
(idee), jako narzędzia używa przecież intelektu.
postawi postulat odwrócenia wizji Platona - to filozofia
powinna służyć poezji, a nie odwrotnie.

BARBARZYŃCA

1(111 P O D B

�Światy znikąd

55

Jest przekonany do zasadności swoich twier­
dzeń, mimo tego że sprawdzenie istnienia idei
jest niemożliwe, gdyż rozum nie może dosięgnąć
owego celu. Rozum nie może powiedzieć nic
pewnego na temat idei duszy, wszechświata czy
Boga, a mimo to Kant tworzy wizje ich egzy­
stencji. Idee nie mogą być wcielane do doświad­
czenia, zatem twór Kantowski znów będzie miał
wszelkie znamiona magicznego świata, który
jest daleki od materialnej, empirycznie spraw¬
dzalnej rzeczywistości.
P r z y w o ł a n e przypadki stanowią jedynie
ezempla i m o ż n a by je mnożyć, poszukując
analogicznych konceptów i figur dyskursu filo­
zofów w różnych ich wersjach. Właściwie cała
metafizyka podejmuje temat tego, co jest „po
fizyce", po świecie materialnym, i chce opisać
ostateczną rzeczywistość, o której człowiek ma
pojęcie bardzo blade i nieugruntowane w po­
staci doświadczalnych potwierdzeń . Ontologia,
budując swoje twierdzenia w takich dyskursach,
jednocześnie stabilizuje jeden z ważniejszych
toposów w historii intelektualnej, toposów, któ¬
re wcale nie musza^ mieć metafizycznych uza—
sadnień ani być osadzone w iezyku filozofów.
W koncepcjach metafizycznych figura magicz
nych światów ma status twierdzeń o istocie
rzeczy które dla czytelników i użytkowników
tvch systemów niosą także obrazy żviace Doza
wypowiedziami o charakterze twierdzeń onto
logicznych. ^Viara w filozoficzne przestrzenie
3

niezbadane i niepotwierdzone towarzyszy czło
i i i e p u i w i e r u z u i i e towarzyszy c z i u w i e k n w i nd z a w s z e czestn iednak staia sie nne

fionrami w r e f l e k ^ n i

i

n.ih.rdlli Ind.

Magiczne światy wyłaniają się także z dys­
kursów nauki opartej na doświadczeniu i ba­
dającej zjawiska. Fizyk, matematyk, astronom,
Próby uwolnienia się od metafizyki pochodzącej jeszcze
z ducha Platońskiego podejmowano wielokrotnie. Pierw­
szymi, którzy chcieli się wyzwolić od zachodniej metafi­
zyki obecności, byli Freud, Nietzsche i Heidegger, jednak

3

m i ) im mminn

który opowiada o swoim przedmiocie badań,
zamienia go w przedmiot poznania, a więc na­
daje mu status naukowej konstrukcji, nie może
nie ulec presji języka i wymogów opowieści. Jego
prezentacja staje się relacją o światach urojo­
nych, niemożliwych, niedoświadczalnych... Nie
trzeba daleko szukać - weźmy choćby Isaaca
Newtona. Jego skrupulatnie przebadane i spraw¬
dzone poglądy nie były wolne od hipotetycznych
twierdzeń. Z ogromną pewnością wprowadził
pojęcia: przestrzeń absolutna, czas absolutny
i ruch absolutny. Oczywiście istnieją one obok
przestrzeni którą jesteśmy w stanie poznać do¬
świadczalnie jednak mają - zdaniem uczonego
- naturę duchową (!). Metafizyka Newtona mia¬
ła cechy idealistyczne w duchu platońskim Cały
projekt układów inercyjnych" czyli takich na
które nie oddziałuje żadna siłazewnętrzna ma
także znamiona magicznego świata Wmomencie kreowania takich teorii fizyk działa identycz
y

y

nie iak filnznf i nneta — twnrzv n i c z v m nienn
n a r t ę ciekawe t a i e m n i r z e przestrzenie R ó ż n i c a
nniawi sie dnniern w d r n a i m etanie k i e d v N e w

ton hed.ie d L ł do nr.ktvr.nean ^ t n l w . n i ś

ton oęozie aązyi do praktycznego zastosowania
swoicn magicznych światów. faktycznie, po modyti
ji
^ ™ J wizji wyłaniają się z men
prawa dynamiki i hipotezy dalece wykraczające
poza takty empiryczne, które są tundamentem
nauki doświadczalnej sensu stneto.
W i z j ę alternatywnych światów odnajdziemy
tym bardziej w dyskursie nauki współczesnej,
choćby w fizyce kwantowej, której teorie zawsze
wzbudzały wiele emocji. Trafnie jej naturę okre­
ślił Stanisław Lem:
„Są fizycy utrzymujący, że rozumieją to [od­
mianę fizyki kwantowej] tak samo jak rozumie­
ją, czym są kamienie i szafy. W rzeczywistości
rozumieją zgodność teorii z wynikami pomial d e a l l

c

e

swoje krytyki pisali nadal językiem metafizyki pełnym
Platońskich dualizmów. Nowy, wyzwolony spod okowów myślenia Platońskiego język zaproponował dopiero
Jacques Derrida w projekcie dekonstrukcji.

�Małgorzata Czapiga

56
rów. Fizyka, mój drogi, jest wąskim szlakiem
wytyczonym przez czeluście, niedosiężne dla
ludzkiej wyobraźni. Jest to zbiór odpowiedzi na
pytania, które zadajemy światu, a świat udziela
odpowiedzi, pod warunkiem że nie będziemy
mu stawiali innych pytań n i ż te, które wykrzy­
kuje zdrowy rozsądek. Czymże jest zdrowy roz­
sądek? Jest tym, co ogarnia intelekt stojący na
zmysłach takich samych jak zmysły małp. Ów
intelekt chce poznawać świat zgodnie z reguła­
mi ukształtowanymi przez jego ziemską niszę
życiową. Ale świat poza tą niszą, tą wylęgarnią
inteligentnych małpoludów, ma własności, któ­
rych nie można wziąć do ręki zobaczyć ugryźć
usłyszeć, opukać i w ten sposób zawłaszczyć" .'

pewną substancjalność. Spotkania te możemy
właśnie połączyć z teorią Everetta, która mówi,
że komunikacja między światami odbywa się na
dwa sposoby. Pierwszy z nich to „drzwi między
światami", które stwarzają okazję do fizyczne­
go przemieszczenia się z jednej przestrzeni do
drugiej. Przykłady takie w poezji autora Napoju
cienistego odnajdziemy wielokrotnie. Szczegól­
nie późne tomy Leśmiana przynoszą wizję po­
zagrobowych spotkań kochanków:
„Uczył się kochać umarłą, pieścił dłoń,
której nie było,
Całował oczy zamknięte, każdą powiekę
z osobna,
Porozumiewał się z piersią j ak z pełną pieszczot
mogiłą Ale nie wiedział, co czuła, bo nazbyt była
zagrobna" .

4

W fizyce kwantowej pojawiają się nurty, które
wprost mówią o istnieniu światów innych n i ż
nasz materialny i fizykalny świat. W 1956 roku
Hugh Everett sformułował tak zwaną teorię
wielu światów (Many Worlds Theory) , zgod­
nie z którą równolegle mogą istnieć obok siebie
czterowymiarowe materialne struktury czaso­
przestrzenne. Co więcej, między tymi świata­
mi może dochodzić do komunikacji. Teorię tę,
między innymi dzięki obecności analogicznej
figury—wyobrażenia,
można rozpatrywać rów­
nolegle z poezją Bolesława Leśmiana, w której
obok siebie istnieją świat i zaświat. Oba Leśmianowskie światy współistnieją na zasadzie równo­
ległości przy czym drugi niekoniecznie musi być
postrzegany w kategoriach religijnych. W obu
Przestrzeniach zvia zarówno ludzie iak i inne
istotv które oostrzeLne sa w trzech wymiarach
exłvż 'dochodzi do spotkań miedzv wszystkimi
postaciami utworów, zatem muszą one mieć

Drugą możliwością kontaktu między świa­
tami równoległymi są „tunele przestrzenne"
o charakterze „okien między światami", za po­
mocą których zaglądamy w inny świat zaledwie
przez moment. Za odpowiedniki takich momen­
tów w poezji Leśmiana można uznać sytuacje
liryczne, w których pojawia się sen i konanie,
kiedy podmiot nie przekracza jeszcze granicy
świata materialnego. Oczywiście sam Leśmian
nie mógł znać teorii światów równoległych, ale
jego pomysły na kształt wszechświata i założe­
nia Everetta mają wspólne mianowniki. Przede
wszystkim - w obu przypadkach niezbędne było
odniesienie do tak ważnej w dyskursach kultury
europejskiej figury świata alternatywnej Sam
poeta pisał przecież:

S. Lem, Fiasko, Kraków 1999.
Teoria wielu światów posłużyła również do wyjaśnie­
nia możliwości podróży w czasie. Wyobraźmy sobie, że
cofamy się w czasie do momentu, gdy nie ma nas jeszcze
na świecie, i sprawiamy, że nasi rodzice nie spotykają
się nigdy. Czy wobec tego mamy w ogóle prawo istnieć?
Według Everetta, cofając się w czasie, trafiamy do nowego

kontinuum będącego jedynie powieleniem przeszłości
pierwotnej, która już raz się zdarzyła i nie może być zmie­
niona. A zatem podróż w czasie oznacza tu jedynie stwo­
rzenie nowego świata, nie przejście do realnej przeszłości.
Ten pomysł usuwa problem zasady przyczynowości.
B. Leśmian, Rok nieistnienia, [w:] Poezje wybrane, Wroc­
ław 1983, s. 106.

5

4

5

6

6

BARBARZYŃCA

1(111 F-QDB

�Światy znikąd

57
„Większość teorii, które
się formułuje, żeby coś wyka­
zać albo objaśnić, opiera się
i tak na apriorycznym prze­
konaniu, że tak właśnie jest.
I jest to bezsensowny sposób
postępowania, jeśli rzeczy­
wiście chce się dojść do praw­
dy. Nauka postępuje inaczej.
Jej celem jest zrozumienie
świata, jego rzeczywiste po­
znanie. Nauka przeto musi
zakładać, że czymkolwiek
by była owa rzeczywistość
pozostanie taka bez wzdedu
na to co wv l u b i ą będziemy
o nie! myśleć i bez wzdedu
na to co myśleć o mei beda
inni, przekonani przez nas
lub 'nie. Dlatego tez uczeni
nie przywiązują
s cialnei
w a d H o s.tnki n r o w a H ^ n i a
s n o r ó w F l o k w e n c i a i talent
n r . e k n n v w . n i , . L n n ś ć An

FOT. PIOTR KASIEWICZ

„Są inne światy, są niebieskie łąki,
Gdzie się tajemnic rozchylają pąki..." .
7

Obaj twórcy, choć w tak dramatycznie od­
mienny sposób i w innych celach, posługują
się tym samym wyobrażeniem. Istotne jest, by
spostrzec, że świat Everetta jest jak Pascalowski
kosmos, obojętny i aksjologicznie pusty, Leśmianowski świat równoległy natomiast jest kosmo­
sem ludzkiej egzystencji.
Zarówno nauka, jak i poezja wychodzą naj­
częściej od sądów apriorycznych - niezależnych
od doświadczenia, mających źródło w samym
umyśle. Bardzo celnie podsumowuje tę tenden­
cję Einstein - jeden z bohaterów Operacji Proteusz Jamesa P. Hogana, kiedy mówi, że:
B. Leśmian, Z dziennika, cyt. za: P. Łopuszański, Leśmian,
Wrocław 2000, s. 46.
7

mi) eona

BARBARZYŃCA

przeKonywania zaoinoscao
atraKcyjnego przedstawienia spraw

mei nie

mają najmniejszego wpływu na to, czy cos jest
racją, czy tez nią nie jest .
Podobnie rzecz się ma ze wspomnianymi
Leśmianowskimi zaświatami, których wyobra­
żenia spotkamy w wierzeniach religijnych ludów
wszystkich kontynentów. Hinduizm mówi o pię­
ciu niebiańskich rajach, do których może zostać
wysłany cnotliwy Hindus po śmierci. Będzie to
albo niebo Indry - Swarga, gdzie tancerki Apsar
tańczą w takt muzyki Gandharwów, albo niebo
boga Siwy - Kailasa, albo złota siedziba Wisznu
pełna różnokolorowych lotosów, albo wreszcie
krowi świat Kriszny czy niebo Brahmy - Brahmaloka. Mitologia japońska z kolei wspomi­
na, że oprócz nieba istnieje jeszcze podziemie,
s

J.R Hogan, Operacja Proteusz, Warszawa 1994.

�Małgorzata Czapiga

58
które powstało albo przed, albo równocześnie ze
światem. Nosi ono różnorodne nazwy, między
innymi Kraina Ciemności czy Kraina Zakazana.
Chiński podział na jin i jang także przekłada się
na rozwarstwienie wszechświata na niebo i zie­
mię, które współdziałają ze sobą jak oba pier­
wiastki - podstawy kosmicznego porządku i ładu
przyrody. Natomiast religie judeochrześcijańskie
kreują wizję nieba, piekła i czyśćca. Podobnie
w islamie - dla dobrych ludzi nagrodą będzie
życie w raju, a grzeszni i źli zostaną skazani na
wieczne męki w piekle.
Każda religia ma swoje magiczne światy,
co nieuniknione, bo na nich wspiera się każdy
religijny dyskurs. Weryfikowalność ich istnie­
nia możliwa jest jednak wyłącznie w ramach
religijnego paradygmatu. Trzeba zakładać ich
trwanie i wierzyć w nie - niejednokrotnie bez­
warunkowo i bezwzględnie. System rozumowa­
nia wierzących nie może podlegać weryfikacji,
bo pochodzi z logiki specyficznego dyskursu,
kierują nim inne zgoła mechanizmy, co jest j u ż
tematem na osobne rozważania. Z perspektywy
historii kultury i komunikacji istotniejsze jest
to że sa.mo wyobrażenie może się uwolnić od
religijnego kontekstu i funkcjonować w innych
dyskursach . To też jest problem który zasługuje
na odrębne studia
9

Stwarzaniu magicznych światów w każdym
z opisanych przypadków - filozofii, nauki, sztu­
ki i religii - przyświecał jeden cel, mianowicie
dochodzenie do prawdy. Poznanie jest jednak
pewnym procesem p r z e w i d y w a n i a , nie
może być zatem czystą wiedzą, bo trudno wie­
dzieć wszystko o czymś, czego jeszcze nie ma.
Dlatego poznanie jest także wiarą . Przewidy­
wanie w zderzeniu z doświadczeniem albo zo­
staje potwierdzone, albo obalone, jednak szeregu
10

Zob. np. P. Kowalski, Wieczernik «&gt; różnych swoich
postaciach, [w:] tenże, O jednorożcu, Wieczerniku i innych
motywach mniej lub bardziej ważnych, Kraków 2007.
9

twierdzeń niepodobna w ten sposób rozstrzyg­
nąć, zatem uznanie ich prawdziwości zależy
tylko i wyłącznie od naszej wiary (tak właśnie
rzecz się ma z magicznymi światami). Nawet
amerykański pragmatysta William James wy­
powiadał się przeciwko idealizmowi racjonali­
stycznemu i metafizycznemu. William James
Sformułował hasło the will to believe, służące
mu do opisu procesu, w którym człowiek nie
może wyrokować jednoznacznie o danej rzeczy
więc nieuniknione staje się stawianie na wiarę.
Chciałoby się powiedzieć zatem za Jamesem, że
jeśli ktoś nie chce wierzyć w dany magiczny świat
i twierdzi, że takowy nie istnieje, to i tak musi się
odwołać do wiary bo wiedza nie daje mu prze
sianek przemawiaiacvch za iezo nieistnieniem
podobnie jak nie udowadnia ze istnieje
W systemie Św. Tomasza z Akwinu figura
alternatywnych światów została użyta w sposób
specyficzny. Veritas est adaequatio

intellectus

et rei - „prawda jest zgodnością rozumu i rze­
czy". Czy narzędziem poznania może być tylko
i wyłącznie intelekt, który sprawdza się jedynie
w poznaniu nieruchomej materii martwej? Czy
może należy najpierw zweryfikować sens każ­
dej z figur językowej gry filozofów? Ciekawe
stwierdzenie dotyczące przyrównania rozumu
do prawdy zaproponował Mikołaj z Kuzy - in­
telekt ma się do prawdy tak jak wielokąt do koła.
Im więcej katów będzie miał wielokąt tym bar¬
dziej będzie się upodabniał do koła ale kołem
nigdy sienie stanie Najważniejsze zatem nie jest
uchwycenie rezultatów dochodzenia do prawdy,
ale ciadv proces zbliżania sie do niej Wspom
nanv iuz wcześmei Leśmian zderzaiac swoia
koncepcie orawdv z filozofia Henri Beresona
powiedział ze nrawda wcale nie iest czvmś có
dałoby się osiągnąć ale czymś co trzeba reali

W tym punkcie rozchodziły się pragmatyzm i empiryzm, gdyż jeden głosił, że nie ma poznania bez wiary,
a drugi twierdził, że poznanie kończy się tam, gdzie
zaczyna się wiara.
10

BARBARZYŃCA

1(111 F-QDB

�Światy znikąd

59

zować. Poznanie prawdy nie powinno zmierzać
ku tworzeniu systemów metafizycznych czy
dyskursów naukowych, ale zwróceniu się ku sa­
memu procesowi życia. Poeta dokonuje tu zatem
przemieszczenia i postuluje odwrócenie się od
pojmowania prawdy jako wiedzy, a skierowanie
się ku prawdzie jako życiu.
Alternatywne światy są figurami wykorzy­
stywanymi w próbach poszukiwania prawdy
i sposobach jej prezentowania. Takie sfunkcjonalizowanie przejawia się szczególnie dobitnie
w przypadku sztuki, gdzie tworzenie światów
i posługiwanie się nimi może również być próbą
doświadczania wieczności. Poeta jest w jednej
osobie i obserwatorem doświadczalnej rzeczy­
wistości, i jej kreatorem, który może stwarzać
całkiem nowe światy. Jednostka twórcza, będąc
demiurgiem i obserwatorem rezultatu kreacji,
doznaje pewnego poczucia liminalności - za­
wieszenia pomiędzy - które wyabstrahowane
jest z historycznego czasu i miejsca tu i teraz.
Obcowanie z dziełem stworzenia pozwala od­
czuć epifaniczne objawienie -jednostkowe i m i
gawkowe ale dzięki temu tak cenne Zadanie
takie narzucał sztuce Witkacy Magiczne światy
filozofii i religii nie dawały człowiekowi pełnych
odpowiedzi na wiele z nurtujących pytań może
dlatego właśnie Witkacy szukał rozwiązania
w sztuce. Dzieło sztuki z iego wielością różno
rakich elementów może wzbudzić w człowieku
mepoKoj metanzyczny wemug witKacego jego

jeaynym ceiem jest istnieć jaKo czysta forma
i nie pełnie funkcji mato znaczących, jak dy­

Witkacy już w XX-leciu międzywojennym przewi­
dział rozwijającą się później tendencję do dehumanizacji
człowieka. W czasach jemu współczesnych skłonności
katastroficzne były już dostatecznie silne ze względu na
rosnącą demokratyzację i upowszechnianie się kultury
masowej. Stwarzały one zagrożenie dla kultury wysokiej
i tworzących ją elit. Najsilniej dał temu wyraz Ortega
y Gasset w eseju z 1925 roku Dehumanizacja sztuki.
11

mi)

enoa

mminn

daktyzm czy ludyczność. Magiczne światy Wit­
kacego miały bezpośrednio umożliwić człowie­
kowi kontakt z Absolutem, a pośrednio uchronić
całe społeczeństwa od zbliżającej się katastrofy.
Kresem cywilizacji nie byłoby fizyczne unice­
stwienie ludzkości, ale zaniknięcie osobników
zdolnych do odczuwania Tajemnicy Istnienia,
co w rezultacie doprowadziłoby do zaniknię­
cia filozofii, religii oraz sztuki i przemienienia
ludzkości w bezmyślne bydło . Witkacy ratu­
nek widział tylko w kreowanych przez siebie
magicznych światach dzięki którym możliwa
jest teatralna sztuka w której samo stawanie sie
uniezależnione od spotęgowanego obrazu życia
może w i d z a wprowadzić w stan pojmowania
metafizycznego uczucia niezależnie od tego
czy »fond« sztuki będzie realistyczne czy fanta
styczne lub tez czy będzie synteza obu rodzaiów
w swoich noszczerólnych częściach natura nie
11

o ile całość sztuki b ę d z i e w y p ł y w a ł a ' z e szczerei

konieczności otworzenia w warunkach scemcznvch w v r a z n m e t a f i z v c z n v c h u c z u ć w czvsto

formalnych wymiarach u autora" .
12

O ile katastroficzna teoria Witkacego prze­
widywała unicestwienie człowieka, o tyle po­
wstawały też wizje o całkowitym zaniknięciu
świata . W 1981 roku Jean Baudrillard ogłosił
autorytatywnie, że „rzeczywistość nie istnieje".
Teoria francuskiego socjologa opiera się na wy­
kreowaniu kolejnego magicznego świata, który
będzie polegał na tym, że nie ma j u ż rzeczywi­
stości jako takiej, gdyż została ona zastąpiona
znakami rzeczywistości. Nic nie dzieje się j u ż
13

S.I. Witkiewicz, Wstęp do teorii Czystej Formy w teatrze,
[w:] tegoż, Teatr i inne pisma o teatrze, Warszawa 1995.
Witkiewiczowska dehumanizacja miała swoich niebezpośrednich kontynuatorów w postaci postmodernistycz­
nych myślicieli głoszących kryzys podmiotu. W latach 60.
XX wieku Michel Foucault i Jacques Derrida obwiesz­
czają śmierć człowieka, a Roland Barthes ogłasza Śmierć
autora. Od tego momentu kres staje się kategorią języka
filozoficznego na wielką skalę.
12

13

�Małgorzata Czapiga

60
tak jak dotychczas, bo zamiast procesu istnie­
nia ma miejsce symulacja - czyli udawanie,
że jest coś, czego faktycznie nie ma. Za pomo­
cą symulacji generowana jest nierzeczywista
i pozbawiona oparcia w realności hiperrealność,
która stanowi wierną imitację rzeczywistości.
Hiperrealność z kolei wypełniona jest po brzegi
symulakrami, czyli wizerunkami i znakami, któ¬
re człowiek przez wieki stwarzał, aby „odzwier­
ciedlały rzeczywistość". Dziś natomiast wszelkie
kopie zaczęły zastępować swoje pierwowzory
i współczesny człowiek niekiedy nie odróżnia
ich od matryc i wzorów, a symulakry stają się dla
niego jedynym punktem odniesienia Dlatego
właśnie Baudrillard nazywa ten proces ' precesi a
symulakrów" gdyż nie tylko zastąpiły one swo
ie Pierwowzory ale wręcz ie P O D r z e d z 11 v
Człowiek sam wpędził sie w te pułapkę Avż
długotrwałe svmiSowanie osłabiło w nim, proces
poznania i symulacje wvdaia sie dzisiai bardziej
rzeczywiste n i ż sama rzeczywistość.
14

e

Wśród wielu przykładów precesji symulakrów
Baudrillard przywołuje krasową jaskinię w Lascaux, która pochodzi z paleolitu, a została odkryta
w 1940 roku. Osiem lat później udostępniono ją
turystom. Niestety, para z oddechów, podwyższo­
na temperatura, bakterie, glony i inne zanieczysz­
czenia wnoszone na butach oraz ruch powietrza
wywołały nieodwracalne zmiany w strukturze
malowideł ściennych i rychło spowodowałyby ich
zniszczenie. Jedynym ratunkiem było pozosta­
wienie ich w mroku i zakaz udostępniania jaskini
wszystkim oprócz naukowców. Równocześnie
zbudowano wierną kopię Lascaux, którą w 1983
roku otwarto dla zwiedzających. Za pomocą pre—
historycznych technik odtworzono 90 procent

Już same określenia, jak pierwowzór, matryca, podwo­
jenie rzeczywistości wskazują, że teoria Baudrillarda jest
silnie związana z koncepcją Platona. Teoria francuskiego
socjologa wiąże się z filozofią Platona również w tym
14

wszystkich malowideł. Powstał zatem symulakr,
o którym Baudrillard sądzi, że może stać się pier­
wotniej szy niż pierwowzór, bo wspomnienie au­
tentycznych grot może się zatrzeć w świadomości
kolejnych pokoleń.
Człowiek żyje zatem w świecie, w którym
zewsząd otaczają go pozory. W tej „pustyni hiperrzeczywistości" miraże dominują nad praw­
dziwymi oazami, więc każdy z nas do pewnego
stopnia obcuje z magicznymi światami i dzisiaj,
bo j u ż teraz ciężko odróżnić, co jest rzeczywiste,
a co nadrzeczywiste.
Alternatywne światy są projektem obecnym
od zarania dziejów aż do dziś. Wyszliśmy od lite­
rackich światów baśniowych, ale przywoływane
tu przykłady z filozofii, religii, poezji, fizyki czy
socjologii wykazują wiele wzajemnych filiacji.
Każdy z nich jest tak naprawdę historią niedowiedzioną, opowieścią intuicyjną, nadrealnym
rozpoznaniem, mistycznym przeżyciem. Figurę
tę można nazwać światami m a g i c z n y m i ,
bo: „Magię spotykamy wszędzie tam, gdzie przy¬
padek czy wypadek oraz emocjonalne zderzenie
się nadziei i strachu rozwijają się na szeroką
skale Magia nie występuje natomiast tam gdzie
przedsięwzięcie jest pewne niezawodne i w pełni
podlega kontroli racjonalnych metod i procesów
technologicznych" .
15

Magiczne światy to przestrzenie mentalne
zaznaczające swoje granice na mapach historii
ludzkiej myśli, a ich kartografowie - od Platona
przez Kanta, Newtona, Witkacego po Baudrillarda - postępowali jak magowie. Skuteczność ich
działań magicznych i istnienie postulowanych
przez nich światów nadnaturalnych pozostają
w sferze wiary - ich i naszej.

sensie, że człowiek za prawdę bierze fikcję. U Platona
dualizm ten przekłada! się na świat rzeczy i świat idei,
a u Baudrillarda na rzeczywistość i hiperrzeczywistość.
B. Malinowski, Mit, magia, religia .Warszawa 1990.
15

BARBARZYŃCA

1(111 ? 0 D B

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11475" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11453">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/759af467f836959871e9258c30be47f1.pdf</src>
        <authentication>f9d743cb1c8941a52762649784a1ef43</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5589</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136696">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136697">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136698">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5197</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136699">
                <text>Milczące spotkania dwóch teatrów/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136700">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.20-30</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136701">
                <text>Czapiga, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136702">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136703">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136704">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136705">
                <text>Małgorzata

u

n w

19

8

3 n

&gt; absolwentka polonistyki UJ, doktorantka w Instytucie Etnologii

i Antropologii Kulturowej UJ, interesuje się literaturą współczesną, antropologią
C Z a p i g a |

i t e a t r e m (szczególnie a w a n g a r d o w y m ) .

Milczące spotkanie
dwóch teatrów
„Możesz mnie spokojnie
poczęstować śniegiem:
ilekroć szedłem przez lato
ramię w ramię z morwą
krzyczał jej najmłodszy
liść"
(P. Celan)

wiadomość istnienia zaczyna się od po­
czucia osamotnienia i doświadczenia jego
tragiczności. Życie wypełnione witalnością, tak często przedstawiane jest w poezji i dra­
macie za pomocą figury - obrazu wiosny, drogi
przez wieczną zieloność, wybuchającą feerią
skontrastowanych, ostrych barw, przepełnioną
pulsującym, rozedrganym rytmem. W pewnym
momencie nadchodzi jednak czas na coś innego,
dochodzi się do momentu, kiedy ze spokojem
można się zgodzić na „poczęstowanie śniegiem"
- na katastrofę, odizolowanie, śmierć, gdzie sta­
gnacja, chłód i bezbarwność współgrają ze sobą.

Ś

1

A . M . di Nola, Tryumf śmierci.

Śmierć w potocznym rozumieniu wywołuje
raczej poczucie chaosu, w którym rozpad do­
minuje nad porządkiem i ładem. Alfonso M . di
Nola, pisząc o żałobnikach, którzy w obliczu
śmierci bliskiej osoby zyskują przeświadczenie,
że świat jest bez sensu, smutny i pusty, wspomina
również o percepcji śmierci w ogóle:
„Nie jest akceptowana ani traktowana jako
zjawisko naturalne. W pewnym sensie śmierć
zostaje wyłączona poza ramy naturalnego po­
rządku rzeczy, rozumianego jako ruch, działa­
nie, reprodukcja, ciągłość" .
1

Antropologia ialoby, Universitas, Kraków, 2006, s. 186-187.

BARBARZYŃCA

3 ("13) P D D (

�21

Milczące spotkanie dwóch teatrów

Zgoda na śmierć, izolację przywraca normal­ teatru. Wychodził z przekonania, że współcze­
ny porządek rzeczy i organizuje chaos, który
sny mu teatr jest tworem skostniałym i przesta­
może wywołać myśl o unicestwieniu. Doskona­ rzałym. W jednym ze szkiców pisał wprost:
łość i harmonia świata pozostają zachowane (od­
„Zupełna ignorancja i całkowita niewiedza
zyskane?). Przestają mieć wtedy znaczenie dy­
sztuki teatralnej u nas w Warszawie sprawia, że
wagacje dotyczące sprawcy śmierci - demiurga
pisanie o tej sztuce kojarzy mi się ściśle z tłuma­
lub nienazwanej wrogiej siły, gdyż pogodzenie
czeniem, określaniem i pouczaniem. (...) Gdy
owo bierze je w nawias i czyni nieznaczącymi.
teatry, jak u nas, nie ukazują żadnych ekspe­
Obrazy literackie przywołują częściej niezgo­
rymentów i nie doświadczają na scenie żadnej
dę na śmierć, bunt przeciwko niej i cierpienie
idei, żadnej koncepcji - tam wielkie słowa, za­
związane z odejściem ze świata materialnego. W
wierające w sobie ideę lub koncepcję teatralną,
refleksji na ten temat zupełnie wyjątkowi wydają
są wysiłkiem abstrakcyjnym ani czynem, ani
się tu dwaj twórcy, odlegli od siebie w sensie cza­
przykładem nie popartym - bajką o kolorach,
sowym, ale i — na pierwszy rzut oka — artystycz­
którą się opowiada ślepcom spragnionym
nym: Bolesław Leśmian i Leszek Mądzik, wyra­
żeń..." .
żający swoją twórczością zrozumienie i zgodę na
„poczęstowanie śniegiem".
Eksperymentatorskie fascynacje L e ś m i a ­
na nie znalazły zrozumienia ani u ówczesnej
widowni,
ani u krytyków. Na to nałożyły się
Teatralne spotkania w milczeniu
niesnaski w zespole - konflikt z Wroczyńskim
Bolesław Leśmian, poeta, podejmował rów­ w sprawie repertuaru - oraz kłopoty finansowe,
nież próby dramaturgiczne i teatralne. Pozosta­ które musiały druzgocąco wpływać na poetę.
wił po sobie kilka prób dramatycznych, z których Jesienią 1911 roku Leśmian, w liście zamiesz­
niewiele zachowało się do naszych czasów . czonym w Nowej Gazecie, ogłosił koniec swojej
Szczególnie ciekawym przypadkiem wydają się współpracy z Teatrem Artystycznym. Niemniej
dwie realizacje tej samej sztuki - Pierrot i Kojednak kilka prób dramatycznych i wypowiedzi
lombina i Skrzypek, opętany. Poeta nazywa je „ba­ teoretycznych, jakie się zachowały, pozwalają
śniami mimicznymi" i faktycznie utwory te nie stwierdzić, że Leśmian również i na tym polu
przewidują użycia słowa jako materii tworzenia. działalności artystycznej był pisarzem oryginałCały dramat ma mieć postać pantomimy opartej
i nowatorskim.
113. ruchu, grze światła, symbolice kolorów i re¬
Na szczególną u w a g ę zasługuje deklara­
kwizytów. Sam Leśmian, zajmując się przecież cja poety, który neguje potrzebę użycia słowa.
teatrem (w 1911 roku wraz z Kazimierzem Wro­ Początek Skrzypka opętanego
przynosi nam in­
czyńskim i Januszem Orlińskim wynaieli scenę formację o czasie i miejscu akcji, mianowicie:
Teatru Małego w Warszawie i założyli teatr zwa„Rzecz się dzieje w owych intermediach istnie­
3

2

Teatrem Artystycznym) bardzo dobrze znał
zarówno ówczesne sceny polskie i światowe
nieobce mu tez były tekst/teoretyczne dotyczące

2

Rochelle H . Stone we wstępie do Skrzypka

opętanego

pisze o istnieniu co najmniej sześciu prób dramatycznych
Leśmiana, ale nawet tylko te, o których nam wiadomo,
pozwalają umieścić Leśmiana wśród wielkich twórców

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

nia, gdy słów nie bywa, a wszyscy się nawzajem
rozumieją". Podkreślony zostaje fakt, że w życiu
bywają pewne momenty, wydarzenia, które nie

i myślicieli teatru. Zob. B. Leśmian, Skrzypek

opętany,

PIW, Warszawa, 1985.
3

B. Leśmian, Szkice literackie, oprać. J. Trznadel, PIW,

Warszawa, 1959, s. 180-181.

�22

Małgorzata Czapiga

w y m a g a j ą werbalizacji (a może nawet - nie
poddają się takim próbom). Odejście od słów
w dramatach zbliża Leśmiana do tworzącego
kilkadziesiąt lat później Leszka Mądzika.
Mądzik teatrem zaczął się zajmować jeszcze
podczas studiów na Katolickim Uniwersytecie
Lubelskim pod koniec lat 60. Początkowo two­
rzył projekty scenograficzne do przedstawień
Teatru Akademickiego K U L . Szybko zaczął
działać samodzielnie. W roku 1970 założył Sce­
nę Plastyczną K U L . W pierwszym wystawionyni przez zespół spektaklu Ecce Homo pada
wprawdzie jedno zdanie (dramatyczne pytanie:
„Dlaczego wywiodłeś mnie z łona?"), ale każda
kolejna próba jest j u ż odchodzeniem od wer­
balizacji na rzecz ekspresji bezsłownej. W tym
miejscu zbiegają się koncepcje Leśmiana i Mą­
dzika których powinowactwo artystyczne sieea
znacznie głębiej. Sam Mądzik mówi:
„Przez trzydzieści lat sobie i widzom sugeruję
i wmawiam, że bez słów można się porozumieć
i że można uprawiać teatr, który w milczeniu
ma szansę spotkania z drugim człowiekiem
w tym, co istotniejsze.
Uwierzyłem po wielu latach pracy, że naprawdę
to, co najważniejsze, co żyje w naszych emo­
cjach, co intensywnie przeżywamy, nie zawsze
potrzebuje nazwania, a nawet boję się, że cza­
sami słowem możemy coś zniszczyć, sprofano­
wać, chyba że wypowiadamy się przez poezję.
Przyznam się, że do żadnej z szesnastu premier
nie napisałem kartki papieru, nie ma ani słowa,
a te spektakle istnieją, sa, grane i niani nadzieję,
że do widza docierają" .

ważniejszego - to przez teatr ma się odbywać
komunikacja międzyludzka i wynikające z tej
interakcji porozumienie. Teatr przestaje być tyl­
ko przyjemnością, wrażeniem estetycznym, a zy­
skuje wymiar etyczny. Odzyskać ma perspektywę
katarktyczną, choć dopasowaną do współczesnej
wrażliwości i potrzeb. Ma temu służyć przede
wszystkim forma wizualna dramatu, której za­
daniem jest oddziaływanie na widza - nie należy
przecież zapominać o tym, co zakodowane jest
nawet w nazwie teatru Mądzika, o plastyczno­
ści. Rezygnacja ze słów może mieć zatem swoją
motywację w odwołaniu się do pierwotnych, eks­
tremalnych doświadczeń widza, może również
oznaczać wiarę w wyższość i celowość metod
wizualnych.
Podobnie jest u Leśmiana, który w swoich
wypowiedziach teoretycznych i późniejszych
działaniach teatralnych proponuje tzw teatr sty­
lizowany. W jego projekcie akcenty postawione
są na gest, ruch i taniec. Dzisiaj Leśmianowska
stylizacja zostałaby przyporządkowana - zgod­
nie z typologią praktyk teatralnych - do „technik
pozacodziennych". Termin ten wprowadził Eu­
genio Barba , analizując zróżnicowane procesy
kinestetyczne. Codzienne techniki ciała stosobyły szczególnie w europejskim teatrze
realistycznym, w odróżnieniu od nich natomiast
istnieje:
5

„(...) pozacodzienna estetyka ciała powstająca
w wyniku świadomego kształtowania i wyucze­
nia, jest językiem ciała używanym na scenie,
by odcinać się wyraźnie od technik codzienno­
ści. Do tej (...) kategorii należałaby większość
form tanecznych, pantomima, akrobatyka i ta­
kie wysoko skonwencjonalizowane gatunki, jak

4

Twórca Sceny Plastycznej, odżegnując się
od werbalizacji, mówi w istocie coś znacznie

4

Z wywiadu, którego Leszek Mądzik udzielił dla Ruchu

Muzycznego, cytuję za: Leszek Mądzik, czyli pamięć
wielokrotnie wyobrażona,

czasu

„Panorama Polska", vol. 14, nr 7

(153), lipiec 2006, [w:] http://www.panoramapolska.ca/

5

Eugenio Barba - antropolog teatru, łączy praktykę

teatralną z naukową refleksją nad teatrem. Założy!
Międzynarodową Szkolę Antropologii Teatru ( I S T A International School of Theatre Anthropology).

index.cfm PNoTot = 153&amp;Article = Madzik_7.html

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Milczące spotkanie dwóch teatrów

komedia deWarte czy prawie wszystkie formy
teatru azjatyckiego" .
6

Stylizacja, zgodnie z założeniami Leśmiana,
odrzuca złudzenie czy iluzjonizm, a uwydat­
nia te elementy dzieła, które skierują widza na
tory myślenia metafizycznego. Realizuje się ona
przede wszystkim w szczegółach, które są dla
widza czytelne, znane, a ich podstawową rolą
nie jest złudzenie rzeczywistości, ale przeniknię­
cie rzeczy, które będą wzruszały, a w ten sposób
przybliżały do tajemnicy istnienia. Widz, przy­
chodząc do teatru staje się elementem „wielkiego
ołtarza świątyni zwanego teatrem" .
Zarówno u Leśmiana, jak i Mądzika, akcent
zostaje przeniesiony z aktora na widza. Aktor
jest zaledwie elementem usytuowanym na równi
z detalami scenografii, grą świateł czy tłem mu­
zycznym. Odarty ze swej autonomii, zostaje je­
dynie ciałem, którego ruch dostarczać ma aluzji
semantycznych i wywoływać wrażenia zbliża­
jące widza do tajemnicy istnienia. Aktorzy stają
się marionetkami, manekinami, a sam Mądzik
mówi o nich, że:

23
nie, pozbawiając równocześnie indywidualności
aktorskiej, o którą przecież tutaj nie chodzi.

Rzeczywistość śmierci
Zarówno Leśmian, jak i Mądzik posługują
się w swojej twórczości (pierwszy - poetyckiej
i dramatycznej, drugi - teatralnej, fotograficz­
nej) obrazami - metaforami. Wynika to z od­
rzucenia słowa jako jedynej materii tworzącej.
Mądzik przyznaje:
„Moj e sceniczne pej zaże, ten spowolniony ruch
w moich przedstawieniach, to wyłanianie się
z kształtów ciemności - to jest dla mnie taka
modlitwa. Ona obdarza mnie spokojem, który
pozwala mówić o najtrudniejszych sprawach
i myśleć o nich... Nie piszę scenariuszy do spek­
takli, nie robię żadnych notatek. Myślę obraza¬
mi, noszę je w sobie"^.

7

„nie są tu po to, aby współtworzyć, są jeszcze
jednym składnikiem wizualnej penetracji cza­
su i wyobrażenia, bez autonomii dramatur­
gicznej" .
8

Mądzik stosuje wiele zabiegów prowadzą­
cych do urzeczowienia postaci - niezwykle suge­
stywne staje się umieszczenie ich pomiędzy pa­
pierowymi korpusami ludzkimi rozstawionymi
np. we Włóknach czy monstrualnych postaciach
kobiecych z Zielnika. Innym razem twórca każe
nałożyć aktorom jednakowe stroje i czepki imi­
tujące ogolone głowy {Wrota, Kir) lub w później­
szych przedstawieniach faktycznie ogolić głowy
na łyso, upodabniając ich do siebie prawie zupeł6

Ch. Balme, Wprowadzenie do nauki o teatrze, P W N ,

Warszawa, 2002, s. 169-170.
7

B. Leśmian, Szkice literackie, op.cit., s. 141.

Pole semantyczne owych obrazów jest bardzo
zbliżone u obu twórców i mimo różnych reali­
zacji można je określić mianem rzeczywistości
śmierci. Śmierć od zawsze pociągała człowieka
i urzeczenie to było wielokrotnie silniejsze niż
strach. Z jednej strony stanowiła przecież kres
wędrówki każdego istnienia, była zwieńczeniem
życiowej serii powtarzających się rytów przej­
ścia, ale z drugiej stawała się przejściem ostatecz¬
nym.. Jako problem temat śmierci podejmowany
był przez wszystkie typy refleksji kultur.
Dzisiejsza kultura popada w paradoksalne
pułapki w myśleniu o sprawach ostatecznych. Za
sprawą komunikacji medialnej obrazy śmierci
stały się wszechobecne, jednakowoż stają się one
towarem, przedmiotem konsumpcji, jak każdy
inny przedmiot możliwy do sprzedaży. Marek
Hendrykowski pisze:

8

Leszek Mądzik, czyli pamięć

wyobrażona,
9

czasu wielokrotnie

„Panorama Polska", op.cit.

Leszek Mądzik sam o sobie, cytuję za: http://www.

teatry.art.pl/miasta/lubelskie/lublin/kul/samo.htm

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�24

Małgorzata Czapiga

�Milczące spotkanie dwóch teatrów

25
„Przywykliśmy niemal, że jest wystawiona na
sprzedaż, przeznaczona do oglądania i że utra­
ciła swój wymiar i głębszy sens. To jedna strona
zjawiska - śmierć jako widowisko i ekscytujący
spektakl. Jest jeszcze druga - przemilczenie.
Śmierc, me ma" .
10

Bardziej przekonują nas filmy fabularne
przedstawiające okrutne obrazy wojennej po­
żogi n i ż faktyczny dokument - relacja z ob­
szarów objętych wojną. Dokonująca się estetyzacja śmierci oddala jej prawdziwość, realność
i tabuizuje zjawisko. Raczej marginalne wydają
się perwersyjne widowiska filmowe zwane snuff
movie:
„(...) dokumentalna rejestracja autentycznego
umierania i śmierci ludzi, którzy sprzedali re­
alizatorom filmu prawo do sfilmowania końca
swojego życia. Zabijanie na oczach widza stało
się pierwszą z zaspokajanych potrzeb - kwin­
tesencją koszmarnego spektaklu. Temat śmierci
utracił w ten sposób dawną powagę i godność,
nabierając zdegenerowanego znaczenia" .
11

W dzisiejszej kulturze masowej - szczególnie
filmach i grach komputerowych - śmierć jako
doświadczenie metafizyczne właściwie nie jest
obecna. Jej miejsce zajmuje zabijanie. Niemoż­
liwość zbliżenia się do autentyczności doświad­
czenia w obrazach, kiedy zastrzelona postać
z gry wstaje i napis game over w sekundzie traci
swe znaczenie, bo pojawia się opcja play again,
a żołnierz amerykański czy wietnamski to prze¬
cież tylko aktor-ikona, staje się takim właśnie
odwróceniem porządku. Śmierć przez procesy
estetyzacji przestaje być prawdziwa.

10

M . Hendrykowski, Kilką refleksji na temat

w sztuce, [w:] Strategie śmierciŚwiadectwa

literackie i kulturoznawcze, pod red.

W Burszty, Wydawnictwo Académica SWPS,
Warszawa 2004, s. 70.
11

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

śmierci

formy umierania.

Ibid., s. 72-73.

�Małgorzata Czapiga

26
Wobec pozbawionych refleksji obrazów za­
bijania, wypierających wizerunki śmierci au­
tentycznej, zadziwiająca wydaje się bezustanna
popularność Leśmiana jako poety, którego Na­
pój cienisty i Dziejba leśna przesycone są obra­
zami żyjących - zmarłych, obcowania istot ze
świata i zaświata, przepełnionych poczuciem
losu i ostateczności, ale niepozbawionych życia
i nadziei oraz jego dramatów, a także cieszący
się niesłabnącym powodzeniem teatr Leszka
Mądzika.
Skrzypek, opętany - dramat mimiczny Bo­
lesława Leśmiana - to historia Alaryela ogar­
niętego niemocą twórczą, który żyje u boku
żony nierozumiejącej zupełnie jego potrzeb
artystycznych. Zaskakujące to, bo sama jest
malarką, zatem refleksje i trudy twórcze nie
powinny być jej obce. Alaryel ma poczucie, że
tkwi w nim nieznana, pierwotna melodia, którą
musi wygrać, jednakże nie znajduje środków,
które pozwoliłyby mu tę pieśń wydobyć. J u ż
sam spis postaci jasno określa pochodzenie bo­
haterów: Alaryel wywodzi się z „bajki dawno
zapomnianej", a jego żona Chryza z „krainy
ościennej bajce". Nieprzyległość tych dwóch
światów przełoży się później na dziedziny, któ­
rymi beda sie zajmowali- Chryza to świat wizuahzacji malarstwa ale opartego na mimesis nie
wnoszącego w te twórczość żadnych pokładów
indywidualizmu Alaryel natomiast iest artysta
nrawdziwym z' baik, dawno zanomnianei"
nierwotne, nieśrworzonei nozostaiacei w nie'
pokoiacym' ruchu Baika sugerowałaby k r a i n ę
z w i ą z a n a z T e ś m i a n o w s k a Baśnią
stanowić\vnonim

która m o ż e

zvria nrawHziweao

2

,

zvria

tŁ™LV

n r v h l i ™ ™ nprzez
Ho lajemnicy
przypinającego
r 7
r acaiy
ł v r 7czas
9
istnienia, warna ościenna Pajce natomiast jest
zaledwie namiastKą owego istnienia, Krainą, jaK
Każda inna nierozmącą się znacząco od wszyst¬
kich pozostałych ościennych krain.
7

12

B. Leśmian, S\rzype\opętany,

13

Ibid., s. 184.

PIW, Warszawa 1985, s. 180.

Świat niemocy twórczej skrzypka zmienia
się wraz z pojawieniem się dziwnej, pięknej
postaci Rusałki, pochodzącej z Odwiecznego
Boru, która:
„ma na sobie szatę powłóczystą, koloru indygo, na której mienią się i złocą rzęsiście nuty
tajemnicze, niby zawiłe arabeski, tające pieśń
nieznaną..." .
12

To właśnie ona daje Alaryelowi szansę na
odnalezienie w sobie pieśni, której podświado­
me istnienie nie dawało mu żyć prawdziwie, nie
pozwalało na spontaniczną twórczość. Od tego
momentu tęsknota za złotym zapisem nutowym
stanie się głównym celem wszelkich dążeń ar­
tysty. Wraz z narastającą miłością Alaryela do
Rusałki uosabiającej twórczość coraz silniejsza
staje się zazdrość Chryzy, w której „zataja się
namysł nagły i zdradziecki" . Zazdrosna żona
zabija ostatecznie Rusałkę, nie myśląc, że po­
zbawia skrzypka szansy na. realizację swojego
artystycznego zadania życia. Chryza, nie odczu­
wał ac podobnych metafizycznych potrzeb nie
myśli w tych kategoriach - oślepiona zazdro­
ścią pragnie jedynie pozbyć się rywalki. Zabita
Rusałka zostaie złożona w szklana trumnie
ale w Odwiecznym Borze, kierującym się wła¬
snymi prawami możliwe było i d zmartwych
wstanie Wtedv'to Alarvelowi nonownie dane
iest uirzeć nuty do pieśni która nosił w sobie
zaczvna arać szaleńcza' onetańcza melodie'
N i e n W r z e L 7łoteaoWe'za atrvhntn Rnsałki
i n H w i e r y n L Rnrn C r n ™ n l h e n i ™ ń
1 odwiecznego coru. mrożące niepezpieczenstwo nie jest
mego wcale w a ż n e . UKąszony,
pada martwy^na grop mogiły,
Której ponow­
nie scnodziKusa^a. iNa arenie wydarzeń po­
zostaje juz tylKo Uhryza, płacząca nad ciałem
zmarłego męża, Który „w głębi swych marzeń
spotKawszy się ze śmiercią, piesn swą dospiewai
do końca .
13

7

14

B. Leśmian, Skrzype\...,

s. 231.

BARBARZYŃCA

13 3 D D(

�27

Milczące spotkanie dwóch teatrów

Śmierć z Leśmianowskiego dramatu połączo­
na jest ze spełnieniem, z dotarciem do Tajemnicy
Istnienia, do zrozumienia sensu bytu. Skrzype\
opętany jest nie tylko historią o miłości, niena­
wiści i zbrodni, to również opowieść o artyście,
dziele i poszukiwaniu wyrazu własnej sztuki, ale
przede wszystkim to opowieść o potrzebie po­
szukiwania transcendencji, Absolutu w pozba­
wionym go na pozór codziennym życiu. Sytuacji
tej towarzyszy zaś ekstatyczny, rytmiczny taniec
zmysłów, gestów, pozasłownego porozumienia,
w którym roztapiają się granice między śmiercią
i życiem.
Taniec, ruch, gest zawsze związany był ze
sferą sacrum. Rytm tańca to równocześnie rytm
boskiej energii. Znane są kulturowe obrazy tań­
czących bogów - szczególnie w religiach Wscho­
du: zapewnienie ładu sfer kosmicznych możliwe
było dzięki tańcowi Siwy, japońska bogini Ameus
- Uzmi tańczyła, aby wymodlić światło i uchro­
nić świat od całkowitych ciemności, spotykamy
też tańczącego przed pasterkami Krysznę. Od
najdawniejszych czasów przypisywano tańcowi
znaczenie magiczne. W kulturach pierwotnych
w rytmicznych pląsach miał miejsce akt religijny
i ważne działania obrzędowe, ponieważ rytm
ogarniał nie tylko ciało ale przenikał ponadto
umysł. Irena Turskapisźe, ż e
-

„Tańczący człowiek prymitywny pragnie wejść
w kontakt ze światem duchów. Oczekiwanie
tego momentu wywołuje w nim stan potęgują­
cego się z każdą chwilą napięcia psychicznego
graniczącego ze stanem hipnotycznym" .
15

Skrzypek opętany jest, jak j u ż zostało powie­
dziane, dramatem mimicznym, stanowi on za­
tem pewnego rodzaju libretto, które jest dopiero
podstawą do ewentualnej realizacji scenicznej.
Dokładność didaskaliów, określających miejsce

akcji, kolory rekwizytów, rozmieszczenie ich na
scenie oraz precyzja w opisywaniu zachowań
postaci potwierdzałby tezę, że Skrzypek^ jest tek­
stem pisanym z myślą o inscenizacji. Niezbitym
dowodem na przyjęcie wyżej wymienionej tezy
jest zakończenie dramatu, kiedy mowa o opusz­
czaniu kurtyny:
„Zasłona spada powoli i po zapadnięciu zasłony
- w ś r ó d ciemności - dobrzmiewają jeszcze trzy
brakujące uderzenia zegara, który bije północ.
Po czym - wolno kinkietom zapłonąć (...)" .
16

Poza tym Leśmian dołącza do dramatu aneks,
który nazywa „uwagami autorskimi". Są to de
facto wskazówki pomocne przy realizacji dra­
matu na scenie i dotyczą metod gry aktorskiej,
rozwiązań scenograficznych, kostiumów akto­
rów i barw rekwizytów. W wielu miejscach wy­
raźnie zaznacza sposób, w jaki aktorzy mieliby
się poruszać. Innym razem Leśmian każe swym
postaciom powtarzać ruchy, jak sam to określa,
„w zmniejszeniu", co może znaczyć właśnie
wolniejszy mniej wyraźny gest. Ruch zyskuje
przez to sens znaku. Wszystko poddane jest od­
powiedniemu rytmowi. Rytm nie wiąże się tylko
z muzycznością ale iest tu zasada bytu istnienia
Towarzyszy p o w i a n i u sie Wiedźmy twórczości
Skrzypka i Chryzy ale i śmierci Rusałki. Rytm
przenika bowiem wszelkie formy aktywności
w świecie i zaświatach Rytm uznawany jest za
swoisty wykładnik sacrum a wiec także - bywa
w a ż n y m elementem noe'tvki sakrosferv Tan
y
p y
y&gt; J
R ł n ń s k i n a z w a ł rvtm w nnieciu T e ś m i a n a

ana

loaonem k o s m i c z n e ™ nroresn tworzenia" ^
1

7

L

m

nie m n a ł n an f . h r . k n . ć n r . v tworzeni,,'

^ X i " o ^ ^ o ^ ^ ^

tworzeniu

Zarówno u Mądzika, jak i Leśmiana, rytm
pozyskiwany jest w wieloraki sposób, nie tyl­
ko przez grę aktorską. Obaj artyści eksploatują

15

I . Turska, W kręgu tańca,

Iskry, Warszawa 1965, s. 110.

17

16

B. Leśmian, Skrzypek,..,

s. 231.

Przyczynek do poetykj sacrum, M

J. Bartmiński, O rytualnej funkcji

powtórzenia.
i d e m

poetyka, Ossolineum, Wrocław 1990.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

, Folklor -język

-

�Małgorzata Czapiga

28
światło i ciemność, stwarzając iluzję pulsowania
i ruchu ku przodowi, co znamionuje upływający
czas naznaczony pewnym fatalizmem. Przed
oczyma widza płynie czas astronomiczny, towa­
rzyszący czasowi spektaklu, spektaklu, który jest
jedną wielką synekdochą życia każdego z nas.
W spektaklu Leszka Mądzika Ecce Homo
zastosowane zostały witraże symbolizujące ży­
cie, śmierć i Boga. To na ich tle bezimienny
człowiek przemierza przestrzeń w niewiado­
mej wędrówce. Kolejnym krokom człowieka
towarzyszą zapalające się i gasnące witraże,
przerywane chwilami zupełnej ciemności. Kie­
dy zapala się niebieskie światło witraża śmierci,
człowiek pada nieruchomy, a jego ciało otaczają
maski wykrzywione w dziwnym grymasie. Pul­
sowanie rozświetlanych witraży i rytm tańca po­
staci spowalniają, aż do całkowitego zaniknięcia.
Nierównomiernie zapala się tylko witraż śmierci
- ciało człowieka nieruchomieje.
„Dychotomia „ruch - bezruch" określa w kul­
turze sposób myślenia o życiu i śmierci" .
18

Rytm staje się nie tylko materią spektaklu, ale
wciąga również widza, każąc mu uczestniczyć
w oglądanych obrazach. Pulsowanie świateł, ope­
rowanie ciemnością, nasycanie i blaknięcie barw,
kontrastowanie kolorów obserwowanych w dzie­
łach wspomnianych twórców wywołują wrażenie
halucynacji. Tak oceniał jeden z wystawionych
przez Leśmiana dramatów ówczesny krytyk:

towarzyszących spektaklowi - nie tylko są one
kluczowe u Leśmiana, analogię znaleźć można
w opiniach krytyków teatru Mądzika:
„Ten jedyny w swoim rodzaju teatr wprowadza
widza w rodzaj transu przypominającego sta­
ny sprzed zaśnięcia, z pogranicza jawy i snu,
czy z medytacji. W medytacjach wszelkich
obrządków taki trans określa się czasem jako
»ćwiczenie w umieraniu« - wyciszenie funkcji
życiowych, wygaszenie »ja«. Nie chodzi w nich
jednak o umieranie, tylko o życie. I taki sens ma
teatr Mądzika, który »udosłownia« to, co sym¬
boliczne. Tworzy wrażenie, jakbyśmy zaglądali
za kulisy życia. Lub inaczej - jakbyśmy patrzyli
na życie z drugiej strony, zza kulis" .
20

Widz w czasie spektaklu Mądzika pozostaje
zazwyczaj w całkowitych ciemnościach, słysząc
bicie własnego serca, a przed jego oczami rozpo­
ścierają się coraz to inne obrazy. Ma się poczucie,
że nie istnieje nic poza. Przesłania kolejnych
sztuk przynoszą niezmiennie nadzieję, posze­
rzając perspektywę - istnieje widz - człowiek, ale
jego byt określany jest wobec Absolutu, którego
nie nazywa się tu jednoznacznie.
Opis spektaklu Wędrowne

„Umęczony kształt ludzkiego ciała. Przesuwa­
ny niby święty obraz znika w oddali. Zostaje
ślad umęczonej postaci w trumnie. Tragiczna
procesja, pielgrzymka wędrownych postaci.
Odchodzą w cierpienie. Powracają, aby dać
świadectwo męczeństwu człowieka.
Wędrujące postacie. Ich jednostajny ruch przy­
pomina o upływie czasu. Szarość i srebrzystość
cierpienia rzeźbiona światłem. W oddali na
moment zarys ludzkiego ciała. Łagodne dźwię­
ki fortepianu niosą powolny, chóralny śpiew.

„[przedstawienie - wtrącenie M.C.] dało wi­
downi urok halucynacji, przedsmak szalonego
delirium tremens, kiedy to w cudownie naiwnym
rytmie tańczy, śpiewa i wiruje cały świat" .
19

Wyraźne wydają się swoiste filiacje w bu­
dowaniu wrażenia nierealności i widmowości,

18

J. Kowalska, Taniec drzewa życia.

w tańcu,
19

Uniwersalia kulturowe

I H K P PAN, Warszawa 1991, s. 61.

T. Nalepiński, O stylu w teatrze (zpowodu wystawienia

komedii Grabbego), „Kurier Warszawski", 25 V 1911, nr

z 1980 roku:

143, cytuję za: D . Ratajczak, Teatr Artystyczny Bolesława
Leśmiana, Wrocław 1979, s. 87.
2 0

„Gazeta Wyborcza", 17.04.2008 - cytuję za: http://www.

kul.lublin.pl/art_2788.html

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Milczące spotkanie dwóch teatrów

Głos ludzi. Powraca nadzieja. W złocistym
świetle czysty i jasny łan żywego zboża. Odda­
la cierpienie, przywraca spokój i godność. Jest
najwyższym współczuciem" .
21

W Bruździe - znacznie późniejszym spekta­
klu Mądzika (2006) - pojawia się obraz podobny,
znów znajdzie się tu miejsce na ruch, cierpienie,
ale i nadzieję skojarzoną z życiodajnym zbożem.
Spektakl rozpoczyna trud kreatora, który doko­
nuje metamorfozy materii - ożywia nieruchome
przywiezione wcześniej bruzdy ziemi przez ob­
sypanie każdej z nich deszczem zboża. Z prze¬
obrażonej bruzdy ziemi wyłania się człowiek,
który od razu wstępuje na drogę prowadzącą

29
w niewiadome. Nie jest jednak sam - przez cały
czas towarzyszy mu, jak cień, demiurg. Droga
nie jest łatwa - miejscami prosta i gładka, gdzie
indziej naznaczona przeszkodami, barierami.
Człowiek upada, ale stwórca nawet wtedy jest
blisko niego, obmywa stopy kojącą, zimną wodą,
podnosi obiekt własnego trudu i prowadzi ku
ostatecznemu spełnieniu, którym okazuje się
ukryty za tajemniczą zasłoną stół, przy którym
znajduje się miejsce dla każdego przychodząSam Mądzik mówi:
„Gleba jest miejscem bezpiecznym i dającym
nadzieję. Ziarno w nią rzucone ma szansę prze-

FOT. SŁAWOMIR GUZ

21

W. Sulisz, Portretowanie umarłej.

Wielgie obrazy

dramatyczne w teatrze Leszka Mądzika,
bezsłownej

[w:] Teatr

prawdy. Scena Plastyczna Katolickiego

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

Uniwersytetu Lubelskiego, pod red. W. Chudego, RW
K U L , Lublin 1990, s. 48.

�Małgorzata Czapiga

30
trwania. Nie obumiera. Lęk przed śmiercią,
choć bardzo ludzki, nie przytłacza. Nadzieja
i wiara są silniejsze. Bruzda, z której jesteśmy
zrodzeni i po której stąpamy, jest drogowska­
zem, kierunkiem wyznaczającym sens trwania.
Siewca zbiera rzucone ziarno. Ludzki spichlerz
to ostatnia przystań na drodze pełnej niepokoju,
cierpienia, ale i zawierzenia" .

wcześniej stracił członków swojej rodziny. Sam
napisze później w autobiograficznej elegii:
„ K a ż d e z m a r ł o inaczej śmiercią strasznie własną!...
C i a ł o matki i ojca i siostry i brata...
D z i ś rysy waszych twarzy w p a m i ę c i m i gasną,
Umieracie raz jeszcze śmiercią spoza ś w i a t a " .
24

Leszek Mądzik natomiast wspomina:

22

„W dzieciństwie mieszkałem na uliczce blisko
szpitala, kostnicy i cmentarza - opowiada. Po­
grzeby były prawie codziennie i przez okna są­
czyły się takie widoki: karawan, wolno człapią­
ce konie, procesja żałobników. Szły kondukty
w deszczu i w pełnym słońcu, rano, w południe
i o zmierzchu. Czasem grała orkiestra, czasem
tylko wiatr. Wychowałem się i bawiłem wśród
tego pejzażu" .

Patrząc na kolejne obrazy przesuwające się
przed oczami widza, ma się wrażenie, że wciąga
nas jakiś przemożny, hipnotyzujący wir, od któ­
rego trudno oderwać wzrok. Podniecający urok,
fascynacja, być może przemieszana również ze
strachem, staje się udziałem nie tylko widza, ale
również samego twórcy:
„I jednego momentu nie dam sobie nigdy za­
brać, mianowicie spojrzenia w twarze widzów
w finale spektaklu. Jest to dla mnie najcudow­
niejszy moment, radosna ekstaza, jeśli to słowo
jest odpowiednie. Jest to coś, co rekompensuje
mi cały trud tworzenia spektaklu, bo sam proces
tworzenia jest dla mnie kłopotem, zmęczeniem
i nie mam w nim wielkiej radości. Natomiast
finał, kiedy jeszcze wiem, że udało mi się prze­
rzucić jakąś tajemnicę o nas samych na drugą
stronę do widza, rekompensuje mi cały trud
i sprawia, że po trzydziestu latach ___O^C mieć
jeszcze nadzieje że jak zdrowie dopisze będę
mógł dalej ten teatr uprawiać" .
23

Obaj artyści - Leśmian i Mądzik - od dziec­
ka stykali się ze śmiercią bezpośrednio. Traumę
śmierci poeta przeszedł w dzieciństwie: bardzo

25

Tanatologia inicjowana w teatrze Mądzika
i poezji oraz dramaturgii Leśmiana staje się
pewnego rodzaju obsesją, która urzeka widza
i tworzącego, ale poza tym ma szersze odniesie­
nie. Przez refleksyjne i filozoficzne ujmowanie
śmierci zaczyna się ją powoli oswajać, a proces
ten dotyczy zarówno widza, jak i twórcy, którzy
drążą w ten sposób swoje metafizyczne lęki. Nie
da się równocześnie mówić prawdziwie o życiu,
pomijając śmierć, wobec której człowiek pozo­
staje bezradny. Cisza Kosmosu, ciemność i prze¬
czuwany Absolut wypełniające obrazy obu tych
teatrów
o sobie opowiedzieć jedynie przez
milczenie. Nam zostaie pogodzić sie z nimi
przyjąć je i ze spokojem zgodzić się na poczę'
stowanie śniegiem".

22

Cytuję za: http://www.kul.lublin.pl/art_2805.html

2 4

23

Z wywiadu, którego Leszek Mądzik udzieli! dla Ruchu

J. Trznadel, Ossolineum, Wrocław 1983, s. 224.

Muzycznego, cytuję za: Leszek, Mądzik,, czyli pamięć
wielokrotnie wyobrażona,

czasu

25

B. Leśmian, Ubóstwo,

[w:] idem, Poezje wybrane, opr.

Cytuję za: http://www.kul.lublin.pl/art_2788.html

„Panorama Polska", op.cit.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7276" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7255">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/04a7e26fe8249bf3d48c7f3986003814.pdf</src>
        <authentication>dd099484b12e79a90cb191f6565d0965</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86799">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5559</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86801">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86802">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86803">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5169</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86804">
                <text>Żyd jako symbol obcości, stosunek Polaków do Żydów/ Barbarzyńca 2005 nr10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86805">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.42-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86806">
                <text>Czuban, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86807">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86808">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86809">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86810">
                <text>Katarzyna Czuban

Z Y D J A K O S Y M B O L OBCOŚCI
S T O S U N E K POLAKÓW DO ZAGŁADY ŻYDÓW

Antysemityzm w Polsce stał się sposobem wyjaśniania
świata, można powiedzieć swego rodzaju „namiętnością"
Polaków. Ta zwykle irracjonalna wrogość ma przyczyny reli­
gijne, społeczne, ekonomiczne, polityczne oraz rasowe. Żyd
jako symbol obcości stał się trwałym elementem religijnej
i narodowej świadomości Polaków. Wiek XX doprowadził do
ostatecznych granic wyobcowanie Żydów, bo do ich ekster­
minacji. W niniejszym tekście zostanie poruszony problem
związku między obcością a antysemityzmem, w szczegól­
ności polskim, a także próba przedstawienia stosunku Pola­
ków do Zagłady Żydów podczas II wojny światowej, ze szcze­
gólnym uwzględnieniem tego, jak zachowanie polskiej lud­
ności z czasów pogromów jest obecnie postrzegane. Punk­
tem wyjścia i inspiracją dla rozważań było ujawnienie mordu
dokonanego przez Polaków na Żydach w Jedwabnem oraz
dyskusja tocząca się wokół antysemityzmu polskiego.
1

OBCY
Przyjęliśmy Żydów do naszego
mieszkać w piwnicy.

domu, ale kazaliśmy

im

2

Obcy - to „człowiek nie należący do danego środowiska,
niewłaściwy komuś, nieobjęty czyimś zainteresowaniem, ktoś
nieznany, niezaangażowany" . Potocznie o b c y m jest dziwak,
samotnik, odmieniec, intruz, wróg. Większość tych określeń,
które nie opisują, a wyłącznie oceniają tego, którego zacho­
wanie, z konieczności lub z wyboru, przekracza istniejące
normy, nacechowana jest negatywnie. Jak zauważa B. Smo­
leń, w języku polskim trudno znaleźć odpowiedniki niemiec­
kiego Ausenseiteń czy francuskiego un marginal. Jej zda­
niem nie świadczy dobrze o kulturze polskiej brak nazwy dla
Innego, gdyż nazwanie jest pierwszym etapem rozumienia.
Moim zdaniem, równie niepokojący jest sposób używania
słowa Żyd, które funkcjonuje w języku polskim jako inwekty­
wa, czy wyrazu żydostwo, które jest pogardliwym synoni­
mem ogółu Żydów, łydek nie oznacza młodego Żyda - jest
poniżającym określeniem ludzi narodowości żydowskiej.
3

5

B. Wojdowski uważa, że Żydem jest ten, kto zostanie nazwa
ny Żydem, czyli O b c y m . Sprawa języka i nazewnictwa wy
daje się być bardzo istotna. Jak żyć ma człowiek, dla które­
go znakiem przynależności i główną więzią z krajem, w któ­
rym się wychował i żył, jest język i który równocześnie przez
ten język jest poniżany, napiętnowany i tym samym skazany
na obcość? Innego zazwyczaj opisuje się w kategoriach niezwyczajności czy nadzwyczajności. Charakterystyka ta na
ogół deformuje fizycznie, moralnie czy intelektualnie. A. Ka­
sperek nazywa to stygmatyzacją, której zadaniem jest po­
rządkowanie rzeczywistości, którą narusza obecność Inne­
g o . Zdaniem R. Scharfa normalny Polak zawsze widział
i nadal widzi „chałciarzy, z pejsami, szwargocących w dziw­
n y m języku i pewnie podejrzewał, że Żydzi coś knują".
W Polsce Żyd jako symbol obcości, personifikacja zła, ko­
zioł ofiarny, przyczyna wszelkich nieszczęść stał się trwałym
elementem religijnej i narodowej świadomości, postacią nie­
mal bajkową, Innym par excellence.
Stosunek Polaków do
Żydów od wieków determinuje tradycja chrześcijańska, któ­
ra stworzyła i utrwaliła w potocznej świadomości obraz Żyda
jako zabójcy Chrystusa. R. Scharf uważa, że najważniejszym
źródłem antysemityzmu bez Żydów, który jest specyficzny
dla Polski, był Kościół, który „kultywował w kazaniach, od
wiejskich kościółków do kościoła Mariackiego w Krakowie,
przeświadczenie mówiące, że Żydzi to naród, który wyrzekł
się i zabił Chrystusa" .
6

7

8

9

Najbardziej irracjonalnym zarzutem, a może przez to naj­
częstszą przyczyną pogromów I agresji w stosunku do Ży­
dów, była wiara w zabijanie przez nich chrześcijańskich dzieci
oraz legenda o profanowaniu hostii. Antysemityzm świecki
utrwalał „archetyp Żyda rewolucjonisty, konspiratora działa­
jącego podstępnie i w ukryciu".
Stereotyp wroga - spiskowca, rozpowszechniany i pod­
trzymywany przez etnocentryzm i tradycję chrześcijańską,
wypełniali Żydzi. Powszechne stało się przekonanie, że zaj
wszystkimi nieszczęściami i złem kryje się semicki spisek.
Antysemityzm spiskowy szczególnie jadowitą formę przyjął
w XX wieku. Żydzi byli już nie tylko wrogami Polski, działają­
cymi zawsze i wszędzie przeciwko jej interesom, ale właści­
wie wrogami wszystkich narodów europejskich. Szczegól­
nym powodzeniem cieszyło się przekonanie o spisku Żydów
i komunistów przeciw niepodległości Polski. Nienawiść do
komunistów miała być kojarzona z nienawiścią do Żydów,
ponieważ zarówno jedni, jak i drudzy byli elementami obcy­
mi, wrogimi wobec narodu polskiego. Do pogłębienia ura­
zów i nienawiści przyczynił się demoniczny obraz kupiectwa
żydowskiego rozpowszechniony przez rozwijające się miesz­
czaństwo w XIX wieku, który przerodził się w mit o bogac­
twie Ż y d ó w . A n t a g o n i z m m i e d z y o b y d w o m a narodami
wzmógł tradycjonalizm i hermetyzm narodu żydowskiego,
znajdującego się w diasporze. Żydzi byli uważani za naród
nigdzie się nieasymilujący, który nie przywiązuje się do kra­
ju, w którym żyje. Uważano ich za wyobcowanych ze środo­
wiska polskiego. Żyd to simmlowski wędrowiec. Jest tym,
10

11

Numer 10/2005

�Katarzyna Czuban
niechęci i nienawiści lub zwykła ignorancja. Komentarzem
niech będą słowa wypowiedziane przez R. Scharfa: Ja nad
tym boleję, ale się temu nie dziwię.
35

1

Określenia tego użył Jean Paul Sartre - głoszeniu antysemityzmu

nie może towarzyszyć przywilej korzystania ze swobody głoszenia po­
glądów - to przede wszystkim namiętność.
2

J. Błoński, Biedni Polacy patrzą na getto, Kraków, s. 20.

3

Słownik języka polskiego,
s. 387.

red. M. Szymczak, Warszawa 1996, t. 2,

4

Zdaniem Barbary Smoleń niemiecki Auenseiter jest kliszą przejęte
go z języka angielskiego autsajdera, jednak w języku polskim oznacza
on kogoś, kto dobrowolnie wybrał wyobcowanie (B. Smoleń, Kobieta,
Żyd, homoseksualista, „Res Publica Nowa" 1997, nr 6, s. 54).

rozbudowany aparat administracyjny masowego morderstwa
- na jego usługach mogły być tysiące ludzi, a nawet całe
narody. Problem jednak w t y m , że tam gdzie wszyscy są win­
ni, nikogo nie można osądzić. Kara w y m a g a świadomości
winy. Czy mają ją ci, którzy tłumaczą popełnione morder­
stwa zwykłym wykonywaniem rozkazów? Jest to najczęst­
szy argument padający w obronie polskich mieszkańców
Jedwabnego, którzy spalili żywcem swoich sąsiadów. Czy
nie przeraża i nie zastanawia gorliwość wykonywania owych
rozkazów?
30

Zdumiewa to tym bardziej, że Polacy również byli prze­
śladowani i czekał ich ten sam los, a jednak nie zawahali się
dokonać egzekucji na niewinnych ludziach, swoich sąsia­
dach. Zamienili się z niemych świadków w katów. I chyba
nie można usprawiedliwiać zbrodni w Jedwabnem, pogro­
mu w Kielcach i w innych miastach Polski prowokacją NKWD
czy zemstą na Żydach za współpracę z okupacyjnymi wła­
dzami, co nawet po pięćdziesięciu latach nadal próbują czy­
nić polscy historycy, ponieważ, jak mówi J.T. Gross, nie ist­
nieją żadne „parametry presji i rozgoryczenia, które sprawi­
łyby, że jedwabiński mord popełniony przez Polaków na Ży­
dach byłby »zrozumiały«".

5

Tamże, s. 54.

6

J. Błoński, dz. cyt., s. 104.

7

A. Kasperek, Obcy współczesnej
s. 127.

humanistyki, „Opcje" 2003, nr 1,|

8

R. Scharf, O dwóch najsmutniejszych narodach świata, [w:] Roz­
mowy na koniec wieku, rozm. K. Janowska, R Mucharski, Kraków 1997,
s. 133.
9

Tamże, 132.

10

E. Jedlińska, Sztuka po Holokauście, Łódź 2001, s. 42.

11

Popularne stało się wówczas hasło Żydokomuna,
nuje nadal.
12

G. Simmel, Socjologia,
s. 508 - 509.
13

14

które funkcjo

przeł. M. Łukasiewicz, Londyn 1975,

T. Janos, Oswajanie obcości, „Odra" 1997, nr 4, s. 45.
H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, cyt. za E. Jedlińska, dz. cyt,

s. 93.
15

Tamże, s. 97.

16

Tamże, s. 90-91.

17

Z. Bauman, cyt. za E. Jedlińska, dz. cyt., s. 27.
T. Janos, dz. cyt., s. 47.

18

19

J. Lachte, Panorama współczesnej myśli humanistycznej. Od struk­
tura/izmu do postmodernizmu, przeł. T. Basznik, Warszawa 1999, s. 315-1

31

Dla jednego z bohaterów powieści H. Grynberga najbar­
dziej brzemiennym w skutki doświadczeniem jest „ o d m o w a
pamięci, zacieranie śladów wspólnej przeszłości... a zwłasz­
cza manipulacja pamięcią". Dowodem na to są ciągłe pró­
by zatuszowania udziału Polaków w zbrodni w Jedwabnem
i przypisania jej Niemcom. Czyni to zarówno prokurator Mon­
kiewicz, jak i wielu autorów artykułów prasowych, dotyczą­
cych z b r o d n i . Oburzenie budzi zarówno sama zbrodnia,
jak i usiłowania zrzucenia odpowiedzialności za nią na innych,
a także próby jej przemilczenia czy zignorowania. Czytając
niektóre z artykułów i wypowiedzi dotyczących Jedwabnego
można mieć wrażenie, że perechodnikowski odpowiedni kli­
mat wciąż jest obecny w Polsce, a zbrodnia w Jedwabnem
mogłaby się powtórzyć. W takim razie, czy A. Marianowicz
ma rację mówiąc, że okupacja wciąż trwa?
32

20

21

22

E. Jedlińska, dz. cyt., s. 93.
Tamże, s. 97 i 93.
R. Scharf, dz. cyt., s. 135.

2 3

A. Marianowicz, cyt. za J. Wrońska, Strażnik niewygodnej pamię­
ci, „Rzeczpospolita" z dnia 19.08.2000.
24

A. Klugman, Żyd - co to znaczy?, Warszawa 2003, s. 150.

25

J. T. Gross, Upiorna dekada, Trzy eseje o stereotypach na temss.
Żydów, Polaków, Niemców i komunistów, Kraków 2001, s. 10.

33

J. Przyboś twierdzi, że „człowieczeństwo zwłaszcza w Pol­
sce, zaczyna się tam, gdzie kończy się antysemityzm . Co
można myśleć o Polakach, w których kraju nadal na murach
wypisuje się Żydzi do Palestyny oraz Jude rausl, mają miej­
sce spory takie, jak te dotyczące klasztoru sióstr karmelita­
nek czy krzyży w Oświęcimiu, w które zamieszani są przed­
stawiciele polskiego Kościoła i państwa? Przyczyną antyse­
mityzmu w Polsce jest brak elementarnej wiedzy o obiekcie
34

44)

2 6

O Prerechodnik, Czy ja jestem

mordercą?,

Warszawa 1995,

s. 131.
27

28

2 9

S. Krajewski, Żydzi, judaizm, Polska, Warszawa 1997, s. 179.
Tamże, s. 179.
J. Błoński, dz. cyt., s. 23.

3 0

odpowiedzialność,

31

J.T. Gross, Mord zrozumiały, „Gazeta Wyborcza" 2000, nr 275,

H. Arendt, Zorganizowana wina i powszechna
„Literatura na świecie" 1985, nr 6, s. 37.
s. 14.
32

Cyt. za M. Zalewski, Pomiędzy żywymi a zmarłymi - o prozie Hen­
ryka Grynberga, „Zeszyty Literackie" 1985, nr 11, s. 129.
33

Zob. wymiana poglądów Jana Tomasza Grossa z Tomaszem Sza­
rotą, która miała miejsce na łamach „Gazety Wyborczej" w listopadzie
i grudniu 2000 roku.
3 4

Cyt za: M. Zalewski, dz. cyt., s. 129.

35

R. Scharf, dz. cyt., s. 133.

Numer 10/2005

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9687" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9665">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6e57777d0d00fe47bea5283182b32719.pdf</src>
        <authentication>929af5a37c31fc4017e50fd17874ffef</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115248">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5625</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115249">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115250">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115251">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5229</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115252">
                <text>Egzystencja nieautentyczna/ Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115253">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17) s.99-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115254">
                <text>Danel, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115255">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115256">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115257">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115258">
                <text>Adam

Dane

Ur. w 1980 roku, socjolog, doktorant W y d z i a ł u Nauk Społecznych Uniwersytetu
Śląskiego. Swoje zainteresowania naukowe koncentruje - w g ł ó w n e j mierze na problemie intersubiektywności i społecznej dystrybucji wiedzy. Teoretycznym
i metodologicznym układem odniesienia do podejmowanych przez niego r o z w a ż a ń
jest przede wszystkim fenomenologia społeczna i socjologia wiedzy. Jest autorem
a r t y k u ł ó w z zakresu teorii ról społecznych, „ p o n o w o c z e s n o ś c i " i problematyki
monitorowania r/nku pracy.

Egzystencja
nieautentyczna
ozważania nad autentycznością i nieautentycznością człowieka niekoniecz, nie muszą implikować zaangażowanie
wartościujące, choć potoczne rozumienie tych
terminów mogłoby taką konotację sugerować.
Nieautentyczność - pojęcie permanentnie nie­
jednoznaczne - w potocznym rozumieniu od­
syła nas do takich pojęć, jak „fałszywość" czy
„sztuczność". Są to jednakże kategorie etyczne.
Kategorie autentyczności i nieautentyczności
są zaś kategoriami ontologicznymi w wymia­
rze socjologicznym. Odnoszą się do ludzkiego
sposobu bycia. Sposób bycia jest z kolei SpOSO—

R:

bem orientacji w świecie i regulacji zachowań
ze względu na odczuwany i rozumiany sens
znaków i rzeczy, kształtujący specyficzny obraz
świata jako całości" . Celem tego artykułu nie
jest więc wskazanie moralnego ideału, który
człowiek własnym wysiłkiem ma realizować, ani
tym bardziej instruktaż, jak mu w tym projek­
cie dopomóc. Praca ta, w s w y m założeniu, m a
jedynie stanowić socjologiczny ogląd sposobów
uświadamiania sobie przez ludzi siebie samych
i swego społecznego domostwa. Dokonane jest
to w oparciu i poprzez ontologiczną kategorię
nieautentyczności.

W Pawluczuk, Wiara a życie codzienne, Wydawnictwo Miniatura, Kraków 1990, s. 9.

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

1

�Adam Danel

100

Rzeczywistość społeczna
w subiektywnym oglądzie
Socjologiczny namysł nad problematyką
nieautentyczności w życiu społecznym wyma­
ga zaakceptowania dwóch fundamentalnych
założeń:
1. założenia o ludzkiej podmiotowości;
2. założenia o ludzkiej wolności.
Akceptacja tychże założeń w i ą ż e się w sposób konieczny - z przyjęciem określonej
wizji człowieka oraz określonego sposobu ujęcia
istnienia społeczeństwa. Pomimo, iż założenia te
mają charakter ontologiczny oraz funkcjonują
(explicite bądź implicite) we wszystkich orienta­
cjach teoretycznych składających się na huma­
nistyczną perspektywę w socjologii, do dziś dnia
pojęcia „wolność" i „podmiotowość" obciążone
są wieloznacznością, emocjami i ideologią.
Dokonując eksplikacji pojęcia podmioto­
wości i poszukując jego socjologicznego sensu,
zacząć wypada od określenia filozoficznego
pojęcia podmiotu, wobec którego wszelkie po­
jęcia pozafilozoficzne mają charakter wtórny.
Otóż „sam termin »podmiot« wywodzi się wprost
z łacińskiego subiectum, będącego odpowiedni­
kiem greckiego hypcAeiménon
(od hepókeimai).
Hepókeimai zaś oznacza dosłownie: »znajdować
się pod czymś, u spodu czegoś«, a niedosłownie:
»być podstawą, założeniem czegoś«. W źródło­
wym zatem znaczeniu podmiot jest tym, co znaj­
duje się u podłoża czegoś, tym co utrzymuje coś
innego, jest jego substratem czy substancją" .
2

Problematyka podmiotowości obejmuje roz­
legły i wieloaspektowy zespół zagadnień. W

2

A. Węgrzecki, Zarys fenomenologii

podmiotu,

Ossolineum, Kraków 1996, s. 11-12.
3

R. Cichocki, Podmiotowość

w

społeczeństwie,

Wydawnictwo Naukowe U A M , Poznań 2003, s. 49.
4

P. Sztompka, Socjologiczna teoria

podmiotowości,

[w:] P. Buczkowski i R. Cichocki (red.),
możliwość,

rzeczywistość,

konieczność,

Podmiotowość:

swej istocie odnosi się do usytuowania i aktyw­
ności jednostki w społeczno-kulturowym świecie.
„Zdeterminowanie i twórczość, nawyk i sponta­
niczność, naciski sytuacyjne i autodeterminacja,
reifikacja i emancypacja, ponadindywidualne
struktury i aktywność indywiduów, zniewolenie
i rewolucja, alienacja i dezalienacja, struktura
społeczna i tożsamość jednostki - wszystkie te
opozycje dotykają jakichś aspektów podmioto­
wości" . Próbując jednakże dokonać delimitacji
obszaru obejmowanego przez pojęcie podmio­
towości, można przyjąć - zgodnie z sugestią
Piotra Sztompki - iż genus pfoximum sociologicznej idei podmiotowości to relacja działania
i struktury" a podmiotowość w sociolosicznvm znaczeniu tezo terminu to istotny aktyw
nv wpływ działań ludzkich na kształt struktury
społecznej" .
3

4

5

Przyjmowane w tej pracy ontologiczne
założenie o podmiotowości, można sformuło­
wać - bazując na propozycji Ryszarda Cichoc­
kiego - w postaci trzech komplementarnych
stwierdzeń:
1.
działania społeczne nie są jednoznacz­
nie i całkowicie zdeterminowane ani przez kon­
stytucję biologiczną podmiotu, ani przez wpływy
społeczne, którym podmiot ulega;
2. struktury społeczne wszystkich typów
(idealne, organizacyjne, materialne) są plastycz­
ne wobec aktywności podmiotów;
3. relacja działań i struktur ma charakter
obustronny .
Podsumowując zatem, koncepcja podmioto­
wości zrywa z pozytywistyczną wizją człowieka
i świata w XIX-wiecznej socjologii. Uwydat6

7

1989, s. 12-13.
5

Ibid., s. 12-13.

6

Założenie Ryszarda Cichockiego o podmiotowości jest

w zasadzie syntetycznym ujęciem dialektycznej teorii
podmiotowości Piotra Sztompki. Zob. ibid., s. 19-25.
7

Por. R. Cichocki, op. cit., s. 76.

Nakom, Poznań

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Egzystencja nieautentyczna
niając strukturotwórczą rolę ludzkich działań,
podważając absolutną obiektywność społeczne­
go świata oraz kwestionując fatalizm, zarysowu­
je ona obraz człowieka twórcy {homo creator),
podmiotu społeczeństwa.
Z pojęciem podmiotowości na gruncie nauk
społecznych, kojarzone bywa pojęcie wolności.
Nie są to jednak pojęcia tożsame. Wolność sta­
nowi raczej istotny atrybut podmiotowości czło­
wieka, umożliwiając mu przekroczenie obszaru
tego, co przedmiotowe .
Podobnie jak w przypadku koncepcji pod­
miotowości, problematyka wolności w rozwa­
żaniach socjologicznych ma charakter wtórny
wobec sposobów jej rozumienia przez filozo­
fów. Historia filozofii jest w znacznej mierze
zapisem rozważań wokół koncepcji wolności,
by wymienić tylko: stoików, Platona, św. Toma­
sza Duns Szkota Karteziusza Thomasa Hobbesa Immanuela Kanta lohna S Milla Maxa
Schelera czy egzystencjalistów. Nie wnikając
we wszystkie zawiłości i subtelności poszczęgólnych stanowisk, można stwierdzić, iż pojęcie
wolności rozumiane jest zazwvczai na. czterv
różne sposoby (czasem ujmowane rozłącznie
czasemkoniunkcyjme):

101

WOLNOŚĆ

WOLNOŚĆ
ZEWNĘTRZNA

WOLNOŚĆ
WEWNĘTRZNA

8

Pierwsza dychotomia - to rozróżnienie wol­
ności wewnętrznej, a więc indywidualnego czło­
wieka i wolności zewnętrznej, społeczno-poli­
tycznej.
Drugi podział - to rozróżnienie „wolności
od" i „wolności do" oraz uwypuklenie dwóch
aspektów wolności: negatywnego i pozytywnego.
„Wolność od" jest absencją przymusu, koniecz­
ności fizycznej, brakiem całkowitego zdetermi­
nowania. „Wolność do" jest zaś możnością uczy­
nienia inaczej i uzdolnieniem do rozstrzygnięcia
wyboru.

8

Por. A. Węgrzecki, op. cit., s. 85.

9

P.L. Berger, Zaproszenie do socjologii, tłum. J. Stawiński,

P W N , Warszawa 2001, s. 135.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

WOLNOŚĆ OD
(ASPEKT NEGATYWNY)

WOLNOŚĆ DO
(ASPEKT POZYTYWNY)

SCHEMAT 1: CZTERY PŁASZCZYZNY WOLNOŚCI (OPR. AUT.)

Na gruncie socjologii problematykę wolności
najczęściej sprowadza się do relacji „jednostka społeczeństwo", która ma charakter dialektycz­
ny. I tak, z jednej strony, społeczeństwo zniewala
jednostkę, ma ograniczający wpływ na jej spon­
taniczną aktywność, z drugiej zaś, w konfron­
tacji z rzeczywistością społeczną, człowiek jest
aktywną przyczyną, a -jakpowiada Peter L. Ber­
ger - „stwierdzenie: »muszę« jest nieprawdziwe
prawie w każdej sytuacji społecznej" . Jednostka
może więc wypowiedzieć posłuszeństwo swemu
społeczeństwu. Inną sprawą są negatywne kon­
sekwencje, które akt ten nieuchronnie by na nią
sprowadził Niemniej jednak jednostka ma taka
możliwość.'
9

Wolność, podobnie jak podmiotowość, jest
pojęciem trudnym do operacjonalizacji i na­
ukowego badania. „Wolność - pisze Berger - nie
jest faktem empirycznym. Mówiąc ściślej, cho­
ciaż wolność może być przez nas doświadczana
z pewnością równą pewnikom empirycznym,

�Adam Danel

102

\

CZAS

PRZESTRZEŃ

NASTĘPCY

• Carnap wraz z inny­
mi przedstawicielami
Koła W i e d e ń s k i e g o
uznałby za pozbawio­
ne sensu i odmówiłby
i m miana naukowo­
ści. Burrhus F. Skin¬
ner - kolejny badacz
o pozytywistycznej
proweniencji - uznał­
by z kolei iż założenia
te schlebiają człowie¬
kowi dostarczając mu
tvm 'samym wzmoc­
nień- w y n i k a j ą z a ś
z naszej niewiedzy isa
wybiec em stosowa
nvm cdy nie można
inacźei w y t ł u m a c z y ć
pewnych zjawisk.

Z całą pewnością
w ramach naukowe­
go dyskursu nie jest
możliwe pełne, esencjonalne ujęcie zjawi•
ska wolności. Jednakże
SCHEMAT 2: EGOCENTRYCZNA STRUKTURA SPOŁECZNEGO ŚWIATA (OPR. AUT.)
„jedynie intelektualny
to nie jest możliwe jej dowiedzenie jakimikol­ barbarzyńca może utrzymywać, że rzeczywistość
wiek metodami naukowymi. (...) Cokolwiek to tylko to, co daje się uchwycić metodami na­
może się w subiektywnej świadomości jednostki ukowymi" . Wulgarna redukcja, upraszczająca
pojawić jako wolne, w systemie naukowym oka­ obraz człowieka i świata w imię kanonów meto­
że się ogniwem w jakimś łańcuchu przyczyno­ dologicznej poprawności i - w efekcie - będąca
wym" . Max Scheller wskazuje z kolei, iż „to, negacia humanistyki jest równie nieuprawniona
czym jest wolność, rozumiemy tylko w obrębie jak stwarzanie iluzji poznania blizszeco poezji
naszego życia wolitywnego, a nigdy poprzez
rozważanie teoretyczne" .
Jak zatem możliwe jest myślenie socjologicz­
Poczynione powyżej założenia o podmioto­ ne bez porzucenia wizji człowieka jako wolnego
wości i niezbywalnej wolności człowieka Rudolf podmiotu?
12

10

11

10

Ibid., s. 117-118.

11

M . Scheller, Rozważania

i metafizyki wolności,

1 2

dotyczące

P.L. Berger, op. cit., s. 133.

fenomenologii

„Znak" 11 1963, s. 1275.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Egzystencja nieautentyczna

103

Właściwą drogę wytyczył Edmund Husserl.
W ślad za nim poszedł Alfred Schiitz, którego
ustalenia stały się przyczynkiem do powstania
socjologii fenomenologicznej, etnometodologii
i socjologii egzystencjalnej. Nastąpiła zasadni­
cza zmiana perspektywy - „fenomenologiczny
zwrot w socjologii" . Środek ciężkości zain­
teresowań przeniesiony został z obiektywnej
rzeczywistości na świadome podmioty. Dekonstrukcja naturalizmu pozwoliła na odejście od
obrazu człowieka jako istoty reaktywnej, której
cechy i działania są całkowicie zdeterminowane
przez zewnetrzno-obiektywna rzeczywistość
Podkreślaiac konstytutywna role intencionalnei
świadomości fenomenologia dostarczyła obrazu
człowieka iako wolnego podmiotu przy czym
samą wolność sprowadziła do poziomu aksjo¬
matu któreco sie wnrawdzie nie kwestionuie ale
którego się również nigdy w pełni nie wyjaśnia.
13

D o k o n u j ą c fenomenologicznego zwrotu
i analizując rzeczywistość społeczną w nasta­
wieniu humanistycznym, należy przyjąć i utrzy­
mywać w najpełniejszym zakresie subiektywny
punkt widzenia. Punktem wyjścia uczynić trze­
ba fenomenalne doznania podmiotu, sens jego
doświadczeń. To one bowiem są tym, co konsty­
tuuje rzeczywistość.
W codziennym życiu człowiek doświadcza
społecznego świata tak, jakby był on zorganizo­
wany wokół jego własnej osoby. Świat społeczny
ma strukturę egocentryczną . Podmiot stano­
wi jego centrum, „punkt zerowy", na którym
zorientowana jest jego konstytucja. Świat ten
posiada znaczenie i sens dla niego i poprzez
14

13

Zob. M . Roche, Fenomenologiczny zwrot w socjologii,

niego. Zawsze odnosi go do swojej rzeczywistej,
biograficznie zdeterminowanej sytuacji. Jego
system istotności selekcjonuje i grupuje poszcze­
gólne przedmioty zgodnie ze schematem osobi­
stych planów i potrzeb. Rozciągły przestrzennie
i czasowo świat, zorganizowany wokół „tu i te­
raz" doświadczającego podmiotu, rozwarstwia
się wedle stopnia znajomości i anonimowości.
Dzieli się na świat współczesnych, przodków
i następców.
Egocentryczna struktura świata ukazuje,
że własna świadomość i własne doświadczenie
są uprzywilejowane. Dodać tu jednak trzeba,
że świat doświadczany przez podmiot jest polem
możliwego działania innych i z ich perspektywy
zorganizowany jest w analogiczny sposób. Świat
społeczny przekracza obszar jednostkowego do­
świadczenia. Jest intersubiektywnym światem
kultury, uniwersum znaczeń. Mostem łączącym
subiektywne i intersubiektywne ujęcie świata jest
generalna teza przekładalności perspektyw.
Ciało (oraz związana z nim przestrzeń), czas
(subiektywny i obiektywny) i inni są ontologicznym fundamentem świata przeżywanego; „sta­
nowią najogólniejsze warunki doświadczenia,
które narzucone są każdemu. Są one granicami,
w ramach których subiektywne doświadczenie
świata przeżywanego strukturalizuje się na róż­
ne sposoby" .
W rozpatrywaniu podmiotu, ludzkiego Ja
jako centrum społecznego świata, nie chodzi tyl­
ko o wyróżnienie go w stosunku do tego, co jest
poza nim i oddzielenie tego, co własne, od tego,
co obce. Człowiek nie jest bowiem zamkniętym
15

współczesnej,

PIW, Warszawa 1984, s. 153, 180; oraz

[w:] Z. Krasnodębski [red.), Fenomenologia i socjologia.

A. Schütz, Świat społeczny

Zbiór tekstów,

[w:] P. Sztompka (red.), Metodologiczne podstawy

14

PWN, Warszawa 1989, s. 458-474.

Zob. A. Schiitz, Fenomenologia i nauki społeczne,

[w:]

socjologii. Wybór tekstów,

i teoria działania

społecznego,

WUJ, Kraków 1980, s. 155-156.

Z. Krasnodębski (red.), Fenomenologia i socjologia, op. cit.,

15

s. 124-127; zob. także: A. Schutz, Potoczna i naukowa

1971, s. 20; cyt za: D. Lachowska, Codzienność i rozumienie w teońi

interpretacja ludzkiego działania,

Alfreda Schulza, [w:] Z. Krasnodębski (red.),Ctótranscendentdizmu

[w:] E. Mokrzycki (red.),

Kryzys i schizma. Antyscjentyczne tendencje w socjologii

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

A Schütz, Das Problem der Relevanz, Suhrkamp, Frankfurt

ku hermeneutyce, PWN, Warszawa 1987, s. 166.

�Adam Danel

104

kosmosem, „monadą bez okien" - jak chciał
tego Leibniz . Geneza ludzkiego umysłu nie
jest „monologiczna", lecz dialogiczna - powstaje
w nieustannym dialogu z innymi (o czym świad­
czą takie procesy, jak: socjalizacja, kulturalizacja
czy wychowanie). Owo „centrum" rozumieć
raczej należy jako to, z czego coś się wyłania
(bądź intencjonalnie, bądź samorzutnie) i jako
to, do czego coś prowadzi. Sensowna aktywność
podmiotu jest poddawana interpretacji przez
innych i odwrotnie
16

sensowne aKtv innvcn sa

interpretowane przez podmiot.
Tylko przez odniesienie do podmiotu pewne
typy stosunków społecznych i elementów kultu­
ry zyskują specyficzny sens. Podmiot w każdej
chwili swego świadomego życia znajduje się
w jakiejś sytuacji, „jest ona w swej konkretnej tre­
ści nieskończenie zmienna - dlatego, że z jednej
strony jest wyartykułowana biograficznie jako,
by tak rzec, produkt wszystkich poprzednich sy­
tuacji, z drugiej zaś, że jest względnie »otwarta«,
to znaczy może być w różny sposób na podstawie
danego
»17zasobu wiedzy definiowana i opanowyWcina.

umysłu, który skłonił go do przyjęcia nieauten­
tycznych postaw i zrozumieć ich odniesienie
w sferze działań. Chodzi tu o ukazanie orien­
tacji społecznej podmiotu, a więc zgeneralizowanych tendencji do postrzegania, odczuwania,
wartościowania i reagowania na rzeczywistość
społeczną . Warto w tym miejscu zaznaczyć,
że powstające różnice w obrazach świata nie
są wynikiem deformacji w procesach pozna¬
nia, ale są rezultatem odmiennych procesów
społecznych, przyjmowanych i dokonywanych
definicji sytuacji wyznaczających granice tego,
co rzeczywiste.
18

Wyróżnić m o ż e m y dwie zasadnicze zgeneralizowane tendencje do postrzegania świa­
ta przyjmowane przez aktorów społecznych.
Pierwszą z nich nazwijmy plastycznym obrazem
świata. Tutaj wszelkie sytuacje, w które wkracza
jednostka, charakteryzują się pewnym „otwar­
ciem", „plastycznością" wobec jej aktywności.
Jednostka dostrzega różne możliwości działa­
nia. Stale „nosi w sobie" możliwość kontestacji
czy też transgresji kulturowego status quo. Swą
podmiotową aktywność podejmuje ze względu
na aksjologiczne preferencje a nie zewnętrzne
przymuszenia Źródłem konformizmu - który
Narodziny n i e a u t e n t y c z n o ś c i
zarazem konieczny jest dla skuteczności działań
iest przede wszystkim wewnętrzne przeko
Z punktu widzenia nieautentyczności de­
cydujący jest sposób, w jaki aktor społeczny name wewnętrzna kontrola Materia znaczeń
napełnia sensem społeczny świat, którego jest wartości czy norm wzniesiona przez przodków
centrum. Odpowiadając na pytanie: „co ten i współczesnych stanowi zasób z którym nod
świat społeczny znaczy dla działającego czło­ miot kieruie sie ku otwartemu horyzontowi
wieka?" i ukazując sposób, w jaki ten świat jawi przyszłości Doświadczane wielowymiarowości
się w toku doświadczenia, możemy ujawnić stan i plastyczności, jednostka traktuje tenże świat

16

Leibniz pisał: „Monady nie mają okien, przez które by

2003, s. 113; cyt. za: Z. Krasnodębski, O

związkach

cokolwiek mogło się do nich dostać lub z nich wydostać.

fenomenologii i socjologii. Wprowadzenie, [w:] idem (red.),

(...) Naturalne zmiany monady pochodzą od jakiejś

Fenomenologia i socjologia, op. cit., s. 37.

zasady wewnętrznej, ponieważ przyczyna zewnętrzna nie

18

Por. M . Ziółkowski, Orientacje indywidualne a system

może wywierać wpływu w jej wnętrzu". G.W. Leibniz,

społeczny,

Monadologia, tłum. H . Elzenberg, U M K , Toruń 1991, s. 48.

i M . Ziółkowski (red.), Orientacje społeczne

17

A. Schütz, Strukturen der Lebenswelt, Taschenbuch

mentalności,

[w:] J. Reykowski, K. Skarżyńska
jako element

Nakon, Poznań 1990, s. 57.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Egzystencja nieautentyczna

105

jako pole możliwości, ekspresji (eksternalizacji)
własnej subiektywności i samorealizacji (przy
czym nie jest tutaj ważne, czy będzie to makiawelizm, czy autodeterminacja przez społecznie
aprobowane wartości). Tylko w tak postrzega­
nym świecie człowiek może stać się „sobą" i ta­
kim pozostać.
Przeciwstawną orientacją jest perspektywa,
którą nazwać można zreifikowanym obrazem
społecznego świata. Reifikacja jako odmiana
świadomości sprawia, iż wszelkie instytucje spo­
łeczne postrzegane są jako posiadające własną
realność, niezmienne i oczywiste same przez
się. Ich zmiana nie jest dostrzegana nawet jako
realna możliwość. Istniejący porządek społeczny
jawi się jako naturalny i nieodwołalny. Zreifikowana reprezentacja społecznego świata w umy­
śle człowieka jest źródłem tego, co psycholo­
gowie nazywaia utrata poczucia kontroli nad
otoczeniem Świat społeczny doświadczany iest
w kategoriach powinności których niespełnie­
nie iawi sie iako skok w szaleństwo a wszelkie
formv ekstazy (bycia poza wykraczania poza)

czy transrresii sa traktowane iako nonadnie
cie w nierzeczywistość. Zachowanie człowieka
nrzvbiera formę inercvinei asvmilacii swoistego
L w „ &gt; hlizszean bierności niz rzeczywiste,
twórrzei .ktywnośri nodmiotn W b , ś n i e wtedy
- adv snhie J v w n e odbieie rzeezvwi stośei w «rn,
m

?en7^w7^^^

mieniu świadomości

przypiera

zreitiKowaną

postać
się nieautentyczny sposób bycia,
jest
warunek Konieczny meautentycznosci,
który w pewien sposób wiąże się z jej istotą, ale
jej jeszcze nie stanowi.
19

Zob. M . Merleau-Ponty, Czym jest fenomenologia?,

Rola społeczna: zaangażowanie
i dystans
Fenomenolog francuski Maurice Merleau¬
-Ponty wskazał, iż rozpoznanie poza własnymi
działaniami świata, który jest dany podmioto­
wi, możliwe jest dlatego, że podmiot jest dany
samemu sobie . Człowiek nie tylko istnieje, ale
ma pewien stosunek do swego istnienia; może
u c z y n i ć siebie przedmiotem własnej reflek­
sji. Pytanie: „kim jestem?" jest fundamentalną
kwestią naszej społecznej egzystencji. Udzielane
nań odpowiedzi
kolei sprzęgnięte z subiek­
tywnym oglądem rzeczywistości w obustronnie
koniecznej koegzystencji. Za Zbigniewem Bokszańskim przyiać wiec można teze o wzaiemnvch uwarunkowaniach koncepcii siebie i świata
społecznego .
19

20

Mówiąc o refleksyjnym stosunku podmiotu
do samego siebie, wkraczamy w szeroko podej­
mowaną w naukach społecznych problematykę
tożsamości. Generalnie rzecz biorąc, „pojęcie
tożsamości w socjologii i psychologii społecznej
odnosi się najczęściej do sfery autodefinicji ak­
tora społecznego (...). Można w związku z tym
określić je jako zbiór wyobrażeń, sądów i prze¬
konań owego aktora o samym sobie" . Ujmując
rzecz jeszcze lapidarniej, za Anthonym Giddensem można przyjąć, iż indywidualna tożsamość
„jest to »ja« pojmowane przez jednostkę w ka­
tegoriach biograficznych" . Ponieważ biogra­
fia jednostki praktycznie zawsze uwikłana jest
21

22

życie społeczne tożsamość konstytuuje sie
w dialogu z innymi, w toku interakcji społecz-

22

A. Giddens, Nowoczesności

„Ja"

i społeczeństwo

Warszawa 1995, s. 103.

A. Szulżyńska, PWN, Warszawa 2002, s. 75.

20

Zob. Z. Bokszański, Koncepcja siebie a obraz innego,

„Kultura i Społeczeństwo" 3 1984, s. 171-172.
21

Z. Bokszański, Tożsamość,

[w:] Encyklopedia socjologii,

t. W, Oficyna Naukowa, Warszawa 2002, s. 252.

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

w epoce późnej

tożsamość.

[w:] J. Migasiński, Merleau-Ponty, Wiedza Powszechna,

nowoczesności,

tłum.

�Adam Danel

106

nych, przy czym tożsamość jest nie tylko „pro­
duktem" interakcji, ale także determinantem jej
przebiegu.
Wart podkreślenia jest fakt, i ż tożsamość
konstytuuje się nie tylko w relacji poznawczej
do świata, ale także emocjonalnej . Emocjo­
nalne naznaczenie społecznego świata, procesy
jego odczuwania i doświadczania, społeczna
kategoryzacja i stygmatyzacja - wszystko to
ostatecznie sumuje się w jakiejś postaci obrazu
samego siebie. Tożsamość - tak j ak j est ona tutaj
uchwycona - ma fundamentalne znaczenie dla
społecznej egzystencji człowieka. Pozwala ona
jednostce urzeczywistnić się w społeczeństwie,
chroni ją przed egzystencjalnie pojętym lękiem
i trwoea czy wreszcie zapewnia jej ontoloeiczne bezpieczeństwo" - by posłużyć sie terminem
ukutym przez Ronalda D.Lainga,aupowszechnionvm przez Anthonv'eeo Giddensa Ber cer
dobrze to ilustruje

»wraca do rzeczywistością Przypomina sobie
swoje nazwisko, adres i zawód, swoje plany
na następny dzień. Przechadza się po domu,
pełnym potwierdzeń przeszłej i obecnej tożsa­
mości. Słucha odgłosów miasta. Może nawet
obudzi żonę i dzieci i zostanie uspokojony
przez ich zatroskane zapewnienia. Wkrótce
może śmiechem skwituje niedorzeczność tego,
co się właśnie zdarzyło, zajrzy do lodówki, żeby
coś przekąsić lub do barku, żeby coś łyknąć
na sen i pójdzie do łóżka z postanowieniem,
że będzie śnił o awansie .

23

-

Spójrzmy na przykład na człowieka zbudzo­
nego w nocy przez jeden z tych koszmarów
sennych, w których traci się całkowicie poczucie
tożsamości i miejsca. Nawet w chwili przebu­
dzenia realność jego własnego istnienia i jego
świata wydaje mu się senną fantasmagorią,
która może zniknąć lub zmienić się za jed­
nym mrugnięciem powieki. Przebudzony, leży
w łóżku tknięty czymś w rodzaju metafizyczparaliżu, czując się oddalony co najwyżej
0 krok od owego unicestwienia, które zagrażało
mu w przerwanym właśnie śnie. Przez kilka
chwil tak boleśnie j asnej świadomości j est w sta­
nie nieomal zmysłowego kontaktu ze śmiercią
1 - wskutek tego - z nicością, lecz wówczas po
omacku sięga po papierosa i , jak to się mówi,

23

Emocjonalna, uczuciowa sfera człowieka, często

24

Ten długi cytat wskazuje na jeszcze jedną
istotną kwestię. Otóż zachwianie tożsamości
powoduje, że także inne aspekty realności świata
są zagrożone. Potwierdza to tezę, iż tożsamość
i obraz świata warunkują się wzajemnie.
Obraz samego siebie, w mniejszym lub więk­
szym stopniu, jest odbiciem uczestnictwa jed­
nostki w grupach społecznych i zajmowane­
go przez nią (przypisanego bądź osiągniętego)
miejsca w strukturze społecznej. Pojęcie tożsa­
mości łączy więc w sobie zagadnienie refleksyj­
nych podstaw działania jednostkowego z proble­
matyką ról społecznych.
Przyjmując perspektywę teorii ról, można
postrzegać jednostki jako aktorów w teatrze
lub jako uczestników gry. „Naturalne stosunki
społeczne - pisze Erving Goffman - powstają
w taki sam sposób, w jaki powstaje sytuacja
na scenie: przez w y m i a n ę dramaturgicznie
uwznioślonych działań, reakcji na działania
i zamykających kolejne sceny odpowiedzi. Sce­
nariusz nawet w ręku niewprawnego aktora
może ożyć dlatego, że samo życie ma konstruk­
cję dramatyczną. Oczywiście nie cały świat jest

Uwagi na marginesie książki Existential Sociology, „Studia

bagatelizowana przez socjologów, stała się rdzeniem

Socjologiczne" 4 1980, s. 315-331.

socjologii egzystencjalnej. Zob. przeglądowy artykuł

24

P.L. Berger, op. cit., s. 139.

M. Czyżewskiego, O programie socjologii egzystencjalnej.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Egzystencja nieautentyczna

107

sceną, lecz niełatwo rozstrzygnąć, w jakiej mie­
rze sceną nie jest" .
Czym jest więc rola społeczna? Zdaniem
Pawła Rybickiego, „można ją określić jako spo­
łecznie wydzielony zakres działania, jako ciąg
zachowań i działań spełnianych przez człowieka
zajmującego określoną pozycję społeczną. (...)
Jest zawsze szczególnego rodzaju schematem
społecznym i jest tokiem działalności, który ten
schemat wypełnia. Jest zawsze dwoista; nie ma
roli społecznej bez określającego ją schema­
tu i nie ma roli bez człowieka który w swych
zachowaniach i działaniach ów schemat realizu­
je" . Rola społeczna zawiera w sobie oczekiwa­
nia określone przez współrzędne wyznaczające
umiejscowienie jednostki w przestrzeni" społecznei Peter L Berger stwierdza wręcz że rola
może bvć zdefiniowana iako typowa odpowiedź
na typowe oczekiwania" .
25

26

27

Oczekiwania, z jakimi spotyka się aktor od­
grywający swą rolę na społecznej scenie, pocho­
dzą ze zróżnicowanych źródeł. Są to:
a) oczekiwania wynikające ze scenariusza chodzi tu o aksjonormatywne podłoże aktywno­
ści, wyznaczające zobiektywizowane schematy
zachowań;
b) oczekiwania ze strony innych aktorów - są
to oczekiwania ze strony partnerów interakcji;
c) oczekiwania ze strony publiczności - źró­
dłem oczekiwań są tutaj audytoria będące dla
jednostki układem odniesienia. Warto w tym
miejscu nawiązać do myśli Ralpha Lintona,

25

E. Goffman, Człowiek

™ teatrze życia

codziennego,

który stwierdził, i ż „jesteśmy skłonni grać dla
publiczności, nawet gdy publiczności nie ma" .
Chodzi t u przede wszystkim o w y o b r a ż a n e
przez jednostkę zobowiązania wobec „przod­
ków" i „następców", a także - w przypadku osób
wierzących - istot nadprzyrodzonych.
Stopień spełnienia tych oczekiwań pozwala
odnieść zachowanie jednostki do opozycji kon­
formizm - nonkonformizm .
Poczynione dotychczas ustalenia definicyjne
dotyczące roli społecznej pozwalają wyodrębnić
jej trzy komponenty. Są to:
1. wymogi i oczekiwania wobec jednostki
przypisane zajmowanej przez nią pozycji spo­
łecznej;
2. subiektywna ocena sytuacji interakcyjnej;
3. uzewnętrznione zachowania.
Czerpiąc z metaforyki teatralnej, można po­
wiedzieć, iż odgrywanie roli wiąże się z włoże­
niem określonej maski. „Nie jest chyba dziełem
historycznego przypadku - pisał Robert Ezra
Park - że pierwszym znaczeniem słowa »osoba« (person) jest »maska«. Jest to uznanie faktu,
że każdy zawsze i wszędzie, bardziej lub mniej
świadomie, odgrywa jakąś rolę. (...) To właśnie
w tych rolach znamy się nawzajem i znamy sa­
mych siebie" .
28

29

30

Maska jest funkcjonalną koniecznością życia
społecznego. Jest środkiem komunikacyjnym;
oszczędza czas i emocjonalną energię. Maska
jest także - chciałoby się powiedzieć - koniecz­
nością antropologiczną, bowiem: „nie wystarcza

ukazuje, że świat społeczny jest również zamieszkiwany

tłum. H . Datner-Śpiewak, P. Śpiewak, KR, Warszawa

przez ludzi pozbawionych tej fundamentalnej sprawności,

2000, s. 100.

jaką jest wyczucie gry. Wydaje się więc, że wobec

2 6

P. Rybicki, Struktura społecznego

społecznej,

świata.

Studia z teorii

Iluzje codzienności.

2 7

P.L. Berger, op. eh., s. 93.

28

R. Linton, Kulturowe podstawy osobowości,

tłum.

A. Jasińska-Kania, PWN, Warszawa 2000, s. 113.
2 9

Ujmując życie społeczne jako grę, Pierre Bourdieu

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

tych typów ludzi tradycyjna opozycja konformizm nonkonformizm nie ma zastosowania. Zob. M . Jacyno,

PWN, Warszawa 1979, s. 462, 463.

BARBARZYŃCA

O teorii socjologicznej Pierre a

Bourdieu, IFiS PAN, Warszawa 1997.
3 0

R.E. Park Race and Culture, Glencoe 1950, s. 249; cyt.

za: E. Goffman, op. cit., s. 49.

�Adam Danel

108

nam fakt, że istniejemy. Musimy istnieć dla i n ­
nych, istnieć przez innych" .
Wobec tego w tymże artykule problematyczne
nie jest samo funkcjonowanie masek w świecie
społecznym. Problemem jest sytuacja, w której
maska przenika do wnętrza człowieka, stając się
jądrem jego tożsamości.
Gaston Bachelard wskazał, iż maska jest synte­
zą dwu przeciwieństw: dysymulacji i symulacji .
Dysymulacja wiąże się z ukrywaniem, zatajaniem
czy po prostu nieujawnianiem pewnych aspektów
siebie. „Tymczasem symulacja stawia pod zna­
kiem zapytania różnicę między »prawdziwym«
a »fałszywym«, między światem »rzeczywistości«
a światem »wyobraźni«" . Symulacja narusza
zasadę rzeczywistości. Nie jest ona prostym uda­
waniem. Ktoś kto symuluje chorobę wywołuje
sobie pewne j ej objawy. Analogicznie jest w przy¬
padku roli społecznei (maski) Z iednei strony iest
ona konstruktem społecznym pewna społeczna
abstrakcia z drugiei zaś człowiek ia odgrywaiacy
nie tylko działa zgodnie'z iei schematem ale tak
ze w pewnych sytuaciach odpowiednio (do tego)
czułe Tak wiec sfera ziawisk nsychicznych iest
nieustannie przenikana nrzez siły snołeczne"
Kwestie te dobrze oddaie myśl Georga Santay'
anv Każdy kto iest newIn sweanumysłu dumny
31

32

33

34

zelweanurzędu rzy nrzeiety swoim nhnwiazkiem
n r z v i m ^ i e m ! , k e r r L z n / p n z w l rei m L e bv
a

a

a

r S f

lmvm 7 ^ 2 1 1 2 2 c l
była nim samym, przelewa na nią całą swą próż­
ność. J ak długo żyje i podlega niepokojom własne­
go ciała, jak wszystko cokolwiek żyje, tak długo
w duszy tworzy ideę i bardziej z dumą niz żalem
ofiarowuje swe życie na ołtarzu Muz .
31

G. Bachelard, Fenomenologia maski, [w:] M . Janion

Poszukując własnego miejsca na społecznej
scenie, odgrywamy role i z a k ł a d a m y maski.
Każdą rolę można odgrywać świadomie lub bez
udziału refleksji, z mniejszym lub większym
zaangażowaniem. Maska jako istotne akceso­
rium identyfikacji (tożsamości), może być mniej
lub bardziej elastyczna. W społecznej dramie
występują więc dwojakiego rodzaju aktorzy.
„Na jednym krańcu - pisze Goffman — mamy
do czynienia z wykonawcą, którego całkowicie
wciąga akcja sceniczna i który może być szczerze
przekonany, że zainscenizowana iluzja rzeczy¬
wistości iest sama rzeczywistością Publiczność
naicześciei odbiera widowisko w ten sam sposób
i tylko sociolog lub malkontent moga wątpić
w &gt;&gt;realność« tego, co jest przedstawiane Na dru¬
gim krańcu mamv do czynienia z wykonawca
który wobec swei Pry zachowuie dystans Taka
możliwość łatwo sobie wyobrazić nikt bowiem
nie ma równie dogodnego stanowiska do ob­
serwowania nrzedstawienia iak ktnś ktn sam ie
zainscenizował" .
'
36

Stopień zaangażowania w pełnioną rolę spo­
łeczną i zakres identyfikacji z nią wyznacza
dwie odmienne jakościowo formy społecznej
egzystencji: autentyczność i nieautentyczność.
Tworzą one swego rodzaju continuum, którego
krańce nie są rzeczywistą reprezentacją sposobu
bycia człowieka w społecznym świecie, ale ra­
czej typami idealnymi czy też eksperymentami
myślowymi, do których rzeczywiste przypadki
mogą się co najwyżej asymptotycznie przybliżać.
Niemniej jednak, bieguny owego continuum
odzwierciedlają niestabilną sytuację człowie-

tłum. A. Chmielecki, St. Czerniak, J. Niżnik, [w:]

i S. Rosiek (red.), Maski, t. I I , Wydawnictwo Morskie,

A. Chmielecki, J. N i ż n i k i S. Rainko (red.), Problemy

Gdańsk 1986, s. 20.

socjologii wiedzy, P W N , Warszawa 1985, s. 479.

32

Zob. ibid., s. 14.

33

J. Baudrillard, Precesja symulakrów,

35

[w:] R. Nycz

(red.), Postmodernizm. Antologia przekładów,

Baran

i Suszczyński, Kraków 1997, s. 177-178.
34

P.L. Berger, Tożsamość

G. Santayana, Soliloquies in England and Later

Soliloquies, Nowy Jork 1922, s. 133-134; cyt. za:
E. Goffman, op. cit., s. 86.
3 6

E. Goffman, op. cit., s. 47.

jako problem socjologii wiedzy,

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Egzystencja nieautentyczna

109

ka w świecie społecznym. W żadnym z nich
bowiem człowiek nie pozostaje na stałe. „Tak
wiele potrzeba energii, aby ściśle przystosować
się do maski, że energia ta gdzieś zawodzi.
Wówczas najpodstępniej skomponowana twarz
się rozpada. Dysymulacja traci swą podstawową
jedność" .
37

Należy wreszcie zapytać o ogląd ejdetyczny,
0 istotę tytułowej nieautentyczności. Wspomnia­
no wcześniej, iż warunkiem koniecznym nie­
autentyczności jest zreifikowana reprezentacja
społecznego świata w umyśle człowieka. Wyka­
zano następnie, iż obraz świata i obraz samego
siebie warunkują się wzajemnie. Dokonując reifikacji społecznego świata, człowiek doświadcza
go w kategoriach powinności. „Wymogi rzeczy­
wistości" nie istnieją jednak same przez się, ale są
powiązane ze społecznymi rolami. Zreifikowany
obraz świata implikuje więc, że autodefinicje
aktora społecznego formułowane są w oparciu
1 poprzez pełnione role społeczne. Niezmienną
istotę nieautentyczności stanowi zatem utrata
subiektywnego dystansu pomiędzy samym sobą
a pełnioną rolą społeczną. Co prawda, zawsze
istnieje świadomość innych aspektów siebie, ale
są one marginalne i w znacznej mierze przesło­
nięte maską pełnionej roli społecznej. Maska
ulega usztywnieniu, podczas gdy - jak sądzi
Antoni Kępiński - powinna być jak najbardziej
elastyczna, zmieniać się zależnie od sytuacji
i być wypadkową prawdziwej reakcji emocjonal­
nej i reakcji rytualnej to znaczy tej której spo­
dziewa się społeczne 'otoczenie Usztywnienie
maski powoduje, iż przestaje ona. spełniać swe
38

3 7

G. Bachelard, op. cit., s. 21.

3 8

A. Kępiński, Poznanie chorego, Wydawnictwo Literackie,

Kraków 2002, s. 100.
39

4 0

społeczne zadanie (środka komunikacyjnego
i zwierciadła społecznego), a człowiek „nieza­
leżnie od tego, co wokół niego i w nim samym
się dzieje, kroczy przez życie na kształt posągu,
dużych czy małych rozmiarów" .
Utrata jednostkowego autentyzmu zaciera
granice pomiędzy tworem a twórcą. Rola spo­
łeczna zaczyna być traktowana jako rzeczywisty
byt. Przestaje być czymś, co się robi, a staje się
czymś, czym się jest.
Nietrudno wyobrazić sobie dyrektora, który
nie potrafi (nie chce) „przestać być" dyrektorem
po opuszczeniu przestrzeni swego gabinetu.
Zmiana „dekoracji" i „publiczności" nie prze­
rywa występu, o czym często boleśnie przeko­
nuje się jego rodzina. Sam moment przejścia
na emeryturę staje się dla niego swoistą sytuacją
graniczną , często o katastrofalnych konsekwen­
cjach psychologicznych. Uświadomienie sobie
bowiem nietrwałości społecznych przypisań, po­
woduje zachwianie ontologicznego bezpieczeń­
stwa co w skrajnych przypadkach prowadzi do
uformowania się osobowości schizoidalnej .
39

40

41

Nieautentyczność określić więc można jako
fundamentalizm roli społecznej. „Człowiek
przyzwyczaja się do bycia w rolach i tak wycho­
wywany w tych rolach nie ma odwagi znaleźć
się w tych miejscach poza rolami. To są miejsca
dość straszne i trudno jest się znaleźć poza sumą
ról" .
Człowiek jednak sumą ról być nie musi. Jest
on raczej czymś permanentnie niedookreślonym
i nieredukowalnym do czegokolwiek. Wskazują
na to pojęcia wolności i podmiotowości, a naj­
pełniej wyraża pojęcie osoby .
42

43

R. Rudziński, Jaspers, Wiedza Powszechna, Warszawa
1978, s. 186-242.
41

Zob. R.D. Laing, Podzielone „Ja". Egzystencjalistyczne

Ibid.

studium zdrowia i choroby psychicznej, dum. M . Karpiński,

Pojęcie „sytuacja graniczna" pochodzi od Karla

Rebis, Poznań 1995.

Jaspersa. Zob. K. Jaspers, Sytuacje graniczne, [w:]

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�Adam Danel

110

R e d u k u j ą c się do pełnionej roli społecz­
nej, człowiek rodzi się po raz wtóry jako homo
sociologicus - jednostka doskonale uspołecznio­
na, której aktywność sprowadza się jedynie do
pełnienia przeznaczonej jej funkcji społecznej.
Można powiedzieć, że homo sociologicus jako
nosiciel ról społecznych jest człowiekiem bez in­
dywidualności. Jego podstawowymi cechami są
bezrefleksyjny konformizm i pasywność zacho­
wania, będąca w istocie kresem podmiotowości
(która najpełniej wyraża się w twórczej aktyw­
ności). Pasywność oznacza bowiem „ogranicze­
nie a nawet brak wolności wyboru - a mówiąc
dokładniej, brak zainteresowania dla problema­
tyki wyboru jaki prezentuje ze swej strony homo
socioLicus
ze względu na narzucone iednost
ce zobowiązania i dyscyplinę społeczną" .
44

Jednostce nieautentycznej szczególnie bliska
jest „myśl jednowymiarowa" czy „myśl osiadła" ,
nie pozwalająca jej na myślowe przekroczenie
siebie jako tworu społecznego (homo sociologi­
cus) i kontestację rutynowego sposobu istnienia.
Ponadto nieautentyczność sprawia, iż jednostka
dokonuje symbolizacji własnego doświadczenia
wyłącznie przez pryzmat pełnionej roli. Odwo­
łajmy się do przykładu. Urzędnik, który silnie
zinternalizował biurokratyczny subświat, świat,
który rozwarstwia się wokół jego własnej oso­
by widzi" w kategoriach przepisu jako ścisły
nie podlegający dyskusji układ zależności wy¬
mogów i przywilejów Wszelka sytuacja która
wymaga od jej uczestników aktywnego udziału
zdefiniowaniu staje się dla mego nazbyt
W
45

42

M . Paschalska, Człowiek

autentyczny i

człowiek

zniewolony. (Glos w dyskusji), [w:] B. Suchodolski (red.),
Strategia życia. Rozważania
Jabłonnie,
43

i dyskusje na sympozjum w

UMCS, Wrocław 1983, s. 83.
idea osoby, [w:]

J. Pawlak (red.), Kierunki filozofii współczesnej,

46

Mówienie o nieautentyczności byłoby pozba­
wione sensu, gdyby u jej podstaw nie leżała moż­
liwa autentyczność. Powracając po raz kolejny
do metaforyki teatralnej, można powiedzieć, iż
— w pewnym sensie i pewnym zakresie — auten­
tyczność to zachowanie „Czystej Formy" w „te­
atrze życia codziennego". Intencją Stanisława
Ignacego Witkiewicza, twórcy pojęcia „Czysta
Forma", było stworzenie teatru, który nie byłby
tylko kopią rzeczywistości, ale swobodnie de­
formowałby życie. Rozpoznawałby on własną
dynamikę określona wewnętrzna konstrukcja
a nie istniejącym dotąd szablonem Aktor w sztuteatralnej „Czystej Formie" miałby SWiJ rolę
CC

„jednostka"), najczęściej stosowane jest przez socjologów
instytucjonalnie i intelektualnie związanych z Katolickim
Uniwersytetem Lubelskim.
44

Syntetyczną wykładnię koncepcji osoby zawiera esej

Emmanuela Mouniera, Ogólna

problematyczna, wręcz nieznośna. W efekcie,
opisana przez Roberta K. Mertona, „wyuczona
nieudolność" jako dysfunkcja biurokracji rozcią­
ga się także na inne sfery rzeczywistości.
W tym kontekście warto powrócić do wspom­
nianej j u ż tezy o wzajemnych uwarunkowa­
niach koncepcji siebie i świata społecznego. Otóż
implikacją tej tezy jest fakt, iż jednostki, które
postrzegają siebie w kategoriach konsensualnych (ról społecznych) są także skłonne patrzeć
w ten sam sposób na innych . Kategorie subkonsensualne (personalne, indywidualistyczne) są
marginalizowane czy pomijane. Rzeczywistość
społeczna jest tedy - w oczach jednostki - systemcm ról społecznych, światem, w którym wszy¬
scy ludzie są tożsami z ich społecznymi przypi­
saniami. Przodkowie współcześni następcy
są odbierani w aspekcie ról społeczi ych które
pełnili, pełnią lub będą pełnić

45

1.1,

P. Chmielewski, Homo sociologicus - model

a rzeczywistość,

„Studia Socjologiczne" 3 1998, s. 78.

Pojęcie „myśl jednowymiarowa" pochodzi od Herberta

Marcuse, a „myśl osiadła" od Gillesa Deleuze.

Wyd. U M K , Toruń 1995, s. 178-181. Pojęcie osoby, coraz

4 6

powszechniejsze w socjologii (jako synonim pojęcia

s. 175-178.

Zob. Z. Bokszański, Koncepcja siebie..., op. cit.,

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Egzystencja nieautentyczna

111

nie tyle odgrywać, co stwarzać (nie przekraczając
jednakże idei formalnej utworu) .
Autentyczny aktor społeczny jest więc dys­
ponentem swej roli. Staje się ona narzędziem
do możliwie pełnej realizacji tego, co w nim tkwi.
Pozwala wówczas na „wyraz czegoś, co może być
przypisane zjawisku rozleglejszemu i trwalsze­
mu n i ż bieżąca rola lub sposób jej wykonywa­
nia czemuś w skrócie co charakteryzuje nie
rolę, lecz osobę - chodzi o trwały charakter
moralny, osobowość, wyposażenie biologiczne
i tak dalej" .

Z całą pewnością nie jest to t a k ż e wywód wy­
czerpujący. Poznanie z a k o ń c z o n e , poznanie,
które zwolnione j u ż jest z obowiązku dal­
szych dociekań, to n i e w ą t p l i w i e contradictio
in termims .
Jednocześnie trzeba zdać sobie sprawę z ogra­
niczeń socjologicznego poznania. Otóż rzeczy­
wistość społeczna będąca przedmiotem socjolo­
gicznej refleksji to nie tyle pewien byt, co raczej
proces ustawicznie zmienny i płynny. Przedmio­
tem poznania nie jest więc to, co gotowe, lecz to,
co się staje. My zaś - jak twierdzi Henri Berg­
Oczywiście nie oznacza to całkowitej dowol­ son - „ograniczamy się tylko do rejestrowania
ności. „Autentyczność i oryginalność jednostki - migawkowych ujęć płynącej rzeczywistości" .
pisze Antonina Kłoskowska - polega na swoistej Podążając z kolei za wszystkimi jej meandrami,
kombinacji różnorodnych elementów i na ich myśl socjologiczna zawsze natknie się na sferę
refleksyjnej modyfikacji oraz selekcji" . Ilość in­ transcendencji, na to, co przekracza ludzkie
terpretacji jest siłą rzeczy ograniczona. Nie moż­ możliwości poznawcze Pewne łamigłówki" na całkowicie oderwać się od społecznej materii w rozumieniu Kuhnowskim -pozostaną na za¬
znaczeń i pozostać człowiekiem. Autentyczność wsze nierozwiązane Stad permanentny i - iak
i nieautentyczność możliwe są tylko w ramach wolno sadzić - zasadniczo nieprzezwyciężony
kryzys socjologu".
społeczeństwa.
47

51

48

52

49

Zamiast konkluzji
Ryszard Kapuściński pisał, i ż „poczucie,
że coś odkrywamy w humanistyce, wynika
dziś tylko z naszych braków w oczytaniu" .
W y w ó d zawarty w tej pracy, będący próbą
socjologicznego teoretyzowania nie powołuje
rzeczy nowych. Ma cel o wiele skromniej­
szy. Jest jedynie próbą rekonstrukcji socjolo­
gicznego oglądu zjawiska nieautentyczności.
50

4 7

Zob. S.I. Witkiewicz, Czysta Forma w teatrze, J. Degler

Płynie też stąd wniosek etyczny. Alfred Schiitz
pisał: „Gdy tylko socjologia zaczyna rościć sobie
pretensje do ostatecznego wyjaśniania tajemnicy
tego świata, do wypowiadania się na temat prze­
znaczenia człowieka oraz do natychmiastowego
tłumaczenia pojęć teoriopoznawczych w katego­
riach bytu społecznego, oznacza to, iż j u ż uległa
demonowi nihilizmu" .
Jean-Francois Lyotard z kolei, w swym
Raporcie o stanie wiedzy wysunął tezę, iż w wa­
runkach ponowoczesnych wiedza zmieniła sta53

5 0

R. Kapuściński, Lapidarium

(red.), Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa

1997, s. 134.

1977.

51

48

E. Gottmzn, Frameanalysis. Uwagi końcowe,

„Teksty"

5-6 1977, s. 249.
4 9

A. Kłoskowska, Człowiek

człowiek

filozofią

a socjologią.

Społeczna

ontologia Alfreda Schutza, P W N , Warszawa 1991, s. 147.
52

autentyczny i

Zob. J. Sójka, Pomiędzy

III, Czytelnik, Warszawa

H . Bergson, Pamięć

i życie,

tłum. A. Szczepańska, Pax,

Warszawa 1988, s. 36.
A. Schiitz, A. Gurwitsch, Briefwechsel

1939-1959,

zniewolony. (Głos w dyskusji), [w:] B. Suchodolski (red.),

53

op. &lt;//.. s. 83.

R. Grathoff (red.), Monachium 1985, s. 134; cyt. za:
J. Sójka, op.cit., s. 147.

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

�Adam Danel

112

tus i z kształcenia ducha stała się informacją .
Z całą pewnością wiele w tym racji, ale to od nas
zależy, jaki użytek (pożytek) ze zdobytej wie­
dzy zdołamy zrobić. Świadomość socjologiczna,
zrozumienie logiki społecznej dramy daje nie­
bywałą szansę ograniczenia sfery oczywistości,
intelektualnego wyzwolenia i urzeczywistnienia
autentycznego sposobu bycia. Wszak, jak pisał
54

Peter L . Berger: „W odróżnieniu od lalek mamy
możliwość zatrzymania się podczas ruchu, spoj­
rzenia w górę i przyjrzenia się maszynerii, która
nami porusza. W akcie tym kryje się pierwszy
krok w stronę wolności. I w tymże akcie odnaj­
dujemy ostateczne uzasadnienie socjologii jako
dyscypliny humanistycznej" .
55

Inauthentic Existence
The article concerns the phenomenological reflection about the ways of becoming conscious of one's
self and the surrounding world. The centre of the interest is not the objective reality, but the aware
human subject, the context and the meaning of their experiences.
Author determines the necessary condition of the inauthenticity by characterizing the means of
structuralization of the subjective experiencing of the world, as well as determines its essence by
presenting the social role that appears in the field of human awareness.

54

J.F. Lyotard, Kondycja ponowoczesna. Raport o stanie

5 5

P.L. Berger, op. cit., s. 163.

wiedzy, tłum. M . Kowalska, J. Migasiński, Aletheia,
Warszawa 1997. Zob. też B. Baran, Postmodernizm i końce
wieku, Inter Esse, Kraków 2003, s. 194.

BARBARZYŃCA

3 - 3 (13-11) 3ÛÛ9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6215" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6195">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7d7545da294517c0563d4f035e2be0d.pdf</src>
        <authentication>c2f035b0847525066d785a8544f36304</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74002">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5626</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74003">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74004">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74005">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5230</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74006">
                <text>Choroba - próba definicji/ Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74007">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17) s.113-129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74008">
                <text>Głowacki, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74009">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74010">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74011">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74012">
                <text>Adam
Głowacki

Ur. w I 985 roku. Jest absolwentem kulturoznawstwa (specjalność teoria i historia
kultur/) oraz studentem IV roku pedagogiki resocjalizacyjnej z profilaktyką społeczną
na UŚ, II roku na Międzyuczelnianych Indywidualnych Studiach Humanistycznych
w Akademii „Artes Liberales" i doktorantem w Zakładzie Teorii i Historii Kultury na
Wydziale Filologicznym UŚ. Interesuje się psychologią, historią, filozofią i antropologią
medycyny, a także kulturowymi implikacjami przymusowych zsyłek ludności polskiej
na Syberię.

Choroba
- próba definicji
Każda choroba jest bohaterstwem,
lecz bohaterstwem oporu, nie zas podboju.
Bohaterstwo w chorobie wyraża się
stawianiem oporu na straconych
posterunkach
życia.
- E m i l Cioran

1. Choroba - na przecięciu d y s k u r s ó w
, ytanie o to, czym są zdrowie i choroba,
to bez wątpienia fundamentalne zagad­
nienie dyskursu medycznego, który, jak
nadmienia Tadeusz Brzeziński, „jednoznacz­
nej, pełniej i prawidłowej definicji choroby
nie potrafi podać do dziś" . A ż do X I X wieku
medycyna koegzystowała z innymi dyscypli­

P

1

nami, w tym także filozofią, z którą łączył ją
podobny sposób patrzenia na pewne kluczo­
we zagadnienia, na przykład na to, czym jest
zdrowie i choroba, w czym tkwi istota medy­
cyny. Do X I X wieku, dopóki nie doszło do
ukonstytuowania się biologicznej koncepcji
choroby, medycyna swój przedmiot zaintereso­
wania definiowała poprzez spekulacje natury
filozoficznej.

Historia medycyny, T. Brzeziński (red.), PZWL, Warszawa 2000, s. 238.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�Adam Głowacki

114

Rewolucja naukowa w medycynie dokonała
się dopiero w początkach X I X stulecia, kiedy to
realizm spekulatywny ostatecznie ustąpił reali­
zmowi uwzględniającemu metody empiryczne.
Francuscy patolodzy przedstawili podówczas
anatomiczną teorię choroby, utożsamiając cho­
robę z uszkodzeniami anatomicznymi, (...) nie
ograniczali się oni wyłącznie do rozumowania
abstrackcyjnego. Prowadzili wnikliwe badania
przy stole sekcyjnym i porównywali ustalenia
anatomiczne z poczynionymi za życia pacjenta
obserwacjami klinicznymi. Pod koniec stulecia
inne pokolenie uczonych przedstawiło teorię
fizjologiczna choroby która utożsamiała choro­
bę z zaburzeniami funkcjonalnymi. (...) Osta­
tecznym wynikiem tvch poczynań bvła biolo
riczna konceccia choroby stanowiąca newna
syntezę wszystk ch wcześnieiszych teorii z wy
łączeniem wszakże tych założeń teoretycznych
których nienodobna było potwierdzić emni'
rycznie Definimemy obecnie choroby stosuiac
układ różnorodnych kryteriów anatomicznych
fizin1naicznvch lkrnhin1naicznvch i innvch'

owa neterogemcznosc pojęciowa stanowi ramedycznego'

w s

P

0 l c z e s n e

g°

m

y

s l e m a

Tak rozumiana medycyna odcięła się od
wszelkich niesprawdzalnych empirycznie do­
ciekań, w tym także spekulacji natury filozo­
ficznej, które do tej pory stanowiły trzon jej
rozważań. Konsekwencją tego przełomu stała
się konieczność wypracowania nowych pojęć
w miejsce tych, które odrzucono jako nieweryfikowalne, oparte na spekulacjach. Choroba stała
się zjawiskiem o charakterze biologicznym, choć
wcześniej w dyskursie medycznym funkcjono­
wała jako wypadkowa filozoficznego, medycz­
nego religijnego a często magicznego porządku
myślenia Po odcięciu się oficjalnej, naukowej
2

medycyny od niesprawdzalnych empirycznie
faktów i spekulacji natury filozoficznej, w podej­
ściu do kategorii zdrowia i choroby, filozofia oraz
młodsza od niej antropologia, starają się na nowo
podjąć te kluczowe dla egzystencji człowieka za­
gadnienia. Ambicja poznania istoty choroby, jej
swoistego, zróżnicowanego charakteru, wpływu,
jaki wywiera nie tylko na ciało, ale także psy­
chikę człowieka, stała się więc nie tylko celem
medycyny, ale współcześnie również filozofii,
antropologii, religii czy psychologii.
Każda z'tych dziedzin produkuje własny,
odrębny dyskurs, w ramach którego tworzy spe­
cyficzny obraz choroby, ustala normy, tworzy
pewien margines tolerancji w ich przekraczaniu,
buduje hierarchię poszczególnych zaburzeń,
zgodną z własnym systemem aksjologicznym,
zastanawia się nad ich etiologią. Żaden z tych
dyskursów nie może j u ż pozwolić sobie na izola­
cję, konserwatyzm poglądów czy jawną krytykę
pozostałych. Dochodzi więc do sytuacji wzajem­
nego przenikania się wielu dyskursów, podejmo­
wania coraz częściej prób porozumienia między
odległymi dziedzinami definiowania choroby
w sposób szeroko interdyscyplinarny. Takie po­
dejście implikuje konieczność przyjęcia postmo­
dernistycznego paradygmatu myślenia o chorobie
o którym Ewa Kosowska pisała, ze
aksjologicznie wsparty na negacji wyłącznie
racjonalnego motywowania wyborów i na kwe­
stionowaniu sensu normatywizmu, dopuszcza
polifoniczność heterogenicznych procedur po­
znawczych i przyznaje interpretatorowi prawo
do pomyłki, zmiany stanowiska lub wzbogace­
nia go przy pomocy doraźnie budowanych na­
rzędzi poznawczych. O ile więc dla interpretacji
modernistycznych stosunkowo łatwo wskazać
źródła aksjologicznych determinant, o tyle dla

H.R. WulĘ S.A. Pederson, R. Rosenberg, Filozofia

medycyny, tłum. Z. Szawarski, PWN, Warszawa 1993,
s. 56.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Choraba - próba definicji

115

propozycji postmodernistycznych ważne są do­
raźne fascynacje, które nie muszą zmierzać do
lansowania jakiejś spójnej koncepcji wartości .
3

„Polifoniczność heterogenicznych procedur
badawczych", o której pisała Kosowska, a będą­
ca procedurą interpretacji tworzonych zgodnie
z postmodernistycznym paradygmatem myśle­
nia, pozwala na ulokowanie zjawiska choroby
na „przecięciu się" wielu dyskursów, pozornie
od siebie odległych, ale często wyrastających
ze w s p ó l n e g o pnia, po to, by rozstrzygnąć
kwestie możliwości i ograniczeń definicyjnych
samego zjawiska choroby, co pośrednio wyra.żone zostało j u ż w temacie. Interdyscyplinarne
podejście do choroby wiąże się z koniecznością
poczynienia pewnych redukcii selekcyjnym
i Ideologicznym doborze źródeł zastanych,
ieona.K.ze tvllco oooeiscie w lctorvm monofo

niczność iednei dziedziny naukowei zastam
nolifoniczność heterogenicznych nrocedur no
znawczych" nozwoli zbliżyć sie do istoty choro¬
by Trzeba mieć bowiem na względzie, ze
W pojęciu antropologii upatrywać można swo­
istego błędu logicznego. Oto człowiek - jakkol­
wiek rozumiany - podej muj e trud wyj ścia poza
samego siebie i formułowania prawd o sobie.
Stąd badania antropologiczne - jeżeli mają
mieć charakter obiektywistyczny - przypomi­
nają w pewnym stopniu wołanie Archimedesa
o punkt podparcia, pozwalający na podniesie­
nie ziemi. (...) Każda interpretacja wymaga
niemożliwego: dystansu wobec siebie, wobec
własnych możliwości poznawczych, wobec nie­
uchronnych uwikłań aksjologicznych .
4

Wobec niemożliwego do wyeliminowania
subiektywizmu jedną z metod jego ograni­

E. Kosowska, Antropologia literatury. Teksty, konteksty,

3

interpretacje, Wydawnictwo U Ś , Katowice 2003, s. 22.
4

Ibid., s. 9.

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

czenia może okazać się szerokie, interdyscy­
plinarne podejście, które pozwala naświetlić
zjawisko z wielu różnych punktów widzenia.
Wydaje się, że owa interdyscyplinarność sta­
je się nowym paradygmatem myślenia, cze­
go najlepszym dowodem są subdyscypliny
naukowe, takie jak: filozofia medycyny, antro­
pologia medyczna czy socjologia medycyny,
będące owocem prób połączenia ze sobą czcsto odległych od siebie dziedzin naukowego
poznania . To nie wszystkie możliwości, kon­
figuracji może być o wiele więcej. Nie istnieje
i u ż poiecie dyskursu czystego czyli takiego
który do końca pozostał wiemy swoim pier­
wotnym założeniom Wiele dyscyplin nauko­
wych antropologia w szczególności u źródeł
miało charakter hvbrvdvcznv czyli składaiacy
sie z różnych elementów czésto nozornie do
siebie nienasuiacych Interdyscyplinarność staie
sie wiec naturalnym odeiściem od monometody
i konstruktywnym nowrotem do nierwotne, for
my istnienia dyscypliny.
5

Jak j u ż wcześniej wspominałem, każdy dys­
kurs tworzy swoją własną wizję rzeczywistości,
wyznacza pewne normy, w obrębie których
funkcjonuje, własny system aksjologiczny, po­
jęcia, które składają się na jego stan wiedzy.
Jednak tylko taki dyskurs, który przy pomocy
różnego rodzaju instytucji strażników, potrafi
zbudować odpowiednią relację wiedzy/władzy
może stać się narzędziem foucoultowskiej wła­
dzy. Prawda, która produkowana jest w obrębie
takiego dyskursu nie jest bynajmniej prawdą
absolutną, ale rości sobie prawo by taką być,
więcej - za taką się u w a ż a . Jest to prawda
niezwykle ekspansywna i zaborcza w swoich
poczynaniach ufundowana na fundamentali
zmie epistemo'logicznvm który sankcionuie ia
jako 'jedyną, niezmienną,'obiektywną i pewną

5

Socjologia medycyny jest interdyscyplinarnym

projektem badawczym realizowanym przez Samodzielną
Pracownię Socjologii Medycyny działającą przy

BARBARZVÑCA

�Adam Głowacki

116

Taka prawda, zdaniem Foucaulta, ma moc
sprawczą, m o ż e być n a r z ę d z i e m w r ę k a c h
władzy. Takiej dyskursywizacji uległa również
choroba , o czym w swoim tekście wspomina
Krzysztof Pietrych:
6

Temat cierpienia i choroby jest jednym z naj­
trwalszych wielkich tematów obecnych nie
tylko w literaturze i sztuce; wyznacza także
centralny krąg zagadnień innych dyskursów
- fdozoficznych, antropologicznych, religij­
nych, psychologicznych, medycznych. Wyni­
ka to oczywiście z fundamentalnej potrzeby
określenia sensu i aksjologicznego znaczenia
ekstremalnych ludzkich doświadczeń, w tym
także doświadczenia choroby .
7

W swoich pismach Foucault podkreślał, że
zadaniem władzy jest, co prawda, implantacja
pewnej normy, wszczepienie jej w najgłębsze
struktury myślenia człowieka tak, aby traktował
ją jak element swojej tożsamości, ale sam proces
nie może opierać się na mechanizmie nakazów
i zakazów. W ł a d z a musi sięgać po bardziej
subtelne i wyrafinowane formy oddziaływania,
takie, które sprawią, że jednostka w sposób nie­
świadomy zinternalizuje narzuconą jej normę,
postrzegając ją jako własny wytwór. W podobny
sposób musi funkcjonować dyskurs dotyczący
choroby jeśli jego celem jest zbudowanie pewnej
powszechnie obowiązującej „prawdy".
8

Choroba nie jest zjawiskiem homogenicz­
nym, wymyka się jednoznacznym interpreta­

cjom. Już na rudymentarnym poziomie inter­
pretacji - etapie tworzenia definicji odsłania
swoją w i e l o p ł a s z c z y z n o w o ś ć i niejasność, co
postaram się w dalszym etapie moich r o z w a ż a ń
uwypuklić. Każdy dyskurs tworzy własną defi­
nicję choroby, komplementarną lub opozycyjną
wobec pozostałych koncepcji. Żadna z nich nie
jest jednak wystarczająca i j u ż na etapie wstępnej
analizy obnaża swoje ograniczenia, aksjologiczne
konotacje. Przedmiotem moich r o z w a ż a ń nie
będzie jednak tylko i wyłącznie biologiczna czy
antropologiczna wizja choroby. W swojej pracy
chciałbym zastanowić się nad tym, jak problem
choroby podejmowany jest również przez współ¬
czesny dyskurs filozoficzny antropologiczny
a w mniejszym stopniu także i socjologiczny'
Oczywiście prowadzone przeze mnie r o z w a ż a
nia nie wyczernuia całkowicie tematu sa tylko
nróba n e w n e J n zedadu orólne^o sńoirzenia

na nozamedwzne formy'onisu choroby iako
s r J v n r z n e . r o ziawiska czy tez nrocesu zacho

dzącego w ciele człowieka, ale także poza nim"
w sferze idei
L™nvch

Onieraiac
i

ZTh

sie na kilku renrezen
z z i z z r z r z T r

tatywnycn przyKladacn, postaram się poKazac,
w jaki sposoP inne dziedziny nauKowego pozna­
nia proPująpodjąc to, jaKKolwieK Py Pyto, Kon¬
stytutywne dla nasze] egzystencji zagadnienie.

2. Choroba w dyskursie filozoficznym
Pytanie o istotę zdrowia i choroby, było i jest
fundamentalnym zagadnieniem medycyny.

Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. Zajmuje

lecznictwa niemedycznego prowadzimy prace nad

się problematyką socjologii zdrowia i socjologii

określeniem społecznych przyczyn popularności

lecznictwa niemedycznego. Za cel stawia sobie także

niekonwencjonalnych metod leczenia, ich wewnętrznej

„określenie przedmiotu badań, funkcji i praktycznych

struktury oraz relacji pomiędzy medycyną akademicką

aplikacji socjologii zdrowia oraz dokonanie opisu

a technikami leczenia pozostającymi poza jej obrębem.

możliwych form współpracy między socjologią zdrowia

Obszar zainteresowań badawczych Pracowni obejmuje

a innymi dyscyplinami naukowymi (psychologia

ponadto socjopsychosomatykę {mind-body interaction in

zdrowia, antropologia zdrowia, filozofia zdrowia,

social context), wyznaczającą obszar aplikacyjny socjologii

socjopsychosomatyka). W analizach problematyki

medycyny na gruncie badań psychosomatycznych,

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( I G - l l ) 3DD3

�Choroba - próba definicji

117

Pytanie skądinąd z natury swej filozoficz­
ne, stało się zasadniczą kwestią medycznego
dyskursu, swoją drogą, kwestią współcześnie
niezwykle kontrowersyjną. W starożytnej me­
dycynie greckiej, a w szczególności tej, która
wyrosła z myśli Hipokratesa, przyczyn choroby
dopatrywano się w przewadze jednej z energii
skupionej w organizmie człowieka, stąd na
zasadzie opozycji: zdrowie pojmowane było
jako isnomia, czyli stan harmonii, równowagi
pomiędzy poszczególnymi siłami. Konsekwen­
cją tego myślenia była stosowana wówczas me­
toda lecznicza która poleeała właśnie na przy¬
wróceniu owe™ utraconego stanu pierwotna
iedności ludzkiego organizmu W medycynie
greckiej
choroba nie jest tylko brakiem równowagi czy
harmonii, ale jest również, a być może przede
wszystkim, dążeniem natury w człowieku do
osiągnięcia nowej równowagi. Choroba jest
ogólną reakcją mającą na celu przywrócenie
zdrowia. Organizm wywołuje chorobę, ażeby
wyleczyć siebie .

dwóch podstawowych soków ustrojowych: żółci
i śluzu, i to właśnie dyskrazja, czyli brak rów­
nowagi pomiędzy nimi, powodował zaburzenie
wharmonijnie funkcjonującym organizmie. Ta­
kie rozumienie choroby przejęła szkoła z Kos,
której głównym przedstawicielem był właśnie
Hipokrates . Jego teoria humoralną zrywała
z religijno-mistyczną koncepcją choroby, za­
kładającą, że jest ona skutkiem ingerencji istot
nadprzyrodzonych. Zerwał również z dogmatyzmem filozoficznym w medycynie. Według
niego główną rolę w regulowaniu funkcji orga­
nizmu oderywaia cztery płyny ustrojowe- krew
żółć czarna żółć i śluz Wobec tego choroba
rozumiana była nie tylko iako fizyczne cierpienie
ciała ale przede wszystkim zaburzenie o charak
terze ilościowym zakłócenie równowari miedzy
poszczególnymi' humorami" Takie iei oostrze
panie orzekładał'0 sie w beznośredn snosób na
nrzebiep same™ leczenia Te™ podstawowa
zasada ftało sie wiec holistyczne sLrzenie na
c h o r e ! a także nrzyiecie założenia ze samo
noczncie nacienta warunkowane W również
10

Warto również dodać, ze Hipokrates swoją
humoralną teorię choroby oparł na starożytnej
koncepcji pramaterii, która uznawała istnienie

przez czynniki o charakterze z e w n ę t r z n y m ,
lego rodzaju myślenie o zdrowiu 1 chorobie
okazało się niezwykle trwale w kulturze. Vo
niedawna detmiowano chorobę jedynie jako
odwrotność zdrowia. Posługiwano się bowiem

a także kardiologię behawioralną, obejmującą analizy

tłum. H . Kęszycka, wstęp M . Czerwiński, PIW, Warszawa

9

socjokulturowych aspektów choroby niedokrwiennej

1987; idem, Choroba umysłowa...,

serca". Za: http://www.umlub.pl/index.php?i = 538,

7

15.11.2009. Z ważniejszych publikacji warto wymienić:

kształtowanie

J. Barański, W. Piątkowski (red.), Zdrowie i choroba.

Poznanie chorego, PZWL, Warszawa 1989, s.79.

Wybrane problemy socjologii medycyny, Wrocławskie

8

Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2002; M . Libiszowski-

op. cit.

K. Pietrych, Choroba - źródła tematu oraz jego
się w kulturze europejskiej, [w:] A. Kępiński,

Zob. M . Foucault, Historia szaleństwa...,

Nadzorować

i karać. Narodziny więzienia,

op. cit.; idem,
tłum.

Żółtkowska, M . Ogryzko-Wiewiórowska, W Piątkowski

T. Komendant, Fundacja Aletheia, Warszawa 1998; idem,

(red.), Szkice z socjologii medycyny, Wydawnictwo UMCS,

Narodziny kliniki, tłum. P. Pieniążek, Wydawnictwo KR,

Lublin 1998.

Warszawa 1999.

6

W przekonaniu Foucaulta znamiona władzy/wiedzy

9

G. Canguilhem, Normalne i patologiczne, tłum.

ma szczególnie psychiatryczny dyskurs choroby. Więcej

P. Pieniążek, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000, s. 19.

informacji na temat dyskursywizacji choroby psychicznej

10

zob. M . Foucault, Historia szaleństwa

Ciechanowicz: „Traktaty reprezentujące szkołę kojską

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

w dobie klasycyzmu,

BARBARZYŃCA

Na temat szkoły z Kos niezwykle ciekawie pisze Jan

�Adam Głowacki

118

normalizować znaczy narzucać wymogi istnie­
niu tego, co zastane, którego wielość i różno­
rodność jawi się, w świetle owych wymogów,
jako coś nieokreślonego, nie tyle obcego, co
wrogiego .

definicją sformułowaną przez Światową Or­
ganizację Zdrowia (WHO) z roku 1974, która
stwierdza, że
zdrowie jest stanem pełnego dobrego samopo­
czucia („dobrostanu") fizycznego, psychicz­
nego i społecznego, a nie tylko nieobecnością
choroby czy niedomagania .
11

Przytoczone p o w y ż e j przykłady w p i s u j ą
się w nurt medycznych rozważań o chorobie.
Przywołane jednak zostały w tym miejscu jako
dowód na to, że o ile radykalne odcięcie się
medycyny od spekulacji natury filozoficznej
nastąpiło dopiero wraz z ustąpieniem realizmu
spekulatywnego w X I X wieku, o tyle zwiastu­
ny tej rewolucji widać j u ż w hipokratejskiej
koncepcji choroby, która okazała się niezwy­
kle trwałym sposobem definiowania choroby
w kulturze europejskiej, czego potwierdzeniem
jest cytowana powyżej definicja W H O .

12

Normowanie w takim ujęciu jest procesem
ujarzmiania tego, co „zastane", ale w swej isto­
cie sprzeczne z założeniami czynnika normali­
zującego. Takie rozumienie normy rozszerzył
uczeń Canguilhema - wspomniany j u ż wcze­
śniej Foucault - dla którego proces „norma­
lizacji" stał się n a r z ę d z i e m w rękach władzy,
mechanizmem dyscyplinowania jednostki, po¬
przez implantację w najgłębsze sfery psychiki
człowieka określonej i usankcjonowanej przez
władzę normy. Pojęcia tego Foucault nie defi­
niuje w sposób bezpośredni, ale, powołując się
na Jacka Kochanowskiego,
wydaje się możliwym do przyjęcia założenie,
że norma ta to w jego rozumieniu dominujący
w danej kulturze i społecznie, instytucjonalnie
usankcj onowany wzorzec postępowania, myśle­
nia, odczuwania, odnoszący się do wszystkich
aspektów życia człowieka. Owa dominacja nie
jest wynikiem jakichś naturalnych i neutralnych
procesów. Powstaje jako efekt funkcjonowania
relacji władzy, zaś jej zasadniczą funkcją jest
podtrzymanie ładu społecznego, uważanego
za właściwy i pożądany. Autor „Woli Wiedzy"
wyraźnie wskazuje na rolę normy która
leea na uniformizacji jednostek maja stać się
podobne do siebie w podobny sposób myśleć
postępować, czuć,'dz,ęk, czemu możliwe staje

Przechodząc do rozważań nad filozoficz­
nym dyskursem choroby, warto nieco bliżej
przyjrzeć się koncepcji Georges'a Canguilhema, który w swoich rozważaniach podjął pro­
blem „normy" i „patologii", czyli innymi słowy
zdrowia i choroby. Wybór koncepcji filozoficz­
nych podejmujących problematykę choroby jest
z konieczności selektywny, jednakże uwypukla
moim zdaniem problem semantycznej entropii
pojawiającej się przy próbach stworzenia defi­
nicji choroby. Dla Canguilhema
norma, reguła, służy do wyprostowania, usta­
wienia i skorygowania ustawienia. Normować,

pozwalają na uchwycenie ogólnych zasad tego, co można

niektórych autorów chęć nie tyle posunięcia naprzód

by nazwać „medycyną hippokratejską". Stawiała sobie

praktyki lekarskiej, ile wzięcia medycyny pod kontrolę

ona za cel uwolnienie wiedzy medycznej zarówno od

filozoficznych dogmatów". (J. Ciechanowicz, Hippokrates

religijnych przesądów, jak od apriorycznych filozoficznych

i początki

hipotez i skupienie się na zdobywaniu jej poprzez

http://archiwum.wiz.pl/1996/96023400.asp, 05.2009).

sumienną obserwację i doświadczenie. Grecka skłonność

11

http://www.who.int/en/, 04.2009.

do filozoficznych spekulacji spowodowała bowiem u

12

G. Canguilhem, op. cit., s. 201.

medycyny naukowej, .Wiedza i życie" 2 1996,

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Choroba - próba definicji

119

się osiągnięcie stabilności społecznej i zarazem
zapobieżenie pojawieniu się zachowań określo­
nych i zdefiniowanych jako niezgodne z normą,
a zatem „dewiacyjne", mogące owej stabilności
zagrozić .
13

Nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że Canguilhem był promotorem Historii
szaleństwa
w dobie klasycyzmu. Co prawda on sam w swo­
ich rozważaniach nie śledzi ciągłości historii,
która prowadzi do osiągnięcia wiedzy obiek­
tywnej, p o n i e w a ż takowa jego zdaniem nie
istnieje. Tropi natomiast pewne przemiany na­
ukowej ideologii w podejściu do choroby, jakie
prezentowali August Comte, Claude Bernard,
René L . Leriche, pokazując na ich przykładzie,
że próby naukowego poznania i zdefiniowania
tego, co określano mianem normalne i patolo­
giczne moga w konsekwencji doprowadzić do
zamknięcia sie" w pewnym naukowym micie
W swoie, konceocii przyimuie założenie ze
prawdę o zdrowiu m o ż e m y poznać dopiero
w chorobie Stwierdza ze właśnie w oatolo
licznym niczym nod szkłem nowiekszaiacym
można noznać nrawde o zdrowiu" Choroba
ie.ro zdaniem ,est stanem w którym człowiek
u ś w i a d a m i a sobie, czym w rzeczywistości jest
zdrowie
14

Podobne założenie przyjął Jan Hartman,
który twierdzi, że „rzeczywistość naszych i n ­
dywidualnych ciał konstytuuje się i potwierdza
ostatecznie nie przez co innego n i ż przez cier­
pienie fizyczne" . Przy czym Hartman uwa­
ża, że człowiek, żyjąc jako byt ze swej natury
dwoisty, to znaczy jednocześnie kulturowy - bo
wyrosły w określonej kulturze - i organiczny
- g d y ż przynależność do świata Natury jest
15

mu przypisana j u ż od momentu poczęcia musi nieustannie bronić integralności swojego
ciała. Natomiast samoświadomość, która dla
filozofów była wielkim osiągnięciem ludzko­
ści, w filozofii Hartmana jest dla człowieka
jednoznaczna z wyrokiem śmierci. Człowiek
samoświadomy to człowiek śmiertelny. Stąd
też wniosek, że „zwierzę nigdy nie umiera
naprawdę ani nie jest nigdy naprawdę chore.
Jego śmierć, jego cierpienie to po prostu nor­
malny bieg rzeczy w naturze, tok jej przemian,
ruch, który jest Życiem jako takim" . Podczas
gdy posiadanie ciała cierpienie od choroby
oczekiwanie śmierci - to charakterystycznie
ludzkie momenty egzystencjalne" .
16

17

Po prześledzeniu rozważań Canguilhema
nasuwa się wniosek, że tak naprawdę norma
nie jest stanem, który m o ż n a obiektywnie
określić, posługując się n a r z ę d z i a m i nauki,
zdefiniować. Jego koncepcja neguje ontologiczne podejście do choroby, jako swoistego
rodzaju „intruza", który wdziera się do orga­
nizmu człowieka. Canguilhem każe „dostrzec
w niej zdarzenie zachodzące w samym organi­
zmie w rezultacie gry jego stałych funkcji, nie
przecząc bynajmniej że owa gra tworzy coś
nowego" . Norma nie jest czymś stałym, po­
wszechnie obowiazuiacym Stad i patologicz¬
ne nie iest zanegowaniem' pewnei określonei
normy odstępstwem od nie, ale poiawieniem
sie pewnei nowei iakości w obrębie ludzkiego
ciała ale także całego życia Według mego
choroba nie iest zmiana w granicach zdrowia
ale iest nowym wymiarem ż y c i a " Kluczowe
dla rozważań Canguilhema ,est stwierdzenie
ze noiecie normalneao nie iest daiacym sie
obiektywnie z w e r y f i k o w a ć p o j ę c i e m istnie
18

19

13

http://www.kochanowski.edu.pl/fzl.htm, 03.2009.

17

14

G. Canguilhem, op. cit., s. 21.

18

G. Canguilhem, op. cit., s. 62.

15

J. Hartman, Ontologia jestestwa chorego, „Kwartalnik

1 9

Ibid., s. 151.

Filozoficzny" 2002 t. X X X , z. 3, s. 141.
16

Ibid., s.UO.

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVNCA

Ibid.

�Adam Głowacki

120

nia (...) p o n i e w a ż w patologicznym należy
widzieć swego rodzaju normalne, a normalne
nie jest tym, co nie jest normalne, lecz właśnie
innym normalnym" .
Zarówno Hartman, jak i Canguilhem pod­
kreślają, że pojęcie normy nie jest pojęciem
obiektywnym, ale „przeżywalnym". Pierwia­
stek subiektywizmu jest tutaj elementem kon­
stytutywnym. Stąd t e ż wniosek Hartmana,
że „być może praktyka skłania nas ku inne­
mu pojęciu choroby, bardziej subiektywnemu,
mianowicie jako czegoś złego, bolesnego, nie­
oczekiwanego, nieakceptowanego czy nawet
niesprawiedliwego - zawsze determinującego
nas do przeciwdziałania" . W ujęciu Canguilhema patologiczne czyli choroba nie jest
rozpatrywane jako jakościowe przeciwieństwo
zdrowia-normy ale jako inny jego stan Za­
strzega jednak że normalnego w sensie fiziolo
gicznym nie m o ż n a utożsamiać z normalnym
wvrażaiacvm normatywność życia To zawsze
sa dwa odmienne dyskursy Swoie rozważania
Canguilhem snuje na gruzach teorii ontolocricznei w którei choroba iest ziawiskiem oh
cym złem narz, caiacym s e na nrze człowie
20

21

z założeniem, że choroba jest złem, które czyni
szkody w ludzkim ciele i w związku z tym,
w procesie terapii, szkody te należy zrekom­
pensować. Zdrowie zdaniem Jana Hartmana
jest więc „zapomnianą chorobą", natomiast
„istnienie chore nie jest jakimś szczególnym
stanem organizmu, lecz raczej ontologicznym,
substancjalnym określeniem organizmu ludz­
kiego, którego byt polega na życiu-ku-śmierci,
a więc na »chorobie na śmierć«" . Ujęcie to
nie p o d w a ż a w ż a d e n sposób uproszczonej
opozycji pojęciowej zdrowie - choroba, w któ­
rej choroba rozpatrywana jest jako naruszenie
naturalnego stanu organizmu czyli zdrowia
W a ż n e jednak aby zgodnie z wynikami analiz
konstruktywistów w teorii zdrowia i choroby
22

postrzegać chorobę, jako istność wytworzoną
w pewnym społecznym i lingwistycznym pro­
cesie, zrelatywizowaną do aktów mowy, sądów,
oczekiwań, ideałów i potrzeb człowieka. Skoro
człowiek jest w pewnych istotnych aspektach
istotą duchową, to również i jego sposób ist­
nienia jako chory bądź zdrowy jest ukonsty­
tuowany w przestrzeni ducha czy kultury. Nie
przecząc więc, że zdrowie i choroba są pojęcia­
mi zaczerpniętymi z żywej kultury człowieka,
które powinny być rozpatrywane w ramach an­
tropologii, [podkr. A.G.] proponuję pamiętać
o tym że oba te pojęcia maja też swój czysto
ontolóeiczny sens związany z oreanicznym
fundamentem duchowego życia człowieka.
( ) tylko iako bvt kulturowy naturę trans
cenduacy człowiek może bvć chory albo
zdrowy 1 tak właśnie iest- iako bvt kulturowy
człowiek iest iestestwem chorym ie.o snosób
nrzezwycezanianarnryie.olwiadornośćiesr

_

ka ' iest
rozumiana
'
rozumiana lako
jdKO przeciwieństwo stanu
sianu
pożądanego — czyli zdrowia
Takie podejście pozostaje sprzeczne rów­
nież z koncepcją pozytywistyczną, która pro­
ponuje rozumienie choroby jako ilościowej
zmiany stanu normalnego. Spór ten nie jest
tylko dysputą akademicką. Wybór określonego
podejścia do choroby determinuje rodzaj za­
stosowanej terapii. Jeśli przyjmiemy pozytywi­
styczny sposób myślenia i uznamy chorobę za
brak bądź nadmiar, wówczas terapia polegać
będzie na w y r ó w n a n i u . W przypadku ontologicznej koncepcji, w myśl której choroba jest
j a k o ś c i o w y m p r z e c i w i e ń s t w e m zdrowia, le­
czenie oparte będzie na rewaloryzacji,.zgodnie

fvm
Z
r y mr - o l i

20

Ibid., s. 166.

22

Ibid., s. 139.

21

J. Hartman, op. cit., s. 143.

23

Ibid., s. 140.

§

«rn ontolo&amp;czme
ontoLicznie

BARBARZYŃCA

i jestestwem
e^tlerr,

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Choroba - próba definicji
Z powyższych r o z w a ż a ń wynika, że w dys­
kursie fdozoficznym choroba jawi się jako
d o ś w i a d c z e n i e egzystencjalne, w pełni su­
biektywne, zrelatywizowane, nieuchwytne,
w y m y k a j ą c e się jednoznacznym opisom czy
definicjom. Jest „nową jakością życia", ele­
mentem k o n s t y t u u j ą c y m l u d z k ą cielesność
lub t e ż konstruktem sprowadzonym do ak­
tów mowy, sądów czy oczekiwań. Jest więc
odporna na wszelkie próby z a m k n i ę c i a jej w
jednoznacznej definicji. Doskonałym przykła­
dem skrajnej subiektywizacji zjawiska choroby
iest propozycia Emila Ciorana który twier¬
dzi ze iest ona stanem pewnego liryzmu"
gdyz w prawie wszystkich chorobach kryia
sie moce liryczne Tylko ludzie wegetuiacy
w iakieiś skandaliczne, niewrazhwości zacho
wuia stosunek bezosobowy do choroby która
skądinąd zawsze nrowadz, do osobowe'™ no
głębienia"-.

W rozumieniu zaproponowanym przez
konstruktywistów, pomimo swojego „ontologicznego sensu", który wynika z założenia, że
„specyficznie (...) ludzkim sposobem bycia
istotą żywą jest posiadanie ciała i jest to moment
statusu egzystencjalnego, który przysługuje
jemu [człowiekowi], a innym zwierzętom j u ż
nie" , zdrowie i choroba są przede wszystkim
bytami kulturowymi, wytworzonymi w pew­
nym procesie lingwistycznym i społecznym,
a przy tym wszystkim zrelatywizowanymi do
aktów mowy sadów oczekiwań i i ako takie po­
winny być rozpatrywane. Założenie, że „cho­
25

24

E. Cioran, Na szczytach rozpaczy, tłum. I . Kania,

Oficyna Literacka, Kraków 1992, s. 33.
25

Ibid., s. 139.

2 6

D . Penkala-Gawęcka, Antropologiczne spojrzenie na

chorobę

roba jest konstruktem, który może być zrozu­
miały dopiero przez odwołanie się do kultury,
w ramach której został wytworzony" , stało się
kamieniem w ę g i e l n y m nowej subdyscypliny,
jaką jest antropologia medyczna. Zgodnie z jej
założeniami choroba jest nie tylko pewnym
określonym stanem biologicznym, wspólnym
k a ż d e m u człowiekowi, ale przede wszystkim
bytem kulturowym, który należy badać, stosu­
jąc podejście emiczne, o którym Danuta Penkala-Gawęcka pisze:
26

Bardziej jednak charakterystyczne wydaje się
(...) podejście (...) zwane emicznym (emic),
polegające na próbie opisania danego zjawi­
ska z perspektywy danej grupy. Przykładem
takiego ujęcia może być przyjęcie „założenia
o racjonalności", według którego racjonalne są
wszelkie czynności prowadzące zgodnie z wie­
dzą podmiotów tych czynności do pożądanych
rezultatów, niezależnie od tego, jaka jest ocena
tych rezultatów z perspektywy innych systemów
wiedzy. Założenie to niweluje nieporozumienia
w niektórych pracach etnologicznych stosowa­
niem kategorii racionalne" - irracjonalne"
w odniesieniu do etnologii diagnoz zabiegów
leczniczych przy czym ocena ich racjonalno
śc, dokonywana iest z nersnektywy medycyny
naukowe, badź wręcz zdroworozLdkoweL"
punktu widzenia".
"
Antropologia medyczna, będąca subdyscypliną antropologii kulturowej, zrodziła się na
przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesią­
tych w Stanach Zjednoczonych jako odpowiedź
na pojawiające się - nie tylko w etnologii ludów
pozaeuropejskich, ale także zachodniego kręgu

Studia nad historią medycyny" 1994 t. I , z. 2, s. 6.
27

Eadem, Badania etnologiczne nad

komplementarną,

jahp zjawisko kulturowe, „Medycyna nowożytna.

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

121

BARBARZYŃCA

medycyną

[w:] M . Libiszowski-Żółtkowska, M.

Ogryzko-Wiewiórowska, W Piątkowski (red.), Szkice z socjologii
medycyny, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1998, s. 120-121.

�Adam Głowacki

122

kulturowego - problemy z naukowym zaklasy­
fikowaniem i opisaniem chorób oraz praktyk
leczniczych, które wykraczały poza obowią­
z u j ą c y paradygmat medyczny. O k a z a ł o się
bowiem, że pojęcia zdrowia, normy, choroby
nie są treściami uniwersalnymi, ale są zrelatywizowane kulturowo, podczas gdy
wiele jednostek chorobowych wyróżnionych
w nozologii biomedycznej nie ma swoich od­
powiedników bądź ma jedynie przybliżone od­
powiedniki w klasyfikacjach tubylczych. I od­
wrotnie, istnieją tzw. „choroby ludowe" &lt;fol{
illnesses), których nie da się odnieść do biome­
dycznych jednostek chorobowych. Choroby te
są czasem specyficzne dla pojedynczej kultury,
czasem dla szerszego regionu geograficznoetnicznego a niekiedy można odnaleźć ich
odpowiednik, nawet w odległych kultu­
rach .
28

Stąd też „zjawiska uważane w jednej kul­
turze za symptomy choroby, w innej przeciw­
nie - mogą być oznakami zdrowia, a w jeszcze
innej - nie mieć żadnego znaczenia dla oceny
zdrowia" .
Przyjęcie tego założenia przez współczesną
myśl medyczną przyczyniło się do powstania
takich subdyscyplin, jak na przykład psychiatria
kulturowa , która zajmuje się zagadnieniami:
epidemiologii, etiologii, patogenezy, sympto­
matologii i leczenia z a b u r z e ń psychicznych
w zależności od określonych kultur i warunków
środowiska , a jednocześnie dowodzi faktu, że
„ustanowiony sto lat temu paradygmat medycy¬
ny zaczyna, być kwestionowany i to z różnych
powodów" .
29

30

31

32

28

29

30

Eadem, Antropologiczne spojrzenie. ..,op. cit., s. 6.
Ibid.
Zob. A. Jakubik, Kultura a zaburzenia psychiczne,

www.psychologia.net.pl/artykul.php?level = 98, 03.2009.
31

Por. Amok z Malezji i Indonezji, „histeria arktyczna",

Wobec tego w ramach teoretycznych podstaw
antropologii medycznej pojawiły się propozycje
wprowadzenia nowego podziału chorób. Jedną
z nich była koncepcja Georgea M . Fostera, który
uznał, że etiologie chorobowe należy podzielić
na: „naturalistyczne" - starające się tłumaczyć
choroby jako wynik oddziaływania czynników
zewnętrznych wobec człowieka lub mu przyna­
leżnych, i „personalistyczne" - doszukujące się
etiologii chorób w ingerencji czynnika o cha­
rakterze osobowym, to znaczy złego ducha,
bóstwa.
Nieco inny podział zaproponował Horacio
Fabrega, który wyszedł z założenia, że skoro na­
wet te choroby, w których czynniki o charakterze
neurofizjologicznym odgrywają znaczącą rolę,
w rożnych kulturach przybierają inne formy,
należy więc wprowadzić pewne rozróżnienie
terminologiczne na disease i illness. Przy czym
przez disease rozumie on chorobę w jej patolo­
gicznym aspekcie, to znaczy zmian fizjologicz­
nych, jakie wywołuje w organizmie człowie­
ka, zdefiniowanych przez naukę biomedyczną.
Illness natomiast to jej kulturowy odpowiednik,
wymiar. Warto w tym momencie powołać się na
pracę K. Dannera Clousera Charlesa M Culvera i Bernarda Gerta zatytułowaną Malady ,
w którei autorzy rozumieia termin illness iako
iednostkowe a nrzez to subiektywne noczucie
bólu ciemienia dyskomfortu manifestuiace sie
w określonych wmntomach' a spowodowane
nrzez dUeal
rozpatrywana tutai iako uchwytny
metodami obserwacyjnymi zobiektywizowany
i rozwiiaiary sie w określonych stadiach o okre
ślonei e ioloai! proces fizioloaieznv oraani
33

_

I Z

P o T l 3 n l e l ™

to.t^

latah (zaburzenie występujące w południowej Azji
i na Filipinach, w Japonii i na Syberii, polegające
na tym, że na widok w ę ż a lub tygrysa (lub nawet na
dźwięk tych słów) człowiek wpada w panikę, depresję,
a w skrajnych przypadkach nawet katatonię. Mogą

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Choroba - próba definicji

123

aspekty choroby w sensie generalnym, czyli
„sickness". Ani disease, ani illness nie jest „rze­
czą" czy „jednostką" - są one po prostu różny­
mi sposobami wyjaśniania choroby (sickness),
różnymi „społecznymi konstrukcjami rzeczy­
wistości" (...). Disease wiąże się z modelami
wyjaśniającymi praktyków profesjonalnych
- zarówno praktyków medycyny „nowocze­
snej", jak i tradycyjnych systemów medycz­
nych, np. medycyny ajurwedycznej czy chiń­
skiej. (...) Natomiast illness oznacza reakcje
na nią. Jest sposobem, w jaki chora osoba, jej
rodzina i jej sieć społeczna postrzega nazywa
wyiaśnia i odpowiada na chorobę '(disease)
Illness w,aze s,e z modelam, wviaLiaiacvim
potoczne , ludowe sfery sytemu medycznego
stosowanym, w kręgu rodźmy , ludowych'
nieprofesjonalnych p r a k t y k o ^ .
'

althy condition (teoretycznie niezdrowego sta­
nu), odnosząc go do pojęcia „zdrowia", ale
w ujęciu teoretycznym, podczas gdy illness wiąże
się z jego praktycznym sensem .
Przełom w antropologii medycznej spowodo­
wało pojawienie się nowej orientacji, określanej
mianem „interpretacyjnej antropologii medycz­
nej" lub „konstruktywizmu kulturowego", której
prekursorem stał się A. Kleinman . W tym miej­
scu postaram się nieco przybliżyć przedstawione
przez niego wnioski. Zdaniem Kleinmana „sys­
tem medyczny" należy traktować jako „system
kulturowy", zbudowany z określonych symboli,
znaczeń, wartości i wzorców zachowań. Takie
podejście implikuje konieczność potraktowania
choroby jako swoistego przedstawienia kulturo­
wego łączącego w sobie takie elementy, jak: etio­
logia wybór terapii ocena rezultatów leczenia
Niezwykle ważne jest, że
34

35

Kleinman przeformułował rozróżnienie
disease i illness, traktując te kategorie jako dwa

Upraszczając nieco powyższe rozważania,
m o ż n a stwierdzić, że w takim ujęciu disease
byłaby niejako medycznym, skonstruowanym

towarzyszyć temu zaburzenia świadomości. Napad trwa

dni). Więcej informacji na ten temat: M . Krzystanek

zwykle krótko i kończy się podnieceniem i ucieczką

Egzotyczne zaburzenia psychiczne, http://www.

przed siebie); susto (zaburzenie występujące wśród

poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/507_egzotyczne_

ludów latynoamerykańskich. Polega ono na lęku przed

zaburzenia_psychiczne.html, 23.10.2009.

„utratą duszy". Utrata ta może być wynikiem działania

ciekawym zjawiskiem, doskonale wpisującym się w nurt

Niezwykle

czyjegoś „złego oka", czarów, magii lub działania

rozważań psychiatrii kulturowej, jest tarantyzm opisany

demonów. Przedłużający się lęk może prowadzić do

przez E. de Martino w książce Ziemia zgryzoty:

utraty zainteresowań, braku łaknienia, utraty aktywności,

do historii życia religijnego południowych

wzrostu temperatury ciała a nawet do wyniszczenia

W Marucha, Książka i Wiedza, Warszawa 1971.

i śmierci). Koro (zaburzenie opisane w Chinach,

32

H.R. Wulf, S.A. Pederson, R. Rosenberg, op. cit., s. 27.

Indonezji, Malezji, Sudanie i Izraelu. U człowieka

3 3

Zob. K . D . Clouser, C M . Culver, B. Gert, Malady, [w:]

występuje ostry i przemożny lęk przed śmiercią na skutek

What is Disease, Totowa, New Jersey 1997.

przyczynę^

Wioch, tłum.

utraty nasienia lub wciągnięcia członka w głąb brzucha

3 4

u mężczyzn, a piersi w głąb klatki piersiowej u

Illness, [w:] T.L Beauschamp, LeRoy (red.), Contemporary

kobiet. Stan ten może być poprzedzony nadmiernym

Issues in Bioethics, Belmont, Kalifornia 1989.

spółkowaniem. Narządy płciowe i nasienie traktowane są

3 5

przez ludy plemienne jako ośrodek siły życiowej. Rodzina

Comparison of Medical Systems as Cultural Systems, „Social

Zob. C. Boorse, On the Distinction Between Disease and

Zob. A. Kleinman, Concepts and Model for the

człowieka cierpiącego na \oro za pomocą rozmaitych

Science and Medicine" 12 1978.

uchwytów przytrzymuje członek zapobiegając jego

3 6

utracie. Stan ten może trwać od kilku godzin do kilku

op. cit., s. 11-12.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVMCA

D . Penkala-Gawęcka, Antropologiczne spojrzenie

�Adam Głowacki

124

przez ten dyskurs obrazem choroby, natomiast
illness - jej społecznym, ale i indywidualnym
obrazem, także społeczną i indywidualną re­
akcją na określoną jednostkę chorobową. Tutaj
wkradają się jednak pewne wątpliwości. Skoro
bowiem illness definiujemy jako sposób, w któ­
ry chora osoba, ale także „jej sieć społeczna",
postrzega, nazywa, wyjaśnia i wobec tego od­
powiada na chorobę - disease, wówczas mu¬
simy uwzględnić fakt, że mogą zaistnieć dwa
rodzaje illness tej samej disease. A dokładniej
rzecz u j m u j ą c , przyjęcie takiego założenia jest
elementem koniecznym ponieważ społeczny
i indywidualny obraz danej jednostki chorobowei to często dwa różne i w wielu aspektach
nieprzystawalne do siebie wizerunki.
P a m i ę t a ć należy, ż e ż a d e n ze sposobów
rozumienia choroby nie może egzystować sa­
moistnie. Wpływają one na siebie wzajemnie,
współtworzą swoje zaplecze definicyjne, jeden
wynika z drugiego. Rozdzielenie owych konceptualizacji choroby jest niemożliwe. Jeste­
śmy bowiem twórcami, ale także tworami wła­
snej kultury, ze wszystkimi konsekwencjami
tego założenia. W takim ujęciu akcentuje się
przede wszystkim subiektywne odczucie cho­
roby i analogicznie, subiektywne odczuwanie
zdrowia. Tego typu myślenie zrywa, z X I X wiecznym paradygmatem medycyny.
Definicja i sposób rozumienia zjawiska cho­
roby, jakie prezentuje antropologia medyczna,
znalazły swój oddźwięk w filozofii medycyny,
która zakłada, że
zasadniczym przedmiotem medycyny kli­
nicznej jest subiektywne odczucie choroby
i subiektywne odczucie zdrowia. W wielu
językach europejskich sama etymologia słów
oznaczających chorobę (illness) pozwala od­
kryć w tym pojęciu pewien aspekt subiek­

3 7

tywny bądź przynajmniej pewne oceny. Od­
wołajmy się do kilku przykładów: w języku
angielskim słowo disease (choroba) znaczyła
pierwotnie dis-ease (niepokój, napięcie, nie­
wygoda), illness natomiast pochodzi od staroskandynawskiego, illr, które znaczy tyle co
„zły". W języku greckimpathos oznacza cier­
pienie, w rosyjskim boljezn pochodzi od boi'
(ból). Francuskie maladie pochodzi od małe
habitus, co znaczy „w złym stanie", a duń­
skie syg znaczyło pierwotnie „zmartwiony"
lub „smutny". Słowo „pacjent" wywodzi się
natomiast z łaciny (patiens) i oznacza tego,
który cierni Jedynie niemieckie słowo krank
zgodne iest z biologiczna teona choroby Pier
wotnie znaczyło ono tyle co skrzywiony"
wyriety" sutreruiac ze'właściwym celem
'medycyny' iest wyprostowanie nacienta Test
to dobry przykład p r y m i t y w n e j myślenia
biologicznego".
Lektura dzieł Foucaulta prowokuje do posta­
wienia pytania: czy nie jest tak, że określony dys­
kurs narzuca nam pewien obraz, model choroby
z całym sztafażem określonych norm i zachowań
doń przypisanych, który internalizujemy, uzna­
jąc go za swój własny.
Diachroniczne spojrzenie na problem konceptualizowania choroby w kulturze Zachodu
pokazuje, że próby wyjaśnienia tego fenomenu
ulokować możemy w obszarze dwóch dyskur­
sów, których zasadniczą różnicę stanowiło po­
dejście do zagadnienia etiologii poszczególnych
zaburzeń. Pierwszy z nich, zapoczątkowany
przez Hipokratesa, który określić możemy mia¬
nem medycznego, przyczyn chorób doszukiwał
się w pewnych nieprawidłowościach zacho­
dzących w ciele człowieka. Drugi natomiast kulturowy
przyczyn zaistnienia konkretnych
jednostek nozologicznych dopatrywał się w in—

H.R. Wulf, S.A. Pederson, R. Rosenberg, op. cit., s.78-79.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Choroba - próba definicji

125

gerencji czynników o charakterze osobowym,
na przykład bóstw, duchów . Przy czym należy
pamiętać, że żaden z dyskursów nie funkcjo­
nował w oderwaniu od drugiego. A ż do wieku
XIX, kiedy to doszło do ukonstytuowania się
dyskursu medycznego opartego na badaniach
empirycznych, o czym wspominałem j u ż na po­
czątku mojej pracy, przenikanie się tych dwóch
porządków myślenia było zjawiskiem powszech¬
nym. Jeśli posłużyć się terminologią Fostera,
byłyby to więc w pierwszym przypadku etio­
logie personalistyczne" w drugim natomiast
naturalistyczne". Jak zauważa w swoim tekście
Krzysztof Pietrych,
38

korzeni dyskursów zajmujących się tym szcze­
gólnym stanem, jakim jest choroba, poszuki­
wać trzeba dla kultury Zachodu - podobnie
jak początków niemal wszystkich tematów
uniwersalnych - w źródłach antycznych
i biblijnych. To one ukształtowały podsta­
wowe modele symbolicznego jej rozumienia
trwale obecne w kręgu tradycji śródziemno­
morskiej .
39

W kulturowym dyskursie choroba przestała
być zjawiskiem o charakterze czysto fizjologicz­
nym, ulegając mitologizacji przekształciła się
w pewien kulturowy byt, zatracając tym samym
swój biologiczny charakter. Zarówno w staro­
żytnych tekstach, takich jak: Eneida, Król Edyp,

3 8

Niezwykle ciekawa i bogatsza jest etiologia chorób

w medycynie ludowej. Całościowe i aktualne opracowanie

Dzieje Herodota czy Starym Testamencie, epide­
mie chorób traktowane były jako kara boska, i to
kara za grzechy. Chory niejednokrotnie podlegał
społecznemu ostracyzmowi, szczególnie kiedy
cierpiał na choroby kulturowo uznane za „nie­
czyste" . Antropologia medyczna z całą siatką
terminologiczną i kulturowym zapleczem ba­
dawczym jest niewątpliwie ciekawym i perspek­
tywicznym podejściem do problematyki choroby.
Przy czym spory wokół disease i illness, sposobów
definiowanie i rozumienia tych pojęć, wokół któ­
rych koncentruje się dziś dyskurs antropologii
medycznej pokazuje wieloaspektowość i nie¬
jednoznaczność przedmiotu jej zainteresowania
i
t
ii
- czyli choroby.
40

4. Choroba jako metafora?
Przywołane przeze mnie powyżej teksty,
są zresztą tylko przykładami znacznie licz­
niejszego zbioru. Nie jest moim celem odtwa­
rzanie tutaj skomplikowanego procesu mito­
logizacji pewnych chorób. Wystarczający jest
dla mnie fakt, że taki proces miał i dalej ma
miejsce, powodując, że choroba przestaje być
rozpatrywana jako zjawisko wyłącznie biolo­
giczne. Tworzy się wokół niej pewien mit lub
też, jak chciała Susan Sontag, metafora, która
sprawia, że choroba przekracza swój czysto
biologiczny wymiar i zaczyna funkcjonować na
zupełnie nowej płaszczyźnie. Staje się tym sa-

ludowa, [w:] S. Udziela (red.), Ziemia biecha. Lud
polski w powiatach gorlickim i grzybowskim, W O K ,

tej problematyki zob. Z. Libera, Medycyna ludowa.

Nowy Sącz 1994; S. Koba, Z historii lecznictwa

Chłopski

kieleckiego XIX w., Muzeum Świętokrzyskie, Kielce 1973;

rozsądek

CZ

V gminna fantazja?, Wyd. UWr,

Wrocław 1995. Z ważniejszych prac na temat medycyny

D. Tylkowa, „Bez uroku". Elementy religijno-magiczne

ludowej warto wspomnieć: H . Biegeleisen, Lecznictwo

w Karpackim lecznictwie ludowym, [w:] J. Kowalska,

ludu polskiego, PAU, Kraków 1986; Z. Półtorak,

S. Szynkiewicz, R. Tomicki (red.), Czas zmiany, czas

Lecznictwo ludowe rodzimej ludności

trwania, PAN, Warszawa 2003; a także artykuły: D .

Opolszczyzny,

Instytut Śląski, Opole 1989; L . Stomma, Antropologia

Czubala, O ludowym leczeniu gliną

kultury wsi polskiej XIX w., PAK, Warszawa 1986

68 1984; U . Lehr, Urok

(rozdział V I I : Tablice Mendelejewa); J. Fyda, Medycyna

religijnych, „Lud" 65 1981; Z. Libera, Ciało w kulturze

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

w

w Polsce, „Lud"

aspekcie działań

magiczno-

�Adam Głowacki

126

mym bytem kulturowym. Swój sprzeciw wobec
takiego postrzegania choroby wyraziła Susan
Sontag w głośnym eseju Choroba jako metafora.
Choroba nie jest dla niej „nowym wymiarem
życia", jak chciał ją widzieć Canguilhem, ale
staje się z i n t e r n a l i z o w a n ą metaforą czy też
pewnym metaforycznym myśleniem, od które­
go należy się uwolnić, ponieważ „choroba nie
jest metaforą i że najbliższy prawdzie sposób
jej postrzegania - jak również najzdrowszy
sposób chorowania - jest w n a j w y ż s z y m stop­
niu wolny od myślenia metaforycznego i naj­
bardziej n a ń niepodatny" .
41

Jak podkreślają interpretatorzy, nurt jej roz­
w a ż a ń jest na wskroś przesiąknięty postawą
skrajnie antyhermeneutyczną. U podstaw po­
wstania eseju legło osobiste d o ś w i a d c z e n i e
długotrwałego zmagania się z chorobą nowo­
tworową, co dosyć wyraźnie akcentują badacze.
Wskazują na ów fakt, jako pewien klucz inter­
pretacyjny. Credo swoich rozważań wygłasza
Sontag j u ż w pierwszych zdaniach eseju:

w formie przenośni czy metafory. Twierdzę
przy tym, że choroba nie jest metaforą i że naj­
bliższy prawdzie sposób jej postrzegania - jak
również najzdrowszy sposób chorowania - jest
w najwyższym stopniu wolny od myślenia
metaforycznego i najbardziej nań niepodatny.
(...) Celem niniejszych rozważań jest właśnie
naświetlenie owych metafor i pomoc w uwol­
nieniu się spod ich wpływu.
42

Sontag wypowiada z d e c y d o w a n ą w o j n ę
wszelkim metaforom, zmitologizowanym w i ­
zjom choroby. Chce pozbawić ją całej mito­
logii, społecznie dobudowywanej do tego ro­
dzaju chorób, które zdaniem autorki owiane
są swoistą tajemniczością w y n i k a j ą c ą z ich
nieuleczalnego charakteru. I tak jak w X I X
wieku owym „kostiumem metafory" spowito
gruźlicę, tak współcześnie ten sam mechanizm
dotknął raka.
W dzisiejszych czasach rak wziął na siebie
rolę choroby - intruza, który pojawia się
bez zapowiedzi, choroby doświadczanej jako
okrutna, potajemna inwazja - i będzie tę rolę

Tematem tej książki nie jest choroba w sen­
sie fizycznym, lecz sposoby jej wykorzystania

ludowejXIX-XX

wieku. Zarys zagadnienia, „Medycyna

w odpowiednie cechy człowieka chorego, o chorobie

nowożytna. Studia nad historią medycyny" 1995 t. I I , z. 1.

mówi się, że »napadła«, »atakuje«, »rośnie«, »rozwija się«,

D. Tylkowa, analizując wierzenia związane z medycyną

»słabnie«, chory »walczy z nią« itp." (Z. Libera, Medycyna

ludową wsi Karpat śląskich, podaje, ze „choroby bywały

ludowa. ..,op. cit., s. 26). Niezwykle ciekawe jest również

także personifikowane, wyobrażano je sobie bowiem

zachowanie choroby, która „podług licznie odnotowanych

czasami jako istoty rzeczywiste i czynne, widzialne lub

przekonań (...) siedzi spokojnie w chorym, dopóki ten

niewidzialne. Ślady tych przekonań występują jeszcze

nie opiera się jej, nie walczy z nią. W przeciwnym razie

we wsiach Beskidu Sądeckiego, gdzie mieszkańcy

zachowuje się ona hałaśliwie, ryczy, kwiczy, mocuje się

wspominają, iż w okresie epidemii cholery, która panowała

z chorym, w wyniku czego wyskakuje on z łóżka, mówi

tu w 1918 r., widziano postać nieznanej, bladej i bardzo

niezrozumiałym językiem, bredzi, majaczy" {ibid., s. 48).

szczupłej kobiety, okrytej białą płachtą". (D. Tylkowa,

3 9

K. Pietrych, op. cit., s. 80.

Medycyna ludowa w kulturze wsi Karpat polskich, PAN,

4 0

Zob. ER. Rosiński, Stosunek Starego Testamentu

Warszawa 1989, s. 17-18). Podobnie zauważa Libera,

do choroby, [w:] B. Płonka-Syroka (red.), Choroba jako

który pisze, że: „nacechowanie wyobraźni i języka

zjawisko społeczne

ludzkimi doświadczeniami powoduje, że niemożliwe

41

jest wyrażanie choroby poza antropomorficznymi

Warszawa 1999, s. 7.

kategoriami. Spersonifikowane choroby są wyposażone

42

i historyczne, Arboretum, Wrocław 2001.

S. Sontag, Choroba jako metafora, tłum. J. Anders, PIW,
S. Sontag, op. cit., s. 7.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Choroba - próba definicji

127

odgrywał, dopóki pewnego dnia jego etiolo­
gia nie stanie się równie oczywista, a kuracja
równie skuteczna, jak stało się w przypadku
gruźlicy.

ternem immunodefensywnym, można rów­
nież nazwać zdolnością immunologiczną),
rak ulegnie stopniowo demitologizacji. (...)
Wówczas, być może, metaforyczne wykorzy­
stanie raka stanie się moralnie dopuszczalne,
tak jak nie jest dopuszczalne dzisiaj .

43

Autorka zdecydowanie sprzeciwia się zatem
takiemu myśleniu, w którym choroba jawi się
jako swoistego rodzaju szyfr, znak, symbol
czegoś ukrytego, co powinno zostać odczyta­
ne, zdenotowane, aby m o ż n a było podjąć sku­
teczną terapię. Podejście, w którym „chorobie
przypisuje się (...) znaczenia i podobnie jak
w przypadku metafory literackiej, dąży do jej
»interpretacji«, poszukuje wpisanej w nią idei,
ukrytej rzeczywistości, zakodowanych infor­
macji o człowieku" jest zdaniem autorki nie­
dopuszczalne. Ów metaforyczny sposób
ślenia doświadczania choroby ma negatywny
wpływ na pacjenta źle ukierunkowuje iego
wysiłek psychiczny'a może nawet zniechęcić
do dalszego leczenia Internretacie takie staia
sie elementami mitologii a wreszcie przesada
mi które wnływaia na snósób myślenia żarówno pacjenta j a k i medyka" , pisze.
44

46

Stosunek Sontag do choroby doskonale po­
kazuje Maria Janion, zestawiając go z podej­
ściem hermeneutycznym, w którym „choroba
jest właśnie tym, co ukryte w głębi, czymś,
co nie daje się oddzielić od osoby; choroba jest
jakby organiczną częścią osoby, więcej - może
być nawet jej istotą, g d y ż jej głębią" .
Sontag stara się sprowadzić ją do pewnego
„medycznego zdarzenia". W takim ujęciu cho­
roba pozbawiona zostaje jakiegokolwiek zna­
czenia, sensu. Jest tylko kolejnym „medycznym
przypadkiem". Jakże inne podejście prezentuje
wspominany j u ż Cioran, który pisze, że:
47

Nie ma człowieka, który by, uwolniwszy
się od cierpienia czy choroby, nie odczuwał
gdzieś w głębi żalu, bodaj słabego i niezdecy­
dowanego. Ci, co cierpią intensywnie i długo,
pragną, rzecz jasna, podnieść się z choroby,
mimo to przecież nieuchronnie nawiedza ich
myśl o jakiejś fatalnej stracie, którą spowo­
duje ich ewentualne wyzdrowienie. Gdy ból
stanowi część twojej istoty, ewentualne jego
przezwyciężenie musi być równoznaczne ze
strata musi też wywoływać żal Wszystko
co masz w sobie najlepszego, zawdzięczasz
cierpieniu .

45

Dla Sontag odarcie choroby z jej meta­
forycznego naddatku jest m o ż l i w e tylko
w sytuacji, kiedy zostanie ona całkowicie
zmedykalizowana. Dopiero w momencie, kie­
dy medycyna zdoła całkowicie uporać się z ra­
kiem, m o ż e nastąpić jego demitologizacja.
Jako przykład podaje gruźlicę. Jednakże aby
móc w pełni to realizować, należy usunąć, jej
zdaniem, z języka medycznego wszelkie me­
tafory, bowiem
w miarę jak język medyczny będzie odchodził
od agresywnej terminologii wojskowej i sięgał
po pojęcia związane z „naturalnym systemem
obrony" organizmu (to, co nazywa się sys43

Ibid., s. 9.

44

Komentarze, część 2: Tajemnicą

Głoszony przez Sontag postulat demitolo­
gizacji choroby i śmierci, jest, moim zdaniem,
utopijny. Wszelkie próby całkowitego wyelimi­
nowania metafor z języka, które według autorki
45

świata jest to, co

widoczne..., [w:] M . Janion, S. Rosiek (red.), Osoby.
Transgresje 3, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1984, s. 356.

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

48

BARBARZYŃCA

Ibid.

4 6

S. Sontag, op. cit., s. 89.

47

Komentarze, op. cit., s. 383.

48

E. Cioran, op. cit., s. 110-111.

�Adam Głowacki

128

są głównym czynnikiem mitotwórczym, muszą
zakończyć się niepowodzeniem. Najlepszym po­
twierdzeniem tego jest ona sama. Z jednej strony
żąda oczyszczenia języka i myślenia z metafo­
rycznego sposobu mówienia o chorobie, z dru­
giej natomiast nie jest w stanie uciec od owych
metafor. Pierwsze zdanie jej książki brzmi:
„Choroba jest nocną półkulą życia, naszym bar­
dziej uciążliwym obywatelstwem" .
Postawa skrajnej empirystki uprawomocnia
ją do wysunięcia twierdzenia, że kiedy g r u ź ­
lica była chorobą nierozpoznaną, nieuleczal­
ną, wówczas obrastała szeregiem przesądów,
praktyk, domysłów. Jednak wraz z wynale­
zieniem streptomycyny m i t Mycobacterium
tuberculosis legł w gruzach. Medycyna i empiria zanegowały romantyczny wizerunek g r u ź ­
licy. Prognozuje tym samym, że w przypadku
raka zadziała podobny mechanizm. Z powyż¬
szym wnioskiem nie sposób się jednak zgodzić.
Okazuje się bowiem, że
49

twierdzeniu Sontag o zmierzchu mitologii
gruźlicy przeczą fakty. Mitologia ta, mimo
przyrostu wiedzy, nie została unicestwiona
ani po 1943 roku (wynalazek streptomycyny),
ani po 1952 (isoniazid). Znikła - to prawda lecz tylko z tekstów literackich, przestała być
obsesyjnym tematem sztuki, natomiast nadal
istnieje w mitologii życia codziennego, w sfe­
rze, którą Sontag interesuje się najbardziej .
50

Dochodzimy więc do momentu współistnie­
nia mitologii gruźlicy w jej kulturowym aspekcie
i mitologii medycyny. Przy czym, w myśl założeń
Foucaulta, mitologia medycyny jest
niezwykle agresywna - wyklucza inne mito­
logie, zmierza do monopolizacji jednej tylko,

medycznej formy terapii, narzuca przeświad­
czenia o wszechmocności medycyny - wiedzy,
o kompetencji lekarza-profesjonalisty i ryzy­
ku, jakie przynoszą wszelkie próby ominięcia
gabinetu lekarskiego i szpitalnego łóżka .
51

Sontag w chorobie każe widzieć jedynie pe­
wien defekt fizjologiczny. Wobec tak postawionej
tezy warto za Janem Hartmanem zastanowić się,
czy nie jest tak, że „każda radykalna obiektywi­
zacja choroby, ujęcie jej w pojęciach fizjologii
- jako postępowanie czysto deskryptywne, wy­
rzekające się wszelkiego wartościowania - czyni
całkowicie niewidocznym zło cierpienia?"
52

5. W s t r o n ę resume
Podjęte przeze mnie r o z w a ż a n i a nie wy­
czerpują tak szeroko rozumianego zagadnie­
nia, jakim bez wątpienia jest problematyka
choroby widzianej z perspektywy filozofii czy
antropologii. Analiza kilku reprezentatywnych
teorii pokazała, ż e mimo chęci współpracy
deklarowanej zarówno przez nauki humani­
styczne, jak i przyrodnicze, brak jeszcze meta­
języka, który pozwoliłby wypracować wspólne
pojęcia, terminy czy definicje. Istota choroby
wymyka się wszelkim naukowym docieka­
niom. K a ż d a próba z a m k n i ę c i a jej
pojęciowe definicyjne w konsekwencji spro¬
wadzą sie do redukcjonizmu iak w przypadku
dyskursu medycznego albo subiektywizmu
będącego u d z i a ł e m r o z w a ż a ń filozoficznych'
Obiecuiaca wydaie sie crocozycia antroco'
logii medycznei przy czym naipierw sama
musi unorać sie z entronia terminologiczna
w obrębie swoiLn dyskursu aby mnJL za
n r o n o n o w a ć snófna i iasna koncencie Próhy

naukowego podjęcia problematyki choroby

49

S. Sontag, op. cit., s. 7.

51

50

M.Janion, S. Rosiek Komentarze, op. cit., s. 370.

52

Ibid.
J. Hartman, op. cit., s. 146.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Choroba - próba definicji
nieuchronnie zmierzają ku interdyscyplinar­
ności, która dzięki swojej polifoniczności może
stanowić niezwykle ciekawą i wieloaspektową
propozycję podjęcia istoty choroby. W świetle
powyższych rozważań trudno jednoznacznie
i z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, czym
tak naprawdę jest choroba. Z całą pewnością
nie jest tylko i wyłącznie zaburzeniem o cha­
rakterze fizjologicznym, jak chce widzieć ją Su¬
san Sontag. Ale czy jest w ogóle zaburzeniem?

129

A może tylko „nową j akością życia", j ak twierdził
Emil Cioran, lub też zjawiskiem przynależnym
tylko istotom samoświadomym, co starał się
udowodnić Jan Hartman. Podsumowując moje
rozważania, mogę powiedzieć tyle, że jakikol­
wiek punkt widzenia odnośnie choroby przyj­
miemy, zawsze możemy uznać, że „choroba jest
w końcu tylko możliwą do wypowiedzenia strolosu" .
53

Trying to Define Illness
The phenomenon of the illness has many aspects. Its core evades all unequivocal iterpretations.
Therefore each trial of reaching it implies necessity of using a postmodern paradigm, according
to which it is possible to give up one particular monomethod in favour of numerous interpretative
procedures. This kind of approach places the illness on the point of intersection of many discourses
which appear to differ, but oftenly they sprout out of one common stem. The article is an attempt
of approaching the phenomenon of illness with interdisciplinary view consisting elements of medi­
cal, anthropological, philosophical and sociological discourses. It is a voice in discussion about the
(im) possibility of reaching the truch about illness.

53

J. Ravel, J.P. Peter, op. cit., s. 241.

3-1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11319" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11297">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b162bb6acd1bd816339126c761a8f243.pdf</src>
        <authentication>f481efb822e70573b0606943a575f305</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134879">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5640</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134880">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134881">
                <text>2012</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134882">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5243</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134883">
                <text>Między oralnością a cyrograficznością/ Barbarzyńca 2012 nr 1(18)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134884">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2012 nr 1 (18), s.78-90</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134885">
                <text>Głowacki, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134886">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134887">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134888">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134889">
                <text>Adam

Głowacki

Ur. w 1985 roku.Absolwent kulturoznawstwa (specjalność teoria i historia kultury)
oraz pedagogiki resocjalizacyjnej z profilaktyką społeczną na Uniwersytecie Śląskim
w Katowicach. Ukończył również studia na Międzyuczelnianych Indywidualnych
Studiach Humanistycznych w Akademii „Artes Liberales". Aktualnie pracuje jako
pedagog szkolny. Związany jest z Zakładem Teorii i Historii Kultury na Wydziale
Filologicznym UŚ, gdzie pod opieką prof.zw.dr hab. Ewy Kosowskiej przygotowuje
rozprawę doktorską. Interesuje się psychologią, historią, filozofią i antropologią
medycyny, a także kulturowymi implikacjami przymusowych zsyłek ludności polskiej
na Syberię.

Analiza antropologiczna baśni 0 krasnoludkach i o sierotce Marysi

�Antropologia literaturymetoda badawcza
Szeroko rozumiany paradygmat interdyscypli­
narności, jaki stał się udziałem współcześnie rozu­
mianej myśli humanistycznej, zakłada, najogól­
niej rzecz u j m u j ą c , p e w n ą k o r e s p o n d e n c y j n o ś ć
p o m i ę d z y o k r e ś l o n y m i dziedzinami naukowego
poznania, często takimi, które wcześniej m i a ł y
niewiele w s p ó l n y c h płaszczyzn porozumienia.
Wieloaspektowe interpretacje zjawisk kulturo­
wych przeprowadzane w perspektywie interdy­
scyplinarnej otwierają zupełnie nowe możliwości
podejmowania określonych problemów, wy ma.-*
gają jednak od badacza również podwójnej kom­
petencji. Przekroczenie ra.m metod ^yyp ra-cowanych w macierzystej dziedzinie, otwarcie sic na.
zupełnie nowe doświadczenia poznawcze, w y m a g a j ą
przyjęcia w wielu spornych miejscach komoro
misu predefiniowania sprawdzonych i dotychczas
funkcjonalnych terminów i poieć Bvć może wiele
z nowych metod ooartych na interdyscyolinarności
nie przetrwa próby czasu, ale na razie poszukują
-

własnej tożsamości albo doskonalą się w konkret­
nych zastosowaniach.
Jedną z nich jest antropologia literatury, oparta
na dorobku klasycznie rozumianego literaturoznaw­
stwa i antropologii kultury. Jak każda nowa metoda,
korzystająca z dorobku tradycyjnych metodologii,
musi szukać swojej własnej tożsamości, wypracować
własne terminy i pojęcia. Nie sposób nie zgodzić się
z konstatacją Anny Gomóły: „antropologia jest jedną
z nauk. Jednakże j u ż sama nazwa może sprawiać
kłopot" . Mamy do czynienia ze swoistego rodzaju
dysonansem poznawczym w y n i k a j ą c y m z wielo­
znaczności terminologicznej nazw poszczególnych
dyscyplin Pojawia się bowiem problem z precy­
zyjnym określeniem przedmiotu badań poszcze­
g ó l n y c h dyscyplin. Przy czym warto d o d a ć , że
antropologia nie jest w tym osamotniona. Podobne
problemy z ustaleniem własnej tożsamości może
mieć również socjologia czy psychologia (psyche —
dusza) które oodmiotem iPrzedmiotem swoiego
zainteresowania uczyniły Człowieka, rozumianego
indywidualistycznie lub zbiorowo Wszędzie tam
gdzie człowiek zaczyna formułować prawdy o sobie'
1

L a r i a sraie sie z noznawrze.o nnnkm widzenia ro
n ,mn i d , „ J
i L
.
' i P
najmniej dwuznaczna,
zauważyła t w a
Kosowska:
W pojęciu antropologii upatrywać można swoiste­
go błędu logicznego. Oto człowiek - jakkolwiek
rozumiany - podejmuje trud wyjścia poza samego
siebie i formułowania prawd o sobie. Stąd badania
antropologiczne - jeżeli mają mieć charakter obiektywistyczny - przypominają w pewnym stopniu wolaA . Gomóła, Od antropologii do antropologii literatury, [w:]
E . Kosowska, A. Gomóła, E . Jaworski (red.), Antropologia
kultury - antropologia literatury. Na tropach koligacji, Wyd.
U Ś , Katowice 2007, s. 142.
1

Pomijam w tym momencie kwestię dotyczącą zasadności
stwierdzenia, że antropologię można uznać za samodzielną
dyscyplinę naukową. Dyskusja, jaka wokół tego tematu toczy
się od kilku lat w naukach humanistycznych, jest niezwykle
ciekawa, nie stanowi jednak zasadniczego przedmiotu moich
rozważań. Zob. K. Brozi, Antropologia wartości.
Ujęcie
metodologiczne, Wyd. U M C S , Lublin 1989.

�Adam Głowacki

80

nie Archimedesa o punkt podparcia, pozwalający na
podniesienie ziemi. (...) Każda interpretacja wymaga
niemożliwego: dystansu wobec siebie, wobec własnych
możliwości poznawczych, wobec nieuchronnych uwi­
kłań aksjologicznych .
2

„Wydaje się, że w Polsce pod pojęciem »antropologia literatury« można wyróżnić trzy podstawowe
obszary badań" . Na potrzeby moich rozważań naj­
bliższa jest mi opcja skądinąd o najdłuższej tradycji
- zaproponowana i sukcesywnie rozwijana przez
Ewę Kosowską koncepcja kulturowej antropologii
literatury, która zakłada, że „tekst literacki zawsze
celowo lub przypadkowo [podkreślenie - A G ]
ilustruje jakieś ważne kulturowo zjawisko, a przede
wszystkim rekonstruuje kontekst, w jakim to zja­
wisko funkcjonuje. Stąd każdy wybór materiału
może być w pewnym sensie usprawiedliwiony ale
nie każdy będzie w równym stopniu reprezenta­
tywny" . Tak rozumiana antropologia literatury
traktuje dzieło literackie jako materiał do badań
o charakterze antroDoloeicznym Przy jednoczesnym
założeniu że sama lokuie sie na styku dwu z Dozoru
odmiennych narracji- autor! którvk o n s't r u n i e
świar nrzedsrawionv dzieła'literackie™ z dosrennych sobie elementów i badacza - zorientowanecro metodologicznie re k o n s t r n n i a c e c r o
model kultury w oparciu o pewną powtarzalność
6

7

Wobec tak zarysowanych wątpliwości, antropo­
logia literatury jako metoda badawcza staje wobec
problemu nie tylko zdefiniowania, czym jest sama
antropologia jako dziedzina naukowego poznania, ale
też innej kwestii, a mianowicie - czym jest literatura?
Czym wreszcie jest owo zestawienie - „antropologia
literatury" ? Są to pytania skądinąd niezwykle ważkie
i inspirujące, podobnie jak spór wokół semantycz­
nego, a momentami wokół ontologicznego wymiaru
antropologii literatury , które jednak na potrzeby
tego tekstu, a także samej procedury badawczej
przezeń proponowanej, należy zawiesić. Niemniej jej
praktyczne zastosowanie wydaje się mieć niezwykle
istotny walor poznawczy w szeroko rozumianym dys­
kursie antropologicznym, ponieważ pozwala „czło­
wiekowi - w procesie odpowiednio zorientowanej
analizy tekstów kultury, w tym przede wszystkim
analizy warstwy referencjalnej dzieł literackich zrozumieć kontekst własnego dziedzictwa i dzia­
łanie mechanizmu jego przekształceń; zrozumieć
referencie dzieła poprzez konfrontacje z innymi źró¬
dłami a w rezultacie zbliżyć sie do ideału »poznania
siebie!"'.
3

4

2

E . Kosowska, Antropologia literatury. Teksty konteksty

interpretacje, Wyd. U Ś , Katowice 2003, s. 9.
„Samazbitka słowna a n t r o p o l o g i a
literatury
jest dzisiaj pojęciem, któremu należy nadać sens kontekstualny.
Nie powstało ono bowiem na oznaczenie realności, którą
3

w określonym momencie nazwano antropologią literatury, ale
raczej jako efekt pewnej luki, którą wypełnia pojęcie sugerujące
potrzebę badań interdyscyplinarnych; badań, które miałyby
być prowadzone na styku antropologii i literaturoznawstwa".
E . Kosowska, O niektórych przesłankach uprawiania antropologii
literatury, [w:] W. Bolecki, R. Nycz (red.), Narracja i tożsamość,
t. 1, Wyd. I B L PAN, Warszawa 2004, s. 104.
4

N a ten temat zob. A. Gomóła, Od antropologii. ..,op. cit.,

s. 142-157.
5

E . Kosowska, Kulturowa antropologia literatury.

8

Wprowadzenie, [w:] E . Kosowska, A . Gomóła, E . Jaworski
(red.), Antropologia kultury - antropologia literatury. Na
tropach koligacji, Wyd. U Ś , Katowice 2007, s. 21.
6

A. Gomóła, Od antropologii..., op. cit., s. 154.

Efektem prowadzonych przez Ewę Kosowską od lat
osiemdziesiątych badań są liczne publikacje, dotyczące
zarówno teoretycznych aspektów funkcjonowania
antropologii literatury, jako metody badawczej, jak i jej
praktycznego zastosowania. Zob. E . Kosowska, „Literatura
popularna"- igraszki semiologiczne, [w:] E . Czaplajewicz, E .
Kasperski (red.), Poszukiwania teoretycznoliterackie, P W N ,
Wrocław 1989; E . Kosowska, Postać literacka jako tekst
kultury. Rekonstrukcja antropologicznego modelu szlachcianki
na podstawie Potopu Henryka Sienkiewicza, Śląsk, Katowice
1985; E . Kosowska, Negocjacje i kompromisy. Antropologia
polskości Henryka Sienkiewicza, Wyd. Śląsk, Katowice
2002; E . Kosowska, Antropologia literatury. Teksty, konteksty,
interpretacje, Wyd. U Ś , Katowice 2003; E . Kosowska, E .
Jaworski (red), Antropologia kultury - antropologia literatury,
Wyd U Ś Katowice 2005- E Kosowska A Gomóła E
Jaworski (red) Antropologia kultury — antropologia literatury
Na tropach koligacji, Wyd U Ś , Katowice 2007.
7

8

E . Kosowska, Antropologia literatury. Teksty..., op. cit, s. 39.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�Między oralnością a cyrograficznością

wypowiedzi informatorów, składających się na
pewien fakt kulturowy - Jak pisze Kosowska:
9

Gdzieś tutaj, między tymi dwiema konwencjami,
etapami myślenia rwórczego, otwiera się przejście,
perspektywa swego rodzaju transgresji semantycznej,
która z jednej strony może być podstawą antropologizacji dzieła literackiego, a z drugiej fundamentem
interpretacji antropologiczno-kulturowej. Jeśli więc
te dwa sposoby uprawiania narracji w jakichś miej­
scach się spotykają, przecinają, nakładają, to mamy
do czynienia z antropologią literatury — w pewnym
jej rozumieniu .
10

81

tak zarysowanej problematyki - której nie sposób
w pełni rozwinąć w ramach tego tekstu - warto
przejść do praktycznego wykorzystania założeń
proponowanych przez a n t r o p o l o g i ę literatury,
ponieważ tylko wówczas można odkryć jej pełen
walor poznawczy.

Między oralnością
a cyrograficznością
„Dziewiętnastowieczni chłopi należeli do kręgu
typowych kultur »oralnych«, formowanych przez
słowo mówione, bez udziału pisma" , stwierdza
Nikodem Bończa-Tomaszewski, opierając się na
badaniach Konrada Prószyńskiego, który wyliczył,
że „około 1870 roku analfabetyzm obejmował 90%
społeczeństwa polskiego, a do 1907 roku zmalał do
70%" . W ł a d y s ł a w Grabski optymistycznie sza­
cował, że w 1897 roku 59% ludności w Królestwie
Polskim nie umiała czytać, a w 1913 roku minimum
5 0 % . Jakkolwiek przychylnym okiem patrzy­
l i b y ś m y na dane zebrane przez W ł a d y s ł a w a
Grabskiego, nie zmienia to faktu, że w X I X w. na
wsiach analfabetyzm był zjawiskiem powszechnym
O wiele bardziej krytyczny w tej kwestii jest Ludwik
Stomma który pisze że jeszcze około 1880
analfabeci stanowią około 94% ludności wie. kie
Królestwa Polskiego i oonad 95% w Galicii"
Rozliczne inicjatyw^ podejmowane naprzest żeni
14

Przy czym warto zaznaczyć, że tak rozumiana
antropologia literatury traktuje tekst literacki,
jako materiał do „rekonstrukcji kulturowego kon­
tekstu", ale także „winna wykorzystywać, potwier­
dzane w innego typu źródłach, dane kontekstualne
pozwalające na odsłanianie nie tylko podobieństw,
ale i różnic kulturowych" . G ł ó w n y m zarzutem
wobec antropologii literatury jest fikcyjność mate­
riału badawczego, który wykorzystuje w roli źródła
zastanego, czyli literatury. Argument, „że ta i m i ­
tacja świata [rzeczywistego - A G I posklejana jest
z prawdziwych detali niekiedy tak drobnych że
umykających opisom'profesjonalnych antropolo­
gów"
zdaje sie w oczach krytyki nie mieć zna­
czenia.'A trzeba wiedzieć że właśnie owe niuanse
wsoółtworza nieoowtarzainy c"zesto kontekst kultu
rowv w ktorvm fikcvine działania fikcvinvch boha
rerów zvskuia sens i w i a r w o d n o ś ć " " T a k k o l w i e k
niektóre z założeń antropologii literatury m o g ą
budzić onór czv snrzeciw zvsknie sobie ona coraz
wiecei z w o l e n n L w sran'owLc niezwvkle ciekawa
11

12

i płodną poznawczo m e t o d ę badawczą. Wobec
9

10

E . Kosowska, O niektórych...,

op. cit., s. 109.

Ibid., s. 109.

15

16

17

18

1 4

t. 89, 2005, s. 75.
1 5

1 6

E . Kosowska, Negocjacje..., op. cit., s. 19.

13

Ibid.,s.

19.

1 (18) PD1P

W. Grabski, O nauczaniu powszechnem i zakładaniu

L . Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Tower

Press, Gdańsk 2000, s. 53.
Jak wspomina Ludwik Stomma, jedną z takich inicjatyw

podjęto w Galicji, gdzie już w 1872 r. wniesiono pod
obrady Sejmu Krajowego projekt ustawy O zakładaniu

BARBARZYŃCA

szkól

ludowych, Gebethner i Wolff, Warszawa 1913, s. 6.

1 8
1 2

K. Prószyński, Czytelność a nieczytelność narodu.

O nauczaniu kilkorakiemi sposobami Promyka, Wydawnictwo
Księgarni Krajowej i Gazety Świątecznej, Warszawa 1907, s. 6.

1 7

E . Kosowska, Antropologia literatury. Teksty..., op. cit,
s. 38.
1 1

N . Bończa-Tomaszewski, Kultura niepiśmienna i jej

wrogowie. Problem oralności wsipolskiej w XIX w., „Lud",

�Adam Głowacki

82

X I X w., mające na celu szerzenie edukacji wśród
chłopów, potwierdzają, że analfabetyzm polskiej wsi
był podówczas jedną z „palących" kwestii.
Znamienny jest fakt, że „lud wiejski niechętny
jest dla oświaty" i „nieprzychylnie usposobiony do
szkoły" . Bończa-Tomaszewski, odwołując się do
ludowej aksjologii, konstatuje, że „nikłe postępy
alfabetyzacji wsi nie wynikały ani z opresji zaborców,
ani z opieszałości inteligencji, ani z ubóstwa, tylko
z faktu, że chłopi nie chcieli się uczyć pisać i nie
cenili pisma" . Przy czym w y m ó w k i w postaci:
„Ja nie mam tyle sposobu, abym mógł posyłać
swe dzieci do szkoły"; „Posyłałbym swe dzieci do
szkoły, ale cóż, kiedy one są m i potrzebne do
pomocy w gospodarstwie"; „Po co ma.m swe dzieci
posyłać do szkoły kiedy niejeden kilka zim się uczy
a jednak nic nie umie więc szkoda czasu i atłasu"'
Jeśli ws zvs cv będą uczeni któż będzie trzodę pasł
i na chleb pracował" - pozornie tylko uzasadniają
niechęć ludności wiejskiej wobec nauki.

na znaczenie procesu zetknięcia się „pierwotnej kul­
tury oralnej" , w rozumieniu, jakim nadał jej Walter
Ong, z pismem i wynikające z tego konsekwencje
dla ludowej oralności, jest cenną wskazówką inter­
pretacyjną, której u k o n t e k s t u a l n i e n i e
23

19

20

21

Istotnym tropem interpretacyjnym, zainicjo­
wanym, ale nie rozwiniętym w pełni przez BończęTomaszewskiego, jest myśl, że „przejście z fazy spo­
łeczeństwa oralnego do cyrograficznego jest jednym
z najdonioślejszych zjawisk społecznej historii Polski
między 1850 a 1950 rokiem" . Ryzykowne może
się w y d a w a ć umieszczanie zjawisk o charakterze kul­
turowym - z natury swej mających charakter długo­
trwały, fragmentaryczny, nigdy c a ł o ś c i o w y - w ścisłe
chronologiczne, i nadawanie i m wymiaru
totalnego, przełomowego. Jednak zwrócenie uwagi
22

i utrzymywaniu publicznych

szkól ludowych, która

- w spaczonym zresztą kształcie - uchwalona została w 1884
r.
Z . Strzetelska-Grynbergowa, Staromiejskie. Ziemia
i ludność, Muzeum im. Dzieduszyckich, Lwów 1899, s. 568;
cyt. za L . Stomma, op. cit, s. 53.
1 9

2 0

N . Bończa-Tomaszewski, op. cit, s. 77-78.

Wymówki
od posyłania
dzieci na naukę, [w:] S.
Mazurek, Komu nauka potrzebna (opisał dli ludu), druk.
Fr. Czerwińskiego, Warszawa 1884, s. 27-46; cyt. za:
N . Bończa-Tomaszewski, op. cit., s. 76.
2 1

2 2

N . Bończa-Tomaszewski, op. cit, s. 77.

„Jak wspomniano, oralność kultury nie zmienionej
znajomością pisma lub druku nazywam »oralnością
pierwotną«. Jest ona »pierwotna« (primary) w stosunku do
»oralności wtórnej« dzisiejszej kultury wysokiej technologii,
w której nową oralność podtrzymują telefon, radio,
telewizja oraz inne środki elektroniczne, których istnienie
i funkcjonowanie wsparte jest pismem i drukiem. Dzisiaj
właściwie nie istnieją pierwotne kultury oralne, ponieważ
każda kultura wie o piśmie i jakoś jego skutków doświadcza.
A jednak liczne kultury i podkultury, nawet związane
z wysoką technologią, zachowują niemało zróżnicowanych
nastawień właściwych oralności pierwotnej". W J . Ong,
Oralność
i piśmienność.
Słowo poddane technologii, tłum.
J Japola, Wyd K U L , Lublin 1992, s 32
2 3

�Między oralnością a cyrograficznością

odnajdujemy w dziele Marii Konopnickiej. O tym
jednak później. X I X wiek jest okresem, w k t ó r y m
rozpoczyna się proces przeobrażania polskiej wsi,
bardzo mocno wspartej na filarze oralnego paradyg­
matu myślenia, który zdaniem Onga „przekształca
świadomość". Jest to moment, kiedy „pierwotna
myśl oralna" styka się nie tylko z pismem, ale także
z odmiennym paradygmatem myślenia - paradyg­
matem cyrograficznym. Pismo dla dziewiętnasto­
wiecznego chłopa jawi się jako coś obcego, nieznanarusza dotychczasowe struktury myślenia
i przełamuje powszechnie utrwalone w ś w i a d o ­
mości schematy. W opowiastce dla dzieci O krasno­
ludkach i o sierotce Marysi zilustrowany został p roces
zetknięcia się dwóch odmiennych p a r a d y g m a t ó w
myślenia - oralnego i cyrograficznego.' O t w a r t ą
kwestiąpozostajeto,czy opisanie przez Konopnicką

83

niezwykle istotnego faktu kulturowego miało cha­
rakter intencjonalny, czy nie. Warto jednakże pod­
kreślić, że umieściła wspomniany powyżej proces
w perspektywie XIX-wiecznej ludowej aksjologii,
korzystając przy t y m z przekazów folklorystycz­
nych , które w kulturze ludowej k u m u l u j ą i transponują społecznie akceptowane wartości .
24

25

2 4

A . Łobos, Słowo

i muzyka w Śpiewniku dla dzieci -

wpajanie postaw i przekazywanie
najmłodszym

u schyłku

dziedzictwa

narodowego

XIX stulecia, „Chowanna" tom

jubileuszowy 2009, s. 25.
2 5

Por. „(...) prawo w kulturach oralnych jest również

przechowywane w formułowych powiedzeniach
i przysłowiach, które nie są jedynie prawniczymi ozdobami,
lecz same prawo stanowią. W kulturze oralnej często wymaga
się od sędziego wyartykułowania szeregu stosownych
przysłów, które pozwolą mu podjąć decyzję równoważną do
konkretnego przypadku, jaki formalnie właśnie rozpatruje".
FOT. P. S Z U B A

�Adam Głowacki

84

Skoro w kulturze ludowej niezwykle ważną rolę
odgrywało słowo mówione, to argument o ograni­
czeniach antropologii literatury ze względu na fikcyjność materiału badawczego wybrzmiewa szcze­
gólnie mocno. M i m o to należy pamiętać, że

przyjęta przez niego wersja historii od samego
początku nie budzi zaufania czytelnika.
Ten, jak zwykle, siedział nad ogromną księgą, w której
opisywał wszystko, co się od najdawniejszych czasów
zdarzyło w państwie Krasnoludków, skąd się wzięli
i jakich mieli królów, jakie prowadzili wojny i jak się
im w nich wiodło. Co widział, co słyszał, to spi­
sywał wiernie, a czego nie widział i nie słyszał, to
zmyślił tak pięknie, iż przy czytaniu tej księgi serca
wszystkim rosły [podkreślenie - A.G.]. On to pierw­
szy dowiódł, iż Krasnoludki, ledwie na piędź duże, są
właściwie olbrzymami, które się tylko tak kurczą, żeby
im mniej sukna wychodziło rici spencery i płaszcze, bo
teraz wszystko drogie .

Wyabstrahowanie ze świata przedstawionego danych
do rekonstrukcji kulturowego kontekstu jest, oczy­
wiście, zadaniem trudnym, ale nie niemożliwym.
Wymaga jednoznacznie wykroczenia w tej materii
poza tradycje literaturoznawcze i włączenia w proces
interpretacyjny niektórych przynajmniej elementów
procedury antropologicznej .
26

28

Koszałek-Opałekijego
zmagania z cyrograficznością
Nie budzi ż a d n y c h w ą t p l i w o ś c i , że postać
Koszałka-Opałka, „nadwornego kronikarza króla
Błystka", jest fikcyjna-już choćby z tego powodu, że
mamy do czynienia z krasnoludkiem. Jest to postać
stereotypowa, a momentami wręcz groteskowa.
Cieszy się wśród krasnoludków szacunkiem jako
uczony i to jemu zostaje powierzona misja odna­
lezienia zagubionej Wiosny. Jak pisze Konopnicka:
Krasnoludki tak dumni byli z kronikarza swego, że
gdzie tylko kto jakie zielsko znalazł, zaraz mu wieniec
plótł i na głowę wkładał, tak iż mu te wieńce resztę
rzadkich włosów wytarły i łysy był jakkolano [pod­
kreślenie - A.G.] .
27

Jako uczonemu, kronikarzowi, zostaje m u
powierzone zadanie z a p i s a n i a ! przechowy­
wania dziejów rodu K r a s n o l u d k ó w . Przy czym

Fakt z pozoru oczywisty - swobodne konstru­
owanie historii przez „nadwornego kronikarza",
w szerszej perspektywie analitycznej obrazuje nie­
zwykle istotny proces, o k t ó r y m Kosowska napisała:
Pozostając wierny materiałom źródłowym historyk
nie zawsze może być wierny przeszłości, gdyż obraz
tej ostatniej rekonstruuje opierając się na selektywnie
zachowanych przedmiotach, nierzadko stronniczych
relacjach i współczesnym sobie systemie wartości. Na
tym tle literatura stawiająca na równi postulat prawdy
historycznej i artystycznej znalazła się w sytuacji jakby
czystszej moralnie .
29

Jak wspomina Walter Ong, przejście od oralności do cyrograficzności, a w konsekwencji typograficzności, wiązało się ze zmianą statusu pamięci
i z możliwością przeniesienia odpowiedzialności
za przechowywanie i przekazywanie informacji na
jej ekstensję, czyli pismo. W kulturach oralnych

W J . Ong, op. cit, s. 60.
2 6

E . Kosowska, Antropologia literatury. Teksty..., op. cit,

s. 38.
2 7

M . Konopnicka, O krasnoludkach i o sierotce Marysi, Wyd.

Dolnośląskie, Wrocław 1993, s. 11-12.

28

Ibid., s. 11.

2 9

E . Kosowska, Postać literacka..., op. cit, s. 34.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�Między oralnością a cyrograficznością

85

„doświadczenie jest intelektualizowane mnemonicznie" , ponieważ

Drugi raz na jarmarku:

30

Ach, bracie! - jęknie Koszalek-Opałek. - W cóż się
obróci cała moja sława, gdy księgi nie mam! - A cóż się
z nią stało? - Zaginęła! - A pióro? - Złamane! - A kała­
marz? - Rozbity! - Hm! - rzecze smutnie Podziomek.
- Prawda jest, iż cała twoja uczoność przepadła,
gdy nie masz ani księgi, ani pióra, ani kałamarza!
[podkreślenie-A.G.]

Myślenie o czymkolwiek bez pomocy formuł, bez
określeń tradycyjnych i mnemonicznych, jeśli nawet
jest możliwe, byłoby (...) stratą czasu, bowiem taka
myśl raz wypracowana, nie mogłaby być efektywnie
odzyskana, tak jak jest to możliwe przy pomocy pisma.
Nie byłaby to wiedza trwała, a tylko przelotna myśl,
chociaż skomplikowana .

34

31

Wobec tego kultura oralna wypracowała szereg
technik mnemonicznych, które pozwalały jej sku­
tecznie nabywać, przechowywać i odtwarzać infor­
macje. Umiejętność względnie wiernego przekazy­
wania faktów była sprawnością wysoko cenioną i
gwarantującą prestiż społeczny w kulturach typu
oralnego, a taką bez wątpienia była XIX-wieczna kul­
tura chłopska sportretowana w omawianej przez nas
lekturze.. Być może dlatego właśnie sierotka Marysia,
choć niezwykle mocno naznaczona statusem sieroty
i wynikającymi z niego konsekwencjami, „(...) pio­
senek umiała tyle, że cały dzień coraz to inszą śpiewała,
a nigdy ich nie brakowało (...) że kto W pobliżu szedł,
to stawał i słuchał, a. często i łzy miał w oczach" . O ile
wiec głęboko zanurzona w oralnym paradygmacie
myślenia bohaterka zyskuie akceotacie i zostai L a
grodzona o tyle nieustannie zmagaiacy sie z cyrogra
ficznościa Koszałek Ooałek co ru z Donosi kieskę
lego n2 magnum aż rrzvkrornie ulega zniszczeniu
Pierwszy raz, gdy kronikarz wylewa na nie atrament:'

Trzeci, kiedy księga zostaje spalona w norze lisa
Sadełko:
Na próżno jednak grzebał patykiem w piasku do po­
łudnia prawie; z piór znalazł tylko czarne niedopałki,
z księgi - poskręcane w rurki i przepalone karty, z któ­
rych nic już odczytać się nie dało, a kałamarz przepadł
bez żadnego śladu .
35

Ponadto przyjęty przez niego system wartości
nie znajduje akceptacji wśród towarzyszących mu
Krasnoludków.
- Iż żadne królestwo bez mądrości byc nie może, a mą­
drości bez spisywania ksiąg nie ma, przeto wnoszę, aby
nas ten dobty kmieć tam powiózł, gdzie najwięcej gęsi,
iżbym sobie nowe pióto mógł wyszukać i nową sławę uzy­
skać. Ale Podziomek, któty się w siano tak był zapadł, że
ledwo mu nos było widać, potwal się na to i tzecze: - Na
nic tobota taka! Co mi po mądrości i po sławie, kiedy
będę głodny? Pełny żołądek to grunt! Reszta - torby
kłaków niewarta! [podkreślenia - A.G.] - Tu zwrócił
się do króla i rzeczei — Jeśli chcesz, miłościwy królu, spo¬
kój w państwie mieć, o to najpierw dbaj, żeby głodnych
w nim nie było! Więc moja rada taka: jak nas ten chłop
ma wieźć, niech nas wiezie tam, gdzie w kominie kasza
wre, a skwatki skwierczą! Inaczej nie ma zgody. - Tak,
tak! - krzyknęli insi - Nie ma zgody nie ma!

32

Polały się czarne strugi wprost na świeżo zapisane
karty; Koszałek-Opalek skamieniał prawie. Na nic
proroctwajego!Nanicobliczenia!...Calaksięgazalana
rzeką atramentu. Tak mądrze, tak pięknie obrachował
wszystko - i wszystko na nic .
33

36

3 0

W J . Ong, Oralność...,

31

Ibid., s. 60.

34

Ibid, s. 67.

3 2

M . Konopnicka, op. cit., s. 106-108.

35

Ibid, s. 259.

33

Ibid., s. 44.

36

Ibid, s. 94.

1 (18) PD1P

op. cit., s. 61.

BARBARZYŃCA

�Adam Głowacki

86

Skrajnie egoistyczna propozycja Podziomka zyskuje
większe uznanie. Stąd też szacunek, jakim wśród reszty
krasnoludzkiej społeczności cieszy się Koszałek-Opałek,
wydaje się powierzchowny. WXIX-wiecznym systemie
kultury polskiej wsi pismo, będące czymś obcym, nie­
przewidywalnym, naruszającym ustalony paradygmat
myślenia, nie mogło stanowić istotnego elementu
ludowej aksjologii. Warto jednocześnie zaznaczyć, że
polska kultura ludowa w X I X w. jest kulturą typu
magicznego, o której Piotr Kowalski pisał:

paradygmatowi myślenia i ludowemu normatywizmowi i zostają wynagrodzeni. W utworze poja­
wiają się sygnały świadczące o tym, że polska wieś
była w dalszym ciągu bardzo mocno zakorzeniona
w oralnym sposobie myślenia, pomimo podejmo­
wanych akcji edukacyjnych. „Zasadnicza oralność
języka jest trwała, niezmienna" - pisze Walter Ong.
Nie zaskakuje więc opisana przez Konopnicką reakcja:
38

Słuchał tej pieśni chłop Skrobek i poczuł w sobie nagle
moc taką, jakiej nigdy przedtem nie miał. I taką gorącość duszną, i czucie rzewne do tego kawałka ziemi
poczuł, jakiej nigdy nie miał .

Najważniejszą cechą wyobrażenia świata w kultutze
magicznej jest btak wydzielenia odtębnych sfer dzia­
łalności człowieka (komunikacyjnej, praktycznej, świa­
topoglądowej). Myślenie magiczne w takich kikutach
Słowo w kulturach typu oralnego odgrywa nie­
rozstrzyga o sensie wszelkich działań człowieka, dostar¬ zwykle istotną rolę - język nie jest w nich odpowied­
czając ptzesłanek do wyjaśnienia jednolitego potządku
nikiem myśli, ale swoistym sposobem działania. Jak
Kosmosu, natuty i społeczeństwa. Oznacza to, że we
pisze Walter Ong:
wszystkich działają te same ptawa otaz że sfety te są ze
sobą połączone. Wyjaśnia to powód, dla któtego dzia­
Nie dziwi również przekonanie bliskie na ogół ludom
łania produkcyjne wymagają jednoczesnych ptaktyk
pierwotnym, że słowa mają wielką moc. (...) W tym
magicznych i symbolicznych, bez nich te pietwsze nie
sensie każdy dźwięk, a szczególnie wypowiedź oralna,
być w ogóle zainicjowane. Stąd np. konktetne
pochodząca z wnętrza żywego organizmu, jest „dy­
tolnicze i towatzyszące im gesty magiczne są
namiczna". Fakt, że ludy oralne uważają zazwyczaj,
zintegtowaną całością; opowiadanie mitu wyjaśnia­
a prawdopodobnie powszechnie, że słowo ma moc
jącego mityczny początek pewnych działań nie służy
magiczną, wiąże się wyraźnie, choćby nieświadomie,
pottzebom komunikacyjnym (czy edukacyjnym) lecz
ze skojarzeniem słowa z mówieniem, z brzmieniem,
stanowi fragment działań ptaktycznych"
z używaniem siły .
39

37

40

Z powyższej definicji wyłania się specyficzny
obraz kultury ludowej jako sytemu, w k t ó r y m
d o m i n u j ą c y m porządkiem myślenia jest magia. Jej
wszechobecność powoduje, że każde działanie nace­
chowane jest „magicznością".

Do podobnych konstatacji dochodzi Wojciech
J. Burszta. Opierając się na badaniach Bronisława
Malinowskiego stwierdza, że słowo mówione ma
magiczny wymiar w opisywanej przez nas kulturze.

Konopnicka w postaciach chłopa Skrobka czy
sierotki Marysi wskazuje na te elementy, które w wiej­
skim przekonaniu stanowiły istotną wartość - uczciwą
pracę, wierność dotychczasowym strukturom, sza­
cunek dla społecznie akceptowalnego ładu i porządku.
Wspomniani bohaterowie pozostają wierni oralnemu

Każdy magiczny akt rytualny składa się ze współwystępujących i działających na siebie wzajemnie a k t ó w
m o w y (w fotmie wypowiedzi i zaklęć) otaz d z i a ł a ń (manipulowanie ptzedmiotami). Wszelkie czyny
magiczne polegają na jednego typu zabiegach: „każdy

3 7

P. Kowalski, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenia,

P W N , Warszawa 2007, s. 295.

3 8

W J . Ong, op. cit, s. 28.

3 9

M . Konopnicka, op. cit, s. 171.

4 0

W J . Ong, op. cit, s. 56-57.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�Między oralnością a cyrograficznością

rytuał ma bowiem na celu »wyprodukowanie« lub »wytwotzenie« jakiejś siły oraz przeniesienie jej pośrednio
i bezpośrednio na jakiś przedmiot, któty zgodnie z wiatą
tubylców- pozostaje pod wpływem tej siły". (...) Cechą
charaktetystyczną zatówno mówienia, jak i działania
(oddziaływania) magicznego, jest ich zasadniczo niekomunikacyjny chataktet .
41

Burszta podkreśla istotny charakter słowa mówio­
nego, którego zadaniem jest wytworzenie magicznej
siły i przeniesienie jej na przedmiot. Na temat
magicznej roli słowa w polskiej kulturze ludowej
pisał również Jan Stanisław Bystroń. W rozdziale
poświęconym ludowym formom magii stwierdza:
Bardzo ważną rolę odgrywają w magii słowa. Słowo jest
dla nas znów tylko konwencją, służącą porozumiewaniu
się ludzi; dla umysłowości pierwotnej jest ono czymś
batdzo istotnie zespolonym z osobą czy ptzedmiotem,
któte oznacza, tak że słowo użyte w odpowiednich wa­
runkach może oddziałać na osobę czy rzecz, z któtąjest
związane. Stąd też unika się wymawiania pewnych nazw
(np. niebezpieczeństwa, choroby, złych duchów) z oba¬
wy, aby nazwa ta nie sprowadziła oznaczonego przez nie
a niepożądanego następstwa; stąd też na odwtót używa się
takich określeń, uznanychjako istotna nazwa, abymożna
było włączyć je w formuły zaklęć, i näzw 3.WS zy daną rzecz
jej właściwym mianem, mieć ją w magicznym posiadaniu
i móc na nią oddziałać. Tutaj także leży geneza formuł
magicznych zaklęć i zamawiań' wiara w magiczną moc
słowa utrzymuje te fotmuły w stanie niezmiennym cza­
sem nawet mało zrozumiałym gdyż wszelkie świadome
odchylenia od tradycyjnego tekstu może spowodować jej
bezskuteczność
42

Anna Engelking ową magiczność wypowiadanych
słów określa mianem stwarzających rytuałów słownych
lub zaklinam Mamy z nimi do czynienia wtedy, kiedy

4 1

W J . Burszta, Mowa magiczna jako przejaw

synkretyzmu

kultury, „Język a Kultura" 4 1991, s. 103.
4 2

J.S. Bystroń, Etnografia Polski, Czytelnik, Warszawa 1947,

s. 132.

PD1P

BARBARZYŃCA

�Adam Głowacki

88

nadawca kreujących słów chce poprzez ich wypowie­
dzenie stworzyć „coś" z niczego. A więc dosłownie:
„mówiąc to, powoduje, że tak się staje". Najbardziej
podstawowym rytuałem stwarzającym jest po prostu
nazywanie - nadawanie rzeczom nazw, istotom imion
(dla świadomości mitycznej to, co nie nazwane, nie
istnieje). Stwarzające słowa w Biblii i w mitach kosmogonicznych innych kultur to właśnie, w moim przeko­
naniu, takie zaklinania. Moc kreacyjna tkwi tutaj bądź
w samych słowach, bądź pochodzi od ich nadawcy
- demiurga; jest to najbardziej archaiczne (czy też
magiczne") rozumienie mówienia - srwarzania"
43

„111.1g11_z.1n_ ) luiuimuii. „niuniuiia

jiwaiiaiiia

Wobec powyższego nie dziwi więc fakt, że to
pieśń motywuje Skrobka do pracy, która w kon­
sekwencji zostaje wynagrodzona. Postać KoszałkaOpałka obrazuje możliwości i ograniczenia zmiany
kulturowego paradygmatu myślenia, będące udziałem
XIX-wiecznej polskiej wsi. Zmiany na tyle istotnej, że
znalazła swój oddźwięk w literaturze, adresowanej do
młodego czytelnika. Zastanawiająca jest tu motywacja
samej autorki, która ukształtowana w cyrograficznym
paradygmacie myślenia, w postaci Koszałka-Opałka
dyskredytuje i ośmiesza znaczenie słowa pisanego,
zdecydowanie opowiadając się za ideą oralnego prze¬
kazywania historii. Tym bardziej zastanawia ów fakt,
edv przyjmiemy założenie że powieść dla dzieci ma
mieć walor edukacyjny. Tym też tłumaczyć można
współczesny brak zrozumienia i niechęć młodych
czytelników do teiże lektury Dzieło n i l d y nie iest
całkowicie oryginalne w zakresie i treści/i formy.
Akcentowane rttrer c 7 v t e l n i k a novum m u s i odwo
ł v w J s i e Ho ™ L ™ i n L n e ™ Jatum-

gdy w żarze z ttzaskiem pękać poczną, co jest c a ł k i e m
niebieskiemu gtzmotowi podobne, wtedy chłopcy, od
pieluch j u ż śmiercią gatdzący, a i m d ł e dziewczątka
nawet, w y g t z e b u j ą one pękające z okrutnym h u k i e m
kartacze i d y m i ą c e jeszcze wptost do g ę b y kładą. C z e ­
go naocznym bywszy ś w i a d k i e m , a w y d z i w o w a ć się
takiemu tycetskiemu animuszowi nie m o g ą c zgoła, k u
wiecznej p a m i ą t c e potomnych tzecz tę zapisuję. D a n
W polu na. ugorze, o ptzedwieczomej p o r z e .
45

Ewa Kosowska podkreśla: „ Z m i a n y w kul­
turze następują w bardzo zróżnicowanym tempie.
Praktycznie rzadko znikają całe formacje - częściej
wymianie podlega infrastruktura materialna, rzadziej
zachowania czy postawy, najrzadziej - fundamentalne
wartości" . Na trwałość takich elementów zwraca
uwagę również Walter Ong: „Oralne myśli i wyra­
żenia formułowe zapadają głęboko w świadomość
i nieświadomość, dlatego nie znikają w momencie,
gdy ktoś przyzwyczajony do nich chwyta za pióro" .
Z tego też powodu Koszałek-Opałek
46

47

Wielkiej swojej „Historii K r a s n o l u d k ó w " pewno nigdy
j u ż nie napisze. C o m u , co i ś w i a t u po księdze takiej,
k t ó r ą o g i e ń spalić, a wiatr r o z w i a ć m o ż e ? O n sobie
znalazł lepszą, ż y w ą księgę. O n siada przy łóżeczkach
dzieci, gdy u s n ą ć nie m o g ą ,

w y m berle;

0 skarbach ukrytych, d r u ż y n i e wiernych t o w a r z y s z ó w
1 o M a r y s i sierotce. O n mnie i raz, podczas bezsennej
nocy zimowej,

» p 144 P n n i ż s r u rvrar nawer nieierlnerrm d n i r z a ł e r r m

opowiedział tę całą historię, którą tu

spisałam [podkreślenia - A . G . ] .
4 8

ln-k

L u d w tej krainie tak jest wojenny i mężny, iż drobne
dzieci pieką w g o r ą c y m popiele kartaczowe kule, k t ó t e

A. Engelking, Rytuały słowne w kulturze ludowej. Próba
klasyfikacji, „Język a Kultura" 4 1991, s. 77.

Wprowadzenie do tematu, [w:] E . Kosowska, E . Jaworski
(red.), Antropologia kultury - antropologia literatury, Wyd.
U Ś , Katowice 2005, s. 32.
4 5

M . Konopnicka, op. cit, s. 22.

4 6

E . Kosowska, Negocjacje..., op. cit, s. 42.

4 7

W.J. Ong, op. cit, s. 49.

4 8

M . Konopnicka, op. cit, s. 276.

4 3

4 4

K r y s z t a ł o w e j Grocie,

o wielkiej wiosennej wyprawie n a Skrobkowym wozie,

^chwianie

r ! T T TT
r
czytelnikowi może nastręczyć trudności:

on im rozpowiada o

o mieczach, o tarczach, o rycerzach; on im mówi

t T h n r L o r c i i o r L „ i e n o r L m i e n i e m i od™,
L
k HJ U, p
L r zee z, o aduLi or r cóoww" oLpouKresieme
kreślenie 1
c einei emm tI e
CK

Zr

i prawi im o królu Błyst-

ku, jego złotej koronie, k r ó l e w s k i e j szacie i brylanto­

E . Kosowska, Antropologia kultury - antropologia literatury.

BARBARZYŃCA

1(18)

PD1P

�Między oralnością a cyrograficznością

Zakończenie
P o w y ż s z a analiza pokazuje, że wypraco­
wane w obrębie antropologii literatury narzędzia
badawcze pozwalają odkryć zależności kulturowe,
które w ramach klasycznie rozumianego literaturo­
znawstwa nie zostałyby dostrzeżone. Interpretacja
opowiastki dla dzieci w myśl założeń antropologii
literatury pozwoliła wskazać w a ż n y fakt kulturowy
implicite zawarty w bajce dla dzieci. Wykorzystanie
teorii antropologicznych do analizy przekazów lite­
rackich, z definicji traktowanych jako fikcjonalne,
w ś w i a d o m i e zorientowanej interpretacji i przy
uwzględnieniu krytyki źródła pozwala traktować
dzieło literackie, jako ważne źródło wiedzy antropo­
logicznej Antropologia literatury dostarcza bowiem
materiału badawczego wcześniej niewykorzystywa
ne^o w rei roli lest n i m intencjonalnie wyselekcio
nowana przez badacza literatura która na równych

89

prawach, jak inne źródła, może egzemplifikować
pewne wzory kulturowe, ich pojemność czy inwariantność. Jak słusznie podnosi Kosowska „świat
przedstawiony zawsze jest efektem wyboru i konfi­
guracji, dlatego też literatura dostarcza niemal nie­
skończonej liczby przykładów na kolejne realizacje
tego samego wzorca, odsłaniając tym samym jego
pojemność w danej czasoprzestrzeni oraz ilustrując
proces zmiany w czasie" . A biorąc pod uwagę
fakt, że spośród około 6000 języków wyodrębnio­
nych w bazie U N E S C O , jakie są dzisiaj w użyciu,
tylko niewielka ich liczba posiada literaturę warto
skorzystać niewątpliwego przywileju jaki stał się
naszym udziałem.
49

50

4 9

5 0

E . Kosowska, Antropologia kultury..., op. cit., s. 37.
http://www.unesco.org/culture/languages-atlas/index.

php?hl=en&amp;page=atlasmap, 02.01.2012.

Between Orality and Literacy. A n Anthropological Analysis of the Fairytale O krasnoludkach
i o sierotce Mary si
The article consists o f two parts. I n the first one, the author attempts to explain the term
"anthropology o f literature" and to show methodological and terminological problems which are
connected with this method o f interpreting cultural reality. The term "anthropology o f literature" has
been used in cultural and philological reflections more often recently. That term becomes gradually
broader and more obscure. I n the second part o f the article, the author interprets the children's
story O krasnoludkach i o sierotce Marysi {Little Orphan Mary and the Gnomes) in accordance with
the principles o f anthropology of literature, thereby demonstrating its capabilities and limitations as
a scientific method.

1 (18) PD1P

BARBARZYIICA

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7303" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7283">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f4ca208001c1b407c26a33efe2fe3b16.pdf</src>
        <authentication>09c9a792690772ec7229d491e2b9a458</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87102">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5554</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87103">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87104">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87105">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5164</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87106">
                <text>Żydzi i judaizm w chrześcijańskich scenariuszach końca świata/ Barbarzyńca 2005 (10)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87107">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.8-12</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87108">
                <text>Gow, Andrew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87109">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87110">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87111">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87125">
                <text>A n d r e w

G o w

Ż Y D Z I I J U D A I Z M W CHRZEŚCIJAŃSKICH
S C E N A R I U S Z A C H K O Ń C A ŚWIATA:
Z A P I E K Ł A NIENAWIŚĆ
CZY IRENICZNE ITINERARIA?
Jeśli ktokolwiek wątpiłby w ogromną popularność dyspensacjonalistycznego premillenaryzmu w Stanach Zjed­
noczonych, d o w ó d na jej wniknięcie d o serca ewangelikalnej", a przede wszystkim fundamentalistycznej Ameryki może
obecnie bez trudu znaleźć na listach bestsellerów. Badacze
zajmujący się religią popularną nie spieszą się z uznaniem
rosnącego wpływu tego rodzaju idei, częściowo zapewne
dlatego, że naukowcy rzadko podzielają tradycjonalistyczną wizję świata i jednoznaczną wiarę w Boże autorstwo Pi­
sma Świeteao które charaktervzuia orotestanckich funda­
mentalistów i dlateoo sa niechętni nadawaniu im rozołosu.
Ale czas na wstydliwe odwracanie wzroku minął, bowiem
milionv Amervkanow zaczvtuia sip kolpinvmi częściami dvs1

1

D e n s a c i o n a l i s t v c z n e i s a a i nt LeftBehind

Na stronie w w w le

ftbehind.com można m.in. znaleźć takie oto informacje'
Autorzy cyklu Left Behind, Tim LaHaye i Jerry B. Jenkins,
są klasyfikowani na 42. miejscu na ogłoszonej przez pi­
smo „Entertainment Weekly" liście 51 najbardziej wpły­
wowych twórców. [...]
„Entertainment Weekly" uznał za
trudną do przeoczenia na swojej li­
ście, gdzie ewangelikalni pisarze
nie pojawiają się zbyt często, serię
sukcesów LeftBehind, której sprze­
daż przekroczyła 50 milionów eg­
zemplarzy.
' H \
- Zabawne, nie czuję się ani trochę
bardziej wpływowy teraz niż wcze­
śniej - mówi Jerry. - Ale moim ma­
rzeniem pozostaje uczyć i bawić
przez fabuły w formie powieści i fil­
mów, które biorą udział w e współ­
zawodnictwie na rynku idei.
- Nigdy nie przewidywaliśmy, że nasze książki wzbudzą tak
powszechne zainteresowanie - dodaje Tim. - Jesteśmy za­
szczyceni i zadowoleni, że tak wielu ludzi okazuje tak żywe
zainteresowanie tym, co przyszłość niesie ludzkości.
Jedna z książek z cvklu Left Behind Desecration oszoło­
miła obserwatorów branży, gdy „Publishers Weekly"' ogło­
sił Ż P bvła o n a nailpnipi s n r z p d a i a r v m cip h/tułpm w twar
dei oorawiP w k a h n o r i l
l o h n a Grishama Z

fikria"

J

ktnm

W d S t a Z Z w n r a Ł

V

^

Z

y

^

! L J l I I

^

^

^

w roku 2001 - s t r a r a i a r
7

a

i

m

n

w

J n r i K W d roku

wS n ^ T l

r

^

M

^

1:1» n r w -

Hnra u r w n a

ooecnego zain-

T

Dziesiąta książka z serii LeftBehind
również utrzymywała
się przez 4 tygodnie na 1. pozycji [...] i zajmowała pozy-

8

cję 7. na liście niedzielnej. To czwarty tytuł z serii Left Be­
hind, który debiutował na 1. pozycji list bestsellerów „New
York Timesa", „USA Today," „Wall Street Journal", „Publi­
shers Weekly" i CBA.
Dziękujemy za wasze ciągłe wsparcie. Odgrywacie waż­
ną rolę w sukcesie serii i wpływie, jaki ma ona na życie
wielu ludzi.
3

Recenzję jednej z pozycji z serii
Left Behind, The Remnant,
pióra
Gershoma Gorenberga w „The Ame­
rican Prospect" czyta się jak dresz­
czowiec. Widać, że kwestia popar­
cia dla Izraela przez część ewangelikalnych chrześcijan jako sposobu
wspierania wypełnienia się proroctw
na temat k o ń c a świata, w k o ń c u
przyciągnęła uwagę mainstreamowych mediów. W „U.S. News &amp; World
Report" Jeffrey L. Sheller ujawnił
sedno dyspensacjonalistycznej po­
stawy wobec Izraela i Żydów:
4

DliSr.CRATlON

5

...wielu ewangelikalnych chrześcijan uważa powstanie
Izraela w 1948 za pierwsze w łańcuchu wyznaczonych
w Biblii wydarzeń, które zakończą się powrotem na Zie­
mię Jezusa i końcem historii — scenariusz ten został spo­
pularyzowany w bestsellerowej serii powieściowej Left Be­
hind. Część tego scenariusza, oparta na gorąco dyskuto­
wanej interpretacji fragmentów Objawienia św. Jana oraz
ksiąg Daniela i Ezechiela, dotyczy niszczycielskiej „bitwy
Armagedonu" — nuklearnej zagłady zatrzymywanej
w kulminacyjnym punkcie przez przybycie Jezusa, który
pokonuje siły zła i ustanawia erę pokoju. Ale miliony Ży­
dów giną w trakcie bitwy, a ci, którzy ocaleli, uznają Jezu­
sa za ich Mesjasza.
Ten artykuł został opublikowany bez komentarza na stro­
nie internetowej leftbehind.com. Poparcie dla Izraela ze strony
ewangelikalnych chrześcijan (np. w formie niedawnej dota­
cji w kwocie 2 milionów dolarów na wsparcie osadnictwa
amerykańskich Żydów) wynika z ich chęci „przyspieszenia"
końca świata. Poparcie to ma umożliwić wypełnienie się głów­
nego elementu scenariusza zbawienia dyspensacjonalistycz­
nej teologii, a mianowicie o d b u d o w ę Świątyni Jerozolimskiej,
p o to, by mogła być ona sprofanowana
(tak jak w nowym
bestsellerze z serii Left Behind) przez Antychrysta - przeciw­
nika Jezusa w eschatologicznej bitwie Czasów Ostatecznych.
Wszystko to nie ma większego sensu, o ile nie zna się
historii chrześcijańskiej teologii i eschatologii. Choć chrze­
ścijanie zawsze różnili się co d o tego, jak Pismo powinno

Numer 10/2005

�być interpretowane, to jednak tradycyjne gałęzie chrześci­
jaństwa co najmniej d o dwudziestego wieku zwykle odrzu­
cały interpretacje oferowane obecnie przez autorów Left
Behind, Tima La Haye i Jerry'ego Jenkinsa. Prezentowany
przez nich scenariusz był owszem rozpowszechniony, ale
nie w uczonej, katolickiej i protestanckiej teologii, lecz w roz­
maitych popularyzatorskich, nie-teologicznych, tworzonych
w miejscowych językach budujących tekstach religijnych.
Zarówno katoliccy iak i orotestanccy eazeaeci zdecydowa¬
nie go odrzucali, w czym znaczącą rolę odegrało niewątpli­
wie to iż wvmaaa on bardzo zawiłei lekturv Pisma wsDieranei orzez mase wysoce interesujących ale teoloaicznie bardz ei niż nodeirzanych leaendowych 'i literackich tradycii
właczaiac w to tvburtvńskie o s e u d o - s v b i l l i ń s k i e ororoctwa
7 r h r z e ś c i i a ń s k i P C i o Rzvmu Roman* o Aleksandrze i szPrPO

ków niezbędnych do odbudowy
Żydowskiej Świątyni w Jerozolimie.
Nie była ona możliwa ani pod pano­
waniem rzymskim po roku 70 n.e.,
ani w okresie bizantyńskim i w koń­
cu całkowicie już po zajęciu Jero­
zolimy przez muzułmanów i wznie­
sieniu przez nich na Wzgórzu Świą­
tynnym meczetów Umara i Al-Aksa.
Jednak Daństwo żydowskie Świąty­
ni nie odbudowało I nie iest to iedvnie rezultat oalestyńskieoo arabs k i e o o czv m u z u ł m a ń s k i e g o n i e n r z P i P d n a n i a b o w i P m duża c z e ś ć

n a w n ń ł u r z ^

tJnnPnn i

na^wriPiPd^
rH I P H P n H n w P n i P r i / A n t ^

możliwościidotonania tego przez ludzi
I w tym właśnie momencie zaczynają się kłopoty: w nie­
zliczonych legendowych tekstach średniowiecznych ocze­
kiwany przez Żydów Mesjasz, który m a o d b u d o w a ć Świąty­
nię, był utożsamiany z literalnym, o s o b o w y m Antychrystem.
Ich autorom wydawało się to konkluzją z analogii: my, chrze­
ścijanie, oczekujemy nadejścia Antychrysta, a oni, Żydzi,
oczekują nadejścia ich Mesjasza - więc nasz Antychryst
i ich Mesjasz muszą być jednym i tym s a m y m . Utożsamienie
to było oparte na Mt 24, 5: „Wielu bowiem przyjdzie pod
moim imieniem i będą mówić: Ja jestem Mesjaszem. I wielu
w błąd wprowadzą" Ułatwiła je także popularna chrześci­
jańska wersiateao Droroctwa ałoszaca że Żvdzi beda Dierwszvmi którzy beda oarnać sie do Antychrysta i służyć mu jak gdyby był on Mesjaslem

zrodłaztego okresu w językach narodowych lub nawet mniej
poważane komentarze pisane przez d u c h o w n y c h (np.
Haimo, Libellus de Antichnsto opata Adso, Raoula Glabera
i wielu innych) o d n a ezc w nich można scenariusz łudząco
przypominający ten, którym posłużyli się autorzy Left Behind.
Centralnym w nim p u n k t e m jest żydowskie
pochodzenie
Antychrysta, a Żydzi generalnie odgrywają niebagatelną rolę
w eschatologicznych wydarzeniach. Przekonanie, ze żydow­
skie wojska - utożsamiane z Gogiem i Magogiem, zaginione
dziesięć plemion Izraela czy nieczyste narody odgrodzone
przez Aleksandra za Górami Kaspijskimi, albo wszystko to
pod legendowym pojęciem „czerwonych Zydow" - „zosta­
ną wypuszczone" na kraje chrześcijańskie, by siać zniszcze­
nie przy końcu czasów, była zawsze
krytycznym składnikiem w struktu­
rze, która czyni Antychrysta Ż y d e m .
Takie rozumienie Antychrysta idzie
zawsze w parze z wiarą, że Żydzi
będą się garnąć d o niego i służyć
mu podczas apokaliptycznej kampa­
nii odpłaty i unicestwienia.
6

Scenariusz końca świata, które­
go zwolennikami są obecnie premillenarystyczni d y s p e n s a c j o n a l i ś c i ,
był obecny w okresie wczesnej nowożytności w wierzeniach szeregu
ruchów sekciarskich, w tym radykal­
nych protestantów czy tzw. Purytanów, i dotarł d o Ameryki
bardzo szybko. W końcu XIX wieku powstanie i rozwój krytyczno-historycznej metody czytania i analizowania Pisma
wzbudziły równie ooteżny antvmodernistvcznv antynaukowy ruch w amerykańskich kręgach ewangelikalnych, który
znalazł s w o i a k u l m i n a c i e w Doaladach Drezentowanych
w The Fundamentals"' i orawym skrzydle Południowych BaDtvstów w oierwszych dekadach XX wieku Jeśli analiza krvtyczno-historvczna dążyła do oodważenia boskieoo autor­

stwa" rodzący sie wtedy fundamentalizm"unierał sie orzv

nim tJm barriziPi n w a ł t n w n i e c o donrowariziło d o takich wi
dowisk jak Małpi Proces Scopesa'

żwriowskiPi t r a d v r i i rezerwut r p k n n s e k r a c i e W z n ó r z a Świa

Trzeba zauważyć, że cykl Left Behind, przynajmniej o ile
wiem, nie utożsamia jasno Antychrysta z Mesjaszem oczeki­
wanym przez Żydów - autorzy wierzą raczej, że większość
Żydów będzie jego zwolennikami i tylko „Reszta Izraela" roz­
pozna jego prawdziwą tożsamość i nawróci się na chrześci­
jaństwo - wypełniając tym samym inne proroctwo - o koń­
c o w y m nawróceniu Żydów, zgodnie z odpowiednią interpre­
tacją Rz 11 (choć wers 26 mówi, że „cały Izrael będzie zba­
wiony").
Role wyznaczone Żydom w tej eschatologii nie tylko są
nie do pomyślenia dla samych Żydów, ale także wyrażają
wrogość wobec nich i judaizmu. Nasza kultura posiada praw­
ne i etyczne kategorie dla języka przesyconego nienawiścią,
np. podżeganie czy m o w a nienawiści. Za przyczyną różnych
skomplikowanych czynników, które mają związek z przewa­
żającym obecnie postrzeganiem miejsca, gdzie ulokowana
jest niesprawiedliwość (tzn. w sferach: świeckiej, społecznej
i prawnej), nie posiadamy kategorii dla podżegania do wie­
rzeń Drzeóełnionych nienawiścią - choć sie to wolno i zło­
wieszczo zmienia DO 11 września
2001 Modernistyczni historycy od­
dzielała antysemityzm" - nowocze­
sna oseudonaukowa doktrynę r a s o WPOO i P t n i r z n P n o odróżniania OPW
nPi n m r w l u d z i n d a n t y h r r i a i z m u

rPMnHnpi

dla ' m n r i P r n K ^ r h

MA|JS

KTKP

n P hinra n n
n n H M w L t P n n i l t l dvZ I n n
mJnw «a » n h ' n f c t n L , n k . &lt;=n£"
a

v

Gdzieś po drodze dyspensacjonalistyczni myśliciele prze­
jęli ( p r a w d o p o d o b n i e o d w c z e s n o n o w o c z e s n y c h pisarzy
purytańskich i independenckich) starą historię o Antychry­
ście i zaczęli szukać znaków jego nadejścia. Powstanie Izra­
ela dostarczyło im fundamentalnego argumentu na rzecz
prawdziwości tego scenariusza poprzez stworzenie warun­

|ł.ł'.ł'i RJŁ\"KIM
nym chrześcijaństwie, nierozerwal­
nie. Muszę tutaj przyznać, ze juda­
izm nie jest bez skazy jeśli chodzi o
wrogość w stosunku do innych religii - na przykład tzw bał­
wochwalców, ale rabiniczny judaizm zakłada, ze jeśli istnieję
życie pozagrobowe, wszystkie istoty ludzkie, które nie gwał-

PISMO ANTROP0LOGICZNB

�Andrew Gow

cą p e w n y c h p o d s t a w o w y c h praw
moralnych (siedem praw Noachickich), będą miały w nim równy
udział, bez względu na swoją reli­
gię.
Wziąwszy pod uwagę konflikto­
wą naturę premillenarystycznego
spojrzenia na Żydów, judaizm i Izra­
el oraz intensywne apokaliptyczne
oczekiwania milionów Amerykanów
- a Stany Zjednoczone Ameryki są
miejscem powstania i największego
rozkwitu tej wizji świata - uzasadnio­
nym wydaje się poszukiwanie para­
leli w przeszłości. Moja teza, podzielana tylko przez część
świata akademickiego w dziedzinie studiów religioznawczych
i historii religii, brzmi następująco: klimat intensywnej apo­
kaliptycznej spekulacji i oczekiwania sprzyja tworzeniu się
radykalnie antyjudaistycznych nastrojów, a nawet może po­
wodować gwałtowne antyjudaistyczne - ' a więc antyżydow­
skie, wybuchy społeczne.
Zacznijmy od prawdopodobnie najwcześniejszego przy­
kładu tego rodzaju wydarzeń w zachodniej Europie (za wy­
jątkiem wizygockiej Hiszpanii) - pierwszego, zdaniem Richar­
da Landesa, p o g r o m u w łacińskim kręgu kulturowym. Na
przełomie lat 1009 i 1010 kalif Al-Hakim zdecydował się zislamizować Jerozolimę i kazał zburzyć Bazylikę Grobu Świę­
tego. Raoul Glaber mówi o „jednomyślnej decyzji wszyst­
kich chrześcijan" (co najmniej"w kilku francuskich miastach)
o wypędzeniu Żydów z ich miast i krajów. Landes całą swo­
ją karierę akademicką poświęcił udowadnianiu tezy głoszącei że dekadv Drzed i DO roku 1000 charakteryzowały sie
intensywnymi aD0kaliDtvcznvmi soekulaciami i oczekiwania
mi - doprowadziło go to do stworzenia Center for Millennial
Studies i i n t e r d v s c v D l i n a r n e i dziedziny studiów millpnniinych" To prawda, że wielu francuskich i katolickich badaczy
o d r z u c a te t e z ę Ipśli i p r i n a k z a a k r e n t n i p m y ia iakn mnżli
wnść
a I a n r i e s Ma właśniP n n u h l i k n w a l i ś m v M n m PSPiów
7

8

tak rozpowszechniony, że dowody na religijne, a nawet apo­
kaliptyczne motywacje tej krucjaty były bagatelizowane na­
wet przez poważanych historyków chrześcijaństwa, np. Ber­
narda McGinna. Guibert z Nogent w swojej relacji z Clermont z 1095, gdzie Urban II propagował ideę pierwszej kru­
cjaty, pisze, że papież twierdził, iż chrześcijanie muszą opa­
nować Ziemię Świętą, ponieważ w niej właśnie pojawi się
Antychryst i ich obecność tam jest niezbędna, by mu się prze­
ciwstawić. Jakie może istnieć bardziej eschatologiczne
usprawiedliwienie dla krucjaty? Wiemy przy tym, że pierw­
sza krucjata pochłonęła ogromną liczbę ofiar nie tylko wśród
muzułmanów ale także Zvdów szczeaólnie w niemieckiei
Nadrenii i w samej Jerozolimie.'
10

11

Kiedy Marcin Luter pisał w 1523 r., że to nic dziwnego, iż
Żydzi odmawiają nawrócenia się na chrześcijaństwo (a wie­
rzył on, że nawrócenie to jest niezbędne, aby biblijne pro­
roctwa zostały wypełnione, zaczęły się Dni Ostateczne),
wziąwszy pod uwagę ich traktowanie przez poprzednie po­
kolenia chrześcijan (czyli Kościół rzymskokatolicki i jego klerykalnych reprezentantów) oraz uwzględniając trudności
w dostępie do „czystego słowa Pisma", nie próbował bynaj­
mniej być miły dla Żydów" Twierdziłon że chrześcijanie
byli winni zaniedbania jednej z ich najważniejszych ról w hi­
storii mianowicie aktvwneao Drozelityzmu w stosunku do Żydów Środ­
kiem zaradczym miało być według
Lutra nowe podejście do Żydów d o b r ą wolą i w d u c h u
Fwannplii Wydawał sip nn wiprzvr
7P tn w U a r r z y ahy
1 ^nn lat pnra7 harrl7ipi 7ałri itvnh rp
12

Hi Itńrp w r * ' T I Z K

mimo dwudziestu lat wystawienia na
d z b a n i e prawdziwego i niezafałszowanego Słowa Bożego,
n n n h n r i 7 3 p u r h 7 niprw^7pi k n n f p r p n r i i P M Q ktńrp h\/ła n n
Żydzi wciąż się nie nawrócili. Czuł, ze najwyraźniej ich ser­
^ r m n S w i 1 n m ™w\Jrl\lnrb *PriP
nlZlnnZ^' ca były zbyt twarde, a ich zrozumienie zbyt zmącone przez
rCharrnimpnt^
obstawanie przy „starożytnym prawie , by chrześcijanie mogli
miec nadzieję na jakąkolwiek zmianę. W rezultacie, utrzy­
mywał Żydzi powinni zostać usunięci ze wszystkich chrze­
ścijańskich społeczności a ich książki i dobra powinny byc
skonfiskowane. Jego reakcja nie była bynajmniej wynikiem
jakiejś szczególnej złośliwości. Rozczarowanie Lutra miało
obecny na Ziemi i uz na niej działa. Pogłoska, ze jerozolim­
charakter eschatologiczny. Opierało sie na głębokim prze­
scy Żydzi pomagali Al-Hakimowi, tylko pogorszyła sprawę:
konaniu, że koniec czasu jest blisko i że niemożność nawró­
obsadziło ich to w roli sług A n t y c h n - t
cenia się Żydów zatrzymuje go!
na Z a c h o d z i e w roku 1010 miały
miejsce powszechne pogromy Ży­
dów, a dowody zdają się to potwier­
dzać, to prawdopodobnie wybucha­
ły one w napiętym klimacie escha­
tologicznego oczekiwania i stanowi­
ły rezultat apokaliptycznego strachu
przed rolą Żydów przy końcu cza­
sów.
Przyczyn krucjat, s z c z e g ó l n i e
pierwszej krucjaty z końca XI stule­
cia, w okresie europejskiej historio­
grafii, który można by nazwać chrze­
ścijańskim, powiedzmy do I Wojny
Światowej, upatrywano przede wszystkim w sferze religijnej.
„Odczarowanie świata", które nastąpiło później i które zo­
stało odzwierciedlone w rodzących się naukach społecznych,
zastąpiło miles christi, żołnierza Chrystusa, miles avaritiae,
chciwym młodszym synem szukającym łupu, ziemi i kolo­
nialnych możliwości na Bliskim Wschodzie. Ten pogląd był

10

Ostatecznie jego wezwanie do nawrócenia albo wygna­
nia Żydów przyniosło efekty. Do roku 1557 prawie wszystkie
żydowskie społeczności w Świętym Cesarstwie Rzymskim
zostały zmuszone do opuszczenia centrów miejskich. Ich
członkom pozostało osiedlenie się w miasteczkach i wioskach
albo wyjazd do bardziej przyjaznych miejsc, takich jak Pol­
ska albo, później, Holandia, Brytania i zachodnia półkula.
Co więcej, eschatologiczne rozczarowanie Lutra miało po­
ważne konsekwencje także w dwudziestym wieku, kiedy
nazistowscy propagandziści w Niemczech i w Ameryce wy­
dali powtórnie w tanich pamfletowych wersjach inwektywy
Lutra pod adresem Żydów i judaizmu (Von den Juden und
ihren Lüaen TO Zvdach i ich kłamstwachl 1543} iako cześć
kampanii na rzecz przekonania luterańskich Niemców i nie­
mieckich Amerykanów do nazistowskieao Doaladu na oerfidię Żydów.
Jak wspomniał Jeffrey Sheller w swoim artykule w „U.S.
News and World Report", istnieje szereg postaw możliwych
do przyjęcia przez premillenarystów, jeśli chodzi o właściwą

Numer 10/2005

�ŻYDZI I J U D A I Z M W C H R Z E Ś C I J A Ń S K I C H S C E N A R I U S Z A C H . . .
rolę zarówno dla Żydów, jak i chrześcijan w obliczu Końca
Czasów. Cytuje on nie tylko autorów Left Behind, ale rów­
nież wybitnych liderów grup chrześcijańskich, które są ak­
tywne w sprawie Izraela:
Wielu chrześcijan wierzących w ten
[prezentowany przez Left Behind]
scenariusz, wątpi w skuteczność
bliskowschodnich negocjacji poko­
jowych.
- Tylko tyle można osiągnąć dyplo­
matycznie czy militarnie - mówi
[Rev. James M.] Hutchens z Chrze­
ścijan dla Izraela. - Nie będzie tam
pokoju dopóki nie nadejdzie Me­
sjasz.
S z c z e g ó l n i e n i e p o k o j ą c a jest
rola „przyspiesznika", która zakłada interwencję mającą po­
móc w doprowadzeniu do dni ostatecznych. Luter zalecał,
by uprzykrzyć życie Ż y d o m , tak aby byli zmuszeni nawrócić
się na chrześcijaństwo, jeśli nie można ich skłonić d o tego
za pomocą pokojowych środków. Pewną odmianą tego sa­
mego konceptu wydaje się być, w s p o m n i a n a wcześniej,
pomoc w sfinansowaniu „powrotu" Żydów d o Izraela. Możli­
wym nasteostwem teao oozornie niewinneao proaramu bvtoby dokładnie to, o czym wspomniał Sheller:
- Do jakiego stopnia teologiczny pogląd, który zapowia­
da Armagedon na Bliskim Wschodzie, będzie prowadził
ewangelikalnych chrześcijan do popierania polityki zmie­
rzającej w tym kierunku raczej niż w kierunku stabilności
i pokojowego współistnienia? - pyta Rabbi David Saperstein, dyrektor Religious Action Center of Reform Juda¬
ism. Yoffie z Union of American Hebrew Congrégations
dodaje:
- Ludzie twierdzący, że tam nie może być pokoju, nie są
naprawdę przyjaciółmi Izraela.

rzymskokatolicki wniósł ostatnio ważkie poprawki d o swego
poprzedniego, negatywnego stanowiska w o b e c judaizmu
jako ścieżki d o zbawienia, takie jak chociażby stwierdzenie,
że „Bóg nie łamie swoich obietnic", a d w a największe prote­
stanckie wyznania w Kanadzie i Australii, odpowiednio Uni­
ted Church i Uniting Church, wyrzekły się całej pracy misjo­
narskiej skierowanej na nawrócenie Żydów, jako niepotrzeb­
nej, p o n i e w a ż Żydzi są zbawieni
Drzez nrzvmierze które Bóa zawarł
z A b r a h a m e m . Jest t o j e d n a k ż e
w chrześcijańskim świecie stanowi­
sko wciąż niezbvt DODularne Chrześciiańskie określanie łaaodnei" tak­
t y k konwersvinei iako irenicznei"
niP iPst o c z v w i s r e z a k o r z e n i o n e
w HnświarirzPnhi hvcia oniPktPm

S
S

n T T r Z
i Ł n l P

S

Nakoniec powinienem zająć się
problemem zawartym w tytule niniej­
szego tekstu: tym mianowicie, czy
w tego typu wyobrażeniach na te­
mat roli Żydów przy końcu czasu to
nienawiść, czy też raczej ireniczne
pobudki wchodzą w grę. Właściwie
nienawiść w dyspensacjonalistycznym obozie znaleźć trudno, nawet
jeśli stanowcze odrzucenie judaizmu
jako równoprawnej religii czy drogi
do zbawienia iest powszechne dla
orawie c a ł e a o e w a n a e l i k a l n e a o
spektrum. Jeśli zaś chodzi o irenizm,
to nr7P7 dwa tysiąclecia chrześciiańscy myśliciele i teoloaowie mieli ooczucie że wvciaaaia ku Żydom aałazke oliwna"
w postaci propozycji zbawienia przez nawrócenie Kościół

n
s

n
Z

-Tto™ l l J n m n

r
"
nil"

neg^konfliktów
pomiędS" dw
„Żydzi" byli „wyimaginowanymi istotami, które zostały
skonstruowane przez chrześcijaństwo", jak ujął to Harris
Lenowitz, nie tylko w renesansowej Anglii, ale w całej Euro­
pie i przez całe średniowiecze, nawet kiedy chrześcijanie
mieli bliskie kontakty z prawdziwy­
mi Żydami, jak to wykazałem w mo­
jej książce Trie R e d J e w s . Judaizm
był także dla wielu chrześcijan nie­
wiele więcej niż „ w y i m a g i n o w a n ą
reliaia" skonstruowana Drzez chrze­
ścijaństwo szczeaólnie Drzez odnie­
sienie d o judaizmu nie tylko jako Inneno c z v Gorszpno alp iako Wcześ n i P i s z e o o ale Przestarzałeao a n a
15

16

wet

14

Chciałbym wskazać, że wziąwszy pod uwagę intensyw­
ność apokaliptycznego klimatu panującego w dyspensacjonalistycznych kongregacjach i wśród czytelników Left Behind,
dostrzec można inne, nie tak ambitne, ale równie niepokoją­
ce możliwe reakcje na nieuniknione odwlekanie się realizacji
wyznawanego przez nich scenariusza (nieuniknione przynaj­
mniej dla tych spośród nas, którzy nie dostrzegają ręki Boga
tak aktywnie pracującej w świecie). Co się stanie, jeśli miliony
„pro-izraelskich" (choć „anty-judaistycznych") ewangelikal­
nych fundamentalistów i"nabywców książek z cyklu Left Be­
hind obudzą sie Dewneao Diekneao Doranka i zdecvduia że
Żydzi „powstrzymują" Dni Ostateczne?

T
^

iako niPważnPno

nonieważ

HnhZ^Zta^ł
u

a

tologicznym'spojrzeniuma^ &lt;^* ^r

A ^ ^ ^ ™

w o w e g o z protestanckich reforma o r o w
M P » ^ a
eschatologia cyklu Lett Behind i premii enaryzm ewangeli­
kalnych chrześcijan w Ameryce nie są „tylko rehgijnymi fe­
nomenami, zwłaszcza ze stanowią religijne wyobrażenia na
temat grupy która definiuje się zarówno w religijnych, jak
i etnicznych kategoriach, bez oddzielaniajch starannie jak
to czyni większość ludzi Zachodu. Jesh dyskurs o Żydach
w cyklu Left Behind byłby formułowany w świeckich lub spo­
łecznych terminach, to zmuszałby d o natychmiastowego
działania; i jeśli kiedykolwiek rozleje się on poza raczej sła­
be i arbitralne granice, jakie ustaliliśmy dla tego, co teolo­
giczne, i wkroczy w obręb tego, co świeckie - powiedzmy
w wypadku znaczącego rozczarowania eschatologicznego
- w relacjach pomiędzy konserwatywnymi chrześcijańskimi
stronnikami Izraela i Żydami, którzy dziś w c h o d z ą z nimi
w alianse, mogą zaistnieć poważne problemy.
Przełożył Mariusz Czaja
1

Zob. hasło „Premillenaryzm" autorstwa Roberta K. Whelana, [w:]
The Encyclopedia
of Millennialism and Millennial Movements, red.
R. Landes, New York and London 2000, ss 329-332.
&lt; http://www.leftbehind.com/article.asp7LocJd=1 &amp;item_id=12963 &gt;,
odwiedzona 17 października 2002.
&lt;http://www.leftbehind.com/article.asp?loc_id=1&amp;item_id=12636&gt;,
odwiedzona 17 października 2002.

PISMO ANTROPOLOGICZNE

2

3

�Andrew

4

T. 13, nr 17, 23 wrzesień 2002.

5

proroctw biblijnych w ramach skomplikowanego systemu interpretacyj­

1 2 sierpień 2002, s. 34-35.

6

nego, gdzie zasadniczą rolę odgrywa przeświadczenie, że dzieje zba­
Apocalypti­

wienia dzielą się na pewne etapy czy epoki (dispensations), w których

Age, 1200-1600 (Leiden 1995) i mój artykuł The

obowiązują odmienne, wyznaczone przez Boga reguły, oraz że odmien­

Zob. moją książkę The Red Jews.

cism in an Apocalyptic

Gow

Antisemitism

and

Jewish Antichrist in Medieval and Early Modern Germany, [w:] Medieval

ne są Boskie plany wobec Żydów i nie-Żydów. Według Darby'ego

Encounters

w momencie odrzucenia przez Żydów Mesjasza w osobie Jezusa z Na­

7

2, 3 (1996), s. 249-285.

R. Landes, The Massacres

of 1010: On the Origins of Popular Anti-

zaretu, profetyczny zegar niejako zatrzymał się i ruszy z powrotem do­

Jews

piero wtedy, kiedy nastąpi tak zwane pochwycenie (rapture), czyli „za­

and Judaism in Medieval Christian Thought, red. J. Cohen, Wolfenbüttel

branie żywcem" do Nieba wszystkich prawdziwych chrześcijan przez

Jewish Violence in Western Europe, [w:] From Witness to Witchcraft:

Boga. Po tym, odgrywającym w dyspensacjonalistycznym systemie cen­

1997, s. 79-112.
8

F. Battenberg, Das europäische

Zeitalter der Juden.

klung einer Minderheit in der nichtjüdischen

Zur Entwic­

tralną rolę, wydarzeniu, ma nastąpić siedmioletni okres rządów Anty­

Darmstadt

chrysta na świecie (w trakcie którego nastąpi m in odbudowa Świątyni

Umwelt Europas,

Jerozolimskiej)

1990, s. 6 1 .
9

The Apocalyptic Year 1000. Religious Expectation and Social

Change,

950-1050, współred. z R. Landes i D. Van Meter, New York and Oxford 2003.
10

Antichrist.

Two Thousand

Years of Human Fascination

with Evil,

z wcześniej

zakończony zstąpieniem na Ziemię Chrystusa (wraz

pochwyconymi" chrześcijanami)

co z kolei zapoczątkuje

jego tysiącletnie rządy (millennium) Mimo braku prscyzyjnGQO OKTGŚIGnis

detly

pochwycGnici i QGn6r3ln©Q0 przeświadczenia że obGcny etap

San Francisco 1996 [pol. wydanie: Antychryst. Dwa tysiące lat fascynacji

(dispensation) dziGjów zbawienia — WiGk Kościoła — to okres Wielkiej

człowieka złem, Warszawa 1998].

P

11

Cytowane tutaj z powodu łatwości dostępu z angielskiego tłuma­

czenia relacji Guiberta: The Version of Guibert of Nogent, [w:] The First
Crusade:

The Chronicle of Fulcher of Chartres and Other Source

Mate­

rials, red. E. Peters, Philadelphia 1971, s. 13.
12

Dass unser Herr Jhesus Christus ein gebornerJude

tini Luthers Werke. Kritische Gesamtausgabe,

sey, [w:] D. Mar­

60 tomów, Weimar 1883¬

-1980 [odtąd WA], t. 11.
13

Von den Juden und ihren Lügen, WA 53. Więcej dyskusji na temat

tych kwestii i obszerna literatura naukowa na ten temat w moim artykule
Christian Colonialism: Luther's Exegesis

of Hebrew Scripture,

[w:] Con­

tinuity and Change. The Harvest of Late Medieval and Reformation
ry. Essays

presented

Histo­

h

to Heiko A. Oberman on his 70' birthday, Leiden

2000, s. 229-252.

T

zwolen
nicv dvsoensacionalizmu doszukuia sie znaków ieoorvchteno zakon
r z / n i a w wielu b i f v a r v r h wvriarzeniarh nrzede w k \ m tvrh Twara
nych z Izraelem i Bliskim Wschodem [przyp tłum ]
" Taki przekład występującego w oryginale terminu evangelical

zo­

stał tutaj przyjęty za najnowszą literaturą przedmiotu w języku polskim
(por. np. A. Siemieniewski, Ewangelikalna duchowość

nowego

narodze­

nia a tradycja katolicka, Wrocław 1997, T.J. Zieliński; hasło „ewangelikalizm" w: Religia. Encyklopedia

PWN, red. T. Gadacz, B. Minerski, t. 3,

Warszawa 2001; Z. Pasek, Topika zbawienia w polskich
ewangelikalnego

protestantyzmu,

kancjonałach

Kraków 2004) [przyp. tłum.].

'" Chodzi tutaj o serię esejów teologów i liderów konserwatywnego
protestantyzmu, opublikowanych w latach 1910-1915 w Stanach Zjed­
noczonych i zawierających swoiste credo kształtującego się wtedy fun­

14

Scheller, tamże.

damentalizmu protestanckiego, który właśnie od tego dzieła wziął swo­

15

W swoim wystąpieniu Hebrew Script in Art. A Chapter in the Lord's

ją nazwę [przyp. tłum.].

Name na Sixteenth Century Studies Conference, San Antonio, Texas, 24¬
-27 październik, 2002; i w swojej mającej się ukazać książce o tetragrammatonie w renesansowej Anglii; zob. również jego książkę The
Messiahs:

Jewish

from the Galilee to Crown Heights. Oxford i New York 1998.

16

Tamże.

17

Zob. mój artykuł Christian

IV

John T. Scopes był nauczycielem biologii w stanie Tenesee, który

rozmyślnie naruszył uchwalony przez władze tego stanu zakaz naucza­
nia teorii ewolucji (zdaniem jej przeciwników m.in. wywodzącej pocho­
dzenie człowieka od małpy), co stało się przyczyną wytoczonego mu
w 1925 roku procesu. Proces ten, w którym oskarżycielem był jeden

Colonialism.

z przywódców obozu fundamentalistycznego, trzykrotny kandydat Par­
tii Demokratycznej na prezydenta, William Jennings Bryan, stał się cen­

3D

' Mianem dyspensacjonalizmu lub dyspensacjonalistycznego pre-

trum zainteresowania zarówno konserwatywnych, jak i liberalnych me­

millenaryzmu określa się doktrynę religijną stworzoną przez Johna Nel­

diów i na długie lata określił obraz fundamentalistów w społeczeństwie

sona Darby'ego (1800-1882), opierającą się na dosłownym odczytaniu

amerykańskim [przyp. tłum.].

Numer 10/2005

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9680" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9658">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fe38fecf76cf81ac8d30caa20f5d145.pdf</src>
        <authentication>72fd9545002586d413268e0aaaeb026c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115167">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5617</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115168">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115169">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115170">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5221</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115171">
                <text>Włóczęgostwo jako specyficzna kondycja człowieka/ Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115172">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17)s.25-35</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115173">
                <text>Hajda, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115174">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115175">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115176">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115177">
                <text>Agata

Hajda

Studentka filologii polskiej, absolwentka kulturoznawstwa i doktorantka
literaturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim. Zgodnie z profesją i aspiracjami pracuje
z młodzieżą. W ś r ó d jej inspiracji szczególne miejsce zajmuje historia materialna
i duchowa Indian Amer/ki Północnej, ponadto interesuje się dziejami o b y c z a j ó w
i życia codziennego w Polsce oraz poezją modernistyczną.

Włóczęgostwo
jako specyficzna kondycja człowieka

Droga, p o d r ó ż i wartościowanie
przestrzeni
ieustanny bądź wciąż odnawiany pro­
ces przemieszczania się stanowi nie tyle
charakterystyczny,
co naczelny punkt
c
odniesienia do problemu egzystencji włóczęgów,
wagabundów, „ludzi luźnych". Stąd potrzeba
refleksji nad pojęciami takimi jak „droga" i „po­
dróż", ewokującymi olbrzymią ilość sensów, a tym
samym współtworzącymi, już od stuleci, dyskurs
filozofii, teologii, epistemologii; konstruując figu­
ry semantyczne wykorzystywane z powodzeniem
w sztuce jakrównież na pozaartystycznych płasz­
czyznach porozumiewania się.

I \l

Anna Wieczorkiewicz pisze o drodze w sposób
następujący:

1

A Wieczorkiewicz, Wędrowcy fikcyjnych światów.

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVÑICA

W podstawowym tego słowa rozumieniu „dro­
ga" ma dwa znaczenia. Po pierwsze, może ozna­
czać proces, w wyniku którego pewien podmiot
zmienia miej sce w przestrzeni; po drugie - szlak,
trasę tego przemieszczania się (rzeczywistego
lub potencjalnego) .
1

I nieco dalej:
Szlak wędrówki istnieje ze względu na czło­
wieka, na uczestnika drogi (niekoniecznie rze­
czywistego - także potencjalnego). Kluczowym
elementem antropologicznego sensu „drogi"
jest wzajemne odniesienie do siebie człowieka
i przestrzeni. Wędrowiec jako „uczestnik drogi"
charakteryzuje się pewnego rodzaju aktywnością
-wszak pokonuje przestrzeń. Istniejący w prze-

Pielgrzym, rycerz i włóczęga,

słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1996, s. 12.

�Agata Hajda

26

strzeni szlak zostaje zaktualizowania jednocze­
śnie wprowadzony w kontekst indywidualnego
bytu ludzkiego .
2

włóczęgostwo. Chodzi o przeciwstawienie pere­
grinan (podróży mającej na celu naukę, proces
samodoskonalenia) i vagan (próżne włóczęgo­
stwo) . Podobny podział, jak zauważa badaczka,
funkcjonuje w kulturze europejskiej od dawna,
odnaleźć go można na przykład wśród koncepcji
wypracowanych przez Jana Jakuba Rousseau.
Filozof stwierdza bowiem:
5

Przywołane sensy wyznaczają także ramy dla
sytuacji faktycznego wędrowania. W literackim
opracowaniu kondycji wagabundy owo „pokony­
wanie przestrzeni" czasem zyskiwało nadbudowę
pozwalającą interpretować trudny los outsidera
jako poszukiwanie szansy na lepszą, a przynaj­
mniej ciekawszą egzystencję.
Zwykle droga jawi się jako obszar niezwy­
kłości i potencjalnych niebezpieczeństw. Anna
Zadrożyńska odnotowuje:
Szczególną kategorię przestrzeni stanowiły
drogi. Nie należały do nikogo (...) Zawierały
możliwości groźby dla ludzkiego życia, chociaż
za dnia uważano je za niewiele znaczące. Ich
złowroga potencja uaktywniała się natomiast
nocą (...) Podczas dnia drogi przemierzali róż­
ni ludzie, dobrzy i źli, mogący człowiekowi nie
szkodzić, ale również mogący przynosić mu
nieszczęście .

Podróżować dla samej podróży - to słaniać się
bez celu, uprawiać włóczęgę! Podróżować, aby
się uczyć, to także coś niejasnego: nauka bez
określonego celu i przedmiotu jest niczym .
6

Ta radykalna ocena stanowiła konsekwencję
sądu o podróżach, które Rousseau zgodnie z ów­
czesnymi koncepcjami pedagogicznymi, trakto­
wał jak ważny czynnik kształtujący człowieka:
Podróże wpływają na dalszy rozwój wrodzo­
nych skłonności i ostatecznie czynią człowieka
dobrym lub złym. Wracając z dalekiego świata,
człowiek jest tym, czym będzie całe życie. A że
wraca częściej zły niż dobry, to już nie wina po­
dróży, tylko skutek tego, że więcej wyrusza ludzi
ze złymi skłonnościami niż z dobrymi .

3

Nieco inaczej jest z pojęciem podróży, czyn­
ności obdarzonej również wielością odmiennych
sensów . Nie jest ona raczej łączona znaczenio­
wo z włóczęgostwem, częstokroć nawet bywa
mu w zdecydowany sposób przeciwstawiana.
W jednej ze swych książek Wieczorkiewicz przy­
pomina o historycznym definiowaniu podróży
jako zjawiska o zupełnie innych konotacjach niż
4

2

3

Współczesny socjolog, Krzysztof Podemski
także wskazuje różnice między włóczęgami
i podróżnikami:
Włóczędzy nie mają bowiem domu lub, jak kto
woli, ich domem jest droga. Z faktu, że są per-

Ibid.

Naukowe UAM, Poznań 2005, s. 11). Wyczerpującej

A. Zadrożyńska, Homofaber, homo ludens, PWN,

wykładni symbolicznej podróży dostarcza J. Tresidder

Warszawa 1983, s. 78.
4

7

{idem, SłownĄ

Odwołując się do wariantów metafory, Krzysztof

symboli, tłum. B. Stokłosa, RM, Warszawa

2001, s. 168).

Podemski wymienia podróż jako odzwierciedlenie

5

ludzkiego losu; niecodziennych doświadczeń; zmiany

świata

świadomości pod wpływem środków halucynogennych

6

oraz efekt „marzeń na jawie", czyli podróży mentalnej

F. Wnorowski, Ossolineum, Wrocław 1955, s. 365.

(K. Podemski, Socjologia podróży,

7

Wydawnictwo

A. Wieczorkiewicz, Apetyt turysty: o
w podróży,

doświadczaniu

Universitas, Kraków 2008, s. 98.

J.J. Rousseau, Emil czyli o wychowaniu, t. I I , tłum.
Ibid.

BARBARZVÑCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Włóczęgostwo jako specyficzna kondycja człowieka
manentnie w ruchu, wynikaj ą przy tym rozmaite
ważne konsekwencje, na przykład w wypadku
włóczęgów czas podróży nie jest przeciwstawio­
ny czasowi rutynowemu, nie mają oni swojskie­
go środowiska, chyba że jest nim świat zajazdów,
hoteli, dworców i innych wagabundów. Włóczę­
ga nie jest obcy tam, jest obcy wszędzie. Nie jest
obcy czasowo, jest obcy trwale .
8

Pozycja włóczęgi zostaje dobrze wyodrębnio­
na w następującym wykresie:
Dobrowolne opuszczenie „domu"
(„swojego" miejsca)

Znalezienie innego
„domu"

27

Można oczywiście kwestionować opinię, że
oznaczenie punktu wyjścia, a więc opuszcze­
nia miejsca dotychczasowego pobytu, w każdym
przypadku określamy jako dobrowolne (podob­
nie zresztą jak migrację), jednakże interesujące
jest tu przede wszystkim samo mocne wydziele­
nie zjawiska. Włóczęgostwo i podróżowanie są
paralelnymi wariantami, które rozpoczyna sytu­
acja „wyjścia", ponadto zaś włóczęga pod pcwnymi względami bliższa jest migracji. Podróż
zakłada możliwość bądź konieczność powrotu do
początku drogi, dwa kolejne przypadki mają zna­
leźć zwieńczenie w wyborze noweeo własneeo"
mieisca Mimo stwierdzanych iuż różnic miedzy
włóczęgostwem a podróżą obydwa te warianty
bycia w drodze" mogą ulegać nawet daleko idą
cym upodobnieniom względem siebie
9

Stwierdzenie, że wszelka wędrówka realizo­
wana jest w czasie i przestrzeni to oczywiście
truizm, ale głębsza refleksja nad ową przestrze­
nią, zwłaszcza różnymi jej rodzajami, może być
owocna. Warto zastanowić się, czy wśród wyod­
rębnionych przez badaczy rodzajów przestrzeni
istnieją te szczególnie predysponowane do łącze­
nia ich z włóczęgostwem.
W zachodnim świecie przestrzeń jawi się jako
symbol wolności, lecz także i zagrożenie. Jeśli
sacrum zdefiniujemy jako to, co transgresywne,
ambiwalentne, a nie tylko dobre, jeśli do sfery
sacrum zaliczymy istoty diabelskie, niebezpiecz­
ne, zdolne omamić i zniszczyć człowieka, doj­
dziemy do wniosku, że wagabundzi (podobnie
jak chorzy, starcy i dzieci) postrzegani musieli być
jako istoty szczególne.
10

inne formy
podróży
formuła „otwarta",
jedynie zakup
jednostkowych
usług: noclegu,
transportu

włóczęga
nowym domem
„droga"

turystyka
w wąskim
rozumieniu
formuła „zamknięta",
podróż „kupiona",
wycieczka.całościowy
standardowy pakiet
usług

migracja
nowy „dom"
w „obcym"
miejscu

Nieco inaczej rysuje się problem opozycji
centrum - peryferia. Peryferia potocznie uzna-

8

K. Podemski, op. cit., s. 8.

Słodczyk, Florian Znaniecki, Yi-Fu Tuan. (J. Słodczyk,

9

W przypadku włóczęgostwa ma to być jednak „droga",

Percepcja przestrzeni w badaniach geograficznych, [w:]

zatem nie ma j u ż mowy o faktycznym „zakotwiczeniu"

Wędrować,

w przestrzeni.

w dyskursach kultury, P. Kowalski [red.], Wydawnictwo

10

Zagadnienia i podziały przestrzeni stały się tematem

rozważań wielu badaczy, temat podjęli m. in. Janusz

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVÑICA

pielgrzymować,

być turystą.

Podróż

Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2003; F. Znaniecki,
Socjologiczne podstawy ekologii ludzkiej, Poznań 1938, z . l ,

�Agata Hajda

28

wane są za obszar mniej ważny, częstokroć wy­
ludniony, uboższy, czasem niebezpieczny. Takie
miejsce oddane zostaje w nieformalne posiadanie
ludziom „luźnym", albo raczej: jest to ten frag­
ment przestrzeni, który najlepiej definiuje ich
status. Kiedy wykraczają oni poza „swój" teren,
by zbliżyć się do „centrum", dochodzi do nie­
uniknionej konfrontacji i to na wielu poziomach.
Potrzeba stworzenia i pielęgnowania własnego
centrum była wszak przez wieki gwarantem bez­
pieczeństwa i tożsamości dla różnorakich grup.
Warto pamiętać, że przestrzenią marginesu każda
społeczność moda nazywać to co znajdowało
sie poza jej eranicami albo tez to co mieściło
miedzy" tym co oswojone a tym co ostatecznie
obce, „zaświatowe". Ten sam obszar, w zależno¬
ści od osób które eo definiowały bvwał określany
iako centrum badź peryferia To dnirie noiecie
miało status swoistei ambiwalencii wiec w nrak
tyce nosiadało zazwwzai wydźwięk neLatvwnv

co zmieniło sie w dobie J v dom na neryferiach
miasta zaczai nrzywndźfć na mvśl nnralninne

sielskie ustronie.
Inne ujęcie przestrzeni w odmiennym dys­
kursie naukowym przynosi podział, którego do­
konał Humphry Osmond . Wyróżnił on obszary
odspołecznione i dospołecznione. Te pierwsze
skłaniają ludzi do utrzymywania dystansu wzglę­
dem siebie, te drugie sprawiają, że trzymają się
oni razem. Gościniec, który przemierzali „luź­
ni", cechowała dwoistość . Jako przestrzeń przy¬
padkowych spotkań i kontaktów funkcjonował
on jako przestrzeń dospołeczniona. Z drugiej
jednak strony strach i nieufność były w stanie
skutecznie paraliżować próby kontaktu. Można
założyć że próby dospołeczniania zachodziły
łatwiej wewnątrz środowiska wagabundów niż
12

13

[w:] D . Niczyporuk Czas i przestrzeń
mieszkańców

w

światopoglądzie

wsi, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2002;

Yi-Fu Tuan, Ciało, relacje międzyludzkie

i

wartości

przestrzenne, [w:] Antropologia kultury. Zagadnienia
i wybór

tekstów,

G. Godlewski, A. Mencwel [red.],

między człowiekiem gościńca a podróżnym, który
wyruszył w drogę celem załatwienia konkretnych
interesów. Temu drugiemu pierwszy j awił się j ako
potencjalne zagrożenie, zaburzał oswojoną prze­
strzeń, bo wprowadzał do niej chaos. Dla siebie
samego włóczęga był tym, który wchodzi na ob­
szary nieoswojone, aby na własnej skórze przeko­
nać się, czy uda mu się pomyślnie je oswoić.

Wagabunda sprzed w i e k ó w
Rozpatrując działanie kulturowe, jakim jest
włóczęgostwo, warto w sposób bardziej szcze­
gółowy podjąć wątki, które ogniskują się wokół
niegdysiejszych wędrowców, ich sposobu życia,
problemów i niedogodności dnia codzienne­
go, a także motywacji względem ewentualnych
zmian swojego statusu. Kategoria wędrowców
jest bardzo szeroka i , jak postaram się pokazać,
należą do niej nie tylko osoby włóczące się bez
celu. Nie mniej cechy przypisywane ludziom
gościńca często były wspólne wszystkim tym gru­
pom. Chciałabym przywołać źródła historyczne,
zaznaczając równocześnie że ilość materiałów
do których sie odniosę ma wyłącznie charakter
podadowy. Mym celem me jest chronologiczne
odtworzenie wydarzeń minionych stuleci lecz
raczei nakreślenie płaszczyzny badawczei 'która
pozwoli na wyodrębnienie obiegowych opinii na
temat wędrowców i włóczerów oraz wervfikacia
niektórych spośród tych tez
Kiedy siedemnastowieczny historyk francuski,
Henri Sauvai, zgodnie z ówczesnymi wyobraże­
niami społecznymi, charakteryzował specyfikę
włóczęgowskiego żywota, za symptomatyczne
uznał:

Wydawnictwo UW, Warszawa 2001).
12

E.T. Hall, Ukryty wymiar, [w:] Antropologia kultury...,

s. 167.
13

O ontologicznej dwoistości drogi w kulturze magicznej

zob. E Kowalski, hasło „droga",

[w:] idem, Leksykon znaki

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Włóczęgostwo jako specyficzna kondycja człowieka
- próżniactwo;
-braktroski o przyszłość;
- rozpustę;
- niewiarę w Boga .
Zapoznając się z tekstami źródłowymi do­
tyczącymi wagabundów oraz ich naukowymi
analizami, z łatwością można zauważyć, że wy­
mienione powyżej cechy pojawiają się w nich
niezwykle często. Aby uporządkować te opinie,
a zarazem pokusić się o potwierdzenie bądź
zanegowanie ich, dokonam zestawienia charak­
terystyki Sauvala z informacjami, które kryją się
w źródłach historycznych.
Przez pojęcie próżniactwa rozumiano dez­
aprobatę wobec etosu pracy, niechęć do podjęcia
wysiłku i pragnienie łatwego życia, najczęściej
cudzym kosztem. Takie próżnowanie kłopotli­
wej mniejszości mogło okazać się zgubne, g d y ż
pozbawiony pracy człowiek miał możliwość
spędzania swojego czasu na dwuznacznych
moralnie rozrywkach. Mógł też wejść w kon­
flikt z prawem, co z a ś było r ó w n o z n a c z n e
ze wzrostem zagrożenia napadami i rabun­
kami dokonywanymi na okolicznej ludności.
Stad wciąż pobrzmiewaiace nawoływanie aby
dyscyplinować zdrowych bezrobotnych którzy
nie kwapią się do podjęcia zatrudnienia i za¬
miast teeo wybieraia na przykład żebractwo
badź występu a przeciw prawu - w takich sy
maciach ucieczka przed wymiarem sprawie
dliwośri stawała sie przyczyna do rozpoczęcia
włóczeni- ponadto należy z a u w a ż y ć ze fakt
s t a ł e ™ p r z e m i e s z c z a n i a sie złoczyńcy „trud
niał H ofiarom nróhy wyrównania rachnn
ków Zapewne zdarzah się włóczędzy którzy
14

29

usiłowali utrzymać się z oszustw i wyłudzeń,
niemniej był szereg osób, które zajmowały się
dorywczymi pracami.
Analizując życie „luźnych" osiemnastowiecz­
nego Krakowa, Mirosław Francie stwierdza:

15

_

swiata. Omen -przesąd

- znaczenie, P W N , Wrocław -

Warszawa 1998.
14

Podstawą utrzymania luźnych była często zmien­
na praca naj emna lub wyrobek. W czasie zmiany
pracy następowały nierzadko dłuższe lub krótsze
okresy, w trakcie których osobnik szukał wspar­
cia lub żył z oszczędności .
16

Dokonując przeglądu typów zatrudnień, które
podejmowali „luźni", autor zauważa:
Bliższe spojrzenie na rodzaje zatrudnień, jakich
imali się ludzie luźni w gospodarstwach szla­
checkich, wskazuje, że starali się oni omijać pra­
cę na folwarku zdecydowanie preferując służbę
domową (...) z drugiej strony można sądzić, że
nie zawsze dwór był zainteresowany w zatrud­
nianiu luźnych jako parobków .
17

Następnie dodaje, że nielicznym dane było
pracować u duchownych, w klasztorach oraz
dla plebanów, natomiast zatrudnienie przez
mieszczan równało się najczęściej z wejściem
w poczet służby domowej, rzadziej m o ż n a
było zostać pracownikiem pomocniczym. Jan
Kracik i Michał Rożek, pisząc o tym, czym cza¬
S O W O trudnili się ludzie wędrowni, wspominają
o wykonywaniu w obrębie gospodarstwa takich
czynności, jak rąbanie drewna, pomoc przy sia­
nokosach, żniwach, czy służba domowa. M o ż ­
na było także trudnić się zajęciami realizowa-

15

Mam na myśli głównie opinie forsowane przez

prawodawców i orędowników restrykcyjnie pojmowanej

Na dorobek Sauvala powołuje się w swoich

moralności.

rozważaniach Bronisław Geremek (B. Geremek, Świat

16

„opery żebraczej":

Krakowie, PWN, Wrocław 1967, s. 10.

obraz włóczęgów

w literaturach europejskich XV-XVII

i

nędzarzy
wieku, PIW,

Warszawa 1989).

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

17

M . Francie, Ludzie luźni w osiemnastowiecznym
Ibid., s. 97.

�Agata Hajda

30

nymi na większych przestrzeniach, na przykład
pędzeniem bydła .
Odmienny model pracy niosła z sobą próba
rozpoczęcia własnej działalności, a co za tym
idzie uniezależnienia się od osób bądź instytu­
cji, które miały ochotę czy obowiązek zatrudnić
włóczęgę. Mógł on spróbować swojego szczęścia
między innymi w handlu, kramarzeniu, wyrobnictwie czy rzemiośle . Dodatnią stroną takiego
zatrudnienia była możliwość zarobkowania pod¬
czas ciągłej wędrówki, czasem stanowiło to na¬
wet główny jego atut, gdyż jednokrotny kontakt
przybyszów z daną społecznością bardzo utrud­
niał schwytanie nieuczciwych usługodawców,
zaś w przypadku wędrownych kuglarzy, muzy¬
kantów czv niedźwiedników przemieszczanie sie
było lekarstwem na zmienne eusta publiczności
która szybko nudziła sie dotychczasowym coka'
zem i żądała zaprezentowania czegoś nowego.
Tradvcia wędrownych komediantów żaków kan
torów i śpiewaków kościelnych sie średniówie
cza tworzy i propaeuie staropolska humorvstvke
ludową .
18

19

ra

20

O takich właśnie „sowizdrzałach" pisał
we wstępie do Antologii literatury sowizdrzalskiej
XVI i XVII wieku Stanisław Grzeszczuk:
Łączył ich negatywny stosunek do świata feudal­
nego, jego obyczajów i przywilejów, jego moral­
ności i praw, a także brak perspektyw na zmianę
sytuacji życiowej i społecznej w dobie narastają­
cego kryzysu Rzeczypospolitej .
21

18

J. Kracik, M . Rożek, Hultaje, złoczyńcy,

wszetecznice

w dawnym Krakowie: o marginesie społecznym

XVI-XVIII

w., Wydawnictwo Literackie, Kraków 1986, s. 79.

Stąd stale akcentowana konieczność wędrów­
ki w poszukiwaniu pracy, która mogła zapewnić
wystarczające warunki do życia .
Wielu różnorodnych przykładów profesji wę­
drowców dostarczają Ludzie
gościńca.
W Dziejach obyczajów
w dawnej Polsce Jan
Stanisław Bystroń wspomina o wędrownych han­
dlarzach zwanych Szkotami, ponadto pojawiają
się również Słowacy, określani mianem Węgrów.
Nie byli to włóczędzy, ale życie w drodze było ich
cechą wspólną. Podobnie było w przypadku nie­
których druciarzy i garncarzy . Kultura ludowa
przydaje do tego szeregu także wędrownych piel­
grzymów, sędziwych żołnierzy, flisaków i sprze¬
dawców dewocjonaliów . Można było natknąć
się także na grajków, którzy nie stronili od mniej
lub bardziej drobnych oszustw mających pomóc
i m w p o m n a ż a n i u zysków. Pojawia się rów­
nież cała plejada postaci z oruntu nieuczciwvcii
takich iak fałszywi pątnicy złodzieie rzekomi
wywłaszczeni książęta, czy nawet handlarze
ludźmi
Przez dłuei czas sporym prestiżem
cieszyli sie znachorzy którzy naicześciei wedro
wali PO wsiach lecząc wed W zasad medycyny
ludowej . J e ś h z a ś chodzi o usługi, jakie ofero¬
22

23

24

25

26

wali swoim klientom Pvcranie należy wymienić
nrzede wszystkim wróżenie które n L r L w a ł n
domena k l i e t iednakze mnzna hvłn iak za

znaczą mranowski, liczyć tez na pomoc przy
naprawie drobnego sprzętu « ° g ° ;
^ s
ł r a z e r wspomina ponadto o handlu końmi, obrobce metali, znachorstwie, a także muzykowao m

23

J.S. Bystroń, Dzieje obyczajów

XVI-XVIII,
24

w dawnej Polsce, wiek

1.1, PIW, Warszawa 1994, s. 273.

Idem, Kultura ludowa, Trzaska, Evert i Michalski,

19

M . Francie, op. cit., s. 103-104.

Warszawa 1947, s. 108, 115, 118, 120.

20

St. Grzeszczuk (red.), Antologia literatury

25

sowizdrzalskiej XVI i XVII
1985, s. V I I .

wieku, Ossolineum, Wrocław

w e

B. Baranowski, Ludzie gościńca

w XVII-XVIII

w.,

Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1986.
2 6

Z. Libera, Znachor w tradycjach ludowych i popularnych

21

Ibid., s. V I I I .

XIX-XX

22

Ibid., s. X I .

Wrocław 2003.

wieku, Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum,

BARBARZYŃCA

3 - 1 (1 3 - 1 1) 3 0 0 9

�Włóczęgostwo jako specyficzna kondycja człowieka
niu. Innymi sposobami pozyskiwania dóbr były
żebractwo i złodziejstwo .
Stosunek ludności osiadłej do wędrownych
usługodawców był z pewnością ambiwalentny z jednej strony oferowane produkty czy działania
okazywały się potrzebne, z drugiej pozostawała
nieufność względem zamiarów nieznajomych
oraz faktycznej jakości oferowanych przedmio­
tów i usług. Obawy takie często były uzasadnione,
często widoczna była jawna antypatia do przyby­
szów. Wystarczy wspomnieć, datowaną od śre­
dniowiecza, niechęć do wędrownych trup teatral­
nych żonglerów śpiewaków i m u z y k ó w choć
równocześnie potrafiono docenić ich rolę w róż­
nego rodzaju tajnych misiach byli wszak obyci
zręczni a nierzadko także nieźle•wykształceni *'
Z bieeiem czasu sytuacia meosiadłych artystów
poprawiła sie w dobie panowania Elzb ety I
do niedawna wyieci spod prawa aktorzy zyskali
uznanie szacunek i bardzo dobre zarobki".

dzień jak zwierzęta, wędrując z kraju do kraju;
powracają co kilka lat w te same strony, dzieląc
się jednak na mniejsze grupy, tak by ci sami lu­
dzie nigdy nie powrócili do miejsca, w którym
byli wcześniej .

27

2

29

Inną grupą, dla której charakterystyczne było
przemieszczanie się, byli Cyganie. Często zarzu­
cano im niechęć do pracy, czego potwierdzenie
odnaleźć można w analizie relacji złożonej przez
kronikarza Alberta Krantza. Jak opisuje Angus
Fraser:
Krantzius podkreśla u Cyganów ciemną barwę
skóry i dziwaczne stroje. Nazywa ich utrapie­
niem chłopów i pomstuje na złodziejstwo, które
uważa za zajęcie kobiet. Mówią oni wieloma
językami, lecz nie mają prawdziwej ojczyzny,
ponieważ urodzili się podczas wędrówki; histo­
ria o pokucie jest zmyślona i w rzeczywistości
nie praktykują oni żadnej religii. Żyją z dnia na

2 7

A. Fraser, Dzieje Cyganów,

tłum. E. Klekot, PIW,

Warszawa 2001, s. 106.
28

M . Berthold, Historia teatru, tłum. D . Żmij-Zielińska,

Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1980, s. 239.
2 9

Można przyjąć, że z większą niechęcią spotykały

się aktorki, które utożsamiano z kobietami lekkich
obyczajów; pokłosie takich poglądów dotyka nawet aktorki

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

31

31

Reasumując, trudno byłoby upierać się przy
twierdzeniu, jakoby wzmiankowane „próżniac­
two" było stałą cechą ludzi gościńca. Chęć prze­
życia wymuszała na włóczęgach podejmowa­
nie chociażby okresowej aktywności, a zerwanie
z dotychczas uprawianą profesją bywało częściej
wynikiem zaznania w niej niesprawiedliwego
traktowania niż manifestacją własnej niezależno­
ści. Dla innych wędrowców
i bycie w drodze
były od siebie wręcz zależne.
Sądy oceniające „ludzi luźnych" jako niechęt­
nych pracy mogły umacniać się podczas przygod­
nej obserwacji wagabundów, którzy chętnie prze­
bywali w karczmach i w przydrożnych zajazdach.
Przybytki te cechowała raczej zła sława:
W dużych miastach cechy posiadały specjalne
gospody dla pochodzących z innych miejscowo­
ści rzemieślników i przybywających na naukę
czeladników. Karczmy i zajazdy miały specyficz­
ny koloryt i często cieszyły się złą opinią. Odwie­
dzali je liczni tzw. ludzie gościńca: przestępcy,
włóczędzy i prostytutki .
32

Pobyt w karczmie sprzyjał n a w i ą z y w a n i u
krótkotrwałych stosunków między włóczęgami,
na skutek wdawania się z przygodnymi towa­
rzyszami w konwersację. Niewykluczone, że,
połączeni chęcią zysku zdobytego w ewentualnej

fdmowe u początku X X wieku.
30

Ibid., s. 314.

31

A. Fraser, op. cit., s. 105.

32

M . Ferenc, Czasy nowożytne,

[w:] A. Chwalba

(red.), Obyczaje w Polsce. Od średniowiecza
współczesnych,

do

P W N , Warszawa 2005, s. 127.

czasów

�Agata Hajda

32

pracy lub drogą rabunku, wchodzili ze sobą w
komitywę. Zazwyczaj nie trwała ona długo. Spo­
ra doza nieufności, także wobec podobnego sobie
człowieka, utrudniała pogłębienie kontaktów
z nowo poznanym i ograniczała je do wspólnych
działań w celu osiągnięcia wymiernej korzyści.
Kolejnym aspektem do przeanalizowania jest
brak troski o przyszłość, czyli kwestia lekko­
myślności, którą często zarzucano „luźnym".
Przejawiać się ona miała w hołdowaniu zasadzie
życia chwilą, odrzucenia obawy o jutro, unika­
nia odpowiedzialności zarówno za siebie, jak i
za innych. Na taki sposób postrzegania włóczę­
gów wpływał przede wszystkim ich wędrowny
tryb życia, proces przemieszczania się można
rozumieć jako ucieczkę od zobowiązań i czasem
tak właśnie było. Różnie motywowana była tak­
że wspomniana j u ż kwestia porzucania
przez waeabundów Czasem podejmowane przez
włóczece zaiecie miało wybitnie krótkotrwały
sezonowy charakter zatem po ieeo zakończe­
niu zwykła koleia rzeczy było wyruszenie w dal
sza drole Inaczei w y j a d a ł a kwestia meuczci
wvch pracodawców od których nowo zatrudniony
decydował sie ucięć- bywały tez oczywiście svti,
arie odwrotne kiedy to zatnidniaiacy nadał ofiara
złodzieia włóczeni a ten nasiennie salwował sie

ucieczka PnmiiaTać wałe.ałace l handy nrvesten
cze Wrort z ™ L v c h w z l d ó t d z i a l e w Z
T

^

Z

^

Z

^

^

Z

^

Z

n

^

T

Z

T

^

i

madzie, wędrowcy bardzo często przemierza i
drogi i gościńce w pojedynkę bądz
decydowali
się na jednego towarzysza czy towarzyszkę. Wagabunda nie tylko rzadko rozpoczynał nowe życie
rodzinne, lecz i kończył, przynajmniej tizycznie,
z dotychczasowym, podejmując decyzję o opuszczemu swoich stron i życiu w drodze:

osobnikiem. W wyniku tego najczęściej jego
sytuacja życiowa i zawodowa była inna od po­
łożenia rodziców zarówno w sensie statusu spo­
łecznego, rodzaju wykonywanej pracy (...), jej
trwałości oraz faktu posiadania lub nie stałego
miejsca zamieszkania .
33

Kiedy ktoś j u ż raz rozpoczął wędrówkę, pod­
czas której, mimo niedogodności, jakoś zapewniał
sobie utrzymanie, trudno mu było całkowicie po­
rzucić ten tryb egzystencji. Stąd też:
Koleje życia i pracy poszczególnych osobników
cechowała duża ruchliwość społeczna. Przybie­
rała ona postać bądź ruchliwości przestrzennej
przy wykonywaniu zaj ęć podobnych, bądź zmia­
ny wykonywanych zajęć, bądź też i jednego,
i drugiego .
34

Wśród niegdysiejszych wędrowców dawnej
Polski Bystroń wymienia przede wszystkim dziada-żebraka, człowieka nie zawsze starego i nieko­
niecznie skrajnie ubogiego. Bywało, iż taki ktoś
wzbudzał wśród ludzi, do których zawitał, szacu­
nek i ciekawość. Był przybyszem, wiedział więcej
od innych i warto było go posłuchać. Ponadto na
drogach pojawiali się wykolejeńcy, gospodarze,
którzy oddali majątki dzieciom i wyruszyli na tu­
łaczkę, a także bigoci, mistycy, niezrównoważeni
marzyciele, psychopaci oraz kalecy .
35

Obok takich wędrowców zdarzali się tak­
że wyspecjalizowani, o czym badacz informuje
w dalszej części swojego wywodu:
Bywali też, zwłaszcza na ziemiach wschodnich,
zawodowi wędrowcy, tworzący zresztą korpora­
cję, cieszącą się znacznym uznaniem, do której
dostęp otwierało jedynie pochodzenie z dzia­
dowskiej, lirniczej rodziny .

Nastąpiło rozluźnienie lub zerwanie więzi po­
między gospodarstwem rodzinnym a danym

36

M . Francie, op. cit., s. 10.

3 5

J.S. Bystroń, Dzieje obyczajów.

Ibid.

36

Ibid., s. 271.

BARBARZYŃCA

..,op. cit., s. 270-271.

3 - 3 (1 3 - 1 1) 3 0 0 9

�Włóczęgostwo jako specyficzna kondycja człowieka
Wśród tego zróżnicowanego tłumu nie bra­
kowało ludzi wykształconych, czasem przebie­
głych. Uzdolniony artystycznie dziad często
łączył w swojej osobie kilka profesji, mógł być
lekarzem i czarownikiem, a nawet pośrednikiem
czy agentem wywiadu .
0 długiej tradycji wędrówek sezonowych na
ziemiach polskich, a zatem o ludziach uprawia­
jących swego rodzaju „półwłóczęgostwo" wspo­
minał z kolei Grodziski:

Na temat „koczowniczych Cyganów" wypo­
wiedział się również Bystroń:
Jest to lud, którego kolebką są Indie Przedgangesowe i który do dziś dnia mówi językiem nale­
żącym do grupy indyjskiej; zjawia się on na zie­
miach polskich począwszy do XV wieku, ciągnąc
od Bałkanów szlakiem kolonizacji wołoskiej.
Element tradycyjny, uporczywie wędrowny, nie
podlegający asymilacji, prowadzi do dziś dnia
bardzo pierwotny tryb życia, zapewne niewiele
odbiegający od życia ich przodków przed kilku
wiekami .

37

Jedną z zasadniczych cech charakterystycznych
dla trybu życia ludzi luźnych w Polsce były
wędrówki sezonowe. Było to zjawisko masowe
1 stosunkowo wczesne, gdyż zanim stało się ono
przedmiotem zainteresowania polskiego usta­
wodawcy, notowały je źródła krzyżackie z pierw­
szej połowy XV wieku .
38

Odmiennego rodzaju była tułaczka niegdy­
siejszych społeczności romskich, o których ba­
dacz pisze, iż stanowili oni wyłącznie wędrowną
kategorię ludności. Fakt tej ustawicznej włóczęgi
ludność osiadła usiłowała tłumaczyć sobie na róż­
ne sposoby, na przykład poprzez legendy:
Naród ten [Cyganie - przyp. A.H.] musi usta­
wicznie wędrować, gdyż jest to pokuta za grze­
chy popełnione przez ich przodków. Niekiedy
powody te ujmowano dość fantastycznie, a więc
np. jako karę za ograbienie prarodzica Adama,
zdarcie szmat, którymi Chrystus był okryty na
krzyżu. Według innej wersji wędrować mieli
przez pewną określoną liczbę lat z polecenia pa­
pieża, miała to być pokuta za bliżej nieokreślone
przewinienia itp.

40

Należy oczywiście pamiętać, że już w drugiej
połowie X X wieku w niektórych państwach Eu­
ropy wędrowny tryb życia Romów zaczął gwał­
townie zamierać, obecnie w Polsce bardzo trud­
no jest zatem mówić o ich „pierwotnym trybie
życia", choć oczywiście wiele elementów własnej
tradycji jest przez cygańską społeczność wciąż
kultywowanych, a stosunki rodzinno-towarzyskie
obejmują przeważnie hermetyczny krąg oddzia­
ływań. Na podstawie wszystkich przytoczonych
faktów można sądzić, że niestabilna forma życia
wymuszała egzystencje która traktowana była jak
„wieczna teraźniejszość".
Dowodem na to, iż także od tej reguły bywały
wyjątki, jest, obok wspomnianej wyżej korpora­
cji wędrowców, przykład Rusi, gdzie opłacalny
zawód dziada-obieżyświata uzyskiwany był po
odbyciu przeszkolenia:
Na Rusi, gdzie organizacja dziadowska była
bardzo silna i gdzie socjalne stanowisko lirnika
czy kobziarza było jeszcze bardziej ugruntowa­
ne, istniały szkoły dla adeptów tego intratnego

39

37

Ibid., s. 272.

3 8

S. Grodziski, Ludzie luźni. Studium z historii

3 9

państwa

i prawa polskiego, nakł. Uniwersytetu lagiellońskiego,
Kraków 1961, s. 52.

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

33

B. Baranowski, op. cit., s. 231.

4 0

J.S. Bystroń, Dzieje obyczajów.

41

Ibid., s. 272.

..,op. cit., s. 94.

�Agata Hajda

34

zawodu; młody kandydat przechodził kilkuletni
termin u lirnika, któremu posługiwał i pomagał,
ucząc się przy sposobności rozmaitych wiado­
mości z drzewa dobrego i złego, aby następnie
zostać formalnie wyzwolonym i mieć prawo sa­
modzielnej praktyki .
41

Problem przypisywanej ludziom „luźnym"
rozwiązłości seksualnej można rozpatrywać na
kilku płaszczyznach. Ważnym aspektem tego zja­
wiska była z pewnością prostytucja, którą trudniło
się wiele wędrownych kobiet. Nie należy zapomi­
nać, że pośród włóczęgów, abstrahując od miejsca
i czasu, w których przyszło im żyć, kobiety stano­
wiły jednak mniejszość.
W wypadku wielu kobiet nagłe zerwanie związ­
ków ze środowiskiem przybierające postać gwał­
townych ucieczek spowodowane było przez
uwiedzenie i zajście w ciążę. Obawa przed po­
tępieniem społecznym stawała się wówczas sil­
niej sza niż nieuświadomione niebezpieczeństwo
życiowego szlaku człowieka luźnego. Do liczby
tych dołączyły się niewiasty porzucone przez
mężów, snujące w swych zeznaniach niewesołe
opowieści należące do dziejów obyczajowości
lub żołnierki wędrujące razem z regimentami
swych mężów .
42

Kiedy samotna kobieta decydowała się na roz­
poczęcie wędrówki, często była skazana na han­
dlowanie własnym ciałem, najczęściej trudniła
się także żebractwem . J.S. Bystroń wspomina
o „babach wędrownych", które oferowały usługi
magiczne oraz mogły pełnić funkcję położnych .
Kobiety, które nie łączyły wędrownego życia

z prostytucją, jak działo się chociażby w przy­
padku wspomnianych członkiń trup teatralnych,
mimo wszystko były postrzegane jako niewiasty
lekkich obyczajów i bardzo często spotykały się
z potępieniem.
Kolejny przykład rozpatrywanej „rozwią­
złości" stanowiły dla niegdysiejszej opinii
związki partnerskie, w jakich często żyli włó­
czędzy:
Surowe przepisy o moralności obce były ludziom
luźnym. W środowisku ludzi wciąż zmieniają­
cych miejsce pobytu panowała dość duża swobo­
da seksualna. „Życie na wiarę" było na porządku
dziennym .
45

Badacz wspomina także o często popełnia­
nych bigamiach, w razie ich wykrycia osobom
pozostającym w nieprawej komitywie groziły
surowe kary . Na wędrówkę decydowały się czę­
stokroć również prostytutki, które zazwyczaj po­
dążały śladem armii . Dedukując, iż możliwość
zarobku będzie wzrastać wprost proporcjonalnie
do napływu mas ludzkich, chętnie pojawiały się
w miejscach tłumnie obleganych uroczystości,
takich jak koronacje i odpusty, a także na piel­
grzymkach .
46

47

48

Przeciw zastanym normom porządku spo­
łecznego występowali często ludzie młodzi. Jak
zaznacza Jean-Louis Goglin:
Synod w Salzburgu (koniec X I I I wieku) po­
tępia stronnictwo wędrownych żaków, którzy
mają przykry zwyczaj przechadzania się pu­
blicznie nago i odwiedzają gospody, domy gry
i kurtyzany .

43

44

49

42

M . Francić, op. cit., s. 78.

43

B. Baranowski, op. cit., s. 226.

Margot Berthold wspomina o grupach ciągnących

44

J.S. Bystroń, Dzieje obyczajów.

45

B. Baranowski, op. cit., s. 66.

48

J. Kracik M . Rożek, op. cit., s. 159.

46

W niektórych przypadkach nawet pozbawienie życia.

4 9

J.-L. Goglin, Nędzarze

47

Podobnie postępowali także wędrowni komedianci,

Z. Podgórska-Klawe, Bellona, Warszawa 1998, s. 113.

za żołnierzami walczącymi w wojnie trzydziestoletniej
..,op. cit., s. 272.

(M. Berthold, op. cit., s. 374).
w średniowiecznej

BARBARZYŃCA

Europie, tłum.

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Włóczęgostwo jako specyficzna kondycja człowieka
Pozostaje jeszcze problem oskarżeń o nie­
wiarę w Boga. Posiłkując się materiałami, które
stanowią wspomniane wyżej prace historycznoobyczajowe , trudno stwierdzić, żeby niewiara,
w rozumieniu zanegowania istnienia Stworzycie­
la, była rzeczywiście charakterystyczna dla ludzi
„luźnych". W ich przypadku można mówić raczej
o niedopełnianiu wymogów związanych z obliga­
toryjnym uczestnictwem w sakramentach oraz,
wynikającym głównie z wędrownego sposobu
życia zaniechaniu czynnego i systematycznego
uczestnictwa w życiu Kościoła.
50

Bystroń odnotowuje analogiczną sytuację
w społecznościach cygańskich; zdarzało się, że
niektórzy bywali ochrzczeni, jednakże stosunek
do wiary pozostawał obojętny . Częstokroć cało­
kształt włóczęgowskiego losu postrzegany bywał
przez otoczenie jako zasłużona kara za grzechy:
51

Zjawisko marginesu społecznego widziano
w niewielkim kręgu przyczyn, które sprowa­
dzały się przeważnie do siedmiu grzechów
głównych ulokowanych w jednostce .

35

Złamanie norm etyki i obyczajowości znaczy­
ło wówczas wystawienie się na osąd Boga i przy­
jęcie zasłużonych konsekwencji .
Powyższe zestawienie stereotypowych sądów
o włóczęgach z przykładami kwestionującymi
zakładaną prawdziwość powszechnych opinii,
nie ma na celu dowodzenia całkowitej ich nie­
słuszności. Zasadność tych tez była w wielu przy­
padkach udowadniana, co przyczyniło się do
nadania im statusu aksjomatu. Przedstawione
w sposób wybiórczy przykłady negujące zakła­
daną adekwatność pejoratywnych osądów na te­
mat „luźnych" z trudem, jeśli w ogóle, zyskałyby
powszechną akceptację.
53

Mają one raczej ujawnić jednowymiarowość
w dawnych przedstawianiach i ocenach włóczę­
gów, często bezrefleksyjnie uznawanych zawsze
za element groźny, destabilizujący życie społecz­
ne oraz wymagający szybkiego i skutecznego
represjonowania.

52

Vagrancy as a Peculiar Human Condition
In the first part of the article author shows how the idea of vagrancy influenced the views about
traveling and changed perception of road and space. Appearance of the roving way of life made
possible new evaluations of these views and allowed for new interpretations. In the second part author
quotes four most popular opinions about vagabonds (accusations of idleness, recklessness, atheism
and debauchery) created in 17 century by French historian Henri Sauval. In a very similiar form
these stereotypes functioned independently in times and places where problem of "loose people" was
particularly apparent. Historic sources show that "loose people" were often victims of stereotypes
stressing their negative features, while in fact their situation within settled communities was very
complex.
th

5 0

Mam tu na myśli zwłaszcza Bohdana Baranowskiego

oraz lana Kracika i Michała Rożka.
51

J.S. Bystroń, Dzieje obyczajów.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

..,op. cit., s. 96.

BARBARZVÑCA

5 2

5 3

J. Kracik M . Rożek, op. cit., s. 38.
Ibid.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11474" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11452">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/12e4abf057353d6090d5e167f1b8a28c.pdf</src>
        <authentication>d0362e9106df6ddbf22571332e9a472c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136684">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5588</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136685">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136686">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136687">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136688">
                <text>neTTheatre:na styku cyberświata i rzeczywistości/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136689">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.9-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136690">
                <text>Iwaszkiweicz, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136691">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136692">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136693">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136694">
                <text>Na styku cyberświata
i rzeczywistości,
czyli antropologiczne rozważania o możliwościach internetowej przestrzeni
w kontekście działań teatralnych

Agnieszka

ur. w 1980 r. Doktorantka trzeciego roku etnologii w lEiAK U Ł . Ukończyła
P o d y p l o m o w e Studium Polityka i Kultura Krajów Azji i Afryki w PAN w Warszawie.

Iwaszkiewicz

Kilkakrotna stypendystka u n i w e r s y t e t ó w w N i e m c z e c h i w e Francji.
W s p ó ł t w ó r c z y n i Fundacji „Etnoinspiracje". Interesuje się głównie antropologią
współczesności, antropologią miasta, performatyką (zwłaszcza t e a t r e m i tańcem).
Wielbicielka podróży i muzyki etnicznej.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�10

Agnieszka Iwaszkiewicz

ozwój, w wielowymiarowym sensie, od
duchowości, intelektu aż po naukę, tech­
nologię to stymulator sztuki wszelakiej.
Implikuje on poszukiwania miejsca, a przede
wszystkim formy i treści przekazu teatru we
współczesności. Moje zainteresowania koncen­
trują się głównie wokół działań teatru awangar­
dy, czy inaczej alternatywnego , który najogól­
niej można zdefiniować jako teatr istniejący
obok teatru „dominującego", stanowiący jego
istotne dopełnienie . Choć teatr alternatywny nie
jest j u ż jednolitym zjawiskiem, to „nadal pozo­
staje czymś »więcej n i ż teatr«" .
To sformułowanie A. Jawłowskiej jest dla pre­
zentowanych refleksji punktem znaczącym: od
publikacji książki na ten temat upłynęło wszak
przeszło ćwierć wieku, trzeba więc zapytać, co
dziś oznacza cytowane „więcej niż teatr" ? Jakie
wyzwania w X X I wieku muszą podjąć przedsta­
wiciele nurtu nazywanego przez Eugenia Barbę
„trzecim teatrem" ?

teatru, co miał umożliwiać powrót do jego po­
czątku, czyli poszukiwanie historycznych form
ujawniających tę istotę w stanie stosunkowo
czystym . Teatr, co wynika z jego historycznej
genezy, powinien być religijny - możliwość takie­
go spełnienia upatrywał Artaud w nowoczesnych
rytuałach . Inspiracji do odnalezienia sposobu
jego powołania w takiej właśnie formie szukał
podczas podróży do Indian Tarahumara, gdyż
uważał, że tubylcze kultury, wciąż jeszcze archa­
iczne, zdolne są ożywić mity, które jego zdaniem
w Europie dawno j u ż wymarły . Lata 70. i 80. X X
wieku to, jeśli użyć określenia L. Kolankiewicza,
„teatr zarażony etnologią". Grotowski, Barba,
Brook udają się ze swymi teatrami na wyprawy
pozaeuropejskie , aby poznawać rytuały, w któ­
rych przetrwały jeszcze ślady teatru źródeł .
Stowarzyszenie Teatralne „Chorea", o które­
go projekcie chciałabym napisać, także prowadzi
terenowe ekspedycje artystyczno-badawcze, ale
nie one stanowią główny przedmiot rozważań.
Być może kategoria postępu, zwłaszcza w sztu­
„Tylko wysiłek przekroczenia tego, co oczywiste,
ce, budzi poważne zastrzeżenia wielu osób.
pozwala poza potoczne oczywistości wykroczyć,
Jednak - czy to akceptujemy, czy nie - rozwój
a na tej j edynie drodze dokonuj e się wzbogacenie
technologiczny obliguje do przyjęcia jakiejś stra­
kultury. (...) Albowiem losem poetów przeklę­
tegii, stanowiska w działaniach na polu sztuki.
tych jest mówić »nie« światu i żądać spełnienia
W świecie wszechobecnej globalizacji jest to dla
tego, co spełnić się nie da, aby w ogóle w świecie
twórców zadanie wymagające i ryzykowne, po­
kultury jakikolwiek ruch się dokonał" ,
nieważ grozi zagubieniem własnej tożsamości
pisał A. Mencwel o wizjach A. Artauda dotyczą­ artystycznej. Nowe media i teatr - sprzeczność
cych teatru. Przekroczenie czy też kulturalna czy przepis na udaną symbiozę?
i teatralna rewolucja miały, zdaniem francuskie­
Fabryka Sztuki w Łodzi, 6 maja 2008 roku,
go twórcy, objawić się poprzez dotarcie do istoty wtorek, początek: godzina 18, spotkanie pod

R

7

8

1

2

9

3

10

11

4

5

6

To pojęcie ewoluowało po okresie transformacji
ustrojowej Polski i nie jest j u ż rozumiane jednoznacznie,
jak było przed rokiem 1989. Zob.: M . Gołaczyńska,
Mozaika współczesności.
Teatr alternatywny w Polsce po
roku 1989, WUWr, Wrocław 2002, s. 28-40.
Ibid., s. 39.
Ibid., 152.
Za: Ibid.
A. Mikulska, Odszukiwanie zapomnianych form:
Węgajty, [w:] M . Sugiera (red.), W stronę
rytuału.
1

2

3

4

5

Od Yeatsa do Węgajt, Księgarnia Akademicka, Kraków
1999, s. 223-224.
Za: L . Kolankiewicz, Święty Artaud, Słowo/Obraz
Terytoria, Gdańsk 2001, s. 234.
Ibid, s. 233-234.
L . Kolankiewicz, Teatr zarażony etnologią,
„Polska
Sztuka Ludowa. Konteksty" 1991, nr 3-4, s. 19.
Ibid.
L . Kolankiewicz, Święty..., s. 235.
L . Kolankiewicz, Teatr zarażony...,
s. 21.
6

7

8

9

10

11

BARBARZYŃCA

3 ("13) P D D (

�neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

hasłem Teatr w sieci powiązań.
Doświadczenie
dyskusji, po której wrażeń nie sposób nie utrwa­
lić, zwłaszcza w kontekście postawionego wyżej
pytania. Kilka godzin rozmów dotyczących pro­
jektu Teatr w Internecie, zainaugurowanego 15
grudnia 2007 roku spektaklem Odpoczywanie
według Stanisława Wyspiańskiego, który stwo­
rzyli reżyser Paweł Passini i Stowarzyszenie Te­
atralne „Chorea" Tomasza Rodowicza. Srebrna
Góra w Kotlinie Kłodzkiej to miejscowość, gdzie
dawny kościół protestancki który w swei historii
bvł nawet domem publicznym został zaadapto­
wany na teatr W ieeo wnętrzu dokonano zmian
konstrukcyjnych usunięto filary podtrzymuiace
stron oodebionó sale zamontowano orofesio
n a l n a n o d ł L taneczna" Miasteczko iakmówi
Passini iestnosiadarzern ł rzv które źanewnia
ła tranśrnisie wvdarzeń z t d v ń i e seknndowvm

11

L'vJ
t^AA 1\^A A A •
Wydawać by się mogło, że teatr w Internecie to
nic takiego, skoro relacje telewizyjne czy koncerty
również są emitowane za pośrednictwem sieci.
Otóż idea teatru zakłada nie tylko granie „na
żywo", ale także nawiązywanie kontaktu z w i ­
dzem, podkreślane zwłaszcza w teatrach alterna­
tywnych, gdzie unika się wyraźnego podziału na
aktorów i publiczność, a ową granicę próbuje się
niwelować poprzez różnego rodzaju interakcje,
współuczestniczenie widzów w sztuce.

Czy jednak teatr w Internecie nie traci swoje­
go wyrazu? Intrygująco brzmi relacja pomysło­
dawcy przedsięwzięcia o tym, jak owa kontaminacja sztuki i technologii może rozwijać, a wręcz
stymulować pracę artystyczną. Nie tylko bowiem
można oglądać to, co dzieje się na scenie, ale
znajdując się nawet tysiące kilometrów od wyda­
rzenia - zaznaczyć swą obecność poprzez zapisy,
komentarze na czacie emitowane bezpośrednio
podczas przedstawienia. I tak jak w antropologii
tworzenie światów możliwych w celu ich bada­
nia u w a ż a m za zbędne, tak w sztuce zgoda na
równoległe współistnienie rzeczywistości wirtu­
alnych, poprzez które mogą wyrażać się inter­
nauci, jest j u ż ciekawym zjawiskiem zarówno
pod względem reagowania na „teatralne dzianie
się" w realności, j ak i uczestniczenia w spektaklu
oraz obserwowania procesu twórczego. Także
z perspektywy antropologa ów fenomen wydaje
się interesujący, gdyż badacz w trakcie takiego
spektaklu ma szansę „podglądania" bądź nawet
uczestniczenia w procesie z a w i ą z y w a n i a się
communitas pomiędzy widzami-internautami.
Otworzenie dostępu do partycypowania
w przedstawieniu poprzez ekspresję w przestrze­
ni wirtualnej może być także czynnikiem prowo­
kującym biorących udział w czacie do wpisywania
treści obraźliwych, wulgaryzmów czy do wklejania
reklam. Okazuje się jednak, że gdy w czasie jednej

Na podstawie informacji umieszczonych w folderze
Stowarzyszenia Teatralnego „Chorea".
Alvin Plantinga rozumie świat możliwy jako „ sposób,
w jaki rzeczy mogłyby być (...), możliwy stan rzeczy
pewnego rodzaju", [w:] J. Zajdel, Film w uniwersum
światów możliwych,
Szumacher, Kielce 2002, s. 34.
Antropologia światów możliwych implikuje pytanie o cel
naszej dyscypliny: czy jej zadaniem jest interpretacja
rzeczywistości, czy też raczej postulowanie rzeczywistości
- tworzenie jej projektów? (na podstawie niepublikowanej
pracy A. Iwaszkiewicz, M . Kępa, K. Wódczyńska,
P. Rutowicz, Antropologia światów możliwych).
Burszta
i Kuligowski za Appaduraiem twierdzą, że wyobraźnia
staje się terenem penetracji badawczych dla etnologów

i jest ona pryncypalną platformą dla naszych działań,
a nie ucieczką od tzw konkretu, [w:] WJ. Burszta,
W Kuligowski, Dlaczego kościotrup nie wstaje, Sic!,
Warszawa 1999, s. 39. Kwestią kontrowersyjną nie jest
oczywiście badanie wyobrażeń naszych rozmówców czy
fikcji literackich, lecz to, czy sam antropolog powinien
kreować w swej wyobraźni świat, który będzie następnie
podlega! jego własnej analizie i interpretacji. Czy nie jest
to bowiem zbyt daleko posunięta samorefleksyjność na
temat sztucznie wytworzonej rzeczywistości? I czemu
miałaby służyć? Samopoznaniu? Czy wskazane jest
łączenie roli kreatora światów możliwych i interpretatora
owego zjawiska? Zob. też M . Brocki, Antropologia.
Literatura - Dialog-Przekład,
WUWr, Wrocław 2008.

fl

v_y

łjW

l

12

13

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

13

�12

Agnieszka Iwaszkiewicz

i
5
_L

z transmisji z krakowskiego teatru Łaźnia Nowa
pojawił się ktoś, kto przesyłał na czacie reklamy,
sami internauci dokonali ocenzurowania, blokując
mu ich umieszczanie. Niespodziewane reakcje wi­
dza są przecież wpisane chociażby w działalność
teatrów ulicznych. Trzeba jednak przyznać, że
Internet potencjalnie wyzwala więcej możliwości
do niczym niepohamowanego wypowiadania się,
gdyż widz uczestniczący w czacie może pozostać
anonimowy, ukrywając się za niebem, i z pewno­
ścią jest mu łatwiej oceniać trwający spektakl, n i ż
gdyby miał to zrobić w bezpośredniej konfrontacji
z jego twórcami (czy nawet pozostałą widownią)
w rzeczywistości.
Kolejną innowacją ma się stać wprowadzenie
technologicznych rozwiązań, u m o ż l i w i a j ą c e
bezpośrednie, zdalne sterowanie aktorami oraz

przekładanie ruchu na dźwięk i jego wspólne
tworzenie. Powstał również pomysł projektu
artystycznego, w którym wzięłyby udział także
osoby niepełnosprawne. Po zastosowaniu tech­
nik informatycznych ruch przetransponowany
na animację 3D umożliwi „przełożenie" ciała
pełnosprawnego tancerza na niepełnosprawne­
go, symulując obraz sprawnego fizycznie aktora.
Ten eksperyment pozwoli niepełnosprawnym
na wykroczenie, podczas kreacji roli, poza ogra­
niczające ich fizycznie bariery własnego ciała.
Będą oni mogli w ten sposób zagrać sceny, któ­
rych nie udałoby się im w pełni przedstawić bez
użycia technik informatycznych. Passini wyja­
śnia, że nie jest to żadna próba terapii, jedynie
wykorzystanie umiejętności i nowoczesnych,
dostępnych j u ż technologii. Z kolei czujniki

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

zamontowane na ciele pełnosprawnego aktora
pomogą w podkreśleniu jego wyrazistości. Błęd­
ne byłoby odczytywanie tych działań w świetle
charakterystycznego dla popkultury dążenia do
udoskonalania ciała. W tym przypadku bowiem
istotą nie jest dorównanie kanonowi piękna czy
standardom sprawnościowym, lecz wykorzysta­
nie, a może wręcz „uwolnienie" (dzięki zastoso­
waniu technologii) fizycznego potencjału aktora
w jego penetracjach twórczych.
Projekt Teatr w Internecie to także poszuki­
wanie sposobów nowej eksploracji przestrzeni
teatralnej. Jest ona przecież nie tylko tłem,
ale często nadaje spektaklowi charakter, gdyż
„pomaga" wykreować przed widzem inną rze­
czywistość, czyni z danej przestrzeni miejsce
„dziania się" akcji sztuki. Zdarza się to zwłasz­
cza wtedy, kiedy porzuca się klasyczną scenę na
rzecz chociażby fragmentów miasta (takich jak
np. ulice, podwórka, osiedla itd.) czy innych
plenerów, gdzie może stać się ona nawet bohate­
rem snutej opowieści. „Idea autentycznego spo­
tkania przyświecała opuszczeniu przez twórców
miejsc skonwencjonalizowanych, zawłaszczo­
nych i poszukiwaniom nowej przestrzeni dla
teatru" .
Istotne jest, by mieć świadomość, że także
przestrzenie „nieteatralne" mogą współcześnie
tracić na znaczeniu, a często bywają nawet for­
mą uprzemysłowionej rozrywki . J. Ostrowska
konstatuje, że
14

15

16

„gdybyśmy przez zmianę miejsca prezentacji
spektaklu chcieli szukać „nowych przestrzeni
kultury", stoimy mniej więcej w tym samym
miejscu co wiek temu" .
17

13

Mimo to sądzę, że wkroczenie akurat w cy­
berprzestrzeń to novum dla teatralnych poszu­
kiwań. Tego rodzaju przestrzeni widowiska do­
świadcza się inaczej, gdyż aktor musi nie tylko
grać tak, by być widocznym na ekranie kompu­
tera, ale przede wszystkim powinien być niezwy­
kle czujny, aby móc odpowiadać na ewentualne
sygnały widzów przekazywane również drogą
wirtualną (poprzez czat).
Można się zastanawiać, czy tego typu przed­
sięwzięcie jest tylko efektem globalizacji, czy też
reakcją na nią, co w moim mniemaniu wydaje się
trafniejsze. Co prawda wpisuje się ono poniekąd
w konsumencki model bycia , gdyż spektakl moż­
na obejrzeć bez konieczności opuszczania wła­
snego mieszkania i zarazem w każdym miejscu,
gdzie ma się dostęp do komputera bądź telefonu
podłączonego do sieci internetowej. Nie jest to jed­
nak bezustanna transmisja wszystkiego, co dzieje
się w sali w Srebrnej Górze - internauci mogą ob­
serwować przedstawienia, konkretne wydarzenia,
a nie podglądać aktorów jak w komercyjnych pro­
gramach telewizyjnych. Transpozycja przestrzeni
teatralnej dotyczy głównie widowni, która w tym
wypadku nie jest ograniczona pojemnością sali
czy widocznością (jak wtedy, gdy spektakl jest gra­
ny w plenerze), widzów może być nieskończenie
wielu. Passini podaje, że podczas inauguracyj­
nej transmisji zarejestrowano szesnaście tysięcy
numerów IP, co nawet może oznaczać jeszcze
większą liczbę widzów. Podobno 3% odbiorców
było mieszkańcami Chin. Wielokulturowość pu­
bliczności wpisuje się w kontekst globalizacji i jej
wynalazków, jest eksperymentem na szeroką ska­
lę, przekraczającą poprzez sztukę w Internecie
wszelkie rzeczywiste granice i podziały. Jeszcze
18

Por. m.in.: J. Tyszka (red.), Teatr w miejscach
nieteatralnych, Humaniora, Poznań 1998, E. Rybicka,
Teren miasto. Od spektaklu do działania w przestrzeni

ciało - dialog. Poszukiwania we współczesnym
WUWr, Wrocław 2000, s. 71.
Ibid., s. 79.

miejskiej, „Kultura miasta. Miasto w kulturze", 2008, nr 1,
s. 109-117.
J. Ostrowska, Teatr - ulica - plener. Pustka, [w:]
M . Gołaczyńska, I . Guszpit (red.), Teatr - przestrzeń
-

Ibid.
Por. Z. Bauman, Globalizacja. I co z tego dla ludzi
wynika, PIW, Warszawa 2002, s. 92.

14

15

3 (13) 3DD8

BARBARZVNCA

teatrze,

16

17

18

�Agnieszka Iwaszkiewicz

14
20 lat temu mało kto sobie wyobrażał, że artysta
jest w stanie stworzyć spektakl, który mogą nie
tylko oglądać w tym samym momencie w różnych
strefach czasowych przedstawiciele wielu kultur,
ale mogą w nim też jednocześnie uczestniczyć
dzięki koegzystencji świata wirtualnego z rzeczy­
wistym. Przyjmując stanowisko C. Geertza, aby
wytłumaczyć społeczne formy ekspresji, trzeba
pamiętać, że człowiek „zawieszony jest w sie­
ciach znaczenia, które sam wytworzył, a kultura
właśnie składa się z tych sieci" . Internet staje
się więc alternatywną rzeczywistością, kopalnią
informacji nie zawsze prawdziwych, miejscem,
gdzie można przybrać zupełnie inną osobowość
i stać się członkiem jednej z wirtualnych spo­
łeczności . Można z jego pomocą np. zwiedzić
muzeum, hodować wirtualną rybkę czy stworzyć
wirtualny grób bliskiej osoby i stawiać na nim za
opłatą wirtualne świeczki - spektrum działań
jest teoretycznie nieograniczone. Cyberprzestrzeń
to, jak twierdzi H . Rheingold, „»niekończący się
świat«, dziedzina, o jakiej ludzkość mogła dotąd
jedynie marzyć" . Potrzeby rzeczywistej, dużej
części społeczeństwa realizują się w świecie nie­
rzeczywistym. Wygoda, samotność, permanentny
brak czasu przy ciągle zwiększającym się tempie
życia lub też rozleniwienie skłaniają do przeby­
wania w różnych „republikach www". Nie może
więc dziwić, że i teatr szuka swego miejsca w in­
ternetowej przestrzeni.
T . H . Jenkins, pisząc o internetowej kultu­
rze uczestnictwa, zauważył, że cyberprzestrzeń
zapewnia większe spektrum odbioru oddolnej
twórczości kulturalnej, gdzie każdy może brać
udział w tworzeniu i obiegu kulturowych m i ­
tów . Twórcy neTTheatre twierdzą, że nawią­
zują do tradycji Teatru Telewizji z czasów, kiedy

przedstawienia grane były przed kamerami na
żywo . Sądzę j ednak, że Internet znacznie prze­
kracza tamtą formułę poprzez umożliwienie
pewnego rodzaju czynnego udziału w spekta­
klu, jakim jest czat internautów, a w perspekty­
wie wydawanie aktorom komend wpływających
na ich grę, działania. Zmienia się percepcja
przestrzeni teatralnej - realna dociera do nas po­
przez wirtualny świat. Na stronie internetowej
teatru znajdziemy następujący opis:

W Kuligowski, Antropologia współczesności.
Wiele
światów, jedno miejsce, Universitas, Kraków 2007, s. 175.
Ibidem, s. 147-157.
Ibidem, s. 152.
Za: R. Schechner, PerformatyĄa:
wstęp, Ośrodek
Grotowskiego, Wrocław 2006, s. 304.

Na podstawie informacji umieszczonych w folderze
Stowarzyszenia Teatralnego „Chorea".
http://www.nettheatre.pl/off-line.html. Dla lepszej
czytelności dodałam w tekście polskie znaki, zachowuję
jednak pisownię małych liter.

23

19

„neTTheatre to pierwszy teatr internetowy,
nowe terytorium ekspresji, przestrzeń, w której
nareszcie można oddychać, teatr nie dający się
sprowadzić do podziału widowni a/nie widow­
nia, gdzie nie da rady upilnować widza, by nie
nadawał (mówił), gdzie nie sposób upilnować
aktora, żeby nie odbierał (słuchał),
teatr z założenia utaplany w gąszcz znaków,
świadomy cyrkulacji komunikatów, ekspery­
mentujący z tańcem danych, butoh kodów,
encefalografem myśli, obecnością - współobecnością. poligon doświadczeń nowych me­
diów w teatrze, żywy teatr to taki, który dąży
do spotkania ze swoim widzem, pragniemy
wciągać odbiorcę, by na różne sposoby »mieszkał« w spektaklu, w wydarzeniach neTTheatre
można uczestniczyć realnie oraz w czasie rze­
czywistym w sieci internetowej i komórkowej,
w najbliższej przyszłości chcemy umożliwić
eksplorowanie w teatrze interaktywnych środ­
ków, takich jak wizualizator ludzkiego głosu,
sterowanie na żywo aktorem, hologramy" .

20

21

22

19

20

21

22

24

Internet staje się więc nową przestrzenią do
działań na polu współobecności w sztuce aktorów
- inicjatorów przedsięwzięcia - i widzów włą­
czanych w akcje teatralnego „dziania się". To być
23

24

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

może kolejny krok oswobadzania teatru z instytu­
cjonalnych murów. Uważam, że można odwołać
się do pracy Grotowskiego, który nawoływał, by
dla każdego typu widowiska szukać odpowiedniej
dla niego relacji widz - aktor i na tej podstawie
konstruować przestrzeń spektaklu .
25

,Widzów można również oddalić od aktorów,
umieścić przykładowo jak gdyby za wysokim
ogrodzeniem, spoza którego widać jedynie ich
głowy (...); stamtąd z góry jakby w szczególnie
skrzywionej perspektywie śledzą aktorów niby
zwierzęta na wybiegu w zoo; są jak obserwa­
torzy corridy, jak studenci medycyny, którzy
przypatrują się operacji, jak wreszcie po prostu
ci, którzy podglądają, a zatem a priori narzuca­
ją akcji sens moralnego wykroczenia. Aktorzy
mogą (...) między widzami wznosić konstruk­
cje i wbudowywać je już nie w akcję, ale jakby
w architekturę akcji, nadawać im sens wizualny
albo poddawać ich ciśnieniu przestrzeni, jej za­
gęszczaniu się, ograniczaniu" .
26

Internet umożliwia właśnie owo wpisanie wi­
dza „w architekturę akcji", choć może on prze­
bywać fizycznie poza rzeczywistą, tzn. fizyczną
przestrzenią, w której toczy się spektakl.
Zamiast biletu należy zalogować się na stro­
nie internetowej teatru. Jeśli sprzęt kompute­
rowy spełnia parametry wymagane do odbioru
przedstawienia, spektakl powinien przebiegać
bez zakłóceń. Współobecności widza przed kom­
puterem i fizycznie na widowni nie ma sensu
wartościować, porównywanie jest zbędne, gdyż
ideą teatru internetowego nie jest zastępowanie
teatru „na żywo" . Jednak ważną konstatacją
27

Za: R. Schechner, op.cit., s. 294.
Ibid., s. 293.
Zresztą trwający w Internecie spektakl odbywa się w sali
teatralnej, w której może znajdować się widownia w jej
„klasycznej formie".
Na podstawie informacji umieszczonych na stronie
internetowej stowarzyszenia: http://www.chorea.com.pl/
chorea/index.html
25

26

27

28

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

15

Pawła Passiniego było to, że dla twórcy istotne jest
przecież, czy ktoś czeka na jego twórczą pracę,
czy ma ją komu przekazać, a wieś czy miasteczka
lub nawet większe miasta nie zawsze taki komu­
nikat wysyłają, niekoniecznie chcą uczestniczyć
w proponowanych działaniach teatralnych.
Korzenie Stowarzyszenia Teatralnego „Chorea" wywodzą się z Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice", gdzie rozpoczęła się działalność
Orkiestry Antycznej prowadzonej przez Toma­
sza Rodowicza i Macieja Rychłego oraz zespołu
Tańców Labiryntu, prowadzonego przez Dorotę
Porowską i Elżbietę Rojek. Te prace kontynuuje
Chorea . Jak sami o sobie piszą, szukają „pomo­
stu między kulturą antyczną a współczesnością" .
Właśnie z takiej perspektywy - dialogu tradycji
z nowoczesnością - należy patrzeć na projekt
Teatr w Internecie. Uważam, że nie jest to wynik
„makdonaldyzacji" środowiska artystycznego, lecz
właśnie twórcza reakcja na wymogi konsumpcyj­
nego społeczeństwa oraz wspominane wcześniej
nowe wyzwanie dla pracy aktora w relacji z wi­
dzem i nowym medium. A. Gwóźdź zauważa, że
hybrydyzacjakulturywspółczesnejwkonsekwencji wywołuje powstawanie nowych porządków
wyobraźni, które są kompilacją tradycyjnego my­
ślenia figuratywnego, czyli symbolicznego, oraz
formalnego, kalkulacyjnego, a więc także cyfrowe­
go, co konstytuuje nowy typ imaginacji . Można
zatem podejrzewać, że nowo powstały u widzów
rodzaj wyobraźni wymaga dostosowania środków
artystycznego przekazu do potrzeb osób oglądają­
cych działania performatywne.
Ponadto, chociaż masowość odbioru wido­
wisk emitowanych w Internecie mogłaby wyda28

29

30

Za pośrednictwem strony internetowej: http://www.
chorea.com.pl/chorea/index.html
I . Pluta, Między przestrzeniami Videoartu. Kilka uwag
o spektaklu Akt-orki, [w:] M . Gołaczyńska, I . Guszpit
(red.), op.cit., s. 97-98.
29

3 0

�Agnieszka Iwaszkiewicz

16
wać się przejawem konsumpcji, w przypadku
przedstawień neTTheatre jest ona moim zda­
niem atutem, gdyż wprawdzie docierają one do
„mas", lecz przekazywane w nich treści i sposób
ich realizacji nie są osadzone w nurcie płytkiej,
małowartościowej sztuki komercyjnej (kolo­
kwialnie rzecz ujmując: rozpowszechniana jest
jakość, a nie nijakość).
Poruszając kwestię teatru w Internecie, na­
leży wspomnieć o innym przedsięwzięciu, jakie
można było obejrzeć w 1997 roku, czyli o Desk­
top Theatre , którego, jak pisze A. Jenik, środ­
kiem produkcji stało się oprogramowanie do
wideoczatu Pałace .
31

32

„Palące jest aplikacją dającą dostęp do sieci
serwerów będących siedzibami poszczególnych
«palacow», wyznaczonych przez tapety o wiel­
kości 512 na 384 piksele (ok. 152 na 114 mm),
przedstawiające pokój, otwartą przestrzeń, pla­
netę czy obcy wymiar. Każdy z podłączonych
na żywo uczestników jest widoczny poprzez
oznaczającą go ikonkę lub awatara. (...) Awatary można wypożyczać z tysięcy zbudowanych
w tym celu pałaców, użytkownicy mogą je
też projektować i budować samodzielnie. (...)
Kultura pałaców jest dynamiczna, nieustannie
zmienna i (...) w dużej mierze heterogeniczna.
Istnieją popularne pałace «towarzyskie», mogą­
ce pomieścić równocześnie ponad dwustu użyt­
kowników, pałace występku i pałace, których
gospodarzami są celebrities, zespoły rockowe,
programy telewizyjne i filmy. Są wreszcie setki
pałaców prywatnych i edukacyjnych" .

FOT. JAKUB DZIEDZIC

Artystów z Desktop Theatre zaintrygował
tkwiący w owym oprogramowaniu potencj ał eks-

presji, ale zraził poziom pojawiających się roz­
mów i działań . Pragnąc wprowadzić ciekawszą
interakcję, postanowili włączyć do gry zewnętrz­
ną opowieść i opracowali własną wersję Czekając
na Godota Becketta, zatytułowaną waitingforgodot.com . Podczas spektaklu aktorzy wcie­
lili się w role, przybierając wizualną postać za

Strona internetowa Desktop Theatre: http://www.
desktoptheater.org/
Za: R. Schechner, op.cit., s. 294.

w którym dodano obsadę i elementy improwizacji, [w:]
Za: Ibidem, s. 294.
Fragment spektaklu można znaleźć na stronie

Za: Ibid.
Za: Ibid.
Ibid., s. 292. Kolejnym eksperymentem był
I N V I S I B L E I N T E R L U D E S I : Santaman's Harvest,

internetowej: http://www.desktoptheater.org/~ajenik/
desktoptheater_content/archive/plays/Godot/movies/
godot_clip.mov

33

31

32

3 3

3 4

35

34

35

36

3 6

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�17

neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

rzeczywistą grę aktorów z udziałem widzów po­
przez komentarz czy dyspozycje przekazywane
za pomocą sieci internetowej. W spektaklu akto­
rami są ludzie, nie awatary, co do mnie osobiście
bardziej przemawia, gdyż nie gubi ducha teatru.
Być może na owe „komputerowe ludziki" trzeba
spojrzeć jak na marionetki, którymi porusza­
ją twórcy postaci, bądź, jak sugeruje A. Jenik,
maski, pod którymi ukrywają się aktorzy. Jenik
opowiada o INVISIBLE INTERLUDES I : Santaman's Harvest:
„W najobszerniejszej i najstaranniej przygo­
towanej scenariuszowo scenie wzięło udział
w sumie 11 aktorów występujących jednocze­
śnie - w czterech sferach czasowych! (...) Wraz
z naszymi awatarami (a nawet prymitywnymi
dwuwymiarowymi obrazami, które znaleźliśmy
w Pałacu) weszliśmy w przestrzeń psychiczną,
w której staliśmy się własnymi maskami" .
38

Czy jest to nadal teatr? Z tego rodzaju prze­
kroczenia pozostaje kanwa tekstu sztuki (gdyż
jest on odpowiednio opracowany i przerobiony,
tak by pasował do konkretnego środowiska od­
biorców , a uczestnictwo internautów ma wpływ
na przebieg poszczególnych scen), transmisj ana
żywo, role, improwizacja i interakcja z widza­
mi, jednak wszystko to dzieje się w całkowicie
sztucznym świecie. U w a ż a m , że w przypadku
Desktop Theatre można mówić o eksperymen­
cie, dla którego konstrukcji natchnieniem był te­
atr. Powstaje pytanie o to, na ile transgresja może
dotknąć teatru, by nie zatracić jego pierwotnej
istoty, oraz o odwieczne i jakże subiektywne po­
szukiwanie tego, co stanowi tę istotę.
R. Schechner pisze o Desktop Theatre, że
stawia on „pod znakiem zapytania wiele założeń
na temat tego, czym jest teatr, jak się go odgrywa
i kim są jego performerzy" . Sama Jenik zasta39

pomocą awatarów (podobnie jak publiczność),
tekst pojawiał się w tzw dymkach, usłyszeć moż­
na było również dźwięk podobny do „mowy" ro­
bota . W mojej opinii jest to transpozycja teatru
w cyberprzestrzeń bazująca na interakcji z w i ­
downią, jednak zarówno widzowie, jak i aktorzy
zamiast własnych możliwości ciała, spotykając
się w wirtualnym świecie, wykorzystując awatary, którymi operują - grają. Natomiast projekt
Teatr w Internecie to fenomen łączący w sobie
37

S. Rosenberg, Clicking for Godot, za pośrednictwem
strony internetowej: http://archive.salon.com/21st/
feature/1997/10/02godot.html

3 7

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

40

38

39

40

Za: R. Schechner, op.cit., s. 295.
Za: Ibid.
Ibid., s. 292.

�Agnieszka Iwaszkiewicz

18
nawia się, w jaki sposób można oddać wyraz
dramatu, nie mając do dyspozycji ciała, głosu
i wspólnej przestrzeni, ale także co potrafiłoby
utrzymać uwagę widza na forum internetowym
typu Pałace . Paradoksalnie, gdyby patrzeć na
ciało aktora jako na narzędzie, taka transpozy­
cja w wirtualność i ukrycie się za kostiumem-awatarem nie powinna przeszkadzać. Lalka,
a awatary przecież można uznać za lalki w wir­
tualnym świecie, w historii teatru stanowiła j u ż
substytut aktora w iluzyjnym teatrze lalek, była
też w teatrze alternatywnym znakiem plastycz­
nym postaci scenicznej . M . Maeterlinck, żyjący
na przełomie X I X i X X wieku,
41

puterowymi albo fabularnymi, w których gracz
bierze również czynny i często kreatywny udział,
lecz osadzenie tych działań w cyberprzestrzeni nie
przywołuje raczej na myśl teatru, chyba że uczest­
nicy spotykają się w rzeczywistej przestrzeni, jak
to czasami bywa na zlotach fanów RPG. Być może
jest to kwestia „oswojenia" tego typu zjawiska WJ. Burszta broni tezy, że
„kultura medialna, w tym zwłaszcza cyberrzeczywistość, stanowi realność samą w sobie. Nowe
technologie wytwarzają samoreferencyjny sys­
tem, rodzaj hipertekstu, który jest jednocześnie
celem samym w sobie, jak i przeznaczeniem
kultury ponowoczesnej. W ludzkim świecie do­
minować zaczyna przeto doświadczenie zapośredniczone przez media, a obecność fizyczna
ustępuje miejsca teleobecności" .

42

„uznał, że w teatralnej rzeczywistości aktor jest
elementem najbardziej irytującym. (...) Zapro­
ponował wprowadzenie na scenę postaci, które
z jednej strony z racji swej materii są pozaczasowe, a z drugiej zaś nie będą miały osobowości
mogącej przyćmić bohatera. Ale będąc poza
życiem, muszą mieć siłę wyrazu niezbędną do
upostaciowienia w teatrze iluzji życia. Dlatego
zaproponował zastąpienie żywego aktora figurą
woskową, upatrując w niej ponadludzką siłę" .

46

W kontekście tych rozważań ważnym uzupeł­
nieniem będą spostrzeżenia R.W. Kluszczyńskiego
dotyczące relacji sztuki i nowych mediów.
„Sztuka interaktywnych mediów wydaje się
najdoskonalszym przykładem nowego, dekonstrukcyjnego, postmodernistycznego pojmowa­
nia dzieła sztuki, jak również komunikowania
artystycznego. Odrzucając tradycyjny dogmatyzm, nie buduje zamiast niego nowego sche­
matu petryfikującego świat sztuki. (...) sztuka
interaktywna odmitologizowała rolę artysty demiurga, przypisując mu funkcję designera
kontekstów dla odbiorczej kreacji. (...) Sztuka
(...) nie jest już formą przedstawiania gotowego,
skończonego i a priori danego świata. W cybersferze - jak ujął to Roy Ascott - konstru­
ować sztukę to konstruować realność, konstru­
ować systemy komunikacyjne cyberprzestrzeni,

43

Także i sam Kantor fascynował się przecież
sztucznymi tworami, o czym można się przekonać
w manifeście Teatr Śmierci", ale nie pozbywał się
aktora. Nadawał mu inny wyraz, przekształcał,
w pewien sposób odczłowieczał poprzez strój,
makijaż, czasem wpisanie w jego kostium lalki,
jednak nie usuwał go całkowicie ze sceny odby­
wającej się sztuki . Eksperyment Desktop The¬
atre definitywnie pozbywa się fizycznego ciała
aktora, zostaje ono zredukowane do graficznego
znaku - awataru. Desktop Theatre osadzony jest
w świecie popkultury, kojarzy mi się z grami kom­
45

Za: Ibid., s. 294.
H . Jurkowski, Lalki w rytuale, [w:] L . Kolankiewicz
(red.), Antropologia widowisk- Zagadnienia i wybór
tekstów, Warszawa 2005, s. 629.
41

42

D . Łarionow, Manekin - ciało w przestrzeni teatru, [w:]
M . Gołaczyńska, I . Guszpit (red.), op.cit., s. 113.
Ibid., s. 115.
Ibid., s. 116.
W Kuligowski, op.cit., s. 174.

43

44

45

4 6

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

wspierające nasze pragnienie wzmocnienia
ludzkiej współpracy i interakcji w niekończą­
cym się nigdy procesie konstruowania świata .

graniom powstaj ącym w wielu miej scach świata
(Włochy, Grecja, Egipt, Izrael) wprowadza do
swojej intymnej, kameralnej przestrzeni (44
miejsca na widowni) udramatyzowane i sko­
relowane obrazy, »lustra« innych czasoprze­
strzeni, tworząc w ten sposób symbiozę między
żywym aktorem a jego elektronicznym klonem;
czasem spektaklu i czasami z »poza«, obrazem,
muzyką, słowem, i wreszcie: NOWĄ TECH­
NIKĄ, a »STARĄ« SZTUKĄ" .

47

Zderzenie teatru i nowych mediów zaszczepiło
odmienne podejście do aktora, jego roli i narzędzi
pracy, ale także i do reżysera. Dyskusja na ten te­
mat rozpoczęła się już w latach 80. X X wieku, kie­
dy pojawiła się sztuka Videoteatru. Eksperymenty
teatru w Internecie są kontynuacją poszukiwania
możliwości technologicznych i adaptacji ich do
działań teatralnych. Jak pisze I . Pluta,
„od 1980 roku pionierski The Wooster Group
wprowadza technikę wideo w swój teatralny
charakter pisma. Co więcej, w Srace Upl (1992),
swobodnej adaptacji Trzech sióstr Czechowa,
część aktorów pojawia się w spektaklu wyłącz­
nie za pośrednictwem zarejestrowanych wcze­
śniej obrazów filmowych. W 1995 roku Robert
Lepage wystawia kontrowersyjny Elsynor na
podstawie Hamleta, będąc jedynym żywym
aktorem tego spektaklu grającym wszystkie
postaci dramatu. Zabieg ów staje się możliwy
dzięki synchronizacji różnego rodzaju projekcji
filmowych z żywym planem sceny" .
48

Nie sposób nie wspomnieć o Lothe Lach¬
mann Videoteatr „Poza" powstałym w 1985 roku,
którego założyciele swe poszukiwania nazywają
teatrem elektronicznym bądź teatrem metatechniki . Na stronie internetowej Lothe Lachmann
Videoteatr „Poza" można przeczytać:
49

„LLT »Poza« jest jedynym teatrem w Polsce
łączącym żywy plan aktorski z planem monito­
rów, projekcji z rzutnika i kamer uzupełnionym
cyfrową wirtuozerią komputerową. Dzięki na­

19

50

Teatr ten istnieje j u ż ponad dwadzieścia lat.
Współcześnie wykorzystanie technik multimedial­
nych w spektaklach nie budzi szczególnych kon­
trowersji, zwłaszcza jeśli obok aktorów obrazów
wciąż występuje aktor człowiek. Co to oznacza dla
kultury? Czy inny człowiek nie jest j u ż wystar­
czającym partnerem do spotkania w działaniach
teatralnych? A może to wpływ indywidualizmu,
potrzeby kreacji, kiedy aktor wciela się wielokrot­
nie w różnorodne role i tworzy swoisty patchwoĄ
rzeczywistości, której jest przedstawicielem, i wir­
tualnych obrazów siebie samego?
Transformacja kultury zmusza do poszukiwań
na rozmaitych frontach. Zaślubia z sobą przeciw­
stawne, wydawać by się mogło, przedsięwzięcia,
których połączenia za kilka lat nie będą nikogo
zadziwiać. neTTheatre to wyzwanie dla aktorów,
którzy stają w konfrontacji ze sceną realną i tą
przetransponowaną w cyberrzeczywistość. Pró­
ba doświadczenia spotkania z widzem poprzez
techniki internetowe. Teatr w Internecie to według
mnie twórcza reakcja na współczesne oblicza
kultury, alternatywa nie tylko dla samego żywego
teatru, lecz także dla komercyjnych atrakcji, które
są umieszczane w cyberprzestrzeni.

R.W. Kluszczyński, Film, wideo i multimedia - sztuka ru­
Za: Ibid.
chomego obrazu w erze elektronicznej, Warszawa 1999, s. 29-30.
Za stroną internetową http://www.poza.q.pl/poza/
I . Pluta, op.cit., [w:] M . Gołaczyńska, I . Guszpit (red.),
vision.html
op.cit., s. 98.
47

49

50

48

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8077" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8057">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8eec5d30f9c0bc8bba374ad986331f60.pdf</src>
        <authentication>b1ac941bc3380376ffdb7c55ae1c6790</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96513">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5695</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96514">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96515">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96516">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5294</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96517">
                <text>Kościół i Park Pokoju w Jaworze jako przyklad miejsca (nie)pamięci</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="96519">
                <text>"Miejsce niczyje bo niemieckie..."/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96521">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr 1(19), s.52-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96523">
                <text>Jakimowicz, Marcelina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96525">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96527">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96529">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96539">
                <text>BARBARZYŃCA

�Marcelina Jakimowicz

Ur. w 1988 roku. Etnolog, doktorantka afiliowana przy Katedrze
Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego.
Interesuje się antropologią pamięci, prowadzi badania dotyczące
wpływu powojennych przesiedleń z byłych Kresów PołudniowoWschodnich na Dolny Śląsk na narracje biograficzne.

Wprowadzenie
We współczesnych środkach masowego prze­
kazu zauważyć można wyjątkowe natężenie tema­
tów związanych z historią i pamięcią. Odno­
szące się do nich pojęcia na stałe wpisały się już
w dyskurs mediów. Zagadnienia takie jak poli­
tyka historyczna, miejsca pamięci, białe plamy
historii, jej zamazywanie czy demokratyzacja, są
coraz częściej przedmiotem debat, dyskusji oraz
zainteresowania całego społeczeństwa. Niemal
zawsze tego rodzaju tematy związane są z czasem
II wojny światowej, która na stałe zmieniła bieg
historii i odcisnęła piętno na życiu wszystkich
ludzi którzy jej doświadczyli jednym z tego
typu skutków wojny były wielkie migracje które
dotknęły szczególnie terenu Dolnego Śląska Tu
na miejsce ludności niemieckiej, w ramach
siedleń przybyła ludność zza Buga oraz z cen¬
tralnej Polski. Zostawiali swoje miejsca pamięci
1-

1

Za prekursora badań nad miejscami pamięci uznać
należy Pierrea Nore. W artykule MLIK collectiv,
opublikowanym na początku lat siedemdziesiątych,
Nora postulował konieczność badań nad miejscami
pamięci. Terminu tego nigdzie dokładnie nie zdefi­
niował, ale jak się wydaje, rozumiał go wtedy przede
wszystkim ako zimtytućjonalizowane formy zbio­
rowych wspomnień prze złości Miejscem pamięci

m S o być dla niego zarówno archiwum historycz­
ne L pomnik bohatera jak i mieszkanie prywatne
w S r y T C t S się'
S b T b S k
I b c h o E uroclstośc z H
t
ó
S
dk
Nory S o ^ c h

1 (19) P 0 1 9

w^go wczZnych pfc3

BARBARZYŃCA

P

domy, gospodarstwa, kościoły, groby bliskich,
pola uprawne i znane im od wieków krajobrazy.
Wyrwani z własnej przestrzeni, musieli na nowo
definiować siebie i zdobywać poczucie bezpie­
czeństwa w miejscach im obcych. Takich grup na
terenie Europy było po wojnie wiele.
W Polsce główne nurty historii i pamięć
o minionych wydarzeniach kształtowała władza
ludowa. W ramach tych działań likwidowała
ona ślady niemieckiej przeszłości na tzw. Zie­
miach Odzyskanych. W perspektywie bieżącej
lieux de memoire należałoby raczej tłumaczyć jako
„miejsca wspominania", "miejsca wspomnień', a najlepie „miejsca, w których się wspomina". Koncepc a
owych mie sc wspominania, miejsc pamięci, osadzona

jest mocno w dwóch tradycjach Pierwsza to tradycja
badań nad społecznymi ramami pamięci zbiorowej
Maurica Halbwachsa. Badania miejsc wspomnień"
to analiza instytucjonalnych ram kreowania podtrzy­
mywania i transmisji pamięci przeszłości f ) L a na­
tomiast wiąże się z praktykami mnemotechnicznymi
antycznych! średniowiecznych retorów przypomnia-

dzksatTb

S ^ « p a S d " 7 S a ^ ? w ^ e i

S^23o^V ^SoZ Sn^££
D

D

�54

Marcelina Jakimowicz

chodziło o zdobycie mieszkań i miejsc pracy dla
milionów przesiedlonych Polaków. Rozwiąza­
niem problemu miało być usunięcie Niemców,
połączone w propagandzie PPR z mitem Ziem
Odzyskanych. Powrót tych ziem w granice Pol­
ski przedstawiano w kategorii sprawiedliwości
dziejowej, a także jako ukoronowanie polskiej
myśli politycznej . W polityce PPR przyłącze­
nie do Polski obszaru około 100 tys. k m , jego
„odniemczenie" i oddanie polskiemu osadnic­
twu (z obietnicą przejęcia majątków niemieckich
2

3

2

1 ich podziału w ramach reformy rolnej) miało
się stać, w otoczce haseł o budowie Polski jed­
nolitej narodowo, filarem pozyskania zaufania
społeczeństwa. Zamykano szkoły, konfiskowano
majątki należące do społeczności niemieckiej,
niszczono cmentarze. Usuwanie Niemców odby­
wało się dwutorowo: poprzez zorganizowane
wysiedlenia oraz tworzenie warunków skłania­
jących Niemców do wyjazdu .

nazywany „perłą w koronie miasta" lub „perłą
światowego dziedzictwa" . Świetnością cieszy się
od roku 2001, kiedy to został wyremontowany
i wpisany na listę UNESCO . Wcześniej pozo­
stawał w stanie ruiny i był widomym śladem
niemieckiej przeszłości miasta. Obecnie zabytek
powinien stanowić pamiątkę skomplikowanej
historii Jawora. Do 1972 roku świątynię okalał
cmentarz ewangelicki. Zlikwidowany przez wła­
dze Jawora pod pretekstem braku w centrum mia­
sta terenów zielonych, stanowi przykład niszczy­
cielskich działań władzy ludowej w stosunku do
poewaneelickieeo mienia Na miejscu cmentarza
powstał Park Pokoju - rozległe założenie oeroclowe otoczone przez dawne budynki parafialne.
6

7

8

Artykuł jest pokłosiem badań terenowych
prowadzonych w kwietniu i maju 2011 roku na

4

6

http://www.jawor.pl/pl/tresci-435.html, 26.11.2012.

W latach 2000-2003 Kościół w Jaworze przeszedł
pierwszy od 1906 r. generalny remont. Prace polegały
na usunięciu uszkodzonych części konstrukcji kościo­
ła i zastąpieniu ich nowymi Wymieniono pokrycie
dachowe nad nawą główną kościoła i nad nawami
bocznymi. Wszystkie drewniane elementy poddano
impregnacji. Służby konserwatorskie rekonstruowały
też zabytkowe malowidła. Renowację zabytku sfinan
sowała Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej.
Polska Partia Robotnicza
Dotacie na ten cel przekazał również Urząd Mar­
W. Borodziej, Wstęp, [w:] W. Borodziej, C. Kraft
szałkowski Województwa Dolnośląskiego i Urząd
(red.), Niemcy w Polsce 1945-1950, t. 1, Władze i in­
Generalnego Konserwatora zabytków oraz prywatS
stytucje centralne. Województwo olsztyńsk e, Wydawnic­
ZorS/^S^zSe pLW
two Neriton, Warszawa 2000, s. 56

Jawor, przed wojną Jauer - miasto powiatowe
położone na Dolnym Śląsku, na terenie tzw.
Ziem Odzyskanych. Głównym zabytkiem miasta,
a zarazem jego największą atrakcją turystyczną,
jest pochodzący z XVII wieku Kościół Pokoju ,

7

5

2

3

ofiWawT

t

4

pC3=m 1.02:2013

P. Kasprzak, Polityka władz polskich wobec ludności nieecktj okres efunkcjonowamaM n sterstM
Świątynia została wpisana na Listę Światowego Dzie­
mt

W

t

t

t

zyskanych, „Czasopismo Prawno-Historyczne" 2 2010, s.
217.
5

Kościół Pokoju został zbudowany w latach 1654¬
1655. Jego powstanie wiąże się postanowieniami
pokoju westfalskiego, kończącego wojnę trzydziesto­
letnią (1618-1648) Na jego mocy ce arz musiał wy­
razić zgodę na wzniesienie kościołów ewangelickich
w trzech śląskich miastach: Głogowie, JaworŁ i Świd­
nicy. Miały one być zlokalizowane na przedmieściach,
zbudowane z materiałów „niegodnych'' Domu Boże^
go- drewna gliny i słomy a także nie posiadać wieży
(obecna pochodzi z I ćw. XVIII w ) .

8

dzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO 13
grudnia 2001 r. w Finlandii z racji dużego znaczenia
dla kultury i ludzkości. Spełnia kryterium III - przed­
stawia unikatowe albo przynajmniej wyjątkowe świa­
dectwo tradycji kulturowej lub istniejącej albo minio­
nej cywilizacji I V - przedstawia szczególny przykład

typuTudowl zespołu architektonicznego lub techno­
ilustrującego ważny etap
oraz V I - poJstajf w bezpLre&lt;£

krajobrazu
ludzkości

logicznego albo
w historii
żywa

ZdyZ^So^da

lub^S^rTdbo

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�55

Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie...
terenie Parku Pokoju w Jaworze . W badaniach
starałam dowiedzieć się, jaki był i jest stosunek
do mienia poewangelickiego na terenie mia­
sta . Moich rozmówców pytałam o powojenną
historię Kościoła Pokoju i Parku. Starsze osoby
- również o wspomnienia związane z cmenta­
rzem i jego likwidacją. Starałam się także dowie­
dzieć, jakie znaczenie mają dziś kościół i Park
Pokoju dla młodych mieszkańców Jawora. Istotną
rolę w prowadzeniu badań miał fakt, iż Jawor
jest moją rodzinną miejscowością. Mieszkając
w pobliżu Parku Pokoju
dostęp do obser­
9

10

wacji teeo terenu badania prowadziłam wiec
w środowisku mi znanym. Omówienie materiału
badawczego dzielę na dwie części. Jedna odnosi
się do historii powojennej lawora w niej zamiesz
czam wspomnienia i stosunek ludności napływo­
wej do mienia poewaneelickieeo a także pokrótce
orzedsrawiam svruacie ewangelików w oierw
szvch larach n o w o i e n r l h Naromiasr w druHei
części
nrzedsrawić dzisiejsze
wvobraże
ę sraram sieę p
j
y
nia na temat tego terenu wśród mieszkańców mia­
sta Następnie rekonstruuje proces kształtowania
sta. n a s t ę p n i e r e K o n s t r u u j ę proces K s z t a ł t o w a n i a
n

m*

* i

r7

n n

t m

t P rlr

P Lr i

się pamięci jaworzan na temat i arku i OKO u
i Dadam jej wpływ na znaczenie tego terenu ma
młodszego pokolenia, ^zy rzeczywiście jest to

miejsce pamięci, czy może raczej niepamięci. INa
to pytanie postaram się odpowiedzieć w artykule.
9

Badania prowadziłam za pomocą obserwacji uczest­
niczącej jawnej, a także swobodnego i pogłębionego
wywiadu Wiele informacji było zdobywanych podczas
codziennych rozmów, a akże z wywiadu eksperckie­
go w przypadku rozmów z duchownymi. W artykule
korzystam także z wiadomości o parafii ewangehcko-aulburskiej w jaworze zdobytych podczas zbierania
materiału do pracy konkursowej pf Życie religijne
wczasachPRL u Ł s n a p r ó b a r o z L z e m a p r z e s z ł o ci
która została napisana pod kierunkiem Dariusza Drżała

Zawierzyć słowu mówionemu,
pochylić się nad świadectwem,
pogłoską, plotką...
Ludzka pamięć jest wybiórcza i często zwodni­
cza, a relacja konkretnego człowieka jest zanurzona
we współczesnym mu kontekście. Z biegiem lat
doświadczenia mogą zmienić swoje znaczenie. To
- jak wspominamy - uzależnione jest od wielu
czynników, pamięć nie jest stała, lecz elastyczna,
zmienna w czasie, zależna od pamięci zbiorowej
grupy, z jaką się identyfikujemy, i z dyskursem na
temat historii prezentowanym w mediach, z któ­
rymi się stykamy. Jednak pamięć daje nam moż­
liwość dotarcia do informacji niedostrzeżonych
przez historię bądź będących opozycją do dyskursu
historycznego.
Mikrohistorie dają nam możliwość uzyska­
nia wyobrażeń na temat przeszłości i pozwalają
dotrzeć do informacji zazwyczaj nie zawartych
w dokumentach - do ludzkich historii, do wyobra­
żeń na temat miejsca. Z ich pomocą starałam się
udzielić odpowiedzi na pytanie, jak funkcjonują
tereny poewangelickie w świadomości jaworzan.
Idąc za słowami Tokarskiej-Bakir, w swoich roz­
mowach chciałam zawierzyć słowu mówionemu,
pochylić się nad każdym świadectwem, pogłoską,
plotką, tym, co do niedawna było przez histo­
rię lekceważone . W moich badaniach stało się
to kluczem nie tylko do zrozumienia przeszło­
ści, ale przede wszystkim teraźniejszości. Pamięć
stała się pomostem między tym, co było, 3. tym
11

12

11

d s z X r S p o t o c k ą w r o l u 2 0 0 6 wr^chkonkJJn

10

Do mienia poewangelickiego zaliczam świątynię, te­
ren parku - niegdyś cmentarza ewangelickiego, znaj­
dującą się na jego terenie kaplicę oraz byłe ewangelic­
kie budynki parafialne, które okalają p i .

1 (19) PD13

BARBARZYŃCA

Mikrohistorie definiuję za Ewą Domańską jako od­
dające wielkie przemiany historii, opisujące drobne
wydarzenia powszechnych dni historii, małe światy
innych ludzi przybliżanych przez badaczy po to, by
wskazać na ich odmienność. Zob. E. Domańska, W-

krohistorie. Spotkania w miedzyświatach,
two PoznańsL, Poznań 1999,1 22.

12

A.

Wydawnic­

Guriewicz, Historia i antropologia historyczna,

tłum. B. Żyłko, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa"
1-2 1997, s. 17.

�co jest obecnie. W osobistych wspomnieniach
tkwi jednak pułapka subiektywności, gdyż każda
z opowieści jest opisana przez konkretną osobę,
która na swoje życie patrzy z perspektywy prze­
żytych dotychczas lat, zwraca uwagę na niektóre
elementy historii, a o innych zapomina. Jednak
każda, nawet najmniej prawdopodobna opowieść,
mówi o czymś badaczowi. Już na poziomie doboru
historii, które ktoś zechce nam przekazać, można
dowiedzieć się, co dla opowiadającego jest ważne,
jakimi wartościami kieruje się w życiu, a także
jak chce ukształtować swój wizerunek w oczach
słuchającego. Jak wspomina Traba, pamięć jest

fenomenem działającym historycznie, lecz nigdzie
nie jest utożsamiana z historią jako czymś, co rze­
czywiście się wydarzyło. Może pomagać historii,
wypełniać luki w materiale badawczym, jednak
należy odnosić się do pamięci bez potrzeby wery­
fikacji historycznej, przyjmować przedstawianą
nam prawdę jako obowiązującą w danej grupie .
Badania pamięci rozpatruje się nie jako „zapis
13

13

R.Traba, Wprowadzenie, [w:] R.Traba, Hans Hennig

Hahn (red.) Polsko-memteckte mtejsca pamtect, t. 3

Paralele, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa
2012, s. 11.

FOT. MARCELINA JAKIMOWICZ

BARBARZYŃCA

�57

Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie...
interpretacyjnie skończony", ale raczej umieszcza
się je w kontekście możliwych znaczeń .

wymazywania pewnych fragmentów historii jest
pamięć o ewangelikach, którzy według władzy
ludowej mieli być świadectwem przeczącym pol­
skości Ziem Odzyskanych.

14

Kirsten Hastrup przyrównuje historię do
mitu. Uważa, iż historia jest tworem europocentrycznym, który stawia dokumenty pisane ponad
mity, opowieści „zwykłego człowieka" . Nato­
miast, gdy zmienia się punkt widzenia i pojawiają
się nowe fakty, przyjęta dotychczas za pewnik
historia zostaje odrzucona jako mit, zaś mit
w nowym świetle może stać się historią . Decy­
dującym czynnikiem jest tu fenomen pamięci
ludzkiej, która jest
dla naszego poczucia

Jonie nasze było..." Stosunek
jaworzan do ewangelików i ich
mienia w czasach powojennych

15

Rok 1945, koniec wojny. Napływowi miesz­
kańcy Jawora wciąż żyją w strachu, że Niemcy
wrócą na swoje dawne ziemie. W pierwszych
latach po wojnie „osadnicy" nie remontują
domów, bo jak mówi pewien mężczyzna:

16

tożsamości. W artykule korzystam także z pojęcia
historyczności
Nietzschego, który określa ją jako
formę świadomości continuum wiedzy. Historyczność według Nietzschego jest zatem sp oso **
bem iaki człowiek wykorzystuje dla budowania
zachowywania bądź niszczenia świata kultury'
który narodził sie wraz z żvwvmi lecz którego
elementem iest wiedza o umarłych Naturalnym
procesem jest społeczne zapominanie niektórych
faktów, doświadczeń, natomiast sku
skupianie siej
17

r ^ e k a ź w a n i n ^ w h ' " ^ l e k ™ o Ł zhiorowei
L m i e r i w i . ż e sie często z z . r h w L e m t o ż s . m o

i Procesem zmorowej amnezji, i^ia „wygoay
wykluczamy z wrasnej przeszyci pewne takty,
świadomie Dądz nie, inne natomiast urastają
do rangi mitu narodowego, lakim przykładem
14

K. Polasik-Wrzosek, Czy oralność może „odbijać" men­

talność?, [w:] K. Polasik-Wrzosek, W. Wrzosek, L.
Zaszkilniak (red.), Historia - mentalność — tożsamość.

Studia z historii, historii historiografii i metodolońi

Instytut Historii Uniwersytetu im. Adama Mic­
kiewicza w Poznaniu, Poznań 2010, s. 354.

storii,

15

Oni [Niemcy]przecież
wszystko tu zostawili, to
czemu nie mieliby po to wrócić?
Pozostała w Jaworze ludność niemiecko-ewangelicka po wojnie z większości staje się mniejszo­
ścią. Jak wspomina ksiądz ewangelicki: „Dodat­
kowo władza stale wpaja napływowym wizerunek
Niemca-wroga, mordercy, nazisty" . Napływowa
ludność widzi także, jak władza ludowa traktuje
Niemców, którzy zostali w Jaworze. Traktowani,
jak ludzie drugiej kategorii, często nie posiadają
dokumentów, żyją z myślą o wyjeździe. Ci, którzy
zostali, nawet dziś nie chcą rozmawiać. Jeden z roz­
mówców opowiada mi o swojej sąsiadce - Niemce.
Została Oflcl fis. tych terenach z powodu
który
w pierwszych latach po wojnie ożenił się z Polką.
On się zasymilował, natomiast jego matka, mimo
hi­
że rozumiała język polski, do końca swoich dni

K. Hastrup, Przedstawienie przeszłości. Uwagi na te­

mat mitu i historii, tłum. S. Sikora, „Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa" 1-2 1997, s. 24.
16

17

Ibid., s. 23.
W. Werner, Świadomość historyczna miedzy wiedzą
jednostki a historycznośaa kultury. W poszukiwaniu
defimcp, [w:] K. Polasik-Wrzosek, W. wfzosek, L. Za­
szkilniak (red.), op. cit., s. 338.

18

19

K. Hastrup nazywa to roztopieniem tożsamości.

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

19

Rozmowa z ks. Tomaszem Stawiakiem: „Byli oni trak­
towani jak obywatele drugiej kategorii, nie posiadali
paszportów, dowodów osobistych (...) Często pada­
ły przykre zdania w stronę wyznawców luteranizmu,
wypowiadane przez katolicka ludność cywilna. Nato^
Z s t władze państwowe PRL-u w żaden sposób nie
represjonowały ewangelików znajdujących się na tym
terenie ale również nie czyniły nic by ich sytuacje
zmienić".

�58

Marcelina Jakimowicz

mówiła tylko po niemiecku. Miała za złe synowi, że
nie wyjechali. Wiatach pięćdziesiątych i sześćdzie­
siątych zdecydowana większość Niemców opuściła
omawiany teren. Zostało zaledwie kilkadziesiąt
osób, które stopniowo się zasymilowały. W trakcie
badań okazało się, że moja wieloletnia sąsiadka jest
„autochtonką", ale o tym nie mówi. Okazało się,
że jest to tajemnica poliszynela - większość znajo­
mych wie o jej pochodzeniu, lecz nikt o tym nie
mówi, ponieważ: „Ona nie chce o tym rozmawiać.
Określa siebie nie jako Niemkę, ale jako będącą
stąd" . Ksiądz ewangelicki opowiedział o pewnej
kobiecie, która przez lata przyjmowała księdza
katolickiego
kolędzie. Dopiero kilka lat
wyznała mu że nie należy do kościoła katolickiego
Kapłan katolicki powiadomił ówczesneeo księdza
ewangelickiego. Tłumacząc sie kobieta powie¬
działa mi Tak sie bałam po wojnie że wolałam
udawać [katolika]" Wpierwszych latachpowojennvch nie chciała rzucać sie w oczy swoi a. i nnościa
Nanc^ła sie nolskie^ wtoniła w PRT owska
rzeczywistość, wychodząc za mąz za „przyjezdnego
20

-

W pierwszych latach po wojnie oprócz aktów
przemocy ze strony przyjezdnych, ludność nie­
miecką spotkały także represje ze strony państwa .
Mimo zapewnień władzy , że dopóki ludność
ewangelicka będzie przebywała na terenach Ziem
Odzyskanych, kościoły i domy parafialne będą nale­
żały do jej własności, budynki parafialne zostały jej
bardzo szybko odebrane. We wrześniu 1945 roku
21

22

2 0

21

Ani razu nie użyła w rozmowie słowa Niemiec, mówi­
ła o Niemcach w 3 osobie: oni.

praktycznie z dnia na dzień jaworskim ewangelikom
został zabrany budynek przedszkola. Nie potrafiąc
mówić po polsku, starali się prosić o interwencję
nowe władze pisząc podania. W jednym z nich
czytamy: „Podczas biadowa godzinę przybyli dwa
mężczyźni i powiedzieli, ze ewangeli schronisko dla
dzieci natychmiast ma być zamknięte.. . ". Wysyłali
pisma, dokumenty własności, nic jednak nie wskó­
rali. Jeden z rozmówców, pochodzący z byłych Kre­
sów Wschodnich, zaznacza: „Tak naprawdę to mógł
każdy wejść do nich tam i coś zabrać, bo człowiek
wiedział, że nic oni mu nie zrobią".
23

Następnie przytaczana jest przez jednego z roz­
mówców historia dotycząca konfiskaty przez mili­
cję mebli z biura parafialnego. Polski urzędnik
wszedł do biura w czasie nieobecności księdza
i zabrał stół i biurko. Od starszych mieszkań­
ców Jawora dowiedziałam się, że meble z parafii
zostały przeniesione na komisariat policji. Mimo
interwencji u władz, budynki i meble nie zostały
zwrócone prawowitym właścicielom. W latach
50. XX wieku zabrano wszystkie budynki nale­
żące do parafii ewangelickiej. Skutkiem tego było
między innymi zmniejszenie się liczby wiernych
z ok. 3200 (rok 1947) do ok. 1500 (rok 1955) .
Trudności, które państwo sprawiało ewangelikom,
przyczyniły się do wyjazdu z Jawora w 1947 roku
proboszcza. Można więc powiedzieć, że władze
24

23

24

Źródło: Zbiór dokumentów parafii ewangelicko-au¬
gsburskiej w Jaworze, dokument z dnia 15 września
1945 roku (list napisany do starosty powiatu jawor­
skiego przez Ewangelików w języku polskim) Zacho­
wano oryginalną pisownię.
Były to zazwyczaj osoby z pobliskich wiosek, w któ­

B. Nitschke, Sytuacja niemieckiej ludności cywilnej na rych wolniej dokonywały się przesiedlenia. Z relacji

świadków - Polaków, wiemy ze jeszcze w latach 50.
XX wieku w Kościele Pokoju odbywały się msze przyjeżdżali na rowerach, które ustawiali pod ścianam świątyni. Co ciekawe, w pierwszych latach po­
wojennych Kościół Pokoju' był także udostępnimy
katolikom np. na śluby.

em achpolskich, [w:] W. Borodziej, A. Hajnicz (red.),

Zt

t

Kompleks wypędzema, Znak, Kraków 1998, s. 58.
22

25

W dziennikach urzędowych wiadomości prezydium
Ewangelickiego Kościoła na Dolnym Śląska możemy
przeczytać, iż na spotkaniu 2 września 1945 roku w Le­
gnicy wojewoda zapewniał, iż majątek gminy ewange­
lickiej jes jej własnością i taką pozostank; B. Skoczylas-

-Stadnk,i«V.,s.l7.

25

Dane z ksiąg parafialnych kościoła ewangelicko-augs¬
burskiego w Jaworze.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�„Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie..."
powoli osiągały swój cel oparty na polityce polonizacyjnej. Z powodu wyjazdu księdza, a później
także innych ewangelików , kościół oraz cmentarz
zaczęły powoli niszczeć.
26

Ewangelicyzm dla napływowej ludności stał
się tożsamy z narodem niemieckim - agresorem
w czasie I I Wojny Światowej. Po wojnie ewan­
gelicy z większości stali się mniejszością, często
„wyzywano" ich od hitlerowców. Stali się obcy
w swojej małej ojczyźnie. Jak mówi jeden z księży
katolickich:

59
który był bardzo zniszczony. Biegała miedzy gro­
bami i chowała się w pobliskiej zniszczonej krypcie,
która ukazywała pod podłogą resztki trumien:
Tam wchodziliśmy do tej krypty i tam trochę
strach było, ale dla dzieciaków to ciekawe takie,
to kolega znalazł tam w tej krypcie taki pierścio­
nek z oczkiem mały chyba złoty i miałam go do
czasów studiów a potem go zgubiłam nad rzeką,
szkoda mi było.

Kościół był prowizorycznie zabezpieczony przed
włamaniami, jednak chłopcy często niszczyli kamie­
niami kłódkę i wchodzili do świątyni. Ludzie,
My mieliśmy problemy przez naszą wiarę w PRL-u, ale ci ewangelicy co tu [ich] została garstka, to którzy jako dzieci bawili się na terenie budowli,
nie mieli życia. Potem wyjechali za rodzinami, bo nie traktowali jej jak świątyni, mimo iż widzieli, że
nie dość, że nazywano ich Niemcami, hitlerowca­ w pierwszych latach po wojnie odbywały się tam
uroczystości kościelne. Traktowali ją, jakby była
mi, kazano wracać do swoich, to jeszcze władza
należącym do nich - najmłodszych - miejscem
nie reagowała na ich prośby o pomoc .
zabaw. Mężczyzna, który w dzieciństwie mieszkał
Wraz z biegiem lat liczebność ewangelików nie­ w pobliżu kościoła, opowiada o swoich zabawach:
ustannie się zmniejszała. Rozmówcy wspominają, że
budynku świątyni i terenu cmentarza pilnował po
Biegaliśmy tam po tym budynku, tam takie wiel­
wojnie pewien starszy mężczyzna, któremu pozwo­
kie kryształowe lampy były, to nawet do nich sie
lono mieszkać w dawnej plebani, jednak i on wyje­
z procy strzelało, kto więcej kryształków zbije.
chał w latach 60-tych. Cmentarz zarastał, a kościół
niszczał. Dziś Park Pokoju jest terenem znajdującym
W roku 1972 władza ludowa rozpoczęła proces
się blisko centrum i oddziela starszą cześć miasta „odniemczania" cmentarza w Jaworze. Z całej akcji
od nowych osiedli. Jednak w czasach powojennych nie zachowały się żadne dokumenty, nie wiadomo
obszar ten mieścił się na krańcu Jawora. Zarówno także, co stało się z nagrobkami. Wydarzeniem,
cmentarz, jak i kościół stały się miejscami zapo­ które najczęściej wspominane jest w opowieściach
mnianymi, w których jak wspominają rozmówcy: dotyczących cmentarza, jest jego likwidacja. Z rela­
„bawiły się dzieci i wylęgały ptaki". Stanowiły miej­ cji osób, które bawiły się na terenie nekropolii,
sca niczyje i raj dla najmłodszych, dzisiejszego dru- a także tych, które mieszkają w obrębie parku,
eieeo pokolenia jaworzan dzięki'temu że mieściły możemy dowiedzieć się jak wyglądała likwidacja:
w sobie pełno zakamarków i nie pilnował ich nikt
dorosły Tedna z kobiet opowiada
jak bedac
Przyjechał jakiś buldożer czy koparka i w ciągu
11

małą dziewczynką bawiła sie na terenie cmentarza
;

1

W latach 60. XX wieku większość pozostałych po
wojnie ewangelików wyjechała do NRE&gt; na mocy po­
stanowienia o łączeniu rodzin.
Wypowiedź ks. Walentego Szałęgi.

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

dnia zrównała to z ziemią wszystko. Nie wiem,
dlaczego tak zrobili. Podobno parku w mieście
brakowało.

�60

Marcelina Jakimowicz

FOT. MARCELINA JAKIMOWICZ

Pewna grupa osób, wiedząc o nadchodzącej
likwidacji cmentarza, jeszcze przed wjechaniem
buldożerów kradła nagrobki i plądrowała kryptę.
Relacja mężczyzny mieszkającego obok parku,
który oglądał likwidacje ze swoim sąsiadem,
Niemcem:

Mimo iż większość mieszkańców wiedziała,
że na terenie cmentarza znajduje się krypta,
nikt oprócz dzieci, dla których cmentarz był
terenem zabaw, nie ośmielił się wchodzić do
niej przed podjęciem decyzji o likwidacji cmen­
tarza. Wiadomość o rychłej likwidacji „ośmie­
liła" niektórych mieszkańców Jawora, zniknęły
pojedyncze nagrobki. Profanacja zwłok z krypy
On mi mówił, tu byli pochowane bogate ludzie,
stała się lokalną sensacją, bardzo wielu starszych
bo tu kaplica, kto móglse pozwolić, to oni tam
zeby mieli złote mówi, ałe tam było bogactwo w tej mieszkańców opowiadało mi o tym incydencie.
piwnicy hoho, oni pierścienie chowali, naszyjniki
mieli.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�61

„Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie..."
Jedna z kobiet mieszkających w obrębie parku
wspomina:
To nawet takie zdarzenie było, że chłopaki wzięli,
pobahamowane to wszystko było, wzięli dwóch
tych nieboszczyków wyciągnęli, założyli sznurek
[im] na szyje, powiązali. Tak z tej piwnicy [wy­
ciągnęli], tu komitet- UB szukało kto to zrobił
a tam chłopaki nie przyznali się. Dla żartu sobie
zrobili, bo to Niemcy, to tak powiesili.
Wielu Jaworzan pamięta ten precedens, jed­
nak ciekawym wydaje się fakt, iż zazwyczaj w nar­
racjach moich rozmówców powieszenie zwłok jest
określane jako żart, wygłup młodych, podobnie
jak niszczenie wnętrza Kościoła Pokoju i dzie­
cinne zabawy na cmentarzu. Z jednej strony
w opowieściach zaznacza się, iż było to miejsce
niczyje, zaniedbane, stanowiące zagrożenie dla
dzieci, z drugiej - pozwalano dzieciom bawić się
na cmentarzu, tłumacząc: „Nie było placu zabaw,
to gdzie miały się bawić". Jednocześnie w roz­
mowach często podkreślano dużą wartość histo­
ryczną cmentarza, a także jego bogactwo. Jeden
z mężczyzn wymieniał „marmury
białe zielone jakie chciałeś, nawet jakieś carskie
rodziny tu leżały". Nie wiadomo jakie dokładnie
nagrobki zostały zlikwidowane Po likwidacji
w miejscu krypty postawiono pergolę, której
resztki stoją w parku do dziś

nych, rekreacyjnych w Jaworze , inni natomiast
zwracali uwagę na zły stan cmentarza, który miał
stanowić niebezpieczeństwo dla lokalnej ludno­
ści, a przede wszystkim bawiących się na nim
dzieci. Likwidację argumentowano także mała
liczbą ewangelików w Jaworze, którzy nie byli
w stanie opiekować się nagrobkami. Na terenie
cmentarza ewangelickiego było ok. 1500 gro­
bów , epitafia byłyby teraz zabytkami barokowej
sztuki sepulkralnej. Co stało się z tak wielką ilo­
ścią kamienia z płyt grobowych? Jedni opowia­
dają o kamieniu wywiezionym „do centrali, żeby
naprawiać stolicę" Inni wspominają o kamieniu
rozkradzionym przez Jaworzan mieszkających
wokół parku i wykorzystanym jako materiał na
schody i parapety. Jeszcze inni opowiadają o roli
C O M - D w dysponowaniu kamieniem z płyt
nagrobnych Jedna z kobiet wspomina
29

30

31

-

Mój sąsiad tam z ul. Legnickiej, bo to tez ten UB-owiec taki, (...) On już nie żyje, niech mu zie­
mia lekką będzie, to przywoził z tych pomników te
płyty, na podwórko do nas i robił nowe nagrobki,
to widziałam.

-

W grudniu 1972 roku, w przeciągu kilku dni,
teren cmentarza został „oczyszczony": nagrobki
zostały zrzucone w jedno miejsce, a szczątki
przeniesione do zbiorowej mogiły na cmentarzu
komunalnym . Na pytanie o powody likwidacji
i przeniesienia cmentarza, otrzymywałam różne
odpowiedzi. Jedni mówili o braku terenów zielo-

Fragmenty pokawałkowanych płyt nagrob­
nych z niemieckimi napisami można znaleźć na
miejscu ośrodka rekreacyjnego Jawornik. Poka­
wałkowane płyty zalane betonem tworzą posadzkę
pod stolik do gry w warcaby. Jedna z relacji mówi:
Kamień wtedy był bardzo drogi, więc ludzie
pobrali, a przede wszystkim to COM-D pozabie2 9

28

3 0

31

28

Informacje uzyskane od plebanii kościoła ewangelic­
kiego w Jaworze. Miały być to groby przodków tych
którzy zostali na terenie Jawora.

ewangelików,
1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

Takie argumenty wysuwają także członkowie komisji
ds. likwidacji cmentarza.
Dane szacowane na podstawie archiwum parafii
ewangelickiej w Jaworze.
Przedsiębiorstwo Produkcyjne i handlowe - skrót
COM-D pochodzi od łacińskiej nazwy communalis
dispmsatL, spółka zajmuje się prowadzeniem gospodafki wodno ściekowej, zarządzaniem komunalnymi
zasobami lokalnymi, świadczeniem usług komunal­
nych.

�62

Marcelina Jakimowicz
rato na posadzki w mieście i na nowe nagrobki.
Odwracali taką płytę i już można było nowe litery
wyrżnąć.

remont świątyni sfinansowała Fundacja Współpracy
Polsko-Niemieckiej. Część dotacji na ten cel prze­
kazał również Urząd Marszałkowski Województwa
Dolnośląskiego i Urząd Generalnego Konserwatora
Na stronach internetowych miasta i Kościoła Zabytków oraz prywatni ofiarodawcy. Mając na
celu ochronę zabytku, władze miasta wraz z parafią
Pokoju można znaleźć wzmiankę na temat
likwidacji cmentarza ewangelickiego. Nie ma ewangelicko-augsburską ogrodziły cały teren parku.
jednak żadnych informacji o tym, w jaki sposób Zamontowano także ogrodzenie wokół kościoła,
mające chronić budynek przed dewastacją. Jednak
została przeprowadzona ekshumacja szczątków.
0 tym, jak wyglądało przeniesienie szczątków do „niedostępność" i brak oświetlenia tego terenu spo­
grobu zbiorowego, opowiada ksiądz parafii ewan­ wodowały, że - jak mówią mieszkający w pobliżu
gelickiej w Jaworze. W gazecie wydawanej w jed­ jaworzanie - jest to „idealne miejsce dla pijącej,
bawiącej się młodzieży" Ściany kościoła często są
nej z niemieckich miejscowości zamieszczono
ogłoszenie o likwidacji cmentarza. Zgłosiło się pokrywane napisami ksiądz ewangelicki skarży się
kilka rodzin, które zaoferowały chęć przeniesienia na częste próby włamania lub podpalenia. W cza¬
grobów swoich bliskich. Reszta kości została pod sie prowadzania badań na jednym z ocalonych
ziemią, co mieszkańcy Jawora mogli zauważyć epitafiów ktoś domalował wasy postaci kobiecej
Park Pokoju miał być zamykany aby ochron ć
w trakcie kopania rowów pod kable sieci telefonii
kościół
przed wandalizmem. Jednak furtki są przez
stacjonarnej. Jedna z mieszkanek opowiada:
32

cała noc otwarte ponieważ wedłu? relacji jednej
Jak tu sieć kopali, to tak na metr-półtora
i tu
zinformatorek:
normalnie czaszki leżały, nieraz to w piaskownicy
słyszałam, że dzieci piszczele znajdują.
Jak zamykali je, to te furtki chyba z trzy razy
je wyważali i na złom kradli, wiec nie zamy­
Po likwidacji ziemia została wyrównana, posiano
kają teraz.
trawę, postawiono ławki, pergolę w miejscu dawnej
krypty, zbudowano plac zabaw. Jedynymi śladami
Według kobiety furtki kradziono „na złość",
po całym cmentarzu są obecnie epitafia umieszczone aby dać wyraz niezadowoleniu wynikającemu
na ścianach świątyni i pozostałości po ramach epi­ z zamykania terenu parku. Przez park przebiega
tafiów na murach otaczających park.
najkrótsza trasa łącząca część starego Jawora
z nowo wybudowanymi osiedlami, tak więc jego
zamknięcie dla przechodniów w nocy powodo­
Kościół i Park Pokoju dzisiaj. Duma
wało zamknięcie najkrótszej drogi łączącej te dwie
1 chluba miasta czy może „zemsta
części miasta.

zmarłych Szwabów"?
W grudniu 2001 r. Kościół Pokoju w Jaworze
został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa
Kulturowego i Naturalnego UNESCO. Generalny
3 2

http://www.jawor.pypl/tresci-435.html, 20.11.2012;
httJ://dolnyslask.org/miejscowosci/obiekty/jawor/;
20.11.2012:

Analizując używane przez jaworzan nazwy
parku można zauważyć, że istnienie byłego cmen­
tarza nie jest fragmentem historii przekazywanej
młodym pokoleniom. Drugie pokolenie prze­
siedlonych widziało jeszcze nagrobki, natomiast
trzecie pokolenie w ogóle nie zna historii tego
miejsca. W 2005 roku na terenie parku stanęła

BARBARZYŃCA

1 (19) PD13

�Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie...

63

FOT. MARCELINA JAKIMOWICZ

tablica pamiątkowa informująca, że na tym obsza­
rze istniał dawniej cmentarz. Został na niej umiesz­
czony m. in. cytat z Biblii: „Człowieku zdejm
z nóg sandały swoje, bo miejsce, na którym stoisz,
jest ziemią świętą". Tablica została ufundowana
przez burmistrza miasta Jawor, w czasie obchodów
350-lecia Kościoła Pokoju. Mimo tego spośród ok.
trzydziestu młodych osób z którymi rozmawiałam,
tylko dwie wiedziały, iż dawniej był to teren cmen­
tarza. Zauważyć to można w nazewnictwie parku.
Pierwsza i druga generacja jaworzan
„parkiem sztywnych", „parkiem trupków". Nato­
miast wśród młodszego pokolenia funkcjonują już
„neutralne historycznie" nazwy: Park Pokoju1

Także administracyjna nazwa parku.

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

mały park. Drugie pokolenie dodatkowo pamięta
cmentarz jako teren dziecięcych zabaw.
Kościół Pokoju jest punktem centralnym oma­
wianego terenu. Dla większości moich rozmów­
ców funkcjonuje jako zabytek, punkt turystyczny,
duma Jawora i „maszynka do zarabiania pieniędzy
od niemieckich turystów", a nie jako świątynia.
Jedna z kobiet podkreśla:
Kościół Pokoju to taki magnes na turystów z Nie­
miec. Oni przyjeżdżają, jakieś pieniądze zostawia­
ją, dobrze, że coś takiego mamy w tym Jaworze,
sami sobie odremontowali Niemcy (...JA tak

�64

Marcelina Jakimowicz
w ogóle to ja nawet tam nigdy nie byłam, to nie
wiem, jak to wygląda w środku.

Kościół funkcjonuje więc w świadomości Jawo­
rzan przede wszystkim jako zabytek, do którego
przyjeżdżają zagraniczni turyści. Z jednej strony
istnieje teren kościoła, naznaczony sacrum dla
turystów i grupy ewangelików, a z drugiej park:
strefa rozrywki i odpoczynku stanowi dla miesz­
kańców miejsce profanum. Na terenie parku, jak
wspominają mieszkańcy okolicznych budynków:
„Na ławkach przy kościele pije się piwo, upra­
wia seks..., w niedzielne popołudnia obsikuje
budynek...".

psy. Jedna z napotkanych starszych kobiet, która
przyszła do parku ze swoim wnukiem, mówi, że
zawsze gdy wchodzi do parku, odmawia modli­
twę. W rozmowie owa kobieta opowiada, iż:
sie, bo pamięta łzy swojej sąsiadki z rodzi­
ny niemieckiej, która widziała teren kilka dni po
likwidacji cmentarza (...) Niegodne, żeby tak po
szczątkach chodzić. Myślę o tym, że tam szczątki
są, Ojcze Nasz odmawiam, bo Zdrowaś Marią oni
nie odmawiają.

Modli

Na terenie Jawora znajduje się także drugi
park, zwany Dużym Parkiem, Parkiem Miej­
skim . Spotkani ludzie określają Park Pokoju
jako bardziej niebezpieczny od „dużego parku",
mimo iż w tamtym istnieje więcej terenów nie­
dostępnych, zaciemnionych, jest on także bar­
dziej zalesiony. Gdy rozmówcy zostali poproszeni
o argumentację tego, że teren wokół Kościoła
Pokoju jest niebezpieczny, podawali przykłady
miejskich legend związanych z patologiami spo­
łecznymi. O tym, że ów teren stanowi zagrożenie,
miał świadczyć także fakt, iż kilka lat temu została
34

Teren parku wielu młodych i starszych jawo­
rzan określa jako miejsce niebezpieczne, związane
„z elementem Jawora", „spędami libackimi",
„jaworską patologią". Analiza wypowiedzi roz­
mówców wskazuje, że w ich świadomości teren
okalający kościół należy do sfery rozrywki, nato­
miast parafia ewangelicka jest odbierana czę­
sto jako „dodatek" do kościoła jako zabytku.
W opinii niektórych moich rozmówców ksiądz
jest raczej „przewodnikiem po kościele", „kusto­
szem", niż proboszczem działającej parafii. Wypo­
wiedź jednego z napotkanych w parku mężczyzn:
„Ksiądz ewangelicki ma oprowadzać Niemców
i od CZ3.S U. do czasu koncert jakiś zrobi". Niektó¬
rzy Jaworzanie w ogóle nie wiedzą, że w mieście
istnieje mniejszość ewangelicka Jedna z kobiet
opowiadała:
Kiedyś do mnie kuzynka przyjechała, wstaje
w niedziele spóźniona, słyszy dzwony i biegnie,
i wie Pani co? Pobiegła szybko do Kościoła Poko­
ju, gdzie ona tam dzwony słyszała? Nie wiem, ale
chyba o klamkę sie obiła. Śmialiśmy sie, bo tam
przecież mszy nie robią.

34

Park Miejski jest największym parkiem Jawora. Wcze­
śniej w miejscu Parku znajdował się tzw Park na kę­
pie Strzeleckiej. Jednak na początku XX wieku pal
był już zbyt mail, jak na potrzeby rozwijającego się
miasta. Ówczesny burmistrz Jawora Emil Groneberg
zdecydował się rozbudować park, zagospodarowując
przylegający do niego teren na połuSioWm brzegu
Niespodziewanie znalazł sTprywatny
sponsor
1911 roku drezdeński kupiec ż y d o S i e i
pochodzenia Bruno Fuchs (urodzony w jaworze) wyło­
żył na ten projekt niebagatelną na owe czasy sumJ 0
doS^rek Pok™ac Z
Z
K

NISŁ
W

5

H e n i a no^Z^kTlS
n o w Z k n Z o Parkiem

u S e r T Z S
^SSTob^

Dzwony na wieży Kościoła Pokoju istnieją i co
niedzielę dzwonią na poranną mszę. Na terenie
parku bawią się dzieci, spaceruje się, wyprowadza

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�65

Miejsce n i c z y j ą bo niemieckie...
wysłana przez policję specjalna grupa, która miała
pilnować bezpieczeństwa w parku.
Jedna z młodych dziewczyn, gdy dowiedziała
się że obszar parku jest dawnym cmentarzem,
powiązała ten fakt z dużą przestępczością na jego
terenie, żartobliwie określając „dramaty" jakie się
tam wydarzyły „zemstą zmarłych, podobną do
tych w amerykańskich horrorach". Zmarli mie­
liby być niezadowoleni z braku szacunku wobec
ich szczątków i mścić się na żyjących, doprowa­
dzając do tego, iż teren parku stał się miejscem
morderstw i gwałtów. Szczególnie często wśród
młodych osób opowiada się legendy, które zabar­
wione są elementami tragicznymi i przypominają
historie z thrillerów czy horrorów.
Spośród usłyszanych historii szczególnie czę­
sto powtarzały się dwie. Jedna z nich mówiła
0 dwóch morderstwach popełnionych na tere­
nie parku, które miały być efektem działalności
nożownika. Wedle słów moich rozmówców był
to chłopak, który został porzucony przez swoja
dziewczynę i mścił się, zabijając nożem mężczyzn,
którzy odprowadzali swoje narzeczone. Tę historię
udało mi się „zweryfikować" u znajomego poli­
cjanta. Rzeczywiście dwa lata temu znaleziono
martwego człowieka przy murze parku, który
został zamordowany nożem, a zwłoki zostały
nakryte suchymi liśćmi. Policja ustaliła, iż mężbył bezdomny.

wie są niedorozwinięci umysłowo. To oni mieli
zwabić dziewczynę do domu, lecz według moich
rozmówców nie grozi im więzienie z racji niepeł­
nosprawności umysłowej. Historia przypomina
jedną z wielu historii miejskich i jest podawana
jako argument świadczący „o złej sławie" tej
przestrzeni.

Podsumowanie
Przestrzeń Parku, mimo swojej burzliwej histo­
rii, dla współczesnych Jaworzan stanowi miejsce
rekreacji. Niewielu spośród młodych mieszkań­
ców wie, iż na tym terenie istniał kiedyś cmentarz.
Pamięć o cmentarzu przetrwała tylko we wspo­
mnieniach osób, które go widziały, ale nie jest prze­
kazywana następnym pokoleniom. Starsi ludzie,
mimo że zaznaczają dawne bogactwo i ogrom
cmentarza, zazwyczaj starają się usprawiedliwić
jego likwidację, podając jako powód takiego
cedensu przeważnie brak terenów zielonych, rekre­
acyjnych w Jaworze. Park Pokoju w świadomości
mieszkańców funkcjonuje jako miejsce niebez­
pieczne związane z patologiami społecznymi"
Mimo iż znajduje się w centrum miasta, jest
określane jako jedna z najniebezpieczniejszych
części Jawora. Ciekawym wydaje sie także fakt
iż również budynek Kościoła Pokoju nie stanowi
dla moich rozmówców sacrum. Jest on określany
jako zabytek instytucja kultury związana z odby
waiarvmi
sie w nim Koncertami,
koncertami W
w a j ą c y m i się
w iduaaćc to na
n r 7 v t ł a d 7 i e braku
ś w i a d o m o ś c i rn do istnienia
przyKiaazie
DraKU swiaaomosci

Następna opowieść także wiąże się z morder­
stwem. W miejscowym klubie „Ex" została upita,
a następnie uprowadzona do domu graniczącego
z parkiem pewna dziewczyna. Była przetrzymy­
wana w tragicznych warunkach, codziennie bita
1 gwałcona przez kilku mężczyzn. Po dwóch tygo­
dniach zmarła. Historię tę usłyszałam kilka razy,
wszystkie opowiadające ją osoby jako miejsce
tragedii wskazywały żółty dom na końcu parku.
Podobno mieszka tam rodzina, której członko­

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

fn nkrionn iarei narafii ewancrelirko ancrshnrskiei
T

rr

M Z

7

* ' i k b rH, W

n-ł

w jaworze. iviozna zauważyć, jak Darozo zmienna
się przestrzeń i jej znaczenie w przeciągu
lat.
amięc o historii ego terenu nie jest przekazywana
następnym pokoleniom. Usobom starszym pyta­
nia dotyczące arku i Kościoła okoju nasuwały od
razu narracje na temat pierwszych lat powojennych

i sytuacji osób wyznania protestanckiego. Druga
generacja— ci, którzy znają omawiane tereny z cza-

�66
sów swojego dzieciństwa, wspominali cmentarz
jako miejsce zabaw
Postać ewangelika pojawia się w narracjach
o pierwszych latach powojennych na tych terenach;
ewangelik w narracji jest utożsamiany z Niemcem wrogiem, nazistą. Powojenna polityka „odniemczania" ziem zachodnich, które po 1945 roku zostały
wcielone do Polski powodowała, że także znaki „niemieckości" tych terenów miały być zlikwidowane.
Podstawą akcji polonizacji było - oprócz wysie­
dleń ludności niemieckiej - tępienie wszystkiego,
co niemieckie, tak więc po wysiedleniu ludności
niemieckiej przyszła kolej na likwidację napisów
niemieckich, w tym usuwania ich np. z obrazów,
restauracji kawiarni nagrobków krzyży przydroż­
nych, kapliczek, kościołów*. Starano się usunąć
35

Marcelina Jakimowicz
ślady niemieckości tych ziem. Długoletnie prze­
milczanie historii dało o sobie znać w mentalności
młodych Jaworzan. Historia utajana, przemykająca
na marginesach rodzinnych opowieści traktujących
o pierwszych latach powojennych w Jaworze spowo­
dowała, że młodsze generacje nie traktują budynku
Parku i Kościoła Pokoju jako historii, która ma con­
tinuum w dzisiejszym Jaworze poprzez na przykład
funkcjonowanie parafii ewangelicko-augsburskiej.
Kościół, owszem, jest miejscem sacrum, lecz zwiąświadomości rozmówców z czasami przed­
wojennymi, dziś stanowi dla młodszego pokolenia
„tylko" zabytek z listy UNESCO.

Jednak przeszłość może zapomniana, może
nieprzekazywana, niekiedy realizuje się nadal. Jej
ślady odnajdywane są w znaczeniach nadawanych
miejscom przez młodych ludzi, wyłaniają się, są
B. Nitschke, Wysiedlenie ludności niemieckiej z Polski na nowo interpretowane, niekiedy nawet z perlatach 1945-1949, Wydawnictwo Wyższej Szkoły spektywy kultury popularnej:

Pedagogicznej im. Tadeusza Kotarbińskiego, Zielona
Góra 1999, s. 120.

Czyli to był kiedyś cmentarz?! (...)To nawet
wszystko pasuje co mówią o tym parku, że tu gwał­
cą jacyś psychopaci, matka to mi nawet zabrania
tutaj wieczorem chodzić, bo tu mordują i gwałcą.
A niby Jawor taki spokojny'. A jak teraz mówisz,
że to cmentarz [tu był]! To wszystko sie układa,
że wieszjak w horrorach amerykańskich, dom
budują na starym indiańskim cmentarzu i oni się
mszczą. Tylko u nas to Szwaby by się mściły.

"Noones place, German/... " Church and Park of Peace in Jawor as an example of a site of
commemoration (or oblMon)
The article deals with issues of cultural memory, memoriał sites and grassroots initiatiyes to commemorate
the historical events. The article focuses on the traces of eyangelical communities which, due to ethnical and
political reasons, were forced to leave town Jawor (situated in contemporary Lower Silesian Voivodeship)
after the World War I I . The author reconstructs the history and compares it to the recollections of present
citizens and their attitudes towards the remainders. Basing on the attitudes towards the objects, buildings
and spaces left by eyangelical communities the author presents the grassroots initiatiyes aiming at the
destruction of German traces and asks about the social forms of remembrance and obliyion.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11316" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11294">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93a11aa14c5225a9f0773e594dc7ac97.pdf</src>
        <authentication>2ddf27ba310ce332003fa77dbe48eccd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134847">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5641</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134848">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134849">
                <text>2012</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134850">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5244</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134851">
                <text>O przestrzeni i porządku pisma/ Barbarzyńca 2012 nr1(18)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134852">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2012 nr 1 (18), s.91-101</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134853">
                <text>Jakubowska, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134854">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134855">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134856">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134857">
                <text>Agnieszka lakubowska

I

F

Absolwentka Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej przy Uniwersytecie
Wrocławskim. Poza szeroko rozumianą antropologią słowa, w którą wpisuje się
niniejszy tekst, interesują ją tubylcze kultury Stanów Zjednoczonych, a w Polsce
kultury górali Beskidów i Podhala oraz zjawisko postfolkloryzmu w muzyce.

ormalną konsekwencją wynalazku pisma było
związanie słowa z przestrzenią , czego z biegiem
czasu definitywnie dokonała technika druku.
Dalekowschodnie ideogramy, podobnie jak litery alfa­
betu fonetycznego, „poważnie przekształciły umysłowość i organizację społeczną" , wytwarzając swoisty typ
kultury, a nie tylko system praktyk komunikacyjnych.
Propagatorami tego poglądu byli autorzy Wielkiej
Teorii Piśmienności (ang. Great Literacy Theory),
znajdującej się niejednokrotnie pod obstrzałem antro­
pologicznych kontrargumentów. Jej pomysłodawcy

- Harold Innis, Eric Havelock, Marshall McLuhan ,
Walter Ong oraz Jack Goody - tworzyli niejedno­
rodne środowisko naukowe (Goody był jedynym
antropologicznym duchem tego interdyscyplinarnego
grona), tzw. szkołę komunikacji z Toronto . Brała
ona za swój cel „kulturową perspektywę refleksji nad
systemami komunikacji" . Gwoli wyjaśnienia należy
podkreślić, że uznanie ogromnych możliwości nie
zachodnich (nie fonetycznych) modeli pisma było
rewizją poglądu, że idealną formę i pełnię swych możli­
wości osiągnęło ono w Grecji klasycznej, jako linearny

Kordian Bakuła wskazuje na konieczność rozróżnienia
„przestrzeni" i „powierzchni". Mimo, że sytuuje pismo na
płaskiej, pozbawionej wymiaru głębi „powierzchni", pojęciem
„przestrzeni" posługuję się w odniesieniu do niego w dalszym
ciągu, uznając materiał piśmienniczy za pewien o b s z a r ,

Kanadyjski teoretyk komunikacji, autor głośnej Galaktyki
Gutenberga (1962) oraz metafory „globalnej wioski"; żył
wiatach 1911-1980.

1

2

3

4

5

6

1

w którym słowo zyskuje zupełnie nowy (płaski?) w y m i a r .
K. Bakuła, Mówione ~ pisane: komunikacja, jeżyk, tekst, Wyd.
Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2008, s. 42.
2

G . Godlewski, Słowo -pismo - sztuka słowa. Perspektywy

antropologiczne, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego,
Warszawa 2008, s. 195.

1 (18) PD1P

BARuARZtWCA

3

4

Amerykański jezuita, profesor literatury angielskiej, filozof,

autor Oralności i piśmienności (1982); żył w latach 1912-2003.
5

Określenia tego użył po raz pierwszy Jack Goody

w odniesieniu do Innisa, Havelocka i McLuhana, związanych
z życiem naukowym Uniwersytetu w Toronto.
6

G . Godlewski, Słowo..., op. cit, s. 155.

�Agnieszka Jakubowska

92

ciąg znaków i odpowiadających im dźwięków Uznano
sąd, iż rozwój piśmienności zachodniej wcale nie musi
stanowić wzorca wobec innych jej form. Jednakże nie wnikając w szczegóły debat i polemik toczących
się wokół jądra „wielkich teorii" oraz nie rozstrzygając
0 zasadności podziałów na Zachód i W s c h ó d tkwią­
cych w tle - założeniem tego tekstu jest refleksja nad
językowością człowieka, człowieka piszącego {homo
scriptor). Spojrzę na linearny sposób graficznego orga­
nizowania przestrzeni słów, który stał się jednym
z wielu czynników determinujących, w założeniach
McLuhana i Onga, charakter kultury Zachodu.
S 1 o w e m... definiujący jej „zachodniość".

w czasie, narażona jest na ciągłą niepewność ujarz­
mienia czegoś, co jest żywe, spontaniczne i pełne
energii. Rodzaje wypowiedzi pozostają d o m e n ą
naturalnej mowy, wystawionej na p u ł a p k i czy­
hającej nieświadomości, drwiącej - w skojarze­
niach i błędach językowych - z reguł i konwencji.
Zagadnienie różnicy, oddzielającej m ó w i o n e od
pisanego, wspierającej się na opozycji świadome nieświadome, rozwija Ong:
Mówienie uzupełnia świadome życie i nadaje mu moc,
ale dociera z głębin nieświadomości, choć, rzecz jasna,
dzięki świadomej i nieświadomej współpracy społe­
czeństwa. Reguły gramatyczne żyją w nieświadomości
w tym sensie, że wiem, jak ich używać (...). Pismo czy
zapis różnią się tym od mowy, że nie wynikają bezpo­
średnio z nieświadomości. Procesem przekładu języka
mówionego na pismo rządzą reguły świadomie wytwo¬
rzone i możliwe do wyartykułowania .

** *
Dążność do usytuowania żywej mowy w materii
pisarskiej, j u ż w świetle myśli sokratejskiej (zgodnie
z przekazem Platona) było redukcjonistycznym
pojmowaniem jej właściwości, niemożliwych do
ogarnięcia żadną ramą. Pismo - pisze Walter Ong
- „sprowadza dynamiczny dźwięk do bezgłośnej
przestrzeni, oddziela słowo od żywej teraźniejszości
mowy" , czyniąc je podporządkowanym regułom
pisania .
7

8

M o w ę , m i m o wszelkiej frazeologii, s t y l ó w
1 gatunków wypowiedzi, cechuje wyzwolenie z rygo­
rystycznego przestrzegania formy, w której grzęźnie
„myśl uwięziona przez farbę drukarską" . W ł a d z a
środków retorycznych, w tym formuł kostniejących
9

W J . Ong, Pismo a struktura świadomości, tłum. M .
Pęczak, [w:] G . Godlewski, A. Mencwel, R Sulima (red.),
Antropologia słowa. Zagadnienia i wybór tekstów, Wydawnictwa
Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2004, s. 370.
7

Walter Ong podkreśla jednocześnie nobilitujący fakt ogromnej
rewolucji umysłowej, której dokonała technologia pisma,
uznając ją za „nieocenioną i w istocie kluczową dla pełniejszego
urzeczywistnienia ludzkich możliwości. Transformacja tego
rodzaju była swoistą dźwignią podnoszącą świadomość na wyższy
poziom". Nb. „determinizm technologiczny" (przekonanie, że
panująca technologia przekazywania informacji wpływa na kształt
i charakter kultury) wyraźnie dostrzegalny w słowach Onga,
niejednokrotnie poddawany był krytyce. Ibid.
8

•&gt; M . McLuhan, Stówo pisane, czyli oko zamiast ucha, tłum.
K.Jakubowicz, [w:] G . Godlewski, A. Mencwel, R. Sulima
(red.), op. cit, s. 381.

10

Kordian Bakuła (filolog, językoznawca) pod­
kreśla, że dychotomiczny podział na m o w ę oraz
p i ś m i e n n o ś ć jest „ n i e p o t r z e b n y m konstruktem"
i uznaje go za rezultat strukturalistycznego myślenia
opozycjami binarnymi . Dekonstrukcji tego prze­
ciwstawienia dokonuje Jacques Derrida, m.in. wska­
zując na tożsamość wielu cech mowy oraz pisma
(zdolność do funkcjonowania pod nieobecność
autora i adresata, możliwość zmiany kontekstów
11

WJ. Ong, Pismo..., op. cit., s. 370. Przywołaną myśl Onga
skonfrontować można z dużo wcześniejszym poglądem Marshalla
McLuhana przesuwającym „świadomość" ku „językowości,
nieświadomość zaś - technice druku, uznając ją za rosnącą
hałdę odpadów świadomości". Autor pisze, że „koncepcja
posuwania się w równym tempie wyłącznie na poziomie
narracji jest zupełnie obca naturze języka i świadomości, ale
1 0

jest całkowicie zgodna z istotą słowa drukowanego. Tego typu
układ linearny obnaża i ogałaca język, czemu towarzyszy efekt
mechanicznego powtarzania i jednostajności, który wywierał
coraz silniejszy wpływ na umysły ludzi epoki Odrodzenia (...).
Nawet ograniczona świadomość jest znacznie ciekawsza niż głębie
nieświadomości (...)". M . McLuhan, Galaktyka Gutenberga,
tłum. K. Jakubowicz, [w:] G . Godlewski, A. Mencwel, R. Sulima
(red.), op. cit., s. 517.
1 1

K. Bakuła, op. cit., s. 41.

B A RB A R ZV H G A

1(18)

PD1P

�O przestrzeni i porządku pisma

93

oraz wytwarzania w nieskończoność nowych czy
powtarzalność i zmienność znaków - uznaje je za
ogólne cechy języka). Skupiając się wokół „krytyki
Saussureowskiej zasady uprzywilejowania mowy
względem pisma" , wypracowuje nowy aparat ter­
minologiczny (wprowadza pojęcia „śladu", „różni"
oraz „iterowalności"), z pomocą którego konstruuje
tezę o n i e d o m k n i ę t y m systemie językowym, pełnym
nieustabilizowanych znaczeń .
12

13

Wytworzenie zasad gramatyki tekstu i odpo­
wiedniej kompozycji pisma, możliwe dzięki wysoko
rozwiniętemu umysłowi piśmiennemu, jest tym, co
zdaniem Waltera J. Onga umożliwia konstruowanie
„tekstu, który naprawdę staje się tekstem: słowami
ułożonymi w jedną, spójną całość na papierze" .
Jedność i spójność wywołują w tej sytuacji arbitralne
skojarzenie linearności, która stała się zasadą struk­
turalną urzeczywistnionego ideału pisma. Wtrącenie
słów w pułapkę przestrzeni pisma, możliwe dzięki
uporządkowaniu zbioru znaków w ABeCaDło, stało
się tym, czego z uporem chciał uniknąć Sokrates,
14

zredukowaniem nieprzestrzennei ze swej istoty
mowy do kategorii przestrzennych" ' nastaniem
zgubnych czasów dla ludzkiego umysłu i pamięci
wskutek niewolniczego uwielbienia milczących liter
bogaTeuta Sprowadzenie słów na ziemie" lub iak
Dowiedziałby One uorzedmiotowienie - ooorzez
wizualizacie-matenałuwerbalnePO o d k s z t a ł c e n i e
efemerycznego świata dźwięku w milczący niby
1

16

wiecznv świat nrzesrrzeni"
ńowvm

nrakrvkom

17

17

nwarnnko

D . Howarth, Dyskurs, tłum. A. Gąsior-Niemiec, Oficyna

Naukowa, Warszawa 2008, s. 66.
13

Ibid., s. 68-72.

1 4

W J . Ong, Pismo..., op. cit., s. 374.

1 5

M . McLuhan, Galaktyka...., op. cit., s. 515.

1 6

Platon, Pajdros, [w:] idem, Dialogi, tłum. W. Witwicki,

Tower Press, Gdańsk 2000, s. 34.
1 7

W J . Ong, Pismo..., op. cit., s. 372.

1 (18) PD1P

18

To przyoblekanie można by rozważyć w kon­
tekście Barthesowskiej metafory „tkaniny tekstu" ,
uznając za j e d n ą z m o ż l i w y c h jej interpretacji.
Składanie „pustych semantycznie liter" w nowe
formacje, ewokujące odpowiednie sensy, stwarza
fizyczną możliwość obcowania z tekstem i tkania
kolejnych poziomów jego rozumienia. Staje się to
literalnym w y o b r a ż e n i e m konstrukcji pajęczyny,
jeszcze wcześniejszym niż to, które stworzył Roland
Barthes. Tak pojęta metafora, w odróżnieniu od bar­
dziej abstrakcyjnych interpretacji, oferuje bliższe,
techniczne skojarzenie. Tekst tka się w procesie
pisania w trakcie rozciągania od lewej k u prawej
rzędów znaków, „widzialnie utrwalających zanurzonc w dźwięku, powikłane, subtelne struktury
i odniesienia" . Tekst tka się w chwilach namysłów
i aktach w y b o r ó w
Barthesowska n i ć pa ęcza"
wiie sie wokół ooiecia tekstu" tożsamego ze sola
t a n i e r r k ł o s ó w w oółuczestnictwem interoretacia
rozumieniem 'a wskutek rozumienia z wvrwarza
niem nrzez czvrelnika wvnosażonepo w komne
rencie Anrora-Tkacza-Paiaka nowvch wvohrażeń
na temat dzieła.Tutaj właśnie r o z p Z y n a s i ę utkana
19

20

21

22

dało noczarek z n n e ł n i e

wvmalaiacvm -

7 h ™
k Ir
1 i w A, kr er s i "e posiugin ł •"
wanycn
r or w o
reguiacjr
w a m a s r ę p zestrzemątworzeniateKstow w nowym
świecie autonomicznego dyskursu (Walter Ong)
1 2

ukonstytuowanym jako swoisty „mikrokosmos zna­
czenia" (Grzegorz Godlewski), linearne i rozciągłe
w czasie signifiant rządzi się „właściwą sobie eko­
nomiką, własnymi prawami ruchu i struktury" ,
przyoblekającymi myśl w zupełnie nowy kształt,
jakość i sens.

BARBARZYIICA

18

Ibid, s. 376.

1 9

R. Barthes, Przyjemność tekstu, tłum. A. Lewańska, Wyd.

K R , Warszawa 1997, s. 92.
2 0

M . McLuhan, Słowo..., op. cit., s. 382.

2 1

W J . O n g Oralnośćipiśmienność. Słowo poddane technologii,

tłum. J . Japola, Redakcja Wydawnictw K U L , Lublin 1992, s. 121.
Robert Bringhurst w Elementarzu stylu w typografii
wskazał na funkcjonalne podobieństwo warsztatu tkackiego
i przyrządu do składania tekstu, z pomocą którego typograf
przędzie go, niczym poeta myśli (nici) - w opowieść (tkaninę).
Autor pisze, że „dobrze dobrane formy liternicze tworzą
żywą, jednolitą fakturę; beztrosko wstawiane odstępy między
literami, wierszami i wyrazami potrafią sprawić, że tkanina się
rozejdzie". R. Bringhurst, Elementarz stylu w typografii, tłum.
D . Dziewońska, Design Plus, Kraków 2007, s. 27.
2 2

�Agnieszka Jakubowska

94

w Przyjemności
tekstu metafora. Tutaj także dociera
kosmogoniczna opowieść afrykańskiego szamana
0 „tkaninie, która była słowem" .
W Zrozumieć
media Marshall McLuhan, ubole­
wając z powodu zaniedbań, jakich dopuścił się świat
Zachodu w „badaniu lub zrozumieniu wpływu alfa­
betu fonetycznego na ukształtowanie podstawowych
wzorów swej kultury" , dokonuje analizy kulturo­
wych konsekwencji wynalazku pisma fonetycznego.
Podobne wyzwania podejmowali także inni twórcy
szkoły z T o r o n t o (Walter O n g w s k a z y w a ł na
konieczność przeprowadzenia studiów nad zna.czeniem wertykalności i horyzontalności tekstów). Nie
wypuszczając się jednak dalej pozs. M c L u h a n o w s k ą
myśl, warto wskazać na kilka kolejnych, konsty­
tuujących ją założeń, poświęconych alfabetyzacji
23

24

25

1 racjonalności.
Kluczowe dla interpretacji McLuhana stają się
założenia o dominacji wzroku w życiu zmysłowym
kultur wyrosłych w tradycji pisma alfabetycznego
(analizuje to również Ong przy okazji opisywania
zmian spowodowanych wynalazkiem d r u k u ) .
Miało ono, zdaniem McLuhana, powodować „ana­
lityczne rozszczepienie zmysłów i funkcji", działając,
przede wszystkim, na niekorzyść słuchu:
26

alfabet, będący formą intensyfikacji i przedłużenia
zmysłu wzroku, ogranicza znaczenie pozostałych zmy­
słów: słuchu, dotyku i smaku .
27

Starożytne hieroglify czy dalekowschodnie ideogramy m i a ł y b y służyć zachowaniu „bogactwa
2 3

M . Griaule, Bóg Wody. Rozmowy z Ogotemmelim, tłum.

E . Klekot, A. Lebeuf, Kęty 2006, s. 67.
2 4

Z a : M . McLuhan, Słowo...,

op. cit., s. 381.

Błędem byłoby nie wspomnieć o osiągnięciach Jacka
Goody'ego, który w The Logic ofWriting and the Organization
oraz w The Domestication ofthe Savage Mind, dokonał
szerokiej analizy następstw piśmienności, zarówno w kwestii
instytucjonalnej organizacji społeczeństwa (1), jak i struktur
myślowych i poznawczych jednostki (2).

2 5

2 6

W.J. Ong, Orałnoić...,

2 7

M . McLuhan, Słowo...,

op. cit,
op. cit,

s. 160-167.
s. 383.
FOT. P. S Z U B A

BARBARZYŃCA

1(18)

PD1P

�1 (18) PDIP

BARBARZYŃCA

�Agnieszka Jakubowska

96

znaczeń i postrzegania" oraz u m o ż l i w i a ć „pełną
zmysłowo, głęboką percepcję doświadczenia" , nie­
dostępną kulturom posługującym się zapisem fone­
tycznym. R ó w n i e ż McLuhanowska konfrontacja
Zachodu i kultur plemiennych uwypukla różnice
między nimi, wspierające się na fundamencie prze­
życia zmysłowego. Podstawą rozróżnienia staje się
„zimne, neutralne oko oraz nadczuły, delikatny,
sprzężony z innymi zmysłami słuch" i powiązane
z nimi pary słów, stanowiące jednocześnie element
kulturowego opisu: rozczłonkowanie - jedność,
indywidualność - wspólnota swoboda osobista podporządkowanie. Słowo pisane czyli oko zamiast
ucha- pod takim tytułem Tacek Fuksiewicz opisuje
rozprawę McLuhana w dokonanym przez siebie
Wyborze pism jego autorstwa .
28

29

30

Tezę o „rozszczepieniu wrażliwości wewnętrznej
człowieka Zachodu" wskutek używania alfabetu
fonetycznego, można by uzupełnić jeszcze o póź­
niejszy pogląd Waltera J. Onga nt. ogromnej roli,
jaką odegrał druk w pogoni człowieka do indywi­
dualizmu (dzięki ustanowieniu praw autorskich
„druk stworzył nowy sens prywatnego posiadania
słów") czy utowarowienia słowa przez wprzęgnięcie
go w proces technologii („typografia u c z y n i ł a
słowo towarem") . Alfabetyzacja, dokonująca się
w łonie struktur plemiennych, spowodowała roz­
kład ustroju rozpad więzi rodzinnych oraz izolacje
Wiele p r o d u k t ó w naszej racjonalności, traktowa¬
nych przez na.s jak forma udogodnienia (np system
31

kanalizacyjny), w kulturach słuchowo-dotykowych
uchodzi za barierę uniemożliwiającą zachowanie
ciągłości życia wspólnotowego (np. chodzenie po
w o d ę sprzyja rozwijaniu z n a j o m o ś c i ) . Ponieważ
upowszechnienie pisma nie dokonało się z dnia
na dzień, pierwotnie umiejętność ta miała cha­
rakter elitarny. Piśmienni pięli się po szczeblach
kariery ku władzy, stając się coraz bardziej ambitni
i samodzielni. Wrażenia zamknięcia, samowystar­
czalności czy kompletności dzieła, wzma.ga.ne zda­
niem Onga przez druk, można by z powodzeniem
odnieść do charakteryzowanych przez McLuhana
zachodnichspołeczeństwposłueuiacychsiezapisem
fonetycznym
Uzależnienie od pisma alfabetycznego spowodo­
wało, że zdołaliśmy podporządkować rządzącej n i m
zasadzie linearności również naszą racjonalność, co
zdaniem McLuhana „uwikłało nas w wewnętrznie
spójny system". Autor pisze:
Świadomość nie jest procesem werbalnym, a jednak,
przez całą wielowiekową historię pisma fonetyczne­
go, najwyżej stawialiśmy łańcuch wnioskowania jako
oznakę logiki i rozumu. (...) W społeczeństwie za­
chodnim, w kulturze opartej na przekazie pisemnym,
można jeszcze powiedzieć, że coś z czegoś „wynika",
jak gdyby następstwem tym rządziła jakaś przyczyna
sprawcza. (...) [A]ni Hume, ani Kant nie dostrzegli,
że ukrytą p rzyczyn 3^ zachodniej tendencji do utożsa­
miania następstwa z „logiką" jest technika alfabetu
przenikająca absolutnie wszystkie dziedziny życia .

32

33

34

28

Ibid. McLuhan wyraża tu jedną ze swych słynnych tez

o „przedłużeniu zmysłów człowieka przez środki przekazu"
(więcej na ten temat: M . McLuhan, Zrozumieć media.
Przedłużenie człowieka, tłum. N . Szczucka, Wydawnictwa
Naukowo-Techniczne, Warszawa 2004).
29

Idem, Słowo..., op. cit., s. 384.

3 0

M . McLuhan, Wybór pum, tłum. K.Jakubowicz,

Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1975.
31

Ibid, s. 385.

3 2

Zresztą już McLuhan posłużył się określeniem druku jako

To podporządkowanie najlepiej chyba w i d a ć
w przypadku zachodniej koncepcji czasu, rachowa­
nego w abstrakcyjny sposób. Głęboka internalizacja
pisma spowodowała, że u l e g l i ś m y władzy klep­
sydr, zegarów i kalendarzy, umieszczających każdy
moment ludzkiego życia na o s i czasu .
35

„techniki indywidualizmu".
3 3

W J . Ong, Druk, przestrzeń i zamkniecie, dum. J . Japola, [w:]

G . Godlewski, A. Mencwel, R. Sulima (red.), op. cit, s. 506.

3 4

M . McLuhan, Słowo..., op. cit, s. 383.

3 5

W J . Ong, Oralność..., op. cit., s. 136-137.

BARBARZYŃCA

1(18)

PD1P

�O przestrzeni i porządku pisma

Jednolitość, uniformizacja, ciągłość - podsta­
wowe właściwości alfabetu - odpowiadają cechom
zachodniej umysłowości, stały się punktem wyjścia
organizacji życia społeczno-psychicznego oraz m.in.
źródłem władzy Zachodu nad człowiekiem i przy­
rodą (podobnie pisał Walter Ong, powołując się
na Erica Havelocka ). Dążność do ujednolicania
sytuacji oraz nadawania i m cech ciągłości - charak­
terystyczne dla kultur pisma fonetycznego - wynika
więc z całkowitego podporządkowania logice alfa­
betu . Jego dalekosiężną konsekwencją jest

97

stronie druku, skłaniających ludzi do przenoszenia
tego podejścia na problemy wszelkiego typu .

36

37

38

poddawanie kultury procesowi przetworzenia i ujed­
nolicenia (...) [poprzez - A.J.] zdolność narzucania
wzorów jednolitości i ciągłości wizualnej (...) oddziela­
nia treści semantycznej i werbalnej od dźwięku i strony
graficznej .
39

Zasady te (zwłaszcza jednolitość i powtarzal­
ność, typowe dla techniki druku), stały się cha­
rakterystycznymi wyznacznikami kultury czasów
Gutenberga (nowej nauki i sztuki odrodzenia).
P r z y c z y n i ł y się do „ w y k s z t a ł c e n i a w i ę k s z o ś c i
zachodnich form produkcji i organizacji społecz­
nych zapewniających dobrobyt" . To, co McLuhan
wyraża skrótowo, ale dosadnie, w sposób nieco
enigmatyczny nt. „rur i kranów, ulic i taśm monta­
żowych" jako wyobrażeniowych p r o d u k t ó w naszej
racjonalności, rozwija i tłumaczy w innych miej­
scach. W Galaktyce Gutenberga m ó w i o
40

przyzwyczajeniu [zachodniej umysłowości - A.J.] do
jednostajnych, linearnych układów wzorowanych na
Cechy te McLuhan uznał za kluczowe dla mentalności
kulturowej Greków i Rzymian; kluczowe w pozyskaniu
władzy nad niepiśmiennymi barbarzyńcami, osłabionymi
m.in. przez pluralizm kulturowy; autor przypisał je również
„wiekowi Gutenberga" jako cechy dlań charakterystyczne.
M . McLuhan, Słowo..., op. cit., s. 385.
3 6

41

Oskarżenie „ludzi Orientu" o „braki w zakresie
logiki", wysuwane przez Europejczyków, które przy­
tacza Edward Said w Orientalizmie, brało się z faktu
ignorowania przez społeczeństwa Wschodu zachod­
niego sposobu architektonicznego wykorzystywania
przestrzeni. W niepodporządkowywaniu się euro­
pejskim regułom doszukiwano się braku świado­
mości funkcjonalnego przeznaczenia c h o d n i k ó w
i dróg (na sytuację oporu wobec podziałów ziemi
„od linijki" i „w kratkę" niejednokrotnie natykali
się kolonizatorzy A b o r y g e n ó w
Indian). „Drogi
i chodniki, po to właśnie zbudowane, by chodzić po
nich co Europejczycy pojmują od razu" staja się
w i ę c ' p o m n i k a m i władzy zachodniej racjonalności
nad irracionalnościa" Wschodu trwałymi zna¬
kami jej niepodważalnej wszechobecności. Aspekt
zachodniej dominacji łączy poelady Saida (przeko
nanie Zachodu o własne, wyższości i racjonalności)
z myślą McLuhana (ekspansywny pochód" unifor
mizującej alfabetyczności).
42

Poza przewodami linii telegraficznych czy wodo­
ciągami, przykłady i kolejne argumenty wskazujące
na słuszność tez McLuhana m o ż n a by mnożyć.
O n sam przywołuje system jednolitych cen, nasze
wyobrażenia o związkach przyczynowo-skutkowych
czy historycznych okolicznościach i motywach znie­
sienia różnic stanowych .
43

Jeżeli uznać za różnicę między m o w ą a pismem
- pozostając w zgodzie z przekonaniem Waltera
O n g a - fakt, że źródła tej pierwszej drzemią głęboko
w ludzkiej nieświadomości, to czy można utrzymać
pogląd o zapomnieniu reguł pisma? Przeszło 2500
lat mija, odkąd kultura starożytnej Grecji przyjęła
pismo fenickie, przekształcając je na swój własny
u ż y t e k (Grecy rozwinęli pełną wersję alfabetu,

3 7

W J . Ong, Oralność..., op. cit., s. 127.

41

Ibid, s. 512.

3 8

M . McLuhan, Słowo..., op. cit, s. 384.

4 2

E . Said, Orientalizm, tłum. W. Kalinowski, PIW, Warszawa

39

Ibid., s. 383-384.

40

Idem, Galaktyka..., op. cit, s. 510.

1 (18) PD1P

1991, s. 76.

BARBARZYŃCA

4 3

M . McLuhan, Słowo..., op. cit, s. 384.

�Agnieszka Jakubowska

98

uzupełniając go o samogłoski). Ruszyliśmy wówczas
w drogę ku istnemu kosmosowi Teuta, w k t ó r y m
- współcześnie całkowicie zanurzeni - dumnie
wznosimy imponujące Pałace Kultury. Trwamy we
wszechogarniającej kulturze słowa pisanego, mimo
ekspansywności świata elektronicznych obrazów,
ikon, fotografii, emotikonów, gifów (warto jednak
przypomnieć, że idea pisma początkami sięga obra­
zowej p r z e d s t a w i e n i o w o ś c i ) . Maryla Hopfinger
podkreśla, że we współczesnej kulturze audiowizu­
alnej zmianom uległy kontekst i charakter słowa.
Dzięki elektronice przeżyło ono swój renescins,

umożliwiając „pośrednią k o m u n i k a c j ę interperso­
nalną" . Z upływem czasu słowo stało się multime­
dialne i zyskało nową (cyber)przestrzeń, przestrzeń
wielogłosowych hipertekstów i dynamicznych typografii, sytuujących je w nowych, nieliniowych ukła­
dach przestrzennych.
44

Właściwości pisma fonetycznego - jak zakłada
McLuhan - stają się źródłem kulturowej normatywności. Qak stwierdza Grzegorz Godlewski, słowo jest
„sednem kultury" ). Przyjmujemy je bezrefleksyjnie
jako normę kulturową, codziennie piszemy w okre­
ślony sposób i w określonym kierunku. Tak, jak regułę
45

�O przestrzeni i porządku pisma

linearnego pisania od lewej do prawej akceptujemy bez
zastanowienia i sprzeciwów, tak odpowiednie litery
z alfabetycznego paradygmatu komponujemy w słowa
i w przyjęty sposób, bezrefleksyjnie organizujemy
je w przestrzeni tekstu. Porządkujemy je pomiędzy
nagłówkiem a stopką, stanowiącymi tekstualny wyraz
naszej cielesności („tekst upodabnia wypowiedź do
ciała ludzkiego" ), między początkiem i końcem; po
dwukropku, przecinku i myślniku, sygnalizujących ton
wypowiedzi. Większość z nas nie ulega pokusie refleksji
nad mechanizmem wytwarzania tekstu . Można uznać,
£g pewne reguły posługiwania się jego przestrzenią,
46

47

99

reguły pisania, zakodowaliśmy w sobie, traktując je,
przy wszelkiej sposobności, w sposób zupełnie natu­
ralny, bez potrzeby uświadomienia sobie ich konwencjonalności i arbitralności . Wieki życia w konstelacji
Teuta spowodowały pewną naturalność w posługi­
waniu się technologią pisma, a naszemu doświadczeniu
przestrzeni - poczuciu tekstowości - nadało określony
charakter. Faktem pozostaje to, że „przeniesienie słowa
ze świata dźwięku do świata przestrzeni widzialnej" ,
stwarza możliwość analizy reguł ortografii czy składni,
co w rezultacie daje przefiltrowany obraz pozbawiony
marginesu błędu i przypadkowości. Z wynalezieniem
pisma wiązało się również wynalezienie gramatyki,
umożliwiającej refleksję nad regułami językowymi
oraz ich racjonalizację. Wskutek wyostrzenia analizy
możliwej dzięki graficznemu zapisowi słowa nastąpiło
zdaniem^Waltera Onga, „sprzężLe zwrotne z mową"' !
48

49

0

Kierunek lewa - prawa, wyznaczający porządek
piśmienny przyjmowany przez nas dzisiaj w sposób
bezrefleksyjny, był efektem długotrwałych, ludzkich
wysiłków:
Derrick de Kerckhove sugeruje, że wzrost dominacji
lewej półkuli mózgu [linearnej, co w kategoriach neu­
rofizjologicznych sprzyja myśleniu abstrakcyjnemu,
analitycznemu - A.J.] powodował (we wczesnogreckim piśmie) przejście od porządku »od prawej
51

M . Hopfinger, Kultura audiowizualna u progu XXI wieku, Wyd.
Instytutu Badań Literackich, Warszawa 1997, s. 84.

4 4

G . Godlewski, Wstęp, [w:] G . Godlewski, A . Mencwel,
R. Sulima (red.), op. cit, s. 10.

4 5

4 6

W J . Ong, Oralność...,

op. cit., s. 140.

W J . Ong zwraca uwagę na to, jak mało czytelników zdaje
sobie sprawę ze skomplikowanej „lokomocji wytwarzania tekstu
drukowanego [dającego - AJ.] zupełnie inny obraz słowa
w przestrzeni, aniżeli daje pismo". Idem, Druk..., op. cit, s. 499.
4 7

Pomijam kwestię prac habilitacyjnych, bibliografii, podań,
formularzy etc, szczególnie mocno wpisanych w obowiązujący
bezwzględnie kanon reguł kompozycji tekstu.

4 8

4 9

Ibid.

50

Idem, Oralność...,

5 1

Ibid,

s. 128.

op. cit,

s. 144-145.

�Agnieszka Jakubowska

100

do lewej« do porządku »orzącego wolu« (jedna linijka
idzie w prawo, następnie skręca w dół do drugiej l i ­
nijki zmierzającej w lewo, przy czym litery zachowują
kolejność według kierunku linii pisma), dalej do stylu
wertykalnego i wreszcie do ostatecznego porządku »od
lewej do prawej« w linii horyzontalnej .
52

Ustalanie przestrzennych pozycji słów (niezwykle
istotnych zwłaszcza w przypadku techniki druku,
gdzie „kontrola pozycji jest sprawą nadrzędną" ),
układanie ich wedle określonej kolejności i wyzna­
czonego kierunku sprawia, że myśl zyskuje kontur
zupełnie inny od tego, który kształtuje oralność .
53

54

Na całym świecie alfabet, bezlitośnie skuteczny w re­
dukowaniu dźwięku do przestrzeni, ustala nowe, okre­
ślone przestrzennie porządki i sekwencje .
55

Inaczej niż mowa, która wymyka się wszelkim
próbom dokładnego określenia kierunkowości, nie
dąży od lewej do prawej, nie przebiega od góry
w dół, co dzieje się w przypadku pisma. Zdaje
się jednak, że mimo wszystko nasze wyobrażenie
mowy - jeśli można ją uchwycić w jakimkolwiek
wyobrażeniu - uprzestrzennia ją, bezpowrotnie gna
d o p r z o d u , w p ę d z a w czas (czytanie od końca e n r a e n i l o m s i p - n i e cofa i nie wstrzymuje
przecież ruchu wskazówki zegara). Zgodnie z myślą
Marshalla McLuhana potwierdza to tylko pod­
porządkowanie logice pisma naszej racjonalności
skłonnej rozczłonkowywać rzeczywistość i składać ja
na nowo w ciągi linearne. Nie wykluczając powyż¬
szego m o ż n a by wskazać także, za Kordianem

52

Idem, Pismo..., op. cit., s. 376. Ciekawie pisze o tym

również McLuhan, chociażby w Prawie mediów. Zob. M .

Bakułą, na fizyczny fakt wielokierunkowego roz­
chodzenia się dźwięków, przypominającego koliste
rozchodzenie się fal .
56

„Określone przestrzennie porządki i sekwencje",
0 których pisał Walter Ong, nierzadko prowoko­
wały sprzeciw wobec ich „określoności". Rozbijanie
struktury zdania, zmiana porządku piśmiennego
1 tradycyjnego u k ł a d u liter, hipersemantyzacja
tekstu czy posługiwanie się elementami grafiki ,
słowem redefiniowanie (lub obalanie, jak woleliby
twórcy) odwiecznych reguł wersyfikacji, to tylko
niektóre z wielu rewolucyjnych wręcz założeń futu­
rystycznej grafo-manii . Literackie eksperymenty
formalne, których podejmowali się awangardyści
w latach 20. X X wieku, zarówno w kwestii grama­
tyki językowej, jak i przestrzennego uporządko­
wania tekstu, mogą być wymownym argumentem,
potwierdzającym tezę Onga, że „druk prowadzi do
daleko bardziej pomysłowego wykorzystania prze­
strzeni jako struktury wizualnej" oraz że poezja
konkretna jest wytworem właśnie typografii
57

58

59

Jednolity układ przestrzenny strony homogénéité
de la page, jak pisał McLuhan, był tym, do czego
z uporem dążyli pierwsi drukarze . Próby wyzwalania
słów z okowów reguł gramatycznych, wysiłki wiązania
elementów graficznych ze słowami w niemalże orga­
niczne całości, miałyjednak podstawy. Podejmowano
je w celu osiągnięcia większej swobody ekspresji języ­
kowej, ale także i dla zamanifestowania awangardo­
wego zwrotu anty-tradycjonalistycznego. Poruszenie
fundamentu zasad pisania było jak poruszenie funda­
mentu zasad myślowego postrzegania rzeczywistości.
Dezintegracja układów słów (co posiadało mimo
wszystko, swą własna logikę, nawet gdyby miała być
60

5 6

K. Bakuła, op. cit., s. 51.

5 7

T . Skubalanka, Polska poezja futurystyczna w oczach

McLuhan, Prawo mediów, [w:] E . McLuhan, F. Zingrone

językoznawcy.

(red.), McLuhan.

„Przegląd Humanistyczny" 5 (164) 1979, s. 2.

Wybór tekstów, tłum. E . Różalska, J . M .

Stokłosa, Zysk i S-ka, Warszawa 1997, s. 527-539.

Przyczynek do przemian poezji współczesnej,

Ukształtowanej w Polsce pod wpływem przede wszystkim
myśli rosyjskiej.
5 8

5 3

W J . Ong, Druk..., op. cit., s. 499.

54

Ldem, Pismo..., op. cit., s. 374.

5 9

W J . Ong, Druk..., op. cit., s. 501.

55

Ibid., s. 376.

6 0

M . McLuhan, Galaktyka..., op. cit., s. 510.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�O przestrzeni i porządku pisma

nią zupełna przypadkowość), dowodziła futurystycz­
nego wypaczenia estetyki i wykluczenia racjonalności.
Futuryzm uchodził za kpinę i absurd; budził niechęć
społeczeństwa i środowisk literackich tak wielką, że
Stanisław Ignacy Witkiewicz określił go „destrukcyjną
robotą szakali dadaizmu" . W atmosferze buntu, prze­
ciwko krępującej semantyczną i przestrzenną wolność
słowa konwencjonalności układów graficznych, two­
rzyli również amerykańscy poeci nurtu poezji kon­
kretnej z lat 50. X X wieku, inspirowani osiągnięciami
wcześniejszego ruchu futurystycznego. Współcześnie
w u ciszym kraju fascynacjom hipnotyzującej, pełnej
irracionalności i tajemnicy awangardy ulegają zwolen­
nicy literatury totalnej tzw liberatury skupieni wokół
Zenona Fajfera i Katarzyny Bazarnik
61

** *
Wkroczenie w epokę odległych, globalnych,
elektronicznych podróży przez kontynent Google'a,
„sekwencyjne i przestrzenne przetwarzanie słowa (...)
uczyniło bardziej intensywnym" . Maksymalizacji
62

101

uległy związki (hiper)słowa i (cyber)przestrzeni.
Pisane stało się klikane, w y p o s a ż o n e nie tylko
w znaczenia i sensy, ale również w bagaż odwołań
i skojarzeń (czyniących przestrzeń hipertekstualną),
które „dla czytelnika tradycyjnego, »płaskiego«
tekstu umieszczonego na papierze (...) mają cha­
rakter czysto ideacyjny, m y ś l o w y " . Możliwość nie­
liniowego zapisu elektronicznych (e)kartek stwarza
rozległą przestrzeń dla typograficznych wariacji
i technik animacyjnych, n a s u w a j ą c y c h na myśl
awangardowy bunt przeciw k o n w e n c j o n a l n o ś c i .
Znaki w wirtualnej przestrzeni, niczym a.wa.ri g a.rdowe „kreski-futureski", łączą się w wielowymia­
rowe u k ł a d y . Rzeczywistość audiowizualna oraz
media postawiły
jednakże, nie tylko
wobec nowej formuły tekstu, tekstu pozbawio
nego tradycy nych wyznaczników delimitacii" ale
również wobec „nowej formy uczestnictwa komunikacyinego" (Walter Ong pisał szeroko o Doieciu
oralności wrórnei") wvkszrałcaiac nowv model
percepcyjny oraz odmienny tryb myślenia
63

64

65

The Order and Space of Writing
The main focus o f the article lies on factors determining the so-called Western rationality. These
reflections come from the ideas o f Marshall McLuhan and Walter Ong. The author demonstrates that
the order of words in writing space is not entirely accidental. The way in which we write clearly defines
the culture o f the West, subordinated to the logic o f alphabet. We think exactly in the same way as
we write, i.e. we divide reality in order to compose it in linear cause-and-effect chains. Similarly, we
construct lines of wires and pipes or street lanes. By contrast, Far Eastern ideograms, which also created
a specific type o f culture, are a completely different phenomenon. It appears that writing serves not only
as a communication tool. For an anthropologist it might contain an unfathomable definition o f culture.

K. Jaworski, Katalog wystawy Mieczysława Szczuki zapomniany manifest futurystyczny z 1920 roku, „Przegląd
Humanistyczny" 4 (409) 2008, s. 126.
6 1

6 2

W J . Ong, Oralność..., op. cit., s. 640.

1 (18) PD1P

BARBARZ?flCA

P. Leyinson, Od tekstu do hipertekstu, tłum. H . Jankowska, [w:]
G . Godlewski, A. Mencwel i R. Sulima (red.), op. cit, s. 654.

6 3

6 4

G . Godlewski, Wstęp, op. cit., s. 15.

65

Ibid.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10830" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10808">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f2cae365c9720476067c6769d98ee353.pdf</src>
        <authentication>4c9c5ade95afcf4637360c876c878277</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129074">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5561</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129075">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129076">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129077">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129078">
                <text>O losie, z którym nie można się pogodzić/ Barbarzyńca 2005 nr 10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129079">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.48-50</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129080">
                <text>Jupowiecka, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129081">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129082">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129083">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129084">
                <text>Ewa Jupowieck,

O L O S I E , Z K T Ó R Y M N I E M O Ż N A SIĘ POGODZIĆ
[...] kopię wiecznym piórem swój grób, pracowicie, jak
przymusowy robotnik, na którego wrzeszczą co dzień,
żeby głębiej rył łopatą i mocniejszym, słodszym głosem
wyśpiewywał nuty swojej śmierci.
Imre Kertesz
1

W 2002 roku węgierski pisarz, były więzień o b o z ó w
w Oświęcimiu i Buchenwaldzie, Imre Kertesz, otrzymał lite­
racką Nagrodę Nobla za pisarstwo, które przeciwstawia do­
świadczenie jednostki barbarzyństwu historii. Co wyjątkowe­
go odnajdujemy w twórczości Kertesza?
Bez wątpienia odważny bezkompromisowy język, rzeczo­
wy i zdystansowany, jak również filozoficzny bagaż jego po­
wieści zmuszający czytelnika do stawiania sobie trudnych,
nie zawsze przyjemnych pytań. A także poruszaną przez
Kertesza wciąż niewyczerpaną tematykę Zagłady, którą pi­
sarz łączy z uniwersalną refleksją nad człowiekiem i jego
kondycją we współczesnym świecie. W kontekście zbrodni
ostatniego stulecia pisze o cenie, jaką trzeba było zapłacić,
aby przetrwać, oraz o sensie życia i statusie kultury po Oświę­
cimiu.
PIÓRO JEST MOJĄ ŁOPATĄ
Bohater Kadyszu za nienarodzone dziecko podobnie jak
Kertesz jest pisarzem i tłumaczem, który był więźniem obo­
zu w Oświęcimiu. Pisanie jest dla niego nie tylko zawodem,
sposobem zarabiania na życie, lecz warunkiem istnienia: „ja
zawsze pracuję, a zmusza mnie do tego nie tylko koniecz­
ność zarabiania na chleb, lecz fakt, że g d y b y m nie praco­
wał, to bym istniał, a g d y b y m istniał zmusiłoby mnie to do
najrozmaitszych, lepiej żebym nie wiedział jakich, rzeczy"
(IKK, s. 9). Pisanie jest dla niego formą radzenia sobie z ży­
ciem lub raczej ucieczką przed nim. Narrator Kadyszu zma­
ga się z wewnętrzną pustką, strachem, wspomnieniami, tłu­
mi uczucia, świadomie odsuwa od siebie bliskich I wybiera
samotność. Nie tylko dobrowolnie skazuje się na wygnanie,
lecz niemal rozkoszuje się własnym bólem: „nie piszę po to,
by odnaleźć w tym radość, wręcz przeciwnie, pisząc szu­
kam bólu, tak zapewne dlatego, że ból jest prawdą, a na to,
co jest prawdą, istnieje bardzo prosta odpowiedź: prawda
nas zjada" (IKK, s. 109-110).

pobytu w obozie zagłady, uzmysławia, że można zabić czło­
wieka, nie uśmiercając go. Bezpowrotnie zabić w nim część
człowieczeństwa, czyniąc niezdolnym do miłości, do zwy­
czajnego życia, skazując na wieczny strach, na trwanie ku
śmierci. I podobnie jak bohater mówi o matce swojej żony,
że jej chorobą było Auschwitz, a z tego nie można się wyle­
czyć, tak on sam cierpi na nieuleczalną traumę mającą źró­
dła w jego tragicznej przeszłości. Jest ona jednym z powo­
dów, dla których kategorycznie sprzeciwia się posiadaniu
dziecka. Swą decyzję uzasadnia, powtarzając, że świadoma
rezygnacja z dziecka jest koniecznym i ostatecznym znisz­
czeniem jego własnego istnienia. Inny objaw tej traumy to
życie „jak gdyby w każdej chwili mogli wrócić Niemcy [...}!
właściwie nie było to życie, ale wegetacja, tak, mówiąc ści­
śle, wegetacja, żeby przeżyć" (IKK, s. 77).
Postawa bohatera wpisuje się w model kultury posttraumatycznej skupiającej się „wokół centralnego urazu, zadaw­
nionego i wypartego, który niespodziewanie powraca i pod­
daje rewizji całą bieżącą rzeczywistość. Kultura owa nie chce
wyleczenia - raczej spełnia się w obsesyjnym wpatrywaniu
w niegojącą się ranę".
W prowadzonym przez całą powieść monologu główne­
go bohatera towarzyszy mu utwór Paula Celana Fuga śmier­
ci. To chyba najbardziej znany wiersz poety, którego twór­
czość zakorzeniona jest w tematyce Holocaustu; poety, któ­
rego życie napiętnowane zostało przez Zagładę i któremu
z piętna tego nigdy nie udało się uwolnić. Wybór właśnie
tego utworu, którego kolejne wersy przeplatają Gak w mu­
zycznej fudze) strukturę Kadyszu nie jest z pewnością przy­
padkowy.

Warunkiem pracy jest dla niego bycie nieszczęśliwym.
Wybiera emocjonalne i fizyczne odosobnienie w imię roz­
paczliwie bronionej wolności, która jednak, jak sam przyznaje,
jest zamykaniem się wwiezieniu. Jest wolnością zawsze prze­
ciw czemuś lub komuś, atakiem lub ucieczką. Bohater Ker­
tesza podąża ku „emocjonalnej sklerozie" i z pewną d u m ą
mówi o swoim nieprzystosowaniu do świata. Potrafi pisać
jedynie z sarkazmem i drwiną, nigdy spod jego pióra nie
powstają opisy szczęścia, miłości czy czułości. Sam tłuma­
czy: „może po prostu dlatego, że chyba we mnie
nie ma
miłości, ale - mój Boże! - kogóż ja miałbym kochać i dlacze­
g o " (IKK, s. 14). To dramatyczne wyznanie wydaje się klu­
czowe dla zrozumienia postawy bohatera. Ukazuje skutki

48

Numer 10/2005

2

�Krzyczy słodziej zagrajcie śmierć ta śmierć jest mistrzem
z Niemiec
Krzyczy ciemniej ciągnijcie po skrzypkach a z dymem
wzlecicie w powietrze
Grób wtedy macie w chmurach tam się nie leży ciasno
3

Dla narratora Kadyszu pióro jest jego łopatą. Kopie nią
grób, który inni zaczęli kopać dla niego w powietrzu. To upar­
cie powracające zdanie świadczy o nieumiejętności pogo­
dzenia się i oderwania od przeszłości (bo czy z taką prze­
szłością można w ogóle się pogodzić?), a tym samym po­
wrotu do „normalnego" życia.
SZCZĘŚCIE O B O Z Ó W

KONCENTRACYJNYCH

Los utracony to historia piętnastoletniego węgierskiego
Żyda zesłanego najpierw do obozu w Oświęcimiu, następ­
nie w Buchenwaldzie i Zeitz. Rzeczowy, nie pozbawiony iro­
nii, antypatetyczny styl powieści oraz relacja chłopca, który
niewolę traktuje początkowo jak przygodę, m o g ą szokować
czytelnika. Bohater, choć nie rozumie narzuconego mu losu,
nie sprzeciwia się mu, nikogo nie ocenia, nie oskarża; aby
przetrwać, stara się jak najlepiej dostosować do sytuacji,
w której się znalazł. Otaczającą go obozową rzeczywistość
przyjmuje z poczuciem oczywistości, próbuje dostrzec jej
sens, a nawet polubić. Niemal na wszystko znajduje wytłu­
maczenie, nie użala się nad sobą, ani pomimo wciąż pogar­
szającej się kondycji fizycznej, nie załamuje: chciałoby mi
się jeszcze trochę pożyć w tym pięknym obozie koncentra­
cyjnym - mówi, będąc na skraju wyczerpania.
4

W Buchenwaldzie Gyorgy poznał, czym jest solidarność,
gdyż przetrwał dzięki nieoczekiwanej p o m o c y współwięź­
niów. Doświadczył także, choć brzmi to szokująco, chwil
szczęścia. Równie niezwykłe są jego wspomnienia o nudzie
w obozie, o czasie, o szarych dniach powszednich niewoli.
Różnica pomiędzy narratorem Kadyszu a bohaterem Losu
utraconego to różnica w odbiorze świata przez dziecko i przez
osobę dojrzałą. To ta sama różnica, o której mówi Kertesz,
porównując biografię własną i Tadeusza Borowskiego:

podmienieni, teraz nie czuliby tej „inności", a nikt nie zauwa­
żyłby różnicy.
Podobne zmagania z własną tożsamością przeżywa żona
narratora Kadyszu za nienarodzone dziecko. Nie jest osobą
religijną, nie zna żydowskiej kultury i nie interesuje się nią,
ani język, ani sposób życia nie odróżnia jej od innych. Od
tego przekleństwa-jak sama mówi - nie ma ucieczki, a chcia­
łaby przynajmniej wiedzieć, co czyni ją Żydówką. Z rodzin­
nego d o m u zapamiętała uwikłany w poczucie winy nakaz,
że jako Żydówka „musi mieć wyłącznie żydowskie
uczucia
i żydowskie myśli" (IKK, s. 104), lecz jednocześnie, patrząc
na twarze na zdjęciach z obozów zagłady, zadaje drama­
tyczne pytanie: co ja mam z nimi wspólnego?
Sam narrator Kadyszu o swoim byciu Żydem mówi jako
o „fakcie niezbyt przyjemnym, a zwłaszcza niezupełnie zro­
zumiałym, który w dodatku czasami może się okazać nie­
bezpieczny dla życia" (IKK, s. 34). Rozpaczliwie sprzeciwia
się posiadaniu dziecka między innymi dlatego, że „skazu­
jąc" je na żydostwo, nie mógłby dać mu niczego, „ani wytłu­
maczenia, ani wiary, ani broni", nie wiedziałby, co odpowie­
dzieć, gdyby usłyszał od niego/ niej: „Nie chcę być Żydem!".
Własną tożsamość bohater tak opisuje:

Potraktowałem swoje obozowe przeżycia jak materiał,
który należy opisać. Borowski nie mógł tego zrobić, bo
był starszy ode mnie, gdy trafił do Oświęcimia. Gdy jest
się dzieckiem, to ma się zaufanie do świata pomimo strasz­
nych przeżyć. Człowiek dorosły po takim koszmarze jak
Auschwitz załamuje się.

moje żydostwo nic dla mnie nie znaczy, mówiąc ściśle,
jako żydostwo nie znaczy dla mnie nic, jako doświadcze­
nie jest wszystkim, [...] moim życiem, czyli przetrwaniem,
formą bytu duchowego, jakim żyję i jaki podtrzymuję ni­
czym duchową formę istnienia, poprzez którą trwam,
i mnie to wystarcza (IKK, s. 115).

5

Jednym z najbardziej dotkliwych dla Gyorgya doświad­
czeń jest sam powrót do Budapesztu. Okazuje się, że nie
potrafi przekazać swoich przeżyć, inni nie są w stanie go
zrozumieć. Dopiero będąc w d o m u na pytanie, co czuje,
odpowiada - „Nienawiść".
BYĆ ŻYDEM
„Jakim Żydem jest bowiem człowiek, który nie otrzymał
religijnego wychowania, nie mówi po hebrajsku, dzieła źró­
dłowe kultury żydowskiej są mu w zasadzie obce i żyje nie
w Izraelu, lecz w Europie?" - pyta Kertesz sam siebie i z po­
dobnym pytaniem zmagają się bohaterowie jego powieści.
Dla młodych bohaterów Losu utraconego bycie Żydem
wiąże się z noszeniem żółtej gwiazdy, z antyżydowskimi prze­
pisami, z pracą przymusową, a ostatecznie z zesłaniem do
obozów koncentracyjnych. Nie rozumieją jednak, dlaczego
to akurat ich dotykają te represje i nienawiść, jaki jest „sens"
bycia Żydem i związanego z tym „poczucia inności". Gyorgy
w rozmowie z koleżankami przytacza bajkę o królewiczu
i żebraku, mówiąc, że gdyby to oni zostali jako niemowlęta
6

Do podobnych wniosków dochodzi Gyorgy z Losu utra­
conego, mówiąc, że nie można rozpocząć nowego życia,
a jedynie kontynuować stare, że on także przeżył dany mu
los („To nie był mój los, ale ja go przeżyłem") i nadal musi
kroczyć wraz z nim.
Dla bohaterów Kertesza ich żydowska tożsamość jest
czymś, czego nie rozumieją, co zostało im odgórnie narzu­
cone, a co na dodatek stanowi zagrożenie (włącznie z za­
grożeniem życia). Szukają prawdy o sobie i swoim losie poza
źródłami mogącymi tkwić w religii, języku czy kulturze.
Jest to nie tylko odważne, ale przede wszystkim trudne
potraktowanie tematu. Sam Kertesz nie daje też łatwych o d ­
powiedzi. O własnym stosunku do bycia Żydem pisze: „Żeby
moje „bycie pisarzem" i moja żydowskość zespoliły się we
mnie w jedną kategorię, musiałem zacząć postrzegać ży­
dowskość tak samo, jak postrzegałem bezbłędnie wykorzy­
stywanie możliwości tworzenia - jako zadanie".
Bohaterowie Kertesza zmagają się ze swoją tożsamością,
próbują ją zrozumieć, uczą akceptować. Dla nich również,
tak jak dla samego autora, jest ona zadaniem.

PISMO ANTROPOLOGICZNE

7

�Ewa Jupowiecka
JĘZYK HOLOCAUSTU, KULTURA PO
HOLOCAUŚCIE
Kopali i nic już nie słyszeli;
nie stali się mądrzejsi, nie wynaleźli żadnej pieśni,
nie wymyślili sobie żadnego języka.
Paul Celan
8

[...] Oświęcim dowiódł niezbicie klęski kultury. Fakt, że
mogło się to wydarzyć pośród całej tradycji filozofii, sztu­
ki i oświecających nauk, mówi coś więcej niż tylko to, że
ta tradycja, ów duch, nie potrafił owładnąć ludźmi i ich
zmienić. W samych owych dziedzinach, w ich emfatycznym domaganiu się autarkii, mieszka nieprawda. Wszel­
ka kultura po Oświęcimiu, włącznie z jej najwnikliwszą
krytyką, jest śmietniskiem.
9

powrocie do domu nie potrafi przekazać swoich doświadczeń,
jest i już zawsze pozostanie całkowicie niezrozumiany. Kosz­
maru obozu nie można bowiem wyrazić językiem kultury
sprzed Holocaustu. Jednocześnie nie istnieje wyłączny język
Holocaustu, bo - zauważa Kertesz - czyż język ten nie byłby
tak straszliwy i tak żałosny, że w końcu zniszczyłby tych, któ­
rzy by nim mówili? Istnieją jedynie świadkowie i dopóki żyją,
dopóty w nich żyje język ich doświadczeń, którym próbują
nam je przekazać. Pisarze Holocaustu, według Kertesza, za­
wsze są duchowymi wygnańcami, bez ojczyzny, języka, kul­
tury. Paul Celan pisał, że język musiał przejść przez własne
niemożności odpowiedzi, milczenie, przez mroki niosące
śmierć mowy, lecz nie odnalazł słów na to, co się wydarzyło.
Szedł jednak przez „dzianie się", a ci, którzy się z nim zmaga­
li, wkroczyli własnym istnieniem do języka.
10

Nawiązując do słynnej tezy Adorno, że tworzenie poezji
po Oświęcimiu byłoby barbarzyństwem, Kertesz twierdzi, że
po Oświęcimiu można pisać tylko o Oświęcimiu, że nie ist­
nieje współczesna literatura, na którą doświadczenia Zagła­
dy nie miałyby wpływu.
Bohaterom Kertesza, tak jak milionom ofiar Holocaustu
trudno pogodzić się z losem, który ich spotkał. O losach tych
nie wolno jednak zapomnieć, gdyż są częścią naszego wspól­
nego losu - człowieka i kultury europejskiej.
Imre Kertesz dzięki swojej twórczości nie pozwala nam
o tym zapomnieć.
1

I. Kertesz, Kadyszza nienarodzone dziecko, przeł. E. Sobolewska,
Warszawa 2003, s. 48. Cytaty z tego wydania oznaczone są w nawiasie
skrótem IKK i numerem strony.
2

J. Tokarska-Baklr, Jedwabne - historia jako fetysz, „Gazeta Wybor­
cza" z dnia 15-16.02.2003, s. 20.
3

R Celan, Fuga śmierci, przeł. S. J. Lec, [w:] Tenże, Utwory wybrane,
oprać. R. Krynicki, Kraków 1998, s. 25.
4

1 . Kertesz, Los utracony, przeł. K. Pisarska, Warszawa 2002, s.192.
1 . Kertesz, cyt. za: Kertesz o Borowskim, [w:] K. Varga, Węgierski No­
bel, „Gazeta Wyborcza" z dnia 11.10.2002, s. 4.
5

Kertesz niewątpliwie zgodziłby się w tym miejscu z The­
odorem Adorno. Dla niego również w Oświęcimiu upadła
europejska kultura wraz z całym swym etycznym dorobkiem;
czas Oświęcimia uważa on za jej punkt zerowy. Obecnie stoi
przed nami moralne zadanie ożywienia wartości i wniesienia
ich do nowej kultury europejskiej. W odbudowę tę musi być
jednak wpleciona pamięć Zagłady.
Młodemu Gyorgyowi z Losu utraconego wszystko to, cze­
go nauczył się, dorastając, cały kulturowy bagaż, jaki ze sobą
przywiózł, w obozie okazał się nieprzydatny. Aby przetrwać,
musiał go odrzucić i przejąć język swoich katów. Dlatego po

50)

6

I. Kertesz, Los odzyskany, przeł. J. Goszczyńska, „Gazeta Wybor­
cza" z dnia 11.10.2002, s. 6.
7

tamże, s. 6.

8

P. Celan, A ziemia była w nich, przeł. F. Przybylak, [w:] Tenże, Utwo­
ry wybrane, s. 123.
9

T. Adorno, Dialektyka negatywna, przeł. K. Krzemieniowa, Kraków
1986, s. 514-515.
10

R Celan, Przemówienie z okazji przyjmowania Nagrody Literackiej
Wolnego Hanzeatyckiego Miasta Bremy, przeł. F. Przybylak, [w:] tenże,
Utwory wybrane, s. 315-317.

Numer 10/2005

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6116" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6096">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/76c51db1d7f8c07dc03007327475ea4a.pdf</src>
        <authentication>1d06743dbc3b6e2fc0bebef94eb7c9f9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72977">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5606</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72978">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72979">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72980">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5212</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72981">
                <text>Ludzie progowi / Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72982">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.46-56</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72983">
                <text>Kaczmarczyk, Anita</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72984">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72985">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72986">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72987">
                <text>Anita
Kramarczyk

Ur. w I 985 r. Ukończyła studia licencjackie z socjologii w Bielsku-Białej (AT-H).
Aktualnie studentka drugiego roku studiów uzupełniających magisterskich,
specjalizacja - społeczno-kulturowa tożsamość płci (UJ). Interesuje się socjologią
rodziny socjologią płci kulturowej, antropologią społeczno-kulturowa, studiami
związanymi z seksualnością (sexuality studies).

Ludzie progowi
Transgenderyści, transseksualiści, t r a n s w e s t y c i

Aby móc przełamać barierę między płciami, musimy ją najpierw stworzyć
Alicja Strzelecka
Atrybuty liminalności czy też liminalnych person („ludzi progowych") muszą być ambiwalentne, ponieważ
ten stan i te osoby wymykają się, wyślizgują z siatki klasyfikacji, która zazwyczaj wyznacza stany i pozycje
w przestrzeni kulturowej. Byty liminalne to ni to, ni owo; me są ani tu, ani tam, ale znajdują się między
stanami definiowanymi i ustanawianymi przez prawo, obyczaj, konwencje i ceremoniały.
Victor Turner

N

ienormatywne tożsamości seksualne
podważają takie dychotomie, jak kobie­
ta - mężczyzna, męskość - kobiecość,
które budują porządek społeczny. Niewątpli­
wie do takich tożsamości można zaliczyć osoby
transgenderowe, transseksualne, transwestytów
Nie będę zajmowała się tutaj seksualnością tych­
że osób, ich homoseksulanością, heteroseksualnością czy też biseksualnością. Celem niniej­
1

A. van Gennep, Obrzędy

przejścia.

szego artykułu jest zaprezentowanie stanowisk:
antropologicznego, socjologicznego i teorii qu­
eer oraz próba odpowiedzi na pytanie, czy nie­
normatywne tożsamości seksualne stanowią fazę
liminalną w drodze rytuałów przejścia, które
zaprezentował Arnold van Gennep .
Słowa Alicji Strzeleckiej stanowią nieja­
ko istotę niniejszego artykułu. Trudno mówić
o przekraczaniu pewnych barier, o łamaniu
1

Systematyczne studium ceremonii, tłum. B. Biały, Państwowy Instytut Wydawniczy,

Warszawa 2006.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Ludzie p r o g o w i

47

porządku społecznego bez uprzedniego ich zde­
finiowania. Należałoby w tym miejscu zazna­
czyć, że rzeczywistość społeczna jest bezustan­
nie konstruowana w oparciu o ciągłe negocjacje
prowadzone między aktorami życia społeczne­
go. Niekończąca się debata dotycząca wspól­
nych definicji różnych wymiarów świata życia
codziennego mieści w sobie również ścieranie
się światopoglądów tych wszystkich podmiotów,
które podejmują dyskurs w zakresie definiowa­
nia płci. Wypracowane i uzgodnione wspólne
kategorie kobiecości i męskości oraz kobiety
i m ę ż c z y z n y są utrwalane w społeczeństwie
za pomocą socjalizacji i instytucjonalizacji.
Tym samym stanowią o porządku społecznym,
który jest uprawomocniany przez te praktyki .
Kiedy pojawiają się jednostki niemieszczące się
w obowiązujących kryteriach, rozpoczyna się
debata. Pytanie jednak brzmi, czy dotyczy ona
zmiany porządku, czy też tego, jak się w ów
porządek wpisać? Niewątpliwie odpowiedzi
na to pytanie będzie wiele. Również ja podej­
m ę próbę odpowiedzi na nie, powołując się na
stanowiska antropologów i antropolożek, ale
również osób zajmujących się socjologią i teo­
rią queer.
Otóż myślę, że te rozważania warto roz­
począć od zaprezentowania krótkiej historii
ewoluowania kategorii seksualności, tożsamości
seksualnej w kontekście antropologii. Ma to na
2

2

P. Berger, T. Luckmann, Społeczne

rzeczywistości,

tworzenie

3

4

natury i kultury, które w równym stopniu wpływają na

tłum. J. Niżnik, Państwowy Instytut

Wydawniczy, Warszawa 1983.
3

celu również przybliżenie pojęć płci biologicz­
nej, płci kulturowej (będę się posługiwała na­
przemiennie pojęciami płeć kulturowa i gender),
które pozwoli zrozumieć (nie)umiejscawianie
jednostek posiadających tożsamości seksualne
klasyfikowane poza normami obowiązującymi
w danym społeczeństwie.
W latach 70. pojawiło się rozróżnienie na
płeć i gender w praktycznie wszystkich naukach
społecznych (prócz filozofii), w którym to gen­
der stanowiło nadbudowę nad płcią biologiczną.
Warto w tym miej scu - w kontekście niniej szych
rozważań - odnieść się do argumentacji teo­
retyków i teoretyczek antropologii społecznej,
którzy twierdzili, że płeć nie musi decydować
0 genderze, podając przykłady trzecich płci
1 innych form transgenderyzmu. Dziesięć lat
później nie poprzestawano j u ż tylko na zajmo­
waniu się antropologią kobiet, a podjęto szereg
studiów na temat stosunków między kobietami
i mężczyznami (antropologia płci kulturowej)
i badano relacje między ciałem, przedstawie­
niem tychże ciał a świadomością. To rozszerze­
nie analizy doprowadziło - paradoksalnie - do
z a w ę ż e n i a kategorii w ramach antropologii
płci kulturowej z powodu odrzucenia biologii.
W późnych latach 80. teorie antropologiczne
poszły w kierunku zaniechania używania kate­
gorii płci biologicznej, przyjmując tym samym,
że ta nie istnieje .

życie człowieka. Wydawałoby się, że elementem stałym
będzie biologia, z kolei częścią zmienną kultura, jednakże

Ann Oakley w następujący sposób definiuje płeć

i gender. Według niej płeć biologiczna „określa

w kontekście niniejszych rozważań okaże się, że nawet
biologia może stać się kategorią płynną.

biologiczny podział na mężczyznę (samca) i kobietę

4

H . L . Moore, Co stało się kobietom i

mężczyznom?

(samicę)", natomiast płeć kulturowa oznacza „równoległy,

Pleć kulturowa i inne kryzysy w antropołogii,

lecz społecznie odmienny podział na kobiecość

A. Kościańska, M . Petryk, [w:] M . Kempny, E. Nowicka

i męskość": G. Marshall (red.), Słowniksocjologii
społecznych,

i nau\

tłum. M . Tabin, PWN, Warszawa 2005,

s. 234. Definicja ta zwraca uwagę na trwały związek

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

tłum.

(red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej,
PWN, Warszawa 2004, s. 402-403.

�Anita Kramarczyk

48
Sylvia Junko Yanagisako i Jane Fishburne Col­
lier pokazały, że ujmowanie gender jako kulturo­
wego rozwinięcia „naturalnej" dystynkcji płci jest
modelem społeczeństwa zachodniego (ponieważ
teoretyczne rozważania nad zagadnieniami do­
tyczących definiowania kategorii gender prowa­
dzone były przede wszystkim przez analityczki
i analityków reprezentujących kulturę zachodnią
i opisujących inne kultury przez jej pryzmat)
- owo spojrzenie oparte jest na różnicach płcio­
wych dotyczących reprodukcji. W związku z tym
proponują odrzucenie kategorii płci biologicznej
z powodu nadawania jej specyficznych znaczeń
kulturowych . Shelley Errington, wychodząc od
teorii Yanagisako i Collier, proponuje trzy ka­
tegorie: płeć biologiczną (sex) - ciała obdarzo­
ne płcią, innymi słowy kategoryzacja ciał, np.
po narodzinach człowiek jest definiowany jako
mężczyzna bądź kobieta . Drugą kategorią jest
Płeć biologiczna (Sex) - szczególna konstrukcja
ludzkich ciał ujmowana w kontekście zachodnim,
oraz gender - stanowiąca nadbudowę nad płcią
biologiczną (różnie definiowaną w zależności od
kontekstu kulturowego). Tym samym sex oka­
zuje się być również konstruowana, dlatego też
ani gender, ani sex nie są j u ż kategoriami stałymi
i stabilnymi. Henrietta Moore zadaje w związku
5

6

5

Ibid., s. 404.

z tym pytanie, czy klasyfikacja do płci biologicznej
wystarczy by określić gender? Otóż nie, jak twier­
dzi, o czym świadczą badania na temat trzecich
płci. Dlatego też gender staje się dyskursywnym
źródłem płci biologicznej, która jest produktem
owego dyskursu .
W związku z takim pojmowaniem seksual­
ności staje się ona rdzeniem rozważań na temat
płci i jako taka pojawia się w kręgu zaintereso­
w a ń m.in. Judith Butler i jej teorii performatywności, czyli najprościej rzecz ujmując, teorii
stawania się płci kulturowej (powtarzanie, cyto­
wanie normy, ale w świadomy sposób; imitacja
ideału tożsamości heteroseksualnej). Według
Butler dychotomiczne kategorie „kobiecości"
i „męskości" stanowią fałszywą stabilizację,
jednocześnie wzmacniając normę heteroseksualizmu i kontrolę seksualności w ramach repro­
dukcji. Skoro systemy gender/sex normalizują
różnice płci, należy je odrzucić. Alternatywą ma
być performatywność, dzięki której przekształ­
canie gender pozwala odrzucić heteronormatywność .
Jako że teoretyczka nie wywodzi się z kręgu
antropologicznego, należałoby się w tym miejscu
odnieść do teorii queer , której Judith Butler jest
- jak się powszechnie u w a ż a - jedną z matek,
7

8

9

9

„Queer" to termin „odzyskany". Wyraz pochodzenia

6

Ibid., s. 404.

germańskiego, j u ż od X I V w. używany w angielszczyźnie

7

Analizy dotyczące kategorii trzeciej pici prowadzą

z pejoratywnym zabarwieniem (w znaczeniu

do wniosku, iż to, co do tej pory wydawało się trwałym

„podejrzany" lub „dziwaczny"), przyjął się jako wulgarne

podziałem na biologiczną płeć męską i żeńską, zostało

i obraźliwe określenie homoseksualisty. Jednak w latach

zakwestionowane i zaczyna funkcjonować jako językowe

90. X X w. nastąpiła niespodziewana nobilitacja tego

konwencje służące do opisu zdekonstruowanych kategorii

terminu, którym zaczęto określać teoretyczną refleksję

płci. Patrz: ibid., s. 405.

nad konstruowaniem nienormatywnych orientacji

8

seksualnych w kulturze. Zob. J. Kochanowski, Fantazmat

Por. J. Butler, Gender Trouble. Feminism and the

subversion of identity, Routledge, London 1999;

zróżnicowany.

J. Mizielińska, (De) Konstrukcje kobiecości.

gejów,

Podmiot

feminizmu a problem wykluczenia, słowo/obraz terytoria,
Gdańsk 2004; J. Mizielińska, Pleć, ciało, seksualność

Od

feminizmu do teorii queer, Universitas, Kraków 2006.

Socjologiczne studium przemian

tożsamości

Universitas, Kraków 2004, s. 129; J. Kochanowski,

Wszyscy jesteśmy

odmieńcami.

Przyczynki do

społecznej

teorii queer, [w:] Basiuk, Ferens, Sikora (red.), Parametry
pożądania.

Kultura odmieńców

wobechomofobii,

Universitas, Kraków 2006, s. 37. Mizielińska zwraca

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Ludzie p r o g o w i

49

gdyż jej praca Gender Trouble zapoczątkowała
tę teorię . Teoria ta , czerpiąc między innymi
z pism Butler właśnie, wysuwa na pierwszy plan
hasło, że kategoria gender jest niepotrzebna,
w takim sensie, iż nie jest ona czymś, co jednost­
ka „posiada", ale czymś, co „uprawia". Skąd takie
definiowanie? Otóż zdefiniowanie podmiotu
prowadzi zawsze do jakichś wykluczeń, a po­
przez dekonstrukcję podmiotowości otwiera się
drogę dla wykluczonych . W związku z tym
„kategoria queer powinna na zawsze pozostać
miejscem kolektywnej kontestacji" .1 c h o ć - j a k
twierdzi Jacek Kochanowski - wszyscy jeste­
śmy odmieńcami , to zdaniem Tima Edwardsa

w rzeczywistości wielu ludzi postrzega swoją
seksualność jako coś stałego, gdy tymczasem teo­
ria queer mówi zupełnie coś innego . Edwards
zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: teoria
queer jest utopijna, gdyż w rzeczywistości nie ma
ona zastosowania w praktyce. I wbrew temu, co
pisze Butler, twierdzi on, że w polityce queer nie
ma miejsca na kolektywne działanie .
Na ten sam problem zwraca uwagę Joanna
Mizielińska, odnosząc się do kontekstu polskie­
go. Otóż według autorki w Polsce istnieje obok
siebie wiele dyskursów (np. feminizm i queer)
oraz istnieją pewne przeszkody, aby wprowadzić
ową teorię w życie. Pierwszy problem stanowi

uwagę na to, że słowo „queer" stało się synonimem

dotychczasowego kształtu. W związku z tym, że charakter

różnych mniejszości seksualnych, które były wcześniej

podmiotu stanowi wstępny warunek działania -dlatego

wykluczane, jednak pozostaje ono kategorią otwartą,

nie powinien być jeden i niezmienny - należy przekraczać

przekraczającą wszelkie granice grupowe, innymi słowy,

najbardziej niesprawiedliwe normy i tym samym używać

każdy może włączyć się do owej „grupy". J. Mizielińska,

kategorii „kobiety" (Butler pisze o lesbijkach, dlatego

Płeć, ciało, seksualność..,

pojawia się kategoria kobiety) w bardziej świadomy

10

11

12

13

14

15

s. 116.

10

J. Kochanowski, Fantazmat zróżnicowany...,

s. 129.

11

We wczesnych latach 80. dominowała polityka

16

17

sposób. J. Mizielińska, (De)Konstrukcje

kobiecości...,

s. 242-244.

afirmatywnej tożsamości budowanej w oparciu o pojęcie

13

J. Mizielińska, (De) Konstrukcje kobiecości...,

„prawdziwej lesbijki/kobiety" i „prawdziwego mężczyzny/

14

Ibid., s. 223.

s. 221-222.

geja". Nie zwracano uwagi na różnorodność, a w centrum

15

Kochanowski zwraca uwagę na problemy

zainteresowań znajdowało się gender. W związku z tym

metodologiczne w socjologii, które polegają miedzy

centrum zainteresowań przesunęło się z płci kulturowej

innymi na tym, że socjologia tworzy uproszczenia,

na seksualność. Co za tym idzie, w późnych latach 80.

poszukuje „typów idealnych", przez co mocno wikła

pojawia się teoria i praktyka queer, która była reakcją na

się w procesy przemocy kulturowej. W związku

etniczno-mniejszościowy model polityki ruchu gejów

z tym proponuje nową perspektywę, która miałaby się

i lesbijek Pojawiła się również ze względu na krytykę ze

charakteryzować ujęciem inności jako alternatywy,

strony marginalizowanych grup, między innymi takich

sposobu, w jaki się różnimy od siebie, oraz jako

jak kolorowi, biseksualiści, transgenderyści. W centrum

procesu (de/re)konstruowania. Zmiana sposobu

zainteresowań teorii queer mieszczą się społeczne

uprawiania socjologii miałaby między innymi polegać

czynniki kategoryzujące zachowania jednostek zgodnie

na demaskowaniu wszystkich procesów normalizacji. To

z ich seksualnymi preferencjami, analiza dychotomii

interesująca teoria, ale niestety, nie miałaby zastosowania

homo/hetero (komu służy i czy możliwa jest jej

w praktyce, gdyż w odniesieniu do tego, co pisał

destabilizacja), tożsamość jako podstawa opresji - dlatego

Edwards, ludzie odczuwają potrzebę stabilizacji. Patrz

kluczem do wyzwolenia staje się odrzucenie kategorii

J. Kochanowski, Wszyscy jesteśmy

tożsamości. J. Mizielińska, Płeć, ciało,

16

seksualność...,

s. 111-121.
12

„Sexualities", 1, s. 472.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Butler nie postuluje

odrzucenia kategorii podmiotu, ale proponuje zmianę jego

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

17

odmieńcami...,

T. Edwards, Queer fears. Against the cułturał
Ibid., s. 478.

s. 37-50.
turn.

�Anita Kramarczyk

50
brak polskiego odpowiednika na słowo queer,
które przeszłoby odpowiednią drogę (od pogardy
po afirmację). Drugi polega na słabości polskie­
go ruchu LGBT, co między innymi związane
jest - ponownie - z brakiem przełożenia teorii
na praktykę, która w dalszym ciągu odwołuje
się wyłącznie do studiów gejowsko-lesbijskich.
Z kolei trzecią przeszkodą jest brak zaplecza
instytucjonalnego . Te przeszkody stanowią
istotny problem w przełożeniu owej teorii na
praktykę, a sama Mizielińska zwraca uwagę na
jeszcze jedną ważną rzecz.
Mianowicie teoria queer nie definiuje, uka­
zuje jedynie płynność i wieloznaczność takich
pojęć, jak seksualność i tożsamość. Henrietta
Moore twierdzi, że jeśli kategorie te stają się
nieokreślone i niejednoznaczne, wtedy miejsce
uprzywilejowane zajmuje ciało . Czy w związ­
ku z tym można pokusić się o stwierdzenie, że
osoby transseksualne - twierdząc, że urodziły
się w niewłaściwym ciele - chcą tak naprawdę
wyjść poza to ciało, zapanować nad nim, nadając
mu formę, którą same zdefiniują, wybiorą? Czy
pragną zawieszenia pomiędzy płciami? A może
chcą być ponad nimi, albo wręcz odwrotnie wpasować się w „męskość"/„kobiecość" bezre­
fleksyjnie? Jeśli tak, to czy można je włączyć
w teorię queer, skoro powracają do esencji? Czy
też paradoksalnie stają się queerowe z samej racji
tego, iż narodziły się w „niewłaściwym" ciele?
18

19

(Nie)świadomość ucieleśnienia
Bryan S. Turner wskazuje, że ciało może być
rozpatrywane z dwóch perspektyw. Z jednej stro­

18

J. Mizielińska, Płeć, ciało, seksualność...,

19

20

21

s. 126-132.

ny kulturowe analizy nad ciałem stanowią sys­
tem znaczeń definiowanych jako pewna struk­
tura odseparowana od świadomości. Z drugiej
strony celem fenomenologicznych studiów nad
ucieleśnieniem jest zrozumienie ludzkich prak­
tyk i przedstawień ciała. Jednakże nie oznacza
to, że obie kategorie są rozłączne i niekompaty­
bilne . Z kolei dwa stanowiska stojące w opozy­
cji do siebie przedstawia Debra Gimlin. W pew­
nym sensie łączą się one z teorią Turnera. Otóż
po pierwsze, można mówić o „ciele jako projek­
cie", czyli o zarządzaniu ciałem, zmienianiem,
kontrolowaniem go - można odnieść to stano­
wisko do drugiej perspektywy przyjętej przez
Turnera. Tym samym staje się ono - według
Giddensa - głównym przedmiotem tożsamości,
a według Shillinga centralną częścią samoświa­
domości . Jednak w kontekście moich rozważań
bardziej istotne będzie drugie podejście, stojące
w opozycji do wymienionego powyżej. Leder
formułuje kategorię „nieobecności ciała". Ciało
jest nieobecne w świadomości, istnieje jedynie
w cielesności. Natomiast pojawia się ono w świa­
domości w momencie, w którym fizjologiczne
lub społeczne doświadczenie czyni je proble­
matycznym . Na pewno problematyczne staje
się dla osób transseksualnych, które potrzebują
zmiany płci, gdyż obecne ciało stanowi dla nich
„więzienie". Adam Buczkowski podkreśla, że
„ciało jest podstawą odgrywania/przedstawia­
nia płci społeczno-kulturowej, jest warunkiem
koniecznym funkcjonowania modelu męskości/
kobiecości" . Dlatego wydaje się być słusznym
twierdzenie, mówiące o ciele jako „więzieniu".
Osoby transseksualne pragną wpisać się w po20

21

22

23

22

Ibid, s. 701-702.

H . Moore, op. cit., s. 411.

23

A. Buczkowski, Społeczne

B.S. Turner, Body, „Theory, Culture, Society", 23, s. 223.

kulturowa i płeć biologiczna, Universitas, Kraków 2005,

D . Gimlin, The Absent Body Project. Cosmetic Surgery

s. 236.

tworzenie ciała.

Płeć

as a Response to Bodily Dys-appearance, „Sociology", 2006,
40, s. 700.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Ludzie p r o g o w i

51

rządek społeczny, a mogą tego dokonać tylko
poprzez zmianę płci biologicznej. Odczuwają
tę potrzebę bardzo silnie, gdyż dzięki temu ich
ciała staną się na powrót „niewidzialne", bo będą
postrzegane jako „normalne".
Pomimo tego, że w kontekście ponowoczesnym „granice ciał" kobiet i mężczyzn są ciągle
przekraczane - nie tak jak w społeczeństwie no­
woczesnym, gdzie ciała te stanowiły dwa binarne
porządki - to są osoby, które nie chcą przekra­
czać tych porządków . Ich pragnieniem jest po­
nowne włączenie do społeczeństwa. Należałoby
nadmienić również, że istnieją jednostki, które
- wręcz przeciwnie - „bawi" owa sytuacja. Są to
kategorie osób, które przekraczają granice, mają
świadomość swojego ciała i „grają" nim.
24

Stan psychiczny a i d e n t y f i k a c j a
tożsamości seksualnej

25

D . Dzido, Kulturowe kody pici, [w:] J.M. Kurczewski

(red.), Praktyki cielesne, Trio, Warszawa 2005, s. 220.
25

A. Kusiak, Pamiętniki

26

27

ń r 7 V

Alicja Kusiak zwraca uwagę na to, że począt­
kowo psychologia i seksuologia umieszczały transwestytyzm w ramach homoseksualizmu, a pro­
blemy z uchwyceniem genezy oraz przyczyn tego
zjawiska spowodowały, że zdefiniowano je jako
„perwersję homoseksualną" . Dopiero począt­
kiem ubiegłego wieku transwestytyzm, transsek24

sualizm i transgenderyzm zaczęły być ujmowane
niezależnie od kategorii homoseksualizmu, a to
za sprawą Magnusa Hirschfelda oraz Havelocka
Ellisa . Kategorie te są tak różne, choć w pew­
nym sensie się przenikają. Jeśli analizowane są
z punktu widzenia teorii queer, to można pokusić
się o stwierdzenie, że nie do końca ma znaczenie
to, jakiego typu jest się „trans". Jednak wydaje
mi się, że nie jest ono całkowicie słuszne. Otóż
skoro transgenderyzm jest zakwestionowaniem
podziału na dychotomie, wychodzeniem poza
dystynkcje
granice atransseksualizm wręcz
odwrotnie iest próba ponownego weiścia" w binarność umiejscowienia siebie w" granicach to
czy można mówić o braku różnicy? Nie próbuje
tworzyć w tym mieiscu koleinvch nodziałów a e
ukazać ze wnolskim kontekście adzie obok ńro
hlemów łączenia teorii nneer z nraktvka istnieia
nrnblemv InH.i W
L i ś ć . limen ,
p r o D i e m y mazi, K t ó r z y pragną wyjsc z nmenu.
U l a t e g o tez skoncentruje swoje rozważania na
pojęciu transseksualizmu.
Jak zdążyłam j u ż zaznaczyć, popularna defi­
n i c j a transseksualizmu o d n o s i się do pragnienia
b y c i a osobą płci przeciwnej, posiadaniem ciała
owej płci. Myra J. Hird wskazuje na dwa s t a n o ­
w i s k a ujmowania tej kategorii. Z jednej strony
przywołuje psychiatryczne argumenty, k t ó r e

Pani de Sancy przebranej za

A. Strzelecka, Trudne słowa,

n

r

a

m

a

czyli kilka definicji, http://

transfuzja.org/pl/artykuly/trudne_slowa_czyli_kilka_
definicji.htm, 30.05.2008. Natomiast transseksualizm

opata. Transgenderyzm na dworze Ludwika XIV, [w:]

oznacza sprzeczność między płcią biologiczną a stanem

T. Basiuk, D . Ferens, T. Sikora (red.), Odmiany

psychicznym jednostki, która identyfikuje się z płcią

Mniejszościowe

odmieńca.

orientacje seksualne w perspektywie gender,

Śląsk, Katowice 2002, s. 25.
2 6

Najszerszym pojęciem jest transgenderyzm - termin,

który „zosta! rozciągnięty na wszystkie osoby, które

przeciwną. Dopełnieniem ma być operacyjna zmiana
płci biologicznej, czyli „uzyskanie" ciała płci przeciwnej.
Najwęższą kategorię stanowią transwestyci, którzy tylko
czasowo identyfikują się z płcią przeciwną, „przebierając

przekraczają granice pici, w jakiej się urodziły, dlatego

się" i zachowując się w określony sposób. A. Strzelecka,

też w szerszym ujęciu transgenderyzm można rozumieć

ibid., A. Weseli, Wszyscy wokół chcą się po prostu

jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią.

O transseksuałistach

i toałetach

pubłicznych

W takim ujęciu transgenderysta to osoba, której

A. Zakrzewska (red.), Queerowanie feminizmu.

prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest

polityka czy cos więcej?,

odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje".

I (14) P009

BARBARZYŃCA

27

wysikać.

w Polsce, [w:]
Estetyka,

Konsola, Poznań 2006, s. 79.

A. Kusiak, op. cit., s. 25-26.

�Anita Kramarczyk

52
sięgają X I X wieku i odnoszą się między innymi
do tego, że transseksualizm w sytuacji „zmiany"
mężczyzny w kobietę miałby wynikać z upadku
mężczyzny, a „przeobrażenie" kobiety w m ę ż ­
czyznę byłoby efektem inteligencji i niezależ­
ności kobiet. Kilkadziesiąt lat później zaczę­
to szukać przyczyn
transseksualizmu
w dysfunkcjonalnej
rodzinie, rozwodzie
rodziców, zbyt póź­
nym rodzicielstwie,
a w latach 80. uzna­
no go za psycholo­
giczne zaburzenie
i chorobę, wpisując
do American

nią, a nie nią/nim czy też nim/nią. Otóż przed
operacją zmiany płci osoby transseksualne po­
stępują według wzorów przypisanych do płci,
którą odrzucają, ale również do płci, z którą się
identyfikują. W związku z tym - jak pisze Mał­
gorzata Bieńkowska-Ptasznik:
„dokonują więc na
własny użytek pewne­
go połączenia tego, co
w kulturze jest na ogół
sobie przeciwstawia­
ne. To połączenie cech
męskich i żeńskich po­
zwala im funkcjono­
wać w społeczeństwie
do momentu podjęcia
decyzji o operacyjnej
zmianie płci, tak by cia­
ło odpowiadało tożsa­
mości danej osoby" .

Psy­

chiatric Association's
Diagnostic and Stati­
stical Manual. Z dru­

29

giej strony wskazuje
się na somatyczne
argumenty, które
miałyby sprowadzić
się do twierdzenia,
że transseksualizm
nie jest chorobą
psychiczną, a wy­
nika raczej z bólu,
gniewu i depresji,
jaką odczuwają oso­
FOT. KRZYSZTOF PĘKOWSKI
by transseksualne
w związku ze społeczną dyskryminacją . Dla­
tego moje pytanie w tym miejscu brzmi nastę­
pująco: Czy samo społeczeństwo nie umieszcza
osób transseksualnych pomiędzy kategoriami?
Wykraczają oni/one poza normy, przez co od­
czuwają dyskomfort i pragną stać się nim albo
28

28

M.J. Hird, For a Sociology of Transsexualism,

„Sociology", 36, s. 579-581.

To zdanie niech
posłuży za argument
za tym, i ż osoby
transseksualne znaj­
dują się w fazie liminalnej, w procesie ry­
tuałów przejścia, tak
jak są one rozumiane
na gruncie antropo­
logii kulturowej.
Między opozycją w o b e c
dominującego porządku
a podporządkowaniem się n o r m o m
Teorią, która ma konstruować ramy dla n i ­
niejszego artykułu, jest trójfazowa koncepcja

2 9

M . Bieńkowska-Ptasznik, Transseksualizm

- wyjście

poza normę,

http://www.unigender.

org/?page = biezacy&amp;issue = 02&amp;article = 03, 30.05.2008.

BARBARZVNCA

1 (14) P009

�Ludzie p r o g o w i

53
rym osoba znajduje się w kolejnym stanie,
oczekuje się od niej, że będzie się teraz zacho­
wywała zgodnie z obowiązującymi normami
i standardami etycznymi" .

rytuałów przejścia wypracowana przez Arnolda
van Gennepa. Według niego obrzędy przejścia
dotyczą wszelkich sfer życia, w których wystę­
puje zmiana,

32

„poczynając od różnych faz biograficznych
(narodziny, dojrzewanie, małżeństwo, macie­
rzyństwo i ojcostwo, śmierć) i zmieniającego się
w związku z nimi statusu społecznego, przez
awansowanie w hierarchii grupowej, przystę­
powanie do właściwych grup wieku, płciowych
czy zawodowych, aż po zmiany w otaczającej
przestrzeni wiążące się z przekraczaniem gra­
nic terytorialnych i wszelkich innych [...]. Zda­
niem van Gennepa cykl ten składa się z trzech
następujących po sobie sekwencji, rozpoczyna¬
jąc się od rytuałów wyłączenia jednostki z jej
dotychczasowego stanu, jej separacji (rites de
separation), okresu przejściowego, marginal-

Według Turnera w społeczeństwie istnieją
jakby dwa modele związków międzyludzkich,
które występuj ą obok siebie. Pierwszy j est strukturalizowany - można powiedzieć, że repre­
zentuje hierarchię i strukturę władzy, z kolei
drugiemu brak formalizacji, a charakteryzuje
się on bliskością współtowarzyszy. Ten drugi
model pojawia się w obrębie fazy liminalnej,
podczas której jednostki marginalizowane od­
czuwają podobnie i „jednoczą się w bólu". Faza
liminalna (w opozycji do stanu statusowego)
charakteryzuje się między innymi takimi cecha­
mi jak: przemiana (stan stały), homogeniczność
(heterogeniczność), communitas - wspólność
(struktura), równość (nierówność), minimali­
(rites de marge), gdy jednostka
zacja różnic płciowych (maksymalizacja róż­
jest pozbawiona statusu kończy zaś rytuałami
włączenia inteeracii (rites aJegation) p ole- nic płciowych), milczenie (mowa), akceptacja
raiacvmi na Drzvsoosobiemu sobie nowego bólu i cierpienia (unikanie bólu i cierpienia) .
Powyższe dystynkcje zwracają uwagę na jedną
statusu "30
zasadniczą kwestię: te z nich, które związane
i nowej tożsamości. By jeszcze bardziej przy­
Si| z limenem, jednocześnie stoją w opozycji do
bliżyć ów proces, odwołam się do tego, co w tej
porządku społecznego - określonego choćby
kwestii pisał Victor Turner. Zaznacza on, że
przez jakieś
osobę znajdującą się w fazie liminalnej
norniy
którym muszą podporząd­
„charakteryzuje dwuznaczność: przemierza
kowywać
się
wszyscy.
Tym samym można za­
kulturową rzeczywistość, mającą jedynie nie­
ryzykować
stwierdzenie,
że w fazie liminalnej
liczne, albo i żadne, atrybuty przeszłego lub
nadchodzącego stanu . W momencie, w któ- jednostki stoją poza. prawem poza władzą po za
kryteriami prostych i tradycyjnych klasyfikacji
Mary Douglas dowodzi, ze „wszystko, co nie
33

34

31

3 0

J. Tokarska-Bakir, wstęp do: A. van Gennep,

przejścia.

Obrzędy

Systematyczne studium ceremonii, tłum. B. Biały,

Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2006, s. 7-8.
31

Victor Turner używa pojęcia „stan", aby zwiększyć

33

Warto zaznaczyć w tym miejscu, że w fazie liminalnej

jednostki zostają w communitas „wyzwoleni od struktury
tylko po to, by potem do niej wrócić, odnowieni dzięki
doświadczeniu communitas. Pewne jest, że bez tej

dystans między kategoriami zarówno owego „stanu", jak

dialektyki żadne społeczeństwo nie może funkcjonować

i „przejścia". „Stan" w tym ujęciu będzie szerszą kategorią

we właściwy sposób". V Turner, Proces rytuałny,

niż „pozycja" czy „status". V Turner, Od

I . Kurz, [w:] L . Kolankiewicz (red.), Antropologia

rytuału

tłum.

do teatru, tłum. M . Dziekan, J. Dziekan, Volumen,

widowisk Zagadnienia i wybór

Warszawa 2005, s. 121.

Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2005, s. 131.

32

V Turner, Odrytuału

1 ( 1 4 ) nn

do teatru..., s. 121-122.

BARBARZYŃCA

34

V Turner, Odrytuału

tekstów,

Wydawnictwo

do teatru..., s. 122-125.

�Anita Kramarczyk

54
może zostać wyraźnie zdefiniowane w katego­
riach tradycyjnych kryteriów klasyfikacji albo
co mieści się pomiędzy granicami klasyfikacji,
jest niemal wszędzie uznawane za «nieczyste»
i «niebezpieczne»" . Marginalizowane grupy
domagają się swoich praw, chcą osiągnąć wyższą
pozycję, akceptację,
co w istocie przeczy
ich walce o własne
prawa. Pragnienie
zaistnienia w społe­
czeństwie jest jed­
noznaczne z pod­
porządkowaniem
się m u (nie m o ż ­
na f u n k c j o n o w a ć
w świecie bez w a ż ­
nego dokumentu
tożsamości). Hen¬
ri Bergson zwraca
przy tym uwagę, że
grupa marginali­
zowana „zachowu­
je swoją tożsamość
w opozycji do człon­
ków innych grup,
chroni się przed za­
grożeniami swojego
sposobu życia i bez­
ustannie odnawia
wolę utrzymywania
FOT. KRZYSZTOF PĘKOWSKI
norm, na których
opiera się rutynowe zachowanie niezbędne w jej
życiu społecznym" . Z jednej zatem strony oso­
by transseksualne stoją w opozycji do dominują­
cej części społeczeństwa. S t a n o w i ą - j a k k o l w i e k
by było - grupę marginalizowaną. Jednakże
z drugiej strony, pragną zostać w nią włączeni
i dlatego poddają się zabiegom zmiany płci.
35

36

Niepewność bodźcem do
dopasowania
W niniejszej części artykułu opiszę badania,
które prowadziła Alicja Strzelecka, Małgorzata
B i e ń k o w s k a - P t a s z n i k oraz Agnieszka Wese­
li. Trudno orzec, czy
badania były repre­
zentatywne, ale za­
k ł a d a m , ż e nie. W
z w i ą z k u z tym nie
jest moim zamiarem
tworzenie jakichkol­
wiek nieuprawnio­
nych generalizacji,
lecz ukazanie kilku
głównych wątków
jednych i drugich ba­
dań, których wyniki
identyfikują istotne
kwestie, jakie towa­
rzyszą osobom trans^59b*ti
seksualnym, w tym
^fc
przede wszystkim
•
problemy z w i ą z a n e
z niepewnością i chę­
cią dopasowania.
Jak pisałam wcze­
ś n i e j , transseksualizm jest przekra­
czaniem płci, ale nie
wiąże się to z ocze­
kiwanym stanem. Alicja Strzelecka pisze, że
„w wewnętrznym doświadczeniu osób transseksualnych nieokreśloność, bycie poza tą dy­
chotomią nie jest czymś pożądanym czy i n ­
tencjonalnym, ale chorobą, cierpieniem, «złym
losem»" . Dlatego też nie dziwi w tym kon­
tekście podkreślanie swojej „nowej" płciowości
Ł

37

35

Ibid., s. 127.

3 7

36

Ibid., s. 127.

w procesie przekraczania barier pici, http://transfuzja.

A. Strzelecka, Rola zjawiska transseksualizmu

BARBARZVNCA

1 (14) P009

�Ludzie p r o g o w i

55

kontrastowaniem i uwydatnianiem atrybutów
przypisanych danej płci. Oznacza to również
odrzucenie wzorów uniseksualnych, jako że
j u ż w swej definicji nie mają one zaostrzonych
granic płciowych, a właściwe „postulują" coś, co
wykracza poza granice . Osoby transseksualne
potrzebują pewności określenia siebie w jakichś
kategoriach, dlatego nie dziwi fakt, że „dopiero
operacja zmiany płci, odpowiadający identyfika­
cji płciowej wygląd czy dokumenty nadają pew­
ność i spokój w codziennym obcowaniu z ludź­
m i " . Jednak nim dokonana zostanie operacja
zmiany płci, owa niepewność staje się bardzo
bolesna. Wydawałoby się, że jedynym sposobem,
w jaki można od niej uciec, jest ciągłe manifesto­
wanie swojego poczucia płci kulturowej, a tym
samym uleganie stereotypom dotyczącym płci .
Otóż jak pisze Strzelecka,
38

39

40

„z jednej strony można więc mówić o transseksualizmie jako o kulturowym zjawisku burzenia
czy zamazywania stereotypów, z drugiej - w pe­
wien sposób je umacniającym. Transseksualizm
pojawia się jako możliwość przekroczenia ba­
rier płci, jako podważenie oczywistości dychotomicznego podziału męskość - kobiecość, ale
jednocześnie stwarza tę opozycję" .
41

Wbrew pozorom ta opozycja pozwala się
„odnaleźć". Przed operacją osoby odczuwają
niepewność tego, k i m są, inni ludzie wokół
nich również odczuwają lęk przed niemożliwo­
ścią zaklasyfikowania osób transseksualnych.
W związku z tym dychotomiczne, normatywne
kategorie niejako wymuszą na osobach trans­
seksualnych podporządkowanie się im. Wynika

to między innymi z odczuć, jakie towarzyszą
osobom transseksualnym w publicznym, intym­
nym miejscu, jakim jest toaleta, o czym pisała
Agnieszka Weseli . Aby uniknąć problemów,
osoby te często dopasowują się i korzystają z to­
alet, do których „prowadzą" je/ich inni . Osoby
uczestniczące w badaniach negatywne reakcje
współużytkowników na osoby nieodpowiadające stereotypowym wyobrażeniom kobiety bądź
m ę ż c z y z n y argumentują tym, że Polacy po­
sługują się stereotypami - charakteryzuje ich
brak zrozumienia, wścibstwo, ignorancja i lęk
przed odmiennością, a w związku z tym żyją
we względnie heteronomicznej polskiej kultu­
rze, większej otwartości doświadczają w innych
krajach. Uprzedzenia wiążą się również z niską
świadomością zjawiska transseksualizmu oraz są
wynikiem istniejącego tabu wokół seksu. Weseli
jedyne rozwiązanie tej sytuacji widzi w rzetelnej
edukacji, poszerzaniu świadomości i zapozna­
waniu społeczeństwa z problemami osób trans­
seksualnych .
42

43

44

Wbrew ponowoczesnym teoriom
mieszania się kodów ptci
Osoby transgenderowe (w tym transwestyci)
pragną zacierać granice, wychodzić poza nie,
wychodzić ponad kulturowe kody płci i cia­
ła. Dlatego nie dziwi teza postawiona przez
Moore, że osoby mieszczące się w tej kategorii
chcą zawładnąć ciałem, przekształcać je. „Gra­
nie" ciałem pozwala im być poza kategoriami,
poza granicami. Tym samym oznacza to, że
nie pragną oni/one „włączenia". Są zawieszo-

org/pl/artykuly/artykuly_i_opracowania/rola_zjawiska_

41

transseksualizmu_w_procesie_przekraczania_barier_plci.

42

Ibid.

htm, 30.05.2008.

s. 90.

A. Weseli, Wszyscy wokół chcą się po prostu

3 8

M . Bieńkowska-Ptasznik, op. cit.

43

Ibid., s. 90.

3 9

A. Strzelecka, op. cit.

44

Ibid., s. 90-95.

40

Ibid.

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

wysikać...,

�Anita Kramarczyk

56
ne w stanie „wyłączenia", g d y ż wychodzą poza
schematy. Dlatego też śmiem postawić tezę, iż
osoby transseksualne znajdują się w fazie liminalnej, w której oczekują na przyjęcie do społe­
czeństwa, do którego chcą należeć, a z którego
są w ich uciążliwej „antystrukturalnej" sytuacji
wykluczone . Osoby transseksualne chcą przy­
jąć ciało drugiej płci, dlatego są „ludźmi pro­
gowymi". Pragną „włączenia", akceptacji, chcą,
by ich ciało stało się niewidzialne. Bo gdyby
45

nie dystynkcje „rządzące" naszym porządkiem
społecznym, czy potrzebowaliby zmiany płci
biologicznej ? Czy nie pozostaliby właśnie tacy
niedookreśleni, płynni? Dlatego też debata
dotycząca konstruowania porządku społecz­
nego nie dotyczy jego zmiany, ale możliwości
wpisania się w niego. Ten brak struktury może
oznaczać cierpienie, które znieść można jedy­
nie dzięki wpisaniu się w strukturę, od której
nie ma ucieczki.

Social reality sets up norms and rules while at the same time forms barriers and borders. Members of
the society continually negotiate norms, especially ones concerning sexuality, identity and gender.
To show the process of transformation of the above mentioned concepts the article begins with a short
history of their evolution, mainly in the anthropological context. It shows the attitude of cultural
relativism, psychological essentialism, gender anthropology and queer theory towards the problem.
The queer theory is essential here, as it shows fluctuation, ambiguity, or even indefiniteness of the
sexual identities. It seems that body, being visible, became a "prison". The only way to escape it,
and at the same time to incorporate transsexual people to the society, is to change sex. That is why
transsexuals can be compared to the people being at the liminal phase. They live on the margin,
longing for sex change in order to be incorporated into the society, because being between or outside
categories is difficult in everyday life. As it is not clear to which category transsexuals belong, an
impulse arises to "adjust", or incorporate them to the society, so they could leave the liminal phase.
Postmodern theories of gender codes interference cannot be used to explain the phenomenon of
transsexuals, as they want to adopt other sex. That is why they can be called threshold people.

45

V Turner, Proces rytualny.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5990" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5970">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b2e1406008428c262eb9f82bf8a72a7c.pdf</src>
        <authentication>bfac7fbdd93a26e7a53a77ae47f5ef28</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71467">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5579</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71468">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71469">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71470">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5188</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71471">
                <text>Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybskiego/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71472">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.86-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71473">
                <text>Kamiński, Paweł</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71474">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71475">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71476">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71477">
                <text>Paweł
Kamiński

Ur. w I 978 r. we W r o c ł a w i u . Jest absolwentem Uniwersytetu W r o c ł a w s k i e g o ,
k i e r u n k ó w filologia angielska oraz filozofia - komunikacja społeczna, jak r ó w n i e ż
podyplomowych s t u d i ó w psychologii w biznesie przy W y ż s z e j Szkole Bankowej
we W r o c ł a w i u . Obecnie jest studentem s t u d i ó w doktoranckich na Wydziale Nauk
Społecznych UWr. Jego zainteresowania skupiają się w o k ó ł filozofii nauki (szczególnie
filozoficznych konsekwencji współczesnych nieklasycznych teorii naukowych),
filozofii umysłu (relacja umysł - materia to planowany temat doktoratu) oraz szeroko
rozumianego języka, w k t ó r y m zanurzone jest nasze spekulatywne myślenie.

język, poznanie
i rzeczywistość
w semantyce ogólnej
Alfreda Korzybskiego
T

ematem artykułu będą pewne wątki filo­
zofii Alfreda Korzybskiego - polskiego fi­
lozofa i naukowca społecznego, który jest
mało popularny w literaturze polskiej. Znany
był, i wciąż jest, jako twórca semantyki ogólnej
(SO), będącej wówczas pierwszą syntezą poja­

wiających się j u ż nieco wcześniej głosów wska­
zujących na niekompatybilność paradygmatu
arystotelesowo-euklidesowo-newtonowskiego
w stosunku do opisywanej przezeń rzeczywi­
stości (włączając w to człowieka i miejsce, które
w niej zajmuje). Dzięki sformułowaniu systemu

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybskiego
niearystotelesowskiego Korzybski był jednym
z pierwszych, którzy w sposób spójny metodolo­
gicznie dokonali krytyki zastanej wizji świata.
W sytuacji zmiany paradygmatu daleko idą­
cemu przeformułowaniu ulega werbalna tkanka
teorii zorganizowanych wokół podstawowych
pojęć dotychczas panujących struktur myśle­
nia. Na gruncie fizyki pojawiła się perspektywa
kwantowa, która w sposób gruntowny przepoj celowała mechanicystyczną fizykę Newtona.
Najbardziej zauważalnej reorganizacji uległy
takie pojęcia, jak czas i przestrzeń, które zaczę­
to postrzegać j u ż nie tak absolutystycznie, jak to
było u Newtona, lecz relatywnie - zamieniono
je w czasoprzestrzeń u Einsteina, dzięki czemu
ujawniły się związki do tej pory niezauważane.
W tym duchu, w swojej pierwszej książce
Manhood of Humamty (1921), Korzybski po­
dejmuje próbę sformułowania nowej holistycz­
nej definicji człowieka (organizm-jako-całość-w-środowisku), według której człowiek przy­
należy do wiążącej-w-czasie klasy życia wy­
r ó ż n i o n e j przez Korzybskiego na drodze
matematycznych rozważań spośród świata m i ­
nerałów (procesy nieorganiczne), roślin (wiązanie-związków-chemicznych) i zwierząt (wiązanie-w-przestrzeni). Człowiecza umiejętność
wiązania-w-czasie polega na posługiwaniu się
symbolami i językiem - to one właśnie służą do
międzypokoleniowej transmisji wiedzy, która
sprawia, że każde pokolenie może korzystać
z osiągnięć poprzedniego bez potrzeby powta­
rzania tych samych błędów. Podobnie jak Tomasello Korzybski uważał, że umiejętność ta ma
podłoże biologiczne. Zależy bowiem od budowy
i pracy układu nerwowego, a przede wszystkim
jego filogenetycznie najmłodszej części - kory
mózgowej, odpowiedzialnej za myślenie abs­
trakcyjne czy język.

1

Z dziedzictwa pozytywizmu logicznego Ko­
rzybski przyjął, że wiedza dociera do nas po­
przez zmysły z zewnątrz. Na podstawie badań
neurologicznych doszedł do wniosku, że abstra­
howana jest przez nasz układ nerwowy z docie­
rającego do zmysłów chaosu informacyjnego.
Układ nerwowy j u ż wówczas był domeną neu­
rologii, ale dopiero teraz aspekt jego funkcjono­
wania w kontekście zdobywania przez człowieka
wiedzy stał się domeną nowej epistemologii na­
ukowej - to, co wiemy i jak wiemy, jest zdetermi­
nowane funkcjonowaniem układu nerwowego
w organizmie-jako-całości-w-środowisku. Dzię­
ki temu Korzybski przekwalifikował epistemolo­
gię z działu filozofii na dział nauki posługującej
się ścisłym językiem i metodami naukowymi.
Polski naukowiec uważał, że działanie nasze­
go układu nerwowego ma charakter elektro-koloidalny , z czego wynika, że każda część mózgu
połączona jest z inną, jak i z resztą układu ner­
wowego jako całością. Docierające do naszych
zmysłów bodźce poddawane są procesom ewaluacji dokonywanym przez nasz układ nerwo­
wy. Naturalny przepływ informacji ze zmysłów
poprzez układ nerwowy podlega zmianom re­
prezentacji z poziomu na poziom. W którymś
momencie wiedza (reprezentacja środowiska
zewnętrznego) jest przekodowana na język z re­
prezentacji neuronalnej. Na tym etapie procesu
kończy się epistemologia naukowa, a zaczyna
językoznawstwo naukowe. Aby dokładniej zro­
zumieć owo zjawisko, należy zwrócić uwagę na
to, co się dzieje w układzie nerwowym, gdy po­
strzegamy daną sytuację czy zdarzenie.
Gdy upuszczamy pudełko zapałek, mamy
do czynienia ze zdarzeniem pierwszego rzędu,
które występuje na niewerbalnych lub tak zwa­
nych milczących poziomach. Wówczas odbite
od przedmiotu światło dociera do oka, wywo1

Por. A. Korzybski, The Role of Language in Perceptual Processes, New York 1951.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

87

�Paweł Kamiński

88
Tabela: Proces abstrahowania z ele\tro-\oloidalnego, mearystotelesowsĘego

II
WYDARZENIA
zewnętrzne lub
wewnętrzne

MILCZĄCE
niewerbalne,
nie-wypowiadalne
poziomy

III

pun\tu widzenia

3

IV

Natychmiastowe
fizyczno-chemiczne,
elektto-koloidalne
pobudzenie
nerwowe I .

Elektto-koloidalne
reakcje organizmu
na II. Uczucia,
myślenie itd.

Reakcje językowe na III,
najbardziej złożone procesy
elektto-koloidalne. Prymi­
tywny, arystotelesowski itd.
system językowy angażuje
i skłania do utożsamiania
wartości I , I I , I I I i IV.

MILCZĄCE
niewerbalne,
nie-wypowiadalne
poziomy

MILCZĄCE
niewerbalne,
nie-wypowiadalne
poziomy

WERBALNE
poziomy

łując tym samym w mózgu pewnego rodzaju
elektro-koloidalne konfiguracje. Tomasz Maruszewski w Psychologii poznania o procesie tym
pisze następująco: „Światło wpadające do oka
wywołuje w siatkówce zmiany fotochemiczne
w fotoreceptorach, czyli w czopkach i w pręci­
kach. Następuje tam rozpad substancji światło­
czułych i barwoczułych (...). Rozpad substancji
światłoczułych powoduje powstanie impulsu
nerwowego, który przekazywany jest kolejno
przez komórki dwubiegunowe i zwojowe siat­
kówki, a dalej przez ciała kolankowate boczne

i wzgórki czworacze w strukturach podkorowych do płatów potylicznych, gdzie znajdują
się pola wzrokowe (...). W y r a ź n i e widać, że
proces kodowania fizjologicznego (...) jest pro­
cesem wieloetapowym, złożonym i musi trwać
pewien czas" . Z kolei na owe konfiguracje
możemy - wciąż na milczącym poziomie - re­
agować różnymi uczuciami, ewaluacjami itd.
O tych reakcjach naszego organizmu możemy
mówić dopiero na końcu, na poziomie werbal­
nym. Wszelkie nasze uczucia, myśli, miłości,
nienawiści itd. zdarzają się na poziomach m i l 2

2

T. Maruszewski, Psychologia poznania, Gdańsk2001, s. 37.

Personality red. R. Blake, G. Ramsey, New York 1951

3

Tabela za: A. Korzybski. The Role of Language in

(przeklad wlasny).

Perceptual Processes, [w:] Perception: An Approach to

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybsklego
czących, nie-wypowiadalnych. Mogą one jed­
nak podlegać wpływowi poziomów werbalnych
dzięki istnieniu między nimi stałej współzależ­
ności. Owa stała współzależność możliwa jest
dzięki strukturze przenikającej rzeczywistość
i język.
Eksperymenty wykazały, że w naturalnym
porządku poznawczym pobudzenie zmysłowe
jest pierwsze i jest ono j u ż pewnego rodzaju
abstrakcją, natomiast idea, abstrakcja abstrakcji
[OK???], którą możemy formułować dzięki ist­
nieniu kory mózgowej, jest następna. Nie należy
zapominać, że abstrahowanie to wiąże się z re­
dukcją czy selekcją już na najniższych, nieuświa­
domionych poziomach odbioru rzeczywistości.
Tak tłumaczy ów proces psychologia kognitywna:
„Poznawanie zawsze obejmuje proces schematyzacji i upraszczania. Wynika to z ograniczo­
nych możliwości przetwarzania informacji przez
umysł człowieka" . Spowodowane jest to faktem,
że przetwarzanie informacji percepcyjnych przez
nasz układ nerwowy wiąże się z kodowaniem. To
właśnie dzięki kodowaniu informacje uzyskują
taką postać, że nadają się do obróbki na wyż­
szych piętrach układu nerwowego. Naturalny
przepływ informacji z zewnętrznych bodźców
podlegać miał zmianie reprezentacji (kodu) z po­
ziomu na poziom. Dla Korzybskiego zachowania
na poziomie językowym były formą wyrazu za­
kodowanej reakcji na rzeczywistość. Zgodziłby
się on zapewne z Gregorym Batesonem, który
w Steps to an Ecology ofMind napisał o języku
jako cyfrowym zakodowaniu informacji, które
ze swej natury są analogowe. O różnicy między
kodem cyfrowym (werbalnym) a analogowym
(niewerbalnym) pisze on tak: „(...) w komuni­
kacji cyfrowej grupa konwencjonalnych zna­
4

4

Ibid., s. 30.

5

G. Bateson, Steps to an Ecology ofMind, Chicago 1972,

W)

PD08

ków (...) uporządkowana jest względem reguł
zwanych algorytmami. Znaki same w sobie nie
mają prostego powiązania (na przykład zgod­
ności siły) z tym, co oznaczają. Liczba «5» nie
jest większa od liczby «3» (...). Słowo «duży» nie
jest większe od słowa «mały» i ogólnie nie ma
niczego we wzorze (tj. w systemie powiązanych
z sobą wielkości), w słowie «stół», co korespon­
dowałoby z systemem powiązanych z sobą wiel­
kości w obiekcie oznaczanym. Z drugiej strony,
(...) w komunikacji paralingwistycznej wielkość
gestu, natężenie głosu, długość pauzy, napięcie
mięśni itd. - te wielkości korespondują (bezpo­
średnio lub w sposób odwrotnie proporcjonalny)
z wielkościami w związku z przedmiotem dys­
kursu" . Poziomy werbalne stanowią o ludzkiej
wyjątkowości, ponieważ umożliwiają człowie­
kowi abstrahowanie na coraz to wyższych pozio­
mach. Poziom ostatni stanowi w życiu człowieka
zasób środków koniecznych do międzyjednostkowej i międzypokoleniowej komunikacji oraz
transmisji skumulowanych doświadczeń rasy
ludzkiej. Właśnie ten etap umożliwia człowie­
kowi to, co Tomasello nazywa „kumulatywną
ewolucją kulturową" .
Skoro nie możemy i nie postrzegamy elek­
tronu, zjawisk w skali mikro, ale obserwuje­
my rezultaty ostatecznych procesów elektrono­
wych, wniosek jest taki, że cała nasza wiedza
submikroskopowa jest z natury hipotetyczna.
To, co widzimy, słyszymy, czujemy, mówimy
lub o czym wnioskujemy, nigdy nie jest „tym",
a jedynie abstrakcją „tego". Ważne zatem jest,
w j akiego rodzaju formy językowe wrzucona jest
nasza wiedza inferencyjna. Świat jawi nam się,
jak gdyby kierowały nim mechanizmy, w jakie
każą nam wierzyć nasze abstrakcje najwyższego
5

6

6

s. 373 (przekład własny).

BARBARZYŃCA

89

Por. M . Tomasello, Kulturowe źródła

poznawania, Warszawa 2002.

ludzkiego

�Paweł Kamiński

90
rzędu. Wciąż tworzymy nowe teorie opatrzone
odpowiednią terminologią, by móc wyjaśnić
wewnętrzne mechanizmy świata, w którym ży­
jemy, nas samych w to włączając. Nasze wnio­
skowania, jako abstrakcje z innych poziomów
niż same dane zmysłowe, mogą także brać
udział w niższych lub wyższych porządkach
abstrakcji. Struktura naszej obecnej wiedzy jest
taka, że projektujemy na procesy poziomów ci­
chych, submikroskopowych wyższe abstrakcje,
nasze hipotezy, wnioski itd., zamykając w ten
sposób inherentną cyrkularność ludzkiej wie­
dzy, bez której nasze rozumienie natury jest
niemożliwe.
Rezultatem poszukiwań teorii najbardziej
zgodnej z rzeczywistością było powstanie teo­
rii kwantowej, która, jak pisał sam Einstein
w Moim obrazie świata, była reakcją na niekompatybilność dających się zaobserwować zjawisk
z pojęciowością perspektywy zarysowanej przez
mechanikę Newtona: „(...) Newton zdawał so­
bie sprawę z tego, że pojęcie bezwzględnego
spoczynku zdaje się nie mieć swego odpowied­
nika w zakresie doświadczenia. (...) Dokładne
zrozumienie błędności tego poglądu przyniosła
dopiero ogólna teoria względności; wykazała
ona bowiem, że opierając się na fundamencie,
znacznie odbiegającym od newtonowego, moż­
na objaśnić odpowiedni zakres faktów doświad­
czalnych w sposób bardziej nawet zadowalający
i doskonały, niż było to możliwe na fundamencie
newtonowym" . Problemy, jakie napotykamy
przy próbie sformułowania teorii kwantowej,
dręczyły fizyków j u ż od około 70 lat. Dostrzeżo­
no potrzebę nowego języka, który byłby bardziej
zgodny z faktami współczesnej nauki. Źródło tej
lingwistycznej konsternacji dostrzega Korzybski
w założeniach zakodowanych w gramatyce typo­
wej dla języków indoeuropejskich.
7

7

A. Einstein, Mój obraz świata,

Winowajcą miał tu być niewłaściwie stoso­
wany czasownik „być". Zdaniem Korzybskiego
największą nieadekwatnością była poarystotelesowska wiara w unikatowość podmiotowo-predykatywnych form reprezentacji, która zakładała, że
każdy rodzaj relacji w świecie może być wyrażony
za ich pomocą. Dla polskiego myśliciela stało to
w sprzeczności z faktem, że o wiele ściślej od­
zwierciedlające rzeczywistość metody opisu owych
relacji w świecie wypracowywane były przez ma­
tematykę, która korzystała z innego języka zapisu
niż naturalny. Powołując się na prace Bertranda
Russella i Alfreda Whiteheada, doszedł on do
wniosku, że struktury podmiotowo-predykatywne
wynikają z przypisywania naturze cech i jakości,
które nie istnieją w niej samej, tylko generowane
są przez nasz układ nerwowy.
Za Russellem Korzybski wskazuje na cztery
różne użycia czasownika „być":
1. Jako czasownik posiłkowy: „Pada deszcz".
(Itisraining).
2. Jako jest istnienia: „Ja jestem".
3. Jako jest predykacji: „Róża jest czerwona".
4. Jako jest tożsamości: „Róża jest kwiatem".
Z użyciem czasownika „być" w dwóch pierw­
szych przypadkach nie ma żadnych problemów.
Jednak dwa ostatnie użycia mogą być źródłem
wielu nieporozumień, mówiąc bowiem: „Róża
jest czerwona", zaprzeczamy wszystkiemu, co
wiadome było (w okolicach roku 1950) o układzie
nerwowym i strukturze świata empirycznego.
W naturze nie ma czerwieni. Są tylko różnej dłu­
gości fale promieniowania, a nasza reakcja na owe
fale jest reakcją indywidualną. Daltonista dostrzec
może zamiast czerwieni zieleń, a ślepy na kolo­
ry - odcienie szarości. Dlatego właściwiej byłoby
powiedzieć „Widzę różę jako czerwoną".
Z drugiej strony: „jest tożsamości" zepchnie
nas na prymitywny poziom ewaluacji, jeśli nie

Wydawnictwo M . Fruchtmana, Warszawa 1935, s. 195.

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybskiego
uświadomimy sobie identyfikacji, jakich doko­
nujemy, używając tego czasownika. Struktural­
nie poprawniej należałoby powiedzieć: „Kla­
syfikuję różę jako kwiat". Zgodne byłoby to
z faktem, że klasyfikacja dokonana została wła­
śnie przez nasz układ nerwowy. Korzybski był
przekonany, że „jest tożsamości" w znacznym
stopniu wpływa na nasze reakcje neuro-ewaluacyjne i prowadzić może do tragicznych w skut­
kach rozpoznań czy identyfikacji.
Z omawianych wcześniej procesów abstrak­
cji wiemy, że to, co stwierdzamy o procesach
z poziomów milczących, nie-wypowiadalnych,
w rzeczywistości „tym" nie jest. Możemy usiąść
na obiekcie zwanym krzesło, ale nie możemy
spocząć na dźwiękach, które wydajemy z siebie,
ów przedmiot nazywając. Jednym z ważniej­
szych celów systemu niearystotelesowskiego jest
rozróżnienie owych poziomów, które w systemie
arystotelesowskim zostały utożsamione między
innymi poprzez użycie „jest tożsamości" .
Jeżeli zgodzimy się, że słowa nie są rzeczami,
które opisują, to ich stosunek do rzeczywistości
wyrazić można za pomocą metafory mapy od­
wzorowującej terytorium (mapa nie jest nigdy
terytorium, które stara się odwzorować). Z tego
wynika „(...) że jedynym ogniwem pomiędzy
obiektywnym i werbalnym światem jest struktu­
ra, co prowadzi do wniosku, że jedyny składnik
wszelkiej «wiedzy» jest strukturalny" (Mapa jest
użyteczna tylko wtedy, gdy między nią a teryto­
rium występuje podobieństwo struktury). Gdy
istnieje podobieństwo między strukturą rzeczy­
wistości a jej opisem, wówczas dla potencjalnie
racjonalnej jednostki świat empiryczny staje się
racjonalny, co oznacza, że projektowana przez
8

9

8

Zainteresowanych dokładnym omówieniem

strukturę mapy charakterystyka da się zastoso­
wać do świata empirycznego. Skoro więc język
nie odzwierciedla dokładnie rzeczywistości, traci
swoją ważność opozycja prawda - fałsz jako opi­
sująca relację, która zachodzi między realnością
a językiem. Jednak między mapą a terytorium
musi istnieć jakiś związek. Korzybski przyjął,
że jedynym stałym elementem w rozważanych
kwestiach może być struktura łącząca mapę
i terytorium. Właśnie ta strukturalna zgodność
języka i świata pozajęzykowego stanowi jedyną
zawartość ludzkiej wiedzy. O adekwatności mapy
do terytorium mówimy wtedy, gdy potwierdzona
jest ona poprzez działanie, eksperyment.
Tak o empirycznej weryfikowalności systemu
newtonowskiego pisał Albert Einstein: „Podsta­
wowe zasady Newtona były tak zadowalające
z punktu widzenia logiki, że impuls do ich zmia­
ny musiał powstać dopiero pod presją faktów
uzyskanych w drodze doświadczenia" . I dalej:
„(...) chciałbym zaznaczyć, że teoria ta [teoria
względności] nie powstała w drodze spekula­
cji, lecz że odkrycie swe zawdzięcza całkowicie
dążeniu do możliwie najlepszego dostosowania
teorji fizycznej do zaobserwowanych faktów. (...)
Jednym z najistotniejszych w ogóle rysów teorji
względności jest jej dążenie do ostrzejszego uwy­
datniania stosunków zachodzących pomiędzy
pojęciami ogólnemi a faktami, których możemy
doznawać" . Wydaje się, że to właśnie o ten mo­
ment chodziło Francisowi Baconowi, gdy zarzu­
cał Arystotelesowi zbyt szybkie przechodzenie
od twierdzeń postrzeżeniowych do ogólnych.
Sam Bacon postulował tworzenie twierdzeń
o średnim stopniu ogólności, umieszczając się
niejako w orientacji ekstensjonalnej i występując
10

11

9

A. Korzybski, Science and Sanity, New Jersey 1933, s. 20

konsekwencji związanych z użyciem form podmiotowo-

(przekład własny).

-orzecznikowych odsyłam do Science and Sanity, 1933.

10

A. Einstein, op. cit., s. 215.

11

Ibid., s. 230.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

91

�92

Paweł Kamiński

przeciwko intensjonalności Arystotelesa. Wła­
śnie Baconowskie idolafon miały być rezultatem
oddalenia się w myśleniu od faktów, od świata
empirycznego. Dokładny opis tego mechanizmu
znajdujemy u Korzybskiego w teorii procesów
abstrakcji. Podsumowując jednym zdaniem, dla
Korzybskiego wiedza ma charakter formalny,
nie treściowy, i zawarta jest w relacji pomiędzy
językiem a rzeczywistością.
Formułując swoje prawa, które później stały
się podstawami teoretycznymi semantyki ogól­
nej, Korzybski zorientował się, że przypominają
one w formie arystotelesowskie prawa gramatyki
myśli i są jednoczesnym ich wchłonięciem oraz
rozbudowaniem. Owe założenia niearystotelesowskiego systemu mogą być przytoczone za
pomocą analogii relacji między mapą a teryto­
rium:
1. Mapa nie jest terytorium.
2. Mapa nie reprezentuje całego terytorium.
3. Mapa jest samozwrotna.
Mapa jest tworem symbolicznym, zakodowa­
ną reprezentacją terytorium, które jest faktycz­
ne, dlatego statusy ontyczne mapy i terytorium
są różne, nieprzystające do siebie w sposób tak
oczywisty, jak przewidywał to system arystotelesowski. Mapa jest przybliżeniem, z konieczności
pomijającym wiele szczegółów terytorium, za­
wiera symboliczne skróty wyrażające uogólnie­
nie wiedzy. Nie ma w niej nic z kompletności,
a można mówić o niej jedynie w kategoriach operacyjności, sprawdzalności. Między mapą a te­
rytorium nie istnieje żaden konieczny, fizyczny
związek. Oznacza to, że można tworzyć różne
mapy tego samego terytorium, korzystając z róż­
nych zestawów symboli, uwzględniając często
odmienne szczegóły . Założenia te zastosowane
do języka brzmią następująco:
12

12

1. Słowo nie jest tym, co reprezentuje.
2. Słowo nie reprezentuje wszystkich faktów.
3. Język jest samozwrotny w takim sensie, że
w języku możemy mówić o języku.
Pozostanie przy terminologii klasycznej w ję­
zyku oznacza dla Korzybskiego zachowanie jej
również konceptualnie. Uniknięcie tego za­
pewnić miały między innymi narzędzia ekstensjonalne, a wśród nich szczególnie ważną rolę
odgrywać miał łącznik, który spajał językowoempiryczną wielorelacyjność obecną w naszej
rzeczywistości. W tamtych czasach wyrażał on
wiele ważnych strukturalnych implikacji repre­
zentowanych przez ostatnie odkrycia w nauce
i innych gałęziach wiedzy. Na przykład einsteinowski łącznik tworzący czaso-przestrzeń zre­
wolucjonizował współczesną fizykę, powodując,
że przyjęła ona wizje rzeczywistości, w których
czas i przestrzeń są z sobą ściśle splecione w nie­
ustannie realizującym się kosmicznym kontinu­
um. Zmieniło to całe nasze spojrzenie na świat
i stało się fundamentem dla nienewtonowskiego
systemu, który współtworzy, wraz z semantyką
ogólną i geometrią nieeuklidesową, paradygmat
krytyki klasycznego paradygmatu arystotelesowskiego.
Łącznik w terminie „psycho-somatyczny"
oznacza przełamanie klasycznego, kartezjańskiego dualizmu ciało - umysł. Między innymi
dzięki niemu medycyna patrzy na człowieka jak
na zintegrowaną całość, w której manifestuje
się zależność pomiędzy procesami mentalnymi
a fizycznymi. Łącznik w sformułowaniu organizm-jako-całość-w-środowisku wskazuje, że nie
tylko organizm-jako-całość nie może istnieć bez
środowiska, ale i jest on fikcją, gdy rozważa się go
w absolutnej izolacji. Dzięki tej scalającej, holi­
stycznej perspektywie Alfred Korzybski de facto

Por. A. Skibiński, Symboliczne ramy poznania - rzecz o semantyce ogólnej

Alfreda Korzybskjego, Wydawnictwo Sorus,

Poznań 1999.

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybsklego
rozszerzył granice semantyki poza jej dotych­
czasowe zainteresowania skupiające się jedynie
na znaczeniu słów, wprowadzając ją na obszar
nowego rozumienia ludzkiego zachowania. Jak
twierdził sam Korzybski, semantyka ogólna zaj­
muje się życiem, myśleniem, mówieniem i ca­
łym królestwem ludzkiego doświadczenia.
Dzięki SO Korzybskiego wiemy, że w gra­
matyce języków indoeuropejskich nie ma ni­
czego, co wymagałoby od użytkowników roz­
różnienia pomiędzy słowami a ich desygnatami.
Wyrażając to w kategoriach analogii do mapy
i terytorium, m o ż n a powiedzieć, że nie ma
w gramatyce języków indoeuropejskich niczego,
co wymagałoby od użytkowników rozróżnienia
pomiędzy mapą a terytorium. Są one utożsa­
miane, a owo ciche założenie przylegalności
mapy do terytorium stanowi podstawę przeko­
nania, że nasze neuro-lingwistyczne mapy są
obiektywną, doskonałą wiedzą o terytorium.
Jednak - przynajmniej na poziomach, których
jesteśmy świadomi - zdajemy sobie sprawę, że
żaden człowiek nie ma dostępu do absolutnie
pewnej czy doskonałej wiedzy. Innymi słowy,
założenia charakterystyczne dla mówionego
czy pisanego języka eliminują ze swych roz­
w a ż a ń obserwatora nieświadomego swojej roli
w procesie kształtowania się wiedzy obiektyw­
nej. Gdy jednak zdecydujemy się odrzucić owo
utożsamienie, wraz z gramatyką języków indo­
europejskich upadają również obecne formy na­
szej indoeuropejskiej logiki, matematyki, nauki,
fdozofii oraz religii.

Recepcja SO Korzybskiego
Semantyka ogólna (SO) była ruchem na¬
ukowo-społecznym zainicjowanym i skupio­
nym wokół jednej postaci, a oddziałującym

13

Por. Ch. Schuchardt, Alfred Habdan\ S\arbe\ Korzybski-A

nu

BARBARZYŃCA

93

szczególnie silnie w latach 40. i 50. na różne
sfery amerykańskiego życia intelektualnego.
W Polsce o Korzybskim niestety słyszy się
dość rzadko. Tym, którym jego nazwisko nie
jest do końca obce, kojarzy się ono najczęściej
(mgliście) ze słynnym powiedzeniem: „Mapa
to nie terytorium". Skądinąd wiadomo, że nie
Korzybski był autorem tego zdania, a znany
matematyk Erie Bell (1883-1960), natomiast
Korzybski przyczynił się jedynie do rozprze­
strzenienia i utrwalenia w stworzonym przez
siebie systemie idei kryjących się za tym właśnie
twierdzeniem.
W 1921 roku w druku pojawia się pierwsza
książka czterdziestodwuletniego wówczas Ko­
rzybskiego Manhood ofHumamty: The Science
and Art of Humań Engineering. Cały nakład
sprzedano w ciągu pierwszych sześciu tygodni.
Książkę szybko okrzyknięto najlepszą książką
stulecia, a głosy entuzjastów (być może nieco
nad wyraz) przyrównywały jej przełomowość do
teorii Einsteina . Trzy lata później pojawił się
artykuł Korzybskiego Time-Binding: The Gene­
ral Theory, w którym nadaje on wyraźny kształt
teoretyczny swojej teorii wiązania-w-czasie. Ko­
lejne uzupełnione wydanie tego artykułu trafia
do druku w 1926 roku.
Jednak pierwsza książka nie wywołała takiej re­
akcji, jaką w 1933 roku spowoduje wydanie w No­
wym Jorku głównej pracy Korzybskiego Science
and Samty. An Introductwn to Non-Anstotelian
Systems and General Semantics (S&amp;S). Projekto­
wi temu, ze względu na jego interdyscyplinarny
charakter, autor poświęcił ponad dziesięć lat pracy,
o czym sam pisze: „Przyznaję, że rozpoczyna­
jąc swoje dociekania, nie uświadamiałem sobie
w pełni tkwiących w nich trudności, jak i tych, do
których owe rozważania miały mnie doprowa­
dzić. I m dalej brnąłem do przodu, tym bardziej
13

Biographical S\etch, www.time-binding.org.

�Paweł Kamiński

94
specjalistycznej wiedzy to ode mnie wymagało.
Musiałem więc sięgać do źródeł i w pewien sposób
specjalizować się w wielu gałęziach nauki, które
nigdy wcześniej nie były z sobą łączone. Postęp był
wyjątkowo powolny; w rzeczywistości napisanie
tej książki zajęło mi dziesięć lat" . Na poparcie
tego niech świadczy fakt, że pierwszą wersję S&amp;S
Korzybski miał już napisaną w 1927 roku. Wstrzy­
mywał się jednak z oddaniem materiału do druku
do czasu, kiedy nie upewnił się, że synteza nauk,
której dokonał, i terminologia, którą się w tym
celu posłużył, były zgodne z obserwacjami naj­
nowszej nauki.
Świat intelektualny Ameryki tamtego czasu
zareagował na S&amp;S sporym zainteresowaniem.
W latach 1933-1938 sprzedano tysiąc dwieście
egzemplarzy książki, a do 1950 roku liczba ta
wzrosła do siedemnastu tysięcy . Pierwszą po­
zycją, która zwróciła uwagę większej publiczno­
ści na prace polskiego naukowca, była wydana
w 1937 roku The Tyranny ofWords Stuarta Chase'a. Na początku lat 40. pojawiły się inne prace
dotyczące SO, w 1941 roku książka S.I. Hayakawy, jednego z największych kontynuatorów
rozważań nad SO, Language in Thought and
Action . W tym samym roku pojawiła się po­
zycja Irwinga Lee Language Habits in Humań
Affairs, a zaraz po niej światło dzienne ujrzało
dzieło People in Ouandnes Wendella Johnsona,
które do dzisiaj jest jedną z najbardziej poszu­
kiwanych książek na temat SO.
W tamtym czasie na Uniwersytecie w Chi­
cago wykładali Lee Hayakawa, Anatol Rapoport, Douglas Campbell (studenci i późniejsi
kontynuatorzy prac Korzybskiego). Korzybski
14

15

16

kierował utworzonym przez siebie w 1938 roku
Instytutem Semantyki Ogólnej, gdzie organizo­
wał i sam prowadził seminaria z SO. W druku
pojawiło się drugie wydanie S&amp;S. W magazynie
„Time" czytano artykuły na temat polskiego
naukowca, a lista sprzedawanych książek i pu­
blikowanych artykułów dotyczących SO rosła.
Prowadzone przez niego wykłady odbywały się
w największej sali budynku instytutu, a studen­
ci na czas trwania seminariów zatrzymywali
się w pobliskich hotelach. Sprzedaż S&amp;S rosła
i szczyt swój osiągnęła w latach 1949-1950. Trze­
cie wydanie pojawiło się w 1948 roku. W tym też
czasie Korzybski rozpoczął pracę nad drugim
wydaniem Manhood of Humamty, które dru­
kiem ukazało się j u ż po śmierci autora, w lipcu
1950 roku.
Reakcje na jego myśli były przeróżne. Niektó­
rzy nie dostrzegli w nich nic nowego, inni z kolei
uznali je za zbyt radykalne. Dla jednych był za­
nadto naukowy - ci chcieli, aby spopularyzował
S&amp;S dla człowieka z ulicy - dla innych zbyt dy­
letancki i prostolinijny w swoich prezentacjach
- ci chcieli, aby zmodyfikował swoją teoretyczną
postawę i poszedł na kompromis z ówczesnymi
akademickimi i naukowymi ortodoksjami, by
ubiegał się o akceptację uniwersytetów i pomoc
fundacji. Dla Korzybskiego cena kompromisu
byłaby zbyt wysoka. Oznaczałaby bowiem nara­
żenie integralności jego nauki, eliminację możli­
wości jasnej, klarownej wyrażalności naukowych
wartości metodologii SO, która kontrastowała
z zastanymi podejściami klasycznymi. Jak sam
mawiał: „Gdy zabieramy się do rozwiązania
problemu geometrią nieeuklidesową, nie się-

14

A. Korzybski, Science and Sanity, op.cit., s. 43n.

27 czerwca 1988 roku na konferencji poświęconej

15

Por. M . Kending,^! memoir. Alfred Korzybski &amp; His

semantyce ogólnej na Uniwersytecie w Yale w 50. rocznicę

Work, Lakeville 1950, www.time-binding.org.
16

Por. referat Ch. Schuchardt, The Institute of General

założenia Instytutu Semantyki Ogólnej, dostępne
na www.time-binding.org.

Semantics; A brief historical survey, zaprezentowany

BARBARZYŃCA

EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybskiego
gamy po postulaty euklidesowe. Narobilibyśmy
wówczas bałaganu" .
O Korzybskim rzadko kiedy mówiono neu­
tralnie. Uznawano go za świetnego i wpływo­
wego oratora-nauczyciela albo nawiedzonego
przywódcę pseudonaukowej sekty. On sam za­
biegał o to, aby jego nauki były dostępne dla
wszystkich - na seminaria bowiem zapisać się
mógł każdy. Ogólna metoda ewaluacji powinna
się sprawdzać i działać u każdego niezależnie
od wykształcenia czy zainteresowań, inaczej nie
jest wystarczająco dobra. Profesorowie, doktorzy,
psychiatrzy, artyści, badacze, młodzi studenci,
biznesmeni, pracownicy społeczni itd. uczęsz­
czali na jego wykłady. Niektórzy uczyli się SO
intelektualnie, znali reguły, terminologię i tech­
niki, ale nie potrafdi wdrożyć ich w praktykę
życia, natomiast wielu poznanie przychodziło
powoli, z czasem. Za Kendigiem pozwolę sobie
zacytować list od pewnego psychiatry wysłany
do Korzybskiego w kwietniu 1950 roku, j u ż po
jego śmierci:

prawie trzyletniego dziecka, które zapytane,
dlaczego zrobiło to czy tamto, odpowiada: «Po
prostu to zrobiłem» (...). Piszę, by powiedzieć,
że czasami niektórym rzeczom zajmuje trochę
czasu, nim zaskoczą" .

17

„Drogi Hrabio Alfredzie:
Wydaje mi się, że winny jestem przeprosiny,
głos wdzięczności i wyjaśnienie. Jak może so­
bie przypominasz, w lecie 1939 roku po raz
pierwszy usłyszałem o Semantyce Ogólnej.
(...) Załapałem kwestię «korowego» aspektu
[werbalnego] teorii, ale z jakiegoś powodu ta
«wzgórzowa» część [zmiana w życiu, czuciu]
całkowicie mi umknęła. Jednak w ostatnich
miesiącach coś się stało. Dopiero teraz Zciczy«odczuwać», że SO
nici \y
sobie coś,
potrzebuję i co może pomóc. Jakie jest tego
tłumaczenie, nie wiem - wszystko, co mo^c
powiedzieć, to przytoczyć odpowiedź mojego
17

M . Kending,^! memoir: Alfred Korzybski &amp; His Work,

18

Oprócz słów uznania i pochwał zdarzały się
i opinie krytyczne. Kwestionowały one stworzo­
ny przez Korzybskiego system z różnych stron.
Jedne rozbijały się o złe zrozumienie jego postu­
latów i nieodpowiednią interpretację twierdzeń,
inne natomiast celowały trafnie i stawiały inte­
resujące pytania. Do ciekawych głosów należy
opinia R.E. Kenyona , który zauważył pewne
skrzywienie systemu. Zwrócił on uwagę na fakt,
że jednym z głównych celów Instytutu Semanty­
ki Ogólnej jest prowadzenie kursów metodologii
SO, aby uczyć ludzi myślenia zgodnego z teorią.
Nie wprost zawiera się tu założenie, że SO dys­
ponuje lepszą metodą ewaluacji niż inne zastane
systemy. Skrzywienie teorii polega na tym, że
promując współpracę, dzielenie się wiedzą (co
usprawnić ma wiązanie-w-czasie), dyscyplina
formułuje pozytywne postulaty, mówiąc, jak być
powinno. Dalej, kładąc nacisk na współpracę
i interakcję międzyludzką, wkracza w obszar
rozważań etycznych i skaża ją preskryptywnością swoich postulatów. Co w sytuacji, gdy ktoś
nie zechce współpracować lub dzielić się wiedzą
i zaneguje tym samym wiązanie-w-czasie? We­
dług SO takie osoby „kopiują zwierzęta", po­
wstrzymują postęp wiązania-w-czasie, działają
„niezgodnie ze zdrowym rozsądkiem" (unsane) . Niebezpieczna jest nauka, która swoim
językiem odbiera status człowieczeństwa tym,
którzy nie chcą myśleć podług jej reguł. I po­
mimo to, że nie można zarzucić Korzybskiemu
19

20

19

Por. R.E. Kenyon, Some „biases"

Lakeville 1950, www.time-binding.org (przekład własny),

1973, www.xenodochy.org.

12.02.2008.

20

18

Ibid.

W)

BARBARZYŃCA

of General Semantics,

Por. A. Korzybski, Manhood of Humanity, New Jersey

1924.

PD08

95

�Pawet Kamiński

96

jakiejś merytorycznej ekstremalności, to jednak
gdzieś między wierszami daje się wyczuć meto­
dologiczną nachalność SO.
Krytykowano go również za nieuprawomocnione rozszerzenie znaczenia słowa „natural­
ny", gdy pisał o naturalnym porządku ewaluacji.
Kenyon uważał, że tylko o „połowie" teorii
Korzybskiego można powiedzieć, że była natu­
ralna - chodziło o aspekt abstrahowania, jednak
zboczył z drogi nauki, gdy zaczął uczyć swojej
teorii w kontekście usiłowania poprawy naszego
„naturalnego" porządku abstrahowania poprzez
rozwinięcie orientacji ekstensjonalnej kosztem
orientacji intensjonalnej. Przyjął on tym samym
pewną teorię „prawdy", a następnie uczył, jak
„usprawnić" nasze funkcjonowanie. Dzisiaj wie¬
my j u ż i postęp w badaniach nad sztuczną inteligencjątez to potwierdza że ludzkie poznanie
wymaga skoordynowanego balansu procesów
zachodzących na linii góra — dół (intensja) i dół
- róra (ekstensia) Wiadomo tez ze zmienny
charakter wiedzy wymaca nawet l e k k i e g o prze
wazania nrocedur myślenia intensionalne.ro
7wiazane to ,est z sytuacami nrzvimowania
nowvch informacii które zmieniaia nosiadana
dotvchczas wiedze 'nrzekonanie Natomiast adv
K o L b . k i a r a ł , L v ć nrientarii
rk.trJJ
rvorzyosKi zaczai uczyć ^orientacji ekstensjonaine jako „naturalnego porządku ewaluacji,
przestał Dyc obiektywny, opisowy, a tym samym
i naukowy, omyst ze orientacja ekstensjonalna jest lepsza od intensjonalnej, to z pewnością
dziedzictwo pozytywizmu logicznego, zakła­
dającego ze jedyną dobrą wiedzą jest ta, która
przyszła do nas przez zmysły.
Najbardziej znaną krytyką SO jest praca filo­
zofa Maksa Blacka z 1949 roku Korzybski's Gene­
ral Semantics, wydrukowana w jego książce Lan¬
guage and Philosophy: studies in method (1949).
21

7

7

Wielu krytyków Korzybskiego czerpie z niej
inspiracje nawet dzisiaj, dając tym samym wyraz
i dowód wpływu, jaki SO wywarła na życie inte­
lektualne Ameryki. Martin Gardner w 1993 roku
w liście do wydawcy magazynu „ Skeptical Inqu­
irer" tak pisze o skutkach, jakie przyniosła kryty­
ka zawarta w książce Blacka na rozumienie SO:
„Niewiele pozostaje z teorii Korzybskiego poza
hipotetyczną neurologią podpartą dogmatyczną
metafizyką" . Korzybskiemu zarzucano sekciar­
stwo i pseudonaukowość. Słuchaczy omamiał
z pozoru naukowo brzmiącymi terminami, dając
nadzieję i obiecując receptę na zdrowe myślenie.
Prawdą jest, że oparł on większość twierdzeń
swoiei teorii na zagadnieniach psychiatrycznych
i psychologicznych Miał tez okazję w latach
dwudziestych X X wieku pracować z chorymi
psychicznie w Szpitalu św Elżbiety w Waszvnotonie pod nadzorem psychiatry Williama Alan
sonaWhitea. Wtedv to zaproponował SO iako
22

orólna teorie zdrowia psychiczne™ co miało ia

czynić teoria nsychoteraneutyczna R v l i e d n a k n a
tvleostroznv hvnodkreslic iz SO nieiest nodei
ś L m medvr J L
a iedvnie . a n n h i L J ™

sciem medycznym a jedynie zapobiegawczym
edukacyjnym . jednak po śmierci korzybskie­
go w i y u roku i n e American journal ot i sycniatry opublikował jego nekrolog, w którym
nazwano go „wielkim nauczycielem , w pełni
uznając jego status jako naukowca.
Inny głos zarzucający Korzybskiemu scjentyzm i dyletanctwo pochodził spod pióra Anatola
Rapporta . Wskazywał on jako problem sformu­
łowania dotyczące neurologii, gdzie źle używane
terminy miały jedynie stwarzać wrażenie nauko­
wości. Poglądy Korzybskiego dotyczące koloidów
(a o to właśnie chodziło w powyższej krytyce)
zbadał jednak naukowiec Jeffrey A. Mordkowitz i doszedł do wniosku, że mimo iż w dzisiej 5

24

25

21

Por. ibid.

23

Por. A. Korzybski, Science and Sanity, op.cit.

22

B.I. Kodish, Contra Max Black: An Examination of „The

24

Patrz: A. Rapport, Semantics, Nowy Jork 1975.

Definitive Critique" of General-Semantics, [w:] ..General

25

Semantics Bulletin", 1997, nr 64.

logy, [w:] ..General Semantics Bulletin", 1990 (55), s. 86-89.

Patrz: J. Mordkowitz, Korzybski, Colloids and Molecular Bio­

BARBARZYŃCA

E(1E| EDD8

�Język, poznanie i rzeczywistość w semantyce ogólnej Alfreda Korzybsklego
szej biologii nie używa się j u ż pojęcia koloidów,
to twierdzenia Korzybskiego na ich temat wydają
się zgodne ze stanem wiedzy w tamtym czasie
(1933). W ocenie Mordkowitza strukturalny
punkt widzenia Korzybskiego, pomimo zmian
w terminologii i postępu nauki, nie wymaga re­
wizji. Jak zauważa on dalej: „ ( . . . ) nowe dyscy­
pliny biologii molekularnej (...) są rozwinięciem
i rozbudowaniem chemii koloidalnej lat 20. i 30.,
a nie zaprzeczeniem danych, na których Korzybski oparł swoje sformułowania" .
26

Korzybski popełnił błąd, nazywając stworzo­
ną przez siebie teorię semantyką ogólną. Krytyka
wielu osób związana jest ze złym zrozumieniem
terminu „semantyka". Na przykład niewłaściwie
interpretuje się SO jako formę semantyki skupia­
jącej się na znaczeniu językowym. Korzybskiemu chodziło o coś innego. Chciał on stworzyć
fundament „nauki o człowieku". Sformułował
SO jako ogólną teorię ewaluacji, a użycie ter­
minu „semantyczny" na przykład w „reakcjach
semantycznych" wydaje się synonimiczne ze
słowem „ewaluacyjny". Ewaluacyjne czy semantyczne reakcje (wiązane przez Korzybskie­
go z neurologicznymi odpowiedziami organizmu-jako-całości-w-środowisku) me dotyczyły
jedynie słów CZ V innych symboli. Reakcje se
mantyczne iako reakcie znaczące wiaza sie z wv
darzeniami psychologicznymi Zaangażowane
sa w to aspekty intelektualne emocionalne f,
ztlomczne i fizvko chemiczne k t ó r e sa n i e r o z
dzielne D l a t e g o SO m a do c z y n i e n i a z czvmś
w i e c e , n i z tvlko ,ezvkowvm niedostosowaniem
c z v i e z v k o w v m „ s n r a w n i a n i e m Z a i m n i e sie ona
r a ł v m L . a r e m Ind.kieao . a r h o w a n i a

łaLie

caiym ooszarem ludzkiego zacnowama łącznie
z nauką matematyką, jako studium reakcji ewa­
luacyjnych natomiast usprawnianie nawyków
językowycn wydaje się dobrym, ale mejedynym,
sposoPem umożliwiającym zmiany reakcji seman tycznych.

26

Ibid., s. 88.

W)

PD08

Następna, często spotykana, linia zarzutów
związana jest z przekwalifikowywaniem niearystotelizmu S O na antyarystotelizm. Przytacza
się tu krytykę teorii sylogizmu Korzybskiego.
Jednak zapomina się, że wcale nie postuluje on
odrzucenia logiki sylogizmu. Odrzuca tylko „po­
stulat unikatowości reprezentacji podmiotowopredykatywnej" , na której oparta jest logika sy­
logizmu. Uważał on, że pewne decyzje niższego
rzędu wymagają dwuwartościowej orientacji.
27

Korzybski zwrócił uwagę, że prawo tożsamości,
A jest A, może być interpretowane, jak następuje:
wszystko jest identyczne lub takie samo pod każ­
dym względem z samym sobą. Arystoteles i jego
uczniowie twierdzili, że gdy coś podlega zmia­
nie, jakaś podstawowa „substancja" tego czegoś
musi pozostać bez zmian . Z arystotelesowskiego punktu widzenia proces gromadzenia wiedzy
to odnajdywanie „esencji" natury tej podstawo­
wej substancji, którą m o ż n a wyrazić definicją.
Korzybski zaprzeczył sprawdzalnemu istnieniu
takiej niezmiennej substancji. Interpretował on
odkrycia nauk przyrodniczych jego czasów jako
sugeruiace procesualny charakter wszechświata
w którym zviemv. Tak wiec mc me iest z momen '
tu na moment identyczne pod każdym względem
nawet z samym soba. W tvm herakliteiskim orzepływie wiecznych zmian poiawiaia sie jedynie
obserwowane regularności Istnieie podobieństwo
struktur nie iednakowość. Wiedza z kolei iestem
28

nirvcznvm odna,dvwaniem teao nodohieństwa
Zanrzeczenie idei tożsamości nrzez Korzvhskieao
zwiazaneiestwiec z rozhieznościami z teoria Arv
_

. t o t l . a w noH,tawowvrh .a W n i a r h K o r i h l i
stoteiesawpodstawowycnzaiozeniacmrvorzyDSK.
uznał, ze tożsamość jaKo aosoiutna jednaKowosc
pod Każdym względem me istnieje, w tym sensie,
mimo ze m o ż e m y traktować je jako równowarto­
ściowe, A me jest A. INapisane na kartce papieru
drugie A rozm się od pierwszego koordynatami
czasoprzestrzennymi i rizycznym make-upem.

27

BARBARZYŃCA

97

A. Korzybski, Science and Sanity, op.cit., s. 92.

�Paweł Kamiński

98
To nie oznacza, że Korzybski odrzuca A = A lub
1 = 1, traktując je jako jakieś iluzje. Postrzegając
logikę i matematykę jako formy ludzkiego zacho­
wania angażującego reakcje semantyczne, inter­
pretuje on „ = " jako wskaźnik równowartości,
który jest wyrazem umowy ludzkiej - zgody na
ignorowanie różnic. Tak więc prawo tożsamości
zastąpione jest w systemie niearystotelesowskim
prawem równowartości. Korzybski odrzucił nie
logikę dwuwartościową, a jedynie dogmatyczną,
nieelastyczną dwuwartościową orientację, do któ­
rej ona prowadziła. Natomiast przyszłość widział
w logice wielowartościowej Łukaszewicza wyrażo­
nej w kategoriach kontinuum i stopniowalności,
w których i logika dwuwartościową miała swoje
miejsce, stanowiąc pewien moment systemu.
M . Kending w A memoir: Alfred Korzysta &amp;
His Work uwaia, że najciekawsze sformułowa­
nia Korzybskiego dotyczą neuro-lingwistycznych
i neuro-semantycznych środowisk (oraz zaanga­
żowanych w nie mechanizmów neurologicznych)
wyprowadzonych z teorii wiązania-w-czasie, co
wprowadza podejście psycho-kulturowe na inny
poziom rozważań, ukazując wyraźnie mechani­
zmy warunkowania kulturowego. Miało to dopro­
wadzić do uproszczenia i ujednolicenia założeń
antropologii kulturowej, psychiatrii, empirycz­
nych nauk społecznych itd.
Niezależnie od tego, j ak potoczą się dalej spo­
ry wokół SO, wiele z tego, o czym pisał Korzyb­
ski, przeniknęło do naszej kultury myślenia. W
pewnym sensie zaczynamy rozumieć twierdze­
nia z 1933 roku. Niech świadczy o tym chociaż­
by wzmagające się zainteresowanie problemem
relacji ciało - umysł (ogólniej funkcjonowaniem
mózgu) czy rosnąca świadomość tego, że wszyst­

kie aspekty naszego życia są o wiele głębiej z sobą
powiązane, niż nam się z początku wydawało.
Charakter kontaktu ze środowiskiem, atmosferą,
powietrzem i wodą, innymi formami życia, na­
szym środowiskiem chemicznym i jeszcze wie­
loma innymi zjawiskami, które ujawnienia ocze­
kują, stał się obiektem skupienia naszej uwagi.
W swojej książce The Moral Collapse of the
University: Professionalism, Purity and Aliena­
tion Bruce Wilshire opisuje szkolnictwo wyższe
w Ameryce X X wieku. Jego analiza wskazuje
na możliwe powody akademickiego ostracyzmu,
na który skazany został Alfred Korzybski. Po
pierwsze, teorię swoją rozwinął on jako „wolno­
myśliciel", nie wyłaniając się z żadnego ośrodka
naukowego, który mógłby mu udzielić instytu­
cjonalnego wsparcia. Po drugie, nadając swojej
pracy charakter interdyscyplinarny, skazał się na
wizerunek intruza-dyletanta czerpiącego bezczel­
nie z zainteresowań i specjalizacji naukowców
akademickich, stojących na stanowisku tradycyj­
nych podziałów dyscyplin. Wyłaniające się z tego
wnioski dotyczące struktury, ewaluacji, abstra­
howania itd. były w pewnym sensie wezwaniem
do autorewizji, które rzucone zostało zastanym
tradycyjnym podziałom. Negatywny odbiór no­
watorskich teorii w historii nauki nie jest rzadki,
szczególnie jeśli ma się do czynienia z myślą
nową, weryfikującą tło, na którym przyszło jej
zaistnieć. Dla stojących na barykadach myślenia
klasycznego, krytykujących a priori semantykę
ogólną, Korzybski miał ulubioną radę: „Nie mów,
a zrób" . Jest to jasne ukazanie niewerbalnego
charakteru pracujących mechanizmów dyscypliny
Korzybskiego - zarówno jej siłę, jak i trudności,
z którymi się borykać musiała.
19

30

28

Por. B.I. Kodish, op.cit.

3 0

29

B. Wilshire, The Moral Collapse of the University:

Lakeville 1950, www.time-binding.org.

M . Kending, A memoir: Alfred Korzybski &amp; His Work,

Professionalism, Purity and Alienation, Albany 1990.

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5995" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5975">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/13ad73694f5548dc93bc68a963ae8670.pdf</src>
        <authentication>86f2916cef052a210c0f50024b15be7c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71523">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5576</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71524">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71525">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71526">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5185</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71527">
                <text>Fitzcarraldo/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71528">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne s.48-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71529">
                <text>Karwat, Artur</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71530">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71531">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71532">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71533">
                <text>Borys Malkin jest etnografem i entomologiem, podróżnikiem i fotografem,
naukowcem i kolekcjonerem. Przez ponad czterdzieści lat (1953-1 994) intensywnie podróżował,
gromadząc na zlecenie muzeów i uniwersytetów kolekcje etnograficzne i entomologiczne.
Stworzył zbiory obiektów etnograficznych liczące około 15 000 egzemplarzy.
Badał kultury 42 różnych społeczności Ameryki Południowej. Na 40 000 klisz fotograficznych
utrwalił sceny z życia tubylców obu Ameryk oraz nakręcił kilkanaście filmów dokumentalnych.
Jest jednym z ostatnich dwudziestowiecznych kolekcjonerów działających w Ameryce Południowej.
Jego badania mają szczególną wartość, ponieważ pracował w trakcie wielkich przemian kulturowych,
które nieodwracalnie zmieniły charakter tubylczych społeczności.
W Polsce jego zbiory etnograficzne można oglądać w muzeach
w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie i Szczecinie.

�Z Borysem Malkinem rozmawia Artur Karwat
Panie Borysie, kiedy czytałem
Pana
biografię,
przypomniała
mi się historia o pewnym szama­
nie Nawaho. Był on skarbnicę
wiedzy swojego
płemiema,
znał mnóstwo
rozbudowanych, wie­
lowątkowych
mitów,
rytuały i pieśni. Pytany
o wybór swego następcy, stwierdził, że nie sposób
już znaleźć odpowiedniego ucznia zdolnego to
wszystko zapamiętać. Pamięć i pewna
wrażliwość
zabijane sę przez inny rodzaj wiedzy - szkolny.
Pan często zmieniał gimnazja i nie był Pan pry­
musem. Ale sędzęcpo
Pana osięgnięciach,
szkoła
nie zdołała zatrzeć w Panu prawdziwej pasji.
Nigdy nie zależało mi na zbieraniu stopni. Je­
żeli jednak mnie coś zainteresowało, to dostawa­
łem dobre oceny. Na ogół było jednak inaczej.
A co Pana interesowało

najbardziej?

Podróże. Namiętnie oglądałem i przeryso­
wywałem mapy, na których Polska była zawsze
większa n i ż w rzeczywistości. Dyrektor mojego
gimnazjum dostrzegł także moje wyjątkowe za­
interesowanie przyrodą i podsuwał mi do czyta­
nia odpowiednią literaturę. Wtedy też zacząłem
zbierać i kolekcjonować owady.
Skupił się Pan bezkompromisowo na kilku rze­
czach, które interesowały
Pana najbardziej, i po­
płynął Pan przez życie wiedziony pasję. Skęd ona
się wzięła? Czy to zasługa wychowania, rodzi­
ny?
Robię to, co lubię. W mojej rodzinie nikt nie
miał tak egzotycznych zainteresowań. Mój oj­
ciec swego czasu dużo fotografował, ale można
powiedzieć, że pierwszym mistrzem był mój
nauczyciel Tennenbaum - to on zaraził mnie
miłością do owadów. Dużo później znalazłem
poparcie dla swoich zainteresowań etnozoologicznych na uczelni w USA. Wydawałem się

W)

PD08

BARBARZYŃCA

49
do nich szczególnie predestynowany z powodu
znajomości przyrody i etnografii, choć nikt po­
czątkowo nie chciał prowadzić takich badań.
Przeniosłem się do Minneapolis. Tam zaczęła
się moja czterdziestoletnia podróż.
Nim jednakzaczęłPan
pracować jako
wykładow­
ca w Minneapolis, spędził Pan rok zachodniej
Afryce.
w

Do Afryki wybrałem się z moim przyjacielem
z Nigerii, którego poznałem w Londynie. Zbie­
rałem owady i robiłem zdjęcia.
Potem podróżował

Pan po zachodnich Stanach.

Pracowałem wtedy na uniwersytecie w sta­
nie Waszyngton. Miałem być inkubatorem dla
świeżo wyklutych magistrów i zostać na uczelni.
Wolałem jednak podróżować. Mojej pani pro­
fesor powiedziałem, że nie znoszę zimna, więc
muszę podróżować. Przemierzaliśmy Góry Ska­
liste. Przede wszystkim skupiliśmy się na wulka­
nicznych Górach Kaskadowych zamieszkałych
przez białych osadników i tubylców. Raczej nie
odwiedzaliśmy indiańskich rezerwatów. To była
wyprawa przyrodnicza - zbieraliśmy owady.
Jeździliśmy ambulansem z demobilu. Mieli­
śmy duże zniżki na benzynę jako pracownicy
uniwersytetu. Potem dostałem grant z mojego
zakładu na pierwsze poważne badania etnogra­
ficzne. Udałem się do Indian Seri mieszkających
na Półwyspie Kalifornijskim w Meksyku.
Był Pan wtedy niedoświadczonym
Jak Pan sobie radził?

naukowcem.

Było to prostsze, bo nie spodziewałem się,
że ci Indianie będą mnie kochać. Zdarzało się,
że ktoś był niezadowolony, nie chciał rozma­
wiać. Wtedy ja odpowiadałem tym samym - nie

�Wywiad

50
chcesz, nie musisz. Mieliśmy takich kolegów,
którzy prowadzili fatalne badania w terenie.
Gdy któryś z Indian, w ich mniemaniu, źle się
zachował, od razu tracili ducha. Mnie to nie
ruszało. Miałem j u ż w końcu za sobą jakiś etap
w wojsku.

w skrzyniach i podzielone, aby można było je
racjonować. Często wracałem też do tych sa­
mych plemion, ponieważ zaprzyjaźniałem się
z Indianami. Wtedy oni prosili mnie, żebym
przywiózł jakieś konkretne rzeczy, najczęściej
broń i haczyki na ryby. Oni, w zamian, dostar­
czali m i eksponaty. Prowadziłem po części han­
del wymienny.

Tutaj Borys Malkin zamilkł na chwilę, przy­
mknął oczy i powiedział: Listen you guys! Re¬
member, you are in the army now. We will make Pana mieszkanie nie przypomina muzeum, choć
you a grown up man. You play bali with us, we można by się tego spodziewać.
play bali with you.
Nie zbierałem eksponatów dla siebie, robiłem
prezenty innym.
We wszystkich armiach świata mówię to samo.
Tak. Poza tym pracowałem wcześniej w naj­
większej stoczni w Stanach. Po tej pracy i po
służbie w wojsku nie miałem problemów z ba­
daniami w terenie. Byłem też starszy i bardziej
doświadczony od moich kolegów.
W jaki sposób organizował

Pan swoje

podróże?

Nawiązywałem kontakt i współpracowałem
z rozmaitymi instytucjami. Szczególnie czę­
sto wyjeżdżałem na zlecenie Muzeum Historii
Naturalnej w Chicago, bo przyjaźniłem się tam
z kustoszem. Wybierałem teren i plemię, któ­
re mnie interesowało. Sugerowałem miejsce,
w które chcę pojechać. Dostawałem fundusze
i udawałem się w teren. To zawsze odbywało się
w ten sposób. Bardzo rzadko narzucano mi - za
moją zgodą oczywiście - inne plemię niż to, któ­
re ja miałem w głowie.
Podróżował
Pan zawsze z ogromnym
wracał Pan ze zbiorami. Jak to wyglądało
ny technicznej?

bagażem,
od stro­

Dlaczego dziś niewielu ludzi poświęca
się tak
drobiazgowemu i pracochłonnemu
kolekcjoner­
stwu?
Istnieją nadmierne ułatwienia. Można dalej
jeździć, ale wszystkie potrzebne elementy zała­
twia się na odległość, bez wysiłku. Zmienia się
charakter takiej pracy.
Czy może Pan powiedzieć
kiem pracowitym?

o sobie, że jest

człowie­

Nie.
Jak to możliwe, skoro z taty sumiennością
rannością przez tyle lat jeździł Pan po
i kolekcjonował?
Jak to inaczej nazwać?

i sta­
świecie

Jestem leniwy.
Przez czterdzieści
owadowi

lat zebrał

Pan milion sztuk

Owady są małe i bardzo liczne.
Wynajmowałem ludzi i płaciłem za transport.
Wszystkie zbiory przywoziłem do laboratorium
w zakładzie. Sprzęt, żywność były zapakowane

Do tego ogromne zbiory etnograficzne wśród lu­
dów, których część zdążyła już do tejpory zniknąć.

BARBARZYŃCA

nn

�Z Borysem Malkinem rozmawia Artur Karwat
Tak, to prawda, zniknęły one albo zamieniły
się w lumpenproletariat dżungli. O Indianach
mówi się, że są cywilizowani, kiedy noszą na
sobie cuchnący i postrzępiony podkoszulek. Oni
w większości pragną czerpać z osiągnięć naszej
cywilizacji, nie chcą być izolowani.
Czy kiedykolwiek był Pan

turystę?

51
odpowiada angielski charakter. Drugie to Sao
Paulo,
Rzeczywiście,
to dwa zupełnie nieprzystające
siebie miejsca. Wiem również, że jest Pan
snikiem opery. Kolejne
przeciwieństwo?

do
miło-

Opera i podróże, wbrew pozorom, nie są od
siebie tak odlegle. Muzyka to też podróż.

W najprostszym rozumieniu tego słowa - nie.
Czy jest Pan niespełnionym
Dziś coraz łatwiej jest podróżować,
ale mam wra­
żenie, że coraz mniej rozumiemy miejsca i ludzi,
do których się udajemy. Czy zgodzi się Pan, ze jest
to jakiś paradoks?
Tak. Pomiędzy turystą a tubylcem wytwarza
się przepaść wynikająca z samej sytuacji. W zor­
ganizowanej grupie zaczynamy bardziej inte­
resować się sobą n i ż otoczeniem. Z tym wiąże
się moja krytyczna ocena Margaret Mead, która
uważała, że trzeba badać, podróżując grupami,
żeby obserwacjami wzajemnie zapładniać swoje
umysły. Ja wolę podróżować sam, bo wtedy za­
mieniam się w słuch i wzrok.
Widział Pan wiele ciekawych miejsc. Jeśli
mógłby
Pan wybrać, to gdzie chciałby Pan mieszkać?
Mam dwa ulubione miejsca, kompletnie
przeciwstawne. Jedno to Anglia, pomimo mo­
jej niechęci do wilgotnego zimna. Bardzo mi

{]{){]) P D 0 8

BARBARZYŃCA

śpiewakiem?

Kiedy mieszkałem przed wojną w Polsce,
dochodziły nas słuchy, że mamy krewną, która
zrobiła fenomenalną karierę w Ameryce. Trak­
towałem to jako plotkę, ale kiedy się tam zjawi­
łem, niebawem poznałem tę niezwykłą osobę.
Była śpiewaczką operową. Kocham m u z y k ę ,
więc bardzo często spotykaliśmy się na przed­
stawieniach, na które mnie zapraszała. Mówiła,
że mam dobry głos, zaproponowała mi grant
i studia muzyczne. Miałem zostać tenorem li¬
rycznym. Kto wie, kim byłbym dzisiaj ? Ale od­
mówiłem, jakoś mi to nie odpowiadało, wolałem
podróżować...
Przypomina mi to historię Herzoga i jego film
Fitzcarraldo. Może występowałby
Pan w operze
w Manaus, w środku
dżungli?
Odwiedziłem kiedyś to miejsce, ale wątpię, że
mógłbym tam śpiewać.

�52

Wywiad

19 1 7 - r o d z i się w Witebsku, na terenie dzisiejszej Biatorusi
19 I 8 - jego rodzina przenosi się do Warszawy
1938 - w y j e ż d ż a do Nowego Jorku
1941 - uczęszcza do szkoty zawodowej w Oregonie
1941 - University of Oregon
1942 - otrzymuje obywatelstwo a m e r y k a ń s k i e
1942 - rozpoczyna czteroletnią stuzbę w o j s k o w ą na terenie Australii i Oceanii
1946-University of Oregon
1947 - Londyn, University College
1948 - w y j e ż d ż a na rok do Afryki
1949 - University of Washington
1952 - p o d r ó ż u j e po zachodnich stanach USA
1953 - rozpoczyna badania w ś r ó d Indian Sen i 40-letnią p o d r ó ż
1957 - otrzymuje stanowisko w y k ł a d o w c y w University of Minnesota
1994 - prowadzi badania w Paragwaju
W 2007 roku ukazała się książka Odchodzący

świat, d o k u m e n t u j ą c a p o d r ó ż e Borysa Malkina.

BARBARZYŃCA

E(1E| PD08

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8085" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8065">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2ce44bae9aed331230f81a205da242dc.pdf</src>
        <authentication>8983abaabd3ac9924bd2ba5ede6771d7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96595">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5700</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96597">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96599">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96601">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5299</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96602">
                <text>"Deszczyk pada, rosa sieda po drobnej leszczynie..." / Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96604">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr (1)19 s.123-133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96606">
                <text>Kielak, Olga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96608">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96610">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96612">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96617">
                <text>Olga

Absolwentka filologii polskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w
Lublinie. W ramach programu MNiSW „Diamentowy Grant" realizuje projekt
Językowo-kulturowy obraz zwierząt domowych w języku potocznym i polskiej
kulturze ludowej, rekonstruując ludowe wyobrażenia zwierząt domowych.

Kielak

„(Deszczyk
stada

pada,

rosa

po drobnej

leszczynie...

11

Erotyczna symbolika leszczynowego krzewu
w ludowych pieśniach miłosnych
Leszczynę nazywano dawniej zielem miłości
i u ż y w a n o jej w „ m i ł o s n y c h stosunkach" - m i a ł a
przyśpieszać „zamęście", z b l i ż e n i e , stałe pozy­
skanie kochanka/kochanki, a także rozerwanie
s t o s u n k ó w . Wedle rosyjskich w i e r z e ń , chłopiec
k ą p a n y w leszczynowym wywarze łatwo pozy­
skiwał w z a j e m n ą miłość dziewczyny . N a obsza­
rze p o ł u d n i o w e j Słowiańszczyzny panna, k t ó r a
chciała z a t r z y m a ć przy sobie chłopca, m u s i a ł a
u r w a ć latorośl leszczyny i trzykrotnie u d e r z y ć n i ą
kawalera po plecach; po wykonaniu tej czynności
mogła być pewna, że upatrzony przez nią chłopiec
nie spojrzy na i n n ą d z i e w c z y n ę .
1

2

Leszczyna, krzew w y d a j ą c y owoce (orzechy
laskowe), jest w polskiej kulturze ludowej sym­
bolem płodności i obfitości, wykorzystywanym
w magii p ł o d n o ś c i o w e j oraz przy w r ó ż b a c h doty­
czących urodzaju. Za jej p o m o c ą wzniecano nie­
gdyś „nowy/żywy ogień", rozpalany tradycyjnymi
sposobami przez tarcie , podczas „żywego roz­
palania", i m i t u j ą c e g o akt m i ł o s n y ; leszczynowe
gałęzie p o j a w i a ł y się n i e g d y ś w wielu praktykach
m a j ą c y c h z a p e w n i ć urodzaj . Z a k w i t a j ą c a bardzo
w c z e ś n i e leszczyna jest w i ą z a n a z p o c z ą t k i e m
nowego cyklu wegetacyjnego .
4

5

6

3

4

1

5

Zob. B. Gustawicz, Podania, przesądy, gadki i nazuy
ludowe w dziedzinie przyrody. Cześć-drugi, .Zbiór W k domości do Antropologii Krajowej" 5 1881, s. 206.
Zob. ibid., s. 246. Echem tych wierzeń ma być śpiewana na Rusi piosenka: „Czy w lubystku ty kupawsia,
szczo ty meni spodobawlia?" Na co chłopiec miał odpowiadać: „Nie w lubystku, ni w liszczyni, spodobawsia ja dziwczyni".
Zob. T. A. Agapkina, Leszczina, [w:] N . I . Tołstoj
(red.), Slavjansktdrevnost . ttnoUnguistileskij slovar\ t.
3, MieżduLrodnyje otnoszemja, Moskwa 2004, s. 112.
t

1 (19) PD13

BARBARZYŃCA

M . Kozioł, J. Szadura, Ogień sobótkowy, [w:] J. Bartmiński, S. Niebrzegowskf (red.), SłJnik
stereotypów
i symboli ludowych t. 1 Kosmos, cz. 1 Niebo, światła
niebieskie, ogteń, kamienie, Wydawnictwo UMCS,
Lublin 1996 s. 289.

Leszczynowe gałęzie, zatykane w pole, nie tylko zabezpieczały plony przed zniszczeniem, ale również zapewniały gospodarzowi obfitość tego plonu, Zob. B.
Gustawicz
eit., s. 245.
6
l
i u pierwszego grzmotu symbolicznie otwierającego ziemię i umożliwiającego
jej ujawnienie pełni mocy życiowej, grzmotu/który
zapoczątkowywał cykl wegetacyjny, gospodarz lesz-

5

W i o s n ą ;

t

u

ż p

o

u s

y s z e n

�Olga Kielak

124

W polskim folklorze leszczyna symbolizuje
d z i e w c z y n ę , na żeńskość krzewu wskazuje nie
tylko skorelowany z nazwą rodzaj gramatyczny,
ale r ó w n i e ż rola, j a k ą leszczynowy krzew odgrywa
w p i e ś n i a c h ludowych.
Leszczyna, kojarzona jednocześnie z p ł o d n o ­
ścią, obfitością i dziewczyną, posiada także sym­
bolikę erotyczną, której nie sposób p o m i n ą ć przy
c a ł o ś c i o w y m opisie krzewu . W artykule przyjrzę
się bliżej roli, j a k ą krzew odgrywa w polskich
ludowych p i e ś n i a c h o miłości. Erotyczną sym­
b o l i k ę leszczyny, o b e c n ą w polskim folklorze,
s k o n f r o n t u j ę z w y b r a n y m i m a t e r i a ł a m i etno­
graficznymi p o c h o d z ą c y m i z innych obszarów
Słowiańszczyzny.
7

coś uchwytnego, choć nie do k o ń c a określonego.
Przy t y m - uniwersalnego" .
9

D o b r o s ł a w a W ę ż o w i c z - Z i ó ł k o w s k a w swojej
książce o ludowej m i ł o ś c i d o k o n a ł a p o d z i a ł u
obecnych w p i e ś n i a c h symboli płci, w y o d r ę b n i a ­
jąc dwa szeregi - symboli m ę ż c z y z n y i m ę s k i c h
g e n i t a l i ó w oraz symboli kobiety i ż e ń s k i c h
genitaliów. D o żeńskich symboli badaczka zali­
czyła m . i n . : rolę, pole, b r u z d ę , z i e m i ę , łąkę,
żłób, p o i d ł o , krosno, dzieżę, k o w a d ł o , piec, far­
tuch, koszyk, zapaskę, garnek, kozę, gniazdko,
k o k o s z k ę , zamek, las, do m ę s k i c h zaś - pług,
radio,
ziarno, siewcę, kosę, grabie, kosiarz&lt;łj cepy, konika, wrzeciono, kowala i młot, kota,
kozła, wilka, jastrzębia, kogucika,
klucz
oraz l e ś n i c z e g o .
10

W polskiej kulturze ludowej erotyczne sensy
z w i ą z a n e z l e s z c z y n ą zakodowane są przede
wszystkim w p i e ś n i a c h . Ludowe erotyki, zdefi­
niowane przez Jerzego B a r t m i ń s k i e g o jako „śpiew
k o c h a n k ó w nie z w i ą z a n y c h jeszcze w ę z ł e m m a ł ­
ż e ń s k i m " , są s z c z e g ó l n y m typem ludowej l i r y k i
u m o ż l i w i a j ą c y m dawnemu m i e s z k a ń c o w i wsi
m ó w i e n i e o miłości. Prosty człowiek, jak pisze
Jerzy B a r t m i ń s k i , „o miłości m ó w i wyzbytym
pychy j ę z y k i e m starej konwencji, zapomnianym
j ę z y k i e m obrazów, paralel, symboli, w k t ó r y m
zielona łąka i szumiący
gaj oznaczają rzeczy naj­
zwyklejsze w świecie, a równocześnie coś w i ę c e j ,
8

W a ż n e miejsce w owym symbolicznym, peł­
nym paralel j ę z y k u ludowej l i r y k i zajmuje lesz­
czynowy krzew, zaś pieśni z „leszczynowej doku­
mentacji" składają się na specyficzny, ludowy
obraz miłości.
11

„Postawię
leszczynie"

W ludowych p i e ś n i a c h m i ł o s n y c h leszczyna
jest ś w i a d k i e m miłości dziewczyny i chłopca,
obserwuje ich zaloty. Pod leszczynowym krze9

czynowym kijem czynił znak krzyża nad każdą kupą
zboża - wówczas można było mieć pewność, że zboże
wymłócone w spichlerzu nie zepsuje się. Zob. M . Toeppen, Wierzenia mazurskie, „Wisła" 4, 1892, s. 777.
7

8

Pełny opis leszczyny znajduje się w mojej pracy ma­
gisterskiej napisanej pod kierunkiem prof. dr hab. S.
NiebrzegowsL-Bartmińskiej, Zob. O. Kielak, Jezykowo-kulturowy obraz krzewów w polszczycie potocz­
nej i ludowej, Zakład Tekstołogii i Gramatyki Współ­
czesnego J ę t k a Polskiego IFP UMCS, Lublin 2013,
praca niepublikowana.
J. Bartmiński, „Jaś koniki poił". Uwagi o stylu erotyku
ludowego, „Teksty" 2 1974, s. 16.

ja konie w zielonej

10

Ibid., s. 12.
Zob. D . Wężowicz-Ziółkowska, Miłość ludowa. Wzory
miłości wieśniaczej w polskiej pieśni ludowej XVIII-XX
w eku, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław
1991, s. 161.
t

11

Wykorzystywane w artykule pieśni stanowią część do­
kumentacji opracowanego przeze mnie hasła leszczy­
na, które w przyszłości ukaże się w lubelskim Słowniku
stereotypów i symboli ludowych (red. J. Bartmiński i S.
Niebrzegowska-Bartmińska), z któ ego metodologii
k o r z y s t l . Hasła opracowane zostały za pomocą defi­
nicji kognitywnej, mają dwudzielną budowę: składają
się z e k s p l i S i (uporządkowanej w bloki tzw fasety)
oraz dokumentacji (uporządkowanej gatunkowo)

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Erotyczna symbolika leszczynowego krzewu

wem kochankowie z pieśni szukali i n t y m n o ś c i ,
w gęstej leszczynie bowiem m o ż n a się było u k r y ć ,
np. przed wzrokiem i n n y c h . K s i ą d z Bernard
Sychta w Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury
ludowej z a n o t o w a ł nawet czasownik n a z y w a j ą c y
czynność „krycia się, zwłaszcza w leszczynie" lescec są .
12

125

W t e k ś c i e p i e ś n i z ł a m a n i e leszczynowego
krzewu przez piorun w y r a ż a p o ś r e d n i o akt m i ł o ­
s n y - z ł a m a n i e s y m b o l i z u j ą c e j żeńskość leszczyny
jest obrazowym przedstawieniem z ł a m a n i a dziew­
częcej cnoty. W e d ł u g polskich w i e r z e ń pioruny
nie uderzały w leszczynę, p o n i e w a ż krzew ten
udzielił schronienia Najświętszej Matce ucieka­
jącej przed k r ó l e m Herodem do E g i p t u .
15

W p i e ś n i a c h m i ł o s n y c h pod leszczyną siadają
J a s i e ń k o z Zosią:
Hej w lesie, w lesie pod sosną,
siedział Jasieńko ze Zosią.
Hej, dobrze im tam siedzieć było,
dopóki słońce świeciło.
A jak słoneczko zagasło pójdziem, Zosieńko, za miasto.
Iposzli sobie drożyną,
i usiedli pod
leszczyną .
15

Tutaj też Janek z L u c y n ą spędzali miłe wie­
czory do czasu, aż zza lasu wyszła chmura i piorun
strzelił w leszczynę:
Oj, leszczyno, leszczyno,
pod leszczyną jawory,
Janek ze swą Lucyną
spędzał słodkie wieczory. (...)
Wtem się burza zerwała
piorun strzelił w leszczynę,
za rączkę go schwyciła:
Ratuj, Janku, bo zginę .
14

12

13

14

B. Sychta, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury lu­
dowej, t. 2, Ossolineum, Wrocław 1968, s. 360.

Jerzy B a r t m i ń s k i u w a ż a , że aby z r o z u m i e ć
symboliczny j ę z y k pieśni, należy znać poetycki
kod za p o m o c ą którego została zaszyfrowana bez jego z n a j o m o ś c i n a k r e ś l o n e przy pomocy
kodu obrazy pozostaną jedynie prostymi rekwi­
zytami, nie reprezentując niczego innego poza
s o b ą . Ludowa p i e ś ń często p o m a g a ł a sobie
rekwizytem, k t ó r y - w e d ł u g lubelskiego badacza
- zastępuje części ciała k o c h a n k ó w i jest w y k ł a d ­
nikiem o k r e ś l o n y c h treści lirycznych .
16

17

M ę s k i e i żeńskie rekwizyty-symbole, zesta­
wione przez Dobrosławę W ę ż o w i c z - Z i ó ł k o w s k ą ,
są wzajemnie komplementarne p o d w z g l ę d e m
cech i funkcji - narzędzia i przedmioty ostre,
w y d ł u ż o n e , zdatne do uderzenia, z a g ł ę b i a n i a
i przesuwania p o j a w i a j ą się w opozycji do przed­
m i o t ó w z a o k r ą g l o n y c h i płaskich, p o s i a d a j ą c y c h
w g ł ę b i e n i a i otwory; zwierzęta d r a p i e ż n e prze¬
ciwstawiane są swoim ofiarom; wykonawcy czyn¬
ności zaś - obiektom swoich d z i a ł a ń . Dopiero
rozpoznanie z n a k ó w składających się na poetycki
kod pieśni pozwala odczytać obecne w n i m zacho­
wania seksualne. „ R o z p o z n a n i e źródeł pochodze18

15

E Kotula, Hej, leluja, czyli o wygasających starodaw­
nych pieśniach kolędniczych w Rzeszowska, Ludowa
Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1970, s. 351.
Wszystkie cytowane w niniejszym artykule fragmenty
pieśni podaję z zachowaniem oryginalnej pisowni.
J. Bartmiński (red.), Polska pieśń i muzyka ludowa.
Źródła i materiały, t. 4 Lubelskie, cz. LV Pieśni po­
wszechne, Wydawnictwo Muzyczne „Polihymnia",
Lublin 2011, s. 278.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

O ludowych legendach, tłumaczących apotropeiczne
właściwości leszczyny pisałam w artykule: O. Kielak,
Dlaczego w leszczynę pioruny me bJPolskie wierzenia
o leszczynie na tle wierzeń słowiańskich, [w:] M . Gaze,
K. Kubacka (red.), Bogactwo językowe i kulturowe
Europy w oczach Polaków i cudzoziemców,
t. 2, Łódź
(w druku).

16

J. Bartmiński, „Jaś... ", op. cit, s. 22.

1 7

Zob. ibid.,%. 17.

18

Zob. D . Wężowicz-Ziółkowska, op. cit, s. 162.

�Olga Kielak

126

nia tych z n a k ó w i zasad ich organizacji pozwala
natomiast dotrzeć do ich prawzoru, do stojącego
za t y m i zachowaniami i m o d e l u j ą c e g o je systemu
idei" .
W tekstach pieśni przy leszczynie Jaś w y g r y w a ł
Marynie na fujarce:

Zasnęła dziewczyna w lesie pod
leszczyną,
jechali ulani, brzękali szablami i obudzili ją.
Ulani, ulani, dokąd tak jedziecie,
zgubiłam wianeczek, może go wieziecie?
Wieziemy, wieziemy, ale już niecały,
cztery jijołeczki, dwie białe różyczki z niego obleciały ^.

Tam pod borem, pod jaworem, tam przy leszczynie Jaś wygrywał na fujarce swojej Marynie, tra-la-la .

W p i e ś n i zalotnej dziewczynie z b i e r a j ą c e j
w leszczynie orzechy w i l k zabiera wianeczek:

19

20

1

J a s i e ń k o zostawia w zielonej leszczynie konie
i „niesie dobranoc" dziewczynie:

Ji tak niechcący krzaczkiem ruszyła,
śpiącego wilka ze snu zbudziła.
Wilk sie obudził, patrzy, że dama,
Ańdzia ze strachu zemdlała sama.
Ji przyszedł do ni, ściska, całuje
ach, ja cieAńdziu, Ańdziu miłuje.
Przyszła do domu taka zdyszana,
cóż ci, Ańdziu, Ańdziu kochana.
Nie życzyłabym żadnej dziewczynie,
zbierać orzechy w gęstej leszczynie.
Bo w tej leszczynie wilki siadają,
grzecznym dziewczynkum wianki
zdradzają .

Postawię ja konie w zielonej leszczynie,
a sam ja zaniosę dobranoc dziewczynie.
Dobra nocka, dobra, dziewczyno nadobna.
I tobie dzień biały, Jasieńku kochany .
11

W p i e ś n i a c h p r z y w o ł y w a n y c h p o w y ż e j do
typowo m ę s k i c h r e k w i z y t ó w należą: fujarka, mało
wyszukany rekwizyt, k t ó r y n a l e ż a ł o b y zaliczyć
do niskiego stylu ludowego erotyku oraz k o ń ,
s y m b o l i z u j ą c y m ę s k ą p o t e n c j ę nieopuszczającą
p i e ś n i o w e g o kochanka .
22

24

W leszczynie dziewczyna traci n i e w i n n o ś ć
wbrew sobie - kochanek wymusza na niej miłość:

Typowo d z i e w c z ę c y m p i e ś n i o w y m rekwizy­
tem jest wianeczek, symbol p a n i e ń s k i e j cnoty,
dziewictwa (zwłaszcza wianeczek ruciany, folk­
lorystyczny symbol dziewictwa i g ł ó w n y atrybut
panny m ł o d e j ) . W pieśni pod leszczyną dziew­
czyna gubi wianeczek, zgubienie wianeczka jest
metaforą cielesnej miłości k o c h a n k ó w . W jed¬
nym z tekstów p i e ś n i o w y c h śpiąca pod leszczyną
dziewczyna gubi ruciany wianeczek:

19

Ibid., s. 162.

2 0

F. Kotula, op. cit, s. 349.

21

2 2

O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 28 Mazowsze, cz. 5,
Instytut im. Oskara Kolberga, Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze, Wrocław 1964, s. 228.
Zob. J. Bartmiński, „Jaś... ", op. cit, s. 22.

A w lesie, w leszczynie przy drobnej
krzewinie stojipastoreczka,
malaprzepióreczka.
Pastoreczek do nij, ona mu się chroni,
za rączkę ją chwyta: cóż tu robisz:- pyta.
Daj mi pokój, jak cię proszę,
a widzisz, że trzodę pasę.
Poczekaj, dziewczyno, zawrócę ci trzody,
ale mi musisz dać gębuleńki
wprzódf.

23

J. Bartmiński (red.), op. cit, s. 354.

24

J. Bartmiński (red.), „Jaś... ", op. cit, s. 147.

25

O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 40 Mazury Pruskie,
Instytut im. Oskara Kolberga, Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze, Wrocław 1966, s. 323-324.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Erotyczna symbolika leszczynowego krzewu

Obecny w p i e ś n i p o c a ł u n e k ma p r z y n i e ś ć
spełnienie miłości, zwrot „dać g ę b u l e ń k i " m o ż n a
t r a k t o w a ć jako eufemistyczne o k r e ś l e n i e aktu
płciowego .
26

W i n n e j , mniej wyrafinowanej p i e ś n i , za
wyprowadzenie z leszczynowego lasu dziewczyna
płaci c h ł o p a k o w i całusami, k t ó r y c h konsekwen­
cją jest pojawienie się na świecie syna:
Szedłem sobie raz leszczyno i spotkałem sie
z dziewczyno.
Ona mówi: Bądź pan łaskaw, wyprowadź mnie
z tego łaska.
Wyprowadzić
to ja mogę, cóż ja za to dostać mogę.
Mam ja w domu parę groszy, to ja panu je przy­
niosę.
Parę groszy ja nie żądam, za całusem się oglądam.
Ja całusa dać nie mogę, bo straciłabym
urodę.
Gdy ten pierwszy całus dała, to aż w boczku od­
czuwała.
Gdy ten drugi całus dała, do szpitala
Gdy ten trzeci całus dała, to się syna

pojechała.
doczekała .
27

127

sem . D o b r o s ł a w a W ę ż o w i c z - Z i ó ł k o w s k a pisze,
że zwykle większa a k t y w n o ś ć w ludowym ero­
tyku przypisywana jest mężczyźnie - pojawia się
on pod postacią narzędzia lub sprawcy, cechuje
go r u c h l i w o ś ć i d y n a m i c z n o ś ć ; k o b i e t ę zwykle
kojarzy się z p a s y w n o ś c i ą - jest obiektem, ofiarą,
postacią s t a t y c z n ą .
29

30

W zamieszczonych p o w y ż e j tekstach p i e ś n i o ­
wych kochankowie działają - chłopak „ w y g r y w a
na fujarce" dziewczynie, „ p o z o s t a w i a konie"
w leszczynie i „niesie dobranoc" kochance, zmu­
sza ją do p o c a ł u n k ó w , ułani o d d a j ą kobiecie zna­
leziony wianeczek, w i l k go zabiera - a wszystko to
dzieje się w miłosnej przestrzeni, której wyznacz­
nikiem jest gęsta leszczyna.
M o t y w u m i ł o s n y c h uciech w leszczyno­
w y m krzewie m o ż n a szukać r ó w n i e ż w folklo­
rze Słowian wschodnich . W u k r a i ń s k i c h pie­
ś n i a c h pojawia się motyw „orzechowej karczmy"
(„opexoBafl K o p ™ a " ) , w której u r z ę d u j e p i ę k n a
gospodyni. Karczma ta ma b y ć miejscem weso­
ł y m , p e ł n y m hulanek i pozamałżeńskiej m i ł o ś c i .
31

32

W pieśni zalotnej i balladzie pod leszczyną
dziewczynę spotyka „przygoda", „nieszczęście",
dochodzi do niechcianego przez n i ą zbliżenia:
Wlescynie w gęstej krzewinie,
stała się przygoda, przygoda jednej dziewcynie.
A co ci dziewcyno, co ci łezki płyną,
a cy ja to winien, winien, niescęściu twemu?™.
W e d ł u g Jerzego B a r t m i ń s k i e g o miłość opie­
wana w ludowych erotykach nie jest stanem,
bezruchem - przeciwnie, m i ł o ś ć z ludowych
pieśni jest dzianiem się, dynamicznym proce-

Erotyczną s y m b o l i k ę leszczyny niesie ze sobą
znana we w s c h o d n i o s ł o w i a ń s k i m folklorze,
lubiana przez dzieci i młodzież gra, nazywana
ilmep. Polega ona na t y m , że w ś r o d k u o k r ę g u
tworzonego przez dziewczynki/panny siedział
chłopiec/kawaler - t z w i l n r a y p , Kanep lub i l i n a ,
u o s a b i a j ą c y w ę ż a lub i n n ą istotę chtoniczną.
Dziewczynki/panny chodziły dookoła chłopca/
33

2 9

Zob. J. Bartmiński, „Jaś... ", op. cit, s. 13.

3 0

Zob. D . Wężowicz-Ziółkowska, op. cit, s. 161.

31

26

J. Bartmiński, „Jaś... ", op. cit, s. 15.

2 7

J. Bartmiński (red.), op. cit, s. 358.

28

O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 22 Łęczyckie, Insty­
tut im. Oskara Kolberga, Polskie Towarzystwo Ludo¬
znawcze, Wrocław 1964, s. 119.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

3 2

3 3

Zob. P. Kowalski, Leksykon znaki świata. Omen, prze­
sąd, znaczenie, PWN, Warszawa-Wrocław 1998, s.
275.
T A . Agapkina, Leszczina, op. cit., s. 111.
Nie bez powodu Jaszczur uosabiać miał węża, który
w kulturze uważany jest za symbol Mierny, zaś „falliczny kształt węża przyczynił się do zestawiania go

�Olga Kielak

128

kawalera i śpiewały pieśń o Jaszczurze s i e d z ą c y m
w leszczynowym krzewie , g r y z ą c y m orzechy
i s z u k a j ą c y m sobie żony:

W zielonym gaiku kamyk na kamyku,
orzech na leszczynie, wianek na dziewczynie.

34

Podążając tropem tej metafory m o ż n a się prze­
k o n a ć , że prośba pana, skierowana w pieśni do
dziewczyny, nabiera innego sensu:

Cnbau, cnbsu. Riąep,
B opexoeoM

Kycbąe,

OpetueHKU
Bnpu

c a ó e

x o n e m b .

ó e n y t o

pynKy,

3a p y c y t o

KOCKy.

3cl MUTiyK)

3a

Hej! Wedle młyna rośnie leszczyna,
tam orzechy, dla pociechy, zbiera dziewczyna.
Zbiera dokoła, bardzo wesoła, zbiera wszędzie,
wten pan jedzie i na nią wola.
Hej! hej! dziewczyno, piękna malino,
niech z fartuszka do klobuszka orzeszki płynąc.

nauny.

Komopyw
3a

n y i ą a ,

HOOKKy

nepcbąem .

3onoma

35

G d y u c i c h ł y j u ż głosy ś p i e w a j ą c y c h p i e ś ń
dziewcząt, Jaszczur w s t a w a ł ze swojego miejsca,
łapał j e d n ą z nich, o k r y w a ł c h u s t k ą i tańczył
z p a r t n e r k ą dopóty, d o p ó k i dziewczyna wraz
z p o c a ł u n k i e m nie oddała mu „wianeczka" lub
„chusteczki" .

W pieśni zalotnej J a s i e ń k o „scypie orzechy"
z leszczyny i sypie je dziewczynie w kieszonkę:
Jasienekpuka-Marysi suka po tej drobnej lescynie,
orzeski scypie, w kiesonke sypie swej nadobnej c

36

Związek leszczyny z t e m a t y k ą miłosną leży
prawdopodobnie u podłoża rosyjskiego zakazu
r ą b a n i a leszczynowego krzewu - w przeciwnym
razie dziewczyny nie p o k o c h a ł y b y młodzieńców,
a baby - c h ł o p ó w („napHeM fleBKM He 6 y f l y T
nioÓMTb, a 6a6bi M ) O K J I K O B " ) .
3 7

„Orzech

na leszczynie,

Jednym z r y s ó w ludowego erotyku, zgodnie
z założeniami Jerzego B a r t m i ń s k i e g o , jest swo­
isty demokratyzm ludowej pieśni, w której rola
kobiety jest tak samo znacząca, jak rola mężczy­
zny . P i e ś n i o w a kochanka nie zawsze jest bierna,
czasami przejmuje i n i c j a t y w ę . W pieśni niewie­
ściej dziewczyna prosi Jasia, aby ten przyniósł jej
„orzecha", k t ó r e g o nazywa swoją pociechą:
41

wianek na

Jasiu mój jedyny, przynieś mi leszczyny,
przynieś mi orzecha, to moja pociecha .

dziewczynie"

41

W p i e ś n i a c h owoce leszczyny, rosnące na niej
orzechy, w p i s u j ą się w k o n s t r u k c j ę paralelną:
z męskim organem płciowym"; zob. P. Kowalski, op.
at.,s. 581. W wielu kulturach zajmuje także ważne
miejsce w kultach płodności; zob. ibid.
3 4

Choć istnieje wiele wariantów tej gry, miejscem Jasz­
czura zawsze jest leszczynowy krzak, zob. T.A. Agap^,Leszczina,op.cit,s.\\2.

38

39

4 0

S. Dąbrowska, Wieś Żabno i jej miejszkańcy
czenie), „Wisła" 5 1904, s. 332.

(Dokoń­

J. Ligęza, S. M . Stoiński (red.), Pieśni ludowe z polskie­
go Śląska, t. 2, Polska Akademia Umiejętności, Kra­
ków 1938, s. 68.
O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 27 Mazowsze, cz. 4,
Instytut im. Oskara Kolberga, Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze, Wrocław 1964, s. 171-172.

35
P

P

* T A . Agapkina, Leszczina, op. cit., s. 112.
'Ibid.,s. 112.

4 2

S. Udziela, Lud polski w powiecie Ropczyckim w Gali¬
^ _ „zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej" 15 1891, s. 89.
a

2 &gt;

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Erotyczna symbolika leszczynowego krzewu

129

W innych tekstach dziewczyna, k t ó r a zagnie­

ko; Stoi drzewo włochate,

w a ł a ukochanego, zastanawia się, z k i m będzie
„zbierała orzeszki":

a we włochatym

w gładkim - słodko, znajduje się w nas
(THM

gładko,
słodycz

41

Metra, T I O M M Metra, no;ie3aii Ha M C H H : Ha

MHe ecTb MOXHaTKa, B MOXHaTKe raa^Ka, B

Szeroka leszczyna nisko się kłaniała,

raa^KOH oia^Ko;

z kimże te orzeszki ja będę

MOXHaTOM-TO ITiaflKO, a B maflKOM-TO OiaflKO,

zbierała.

flepeBO MOXHaTO,

B

npo 3Ty oiacTb H y Hac ecTb CHacTb) .

Od serduszka swojego zagniwałam lubego,
od serduszka swojego zagniwałam

CTOHT

48

lubego .
45

M o t y w dawania o r z e c h ó w popularny jest
zwłaszcza w folklorze rosyjskim - zwykle stoją

„Deszczyk

pada, rosa siada po drobnej

leszczynie"

za n i m seksualne lub ś l u b n e zamiary d a j ą c e g o .
44

W
W s ł o w i a ń s k i m folklorze laskowe orzechy
związane są z płodnością. N a dawnym weselu

p i e ś n i a c h na leszczynę „pada",

„kropi",

„roni", „idzie", „ p o k a p u j e " , „szumi" deszcz:

u k r a i ń s k i m pieczono o b r z ę d o w e ciasto, tzw.
zopiuiKi ( u k r a i ń s k i zopix to „orzech"), które cza­
sami przynoszono m ł o d y m t u ż po nocy p o ś l u b ­
n e j . N a B a ł k a n a c h i s t n i a ł zaś zwyczaj obsy­
pywania n o w o ż e ń c ó w orzechami - ten sam

Descek pada, rosa siada po drobnej lescynie
kochaj ze mnie mój Jasieńku scerze nie zdradliwie.
Nie zdredliwie, nie skodliwie, widzi Bóg na niebie;
nie zdredzilem jesce żadnej, nie zdradzę i ciebie®;

45

46

zwyczaj w y s t ę p o w a ł u S ł o w i a n wschodnich, ale
zamiast orzechami, m ł o d y c h obsypywano ziar­
nem. Z a r ó w n o ziarno, jak i orzechy p e ł n i ł y
j e d n a k o w ą funkcję - m i a ł y z a p e w n i ć m ł o d y m
ż y w o t n o ś ć i o b d a r z y ć licznym potomstwem.

Szumi deszczyk, szumi deszczyk po drobnej leszczynie.
Powiedzże mi ty dziewczyno czy mnie kochasz czy nie? .
0

Na leszczynę „ p a d a rosa", „siada słońce":
Deszczyk pada, pada rosa po leśnej leszczynie,
powiedz szczerze, kawalerze, czy mnie kochasz, czynie? ;

W rosyjskich zagadkach o leszczynowym krze­

1

wie m ó w i się za p o m o c ą terminologii związanej
z kobiecym c i a ł e m , przy opisywaniu czynno­

Słońce siada, rosa pada po drobnej lescynie,

ści zbierania orzechów wykorzystywana jest zaś

kochaj-ze mnie a nie zdradzaj, kochaj dworzaninie.

metaforyka seksualna:
4 1

Gnij mnie, lam mnie, sięgnij po mnie: na mnie jest
kosmatka, w kosmatce gładko, w gładkim - slod-

48

4 9

4 3

J. Bartmiński (red.), op. cit., s. 551.

4 4

Popularna rosyjska pieśń brzmi: Hmo
M!HUX,

cynun

opemKoe

M opetuKU-mo
ueudy;
45

46

deeyiuKe

Lut, xo«emcx,
npuuy,

opexoe
s a n e z o

npuuy,

3a

50

npuceamancn...

nemeepuK.
u d m u
u e z o sauyotc

Mne

Jxo«emcx.

51

ueudy,

zob.T.A Agapkina, Leszczma, op. cit, s. 112

Ibid.

52

Ibid.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

Słodycz rozumiana nie tylko dosłownie, ale i przeno­
śnie, jako przyjemność, rozkosz, upojenie.
Ibid.
O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 27Mazowsze, op. cit,
s. 283.
P. Płatek (red.), Albośmy to jacy tacy. Zbiór pieśni Kra­
kowiaków wschodnich i zachodnich, Krajowa Agencja
Wydawnicza, Kraków 1976, s. 401-402:
W. Gaj-Piotrowski, Kultura społeczna łudu z oko­
lic Rozwadowa, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze,
Wrocław 1967, s. 87.
O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 22 Łęczyckie, op. cit, s.
105.

�Olga Kielak

130

W pieśniach miłosnych opartych na tym moty­
wie całe zdarzenie jest metaforą aktu m i ł o s n e g o .
Padanie, kropienie czy c h o ć b y sam szum deszczu,
będącego w kulturze ludowej siłą zapładniającą,
ma sprzyjać zbliżeniu m ł o d y c h , sam deszcz zaś
symbolizuje męskie nasienie . M ę s k i e nasienie
symbolizuje także rosa p a d a j ą c a na leszczynę,
krzew o żeńskiej charakterystyce oraz „siadające"
na niej s ł o ń c e . Zmoczenie dziewczyny, której
symbolem jest leszczyna, przez deszcz „zapowiada
symbolicznie jej przyszłe m a c i e r z y ń s t w o " .
53

54

„Oj i polewała
się prędko

ozwifa"

Kasia nic nie robiła, po sadecku chodziła.
Oj i polewała suchą lescyneckę, by sięprędko
ozwiła.
Ozwijaj się lescyna, cóz ja pocnę dziewcynai
Oj utraciłam ruciany wianecek - cóżem za to nabyłaś;

56

Spojrzyj ty Kasiu, spojrzyj po ty suchyj łescynie.
A jak się ta list suchy ozwinie, to ja się z tobą ożenię.
Kasia po sadku chodziła i ciężko sobie westchnęła.
A spojrzy, spojrzy po suchyj łescynie, rychłoćji sie
ozwiniei
Ciężko tobie Kasieńku po sadeńku
chodzęcy,
a jesce mnie cięży, suchyj łescynie zielony listpuscęcy.
Oj i ty sucha lescyna! oj i ja bidna dziewcyna!
Straciła ja se ruciany wionek, cóz ja będę znacyla?\

57

58

by

W p i e ś n i a c h zalotnych i m i ł o s n y c h czy w bal­
ladach sucha leszczyna symbolizuje p a n n ę , k t ó r a
straciła dziewictwo:

55

Urszula Majer-Baranowska u w a ż a , że zesta­
wienie w p i e ś n i a c h o b r a z ó w deszczu p a d a j ą ­
cego na leszczynę ( s y m b o l i z u j ą c ą d z i e w c z y n ę )
oraz dziewczyny tracącej wianek ( s y m b o l i z u j ą c y
dziewictwo) jest n a w i ą z a n i e m do jednego z naj­
bardziej rozpowszechnionych m i t ó w kosmogonicznych o p o w i a d a j ą c y c h o z a ś l u b i n a c h nieba
i z i e m i . Wedle tego m i t u dzieło stworzenia
z a p o c z ą t k o w a ł kosmiczny akt p ł c i o w y : niebo-ojciec m i a ł objąć z i e m i ę - m a t k ę i o b d a r z y ć j ą
z a p ł a d n i a j ą c y m deszczem .

suchą leszczyneczkę,

W pieśniach uwiedziona dziewczyna „polewa",
„szuka", „opatruje", „spogląda", „wygląda" suchej
leszczyny - kiedy ta się „rozwinie", „wypuści zie­
lony listek", „ z a k w i t n i e " - w p i e ś n i o w y c h for­
m u ł a c h n i e m o ż l i w o ś c i dopiero wtedy ma w r ó c i ć
do niej ukochany. C h o ć dziewczyna „wychodziła
nowe trzewiczki", sucha leszczyna jeszcze się nie
rozwinęła. Tak jak suchy leszczynowy krzew nie
w y p u ś c i zielonego listka, tak i dziewczynie nie
wróci panieństwo:
61

53

54

Zob. U . Majer-Baranowska, Deszcz i jego
cą funkcja, „Akcent" 4 1986, s. 31.

Zob. J. Bartmiński, J. Szadura, Deszcz, [w:] J. Bart­
miński, S. Niebrzegowska-Bartmińska (red.), Słownik
stereotypów i symbol ludowych, t. 1 Kosmos, cz. 3 Meteorologia, Wydawnictwo
UMCS,Lublin
Lublin2012,
2012,s.s. 130.
Wydawnictwo UMCS,

55

Zob. U . Majer-Baranowska, op. cit, s. 36.

56

J. Bartmiński, J. Szadura, op. cit, s. 130.

5 7

Zob. U . Majer-Baranowska, op. cit, s. 31.

58

zapładniają­

Zob. M . Eliade, Sacrum, mit, historia. Wybór esejów,
tłum. A. Tatarkiewicz, PIW, Warszawa 1970, s. 148.
O zaślubinach nieba i ziemi zob. S. Niebrzegowska,
Poetycki obraz nieba w „Panu Tadeuszu", [w:] Język polski w szkole dla klas IV-VIII, Kielce 1998, s. 27-31

59

O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 2 Sandomierskie, In^
- °
° g &gt; °
Towarzystwo Ludoznawcze,Wrocław
Wrocław 1962,
1962,s.s.144.
144.
O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 22 Łęczyckie, op. cit, s.
125-126.
i m

60

s k a r a

K

l b e r

a

P

l s k i e

Zob. O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 2 Sandomierskie,
op. cit., s. 144; O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 22 Łę­
czyco, op. at., s. 125-126; O. Kolberg, Dzieła wszyst­
kie, t. 40 Mazury Pruskie, op. cit., s 521, 340-341;
S. Niebrzegowska, Przest ach od przestrachu, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2000, s. 55; K. Matyas, Nasze
sioło. Studjum etnograficzne, „Wisła" 1 1893, s. 147.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Erotyczna symbolika leszczynowego krzewu

Ona sie go pytała, skąd go czekać miała.
Oj spoglądajże po suchej lescynie, cyli ci sie nie rozwinie!
Oj ty sucha lescynal A ja biedna dziewcyna,
oj, wychodziła ja nowe trzewicki, a tyś sie nie rozwilł .
1

Zakończenie

131

cie m a ł ż e ń s t w a . Ż y c i e m seksualnym góralskiej
młodzieży rządziły r ó w n i e ż niepisane reguły, do
k t ó r y c h zaliczano: nieposiadanie dziecka (stano­
w i ą c e g o oczywisty d o w ó d nieprzestrzegania obo­
w i ą z u j ą c e j normy), zachowanie w tajemnicy życia
seksualnego oraz zachowanie p o z o r ó w wobec
rodziców i s ą s i a d ó w .
66

67

W polskiej kulturze ludowej - podobnie jak
i w innych kulturach ś w i a t a - stosunek m i ł o s n y
był tematem tabu. O t y m , że kwestia seksual­
ności stanowiła dla ludu temat tabu, świadczą
c h o c i a ż b y srogie kary, jakie wymierzano cudzo­
ł o ż n i k o m i m a t k o m n i e ś l u b n y c h dzieci, opi­
sywane przez Henryka Biegeleisena na kartach
Wesela *. Przez długi czas za ś w i a d e c t w o respek¬
towania i istnienia normy czystości, zakazują­
cej s t o s u n k ó w p r z e d m a ł ż e ń s k i c h , u w a ż a n y był
obrzęd p o k ł a d z i n .
6

64

Z drugiej strony, obowiązująca norma moralna
nie zawsze była respektowana, a w o k r e ś l o n y c h
sytuacjach istniało społeczne dopuszczenie jej
ł a m a n i a , na co w s k a z y w a ł Ryszard T o m i c k i
b a d a j ą c y wzory i normy życia seksualnego w tra­
dycyjnych wiejskich s p o ł e c z n o ś c i a c h polskich
górali. W e d ł u g Tomickiego n o r m ę z a k a z u j ą c ą
w s p ó ł ż y c i a p ł c i o w e g o przed ś l u b e m przekra­
czać m o g ł a m ł o d z i e ż , zwłaszcza płci m ę s k i e j ,
zaś kres swobodzie seksualnej przynosiło zawar-

W y m ó g p o m i n i ę c i a milczeniem życia seksu­
alnego oraz zachowania p o z o r ó w wobec społecz­
ności wiejskiej p r z y c z y n i ł się prawdopodobnie
do tego, że o stosunku m i ł o s n y m nie wypa­
dało m ó w i ć wprost, lepszym r o z w i ą z a n i e m była
ucieczka w rzeczywistość aluzji, p o r ó w n a ń i sym­
boli. W rezultacie, folklor w y t w o r z y ł ogromny
repertuar symboli d o t y c z ą c y c h erotyki i seksu ,
leszczynowy krzew z a j m o w a ł zaś w owym sym¬
bolicznym j ę z y k u miejsce szczególne. N a gruncie
polskim erotyczne sensy symboliczne n a j p e ł n i e j
w y b r z m i e w a i ą w ludowej pieśni o d w z o r o w u j ą c e j
głęboko ukryty sposób widzenia ś w i a t a prostego
człowieka.
68

65

Leszczynowy krzew nie jest jedynie przyrodni­
czym elementem tła ludowego erotyku. W ludo­
wych p i e ś n i a c h m i ł o s n y c h leszczyna stanowi
intymne miejsce miłości p i e ś n i o w y c h kochan­
ków, jest niemym ś w i a d k i e m miłości wzajemnej
i wymuszonej; pod leszczyną panna traci wia­
nek (dziewictwo). W ludowej wizji ś w i a t a cały
Kosmos żyje i jest człowiekowi ż y c z l i w y - ten
69

6 6

K. Matyas.op. cit.,s. 147.
H . Biegeleisen, Wesele, Nakładem Instytutu Stauropigjjańskiego, Lwów, 1928, s. 13-16.
64

Zob. R. Tomicki, Norma, wzór i wartość w życiu seksu­
alnym tradycyjnych społeczności wiejskich w Polsce, „Et­
nografia Polski' ! 1977, s. 49. Interpretację pokładzin
jako sprawdzianu czystości panny młodej podważył L.
Stomma (Rytuał pokładzin w Polsce. Analiza struktu­
ralna, Etnografia Polski" 1 1975, s. 51-64), podważa
ją także w swoim artykule R. Tomicki.
7

65

Zob. ibid., s. 55.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

67
6 8

6 9

Zob. ibid., s. 56-57. Jednostka stawała się wówczas
„pełnoprawnym członkiem grupy, uzyskując szereg
nie posiadany^ poprzednio praw, ale równocześnie
tracąc przywilej ł a j a n i a normy", zob. ibid., s. 56-57.
Zob. ibid., s. 62-63.
Zob. U . Majer-Baranowska, op. cit., s. 36
J. Bartmiński, „Niebo sie wstydzi". Wokół ludowego
pojmowania ładu świata, [w:] M . Graszewicz, J. Kolbuszewski (red.), Kultura, literatura, folklor. Prace
ofiarowane Profesorowi Czesławowi Hernasowi w sześćdziesięciołecie urodzin i czterdziestolecie pracy naukowej,
Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1988,
s. 99.

�Olga Kielak

132

szczególny sposób konceptualizowania leszczyny
przez m i e s z k a ń c ó w wsi sprawia, że krzew potrafi
w s p ó ł o d c z u w a ć z p o z b a w i o n ą cnoty dziewczyną.
Posługiwanie się „leszczynowymi metaforami"
pozwala w piękny, pozbawiony w u l g a r n o ś c i spo­
sób m ó w i ć o akcie m i ł o s n y m , k t ó r y w ludowych
w y o b r a ż e n i a c h przybiera postać ł a m a n i a leszczy­
nowego krzewu przez piorun, zrywania leszczyno­
wych orzechów, padania deszczu, osiadania rosy
bądź słońca na drobnej leszczynie.

P r z y w o ł y w a n e przeze mnie m a t e r i a ł y etno­
graficzne, pochodzące z t e r e n ó w polskich oraz
z innych obszarów Słowiańszczyzny, u p r a w n i a j ą
do stwierdzenia, że symboliczny kod u ż y t y do
budowy pieśni nie jest przypadkowy. J ę z y k ludo­
wej pieśni m i ł o s n e j respektuje kulturowe charak­
terystyki leszczyny obecne w polskim, czy szerzej,
s ł o w i a ń s k i m folklorze.

„Rain is falling, dew is settling on the smali hazel leaves..." The erotic symbolism of
hazel bush in folk love songs

In Polish folklore hazel bush symbolises fertility. It is also associated with abundance and the
figurę of the girl. Hazel bush is also a part of erotic symbolism that finds its fullest expression in
folk songs. The author of this article ponders the role of hazel bush in Polish folk love songs. Its
erotic symbolism, noticeable in Polish folklore, was juxtaposed to selected ethnographic materiał
from other Slavic regions.

BARBARZYŃCA

l (19) P019

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8062" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8042">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7c6f22ad2b039b5263494a430ff9ab55.pdf</src>
        <authentication>0af851b0f10d62f9f0b0fabeb985856e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96349">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5691</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96350">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96351">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96352">
                <text>podróże - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96353">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5291</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96354">
                <text>Dotrzeć na koniec świata/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96355">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr (1)19, s.35-51</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96356">
                <text>Kilian, Bożena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96358">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96361">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96364">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96378">
                <text>Bożena

Kilian

Filolog angielski, doktorantka afiliowana przy Instytcie Kultur i Literatur
Anglojęzycznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Zainteresowana
studiami postkolonialnymi, literaturą podróżniczą, wielokulturowościąoraz
podróżopisarstwem kobiet.

Dotrzeć na koniec świata.
O wyborach celów podróży

W

edług Krzysztofa Przecławskiego podróż
jest metaforążycia i choć sam jej przebieg
nie jest pozbawiony znaczenia, dla tury­
sty najważniejszy jest ostateczny cel . Zagadnienie
celu podróży jest niezwykle złożone. Z powodu
zmieniającej się sytuacji geopolitycznej oraz trendów
i przekonań ludzi o roli podróży w życiu człowieka
na przestrzeni wieków cele podróży i motywacje
ich wyborów się zmieniały. Co może stać się celem
podróży? Czy może nim być wszystko? Co wpływa
na jego wybór? Powyższe pytania
stanowiły
przedmiot rozważań filozofów, teoretyków i prak­
tyków. Dla Leszka Kołakowskiego „podróż
w sobie jest celem" . Według niego nie można więc
podróżą nazwać przemieszczania sie w przestrzeni
prowadzącego do załatwienia jakiejś sprawy Tvm
samym ludzie interesu, którzy udają się do innego
1

2

miejsca w sprawach biznesowych, nie są podróżni­
kami. Kołakowski waha się, czy za podróż uznać
turystykę uprawianą przez mieszkańców krajów zim­
nych, wyjeżdżających do krajów ciepłych w celach
rekreacyjnych. Jego zdaniem prawdziwa podróż
nigdy nie jest ucieczką od zmartwień, bo one towa­
rzyszą człowiekowi bez względu na miejsce, w któ­
rym się znajduje. Co więcej, podróż nie prowadzi
do zdobycia wiedzy, tylko do zaspokajania ludzkiej
ciekawości. Celem podróży od zawsze było to, co
nowe, obce, bądź niezwykłe i choć ludzie często
z sentymentu wracają do miejsc które dobrze znają
główną motywacją podjęcia podróży pozostaje wła­
śnie praenienie odkrycia czegoś" n o W Dążenie
do zaspokojenia tei ciekawości zaprowadziło ludzi
w najdalsze zakątki Ziemi
krańce świata
Wielkie odkrycia
„eoeraficzne

1

2

XV i XVI wieku były
K. Przeclawski, Życie - to podróż. Wprowadzenie do kulminacia europejskich podróży i zaowocowały
filozofii turystyki, Wydawnictwo Akademickie „Żak",
stworzeniem niemalże kompletnej mapy świata
Warszawa 2005, s. 123.
a liczne wyprawy i ekspedycje podejmowane PÓź'
L. Kołakowski, Mini-Wykłady
Moxi-Sprawach,
niej dostarczyły wystarczająco dużo informacji by
Znak, Kraków 2004, s. 44.
Ibid, s. 44-45.
3

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

�36

B o ż e n a Kilian

wszystkie ewentualne braki uzupełnić. W niniej­
szym artykule została podjęta próba przedstawienia
czynników motywujących do wyboru konkretnych
celów podróży gdy nie ma już miejsc nieznanych końców świata, które można by odkryć.
Pomimo że w powszechnym mniemaniu uznaje
się, że wszystko zostało już odkryte, ludzie ciągle
podróżują. Dzieje się tak dlatego, że - jak pisze
Kołakowski - nawet jeśli dane miejsce jest ogól­
nie znane, staje się przedmiotem wyboru turysty,
który chce odkryć je dla siebie . Zgodnie z tą
teorią celem podróży może stać się wszystko, co
nie zostało poznane osobiście, a to daje nieograni¬
czone możliwości. Okazuje się jednak, że są miasta
i zabytki, które wśród turystów cieszą się większym
uznaniem niż inne, z czego można wywniosko­
wać, że nie tylko osobista chęć zobaczenia tego lub
innego miejsca decyduje o wyborze danego celu
podróży. Dean MacCannell stwierdza że turyście
nie sprawia kłopotu zidentyfikowanie 'widoków,
które powinien zobaczyć", a wartość prawdziwych
atrakcji turystycznych" jest określona w świadomo¬
ści zbiorowej*. Z tego wynika że im więcej osób
odwiedza dane miejsce tvm bardziej staie s e ono
popularne wśród turystów. Analiza rozwoju Grand
Tour w Furonie trafnie ilustruie to ziawisko Tuż
4

od X V I I wieku liczb, n o d r ó ż n i l w h zaczvnała ie
S

W S

rem rvrznie zwiekJ.Ć
a

1

\e i ż do n o ł o w v X I X

a

k podroż
n H r mia
W ł charakter
h / k r r elitarny
Ir
^Tk
wieku
iP oczątkowo
na podrożę pozwolić sobie mogli jedynie ci, Którzy
posiadali czas i pieniądze, lodrozowala więc głow­
nie europejska arystokracja zaciekawiona przyrodą,
historią, kulturą i obyczajowością innych krajów
oraz narodowości, lerwsi turyści byli rowniez
zainteresowani osiągnięciami naukowyrm i tech­
nicznymi innych narodów, a w szczególności rozwo¬
jem myśli filozoficznej. Celem podroży stawały się

więc miasta uniwersyteckie: Bolonia, Ferrara, Paryż
z Sorboną, Orlean czy Wittenberga . Zintensyfi­
kowanie zjawiska i spopularyzowanie Grand Tour
wśród zamożnej młodzieży europejskiej doprowa­
dziło do ustalenia pewnych zasad dotyczących jej
przebiegu i trasy. W Peregrynacjach. Wojażach. Tury­
styce Antoni Mączak opisuje Grand Tour w nastę­
pujący sposób: „Jest ona »wielka« z racji długości
trasy i czasu trwania, a ma być także pamiętnym,
szczególnym wydarzeniem, podróżą życia" . Do
tradycyjnie odwiedzanych krajów należały Włochy,
Rzesza Niemiecka, Holandia, Flandria, Szwajcaria,
Hiszpania Szwecja i Rosja W wieku XVIII rosnąca
liczbaAnglików, którzy już w XVII wieku stanowili
większość 'uczestników' Grand Tour, pokonywała
kanał La Manche i udawała się do Paryża, Orleanu
lub kilku innych miast francuskich by ostatecznie
- p o przekroczeniu^Up przez jedna ze szwajcarskich
przełęczy - dotrzeć do Włoch' Ten krai pomimo
zmieniaiace™ sie charakteru Wielkie'Podróżv
nozostawał l ł ó w n v m celem t„rv tów 7vwione
nrzez w s z J L h klawcv tvcznvch nodróżników
L e n i e n i e bv zwiedzi W W l w w L ż , Ch.rle.
Th mn n ' k r r n i ' W i l
UA
7A
lhompson, który opisuje siebie jako „będącego żąd­
nym zobaczenia znanego ze swej historii kraju, który
kiedyś dal światu prawo, a obecnie jest najwspanial­
szą szkolą muzyki i malarstwa, posiada imponujące
dzieła rzeźby i architektury obfituje w gabinety osobliwosci oraz zbiory wszelkiego rodzaju antyków .
6

7

8

S

S

6

Warszawa 1984, s. 123.
7

8

5

Ibid., s. 44.
D . MacCannell, Turysta. Nowa teoria klasy podróżni­
czej, tłum. E. Klekot, A. Wieczorkiewicz, Wydawnic­
two Literackie MUZA, Warszawa 2002, s. 65-66.

Ibid, s. 126.
M.E. Kowalczyk, Podróże po Europie w XVIII wieku,
[w:] J. Szymański (red.), Trzy relacje z podróży po Ślą­
sku w XVIII i XIX wieku, Dom Współpracy Polsko¬
-Niemieckiej, Fundacja „Zamek Chudów", Gliwice
2006, s. 191.

9

10

4

A. Mączak, Peregrynacje. Wojaże. Turystyka, Czytelnik,

A. Mączak, op.cit, s. 159.
Being impatiently desirous of viewing a country so
famous inhistory, which once gave laws to the world;
which is at present the greatest school of musie and
paintine, contains the noblest productions of statuary
and architecture, and abounds in cabinets of rarities,
and collections of all kinds of antiąuities". The Grand

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�37

D o t r z e ć na koniec ś w i a t a
Barbara Ann Naddeo przedstawia krótką historię
włoskiej trasy:

pową wycieczką z Leicester do Loughborough zor­
ganizowaną przez Thomasa Cooka w 1841 roku
rozpoczęła się era turystyki masowej. Powolna, ale
Wieczne Miasto Rzym zawsze pozostawało niepod­ konsekwentna transformacja polityki pracy w dzie­
ważalnym punktem kulminacyjnym Wielkiej Podróży więtnastowiecznej Wielkiej Brytanii, która była
przykładem godnym naśladowania dla innych krajów
i prawdopodobnie gościło największą liczbę turystów.
europejskich, oraz szybki rozwój kolei przyczyniły
Z kolei Wenecja i Neapol rywalizowały o drugie miejsce
na liście najpopularniejszych włoskich celów. Wene­ się do popularyzacji turystyki. Przełom wieku XIX
i XX jest uważany za złoty wiek turystyki między­
cja była na drugim miejscu, (...) dopóki nie została
narodowej, głównie dzięki rozwojowi infrastruktury
zdeklasowana przez Neapol, gdy odkrycia Herkulanum
turystycznej, dalszemu rozwojowi kolei oraz powsta­
i Pompei przyciągnęły uwagę społeczności międzynaro­
niu takich organizacji jak Youth Hostel Association
dowej i skierowały zainteresowania północnoeuropejskich podróżników z cudów współczesnych Włoch na ich (założonej w Anglii w 1929), które doprowadziły do
obniżenia kosztów podróży i tym samym umożliwiły
starożytną przeszłość .
podróżowanie mniej zamożnym oraz młodzieży
W oświeceniu cele podróży były jasno okre­ Co wiecei wprowadzenie w XX wieku międzynaro
ślone. W sytuacji politycznej ówczesnej Europy dowch regulacji paszportowych i celnych przyspie
oraz ogółu trendów i przekonań wykształciła szyło rozwoi turvstvki która wkrótce stała sienaioreż
się powszechna opinia dotycząca tego, co sta­ nieisza częścią J L d a r k i światowej Przecławski
nowi wartościowy kształt i cel podróży, czyniąca analizując nrzyczyny szybkiego rozwoju turysryki'
Włochy - gdzie można było uczyć się poprzez nawiązuje do L c e s ó w urbanizacyjnych i towarzy'
11

12

obcowanie z kulturą i dziełami sztuki, zarówno
antycznej, jak i współczesnej - obowiązkowym
punktem w itinerarium oświeceniowego turysty.
Pierwsza połowa wieku XIX to czas wielkiego
przełomu w historii turystyki. Wraz z pierwszą gruTour, www.metmuseum.org/toah/hd/grtr/hd html19.08.2009. Wszystkie tłumaczenia z języka angiel­
skiego na język polski zamieszczone w artykule zostały
wykonane przez autora.
11„The eternal city of Rome remained the unequivocal
climax of the Grand Tour and at any given time probably hosted the largest number of tourists. In turn, Venice and Naples vied for second place of importance in
the hierarchy of destinations, a ranking which Venice
long held until it was unseated by Napks mid-century,
when the excavations at Herculaneum and Pompei!
caught the attention of the international community
and shifted the focus of northern European travellers
from the wonders of contemDorarv Italv to those of
C o Z Z l ! n s

i „

toZJaZZŁk^
1 (19)

PD13

m

E

t

^

BARBARZYŃCA

szace.o m znaczne™ zanieczyszczenia środowiska
n l r a l n e . o Zwrara również L
na nolenszenie
'In
h 'r n k ' * • n
f bn n" A k

ogoinycn warunKow życia, upowszecnneme eauKacji, wyaiuzenie czasu wolnego i spopularyzowanie
fenomenu spędzania wakacji poza domem".
Pytaniem, które zadają sobie obecnie ludzie,
nie jest „czy jechać?", tylko „dokąd jechać?".
W dzisiejszych czasach wybór celu podróży nie
jest praktycznie niczym ograniczony, rzadko
jednak wynika jedynie z indywidualnej decyzji.
Przede wszystkim to „dyskurs zawsze determinuje
podróż" . W obrębie danego dyskursu kształtują
14

12

13

14

K. Przecławski, Człowiek a turystyka. Zarys socjologii
turystyki, Albis, Kraków 1996, s. 11.
Ibid, s. 20.
„Travel is always mediated through discourse". S. Arshi,
C. Kirstein, R. Naqvi, E Panków, Why Travel? Tropics, En-tropicsandApo-tropaics, [w:] G. Robertson, M.
Mash, L. Tickner, J Bird B. Curtis, T Putnam (red.),
Traveller's Tales. Narratives of Home and Dtspkcement,
Routlege, London and New York 1994, s. 225.

�38

B o ż e n a Kilian

się przekonania na temat innych ludzi, kultur
i miejsc. Obecnie takie opinie rzadko formuło­
wane są na podstawie osobistych doświadczeń. Są
to kulturowe schematy zaprogramowane w jed­
nostce przez historyczne zaszłości, relacje oraz
komentarze proponowane przez mass media, tour
operatorów i innych turystów, bądź budowane
w oparciu o stereotypy, które są głęboko zako­
rzenione w każdym społeczeństwie. Jak zauważa
J. Igor Prieto Arranz, dzieląc i kategoryzując rze­
czywistość, stereotypy ułatwiają radzenie sobie
z nią. Wpływają one zn3-CZ^co również ns. wybór
celów turystycznych. Arranz stwierdza, że „nie
wszystkie miejsca S cL W równym stopniu interesuiace i atrakcyjne dla potencjalnego turysty i ( )
to zainteresowanie i atrakcyjność różnią śie nie
tylko w czasie ale są również uwarunkowane kul
turowo. Historyczny (i zwykle również narodowo
uwarunkowany) dyskurs niezmiennie dostarcza
(mocno zniekształcony) obraz Innego w formie
obecnie rozpowszechnionych stereotypów"^.

są towarem, który podlega prawom rynku i który
musi przyciągnąć potencjalnych klientów - tury­
stów i by spełnić ich oczekiwania, niejednokrot­
nie przetwarza się lub wręcz całkowicie tworzy
krajobraz. „W turystyce wcześniejszy krajobraz
jest albo mocno zmieniony (...), albo całkowicie
unicestwiony'" . Rozbudowuje się infrastrukturę
turystyczną, a miejsca, które zostały uznane za
atrakcje, dostosowuje się do potrzeb turystów.
Przez Barryego Curtisa i Claire Pajaczkowską
miejsca te opisywane są w następujący sposób:
„W idealnej turystycznej przestrzeni istnieje sur­
realistyczna możliwość która jest prawie jak sen
- plaża, centrum historyczne czy dzielnica
wonych świateł jest osiągalna w przeciągu kilku
minut". Optymalna zatem byłaby sytuacja
w której turysta ma łatwy dostęp do wszystkiego'
co go interesuje niemniej Jednak stworzenie
takiej przestrzennie może odbvć sie bez trans
formacii i zakłócenia równowagi nierwotneeo
krajobrazu Tnnvm nrocesem onisanvm nrzez
T h e a n o S TerkenlieJo iest tworzenie kraiohrazn

Co więcej, promowanie określonych opinii
może mieć na celu manipulowanie rzeczywisto­
ścią, prowadzące do osiągnięcia korzyści finan­
sowych. Jak zauważa Anne-Marie d'Hauteserre,
„miejsca docelowe turystyki, jako że wykorzystują
lokalne dobra, mogą być konstruowane (jako
końcowy produkt/doświadczenie), by zachęcić
do konkretnych praktyk i reakcji" . Cele podróży

arrakcvine.o dla tnrvst'ów od nodstaw Takie kra

17

18

i br

„Not all destinations are eąually interesting and attractive to the potential tourist and, (...), such interest and attractiveness not only vary with time but are
also culturally-determined. Historical (and normally
nation-based) discourse invariably provides (largely
distorted) images of the Other in the form of currently-held stereotypes". T.I. Prieto-Arranz, Does Travel

h r kr r / i i k

fik

in

\

mr i

_

pprazy cnaraKteryzuje jaKo „nKcyjne, sKomercja-

nzowane, etemeryczne, jednorazowe, zainscenizowane, » eautentyczne« lowstająone bowiem
w rezultacie postępującej komercjalizacji i banalini

d'Hauteserre, A Response to 'Tratin? the Commodity
Chatn of Global Tounsm by Dennis Judd „Tourism

16

15

J

Geographies"4 2006,s.340.
17

„With tourism, »the pre-existing landscape is either
greatly modified (...) or totally obliterated«". T.S.

Terkenli, Landscapes of Tourism: Towards a Global
Cultural Economy ofSpace?, „Tourism Geographies" 3
2002, s. 229.
18

„In the ideał tourist space there is a surreal contin-

Really Broadenthe Mind&gt; Tounsm Stereotypes and thegency which is almost dreamlike - the beach, or the
DisLive
Construcńon of National Identtyfor Bntatn
historie centrę, or the red-light district are always
andSpatn re- vented) [w] K Knauer T Rachwał
»minutes away«". B. Curtis, C. Pajaczkowską, 'Gettim
(rcA) OntheMove MoLliy and Idenńty Wydawnic­
There: Travel,Tme, and NarraJe, [w:] G. Robertson
twem B I M
19
M . Mash, L Tickner, J. Bird, B Curtis, T. Putnam
(red.), Taveller's TalsNarratives of Home and Dts„Tourism destinations, as they exploit local assets, can
ln

Y D

16

be constructed (as a finished cornmodity/experience)
to encourage particular practices and responses". A.

placement Routlege London and New York 1994 s

BARBARZYŃCA

1 (19) PD13

�39

D o t r z e ć na koniec ś w i a t a
zacji kultury , stricte dla zaspokojenia oczekiwań
turystów. W rezultacie w różnych miejscach na
świecie znajdują się takie same hotele, restauracje
czy ośrodki rozrywki.
19

Niewątpliwie o popularności poszczególnych
turystycznych celów decydują zabytki, które się
w danym miejscu znajdują. W pierwszej kolej­
ności należy poszukać odpowiedzi na pytanie,
co może być uznane za zabytek? W artykule
zatytułowanym Commentary: Gazing, Performing
and Reading: A Landscape Approach to Understanding Meaning in Tourism Theory przytoczona
została definicja zabytków opra.cowa.na. przez
Johna Urryego, który twierdzi, że są to „lokaliza­
cje przestrzenne wyróżnione z życia codziennego
dzięki ich przyrodniczej, historycznej czy kul­
turowej niezwykłości" MacCannell natomiast
definiuje atrakcję turystyczna, jale o empiryczny
związek między turystą, widokiem\oznacznikiem
który jest informacją o widoku. (...) Oznaczniki
mogą mieć bardzo zróżnicowane formy prze
wodniki tabliczki informacyjne pokazy slajdów
odczvtv pamiątkowe pudełka z zapałkami i t p " '
Tvm sanwm arrakcia rurvsrvczna powsraie kiedv
20

2 1

noiawia Je iakiś marker czvli kiedv o rvm miei
sc, sie mówi lub nisze W n r z e c i w L m razie nie
f i r n i e ono w ś w i a d o m o ś c i tnrvstów i nozo
r i poza
n
• •
b , zainteresowania,
"nr r
n" Crczęsto
/
staje
zasięgiem
icn
podobne miejsca są postrzegane w rożny sposób,
choć obiektywnie patrząc, są one porównywalne,
jedno z nich jest uznawane za atrakcyjne, inne
natomiast zostaje przeoczone, jest to spowo¬
dowane obecnością markera tego pierwszego
7

19

2 0

7

m

„Fictitious, commercialized, ephemeral, disposable,
staged, »inauthentic«". T.S. Terkenli, op.cit, s. 234.
„spatial locations distinguished from everyday life by
their natural, historical or cultural eKtraordinariness''
D.C. Knudsen, A. K. Soper, M . Metro-Roland, Com­

miejsca i jego braku w przypadku drugiego.
Szczególną rolę w tym procesie odgrywają prze­
wodniki. Informacje w nich zawarte znacząco
wpływają na wybory turystycznych destynacji.
Jak zauważa Piotr Kowalski, dobór oraz sposób
opisu prezentowanych w przewodnikach miejsc
zawsze jest uzależniony od pewnej konwencji oraz
systemu wartości ich autorów lub wydawców,
czyniąc poszczególne miejsca bardziej godnymi
uwagi od innych.
22

Innym, niezwykle wpływowym źródłem infor­
macji na temat potencjalnych celów podróży są
media. Zarówno telewizja, prasa, jak i Internet
nieustannie prezentują w formie filmów, repor­
taży, artykułów, bądź reklam materiały związane
z podróżami, dostarczając nie tylko wiadomości
o naturze geograficznej, krajoznawczej i kulturo­
wej, ale również kształtując w turystach określone
pragnienia i postawy. Ciągły napływ informacji
dotyczących najpopularniejszych celów dopro­
wadził do pojawienia się w świadomości podró­
żujących pojęcia must-be-seen, czyli miejsc, które
koniecznie musza^ znaleźć się w planie podróży.
Jak zauważa MacCannell „jeżeli jedzie się do
Europy, »koniecznie trzeba zobaczyć« Paryż jeśli
jedzie się do Paryża »koniecznie trzeba zobaćzyć«
Notre Dame wieżę Eiffla Luwr- jeżeli sie idzie
do Luwru koniecznie trzeba zobaczyć« Wenus
z Milo i rzecz jasna Mone Lize" MacCannell
określił to zjawisko jako współczesny rytuał zwie
dzania 1crórv n o l e l na zobaczeniu A n i e l s k i e
s ł o w o oznaczające zwiedzanie to &lt;iaht&lt;eeŁ V&lt;rht
-

23

to zabvrek
r

nn

'

J,L
W

- narrzenie Sama nazwa rei
H

n

' h i i'r

IV

i " W nr

czynności impiiKuje sposób jej realizacji w pro­
cesie zwiedzania dominującym zmysłem jest
wzrok, amrysci niezmiennie utrzymują dystans,
obserwując wszystko z pewnej oddali. Curtis

mentary: Gazmg, Performing and Reading: A Land­P. Kowalski, Odyseje nasze byle jakie. Droga, przestrzeń
scape Approach to UnderstandingMeaningin Tounsm podróżowanie w kulturze współczesnej, Ada 2, Wro­
22

t

TheoryfTouńsm

21

Geographies" 3 2007, s. 228.

D. MacCannell, op. cit.,s. 64.

1 (19)

PD13

BARBARZYŃCA

cław 2001, s. 65.
23

Ibid, s. 42.

�40

B o ż e n a Kilian

i Pajaczkowską przeprowadzają dogłębną analizę
tego zjawiska:

Wszak, jak zauważa Anna Wieczorkiewicz, tury­
sta musi być jednocześnie przyjazny i czujny
- otwarty na kontakty, ale ciągle finansowo
i emocjonalnie niezależny od spotykanych osób.
Zastąpienie „zasadniczego udziału" w rzeczywi­
stości uprzywilejowanym dystansem obserwatora „Podróżnik-obserwator jest uczestnikiem-pozolub widza jest dla turysty kluczowe. Utrzymanie rantem", który poprzez okazjonalne „bratanie się
przede wszystkim wzrokowego kontaktu z rzeczy­ z tubylcami", wzbogaca swoją biografię o barwną
wistością gwarantuje konieczny dystans. Widzenie anegdotę, godną opowiedzenia w towarzystwie.
wymaga odległości (...) i zapewnia wygodny kom­ Taka „oddalona przyjaźń" nie zobowiązuje jednak
promis dla przeciwstawnych potrzeb zachowania do podjęcia żadnego moralnego zobowiązania .
intymności fizycznego porozumienia i narcystycz­
nego bezpieczeństwa samotności. Jak zauważyli­
Postawa obserwatora, jaką przyjmują podró­
śmy wcześniej, jako turyści jesteśmy pozbawieni
żujący, jest niewątpliwie konsekwencją braku
wydajnego dialogu ze środowiskiem ludzkim,
czasu, charakterystycznego dla współczesnego
kulturowym czy naturalnym. (...) Zwiedzanie jest turysty, który zazwyczaj nie spędza w podróży
głównym zajęciem turystyki patrzenie pozostawia miesięcy, czy lat jak na przykład uczestnicy Wiel­
rzeczywistość na zewnątrz i na swoim miejscu
kiej Podróży, ale zaledwie kilka dni. Pragnąc
uwalniając widza od zmiany która jest konse
zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym cza­
kwencją spotkania^.
sie, turysta „zalicza" poszczególne atrakcje. Co
więcej, jak zauważa Edgar Morin, nierzadko od
Turyści nie wkraczają w rzeczywistość odwie­ rzeczywistości oddziela go szyba autokaru, gdy
dzanych miejsc. Nie znając języka, nie nawiązują z perspektywy wygodnego fotela ogląda świat
relacji z miejscowymi, nie poznają też ich kultury. niczym film w telewizji . Porównanie to zdaje
Wśród turystów bezpośrednie spotkanie nie jest sie nieprzypadkowe gdyż jak twierdzi Kowalski
powszechne, a niewymagające stanowisko obser­ telewizja nie tylko ugruntowuje wiedzę dotyczaca miejsc które turysta powinien zobaczyć
watora jest wygodne, bo pozwala uniknąć wysiłku
(i sfotografować), ale również kształtuje bardzo
koniecznego do zmiany podejścia i zachowania.
specyficzne postawy wobec świata
Reklamy
bazuiac na dość powszechnym wyobrażeniu że
„Tne substitution of the »moral stakes« of reality for
podróż do społeczeństw pierwotnych prowadzi
the prMleged distance of the onlooker or spectator is
do swoistego odrodzenia i prezentując rajskie
25

26

27

2 4

crucial for the tourist. The necessary distance is guaranteed by maintainine a primarily visual relationship to reality. Vision reauires distance (...) and provides a comfortable compromise for the conflicting
needs of the intimacy of physical rapport and the narcissistic safety of solitude. As we have noted before, as
tourists we are deprived of effective dialogue with the
human cultural or natural environment remainine

kraiobrazv w z m a c n i a ł a w odbiorcv nrzekon nie

że nawet w czasie krótkich wczasów ma on szansę
na całkowitą rewitalizację i odnowę nie tylko
28

25

A. Wieczorkiewicz, Apetyt turysty. O doświadczaniu
świata w podróży, Universitas, Kraków 2008, s. 207.

26

dominan sensory^ f W w M c h ^ ^ i t Ib^tu es

21

P. Kowalski, op. cit, s. 65.

Ibid, s. 62.
Ibid, s. 58. Por. D . Czaja, Reklamowy smak raju. Mię­
dzy archetypem a historią, [w:] D . Czaja (red.), Mito­
log popularne. Szkice z antropologii współczesności,

m tToalce WinTthe soectatoi e7^v from
utiversitas, Kraków 1994.
fSowZ ^ cl s 207 '
28

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�D o t r z e ć na koniec ś w i a t a

ciała, ale także i duszy. Odwołanie do turystycz­
nego wyobrażenia dzikości jako nie tylko nieopa­
nowania i agresywności, ale przede wszystkim
wolności, braku zobowiązań i rutyny wzbudza
w turyście pragnienie obcowania z naturą nieska­
żoną cywilizacją i jej chorobami, a tym samym
wyzwolenia się od przytłaczających obowiązków
codzienności . Rajskie krajobrazy prezentowane
w reklamach zdają się obiecywać inne lepsze
29

41

wakacyjne życie, kusząc turystów perspektywą
ucieczki od codziennych zmartwień .
30

Inną formą wizualnego przekazu, wpływającą
na ugruntowanie w turyście postawy obserwatora,
są filmy ukazujące piękno natury. Często buduje
się je z obrazów będących wynikiem manipulacji
„zwolnieniami i przyspieszeniami, zbliżeniami
zakłócającymi proporcje między »naturalnymi«

1

1

A. Wieczorkiewicz, op. cit„ s. 217.

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

Konkretne przykłady reklam opierających się na tej
konwencji prezentuje A. Wieczorkiewicz, op at, s.
227.

�42

B o ż e n a Kilian

wymiarami fotografowanych obiektów (zbliżenia
monstrualnie powiększające owady, robaki, części
ich ciała itd., jak w niezwykłym, uhonorowanym
wieloma nagrodami filmie Macrocosmos)" .
Muzyka w takich filmach „wprowadza do obrazu
rytm i sugeruje jego obecność w fotografowa­
nym świecie" . Wszystkie te zabiegi prowadzą
do zwiększenia nieprzystawalności obrazowa­
nego świata do rzeczywistości, która okazuje się
być względem swojego przedstawienia uboższa .
W konsekwencji turysta jest narażony na rozcza­
rowanie, ponieważ odtworzenie takiej filmowej
konwencji postrzegania świata jest niemożliwe
w momencie bezpośredniego doświadczenia rze¬
czywistości. Lepiej wiec zachować do niej odpo¬
wiedni dystans
31

32

33

Niektórzy „turyści uważają zwiedzanie za odpo­
czynek i rozrywkę, (...) nawet jeśli wycieczka
wymaga od nich większego wysiłku i lepszej orga­
nizacji niż wiele czynności wykonywanych zawo­
dowo" . Zwiedzanie może mieć jednak zupełnie
inne znaczenie - czasem jest to sposób na stawienie
czoła horrorom przeszłości. Niejednokrotnie turyści
odwiedzają miejsca dawnych działań wojennych,
katastrof, zamachów czy ataków terrorystycznych,
czego przykładem jest obszar pozostałości pO ZćłWcllonych wieżach World Trade Center, będący jed­
nym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Nowym
lorku . Na ogół turyści podejmują takie wyprawy
na własną rękę, choć obecnie możliwe jest również
skorzystanie
zakresie z usług instytucji, które
34

żywiołowymi. Przykładem takiej organizacji jest
Disaster Tourism - firma oferująca swoim klientom
podróż do miejsc, gdzie mogą stać się wolonta­
riuszami niosącymi pomoc na przykład ofiarom
tsunami. Inną propozycją wyjazdu, reklamowaną
przez tę organizację, to między innymi noc w hotelu
w Czarnobylu połączona ze zwiedzaniem terenu
dawnej elektrowni. Disaster Tourism podejmuje
się również organizacji wyjazdów indywidualnie
zaplanowanych przez klienta do niemalże każdego
zakątka ziemi . Co motywuje ludzi, by znaleźć się
w miejscach, które z pewnością nie należą do głów­
nych atrakcji turystycznych Być może jest to rodzaj
hołdu złożony ofiarom tragicznych wydarzeń lub
pragnienie przeżycia ekscytującej i niebezpiecznej
przygody. Zgodnie z inna hipoteza jest to próba
uproszczenia rzeczywistości poprzez ulokowanie
zdarzeńwprzestrzeni bv móc sobie z nimi poradzić
i w przypadku faktów tragicznych pozbawienie
ich niszczącej mocv W ren sposób' turysta może
36

5

powiązania
wydarzeń
histo
ppróbować zrozumieć p
ą
yu
rvcznvch z miejscem

3

Potrzebę bycia ponowoczesnym można wiec
utożsamić z pragnieniem bycia turystą: w obu
przypadkach chodzi o to, by umocnić kulturę
nowoczesną i jej świadomość,
unieszkodliwiając
wszystko, co mogbby ją zniszczyć od środka. Post­
modernizm i turystyka to jedyne pozytywne ele­
menty naszych zbiorowych przemilczeń w obliczu
okropieństw nowoczesności', gćizu musztardowego
i karabinów maszynowych, Hiroszimy i Nagasaki,
Dachau, Buchenwaldu, Drezna. Turystyka jest al­
ternatywną strategią, która ma na celu przedłużyć
trwanie nowoczesności, chroniąc ją przed skłonno­
ścią do samozniszczenia^.

funkcjonują jak zwykłe biura podróży, jednak nie
oferują swoim klientom wczasów w słonecznych
kurortach tylko wyprawy w rejony dotknięte dzia¬
łaniami wojennymL zamieszkami, bądź klęskami

32

33

34

35

P. Kowalski, op. at., s. 63.
P. Kowalski, op. at., s. 63.
P. Kowalski, op. at., s. 63.
D. MacCannell, op. at., s. 85.
O specyfice tego miejsca w przestrzeni turystycznej pisze
szczegółowo A Wieczorkiewicz, op. at., s.241-244

oraz

propagandy w stylu fantasy" ?.

35

31

odzie do nich doszło

Indzkim żvciem - beź ndziałn skomercjalizowane,"

36

37

38

Disaster
Tourism,
www.disastertourism.co.uk,
16.07.2013.
D. MacCannell, op. at., s. 295.
Ibid, s. XIX.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�43

D o t r z e ć na koniec ś w i a t a
Choć miejsca historycznych, często tragicz­
nych wydarzeń nie mogą być uznane za atrakcję
turystyczną, pozostają niezmiennie popularnym
celem podróży.

mieniu Jeana Paula Sartre'a nicość nie jest niczym,
ponieważ gdyby tak było, nie można by o takiej
nicości nawet pomyśleć. Paradoksalnie ta nicość pustka, jest czymś wypełniona , tak więc i miej­
sca, które mogłyby się wydawać puste, stają się
konkretnymi celami. Dla niektórych są one nawet
dużo bardziej interesujące, niż atrakcje tury­
styczne opisywane w przewodnikach, co może być
wynikiem przesycenia nadmiarem wszystkiego,
obfitością rzeczy, czy wszechobecnością postawy
konsumpcyjnej i hedonizmu. Tendencje, które
można określić mianem antyturystycznych ,
pojawiły się wraz z rozpowszechnieniem turystki
skalę. Wielu pragnęło odróżnić się od
tłumów oblegających światowej sławy zabytki
jednak całkowicie niemożliwym jest zanalizowa¬
nie poglądów wszystkich Z konieczności ogra
niczam sie wiec do przedstawienia jedynie kilku
światopoglądów które w znaczący posób wpłv
nełv na dobór celów nodróżv różniąc sie iedno
cześnie od nosraw renrezenrowanvch nrzez orół
podróżujących
42

To, wydawałoby się, niekonwencjonalne
podejście do wyboru celu podróży, charakte­
ryzujące znaczną część turystów, dowodzi, że
pewien brak, pustka czy nicość też mogą przycią­
gać uwagę podróżujących. E. M . Forster pokazał
na konkretnym przykładzie, jak z owego braku
można wydobyć znaczący cel, gdy w książce
zatytułowanej „odarł przewodnik z jego usta­
lonego użycia, dostarczając antybaedekerowski
przewodnik, który przewodnikiem nie jest, przy¬
najmniej w konwencjonalnym rozumieniu" .
Zazwyczaj przewodniki opisują miejsca
ze unikalności piękna lub specyfiki. Forster nie
opisał popularnego miejsca pełnego atrakcji ale
skupił sie na mało obiecującym ( ) nie całkiem
turystycznym centrum" Aleksandrii, która nie
stanowiła' bynajmniej obowiązkowego punktu
na planie podróży przeciętnego turysty Test to
bowiem mieisce chwały minionej J ż i e żadJednym z pierwszych, który zaproponował
nvch zabytków nie ma. Ze wszystkich głównych zmienioną formę doświadczania podróży, był
atrakcii nie nozosrał nawet ślad latarnia nałace Lord George Byron. Kiedy przybył do Europy
nrolemekkie biblioreka świarvnie - Forster nie
kontynentalnej w 1816 roku, na każdym kroku
nstenliwe nódkreśla całlowira nnsrke obecnej napotykał obywateli Wielkiej Brytanii, którzy
m- 7
A
n i h ł »4l w
J
masowo ruszyli na kontynent zaraz po zakoń­
miejsca dawnej cnwaiy . w swoim antyprze- czeniu wojen napoleońskich. James Buzard
wodniku Forster opisuje budowle ktorycn juz
nie ma urysta może podziwiać jedynie obecną
N. Wulfing, Anxiety in Existential Philosophy and the
ąuestion oftheParadox, „Existential Analysis" 1 2008,
nicosc. Jak nicosc może byc atrakcyjna? W rozus. 76.
„wrestfs] the guidebook genre away from its establiChociaż samo pojęcie antyturystyki pojawiło się rela­
shed use by providing a sort of anti-Baedeker — a gu­
tywnie niedawno zyskało już pewną popularność na
ide that is not a guide, at least as conventionally understood". J.M. Buzard, Forsters Trespasses: Tourism rynku turystycznym oraz wśród teoretyków (można
między innymi skorzystać z usług firmy oferującej
and Cultural Politics „Twentieth Century Literaturę"
antyturystyczne wycieczki po Londynie - wszelkie in­
2 1988, s. 176.
formacje dostepnena stronie internetowej www.anti,An unpromising (...) not quite a tourist center." Ibid, s.
tourismtourscom) Krytyczną analizę antyturystycz­
176.
nych zachowań p zedsTawia międzylrnymi Graham
Huggan w rozdziale zatytułowanym Transformańon
„Of nearly all its chief attractions not even tracę remaofŁnsńc
Gaze zamieszczonym
The PoLcolomal
ins: Lighthouse, Ptolemaic Palaces, Library, Temples
- Forster relentlessly emphasizes the utter emptiness
totiTMarSnT^elS^
Roudedge
London
Sd NewYoSoi
° ^ g e , London
of the present site of past glories". Ibid., s. 176
43

39

40

m

n

r

n

4 2

39

43

40

l

41

K

1 (19)

PD13

BARBARZYŃCA

u

�44

B o ż e n a Kilian

przytacza fragment artykułu opublikowanego
w „Westminster Review" w 1862, który trafnie
obrazuje nastroje panujące wśród wyspiarzy
w tym okresie:
Gdy nadszedł pokój po tylu latach wojny kiedy
nasze wyspowe wiezienie się otworzyło, i droga
morska stanęła otworem, w każdym angielskim
sercu narodziło się pragnienie (...), by pośpie­
szyć na kontynent, by zbliżyć się do naszych
przodków w ich prawie zapomnianym zwyczaju
spędzania znaczącej części życia w powozach
i wydawania większości pieniędzy na szlakach
pocztowych kontynentu. (...) Kontynent był dla
nas zamknięty przez ponad dwadzieścia jeden
łat; wyrosło nowe pokolenie i całe wpłynęło jedszerokimi strumieniem przez Pas de Calais
do Francji .
44

Gdy tylko Europa kontynentalna ponownie
stała się dostępna dla brytyjskich turystów, przy­
bywali tam oni w wielkich ilościach. Ilustracją
natężenia tego zjawiska jest statystyka przyta­
czana przez Arranza. W 1785 liczba Brytyjczy­
ków na kontynencie została oszacowana na 40
tysięcy, podczas gdy w 1830 wynosiła już około
150 tysięcy . W tym czasie Brytyjczycy w kra­
jach kontynentalnej Europy byli wszechobecni można ich było spotkać w każdym miejscu, które
45

44

„When peace came, after many long years of war,
when our island prison opened to us, and our watery
exit from it was declared practicable, it was the paramount wish of every Englishheart (...) to hasten
to the continent, and to intimate our forefathers in
their almost forgotten custom, of spending the greater
part of their lives and fortun* in their carria|es on
the post-roads of the continent. (...) [T]he continent
had not been open for the space of more than one-and-twentv years- a new generation had sprung u d
andthewholLfthis( ) Lured in on UL sŁm
^ros7thrPasde Calais t t o S S " T W d ^ S

uchodziło za atrakcję turystyczną. Buzard tak
charakteryzuje angielski kontyngent w Rzymie:
Wszystkie klasy płci, i stany (...) zgromadzone
razem; najpierwsi z naszej arystokracji razem
z ostatnimi z naszych obywateli (...), spotykający
się i przepychający w każdym zakątku: rozma­
wiając, pisząc, wędrując, pokazując i ekscytując
się: polując na lwy polując na mężów, zabijając
czas, wydając pieniądze, wydając sądy produkując
książki (...). Anglicy pokrótce, każdego rodzaju
i typu - wysocy i niscy - mądrzy i głupi - bogaci
i biedni - czarni, brązowi i biali .
46

Lord Byron, który - jak określa to Buzard - „nie
był w nastroju na spotykanie hord Brytyjczyków",
którzy odbierali mu radość ze zwiedzania , wątpił
w autentyzm doświadczenia przeciętnego turysty
i pragnął odciąć się od tłumów. Naddeo, porównu­
jąc reportaże z podróży tego okresu, zwraca uwagę
na ich intertekstualność. Autorzy często korzystali
z materiałów zgromadzonych przez innych, CO
w jeszcze większym stopniu przyczyniało się do
zaistnienia „wspólności doświadczenia" . Podróż­
nicy wybierali te same trasy, zatrzymywali się w tych
samych miejscach, mijali te sa.me krajobrazy i zwra**
cali u.wa.2e na. te same atrakcje W XVIII wieku
nieodłącznym atrybutem turysty stał się przewódnik który wyznaczał trasę podróży określał co
należy zobaczyć a nawet podawał ile czasu należy
spędzić w danym miejscu Nie było przestrzeni dla
47

48

46

t

47

48
45

J.I. Prieto-Arranz, op. cip s. 19.

„Ali classes, ages, sexes, and conditions (...) assembled together; the first of our nobility with the last of
our citizens (...) crossing and jostling each other in
every corner; talking, writing, wondering, displaying,
and rhapsodizing: - lion-hunting, husband-nunting
time-killing, money-spending, view-taking, book'
-making ( ) English, in short of every kind and description - high a1rd W - wise and foohsh - rich and
Door - black brown and fair" I Buzard The Uses
op.c t.,s.3l.
'
J. Buzard, The Uses..., op. cit, s. 32.
„Certain commonality of experience". B.A. Naddeo,
op. cit, s. 184.

BARBARZYŃCA

1 (19) PD13

�45

D o t r z e ć na koniec świata
pomysłowości. Buzard cytuje Leslie Stephena, który
w 1869 napisał: „przeciętny turysta nie ma wła­
snego zdania, podziwia to, co nieomylny Murray
kazał podziwiać, nigdy nie zbacza nawet o grubość
włosa z utartych szlaków swych poprzedników" .
Turyści w doborze celów swych podróży nie wyka­
zywali się kreatywnością, polegając całkowicie na
wskazówkach zawartych w przewodnikach i rela­
cjach z podróży. Lord Byron był świadom tego, że
osiągnięcie celu podróży, jakim jest intelektualne
i duchowe doskonalenie oraz głębia indywidualnego
doświadczenia, nie jest możliwe, jeśli wokół każdego
zabytku tłoczą się turyści z przewodnikami w ręku.
Byron chcąc odciąć się od tłumu swych rodaków
zdawał sobie jednocześnie SpfcłWC z niemożności
fizycznego zdystansowania. Zaproponował więc
odróżnienie sie od mas za pomocą wykształcenia
wyrafinowanej świadomości wartości' zwiedzania
oraz głębokiego przeżycia osobistego Byron wpro
wadził nowe rozumienie turystyki, w myśl którego
przemierzając zna.ne trasy pokonywane już przez
49

50

49

oświeceniowych podróżników, można zdystansować
się od tłumów turystów, co prowadziło do bardziej
wartościowego doświadczenia. Nie mogąc osiągnąć
fizycznego dystansu, Byron zapoczątkował sposób
odcięcia się od mas turystów poprzez uświadomie­
nie sobie wartości celów, tras oraz samej podróży.
Jego propozycja była antyturystyką w sferze myśli.

W artykule zatytułowanym Forsters Trespasses:
Tourism and Cultural Politics Buzard przedstawia
antyturystyczne poglądy przywołanego już wcze­
śniej E. M . Forstera, który promował staranne
i przemyślane dobieranie celów podróży. Nie
umniejszał znaczenia sławnych zabytków, ale
dostrzegał wartość miejsc mało znanych i zapo­
mnianych. „Podróżny może udać się do Floren­
cji, Rzymu i Aten, ale prawdziwie godne uwagi
miejsca to te, które są nieskażone popularnością,
jak na przykład Cnidus, który leży na końcu pół­
wyspu w południowej Azji ( ) bez miast bez
dróg i najwyraźniej zapomniany przez historie"
Co wiecei Forster przestrzegał przed stereotypo­
wym
widzeniem poszczególnych miejsc Dora
Struktura przewodników w XIX wieku była ukształ­
towana przez dwa główne wydawnictwa prowadzone dzał bardziej wnikliwa eksploracje zakładająca
przez Johna Murraya i Karla Baedekera. „Handbook
zeiście z głównych traktów W Where Angels
for Travellers on the Continent napisany przez Mur- Fear to Tread napisał: Pamiętaj ( ) jedynie
L a w 1863 roku był rezultatem jego niezadowolenia
z przewodników, z którymi miał do czynienia podczas schodząc z rfównvchdró poznasz kra Zobacz
własnych podróży. UwaŻał że są niesystematyczne i za małe miasteczka ( ) I nrosze nie dawai wiarv
mało LzegółowJ' W swo ch przewodnikach Murray temn naskndnemn rnrv'srvcznemn nrzekonanin
regularnie poprawiał i n f o r m a l co czyniło je bardzo
wŁtościowmi dla podróżujących Ten silny zwią- że W ł o c h v ro rvlko muzeum a n r v k ó w i szrnki'
z^rSz7wdawcą a T r S Ł e ^ S pT2- P k h i rr Jrr, W ł h ' n n" , 1 d /
. ,
,
wtocnow ponieważ mazie
są wspanialsi od ziemi . Forster doceniał takt,
51

P

J

51

^ ^ t ^ ^ ^ ^ ^ ^ e ^ ^ Ż . innS
R o d n i k ó w takich ia^lZiread Michel n To
London a ^ N e w Y S ^ O O O ,
50

f268 2 © . °
R

U t l e d g e

'

„The ordinary tourist has no judgment, admires what
the infallible Murray orders him to admire ... never
diverges ones hair breadth from the beaten track of
his predecessors." J.M. Buzard, Forsters Trespasses...,
op. cit, s. 156.

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

52

„The traveller may go through the motions in Florence, Rome, and Athens, but truły noteworthy places
are those that are »safe from popularity«, such as Cni­
dus, which lies at the end of a »peninsula in Southern
Asia minor, townless, roadless« and evidently forgottenbyhistory"./tó.,s.l68.
„Remember (...) that it is only by going off the beaten
track that you get to know the country. See the litde
towns (...). And dont, let me beg you, go with that awful
tourist idea that Italys only a museum of antiauities and
art. Love and understand Italians, for the people are more
marvellous than the land". Ibid., s. 172.

�46

B o ż e n a Kilian

że aby napotkać coś naprawdę interesującego,
trzeba uwolnić się od stereotypowego patrzenia
na inne kraje i narodowości. Otwarcie umysłu
i dążenie do bezpośredniego spotkania z ludźmi
może prowadzić do niezwykłych doświadczeń.
Forster miał jeszcze jedną radę dla turystów:
„Najlepszym sposobem na zwiedzanie (...) jest
bezcelowe wędrowanie" .
53

Edith Wharton to pisarka, którą również
wyróżniało niestandardowe rozumienie podróży.
Wharton przeprowadziła się ze Stanów Zjed­
noczonych do Europy w 1910 roku. Jej liczne
podróże na początku XX wieku zaowocowały
tekstami, w których traktuje temat podróży
w niespotykany sposób. Wharton była świa­
doma faktu, że popularność turystyki rośnie
i że wiele atrakcyjnych miejsc traci swój urok,
w momencie, gdy stają się „gwiazdą w Beadekerze." Za swoje cele wybierała zatem miejsca
mało popularne i skupiała się na szczegółach.
Mary Suzanne Schreiber opisuje przedsięwzięcia
Wharton w następujący sposób:
próbując uniknąć banalności, koncentrowała się
na miejscach raczej mab znanych: małym kościele
w Chauvigny na przykład, jak również romań­
skiej mekce w Poitiers. Bądź interesuje się zna­
czącym szczegółem albo tłem, które inni pisarze
pomijają: płaskorzeźbą wAmiens,psem biskupa
raczej niż biskupem, ławką w prezbiterium w Po­
itiers, ujmującym pyszczkiem nietoperza, a nie
przewidywalnymi twarzami mnichów*.

53

W czasie przeprowadzki Wharton do Paryża
w Londynie Douglas Goldring wydawał cza­
sopismo zatytułowane „The Tramp: An Open
Air Magazine". Jak dowiadujemy się z artykułu
Helen Southworth, dwanaście numerów maga­
zynu ukazało się między marcem 1910 a marcem
1911 roku. Czasopismo odzwierciedlało trendy
przełomu epok, łącząc wiktoriańską fascyna­
cję antyturystyką z nowinkami współczesności.
W magazynie tym ukazał się między innymi
„antybaedekerowski, ale praktyczny" przewod­
nik. Jeden z autorów publikujących w „The
Tramp" wprowadził podział pomiędzy turystą
który »pragnie zobaczyć miejsca i obiekty zain­
teresowań* i włóczęgą lub podróżnikiem, który
»pragnie poczuć ie doświadczyć
ich«. Włóczęga
( ..) &gt;chcebyć blisko faktów zasadniczych rze
czy naprawdę ważnvch«" Doświadczenie jest tu
przeciwstawione patrzeniu. The Tramp" pełny
bvł kłosów przeciwnvch zaliczaniu" zabvrków
Holbrook lackson w kwietniowym wvdaniu
czasonisma onnblikował arrvknł zarvrnłowanv
O nodróżv donikąd N a d a i l artvknłowi taki
55

L

r r 1 autor
/ r nme
- zacnęcai
r h
ł ddo powstrzymania
n
n" s"ę
tytui,
od podroży, lecz pokazał, ze „ n i c , paradoksal­
nie, może stac się: „czymś miejscem znaczą­
cym, ^zieje się tak, jeśli podróżny ma odwagę
podejść do danego miejsca i zabytku w szczegolny sposób.
Jackson nie zachęca do leniwej kontemplacji
bądź bezcelowego włóczenia się; udanie się do­
nikąd paradoksalnie nie jest nieudaniem się doof monks". M.S. Schreiber, Edith Wharton and TravelWritingas Self-Discovery, „American Literaturę" 2

„The best way of seeing (...) is to wander aimlessly

about". Ibid., s. 176.

54

„She attempts to avoid banality by concentrating on
relatively obscure places: a little church in Chauvigny, for example, as well as the romanesaue mecca
of Poitiers. Or she fastens on the significWt detail or
the background that other travel writers ignore: in
a relief at Amiens, the bishops dog rather than the bishop; in a bank of choirstalls at Poitiers the winsome
faceof lonely bat rather than the predictable faces

m

1987, s. 261.

55

„Between the tourist who »desires to see places and
objects of interest« and the tramp or traveller who
»desires to feel them, to experience them«. The tramp
(...) »wishes to lie close to the essential facts, to the
really significant things«". H . Southworth, Douglas

Goldrings The Tramp An Open Air Magazine (1910¬
1911) and Modernist Geographies Literaturę and

History" 1 2009, s. 39-40.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�47

D o t r z e ć na koniec ś w i a t a

kądś. Wpodróży Donikąd mówi [Jackson], »Coś, podróży - „antyturysta unika miejsc uważanych
za atrakcyjne" . Zgodnie z tym założeniem Kal­
powtarzam, właściwie Wszystko, przychodzi do
der na cele swych podróży wybiera miejsca, które
ciebie«. Według Jacksona prawdziwy wędrowiec/
przez przeciętnego turystę nigdy nie zostałyby
podróżnik ma wyobraźnię, ma »odwagę«, jest
uznane za interesujące. W drodze do Kazania
»żywy« i »gotowy do wykorzystania szansy«.
Kalder i jego towarzysze byli witani ze zdziwie­
Uprzywilejowując
kultywowanie innego sposo­
niem, ponieważ nikt wcześniej nie przyjechał
bu patrzenia, wywyższanie teraźniejszości nad
przeszłość, Jackson zapewnia, że &gt;przynudzanie tam w celach turystycznych. Kobieta w średnim
wieku, którą spotkali w przedziale pociągu, nie
o uznanych celach przytępia zmysł widzenia«,
mogła uwierzyć w to, co usłyszała. „Gulnarze
kiedy opisuje tłumy turystów na niewłaściwym
tropie nie doświadczających
&gt;prawdziwego życia« nie mieściło się w głowie, że ktoś mógłby wybrać
się do Kazania, stolicy Tatarstanu, po prostu na
miejsc, z powodu powabu tego, co popularnie
wakacie Nikt nie wybierał sie tam z własnej
uznawane jest za »zabytki« .
nieprzymuszonej woli Dla konduktorki było to
Wędrowiec nie realizuje planu podróży zawie­ równie oczywiste. Nigdy wcześniej nie widziała
rającego listę zabytków światowej sławy, ustaloną zagranicznych paszportów, a kiedy zadeklarowa
przez obecnie panujące trendy, ale świadomie liśmy że jesteśmy turystami wybuchneła śmie
wybiera swoje cele. Podsumowaniem filozofii chem. Nikt nie jeździł do Kazania na wycieczkę.
podróży zawartej w czasopiśmie są słowa South­ Tam nie ma nic do zwiedzania" Podobnie Kałworth: „»The Tramp« kładzie nacisk prawie jedno­ mucia to mieisce o którvm rac7ei n\c nr7ec7vta
głośnie na to, co antyturystyczne, rzadko odwie­ sie w przewodnikach a Kalder był nia zafascyno
wany właśnie dlare.o że nie isrnieie w wyobraźni
dzane, to, czego nie ma w przewodnikach" .
I n d z i Z a r h o d n Test'to m ieisre n ie m ieisre "
58

56

59

57

Podobnymi przesłankami w swych podróżach
kieruje się Daniel Kalder, szkocki dziennikarz,
który w książce Zagubiony Kosmonauta opisuje
swoje podróże po republikach Rosji: Tatarstanie,
Kałmucji, Marii Eł, i Udmurcji. Tekst Kaldera
rozpoczyna się od manifestu antyturysty, który
zawiera m.in. postulat dotyczący wyborów celu

56

„Jackson does not advocate idle contemplation or purposeless wandering: to go to nowhere is not paradoL a l l y to not go anywhere. »In going to Nowhere«,
he [Jackson] sals »Somewhere, let me repeat, indeed
Everywhere comes to you«. Jackson'* ideał tramp/
trayeUer has imagination! he has »courage«, is »aliye &lt;,
and »ready to tale [his] chance« Priyileging the cul'
tiyation of different ways of seeing emphasizing the
present oyer the past Jackson asserts thaLharping on
approyed destinations blunts the faculty of y i L n « as

kr'
ij eda na' K
k z\y jią 1
1- «o „Kaimucja
\
i bpyia
ł
w Którym
mazie
podszyta niepokojem. iNiKt o tym Kraju nie wie­
dział. Można by go_wymazać z mapy i mało Kto
by zauważył. Właściwie Kalmucja raz juz została
wymazana i nie zauważył tego nikt . Krajobraz
tego miejsca, wyrażony na mapie białą plamą, jest
pusty Uzasadniając swoj wybór, Kalder mówi:
„Chciałem zobaczyć, jak wygląda »nigdzie« .
r

57

Ibid., s. 37-38.

1 (19)

PD13

BARBARZYŃCA

K

m

Jeden z kolejnych postulatów manifestu antyturystycznego mówi, że „antyturystę interesują
tylko ukryte historie, pyszne, choć zapomniane
58

D . Kalder, Zagubiony kosmonauta. Zapiski antytury­
sty, tłum. M . Iinaczak, P. Siemion, Czarne, Wołowiec
2008, s. 13.

Ibid., s.
Ibid., s.
Ibid, s.
62Ibid., s.
59

60

whatare popuTarlyknown Zi »sights«" Ibid,

m

61

22.
73.
119.
73.

�48

B o ż e n a Kilian

rzeczy, artystyczne ohydztwa" . Kalder nie dał się
odwieść od podróży do Tatarstanu. Argumentami
mającymi przekonać go do rezygnacji z planów
było stwierdzenie, że nie ma tam nic godnego
zobaczenia i że miejsce to jest niebezpieczne. Dla
Kaldera te teorie okazały się zachęcające. Nie bez
powodu podtytuł jego książki brzmi Podróże do
republik zapomnianych przez turystykę. Kalder
przyznaje:
63

Europa: szklane wieżowce, IKEA,
NeiłKinnock, Belgia.
Porywające?Niekoniecznie...
Może stąd moja fascynacja niewidocznymi
narodami i plemionami Europy: Mongołami,
Tatarami, Ady gejczykami, Udmurtami, Maryj­
czykami, Kipczakami, Inguszami i Baszkirami,
których istnienie jako bytu kulturowego jest
przez „Europę" całkowicie ignorowane. A dla
mnie stanowią właśnie antidotum na kulturę
cappuccino, która pokryła pianką
zachodnią
część naszego kontynentu .
64

Fakt, że tak wiele krajów pozostaje poza obsza­
rem zainteresowania turystki masowej, czyni
je szczególnie atrakcyjnymi dla antyturystów.
Obietnica odnalezienia „niczego", które przecież
zawsze okazuje się „czymś", przyciąga uwagę
Kaldera. Miejsca, które na pierwszy rzut oka są
całkowicie nieinteresujące, zaskakują prawdzi­
wymi osobliwościami, a Kaldera interesuje to,
co najdziwniejsze, przykładem czego jest kolek­
cja zakonserwowanych dzieci mutantów Piotra
Wielkiego. Tę wystawę, na którą Kalder trafił
przypadkiem,
jednym z największych
cudów Rosji .
65

W Polsce książkę Daniela Kaldera wydało
wydawnictwo Czarne, prowadzone przez pol­
skiego prozaika i publicystę Andrzeja Stasiuka.

Jedna z książek jego autorstwa - Jadąc do Babadag nawiązuje do postulatów dotyczących antyturystki zawartych w Zagubionym Kosmonaucie.
Stasiuk, podobnie jak Kalder, nie wybiera za cel
swoich podróży znanych miejsc, szeroko opisy­
wanych w przewodnikach i pięknie ilustrowa­
nych albumach. Podróżuje po takich krajach
Europy jak Rumunia, Mołdawia, Węgry, Słowe­
nia i Albania, których postrzeganie zmieniło się
co prawda na przestrzeni ostatnich lat. Są one
jednak w porównaniu z bogatymi państwami
Zachodu nadal powszechnie iizri3.w3.rie zs. mało
zn3.ne kraje drugiej kategorii. Gdy Stasiuk na
cel swojej podróży wybrał Mołdawię na temat
tego kraju wiedział bardzo niewiele. Informa­
cje które posiadał dotyczące iei głównej dzie
dżiny gospodarki jaka miał być handel ludzkimi
organami opierały sie na niezbyt' wiarygodnych
pogłoskach Stasiuk dopiero P O powrocie czvta
na temat odwiedzanvch wcześnie) mieisc nróbuiac dowiedzieć sie czym właśc wie były ale
iak sam nrzvznaie ńrakrvcznie zawsze nonosi
kieskę

64

65

Ibid., s. 14.
Ibid., s. 158.
Ibid., s. 48.

r k"n-

jaKies Książki, wypytuję ludzi, zgarniam na Kupkę

okruchy informacji i sprawdzam gdzie naprawdę
byłem. Cuzik z tego wychodzi, bo wszystko staje
się jeszcze bardziej obce i przypomina sen śniony
wewnątrz snu .
Opowiadając o swej podróży do Mołdawii,
w innym miejscu Stasiuk twierdzi, że nikt nie jeź­
dzi tam dla przyjemności . Siedząc w autobusie
do Cahul, miasta na południu kraju, rozmawia
z miejscowymi, ale żaden z nich nie potrafi zro­
zumieć powodów, dla których się tam wybiera.
Mówią: „przecież u nas nic nie ma" . Podob­
nie Misza, kierowca, który zgodził się zawieźć
67

68

66
63

i

I nbfe iezdzić do k r a i ó w o k r ó r w h wie

• 1 P t m r
m •
\A i
się ta* niewiele, lotem wracam i wynajduję
•

A. Stasiuk, Jadąc do Babadag, Czarne, Wołowiec 2008, s.
214.

67

68

Ibid, s. 138.
Ibid, s. 140.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�49

D o t r z e ć na koniec ś w i a t a
Stasiuka na wieś, nie rozumie motywacji osoby
pragnącej oglądać biedne wioski, Albotę de Sus
i Sofievcę, i nawet nie wysiada z samochodu .
Tymczasem Stasiuk jest najbardziej zadowolony,
kiedy dociera do miejsc zupełnie zwyczajnych.
Co więcej, jest przekonany, że to nie światowej
sławy atrakcje powinny przyciągać uwagę podróż­
nych, a wręcz przeciwnie, rzeczy zwykle uważane
za całkowicie przyziemne, a przez to pomijane.
Stasiuk nie zwraca. uwa.gi na. miejsca., które sa^
popularne wśród turystów. W czasie swoich
podróży wielokrotnie mijał Baranów uzna.wa.ny"
za perłę renesansu" nigdy jednak nie pomyślał
o zwiedzeniu go Zapisu ac określenie perła
renesansu w cudzysłowie podkreśla że nie jest
to opinia obiektywna ale przekonanie zakorze
nione w powszechnej'turystycznej' świadomości
przez treści przewodników i można sie z nim nie
L d z i ć Kowalski zauważa że stosowanie takich
peryfraz jak kraj kwitnącej wiśni"
kraina
69

70

-

rysiaca Jezior" " wieczne miasto" Weńecia pół
n o / " erc czyniących srvl n r z e w o d n i k ó w silnie
e k s n r e s y w ń y m to iedna Jcech zwiększa i a rvrb irb
:
JTn "71
n

perswa.zyjnosc .
Stasiuk, podobnie jak Kalder, jest zafascy­
nowany zjawiskiem rozpadu. Zawsze zabiera ze
sobą starą mapę Słowacji, która nosi ślady wie­
lokrotnego użycia. Choć jest ona prawie całko­
wicie zniszczona, dla Stasiuka pozostaje prawie
relikwią. Ta mapa jest rozdarta w kilku miejscach,
a nazwy miejscowości są ledwo widoczne, powoli
przestają istnieć . Miejsca odwiedzane przez Sta­
siuka podlegają rozkładowi i przywodzą na myśl
ich dawno miniony splendor. W takich miej­
scach poczucie braku przyszłości jest dojmujące.
Stasiuk mówi: „Jak wrócę tam, gdzie już kiedyś
72

69

70

71

72

Ibid., s. 146.
Ibid, s. 11.
P. Kowalski, op. cit., s. 68.
Ibid, s. 14.

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

byłem, mogę niczego nie zastać" . Choć Stasiuk
widział już wiele miejsc, które są tak „niewyraźne
i mętne", że trudno je zapamiętać, nie rezy­
gnuje z kolejnych podróży - chce widzieć pustkę
i nicość. Często znajduje się w miejscach, w któ­
rych przeciętny turysta zadałby sobie pytanie:
„Co ja tu właściwie robię?". Obiektywnie taka
podróż nie przynosi nic nowego. Może jednak
stać się niezwykłym doświadczeniem „własnego,
pozornie banalnego bytu" .
73

74

Gdy nie ma już na mapie świata białych plam,
może się wydawać, że nie pozostało już nic do
odkrycia. A jednak ludzie nadal wybierają się
w bliskie i dalekie podróże. Wiedzeni ciekawością
pragną odkryć to, co jest obce i nieznane, choćby
to odkrycie miało wymiar jedynie osobisty. Na
przestrzeni wieków inne cele zyskiwały na popu­
larności i inne motywy prowadziły podróżników
do konkretnych wyborów. Były to wybory uzależ­
nione od sytuacji politycznej poszczególnych kra­
jów, uwarunkowane tradycją czy obecnie panującą
modą, a także ukształtowane przez stereotypy lub
działania marketingowe. Każdy okres w dziejach
ludzkości wyznaczał p ewne trendy nie tylko w for¬
mie podróży ale przede wszystkim w doborze jej
celu: średniowiecze oglądało wędrujących rycerzy,
kupców trubadurów lecz nade wszystko piel'
grzvmów zmierzających do lerozolimy Rzymu
Loreto czy Santiago de Comoostella Renesans to
czas wielkich odkryć Peopraficznych ale również
początki podróży do uzdrowisk Oświecenie to
począiKi pourozy uo uzurowisK. o ś w i e c e n i e
okres nonnlarvzacii C r a n d T o u r — n o d r ó ż y edn
karyinei R o m a n t y z m n r z y n i ó s ł fasrynarie dzika
nr/
d i" Dezposrednim
b n ' J „ I z\ nią
W kontaktem,
L nr kr rn tym
r m
przyrodą
7

samym pierwsze wycieczki za miasto i w góry,
jak również zainteresowanie historią, szczegól­
nie tajemniczymi ruinami, odwiedzanymi najle­
piej pod osłoną nocy. Wiek A l A byt świadkiem
europejskiej ekspansji kolonialnej oraz przyniósł
73

74

Ibid., s. 226.
Ibid., s. 75.

�50

B o ż e n a Kilian

początki turystyki masowej, będące rezultatem
między innymi rozwoju kolei, organizacji Świato­
wych Wystaw oraz w drugiej jego połowie ugrun­
towania się kapitalizmu, popularyzacji podróży do
uzdrowisk i letnich kurortów nadmorskich i zimo­
wych górskich .
75

Powszechne przekonanie dotyczące tego, co
warto, można, a nawet trzeba zobaczyć, nieobce
jest również turystom współczesnym. W wieku
XXI, gdy turystyka stanowi jedną z najbardziej
znaczących i dochodowych gałęzi gospodarki
światowej, wybór celów podróży jest nieograni­
czony - możliwa jest nawet turystyka kosmiczna.
Analiza motywów skłaniających turystów do
podejmowania takich, a nie innych wyborów
prowadzi do stwierdzenia, że każdy wybór uwa­
runkowany jest wieloma czynnikami. Zależy nie
tylko od osobowości i preferencji poszczególnego
turysty oraz jego sytuacji finansowej ale także
wielu elementów zewnętrznych, takich jak pro¬
cesy konstruowania atrakcji turystycznych,
powszechnej świadomości co do ich wartości,
a także szerzenia sie wśród turystów określonych
trendów Niejednokrotnie wybór celu podróży
zależv od podatności turvstv na w p ł v w dzia
łań marketingowych o r o r n u i L c h poszczególne

miejsca iako atrakcyjne turystyczne cele Cheć
nochwalenia sie kolebom i nracv wakaciami
i i a k i m ś konkretnym mieiscn wvdaie sie hvć dość

p

75

z hn

S r

n ż t

kt'r h

b r

nie zawsze są aż tak oczywiste. W momencie
rozpowszechnienia turystyki na masową skalę
podróżujący zapragnęli zdystansować się od tłu­
mów oblegających najbardziej znane zabytki.
Tendencje antyturystyczne, które się pojawiały,
przybierały różne formy - wykształcenia bardziej
wyrafinowanej świadomości, dotyczącej wartości
poszczególnych atrakcji, starannego wybierania
celów czy wreszcie zejścia z głównych turystycz­
nych szlaków, mające na celu zobaczenie tego,
co niepopularne, niedoceniane, zwyczajne czy
wręcz brzydkie. Dotarcie na końce świata, gdzie,
według turystów i miejscowych, nie ma abso­
lutnie nic ciekawego, stało się celem niejednego
podróżującego. Antyturystów przyciąga pustka
szara rzeczywistość zwykłe blokowiska czy ulice
-raczej ludzie niż miejsca. Takie podejście może
oznaczać że podróż wcale nie musi odbywać sie
do miejsc bardzo odległych i warto docenić to
co znaiduie sie na nrzvkład w sąsiednich mieisco'
wościach lub nawet w innej niż zamieszkiwana
nrzez tnrvste części miasta 7 newnościa otwiera
nowe możliwości noszerza i rak inż bardzo sze
r

, ,

f

|

'

P

r

n

•

J

,

n r n i ln

_

roki Katalog miejsc stanowiących potencjalne
cele podroży ^hoc w powszechnym mniemaniu
wszystko
zostało jakiegoś
juz zbadane
i opisane,
ciągłe
można dokonać
wielkiego
osobistego
odkrycia. Każda podroż staje się do tego dosko­
nałą okazją dlatego ludzie naturą których - jak
pisał 1 rzecławski - jest pielgrzymowanie, zawsze
będą podróżować.

Szczegółową historię podróży przedstawia W. Lóschburg w swojej książce: A History ofTravel, Die Edition
Leipzig,Leipzigl979.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�D o t r z e ć na koniec ś w i a t a

The

51

Ends of the World: On

Destination Choices

In the article the author attempts to analyze the factors influencing choices of travel destinations. At the time of the
Great Discoveries of 15* and 16* centuries people reached the farthest edges of the world. Although there are no
longer white spots on the map of the world, people have never stopped travelling. Motivated by curiosity, tradition or
fashion they went to other countries to complete their education, as during 18 century Great Travel, to escape the
restrictions of the morał code of conduct, as the British of the Victorian era, or to relax, as the contemporary tourists
mainly do. The change of motivations of the undertaken travels has influenced the choices of destinations, and so, for
the Enlightenment traveller the major destination was Italy, seen as a handbook of history, art and culture; Romantic
travellers visited mainly Switzerland, where dangerous and mysterious mountainscape could be encountered, whereas
contemporary tourists head for acclaimed attractions. Those who wish to differentiate themselves from the mainstream
of travellers choose destinations seemingly unattractive. Anti-tourists, as they can be called, wish to reach places from
where - as it seems - there is "no way back". These are forgotten ends of the world where in common understanding
there is nothing to see. But very often it turns out that even that nothing' is filled with something meaningful and,
eventually, it becomes a destination bearing a real significance.
th

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10694" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10672">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/accc0389fd76e9e53ee15ce9f818385c.pdf</src>
        <authentication>149a30e24698dfadbaa66d9148c1986f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5543</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127434">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127435">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127436">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127437">
                <text>Polscy muzycy w Finlandii / Barbarzyńca 2008 nr 1 (11)/3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127438">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.3-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127439">
                <text>Krasoń, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127440">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127441">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127442">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127443">
                <text>�Rafat Krasoń

4

G:

dyby któryś z czytelników wyjechał do
Finlandii i spędził tam dłuższy czas, ob­
cując z członkami mniejszości polskiej,
pewnie zaskoczyłyby go proporcje w strukturze
zawodowej Polonii fińskiej. We współczesnej Po­
lonii rzuca się w oczy obecność znacznej liczby
muzyków i chociaż brak jakichkolwiek danych
ujmujących owe proporcje, to jednak sami mu­
zycy szacują swą liczbę na około 150-200 osób.
Według oficjalnych statystyk w całej Finlandii
mieszka obecnie ponad 1200 polskich imigran­
tów, co znaczy, że muzycy stanowią tu 12-17%
wszystkich Polaków.
Aby uświadomić sobie te dysproporcje, nie
potrzeba wcale sokolego oka i ucha antropologa,
zobaczy je każdy, kto nawiąże jakikolwiek kontakt
z Polakami tam mieszkającymi. Muzycy polscy
są widoczni w szkołach i instytucjach muzycz­
nych, w lokalach rozrywkowych, na promach
pasażerskich. Wykonują oprawę muzyczną mszy
w kościołach katolickich, najczęściej kierowanych
przez polskich misjonarzy, aktywnie uczestniczą
w propagowaniu kultury polskiej, świadcząc swe
usługi na organizowanych corocznie koncertach,
zlotach Polonii i innych imprezach okolicznoś­
ciowych. Dzisiaj muzycy są nieodłącznym skład­
nikiem owej mniejszości, w środowisku polskim
muzyka odgrywa ważną rolę, a jej wykonawcy
spełniają istotną funkcję towarzyską.
W tym miejscu należałoby zadać pytania o to,
jak doszło do ukształtowania się takiej sytuacji,
czy jest to tylko zwykły zbieg okoliczności, czy
też musiały zaistnieć dogodne ku temu warunki.
W niniejszym artykule postaram się wyjaśnić ge­
nezę tego fenomenu, jego rozwój i przebieg oraz
określić warunki, jakie doprowadziły do upadku
tej formy współpracy.
Początków zjawiska można się doszukiwać
w sytuacji społecznej, gospodarczej oraz poli­
tycznej zaistniałej w obu państwach j u ż pod ko­
niec lat 40. Pierwsze lata powojenne wyznaczyły
bowiem ścieżki, po których oba państwa podąża­

ły przez następne półwiecze. Ścieżki te prowa­
dziły w przeciwnych kierunkach, a widocznym
tego efektem był wzrost dysproporcji między
poziomem życia w Polsce i w Finlandii.
Finlandia w pierwszych latach po zakończe­
niu wojny borykała się z ogromnymi problema­
mi natury ekonomicznej i społecznej. Uznana
oficjalnie za państwo wspierające faszyzm, zmu­
szona została do spłacenia reparacji wojennych
Związkowi Radzieckiemu. Kolejnym istotnym
problemem była zmiana granic: Finlandia utra­
ciła dostęp do Morza Białego oraz znaczną część
Karelii, z drugim co do wielkości ówczesnym
miastem - Wyborgiem. To z kolei wywołało duże
fale migracji ludności karelskiej z zaanektowa­
nych obszarów, Finlandia przyjęła ponad 400 ty­
sięcy Karelów. Te problemy wymusiły przemiany
gospodarcze, których efektem były szybko po­
stępująca urbanizacja kraju oraz zmiany w pro­
porcjach między sektorami: rolniczym, prze­
mysłowym i usług. Szczególny rozwój przeżyła
ta trzecia sfera - usług, co w praktyce znaczyło
powstanie w całej Finlandii szeregu klubów, ho­
teli i lokali gastronomicznych.
Muzyka w lokalach, według ówcześnie obo­
wiązujących standardów i przy braku możliwo­
ści technicznych, była wykonywana na żywo.
Właściciele restauracji współpracowali z agen­
cjami muzycznymi pośredniczącymi między
grupami muzycznymi a lokalami. W latach 80.
na rynku fińskim działało ponad sto agencji.
Zdecydowana większość z nich funkcjonowała
tylko na rynku fińskim i kooperowała z fińskimi
muzykami. Było jednak kilka wyjątków. Nie­
które agencje sprowadzały artystów z zagranicy.
Działały tutaj prawa wolego rynku: zagranicz­
ni muzycy byli z reguły dużo tańsi, a przy tym
mniej wymagający. Początkowo pochodzili oni
z Europy Południowej, zwłaszcza z Włoch,
wkrótce jednak zostali oni wyparci przez jeszcze
tańszych przybyszów z Europy komunistycznej.
Wśród muzyków z Europy Środkowej i Wschod-

BJULBAHZMCIL

1(111 ? 0 D 6

�Polscy muzycy w Finlandii

niej dominowali Polacy, choć obecni byli także
artyści z Węgier, Czechosłowacji, Bułgarii, Ru­
munii i innych krajów zza „żelaznej kurtyny".
Podczas gdy w Finlandii przemysł rozryw­
kowy rozwijał się w sposób nieskrępowany, nie­
zależnie od kierunku politycznego przyjętego
przez rząd, w Polsce ta dziedzina została objęta
kontrolą państwa. Polska, funkcjonując w sy­
stemie komunistycznym, odcięta od świata za­
chodniego, przeszła na tory gospodarki central­
nie sterowanej o dominującej formie własności
państwowej. W praktyce centralnie sterowana
gospodarka okazała się nieefektywna, a bezpo­
średnim tego skutkiem było spowolnienie tempa
rozwoju gospodarczego kraju.
Zestawienie sytuacji po obu stronach Bałtyku
wyraźnie wyznaczało tendencje migracyjne, do
jakich mogło dochodzić w drugiej połowie X X
wieku. Dla wielu Polaków wyjazd za granicę,
nie tylko zresztą do państw skandynawskich, był
jedną z niewielu dróg szybkiego ekonomicznego
awansu. Polacy wyjeżdżali do bogatych, roz­
winiętych bądź dynamicznie się rozwijających
państw, oferując swe usługi w gałęziach gospo­
darki, które nie były atrakcyjne dla miejscowych
pracowników, bądź tam, gdzie pracowników
zwyczajnie brakowało. Często były to prace naj­
prostsze i niskopłatne, na przykład w rolnictwie
na farmach, na budowach oraz w restauracjach.
Nierzadko też Polacy w y j e ż d ż a l i za granicę
z myślą o handlu ulicznym. W większości wy­
padków praca Polaków była nielegalna, nieob­
jęta kontrolą (i ubezpieczeniem) państw przyj­
mujących, dzisiaj więc trudno szukać danych na
temat tego zjawiska w oficjalnych statystykach.
Z kolei wyjazd do krajów kapitalistycznych
połączony z legalną pracą był dostępny tylko
dla nielicznych. Jeśli robotnik decydował się na
legalną pracę, musiał przejść przez wiele proce­
dur j eszcze w Polsce. Podobny tok postępowania
1

www.pagart.com.pl (17.09.2003)

ljll) ?DDu

BARBARZYŃCA

5
przechodził pracodawca, który musiał wystę­
pować do organów administracji państwowej
z prośbą o zatrudnienie polskiego robotnika.
Taka właśnie sytuacja miała miejsce między in­
nymi w przypadku muzyków.
Instytucją powołaną do kooperacji z kontra­
hentami zagranicznymi na polu artystycznym
była Polska Agencja Artystyczna „Pagart", która
powstała 1 stycznia 1957 roku na fali popaździernikowej odwilży. Wydarzenia w Zakładach
Hipolita Cegielskiego w Poznaniu (w latach
1949-1956 były to Zakłady im. Józefa Stalina)
doprowadziły do upadku rządu Józefa Cyran­
kiewicza i powołania w to miejsce gabinetu
Władysława Gomułki. Nowy rząd przyznał się
do wielu „błędów i wypaczeń" i zobowiązał się
do przeprowadzenia szeregu reform. Rozpoczęty
został proces liberalizacji w dziedzinie polityki
międzynarodowej (szczególnie relacji między
Polską z Związkiem Radzieckim), a także polity­
ki wewnętrznej - religii, wojskowości, rolnictwa
itp. Oprócz tych najważniejszych dla funkcjono­
wania państwa reform zmiany nastąpiły również
w sferze kultury. Wyrazem owych przeobrażeń
było powołanie Polskiej Agencji Artystycznej
„Pagart", która miała aktywnie uczestniczyć
w promocji polskiej kultury za granicą, a także
ułatwiać kontakty z zagranicznymi artystami
planującymi występy w Polsce. Na zaproszenie
Pagartu przyjeżdżało do Polski wielu światowej
klasy wykonawców, na przykład Leonard Bern­
stein, Artur Rubinstein, Jessie Norman, Joan
Sutherland, New York Philharmonic Orchestra,
The Royal Shakespeare Company, Martha Gra­
ham Dance Theatre, Teatr Bolshoi. Ponadto
Pagart współorganizował prestiżowe festiwale:
Warszawska Jesień, Wratislavia Cantans, Jazz
Jamboree, Tatrzańska Jesień i inne .
Obokswej głównej działalności, czyli promowa­
nia najbardziej znanych polskich artystów, Pagart
1

�Rafał Krasoń

6
rozwijał także działalność komercyjną nastawioną
na współpracę z kontrahentami potrzebującymi
muzyków restauracyjnych. W praktyce Pagart
ograniczał się w tym wypadku do pośredniczenia
między agentami chcącymi zatrudniać polskich
artystów a muzykami, nie oferując jednak żad­
nych świadczeń tym ostatnim.
Dzisiaj wśród samych muzyków opinie o Pol­
skiej Agencji Artystycznej są zdecydowanie ne­
gatywne. Muzycy kładą nacisk na nadużycia, do
jakich dochodziło przy zawieraniu kontraktów,
nieprofesjonalność muzycznych przesłuchań,
problemy z otrzymaniem paszportu. Ponieważ
oficjalnie instytucją wysyłającą zespoły za gra­
nicę była Polska Agencja Artystyczna, pobierała
ona prowizję od kontraktów w wysokości 10%
ich wartości. Tej niewygodnej opłaty nie można

było uniknąć. Nawet muzycy, którzy wyjeżdżali
z myślą, aby j u ż nigdy nie wrócić do Polski, byli
zmuszani do płacenia prowizji, ponieważ pod­
stawowym warunkiem uzyskania prawa stałego
pobytu w Finlandii było otrzymanie paszportu
konsularnego, a artysta mógł go dostać tylko wte­
dy, gdy miał potwierdzenie zapłacenia wszelkich
należności w Pagarcie.
Ubiegając się o kontrakt, muzyk profesjo­
nalista musiał przedstawić dyplom ukończenia
szkoły muzycznej, natomiast artysta amator
okazywał tzw. weryfikacje, czyli uprawnienia
państwowe do wykonywania zawodu muzyka.
Artyści mający wymagane dokumenty mogli
uczestniczyć w przesłuchaniach, które miały wy­
typować najlepszych artystów do „reprezentacji
Polski na deskach scen zagranicznych". W prze-

B m M Z M C A

1(111 ? 0 D B

�Polscy muzycy w Finlandii

słuchaniach zawsze brali udział przedstawiciele
Pagartu, członkowie Z w i ą z k u Zawodowego
Muzyków oraz agenci zagraniczni.
Muzycy, którzy pozytywnie przeszli przesłu­
chania, kontaktowali się z agencjami. W Finlan­
dii polskich muzyków zatrudniały takie agencje
jak: Ohjelma Apu, Tom Hertell Booking Office,
Scan Show, Inter Show, Mensky Show, Pori
Production (Pori Ravintolaohjelmat), Leo Bass
(Blue Bass). Niewątpliwie najbardziej znacząca
była Ohjelma Apu, która do końca lat 70. mia­
ła niemal monopolistyczną pozycję na rynku.
Prowadzona była przez legendarnego j u ż Janne
Hakulinena, który był biznesmenem i polity­
kiem aktywnie działającym w Fińskiej Partii
Socjaldemokratycznej (Suomen Sosialidemokraattisen Puolueen), a także autorem ponad
dwudziestu publikacji z dziedziny polityki. Jego
dodatkowym atutem była znajomość języka ro­
syjskiego umożliwiająca bezpośrednie kontakty
z przedstawicielami odpowiedzialnymi za wysy­
łanie muzyków za granicę. Postać Hakulinena
obrosła wieloma anegdotami uwypuklającymi
jego nieprzeciętną osobowość.
Oprócz Ohjelma A p u działały na rynku
mniejsze agencje, które zresztą rozwinęły się
dopiero po śmierci Hakulinena w 1979 roku.
Sami muzycy różnie je oceniali. W zależności
od czynników takich jak liczba i jakość miejsc,
zarobki, opłacanie świadczeń socjalnych, ustalił
się pewien ranking pracodawców. Niewątpliwie
za najlepsze agencje były uznane Tom Hertell
Booking Office, popularny skądinąd w Finlandii
organizator wielkich koncertów z udziałem naj­
bardziej znanych gwiazd muzyki rockowej, oraz
Scan Show, będąca częścią holdingu znanej fiń­
skiej firmy Sokos. Na końcu rankingu znalazły
się Inter Show i Mensky Show. Dzisiaj muzycy
oskarżają właścicieli tych ostatnich agencji o za­
niżanie zarobków, zmuszanie do pracy ponad
przewidziany prawem wymiar godzin, niedo­
pełnianie formalności związanych z płaceniem

1111) ? D 0 a

BARBARZYŃCA

7
składek ubezpieczeniowych (w tym emerytal­
nych), szantaż czy grożenie deportacją.
Muzycy, którzy pomyślnie przeszli procedury
w Pagarcie, uzyskiwali pozwolenie na opusz­
czenie Polski i wyjeżdżali na upragniony kon­
trakt. W pierwszych latach wyjazdów do Fin­
landii artyści mieli nakaz podróżowania koleją
przez Moskwę, Leningrad, Vainikkalę do Hel­
sinek. Trasa była długa i uciążliwa, ale sytuacja
zmieniła się dopiero po wprowadzeniu regular­
nych połączeń promowych między Gdańskiem
a Helsinkami. Najpierw pływał maleńki „Gryf",
następnie, wskutek wzrostu zapotrzebowania,
większy prom „Pomerania".
Muzycy z reguły jeszcze przed wyjazdem
znali przebieg trasy koncertowej. Kontrakty były
ustalane z agentem lub właścicielem danej re­
stauracji. Kontrakt w jednym lokalu trwał z re­
guły dwa tygodnie lub miesiąc. Opinie na temat
grania w różnych częściach Finlandii są podzie­
lone. Generalnie muzycy wyróżniali jako miejsca
najbardziej specyficzne Laponię, Helsinki oraz
statki pasażerskie. Najbardziej pożądane były
oczywiście miejsca najlepiej płatne, a do takich
należały tereny położone na południu Finlandii
oraz promy. O celu wyjazdu tylko w pewnym
stopniu decydował sam muzyk, decyzje były
bowiem podejmowane w rozmowach między
agentem a właścicielem restauracji. Najmniejsze
agencje zawierały mniej niż dziesięć kontraktów
i w tych przypadkach muzycy z góry wiedzieli,
że prawdopodobnie będą grać we wszystkich
zakontraktowanych miejscach. Największe, te
giganty, do których należała Ohjelma Apu, miały
podpisane kontrakty z około dwustu lokalami
i w tych wypadkach konkurencja przenosiła się
między muzyków. Starsi mieli możliwość pew­
nego wpływu na grafik, wybierania miejsc najle­
piej płatnych, położonych z reguły na południu
Finlandii, dodatkowo niesprawiających trudno­
ści komunikacyjnych (chodziło o obszar położo­
ny w trójkącie Helsinki - Tampere - Turku).

�Rafał Krasoń

8
Kategoria miejsca, jego wielkość i lokalizacja
wpływała bezpośrednio na wielkość zespołu.
Cena usługi zależała od liczby jego członków.
Zespoły większe z konieczności grały w du­
żych hotelach czy uzdrowiskach, ale liczba tego
typu lokali była ograniczona. W praktyce więc
najczęściej były zatrudniane grupy małe lub
średnie - duety, tria lub kwartety. Wielokrotnie
duże zespoły ze względu na niski popyt musiały
ograniczać liczbę członków. Zwolnieni muzycy
musieli, niestety, pożegnać się z pracą i wracać
do Polski lub szukać możliwości dołączenia do
innych grup. Bezrobotni muzycy spotykali się
w kawiarni Kolme Kruunua (Trzy Korony),
położonej w centrum Helsinek. To miejsce było
różnie nazywane przez Polaków: „restauracja
polska", „giełda", „śmietniczka". Nazwy te wiele
mówią: Polacy spotykali się tutaj, by porozma­
wiać z innymi muzykami, często były to osoby
kończące kontrakt i szukające nowej pracy.
Zakontraktowani muzycy pracowali w re­
stauracjach w zwyczajowo ustalonym systemie
45 minut gry i 15 minut przerwy. Dziś artyści
zwracają uwagę na pewien konserwatyzm Fi­
nów - najlepiej przyjmowana tam była muzyka
tradycyjna, a nawet typowo ludowa. Muzycy
musieli się więc dopasować do wymogów, uczy­
li się grać fińskie tańce ludowe, a więc jenkkę
i humppę. Na dansingach szczególnie popular­
ne było tango. Taka sytuacja miała miejsce nie
tylko w małych miejscowościach, ale też i w naj­
większych ośrodkach miejskich, nie wyłączając
Helsinek.
Kooperacja na tym polu ciągle się rozwijała,
w szczytowym okresie, w latach 80., jednora­
zowo mogło przebywać na terenie Finlandii do
1500 muzyków. Warunki pracy, doskonałe dla
Polaków zarobki, przekraczające nawet dwu­
dziestokrotnie zarobki robotnika pracującego
w Polsce, wywołały dalekosiężne skutki. Muzycy
po zrealizowaniu kontraktu wracali do Polski
i od razu starali się o ponowny wyjazd. Stworzył

FOT. DARIUSZ ŻUKOWSKI

B A AB A R Ż Y K O

1(111 P O D B

�Polscy muzycy w Finlandii

się pewien styl życia: z reguły ponadpółroczny
pobyt za granicą, krótki okres dostatniego życia
w Polsce i ponowny kontrakt. Rekordziści prze­
bywali na kontraktach w sumie do 20 lat.
Sytuacja koegzystencji muzyków fińskich i za­
granicznych była spokojna aż do pojawienia się
pierwszych symptomów bezrobocia wśród arty­
stów. Masowy napływ muzyków obcokrajowców
spowodował spadek cen usług muzycznych, co
wywołało ostry sprzeciw fińskich związków za­
wodowych muzyków, to jest Związku Muzyków
Fińskich (Suomen Muusikkojen Liitto), Związku
Właścicieli Hoteli i Restauracji, Oddział Muzy­
ków (Hotelli- ja Ravintolahenkil6kunnan Liitto
H R H L r.y. Ravintolamuusikko) oraz Związku
Marynarzy Fińskich Oddział Muzyków (Suo
men Merimies-Umońi r.y. Laiyamuusikko) - ten
ostatni bvł istotny tylko dla muzyków zatrudnio­
nych na promach wycieczkowych.
Związki zawodowe odpowiedzialne były za
ustalanie cen minimalnych za usługi, ponadto
ukróciły wolne zatrudnianie muzyków z zagra­
nicy poprzez stworzenie procedury, według któ­
rej każda decyzja o zatrudnieniu obcokrajowca
musiała być akceptowana przez przedstawicieli
związków zawodowych. Jeśli wśród Finów istnia­
ło bezrobocie, takie decyzje były wstrzymywane.
Działania związków (jakkolwiek omijane
przez agencje poprzez organizowanie tak zwa­
nych dni polskich czy zawyżanie wymogów,
które nie mogły być spełnione przez żaden ro­
dzimy zespół), doprowadziły do spadku liczby
obcokrajowców na rynku. W Finlandii zostali
głównie ci, którzy wcześniej otrzymali j u ż
stałego pobytu lub fiński paszport. O tak kur¬
czowym trzymaniu się agencji zatrudniających
obcokrajowców decydowały oczywiście względy
ekonomiczne. O skali różnic w zarobkach
świadczyć relacje muzyków. Obecnie zwracają
oni uwagę, ze wraz ze zmianą obywatelstwa lub
dołączeniem do fińskich grup ich zarobki wzra
stały n ciwet dwu— czv trzykrotnie. Okres swoistei

1111) ? D 0 a

BARBARZYŃCA

9
walki między muzykami fińskimi a niefińskimi
trwał właściwie aż do końca opisywanego zjawi­
ska, czyli do lat 90.
Dzisiaj okres ten należy j u ż do przeszłości.
Sami muzycy za główną przyczynę upadku tej
branży uważają zmiany polityczne w Europie
Środkowo-Wschodniej, rozwój przemysłu fo­
nograficznego, upowszechnienie się dyskotek,
w końcu też modę na karaoke. Symptomami
zmian były: skrócenie czasu trwania koncertów
do mniej niż dwóch tygodni w jednym lokalu,
długie, niepłatne przestoje czy wręcz upadek
agencji artystycznych.
Muzycy, postawieni przed szybko postępują­
cymi zmianami, musieli podjąć ostateczną de­
cyzję - powrócić do Polski lub wyemigrować do
Finlandii. Większość powróciła ostatecznie do
kraju. Wskutek drastycznego spadku cen walut
zachodnich muzycy zostali zmuszeni do zaku­
pienia nieruchomości lub założenia własnego
interesu. Dzisiaj zajmują się oni rozmaitą dzia­
łalnością, tylko nieliczni traktują muzykę jako
zawód, natomiast większość z nich wykorzystuje
praktykę zdobytą w Finlandii do rozwoju włas­
nego biznesu. Dla wielu kooperacja z fińskimi
przedsiębiorstwami do dziś pozostała głównym
źródłem utrzymania. I chociaż muzykowanie
pozostało j u ż jedynie w ich pamięci, to jednak
fińskie doświadczenia stanowią kapitał, do któ­
rego chętnie się odwołują.
Inaczej toczą się losy muzyków, którzy zde­
cydowali się na emigrację. Pomimo znacznego
spadku popytu na granie muzyki na żywo, lokale,
w których muzyka taka jest wykonywana, nadal
istnieją. Do takich miejsc należą ekskluzywne re­
stauracje, hotele oraz promy kursujące po Morzu
Bałtyckim, zwłaszcza między Finlandią a Szwe­
cją oraz między Finlandią a Estonią. Właśnie
pasażerowie tych statków do dziś mogą spotkać
polskiego muzyka, ponieważ ci artyści, którzy zo­
stali, najczęściej wciąż pracują w swoim zawodzie
albo w zawodach pokrewnych.

�Rafat Krasoń

10
Pozostałością tego okresu jest więc wciąż
ogromna liczba polskich muzyków rozsianych
po całej Finlandii, często przybyłych z całymi ro­
dzinami. Wspominają oni o trudnościach zwią­
zanych z pozostaniem w tym kraju, który - w po­
równaniu z innymi państwami skandynawskimi
- miał najostrzejsze procedury związane z przyj­
mowaniem obcokrajowców. W praktyce możli­
wość zostania w Finlandii zarezerwowana była
dla osób pozostających w związku małżeńskim
lub mających stałe zatrudnienie. Obok Polaków
w Finlandii można spotkać muzyków różnych
narodowości: Węgrów, Bułgarów, Czechów,
Słowaków, Rumunów. Geneza ich obecności
i struktura zawodowa też są bardzo podobne,
jednak spośród nich wszystkich Polacy stanowią
zdecydowanie najliczniejszą grupę.
Dzisiaj przeważającą ich część stanowią l u ­
dzie w wieku przedemerytalnym lub emeryci.
Większość z nich - niezależnie od tego, czy
mieszkają na stałe w Polsce, czy w Finlandii
- otrzymuje fińskie emerytury, ale nie wszyscy.
Uzależnione jest to od tego, czy pracodawca
odprowadzał składki emerytalne za swoich
pracowników. Jeżeli muzyk, jeszcze jako mło­
dy człowiek, decydował się na emigrację, te
niedopatrzenia czy celowe działania agencji
siłą rzeczy szybko wychodziły na jaw. W tym
czasie odbywały się sprawy sądowe o zapłacenie
zaległych należności, zawsze wygrywane przez
muzyków. Inaczej jest w przypadku artystów

powracających do kraju. Z punktu widzenia
polskiego prawa czas ich pobytu za granicą l i ­
czony jest jako nieskładkowy (Pagart nie gwa­
rantował żadnych ubezpieczeń), ewentualnych
roszczeń mogą więc oni dochodzić przed sądem
fińskim.
Ranga miejsc i lokali, w jakich występowali
polscy muzycy, często była zdecydowanie niż­
sza n i ż poziom, jaki reprezentowali artyści.
W Skandynawii grała niemal cała śmietanka
polskiego jazzu, grali czołowi muzycy bigbitowi,
dixielandowi, ci najbardziej popularni w latach
70., 80. i 90. Większość z nich wyjeżdżała z myślą
o zarobieniu pieniędzy niemożliwych do zaro­
bienia w ówczesnej Polsce, a także zakupieniu
instrumentów.
Warto na koniec nadmienić, że Finlandia
nie jest bynajmniej wyjątkiem. Podobna sytua­
cja była w innych krajach wysoko rozwiniętych.
Polacy wyjeżdżali do wielu miejsc, takich jak
wszystkie państwa skandynawskie, Niemcy, Bel­
gia, Holandia, Hiszpania, a także poza Europę
- do Stanów Zjednoczonych, państw arabskich
czy na Karaiby. Właśnie ta grupa zawodowa
w okresie komunizmu miała stosunkowo naj­
lepsze możliwości podjęcia legalnej pracy zarob­
kowej poza ojczyzną. Wpłynęło to na dzisiejszy
kształt Polonii na świecie. Każdy, kto chciałby
się profesjonalnie zająć studiami polonijnymi,
powinien pamiętać o tych kilku kartach z naj­
nowszej historii Polski.

BARBARZYŃCA

l(III ? 0 D e

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6118" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6098">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/41b3716f62e044d8ed778dd0ff5f1956.pdf</src>
        <authentication>378ac1eb7bfde5d4ec37db1b77fbbd24</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72999">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5608</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73000">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73001">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73002">
                <text>antropologia refleksyjna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73003">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73004">
                <text>Pojęcie refleksyjności we współczesnej teorii antropologicznej/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73005">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.64-72</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73006">
                <text>Kruszelnicki, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73007">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73008">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73009">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73010">
                <text>Wojciech

Ur. w I 979 r. Ukończy) anglistykę ( 2 0 0 3 ) i kulturoznawstwo ( 2 0 0 6 ) na
Uniwersytecie Wrocławskim. Zajmuje się filozofią współczesną i najnowszymi

KrilSZelnicki

dyskursami w antropologii kultury. Nauczyciel języka angielskiego, autor artykułów
z zakresu współczesnej filozofii francuskiej, pedagogiki i kulturoznawstwa. Redaktor
(wraz z Michałem Kruszelnickim) n u m e r u specjalnego „Forum Oświatowego"
pt. Studia z posthumanistycznej filozofii podmiotu (Warszawa-Wrocław 2008).
Członek redakcji kwartalnika „Kultura - Historia - Globalizacja" przy Instytucie
Kulturoznawstwa U W r . Przygotowuje pracę doktorską poświęconą idei
refleksyjności w e współczesnej teorii antropologicznej. Pracuje w Dolnośląskiej
Szkole Wyższej w e Wrocławiu.

Pojęcie refleksyjności
we współczesnej teorii
antropologicznej
W

coraz obszerniejszej literaturze, która
dotyczy zagadnienia refleksyjności
w naukach społecznych, zazwyczaj
panuje zgoda, ż e zwrot refleksyjny (reflexive
turn) w antropologii nastał w późnych latach
sześćdziesiątych, w z g l ę d n i e na początku lat
siedemdziesiątych . W wielu pracach zwraca
1

1

się uwagę na ten właśnie okres jako na właści­
wy kontekst historyczno-polityczny narodzin
idei antropologicznej refleksyjności. W okre­
sie tym antropologię zaczął obejmować pro­
ces samokrytyki inspirowany zdemaskowaniem
dyscypliny zarówno jako produktu, jak i głów­
nego beneficjenta kolonialnej ekspansji społe-

N . Rapport, J. Overing, haslo: „Autoanthropology", [w:] N . Rapport, J. Overing (red.), Social and Cultural

Anthropology: The Key Concepts, Routledge, London-New York 2000, s. 19.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Pojęcie refleksyjności w e współczesnej t e o r i i a n t r o p o l o g i c z n e j

czeństw zachodnich . Jak twierdzą niektórzy
autorzy, początków nurtu refleksyjnego można
by także upatrywać w okresie nieco później­
szym, w latach osiemdziesiątych, znaczonych
w antropologii innowacyjnymi publikacjami
teoretyków związanych z postmodernistyczną
formacją intelektualną . James Clifford i Geor¬
ge Marcus - postaci emblematyczne dla wspo­
mnianej formacji - w tomie zbiorowym Writing
2

3

Culture: The Poetics and Politics

ofEthnography

zwrócili uwagę na fakt, iż autorytet etnografa,
prezentowane przez niego dane oraz propo¬
nowane wnioski są częściowo determinowane
przez stosowane przezeń techniki pisarskie
czym zapoczątkowali w a ż n a debatę w ramach
nurtu refleksyjnego znana iako the writine cul¬
ture debatę*

Czego dokładnie refleksyjność w obszarze an­
tropologii dotyczy, co czyni swym przedmiotem,
co ma sobą obejmować? Według Charlotte Auli
Davies, refleksyjność to „spoglądanie na samego
siebie, to proces, w którym badacz odnosi się do
siebie samego" . Tak pojęta idea refleksyjności
szczególnego znaczenia nabiera dla antropolo­
gii, a raczej dla jej praktycznego wymiaru, jakim
jest etnografia, gdyż to właśnie w etnografii zwią­
zek badacza z „obiektem" jego badania pozostaje
związkiem najbliższym. Podążając za ogólną
definicją podaną przez Auli Davies, możemy
zatem nieco i a rozwinąć Refleksyiność czy też
auto-antropologiczna świadomość oznaczałaby
tedy próbę zrozumienia roli iaka presupozycie
uprzedzenia i milcząco przyjmowane przez
5

2

Zob. D . Hymes (red.), Reinventing Anthropology,

65

podmiot dane (historyczne, socjokulturowe,
personalne) grają w jego procesie poznawczym,
a ostatecznie w finalnym efekcie jego badania,
jakim jest tekst etnograficzny.
Odniesienie do podmiotu poznaj ącego, wezwa­
nie go do autokrytyki i próba zdania sprawy z roz­
licznych zapośredniczeń i uwarunkowań, jakich
jest on sprawcą w konstrukcji wiedzy antropolo­
gicznej, nie jest jedynym wymiarem refleksyjności.
Podnosi tę kwestię Michael Herzfeld, zauważając,
iż „najbardziej przydatny rodzaj refleksyjności to
nie czyste autobadanie, lecz refleksyjność poda­
jąca w wątpliwość założenia kulturowe etnografa
- refleksyjność wyjaśniająca etnograficzne spot­
kanie wraz z jego ograniczeniami, jako istnieją¬
ce na podstawie niedoskonałego zazębiania się
dwóch różnych kodów z wielością przeróżnych
tożsamości i domysłów'" Występując przeciwko
refleksyjności bedacei iuż to pobłażliwym solip
syzmem" juz to nieprzviemnvm zaieciem sie sa
mym sobą'" Herzfeld upomina sie o refleksyiność
prawdziwie empiryczna" a wiec ten iei rodzai
który mógłby być używany w celu intensyfika c i
analLy" Rozwińmy ten temat. "
6

8

Herzfeld proponuje bardzo użyteczne roz­
różnienie na dwa rodzaje refleksyjności: osobistą
i społeczno-kulturową. Podczas gdy pierwsza
z nich dotyczy jedynie osobowości pojedynczego
antropologa, druga czyni swym przedmiotem
całą empirycznie dostępną „hybrydyczną kul­
turę zawodową" , z jakiej wywodzą się badacze,
umożliwiając „dostrzeżenie własnych praktyk
kulturowych, z uprawianiem antropologii na
9

4

Zob. J. Clifford, G. Marcus, Writing Culture. The Poetics

Pantheon Books, New York 1972; T. Asad (red.),

and Politics ofEthnography, University of California Press,

Anthropology and the Colonial Encounter, Ithaca Press,

Berkeley 1986.

London 1973.
3

5

M . Herzfeld, Antropologia. Praktykowanie teorii

w kulturze i społeczeństwie,

dum. M . M . Piechaczek,

Wydawnictwo UJ, Kraków 2004, s. 76.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

C.A. Davies, Reflexive Etnography, Routledge, London

2002, s. 4.
6

M . Herzfeld, op. cit., s. 77.

7

Ibid, s. 81.

8

Ibid, s. 77.

9

Ibid, s. 81.

�66

W o j c i e c h Kruszelnicki

czele, w kontekście porównawczym" , a tym
samym stając się istotną częścią składową histo­
rycznej samoświadomości dyscypliny. W eseju
tym spróbujemy podążyć w s k a z a n ą ścieżką,
przyjmując do wiadomości, że wymiarów refleksyjności jest wiele. M . Whitaker na przykład
rozszerza spektrum krytycznej refleksji z pola
epistemologicznego na równie wedle niego w a ż ­
ne pole sił politycznych, warunkujących tworze­
nie opowieści etnograficznej . Idąc tym tropem,
możemy jeszcze bardziej powiększyć ów „zbiór
sił" o zewnętrzne czynniki historyczne i społecz­
ne. Zgodnie więc z sugestią Herzfelda, będziemy
twierdzić, że refleksyjność w antropologii doty­
czy nie tylko podmiotu poznającego i nie odsyła
jedynie do jego prywatnej autokrytycznej ak10

11

I

1

Y

I B

1

)&gt;

11

I

tywności intelektualnej lecz stanowi krytyczny
działający w wielu wymiarach teorii i praktyki
metadyskurs którego celem staje się badanie
umwersahstycznych twierdzeń zdrowego rozsadku - n i e wyłączając zdrowego i-ozsądku ja
kim kierują się zachodnie teorie społeczne" .
Wyróżniliśmy dwa typy refleksyjności obecne
we współczesnej teorii antropologicznej. Pierw­
szy z nich skupia się na podmiocie antropolo­
gicznego poznania, pragnąc poddać pod dyskusję
„wzajemny wpływ, jaki mają na siebie jednostka
oraz proces badania, a także proces pisania" .
Podejście to można by nazwać refleksyjnością
w węższym znaczeniu. Drugi, znacznie sze­
rzej rozumiany typ refleksyjności, postulowany
współcześnie, polega na „skierowaniu na samych
12

13

siebie tych szkiełek, przez które interpretujemy
świat" , proponuje refleksyjne spojrzenie na
całość dyscypliny antropologicznej, czyli zwró­
cenie się antropologii ku samej sobie w celu
zapytania o prawomocność i słuszność zarów­
no metodologicznych, jak i epistemologicznych
założeń i ideałów, na jakich wspierał się gmach
tradycyjnej antropologicznej wiedzy.
Zamysł tej szerzej pojętej refleksyjności po­
wstawał w burzliwych latach sześćdziesiątych
i siedemdziesiątych, a stanowił odpowiedź na po­
wtarzające się wówczas wezwanie do „wymyśle­
nia antropologii na nowo" (reinventinganthropo­
logy) , a także teoretyczną reakcję na narastający
w antropologii oraz w innych naukach społecz­
nych kryzys reprezentacji, nękający humanistykę
wątpliwościami co do możliwości adekwatnego,
„obiektywnego" przedstawienia rzeczywistości
kulturowej w dyskursie. Jak pisze Marian Kempny, dla wzrastającej w aurze kryzysu nowej świa­
domości dyscypliny refleksyjność „zaczęła być
hasłem, które czyniło problematycznym nie tylko
metodologiczne schematy niebędące w stanie od­
zwierciedlić nieusuwalnego napięcia pomiędzy
«obserwacją» a «uczestniczeniem» tkwiącego
w terenowych badaniach antropologicznych lecz
wręcz racje istnienia antropologu jako odrębnej
nauki takiej mianowicie która bada «inność»" .
Ten sam autor podkreśla w innym fragmen­
cie że debata wokół problemu reprezentacji
stanowi'ważna cześć wsnółczesnei antronolo
gicznej samorefleksji" a zagadnienie próbie
14

15

16

10

Ibid., s. 78.

14

11

M . Whitaker, haste: „Reflexivity", [w:] A. Barnard and

Press, Walnut Creek 2000, s. 137.

J. Spencer (red.), Encyclopedia of Social and Cultural
Anthropology, Routledge, London 1997, s. 470.
12

M . Herzfeld, op. cit., s. 25.

13

P. Chapman-Sanger, Living and Writing Feminist

Ethnographies: Threads in a Quilt Stitched from the Heart,

15

H . L . Goodall, Writing the new ethnography, AltaMira
Zob. D . Hymes, Reinventing Anthropology, Pantheon

Books, New York 1972.
16

M . Kempny, Antropologia bez dogmatów

społeczna

- teoria

bez iluzji, Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa

1994, s. 89.

[w:] R.P. Clair (red.), Expressions of Ethnography: Novel
Approaches to Qualitative Methods, State University of
New York

P r e s s

.

N

e

w

Y o r k

2003, s. 36.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Pojęcie refleksyjności w e współczesnej t e o r i i a n t r o p o l o g i c z n e j

matyzowania zależności, zachodzącej pomię­
dzy wiedzą antropologiczną a rzeczywistością,
przeniesione zostało ostatecznie w obszar samej
antropologicznej praxis' .
Przytoczone wypowiedzi pozwalają wejść j u ż
w samo centrum interesujących nas pytań doty­
czących przedmiotu szeroko pojętej refleksyjno­
ści. Zauważamy teraz, że zagadnieniem, w któ­
rym ogniskują się wszelkie pytania o praktykę
refleksyjności, jest kwestia reprezentacji, będąca
źródłem twórczego kryzysu w naukach spo­
łecznych. Kryzys ten uzmysławia antropologii
mityczność wiary w „obiektywne" reprezentacje
kultur. Reprezentacje etnograficzne - jak wyka­
zują w swych wywodach refleksyjni krytycy dys­
cypliny - okazują się wsparte na „dość niepew11 y 111 gruncie społecznych odczuć, doraźnych
praktycznych interesów, opacznie interpretowa­
nych humanitarnych nakazów
niepodwa­
żalnego autorytetu «obiektywnego» naukowego
poznania tworzących społeczno-kulturowy kon¬
tekst funkcjonowania tei Par excellence europei
skiej (zachodniej) nauki""'.
11

Tezę głoszącą, iż to właśnie problem repre­
zentacji „przyzywa" do siebie namysł reflek­
syjny, zdaje się potwierdzać Waldemar Kuligowski. W pracy Antropologia refleksyjna autor
wychodzi od zaproponowanego przez Martyna
Hammersleya rozróżnienia na dwa dominujące
współcześnie nurty krytyczne w antropologii:
nurt reinterpretujący i rekonstruujący etnografię
„konwencjonalną". Pierwszy z nich w centrum
zainteresowania umieszcza splot relacji między
teorią a praktyką badawczą. Drugi nurt nato­
miast skupia się wokół kwestii reprezentacji .
Kuligowski sytuuje nurt refleksyjny w antropo­
logii właśnie w tym drugim polu, w „korytarzu
19

reprezentacji", argumentując, iż jest on nową,
stojącą w opozycji do pozytywistycznie zorien­
towanej antropologii orientacją właściwą nauce
doby postmodernizmu, albowiem to właśnie ją
charakteryzuje gotowość do dyskusji nad regu­
łami ją uprawomocniającymi.
Najbardziej spektakularnym frontem debat
toczących się wokół problemu reprezentacji jest
wspominana j u ż wcześniej wnting culture deba­

tę (rozgrywająca się skądinąd w ramach jeszcze
szerszego nurtu, jakim stał się w antropologii
tzw liter aryllinguistic tum). Ogniskuje się ona

wokół problemu tekstu jako medium etnogra­
ficznej opowieści. Wedle Kempnego „reflek­
syjne podejście może oznaczać reinterpretację
pewnych obiektywizujących ujęć teoretycznych
ujawniającą ich tekstualny czy interpretatywny charakter" . Kuligowski także zauważa, że
przedmiotem refleksyjnego namysłu stają się
nade wszystko teksty etnograficzne jako „nie
tylko przekaźniki prawdy, ale także mechanizmy
jej wytwarzania" . Na tekstualny aspekt obej­
mującego antropologię kryzysu przedstawienia
(z którego nurt refleksyiny wyrasta) zwracaia
tez uwagę Michał Buchowski i Marian Kempny
pisząc ze kryzysowi przedstawienia - 1 liniowa
nemu w terminach relacii istmeiacei pomiędzy
rzeczywistością a tekstem etnograficznym lub
inaczei doświadczanym przez badacza życiem
a tekstem reprezentu acym te rzeczywistość towarzyszy odrzucenie ideału noznaiace.ro nod
miotu W nrocesie tekstu al izacii rzeczywistości
dochodzi raczę, do tworzenia sensów w wyniku
intersnhiektvwnvrh nroresów takich iak dialoa
nrzekład i nroiekria niz ich iednostronnean
20

21

n d r z ^ n i . nrziz z ^ n e t r z n J n

Ibid. s. 179.

s. 2; [za:] W. Kuligowski, Antropologia refleksyjna,

18

Ibid, s. 96.

Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2001, s. 13.

19

M . Hammersley, What's Wrong With Ethnography?

20

M . Kempny, op. cit., s. 179.

21

W Kuligowski, op. cit., s. 16.

Methodological Explorations, Routledge, London 1992,

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

r,r^\uL

odczytania przez zewnętrznego, racjonalnego

17

y

67

�68

W o j c i e c h Kruszelnicki

wówczas fundamentalne kategorie epistemologiczne obiektywności i subiektywności, pod­
miotu i przedmiotu poznania, faktu i fikcji,
metody i surowych danych, a wreszcie logiki
i retoryki" .
Jest faktem, że debata wokół problemu tekstu
jako ambiwalentnego medium podkopującego
antropologiczne roszczenia do obiektywnej re­
prezentacji rzeczywistości stanowi jedną z naj­
ważniejszych i najpopularniejszych dyskusji
toczących się współcześnie w antropologii. Po­
dobnie faktem pozostaje to, iż nurt antropologii
refleksyjnej przez wielu badaczy kojarzony jest
najczęściej z praktyką analizy owego „nieredukowalnego napięcia między przestrzenią teorii,
doświadczeniem terenu a przestrzenią narracji.
Samej istoty antropologii, jako wiedzy, upatruje
się w oryginalnym przejściu od doświadczenia
do tekstu" . Jednakże, jak się zdaje, dyskusja
nad zjawiskiem, a raczej postulatem refleksyjności w antropologii, nie musi się skupiać jedy­
nie na problemie tekstu. Nie jest prawdą, jako­
by praktyka refleksyjności czynić miała swym
przedmiotem tylko i wyłącznie problem tekstualnej reprezentacji. Nic nie ujmując wadze
tekstualnego wątku w krytyce konwencjonalnej
antropologii, warto znacznie szerzej pomyśleć
o pojęciu refleksyjności, a przede wszystkim
o jej przedmiocie w teorii antropologicznej.
Intrygujące w książce Kuligowskiego jest
to, że autor upatruje w znamiennym dla post­
modernizmu zainteresowaniu literackością czy
też tekstualnością antropologii jedynego ż y ­
wiołu namysłu refleksyjnego. Zamysł ten staje
się czytelny w trakcie lektury pierwszych stron
pracy, której konstrukcja także zdaje się być
22

23

22

M . Buchowski, M . Kempny, Czy istnieje antropologia

podporządkowana wykazaniu związku pomię­
dzy refleksyjnością a „literaturyzacją antropolo­
gii" . W przekonaniu autora tych słów manewr
ten niepotrzebnie umniejsza w a g ę praktyki
refleksyjności poprzez przypisanie jej zadania
„określenia relacji między różnymi odmianami
rzeczywistości (zewnętrzną i wewnętrzną) a ich
reprezentacjami w postaci tekstów etnograficz­
nych oraz produktem pośrednim, jakim jest
wiedza antropologiczna" . Można by argumen­
tować, że wskazując z emfazą na wymiar tekstualny zarówno antropologicznego doświadcze­
nia, jak i późniejszej jego reprezentacji, autor
Antropologu refleksyjnej w y ś w i a d c z a pojęciu
refleksyjności niedźwiedzią przysługę o tyle,
0 ile pojęcie znacznie bardziej uniwersalne
1 wielopoziomowe, domagające się uhistorycznienia, rezerwuje dla filozofii postmodernizmu,
a czyni to skądinąd dość redukcyjnie, albowiem
do liczących się propozycji teoretycznych, jakie
krytyka postmodernistyczna przedstawiła na­
ukom społecznym (zmuszając je w ten czy inny
sposób do powzięcia większej refleksyjności),
zdaje się zaliczać jedynie owo rozumienie tekstu
jako omnipotentnej metafory całej rzeczywisto­
ści, którą to metaforę wyjaśniać mają na okrągło
praktyki refleksyjne.
Tymczasem w rozważaniach Kempnego od­
najdujemy ważny fragment, tak oto definiujący
misję refleksyjności: „Obecnie wymóg reflek­
syjności narzuca konieczność zbadania relacji
istniejącej pomiędzy antropologiem i obiektem
jego studiów, patrzenia na «Innych», ale i obser­
wowania (niejako w dodatkowym lustrze) sa­
mych siebie patrzących na przedstawicieli innych
kultur" . To obserwowanie siebie - odnotujmy 24

25

26

2 4

A. Zeidler-Janiszewska, O

postmodernistyczna?, [w:] M . Buchowski, M . Kempy

i „literaturyzacji"

{kA.),

Współczesna", 1:1994, s. 53.

Amerykańska

antropologia postmodernistyczna,

Instytut Kultury, Warszawa 1999, s. 12.
23

W Kuligowski, op. cit., s. 17.

współczesnej

„antropologizacji"
humanistyki, [w:] „Kultura

25

W Kuligowski, op. cit., s. 17.

2 6

M . Kempny, op cit., s. 181.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�69

Pojęcie refleksyjności w e współczesnej t e o r i i a n t r o p o l o g i c z n e j

wcale nie oznacza narcystycznego wsłuchiwania
się podmiotu w swe własne odczucia. Obserwo­
wanie siebie to w rzeczywistości antropologiczne
przyglądanie się samej antropologii, traktowanie
wiedzy antropologicznej jako „pewnej formy
symbolicznej stanowiącej w poważnej mierze
produkt społeczeństwa, do którego należy antro­
polog" . Wezwanie do refleksyjnego uczynienia
z samej antropologii przedmiotu badania opiera
się na kluczowym dla współczesnej samoświado­
mości antropologii spostrzeżeniu, iż „wszelkie
formy wiedzy [społecznej] są zawsze kulturowo
specyficzne, historycznie umiejscowione, gene­
rowane społecznie oraz zdefiniowane filozoficz­
nie" , nade wszystko jednak - zdeterminowane
kulturowo. Owo kulturowe uwikłanie poznania
- jak przypomina Jerzy Kmita - każe również
w klasycznie epistemologicznej kategorii pozna­
nia prawomocnego ujrzeć kategorię kulturową .
Widziana od tej strony, refleksyjność miałaby
tedy do zaoferowania antropologii filozoficz­
ny namysł nad kulturowym uwarunkowaniem
wiedzy antropologicznej oraz nad sposobem,
w jaki antropologia konstruuje przedmiot swoje­
go poznania w ramach własnych praktyk kultu­
rowych. Mówiąc precyzyjniej, praktyka szeroko
pojętej refleksyjności miałaby za zadanie badać
wpływ, jaki na kształt wiedzy antropologicznej
wywiera społeczno-kulturowy tudzież jednost­
kowy kontekst, w którym osadzeni są jej twórcy,
często nieświadomi swojego uwikłania. Dyskurs
zajmujący się refleksją nad kulturową kondycją
antropologii Kempny nazwał metaantropologią . Można stąd wnosić, że postawienie znaku
równości między refleksyjnością a namysłem
metaantropologicznym nie powinno razić jako
nadużycie.
27

28

29

30

Wracamy w ten sposób do obserwacji po­
czynionej wcześniej za Herzfeldem. Autor ten
optował za takim rodzajem refleksyjności, który
swym przedmiotem uczyni praktyki „hybrydycznej kultury zawodowej", z jakiej wywodzą
się badacze. Widzimy u Herzfelda ten sam
postulat, jaki odnajdujemy u Kempnego, mia­
nowicie wezwanie do uczynienia przedmiotem
refleksyjnego (metateoretycznego) namysłu sa­
mego procesu (wraz z jego efektami) antropolo­
gicznego poznania jako praktyki zdeterminowa­
nej kulturowo. Oba te stanowiska w przewrotny
sposób korespondują z podejściem do zagadnie­
nia refleksyjności, jakie odnajdujemy w pracach
Pierrea Bourdieu. Mówimy o „przewrotnym
związku" pomiędzy dyskutowanymi stanowi­
skami, albowiem Bourdieu, postulujący uzupeł­
nienie szeroko pojętego dyskursu socjologiczne­
go o „socjologię socjologii", w której widział on
„fundamentalny wymiar epistemologii socjolo­
gii" , zdecydowanie odżegnywał się nie tylko od
refleksyjności pojętej jako „intymne i pobłażliwe
wejrzenie w prywatną osobę socjologa" , lecz
również nie rozpoznawał siebie w refleksyjności
rozumianej jako „obserwowanie obserwatora",
proponowanej przez Marcusa i Fishera, a także
Geertza i Rosaldo. Pojmowanie refleksyjności
przez Bourdieu o tyle jednak zgadza się ze sta­
nowiskami omawianymi wcześniej, o ile fran­
cuski badacz również wskazuje na konieczność
większej uniwersalizacji praktyki refleksyjnej,
z tym że w jego podejściu „jurysdykcja" reflek­
syjności winna obejmować nie tylko antropolo­
gię. Wedle słów jednego z komentatorów, Bo­
urdieu od badaczy świata społecznego wymaga
„stałej kontroli własnej socjologicznej praktyki
badawczej, systematycznej eksploracji zbiorowej
31

32

17

Ibid., s. 182.

3 0

M . Kempny, op. cit., s. 181.

28

Ibid., s. 8.

31

P. Bourdieu, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej,

2 9

J. Kmita, Kultura i poznanie, P W N , Warszawa 1985,

s. 6.

1 (14) P009

Oficyna Naukowa, Warszawa 2001, s. 48.
32

BARBARZYŃCA

Ibid., s. 53.

�W o j c i e c h Kruszelnicki

70
podświadomości naukowej, w ostatniej instancji
czyniącej przedmiotem analizy samo pole nauk
społecznych" .
Według Bourdieu, socjologiczna refleksyjność powinna dotyczyć „niewidzialnych uwa­
r u n k o w a ń wpisanych w pozycję uczonego",
skłaniających go do bezwiednego popadania
w epistemocentryzm absolutyzujący i deifikujący własne spojrzenie naukowe i niedostrzegający
własnego uwikłania w obiektywizowaną rze­
czywistość. „Socjologia naprawdę refleksyjna przypomina autor - musi się ciągle mieć na bacz­
ności w obliczu takiego epistemocentryzmu,
tego etnocentryzmu uczonych, który polega na
lekceważeniu wszystkiego, co analityk projektu­
je w swoją percepcję przedmiotu z daleka i z wy­
soka" . W Medytacjach pascaliańskich Bourdieu
zawrze twierdzenie o nadzwyczajnej wadze
dla współczesnej humanistyki podejmującej
się zadania metateoretyzowania: „najbardziej
skuteczna refleksja polega na obiektywizacji
podmiotu obiektywizacji" , czyli obejmowaniu
przez badacza namysłem swej własnej pozycji
i perspektywy, z jakiej występuje.
Oprócz „obiektywizacji podmiotu obiektywi­
zacji" Bourdieu upomina się również o zabieg
nazywany przezeń „obiektywizowaniem obiek­
tywizacji" . Polega on na krytycznej refleksji nad
fundamentem socjologii, w tym antropologii,
jakim jest proces obiektywizowania przedmiotu
badań dokonywany przez badacza w trybie jego
niedającej się w żaden sposób znieść „outsider-owości", czy może raczej odwrotnie: „insider- -owości", pojętej jako jego totalne zanurzenie
w kulturze własnej. Według Bourdieu, „status
33

34

35

36

33

L . Wacquant, Wprowadzenie, [w:] P. Bourdieu, op. cit.,

s. 33.
34

P. Bourdieu, op. cit., s. 50.

35

P. Bourdieu, Medytacje pascaliańskie,

37

38

39

Aby z r e a s u m o w a ć zawarte w tym szkicu
rozważania, wyjdźmy od obserwacji, iż nurt
refleksyjny daje się wyraźnie wyodrębnić spo­
śród rozlicznych we współczesnej antropologii
propozycji teoretycznych. Jego początki datować

Moore, T. Sanders (red.), Anthropology in Theory: Issues in
Epistemology, Blackwell Publishing, London 2006.

Oficyna Naukowa,

Warszawa 2006, s. 20.
3 6

outsidera, który wyabstrahowuje się z sytuacji,
aby móc ją obserwować, implikuje epistemologiczny, lecz także i społeczny rozbrat {break),
subtelnie kierujący aktywnością naukową, która
w momencie, gdy przestaje się ją widzieć właśnie
w tym aspekcie, prowadzi do tworzenia teorii
zapominających o społecznych uwarunkowa­
niach aktywności naukowej" . Znowu wypada
przypomnieć, że demaskacja zachwalanej przez
socjologów/antropologów metody „uczestni­
czącej" z marzeniem o „przylgnięciu" do ba­
danej społeczności w tle nie oznacza destrukcji
idei empirycznego i obiektywnego badania oraz
opisywania danych praktyk. Jak autor pisze da­
lej, „[odwoływanie się] do opcji uczestniczącej
stanowi po prostu kolejny sposób, w jaki unika
się pytania o związek obserwującego z obser­
wowanym oraz jego krytycznych konsekwencji
dla praktyki naukowej" . Konieczny moment
refleksyjności w badaniu socjologicznym musi
wychodzić od uznania tej „nieprzekraczalnej
przepaści", jaka dzieli obserwatora od badanej
rzeczywistości z racji jego wykluczenia z „praw­
dziwej gry praktyk społecznych" i „nieposiadania
miejsca w obserwowanej przestrzeni" , następ­
nie zaś próbować odsłaniać warunki, możliwo­
ści i me-możliwości, jakie ta sytuacja zwrotnie
narzuca prowadzonemu badaniu.

37

Ibid.,s. 171.

38

Ibid, s. 172.

}9

Ibid., s. 171.

P. Bourdieu, Objectification Objectified, [w:] H . L .

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Pojęcie refleksyjności w e współczesnej t e o r i i a n t r o p o l o g i c z n e j

można na lata sześćdziesiąte czy siedemdziesią­
te, będące okresem wstrząsów postkolonialnych,
wraz z którymi w antropologii kulturowej roz­
począł się trwały i do dziś zauważalny proces
samokrytyki.
Era postkolonialna, stanowiąca dla naro­
dzin współczesnej idei refleksyjności właści­
wy kontekst historyczno-polityczny, przyniosła
antropologii bardzo gorzkie i krytyczne oceny
wysiłków poprzednich pokoleń antropologów
pewnych tego, że uprawiana przez nich nauka
angażuje się etycznie i politycznie na rzecz ba­
danych kultur. Dlatego też bezpośrednią kon­
sekwencją politycznych turbulencji tego okre­
su, zmuszających antropologię do zarzucenia
pozytywistycznych ideałów naukowych, było
swoiste odkłamanie jej tradycyjnej metodolo­
gii. W tym celu krytycy podejść bezrefleksyjnie
obiektywizujących zalecali antropologii „negację
wzorców metodologicznych utożsamiających
badania antropologiczne z postawą bezstronne­
go obserwatora, które zastąpiła wizja «antropologii zaangażowanej*" . Na tym podatnym na
zmianę i reorientację gruncie rodziła się idea
refleksyjności jako pożądanej cechy oraz istotnej
strategii etnografii postpozytywistycznej.
Na temat tego, jak należy refleksyjność poj­
mować i jaki wymiar antropologicznego pozna­
nia czynić jej przedmiotem, zdania są podzielo­
ne. Jedni komentatorzy widzą w refleksyjności
jedynie prywatną autorefleksję badacza, na dro­
dze introspekcji zdającego sprawę z własnej po­
stawy i z własnych odczuć podczas etnograficz­
nych poszukiwań oraz starającego się pozyskać
dzięki tej aktywności nowe, intrygujące dane.
Dominującym podejściem do zagadnienia re­
fleksyjności jest podejście szerokie, całościowe,
40

4 0

M . Kempny, op. cit., s. 188.

41

S.A. Tyler, The Unspeakable. Discourse, Dialogue and

Rhetoric in the Postmodern World, University of Wisconsin
Press, Madison 1987, s. 171.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

71

widzące w niej nie tylko introspekcję, lecz ogól­
ny metadyskurs przyglądający się wpływowi,
jaki na kształt wiedzy antropologicznej wywiera
społeczno-kulturowy i jednostkowy kontekst,
w którym osadzeni są jej twórcy, a zatem wszyst­
kie determinowane kulturowo presupozycje,
uprzedzenia i milcząco przyjmowane dane,
jakie do badania wnosi wraz ze sobą j u ż nie po­
jedynczy badacz, lecz cała społeczność - kultura
antropologiczna.
Przykład W Kuligowskiego pokazuje, że
możliwe jest - choć ceną za to jest zgoda na
redukcję złożoności zagadnienia - utożsamie­
nie nurtu refleksyjnego z postmodernistycznym
nurtem tekstualnym spod znaku Jamesa Clifforda i Stephena Tylera. Autorzy ci postulują
uczynienie z krytyki tekstu głównego narzędzia
dyskursu metaantropologii. Przy takim podej­
ściu, sprowadzającym antropologię - wedle słów
Tylera - do „studium mówienia i pisania" ,
praktyka refleksyjności oznacza zapytywanie
o „prawomocność tekstów etnograficznych, o ich
zależność od dyskursów naukowych, ideologii
czy dominującej retoryki", a także zastanawianie
się nad „szansami odciśnięcia w tekście rzeczy­
wistości, nad możliwością przedstawienia dialogiczności świata, nad sposobami przekazania
osobistych doświadczeń, nad pełnoprawnym
w ł ą c z e n i e m w tok narracji innych podmio­
tów" . Refleksyjność, pojęta jako przyglądanie
się procesowi tworzenia etnograficznego tekstu,
stanowi trzeci wyodrębniony przez nas sposób
rozumienia refleksyjności.
Czytając wypowiedzi zarówno zagranicz­
nych, jak i naszych lokalnych komentatorów,
można odnieść wrażenie, że najczęściej tylko
jeden model refleksyjności podlega u nich pro41

42

42

W. Kuligowski, op. cit., s. 25.

�72
mocji, podczas gdy pozostałe jej typy nierzad­
ko ulegają dewaluacji. Zalecałbym badaczom
zainteresowanym eksploracją kategorii refleksyjności w naukach społecznych oraz antropo­
logom pochylającym się nad teoretyczną ofertą
współczesnego dyskursu antropologii refleksyj­
nej unikanie jednostronnej adoracji jednej wy­
branej strategii refleksyjności i przyglądanie się
jej zjawisku równorzędnie we wszystkich trzech
typach. Podejście takie wydaje się uzasadnione,
albowiem te trzy - z pozoru odmienne - spo­
soby pojmowania refleksyjności łączy pewien
wspólny mianownik, jakim jest kwestia repre­
zentacji oraz pytanie o możliwość adekwatnego
opisu zjawisk kulturowych. Uznając istnienie
trzech typów praktyk refleksyjnych, zauważyć
wypada, iż w rzeczywistości wszystkie one, na
najogólniejszym poziomie, uzmysławiają antro­
pologii kulturowej zdeterminowanie poznania
naukowego, a w wymiarze szczegółowym wska­
zują w ten lub inny sposób na różnorakie dyskursywne, podmiotowe i społeczno-kulturowe
przeszkody i ograniczenia stojące na drodze do
wiernej reprezentacji rzeczywistości kulturowej,
na jaką liczono w ramach tradycyjnie w antro­

W o j c i e c h Kruszelnicki

pologii przyjętej epistemologii naturalistycznej
i obiektywistycznej. Antropologię inkorporującą
do swej praktyki refleksyjność w postaci trzech
omówionych tu typów oraz świadomie czyniącą
z niej narzędzie metodologiczne nazywać mo­
żemy antropologią refleksyjną. Można całkiem
zasadnie twierdzić, iż antropologia refleksyjna
- zarówno jako dyskurs teoretyczno-krytyczny,
jak i alternatywna i eksperymentalna praktyka
pisarstwa etnograficznego - stanowi emanację
historycznego procesu refleksywizacji wiedzy
antropologicznej.
Refleksywizacja, którą mam na myśli, jest
o tyle zjawiskiem uniwersalnym, a więc doty­
czącym teorii i praktyki tejże dyscypliny in toto,
o ile nie stanowi przejściowej „mody" związanej
z wciąż silnymi wpływami postmodernizmu
w antropologii, lecz jawi się jako zjawisko za­
gruntowane historycznie, nasilające się w histo­
rii dyscypliny i odzwierciedlające jej długi, choć
w swej najnowszej historii niezwykle dynamicz­
ny, proces krytycznego dojrzewania antropologii
jako nauki społecznej i zyskiwania przez nią
pełnej epistemologicznej i metodologicznej sa­
moświadomości oraz pewności siebie.

The aim of this paper is to explain and situate the discourse of "reflexive anthropology" in the
panorama of the most recent anthropological and sociological theories. I suggest to understand the
term "reflexivity" broadly, in epistemological sense, as an intellectual strategy purpose of which is
to account for manifold cultural factors that govern, determine and limit anthropological cognition
of other cultures. I also try to link reflexivity with the historical process of anthropology's growing
epistemological self-awareness as a human science ("reflexivization") - a science which invents and
constructs its object, situating itself not above, but within cultural processes. Reflexivity is thus posited
here as a necessary procedural step in doing all kinds of sociological/ethnographic research.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6113" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6093">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fe5f28f8bacd9bf113207303f3224991.pdf</src>
        <authentication>fefd467bc28876820f82c870250ae7d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72943">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5605</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72944">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72945">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72946">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72947">
                <text>Głodomór w krainie pieczonych gołąbków/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72948">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.34-45</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72949">
                <text>Kubat, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72950">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72951">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72952">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72953">
                <text>Katarzyna
Kubat

doktorantka Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ukończyła
gender studies oraz etnologię i antropologię kulturową. Absolwentka studiów
I

p o d y p l o m o w y c h z zakresu zarządzania projektami i funduszami UE. Obecnie zajmuje

|

się pozyskiwaniem środków na działalność organizacji pozarządowych.

Głodomór w krainie
pieczonych gołąbków
- o k u l t u r o w y c h znaczeniach j e d z e n i a

D

ostarczanie składników pokarmowych
to najbardziej podstawowa i oczywista
funkcja jedzenia, a w potocznym rozu­
mieniu odżywianie się jest czynnością natural­
ną. Szeregi znaczeń wykraczających poza sferę
związaną z fizjologią przenoszą jednak banalną
czynność spożywania w szerszy system komuni­
kacji : „Jedzenie jest czymś więcej n i ż odżywką
[...], jego wytwarzanie, przygotowywanie i kon­
sumowanie stwarzają rytuały i zachowania ma­
giczne, w miarę jak czynność jedzenia staje się
aktem irracjonalnym albo nadracjonalnym" .
1

2

Obfitość jedzenia to nieodzowny element
ziemskiego raju . Dostarczanie czy obdarowy3

1

Por. B. Bednarek, Kwalifikatory uczty. Przyczynek do

sympozjologii, [w:] P. Kowalski (red.), Oczywisty urok

wanie pożywieniem ma być demonstracją uczuć,
sympatii, oznaką bliskości: „Ciężkie, słodkie po­
karmy kojarzą się z miłością, troskliwością i cie­
płem. W wyobraźni babunie i przyjęcia wiążą się
z ciasteczkami i tortami, nie z marchewką. Stra­
wa uczuciowa jest związana ze strawą w sensie
fizycznym" . Jedzenie łączy się z matczyną opie­
ką, spożywanie przez osobę obdarowaną sym­
bolizuje wzajemność: „Zaopatrzenie w żyw­
ność jest w naszej kulturze podstawową oznaką
troski, dzielenie się jedzeniem podczas posiłku
uważane jest za jedną z głównych form kontak­
tu społecznego. Nakaz kulturowy nakłada na
matkę obowiązek zapewnienia wystarczających
4

historia jedzenia, tłum. M . Ryńska, Wydawnictwo
Książkowe Twój Styl, Warszawa 2003, s. 15.

biesiadowania, Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki

3

Ibid., s. 189.

Wrocławskiej, Wrocław 1998, s. 10-11.

4

M . Pipher, Ocalić

2

F. Fernandez-Armesto, Wokół tysiąca stołów,

czyli

Ofelię,

tłum. B. Horosiewicz, Media

Rodzina, Poznań 1998, s. 223.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

35

ilości jedzenia, a na jej kochająca córkę czy syna
obowiązek spożycia tego pokarmu" .
Jedzenie może wywoływać skojarzenia z uro­
czystą atmosferą, radosnymi wydarzeniami, aurą
spokoju i odprężenia. Odwieczna idea biesia­
dowania, gdzie dzielenie się jedzeniem ma być
podstawową formą wymiany darów i głównym
spoiwem wspólnoty, w dalszym ciągu pełni swoje
funkcje - g ł ó w n i e rekreacyjną i towarzyską. Spo­
żywanie jedzenia w pewnych okolicznościach,
np. przy świątecznym stole, wyraża przynależ­
ność do określonej grupy manifestuje przywią­
zanie do konkretnej tradycji i wartości, wiąże się
z prestiżem, pozycją społeczną czy gościnnością.
5

Owo kolektywne jedzenie [ ] nie stanowi aktu
biologicznego zwierzęcego lecz jest wydarzęmem społecznym" .
Słowem kluczowym dla analizy sensów zo­
gniskowanych wokół jedzenia jest pojęcie „die­
ty". W dawnych czasach rezygnacja z doznań
zmysłowych miała zabarwienie religijne i zwią­
zana była z ascezą , spożycie niektórych pokar­
mów prowadziło z kolei do zażyłości z bogami .
W latach dwudziestych X X wieku, kiedy pro­
dukcja żywności nabrała szczególnego tempa,
a jedzenie coraz częściej kojarzyło się wyłącznie
z przyjemnością, termin „dieta" po raz pierw­
szy został odniesiony do regulacji stanu zdro­
wia i kontroli wagi ciała. Wraz z poszerzeniem
asortymentu produktów spożywczych określenie
6

7

8

5

S. Abraham, D . Llevelyn-Jones, Bulimia i anoreksja,

należące wcześniej do dyskursu medycznego,
z w i ą z a n e z leczniczym czy profilaktycznym
sposobem odżywiania się , zostało wchłonięte
przez kulturę masową. Odtąd „bycie na diecie",
które jest szczególnym przypadkiem szerszego
zjawiska - dyscyplinowania ciała staje się jed­
nym ze sposobów budowania wizerunku i kre­
owania własnej tożsamości . Dyskurs diety
idzie w parze z dyskursem szczupłej sylwetki
i stanowi podłoże dla kulturowo uwarunkowa­
nych „afektywnych panik" .
9

10

11

12

Odwołując się do założeń społecznego kon­
struktywizmu, można wskazać, jak informacje
dotyczące sposobów konsumowania współtwo­
rzą powszechnie obowiązującą wiedzę o rzeczy­
wistości. Popkultura, pełniąc funkcję metanarracji, „naturalizuje" - posługując się terminologią
P. Bourdieu - określoną wizję kulinarnych za­
chowań, która narzucona w procesie symbolicz­
nej przemocy, uzyskuje status tego, co oczywiste
i normalne. Jedzenie pozbawione swych pier­
wotnych biologicznych konotacji staje się osią,
wokół której narastają kolejne ciągi skojarzeń
i z n a c z e ń żywieniowe ograniczenia zostają
włączone w system kontrolowanych mikrozwyczajów dnia codziennego . W ten sposób dieta
analizowanie składu pokarmów czy spożywanie
syntetycznych produktów staie się swoistym
emblematem kultury i znaczy samodyscyplinę
oraz zdrowie Swobodne przyjmowanie darów
13

10

A. Giddens, Nowoczesności

tożsamość,

tłum.

tłum. W Rolski, M . Rolska, Pruszyński i S-ka, Warszawa

A. Szulżycka, PWN, Warszawa 2002, s. 145.

2001, s. 55.

11

6

M . Bachtin, Twórczość

ludowa średniowiecza

Franciszka Rabelais'go a kultura

i renesansu, tłum. A. i A. Goreniowie,

Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975, s. 395.
7

Z. Melosik, Tożsamość,

ciało i władza.

Teksty kulturowe

jako (kon)teksty pedagogiczne, EDYTOR, Poznań, Toruń
1996, s. 153.
8

F. Fernandez-Armesto, op.cit., s. 67.

9

Por. W Kopaliński, Słownik

wyrazów

obcych, Rytm,

Warszawa 2006.

1 ( 1 4 ) nn

Pojęcia „dyskursu" używam tutaj w rozumieniu, które

zaczerpnęłam z pracy Z. Melosika Tożsamość,
i władza.

Wykorzystuję także następujące sformułowania tego
autora: „dyskurs diety", „dyskurs szczupłej sylwetki",
„dyskurs użycia", „dyskurs ascezy".
12

Z. Melosik, op.cit., s. 139-140.

13

Por. A. Gromkowska, Kobieta w kulturze globalnej.

Rekonstrukcje i reprezentacje, Wydawnictwo Wolumin,
Poznań 2002, s. 6.

BARBARZYŃCA

ciało

Teksty kulturowe jako (Kon) teksty pedagogiczne.

�Katarzyna K u b a t

36
natury" stanowi natomiast dowód braku woli
i zdecydowania. Jednocześnie dietę propaguje
się jako bardzo atrakcyjny sposób konsumpcji,
który nie ma nic wspólnego z fizjologicznym
głodem; teksty kulturowe wywołują wręcz wra­
żenie, że restrykcje mogą być wyrafinowaną
formą przyjemności .
W kulturze Zachodu obecne są paradoksal­
ne postawy związane z kwestią jedzenia. Obok
dyskursu diety funkcjonuje też dyskurs użycia,
który zachęca do ulegania cielesnym rozko­
szom i czerpania z nich maksimum zadowole­
nia - co kwestionuje dyskurs ascezy. Ilustracją
mogą być kolorowe pisma, w których reklamy
środków odchudzających oraz informacje o die­
tach przeplatają się z ilustracjami kalorycznych
potraw i przepisów kulinarnych. Jedzenie to
pokuszenie, dieta w tym momencie ma być
wybawieniem . Ponadto - przenosząc się na
poziom mitu - niejedzenie należy potraktować
iako symboliczny powrót do czasu początku
kiedy to człowiek wolny był od jakichkolwiek
biologicznych uwarunkowań Post woisuiac sie
w sekwencję pur yfikacyi n vch rytów ma umozliwiać obcowanie ze sferą zaświatowi odtworze­
nie porządku in Mo
14

15

Z dwu sprzecznych typów przekazów wyłania
się wizerunek osoby, która je bez ograniczeń, a jed­
nocześnie pozostaje szczupła. Odbiorca zostaje
więc uwikłany w grę sprzecznych komunikatów
„jedz - nie jedz", skazany na ciągłą oscylację po­
między hedonizmem i ascezą : „Obok książek
kucharskich, jak ich cień nieodłączny, recepty na
cudowne diety odchudzające, rzeczowe i drobia­
17

zgowe przepisy na autotresurę i ascezę - inwen­
tarze rozkoszy, jakich należy ciału odmówić. Te
drugie książki pouczają, jak zaleczyć rany zada­
ne przez pierwsze i usunąć z ciała nieczystości
przez nie pozostawione. Drugie książki powiadają
o tym, jak samoumartwiać się w imię tego, by ciało
zdolne było przeżyć zachwyty, jakich wywołaniu
służą książki pierwszego typu" .
Istotną kwestią jest różnica pomiędzy „ko­
biecym" i „męskim" stosunkiem do problemu
jedzenia oraz diety. Posługując się Goffmanowską
metaforą teatru, można przyjąć, że powściągliwość
w okazywaniu apetytu jest standardowym środ­
kiem wyrazu, służącym kobiecie do budowania
fasady podczas scenicznego występu. Przedsta­
wienia, które utożsamione jest ze stałą obecnością
grupy obserwatorów wyposażonych w określoną,
ujednoliconą wiedzę o tym, jak to przedstawienie
ma wyglądać. Umiarkowanie w jedzeniu i kon­
trolowanie gestów związanych z odżywianiem,
manipulowanie ekspresją są nieodłączną częścią
społecznie tworzonei stereotypowei roli kobiety
- w odniesieniu do cobowiązującego s posobu my
ślemai oczekiwań publiczności
18

19

Biesiadowanie mężczyzn jest rzeczą zwy­
czajną . Brak ograniczeń i ogromny apetyt ko­
jarzą się z męskością oraz ekspansywnością,
dlatego postrzegane są jako naturalne i oczy­
wiste. Jedzenie jest czystą przyjemnością, a nie
stresem, mężczyzna je wszystko to, na co ma
ochotę, i posiada społeczne przyzwolenie na
ostentacyjne zachowania . Można obecną sy­
tuację porównać z epoką wiktoriańską, kiedy
to mężczyźni z wyższych warstw społecznych
20

21

14

Z. Melosik, op.cit., s. 150-153.

19

15

Ibid., s. 153-157.

tłum. H . Datner-Śpiewak i P. Śpiewak, Wydawnictwo

16

P. Kowalski, Kilka uwag o poszczeniu. Wprowadzenie do

Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Warszawa 2000,

problematyki biesiadnej, [w:] P. Kowalski (red.), Oczywisty

Por. E. Goffman, Człowiek

w natrze życia

codziennego,

s. 52-65.

urok biesiadowania, Towarzystwo Przyjaciół Polonistyki

2 0

Z. Melosik, op.cit., s. 145.

Wrocławskiej, Wrocław 1998, s. 20-23.

21

S. Bordo, Unbearable Wright: Feminism, Western Culture

17

Z. Melosik, op.cit., s. 156-157.

18

Z. Bauman, Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesnosci,

and the Body, Berkeley, Los Angeles, London 1993, s. 108.

U M K , Toruń 1995, s. 99.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

bezkarnie oddawali się kulinarnym uciechom,
a kobiety - wciąż kontrolowane i strofowane jadły tylko tyle, ile niezbędne było do przeżycia:
„Od czasów najdawniejszych przez cały okres
trwania kultury patriarchalnej przygotowywanie
i podawanie tych zbytkowych potraw i napojów
było obowiązkiem kobiet, a konsumowanie ich przywilejem szlachetnie urodzonych mężczyzn
[...]. Kobieta jako rzecz należąca do właściciela
powinna konsumować tylko tyle, ile to jest po­
trzebne do utrzymania się przy życiu" .
22

37

już wiele r a z y u s i ł o w a ł a ś z r z u c i ć z b ę d n e kilogra­
my, ale p o z a l i c z e n i u k o l e j n e j d r a k o ń s k i e j
w s z y b k i m t e m p i e d o c h o d z i ł a ś do
wagi" ,
2 4

„Pamiętasz, jak

wadze kilka kilogramów,

głodziłaś

ale

diety

poprzedniej

się, t r a c i ł a ś na
wal­

uczucie radości

c z y ł o z c o r a z w i ę k s z ą c h ę c i ą z a s p o k o j e n i a apety­

tu" . Bohaterkami p r a s o w e g o a r t y k u ł u pt. Jedze­
niejak narkotyk^, są k o b i e t y Bożena c o d z i e n n i e od
20 lat jada c z e k o l a d ę : „Kiedy nie mam jej w z a s i ę ­
gu r ę k i , r o b i ę się n e r w o w a " . Anna, u z a l e ż n i o n a
od s ł o d y c z y , o b j a d a ł a się, by u s p o k o i ć nerwy po
pracy i p o d k r a d a ł a s ł o d y c z e c ó r c e . „Raz z d a r z y ł o
mi się s t r a c i ć f i l m [...], to b y ł o t o t a l n e o b ż a r s t w o
lody ciasteczka batoniki
Dla Magdy z k o l e i
25

2 6

To właśnie do kobiet skierowana jest bogata
dietetyczna oferta, pojęcie kuracji odchudzającej
oraz problemy z odżywianiem w sposób oczywi­
n a r k o t y k i e m j e s t ser o b ż e r a ł a się nim i u t y ł a dwa
sty łączą się z wizerunkiem kobiety. Świadczą
o tym nie tylko kolorowe magazyny dla p a ń k i l o w c z t e r y dni Urzędniczka z d u ż e i f i r m y
oraz portale internetowe, w których informacje Dorota n a i o i e r w e ł o d u i e a potem sie opycha
Nieraz o r z e z m i e s i ą c i a d e t y l k o na t w a r o ż k a c h
o zabiegach wyszczuplających zamieszczane
i
k e f i r z e A potem p r z y c h o d z i k r y z y s — c h o ć b y ob
są w działach „kobieta" (Interia/Kobieta, Onet/
l
a
n y e g z a m i n na n r a w o i a z d y Wówczas w y s t a r c z y
Kobieta itp.). Smukła kobieca sylwetka widnieje
i m n u l s Ktoś n o c z e s t u ie m n i e c u k i e r k i e m i i u z
na opakowaniu płatków śniadaniowych w wersji
w
p a d a m w c i ą g Jak a l k o h o l i k !
detalu przecho
„fitness" znanej firmy. Wizerunek płaskiego ko­
dze
na
h
u
r
t
dwa
t
a
l
e
r
z
e
b
i
g
o
s
u
4
k a w a ł y ciasta 3
biecego brzucha pojawia się na pudełkach prepa¬
ratów wspomagających odchudzanie. Kampania J L f n r a wędlin Ch\eh L n r h l e h . " ^ M n t ™
reklamowa dietetycznego pieczywa wykorzystu- z r a z y , r u r a w ę o n n . ^ n i e o , a u z o c n i e n a . M o t y w
ie motyw kobiecego niezadowolenia zwiazaneeo ż a r ł o c z n o ś c i m r o ź n a . t u t a j p o t r a K t o w a c j a K o o d w o ­
z koniecznością pokazania sie na plaży- Nad¬ ł a n i e s i ę
stery z w i e r z ę c e j c z t o w i e K a , K u l t u r o w o
chodzi lato - nie da się ukryć! Zresztą jakuikryć
ujarzmianej natury
do c h r o n i c z n e g o a s p e K t u
coś bez okrycia? Jeśli obawiasz się o swój wydad K o b i e c o ś c i , K t ó r y , r e p r e s j o n o w a n y i t ł u m i o n y , m u s i
w stroi u kąpielowym zastosui nasza metodę Od p o z o s t a ć w u k r y c i u .
razu zrobi Ci się l ż e j ' - me tylko na duszy" .
Kobieta m o ż e c z a s e m p o t a j e m n i e u c z t o w a ć ,
p
r
ó
b
u j ą c w ten s p o s ó b r o z ł a d o w a ć stres i frustra­
Większość tekstów dotyczących odchudzania
cję.
Natychmiast
j e d n a k p o j a w i a się motyw w i n y
odnosi się bezpośrednio do kobiet, w tych pozornie
i
w
s
t
y
d
u
.
Amanda,
b o h a t e r k a f i l m u Woodyego
„neutralnych" płeć odbiorcy można ustalić choćby
na podstawie rodzaju czasownika: „Wprawdzie Allena Życie i cała reszta, g r a n a p r z e z Christinę
Ricci, p o n i e u d a n y m castingu u r z ą d z i ł a s o b i e ku2 7

28

Z

-

23

2 2

T. Vehlen, Teoria klasy próiniaczej,

tłum. J. Frentzel-

-Zagórska, Muza, Warszawa 1998, s. 58-59.
2 3

2 4

„JOY", 4/2007, s. 1.
http://zdrowie.onet.pl/147,„„szczescie_sprzyja_

wytrwalym,psychozabawy.html 28.06.08.
2 5

http://www.odchudzanie.beep.pl/ 28.06.08.

2 6

,VITA", 6/2006, s. 115.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

27

Ibid., s. 117.

28

Ibid., s. 117.

2 9

„Claudia", 2/2007, s. 46.

3 0

Por. S.B. Ortner, Czy kobieta ma się tak

jak„natura

do kultury"?,

rodzi się kobietą,

d

o

mężczyzny

[w:] T. H o l ó w k a (red.), Nikt nie

Czytelnik, Warszawa 1982, s. 118-124.

�Katarzyna K u b a t

38
linarną sesję, którą przypłaciła chandrą: „Mam zły
humor, nie poszło mi dzisiejsze przesłuchanie...
sama jestem sobie winna... nie złość się, ale j u ż
jadłam... byłam strasznie głodna po tym przesłu­
chaniu, więc zjadłam kawałek sernika, a potem
jeszcze jeden. Kiedy j u ż zacznę, nie mogę prze­
stać. W końcu zjadłam cały. A potem pomyślałam
«co tam»i zjadłam spaghetti z lodówki, potem ho­
mara, potem podgrzałam kurczaka. - Meble też
zjadłaś? - Jestem taka gruba i obleśna... byłam
taka zła, że zawaliłam, nie mogłam się powstrzy­
mać" (cytat z filmu). Podobny problem ma boha­
terka książki Smażone zielone pomidory Evelyn
Couch: „. .nie mogę przestać jeść [...]. Próbuję
i próbuie codziennie budzę sie i myślę sobie że
tym razem będę się trzymać diety i codzienniemi
się nie udaje Chowam batoniki po całym domu
i garażu. Nie wiem co sie ze mna dzieje
r n
Szkoda że me mam odwari zupełnie sie roztvo
i mieć to z głowy albo na tyle silnei woli zeby
stracić na wadze i n anrawde schudnąć Czúie ze
utknęłam, dokładnie pośrodku" . '
Zapełnianie emocjonalnej pustki jedzeniem,
szukanie zapomnienia w biesiadowaniu dotyczy
prawdopodobnie w równym stopniu mężczyzn
i kobiet, niemniej jednak to właśnie kobieta przy­
łapana na obżarstwie jest szczególnie ekspono­
wana. Z jednej strony sugeruje się, że to problem
ściśle związany z płcią, z drugiej zaś wskazuje
dobitnie, że jest rzeczą naganną i wstydliwą. I
podczas gdy kobiece obżarstwo przywołuje mo­
ralne czy estetyczne skojarzenia, to w przypadku
mężczyzn zwraca się uwagę przede wszystkim
na zdrowotne konsekwencje nieumiarkowanego
jedzenia i picia. Potwierdzeniem tej tezy może
być film Super Size Me Autor i bohater paradokumentu przez miesiąc żywił się jedzeniem
serwowanym w amerykańskich fast foodach 31

31

F. Flagg, Smażone

zielone pomidory, tłum. A. Biała,

Zysk i S-ka, Warszawa 2004, s. 63.
32

problemy (otłuszczona wątroba, wzrost pozio­
mu cholesterolu i soli, spadek kondycji), które
pojawiły się w wyniku eksperymentu, zostały
z a u w a ż o n e i zdefiniowane przez dietetyków
oraz lekarzy. Należy zaznaczyć, że w dominu­
jącym dyskursie pojawiają się komunikaty do­
tyczące męskiej diety, niemniej to kobieta jest
odpowiedzialna za przeprowadzenie oraz efekt
końcowy przedsięwzięcia. Relacja idealnie wpi­
suje się w koncepcję matriarchatu domowego
będącego obszarem władzy „gastronomicznej
matki", która decydując o tym, co i kiedy będzie
można zjeść, w niezauważalny sposób instrumentalizuje m ę ż c z y z n ę . 1 tak jedno z pism dla
32

pań w artykule pt Menu dla twoiego Casanovy

doradza iak odchudzić partnera nie odbieraiac
mu przyjemności iedzenia- Mv proponujemy
dietę o obniżonei iczbie kalorii ale pełna DO
traw bez których O N nie wyobraża sobie życia
W menu iest nawet przekąska która można sie
delektować o dowolnej porze dnia"
33

Kobieta, która oddaje się kulinarnym rozko­
szom, jest przede wszystkim sfrustrowana i żało­
sna - taki wizerunek jest kreowany i utrwalany
przez kulturowe komunikaty. Ewa, która bierze
udział w akcji odchudzającej jednego z dzienni­
ków, przyznaje, że nie jest łatwo zgubić zbędne
kilogramy. Stale liczy kalorie, co wieczór sieka
warzywa na sałatkę, prawdziwą próbę charak­
teru przeszła podczas świąt: „Jak zwykle mama
z siostrą upiekły na Wielkanoc przepyszne mażurki, babki, serniki. Ślinka mi cieknie na samo
wspomnienie. Złamałam się i spróbowałam.
Dręczyły mnie potem straszne wyrzuty sumie­
nia. Śniło mi się, że przytyłam 20 kilogramów
i nie mieszczę się w żadne ciuchy" .
34

Niektóre media z upodobaniem przedsta­
wiają informacje o dietetycznych porażkach bo-

3 3

„Claudia Diety", 1/2007, s. 88.

3 4

„Fakt/Kobieta", 41/2007, s. 12.

S. Walczewska, Damy, rycerze i feministki,

Wydawnictwo eFKa, Kraków 1999, s. 164-165.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

haterek popkultury, podkreślając w ten sposób
ogromną wagę problemu. Demaskując i obna­
żając słabości, jednocześnie oceniają i kpią. I tak
np. piszą o Chelsea Clinton: „Ona płacze i tyje,
tyje i płacze. 26-letnia córka byłego amerykań­
skiego prezydenta Billa Clintona ciężko przeżyła
ubiegłoroczne rozstanie z synem kalifornijskie­
go milionera łanem Klausem, łan [...] uznał,
że miłość na odległość nie ma sensu. Chelsea nie
potrafiła tego zaakceptować. Wróciła do dawne­
go stylu życia i dawnej diety. Co, niestety, widać
na załączonym obrazku" . Brytyjska piosenkar­
ka Geri Halliwell peka w szwach" bo wróciła
juz do rozmiaru sprzed kuracji odchudzającej
i nie zdążyła ieszcze zainwestować w nowa gar­
derobę. Wizerunek szczupłej i wysportowanej
Geri pora włożyć do lamusa" . Emma Bunton
którei nowy solowy album nie odniósł sukcesu
„wróciła do jedzenia ulubionych pączków i na'
brała ciała"
35

36

37

Informacje zamieszczone w pismach, poradni­
kach i dodatkach mają niewątpliwie perswazyjny
charakter. Pozornie niezaangażowany i referencyj­
ny język, oparty na powszechnych wyobrażeniach
i popularnych mitach, w istocie zawiera element
emotywności i ewokacyjności - tego typu strategie
i środki, znane ze studiów nad rytuałem czy magią,
są typowe między innymi dla propagandy . Rady,
informacje, sugestie, odnosząc się do sfery norm
i wartości, wpływają na stan mentalny adresatek,
oddziałują na emocje i mają stymulować pożądane
38

39
postawy. Komunikaty opisujące wybrane wycin­
ki rzeczywistości konstruują jednocześnie wokół
nich określone sensy, wyrażają kategoryczne sądy,
a tym samym w sposób finezyjny i zakamuflowany
n a r z u c a j ą - u z n a n ą za jedynie słuszną i oczywistą
- wizję porządku, manipulują i wywierają presję
na odbiorcy .
Przede wszystkim należy podkreślić fakt, że
teksty zwracają się wprost do czytelniczki, wy­
powiedzi sformułowane są w drugiej osobie, co
stwarza wrażenie bliskości odbiorcy z nadawcą
i wzmacnia siłę komunikatu : „Jedz to samo,
ale w wersji mniej kalorycznej. Wybierz to, co
nie odłoży się na biodrach czy udach" . „Żeby
spalić dwa jajka sadzone i dwa tosty (czyli ok. 350
kalorii) musisz przez 60 minut pływać w basenie
stylem klasycznym" , „Kupuj tylko małe porcje
ciasteczek czy lodów. Nie przesadzisz nawet
wtedy gdy zjesz całe opakowanie" . C ó ż pew­
nie wpadłaś w jedną z żywieniowych pułapek.
Zanim więc wvruszvsz w podróż przeczytaj
nasze porady. Dzięki n i m wrócisz z wakacii
bez « n a d b a g a z u »
Dodatkowo zwrot może
orzvi ać postać pytania retorycznego — to ieszcze
bardzie, notesie i e
moc wywołuiac efekt
podporządkowania i wrażenie bycia obserwo
wana : Wiecznie eiodna i wściekła. Znasz
to skądś?'" - sadzisz że odstawiaiac alkohol
39

40

41

42

43

44

TO

45

46

łatwiei wriśniesz sie w hikini?" - A mnze od
lar hez.knterznie w , l r z v , z z t ł n 4 r v v 1 d e m ?" 47

48

M

CIb

J. Bralczyk, język

bl

na sprzedaż,

3 5

http://gala.onet.pl/7,1318911,gwiazdy.html 28.06.08.

40

3 6

http://gala.onet.pl/5,1146130,gwiazdy.html 28.06.08.

Gdańsk 2004, s. 19, 101.

3 7

http://gala.onet.pl/5,1128785,gwiazdy.html 28.06.08.

41

„Filipinka", 5/2006, s. 48-49.

3 8

J. Barański, Socjotechni\a, między

42

„Dziewczyna", 6/2006, s. 26.

magią

a

analogią,

"

43

„VITA", 7/2008, s. 17.

2001, s. 26.

44

„Uroda", 7/2008, s. 106.

45

J. Bralczyk, op.cit., s. 113.

46

..Cosmopolitan", 5/2007, s. 225.

Por. B. Kudra, A. Kudra, Między

a perswazją

manipulacją

(o funkcjonowaniu antroponimów

w

tekście

prasowym), [w:] P. Krzyżanowski, P. Nowak (red.),

47

„VITA", 6/2006, s. 14.

Manipulacja w języku,

48

„Przyjaciółka", 11/2007, s. 20.

Wydawnictwo UMCS, Lublin

2004, s. 95.

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

y^ m

&gt;

Wydawnictwo Gdańskie,

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
3 9

u s z c z

�Katarzyna K u b a t

40
bie górę kanapek? Po sprzeczce z mężem obja­
dasz się lodami?" ; „tęsknisz za pizzą, frytkami
albo kawałkiem szarlotki?" .
Ważnym zabiegiem manipulacyjnym jest uży­
wanie kwantyfikatorów czy wreszcie odwoływanie
się do wyników badań : „Odkrycie australijskich
dietetyków nie jest dietą męczarnią, a raczej no­
wym stylem życia, dzięki któremu cała Australia
chudnie" . „Jakim cudem bogate kobiety są za­
wsze szczupłe? Odpowiedź na to pytanie znala­
zła lekarka Jana Klauer z Nowego Jorku [...]. Jej
klientami są zamożni ludzie sukcesu. Zabiegani,
bardzo zajęci, a jednak - szczupli. Dzięki jej pora­
dom schudniesz o j eden rozmiar w trzy dni" . „Ni­
gdy więcej liczenia kalorii i drakońskich diet! Nowa
teoria dietetyczna głosi, że jeśli chcesz pozbyć się
nadmiaru kilogramów, powinnaś zwracać
na ładunek ghkemiczny tego co iesz"^ Do magii
iezykowei zaliczyć można również eufemizmy
i zdrobnienia- Nadużywanie słodyczy od których
brzuszek szybko obrasta w nieestetyczne «oponki».
Może sie iednak zdarzyć że nie będziesz iadła ani
49

50

51

52

53

Jorku gwarantuje piękne ciało w dwa tygodnie:
„Sezon plażowy nieubłaganie się zbliża, a ty
myślisz, jak zrzucić kilka kilo i poprawić wygląd
strategicznych miejsc?" . Wrogiem numer jeden
jest nadmierny apetyt: „Przyjemność, z jaką po­
chłaniasz kolejne przekąski, z czasem zamienia
się w przymus jedzenia, bo czynność ta, podob­
nie jak np. praca, potrafi uzależnić. Stan taki wy­
maga kompleksowego działania oraz specjalnej
strategii. [...] Zadaniem diety jest zmniejszenie
ilości zjadanych przez ciebie kalorii, okiełznanie
nadmiernego apetytu który nie jest głodem
i podkręcenie przemiany materii" . Rozwiąż
nasza psychozabawe a przekonasz sie czy j u ż
wpadłaś w sidła uzależnienia od słodyczy"
(podkreślenia autorki)
61

62

63

Monstrualnym i szczególnie eksponowanym
problemem jest nagły i mimowolny powrót do
wagi sprzed kuracji odchudzającej, zwany często
efektem jo-jo: „Wokół jest dużo pokus, z który­
mi musisz walczyć. Nie oznacza to jednak, że do
końca życia powinnaś odmawiać sobie wszyst­
l
^ : „ . , 'u
he enadery kiego, na co masz ochotę. Ale też nie oznacza,
iak balon"
Ich ziarenka pobudzaia przemianę że teraz możesz sobie na wszystko pozwolić.
Głównym wrogiem, z którym musisz się zmie­
materii i owarantnia nłasld hrzmzek \ 1 nw,
rzyć po kuracji odchudzającej, jest tzw. efekt jon e n a n o f l hrJrnKnhnś"
Tesz iak L . z e k
jo. [...] Jeśli ciężar ciała utrzymuje się na stałym
a mimo to wciąż przybierasz na wadze?"
O perswazyjności tekstów mogą świadczyć poziomie prowadź normalne życie ale nie trać
hiperbole oraz metafory związane z grą czy czujności" . Stosowanie diety to dla Ciebie
jazda ekstremalna. Gdy zrzucisz trzy kilogramy
walką , np. Dieta Strażników Wagi , Kaloryczne
pułapki . Rewolucyjna metoda prosto z Nowego uważasz walkę za zakończoną. Jednak na razie
m

m

J

a

d

k

o

7

m

j

m

J

o

55

ra7

5 6

57

64

58

59

60

49

http://zdrowie.onet.pl/2658,1234838„„dlaczego_ciagle_

jem,dartykuly.html 28.06.08.

58

Por. J. Bralczyk, op.cit., s. 33.

5 9

„Twist", 4/2006, s. 42.

50

„JOY" 4/2007, s. 18.

6 0

51

J. Bralczyk, op.cit., s. 33.

html 28.06.08.

52

„Cosmopolitan", 6/2006, s. 139.

61

„Claudia", 5/2007, s. 80.

53

„Uroda", 4/2007, s. 56.

62

http://dlazdrowia.pl/index.php?dzid=38&amp;did = 686

54

„Claudia Diety", 1/2007, s. 18.

55

http://www.boutique.com.pl/tekst_archiwum.

php?id = 593 28.06.08.

http://kobieta.wp.pl/kat,26381,wid,8232301,wiadomosc.

28.06.08.
63

http://zdrowie.onet.pl/149,„„slodkie_

zycie,psychozabawy.html 28.06.08.

56

„Bravo Girl", 25 V 2006, s. 24.

64

57

„Fakt radzi", 1/2007, s. 8.

schudlam-i-co-dalej/ 28.06.08.

http://www.kobieta.pl/zdrowie/diety/zobacz/artykul/

BARBARZVSCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

wygrałaś tylko bitwę. Teraz gra toczy się o to, by
znowu nie utyć" . „Efekt jo-jo (...) to zmora
odchudzających się" (podkreślenia autorki).
Popularnym i często stosowanym trikiem jest
powoływanie się na autorytety - tutaj gwiazdy
popkultury, które swoimi postawami mają za­
świadczać o prawdziwości i słuszności przed­
stawianej wizji świata: „Dietę amerykańskiego
kardiologa pokochały gwiazdy, m.in. Catherina
Zeta Jones" . Na pytanie o to, czy czuje się pod
presją, by być szczupłą, młoda gwiazdka Hilary
Duff odpowiada: „Kiedyś przeczytałam w ma­
gazynie «Star», że jestem pulchna! Przestraszy­
łam się: « 0 rany, czy jestem gruba? Może jestem
brzydka?» [...] Nie jadłam makaronów, pieroż­
ków ani chleba" . Doskonała sylwetka ciemno­
skórej gwiazdy Halle Berry - o czym donosi ma—
.
gazyn Fakt" - nie iest wyłącznie' darem natury
„Halle Berry stosuje rygorystyczną dietę" .
65

66

67

68

69

Podobnie jak wszelkie wpadki, z wielką skru­
pulatnością odnotowuje się starania oraz osiąg­
nięcia, co - zdaje się - ma wzmocnić motywację
u adresatek komunikatów. Zakamuflowane sądy
wartościujące zawarte w tych pozornie informa­
cyjnych tekstach mają wywołać określoną reak­
cję. I tak dzięki odpowiednim zabiegom notka
0 aktorce Melanie Griffith staje się bardziej suge­
stywna: „kolejna dieta uchroniła przed nieszczę­
ściem smukłą figurę [...]. Jak wiele sławnych
1 całkiem zwyczajnych kobiet, Melanie znacznie
przytyła podczas ciąży i miała duże problemy ze
zrzuceniem tej nadwagi. Dlatego też postanowi­
ła całkowicie zmienić swój sposób odżywiania.
Przestała jadać tłuste mięsa: baraninę, wieprzo­
winę, skórkę z drobiu" .
70

41
Modelka Heidi Klum

dwa miesiące po uro­

„Brzu­

d z e n i u syna p r z e c h a d z a się po wybiegu:

szek po d z i e c k u z n i k n ą ł j a k zaczarowany! Jed­
nak

to n i e m a g i a , l e c z t w a r d a d y s c y p l i n a [ . . . ]

David Kirsh

«trener

z

do walki

bezlitośnie wykreślił z jadłospisu
(cukier, m a k a r o n , r y ż i chleb) "

Lopez z n a

7 1

. Z kolei Jennifer

n a p a m i ę ć tabele k a l o r y c z n e

o b u d z o n a w ś r o d k u n o c y potrafi
wartości

tluszczem»,

węglowodany

„i

nawet

wyrecytować

1000 p r o d u k t ó w ! ! ! " . Pączki
d w i e „sekretne s ł a b o s t k i " Beyonce

ponad

7 2

i b a t o n i k i to
Knowles - c o j a k i ś

c z a s u w i d a c z n i a j ą s i ę n a jej

biodrach piosenkarka

pociąga wtedy

za hamu­

bezpieczeństwa i b ł y s k a w i c z n i e p o z b y w a s i ę
10 k i l o g r a m ó w . Szybkie rezultaty t o
e f e k t d i e t y South Beach" . Aktorka Elizabeth
Hurlev z w v k l a m a w i a ć ż e z a b i l a b v s i e e d v b v
b v l a tak" g r u b a i a k Marilvn Monroe W c i ą ż y
i e d n a k s o o r o przytyła w i e c PO u r o d z e n i u s y n a
lec

nawet do

73

1

1 ż y w i ł a sie n i e m a l w y ł ą c z n i e

na

narze rybami i b r ą z o w y m

kilku

mieslcy

zanhiła

nonad

notowanymi

ryżem

75

W

ciL,

kilogramów

Od tej p o r y o s t r o p i l n u j e w a g i . Nie p r z y t y ł a a n i
grama"

7 4

Komunikaty dotyczące

jedzenia generowane

p r z e z Kulturę m a s o w ą w p i s u j ą się w całą siatKę
z n a c z e ń sKupioną woKol cielesności i Kobiecości.
KestryKcje ż y w i e n i o w e są j e d n y m z w i e l u spo­
sobów

dyscyplinowania ponowoczesnego

spo­

łeczeństwa, elementem zaplanowanego i wyratinowanego przymusu, który w n i k a j ą c w k a ż d ą
częsc ciała jednostki, wyrabia o k r e ś l o n e nawyki
oraz

automatyczne przyzwyczajenia,

kontroli wszystkie naturalne c z y n n o ś c i
jest z b i o r o w y m w y t w o r e m , k s z t a ł t e m

poddaje

Ciało
odcismę-

6 5

„Samo Zdrowie", 7/2008, s. 70.

7 1

6 6

„Kwartalnik Super L i n i i " , 1/2007, s. 48.

7 2

„Twist", 4/2006, s. 41.

6 7

„Dobre Rady", 5/2007, s. 58.

7 3

„JOYEKSTRA-dodatek", 6/2006, s. 8.

6 8

„Cosmopolitan", 6/2006, s. 25.

7 4

http://gala.onet.pl/5,1112203,gwiazdy.html. 28.06.08.

6 9

„Fakt radzi", 1/2007, s. 46.

7 5

M . Foucault, Nadzorować

7 0

http://zdrowie.onet.pl/200,9392„„dieta_melanie_

griffith,diety.html 28.06.08.

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

„JOYEKSTRA-dodatek", 6/2006, s. 4.

i karać, dum. T. Komendant,

Aletheia-Spacja, Warszawa 1998, s. 131-137.

�Katarzyna K u b a t

42
tym przez obowiązujący dyskurs. Zwłaszcza
ciało kobiece, przeżywane i doświadczane „dla
innego", będące emblematem kobiecości utożsa­
mionej z byciem widzianą . Zewnętrzność staje
się powierzchnią zdarzeń, wygląd, wizualność są
nie tylko najprostszym i najczęściej stosowanym
kryterium oceny, ale przede wszystkim podsta­
wowym elementem tożsamości .
Atrakcyjność fizyczna skojarzona ze szczupłą
sylwetką konotuje siłę woli i dyscyplinę, sukces,
zdrowie i brak kompleksów . Ponieważ instru­
menty do walki z nadwagą są łatwo dostępne,
otyłość przywodzi na myśl lenistwo i brak samo­
kontroli. Szczupłe ciało ma być ponadto wyrazem
„męskiego" panowania nad apetytem i żądzami .
Utrzymanie ciała w ryzach wymaga czujności
i samozaparcia, restrykcje żywieniowe dominują
w kobiecym arsenale, a to potwierdza przekonanie
Susan Bordo o romantycznej mistyfikacji diety
będącej jednym z elementów sztuki kobiecości .
Jedzenie jest zakazaną rozkoszą. Przeciętna ko­
bieta bombardowana informacjami na temat diet
i środków dietetycznych je niewiele - przynaj­
mniej publicznie dumienie apetytu postrzega jako
normę głód traktuie iako obca natarczywa sileKobieta nie może DO Drostu sie najeść gdy jest
głodna, lecz powinna okazać, ze me m i apetytu
i że wcale go nie zaspokaja"
76

77

78

79

80

81

Ograniczając jedzenie i kontrolując dietę, kie­
ruje się głównie strachem przed przybraniem na

76

Należy podkreślić, że „praktyki tresury cielesnej",

wadze, co według komunikatów dostarczanych
przez kulturę masową jest równoznaczne z klę­
ską i kompromitacją. Monitorowana przez siebie
samą, równocześnie obserwowana jest z zewnątrz,
przez nadzorców, którymi są inne kobiety oraz
mężczyźni, dysponujący wiedzą o tym, jak powin­
no wyglądać idealne ciało. Sytuacja przywodzi na
myśl koncepcję panoptyzmu, wedle której niewie­
lu poddaje kontroli wszystkich, a spojrzenie ma
dyscyplinujący charakter . Kobiecość manifestuje
się przede wszystkim przez urodę, sugeruje się, że
piękna kobieta „jest bardziej" kobietą niż kobieta
brzydka Celem kobiety jest bycie pożądana
a ponieważ panuje powszechne przekonanie, że
każda kobieta może rzeźbić" swoją fizyczność
i mieć w dużym stopniu takie ciało iak chce ta
która me spełnia określonych standardów, musi
pozostać na marginesie Ma się wrażenie że
kobieta która nie iest niekna młoda szcziinła
i wysoka powinna sie tego wstydzić. A kiedy iei
82

83

-

sie to nie udaie nowirma mieć «noczucie nieade
kwatności»" 4
8

P

Szczupły wygląd był do niedawna wyłącz­
nym atrybutem modelek, dziś jest to dominujący
image j u ż na poziomie szkoły średniej. „Zawsze
byłam na diecie. Od kiedy poszłam do 6. klasy
szkoły podstawowej" - zwierza się piosenkar­
ka Gwen Stefani. W jednym z magazynów dla
osób chcących skutecznie schudnąć, pani ekspert
proponuje specjalna „dietę 1500 kcal dla dziew85

78

N . Etcoff, Przetrwają

najpiękniejsi,

tłum. D . Cieślak,

w tym nacisk na modelowanie sylwetki, dotyczą

Wydawnictwo Cis, Warszawa 2002, s. 68-69.

również mężczyzn. Obecnie obserwuje się wzrost

7 9

zainteresowania męską cielesnością, odgrywa ona coraz

8 0

S. Bordo, op.cit., s. 99.

większą rolę w kontekście kulturowego konstruowania

81

E. Kaschak, Nowa psychologia kobiety.

męskości. Głębsza analiza zjawiska, a także znaczeń

P. Bourdieu, op.cit., s. 80.

przypisywanych męskiemu ciału wykracza jednak poza

Gdańskie, Gdańsk 2001, s. 109.

ramy niniejszego tekstu. Por. S. Bordo, The Male Body:

82

A New Look At

M

e

ni

n

Public and Private, Nowy Jork

1999.
77

P. Bourdieu, Męska dominacja, tłum. L . Kopciewicz,

Oficyna Naukowa, Warszawa 2004, s. 79-82.

Podejście

psychologiczne, tłum. J. Węgrodzka, Wydawnictwo
M . Foucault, op.cit., s. 191.

83

Z. Melosik,o/&gt;.«V.,s. 79.

M

Ibid., s. 81.

85

http://www.polki.pl/?page = zycie_gwiazd_

plotkiiploteczki_artykul&amp;cmn_id = 10003010 28.06.08.

BARBARZVSCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

czyn" . „Brokuły wysmuklają sylwetkę - taką
informację podaje pismo skierowane do nasto­
latek - zjadłabyś coś słodkiego? Zjedz brokuły.
Występujący w nich chrom zmniejsza ochotę na
słodycze. Dodatkowo ogranicza odkładanie się
tłuszczów i - co za tym idzie - przeciwdziała
powstawaniu otyłości" . Specjalny jadłospis dla
osób niepełnoletnich, które pragną wyszczupleć,
pojawia się w kolejnym kolorowym magazynie,
86

87

dietetyczny informator Nastolatka kontra kilo­

gramy opatrzony jest zdjęciem smukłej, młodej,
kobiecej sylwetki .
88

Wskazuje się, że wizerunek kobiecego cia­
ła traci krągłości i masę wówczas, gdy kobiety
uzyskują niezależność oraz swobody polityczne
czy obywatelskie . Wyzwolone z kieratu mał­
żeństwa i macierzyństwa kobiety mają urządzać
sobie nowe więzienie, tym razem we własnym
ciele: „Dzisiejsze kobiety odrzuciły wprawdzie
paraliżujące restrykcje [...] poprzednich poko­
leń, ale dawną tyranię zastąpiły nową - ścisłą
dietą. Przeprowadzając nienaturalne kuracje
odchudzające, redukują obwód w pasie poprzez
« k a n i b a l i z m » popełniany na własnej tkance
tłuszczowej" .
89

90

Warto zwrócić uwagę na fakt, że wokół proble­
mu jedzenia koncentrują się objawy niektórych
zaburzeń, niekonwencjonalne zachowania ży­
wieniowe są środkiem ekspresji dla anoreksji, bu­
limii - aberracji psychicznych uznanych za typo­
wo kobiece. Wszelkie ambiwalencje, powszechne
obsesje, sprzeczne komunikaty dostarczane przez
kulturę masową związane z pozornie banalną
kwestią jedzenia znajdują swoje odzwierciedlenie
na poziomie patologii. Teksty kulturowe dostar­
czają wątków, za. pomocij których manifestują

43
się intrapsychiczne problemy. Pierwotnie fizjo­
logiczna czynność otoczona systemem znaczeń,
przeniesiona z poziomu natury na poziom kul­
tury, przybiera postać monstrualnego problemu,
a w końcu chorobowego symptomu .
Niespójność komunikatów na temat jedzenia
znajduje odbicie w mechanizmach tworzących
tzw pograniczną strukturę osobowości - border¬
line, występującą m.in. u osób z zaburzeniami
łaknienia. Wśród wielu obserwowanych tutaj
tzw. rozszczepień - obok ambiwalencji związa­
nych z recepcją własnego ciała oraz jego relacji
do umysłu - pojawia się rozszczepienie doty­
czące pokarmu. Pożywienie przed zjedzeniem
go jest obiektem dobrym, natomiast po wchło­
nięciu staje się czymś złym i wymaga usunięcia
z organizmu . Najbardziej czystą ekspresją tej
sprzeczności jest zjawisko bulimii, która z jednej
strony wyraża pragnienie nieskrępowane konsumpcii z drugiej zaś głęboka potrzebę kontrolowaniaciała
91

92

93

A n a l i z u j ą c system kulturowych z n a c z e ń
związanych z czynnością jedzenia, nie sposób
pominąć zjawiska, jakim niewątpliwie jest N i gella Lawson. Gwiazdę brytyjskiej telewizji,
autorkę wielu kulinarnych książek, które oku­
pują listy bestsellerów, oglądać można w kil­
ku polskich stacjach. Nigella ucztuje, który jest
kontynuacją emitowanego wcześniej programu
Nigella gryzie, cieszy się ogromną popularnością
i jak się powszechnie uważa, międzynarodowy
sukces nietuzinkowa kucharka zawdzięcza spe­
cyficznemu stylowi bycia. W każdym odcinku
przedstawia przepisy na nieskomplikowane da­
nia których przyrządzanie może być wspania¬
łą zabawą, pokazuje, jak celebrować jedzenie

8 6

„Super Linia/wydanie specjalne", 1/2007, s. 22.

91

8 7

„Bravo Girl", 9 I V 2007, s. 47.

„ALBO - albo. Problemy psychologii i kultury", 4/2004,

88

„Claudia Diety", 1/2007, s. 72.

s. 45.

8 9

Z. Melosik, op.cit., s. 164.

92

9 0

D . Morris, Magia ciała, tłum. B. Ostrowska, Split

„pogranicznej"

Tranding, Warszawa 1993, s. 191.

BARBARZYŃCA

antropologicznym,

A. Jakubczyk, C. Żechowski, Anoreksja jako przejaw
(borderline) struktury osobowości,

Medycyna", 17/1996, s. 19.
93

1 (14) P009

K. Moskwa, Zaburzenia w ujęciu

Por. Z. Melosik, op.cit., s. 144-157.

„Nowa

�Katarzyna K u b a t

44
i cieszyć się ze wspólnych posiłków z rodziną
czy przyjaciółmi. Absolwentka Oxfordu, żona
milionera, przykładna gospodyni i matka uwiel­
bia gotować, mimo iż nie zna wyrafinowanych
technik kuchennych i jak się często podkreśla,
nie potrafi wypatroszyć ryby, a podczas gotowa­
nia nieomal demoluje kuchnię .
Z antropologicznego punktu widzenia Nigella, określana często mianem „domowej bogini",
jest postacią intrygującą ze względu na sposób,
w jaki porusza się w kuchennej przestrzeni i na
to, jak bardzo lekceważy kulturowe nakazy oraz
ograniczenia nakładane na kobiety. Najbardziej
lubi pieczonego kurczaka z tłuczonymi ziemnia­
kami, obce są jej wyrzuty sumienia spowodowa­
ne nadmiernym łakomstwem. Nigella, podkre­
ślając, jak bardzo kocha jeść i jak wielki wpływ
na jej życie wywiera dobre jedzenie, zadaje kłam
teoriom, wedle których kobiecy apetyt musi być
nieustannie monitorowany i tłumiony. Deklaru­
je otwarcie, że gotowanie i jedzenie są jej pasją:
„po prostu jedzenie wzbudza we mnie zbyt wiele
emocji, za bardzo lubię jeść (i gotować)" - tym
samym podając w wątpliwość łańcuch skojarzeń
przypisanych czynności jedzenia oraz koniecz­
ność ciągłego kontrolowania apetytu i dyscy­
plinowania ciała. Wydaje się, że ma całkowity
dystans do swej powierzchowności, potrafi być
autoironiczna i nie widzi nic niestosownego
w zakradaniu się nocą do lodówki .
Można się zastanawiać, czy Nigella jest tym
wyjątkiem, który potwierdza regułę, czy może
w dyskursach diety i kobiecości są szczeliny, w któ­
rych mogą się pomieścić zjawiska na pierwszy rzut
oka nielogiczne. Pani Lawson jest niekwestiono­
94

95

96

94

Por. http://www.polki.pl/?page = zycie_gwiazd_

znaniilubiani_artykul&amp;cmn_id = 10002178 28.06.08.
95

N . Lawson, Nigella Gryzie, dum. J. Hodyńska,

Wydawnictwo Filo, Warszawa 2006, s. 7.

waną gwiazdą kultury masowej, ajej popularność
wciąż rośnie. Niewątpliwie bezpretensjonalność,
sposób, w jaki przyrządza potrawy, a także warto­
ści, które wyznaje - kult macierzyństwa i domo­
wego ogniska - sprawiają, że spotyka się z ogrom­
nym uwielbieniem i jest wzorem dla wielu kobiet.
Niemniej jednak jest jeszcze inny element, który
może się przyczynić do wyjaśnienia tego fenome­
nu. Wystarczy zwrócić uwagę na sposób, w jaki
utalentowana kucharka jest opisywana i odbierana
przez wielbicieli.
To wysoka, atrakcyjna brunetka o ponętnych
kształtach i obfitym biuście. Podkreśla się, że na
liście najpiękniejszych kobiet Wielkiej Brytanii
zajęła trzecią pozycję, magazyn „People" z kolei
zaliczył ją do grona pięćdziesięciu najpiękniej­
szych osób na świecie. Jest osobą bardzo zmy­
słową, sposób, w jaki przesypuje mąkę i zagniata
ciasto, może działać na wyobraźnię. „New York
Times" napisał: „Oglądanie, jak Nigella gotuje,
to jak obserwowanie preludium orgii" . W tym
miejscu warto ponownie przywołać słowa Susan
Bordo, która po szczegółowej analizie popkulturowych przekazów stwierdziła, że kobiecy
apetyt nabiera pozytywnego znaczenia jedynie
wtedy, kiedy zostaje skojarzony z seksualnością
- zachłanność staje się wówczas metaforą sek­
sualnej żądzy . Przypadek Nigelli Lawson jest
dobrą ilustracją tej koncepcji. Apetyt urodziwej
kucharki gubi swoje negatywne konotacje, zosta­
je dowartościowany przez odniesienie do sfery
seksu. Wykonywane przez Nigellę gesty wywo­
łują niemalże erotyczne napięcie: „Stała się bo­
ginią jedzenia, ale również boginią seksu, choć
o seksie nie pada w jej programach ani słowo.
97

98

9 6

C. Brunsdon, The Feminist in the Kitchen: Martha,

Martha and Nigella, [w:] R. Mosley (red.), Feminism in
popular culture, Oxford, New York, s. 51-52.
9 7

Za: L . Talko, Bogini oblizuje palce, „Gazeta Wyborcza/

Wysokie Obcasy", 7 I V 2007, s. 27.
98

S. Bordo, op.cit., s. 110.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Głodomór w krainie p i e c z o n y c h gołąbków

Ale w tym, jak Nigella oblizuje palce, jest więcej
seksu niż w całym filmie erotycznym" .
Afirmacja jedzenia czy seksu jest w rzeczywi­
stości ekspresją radości i pochwałą życia._Gryząc
i przełykając, próbując wszystkiego z lubością,
reprezentuje ten aspekt kobiecości, który wydaje
się nieobecny w dominującym dyskursie. Tym
samym demonstruje - jakby powiedział Bachtin
- najważniejsze przejawy życia „groteskowego
ciała". Ciała, które w kontekście potocznych wy­
obrażeń i kulturowych konstrukcji płci wydaje się
zarezerwowane: dla mężczyzn: „Właściwości tego
ciała to jego otwartość, niewykończenie, współ­
oddziaływanie z otaczającym światem. W akcie
jedzenia uwidacznia się to w sposób całkowicie
namacalny i konkretny: ciało przekracza swe gra—
nice połyka pożera i szarpie świat wchłania eo
w siebie/bogaci się, rośnie jego kosztem" .
99

100

Można zaryzykować stwierdzenie, że powo­
dzenie Nigelli wynika z tego, że jej wizualność
idealnie spełnia wymogi wzrokocentrycznej kul­
tury, a sposób, w jaki krząta się po kuchni, per­
fekcyjnie realizuje kulturowe zapotrzebowanie
na spektakl. Pasja i radość jedzenia dzięki połą­

45
czeniu z nieprzeciętnym seksapilem i urodą nie
tylko znajdują swoje uzasadnienie, ale przede
wszystkim ustanawiają nową jakość. Apetyt ko­
biecy dowartościowany przez odniesienie do sfe­
ry seksu staje się zjawiskiem pozytywnym i jak
najbardziej pożądanym. Można się zastanawiać,
na ile działania te są wystudiowane i konstru­
owane świadomie, w jakim stopniu mogą być
grą czy pozą. Jest faktem, że miła dla oka go¬
sposia przełamuje pewien stereotyp, wskazując,
jak dalece można ignorować sztywne społeczne
zalecenia. Swoją postawą udowadnia, że ciężar
kulturowej presji i siła kulinarnego terroru są raczei przeszacowane W rzeczywistości i ednostki
zachowuia własna'podmiotowość i decyduia
samodzielnie o tym które ze standardów chcą
realizować - świadomie współkonstruuj ąc czy
modvfikuiac obowiazuiacvdyskurs Nip-ellaoo
trafi ł a c J ć t o co nainieknieisze w kuchni- zmv
słowość i praktyczność Ponadto, w tym zwano-

wanvm świecie k t ó r v c a ł v c z a s noddaie sie coraz
hardziei
uaruzaej hezsen'sownvm
uez.seiisowiiyin trendom
ireiiuoin i fohiom
louioin dietę
uiclc
rvrznvm ipst tn ndważnv crłos m ó w i a r v ipm bn

The article presents the question of nourishment in cultural perspective as a phenomenon which is
shaped and constructed by pop culture text which plays the role of dominant discourse. The basic
aim is to point at different patterns of eating behaviour related to gender and to put emphasis on a
women's model of being on a diet and reducing weight as a part of the stereotypical women's image.
The analysis of magazines, advertisement and films proves the existence of women's pattern of eating
and moreover leads to the conclusion that it is based on persuasive strategies characteristic of rituals
and propaganda. However, the most important issue is a woman as a subject who, despite of symbolic
restrictions, stays an aware and independent being and is able to select information and make her
own decisions whether to follow the imposed rules.

99

100

L . Talko, op.cit., s. 27.
M . Bachtin, op.cit., s. 394.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

101T. Capponi-Borawska, op.cit., okładka.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11322" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11300">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a9e8f729ea18b9b7aaf421fe63e2b92.pdf</src>
        <authentication>9f420870812403615ba64222bfee3d3d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134913">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134914">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134915">
                <text>gender</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134916">
                <text>antropologia ciała</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134917">
                <text>antropologia jedzenia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134918">
                <text>jedzenie - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134919">
                <text>bulimia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134920">
                <text>anoreksja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134921">
                <text>antropologia płci</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134922">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5248</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134923">
                <text>Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy / Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134924">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134925">
                <text>Kubat, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134926">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134927">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134928">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134929">
                <text>Katarzyna
Kubat
B

Doktorantka W y d z i a ł u Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ukończyła
gender studies oraz etnologię i antropologię kulturową. Absolwentka s t u d i ó w
podyplomowych z zakresu zarządzania projektami i funduszami UE. Obecnie zajmuje
się pozyskiwaniem ś r o d k ó w ma działalność organizacji p o z a r z ą d o w y c h .

Zaburzenia jedzenia jako
fenomen kulturowy
nformacje o śmierci nikomu wcześniej nie­
znanej urugwajskiej modelki Luisel Ramos
obiegły świat, wywołując konsternację i obu­
rzenie. W sierpniu straciła przytomność podczas
pokazu, lekarze nie zdołali uratować jej życia.
Aby utrzymać linię, żywiła się wyłącznie liśćmi
sałaty - takie dane podaje internetowa encyklo­
pedia . Kolejna tragedia wydarzyła się w listo­
padzie w szpitalu w Sao Paulo, gdzie zmarła
21-letnia Ana Carolina Reston. Karierę modelki
rozpoczęła w trzynastym roku życia, nowe kre­
acje prezentowała w Japonii, Turcji i Meksyku,
a przez ostatnie miesiące życia jadła jedynie po­
midory i jabłka. W chwili śmierci przy wzroście
174 cm ważyła zaledwie 40 kg. Temat podjęli
nie tylko publicyści, sprawą zajęli się również
1

1

2

http://pl.wikipedia.org/wiki/Luisel_Ramos.
B M I (ang. Body Mass Index) jest to wskaźnik będący

ilorazem masy ciała liczonej w kilogramach i kwadratu

poważni urzędnicy państwowi, którzy domagają
się, aby dziewczęta o „rozmiarze zero" przestały
się pojawiać na wybiegach. Władze Madrytu za­
kazały miejscowym kreatorom zatrudniania na
wybiegu kobiet bez właściwego zaświadczenia
lekarskiego oraz z BMP wskazującym na znacz­
ną niedowagę . Kolejne doniesienia o niebez­
piecznej chorobie, która szaleje w świecie mody,
systematycznie potęgowały nastrój grozy. Do
krucjaty włączyły się gwiazdy srebrnego ekranu
- jedna z aktorek przyznała, że czasopisma ze
zdjęciami chorobliwie chudych dziewcząt ukry­
wa przed sześcioletnią córką.
Tajemnicza przypadłość dotyka kolejne oso­
by. Problem dostrzeżono w szkołach, pedago­
dzy robią wszystko, aby mu zapobiegać . Jeden
3

4

3

4

http://wiadomosci.onetpl/1384102,2678,kioskart.html.
„Gazeta Olsztyńska", 2A0.2007, http://wiadomosci.

wp.pl/kat,31314,wid,8665437,prasaWiadomosc.html.

wzrostu podanego w metrach (przyp. red.).

BARBARZYŃCA

PDQ8

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
z poradników dla kobiet w rubryce „gorący
temat" alarmuje, że wśród uczennic szkół ponadgimnazjalnych zapanowała dziwna moda
na grupowe odchudzanie. Kilka nastolatek po­
stanawia zgubić „dodatkowe" kilogramy, infor­
mują o swoim pomyśle koleżanki - te następnie
dołączają do zespołu. Po kilku tygodniach poja­
wiają się rywalki - na początku w klasie, później
w sąsiedniej szkole. Dziewczęta, dopingowane
do osiągania coraz lepszych wyników, rywalizują
i prześcigają się w wymyślaniu własnych diet.
Wspólnie się ważą, po czym porównują rezulta­
ty. I chociaż chudną, to uważają, że ciągle zbyt
mało . Podobny problem mają kobiety, które pra­
cując na odpowiedzialnych stanowiskach i wy­
chowując dzieci, muszą nieustannie dbać o swój
wygląd. Należą do pokolenia wychowanego na
supermenki i wydają się mieć idealnie ułożone
życie. Doskonale radzą sobie w trudnych sytu­
acjach, lecz w chwilach słabości, kiedy nikt nie
widzi, objadają się tylko po to, aby za moment
móc wszystko zwrócić. W ten sposób funkcjo­
nują przez lata, nie budząc żadnych podejrzeń
wśród najbliższych .
Autorstwo terminu anoreksja przypisuje się
dwóm osobom, które niemal równocześnie opi­
sały podobny zespół fizycznych objawów. Jed­
nym z badaczy jest William Guli, angielski
lekarz, drugim - francuski neurolog Charles
Lasegue. Bulimia od samego początku kojarzo­
na była raczej z moralnym, a nie medycznym
wymiarem żarłoczności. Wczesne przypadki
głodzenia wyrażały pogardę i wstręt do ciała oraz
5

6

5

„Tina", 16-18.04.2007, s. 20.

6

J. Podgórska, „Polityka", 7.10.2006, s. 106.

7

Por. S. Kurowski, Od ascezy do obżarstwa,

7

8

9

10

11

12

9

[w:] Oczywisty

Przyjaciół Polonistyki Wrocławskiej, Wrocław 1998, s. 52.
R. Przybylski, Pustelnicy i demony, Znak, Kraków 1994,

s. 77.

jego biologicznych funkcji. Ciało jako byt niedo­
skonały stanowiło siedlisko zła oraz przeszkodę
w wyzwoleniu dla duszy, zasługiwało zatem
na agresję. Asceza miała w sposób symboliczny
wyobrażać walkę z Szatanem i być potępieniem
grzesznego świata . Zjawisko umartwiania ciała
obecne było na początku chrześcijaństwa i w ca­
łym średniowieczu. Anachoreci, dążąc do zba­
wienia, poddawali się rozlicznym torturom, mię­
dzy innymi głodowali: „Niektórzy jadali bowiem
co drugi dzień, chociaż byli i tacy, którzy przyj­
mowali pokarm co piąty" . Osiemnastowieczni
medycy podobne praktyki będące demonstracją
pobożności i wyrzeczeniem się potrzeb zmysło­
wych określali mianem anorexia mirabilis .
R. Bell w swojej książce Święta anoreksja
przedstawia kronikę przypadków osób, które
świadomie rezygnowały z jedzenia i narzucały
sobie długotrwałe posty. Przypuszcza się, że na
anoreksję i bulimię chorowała między innymi
Joanna d'Arc. Święta Katarzyna z Sieny tortu­
rowała ciało, aby ujarzmić niższą część swojej
natury - przepasana łańcuchem nabitym gwoź­
dziami spała godzinę co dwa dni . Żywiła się
jedynie łyżką ziół dziennie, a kiedy zmuszana
była do spożycia czegoś więcej, wkładała patyk
do gardła i wymiotowała . Prawdopodobnie
chciała się w ten sposób zbuntować przeciwko
rodzinie, która zmuszała ją do małżeństwa.
Odmawiała jedzenia córka węgierskiego króla Małgorzata. Podobnie jak w historii Katarzyny,
głodówka miała być wyrazem sprzeciwu wobec
postanowienia ojca o wydaniu jej za m ą ż .

10

BARBARZYŃCA

Gdańskie

J.N. Vuarnet, Ekstazy kobiece, słowo/obraz terytoria,

Gdańsk 2003, s. 63.
11

J.R. Bemporad, Cultural and Historical Aspects of

Eating

Disorders, [w:] Eating Disorders, New York 1995, s. 407.
12

nu

M . M . Jablow, Anoreksja, bulimia, otyłość,

Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2001, s. 30-31.

urok biesiadowania, red. P. Kowalski, Towarzystwo
8

61

Ibid., s. 406.

�62

Katarzyna Kubat

O d m o w ę jedzenia u t o ż s a m i a n o
z wielką siłą woli, głodujące osoby
adorowano i podziwiano. Niektóre,
jak Katarzyna czy Małgorzata, uzna­
ne zostały za uosobienie pobożności
i wyniesione do godności świętych.
Wierzono, że rezygnacja z cielesnych
przyjemności i umartwianie stano­
wią jedyną słuszną drogę godnego,
religijnego życia oraz prowadzą do
nieśmiertelności i przynoszą wieczną
chwałę. Dzięki wynalazkowi druku
rozpowszechniło się w Europie wiele
legend o „cudownych pannach" żyją­
cych bez jedzenia. Podobne przypadki
zostały odnotowane również po dru­
giej stronie Atlantyku, gdzie purytanie natknęli się na sprawę czarownic
z Massachusetts - donoszono, że su­
rowe głodówki sprawiały tym kobie­
tom „dziwną przyjemność" . Między
X V I a X V I I I wiekiem barwne historie
o pierwszych anorektyczkach zostały
wchłonięte przez kulturę ludową.
Niektórzy lekarze, podobnie jak du­
chowni, poddawali poszczące dziew­
częta wnikliwej obserwacji, chcąc do­
ciec, czy one rzeczywiście nie jedzą.
Znany jest przypadek jednej z „cu­
downych panien", którą przyłapano
na potajemnym jedzeniu, a następ­
nie stracono . Anoreksja przybierała
postać coraz bardziej jarmarczną FOT. HUBERT FRANCUZ
wygłodzone niewiasty prezentowano
na dworach i odpustach, składano im
wizyty i obsypywano podarkami. Sensacyjne towały wychudzone ciała swoich córek i sióstr
informacje o głodujących kobietach rozbudzały za odpowiednią opłatą. Jednym z takich przy­
ogromną ciekawość, dlatego rodziny prezen- padków była Sara Jacob, dziecko angielskiego
13

14

13

M . M . Jablow, op.cit., s. 32.

1 4

A. Gromkowska, Kobiecość

w kulturze globalnej.

Rekonstrukcje i reprezentacje, Wydawnictwo Wolumin,
Poznań 2002, s. 180.

BARBARZYŃCA E(1E|

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
farmera - rodzice czerpali zyski z pokazywania
córki gapiom dopóty, dopóki dziewczyna nie
umarła z wycieńczenia . W X I X wieku termin
„poszczące dziewczęta" wszedł do powszechne­
go obiegu oraz zadomowił się na dobre w euro­
pejskich czy amerykańskich słownikach i leksy­
konach. Poszczące panny ciągle były obiektem
zainteresowania i podziwu, a opisy ich sylwetek
przedstawiano w prasie. Wielka popularność
„niejadków" inspirowała coraz więcej kobiet
i stymulowała do naśladowania podobnych za­
chowań .
Epoka wiktoriańska jest momentem, kiedy
wśród elit pojawia się nowy ideał kobiecego
piękna i stylu życia. Idealna dama, zamknięta
w czterech ścianach bawialni, miała ucieleśniać
delikatność, słabość i podległość. Dziwne zacho­
wania przypominające zaburzenia jedzenia tłu­
maczono wyjątkową podatnością na załamania
nerwowe. Typowym problemem była sitofobia
- chorzy odmawiali przyjmowania pożywienia,
które rzekomo było zatrute. Kolejna jednostka
chorobowa to chlorosis (blednica), odznaczająca
się brakiem apetytu, ogólnym zmęczeniem oraz
anemią - w potocznej świadomości kojarzyła
się z niezaspokojeniem płciowym i miała wy­
stępować u ludzi zamożnych . Kwestią, która
wydaje się szczególnie interesująca, jest stosunek
objawów do obowiązującego wówczas pojęcia
kobiecości oraz ideału urody. Symptomy chlorozy odbijały się w modelu kobiecego piękna
utożsamianego z „mdlejącym urokiem", bla­
dością i kruchością. Popularnym schorzeniem,
które pod wieloma względami mogło przypomi­
nać dzisiejszą anoreksję, była przede wszystkim
histeria .
15

16

17

18

63
Sposoby przejawiania się zaburzeń jedzenia
oraz ich rozumienie są historycznie zmienne
- wszelkie interpretacje odzwierciedlają głów­
ne poglądy i wierzenia obowiązujące w danej
epoce. Problem został ostatecznie opisany w ka­
tegoriach medycznych i zdiagnozowany jako
choroba psychosomatyczna. Oznaki pobożno­
ści zaczęto postrzegać jako objawy chorobowe.
Głodówki przeniesiono ze sfery religijnej do
świeckiej, następnie poddano medycznej obrób­
ce. „Właściwa" anoreksja rozpowszechniła się
wraz ze zmianą standardów urody w latach trzy­
dziestych X X wieku, kiedy pojawiły się mody na
rozmaite diety będące nową formą manifestacji
określonego stylu życia .
Bulimia nie doczekała się tak barwnego
i szczegółowego opisu jak anoreksja, chociaż
jej obecność została odnotowana j u ż w I I w. n.e.
przez Galena, który użył słowa bulimis do opisu
jednostki chorobowej objawiającej się nienatu­
ralnie dużym apetytem. Na przestrzeni dziejów
termin bulimia sporadycznie pojawia się w pi­
śmiennictwie medycznym, mimo iż indukowa­
ne wymioty były przez wieki znane jako druga,
obok upuszczania krwi, technika odtruwająca
organizm .
Problem został jednoznacznie zdefiniowany.
Poza oficjalną wiedzą medyczną funkcjonuje
„drugi nurt" - pełna niespójności i ąuasi-teoretycznych uproszczeń wiedza potoczna. Kultura
popularna jest głównym źródłem danych na
temat obydwu chorób, zwykle są to informacje
pobieżne i fragmentaryczne, stanowią kompila­
cję obiegowych opinii, plotek, dawnych wierzeń
i wątków medycznych. Mamy tutaj także do czy­
nienia z pewnym przetworzeniem naukowych
19

20

15

J.R. Bemporad, op.cit., s. 403.

18

A. Gromkowska, op.cit., s. 180-182.

16

M . M . Jablow, op.cit., s. 32.

19

A. Giddens, Nowoczesności

17

M . Pilecki, Historia zaburzeń

odżywiania

się, [w:] Ano­

reksja i bulimia psychiczna, red. B. Józefik, Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1996, s. 17.

{]{){]) P D 0 8

BARBARZYŃCA

2002, s. 145.
20

M . Pilecki, op.cit., s. 18.

tożsamość,

P W N , Warszawa

�Katarzyna Kubat

64

sądów, które umożliwia racjonalizację fenomenu jak gwiazdy filmowe. Najpierw zaczynają
Uczyć
na poziomie „zdroworozsądkowego myślenia" kalorie. Potem szukają diet. W końcu zaczynają się
i zredukowanie jego złożoności. W takiej formie głodzić i chorują . Dzieje się tak dlatego, że w na­
wyobrażenie o anoreksji i bulimii jest powszech­ szej kulturze atrakcyjność fizyczna jest większym
nie przyswajalne, a zjawisko staje się czymś oczy­ atrybutem kobiet niż mężczyzn.
Przedstawiane
wistym. Za przykład mogą posłużyć fragmenty przez media sylwetki chudych kobiet są dla wielu
tekstu zamieszczonego w pewnym portalu in­ nastolatek synonimem urody i atrakcyjności
sek­
ternetowym: Anoreksja [...] jest jedną z nowych sualnej ^. Dziewczęta
chcą za wszelką cenę zyskać
chorób cywilizacyjnych [...] Osoby
wykazujące figurę top modelki (• • - j . A wszystko zaczyna się
zaburzenia łaknienia zwykle charakteryzują
się tak niewinnie. Kilka nastolatek zauroczonych fi­
takimi cechami osobowości,
ja\ perfekcjonizm, gurą znanych z telewizji modelekpostanawia się
wysoki poziom aspiracji i ambicji [...] Uważa się, odchudzić. Cóż w tym
złego?
że anoreksja może być objawem schizofrenii lub
Przedstawione poglądy odzwierciedlają kul­
choroby afektywnej. [...] Bulimia (bulimia ne­
turowy mechanizm - zagadkowe i niepokoją­
rvosa) to odwrotność
anoreksji [...] Waga chorych ce zjawisko zostaje wytłumaczone i przez to
waha się. Od wyniszczenia stosunkowo szybko do­
oswojone. Mamy tutaj do czynienia z czymś, co
chodzi do patologicznej otyłości. [...] Chorzy na
Peter L . Berger i Thomas Luckmann określili
bulimię są głodni zaraz po zjedzeniu. [...] Często
mianem „terapii" - zastosowaniem takich me­
objadają się w nocy. [...] To dążenie do idealnego chanizmów pojęciowych, które umożliwiają za­
wyglądu jest naturalne dla naszego gatunku. Od chowanie aktualnych czy potencjalnych dewian­
tysięcy lat stawiano wyżej walory fizyczne nad
tów w obrębie ustalonej definicji rzeczywistości.
umysłowymi.
Mężczyźni
zawsze oglądali się za
Dewiacja zostaje zracjonalizowana przez „nie­
pięknymi kobietami [...] W ten sposób rodzi się fachowców" w ramach obowiązującej potocznej
fobia. Kobiety posiadają bardziej złożoną
psychikę wiedzy o świecie i włączona do symbolicznego
niż mężczyźni [.. J .
uniwersum, co gwarantuje jego trwanie. Na
Komunikaty preparowane przez kulturę ma­ „poziomie ekspertów" stworzona zostaje teoria
sową przedstawiają zaburzenia jedzenia jako dewiacji, aparat diagnostyczny i system lecze­
zjawisko dziwne i niezrozumiałe. Przyczyna nia . Ponadto potwierdza się tutaj przekonanie
Susan Sontag o tym, że choroby najbardziej ta­
chorób - w dalszym ciągu nie do końca j asna dla
profesjonalistów - w odniesieniu do najprost­ jemnicze, czyli uważane na gruncie medycznym
szych skojarzeń znajduje poręczne wyjaśnienie. za wieloprzyczynowe, niosą w sobie ogromny
Nadmierna koncentracja na wyglądzie, ciągłe potencjał jako metafory zła moralnego czy spo­
odchudzanie oraz zapatrzenie na celebrytów łecznego .
popkultury to podstawowe składniki zdrowo­
Z jednej strony choroby przedstawione są
rozsądkowej etiopatologii: Marzą, by
wyglądać jako bardzo niebezpieczne, z drugiej otacza się
22

2

24

25

2 1

26

27

21

22

23

http://prace.sciaga.pl/50481.html.
„Rzeczpospolita", 14.04.2006.
http://www.słowo.com.pł/?dod=3&amp;id=5881.

24

„Zdrowie", 3/2007, s. 54.

25

„Tina", op.cit., s. 20.

2 6

P.L. Berger, T. Luckmann, Społeczne

rzeczywistości,
2 7

tworzenie

PIW, Warszawa 1983, s. 179-183.

S. Sontag, Choroba ja\o metafora. AIDS

i jego metafory,

PIW, Warszawa 1999, s. 65.

BARBARZYŃCA

EDD8

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
je aurą sensacji. Podobnie jak kiedyś „cudowne
panny", tak dzisiaj kobiety z oznakami anoreksji,
zwłaszcza gdy należą do „wyższych sfer", wzbu­
dzają niezdrowe zainteresowanie połączone
z fascynacją: Zapadnięte policzki, wystające
żebra
i łopatki- Tak dziś wygląda jedna z sióstr Olsen,
Mary-Kate. W dorosłość weszła ze 150 milionami
dołarów na koncie, była szczęśliwie
zakochana
[...] W prasie zaczęły się pojawiać
pierwsze ko­
mentarze dotyczące problemów,
jatye Mary-Kate
ma z jedzeniem. Reporter jednej z gazet tak
'
cjonowal kolację jednej z sióstr Olsen w modnej
restauracji: „Zamówiła
pomidora. Pokroiła go
na sześć części i bardzo powoli, kawałek po ka­
wałku, starała się go zjeść. Widać było, że sprawia
jej to trudność. W końcu jedna\ńc udało. To było
wszystko, co zjadła tego wieczoru" . Anoreksja
jest jednym z najmroczniejszych sekretów
świata
mody. Teraz jej ofiarą może paść wielki koncern
projektancki. To, o czym do tej pory
plotkowało
się w sieci, teraz podano w formie oficjalnej infor­
macji: Allegra Versace, 20-letma cóĄa Donatelli
i spadkobierczyni imperium Versace, jest chora na
anoreksję Opisy prezentujące zjawisko bulimii wywo­
łują raczej negatywne skojarzenia. Sama nazwa
„wilczy apetyt", wskazując obecność niepoha­
mowanych impulsów, w sposób jednoznaczny
odwołuje się do wyobrażeń o zwierzęcej naturze
człowieka. Choroba poprzez metaforyczne „odczłowieczenie" postrzegana jest jako bardziej
złowroga . Jedna z młodych gwiazdek show-businessu, Lindsay Lohan, wyznała, że była do
tego stopnia chora i obolała, że nie miała siły się
u m y ć . Znajomy cierpiącej od 16. roku życia na
r e l a

29

29

30

31

28

http://katalog.bizz.pl/index.

php?engine=tekst&amp;nid=5892&amp;cid=118.
29

http://zyciegwiazd.onet.pl/1409398,l,allegra_krolewna_

anoreksji,artykul.html.
30

S. Sontag, op.cit., s. 125.

nu

BARBARZYŃCA

65
bulimię Britney Spears opowiada, jak objadała
się chipsami, lodami, słodyczami i colą, po czym
z poczuciem winy zmuszała się do wymiotów .
Z wyniszczającą chorobą zmagała się Jane Fon¬
da: Byłam bułimiczką
prawie trzydzieści
łat.
Zwracałam
niemał każdy posiłek, k y
zjadłam.
Kiedy to się zaczęło, nie było jeszcze nazwy na
tę chorobę. A ja przez wszystkie te łata nie po­
wiedziałam
o tym nikomu. Ta\ strasznie się tego
wstydziłam.
Uważałam,
że jestem obrzydliwa.
Wiem też, że ze względu na chorobę rozpadały się
moje związki .
Sam sposób, w jaki mówi się o znanych ko­
bietach dotkniętych chorobą, wywołuje ambiwa­
lentne odczucia. Zwłaszcza anoreksja przestaje
być traktowana jako coś złego - w otoczeniu
dworów, fleszy i czerwonych dywanów nabiera
atrakcyjności, zaczyna być postrzegana jako eks­
kluzywna forma kreacji, model tożsamości wyra­
stającej ponad przeciętność. Co istotne, choroby
przedstawia się obok wiadomości o środkach
odchudzających i dietach oraz zdjęć wychudzo­
nych modelek. To wprowadza dziwne napięcie
i dodatkowo neutralizuje negatywne skojarze­
nia związane z anomalią. Kontekst, w jakim
podaje się informacje o chorobach - nacisk
na modelowanie ciała połączony z prezentacją
arsenału narzędzi koniecznych do osiągnięcia
idealnego wizerunku, komunikaty utożsamiają­
ce powodzenie ze szczupłą sylwetką - sprawia,
że zaburzenia jedzenia mogą zostać uznane za
środek umożliwiający stworzenie pożądanego
image. Media, przedstawiając groźne zjawisko przy równoczesnym lansowaniu patologicznego
piękna oraz nacisku na autokreację - dostarczają
32

tór

33

31

http://wwwAinomaniak.pl/ploAi/ploAi/ploAa.

php?p=3992.
32

http://muzyka.onet.pI/l

33

„Twój Styl", 12/2006, s. 47.

0172,1501975,plotki-html.

�Katarzyna Kubat

66
pewnego wzorca ułatwiającego osobom o okre­
ślonych predyspozycjach ekspresję intrapsychicznych problemów
Objawy bulimiczne i anorektyczne prezen­
tuje się coraz częściej na łamach książek. Na
anoreksję cierpi, stworzona przez M . Gretkowską, Sandra K. - pracownica agencji reklamowej,
która po kolejnej kuracji odchudzającej odkrywa
w sobie dar jasnowidzenia, następnie staje się
etatową wieszczką przepowiadającą notowa­
nia giełdowe. Ważne miejsce zajmuje literatura
dydaktyczna dla nastolatek, która z założenia
powinna zniechęcać i odstraszać - opisy kon­
kretnych przypadków, oprócz funkcji ilustracyj­
nej, mają stanowić potwierdzenie teorii o przyczynowo-skutkowym związku kultu szczupłej
sylwetki i autodestrukcyjnych zachowań. Jed­
ną z bardziej popularnych pozycji jest książka
W Lachowicz Przeklinam cię, ciało. Jak można
się domyślić, jest to tekst o nastolatce, u której
burza dojrzewania wyzwala patologiczne skłon­
ności - bohaterka głodzi się, potem sięga po
narkotyki, zapada na anoreksję, później bulimię.
Kolejnym przykładem jest książka H . Hassemuller W sidłach anoreksji. Tutaj znowu młoda
i delikatna dziewczyna przeżywa kryzys zwią­
zany ze zmianami zachodzącymi w jej ciele.
Postanawia je kontrolować, pragnie schudnąć,
w efekcie doprowadza się do anoreksji.
Anorektyczki zostają ikonami masowej wy­
obraźni - przykładem mogą tu być słynne bliź­
niaczki Samanhta i Michaela - „współczesne
święte anoreksji". Siostry obiecały sobie, że tak
długo będą się odchudzać, dopóki jedna z nich
nie umrze. Ich przerażające zdjęcia obiegły cały

34

Por. M.F. Rogers, Barbie ja\o i\ona kultury,

Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2003, s. 139.
35

3 6

34

36

- człowiek

maszyna, red. A. Celińska, K. Fidler

Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury",
Kraków 2005, s. 201.

http://porcelanowe.lap.pl/site/pro.php.
Por. K. Moskwa, www.obsesje.kompulsje.manipulacje.com,

Anoreksja i bulimia w sieci, [w:] Człowiek

świat. Podobne znaczenie przypisuje się postaci
Karen Carpenter, zmarłej na anoreksję w 1983
roku wokalistki The Carpenters, popularnego
duetu z lat 70. Kontrowersyjny reżyser Todd
Haynes nakręcił fdm krótkometrażowy Super¬
star: The Karen Carpenter Story, opowiadający
0 umieraniu piosenkarki. Niezwykłość projektu
polegała na tym, że w fdmie zagrały lalki Barbie
- reżyser zestawił chorobę z lansowanym pato­
logicznym ideałem piękna .
Prawdziwą „kopalnią" - nietrwałych wpraw­
dzie, ale atrakcyjnych z punktu widzenia an­
tropologa - tekstów są internetowe pamiętniki
anorektyczek i bulimiczek oraz strony „pro-ana"
propagujące alternatywny sposób odżywiania:
Pro-ana to styl życia, dążenie do
doskonałości,
perfekcji, panowanie nad sobą i nad własnym
ciałem*. Błogi są relacjami z prywatnych wojen
toczonych codziennie z własną cielesnością,
autorki informują o wykonanych ćwiczeniach
1 składzie przyjętego pokarmu. Czytając swoje
dzienniki, dziewczyny kontrolują się i dopingują
nawzajem, śledzą sukcesy i porażki towarzyszek,
wymyślają nowe strategie w walce ze wspólnym
wrogiem. Ujawniając publicznie wstydliwe se­
krety, świadomie narażają się na krytykę i ka­
rzące spojrzenia, co ma zwiększać motywację
do kolejnych zmagań oraz skuteczność wykorzy­
stywanych technik. Dziewczynom przyświeca
ten sam cel : musze być chuda musze po prostu
musze;] a z waszą pomocą i moją motywacją
na
pewno się to uda;) nie mogę zawieść siebie dość
użałania się;) czas zacząć prawdziwą
wałkf o to
co kocham ... kości... chudość... :) do zobaczenia
moje
siostrzyczki:*:*:™

37

http://chuda-bede.blog.onet.pl/.

zwierzę

BARBARZYŃCA

EDD8

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy

Fora internetowe pełnią funkcję centrów
informacyjno-doradczych, gdzie każdy może
zgłosić problem lub zwrócić się z zapytaniem,
a poruszona kwestia jest poddawana dyskusji.
Najczęściej konsultuje się sprawy diet, środków
odchudzających oraz innych wypróbowanych
metod redukowania wagi. Bywalczynie forów czy
blogów tworzą w sposób spontaniczny zwarte gro­
no i afirmują patologiczny sposób bycia - niektóre

38

E. Goffman, Piętno.

nU

Rozważania

o zranionej tożsamości,

BARBARZYŃCA

67

rzeczywiście są chore, niektóre do tego aspirują.
Posługują się slangiem, konstruują własne stereo­
typowe wzorce zachowań, mają silne poczucie
przynależności do grupy i są przekonane o jej
elitarnym charakterze. Odwołując się do Goffmanowskiej klasyfikacji dewiantów, podobne subspołeczności można by określić mianem sekciarskich
- ze względu na kolektywne i demonstracyjne
zaprzeczanie społecznemu porządkowi . Warto
38

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk2005, s. 186-188.

�Katarzyna Kubat

68
jednak zwrócić uwagę, że chociaż negują niektó­
re tradycyjne wartości - takie jak życie i zdrowie,
przez co muszą ukrywać swoją działalność - to
jednak doprowadzają do skrajności ideały akcep­
towane w kulturze dominującej, takie jak orien­
tacja na sukces, szczupła sylwetka.
Istotny jest sposób, w jaki chore postrzegają
siebie i swoje zaburzenia. Anorektyczki są z sie­
bie zadowolone - w ich własnym mniemaniu
anoreksja jest manifestacją skrajnego perfekcjonizmu i siły charakteru: ty NIE
POTRZEBU­
JESZ jedzenia [...] głodowanie
jest
przykładem
siłnej wołi [...] medowaga odpowiada perfek­
cyjnemu ciału . Wychudzone ciało i sterczące
kości symbolizują triumf nad popędami i wy­
mykającą się spod kontroli cielesnością oraz
apetytem, tym samym gwarantują sukces i dobre
samopoczucie: będziesz mogła zobaczyć
swoje
piękne, piękne kości [...] kości są czyste i gładkie/
wyraźne. Tłuszcz jest brudny i wisi na tobie jak
spadochron . Masz kości „na wierzchu", a to jest
piękne".
Bulimiczki uważają swoje praktyki za dys­
funkcjonalne i wstydliwe, czują wstręt do sie­
bie. Żyją z poczuciem porażki: Ja wałczę z tym
ścierwem juz kupę czasu ciągłe powtarzam sobie
ze to ostatni raz ałe zawsze wychodzi inaczej :(
nie potrafię sobie z tym poradzić jest to bardzo
uciążłiwe
[...] mam przez to baaaardzo niska
samoocenę
popadam w stan monotonni i małej
depresji nic mnie nie cieszy tak jak kiedyś bo nie
czuje się ładna atrakcyjna tylko jak hipopotam
z opuchniętym
gardłem" .
Anoreksja postrzegana jest w tym kontek­
ście jako najlepsza metoda pozwalająca osią­
i9

40

2

39

40

http://www.umierajaca-dusza.blog.pl/.

d

http://porcelanowe.lap.pl/site/dlaczego.php.

42

http://users.nethit.pl/forum/read/necrosa/4096116/.
http://Ąsiegi.emix.net.pl/wyswietl.php?user=bulimia.

m

43

44

45

46

44

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.

html?f=11181&amp;w

Ibid.

41

43

gnąć wymarzoną sylwetkę - nie tylko szczupłą,
ale wręcz chudą: ja chce schudnąć!
nienawidzę
swojego odbicia w lustrze, przy wzroście 164
mam 67 kg masakra ...każdego dnia czuje się jak
ohydna świnia!!! przez ostatnie kilka
byłam
na głodówce,
ale niestety miałam napad-a raczej
kiłka-me
mogę juz tak żyć....ja chce mieć anę,
marze o tym codziennie i nic nie wychodzi... ,
ja na prawdę chcę schudnąć!!!!!
pomóżcie
mi. co
mam zrobić?? ja też chcę być taka jak wy -Ano­
rektyczki- chudość jest piękna a me takie zwały
tłuszczu jak ja mam. przy wzroście 170 ważę 61
kg jestem grubą
Świnią .
Niewłaściwe zachowania żywieniowe mogą
być w odczuciu osób chorych źródłem rzeko­
mych korzyści, co sprawia, że trwanie przy nich
staje się wygodne . Przede wszystkim zarówno
anoreksja, jak i bulimia stanowią znakomity
sposób na sterowanie otoczeniem i unikanie
sytuacji trudnych. Należy tutaj powtórzyć za
Goffmanem, nawiązując do jego teorii piętna,
że możliwość usprawiedliwiania swoich niepo­
wodzeń stanowi wprawdzie drugorzędną, ale
jednak konkretną korzyść dla nosiciela skazy.
Dodatkowo doświadczenie męki, w kontekście
powszechnych przekonań o związku cierpienia
z życiową mądrością, ewokować może wyobra­
żenia ukrytego błogosławieństwa . Manipulacje
jedzeniem zasadniczo wypełniać mają emocjo­
nalną pustkę, ucieczka w jedzenie lub „niejedzenie" pozwala odizolować się od problemów
i otaczającego świata. Wypowiedzi zaburzonych
internautek odzwierciedlają jednak jeszcze inne,
szersze zjawisko, które dotyczy całej kultury
ponowoczesnej, a mianowicie problem z okre-

45

= 42128842.

S. Abraham, D . LIeveIlyn-Jones, Anoreksja

...op.cit.

[TA PRACA N I E BYŁA CYTOWANA], s. 104.
4 6

E. Goffman, op.cit., s. 41-42.

BARBARZYŃCA

PD08

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
śleniem własnej tożsamości i nieustanny trud jej
konstruowania .
Materiały zamieszczone w sieci jednoznacz­
nie wskazują, że patologię można potraktować
jako jedną z wielu ofert dostępnych na szerokim
rynku image ow . Wszelkie niekonwencjonalne
zachowania żywieniowe, dając poczucie nie­
powtarzalności i kontroli, stają się tym samym
elementem kreacji i pozwalają skonstruować
atrakcyjny dla niektórych osób wizerunek .
Charakterystyczny wygląd czy sposób bycia po­
zwala wyróżnić się spośród innych, daje złudze­
nie bycia oryginalnym i przekonanie o wyjąt­
kowości własnej osoby. Jednocześnie znajduje
potwierdzenie i uzasadnienie w systemie obo­
wiązujących w grupie norm i wartości. Przej­
mując aprobowane i stypizowane wzorce za­
chowań, identyfikując się z resztą „plemienia",
jednostka realizuje gotowy projekt tożsamości
- nieustające manipulacje jedzeniem oraz cia­
łem są elementem rozpaczliwej walki o to, aby
tę tożsamość utrzymać.
Rozpatrując zjawisko z a b u r z e ń jedzenia,
należy przede wszystkim przywołać koncepcje
reakcji społecznej. W przeciwieństwie do teorii
etiologicznych nie koncentrują się one na przy­
czynach patologii, kładą za to nacisk na procesy,
podczas których dochodzi do uznania konkret­
nych jednostek za dewiantów . Wedle założeń
interakcjonizmu symbolicznego, gdzie zwykle
wykorzystuje się metaforykę zaczerpniętą z te­
atru, rzeczywistość społeczna utożsamiona jest
47

48

49

50

4 7

Por. J. Barański, Socjotechnika, między

magią

a

analogią,

69
z nieustannym działaniem, którego istotą jest
ciągła definicja sytuacji. I co szczególnie ważne
w kontekście tych rozważań, elementem central­
nym interakcji jest wyobrażanie sobie tego, jak
jest się widzianym z perspektywy drugiej osoby.
W konsekwencji stabilizuje się lub modyfikuje
własną rolę, wykorzystując zestawy gotowych
identyfikatorów, i dostosowuje ją do oczekiwań
grupy^ .
Odwołując się do powyższych ustaleń, moż­
na przyjąć, ze teksty kultury definiują rolę,
dostarczają środek, za pomocą którego osoby
0 pewnych predyspozycjach mogą demonstro­
wać wewnętrzny problem, równocześnie redu­
kując rzeczywistość do granic własnej słabości .
Wypreparowany wzorzec - ściśle powiązany
z systemem znaków i symboli, określając i na­
rzucając społecznie aprobowane ramy ekspresji,
powoduje, ze patologia przejawia się w taki, a nie
inny sposób. Tworzy powszechnie zrozumiałą
1 czytelną fasadę szaleństwa, stereotypowe wy­
obrażenie choroby umożliwiające klasyfikację.
Jest składnikiem zarówno subiektywnego, jak
i obiektywnego świata. Mechanizm ten został
opisany przez Bergera i Luckmanna: Opętanie
mieszkańca
haitańskiej
wioski, który zinternalizujepsychologię
voodoo, zaczyna się od momentu
odkrycia pewnych dobrze zdefiniowanych oznakPodobnie nerwica nowojorskiego intelektualisty,
który zinternalizuje psychologię
freudowską,
za­
czyna się od stwierdzenia pewnych dobrze znanych
symptomów .
1

52

53

Wydawnictwo Fundacji Humaniora, Poznań 2000,

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków

s. 78-81.

2001, s. 136-137.

50

48

49

Ibid.

1993, s. 261-262.

Por. I . Wojciechowska, Kiedy ciało ma decydujący

w sprawie wartości
tożsamości

człowieka

- drogi prowadzące

glos
do

anorektycznej, [w:] A. Suchańska, Podmiotowe

ispoleczno-kulturowe uwarunkowania anoreksji,

W)

A. Siemaszko, Granice tolerancji, PWN, Warszawa

PD08

BARBARZYŃCA

51

Ibid., s. 268-269.

52

R. Bastide, Socjologia chorób

psychicznych, PWN,

Warszawa 1972, s. 368.
53

P.L. Berger, T. Luckmann, op.cit., s. 270.

�Katarzyna Kubat

70
Choroba jest społecznie wytwarzana, powsta­
je w procesie komunikacji, oddziaływań pomię­
dzy jednostką a otoczeniem w odniesieniu do
zbiorowych wyobrażeń i obowiązującej wiedzy.
Objawy przekształcają się w przekazy, chory
odgrywa swoją rolę według przygotowanego
scenariusza, który będąc częścią symbolicznego
uniwersum, odzwierciedla powszechne wartości
i niepokoje . Kultura popularna, dostarczając
informacje na temat obydwu chorób, nie tyl­
ko proponuje gotowy sposób na demonstrację
wewnętrznego konfliktu, ale daje gwarancję,
że zostanie on poprawnie odczytany, ponadto
umożliwia racjonalizację zjawiska. Włączenie
go w system wiedzy potocznej sprawia, że de­
wiacja przestaje zagrażać spójnemu obrazowi
świata i tym samym umożliwia jego trwanie.
Komunikaty o zaburzeniach jedzenia z jednej
strony odzwierciedlają niespójności i kulturo­
we ambiwalencje, z drugiej poddają dewiację
kontroli .
Warto zwrócić uwagę, że problem przeraża
i budzi strach, ale również fascynuje. Element
chaosu, irracjonalność kojarzona z patologią od
wieków wywołują pewną ekscytację. Tym, co przy­
ciąga, jest ciemna strona psychiki, element tajem­
nicy związany z obcością. Dewiacja, należąc do
innego porządku, wieloznaczna i przepełniona
symboliczną głębią, pociąga i odpycha jedno­
cześnie. Wyzwala emocje będące połączeniem
podziwu i trwogi, zaciekawienia i niechęci. Ta
ambiwalencja jest odzwierciedleniem nie tylko
stosunku do obcości . Przede wszystkim przy­
pomina postawę wywołaną obecnością sacrum .
54

55

56

57

54

R. Bastide, op.cit., s. 366-367.

55

K. Moskwa, Zaburzenia jedzenia w

ujęciu

antropologicznym, [w:] Problemy psychologii i kultury,
„ALBO albo", 4/2004, s. 51.
56

Por. Z. Benedyktowicz, Portrety „obcego".

Już Stary Testament tłumaczy pojawienie się sza­
leństwa boską ingerencją, choroba psychiczna
greckich herosów miała być karą zesłaną przez
rozgniewanych bogów, koncepcję „boskiego sza­
leństwa" można odnaleźć w pismach Platona .
Chorobie przypisuje się więc znamiona świętości,
nieziemski - czasem boski, czasem demoniczny charakter dewiacji powoduje, że lęk i groza w jej
obliczu przeplatają się z chęcią zbliżenia. Dziw­
na, niebezpieczna i niesamowita stanowi swoisty
ekwiwalent sacrum - tym należy tłumaczyć jej
siłę oddziaływania, ciągłą obecność i niezmienne
zapotrzebowanie na szaleńców.
Przenosząc problem na poziom psychologii
kultury, można się dopatrzyć związku dewiacji
z doświadczeniem ofiary i opisać zjawisko we
właściwych mu kategoriach. Istotą tego zbioro­
wego i uniwersalnego w swym wymiarze rytuału
jest poświęcenie jednostki dla jakichś wyższych
celów - zwykle przebłagania sił nadprzyrodzo­
nych. Postać kozła, wokół której koncentruje się
cykl ofiarniczy, powinna być personifikacją ar­
chetypowego, transkulturowego pod względem
formy i treści syndromu cienia. Ofiara, której wy­
bór ma publiczny charakter, konfrontuje jednost­
ki z doświadczeniem granicznym - tematami
śmierci, cierpienia, życia czy lęku, odpowiadając
tym samym na najbardziej pierwotną ludzką
potrzebę. W figurę kozła ofiarnego wpisywać się
mają najbardziej destrukcyjne tendencje tkwiące
w kulturze. Spośród wielu następujących kolejno
sekwencji procesu szczególnie ważny wydaje się
tutaj moment demonizowania ofiary, kiedy to na
wytypowaną jednostkę przerzucane są zbiorowe
58

59

57

Ibid, s. 160.

58

W A . Brodniak, Choroba psychiczna w

społecznej,

świadomości

Oficyna Naukowa, Warszawa 2000,

s. 65-83.
Od stereotypu

do symbolu, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,

5 9

Por. M . Sznajderman, Zaraza. Mitologia dżumy,

cholery

i AIDS, Semper, Warszawa 1994, s. 5-7.

Kraków 2000, s. 148-150.

BARBARZYŃCA

PD08

�Zaburzenia jedzenia jako fenomen kulturowy
winy, lęki i nieszczęścia. Kolejnym etapem jest
unicestwienie, dzięki któremu społeczność inte­
gruje się i odradza na nowo .
Kozioł ofiarny staje się ważną figurą wy­
obraźni zbiorowej, cykl ofiarniczy odtwarza
proces stworzenia kosmosu, oczyszczenia i od­
nowy. Projekcja elementów chaosu na zidentyfi­
kowany uprzednio obiekt umożliwia zbiorowo­
ści uwolnienie i zneutralizowanie potencjalnie
dezintegrujących składników. I chociaż związki
z archetypowym jądrem uległy degradacji, to
w pozornie niewinnych zachowaniach, takich
jak plotkowanie czy publiczne poniżanie, moż­
na się dopatrzyć archaicznych śladów - podob­
ne reakcje mają wyrażać kolektywną tęsknotę
za doświadczeniem granicznym . Należy tutaj
wspomnieć również o figurze błazna, roli odgry­
wanej zwykle przez małomiasteczkowego pijaka
czy wiejskiego idiotę . Stabilizacyjną funkcję
dewiacyjnych zachowań podkreśla K.T. Erikson.
Zapotrzebowanie na aberracje wiąże się z ko­
niecznością nadawania systemowi większej spój­
ności i wyrazistości, o uznaniu pewnych postaw
za patologiczne decyduje widownia społeczna,
kierując się swoim kapryśnym i selektywnym
zainteresowaniem. Co szczególnie istotne, celem
formalnych instytucji kontroli nie jest wbrew
pozorom zwalczanie nietypowych zjawisk, ale
utrwalanie i utrzymywanie ich na stałym po­
ziomie .
Egzemplifikacją przedstawionych powyżej
teorii mogą być wydarzenia związane z włoskim
tygodniem mody, kiedy to na ulicach miast poja­
wiły się billboardy przedstawiające zdjęcia nagiej
anorektyczki - francuskiej aktorki Isabelle Caro.
Założeniem kampanii promującej jedną z firm
60

61

62

63

6 0

Z.W Dudek, A. Pankalla, Psychologia kultury, Eneteia,

Warszawa 2005, s. 272-281.
61

Ibid., s. 283-288.

W)

PD08

71
odzieżowych było, obok celów marketingowych,
uczulenie na problem zaburzeń odżywiania
wśród młodych kobiet. Zwierzenia bohaterki
projektu, która - jak podkreślano - zna pięć
języków, jest specjalistką w jeździe figurowej
na lodzie i gra na skrzypcach, zamieszczono
we włoskim wydaniu magazynu „Vanity Fair",
0 cierpieniu i trudnym dzieciństwie informo­
wała dodatkowo na swojej stronie internetowej.
Kontrowersyjna akcja wywołała falę dyskusji,
mimo że uzyskała oficjalne poparcie włoskiego
ministerstwa zdrowia. Podawano w wątpliwość
zasadność projektu, alarmowano, że jest bez­
użyteczny, a nawet szkodliwy. Napięcie wzmoc­
nił fakt, że autorem przedsięwzięcia był fotograf
1 prowokator Oliviero Toscani, który wsławił
się użyciem w kampanii reklamowej Benettonu
zdjęć skazańców czekających na wyrok śmierci
i mężczyzny umierającego na AIDS .
64

# # # #

Jak widać, antropologiczna analiza dostarcza
argumentów, które uniemożliwiają redukcję fe­
nomenu zaburzeń jedzenia jedynie do parame­
trów medycznych. Systemy znaczeń i symboli
skoncentrowanych wokół zagadnienia, a także
mechanizmy, które je generują i utrwalają, po­
zwalają ulokować zjawisko w porządku m i ­
tycznym - bardziej n i ż w lekarskim rejestrze.
Aberracje nie tylko stanowią element kultury.
Są przede wszystkim specyficznym sposobem
komunikacji i pełnią ważną funkcję społeczną.
Można więc stwierdzić, że szaleństwo - będąc
wspólnym wytworem - rozgrywa się tak samo
w psychice chorego, jak i w wyobraźni całej
zbiorowości.

62

Por. E. Goffman, op.cit., s. 184.

63

A. Siemaszko, op.cit., s. 283-292.

64

BARBARZYŃCA

http://www.tvn24.pl/'-2,1522526,wiadomosc.html.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7300" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7280">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fa4e07ac8022a71ec587b5e35278ff2.pdf</src>
        <authentication>61628b31f247436c8c23fe6f371cbf16</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87065">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5555</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87066">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87067">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87068">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5165</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87069">
                <text>The end is never just and end /Barbarzyńca 2005 (10)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87071">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.13-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87072">
                <text>Leppäkari, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87074">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87076">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87078">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87083">
                <text>Maria Leppäkari

T H E E N D IS N E V E R J U S T AIM E N D
ATRAKCYJNOŚĆ MITU A P O K A L I P T Y C Z N E G O W E
WSPÓŁCZESNYM F U N D A M E N T A L I Z M I E R E L I G I J N Y M

Funkcje, jakie pełnią w naszym życiu różnego rodzaju
wyobrażenia [representations], m o ż n a by p o r ó w n a ć d o
funkcji poręcznych narzędzi, za p o m o c ą których konstru­
ujemy interpretacje zdarzeń s p o ł e c z n y c h , p o l i t y c z n y c h ,
historii. Jednak podstawowym kontekstem, w którym po­
winny być rozpatrywane, nie jest jednostkowa świadomość,
ale określona kultura i tradycja, wewnątrz których komuni­
kowane, wyrażane i przekazywane na wiele różnych spo­
sobów, wiodą swój społeczny żywot. Modyfikując w nie­
wielkim stopniu swój kształt, zachowują pewną inwariantną treść, dzięki czemu m o ż e m y śledzić i rekonstruować
ich historię.

posłuży mi dla zilustrowania sposobu, w jaki sympatycy In­
ternational Christian Embassy in Jerusalem (dalej ICEJ) oraz
Tempie Mount Faithful (dalej TMF), dwóch grup łączących
w swej działalności cele religijne i polityczne, czerpią natchnie­
nie z wizerunku Jerozolimy, świętego miejsca urosłego do
rangi symbolu religijnego. Łącząc na płaszczyźnie teoretycz­
nej podejście antropologii kognitywnej, społecznego konstrukcjonizmu oraz psychologii religii, mam nadzieję nieco
wzbogacić istniejące już opisy i charakterystyki tego, co zo­
stało już tutaj określone jako wyobrażenia apokaliptyczne,
a równocześnie dostarczyć bardziej precyzyjny opis użycia
owych wyobrażeń.

Współczesna Jerozolima
W swojej pracy The End Is a Beginning zaproponowałam
pewien teoretyczny model apokaliptycznych wyobrażeń, się­
gający do wniosków wysnutych z epidemiologii wyobrażeń
Dana Sperbera , łączący teoretyczne aspekty koncepcji spo­
łecznego tworzenia rzeczywistości oraz teorii symbolicznych
interakcji Bergera i Luckmanna . Dodatkowo na płaszczyź­
nie psychologicznej kładę w nim nacisk na współdziałanie
doświadczenia i interpretacji, zgodnie z t y m , jak tą kwestię
przedstawia teoria zintegrowanej roli [integrated role] Nilsa
G. Holma. Zaproponowane powyżej podejście teoretyczne
1

2

3

APOKALIPTYCZNE
JEROZOLIMY

PRZEDSTAWIENIA

Studia nad wyobrażeniami apokaliptycznymi winny być
zasadniczo postrzegane jako przyczynek do badań nad for­
mami mesjanizmu i millenaryzmu. Przyjmując najszerszą
i najbardziej upraszczającą formułę, możemy określić mesjanizm jako pewną, obdarzoną okresowo wzrastającą atrak­
cyjnością, ideę, inspirującą religijno-millenarystyczne wizje
ziemskiego Królestwa Bożego, ziemskiego Jeruzalem. Owe

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Maria Leppäkari

Zachodnia Jerozolima
4

wizje mają zazwyczaj silnie apokaliptyczny charakter - przez
co należy rozumieć nie tyle epatowanie budzącymi grozę
obrazami, co dochodzącą w nich do głosu głęboką fascyna­
cję ideą apokalipsy jako uniwersalnej i radykalnej, sięgają­
cej samych podstaw bytu, zmiany, która ma umożliwić zisz­
czenie się millenarystycznego marzenia o raju na ziemi . Apo­
kalipsa, która w myśleniu potocznym zdążyła stać się syno­
nimem zniszczenia i zagłady, dla jednostek skupionych wo­
kół takich grup jak ICEJ czy TMF jest koniecznym i jedynym
środkiem realizacji owego marzenia.
5

6

Obierając za przedmiot mojej pracy wyobrażenia apo­
kaliptyczne, starałam się szczególnie skoncentrować na
uwypukleniu roli, jaką wewnątrz modelu millenarystyczne­
go odgrywa Jerozolima. Eschatologiczna symbolika Jero­
zolimy o d zawsze Inspirowała wyobrażenia apokaliptycz­
ne . Współcześnie zdarza się, do czego jeszcze wrócimy
w dalszej części, że jej wizerunek symboliczny, duchowy,
zaczyna nakładać się na wizerunek administracyjnie wyzna­
czonego obszaru, zamieszkałego w części przez Żydów,
w części przez Palestyńczyków, w o k ó ł którego toczy się
krwawy konflikt. Można powiedzieć, że mamy tutaj do czy­
nienia z obustronną zależnością - z jednej strony wizeru­
nek dzisiejszej Jerozolimy, będącej miejscem konfrontacji
politycznej i religijnej, modyfikuje treść wyobrażeń apoka­
liptycznych, z drugiej strony owe wyobrażenia wpływają na
sposób rozumienia zarówno historycznej i religijnej roli mia­
sta, jak i natury samego konfliktu. Aby lepiej zrozumieć ową
zależność, posłużymy się tutaj przykładem d w u wspomnia­
nych na wstępie organizacji quasi-religijnych - ICEJ oraz
TMF. Przedstawiając pokrótce ich działalność oraz głoszo­
ne poglądy, ograniczam się ze zrozumiałych względów do
tych elementów, które korespondują z interesującym nas
tutaj tematem.
7

Członkowie International Christian Embassy In Jerusalem
określają siebie mianem „chrześcijańskich syjonistów" . Sku­
pieni na lekturze pism Starego i Nowego Testamentu, wie­
rzą, że ze świętych ksiąg płynie skierowane do nich wezwa­
nie, aby zebrać „wybranych przez Boga (Żydów) z Diaspory
dla odbudowy Królestwa Izraela, w obrębie biblijnych gra­
nic, oraz świątyni Salomona". Wiążąc swe mesjańskie na­
dzieje z istnieniem żydowskiego państwa Izrael, sympatycy
ICEJ aktywnie angażują się w działania mające na powrót
zjednoczyć, w granicach współczesnego Izraela, rozproszony
naród żydowski. Wierząc, że żyjemy u końca czasów, w ten
8

14

między innymi sposób starają się przyspieszyć ponowne
przyjście Chrystusa.
Aby właściwie zrozumieć fenomen ICEJ należy pokrótce
przedstawić cały łańcuch wydarzeń, których skutkiem było
powołanie d o życia International Christian Embassy in Jerusa­
lem. Władze izraelskie, dążąc do uregulowania sytuacji praw­
nej Jerozolimy, w 1980 roku uchwaliły akt, w którym nadano
Jerozolimie status wyłącznej i niezmiennej stolicy państwa Izra­
el. Fakt ten spotkał się z potępieniem międzynarodowym, cze­
go praktycznym wyrazem było przeniesienie ambasad z Je­
rozolimy do Tel-Avivu. W tym miejscu zaczyna się historia ICEJ
- protestując przeciw zachowaniu społeczności międzynaro­
dowej, grupa chrześcijan utworzyła coś w rodzaju chrześci­
jańskiego przedstawicielstwa („ambasady") w Jerozolimie,
mającego w założeniu reprezentować sympatyzujących z teo­
logicznymi ideami ICEJ chrześcijan z całego świata. Trudno
jest w tym momencie precyzyjnie ustalić, ilu wiernych groma­
dzi ów rodzaj charyzmatycznego chrześcijaństwa, wyznawa­
ny przez członków i sympatyków ICEJ. Ich liczba nie jest jed­
nak zapewne zbyt duża i chociaż pośród sympatyków spo­
tkać można członków różnych zgromadzeń z całego świata,
to jeśli chodzi o skalę, mamy bez wątpienia do czynienia ze
zjawiskiem marginesowym . Jednak to nie zasięg oddziały­
wania jest dla nas tutaj istotny, ale specyficzne nasączenie
głoszonej doktryny treściami apokaliptycznymi.
9

Wiemy już, że specyficzny sposób, w jaki rozumieją hi­
storię zbawienia, motywuje członków ICEJ do stałego zain­
teresowania losami państwa żydowskiego. Wydaje się, że
zarówno izraelska polityka wewnętrzna, jak i zagraniczna,
są postrzegane przez grupę jako rodzaj ekranu, dzięki któ­
remu można każdorazowo określić, na jakim etapie znajdu­
je się obecnie realizacja procesu zbawczego . Pomimo że
jej członkom często zdarza się nadużywać retoryki niestroniącej od budzących niepokój słów, takich jak „wojna", „wo­
jownicy", „ b r o ń " czy „bitwa", nie należy tego pochopnie in­
terpretować jako rzeczywistej groźby. Przynajmniej tak dłu­
go, jak aktywność ICEJ nie przyjmuje postaci konkretnych
działań, możemy traktować ją jako jedną z form wyrażania
poglądów na temat przyszłości.
10

Drugim przykładem, który chciałabym tutaj przedstawić,
jest przypadek grupy The Tempie Mount Faithful założonej
w 1967 przez Gershona Salomona oraz kilku jego przyja­
ciół. Powstanie grupy miało stać się wyrazem protestu wo­
bec podjętej przez polityków izraelskich decyzji pozostawię-

Numer 10/2005

�T H E E N D IS N E V E R J U S T A N E N D . .
nia, po wojnie sześciodniowej, Wzgórza Świątynnego pod
kontrolą Islamskiej Rady Religijnej (Waqf). Salomon wraz ze
swymi przyjaciółmi potępili zdecydowanie zachowanie władz
izraelskich, dołączając do licznego grona powstałych w la­
tach siedemdziesiątych radykalnych grup prawicowych, do­
magających się zwrotu Wzgórza Świątynnego Ż y d o m . Izra­
elski uczony Ehud Sprinzak dołącza TMF do kategorii „kul­
turowych radykałów", sytuujących się pośród izraelskiej ra­
dykalnej prawicy . Z rzadka działając jako jednorodna gru­
pa, „kulturowi radykałowie" podzielają przekonanie, iż jedy­
nie duchowa rewolucja może ocalić naród izraelski, jedno­
cześnie przyznając sobie rolę inspiratorów owej rewolucji.
Wynikiem takiego sposobu myślenia są m.in. próby ponow­
nego zaognienia konfliktu wokół Wzgórza Świątynnego. Po­
mimo że „kulturowi radykałowie" nie cieszą się zbytnią po­
pularnością w społeczeństwie izraelskim oraz brak im poli­
tycznego zaplecza, mają istotny wpływ na coś, co Sprinzak
nazywa „kolektywną świadomością radykalnej prawicy". Do­
dajmy, że ich wpływ sięga poza kręgi izraelskiej radykalnej
prawicy, inspirując poczynania pewnych chrześcijańskich
grup religijnych.
11

Jak już zostało powiedziane, szczególny sprzeciw TMF
budzą próby religijnego i politycznego zawłaszczenia Wzgó­
rza Świątynnego przez wyznawców religii Mahometa. Znaj­
dujące się na wzgórzu meczety Kubbut as-Sachra (Kopuła
Skały, zwany też meczetem Umara) oraz Al-Aksa, kalając swą
obecnością święte miejsce judaizmu, są postrzegane przez
członków grupy jako w i d o m y znak islamskiej dominacji.
Sprzeciw podsyca, silnie motywowana tradycją religijną, idea
uczynienia wzgórza na powrót moralnym i duchowym cen­
trum Izraela, a w dalszej perspektywie całego świata. Kro­
kiem w tym kierunku m a się stać wzniesienie - na funda­
mentach poprzedniczek - Trzeciej Świątyni. Ignorując trud­
ności, jakie nastręcza skomplikowana sytuacja polityczna,
członkowie TMF konsekwentnie starają się realizować swo­
je pomysły. Krążąc w o k ó ł Wzgórza Świątynnego, podejmu­
ją od czasu do czasu próby wkopania kamienia węgielnego
pod budowę świątyni. Jak dotychczas bez rezultatu.
Angażując się w konflikt o wzgórze, członkowie Tempie
Mount Faithful nie zaniedbują tego, aby nadać odpowiednią
legitymację swoim działaniom. Widząc w sobie legalnych
spadkobierców narodu wybranego, czują się powołani do
wypełnienia misji przekazanej synom Izraela na górze Sy­
naj. Zdaniem założyciela grupy, Gershona Salomona, idee
głoszone przez TMF staną się w przyszłości światłem prze­
wodnim dla wszystkich narodów ziemi, prowadzącym je do
prawdziwej wiary.
Podkreślając wielokrotnie swój aktywizm, zaangażowa­
nie i gotowość działania, TMF na tle innych „kulturowych
radykałów" (takich jak Yehuda Etzion i izraelska radykalna
prawica), okazuje się być grupą zasadniczo pasywną, nie­
skłonną do podejmowania zbyt pochopnych działań, zwłasz­
cza takich, które wymagałyby złamania przepisów prawa.
Zasadą postępowania członków TMF jest bowiem konse­
kwentne przestrzeganie obowiązujących przepisów i zarzą­
dzeń policji, co nota bene odróżnia ich o d większości prawi­
cowych radykałów. J e d n y m z powodów, dla których TMF
unika łamania prawa i przemocy, wydaje się być nadzieja,
że wizerunek legalnie działających radykałów pozwoli wy­
wierać skuteczniejszy wpływ na stroniącą od ekstremizmu
opinię publiczną.

wiona nam Prawda. Trudno rzecz jasna polemizować z ta­
kim poglądem, wydaje mi się jednak, że można powiedzieć
nieco więcej na temat przyczyn, dla których millenarystycz­
ne idee wciąż zachowują, przynajmniej dla niektórych, swój
urok.
Dokonując syntezy wizerunku Jerozolimy biblijnej, współ­
czesnej oraz przepowiedzianej Jerozolimy jutra, członkowie
takich grup jak Tempie Mount Faithful czy International Chri­
stian Embassy in Jerusalem, posługują się czymś w rodzaju
jej „trójwymiarowego" obrazu, symbolizującego pewien uni­
wersalny, metahistoryczny model. Myślenie podporządko­
wane narzucanej przez ów model logice szczęśliwie prze­
staje dostrzegać przypadkowość zdarzeń, koncentrując się
na pełnej uniesienia kontemplacji sensu historii. Wydaje się,
że sympatyków TMF czy ICEJ pociągać może zwłaszcza,
narzucona przez dychotomiczny porządek opowieści o koń­
cu świata, perspektywa, dzięki której ludzie mogą być po­
strzegani wyłącznie jako sprawiedliwi lub potępieni, słudzy
Boga lub jego nieprzyjaciele. Zapewne wpływa na nich rów­
nież dynamika samej opowieści, jej dramatyczny, lecz jed­
nocześnie zawierający w sobie obietnicę szczęśliwego za­
kończenia, przebieg. Obraz apokaliptycznego końca, spoza
którego wyłania się Nowe Jeruzalem, w którym wybrani prze­
bywać będą w bliskości Boga, podsyca religijną nadzieję,
która - zdaniem członków obydwu grup - zbawi wspierają­
cych Izrael.
Jerozolima, chociaż jest miastem świętym, nękana jest
przez różne problemy . Dla członków TMF i ICEJ nie ulega
wątpliwości, że ich źródło tkwi w pełnej nieudolności i nie­
konsekwencji polityce prowadzonej przez władze izraelskie
oraz w obecności w mieście wyznawców islamu. Ale nega­
tywna ocena sytuacji, w jakiej znalazła się współczesna Je­
rozolima, posiada swój jaśniejszy rewers. Wszak wszystkie
zjawiska negatywne koniec końców przyczyniają się do re­
alizacji ostatecznego celu, którym jest urzeczywistnienie wi­
zji Syjonu. Ten sposób rozumowania, nasycony obrazami
zaczerpniętymi zarówno z Tory, jak i innych pism Starego
i Nowego Testamentu, jednoznacznie wskazuje na inspira­
cję tradycją biblijną; w miejscach, w których pojawia się model
doskonałego przyszłego społeczeństwa pojawiają się rów­
nież elementy klasycznych utopii.
13

Apokaliptyczne wyobrażenia Jerozolimy należą do dzie­
dziny zjawisk społecznych. Możemy analizować ich treść,
śledzić transformacje, możemy również starać się określić
kanały, którymi owe wyobrażenia są przekazywane. Stano­
wiąc element tradycji, rozwijają się wraz z nią, wpływając
i modelując sposób myślenia kolejnych pokoleń . Łatwo za­
padając w pamięć, stają się trwałymi elementem potocznej
14

12

Nadszedł czas, aby spróbować odpowiedzieć sobie na
kilka pytań. Co skłania jednostki do tego, aby podporządko­
wać myślenie i działanie wizji Nowego Jeruzalem? Co szcze­
gólnie pociąga je w owej wizji? Co przesądza o jej, ignorują­
cej upływ czasu, atrakcyjności? Dla fundamentalisty religij­
nego, gdyby przyszło nam do głowy prosić go o odpowiedź,
o wszystkim przesądza fakt, że źródłem owej wizji jest obja­

Model Świątyni Jerozolimskiej

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Maria Leppäkari
wiedzy. Dlatego ich kolejne konkretyzacje stanowią zawsze
kombinacje elementów czerpanych z tradycji, mniej lub bar­
dziej oryginalne nawiązania.
Jednak rozpatrywanie wyobrażeń Jerozolimy wyłącznie
p o d kątem s p o ł e c z n e g o charakteru oraz m e c h a n i z m ó w
transmisji niewiele może nam pomóc w zrozumieniu ich istoty.
Dopiero badając zjawiska z pogranicza religijnego i politycz­
nego fundamentalizmu, zaczynamy dostrzegać, że o specy­
fice owych wyobrażeń decyduje głęboki wpływ, jaki zdolne
są wywierać na świadomość jednostek, ich niezwykła sugestywność, która zdolna jest wskrzesić religijny zapał. Oży­
wając w wyobraźni, dostarczają głębokiej motywacji dla okre­
ślonego sposobu interpretowania zjawisk, ucząc bezkompromisowości w myśleniu i działaniu. Mieliśmy okazję się
przekonać, jak w świadomości członków ICEJ czy TMF ob­
raz stolicy Izraela, z jej pogmatwaną historią i skomplikowa­
ną, nabrzmiałą konfliktami izraelsko-palestyńskimi, teraźniej­
szością, rozmywa się zwolna w hipnotycznej wizji przyszłej,
immanentnej doskonałości.
Naturalnie ogromna liczba osób nosi w swoich umysłach
zapisany mentalny obraz apokaliptycznej Jerozolimy, cho­
ciaż dla większości nie ma on jakiegoś decydującego zna­
czenia. Dotychczas o konkretnym kształcie owego obrazu
decydowały okoliczności, które sprawiają, że różnimy się
pomiędzy sobą: nasze usytuowanie wewnątrz konkretnej tra­
dycji, rodzaj odebranego wychowania, zebranego doświad­
czenia. Być może dzisiaj wpływ tych czynników staje się nie­
co słabszy, coraz częściej mamy bowiem okazję stykać się z
tymi samymi formami przedstawień. Wyobrażenia apokalip­
tyczne należą w naszej kulturze do tych, po które sięga się
chętnie i stosunkowo często. Pojawiają się w malarstwie, się­
ga do nich poezja, film, czasem przywołuje się je jako meta­
foryczny komentarz w telewizyjnym newsie. Wizerunek apo­
kaliptycznej Jerozolimy kondensując w sobie pewną religij­
ną ideę, określony pogląd na sens historii, symbol nowego
świata i marzenie o lepszej przyszłości, oferuje nam bogac­
two znaczeń wielokrotnego użytku. Dla większości z nas owe

znaczenia są wystarczająco czytelne, aby obraz Jerozolimy,
raz przywołany, nie wymagał specjalnych objaśnień.
Atrakcyjność obecnych w kulturze apokaliptycznych idei
bierze się m.in. stąd, iż karmi nasze umysły wizjami jakiejś
post-apokaliptycznej doskonałości. Jako istoty ludzkie nie
mamy możliwości mierzenia się z doświadczeniem religij­
nym lub zmagania z ideą religijną bez udziału posiadanej
wiedzy, wyznawanego światopoglądu, emocji - a więc tego
wszystkiego, co stanowi treść naszego życia. Ich aktywny
udział sprawia, że raczej konstruujemy znaczenia, niźli je
pasywnie przyswajamy. Sposób, w jaki przedstawia nam się
nam dana idea, zawsze jest funkcją pewnych potrzeb d u ­
chowych, intelektualnych, emocjonalnych, co wyjaśnia, dla­
czego dużo lepiej wychodzi n a m przetwarzanie pozytywnych
raczej niż negatywnych informacji .
15

16

Istota zdarzeń opowiedzianych w micie apokaliptycznym
sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad zagadką śmier­
ci. Analizując zebrany przez siebie materiał, miałam wielo­
krotnie okazję przekonać się, jak istotną rolę odgrywa escha­
tologiczna symbolika Jerozolimy w obrębie dyskursu wyra­
żającego nadzieję ocalenia przed wieczną, wszystko spy­
chającą w nicość, śmiercią. Być może tutaj tkwią praprzy­
czyny ciągłej fascynacji ideą apokalipsy, wciąż podejmowa­
nych prób jej interpretacji, zarówno tych wprost czerpiących
z religijnego dziedzictwa tradycji judeochrześcijańskiej, jak
i tych, które czynią to niejawnie, często mimowolnie. Jako
symbol życia wiecznego Jerozolima końca czasów oferuje
nam pewien sensowny model interpretacji naszego losu, o d ­
powiedź na lęki i troski współczesnego człowieka.
17

Na koniec chciałabym zwrócić jeszcze uwagę, że apoka­
liptyczne wątki pojawiają się współcześnie w coraz szerszym
kontekście kulturowym. To zjawisko ma, jak sądzę, związek
ze sposobem, w jaki idea jest przekazywana. Aby przetrwać
w kulturze mit lub opowieść musi wędrować pomiędzy po­
koleniami jako element żywej tradycji. Taka wędrówka za­
wsze pozostawia pewien ślad w postaci treściowych prze­
sunięć, zmiany akcentów, pojawienia się nowych elemen-

Ściana Płaczu - jedyny ocalały fragment Świątyni Jerozolimskiej

16

Numer 10/2005

�tów. Dokonujące się transformacje nie są jednak w stanie
zatrzeć prawdziwej tożsamości, dzięki czemu możemy po­
wiedzieć, że ekologiczne i technologiczne apokalipsy pozo­
stają wariantem tej samej, wędrującej przez historię, opo­
wieści.
Apokaliptyczna historia Nowego Jeruzalem przekazywa­
na była przez wieki za p o m o c ą różnych form: w chrześcijań­
stwie oznaczała zarówno śmierć jak i życie, niebiańskie kró­
lestwo jak i tęsknotę za lepszą przyszłością. W ostatnich cza­
sach te same wątki dają się zauważyć w obrębie „apokalip­
tycznej" świeckiej kultury popularnej. Chociaż konkretne re­
alizacje mogą być pozbawione jednoznacznie religijnej wy­
mowy, tym niemniej ich źródłem wciąż pozostaje religijna
idea zagłady rodzaju ludzkiego. Część z nich, zachowując
wierność oryginalnemu kontekstowi apokaliptycznemu, snuje
wizję odzyskanego raju na ziemi, inne, porzuciwszy nadzie­
je, przybierają postać anty-utopii.
Przełożył Paweł Barabasz

3

N.G. Holm, An Integrated Role Theory for the Psychology of Reli­
gion: Concepts and Perspectives,
[w:] The Psychology of Religion. The­
oretical Approaches, red. B. Spilka i D.N. Mcintosh, Colorado - Oxford
1997, ss. 73-85; M. Leppakari dz. cyt., s. 55-56.
4

M. Leppakari, dz. cyt., s. 2 1 , 27-36.

5

Tamże, s. 2 1 .
"Tamże, s. 201-225.
7

Tamże, s. 234
tamże, s. 143,145; zob. również: Y. Ariel, Philosemites
orAntisemites. Evangelical Christian Attitudes Towards Jews, Judaism and the State
oflsrae, „Acta", Jerusalem, 2002, nr 20, s. 2-3.
8

9

Y. Ariel, dz. cyt., s. 2.
M. Leppakari, Jerusalem - en plats i ständig förändring, [w:] Kultu­
rell miljö, natursyn och symboliskt landskap. Nigra aspekter pä kulturmiljóstudier, red. L. Marander-Eklund i in., Religionsvetenskapliga skrifter nr45, Abo 2002, s. 173.
10

11

E. Sprinzak, The Ascendance of Israel's Radical Right, Oxford New York 1991, s. 227, 280-281; M. Leppakari, The End Is a Beginning,
s. 170-171.
12

M. Leppakari, dz. cyt., s. 169-193.

Oxford -

13

Tamże, s. 204.

Massachusetts 1999, ss. 2, 24, 32, 78; M. Leppakari, The End Is a Begin­

14

Tamże, s. 242-243.

ning. Contemporary Apocalyptic Representations

15

Tamże, s. 206-213.

1

D. Sperber, Explaining Culture. A Naturalistic Approach,
of Jerusalem,

Abo 2002,

16

s. 39-51.
2

R Berger i T. Luckmann, The Social Construction of Reality. A Treati­

se in the Sociology

of Knowledge,

Middlesex - Baltimore 1973, ss. 27,

Tamże, s. 54-55; The Psychology of Religion. An Empirical Appro­
ach, red. R.W. Hood, B. Spilka, Jr, B. Hunsberger, R. Gorsuch, New York
1996, s. 157-158.
17

112-115, 118-121; M. Leppakari dz. cyt., s. 51-56.

PISMO ANTROPOLOGICZNE

M. Leppakari, dz. cyt., s. 234.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5994" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5974">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3457c1e26feda4b39f6b6b6053c06ce3.pdf</src>
        <authentication>30ecb1e33d68cb4c36746dcc66876a5a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71511">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5573</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71512">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71513">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71514">
                <text>społeczności internetowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71515">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71516">
                <text>Co się kryje w "Naszej klasie"/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71517">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.13-17</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71518">
                <text>Liszka, Sebastian</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71519">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71520">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71521">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71522">
                <text>Sebastian Liszka

14
niż czytelników, a tych mniej niż użytkowników
portalu. Nawet najbardziej rozbudowane fora,
które należą głównie do renomowanych liceów
w wielkich miastach bądź szczególnie zgranych
klas, trudno u z n a ć za coś więcej n i ż w y m i a n ę
opinii dotyczących ograniczonego, niemożli¬
WegO do odzyskania CZ3.SU .

Taka zbiorowa identyfikacja z jedną insty­
tucją (można zaryzykować kwalifikację: grupą
sytuacyjną) rodzi nieoczekiwane konsekwen­
cje - tworzy przymus uczestnictwa, przedłuża­
jąc w nieskończoność trwanie zamkniętego j u ż
okresu. Temu okresowi przypisuje się pozytyw­
ną waloryzację, sankcjonując jako oczywistość
relacje między dawnymi uczniami jakiejś klasy,
zakładając (wymuszając) ciągłe trwanie daw­
nych znajomości (wraz z układem sympatii, an­
typatii, animozji, a może nawet miłości). W i n ę
za wcześniejsze niepodtrzymywanie tych relacji
można zrzucić na brak odpowiedniego interfej­
su, którego dostarczył dopiero omawiany portal.
Interfejs portalu, oddając władzę w ręce bliżej
niezidentyfikowanej opinii zbiorowej generuje
jednocześnie przymus ujawniania informacji
na własny temat Weryfikację i interpretację
przekazanych informacii składa w rece świad
ków z przeszłości nie zwracając uwaei na ich
rzeczywiste komitencie zdolność i L o w o ś c
do tezo typu zadań Efektem te.ro zbiorowego
uiawnienia (czasem do zranić ekshibiciomzmu)
sa cmasi zbiorowe i wsnólne - nawet ieśli warto
ściowane no vtvwnie to w rzeczywistości ozra
niczone-wizinamieci Doświadczenie wsnól
2

7

noty stwarza przekonanie o istnieniu swoisLo
A' A
A 1
' • , co w zasadzie
A • za­
ponadindywidualnego
świata,

1

Bardzo ciekawym wyjątkiem, wartym odrębnej analizy,

jest np. forum I I L O im. Sobieskiego w Krakowie.

wiesza, uznawaną przez wielu za najbardziej
charakterystyczną w nowoczesnych społeczeń­
stwach, możliwość nieskończonej interpreta­
cji sposobów tworzenia rzeczywistości czy też,
mówiąc krócej, wszelkich przejawów twórczości.
Wspólnotowość forum „Naszej klasy" polega na
budowaniu wrażenia, że znaczenia przeszłości
nie wymagają negocjacji, są bowiem tylko kwe­
stią odtworzenia.
Ciągłe reprodukowanie wspomnień, ponow­
ne zapisywanie się do mniej lub bardziej odle­
głych czasowo instytucji przekroczyło (z racji
masowości) granice nostalgii i chęci przywoła­
nia przeszłości. Ten zbiorowy gest wielkiej czę­
ści społeczeństwa można interpretować szerzej,
jako odruch ucieczki od w y z w a ń i uleganie
pokusie odnowienia obrazu „dobrych czasów",
a być może ich mentalnej restytucji - jako od­
ruch uniknięcia ryzyka, ucieczki do bezpiecznej
przestrzeni starego wspaniałego świata, w któ­
rym istnieją wyłącznie przyjaciele i znajomi,
wybacza się surowym bądź niesprawiedliwym
nauczycielom, a złe historie puszcza w niepa­
mięć. Tworem takich strategii jest społeczność
z3nurzon3 w przeszłości ograniczonej tylko
własnym życiem. To przestrzeń ahistoryczna
o krótkiej pamięci Uczestnik portalu dokonując
aktu zapisania sie tworzy podstawy potwierdzę
mawłasnei obecności Sama sygnatura to i ednak
me wszystko - profil wypełniał a zdiecia komen
tarze do nich, rozbudowane i upubliczmone
sieci kontaktów. Tkk tworzy się swój wizerunek
wewnątrz portalu 'W przeciwieństwie do ś w i ¿1
towvch nortali snołecznościowvch Nasza klasa"
daje ograniczoną możliwość kre'acji, a w ze-

2

Medialna burza dotycząca potrzeby ujawniania

informacji o sobie w przestrzeni portalu rozpętała się na
początku bieżącego roku, czyli w chwili, kiedy portal miał
j u ż około pięciu milionów użytkowników.

BARBARZYŃCA

E(1E| PD08

�Co się kryje w „Naszej klasie"

15

stawieniu ze sztywną metaforą szkoły i wysta­
wieniem się na osąd publiczny fundowany na
pamięci z dawnych czasów w zasadzie uniemoż­
liwia kreacji zaistnienie. Musimy zadowolić się
płytkim, jednoznacznym wizerunkiem, którego
nie da się rozwinąć, rozbudować, który nie może
wykiełkować, rozrastać się, zmieniać. W prze­
strzeni tego portalu nie można się stworzyć,
można tylko grać z oczekiwaniami odbiorców
i własnym wizerunkiem z przeszłości, np. przez
wklejenie żartobliwego zdjęcia albo ironicznego
komentarza dotyczącego s 3. mego siebie. Zamiast
mnożących się wariantów, swobodnego pola kre¬
acji, przemieniających się i przekształcających
wizerunków i ścieżek komunikacyjnych prze—
strzeń portalu wypełniają sądy, opinie, przed­
stawienia banalne zestandaryzowane i wtórne.
Chwalimy się czym możemy: samochodem
domem dzieckiem m ę ż e m żoną w bardzo
niewielu przypadkach partnerka czy partnerem
ze związku niesformalizowanel Zwyczainość
przygląda sie zwyczainości suknia ślubna suk
ni ślubnej, dziecko dziecku. Czy może to zna¬
czyć że nowa klasa średnia przygląda się sama
Jeśli tak, sądzę, że niewiele widzi. Społecz­
ność „Naszej klasy", najprawdopodobniej zu­
pełnie nieświadomie, zbudowała (za pomocą
kontrolowanych wzajemnie własnych wizerun­
ków) totalizujący obraz swojego świata. Za jego
podstawę można uznać wybranie wizerunku
uważanego przez siebie za naturalny, czyli niedający się zinterpretować, który z własnej woli
powtarza leżący u podstaw idei szkoły proces so¬
cjalizacji. Świat, z którym spotykamy się w por¬
talu, nie ma nic z ponowoczesnych kryzysów

3

Por. Z. Bauman, Ponowoczesnośćjako

Sic!, Warszawa 2000, s. 127.

nu

BARBARZYŃCA

źródło

cierpień,

i rozchwianych tożsamości. Przeciwnie - po­
wiela on tradycyjne przeświadczenie o istnieniu
psychologicznych niezmienników, posiadaniu
trwałych i mocnych tożsamości społecznych
i kulturowych. Ze stron portalu manifestuje się
konformizm i brak chęci bycia lepszym, dosko­
nalenia się, ruchu popychającego nowoczesne
społeczeństwa naprzód. Reprodukując i kolo­
nizując przeszłość, społeczność „Naszej klasy"
w znikomym stopniu wykorzystuje najbardziej
nowoczesne z nowoczesnych doświadczeń, po¬
legające na, jak pisał Zygmunt Bauman, „sensie
nadziei, że można uczynić rzeczy innymi, niż
są, i lepszymi, n i ż są, i że należy to zrobić, bo­
wiem rzeczy nie są tak dobre, jak powinny i jak
być mogły" .
3

A może społeczności „Naszej klasy" wcale
nie jest daleko do charakteru innej nowoczesno­
ści, gdyż, jak sądzę, można ją opisać za pomocą
koncepcji społeczeństwa ryzyka Ulricha Becka .
Według niemieckiego socjologa ryzyko polega
na dodaniu do teraźniejszej gry interesów i ich
konsekwencji istotnego komponentu: przyszło­
ści, przenoszeniu w przyszłość dostrzeganych
obecnie szkód, przy czym szkody te dotyczyć
wszystkich przejawów życia: reform f i ­
nansów publicznych, skażenia środowiska, ale
też codzienności. Spróbujmy opisać społeczność
„Naszej klasy" za pomocą tej metafory. Ryzyko
przyszłości w tym przypadku może polegać
na, znanych z doświadczeń bardziej rozwinię­
tych społeczeństw, kryzysach instytucji, rodziny,
tożsamości. To potencjalne ryzyko może być
mechanizmem dzięki któremu w tak dokładny
sposób w przestrzeni portalu dokonuje się pro­
ces kolonizowania przeszłości walki o jedną
4

4

U . Beck, Społeczeństwo

nowoczesności,

ryzyka. W drodze do innej

Scholar, Warszawa 2002.

�Sebastian Liszka

16
małą narrację dzieciństwa i młodości , wreszcie
utwierdzania samych siebie w sensie i słuszności
wyborów, a własne wybory są konfrontowane
z wyborami takich samych jak ja, czyli nie-Innych. Dzięki odwołaniu się do tej metafory ma­
nifestowane w portalu zadowolenie i afirmacja
mogą bardzo łatwo pokazać swoją drugą, wcale
niebłazeńską, twarz - poczucia zagrożenia i nie­
pewności, im bardziej gorączkowo odsuwanego,
tym silniej obecnego .
5

6

Zdumiewające jest, w jak wielkim stopniu
przestrzeń „Naszej klasy" stała się areną bez
wrogów, miejscem bez walk. Sceptyczność, nie­
zadowolenie, zagniewanie (główne cechy nowo­
czesności według Baumana) nie mają tu miej­
sca. Samoświadomość uzyskuje się tu poprzez
uczestniczenie w rytuałach codzienności i pod­
glądanie, czy to samo co my robią tacy sami jak
my. Dłuższe trwanie takiego systemu będzie
przejawiać coraz większe właściwości zamykania
się w sobie, kostnienia. System taki nie nabędzie
cech potrzebującego ekspansji kapitału, ale ra­
czej rentierni polegającej na wzajemnym wyda­
waniu sobie kuponów, rytuału opartego na grze
sztuczności, która udaje, że nie jest (uważam, że
jest) światem, jak pisał Shakespeare, out offrame
(bezkształtnym wybitym wyłamanym). Metafo­
rę wyłamania pojmuję w tym wypadku jako we­
wnętrzną sprzeczność rządzącą rzeczywistością

5

Por. J.-F. Lyotard, Kondycja ponowoczesna. Raport

która manifestuje się i wysypuje z ram portalu.
Polega ona, według mnie, na niedostrzeżeniu
potencjalnie wywrotowego potencjału portalu,
którego użytkownicy, zamiast w twórczy spo­
sób przepisać swoją historię i tę skonfrontować
z wersją rówieśnika, wzajemnie utwierdzili się
w bezcelowości takiego przedsięwzięcia.
Konsekwencją wynikającą ze świata „Naszej
klasy" rządzi pragnienie przyjemności, a nie przy­
jemność pragnienia. Gilles Deleuze, dając pierw­
szeństwo tej drugiej, opisywał ją jako przerywa­
jącą pozytywność pragnienia, która pozwala na
uchwycenie realnej i aktywnej dynamiki wytwa­
rzania rzeczywistości społecznej . Przyjemność
usypia, jest bezwładna i reaktywna. Próbując
znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tak łatwo
społeczność polskiego portalu popadła w bez­
wład i uśpienie, trzeba się odwołać do naszych
doświadczeń historycznych. Choć to materiał na
rozbudowaną socjologiczną analizę, u w a ż a m ,
że społeczność „Naszej klasy", czyli w dużej
części polska klasa średnia, zarówno ta istnieją¬
ca. jak i aspirująca, zbyt mocno przyswoiła sobie
pogląd którego korzenie tkwią w poprzednim
systemie politycznym — przekonanie o istnieniu
czegoś takiego jak wspólnota losu oraz lokalny
i kuriozalny proces tworzenia tożsamości który
w warunkach PRL przybrał parafrazując Michęla Foucaulta formę troski o siebie ale w obecnych
7

8

badania nad społecznością „Naszej klasy". Od kilku

o stanie wiedzy, Aletheia, Warszawa 1997. W ujęciu

miesięcy prasa donosi o próbach takich prac, spotykają się

Lyotarda kategoria wielkiej narracji, w którą wierzy!

one często z bezpardonową krytyką apologetów portalu.

modernizm, zastępowana jest w ponowoczesnym

Najbardziej rozbudowane forum, jakie znalazłem, jest

świecie przez kategorie małych narracji, które mają się

dostępne pod adresem http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.

mnożyć i wzajemnie współistnieć. Małe narracje obecne

html?f=29&amp;w = 73448071&amp;s = 0, 14.07.2008.

w przestrzeni „Naszej klasy" okazują się karykaturą

7

Lyotardowskich postulatów.

obraz terytoria, Gdańsk 2000.

6

Potwierdzenie tej hipotezy będzie możliwe w chwili, kiedy

psychologowie i socjologowie przeprowadzą szczegółowe

8

Por. G. Deleuze, F. Guattari, Co to jest filozofia}, słowo/
Czy też, równie mocno, stała się zakładnikiem tego

poglądu.

BARBARZYŃCA

E(1E| PD08

�Co się kryje w „Naszej klasie"
warunkach - niewiedzy o jakości życia, stopniu
uwikłania w ideologię oraz braku szacunku dla
jednostki - formę uznania kolektywu.
W przestrzeni polskiego Internetu zrobiło
się ciasno. Wdarł się do niego rodzaj społecznej
władzy sądzenia nadawanej przez osoby, które
w większości nie są w stanie rozpocząć walki
o siebie w wirtualnej przestrzeni, dającej się
realizować łagodniej n i ż w rzeczywistości. Spo­
łeczność „Naszej klasy", zamiast wybrać portal
oferujący rozbudowany interfejs służący kreacji
siebie, wyodrębnieniu siebie, podkreśleniu siebie,
czyli tak naprawdę ocaleniu siebie, wybrała portal
oferujący znikomą możliwość takiej kreacji, wią­
żąc j ą, j ak pisałem wyżej, z instytucj ą zbiorowego
uczestnictwa i tradycyjnych form społecznych.
Społecznością tą wydaje się rządzić brak
klasy i brak różnicy. Nowa klasa średnia, która

9

W tym miejscu powinien rozpocząć się drugi tekst

17
po skolonizowaniu pasaży handlowych i miej­
skiej przestrzeni zabrała się za kolonizowanie
Internetu, za swój mit założycielski wybrała
resentyment i nostalgię, ucieczkę od wyzwań,
odrzucenie polityczności i rywalizacji o idee,
oddała też bez walki formy sprawowania wła­
dzy za pomocą na przykład sądów estetycznych.
Społeczność ta w zasadzie nie odwołuje się do
nikogo, prezentuje siebie zadowoloną z tego,
jaka jest. Nie wiem, czy próbuje dokonać de­
finicji samej siebie. Pewne jest, że społeczność
ta wybrała baśniowe doświadczanie rzeczywi­
stości, rozumiane i przyjęte jako jedyna szansa
na wolność. Gwałtowność manifestacji tego do­
świadczenia pozwala również na postawienie
diagnozy, że oto, zapewne niespodziewanie dla
nas samych mamy do czynienia z polskim
riantem buntu mas .
9

ustaleniami Eliasa Canettiego z Masy i władzy

oraz Petera

o „Naszej klasie", napisany z perspektywy nakreślonej

Sloterdijka z Pogardy mas. Moją intencją było jedynie

przez Ortegę y Gasseta w klasycznym eseju, uzupełniony

zasygnalizowanie tego problemu.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11477" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11455">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7a86a7feb0644dcab20c616cd1860e11.pdf</src>
        <authentication>0de891e8e23c42c0df33a61aff2c1885</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136716">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5587</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136717">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136718">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136719">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5195</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136720">
                <text>Kiedy myśl ostrzy słowo/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136721">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.3-8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136722">
                <text>Lupa, Krystian</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136723">
                <text>Uliasz, Szymon</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136724">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136725">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136726">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136727">
                <text>K r y s t i a n L u p a (ur. w 1943 r.) to
cztowiek teatru. T w o r z y sztuki w y ­
jątkowe pod względem formy i wła­

Kiedy
ostrzy

słowo.

O
»

pisaniu

•

•

i jego
z

myśl

/i

intymnością
Krystianem

rozmawia

Szymon

co najważniejsze w dramacie, czyli
relacje międzyludzkie, które odczytuje
na n o w o z dziet Bernharda, Dostojew­
skiego, Witkacego czy Brocha. Podej­
muje tematy metamorfozy i odnowy
człowieka, dla którego najważniejsze
stają się podejmowane przez niego
psychologiczne gry.
Lupa studiował przez jakiś czas reży­

związku
Z

snej interpretacji. Interesuje go t o ,

serię w Łodzi, ale porzucił ją na rzecz
teatru. W jego spektaklach, trwających
nawet osiem godzin, do dziś widać fa­
scynację kinem. Sposób prowadzenia
narracji, dysponowanie czasem przy­
w o d z ą na myśl film.

Lupą

W 1973 roku rozpoczął studia z reży­

Uliasz

serii teatralnej w Państwowej Wyższej
Szkole Teatralnej w Krakowie, gdzie
dziś jest profesorem. Zafascynował się

Szymon Uliasz: Jaka była geneza pańskiego pisa­
nia? Zaczął pan od Klasztoru nasłuchujących,
który przerodził się w dziennik, ale przecież wcze­
śniej jeszcze były wiersze?
Krystian Lupa: A skąd pan wie?
Z lektury Labiryntu.
Jeżeli mamy szukać genezy, to nie dotyczy
ona życiorysu, tylko pewnej kondycji. Jak proces
pisania krystalizuje się w mechanizmie myślenia,
wyobraźni czy też duchowości? Kult pisania po­
jawił się, kiedy jeszcze nie umiałem pisać. Pamię­
tam, że moja matka wówczas bardzo często coś
pisała jako nauczycielka — robiła konspekty albo
poprawiała zeszyty. Patrząc na to pisanie, podej¬
rzewałem, że to jest jakaś bardzo ważna i istotna
czynność. Mam wrażenie, że tamto dziecięce
poczucie „ważności" pozostało. Kiedy zaczynam

wtedy twórczością Konrada Swinarskiego i Tadeusza Kantora. Mówi, ż e
to im zawdzięcza swoje spojrzenie na
teatr i sposób pracy z aktorem.
Jest twórcą wybitnych przedstawień,
takich jak Marzyciele,

Bracia

zow, Factory 2, Zaratustra,

KaramaLunatycy,

Kalkwerk. Otrzymał d w a najważniejsze
wyróżnienia przyznawane w polskim
teatrze: Nagrodę im. Konrada Swinarskiego i Nagrodę im. Leona Schillera.
W 2001 roku wydał intymne, retro­
spektywne zapiski w formie dziennika,
lecz niebędące nim w ścisłym tego
słowa znaczeniu. Labirynt przywołuje
dzieciństwo, ogląda demony i odtwa­
rza własne mitologie tamtego czasu

3 (1 3) 2 0 0 8 ,\?:\mnu
h

z dzisiejszej perspektywy. Jest także
refleksją o śmierci, przyjaźni i teatrze.

�Wywiad

4

mówić o pisaniu, jest w tym coś intymnie wsty­
dliwego, ponieważ wydaje mi się, iż „ważność"
tego aktu postrzegana jest na zewnątrz jako zdemonizowana lub w jakiś sposób przesadna. Ktoś,
kto stoi na zewnątrz tego procesu, zawsze może
powiedzieć: „Nie przesadzajmy, że tak naprawdę
pisane myślenie jest lepsze od myślanego myśle¬
nia". Często mówię studentom, żeby dużo pisać,
notować monologi wewnętrzne, ponieważ to
w gruncie rzeczy wyostrza myśli i w jakiś sposób
drażni, prowokuje i inspiruje. W momencie, kie­
dy sam zacząłem pisać, bardzo szybko musiałem
użyć tego pisania do jakiejś funkcji stwarzającej.
Myślę, że w moim przypadku razem powstały
nauka pisania i fantazje na temat Juskuni, czyli
wymyślonego przeze mnie w dzieciństwie lądu.
Wtedy okazuje się, że to pismo jest pewnego ro¬
dzaju dokumentem, podobnie jak mapa i rysu¬
nek. Może nawet nie dokumentem istnienia czy
zapisaniem istniejącego, ale współaktem istnie¬
nia. Ponieważ w gruncie rzeczy nie istniały ląd,
państwo, ludzie i królowie ani ten język, który
tworzyłem na potrzeby wymyślanego świata.
Można więc powiedzieć, że pisanie było ma¬
gicznym procesem powoływania istnienia i tak
to odczuwałem. To dziwne, że ledwie zacząłem
się uczyć pisać po polsku, natychmiast odczułem
potrzebę poznania innego języka. Język polski
był zużyty i wymacany. Nudziły mnie nieciekawe
teksty elementarza. Zresztą to zastanawiające, że
dopóki nie umiałem czytać po niemiecku, książki
niemieckie, które stały w bibliotece ojca, były za¬
pisem wtajemniczeń — „księgą", tak jak to widzi
Schulz. Polskie książki tylko w sposób warunko¬
wy i tymczasowy uzyskiwały ten majestat „ksiąg"
— o ile były dziwaczne i trudne do zrozumienia.
Bardzo wcześnie taką „księgą tajemną" był wybór
dzieł Mickiewicza, zwłaszcza Konrad Wallen­
rod i Dziady, z których zrozumieniem miałem
kłopot. Myślę, że jest to kopia „dzieciństwa"
tkwiącego w ludzkości: demonizowanie niezro¬
zumiałego tekstu, w który wczytując się, doko¬
nuje się automatycznie pewnego rodzaju aktu
magicznego — aktu przeniesienia mocy i użycia
jej, kiedy samemu nie zna się jeszcze instrukcji
obsługi. Poprzez akt przeniesienia, tak jak to
Jung lubi widzieć, dokonuje się uruchomienie

mechanizmu, do którego w gruncie rzeczy moja
świadomość nie ma dostępu.
Gdyby spojrzeć na pisanie w kontekście pragma­
tycznym, czyli poprzez związek z samym życiem,
twórczością
teatralną, kreacją, kiedy pan uznał, że
dziennik będzie kontynuowany? Czy te dwie sfery:
pisania i życia, przenikają się bezpośrednio,
czy jest
to może relacja bardziej złożona, ponieważ pisanie
jest aktem intymnym dokonywanym w samotno¬
ści. Tym różni się pisarz, który jest tylko pisarzem,
od piszącego
reżysera, który pracuje z ludźmi.
Nawet jeżeli pomysły rodzą się w świecie, to do
samego aktu zapisania, podobnie jak do czytania,
dochodzi już w
samotności.
Nie zawsze, lubimy przecież czytać razem.
Zawsze bardzo mnie fascynowało dopuszczanie
tu jakiejś perwersji, gruppen sex pisania, czyli
właśnie złamanie tej intymności...
Jest też jakimś

rejonem odkrywczym?

Tak, bo wówczas, trącając czy gwałcąc, przeła­
mujemy w jakiś sposób mechanizmy intymne, do
których mamy tylko częściowy dostęp, a które są
nam dane jako rzeczy automatyczne i musimy je
akceptować, otaczać je pewnego rodzaju kultem.
Bez tego kultu i wiary to się nie udaje. Podobnie
bywa z pewnymi praktykami medytacyjnymi,
na przykład z jogą. Muszę w coś wierzyć, żeby
to działało. Bez wiary to nie funkcjonuje, nie
ma elektryczności, która tym porusza. Wówczas
rejon nieświadomości nie bierze w tym udziału
i nie ma mowy, żebym się dowiadywał czegoś od
kogoś we mnie. Pisanie to nie jest dowiadywanie
się od siebie samego, to jest dowiadywanie się od
kogoś czegoś, co jest najczęściej niedostępne...
Jak wyodrębnianie
mości...

u Junga rejonu

nieświado¬

Oczywiście. W zależności od tego, jaki mo¬
tyw poruszamy, kontaktujemy się z tą czy inną
osobą lub figurą, kompleksem nieświadomości,
który w pewnym momencie zamienia się w my¬
ślącą i działającą osobę. Zdumiewające, że pew-

�Z Krystianem Lupą rozmawia Szymon Uliasz
ne myśli, przychodzące tak nagle, są w takim
stanie gotowości i literackiej formy. To zadziwia¬
jące, można byłoby powiedzieć, że są to myśli
przychodzące z „przebicia", pobudzone aktem
pisania przez śniące ciało, z udziałem pewnej
aury, pobudzonego stanu cielesnego.
Jeśli pytamy, kiedy i jak coś przyszło i się
zaczęło, to chodzi raczej o to, że na początku
mamy dostęp do świadomości funkcji. Początek
jest pewnym stanem granicznym, w którym coś
może być zaobserwowane, bo później się to­
czy. Człowiek zapomina tę instrukcję, która jest
gdzieś na wstępie. Ja nie miałem świadomości
takiego poczucia, że kiedyś się na to zdecydo¬
wałem albo że kiedyś przestałem pisać Klasztor
nasłuchujących.
Jeśli ten rejon zaczyna się rozwi¬
jać, przez dłuższy czas istnieć, zaczyna żyć jak¬
by sam z siebie, j u ż nie wyłącznie przynaglany,
próbowany. Wiadomo przecież, że na początku
młody człowiek próbuje, czy może być pisarzem,
podobnie jak próbuje innych rzeczy. Wszystko to
staje się w podnieceniu charakterystycznym dla
młodości. Jest to rodzaj eksperymentu: zażyję
pewną pigułkę i patrzę, co się ze mną dzieje.
W gruncie rzeczy jest to ciągłe doświadczanie
siebie, kim właściwie jestem, jakim fenomenem
„ja" jestem? Co „ja" mogę robić, jak „ja" to mogę
robić i czy „ja" to w ogóle mogę robić? Przygoda:
czy mi się uda być na przykład takim pisarzem
jak Tomasz Mann, który mówi, że pisanie to jest
codzienna dyscyplina? Codziennie rano wstaje,
bierze pióro i pisze. Ta codzienna dyscyplina jest
w gruncie rzeczy procesem fatycznym, którym
bronię się przed zaprzestaniem pisania. W każdej
chwili grozi mi, i boję się tego, że pewnego dnia
powiem sobie: „A, nie chce mi się, to jest wszyst¬
ko kłamstwo, co ja robię, to jest jakaś zabawa".
Nagle, ni stąd ni zowąd, Bernhard mówi o takiej
tajemnicy i strasznie bliskie jest mi to zdanie: „Ja¬
kie to dziwne jest, że człowiek nagle zaprzestaje".
Przez całe życie coś robi i wydaje się, że to jest
po prostu jego życie, wierzy sam, że to się dzieje
organicznie, dąży do czegoś, poświęca temu całe
dorosłe życie, nagle — ciach — zaprzestaje...
Czy nie będzie to pewna iluzja? Przecież to, że
coś się kończy, że musi się skończyć, jest wpisane

a

d a l

POO8

^K mmu
y

5

już od początku w naszą egzystencję.
Rilke stawia
przed młodym, zaczynającym
pisać
człowiekiem
kryterium konieczności,
mówi mu: jeśli
możesz
żyć bez pisania, to żyj.
To jest prowokacja: jeżeli możesz żyć bez
pisania, to żyj, mówi piszący. Do kogo w tym
momencie stosuje się to „ty"? Jeżeli mówi tak
do młodego poety, znaczy to: jestem j u ż poza tą
sferą. Daje taką radę czy jest to arystokratyczny
gest człowieka, który nie może żyć bez pisania?
Lub gest opętanego, unieszczęśliwionego i znie¬
wolonego przez pisanie...
A czy istnieje jakaś właściwa
dzy pisaniem a czytaniem?

równowaga

pomię¬

Zawsze człowiek najpierw więcej czyta. Póź¬
niej okazuje się, że pisanie jest jakby rozlewa¬
niem atramentu. Coraz szersza powierzchnia
zostaje zajęta, w związku z czym coraz bardziej
wchłania i być może o tym właśnie myślał Rilke.
Być może ta obsesja pisania jest czymś szalenie
wampirycznym i w pewnym momencie zagarnia
cię całego, a to oznacza, że nie ma j u ż czasu na
czytanie. Choć jest to marna odpowiedź, że nie
ma czasu, bowiem nie o to chodzi, lecz o balans
przyjmowania. Rzeczywiście coś się z tym dzieje.
Rzeczy, które napisali inni, czytane w młodości,
traktowane są inaczej, ponieważ człowiek nie
został jeszcze w jakiś sposób zdeformowany czy
przetworzony. Kondycja pisania zdecydowanie
zmienia mechanizm jaźni, mechanizm ducho¬
wy indywiduum, a w związku z tym deformuje
i przekształca czytanie. Czytanie staje się czymś
innym. Napisane dzieła to książki, rozprawy,
systemy filozoficzne, wiersze, jednym słowem to,
co Bernhard tak świetnie nazwał tekstem, czyli
pewnego rodzaju pakietem napisanym przez
człowieka, który ma jakąś całość. W momencie,
kiedy nie stałeś się jeszcze potworem piszącym,
to one miały swoją świętość, swoją całość, były
nienaruszalne. Wiersze Rilkego to były wiersze
Rilkego, Zbrodnia i kara to była Zbrodnia i kara,
Wyznania Rousseau to były Wyznania Rousseau
itd. Mało tego, dla kogoś, kto nie pisze, dzieła na¬
pisane są święte, dlatego że są objawieniem pew-

�Wywiad

6

nej kondycji, której sam nie próbuje, w związku
z czym zawsze ma podziw dla tego, czego sam
nie dotyka, podziw wyznawcy pasywnego. Dla¬
tego też staram się nie pomylić, nie zmieszać,
staram się zachowywać te całości.
Ale to chyba jest bardzo trudne i nie do końca się
udaje. Uwidacznia się to na przykład w Apokry­
fach do prozy Rilkego, kiedy języki są do siebie
bardzo podobne...
No tak, bo to jest j u ż dawno skurwione, to
j u ż się zepsuło. To ten mechanizm wampira, dla
którego nie ma świętości całości napisanych. Je¬
żeli tekst wciąga mnie i prowokuje, natychmiast
pojawia się rodzaj polemiki. Na gorąco pojawiają
się mrówki, które tekst porywają z książki i roz¬
noszą, unicestwiają i rozprowadzają. Świetne
pole do osobliwej refleksji daje niemieckie wyda­
nie Człowieka bez właściwości,
w polskim tłuma­
czeniu tego nie ma. Bardzo żałuję, że ta książka
w języku polskim jest wydana w tak fatalnym
tłumaczeniu. Każde zdanie traci swoje sedno.
Musil uważał, że słowa niejako szukają swojego
lepszego znaczenia za pomocą literatury i po¬
ezji. Słowa, które są w naszej głowie i którymi
się posługujemy, mają swoją ogólnowojskową,
tymczasową sferę znaczeń, bardzo często uśpio¬
ną, rozmazaną, ogólnikową. Czasami się nam
zdarza, że w pewnym zdaniu słowo uzyskuje
nowy dźwięk, uzyskuje dostęp do myśli. Bardzo
często dzieje się tak w poezji. To nie słowo bie¬
rze fragmentaryczny udział w przekazywaniu
myśli, ale odwrotnie, myśl ostrzy słowo. Te myślopisania są procesem tego typu, w tym sensie
poetyckim, że doprowadzają do fenomenalnego,
jednorazowego czy jakby olśnionego wyglądu
danej myśli, a nie uśpionego. Najczęściej dzieje
się tak, że w naszych rozmowach posługujemy
się embrionami myśli.
W polskim tłumaczeniu Człowieka bez wła­
ściwości
każde zdanie traci tamten cud, który
jest w oryginale, bowiem to nie jest słownikowe,
to jest wizjonerskie w obszarze myśli i refleksji,
niekoniecznie w obszarze poezji. Musil przez
długi fragment tej książki zajmował się fenome¬
nem uczuć i w gruncie rzeczy destylacją uczucia.

Interesowały go mechanizm i hierarchia tej naj­
bardziej tajemniczej sfery, albowiem uczucia nie
są myślami, ale nie są też obrazami. Rozmowy
Ulricha z Agatą są fantastycznym zapisem obco­
wania, dialogu dwojga ludzi zafascynowanych
dążeniem do schwytania rzeczy nieuchwytnych
w swoim podwójnym bycie. Kiedy ludzie są we
dwoje i zaczynają dialog na temat, który dla
obu stron jest czymś fascynującym, to rozmowa
takich ludzi zaczyna być podobna do seansu
spirytystycznego. Otwiera się wtedy pewnego
rodzaju przestrzeń metapsychiczna, w której
umysły zdają się mieć tę sferę „pomiędzy". Wię¬
cej ciekawych rzeczy dzieje się pomiędzy in¬
terlokutorami aniżeli wewnątrz każdej z osób.
Polscy tłumacze tego kompletnie nie rozumieli.
Dlatego książka Musila jest w języku polskim
taka zniechęcająca.
Dla mnie czytanie drugiej części wydania Frisego (klasyczne wydanie niemieckie) było obja¬
wieniem. Czytanie tego, co miało być literaturą,
a okazało się rodzajem magazynu, spichlerza.
Zawartość metafizyczna tej części jest tak niesa¬
mowita, że wszelkie eksperymenty typu Model
do składania, Gra w klasy są tu jakimiś dziecinny¬
mi puzzlami w porównaniu z tymi, które samo
życie zrobiło, zostawiając spuściznę Musila w ta¬
kim, a nie innym kształcie. Czytanie jest proce¬
sem rozkładaj ącym, to znaczy czytanie j est j akby
traktowaniem tekstu za pomocą jakiegoś kwasu.
W gruncie rzeczy jest to nie przyjmowanie, lecz
tworzenie równoległe. W każdym procesie na¬
stępuje innego rodzaju proces — zapisana lite¬
ratura jest aleatoryczną partyturą i w pewnym
momencie orientuję się, że ten proces równoległy
jest być może w tym momencie ważniejszy i wy¬
maga natychmiastowego zapisania. Oczywiście
ten proces równoległy przywłaszcza sobie litera¬
turę. To, że powstawały Apokryfy, to też nie była
moja decyzja. Po prostu jest to rodzaj perwersji,
złajdaczenia. Tak to nazywam, ale myślę sobie,
że to złajdaczenie nie jest takie złe, natomiast
w obowiązującym fair play jest to być może
niemoralne, że nie mam szacunku dla pisarzy,
których wystawiam. Dla mnie nie istnieje prob¬
lem plagiatu, nie widzę powodu, dlaczego ludzie
mieliby być właścicielami swoich dzieł...

IWlAlUm

3 (13) 2 0 0 8

�Z Krystianem Lupą rozmawia Szymon Uliasz
Po napisaniu wkraczają w obieg i zależnie
terpretacji zmieniają znaczenia...

by na tym, aby nie mieszać „ja" z przedmiotem
rozważań. Mianowicie tak wytrenować swój
„instrument", który jest w owym „ja" do dys¬
Zdrowe podejście do tego miał Bach, dla któ¬ pozycji, do samych tylko aktów logicznych lub
rego muzyka była muzyką, czyli pewnego rodza¬ energii logicznej, by osiągnąć wynik obiektywny.
ju istnieniem, które można wziąć, podobnie jak Inaczej jest w marzeniu, że rzeczywistość zapi¬
sana u nas zyskuje pewnego rodzaju energię,
się bierze przedmiot z natury.
bowiem albo próbujemy dotrzeć do tajemnicy,
albo wprowadzić pewien ład natury etycznej
Glenn Gould grający Bacha miał
równieżpodob¬
ne podejście.
Partytury skojarzyły mi się z powie¬ czy estetycznej w obraz, który jest z istoty swojej
ściami Bernharda. Chciałem zapytać o rozumie¬ obrazem nieuporządkowanym i chaotycznym.
nie grafomanii. W Podglądaniach pisze Pan, że W tym momencie zaczyna się proces, który ma
swoją własną energię. Idea aegoistycznego pisa¬
wydaje mu się nią „literackpsć"
rozumiana jako
nia polegała na przykład na tym, aby „ja" było
pewna maniera. Z drugiej strony nieustanne pi¬
sanie o sobie: egotyzm, egocentryzm, ekshibicjo¬ czułym komputerem i w procesie samoistnym
wprowadzało do chaosu współczynnik etyczny.
nizm. Bernhard się przebija ze swoją
obsesyjnością,
negacją i destrukcją, mimo że jego zdania są bar¬ Weźmy na przykład poszukiwanie nowego kry¬
terium dobra i zła. Tu zaczyna się proces, w któ¬
dzo tautologiczne, czasami są to różne warianty
rym „ja" stara się nie wplątywać swoich pragnień,
tych samych myśli, powieści jego często mają kom¬
lęków, obsesji, kompleksów, resentymentów itd.
pozycje zamknięte.
Pan czytał Bernharda przez
Myśliciele tacy jak Wittgenstein ukazują nam
rozkład struktury języka, przez bełkot, lecz bełkot
absurdalność tego typu podejścia, wbrew pozo¬
znajdowałby
się dla mnie na poziomie przekazu,
rom, wbrew temu, że Wittgenstein cały aparat
gdyż te powieści wydają mi sięfenomenem
języko­
wym i to, co by różniło i świadczyło o jakości prozy logiczny zaangażował w to odsączenie od „ja",
bo później następuje dowód utopijności takie¬
Austriaka, byłoby właśnie w warstwie
językowej.
go zamierzenia. Jest tutaj druga ewentualność,
mianowicie od momentu, w którym intuicyjnie
Bełkot jako termin absolutnie pozytywny.
doświadczymy, że niemożliwa jest rzeczywistość
bez
obserwatora, narracja bez narratora, a więc
Czyli związany z presją
dążenia.
akt odsączenia od „ja" okazuje się aktem fałszo¬
Tak. Parę rzeczy interesuje mnie w tym, co pan wania, a nie uprawdziwiania. Wobec tego trzeba
nagrabił. Pewnego rodzaju walka z egotyzmem. przeprowadzić świat przez najintymniejsze ko¬
Egotyzm jest czymś przyrodzonym pisaniu, na¬ rytarze „ja", ale ocalić świat.
tomiast bardzo często ucieczki od egotyzmu są
który przemienia „ja".
pewnego rodzaju pozą. Egotyzm jest rejonem Ocalićświat,
wstydliwym, w związku z czym bardzo często
mamy teksty, w których autor usiłuje udowodnić,
Jasne. Oczywiście istnieje też coś takiego, jak
że nie jest egotykiem. Czuje się bardzo pewien naprawdę egotyczny tekst lub naprawdę egorodzaj cenzury. Nawet jeśli mamy do czynienia tyczne indywiduum, które jest bezwartościowe
z tekstem politycznym, gdzie to wszystko, co przez swój egotyzm, ponieważ wszystko, co
może zebrać tak zwane „egocentryczne narzę¬ zostaje wepchnięte w intymne korytarze, za¬
dzie", nie zostaje jeszcze przepuszczone przez trzymuje się tam. Z powrotem nie wyłazi świat,
sferę intymną „ja", jest to również pozór. Utopia tylko „ja". Rzeczywiście z Bernhardem jest coś
tkwi w staraniu się być tak zwanym narzędziem takiego, że przede wszystkim to piekło „ja" jest
obiektywnym i niemieszaniu swojego subiek¬ tutaj wyznane. Bernhard czuje jako człowiek
tywnego „ja" z przedmiotem tekstu. Przez długi zaczynający żyć w tym czasie, w którym kłam¬
czas pisanie tekstu filozoficznego polegało jakostwa XIX-wiecznego Europejczyka wychodzą

a

(13)

?OO8

^K mmu
y

od in¬

7

�Wywiad

8

na jaw i kompromitują się w straszliwy, wstydli¬
wy sposób. Trudno to ująć inaczej: racjonalista
XIX-wiecznego chowu rozkracza się albo zesrywa, ukazuje całkowity fałsz, całkowite fiasko,
całkowite kłamstwo. Świat staje się odbiciem
zafałszowanej osobowości. Nie jesteśmy w stanie
uzyskać prawdziwego odbicia z fałszywego lu¬
stra. Jeżeli całe „ja" jest zafałszowane, to choćby
ono nie wiem jak czciło prawdę, było moralne
i nieegoistyczne oraz zwrócone z nie wiem jaką
fascynacją na drugiego człowieka, którego trzeba
docenić i szanować, to i tak się to nie udaje.
Ale czy istnieje lustro, które byłoby

prawdziwe?

Nie istnieje prawdziwe lustro, natomiast
istnieje proces uprawdziwiania lustra. Ma on
miejsce wtedy, kiedy akt penetracji świata jest
połączony z aktem uprawdziwiania narzędzia.
Sądzę, że Bernhard jest tego typu przykładem.
Przepuszcza on dwa procesy: bardzo dramatycz¬
ny proces rozprawy z „ja", który płynie jednym
nurtem, z penetracją świata. Otrzymujemy ro¬
dzaj materii zmieszanej, zbełtanej, którą odczu¬
wamy jako oczyszczającą. To pewnego rodzaju
udany akt alchemiczny, gdzie przedmiotem tęsk¬
noty jest prawda, czymkolwiek by ona była.

ny. To wyraził Bernhard w Kalkwerk, gdzie nie
można napisać studium. Mówi on, że wszystko,
co napisał, jest obok. Tak jak ja mogę powiedzieć,
że nie napisałem Klasztoru nasłuchujących,
tylko
piszę dzienniki — piszę przecież, ale to nie jest to,
co zamierzyłem, bowiem to, co zamierzyłem, jest
w tej chwili wręcz śmieszne. Pisarze, którzy nadal
uważają, że można napisać opus magnum, to po
prostu kretyni, a przecież kiedy Goethe zaczynał
pisać Fausta, nikt nie ważyłby się nawet uśmiech¬
nąć wobec takiego zamierzenia.
Byćmoże
mamy kłopot z kryterium poznawczym,
skoro to, co możemy powiedzieć,
zawsze jest już
częścią i zawiera się w tym, czego nie
będziemy
mogli ani poznać, ani tym bardziej wyrazić, przez
co tym bardziej skazane jest na porażkę, jak akcen¬
tuje w swojej twórczości
Beckett?

Można powiedzieć, że ta porażka to jest nowa
rzecz, że my tę porażkę widzimy, bo śmiem
twierdzić, iż człowiek zanurzony w spokojnej
i dojrzałej kulturze tej przegranej nie widział.
Dostrzegamy nie tylko fakt porażki, ale także
jej kształt i zawartość, bowiem być może nasza
porażka jest czymś innym n i ż nasze dążenie.
Być może w momencie, w którym włożylibyśmy
do komputera naszą przegraną i nasze dążenie,
Następnie Krystian Lupa zaczął opowiadać
o swo¬ komputer by powiedział, że to jest niekompaty¬
im nowym projekcie teatralnym i wróciliśmy
do bilne, że coś się stało i był jakiś przekręt, a my
literatury w odniesieniu do przemiany antropolo¬ byliśmy tak zajęci naszym dążeniem, iż nie za¬
uważyliśmy, że proces, którym jesteśmy w samej
gicznej dotyczącej prozy
współczesnej:
istocie, był palimpsestem. Toczył się w dwóch
obszarach: w zapisywanym oraz w zapisywa­
W tej chwili nie można napisać takiej książki,
jaką napisał Joyce, nie możesz pisać jak Tomasz nym i natychmiast ścieranym. Być może również
dlatego zapisujemy tak skrzętnie, zapisujemy tę
Mann, natomiast wymagania wciąż się stawia...
porażkę, żebyśmy mogli odczytać pod nią tekst
innego dążenia i dopiero ex post to inne dążenie
Można jednak pisać jak Jelinek, jak Houellebewychwycić
albo przynajmniej przekazać poraż¬
cq...
kę następnemu pokoleniu, które być może coś
— Tak, możesz pisać jak Jelinek, jak Houelle- z nią zrobi. Nie znaczy to jednak, że następne
becq, jak Bernhard. Z tym że oni w porównaniu pokolenie będzie studiowało te dzieła tak, jak
z Joyce'em są niezadowoleni. Piszą, ale nie uzy­ sobie wyobrażamy, natomiast będzie miało po¬
skują swojego szczytu, jest on bowiem nieosiągal- rażkę wpisaną w kondycję.

ihv;Av:-łm

3 (ia)

2008

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8083" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8062">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bd95b094af264b54bc5eab62624ad8ec.pdf</src>
        <authentication>0172059b9164b094075a2e8a6c10da5e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96573">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5697</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96575">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96577">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96581">
                <text>Nowy epos? krytyka kultury europejskiej w "Django" Quentina Tarantino/ Barbarzyńca 2013 nr 1(19)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96583">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr 1(19), s.83-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96584">
                <text>Łoziński, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96585">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96586">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96587">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="96588">
                <text>Nowy

Krytyka kultury europejskiej
i proces emancypacji bohatera
w Django Quentina Tarantino

FOT. MICHAŁ KOPE&gt;

�Łukasz

Łoziński

Ur. w 1989 roku. Antropolog
i literaturoznawca, absolwent
Uniwersytetu Jagiellońskiego,
redaktor czasopism-„Polisemii"
i „Bez Porównania", stały
współpracownik portalu
„Popmoderna". W latach 2012-2014
uczestniczył w badaniach terenowych
dotyczących pamięci o Józefie
Kurasiu „Ogniu" i jego oddziale
partyzanckim. Pracował dla Muzeum
Etnograficznego im. Seweryna Udzieli
w Krakowie. Interesuje się przede
wszystkim antropologią literatury
i historyczną.

Wstęp
Najnowszy film Quentina Tarantino, podej­
m u j ą c y temat niewolnictwa i przemocy na tle
rasowym, osiągnął n i e z w y k ł y - nawet jak na
możliwości reżysera Pulp Fiction - rozgłos. Liczba
b i l e t ó w sprzedanych w a m e r y k a ń s k i c h i zagra­
nicznych kinach przewyższyła sukces
Bękartów
wojny (2009), przynosząc 425 m i l i a r d ó w d o l a r ó w
przychodu . W a ż n i e j s z a od statystyki jest jednak
m n o g o ś ć a r t y k u ł ó w prasowych - aby z r o z u m i e ć
towarzyszące Django emocje, warto prześledzić
ważniejsze głosy w dyskusji na jego temat.
1

Znaczna część k r y t y k i uznaje ten obraz za
zabawny i inteligentny, ale w ostatecznym roz­
rachunku j a ł o w y pastisz rozmaitych g a t u n k ó w
kina. David Denby pisze wprawdzie o „fontan­
nach o d k u p i e ń c z o w y t r y s k u j ą c e j k r w i " , jednak
Django wzbudza w n i m raczej zniesmaczenie n i ż

1

Zob. "Inglorious Basterds" Vs. "Django Unchained",
http://wW.boxofficemojo.com/showdowns/chart/?!d=tarantinovs.htm, 6.05.2013.

�Łukasz

84

katharsis . Polscy krytycy nie o c e n i a j ą wysoko
obrazu A m e r y k i zbudowanego z klisz kulturo­
wych, ani przesadzonej, nieskłaniającej do empa­
t i i przemocy . Oczekiwania wobec kina - aby
reprezentowało realia, w y r a ż a j ą c egzystencjalne
prawdy - łatwo o d c z y t a ć z wypowiedzi Jakuba
Sochy:
1

3

Django nie otwiera oczu ani na
amerykańskie
niewolnictwo, ani na to, czym wżyciu
człowieka
jest zemsta. Nie ma tu uciskanych mas, to raczej
film o silnych jednostkach, nie ma w nim zemsty,
co najwyżej napędzana przez miłość akcja ra­
tunkowa. Nawet tych kilka punktów zapalnych,
które rozsadzają narracje - tych kilka scen, kiedy
przemoc wchodzi w oko jak drzazga, wymyka sie
konwencji: ciało rozszarpywane przez rozszalałe
psy i poddawane chłoście - zostaje szybko spacyfikowane przez reżyserskie fajerwerk?.

Łoziński

sji reprezentuje Spike Lee - reżyser Malcolma
X - k t ó r y na Tweeterze o p u b l i k o w a ł n a s t ę p u ­
jącą w y p o w i e d ź : „ A m e r y k a ń s k i e niewolnictwo
nie było spaghetti westernem w stylu Sergio
Leone. To był Holokaust. M o i przodkowie to
niewolnicy. Porwani z A f r y k i . I będę ich czcić" .
R o z w i j a j ą c tę o p i n i ę , należałoby stwierdzić, że
Tarantino traktuje problem r ó w n o u p r a w n i e n i a
A f r o a m e r y k a n ó w instrumentalnie, w istocie nie­
jednokrotnie ich p o n i ż a , c h o ć b y na płaszczyźnie
j ę z y k o w e j , każąc swoim bohaterom - jako autor
scenariusza - ponad sto razy p o w t a r z a ć słowo
nigger, obecnie niemal
oficjal­
nej angielszczyzny Niemniej w dniu premiery
(25 erudnia 2012 r ) liczba czarnych w i d z ó w "
(Pamela M c C l i n t o c k stosuje 'takie właśnie okre­
ś l e n i e ) w y n i o s ł a 42 nroc n ó ź n i e i ich u d z i a ł
u t r z y m y w a ł sie na ooziomie z b l i ż o n y m do iednei
trzeciej chociaż stanowią tylko 12 proc populacj
S t a n ó w Zjednoczonych
6

7

8

I n n i komentatorzy t r a k t u j ą rzecz zgodnie
z tradycyjnymi wzorcami odbioru, bagatelizu­
jąc elementy w y k r a c z a j ą c e poza konwencje naj­
bardziej typowe dla głównego nurtu, zwłaszcza
wymiar intertekstualny - w rezultacie obraz
przekazywany czytelnikowi pozostaje n i e p e ł n y .
O s o b n ą g r u p ę z a b i e r a j ą c y c h głos w dysku5

2

3

4

5

D . Denby, „Django Unchained": put-on, revenge and
the aesthetics oftrash, „The New Yorker" 22.01 2013,
http://www.newyorker.com/online/blogs/culture/2013/01/django-unchained-reviewed-t^antinoscrap-masterpiece.html, 17.02.2013.
Zob. A. Piotrowska, Bękarty westernu, „Tygodnik Po­
wszechny" 3 2013, s. 43; J. Socha, Django rozkuty,
„Dwutygodnik" 100 2013, http://www.dwutygodnik.
com/artykul/4274-django-rozkuty.html, 28.03.2013.

Zarzuty s f o r m u ł o w a n e przez Spike'a Lee naj­
w y r a ź n i e j nie p r z e k o n u j ą przedstawicieli społecz­
ności a f r o a m e r y k a ń s k i e j , do której on sam należy.
Dlaczego? B y ć może Django wychodzi naprzeciw
n i e s p e ł n i o n y m nigdy dotąd oczekiwaniom - nie
tylko zapewnia widzom p i e r w s z o r z ę d n ą d a w k ę
rozrywki, ale t e ż w nowy s p o s ó b podejmuje

6

7

Ibid.
Zob. P. French, "Django Unchained"- review, „The
Obseryer" 20.01.2013 http://www.guardian.co.uk/
film/2013/jan/20/django-unchained-quentin-tarantino-review, 31.03.2013; D . Khoshaba, Django Uncha­
ined: A Film Analysu, http://ww.psychologytoday.
com/blog/get-hardy/201301/djangounchainfd-film-analysis 8 05.2013.

8

"American Slavery Was Not A Sergio Leone Spaghet­
ti Western. It Was A Holocaust. My Ancestors Are
Slaves. Stolen From Africa. I Will Honor Them". B.
Child, „Django Unchained" wins over black audience
despite Spike Lee criticism, „The Guardian" 3.01.2013,
http://www.guardian.couk/film/2013/jan/03/djan:
go-unchained-spike-lee, 17.02.2013.
Zob. P. Bradshaw, "Django Unchained"- review, „The
Guardian" 18.01.2013, http://www.guardian.co.uk/
film/2013/jan/17/django-unchained-rtview, 30.03.
2013; D . Denby, op. cl
Zob. P. McClintock, African Americans Tum Out in
Force for ąuentin
Tarantinos "Django Unchained",
„The Hollywood Reporter" 1.02.2013, http://www.
hollywoodreporter.com/news/quentin-tarantinos-django-unchdned-african-407582, 17.02.2013.

BARBARZYŃCA

1 ( 1 9 ) PD13

�Nowy epos

85

d r a ż l i w y temat. Kwestia praw człowieka i oby­
watela z p e w n o ś c i ą n a l e ż y do n a j w a ż n i e j s z y c h
dla szeroko rozumianej k u l t u r y A m e r y k i Pół­
nocnej, skoro stała się p r z y c z y n ą najkrwawszej
wojny, do jakiej doszło na t y m kontynencie.
Nie ulega w ą t p l i w o ś c i , że ani wygrana U n i i nad
Konfederacją, ani zniesienie segregacji rasowej
na mocy a k t ó w prawnych z lat 1964 i 1965 nie
oznaczały z a k o ń c z e n i a dyskryminacji Afroamer y k a n ó w . W I I połowie X X w. problem stosun­
k ó w m i ę d z y l u d n o ś c i ą o korzeniach europej­
skich a potomkami n i e w o l n i k ó w był w Stanach
Zjednoczonych przedmiotem o ż y w i o n e j debaty
o d b y w a j ą c e j się r ó w n o l e g l e z rozwojem s t u d i ó w
postkolonialnych Warto jednak zwrócić u w a g ę
że zmiany w postrzeganiu Afro a m e r y k a n ó w bar'
dzo widoczne w tekstach akademickich, jeszcze
na p o c z ą t k u X X I w z n a j d o w a ł y stosunkowo
ograniczone odzwierciedlenie w sztuce filmowej.
9

10

M ó w i się często o początku lat 60. jako
0 przełomie w kinematografii S t a n ó w Zjednoczo­
nych, kiedy Sidney Poitier zyskał uznanie, grając
b o h a t e r ó w „górujących nad B i a ł y m i i n t e l i g e n c j ą
1 u r o d ą " . Rzeczywiście, w y r ó ż n i a j ą c y się aktor
otrzymał wówczas Oscara za najlepszą rolę pierw­
szoplanową, trzeba jednak zaznaczyć, że kolejnym
Afroamerykaninem uhonorowanym tą n a g r o d ą
był Denzel Washington - w 2001 r. Jak z a u w a ż a
Peter Bradshaw, „ n i e w o l n i c t w o to temat, na
k t ó r y współczesne Hollywood tradycyjnie reaguje
zdenerwowaniem oraz p o w ś c i ą g l i w o ś c i ą bliską
zmowie milczenia - oprócz, rzecz jasna, w y r a ź n i e
11

9

10

11

przedstawionego kontekstu abolicji" . N a t y m
tle Django wydaje się o tyle odważny, że zawiera
liczne sceny bezpośrednio odnoszące się do okru­
c i e ń s t w a wobec osób pochodzenia a f r y k a ń s k i e g o ,
a jedna z nich jest g ł ó w n y m bohaterem.
12

Akcja filmu ma miejsce w p o ł u d n i o w e j części
S t a n ó w Zjednoczonych, na krótko przed w o j n ą
secesyjną. Django (Jamie Foxx) zostaje odku­
piony o d w ę d r u j ą c y c h handlarzy przez łowcę
nagród Kinga Schultza (Christoph Waltz), ponie­
w a ż potrafi rozpoznać trzech ściganych listem goń­
czym nadzorców niewolników. T y t u ł o w y bohater,
powodowany chęcią rewanżu, okazuje się bardzo
pomocny. Schultz proponuje m u dalszą współ¬
pracę i odtąd we d w ó j k ę dostarczają wymiarowi
sprawiedliwości przestępców, częściej martwych
niż żywych. Zdobyte pieniądze Django postanawia
przeznaczyć na wykup żony (Kerry Washington)
a jego towarzysz ma pomóc: w jej odnalezieniu. '
F a b u ł a łączy elementy typowe dla filmów
przygodowych i spaghetti w e s t e r n ó w , m o ż n a
się w i ę c s p o d z i e w a ć o p o w i e ś c i u k s z t a ł t o w a n e j
w oparciu o dobrze znane konwencje, służą­
cej przede wszystkim rozrywce. Tarantino sto­
suje jednak m e t o d ę t w ó r c z ą z b l i ż o n ą do tej,
k t ó r ą Umberto Eco nazwał „ p o d w ó j n y m kodo­
waniem" . Imię róży czy Wahadło Foucaulta nie
13

12

Zob. W. Osiatyński, Korzenie „Korzeni".
Dzieje
Murzynów w Stanach Zjednoczonych, Iskry, Warszawa
1981,s.248.
Zob. M.P. Markowski, Postkolonializm, [w:] A. Bu­
rzyńska, M.P. Markowski (red.), Teorie literatury XX
wieku. Podręcznik, Znak, Kraków 2009, s. 549-565.
R Kletowski, Afroamerykańskie
kino, [w:] T. Lubelski
(red.), Encyklopedia kina, Biały Kruk, Kraków 2003,
s. 15-16.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

"Slavery is a subject on which modern Hollywood
is traditionally nervous, a reticence amounting almost to a conspiracy of silence - except, of course,
in the explicit context of abolition". R Bradshaw, op.
cit. Zob. L. Bunch, What "Diango Unchained" Got
Wrong, http://blogs.smithsoniimag.com/aroundthemfll/2013/01/dLgo-unchained?reviewed-bylonnie-bunch-a-flawed-presentation/ 18 05 2013; I
Patterson "Djamo Unchatned"- the inglorLs hi tory
ofslavery
the mov es The Guardian'' 12 01 2013
ln

13

t

Zob. U . Eco, Ironia intertekstualna i poziomy lektury,
[w:] idem, O literaturze, tłum. J. Ugniewska, A. Wa­
silewska, Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa
2003, s. 198-219.

�Łukasz

86

Łoziński

o g r a n i c z a j ą się do kryminalnej lub sensacyjnej

konwencji typowych dla antywesternu - główną

opowieści w efektownej scenerii - czytelnik otrzy­

cechą n u r t u jest polemiczna postawa „wobec tra­

muje obraz fragmentu historii Europy nacecho­

dycji gatunku oraz m i t u Dzikiego Zachodu" .

wany przekonaniami autora, z k t ó r y m i , o ile

Za wzorcowe uznaje s i ę filmy Sama Peckin-

posiada dostateczne kompetencje, m o ż e pole­

paha - Strzały

18

(1962), a zwłaszcza

m i z o w a ć . Django, choć ironiczny i groteskowy,

Dziką

0 w p ł y w i e tak zwanej Trylogii Dolarowej

niezgodny z faktami, przedstawia

interesującą

1966) Sergio Leone . O ile struktura klasycznego

refleksję na temat a m e r y k a ń s k i e j kultury. N i e

westernu czyni jasne rozróżnienie m i ę d z y pozy­

n a l e ż y t e ż l e k c e w a ż y ć sposobu

tywnie o c e n i a n ą c y w i l i z a c j ą

filmu

oddziaływania

bandę

o zmierzchu

zapewne w w i ę k s z y m stopniu n i ż p o w i e ś c i Eco

14

(1968) - choć n a l e ż y też w s p o m n i e ć
(1964¬

19

euroamerykańską,

na w i d z ó w . Celem a r t y k u ł u jest po pierw­

a wszystkim t y m , co p r z y n a l e ż y do kategorii

sze rekonstrukcja ś w i a t a przedstawionego przez

natury, o tyle w wielu obrazach rewizjonistycz­

Tarantino, odczytanie kontekstu, w jakim funk­

nych ta opozycja została zmodyfikowana. Nie

cjonuje wizja reżysera, ofciz jej m o ż l i w y c h znaczeń

tylko za p o m o c ą strategii idealizacji rdzennych

- zgodnie z metodami semiologii i hermeneu-

m i e s z k a ń c ó w przy jednoczesnym

tyki

k o l o n i z a t o r ó w , k t ó r a zastąpiła popularny obraz

15

Wzorzec s t a n o w i ą teksty Rolanda Barthesa

i M a r t i n a Heideggera
rozważań

16

Po drugie przedmiotem

czynionych w oparciu o koenitywi

styczna teorie narracji

iest emancypacja boha

tera i iei notencialne k ó m e k w e n c i e dla widowni
w krajach postkolonialnych

17

piętnowaniu

dzikich p l e m i o n w a l c z ą c y c h z m a j e s t a t y c z n ą
k a w a l e r i ą . Niekiedy istnienie przeciwstawnych
b i e g u n ó w bywa Z3.negow3.ne jak w Dobrym,
1 brzydkim

złym

(1966) - trzej bohaterowie k i e r u j ą

się niemal w y ł ą c z n i e chęcią zysku, ale zastoso­
wane w utworze metody podawcze nie s u g e r u j ą
widzowi, że powinien ich p o t ę p i a ć . Tarantino nie

Antyamerykanizm

stworzył postaci radykalnie amoralnych, raczej

Obraz p o ł u d n i o w e j części S t a n ó w Zjedno­
czonych wykreowany w Django

n a w i ą z u j e do

dwuznaczne. N a l e ż y też p o d k r e ś l i ć , że najbar­
dziej ewidentnym przedmiotem krytyki nie jest
w Django cywilizacja jako całość - inaczej n i ż

14

15

16

17

Zob. U . Eco, Dopiski na marginesie „Imienia
róży",
[w:] idem, Imię róży, tłum. A. Szymanowski, PIW,
Warszawa 1987, s. 593-623.

w Wielkim

Zob. R. Barthes, Mitologie, tłum. A. Dziadek, Aletheia, Warszawa 2008; P. Ricoeur, O interpretacji, tłum.
J. Margański, [w:] A. Burzyńska, M.R Markowski
(red.), Teorie literatury XX wieku. Antologia, Znak,
Kraków 2007, s. 193-212.

kich posiadaczy ziemskich . Jak z a u w a ż a Ira

Zob. R. Barthes, Retoryka obrazu, tłum. Z. Kru­
szyński, „Pamiętnik Literacki" 3 1985, s. 289-302;
M . Heidegger, Objaśnienia do poezji Hólderłma, tłum.
S. Lisiecki KR, Warszawa 2004, s 9-199.
Zob. M . Rembowska-Płuciennik, Poetyka intersubiektywności. Kognitywistyczna teoria narracji a proza XX
wieku, Wydawnictwo U M K , Toruń 2012; M . Smith,
Zaangażowanie
widza w postać, tłum. J. Mach, [w:]
J. Ostaszewski (red.), Kognitywna teoria filmu. Anto­
logia przekładów, Wydawnictwo Baran i Suszczyński,
Kraków 1999, s. 210-247.

cytYi

małym

z wilkami

człowieku

(1970) czy

Tańczą-

(1990) - ale w pierwszym rzędzie

system kulturowy stworzony przez g r u p ę wiel­
20

Berlin w ł a ś n i e oni mieli d e c y d u j ą c y w p ł y w na
obyczaje oraz prawo odnoszące się do l u d n o ś c i

18

19

20

Ł. Plesnar, Western, [w:] T. Lubelski, op. cit., s. 1006¬
1007.
Dobry, zły i brzydki, reż. S. Leone, Włochy 1966;
Dzika banda, reż. S. Peckinpah, USA 1962;: Strzały
o zmierzchu, reż. S. Peckinpah, USA 1962; Za garść
dolarów, reż. S. Leone, Hiszpania, RFN, Włochy
1964; Za kilka dolarów więcej, reż. S. Leone, Hiszpa­
nia, RFN, Włochy 1965.
Tańczący z wilkami, reż. K. Costner, USA 1990; Wiel­
ki mały człowiek, reż. A. Penn, USA 1970.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

pochodzenia
Nie oznacza
pozostałych
wzbudzający

87

afrykańskiego - wolnej i z a l e ż n e j .
to jednak, że Tarantino portretuje
m i e s z k a ń c ó w P o ł u d n i a w sposób
sympatię.

wany przez swoich n i e w o l n i k ó w W i e l k i m Tatusiem. W ten sposób autor scenariusza podkre­
śla paternalistyczny charakter kultury P o ł u d n i a ,

Przedstawiciele niższych warstw społecznych
kreowani w Django to przede wszystkim nadzorcy
n i e w o l n i k ó w - gra aktorska, charakteryzacja
i zdjęcia n a w i ą z u j ą do typowych dla popularnego
kina metod pokazywania b o h a t e r ó w negatyw­
nych, co w zestawieniu z ich t c h ó r z o s t w e m two­
rzy efekt komizmu. Wydaje się jednak, że duże
zbliżenia na fotografowane z dołu, o ś w i e t l o n e
ogniem twarze spoconych, ś m i e j ą c y c h się braci
Brittle w y w o ł u j ą u w i d z ó w z u p e ł n i e p o w a ż n y
dyskomfort. W ten sposób p o t ę g u j e się zjawisko
n3.zy~w3.ne przez Murraya Smitha pozytywnym
nastawieniem odbiorcy do wybranych postaci
filmowych - w t y m wypadku są n i m i wzbudzajacy współczucie niewolnicy . Z kolei wizerunek
b o h a t e r ó w neutralnych, takich jak m i e s z k a ń c y
prowincjonalnego miasteczka nie różni sie od
negatywnych w soosób zasadniczy M o ż n a t u
m ó w i ć o stooniowaniu tych samych iakości pierwsi sa o d drugich staranniej ubrani ale
niekoniecznie srhlndni natomiaJ fakt że nie

Posiadacze niewolników,
podobnie jak tradycyjne
elity dawnego świata, od dawna ubierali swoją do­
minacje w określenia związane z rodziną, przybie­
rając pozy dobrotliwych patriarchów,
aby uzasad­
nić swą władzę i podtrzymać
żądania absolutnego
posłuszeństwa.
(...) W połowie XIX stulecia, gdy
starali się odeprzeć ataki abolicjonistów,
ów pater­
nalistyczny styljeszcze zyskał na znaczeniu .

21

22

zneraia sie nad niewolnikami nie rzvni z nich
abolicjoniltów.
N a l e ż y bowiem p o d k r e ś l i ć , że mieszczanie
p o z o s t a j ą p o d p o r z ą d k o w a n i ł a d o w i stanowio­
nemu przez latyfundystów, którzy, jak twierdzi
Berlin, rzeczywiście pełnili w społeczności lokal­
nej funkcję l i d e r ó w . Taką osobą jest Spencer
Bennett ( D o n Johnson), elegancki m ę ż c z y z n a
w b i a ł y m surducie i waniliowej kamizelce, nazy­
23

21

22

23

Zob. I . Berlin, Pokolenia w niewoli. Historia niewólmctwa w Ameryce Północnej, tłum. D . Cieśla, PIW,
Zob. M . Rembowska-Pluciennik, op. cit., s. 99-102;
M . Smith, op. cit., s. 219-222.
Zob. I . Berlin, op. cit., s. 186.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

0 której Berlin pisał w sposób n a s t ę p u j ą c y :

24

Plantator p o c z ą t k o w o odnosi się wrogo do
p r z y b y w a j ą c y c h na jego p o s i a d ł o ś ć Schultza
1 Django - zmienia nastawienie, słysząc o m o ż ­
l i w o ś c i zarobku. Tarantino, c z y n i ą c bohatera
s k ł o n n y m do rezygnacji z ostro f o r m u ł o w a ­
nych p r z e k o n a ń , uwydatnia odległość postawy
plantatora od ethosu rycerskiego, k t ó r y stanowi
p u n k t odniesienia dla wielu r a s i s t ó w amery­
k a ń s k i c h . D z i ę k i temu zabiegowi scenarzysta
i reżyser usprawiedliwia zastosowanie p o d s t ę p u
przez d w ó c h p r o t a g o n i s t ó w - przyjechali nie
po to, by d o k o n a ć transakcji - chcą zabić braci
Brittle, p r a c u j ą c y c h w posiadłości Bennetta prze¬
stępców. Autor filmu poprzez ukształtowanie dal­
szej części sceny zadbał by poza oportunizmem
plantatora, w y k a z a ć sprzeczność w obrębie jego
ś w i a t o p o g l ą d u . Kiedy Bennett t ł u m a c z y służącej,
żeby t r a k t o w a ł a Django inaczej n i ż wszystkich
25

c z a r n u c h ó w dookoła" ale też nie tak jak gdyby
był biały" k a r k o ł o m n o ś ć konstrukcji na której
oparto ład' społeczny P o ł u d n i a staje śie trudna
do przeoczenia.
'

™
" *'
'
Zob. Confederate White Kmghts, http://confederateI b t d

1 9 2

2 5

l ence-files/groups/knights-of-the-ku-klux-klan,
9 01.2014; M Ossowska Ethos rycerski i jego odmiany, PWN, Warszawa 2000.
ig

�Łukasz

88

Jednak przedstawieni przez Tarantino nad­
zorcy n i e w o l n i k ó w z n a j d u j ą dla swojej suprema­
cji wiele u z a s a d n i e ń - jednym z nich jest chrze­
ścijaństwo. Brodaty i otyły John Brittle, w jednej
ręce t r z y m a j ą c y Biblię, a w drugiej bat, recytuje
fragment Księgi Rodzaju: „wszelkie zaś zwierzę na
ziemi i wszelkie ptactwo podniebne niechaj się was
boi i l ę k a " . Plantacja b a w e ł n y ma f u n k c j o n o w a ć
w oparciu o zalecenia Pisma Ś w i ę t e g o . Rzeczy­
wiście, położona na rozległej, płaskiej przestrzeni,
pełna k w i a t ó w i egzotycznych drzew posiadłość
nosi cechy w y o b r a ż e ń o ziemskim raju
znaczący"
wydaje sie t e ż biały strój latyfundysty fotogra­
fowanego w intensywnym ś w i e t l e Tarantino
k o n t r a s t u j ą c ten obraz ze z b l i ż e n i a m i na twarz
p r z e r a ż o n e j niewolnicy, wydaje s i ę przestrze
gać przed nostalgia za idealizowana przeszłością
P o ł u d n i a Utrwalona c h o ć b y w Przeminęło
z wia
trem (1939) narracje o idyllicznych plantacjach
snrzed woirw seceslinei zastenuie widowiskowa
zemsta Diango strzela w kartę wvieta z Biblii
która Tohn Brittle nosił nrzvnieta do koszuli na
w
y s o k o ś c i serca
z* braci
insze
ściokrotnie
rani drugiego
Trzeci ginie,
n * uchłoszcze
r7 7
sciokrotnie
rani^
c i*e Ir
k aić przez
pole uprawne. Ubraz poplamionej Krwią bawemy
m o ż e byc oceniany jako nadmierne nacechowa­
nie semantyczne sceny. Warto jednak zwrocie
u w a g ę na konflikt m i ę d z y obrazem z b l i ż o n y m do
estetyki postimpresjonistycznej a jego symbolicz­
nym znaczeniem p o d k r e ś l a j ą c y kreowaną przez
larantino wizję plantacji jako miejsca, w k t ó r y m
p i ę k n o przyrody jest rezultatem cierpienia l u d nosci zależnej.
26

27

Łoziński

w scenie przedstawiającej zamaskowanych jeźdź­
ców z pochodniami, k t ó r z y p r ó b u j ą się zemścić
na Schultzu i Django. To o d w o ł a n i e do działal­
ności K u Klux Klanu, organizacji utworzonej
w latach 1866-1867 przez z w o l e n n i k ó w Konfe­
deracji, w celu podtrzymania uprzywilejowanej
pozycji p r o t e s t a n t ó w europejskiego pochodzenia.
Retoryka, k t ó r ą się p o s ł u g i w a l i , podobnie jak
stroje z k r z y ż e m na w y s o k o ś c i piersi n a w i ą z y w a ł y
do tradycji z a k o n ó w rycerskich. Obraz wykreowciny przez Tarantino nie
wiele w s p ó l n e g o
z Narodzinami
narodu (1915), z a w i e r a j ą c y m i
pełne patosu sceny odsieczy K u Klux Klanu dla
zaatakowanej przez byłych n i e w o l n i k ó w rodziny
p l a n t a t o r ó w . Kłótnia o to, czy jeźdźcy w czasie
napadu
Schultza i Django muszą m i e ć
gło
wach niewygodne worki skutkuje kompromita
cia wizerunku g a l o p u j ą c y c h mścicieli Raz Jeszcze
należy zwrócić u w a g ę na d e c y d u j ą c a role latyfun
d v s t v - dowodzącego gruna meżczvzn watniacvch
o celowości wydarzenia, w k t ó r y m uczestniczą.
29

28

Instrumentalne wykorzystywanie religii przez
a m e r y k a ń s k i c h r a s i s t ó w zostało o ś m i e s z o n e

26

2 7

28

Biblia Tysiąclecia,
Rdz 9,2.

Pallotinum, Poznań 2002, wyd. V,

Zob. J . M . Faragher, R.V. Hine, Pogranicza. Historia
amerykańskiego Zachodu, tłum. T. Tesznar, WUJ, Kra­
ków 2011, s. 6.
Przeminęło

z wiatrem, reż. V. Fleming, USA 1939.

Jeżeli autorowi scenariusza m o ż n a z a r z u c i ć
szowinizm w stosunku do jakiejkolwiek grupy
s p o ł e c z n e j , d o t y c z y ł o b y to g ł ó w n i e postawy
wobec l u d n o ś c i o korzeniach europejskich. Nie­
mal wszystkie wykreowane w filmie postaci tego
typu okazują się niezdolne do przejęcia inicjatywy
w konflikcie z Schultzem i Django. W y r a ź n a
jest t e ż d o k o n u j ą c a się w przedstawionej przez
Tarantino Ameryce karykaturyzacja europejskiej
kultury. Najlepszy przykład to posiadłości
Candie (Leonardo DiCaprio), k t ó r y u w a ż a się za
frankofila i żąda, aby go t y t u ł o w a n o monsieur,
choć j ę z y k francuski jest m u całkowicie obcy.
Część miejskiej w i l l i bogacza została przezna­
czona na u r z ą d z o n y w estetyce przepychu d o m
rozrywek dla z a m o ż n y c h mężczyzn. O ile balan
sujacy na granicy kiczu w y s t r ó j - liczne kande
labry empirowe meble ciężkie zasłony złote
ornamenty na purpurowych tapetach - nie byłby

29

Narodziny narodu, rei. D . W Griffith, USA 1915.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

89

w połowie X I X w. nietypowy dla Francji, o tyle
sposoby s p ę d z a n i a czasu w ekskluzywnym lokalu
w y d a j ą się charakterystyczne dla Nowego Ś w i a t a .
Przy barze zamawia się piwo, t e ą u i l ę i egzotyczne
drinki. Dziesiątki urodziwych niewolnic prze­
chadzają się po w i l l i - n i e k t ó r e pełnią funkcję
służących, ubrane w stroje p r z y w o d z ą c e na myśl
bieliznę erotyczną, inne są kobietami do towarzy­
stwa, ich przedmiotowy status nie podlega jednak
kwestii. G ł ó w n ą atrakcją wieczoru jest mandingo
- walka pozbawiona zasad, do której zmuszeni
przez p a n ó w zostali dwaj niewolnicy.
Umieszczona w wiejskim pałacu pana Candie marmurowa kopia słynnej rzeźby z I I I w.
p.n.e. - Zapaśników
- p o d k r e ś l a kontrast m i ę ­
dzy s t a r o ż y t n ą Grecją a d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n ą
A m e r y k ą . Mandingo jest b r u t a l n ą wersją tra­
dycyjnego sportu walki, k t ó r y w okresie klasycz­
nym w i ą z a n o z ideą kalokagatii, r ó w n e j dbałości
o r o z w ó j duchowy, intelektualny i fizyczny .
Starcia n i e w o l n i k ó w przedstawia się w Django
jako b a r b a r z y ń s k i e - nawet czempioni okazują
się niezdolni do stoczenia w i ę c e j n i ż k i l k u walk.
30

31

Nie ma ź r ó d e ł historycznych potwierdza­
j ą c y c h , że z ulubionej rozrywki pana Candie
faktycznie korzystali a m e r y k a ń s c y plantatorzy.
Mandingo to fikcja literacka, zaczerpnięta z popu­
larnej p o w i e ś c i p o d t a k i m w ł a ś n i e t y t u ł e m ,
napisanej przez Kylea Onstotta, który, k r y t y k u ­
jąc o k r u c i e ń s t w o wobec n i e w o l n i k ó w , stworzył
b o h a t e r ó w w a l c z ą c y c h na ś m i e r ć i ż y c i e . Rzecz
nieprawdziwa, ale prawdopodobna, n i e o d l e g ł a

od r z e c z y w i s t o ś c i , bo walki n i e w o l n i k ó w nie
były zjawiskiem rzadkim, po prostu nie m i a ł y
się z zasady k o ń c z y ć ś m i e r c i ą . John D . Foster
na ł a m a c h portalu „ R a c i s m Review" stwierdził,
opierając się na najnowszej historiografii, że przed
w o j n ą secesyjną w p o ł u d n i o w e j części S t a n ó w
Zjednoczonych n o r m ą były zdarzenia znacznie
brutalniejsze od tych, które przedstawia Taran­
t i n o . Dlatego wielu o d b i o r c ó w uwierzyło wizji
reżysera - mandingo m o g ł o b y z powodzeniem
u z u p e ł n i ć ten system k u l t u r o w y .
33

34

35

Narracja o hańbie
W I I połowie X X wieku n o w o ż y t n e niewol­
nictwo umieszczano w ramach opowieści o h a ń ­
bie n a r o d ó w europejskich. W e d ł u g niej historia
Zachodu prowadzi od podboju zamorskich tery­
toriów, poprzez wyzysk rdzennej l u d n o ś c i , aż
do powstania s y s t e m ó w totalitarnych na Starym
Kontynencie. Z a k o ń c z e n i e m tej metanarracji jest
Holokaust, do którego niejednokrotnie p o r ó w nywa.no Maafa - takim terminem, tłumaczo¬
nym ze suahili jako Wielka Katastrofa, posłużyła
się Marimba A n i w odniesieniu do przeszłości
A f r o a m e r y k a n ó w . Tarantino podziela p o g l ą d y
36

3 3

34

32

30

31

32

Zob. / lottami (Wrestlers), http://ww.museoomero.
it/main?p = collezione_sculturagreca_ilottatori&amp;idLang=4, 13.05.2013.
Zob. Ch. Miller, Submission Fighting and the Rules of
Anaent Greek WrestUng, http://judoinfo.com/new/resources/downloads/doc download/157-submissionfighting-and-the-rules-"of-ancient-greek-wrestling,
13 05.2013.
K. Onstott, Mandingo, Fawcett Crest, Richmond 1957.

1 (13) PD13

BARBARZYŃCA

35

3 6

Zob. D . Denby, op. cif, A. Harris, Was there really
"Mandtngo Ftghting", like tn "Django Unchainedi
http://www.slfte.cfm/blogs/browbeat/2012/12/24/
django unchained mandingo fighting were any
slayeLeally.forcedlto.fightitml 22.0^20137
Zob. J.D. Foster, Overboardwith "Rationality": "Djan­
go Unchained" and "Mandingo Fighting", „Racism
Review" 29.03.2013, http://wVw.rfcismreview.com/
blog/2013/03/29/overboard-with-rationality-djangounchained-and-mandingo-fighting/, 13.05.2013.
Zob. M . Evry, "Django" Unexplained: Was Mandingo Fi­
ghting a Real ThL http://www.nextmovie.com/blog/
is-maidingo-fighting-a-real-thing/, 13.05.2013; H.L.
Gates jr., Did Does Really Eat Slaves, Like in "Djan­
go"?, http://www.theroot.com/views did-dogs-reallyeat-slaves-django, 13.05.2013; A. Harris, op. dt.
Zob. M . Ani, Let The Circle Be Unbroken: TheImplications ofAfrican Spirituality in the Diaspora, Nkonimfo
Publications, New York 1988.

�Łukasz

90

antropolożki, czemu dawał wyraz w wywiadach
prasowych i telewizyjnych - wydaje się zatem, że
nie ma zasadniczej różnicy między intencją autora
Django a cytowanym powyżej stanowiskiem Spi­
k e ^ Lee . Eksponowane w filmie techniki pod­
porządkowania ludności odmiennej etnicznie kajdany, więzy, łańcuchy, maski, obroże - tworzą
katalog wzbudzający zdumienie ze względu na
cel, któremu posłużyły intelekt i rozwój kultury
materialnej - o analogicznych reakcjach mówi się
w kontekście Zagłady . Zwraca też
podo­
bieństwo fragmentu przedstawiającego targ ludzi
przeznaczonych do przymusowej pracy gdzie
dokonuje się selekcji w oparciu o warunki fizyczne,
do analogicznych praktyk z obozów koncentra¬
cyjnych. leszcze jedną paralelę można dostrzec
kiedy tytułowy bohater tłumaczy Schultzowi'
że najgroźniejszymi nadzorcami niewolników są
ci którzy rekrutują sie spośród nich samych —
w'ten sam snosób oceniano więźniów nełniacvch
w obozach koncentracvinvch fnnkcie k a n o
Orzvwiśrie nostawienie miedzv dziełami amen/
kańsldrb Afrvkanówi e n r o n e i s L h 7vdówznakn
37

Łoziński

Reżyser, k t ó r y w y r ó w n y w a n i e r a c h u n k ó w uczynił
osią Kill Bill (2003 i 2004), nie zastanawia się
jednak, jak to m o ż l i w e , że człowiek jest zdolny
u c z y n i ć o k r u c i e ń s t w o wobec grupy odmiennej
etnicznie u s a n k c j o n o w a n ą prawnie normalno­
ścią. Interesuje go raczej, czemu tak wiele ofiar
nie przeciwstawiło się tak niewielu oprawcom.

Pan Candie podczas przyjęcia pokazuje Django
i Schultzowi czaszkę starego Bena, niewolnika,
k t ó r y przez p i ę ć d z i e s i ą t lat codziennie g o l i ł
swojego właściciela brzytwą. Gospodarz zadaje
g o ś c i o m pytanie, dlaczego obdarzony zaufaniem
sługa, co dzień o b s e r w u j ą c y krzywdy, jakie spo­
t y k a ł y innych A f r o a m e r y k a n ó w , nie poderżnął
p r z e ś l a d o w c y g a r d ł a . O d p o w i e d ź przedstawia
frenologia - pseudonauka, k t ó r a jeszcze w X I X
wieku bywała UZn3.W3.flcl Z3. p o d s t a w ę do klasy­
fikacji l u d n o ś c i odmiennej jako z w i e r z ą t . Po
o d p i ł o w a n i u tylnej części czaszki gdzie w e d ł u g
pana Candie z n a j d u j ą się partie m ó z g u związane
z uległością, m o ż n a rzekomo z a u w a ż y ć na kości
t rzv r o w k i ! jak twierdzi gospodarz, podobne
wyszczerbienia
u l u d n o ś c i o korzeniach europei
równości pyto Dy nieuprawnione, tarantino tego
skich znaiduia sie w pobliżu płatu czołowego co
me czyni, sugeruje raczej, ze dwudziestowieczny
warunkuje
iei w y j ą t k o w a k r e a t y w n o ś ć Stawiana
kryzys kuitury Zachodu ma swoją prehistorię.
przez pana Cand ie teze u s a n k c j o n o w a ł iuż ustroi
snołecznv teraz n a l e ż v w v k a z a ć biologiczna róż
Zob. B. Nsenduluka, ąuentin
Tarantino "Django"
nire miedzv „ n r z v w i l e i o w a n v m i a niewolnikami
Inteniew: Director Gets Upset Over "Violence", „The
Christian Post" 11.01.2013, http://www.chns ianpost.com/news/quentin-tarantinodjango-interviewm
naLralną
°Zna bp°
director-gets-upset-over-violence-link-video-88107/,
13.05.2013; Tarantino on "Django", Violence and Catharsis http'//wwwnprorg/2012/12/28/168193823/
Plantator wydaje się w i e r z y ć w nieunikniony
tarantino
on-django-fiolence-and-catharsis,
t r y u m f cywilizacji Starego Ś w i a t a . J e d n a k ż e jedy­
13 05 2013- Tarantino vewleicht US-Sklaverei mit Ho­
locaust Die Wek" 9 01 2013 http-//wwwwelt de/ nym prawdziwym Europejczykiem w t y m filmie
kuZr/Hno/articlen
jest Schultz, nieprzeciętnie inteligentny Niemiec,
38

40

39

3 7

3 8

3 9

Zob. T.W Adorno, M . Horkheimer, Dialektyka oświe­
cenia. Fragmenty filozoficzne, tłum. M . Łukaszewicz,
IFiS PAN Warszawa 1994, s. 189-230; Z. Bauman,
Nowoczesności
Zagląda, tłum. T. Kunz, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2009, s. 34-58.
Zob. G. Knopp, Holocaust, tłum. B. Ostrowska, Świat
Książki, Warszawa 2011, s. 172.

4 0

Zob. J.-J. Courtine, C. Haroche, Historia twarzy.
Wyrażanie i ukrywanie emocji od XVI do początku
XIX wieku, tłum T. Swoboda, słowo/obraz terytoria,
Gdańsk 2007, s. 77; W. Osiatyński, Korzenie
„Korzeni", op.it., s. 188-197; A. Wieczorkiewicz,
Monstruarium, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009!
. 184-194.
s

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

91

którego sposób w y s ł a w i a n i a się zawstydza inter­
l o k u t o r ó w , na ogół m ó w i ą c y c h bardzo u b o g ą
angielszczyzną . To skomplikowana postać. Jej
przebiegłość, brawura i cynizm n a w i ą z u j ą do cha­
rakterystycznych dla spaghetti westernu łowców
głów, takich jak Bezimienny (Clint Eastwood)
z Trylogii Dolarowej. Konwencjonalne cechy
zostały jednak w kreacji Waltza skontrastowane
z elementami stereotypu niemieckiego miesz­
czanina, k t ó r y dba o schludny w y g l ą d , zacho­
wuje wszelkie formy grzecznościowe, przestrzega
przepisów pra.wa. Jeden z k r y t y k ó w z a u w a ż a , że
Schultz został przedstawiony w sposób niewiary­
g o d n y - w rzeczy samej niełatwo dociec, w jakim
celu ś w i e t n i e w y k s z t a ł c o n y dentysta w y j e c h a ł do
S t a n ó w Zjednoczonych, ani t y m bardziej czemu
został łowcą g ł ó w
41

nia, n a z w a ł a dziewczynę B r o o m h i l d ą . Opowia­
dając jeden z w a r i a n t ó w m i t u o córce Odyna, za
nieposłuszeństwo umieszczonej na szczycie góry,
z p i e r ś c i e n i e m ognia w o k ó ł i smokiem u pod­
nóża, zaczyna postrzegać swojego towarzysza jako
Zygfryda. Ta właśnie m y ś l prowadzi do emocjo­
nalnego z a a n g a ż o w a n i a się w próbę uwolnienia
B r o o m h i l d y . Postawa Schultza nie ma w sobie
wiele z paternalizmu, świadczy raczej o innej cesze
- dwuznacznie w a r t o ś c i o w a n y m przez pisarzy
okresu burzy i na.poru egotyzmie . M o ż n a przy¬
puszczać, że zaplanowana przez niego wyprawa
na. p l a n t a c j ę p a.na. Candie ma. b y ć r e k o m p e n s a t ą
za nieznane widzowi rozczarowania i zaspokaja¬
j ą c y m a m b i c j ę wyzwaniem. K t ó r e m u łowca głów
nie potrafi sprostać.
44

45

46

42

Pomocny może się okazać kontekst roman­
tyzmu europejskiego - Tarantino n a w i ą z u j e do
tej tradycji w sposób znacznie w y r a ź n i e j s z y n i ż
autorzy wielu innych westernów, bo poprzez czy­
nione wprost o d w o ł a n i a do Richarda Wagnera,
Aleksandra Dumasa, Ludwiga van Beethovena.
Warto zwrócić u w a g ę , że Schultz powiela ele­
menty konwencji u k s z t a ł t o w a n e j m i ę d z y i n n y m i
przez George'a Byrona, k t ó r y s p o p u l a r y z o w a ł
wzorzec tajemniczego buntownika, „ j e d n o s t k i
o n i e p r z e c i ę t n e j i n d y w i d u a l n o ś c i , ale za.ra.zem
nieszczęśliwej, skłóconej z otoczeniem i samot­
nie w a l c z ą c e j o prawda, dla i n n y c h " . Bohater
posiada też cechy werteryczne jak postrzeganie
rzeczywistości przez pryzmat m a r z e ń i poezji"
- w i d a ć to n a j w y r a ź n i e j gdy dowiaduje sie że
właścicielka ż o n y Django Niemka z pochodze43

Emancypacja
M o ż e z d u m i e w a ć , że Schultz, k t ó r y wcześniej
uczył Django wcielania się w role - czyli w t y m
wypadku oszustwa - i p r z e k o n y w a ł , że reguły
moralne należy niekiedy zawieszać dla osiągnięcia
w y ż s z y c h celów, nie akceptuje niepełnego zwycię­
stwa. Zachowanie łowcy n a g r ó d przypomina roz­
terkę Oskara Schindlera p r z e d s t a w i o n ą w filmie
Stevena Spielberga . Niemiecki fabrykant, po
przewiezieniu swoich p r a c o w n i k ó w z Polski do
Czechosłowacji, zastanawia się, i l u w i ę c e j Ż y d ó w
m ó g ł b y u r a t o w a ć , gdyby nie t r w o n i ł fortuny na
rozrywki. Schultzowi z kolei nie daje spokoju
mysi o za.?ryzionym przez psy zawodniku TH Cl Tl"
dingo, n o s z ą c y m i m i ę D ' A r t a g n a n , k t ó r y próbo¬
w a ł uciec z plantacji p a.na. Candie. Kiedy w pałacu
latyfundysty krzyczy do harfiarki- Czy m o g ł a b y
pani przestać grać Beethovena?r,"symbolicznie
47

4 4

41

D . Denby, op. cit.; R French, op. cit.
Zob. ibid.

4 5

4 2

T. Kostkiewiczowa, Bajronizm, [w:] J. Sławiński
(red.), Słownik terminów
literackich, Ossolineum,
Wrocław 2008, s. 54.

46

4 3

1 (19) PD13

BARBARZYŃCA

47

Eadem, Werteryzm, [w:] J. Sławiński (red.), op. cit, s.
611.
R French, op. cit.
M. Czarnecka, Historia literatury niemieckiej. Zarys,
Ossolineum, Wrocław 2011, s. 99-103, 103-105.
Lista Schindlera, reż. S. Spielberg, Polska, USA 1993.

�Łukasz

92

Łoziński

oddziela k u l t u r ę europejską, w k t ó r e j jest zako­

został jednak zbudowany przez E u r o p e j c z y k ó w

rzeniony, od jej zdegenerowanych form. Zakrawa

i ich p o t o m k ó w , a ćwierć wieku dzielące czas akcji

na paradoks, że w domu posiadacza n i e w o l n i k ó w

od daty wprowadzenia abolicji w Zjednoczo­

gra się kompozycje artysty jawnie p o p i e r a j ą c e g o

nym Królestwie to wobec historii kolonializmu

demokratyczne ideały Rewolucji Francuskiej .

niewiele. Niewykluczone, że Schultz zdaje sobie

48

sprawę z klęski śródziemnomorskiej

cywiliza­

Stanów

cji. Wykonywane przez Waltza gesty - sprawia­

Zjednoczonych, gdzie gospodarka opiera się w ó w ­

jące w r a ż e n i e niekontrolowanych - oraz skulona

czas na wyzysku l u d n o ś c i o a f r y k a ń s k i m pocho­

postawa tworzą sygnał p r z y g n ę b i e n i a i desperacji.

dzeniu, historia abolicjonizmu w Europie może

P o n i e w a ż Schultz jest c z ł o w i e k i e m wychowa¬

Z perspektywy p o ł u d n i o w e j części

ś w i a d c z y ć o znacznie w y ż s z y m stopniu demokra­

nym na. literaturze romantycznej, określenie jego

tyzacji na Starym Kontynencie n i ż w p a ń s t w i e

stanu t e r m i n e m Weltschmerz

— oznaczającym

uznawanym za w z o r c o w ą r e p u b l i k ę nowoczesno­

poczucie

ści. Rzeczywiście we Francji czy Wielkiej Brytanii

wydaje się bezzasadne . Trudno w inny sposób

trwale zakazano niewolnictwa znacznie w c z e ś n i e j

n i ż w o d w o ł a n i u do bólu istnienia t ł u m a c z y ć ,

n i ż w Stanach Zjednoczonych, ta druga zresztą

dlaczego j u ż po wykupieniu Broomhildy Schultz

o d 1839 r. p r o w a d z i ł a stosunkowo o d w a ż n e

strzela panu Candie w serce, a n a s t ę p n i e czeka na

d z i a ł a n i a na arenie m i ę d z y n a r o d o w e j ,

ś m i e r ć z rak ochrony bogacza niwecząc wielo

mające

ograniczać handel ż y w y m towarem . Nowy Świat
49

bezcelowości życia i zła świata" - nie
50

m i e s i ę c z n y trud s w o i L towarzysza Na^ły zwrot

akdi nozostaie
48

49

Warto wspomnieć zwłaszcza o popularnej anegdo­
cie, według której Ludwig van Beethoven zamierzał
zadedykować Napoleonowi Bonapartemu /// Symfo­
nię B-dur, aby wyrazić uznanie dla zasług pierwszego
konsula. Kiedy jednak ten koronował się na cesarza,
kompozytor miał wydrzeć kartę tytułową rękopisu.
Zob. C.T. George, The Ewka Riddle: Did Napole­
on Remain Beethoven's "Heroi", http://www.napoleon-series.org/ins/scholarship98/c_eroica.html#l,
4.03.2013.
Państwo francuskie po raz pierwszy zakazało niewol­
nictwa w 1794 r., jednak w 1802 r. Napoleon Bo­
naparte anulował to prawo. Powtórnie - już na stale
- abolicję ogłoszono w 1848 r. Z kolei Brytyjczycy
w 1807 r. zakazali handlu niewolnikami. Całkowitą
abolicję ustalił akt prawny z 1833 r., następnie, m.in.
w wyniku nacisków ze strony założonej w 1839 r
org^izacji Bntish and Forln
Anti-Łery
Society podpisywano liczne porozumienia z państwami
Europy i obu Ameryk mające na celu delegalizację
kupna i sprzeda^ludzi Natomiast w S t S Z,ed

hla

ProldaniSSSiT
z£f^XSTT

Lincolna
1862
Zob B Bader
Mant
Work' Th]^an^^a^lhteZtZ
ofMti
Slaver, MovenJZsinthe ItohlZTaluNinetZh

S/ SL^:; ^w
t

t

7

JA *rv
n

uwidacznia Jednak

różnice miedzv zroznaczon™ Furoneiczvkiem
a zdeterminowanvm L t o w a ć żone i ILL

sie

bieAfroamerykanienem.
W

ostatecznym rachunku ś m i e r ć Niemca,

k t ó r y w jakiejś mierze t r a k t o w a ł Django jak syna,
okazuje się w a ż n y m elementem procesu emancy­
pacji byłego niewolnika - jak twierdzi recenzent
„ G u a r d i a n a " , „jego dusza nigdy nie zostanie roz­
kuta, d o p ó k i [samodzielnie] nie uwolni swojej
ukochanej i nie wykona straszliwej zemsty na jej
p r z e ś l a d o w c y " . Najpierw jednak Schultz pozba­
51

wia Django swojej opieki.

international-social-movements/birgitta-bader-zaarabolitionism-in-the-atlantic-world-the-organizationand-interaction-of-anti-slavery-movęmęnts-in-thęęightęęnth-and-ninętęęnth-cęnturies, 4.03.2013.
1

Zob. T. Kostkiewiczowa, Weltschmerz, [w:] J. Sławiń-

( - ) , °P- -&gt; "
^"Htssoulwmnę.rbęunchatnedunttlhęsętshtsWę
s

k

i

red

clt

BSaw^;
r

s

r

n

6 0 8

b

l

6 0 9

e

r e v e n g e

BARBARZYŃCA

o

n h

e

r o p p r e s s o r

-"

1 (19) P019

E

�Nowy epos

93

G ł ó w n y bohater usamodzielnia s i ę stosun­
kowo szybko - w i d a ć to zwłaszcza wtedy, gdy
w dostosowany do o k o l i c z n o ś c i sposób prze­
twarza fortele nauczyciela. N i e chodzi jednak
wyłącznie o ćwiczenie się w przebiegłości - roz­
w ó j Django, stopniowe przejmowanie inicjatywy
przez niego, odbywa się j e d n o c z e ś n i e z n a u k ą
savoir-vivre'u, czytania i liczenia. Tarantino
wykorzystuje tę okazję, by znowu o d n i e ś ć s i ę
do k u l t u r y S t a n ó w Zjednoczonych, dla k t ó ­
rej w a ż n ą i n s t y t u c j ą są przeprowadzane w ś r ó d
dzieci w wieku szkolnym zawody w literowaniu .
G ł ó w n y bohater także bierze udział w konkursie
- dwukrotnie t ł u m a c z y swoim r o z m ó w c o m jak
się pisze jego i m i ę powtarzając: „ D jest nieme"
Zjadliwa ironia reżysera i scenarzysty nie wydaje
się błaha ani n i e w i n n a - należy ja w p i s a ć w nurt
protestów przeciw upokarzaniu A f r o a m e r y k a n ó w
poprzez zhierarchizowany system k s z t a ł c e n i a
u t r w a l a j ą c y stratyfikacje społeczna. Testy I O od
dekad wvkazuia znaczna różnice miedzv nimi

znaczenie podejmowanych działań, aranżuje je
w wyrafinowany sposób, d e m o n s t r u j ą c w y s o k ą
s a m o ś w i a d o m o ś ć . Rosnące u m i e j ę t n o ś c i w i d a ć
bardzo w y r a ź n i e , kiedy, przebrany w j e d w a b n ą
k a m i z e l k ę pana Candie, wychodzi z c i e m n o ś c i ,
aby po długiej tyradzie w y m i e r z y ć sprawiedli­
w o ś ć n i e d o s z ł y m oprawcom. R ó w n i e istotnym
elementem kunsztu teatralnego jest zdolność do
stworzenia spójnej opowieści - to właśnie dzięki
p r z e k o n u j ą c e j narracji udaje s i ę Django zbiec
z transportu do owianej złą sławą kopalni.

52

osobami o europejsKicn
e nroneiskirh Korzemacn,
korzeniach co
ca bvwa
a osouami
uywa
wvkor7vsfvwane iako uzasadnienie rasistowskich

Z

k

I^TJ

7

m r ' n" A b r

7

m *n r

przeKonan .tymczasem równie aoprze m o ż n a
wyniki Dadan rozumieć jakodowocl niepowoazenia szkolnictwa S t a n ó w Zjednoczonych .
Co w a ż n e dla konstruowanej w filmie wizji
człowieka, Tarantino przedstawia rozwój Django
w sposób w y j ą t k o w o szeroki, przekraczając k o n ­
w e n c j ę kina akcji - w p o c z ą t k o w y c h scenach
Afroamerykanin jest niezupełnie ś w i a d o m y wła­
snej siły, m ó w i niewiele, ze słabą dykcją, zaawan­
sowane słownictwo Schultza nie jest dla niego
z r o z u m i a ł e . Z czasem nabiera kompetencji
retora i reżysera, k t ó r y unaocznia symboliczne
55

52

53

54

55

Najważniejszym konkursem jest Scripps National SpelUngBee.

Talent mówcy, n a ś l a d o w c y czy inscenizatora,
podobnie jak u m i e j ę t n o ś ć rozumienia c i ą g ó w
przyczynowo-skutkowych służą n a d r z ę d n e m u
celowi: komunikowaniu sensu w ł a s n y c h c z y n ó w
obserwatorom, czyli zdobyciu władzy. Zabicie
Stephena (Samuel L . Jackson), lokaja pana Can­
die, przestaje b y ć zbrodnią, p o n i e w a ż g ł ó w n y
bohater potrafi s f o r m u ł o w a ć oskarżycielską prze­
m o w ę . Dążenie do legitymizacji c z y n ó w to pod­
stawa p o l i t y k i - w teorii Michela Foucaulta
rywalizację wygrywa ten, kto potrafi z a w ł a d n ą ć
dyskursem . W a ż n y m kontekstem wydaje s i ę
także filozofia Paula Ricoeura, w e d ł u g k t ó r e j
narracja n a l e ż y do najbardziej podstawowych
metod z a r ó w n o rozumienia świata, jak konstru¬
owania własnej t o ż s a m o ś c i . Jeżeli tekst m o ż n a
n a z w a ć projekcja n o we Q o uniwersum różneeo
od tego w k t ó r y m p r z y w y k l i ś m y żyć" to nie
u m i e j ę t n o ś ć stworzenia opowieści oznacza nie
m o ż n o ś ć k s z t a ł t o w a n i a rzeczywistości p o n i e w a ż
czvn zostaie zawsze z a n o ś r e d n i c z o n v ńrzez svm
hole" * W n ó d o b n v snosób na te kwestie zanatrv
wała sie Hannah Arendt niszar żvrie bez L w v
56

57

5

•dz- ł n

56

Zob. W. Osiatyński, op. cit., s. 192.
Zob. A. R. Jensen, Bios in Mental Testing, Free Press,
New York 1980.
Zob. Ph. French, op. cit.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

5 7

58

(

)j

td ł

n

m rł dl ' "

7

M . Foucault, Porządek dyskursu. Wykład inauguracyjny
wygłoszony w College de France 2 grudnia 1970, tłum.
M Kozłowski, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2002.
P. Ricoeur, Życie w poszukiwaniu opowieści, tłum. E.
Wolicka, „Logos i Ethos" 2 1993, s 225-236.
Ibid., s. 230, 232.

�Łukasz

94

przestaje b y ć ż y c i e m ludzkim, p o n i e w a ż nie jest
j u ż przeżywane wśród l u d z i " . Zebrawszy wszyst­
kie te w ą t k i , wypada stwierdzić, że Django, dzięki
pomocy Schultza, nie tylko d o k o n a ł zemsty, ale
przede wszystkim s t w o r z y ł w ł a s n ą t o ż s a m o ś ć ,
jako p e ł n o p r a w n e g o uczestnika kultury Zachodu,
by ostatecznie p o t w i e r d z i ć ją w walce.
59

Zakończenie
Film Tarantino, jeśli o d c z y t y w a ć go w ode­
rwaniu od kontekstu współczesnego, jako uniwer­
salną narrację o zniewoleniu i zemście, zapewne
nie wyda się w y j ą t k o w y . N a tle historii kina
zmiana polega na statusie, jaki zdobywa Afroamerykanin w obrębie utworu o charakterze nieod­
l e g ł y m od eposu - schemat fabularny n a w i ą z u j e
przecież do jednej z nordyckich sag. Kontrasto­
wanie f r a g m e n t ó w realistycznych z groteskowymi
nie musi przeszkadzać widzowi w uznaniu Django
za herosa, czyli wzór postaw i obiekt p o ż ą d a n i a .
Strategia łączenia pozornie niezgodnych jakości
estetycznych zwłaszcza wzniosłości z komizmem
należy do tradycji eposu, i g a t u n k ó w pokrewnych
Z b l i ż o n e rozwiązania stosowali zarówno autorzy
powieści fantasy — dość w y m i e n i ć 1 R R Tolkiena
- jak pieśniarze odpowiedzialni za przekazanie
eooce Disma Odysei N a l e ż y iednak o a m i e t a ć że
oodstawowa definicja eoosu obeimuie rozbudo

wane utworv (

) ukazuiace dzieie iLendanwch

lub msiorycziiycii
hktorwznwh bohaterów L e o n e na tło
wvdarzeń n r 7 e ł o m o w v r h dla danei snołerznośri
narodowe,^ T T Z / W * ™ tekst w obrębie
ł h V b rl kr r 7 r J
n
n d hn
7 n a

grępoKrcn struKtur zorganizowany w poaopny
sposób jaj, cnoepy tesn omteiungact,
prowaazr
do interesujących wniosków.
Po pierwsze u t w ó r Tarantino m o ż n a w tym
k o n t e k ś c i e u z n a ć za p r ó b ę ograniczenia rangi
59

60

H . Arendt, Kondycja ludzka, tłum. A. Łagodzka, Aletheia, Warszawa 2000, s. 194-195.
J. Sławiński, Epos, [w:] J. Sławiński (red.), op. cit., s. 138.

Łoziński

wojny secesyjnej jako wydarzenia p r z e ł o m o w e g o ,
na rzecz okresu, k t ó r y bezpośrednio ją poprzedza.
O p o w i e ś ć o herosie, zgodnie z tradycyjnymi kon­
wencjami odbioru, nobilituje bowiem moment
historyczny s t a n o w i ą c y jej tło. Poprzez w y b ó r
czasu akcji zasugerowano widzowi przyjęcie per­
spektywy A f r o a m e r y k a n ó w , nie l u d n o ś c i o korze­
niach europejskich, w c i ą ż pozostającej w centrum
zainteresowania twórców kina. Jak podkreśla Ber­
lin, na przedwojennym p o ł u d n i u S t a n ó w Zjedno­
czonych nie przyznawano stopniowo coraz w i ę k ­
szych s w o b ó d niewolnikom, przeciwnie, okres
prosperity plantacji trzciny cukrowej i b a w e ł n y
w połowie X I X wieku był apogeum wyzysku
może w i ę c , ze w z g l ę d u na t r a u m ę , u c h o d z i ć za.
kluczowy .. Tarantino kładzie nacisk na cierpie­
nie l u d n o ś c i p o d p o r z ą d k o w a n e j nie na drama
tyczne wydarzenia woienne w k t ó r y c h Afroame
rykanie wzięli niewielki udział.
61

N a l e ż y też w z i ą ć pod u w a g ę tradycję kształ­
towania instytucji narodowych za p o m o c ą eposu
poprzez utrwalanie „ w y z n a w a n y c h zbiorowo war­
tości" oraz „ p a m i ę c i o d o n i o s ł y c h postaciach
i zdarzeniach" . A u t o r filmu, n a w i ą z u j ą c do
starożytnego gatunku, manifestuje przekonanie,
że istotnym s k ł a d n i k i e m tożsamości a m e r y k a ń ­
skiej jest w o l n o ś ć , oparta na przyznaniu praw
obywatelskich wszystkim grupom etnicznym,
wielkie narracje nie m o g ą w i ę c zostać zdominowa.ne przez w s p ó l n o t ę k o l o n i z a t o r ó w . Nawet,
jeśli przyczyna, wojny 0r2a.nizuja.cej pa.mieć spo¬
łeczną S t a n ó w Zjednoczonych był stosunek do
niewolnictwa.
62

63

Po trzecie i najważniejsze Tarantino u c z y n i ł
herosem Afroamerykanina. Radykalna zmiana
w stosunku do historii filmu polega na z ł a m a n i u
61

Zob. I . Berlin, op. cit, s. 168-170, 188.

62

J. Sławiński, ibid.

63

Zob. H . Kubiak, Rodowód narodu
amerykańskiego,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975, s. 27.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

95

konwencji w y w o d z ą c e j się jeszcze z klasycznych
poetyk normatywnych. W e d ł u g zaleceń formu­
ł o w a n y c h m i ę d z y i n n y m i przez Horacego styl
wzniosły zarezerwowany był dla utworów, k t ó ­
rych główni bohaterowie to ludzie „wysoko uro­
dzeni" . O trwałości p r z y w i ą z a n i a do tej zasady,
r ó w n i e ż w Stanach Zjednoczonych I p o ł o w y X I X
wieku, ś w i a d c z y m i ę d z y i n n y m i pisarstwo Jamesa
F. Coopera . Wprawdzie konwencja współcze­
snego westernu nie stawia w y m o g ó w co do klaso­
wej przynależności postaci, w n i o s k u j ą c jednak po
obsadzie najpopularniejszych obrazów gatunku,
w c i ą ż dominuje przeświadczenie, że główną rolę
powinien zagrać Angloamerykanin .
64

65

66

Z n a c z ą c y m w y j ą t k i e m są Płonące
siodła
(1974), głośna parodia filmów o D z i k i m Zacho­
dzie w y r e ż y s e r o w a n a przez Mela Brooksa - Cleavon Little, aktor o a f r y k a ń s k i c h korzeniach,
w y s t ę p u j e w niej jako szeryf . Nieprzystawalność tej postaci do utrwalonego w westernach
wizerunku stróża prawa stanowi o komizmie
wielu scen. Django natomiast powiela klasyczny
wzorzec bohatera - jest przebiegły, stanowczy,
uparty i o d w a ż n y - m o ż n a z n i m p o r ó w n a ć chyba
tylko k r e a c j ę Sidneya Poitiera z filmu Czarny
kowboj (1972) . Zasadnicza różnica uwidacznia
się jednak w z a k o ń c z e n i a c h obu obrazów O ile
Afroamerykanów
Czarnego kowboja w krytycz¬
nym momencie ratują rdzenni m i e s z k a ń c y pre
rii o tvle Django w ostatniej partii filmu polega
wyłącznie na sobie.
67

68

N a l e ż y też zwrócić u w a g ę na a t r a k c y j n o ś ć sek­
sualną herosa, należącą do tradycji eposu, co naj­
mniej od czasu Giłgamesza
- prolog sumeryjskiej

opowieści zawiera p o c h w a ł ę t y t u ł o w e g o bohatera
z informacjami o jego sile, urodzie, a nawet roz­
miarach c z ł o n k a . Podkreśleniu m ę s t w a Django
służą chwyty dobrze znane widzom kina akcji
- monumentalizacja osiągnięta za p o m o c ą ujęć
z dołu, sekwencje strzelaniny w zwolnionym tem­
pie, umieszczanie postaci na tle p ł o m i e n i i dymu.
Istotniejsze są jednak sceny służące reprezenta­
cji d o ś w i a d c z e n i a przemocy. Kiedy s k r ę p o w a n y
sznurami Django, całkowicie nagi, wisi głową
W dół, a praca kamery eksponuje jego muskularne
ciało, bez w ą t p i e n i a dla części o g l ą d a j ą c y c h staje
sie ono przedmiotem p o ż ą d a n i a . Erotyczny pod­
tekst wzmacnia r ó w n i e ż witalistyczne znaczenie
sceny w której Django oblewa sobie twarz w o d ą
a potem galopuje na oklep.
69

W e d ł u g Murraya Smitha znaczna część odbior­
c ó w u t o ż s a m i a s i ę z bohaterem p o s i a d a j ą c y m
atrakcyjne cechy . B y ć może autor scenariusza,
p o d e j m u j ą c dwie zasadnicze decyzje - o zabi­
ciu Schultza i u k s z t a ł t o w a n i u postaci kobiecych
jako niemal całkowicie biernych - stara się uła­
twić widzowi identyfikację z Django. Piotr Mar­
kiewicz, doktor filozofii i psycholog kliniczny,
traktuje e m p a t i ę filmową jako „ p r o g r a m symula­
cyjny p o l e g a j ą c y na funkcjonalnym treningu per¬
spektyw kognitywnych i behawioralnych", k t ó r y
pomaga kształcić skuteczne reakcje w k o n t e k ś c i e
zdarzeń rzeczywistych , jeśli przyjmuje sie takie
założenie, m o ż n a u z n a ć Django za istotną lek­
cję dla społeczności pochodzenia europejskiego
w krajach postkolonialnych W e d ł u g Murraya
Smitha nawet widzowie n i e s k ł o n n i do sympaty¬
zowania z g ł ó w n y m bohaterem
mmoga
e g o PP o d ś w i a d o ­
70

71

6 9

64

A. Okopień-Sławińska, Teoria trzech stylów,
Sławiński (red.), op.cit.,*. 580.

[w:] J.

Zob. R.V. Hine, J.M. Faragher, op. cit., s. 293.

7 0

66

Zob. P. French, op. cit.

71

67

Płonące siodła, reż. M . Brooks, USA 1974.

65

68

Czarny kowboj, rei. S. Poitier, USA 1972.

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

„Członek jego, powiadają, mierzy trzy łokcie". Giłgamesz. Epos starożytnego Dwurzecza, tłum. R. Stiller,
PIW, Warszawa 1980, s. 39.
Zob. M . Smith, op. cit., s. 230, 233.
P. Markiewicz, Empatia w kognitywnej teorii filmu,
[w:] H . Kardela, Z Muszyński, M . Rajewski (red.),
Empatia, obrazowanie i kontekst jako kategorie kognitywiftyczne, Lublin 2012, s. 146.

�Łukasz

96

mie d o k o n y w a ć m i m i k r y afektywnej, polegającej
„na prawie « p e r c e p t u a l n y m » rejestrowaniu (...)
u c z u ć drugiej osoby via wyrazy twarzy i gesty" .
72

Film Tarantino rzeczywiście wzbudza takie
reakcje - Peter Bradshaw, brytyjski krytyk, dekla­
ruje, że odczuwa radość, widząc mściwą satysfak­
cję bohatera, „potrafiącego strzelać z bezwzględną
d o k ł a d n o ś c i ą i w e r w ą " . N a t y m tle hipoteza
o terapeutycznym znaczeniu Django dla potom­
k ó w n i e w o l n i k ó w wydaje się zasadna. W i k t o r
Osiatyński - relacjonując badania psychologów
społecznych - stwierdza, że liczne manifestacje
agresji dokonywane przez A f r o a m e r y k a n ó w j u ż po
ogłoszeniu ustaw z 1964 i 1965 r. były „koniecz­
73

7 2

7 3

Łoziński

nym stopniem na drodze do odzyskania równo­
wagi psychicznej i poczucia własnej w a r t o ś c i " .
Film Tarantino również katalizuje negatywne emo­
cje i zaspokaja je, pozwalając odbiorcom uczest­
niczyć w zniszczeniu posiadłości plantatora, co
jednocześnie jest bardziej widowiskowe i mniej
niebezpieczne n i ż miejskie zamieszki z I I połowy
X X wieku. Koniec świata p l a n t a t o r ó w następuje
powoli. Jednak zmiana konwencji, jakiej dokonał
Tarantino w obrębie najbardziej a m e r y k a ń s k i e g o
ze wszystkich g a t u n k ó w kina, może m i e ć znaczący
w p ł y w na społeczeństwo. T y m bardziej, że nawet
krytycy o korzeniach europejskich doznają pluga­
wej przyjemności", śledząc poczynania Django .
74

75

M . Smith, op. cit., s. 235.
"From any distance, on any occasion, Django can
shoot with ruthless accuracy and verve, and afterwards permits himself agrin of pleasure". P. Bradshaw,
op. cit.

74
7 5

W. Osiatyński, op. cit.,s. 249.
D . Denby, op. cit.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�Nowy epos

97

A new epic? Criticism of European culture and the process of hero's emancipation in Quentin
TarantWs D&gt;mgo
The main aims o f this article are, firstly, reconstruction o f the world presented by Quentin Tarantino in
Django Unchained (2012) and, secondly, interpretation o f the directors vision, in relation to its context.
The analysis, based on the methods o f semiology and hermeneutics, allows to interpret the film not only
as a protest against the social order, which was in force in the antebellum South, but also as a critiąue o f
European culture, especially Romanticism and Modernism. American slavery is presented in a way that
suggests, in accordance with Marimba Anis observations, similarity to the Holocaust.
Further considerations, made on the basis of cognitive theory of narrative, refer to the emancipation of the
main character. Reflection on the history o f cinema leads to the conclusion that Django is probably the
first mainstream western with an Afro-American protagonist who independently takes revenge on those
responsible for slaves' suffering. Depiction o f the main character and other traits o f the film suggest that
Tarantinos work may be understood as an epic. It means the movie can be seen as an attempt to establish
a new founding story, which is an alternative to The Birth oftheNation (1915). What is more, the Journal
reviews of Django indicate that recipients of European descent tend to adopt the perspective o f the Other,
as they sympathize with Django who inflicts suffering and death to Anglo-Saxon-Americans. Heedless o f
the postmodern conrention o f Tarantinos work, such reactions demonstrate how serious can be social
impact ofthe film.

FOT. MICHAŁ KOPEK

1 (19) P019

BARBARZYŃCA

�98

BARBARZYŃCA

1 ( 1 9 ) PD13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9979" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9957">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5efb25008104e0092e9837501454cd69.pdf</src>
        <authentication>f646bb6c495b61d8e5c3801bf0b06525</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118738">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5688</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118739">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118740">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118741">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5288</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118742">
                <text>La frontera, czyli opowieści o" końcu świata"/ Barbarzyńca 2013 nr (1) 19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118743">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne 2013 nr 1 (19), s.22-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118744">
                <text>Masłowska, Dagmara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118745">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118746">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118747">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118748">
                <text>La Frontera, czyli
opowieści o „końcu
świata"

�Dagmara

Masłowska

Studentka etnologii i antropologii kulturowej na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Większość czasu poświęca na podróżowanie, pasjonuje się teatrem, rysunkiem
oraz fotografią.

D:

wa sąsiadujące ze sobą stany - amery­

( kańska California oraz meksykańska Baja

California - są obszarem, gdzie o żela­
zne słupy muru granicznego rozbijają się marzenia
o lepszym życiu. To przestrzeń wielokulturowa,
wieloetniczna. Przestrzeń zagrożona i niestabilna,
niepozwalająca na sen.
W świadomości Meksykanów mieszkających
w północnej części kraju, los norteńos - „ludzi
północy", jak są określani w Meksyku - uchodzą­
cych za nieustępliwych i wulgarnych, granica jest
największym ograniczeniem. W większości przy­
padków nie do pokonania. Są to tereny niezwykle
wymagające, bowiem poddają nieustannej próbie
tak siłę charakteru jak wytrzymałość fizyczną.
Wszystko za sprawą pustynnego klimatu. Latem
temperatury sięgają 50°C, a życie w mieście staje
się nie do wytrzymania. Stąd wieczne nigdy niezaspokajalne pragnienie, które ledwie na chwilę
gasi niskoprocentowe piwo Tecate. Stąd pozorne
lenistwo i apatia. Stąd zniszczona słońcem skóra.
Stąd zawziętość i duma, tak ważne dla
talności miejscowych Można bv pokusić sie
o wskazanie podobieństwa miedzy powyższymi
cechami a Jeżykiem natury trzęsienia ziemi iako
porywczość wulgarność ekspresywność- palące
słońce-wytrwałość pulsująca enemia ńiezmo
ż o n a siła- pustynia czyli stanowczość nieustępli
w o ś ć b e ź k o m n r o m i s o w o ś ć Ostatnia'- i a ł o w o ś ć
ziemi - zdaje się odzwierciedlać stosunkowo małą

1 (19) P 0 1 9

BARBARZYŃCA

produktywność tutejszej kultury nastawionej
na import. Trudno rozsądzić, czy to wada, czy
zaleta. Najważniejsze, że potrafili i nadal potra­
fią się przystosować do panujących warunków.
Tak po prostu jest, czy raczej: tak jawi się to oku
podróżnika.
Obserwowane w stanie Baja California zja­
wiska kulturowe, a także działania społeczne,
świadczą wręcz, że tej części Meksyku daleko
do reszty kraju, że kulturowo bliżej jej do Sta­
nów Zjednoczonych. Engringado - mówią, nieco
pogardliwie określając białego cudzoziemca,
przybysza zza płotu. Wystarczy przespacerować
się którąkolwiek z głównych ulic, by zauważyć
fastfoodowe kolosy w rodzaju Burger King czy
Carls Jr., które w pasie przygranicznym zastąpiły
charakterystyczne dla reszty kraju budki z ręcznie
robionymi lodami albo tradycyjnymi wyrobami
rękodzielniczymi. Właśnie w tych niemal nie­
zauważalnych, bo oczywistych, przekształceniach
krajobrazu kulturowego, potwierdza się ot war¬
tość ludzi z północy na wszelkie inicjatywy eko­
nomiczne prowadzące do modernizacji i rozwoju
technologicznego.
Świadomość istnienia granicy konkretyzuje
przestrzeń, nadaje jej określoną formę, oddzielając
„nasze" od „obcego", „innego". Problem zaczyna
się, gdy granica, owo subtelne rozróżnienie funk­
cjonujące dotąd jedynie w umyśle, ujawni się

�24

nagle w materialnej i dotkliwej formie ciągnącego
się kilometrami, niemal w nieskończoność, wyso­
kiego, żelaznego płotu. Potrzeba wtedy redefini­
cji. To jedyna możliwa rzecz, jaką da się zrobić,
niemal naturalna reakcja na nowy stan rzeczy. Jak
w takim razie opisać granicę Mex-U.S.A.?
Carlos, 24, Tijuana
Dla mnie granica to geograficzny podział mię­
dzy narodami. Jednocześnie reprezentuje ona

Dagmara Masłowska

podział bogactw. Bogactw, którymi (w wypadku
tej granity) Stany Zjednoczone nie maja za­
miaru dzielić się w sposób niekontrolowany co
prowokuje niezadowolenie wśród społeczeństwa
zarówno na wsi, jak i w miastach. Co więcej,
odbija się to na stylu życia niższej klasy (ludzie
migrują do Stanów Zjednoczonych, jadą szukać
pracy). Myślę, żejest wielepowodów, dla których
chce się monitorować przepływ ludności. Jednak
granica, o której mowa, to nie tylko to. Mówi się,

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�La Frontera, c z y l i o p o w i e ś c i o „ k o ń c u ś w i a t a

25

że istnieje bardzo silna kontrola Stanów Zjedno­ „koniec świata". Już nie zamykam się na strze­
czonych nad krajami Ameryki Łacińskiej. Tak żonym osiedlu ani nie jeżdżę klimatyzowanymi
dopewnego stopniajest to prawĄ.
camionetas.
Już w tej wypowiedzi pojawia się wątek prze­
kraczania granicy - migracja do Stanów Zjed­
noczonych. Ujawinia się perspektywa, z której
jest ona obserwowana. Ktoś się oddzielił murem,
ktoś został po jego drugiej stronie. Trzymam się
z tymi, od których się odgrodzono, pozostawiając
dla nich miejsce w tej narracji. Jeszcze kilka lat
temu żyłam w świecie meksykańskim. Potrzebo­
wałam wtedy przewodnika, ale nie było nikogo,
kto na bieżąco tłumaczyłby mi ów niezwykły, zło­
żony a zarazem intrygujący świat. Już od pierwdnia nałożono na mnie klosz - wzniesiono
wokół mnie mur sztucznych zabezpieczeń. Byłam
obwarowana dokumentami i chroniona przez
liczących sie w mieście bogatych ludzi którzy
roztaczali przede mna wizie cudownego Meksyku
należącego tak naprawdę zaledwie do kilku 'pro
cent Lo mieszkańców. Bez wątpliwości byłam
wtedy w Pozycii uprzywilejowanej- europejski
paszport wiza amerykańska wiza meksykańska
(na wjazd) i brak znajomych zaangażowanych
w wojny gangów dawały niewyobrażalną prze­
wagę. A jednak la frontera kazała mi być nie­
ustannie czujną. Tłumaczę więc także sama przed
sobą pewien fenomen. Miałam przecież swobodę
w przemieszczaniu się pomiędzy Stanami Zjed­
noczonymi a Meksykiem, a mimo to towarzy­
szyło mi przeczucie, że nie przedostanę się na
drugą stronę granicy, że nawet jeżeli spędzę tam
dzień lub kilka, będzie to sztuczny świat, który
prędzej czy później, z puszką coli w ręce wypluje
mnie z powrotem. Określiłabym tę granicę jako

Postaram się zatem zagłębić w głos większości
stłoczonej w centralnej części miast przygranicz­
nych. Z ponad trzech tysięcy kilometrów wydzie­
lam odcinek niewielki od Tijuany do Mexicali.
Bardziej na północ nie można, nie da się - jest
żelazna bariera. Nie ma co robić. Ta cała masa
gorącego powietrza tkwi pomiędzy ludźmi i czeka
na powiew wiatru, który przesunie ją nieznacznie,
aby mogła przykleić się do innych ciał.

1

1

I
1

Nie jest wymagane posiadanie wizy meksykańskiej
w momencie przekraczania granicy amerykańsko-meksykańskiej (można kupić ja z łatwością, gdy
przebywa się już na terenie Meksyku), bramka n e jest
zamykana, droga wolna! Natomiast nie jest możliwe
przejście do Stanów Zjednoczonych bez ważnej wizy
Lerykańskiej i kontroli osobistej.
FOT. DAGMARA MASŁOWSKA

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

�26

Dagmara Masłowska

W Mexicali można sprzedawać gumy do
żucia, napoje, gazety, raczej się nie kradnie,
przynajmniej nie w ciągu dnia - to przez upał.
I tak siedzi się godzinami w cieniu budynków
albo pod blaszanym dachem trasy do garita
vieja, czyli starszego przejścia granicznego
w mieście. Tam zawsze widać tłumy, czasami
kolejka wykracza poza przejście podziemne
i ciągnie się aż do drugiej przecznicy, zakręcając
przy aptece. Siedząc pośród staruszków, bez­
domnych, deportowanych emigrantów, czeka
się na okazję. Może znowu w granicę wbije

się rozpędzony autobus porwany przez kogoś
wyjątkowo zdesperowanego i w chaosie zdarze­
nia albo gdzieś między pociskami, uda się uciec
za domy po drugiej stronie. I tak trwają latami,
marząc i łudząc się. Uśpieni snem czujnym,
gotowi do skoku, bo być może to już dzisiaj,
może jutro. A jeśli nic się nie wydarzy, to też
dobrze, bo do kieszeni wpadnie chociaż kilka
pesos. Stare centrum Mexicali jest jak oaza,
poza tym miejscem rzadko spotyka się kogo­
kolwiek spacerującego ulicami miasta. Pustka
i upał. Lepiej pozostać blisko źródła.

fiispl
Tijuana es la esąuina
donde rebotan lossueńos
deun paisnecesitado de paz.

HI i f

$i.
Req

liVi A w

i,* j

1

t

• Ul

' ' i i i

l i i i

iuariQ g

Ti

•

BARBARZYŃCA

I" i

1 (19) PD13

I

y

�27

La Frontera, c z y l i o p o w i e ś c i o „ k o ń c u ś w i a t a

FOT. DAGMARA MASŁOWSKA

Aqui en la esąuina
De un mundo tierra
Penultima calle de
Latinoamerica.
La linea nos marca
Desde afuera
El limite entre
Pueblo y piedra.
2

Tutaj w kącie
Na gruncie Ziemi
Przedostatnia ulica
Ameryki Łacińskiej
Linia wyznacza nam
Z zewnątrz
Granicę między
Ludźmi a kamieniem.
Kiedy w 2006 roku doszło do realizacji prze­
głosowanego w Kongresie projektu budowy muru
wyposażonego w kamery i czujniki elektroniczne
mającego oddzielać Stany Zjednoczone od Mek­
syku, życie na granicy uległo reorganizacji. Trzeba
było błyskawicznie przystosować się do nowych
warunków, nauczyć się funkcjonować w obli­
czu żelazno-betonowej klatki, która podzieliła
świat na zbiór „moje-tutaj" oraz „twoje-tam".
Przestrzeń przygraniczna stała się miejscem spo­
rów, a wszelkie działania z nią związane zaczęto
postrzegać jako zagrożenie. Takie stanowcze roz­
wiązanie, odcięcie większości Meksykanów od
dostępu do świata amerykańskiego, obudziło falę
przemocy. Wystrzeliły pociski.

sie znajdujesz, w twoim odczuciu może być twoją
opiekunką lub wrogiem.
Sin cicatrizar
Heridas en la tierra
Venas abiertas
De Latinoamerica

Ivan, 24, Mexicali
Granica jest dla mnie barierą, która oddziela
dwa identyczne światy i przekształca je w totalną
nierówność, jest korupcją, strachem, pieniędzmi
i, w zależności od tego, po której stronie granicy
' Ten i kolejne fragmenty pochodzą z piosenki zespołu
Tijuana No! La esquina del Mundo (1994), tłumaczenie własne.

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

Bez zabliźniania
Ran w ziemi
Otwarte żyły
Ameryki Łacińskiej
^
&gt;
problematykę transgraniczności, opisuje pięć typów pogranicza. Autor
M

G o l k a

�28

Dagmara Masłowska

podkreśla, że jego charakter zależny jest od rodzaju
granicy, jaka dzieli strony W modelowym ujęciu
wyróżnione zostały: granica jako „linia okopów",
granica jako „rzeka", granica jako „ściana", granica
jako „parkan" oraz granica jako „ulica". O pogra­
niczu amerykańsko-meksykańskim można po­
wiedzieć, że wytworzyła się „linia okopów", gdzie
podział jest najbardziej jednoznaczny, a pogranicze
funkcjonuje jak „pole minowe".
Na tym pograniczu strony spotykają sie jedynie
jako przeciwnicy widząc siebie w nieustannym
antagonizmie. Wspólne na tym pograniczu są
zazwyczaj trupy (bo już nie ranni), jako że ten ro­
dzaj pogranicza jest obszarem dążności do pełnego
zniszczenia stron .
5

Nie można zapomnieć o granicy, nie można
od niej uciec, bo wyznacza ona niejako sposób,
w jaki na co dzień funkcjonujemy. Należy unikać
przygranicznych barów, o pewnych godzinach nie
powinno się przebywać w okolicy muru i najlepiej
nie otwierać drzwi ani okien w samochodzie na­
wet w trakcie postoju - czy wszystko to tylko ze
względów bezpieczeństwa? Taki mały instruktaż
zachowywania się w obliczu jrontery napędzany jest
przez lęk i niepokój wynikających z rozlicznych hi­
storii ludzkich tragedii, które się zdarzyły lub mogły
zdarzyć. W prowadzonych przeze mnie rozmowach
ze znajomymi, czy też osobami napotkanymi w ko­
lejce al otro lado, czyli
drugą stronę", trudno
było pomiąć wątek konfliktu amerykańsko mek
sykańskiego. Obok słowa granica" pojawiały się
natychmiastkoleine- podział" koniec" niespra
wiedliwość" Niewątpliwie wraz z budowa muru
dyskusje o wzajemnych sposobach traktowania sie
sąsiadujących ze soba państw przybrały na sile To
właśnie fizyczna separacja spotęgowała wrażenie

3

M . Gołka, Pogranicza - transgraniczność-

nierówności i wrogości. Meksyk w oczach własnych
obywateli jawił się jako kraj pozostawiony sam so­
bie, niejako wyjęty spod prawa, gdzie fiesty mieszają
się z wojnami karteli narkotykowych. A wszystko
przepija się złotą teąuilą.
Ahora ya estuvo
Seacabalaera
Puertas abiertas
Esa es la mera.
38 especial
Bala certera
Barrasy estrellas
Estdn en guewd.
To wszystko już było
Kończy się wiek
Otwarte drzwi
To cała prawda.

transkulturo- ŚjjS

wość, [w:] L. Gołdyka (red.), Transgraniczność w per­
spektywie socjologicznej - kontynuacje, Lubuskie To­
warzystwo Naukowe, Zielona Góra 1999, s. 14.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�La Frontera, c z y l i o p o w i e ś c i o „ k o ń c u ś w i a t a

„38 especial"
Celna kula
Pręty i gwiazdy
Są w stanie wojny.

Gdy zbierałam wypowiedzi Meksykanów doty­
czące ich rozumienia „granicy" i „końca świata"
wracały do mnie obrazy ludzi i ich zachowania,
obserwowane zza szyby klimatyzowanego samo­
chodu przemieszczającego się leniwie w stronę
przejścia granicznego będącego bramą do świata,
do którego wielu z nich nigdy nie będzie miało
dostępu. Można było spokojnie wysiąść i przespa­
cerować po kilka tłustych tacos, a nawet poczytać
gazetę w kiosku, zanim samochód przesunął się
w sznurze zakurzonych maszyn. Nikt tego raczej
nie robił. Za
Tylko na kilka sekund
otwierało się okno, wyciągało rękę z drobnymi po
schłodzony napój i włączało zostawione do odsłu-

29
chania płyty CD, dopóki nie pojawiło się zielone
światło oznaczające polecenie podjechania na
miejsce kontroli. Pas transmisyjny dla uprzywi­
lejowanych, dla tych, którzy mogą przejechać.
Meksyk albo Stany Zjednoczone. Podział
mieszkańców Baja California na dwie przeciw­
stawne kategorie - tych „z papierami" i „bez papie­
rów" - ma fundamentalne znaczenie. To podział
stanowczy, brutalny i w samej swej istocie nie­
sprawiedliwy. Jednak to właśnie takimi prawami
rządzi się la frontera. W wypowiedziach posiada­
jących zezwolenia na legalne przekraczanie granicy
uderzająca i wyczuwalna jest odpowiedzialność
za tych, którzy takiego przywileju nie otrzymali.
Mówiąc o „końcu świata", większość umieszczała
go dokładnie tam, na styku państw. Nie miało
znaczenia, że za tym końcem jeszcze coś się znajdo­
wało -widmowy nomen o men - american dreaml

FOT. DAGMARA MASŁOWSKA

1 (19)

P019

BARBARZYŃCA

�30

Ograniczenia i niemal klaustrofobiczne poczucie
zamknięcia były na tyle przemoże, że dopiero
po przekroczeniu granicy wracała świadomość
realności świata amerykańskiego, tego, że granicę
można i da się przekroczyć. Ludzie „bez papierów"
(nieposiadający wizy, bez pozwolenia na pracę,
niejednokrotnie bez dokumentów pozwalających
na ich identyfikację prawną) nie mają wyboru.

Dagmara Masłowska

Aby legalnie przedostać się na drugą stronę, spę­
dzają całe dnie w kolejce do biura imigracyjnego,
zrezygnowani, z naręczem kartek, czekają na swoją
kolej, wypatrują chwili, gdy jakiś urzędnik wresz­
cie rozpatrzy ich sprawę. Niektórzy już dawno się
poddali, nie chcąc strawić życia na staniu w kolej­
kach, oddają się zamerykanizowanym rozrywkom
w mieście, udając, że płacą dolarami.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�La Frontera, c z y l i o p o w i e ś c i o „ k o ń c u ś w i a t a

31

Tijuana i Mexicali zdają się znajdować na
Brutalność to, oprócz przemocy, jałowość.
dwóch przeciwległych, a przecież tak do siebie Mexicali jest położonym w strategicznym punk­
podobnych, biegunach „linii okopów". Intensyfi­ cie miastem przemysłowym, pozbawionym atrak­
kują jej cechy. O Tijuanie mówi się, że jest „naroż­ cji turystycznych, dla których warto byłoby je
nikiem Ameryki Łacińskiej" - la esąuina de Lati­ odwiedzić. Nie ma zbyt wielu podróżników, nie
noamerica. Trafiają tam wszystkie brudy, kumuluje ma wycieczek autokarowych. Miasto ożywia się
się kurz, to miejsce rzadko sprzątane. Dokąd prze­ w nocy, wybudzone z letargu powodowanego
rzucani są nielegalni imigranci wyłapani na terenie duchotą, gdy nie ma już słońca i młodzi chęt­
Stanów Zjednoczonych? Gdzie czekają na okazję nie wychodzą na ulicę, urządzając „domowe"
ci, którzy planują nielegalnie przedostać się do - imprezy pod gołym niebem. Z głośników huczą
w ich mniemaniu - lepszego świata?
amerykańskie piosenki z list przebojów, a grupki
znajomych - tu jedna, tam druga - tańczą nie­
Okazją do wylania żali i pretensji skierowanych strudzenie w rytm popowej muzyki Zadymione
bary w starym centrum miasta tuż przy L n i c y
w stronę rządu, który rozpoczął budowę muru, jest
stanowią
terytorium starych'i wykluczonych
spotkanie się z bliskimi mieszkającymi po stronie
Czasem
zdarzy
sie strzelanina częściej jednak
amerykańskiej. Tam, gdzie nie przejdzie człowiek,
przecisną się słowa. Widać więc opartych o mur ktoś przeskoczy przez mur. Nie ma deszczu, który
Meksykanów rozmawiających z kimś stojącym mógłby zmyć brud oczyścić sumienie
po drugiej stronie. Jeżeli w pobliżu nie ma wozu
patrolującego, można nawet podać sobie dłoń albo
pocałować się, wciskając usta między pręty. La fron­
tera jest przyczyną licznych dramatów rodzin mek­
sykańskich, które wyemigrowały „na drugą stronę".
Ich krewni często nie otrzymali wizy pozwalającej na
odwiedziny. Prowadzi to czasem nie tylko do roz­
bratu z prawem, lecz także działalności przestępczej.
kradzionych pieniędzy, czy kosztowności pozy­
skanych za okupy ci najbardziej zdeterminowani
lub zdesperowani opłacają fałszywe dokumenty
Inni jeszcze kopia tunele by tym sposobem prze
dostać się do Stanów Zjednoczonych.
Tak jak w Tijuanie kolorem pamięci o tych,
których zgubiło pragnienie, jest biel, w Mexicali
panuje wszelka dowolność, ponieważ historie
tego rodzaju trzymają się raczej pamięci tych,
którzy pozostali wśród żywych.
Jose, 33, Mexicali
Miasto, które nazywa się Mexicali, najbardziej
wysunięte na północ w Meksyku i całej Ameryce
Łacińskiej... Mexicali: epicentrum brutalności.

l (19)

P019

BARBARZYŃCA

lvan, 25, Ciudad de Mexico, Distrito
Federal
Dla mnie granica jest czymś, co nie powinno ist­
nieć. Świat jest dla wszystkich i nie powinno być
ludzi, którzy kontrolują dostęp innych do jakiegoś
terytorium.
Meksyk wydaje się żyć marzeniami. Im bar­
dziej marzenie jawi się nam jako nierealne, tym
częściej do niego powracamy, zupełnie jakby­
śmy chcieli dodać siły losowi. Widzę i próbuję
dotknąć, ale jest to poza moim zasięgiem. Po
stronie meksykańskiej zostaje ciężka materia
życia. „Koniec świata" przybliżył się niebezpiecz­
nie i zamiast myśleć o rubieżach świata - kole
podbiegunowym, gdzie Meksykanie je umiej­
scawiają, wystarczy wyjrzeć przez okno. Lokalne
media codziennie dają świadectwo tego, że mek­
sykański koniec świata" jest do pokonania nie
spada liczba nielegalnych emigrantów z Mek­
syku. Nikomu nie jest jednak zn 3.ri3. długość
życia w świecie firmowanym flagą amerykańską
Może więc lepiej pozostać po stronie Mex i tylko

�32
obserwować to, co dzieje się za murem? Brakuje
jednoznacznej odpowiedzi. La frontera postrze­
gana w kategorii „końca świata" stanowi efekt
ogromnych ograniczeń, jakie można tam zaob­
serwować. Otwarcie granicy dla Meksykanów nie
jest możliwe, bowiem oznaczałoby to roszczenia
innych grup narodowych koczujących na terenach
przygranicznych. Meksykanie nie są jedynymi,
którzy wypatrują okazji do przekroczenia muru.
Pozostaje walka o dobre życie i próba leczenia ran.
Z bronią w dłoni, czy bez, to już kwestia indywi­
dualnego wyboru.

Dagmara Masłowska
Sin cicatrizar
Heridas en la tierra
Venas abiertas
De Latinoamerica
Bez zabliźniania
Ran w ziemi
Otwarte żyły
Ameryki Łacińskiej

La Frontera, or a story about "the end of the world"
The author of the essay explores the implications of Mexican - American border on the life of local
communities, especially Mexican ones. Thoughts about the changes of the culture and social behavior
caused by the raising of the border wali are based on authors personal experiences, participations,
observations and conversations with the citizens of Mexicala and Tijuana. Author shows how the efforts
made to cross the border are becoming the tool of social stratification and how they preserve the social
ineąualities.

BARBARZYŃCA

1 (19) P019

�1 (19) PD13

BARBARZYŃCA

�BARBARZYŃCA

1 (19) PD13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7282" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7263">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bdde5fb338ad076f8ebf2480f74b0099.pdf</src>
        <authentication>a95acd2c42c682e9e8f69905ca335ff4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86858">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5553</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86860">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86862">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86864">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5163</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86868">
                <text>Naukowa apokalipsa Francisa Bacona/ Barbarzyńca 2005 (10)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86870">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.2-7</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86874">
                <text>Matthews, Steven</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86876">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86878">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86881">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86888">
                <text>Steven Matthews

NAUKOWA APOKALIPSA FRANCISA BACONA
Wydarzenia z roku 1621 przyniosły w życiu Francisa Ba­
cona wielkie zmiany. W tym bowiem roku jego błyskawiczna
kariera polityczna, która doprowadziła go d o urzędu lorda
kanclerza, raptownie się zakończyła. Oskarżony i uznany win­
nym przyjmowania łapówek, wyrokiem sądu został usunięty
ze stanowiska i zmuszony do opuszczenia królewskiego dworu
i okolic Londynu. Wydarzenia te miały również głęboki wpływ
na sposób, w jaki Bacon postrzegał dzieło swego życia - na
program restytucji [restoration] wiedzy i nauk, który nazwał
Instauratio magna. Owo „Wielkie Ustanowienie" miało stać się
początkiem nowej apokaliptycznej epoki, zrządzonej przez Bo­
ską Opatrzność i zapowiedzianej w Piśmie. W epoce tej pier­
wotna władza człowieka nad przyrodą zostanie mu zwrócona
dzięki odpowiedniej, naukowej metodzie. Ustanowienie to
miało być również zainicjowane przez samego Francisa Ba­
cona, gdyż Bóg, jak sądził filozof, dał mu polityczną władzę,
jako dodatek do jego szczególnej wnikliwości badawczej, aby
doprowadził do końca to zadanie. Utrata przez Bacona wła­
dzy politycznej oznaczała, że mylił się on do pewnego stop­
nia, co do działań Boga w tym świecie. Apokaliptyczne ocze­
kiwania filozofa uległy załamaniu i musiał ponownie przemy­
śleć to, co nazywał „dziejami opatrzności". Ponieważ Bacon
wciąż jest uważany za jednego z „twórców" nowożytnej me­
tody naukowej, owo załamanie w jego myśleniu, jak też spo­
sób, w jaki z niego się podźwignął, pozostawiły swój ślad na
naszym dzisiejszym kulturowym wizerunku „nauki".
Badacze niewiele uwagi poświęcili apokaliptycyzmowi czy
millenaryzmowi Bacona, a dotąd nie powstało ani jedno się­
gające sedna krytyczne studium na temat tego aspektu jego
pisarstwa. Przyczyna tego zaniedbania jest dwojaka. Po
pierwsze, Bacon w świadomości kulturowej, którą odziedzi­
czyliśmy po jego oświeceniowych czytelnikach, uznawany
jest za ojca chłodnej, racjonalnej metody badania przyrody,
w której teologia i wiara nie odgrywają istotnej roli. Po dru­
gie, apokaliptyczne i millenarystyczne poglądy Bacona były
jedyne w swoim rodzaju; był to system w znacznej mierze
jego własnego pomysłu, niemający ściślejszego związku
z typowymi poglądami apokaliptycznych lub millenarystycz­
nych ruchów początków europejskiej nowożytności. Stąd też,
jeśli Bacon w ogóle pojawia się w pracach przekrojowych na
temat apokaliptycyzmu w Anglii, to występuje w nich jako
przeciwieństwo myśli apokaliptycznej.
1

2

Jak zauważył John Channing Briggs, z bliżej nieznanych
powodów utarło się wśród badaczy zajmujących się Franci­
sem Baconem i jego pismami przyjmować jako niewzruszo­
ną prawdę to, iż Bacon zarysował ostrą linię podziału mię­
dzy kwestiami wiary a kwestiami nauki i że jego program
zreformowania wiedzy dotyczył wyłącznie tych ostatnich. Jest
zrozumiałe, że taki punkt widzenia stanowi przeszkodę dla
tych, którzy dostrzegli, jak się wydaje oczywiste, apokalip­
tyczne czy millenarystyczne wątki w pismach Bacona z filo­
zofii naturalnej. Jednakże, jak zasugerował Briggs, to wspól­
ne wielu badaczom przekonanie wymaga gruntownego prze­
myślenia. Tak zdecydowanemu rozróżnieniu między wiarą
a nauką sprzeciwia się Baconowska praktyka omawiania kwe­
stii naukowych pełnym wzniosłości językiem religii, jak rów­
nież jego zwyczaj, by na poparcie swojego projektu zrefor­
mowania wiedzy dostarczać d o w o d ó w w postaci tekstów
z Biblii. Przekonanie, iż u Bacona mamy do czynienia z o d ­
3

4

dzieleniem nauki o d religii, staje się tym trudniejsze d o wyja­
śnienia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że krąg ludzi pióra, wśród
których żył Bacon, składał się głównie z duchownych i teolo­
gów i że to ich porady i wsparcia szukał, kiedy pisał i publi­
kował swoje książki z filozofii naturalnej.
Kwestia ta stanie się dla nas nieco jaśniejsza, jeśli zgo­
dzimy się, że badacze postoświeceniowi, którzy zakreślili pole
badań nad filozofią Bacona, czytali jego dzieła wyposażeni
w pochodzącą od Immanuela Kanta hermeneutyczną zasa­
dę podziału na sferę noumenalną i fenomenalną, która leży
u podstaw nowożytnego poglądu o zasadniczej niewspółmierności nauki i wiary. Lektura pism Bacona z perspektywy
postoświeceniowej ukazuje wiele miejsc, w których wydaje
się, iż autor dokonuje takiego kantowskiego rozróżnienia.
Choć anachroniczna, interpretacja ta nie jest całkowicie nie­
uzasadniona, gdyż Kant sam otwarcie przyznał się d o inte­
lektualnego długu wobec Bacona i jest prawdopodobne, że
Kantowski podział na kwestie, które mogą podlegać bada­
niu naukowemu, i kwestie, które takiemu badaniu nie podle­
gają, ukształtował się w niemałym stopniu pod wpływem wła­
śnie tych passusów dzieła Bacona.
5

6

7

Podział Kanta mógł mieć swoje źródło w p o d o b n y m roz­
różnieniu, które można odnaleźć w pismach Bacona, lecz
u tego ostatniego podział na religię i filozofię pojawia się jako
szczególne następstwo pewnej klasycznej chrześcijańskiej
idei, a mianowicie doktryny o podwójnym Boskim objawie­
niu: w księdze Natury (czyli „Księdze Stworzenia") i w księ­
dze Pisma. Co więcej, to właśnie ta rozpowszechniona chrze­
ścijańska idea d w ó c h „ksiąg Boga" nabiera szczególnego
charakteru u Bacona i dostarcza apokaliptycznego kontek­
stu dla jego reformy filozofii naturalnej. Bacon odszedł o d
powszechnie a k c e p t o w a n e g o chrześcijańskiego p o g l ą d u
przez dodanie do niego idei, iż zrządzeniem Boskiej Opatrz­
ności nadejdzie wiek apokaliptyczny, kiedy to Księga Stwo­
rzenia stanie się zrozumiała dla tych, którzy z pobożnością
poświęcą się jej studiowaniu, a ludzkie cierpienie będzie
odtąd stopniowo łagodnieć aż rajskie panowanie nad przy­
rodą zostanie odzyskane. Przed rokiem 1621 było dlań bo­
wiem jasne, że świat zupełnie niedawno przestąpił próg ta­
kiej właśnie apokaliptycznej epoki.
8

Bacon zaczerpnął tę myśl głównie z lektury Księgi Danie­
la 12, 4, gdzie powiada się: multi pertransibunt et augebiłur
scientia w Wulgacie lub jak on to przełożył na angielski: „many
shall pass to and fro, and science shall be increased" [wielu
będzie przebiegać i nastanie obfitość prawdziwej wiedzy] .
Jest to ów znany cytat z Pisma św. znajdujący się na okład­
ce Instauratio Magna wydanej w 1620 r., lecz można g o o d ­
naleźć w wielu miejscach dzieł Bacona jako teologiczne
wsparcie jego programu reformy filozofii naturalnej. Najwyrazistszy wyraz rozumienia tego fragmentu przez Bacona
znajduje się we wczesnej, nieopublikowanej za jego życia
pracy, Valerius Terminus.
9

Jest to rzecz, co do której nie umiem powiedzieć, czy
potrafię ją wyrazić równie jasno, jak głęboko ją rozumiem,
mianowicie, skoro cała wiedza okazuje się rośliną zasa­
dzoną przez Boga, tak też wzrastanie lub rozkwit lub też
przynajmniej przetrwanie i owocowanie tejże rośliny wolą
opatrzności Bożej - nie tylko wolą opatrzności powszech-

Numer 10/2005

�nej, lecz w specjalnym proroctwie - zostało wyznaczone
na okres jesieni tego świata. Gdyż według mojego rozu­
mienia, nie zadając gwałtu literze Pisma, teraz, po owym
wydarzeniu, można bezpiecznie wyłożyć to miejsce u Da­
niela - gdzie mówiąc o czasie końca, powiada się: „wielu
będzie przebiegać i nastanie obfitość prawdziwej wiedzy"
- w ten sposób, iż otwarcie się świata przez rozwój żeglu­
gi i handlu oraz dalsze odkrycie wiedzy [further discovery
of knowledge] miały nastąpić w jednym czasie czy wie­
ku.
10

W późniejszych dziełach Bacon wykłada to miejsce może
mniej wyraziście, lecz nigdzie nie zdarza mu się sugerować,
iż kiedykolwiek znacząco zmienił swoje rozumienie apoka­
liptycznych implikacji tam zawartych. Co więcej, kiedy w póź­
niejszym okresie omawia ten werset Pisma w Novum Orga­
num, opublikowanym w 1620 r., jest mniej ostrożny w swej
interpretacji.
Początek jest u Boga: gdyż sprawa, która jest w naszym
ręku, mając tak mocno odciśnięty na sobie charakter do­
bra, pochodzi w oczywisty sposób od Boga, który jest
twórcą dobra i Ojcem Światłości. W boskich działaniach
nawet najdrobniejszy z początków prowadzi z koniecz­
ności do swego celu. I tak jak było to powiedziane o rze­
czach duchowych: "Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie« , tak też jest we wszystkich większych dziełach
Bożej Opatrzności; wszystko przebiega łagodnie i bez ha­
łasu i dzieło z powodzeniem posuwa się naprzód, zanim
ludzie uprzytomnia sobie, że już się zaczęło. Nie powinna
być zapomniana przepowiednia Daniela, odnosząca się do
11

ostatnich wieków świata... »Wielu będzie przebiegać
i nastanie obfitość prawdziwej wiedzy«, jasno sugerują­
ca, że całkowite poznanie świata (które obecnie dzięki
tak wielu odległym wyprawom zdaje się być zakończone
lub bliskie zakończenia) i rozwój nauki, z wyroku prze­
znaczenia, to znaczy Boskiej Opatrzności, mają spotkać
się w tym samym okresie.
12

Warto zaznaczyć, że interpretacja tego wersetu z Księgi
Daniela staje się bardziej zdecydowana po dojściu Bacona
do władzy. Bezpośrednio przed jego upadkiem przekonanie
Bacona, iż żyje w epoce apokalipsy, było najsilniejsze lub,
mówiąc inaczej, był on tak pewny swej interpretacji wersetu
z Daniela, że chciał go opublikować bez złagodzenia [quali­
fication]. Wiedział, że żyje w owej epoce rozkwitu wiedzy.
Uważał, iż nie jest to tylko jego osobisty pogląd, lecz można
tego dowieść empirycznie takimi osiągnięciami, jak odkry­
cie Ameryki i powstawanie niezliczonych szlaków handlo­
wych. „Postęp wiedzy" miał także jeszcze nadejść, i to dzię­
ki samemu Baconowi i publikacji książki, w której przedsta­
wił teorię p o s t ę p u . Ręka Opatrzności nie m o g ł a działać
z większą wyrazistością.
13

Istotą „dalszego odkrycia wiedzy", o którym wspomina
Bacon, ma być nauczenie się właściwego odczytywania
Boskiego Objawienia zawartego w Księdze Natury. Dla Ba­
cona ta umiejętność była cechą charakterystyczną epoki
apokaliptycznej. Tak pisze Bacon do nowego króla, Jakuba,
w swym Postępie nauki z 1605 r.:
Gdyż tak powiedział nasz Zbawiciel, »Błądzicie, nie zna­
jąc Pisma ani potęgi Boga«, kładąc przed nami dwie księ­
gi czy też tomy, abyśmy je zgłębiali, jeśli chcemy być
wolni od błędu; pierwszą z nich jest Pismo objawiające
wolę Boga, drugą są stworzenia wyrażające Jego potę­
gę. Owa druga księga zaś jest kluczem do pierwszej;
nie tylko otwiera ona nasz umysł, abyśmy mogli zrozu­
mieć prawdziwy sens Pisma, dzięki znajomości ogólnych
pojęć rozumu i zasad mowy [speech], lecz przede
wszystkim pogłębia naszą wiarę, skłaniając nas ku skupionemu.rozważaniu wszechmocy Bożej, widocznej i od­
ciśniętej głównie w jego dziełach.
14

Ta właśnie szczególna teoria dwóch ksiąg przewija się
przez wszystkie pisma Bacona. Pierwsza księga (pierwsza
w porządku ważności, nie w porządku chronologicznym),
Pismo, objawiła wolę Boga, podczas gdy druga księga, Stwo­
rzenie, objawiła Jego potęgę tym, którzy znali Jego ścieżki
i potrafili je poprawnie odczytać. Obie księgi spełniają u Ba­
cona funkcję jednego wewnętrznie zharmonizowanego sys­
temu teologicznego. Zauważając w powyższym fragmencie,
iż księga Stworzenia pomaga i pozwala odnaleźć właściwy
sposób rozumienia Pisma, musimy jednocześnie zauważyć,
że Pismo, jako przechowalnia woli Boga, zarówno wyzna­
cza granice, jak i zaleca właściwą motywację dla badania
Stworzenia:

Nil

m
&lt; ;•' 1
1
0

pil

Dlatego też rozumiemy, że wiedza zalicza się do tych rze­
czy, które należy przyjąć z uwagą i godnie; skoro jest ona
niczym tryskające źródło, którego ujście i kierunek nurtu
niełatwo dostrzec, uznałem za dobre i konieczne w pierw­
szej kolejności stworzyć mocne i zdrowe koryto czy brzeg,
by panować nad nurtem wód i kierować nim; przyjąłem
bowiem takie stanowisko czy uznałem za nadrzędną zasa­
dę, że mianowicie Cała wiedza powinna być ograniczona
przez religię i mieć związek z użytkiem i działaniem^ .

0 . \ T &lt; :• »
L • r, l.whf

5

Okładka wydania Instauratio Magna z 1620 r.

W innych miejscach Bacon często wyjaśnia, że grzech
pierworodny człowieka, który sprowadził Upadek, był niczym

PISMO ANTROPOLOGICZKE

�Steven Matthews
innym, jak tylko odrzuceniem normatywnej roli przysługują­
cej objawionej woli Bożej (po Upadku zapisanej w Piśmie).
Aby właściwie odczytać księgę Stworzenia, granice rozumu
wyznaczone przez Pismo muszą być ściśle ustalone. W ten
sposób teologia ma charakter normatywny dla filozofii natu­
ralnej, a filozofia naturalna potrzebna jest, aby istniała światła
teologia. Najważniejsze jednak dla Bacona jest to, aby nie
mieszać z sobą znaczeń, jakie płyną z obu tych ksiąg, gdyż
właściwe granice nauki i motywy jej uprawiania zostaną wów­
czas zatarte, może także nie przynieść ona dobroczynnych
skutków, jakich się po niej spodziewamy. Gdy szuka się zro­
zumienia potęgi Boga w Piśmie, rezultatem tego jest zmie­
szanie, gdyż Bóg nie wyjaśnia w Piśmie ustalonych przez sie­
bie praw fizycznych, chociaż mogą je odczytać ci, którzy są
w tym biegli - w Księdze Natury. Z drugiej strony ci, którzy
usiłowali zrozumieć istotę Boga i Jego wolę, a także ścieżki
zbawienia, dzięki studiowaniu przyrody, także znajdowali złe
odpowiedzi, ponieważ Bóg odkrywa je tylko w Piśmie, na tyle,
na ile one w ogóle mogą być odkryte. I tak w aforyzmie 65.
Novum Organum Bacon jasno wyraża się o niebezpieczeń­
stwie pomylenia dwóch ksiąg, przed czym ostrzegał już 15 lat
wcześniej w Postępie nauki. Ostrzega z jednej strony przed
tymi, którzy skłonni są dostrzegać jednoznaczne wyjaśnienia
kosmologiczne w księgach Rodzaju i Hioba, z drugiej strony
przed tymi, którzy chcieliby zbudować system religijny, bazu­
jąc na świecie natury - szczególnie taki, jaki kiedyś stworzył
Pitagoras. Oba podejścia są naruszeniem granic teologii, skła­
dającymi się na to, co Bacon nazywa „apoteozą błędu".
16

17

Tak silny nacisk, jaki Bacon kładzie na to, by nie mylić prze­
kazu obu ksiąg, jest następstwem jego szczególnej interpre­
tacji przypowieści o Upadku człowieka z Księgi Rodzaju. Upa­
dek człowieka, według Bacona, był dwojakiej natury: „Gdyż
człowiek, upadając, utracił jednocześnie stan niewinności
i swoją władzę nad stworzeniem". Podwójna natura Upadku
wymaga, zdaniem Bacona, podwójnego rozwiązania: skoro
upadek człowieka był dwojaki - utrata „niewinności" i „władzy
nad stworzeniem" - to również sposób odkupienia jest dwo­
jaki. Dlatego odzyskanie rajskiej doskonałości przebiega we­
dług dwóch oddzielnych, choć przeplatających się dróg, któ­
re zmierzają ku dwojakiemu rozwiązaniu, duchowemu odro­
dzeniu [recovery] dzięki działaniu Boskiego Wcielenia i mate­
rialnemu odrodzeniu, jeszcze w tym życiu, poprzez wspólny
wysiłek Boga i człowieka w dziele Ustanowienia.
18

Bezpośrednim następstwem podwójnego upadku są prze­
kleństwa i obietnice. Adam i Ewa byli jednakowo ukarani bó­
lem i śmiercią, jako ich życiowym przeznaczeniem, lecz oboje
otrzymali również obietnice ostatecznego wybawienia. Kobieta
dostała obietnicę pośrednio, przez węża. Obietnicę tę chrze­
ścijańscy duchowni traktowali przez wieki jako proroctwo na­
dejścia Chrystusa (stąd nazwa protoewangelia): „Wprowadzam
nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo
twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz
mu piętę". Lecz także mężczyzna otrzymał obietnicę dotyczącą
przyszłego Ustanowienia, i tutaj Bacon zreinterpretował prze­
kleństwo jako błogosławieństwo, kiedy słowa Księgi Rodzaju
3, 19: „w pocie czoła będziesz jadł chleb", wyłożył jako zapo­
wiedź apokaliptycznego czasu z Daniela 12, 4. Chleb oczywi­
ście w pojęciu większości chrześcijańskich teologów tej epoki
oznaczał „wszystko, co konieczne do życia". I Bacon rozumiał
go w ten sposób. Lecz dokonał tutaj rzeczy szczególnej, cze­
goś znacznie istotniejszego niż tylko zamiana przekleństwa na
obietnicę: „pot czoła" zinterpretował nie jako wysiłek fizyczny,
lecz duchowy wysiłek obserwacji, eksperymentu, działalności
naukowej. Jak wyjaśnił w Valeriusie Terminusie:
19

[...] ponieważ posłuszeństwo stworzenia zmieniło się
w opór, owa władza nie może być używana i sprawowana
inaczej niż przez wysiłek, zarówno w wymyślaniu, jak

4

Francis Bacon
i wykonaniu; chodzi jednak przede wszystkim o pracę
i podróże, które określa się jako »pot z czoła« bardziej niż
pot ciała; taka podróż, której towarzyszy praca i duchowe
rozważanie umysłu .
20

Spełnienie obietnicy udzielonej kobiecie nadchodzi w peł­
ni czasu, kiedy sam Bóg staje się człowiekiem, w osobie
Jezusa Chrystusa, który przywraca utracony duchowy zwią­
zek z Rajem poprzez swoje życie, nauczanie, śmierć i zmar­
twychwstanie. Tak przedstawia się d u c h o w e rozwiązanie
duchowego problemu. Spełnienie obietnicy danej mężczyź­
nie następuje później w wydarzeniu Ustanowienia, kiedy Bóg
„odnowi oblicze ziemi", jak Bacon rozumiał Psalm 104, 30.
Warto odnotować, że Bacon uważał, iż owa epoka mate­
rialnego odnowienia nadejdzie dopiero po odnowieniu praw­
dziwej religii. „Prawdziwa religia" obejmowała znacznie wię­
cej niż tylko Wcielenie, przywracające właściwy związek mię­
dzy Bogiem a wierzącymi. Aby ostatecznie osiągnąć czystą
i prawdziwą religię, pełny sens wcielenia musiałby zostać
odsłonięty przez stopniowy proces dochodzenia do popraw­
nej lektury Pisma. Temu zadaniu, powiada Bacon w Novum
Organum, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa poświęci­
ły sie najlepsze umysły epoki, gdyż nie ma ważniejszej pra­
cy niż uważne czytanie tekstu, który mówi o z b a w i e n i u .
W ten sposób Biblia znów zyskuje pierwszeństwo nad księ­
gą natury, tak samo jak to, co duchowe, przewyższa rangą
to, co materialne. Zatem projekt czytania księgi natury ze
zrozumiałych względów został odłożony na półkę, do chwili
aż zostaną rozwiązane kwestie większej w a g i . Jednakże
w epoce scholastycznej interpretacja Pisma przez pewien
czas była wykolejona, co więcej scholastycy powtórzyli grec­
ko-rzymski błąd polegający na pomieszaniu przekazów obu
ksiąg. Wiek, w którym nastanie prawdziwa Religia, to wiek
Reformacji, zwłaszcza Reformacji w Anglii.
21

22

23

W Postępie nauki Bacon pisze:
I oto widzimy na własne oczy, że w epoce naszej i na­
szych ojców, kiedy spodobało się Bogu wezwać Kościół
rzymski, aby wyjaśnił zwyrodniałe zwyczaje i obrzędy,
i rozmaite wstrętne doktryny, utworzone, by podtrzymywać
owe nadużycia, że wtedy też Boska Opatrzność zarządziła
jednocześnie, że za wyjaśnieniem tym powinno iść odno­
wienie i ponowny rozkwit wszystkich innych nauk .
24

Marcin Luter rozpoczął proces, który umożliwi właściwą
lekturę Biblii, uwalniając ją od scholastyki i przywracając jej
należny autorytet tekstu d u c h o w e g o oraz dzięki właściwej
interpretacji położy kres zwyczajowi mieszania obu ksiąg.
Następny etap pracy należał do Francisa Bacona.

Numer 10/2005

�NAUKOWA APOKALIPSA FRANCISA BACONA
Możemy zauważyć interesujący system odpowiedniości
między Wcieleniem i Ustanowieniem: i jedno, i drugie miało
właściwy sobie upadek i każde miało swoją obietnicę. Jak
Wcielenie było rozwiązaniem duchowego upadku, tak Usta­
nowienie było rozwiązaniem upadku materialnego. Każde
z nich miało swoją księgę; księgi te, gdy spełni się czas, będą
odczytane właściwie, a skutkiem tego będzie właściwe zrozu­
mienie woli i potęgi Boga. Trzeba wreszcie wspomnieć o kul­
minacji obu: ostatecznym rezultatem Wcielenia będzie ponow­
ne połączenie się z Bogiem w „Królestwie Bożym" Nowego
Nieba i Nowej Ziemi po tym, jak stare Niebo i Ziemia przemi­
ną. Kulminacją Ustanowienia będzie nastanie „Królestwa Czło­
wieka", gdy w pełni zostanie mu przywrócone panowanie nad
przyrodą, a ludzkie cierpienie, inne niż codzienny znój samej
pracy, zostanie przezwyciężone. Otworzy to drogę, na końcu
wszystkich rzeczy, do Nowego Nieba i Nowej Ziemi. Valerius
Terminus pozwala nam dostrzec raz jeszcze, iż Bacon, kiedy
był najbardziej szczery, uważał, że materialne odrodzenie
będzie oznaczać całkowite panowanie nad wszechświatem.
Gdyż Bóg obdarzył tym potencjałem umysł człowieka, a czło­
wiek, dzięki pracy, może go zrealizować:
Niech żaden człowiek nie przypuszcza, że może ograni­
czać dowolność darów, udzielonych nam przez Boga,
który jak jest powiedziane, »złożył świat w ludzkim sercu«. Zatem wszystko, co jest nie Bogiem, lecz cząstką
świata, On tak ukształtował, aby było dostępne zdolności
pojmowania rozumu człowieka, jeśii tylko on otworzy
i rozszerzy siły swego rozumu, tak dalece jak potrafi.
25

Nawet jeśli panowanie nad przyrodą nie dojdzie do skut­
ku za jego życia, gdyż w roku 1620, w czcigodnym wieku 59
lat, mógł on widzieć kres swoich dni, wciąż pozostawałoby
to kwestią zaledwie kilku lat zanim zostanie osiągnięte, i za­
cznie się epoka owego złotego wieku.
Z powyższego cytatu z Valeriusa Terminusa wynika, iż Księ­
ga Natury, poprawnie czytana i kierowana przez właściwą re­
ligię, doprowadzi do całkowitego odzyskania władzy nad przy­
rodą, która była udziałem człowieka w Edenie. Jednakże w
niektórych fragmentach późniejszych i mniej szczerych dzieł
Bacona, zwłaszcza w zakończeniu drugiej księgi Novum Or­
ganum, wydaje się, iż rajskie panowanie, podobnie jak du­
chowa niewinność, w tym grzesznym życiu mogą być odzy­
skane jedynie „częściowo" czy „do pewnego stopnia" . O ile
te ostrożne sformułowania można przypisać dobrze znane­
mu politycznemu rozsądkowi Bacona, po tym jak zapropono­
wał bez wątpienia radykalne nowe odczytanie tekstu Pisma,
znacznie prostsza interpretacja tego passusu wyłania się, je­
śli przyjrzymy się kolejnemu fragmentowi Valeriusa Terminu­
sa, który już częściowo przytaczaliśmy w innym miejscu, przy
okazji omawiania potępienia z Księgi Rodzaju:

danym człowiekowi, a własna metoda Bacona jest zatem klu­
czem do „rozszerzenia mocy i władzy ludzkiego rodu nad
wszechświatem" . Kiedy nastanie koniec ziemskiego wieku
panowania człowieka nad przyrodą, nawet dobre dzieła ludz­
kości będą próżne, a Nowe Niebo i Nowa Ziemia staną się rze­
czywistością, w której wiedza człowieka o Bogu nie będzie ogra­
niczona Pismem i panowanie człowieka nad Nową Ziemią jak
niegdyś nie będzie wymagać znoju pracy. Na razie zbliżał się
okres ludzkiej pracy, a Bacon ustalał metodologiczny początek
dla tego zarządzonego przez Boga przedsięwzięcia.
28

29

Taki był optymistyczny stan Baconowskiego rozumienia
roli opatrzności w historii w 1620 r. Wtedy, z zamieszania źle
kierowanej sesji parlamentarnej, w czasie której oponenci
Bacona zaatakowali go wspólnymi siłami, wyłonił się jako
człowiek rozczarowany. Coś nie poszło tak jak trzeba. Lecz
które ze swych poglądów uznał wtedy za iluzoryczne? Ba­
con optymistycznie wybrał ścieżkę najmniejszego epistemologicznego oporu. Słowo Boże było ponad wszelkim zarzu­
tem, tak jak sam Bóg, w ten sposób nadal obowiązywała
wyraźna przepowiednia apokaliptycznego, technologiczne­
go wieku. Nie uważał też Bacon za uzasadnione poddawać
w wątpliwość własnej metody lub swojej własnej tożsamości
jako wybranego przez Boga narzędzia prowadzącego innych
ku właściwemu odczytywaniu Księgi Natury. Nie, jeśli w czymś
się pomylił, to pomylił się najbardziej co do ludzi swojego
pokolenia. Choć nie zmieniło się wiele, poza jego własnym
osobistym losem, Bacon zaczął patrzeć na swoją epokę jako
na wciąż pogrążoną w ciemności, epokę, której daleko jesz­
cze do jutrzenki. Ton Prekursora zastąpiony został w jego
późniejszych filozoficznych pismach przez ton starotestamentowego proroka. Po roku 1621 Bacon zarzuca swojej epoce,
iż powtarza grzech pierworodny, odmawiając przyjęcia praw­
dziwej wiedzy, a pożądając władzy i fałszywej wiedzy. W jed­
nym z najobszerniejszych teologicznych fragmentów z okresu
po 1621 Bacon rozwodzi się nad trwającym wciąż błędem
swej epoki:
I ostatnio przez zarządzenie niektórych uczonych (gdyż
taki jest teraz porządek) i wybitnych mężów (wcześniej­
sza rozmaitość i dowolność stały się, jak sądzę, nużące),
uprawianie nauki jest zarezerwowane dla pewnych, wy­
branych uprzednio autorów, i w ten sposób nakłada się
ograniczenia na starych i wpaja je młodym... i autorytet
brany jest za prawdę, a nie prawda za autorytet. Który to
rodzaj instytucji i dyscypliny świetnie się nadaje do obec­
nego użytku, lecz zamyka wszelkie widoki na poprawę
sytuacji. Gdyż powielamy grzech naszych pierwszych ro­
dziców, i cierpimy z tego powodu. Tamci chcieli być jak
Bóg, lecz ich potomkowie chcą być jeszcze czymś wię­
cej. Gdyż my tworzymy światy, kierujemy i panujemy nad
przyrodą, my sprawimy, że wszystkie rzeczy będą takie,
jakie powinny być, jak sądzimy w naszym szaleństwie,
a nie takie, jakie wydają się najodpowiedniejsze dla Bo­
skiej mądrości, lub takie, jakie są naprawdę; i nie wiem,
czy bardziej zniekształcamy fakty przyrody, czy nasz
umysł, lecz bez wątpienia odciskamy piętno naszego wi­
zerunku na stworzeniach i dziełach Boga, zamiast uważ­
nie badać je i rozpoznawać w nich piętno samego Stwór­
cy. Dlatego to po raz drugi utraciliśmy panowanie nad
stworzeniami, nie bez naszej zasługi; i podczas gdy po
Upadku pozostała człowiekowi pewna władza nad opo­
rem stworzeń... jednak i tę władzę, przez naszą zuchwa­
łość i pragnienie bycia jako Bóg i podążania za rozkazami
naszego własnego rozumu, w znacznej mierze tracimy.

26

Prawdą jest, że w dwóch punktach potępienie jest osta­
teczne i nieodwołalne; po pierwsze, w tym, iż marność
musi być zwieńczeniem wszystkich ludzkich osiągnięć, a
wieczność zostanie odzyskana, choć zmiany i czasy mogą
się opóźnić; po drugie, w tym, że ponieważ posłuszeń­
stwo stworzenia zmieniło się w opór, owa władza nie może
być używana i sprawowana inaczej niż przez wysiłek, za­
równo w wymyślaniu, jak i wykonaniu .
27

Praca w „pocie czoła" skończy się odzyskaniem pełnego
rajskiego panowania, lecz z tą istotną różnicą, iż panowania
tego nie można będzie osiągnąć, po tej stronie nieba, bez nie­
ustannej pracy. W ten sposób określenie Bacona z drugiej księgi
Novum Organum jest w zgodzie z końcowymi ideami pierwszej
księgi tegoż dzieła, w której Bacon powiada, iż rajskie panowa­
nie pozostaje, nawet w upadłym świecie, „boskim dziedzictwem"

30

Baconowska wizja jutrzenki złotego wieku, która była jego
nadzieją na czas obecny, stała się nadzieją przyszłych po­
koleń. Dlatego też, choć Bacon był w dobrych osobistych,

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Steven Matthews
choć nie politycznych, relacjach z królem Jakubem, zadedy­
kował Historia Naturalis et Experimentalis, w której znajduje
się powyższy fragment, przyszłemu królowi, wtedy księciu
Karolowi: „Pierwsze owoce mojej Historii naturalnej pokor­
nie składam Waszej Wysokości, rzecz jak ziarno gorczycy,
bardzo małą w istocie, ale będąca przyrzeczeniem tych rze­
czy, które dzięki łasce Boga nadejdą później" .
Podczas g d y przyrzeczenie odnosi się pierwotnie d o
obietnicy, którą przede wszystkim składa sam Bacon, list de­
dykacyjny powiada też o innych, którzy „będą pobudzeni
moim przykładem d o p o d o b n e g o zatrudnienia; zwłaszcza
gdy w pełni zrozumieją, d o czego zmierzamy" . Odnotujmy
na marginesie metaforę zasiania ziarna, a szczególne ziarna
gorczycy. Język żniw z Valeriusa Terminusa ustąpił w znacz­
nym stopniu metaforze posiania czegoś, co, jak powiedział
Jezus o samym Królestwie Boga, będzie wzrastać, aby stać
się wielkie i płodne, ale nie w obecnym pokoleniu. W obli­
czu rozczarowania nadzieja została przeniesiona przez Ba­
cona z teraźniejszości na nieokreślony przyszły wiek. Prze­
szłość, która była tak naznaczona błędami, teraz obejmo­
wała epokę współczesną Baconowi; gdyż on narodził się,
by „zdać sprawę" z tego, iż jego pokolenie zdominowane
jest przez te same powracające błędy.
31

32

33

Za kulturowy frazes utarło się w rozwiniętych krajach Zacho­
du uznawać twierdzenie, zgodnie z którym to, co nazywa się
„postępem nauki", jest nieuniknione, nawet jeśli po drodze
napotyka się przeszkody lub dochodzi d o technologicznych
katastrof. Jest tak mimo tego, iż „postępu" jako wartościują­
cego określenia pozytywnej zmiany nie d a się dowieść i mimo
tego, że jest on z istoty swej „nienaukowy". Kiedy zbiorni­
kowce z ropą rozlewają swoja zawartość lub kiedy rozpo­
wszechnia się broń, kiedy uświadamiamy sobie, że choroby
są odporne na nasze szczepionki lub kiedy stoimy wobec
konieczności użycia alternatywnych źródeł energii, bez wa­
hania zwracamy się d o nauki i zaawansowanych rozwiązań
przyszłości, g d z i e , jak wierzymy, m u s z ą z n a j d o w a ć się
wszystkie rozwiązania. Nie przestajemy w to wierzyć, gdyż
„postęp naukowy" i „rozwój techniczny" przejęły status epistemologicznego i moralnego autorytetu w krajach Zacho­
du, nawet jeśli oddzielone są o d kontekstu Biblii i proroctw,
które w pierwszym rzędzie stanowiły ich uzasadnienie dla
Bacona i innych umysłów wczesnej nowożytności. Zacho­
wujemy wiarę Bacona w postęp, lecz zachowujemy także
jego wiarę, że rozwój nauki jest efektem pracy. Dlatego sło­
wa zwykłej telewizyjnej reklamy na niekomercyjnym publicz­
nym kanale namawiają nas d o tego by:
Wyobrazić sobie świat, w którym żadne dziecko nie że­
brze o jedzenie. Być może niektórzy będą patrzeć na to
jak na sen, inni będą patrzeć długo i uważnie i zabiorą się
do pracy. ADM - natura tego, co ma nadejść.
Istotę naszych millenarystycznych przekonań wyraża rów­
nież wstęp d o najnowszych odcinków popularnego serialu
Star Trek, „Enterprise". Kiedy obrazy postępu naukowego
migają przed naszymi oczami, przedstawiając wizualny marsz
od epoki naukowej rewolucji d o wygenerowanej kompute­
rowo utopijnej przyszłości podróży kosmicznych i naukowych
podbojów, słowa piosenki-tematu powtarzają epistemologiczny punkt zwrotny, dzięki któremu taka przyszłość stanie się
możliwa: „Trzeba mieć wiarę, wiarę w sercu".
Przełożył Robert Mitoraj
1

Znaczek pocztowy z Nowej Fundlandii
Dzisiaj znaczenie Bacona w etyce kultury naukowej po­
lega nie na tym, iż dokonał rozdziału kwestii nauki o d kwestii
wiary, który to podział należy przypisać bardziej zasadnie
Immanuelowi Kantowi (choć nie całkowicie jemu), lecz w za­
szczepieniu dążeniom n a u k o w y m d u c h a pozwalającego
wytrwać w eschatologicznej nadziei oraz mechanizmu prze­
zwyciężania teraźniejszych rozczarowań, kiedy te w końcu
n a d c h o d z ą , przez przeniesienie nadziei na odleglejszą
w czasie i wspanialszą technologiczną utopię. Omówienie
procesu, dzięki któremu filozofia Bacona stała się częścią
głównego prądu myśli oświecenia i nowożytnej nauki z oczy­
wistych względów wykracza poza ramy tego eseju; lecz, jak
już zauważyliśmy w odniesieniu d o Kanta, wpływ Bacona
wzrósł znacznie na przestrzeni osiemnastego i dziewiętna­
stego wieku, tak jak to s a m przewidział. Jednakże w t y m
samym czasie B ó g , za sprawą La Place'a i jego uczniów,
został odsunięty z k o s m o s u jako nieprzydatna hipoteza,
a autorytet pierwszego pisma został podważony, podczas
gdy drugie pismo (Natura), rozwijało się coraz bardziej jako
samowystarczalna przestrzeń prawdy, co później stało się
znamieniem naukowego punktu widzenia nowożytnej kultu­
ry zachodniej. Jednakże sama praktyka naukowego przed­
sięwzięcia pozostaje związana z ze strukturą wiary Bacona.

Choć definicje apokaliptycyzmu i millenaryzmu w dziedzinie histo­
rii początków nowożytności wciąż są płynne, w tym eseju będę trzymał
się terminologii Paula Christiansona, z tej prostej przyczyny, iż dostar­
cza nam ona dwóch poręcznych pojęć odnoszących się odpowiednio
do wczesnych przekonań Bacona (apokaliptycyzm) i jego przemiany
po odsunięciu od władzy (millenaryzm). I tak powiada Christianson:
„W jego pracy »apokaliptyczny« to termin ogólny, odnoszący się do apo­
kaliptycznych źródeł, w przypadku Bacona do Księgi Daniela, a "mille­
narystyczny" to termin o węższym znaczeniu, oznaczający ustanowie­
nie przyszłej, zbiorowej, rychłej przemiany życia na ziemi za pośrednic­
twem nadprzyrodzonej siły" {Reformers and Babylon, University of To­
ronto Press, 1978). W późniejszej myśli Bacona nacisk powinien być
położony na aspekt „przyszłości". Rzecz jasna przyjęliśmy tę terminolo­
gię tylko ze względu na jej użyteczność, gdyż Baconowska interpretacja
Pisma św. i czasu w Biblii była niespójna i nie może być bez nadużycia
dopasowana do szerszych kategorii.
2

Katharine Firth, określająca Bacona jako „ostrożnego i umiarko­
wanego" w odniesieniu do apokaliptycznych tendencji, idzie dalej niż
większość autorów, lecz stara się nie przypisywać poglądów apokalip­
tycznych późniejszych baconistów samemu Baconowi (The Apocaliptic
Tradition in Reformation Britain: 1530-1645, Oxford University Press, 1979,
s. 204-206). Z pracy tej wyłania się obraz Bacona jako myśliciela, dla które­
go kwestia apokalipsy leży daleko poza zasięgiem głównych zaintereso­
wań. Warto zauważyć, że Bacon funkcjonuje jako głos chłodnego rozumu
w skądinąd gruntownej rozprawie Alexandry Walsham na temat idei Opatrz­
ności we wczesnonowożytnej Anglii (Providence in Early Modern England,
Oxford [Anglia], New York, Oxford University Press, 1999).

Numer 10/2005

�NAUKOWA A P O K A L I P S A F R A N C I S A B A C O N A
3

Jedynym badaczem, który jednoznacznie umieszcza metodę Ba­
cona w szerszym kontekście millenaryzmu ówczesnej epoki jest Char­
les Whitney {Francis Bacon and Modernity, New Haven, Yale University
Press, 1986, s. 40 i nast.). Nie jest to głównym tematem pracy Whitneya,
a millenaryzm Bacona jest raczej zarysowany niż poddany badaniu.
W swoich znakomitych podręcznikach (czy popularnych omówieniach)
Anthony Grafton i John Hedley Brooke przyjrzeli się uważnie bezsprzecz­
nie apokaliptycznym podstawom nauki Bacona, lecz jako podręczni­
kom brak im krytycznego rygoru (Zob. A. Grafton, New Worlds, Ancient
Texts, Harvard University Press, 1992, i J. H. Brooke, Religion and Scien­
ce, Cambridge University Press, 1991).
4

J.C. Briggs, Bacon's Science and Religion, [w:] The Cambridge
Companion to Bacon, red. M. Peltonen, Cambridge University Press 1996,
s. 172-199.
5

Weź pod uwagę biskupa Lancelota Andrewesa, (ojca) Tobie Matthewa, George'a Herberta, kapelana Bacona, Williama Rawleya, który był
sekretarzem pism filozoficznych, a nawet Johna Seldana, który słynął
z doskonałej znajomości początków chrześcijaństwa. Osoby te można
uważać za należące do głównych postaci literackiego kręgu Bacona, lecz
nawet jeśli rozszerzyć tę listę, teologiczny i klerykalny charakter tego koła
nie ulegnie zmianie. Por. z listą G. Waltera Steevesa w: Francis Bacon: His
Life, Works, and Literary Friends (London, Methuen &amp; Co. Ltd., 1910).

Bacona, by swą naukę ugruntować teologicznie, po tym jak (rzekomo)
zrozumiał, że jest to zamiar nie do zrealizowania (Zob. B. Milner, Francis
Bacon: The Theological Foundations of„Valerius Terminus", [w:] „Journal
of the History of Ideas", 58.2 (1997), s. 245-264).
14

Podkreślenie moje. Valerius Terminus w tym miejscu formułuje
zwięzłą zasadę, która zostanie szczegółowo rozwinięta w Postępie na­
uki (zob. odpowiednio WFB, t. 3, s. 218 oraz WFB, t. 3, s. 265-268).
16

Zob. wczesny przykład jego interpretacji Upadku w Valeriusie Terminusie (WFB, t. 2, s. 217-218), późniejszy przykład znajdujący się w przed­
mowie do Instauratio Magna (WFB, t.1) i ostatni przykład z przedmowy Ba­
cona do Natural and Experimental History z 1623 r. (WFB, t. 5, s. 131-133).
17

Zob. aforyzm 65. (WFB, t. 1, s. 175); w tym miejscu tekst łaciński
należy czytać z uwagą, by rozpoznać, iż zwrot potępienia z errores Apothe­
osis w centrum stosuje się zarówno do tego, co omawia się wcześniej (błąd
Pitagorasa), jak i do tego, co nastąpiło później (błąd tych chrześcijan, któ­
rzy szukali odpowiedzi o fizycznej naturze w księgach Biblii). Warto zwrócić
szczególną uwagę na starannie wypowiedziane paralelne struktury zwro­
tów zaczynających się od Huic w każdym z przypadków.
18

Wniosek drugiej księgi Novum Organum; przekład Speddinga,
WFB, t. 4, s. 247-48.
19

6

Najczęściej cytowanym miejscem potwierdzającym ideę zasadni­
czej rozłączności wiary i nauki jest aforyzm 65. z I ks. Novum Organum,
który Bacon rozpoczyna następująco: At corruptio philosophiae ex superstitione, &amp; theologia admixta, latius omnino patet, &amp; plurimum mali
infert, aut in philosophias integras, aut in earum partus. I konkluduje po­
zornie jasnym stwierdzeniem: Itaque salutare admodum est, si mente
sobria, fidei tantum dentur, quae fidei sunt. Użyty tutaj język, a szczegól­
nie idea przekładania wyłącznie w terminach wiary tego, co jest sprawą
wiary, zazębia się z nowożytnym podziałem na wiarę i naukę, i aforyzm
ten czytany z kilkoma innymi wybranymi aforyzmami (np. 62., 63.) zdaje
się sugerować, iż podział ten był dla Bacona nadrzędną zasadą (The
Works of Francis Bacon [dalej WFB], Londyn 1857-1874, t. 1, s. 175).
Jednakże taka interpretacja Bacona traci swoją spójność z powodów
wskazanych przez Briggsa, jeśli fragment ten umieścić w szerszym kon­
tekście pozostałych fragmentów Novum Organum, nie wspominając o
innych pismach Bacona.

20

8

Dominację tej doktryny i jej rozwój, począwszy od epoki patry­
stycznej, wiernie ukazał Peter Harrison w swojej książce The Bible, Pro­
testantism and the Rise of Natural Science (Cambridge University Press,
1998, zob. zwł. s. 1-63).
9

Polskie tłumaczenie wg Biblii Nowego Świata. W całości fragment
ten brzmi: „Ty zaś Danielu okryj te słowa tajemnicą i zapieczętuj księgę
aż do czasu końca. Wielu będzie przebiegać i nastanie obfitość praw­
dziwej wiedzy (w przekładzie Biblii Tysiąclecia: „Wielu będzie dociekało,
by pomnożyła się wiedza") (przyp. tłum.). Dla porównania tłumaczenia
Bacona zob. Valerius Terminus, WFB, t. 3, s. 221. W innych miejscach,
także na stronie tytułowej Instauratio Magna, Bacon zwykle cytuje prze­
kład Wulgaty dosłownie. Zob. Valerius Terminus, WFB, T. 3, s. 221, by
porównać z tłumaczeniem Bacona. W innych miejscach także na stro­
nie tytułowej Instauratio Magna, Bacon zwykle cytuje Wulgatę w orygi­
nale (przyp. aut.)
10

WFB, t. 3, s. 220-221.

11

Przekład polski wg Biblii Tysiąclecia; Łk 17, 12 (przyp. tłum.).

21

22

Zob. Novum Organum, ks. 1, Aforyzm 79.: ..At manifestum est,
postquam Christiana fides recepta fuisset et adolevisset, longe maximam
ingeniorum praestantissimorum partum ad Theologiam se contulisse;
atque huic rei et amplissima praema proposita, et omnis generis adjumenta copliosissime subministrata fuisse... (WFB, t. 1, s. 187).
23

Najdobitniejszy wyraz błędów, jakie popełnili scholastycy, można
odnaleźć w rozszerzonym wyjaśnieniu zawartym w Advancement of Le­
arning z 1605 r., ks. I. (WFB, t. 1, s. 282-83). Zob. również Novum orga­
num, ks. I, aforyzm 82., w którym scholastycy są potępieni za niewłaści­
we stosowanie logiki (WFB, t. 1, s. 189-90).

12

13

24

25

Stwierdzenie to może posłużyć także do złagodzenia opublikowa­
nych niedawno twierdzeń Beniamina Milnera, że pomiędzy Valeriusem
Terminusem a publikacją Wielkiego Ustanowienia osłabło pragnienie

WFB, t. 3, s. 300.
WFB, t. 3, s. 221.

26

Por. ex parte reparar! potest oraz ex parte w ostatnim paragrafie
drugiej księgi (WFB, t. 1, s. 365).
2 7

WFB, t. 3, s. 223.

28

Por. ostatni paragraf ks. 1, aforyzm 129.: Recuperet modo genus
humanum jus suum in naturam quod el ex dotatione divina competit, et
detur ei copia; usum vero recta ratio et religio gubernabit. WFB t. 1,
s. 223 (Ostatnie słowa nabierają szczególnego znaczenia w świetle ni­
niejszej rozprawy).
29

W ten sposób odczytany Valerius Terminus każe umieścić Baconowskie określenie odrodzenia w kontekście biblijnym w zwykłej dok­
trynie chrześcijańskiej eschatologii/apokalipsy, ponieważ na końcu
wszystkich rzeczy umrze stary porządek, a zastąpi go nowe niebo i nowa
ziemia. Choć dla nas jest to dość niejasne, współczesny Baconowi czy­
telnik bez trudu rozpoznawał aluzję zawartą w słowach „próżność musi
być zwieńczeniem wszystkich ludzkich osiągnięć, wieczność zostanie
odzyskana..." Zob. Ap 2 1 , Mt 24, 33-36 etc.
30

przekład

31

Przekład Speddinga, WFB, t. 5, s. 127; łaciński oryginał: WFB, t. 2, s. 9.
Tamże.

Bacona „Wstęp" do Historia Naturalis et Experimentalis,
Speddinga z 1622 (WFB, t. 5, s. 132).
32

33

WFB, t. 4, s. 91 -92. Jest to tłumaczenie Speddinga, o wiele bliższe
łacinie w tym fragmencie niż kilka innych, a szczególnie to znajdujące
się w zbiorze dzieł Bacona sporządzonym przez Basila Montagu.

Przekład polski wg Biblii Tysiąclecia (przyp. tłum.).
WFB, t. 3, s. 223.

Należy zwrócić uwagę na użycie słowa instaurabis w łacinie. Charles
Whitney proponuje, by uznać je za możliwe źródło dla Baconowskiego ro­
zumienia Instauratio (zob. Ch. Whitney, Francis Bacon's Instauratio: Do­
minion of and over Humanity, „Journal of the History of Ideas", VI-VIII
1989, t. 50, n r 3 , s. 371).

7

W Krytyce czystego rozumu Kant cytuje Bacona jako punkt wyjścia
swojej filozofii, i we wstępie do 2. wydania bardzo wyraźnie określa miej­
sce Bacona jako ojca właściwej (empirycznej) metody naukowej (zob.
The Everyman edition, red. V. Politis, London, J.M. Dent, 1993, ss. 1 i 13).
Podobieństwo językowego ujęcia tego podziału u Bacona (wspomnia­
nego w przypisie 6. powyżej) i u Kanta jest uderzające, ilekroć Kant
omawia ten problem.

WFB, t. 3, s. 301.

15

Wskazówką dla zrozumienia tego, co Bacon powiada o Ustano­
wieniu, jest rozpatrzenie rozmaitych wyjaśnień przypowieści o ziarnie
gorczycy w Ewangelii Św. Mateusza 13,31-32; Marka 4,31-32, i Łukasza
13,19. Szczególnie zasługuje na uwagę to, iż w wykładni Łukasza ziarn­
ko posiane jest przez konkretnego człowieka w jego ogrodzie. Ponie­
waż było to zachętą dla uczniów Jezusa, by wcielić naukę Ewangelii,
Bacon również zachęca Karola, by był pożywieniem dla nasienia Usta­
nowienia, które było zasiane w jego „ogrodzie".

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9568" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9546">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15f94c19f5f6ff90adfeedafe40c842e.pdf</src>
        <authentication>9a2993cd6d27aceba73eff064a2f1d7b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113933">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5593</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113934">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113935">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113936">
                <text>Holokaust - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113937">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5201</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113938">
                <text>Język Zagłady - język świadectwa/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113939">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.64-71</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113940">
                <text>Morawiecka,Maria Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113941">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113942">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113943">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113944">
                <text>Maria

•
I

Magdalena
M orawi ecka

u

n w

19

8

6 n

&gt; studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie W r o c ł a w s k i m i ASPP

„Abrys" w e W r o c ł a w i u . Działa w Studenckim Kole N a u k o w y m Kulturoznawców

\ i współpracuje z u g r u p o w a n i e m

Dziennikarzy W ę d r o w n y c h i w y d a w a n y m przez

nie i n t e r n e t o w y m pismem .Wędrowiec" ( w w w . d z i e n n i k a r z e - w e d r o w n i . o r g ) .
Zainteresowania badawcze: teoria i historia kultur/, aksjologia, praktyki kartograficzne
jako ź r ó d ł o wiedzy o kulturze, tradycje wokalne słowiańszczyzny.

Język Zagłady - język
świadectwa. Relacja ocalałego
jako komunikat
„Zaprawdę, wargami jąkałów
i językiem obcym przemawiać będzie do tego narodu
ten, który mu powiedział:
»Teraz odpoczynek! Dajcie wytchnąć strudzonemu! A teraz, spokój!«.
Ale me chcieli Go słuchać.
Wtedy będzie do nich mowa Pana:
»Saw lasaw, saw lasaw; kaw lakaw, kaw lakaw;
zeer szam, zeer szam *,
żeby szli i upadli na wznak i rozbili się,
żeby uwikłali się w sieci i byli schwytani.
Iz 28, 11-13
1

Holocaust nie ma i nie moie mieć swojego języka
I. Kertesz

Jak podaje Biblia Tysiąclecia,
są to „onomatopeiczne
wyrazy hebrajskie naśladujące mówienie dzieci lub
pijaków (...) mogłyby mieć taki sens: »Rozkaz za
rozkazem, rozkaz za rozkazem; reguła za regułą, reguła
za regułą; trochę tu, trochę tam«". Biblia Tysiąclecia pod
1

1

red. benedyktynów tynieckich, Wydawnictwo Pallottinum,
Poznań-Warszawa 1980, s. 871.
I . K e r t e s z , / ^ na wygnaniu, W A B , Warszawa 2004,
s. 194.
2

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Język Zagłady - język świadectwa

65

agłada miała nie pozostawić po sobie
świadków. Nikt nigdy nie miał, nie po­
winien był opowiedzieć historii ofiar obo­
zów . Ich los miało okryć milczenie. Stało się
inaczej. Kiedy okazało się, że nie wszystko stra­
wił ogień krematoryjnych pieców, zapadła przej­
mująca cisza. Poszukiwania pośród wszystkich
słów, we wszystkich językach, które rozbrzmie­
wały w obozach, nie przyniosły rezultatu. Pozo­
stawały równie bezsilne wobec próby opisania
tego, co się wydarzyło. Świadkowie przeżyli, ale
byli niemi. Słów zabrakło.
Pisanie o języku stawia zawsze autora tekstu
w dwuznacznej sytuacji, ponieważ zacierają
się granice pomiędzy materiałem stanowiącym
obiekt analizy a materią, z której utworzona jest
sama analiza. Pisanie o języku, którego istnienie
jest kwestionowane (język Zagłady), oraz języ­
ku, który kwestionuje własną zdolność do wyra­
żenia tego, do wyrażania czego został powołany
(świadectwo), zakrawa więc na paradoks przy­
najmniej w podwójnym sensie. Ponieważ jednak
świadkowie domagają się mówienia o Holokau­
ście, nie sposób pominąć ich głosu milczeniem.
Czym - jeśli takowy istnieje - charaktery­
zowałby się język świadectwa i w jakiej relacji
pozostaje do „języka Zagłady"? Czy można je
ze sobą utożsamiać? Jak możliwe jest i czemu
służyć może mówienie o czymś, co z góry uzna­
ne zostaje za niemożliwe do wypowiedzenia?
W jakim sensie świadectwo jest komunikatem?
- to tylko wybór z szeregu pytań, które można

by stawiać w kontekście tematu niniejszej pracy,
które legły u jej genezy, na które z całą pewnością
nie udzielę w niej wyczerpujących odpowiedzi i na które cały ten tekst (mimo wszystko) próbą
odpowiedzi pozostaje.
Język w obozie (jak niemal wszystko) funk­
cjonował w odmienny sposób niż zwykle. Dla
w i ę ź n i ó w był przede wszystkim n a r z ę d z i e m
zdobywania niezbędnych do przetrwania infor­
macji. Niedostateczna znajomość języka utrud­
niała aklimatyzację, u n i e m o ż l i w i a ł a szybkie
zorientowanie się w obozowej rzeczywistości
i rozumienie rozkazów, drastycznie zmniejsza­
jąc szanse na przeżycie. Dla strażników stanowił
w relacjach z więźniami medium, za pomocą
którego narzucali rygor. O charakterze całej sy­
tuacji komunikacyjnej przesądzała dominacja
trybu rozkazującego. Większość wypowiedzi
kierowanych przez przedstawicieli pierwszej
grupy do drugiej
była rysem impe­
ratywu. Dodatkowy czynnik, jakim było uprzy¬
wilejowanie pozycji języka niemieckiego (jako
jedynego pełnoprawnego), sprawiał, że status
pozostałych iezyków narodowych iako ludzkiei
mowy zostawał podważony co z kolei łączy sie
z podaniem w wątpliwość przynależności do
ratunku ludzkie™ wszystkich którzy me po
trafia wykazać sie znaiomościa niemieckie™
lezyk wysteouie tu iako fayterium oodziału na
udzi i nie ludzi (traktowanych iak zwierzęta
czy wręcz nrzedmioty) nrzy czym można za'
ryzykować tezę ze tym' co wyróżniałoby mowę

Primo Levi pisze pięknie, acz niejednoznacznie:
„Nie, my nie wrócimy. Stąd nie powinien wyjść nikt, kto
mógłby zanieść światu wraz ze znamieniem wypalonym
na skórze złą nowinę: ile potrzeba było w Oświęcimiu
odwagi człowiekowi, aby pozostał człowiekiem". P. Levi,
Czy to jest człowiek?,
Państwowe Muzeum w Oświęcimiu,
Książka i Wiedza, Warszawa 1996, s. 61.

i przeraził; rozkaz (...) powtarzali głosem donośnym
i wściekłym, a w końcu wykrzykiwali go z całych sił, jakby
mieli do czynienia z głuchymi, czy raczej ze zwierzętami
domowymi, które przecież reagują na ton głosu, a nie treść
nakazu. Kiedy ktoś mimo to ociągał się (...), zaczynało
się bicie i stawało się oczywiste, że w grę wchodzi tu j u ż
inny wariant języka - posługiwanie się słowem, czynność

Istnienie owego mechanizmu zaświadcza również
P. Levi, komentując zachowanie esesmanów w obozie
przejściowym w Fossoli: „Do tych, którzy ich nie
rozumieli, zwracali się w sposób, który nas zdumiał

konieczna i wystarczająca, żeby człowiek okazywał się
człowiekiem, zostawało odrzucone. Był to dla nadzorców
widomy znak, że nie jesteśmy ludźmi". P. Levi, Pogrążeni
i ocałeni, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 110.

Z
3

3

4

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

4

��67

Język Zagłady - język świadectwa

pierwszych od mowy drugich, nie byłaby tu jak w przypadku koncepcji filozoficznych czy
antropologicznych - jej zdolność do wyrażania
abstrakcyjnych praw, ale do stanowienia prawa.
Odebranie wartości mowie uwięzionych w pew­
nym sensie oznaczało okradzenie ich z języka, aż
po pozbawienie ich najprywatniejszej jego części
- imion. Po dokonaniu tego aktu (i uprzedmio­
towieniu, do jakiego nieuchronnie prowadzić
musiało zastąpienie imion numerami) zatraca
się sensowność pisania słów, takich jak „Żyd"
czy „Polak" wielką literą - stają się nazwami
pospolitymi, tak samo jak „pies" czy „krzesło".
Odmówienie więźniom człowieczeństwa osta­
tecznie zdejmowało z oprawców obowiązek
podejmowania dialogu .
5

Czapliński sugeruje, że za taki element można
by uznać kreacyjny aspekt języka. Jak pisze:
„Jeśli w Zagładzie objawiła się jakaś istota ję­
zyka, to najpewniej wiązała się ona z magicz­
ną jego funkcją - stwarzaniem rzeczy poprzez
słowa. I właśnie ona - moc kreacyjna - okazała
się całkowicie obojętna rozumieniu. Ten, kto
może używać języka tak, jak bóg, ten, kto może
poprzez język stanowić o czyimś życiu, nie dba
o to, czy jest rozumiany. (...) I na odwrót: język
skrajnej przemocy pojmujemy bez rozumienia;
wiemy, co on nam mówi, nie rozumiejąc słów
-wiemy, że nakłada na nas obowiązek całkowi­
tego posłuszeństwa (...). Aby taki język mógł być
narzędziem komunikacji, jego »istota« musia­
łaby być nie tyle przekładalna, co symetryczna,
przechodnia zwrotna to znaczy musiałaby
w równej mierze przysługiwać »stwórcy« co
przedmiotom stwarzanym Bez tej przechodniościiezyk okazuje sie przede wszvst iCim 113.""
rzędziem dyscyplinującym" .

Ktoś, kto wydaje dyrektywy, nie musi trosz­
czyć się o to, by wyjaśnić ich sens podkomend­
nemu. Mamy tu do czynienia z typem działania
nakierowanym na wpływ, nie porozumienie .
Rozkazywanie bowiem nie pociąga za sobą ko­
nieczności podjęcia choćby próby zrozumienia
drugiej strony, nie wymaga też wytwarzania wię­
zi pomiędzy nadawcą a odbiorcą komunikatu.
Język zatraca więc swą, zdawałoby się, pier­
wotną funkcję, jaką jest właśnie komunikacja
(communico, comunicare - uczynić wspólnym,
połączyć; udzielić komuś wiadomości, naradzać
się, omawiać).
To jednak oznaczałoby, że przyjął on jakąś
funkcję odmienną, być może dotąd nazbyt czę­
sto umykającą uwadze lingwistów. Przemysław

Jeśli więc Primo Levi przywołuje metaforę
wieży Babel w kontekście Auschwitz, to jest to
porównanie niepozbawione pewnej dozy prze­
wrotności. Biblijna figura, choć nadal rozpozna­
walna, jawi się tu w koszmarnym, zakrawającym
na groteskę odwróceniu. Obozy koncentracyjne
nie miały nigdy służyć budowaniu wspólnoty,
ale zagładzie. Celem ich istnienia była destruk­
cja, nie konstrukcja. Powstały nie za przyczy­
ną porozumienia zawartego przez ludzką rasę

„Mówienie do zwierzęcia byłoby czynnością niemądrą,
jak mówienie do samego siebie, lub aktem śmiesznym
i patetycznym; a przy tym i tak nie zostałoby się
zrozumianym". P. Levi, op.cit., s. 111.
Nawiązuję tu do podziału zaproponowanego przez
J. Habermasa. Patrz: J. Habermas, Pojęcie
działania
komunikacyjnego (uwagi wyjaśniające),
„Kultura

porozumienia, nazywania świata i wyrażania uczuć
- im pełniej służy bowiem tym celom, tym bliższy
jest narzędziu dominacji i metodzie stwarzania
świata. O istocie języka nie decydują bowiem znaki
i znaczenia, lecz relacje między tymi, którzy coś do
siebie mówią [podkreślenie M . M . ] . Z punktu widzenia
języka i przekładu Holokaust był pojednaniem różnic

i Społeczeństwo" 1986, nr 3, s. 21-44.
Czapliński pisze też dalej, że wszelkie działania
porządkujące napotykają, odsłoniętą przez Holokaust,
zakrytą stronę języka: nie jest on narzędziem

lingwistycznych i usunięciem tej cząstki każdej
wypowiedzi, której nie da się przełożyć. P Czapliński,
Zagłada jako wyzwanie dła refleksji o łiteraturze,
„Teksty
Drugie" 2004, nr 5, s. 14.

6

5

6

7

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

7

�Maria Magdalena Morawiecka

68
{nomen omen), ale elementarnego niezrozu­
mienia (i braku chęci zrozumienia) między jej
przedstawicielami. „Pomieszanie języków" nie
owocuje wyodrębnieniem rozmaitych dialektów,
lecz wykształceniem się lagersprache.
Gdybyż przynajmniej chodziło tu o prostą
antytezę starotestamentowego toposu: ale pro­
jekt nazistów jawi się nie tyle jako lustrzane
odbicie biblijnego obrazu, co raczej jako odbi­
cie w krzywym zwierciadle. Kierunek wiedzie
od wielości ku eliminacji owej pierwotnej róż­
norodności za pomocą najbardziej radykalnej
z metod - eksterminacji. Jedność, która byłaby
efektem wykonania w pełni tego planu, zasa­
dzałaby się nie na zjednoczeniu, a na jedyności.
Jeśliby formułować na tym gruncie postulat
wprowadzenia wspólnej mowy dla całej ludzko­
ści, to jedyną drogą do jego realizacji byłaby eli­
minacja wszystkich obcych języków wraz z tymi,
którzy się nimi posługują. Jedynym elementem
metafory niezmiennym w z g l ę d e m biblijnego
pierwowzoru okazuje się pycha architektów.
Nic też dziwnego, że ostatecznie w świadectwie
Leviego miejsce rzucającej wyzwanie niebiosom
wieży zaimuie - zeodnie z loeika symetrii - lei
danteiskLo niekła kształtem zbieżny z wszyst­
kimi zbiorowymi mogiłami świata
Spróbujmy sobie zatem uświadomić sytuację
kogoś, kto podejmuje się zadania świadczenia
o Zagładzie. Paradoksalnie można stwierdzić, że
język Zagłady mógłby obyć się w ogóle bez słów,
jako że skrajna przemoc wyraża się w znacznej
mierze w aktach niewerbalnych. Treść świadectw
ocalałych nie różnicuje się znacząco w zależno­
ści od języków, w jakich zostały one spisane .
Pobyt w obozie sytuuje się w sferze doświadczeń
pozajęzykowych, wobec której wszelkie próby
obleczenia w słowa ponoszą fiasko, a która za¬
razem pozostaje wspólna dla wszystkich ocalo-

nych, niezależnie od języka, którym się posługu­
ją. Wiążąca się z tym osławiona niewyrażalność
przeżyć ofiary staje się problemem w momencie,
gdy ta ostatnia decyduje się przekuć je na opo­
wieść. Stwierdzenie to, samo w sobie banalne,
pozostaje jednak nieodzowne dla refleksji nad
zagadnieniem języka świadectwa.
Trudność, przed jaką staje świadek, wynika
z faktu, że jego dotychczasowy język, język ojczy­
sty, który go kształtował, nie pochodzi ze świata
obozu, w związku z czym okazuje się do niego
równie nieprzystawalny co zewnętrzna rzeczy­
wistość, w której powstawał. Za wzór nie mogą
mu również posłużyć przemiany, jakim podlegał
język w samym obozie: j u ż wówczas w istocie nie

Nie chcę przez to powiedzieć, że treść wszystkich
świadectw jest jednakowa, przeciwnie, jestem jak
najdalsza od takiego twierdzenia. Skłaniam się natomiast
ku poglądowi, że istniejące różnice (zarówno w treści,

dominującym nastroju utworu, jak i stylistyce, w jakiej
jest utrzymana) wiązać należy bardziej z kwestiami
indywidualnymi (tj. biografia i osobowość autora) niż
z narodową i „językową" tożsamością świadka.

8

8

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�Język Zagłady - język świadectwa

69
cjonowały wówczas niektóre zwroty, ponieważ
dopiero świadectwo podejmuje próbę wypowie­
dzenia zarówno tego, co działo się w obozach,
jak i tego, co znaczyło to dla więźniów. A nie wy­
starczy sama znajomość faktów, by to zrozumieć.
Dla takiego odbiorcy użycie niektórych zwrotów
i słów może być mylące: rozpoznaje znajome
frazy, więc ma wrażenie, że opowiada mu się
o czymś, co doskonale potrafi pojąć, podczas
gdy rzeczy mają się zupełnie inaczej. Emblemat
pozostał niezmieniony, chociaż przysługują mu
różne desygnaty. To właśnie pozwala Elie Wieselowi stwierdzić:

był on wystarczającym narzędziem dla wyraża­
nia przeżyć więźniów, co jednak nie miało więk­
szego znaczenia, dopóki obracali się we własnym
gronie. Wspólnota doświadczeń umożliwiała
wzajemne zrozumienie, jednocześnie ograni­
czając potrzebę opowiadania o nich. Wchodząc
do obozów, więźniowie dysponowali j u ż ściśle
określonym materiałem językowym, za pomocą
którego (nie mając innych narzędzi) w otaczają­
cej ich nowej rzeczywistości starali się nazywać
zjawiska i warunki radykalnie odmienne od
znanych im dotychczas. Dochodziło więc do sy­
tuacji, w której na oznaczenie niewspółmiernie
intensywniejszych i bolesnych doznań używano
starych słów, z racji ich powierzchownego podo­
bieństwa z opisywanymi zjawiskami.
Odbiorca nie może być w pełni zaznajomio­
ny z całym upiornym kontekstem, w j akim funk-

9

„Miałem tyle do powiedzenia, a brakowało
mi słów. Świadom ubóstwa środków, czułem,
że ogranicza mnie język. Ktoś powinien był
wymyślić inny. Czy można oczyścić i ucywili­
zować język wypaczony i zatruty przez wroga?
Głód, pragnienie, strach, transport, selekcja,
ogień, komin - każde z tych słów coś znaczy,
ale w tamtych czasach znaczyło coś całkiem
innego. Pisząc w ojczystym, też okaleczonym
języku, TclZ pO TclZ dochodziłem do wniosku, że
»to nie to«. (...) Wciąż było »nie to«. »To«, czyli
co? (...) Słowa zaczerpnięte ze słownika wyda­
wały mi się płytkie, tandetne, nijakie" .
9

Status ofiary nie jest tożsamy ze statusem
świadka, przejście od jednej roli do drugiej wią­
że się z radykalną zmianą nastawienia. Język
przemocy nie jest i nie może być tym samym
językiem co język opisu przemocy. Analogicznie
język świadectwa nie może być językiem Zagła­
dy, bo ten ostatni pozostanie dla czytelników na
zawsze językiem obcym i niezrozumiałym. Za­
danie świadka przypomina więc nieco zadanie
tłumacza i polega na tym, by zakomunikować
(z naciskiem na znaczenie, do którego odsyła
łacińska etymologia słowa „komunikacja") in11 y 111 coś, co właściwie nigdy komunikatem nie
było i być nie miało, co w samej swojej istocie

E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 15-16.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�Maria Magdalena Morawiecka

70
sprzeczne jest z ideą komunikowania i opiera
się próbom przekształcenia w komunikat. Jego
własny obraz świata uległ nieodwracalnej prze­
mianie, dla wyrażenia której niezbędne wydaje
się w konsekwencji wprowadzenie zmian rów­
nież w języku (i w językowym obrazie świata).
Chaos, który zapanował wśród pojęć i wartości
na skutek podważenia fundamentalnych (jak się
zdawało) i niekwestionowanych dotąd prawd
i zasad, domagał się nazwania i ponownego
uporządkowania . Poszukiwaniu adekwatnej
formy dla świadectwa towarzyszą emocje i pole­
miki związane z obawą, by nie uchybić w niczym
pamięci ofiar. W szczególnej formie odżywa tu
dawny spór o decorum.
Wbrew zapowiedziom tworzenie nie tylko
prozy, ale i poezji po (i o) Holokauście okazało
się możliwe, choć stało się jasne, że może ona
przybierać odmienne formy niż te, do których
się przyzwyczailiśmy. Wśród utworów podejmu­
jących tematykę Zagłady znalazły się prawdziwe
arcydzieła. Analiza wielu z nich potwierdza, że
wobec trudności, jakie rodzi mówienie o H o ­
lokauście, pojawia się potrzeba poszukiwania
zupełnie nowego, adekwatnego języka, również
wprost zgłaszana przez autorów (jak choćby
w cytowanym powyżej fragmencie książki Elie
Wiesela). Taki język byłby w stanie oddać to
wszystko, czego nie dało się wyrazić dawnymi
środkami, i juz sama jego struktura w jakiś spo-

sób naprowadziłaby odbiorcę na nieujmowalną w żadnym ludzkim języku, nieludzką treść
tamtych w y d a r z e ń . Bardzo szybko okazuje
się jednak, że aby przekaz w ogóle mógł zostać
odczytany, musi posługiwać się znanymi sym­
bolami, bodaj w minimalnym stopniu, niezbęd­
nym dla zaistnienia jakiejkolwiek płaszczyzny
porozumienia. Chcąc nie chcąc - ze względu
na rolę, jaką stara się pełnić - świadectwo z ko­
nieczności odwołuje się do zastanych, wypraco­
wanych form. Z jednej strony bowiem poczucie
obcości u odbiorcy, jakie może być wywoływane
przez innowacyjność czy też niekonwencjonalność środków, którymi operuje, jest zjawiskiem
pożądanym - pozwala zwrócić jego uwagę u a
swoistość i odrębność opisywanego świata, wraz
z tymi jego elementami, które pozostają nieprzekładalne Z drueiei zaś sama ieeo funkcia - która
jest wszak zaświadczanie, nieuchronnie wiążące
sie z notrzeba dostrzeżenia adresata przekazu
(który zazwyczai sam nie iest świadkiem) - spra­
wia ze używany iezvk nie może bvć iezykiem
radykalnie nowvm Nieustanne naoiecie miedzy
tymi sorzecznymi wymorami określa warunki
w iakich nowstaie każdorazowo ma skutek indy'
widualnych zmagań autora) język świadectwa

T. Różewicz pisze w swoim najbardziej znanym
wierszu: „Szukam nauczyciela i mistrza/ niech przywróci
mi wzrok słuch i mowę/ niech jeszcze raz nazwie
rzeczy i pojęcia/ niech oddzieli światło od ciemności".
T. Różewicz, Poezje wybrane, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 1994, s. 6. J u ż sam proces nazywania może
być traktowany jako rodzaj działania ładotwórczego,
pomocnego przy próbie ogarnięcia i zapanowania nad
opisywanymi wydarzeniami. Wybór języka, w jakim
będzie się o nich opowiadać, ma wpływ nie tylko na
formę świadectwa, ale i (pośrednio) na jego treść. Jak
zauważył J. Jedlicki, „Fakty mówią same za siebie, ale
autorzy świadectw nazywają je, ujmują w kategorie,

komentują i osądzają, a więc włączają w schemat
poznawczy i aksjologiczny". J. Jedlicki, Źle urodzeni,
czyli o doświadczeniu historycznym. Scripta i postscripta,
Aneks, Londyn-Warszawa 1993, s. 16. A „wybór formy
jest zawsze - na tym obszarze tematycznym szczególnie
- wyborem perspektywy poznawczej i poglądu na świat".
J. Jedlicki, op.cit., s. 15.
Przyjmując szerokie rozumienie języka (nie
ograniczając tego pojęcia wyłącznie do znaków
występujących w fonosferze oraz ich graficznego zapisu),
nie waham się przed włączeniem do opisywanego
zjawiska nie tylko dzieł literackich, ale też poszukiwań
podejmowanych w obszarze powojennej sztuki.

10

10

11

W świetle powyższego świadectwo jawi się
jako zjawisko, którego istnienie jest warunkowa­
ne w równym stopniu przez istnienie świadka, co
istnienie tego, wobec kogo się zaświadcza. Bez

11

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�71

Język Zagłady - język świadectwa

ukonstytuowania się „audytorium", bez zaistnie­
nia kontaktu między tymi dwiema stronami da­
wanie świadectwa traci jakikolwiek sens. Kształ­
tując się w przestrzeni pomiędzy podmiotami,
poszukuje ono takiego języka, który zdolny był­
by przerzucić pomost między światami ich do­
świadczeń . Pomost taki byłby wprawdzie zbyt
kruchy, aby dało się po nim przejść i faktycznie
spowodować ich uwspólnienie, wystarczający
jednak, by je związać i doprowadzić do spotkania
się ich granic. Jeżeli nawet granice te nie staną się
przez to przekraczanie, to przynajmniej istnie­
je szansa, że uwidocznią się ich zarysy. W tym
sensie opowieść ocalałego, przywołując elementy
zamkniętego świata obozu, w pewnym stopniu
również je kształtuje - poprzez wspomniane
wcześniej ujmowanie faktów za pomocą języ­
kowych kategorii, umiejscawianie ich w systemie
poieć a wiec wpisanie ich w pewien porządek
Odtwarzanie jest też rodzajem tworzenia .
12

13

Okrężną drogą dochodzimy więc znów do
kwestii kreacyjnej mocy języka, tym razem jed­
nak zupełnie inaczej pojmowanej i czemu in­
nemu służącej. W przeciwieństwie do sytuacji
komunikacyjnej, jakiej doświadczali więźnio­
wie w obozie, świadectwo jest przykładem ko­
munikatu nakierowanego na osiągnięcie (po)
rozumienia i powstaje na skutek świadomej
Światy te można porównać do zaproponowanej
przez Jedlickiego kategorii „światów wyłączonych
- o odmiennych prawach życia i śmierci (...),
w których nawet język jest różny". Jak pisze Jedlicki,
„ludzie, którzy przekraczali wówczas granicę dwóch
światów wyłączonych, odczuwali zrazu całkowitą
niekomunikowalność swoich doświadczeń i ich
nieprzystawalność do ekonomii innego świata" (op.
cit., s. 10). Wprawdzie Jedlicki, pisząc o „światach
wyłączonych", miał na myśli światy współistniejące obok
siebie podczas wojny (getto, partyzantka, obóz etc),
jednak sytuacja świadka, który stara się opowiedzieć
o wydarzeniach z przeszłości komuś, kto nie podziela jego
doświadczeń, wydaje się analogiczna.
To samo spostrzeżenie odnieść można do obecności
w świadectwie nieodłącznego składnika literatury
12

13

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

próby wytworzenia u odbiorcy poczucia więzi
z nadawcą.
Język pozostaje narzędziem, bez którego nie­
możliwe byłoby osiągnięcie owego celu - celu,
który przecież ostatecznie można, upraszczając,
sprowadzić do wytłumaczenia sobie i innym
(a z pewnością jest to jedno z trudniejszych
zadań translatorskich, przed którymi stawała
ludzkość) znaczenia jednego tylko słowa: „Ho­
lokaust". Oczywiście podejmując się próby prze­
łożenia na logiczne - w podwójnym tego słowa
{logos) znaczeniu - terminy czegoś, co wydaje
się nielogiczne, świadek nie ma żadnej gwarancji
powodzenia przedsięwzięcia. Wręcz przeciwnie:
wszystko każe mu przypuszczać, że pełny suk­
ces jest nieosiągalny. Dlaczego więc, wiedząc,
że reszta zawsze jest milczeniem, mimo to nie
ustaje w wysiłkach? Odpowiedź (o ile w ogóle
istnieje jedna odpowiedź) pozostaje tajemnicą
świadka. Na koniec oddajmy więc głos jednemu
z nich:
„Czułem w głębi duszy, podobnie jak czasem
dziś, że moje świadectwo nie przekona ludzi.
Tylko ci, którzy przeżyli Auschwitz, wiedzą, co
naprawdę to słowo znaczy. Inni nigdy się tego
nie dowiedzą. Ale może przynajmniej spróbują
to pojąć?" .
14

- fikcji, której tak obawiają się autorzy świadectw.
Ryzyko wystąpienia „kłamstwa literatury" okazuje
się mniej paraliżujące, jeśli skojarzymy fikcję nie
tylko z zafałszowaniem (w którym to znaczeniu
najczęściej bywa współcześnie to słowo u ż y w a n e ) , ale
też z jej twórczym aspektem - podobnie, jak uczynił
to Geertz, dowodząc, że etnografia jest rodzajem fikcji
w pozytywnym sensie. Użycie typowo literackich
środków wyrazu nie musi prowadzić do zniekształcenia
(zakłamania) wspomnień o Zagładzie, ale właśnie
do ich ukształtowania (nadania im kształtu, formy).
Patrz: C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2005.
E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007,
s. 16.
14

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11473" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11451">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d9e60387bbcf6b0baf63f7bd87de8148.pdf</src>
        <authentication>b4922d003cd9611d00fe2169af3691ce</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136673">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5582</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136674">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136675">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136676">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5191</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136677">
                <text>Doświadczenie ocalenia, próba analizy/ Barbarzyńca 2005 nr 10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136678">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.38-41</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136679">
                <text>Nahirny, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136680">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136681">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136682">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136683">
                <text>Rafał Nahirny&#13;
&#13;
DOŚWIADCZENIE O C A L E N I A . PRÓBA A N A L I Z Y&#13;
Trupy ludzkie leżą&#13;
jak nawóz na polu,&#13;
jak snopy za żniwiarzem,&#13;
których nikt nie zbiera (Jr 9, 21 )&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
bo wielkie było dla mnie Twoje miłosierdzie&#13;
i życie moje wyrwałeś z głębin Szeolu.&#13;
(Ps 86 (85), 13)&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
1.1 Primo Levi, włoski Ż y d , więziony w O ś w i ę c i m i u ,&#13;
w swojej ostatniej książce The Drowned and The Saved, swo­&#13;
istej „fenomenologii świadectwa" , opisuje zaskakujące do­&#13;
świadczenie towarzyszące często ludziom ocalonym z Ho­&#13;
locaustu - paradoksalne poczucie winy i wstydu z powodu&#13;
swojego ocalenia:&#13;
3&#13;
&#13;
Powiedział mi, iż to, że ocalałem, nie może być dziełem&#13;
przypadku, wynikiem nagromadzenia szczęśliwych okolicz­&#13;
ności (jak wtedy i dziś ciągle uważam), ale raczej Opatrz­&#13;
ności. Zostałem naznaczony, byłem wybrańcem: ja, nie­&#13;
wierzący, i nawet mniej niż wierzący po czasie spędzonym&#13;
w Auschwitz, byłem osobą dotkniętą przez Łaskę, ocalo­&#13;
nym [...] Taka opinia wydawała mi się potworna.&#13;
6&#13;
&#13;
[...] wielu (łącznie ze mną) doświadczyło wstydu, poczu­&#13;
cia winy, podczas pobytu w obozie i później, jest to fakt&#13;
potwierdzony przez liczne świadectwa. Może się to wy­&#13;
dawać absurdalne, niemniej taka jest prawda. Spróbuję&#13;
to zjawisko zinterpretować i skomentować interpretacje&#13;
innych.&#13;
4&#13;
&#13;
Punktem wyjścia analizy Leviego jest utożsamienie, w cy­&#13;
towanym wyżej fragmencie, wstydu z poczuciem winy. Ma&#13;
to swoje poważne konsekwencje dla dalszych rozważań. Tak&#13;
zdefiniowany wstyd każe poszukiwać przyczyn tego doświad­&#13;
czenia w zachowaniach niemoralnych czy niesprawiedliwych.&#13;
Interpretacja doświadczenia wstydu przeniesiona została&#13;
w ten sposób na płaszczyznę etyczną, co niesie za sobą&#13;
określone wybory pojęciowe. Postępowanie Leviego pole­&#13;
gać więc będzie teraz na niemalże neurotycznym poszuki­&#13;
waniu wśród własnych wspomnień takich wydarzeń, które&#13;
mogłyby świadczyć o t y m , iż „zasłużenie" odczuwa wstyd&#13;
z powodu swojego ocalenia. Tak będzie właśnie w przypad­&#13;
ku opisywanego epizodu ze znalezieniem odrobiny wody&#13;
w starej rurze i decyzji o podzieleniu się nią tylko z najbliż­&#13;
szym przyjacielem. Levi podejmuje zatem rozpaczliwą pró­&#13;
bę zrozumienia i przepracowania tego doświadczenia, cze­&#13;
go ceną jest wytoczenie samemu sobie „procesu". Z jednej&#13;
strony Levi zmusza się więc do uprawiania w stosunku do&#13;
ocalonych hermeneutyki podejrzeń, ale z drugiej, w o b e c&#13;
braku jednoznacznych dowodów, konkluduje:&#13;
Czy wstydzisz się, ponieważ żyjesz w miejsce kogoś in­&#13;
nego? Szczególnie bardziej wspaniałomyślnego, wrażli­&#13;
wego, pożytecznego, mądrzejszego, bardziej zasługują­&#13;
cego na życie od ciebie? [...] Nie, nie znajdujesz oczywi­&#13;
stych transgresji, nie przywłaszczałeś sobie niczyjego&#13;
miejsca, nie biłeś nikogo [...].&#13;
&#13;
Levi rozmyślnie odrzuca i pomija w swoim wyjaśnieniu ka­&#13;
tegorię łaski. Spróbujmy jednak pójść dalej, niejako wbrew Leviemu, wskazaną przez jego przyjaciela ścieżką. Spójrzmy na&#13;
opisywane doświadczenie z innej perspektywy. Odsuńmy na&#13;
później rozważania dotyczące przyczyn i skupmy się na zre­&#13;
konstruowaniu istoty tego doświadczenia. Żeby zrozumieć nie­&#13;
pokojący związek między ocaleniem a wstydem, powinniśmy&#13;
odróżnić przede wszystkim poczucie winy od doświadczenia&#13;
wstydu. Wstyd może, ale przecież wcale nie musi, pokrywać&#13;
się z poczuciem winy. Jego przedmiotem mogą być zjawiska&#13;
lub wydarzenia, za które w żaden sposób nie możemy być&#13;
odpowiedzialni (np. wstydowi z powodu swojego wyglądu czy&#13;
zachowania rodziny nie musi towarzyszyć poczucie winy).&#13;
Dlatego też zaproponujemy naszą interpretację. Podsta­&#13;
wę dla niej stanowić będzie kategoria łaski . To ona pozwoli&#13;
nam wyjść poza „osądzający" język etyki. Dlatego punktem&#13;
wyjścia naszych rozważań uczynimy teologiczną dyskusję&#13;
nad istotą łaski, dzięki czemu będziemy mogli uchwycić jej&#13;
najistotniejsze momenty.&#13;
7&#13;
&#13;
2.1 Pojęcie łaski do dyskusji filozoficzno-teologicznej&#13;
wprowadzone zostało w zasadzie przez pierwszych chrze­&#13;
ścijan. Niemniej pojawia się ono również w Starym Testamen­&#13;
cie, gdzie kategorii tej, określającej specjalną relację mię­&#13;
dzy Bogiem a człowiekiem, odpowiada słowo hesed:&#13;
Ze względu na takie znaczenie hesed jest idealnym poję­&#13;
ciem dla wyrażenia relacji Boga do człowieka i staje się&#13;
też dlatego centralnym pojęciem Przymierza przygotowu­&#13;
jąc określenie tego, co dzisiaj nazywamy istotą Boga. Bóg&#13;
właśnie jest i pozostaje na zawsze: nadobfitością łaska­&#13;
wości dla człowieka.&#13;
8&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
W tekście zarysowuje się możliwość odmiennej interpre­&#13;
tacji tego doświadczenia, szybko jednak zarzucona przez&#13;
autora. W jednym z fragmentów Levi opisuje spotkanie ze&#13;
swoim religijnym przyjacielem, w trakcie którego poruszony&#13;
zostaje problem ocalenia:&#13;
&#13;
Określenie Boga Starego Testamentu jako łaskawego (he­&#13;
sed) pojawia się wielokrotnie w Biblii:&#13;
Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bo­&#13;
gaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysią­&#13;
czne pokolenia [...] (Wj 34, 6).&#13;
&#13;
Numer 10/2005&#13;
&#13;
�Lecz ty jesteś Bogiem przebaczenia,&#13;
jesteś łaskawy i miłosierny [...] (Ne 9, 17).&#13;
Ale Ty, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym,&#13;
nieskorym do gniewu, bardzo łagodnym i wiernym (Ps,&#13;
86, 15).&#13;
Kategoria łaski pojawia się w Starym Testamencie często&#13;
w kontekście miłosierdzia Bożego: „[...] Ja wyświadczam&#13;
łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, komu Mi się podoba" (Wj&#13;
33,19). Ponadto znamiennym jest fakt, iż miłosierdzie i jego&#13;
szczególny przypadek - łaska są przede wszystkim aktami&#13;
dobrowolnymi, do których Bóg nie jest w żaden sposób zo­&#13;
bowiązany. Dlatego też wielokrotnie czytamy w Biblii, iż Bóg&#13;
okazuje swoje miłosierdzie bez względu na winę czy grzech&#13;
Izraela.&#13;
2.2 Nauka Jezusa przypada na okres w historii religii ży­&#13;
dowskiej, kiedy zaczyna wyraźnie dominować legalistyczna&#13;
postawa wobec Boga. Relacja człowieka z Bogiem staje się&#13;
relacją prawną, a zbawienie można osiągnąć jedynie prze­&#13;
strzegając Prawa.&#13;
Jezus wyraźne podkreśla, iż dominująca wśród Żydów&#13;
doktryna wiary, opierająca się na Prawie, ma swoje niebez­&#13;
pieczne następstwa. Dlatego w Nowym Testamencie czyta­&#13;
my: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wy­&#13;
konywali przed ludźmi, po to, aby was widzieli" [...] ( M t 6 , 1 ) .&#13;
Konflikt Chrystusa z faryzeuszami to konflikt z ludźmi pew­&#13;
nymi siebie, pysznymi, tymi, którzy uważają, iż osiągnęli&#13;
doskonałość. Na miłosierdzie Jezusa mogą liczyć wszyscy&#13;
grzesznicy, ale nie oni. W p r z y p a d k u usprawiedliwienia&#13;
z Prawa zachodzi niebezpieczeństwo, iż będzie to poboż­&#13;
ność na pokaz. Jezus mówi, więc: „Gdy się modlicie, nie&#13;
bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach&#13;
ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać" (Mt 6,&#13;
5). Religijność staje się wtedy przede wszystkim szukaniem&#13;
uznania w oczach innych. Stąd też ambiwalentny stosunek&#13;
Jezusa do Prawa .&#13;
&#13;
U podstaw konfliktu zarysowanego w przypowieści o synu&#13;
marnotrawnym leżą dwie odmienne postawy opierające się&#13;
na sprawiedliwości i łasce. Z jednej strony pełen miłości oj­&#13;
ciec, a z drugiej porządny syn (przestrzegający wszystkich&#13;
norm i praw), który nie może zrozumieć, dlaczego ojciec ota­&#13;
cza marnotrawnego syna taką dobrocią. Jest to różnica mię­&#13;
dzy myśleniem „prawniczym", w którym dominuje zasada&#13;
sprawiedliwości, a podejściem pełnym miłości, wybaczenia&#13;
i łaski. W tej przypowieści ujawnia się postawa Boga wobec&#13;
człowieka: zadziwiająca, niezbadana, ale za to pełna miło­&#13;
ści, której Jezus daje wyraz w swojej nauce: „Nie przysze­&#13;
dłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mk 2,17).&#13;
Zawiłą istotę prawa zrozumiał najlepiej nawrócony fary­&#13;
zeusz Paweł. Na długo przed Franzem Kafką i Jacquesem&#13;
Lacanem dostrzegł kryjące się za nim paradoksy:&#13;
Jak długo bowiem wiedliśmy życie cielesne, grzeszne&#13;
namiętności [pobudzane] przez Prawo działały w naszych&#13;
członkach [...]. Ale jedynie przez Prawo zdobyłem znajo­&#13;
mość grzechu. Nie wiedziałbym bowiem, co to jest pożą­&#13;
danie, gdyby Prawo nie mówiło: Nie pożądaj! Z przykaza­&#13;
nia tego czerpiąc podnietę, grzech wzbudził we mnie&#13;
wszelakie pożądanie (Rz 7, 5 i 7-8).&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
Na nauce Pawła zaważyło być może jego osobiste do­&#13;
świadczenie: nawrócenie w drodze do Damaszku. Paweł&#13;
musiał zadawać sobie wielokrotnie pytanie: Co jest we mnie&#13;
takiego, co spowodowało, że zostałem wybrany? Przecież&#13;
niczym sobie na to nie zasłużyłem, a wręcz przeciwnie. Pierw­&#13;
szy krok należy więc zawsze do Boga: „Nie wyście Mnie&#13;
wybrali, ale Ja was wybrałem" (J 15, 16). Powody tego wy­&#13;
boru są dla ludzi nie do przeniknięcia. Przemiana najgorliw­&#13;
szego z prześladowców, największego nieprzyjaciela chrze­&#13;
ścijan w najgorliwszego wyznawcę Chrystusa to właśnie przy­&#13;
kład takiego niezasłużonego, nieoczekiwanego wyboru. Pa­&#13;
weł tak o tym pisze w liście do Galatów:&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
Kategoria łaski pojawia się w dyskusjach filozoficznych&#13;
w zasadzie dopiero za sprawą świętego Pawła. Jezus nie&#13;
posługuje się tym pojęciem, tak jak nie posługuje się innymi&#13;
kategoriami teologiczno-filozoficznymi. Wydawać się może&#13;
dziwne, że tak istotna dla chrześcijaństwa kategoria nieobec­&#13;
na jest w jego nauce. Jednak jak zauważa Dariusz Oko: „Dzie­&#13;
ło Chrystusa jest wydarzeniem a nie traktatem". Przesłanie&#13;
związane z łaską zawiera się w przypowieściach Jezusa.&#13;
11&#13;
&#13;
PISMO ANTROPOLOGICZNE&#13;
&#13;
Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy&#13;
jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością&#13;
zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak&#13;
w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu swoich ró­&#13;
wieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wiel­&#13;
kim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przod­&#13;
ków. Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie&#13;
&#13;
�Rafał Nahirny&#13;
jeszcze&#13;
&#13;
w łonie matki mojej i powołał&#13;
&#13;
łaską swoją (Gal 1,&#13;
&#13;
13-15).&#13;
Różnica między zbawieniem, którego podstawę stanowi&#13;
łaska, a doktryną usprawiedliwienia z Prawa polega na tym,&#13;
iż człowiek nie może g o sobie wysłużyć. Zdaniem Pawła&#13;
konsekwentne podążanie drogą wskazaną przez faryzeuszy&#13;
prowadzić może jedynie d o zajmowania przez człowieka&#13;
pozycji roszczeniowej w stosunku d o Boga. Zgodnie z we­&#13;
wnętrzną logiką usprawiedliwienia z prawa, człowiek może&#13;
pozostać albo wiecznie winny (ponieważ w stosunku d o pra­&#13;
wa zawsze jest się winnym), albo pysznym. Postawa umiar­&#13;
kowana jest wykluczona, stąd też nauka Chrystusa w inter­&#13;
pretacji Pawła jest przede wszystkim teologią łaski i uwolnie­&#13;
nia o d Prawa . Człowiek potrzebuje do zbawienia łaski Bo­&#13;
żej; Bóg nie jest mu nic winien. Inaczej mówiąc, Paweł za­&#13;
rzuca koncepcji usprawiedliwienia z Prawa samozbawienie.&#13;
Nie ma w nim udziału Boga, który zostaje niejako zobowią­&#13;
zany d o zbawienia człowieka, kiedy ten spełni określone&#13;
warunki. Dlatego Paweł pisze: „Zerwaliście więzy z Chrystu­&#13;
sem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie,&#13;
wypadliście z łaski" (Gal 5, 4). A w liście d o Rzymian: „[...]&#13;
z uczynków Prawa żaaten człowiek nie może dostąpić uspra­&#13;
wiedliwienia w Jego oczach. Przez Prawo bowiem jest tylko&#13;
większa znajomość grzechu" (Rz 3, 19).&#13;
12&#13;
&#13;
grzechem pierworodnym. Musi tak być, bowiem łaska oka­&#13;
zana zostaje ze swej istoty temu, kto na nią nie zasługuje.&#13;
Bóg może swobodnie decydować o tym, kogo przeznaczy&#13;
do zbawienia, ponieważ świadczy to o jego autonomii, która&#13;
poddana zostaje w wątpliwość w teologii usprawiedliwienia&#13;
z Prawa, gdzie człowiek m a możliwość wpływania na wolę&#13;
Boga. Jednak cena za odejście o d postawy faryzeuszy jest&#13;
bardzo wysoka.&#13;
2.4 Na koniec powróćmy jeszcze do jednego wątku wy­&#13;
nikającego z rozważań nad istotą łaski. Teologia głoszona&#13;
przez Pawła uwikłała się w jeszcze inną trudność interpreta­&#13;
cyjną. Arystoteles, w Eryce nikomachejskiej,&#13;
pisze: „Skoro&#13;
człowiek sprawiedliwy wykraczający przeciw prawu był nie­&#13;
sprawiedliwy, a ten, co się trzyma prawa, był sprawiedliwy,&#13;
to jasne, że wszystko, co w zgodzie z prawem, jest w pew­&#13;
nym sensie sprawiedliwe".&#13;
14&#13;
&#13;
Doktryna łaski sformułowana w opozycji d o koncepcji&#13;
usprawiedliwienia z Prawa, podkreślająca arbitralność wy­&#13;
roków Boskich, usytuowała się dość niespodziewanie w opo­&#13;
zycji do sprawiedliwości : jeżeli Bóg jest sprawiedliwy (atak&#13;
przecież określa się g o wielokrotnie w Biblii), to wyklucza to&#13;
w pewnym sensie jego miłosierdzie, a c o za tym idzie, też&#13;
i łaskę. Tak właśnie rozpoczyna się kolejna dyskusja teolo­&#13;
giczna, w której centrum znajduje się problem określenia isto­&#13;
ty łaski.&#13;
15&#13;
&#13;
Jednym z tych, którzy próbowali się z nim zmierzyć, był&#13;
Tomasz z Akwinu. Autor Traktatu o Bogu powtarza w znacz­&#13;
nej mierze rozwiązanie Anzelma:&#13;
Dlatego też sprawiedliwością czasami nazywa się w Bogu&#13;
stosowność Jego dobroci, a czasami zapłatę za zasługi.&#13;
O obydwu wspomina Anzelm: „kiedy karzesz złych, jest to&#13;
sprawiedliwe, ponieważ odpowiada ich zasługom, a kiedy&#13;
złych oszczędzasz, jest to sprawiedliwe, ponieważ przy­&#13;
stoi Twojej dobroci" .&#13;
16&#13;
&#13;
2.3 Pawłowa teologię łaski rozwija inny konwertyta - Au­&#13;
reliusz Augustyn. Koncepcja łaski Augustyna formuje się&#13;
w opozycji d o herezji Pelagiusza, u której podstaw, zdaniem&#13;
autora Wyznań, leży niezrozumienie istoty łaski . Pelagiusz&#13;
próbuje zinterpretować ją w duchu Prawa. Bóg zostaje w jego&#13;
koncepcji na powrót zobowiązany do udzielenia łaski t y m ,&#13;
którzy ze względu na swoją wolną wolę wybrali drogę do­&#13;
brych uczynków. Jest to w jakiejś mierze chrześcijańska&#13;
wersja usprawiedliwienia z Prawa, z tą różnicą, iż punkt cięż­&#13;
kości przeniesiony zostaje na wolną wolę. Dlatego odpowiedź&#13;
Augustyna koncentruje się, podobnie jak u Pawła, na wyka­&#13;
zaniu, iż o d Boga nie można niczego wymagać i uwydatnia&#13;
przede wszystkim arbitralność jego wyroków (linia argumen­&#13;
tacji autora Wyznań jest bardzo podobna d o tej, którą obrał&#13;
Paweł w polemice z faryzeuszami).&#13;
13&#13;
&#13;
Problem łaski pojawia się też u Augustyna w trochę o d ­&#13;
miennym kontekście. Wiele kontrowersji wzbudza do dziś&#13;
stanowisko autora Wyznań dotyczące problemu predestynacji dzieci. Niektóre dzieci umierają przecież bez chrztu,&#13;
w wyniku czego, zdaniem Augustyna, zostaną potępione, te&#13;
natomiast, które dostąpią tego sakramentu, będą zbawione.&#13;
Czy nie jest to właśnie akt niesprawiedliwości ze strony Boga?&#13;
Augustyn argumentuje, iż wszyscy ludzie zostali obciążeni&#13;
&#13;
Tomasz nie poprzestaje jedynie przy t y m wyjaśnieniu&#13;
i, aby rozwiać wszelkie ewentualne wątpliwości, uzupełnia je&#13;
własną koncepcją. W artykule trzecim Traktatu o Bogu, doty­&#13;
czącym kwestii sprawiedliwości i miłosierdzia Bożego, To­&#13;
masz analizuje szczegółowo problem pogodzenia w istocie&#13;
Boga dwu sprzecznych na pierwszy rzut oka własności: mi­&#13;
łosierdzia, które powoduje, iż Bóg niektórych ludzi obdarza&#13;
łaską, a innych nie, i sprawiedliwości: „Miłosierdzie jest zła­&#13;
godzeniem sprawiedliwości. Bóg jednak nie może pominąć&#13;
tego, co przynależy jego sprawiedliwości". Rozwiązanie&#13;
tego problemu przez Tomasza polega na analitycznym roz­&#13;
dzieleniu d w u porządków tak, aby się na siebie nie nakłada­&#13;
ły: „[...] Bóg postępuje miłosiernie nie czyniąc niczego wbrew&#13;
swej sprawiedliwości, lecz działając ponad sprawiedliwo­&#13;
ś c i ą " . Tomasz, komentując ustalenia Augustyna, jedno­&#13;
znacznie stwierdza, iż łaska znajduje się poza sprawiedliwo­&#13;
ścią i nie powinna być rozpatrywana kategoriami jej doty­&#13;
czącymi.&#13;
17&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
3.1 Nie m a potrzeby rekonstruowania historii dalszych&#13;
sporów dotyczących istoty łaski, chociaż nie są one bynaj­&#13;
mniej mniej interesujące . Przeanalizowany materiał pozwolił&#13;
nam dostatecznie podkreślić najistotniejsze dla naszych ce­&#13;
lów wątki tej dyskusji. Powracać one będą w kolejnych jej&#13;
etapach w nieco zmienionej wersji.&#13;
Kiedy mówi się o łasce, w przypadku ocalonych pojawia&#13;
się pewna trudność. Większość z nich była narodowości&#13;
żydowskiej, a kategoria łaski jest ściśle związana z tradycją&#13;
chrześcijańską. Mało tego, najbardziej wyczerpującego opi­&#13;
su tego doświadczenia dostarczają nam wspomnienia czło­&#13;
wieka, który utracił wiarę w swojego Boga. Levi odrzuca więc&#13;
interpretację swojego przyjaciela, ponieważ łaska jest dla&#13;
niego nierozerwalnie spleciona z religijnym obrazem świata.&#13;
&#13;
Numer 10/2005&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
�DOŚWIADCZENIE O C A L E N I A . P R Ó B A A N A L I Z Y&#13;
Kiedy jednak spojrzymy na całe to zagadnienie z perspekty­&#13;
wy fenomenologicznej i weźmiemy w nawias nasze sądy,&#13;
przekonania religijne, i skoncentrujemy się na samym do­&#13;
świadczeniu, to będziemy mogli dostrzec w nim wyraźnie&#13;
elementy charakterystyczne dla doświadczenia łaski.&#13;
3.2 Składa się na nie zawsze jakaś tajemnica, której czło­&#13;
wiek nie może przeniknąć. Tajemnica ta wyraża się w teolo­&#13;
gii przede wszystkim w podkreślanej, jak widzieliśmy, arbi­&#13;
tralności łaski Bożej. Podmiotowość w poszukiwaniu odpo­&#13;
wiedzi na nią kieruje spojrzenie na siebie samą: co jest we&#13;
mnie takiego, co powoduje, iż zasłużyłem na ocalenie? „Dla­&#13;
czego ja?" mógłby powtórzyć za Levim Paweł.&#13;
Trzeba dodać, iż to odniesienie podmiotowości do sie­&#13;
bie samej ma charakter negatywny. Augustyn i inni teologo­&#13;
wie kładą przecież duży nacisk na fakt, iż łaska okazywana&#13;
jest człowiekowi jako istocie ze swej natury grzesznej (jest to&#13;
zabieg konieczny, ponieważ inaczej byłaby aktem sprawie­&#13;
dliwości), czego strukturalnym odpowiednikiem w doświad­&#13;
czeniu ocalenia jest często artykułowane przekonanie, iż było&#13;
wielu, którzy bardziej ode mnie na nie zasłużyli: „[...] najlep­&#13;
si zginęli" . U podstaw takich deklaracji leży najczęściej samopoznanie koncentrujące się na negatywach: nie byłem&#13;
taki ofiarny/ odważny/ solidarny jak Chaim/ Szabo/ Robert/&#13;
Baruch czy wielu innych. Widać teraz wyraźnie ambiwa­&#13;
lentny stosunek między łaską a sprawiedliwością. Tak więc,&#13;
jak w przypadku nieochrzczonych dzieci, które Augustyn&#13;
skazuje na wieczne potępienie, wspomina się często o nie­&#13;
zasłużonej karze (oczywiście w sensie etycznym, nie religij­&#13;
nym, przynajmniej nie z perspektywy Augustyna), tak w przy­&#13;
padku ocalonych podkreśla się równie często „niezasłużenie" na to ocalenie właśnie: „Najgorsi przeżyli [ . . . ] " . W tym&#13;
przypadku nie powinno się raczej mówić o niesprawiedliwo­&#13;
ści, ponieważ „absurdalność" („Może to się wydawać absur­&#13;
dem, ale to fakt" ) tego doświadczenia polega właśnie na&#13;
tym, iż ci, których staje się ono udziałem, nie powinni mieć&#13;
ku temu żadnych podstaw. Być może bardziej adekwatne&#13;
byłoby określenie: „poza sprawiedliwością". Podobnie czy­&#13;
ni przecież Tomasz, sytuując łaskę i sprawiedliwość na od­&#13;
miennych poziomach.&#13;
20&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
Pozostało nam omówienie problematycznego związku&#13;
między doświadczeniem ocalenia a w s t y d e m . Zacytujmy&#13;
w tym celu jeden z aforyzmów Fryderyka Nietzsche:&#13;
&#13;
Szczęście, któremu to Levi we własnym mniemaniu za­&#13;
wdzięcza ocalenie, i łaska Boska doświadczane są przez&#13;
podmiotowość w zbliżony sposób. Szczęście jest przypad­&#13;
kiem, czymś, czego nie da się przewidzieć, zrozumieć. Po­&#13;
dobnie rzecz ma się z łaską: jest ona arbitralna, nie znamy&#13;
powodów, dla których Bóg sobie kogoś upodobał, kosztem&#13;
innych. Podobne doświadczenie opisuje właśnie Levi. De­&#13;
cyzja Boga jest nieprzewidywalna, kieruje się On sobie tylko&#13;
znanymi regułami. Nie wiadomo, kto i dlaczego otrzyma ła­&#13;
skę, tak jak nie wiadomo, kto i dlaczego przeżył obóz zagła­&#13;
d y . Możemy więc powiedzieć, iż różnica między Levim&#13;
a jego przyjacielem zachodzi na poziomie rozumienia: struk­&#13;
tura doświadczenia wewnętrznego jest taka sama, odmien­&#13;
ne są natomiast interpretacje.&#13;
25&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Wszystkie cytaty z Biblii pochodzą z wydania: Pismo Święte Stare­&#13;
go i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych, opraco­&#13;
wał zespół biblistów polskich z inicjatywy Benedyktynów Tynieckich,&#13;
Poznań 1980.&#13;
2&#13;
&#13;
Swoje doświadczenia z pobytu w obozie zagłady opisał w wydanej&#13;
w Polsce książce Czy to jest człowiek, przeł. H. Wiśniowska, Kraków 1978.&#13;
3&#13;
&#13;
G. Agamben, Remnants of Auschwitz, przeł. D. Heller-Roazen, New&#13;
York 1999, s. 120.&#13;
4&#13;
&#13;
P. Levi, The Drowned and The Saved, przeł. R. Rosenthal, New York&#13;
1989, S. 73.&#13;
5&#13;
&#13;
Tamże, s. 8 1 .&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
Tamże, s. 82.&#13;
Prowadząc rozważania o łasce, warto również wprowadzić kate­&#13;
gorię daru. Łaska bywa przecież często określana właśnie jako „nieza­&#13;
służony dar". Niestety, musimy ograniczyć się jedynie do zasygnalizo­&#13;
wania tego interesującego problemu, inaczej znacznie przekroczyliby­&#13;
śmy ramy niniejszej pracy.&#13;
7&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
D. Oko, Łaska i wolność, Kraków 1997, s. 34.&#13;
Na przełomie I w. p.n.e. i I w. n.e. powstają liczne sekty i wspólnoty,&#13;
takie jak w Qumran, które koncentrują się przede wszystkim na rygory­&#13;
stycznym przestrzeganiu Prawa.&#13;
9&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
Świadczą też o nim takie wydarzenia, jak opisywane w Nowym&#13;
Testamencie uzdrawianie w szabat (Mk 3,1-6) czy dotykanie kobiety „cho­&#13;
rej na upływ krwi" (Mk 5, 25-43). Zob. też: Praktyczny słownik biblijny,&#13;
pod red. A. Garbner-Haider, przeł. T. Mieszkowski, R Pachciarek, War­&#13;
szawa 1994.&#13;
11&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
Czemu odczuwamy wstyd, kiedy nas spotyka dobrodziej­&#13;
stwo albo wyróżnienie, na które, jak się mówi, 'nie zasłu­&#13;
żyliśmy'? Zdaje się nam przy tym, żeśmy się wcisnęli&#13;
w dziedzinę, do której nie należymy, z której powinniśmy&#13;
być wyłączeni [...]. Dzięki błędowi innych dostaliśmy się&#13;
przecież do niego: i teraz opanowuje nas w części bojaźń, w części cześć, w części zdziwienie, nie wiemy, czy­&#13;
śmy powinni uciekać, czy korzystać z błogosławionej chwi­&#13;
li i dobrodziejstw łaski. W każdym wstydzie zawiera się&#13;
misterium, które wydaje się przez nas sprofanowane, lub&#13;
któremu grozi niebezpieczeństwo profanacji; wszelka ła­&#13;
ska zawstydza.&#13;
24&#13;
&#13;
Teraz już rozumiemy, dlaczego u źródeł opisywanego&#13;
przez Leviego wstydu leży inne doświadczenie - doświad­&#13;
czenie ocalenia.&#13;
4.1 Aby uniknąć wszelkich nieporozumień, należy pod­&#13;
kreślić, iż nie twierdzimy bynajmniej, iż religijny przyjaciel&#13;
Leviego miał rację, przypisując ocalenie łasce Boskiej. Cho­&#13;
dziło raczej o pokazanie, iż utożsamiając zbyt łatwo wstyd&#13;
z poczuciem winy, w p a d a m y w interpretacyjną pułapkę,&#13;
z której będzie nam później trudno się wydostać (niekoń­&#13;
czące się dociekania o winie i niewinności). Tymczasem ka­&#13;
tegoria łaski może właśnie lepiej oddać istotę tego doświad­&#13;
czenia, pozwolić je zrozumieć.&#13;
&#13;
D. Oko, dz. cyt., s. 40.&#13;
H. Arendt, Wola, przeł. R. Piłat, Warszawa 2002.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. III, przeł. A. Kuryś,&#13;
Warszawa 1995.&#13;
14&#13;
&#13;
Arystoteles, Etyka nikomachejska,&#13;
1982, s. 162.&#13;
&#13;
przeł. D. Gromska, Warszawa&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Oczywiście Paweł I Arystoteles rozumieją pod pojęciem prawa&#13;
coś odmiennego, niemniej w obu przypadkach zakłada się Istnienie&#13;
określonych norm regulujących postępowanie człowieka.&#13;
16&#13;
&#13;
Tomasz z Akwinu, Traktat o Bogu, przeł. G. Kurylewicz, Z. Nerczuk, M. Olszewski, Kraków 1999, s. 322.&#13;
17&#13;
&#13;
Tamże, s. 324.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Tamże, s. 325.&#13;
Bierze w nich udział m.in. Pascal, kiedy polemizuje w Prowincjonałkach z jezuickimi koncepcjami rozróżnienia łaski na łaskę wystarcza­&#13;
jącą i skuteczną. Kategoria łaski pojawia się też w kontekście sporów&#13;
dotyczących ontologicznego dowodu na istnienie Boga, którego zwo­&#13;
lennikiem był m.in. Kartezjusz.&#13;
19&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
R Levi, dz. cyt., s. 82.&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
Tamże, s. 83.&#13;
&#13;
2 2&#13;
&#13;
Tamże, s. 82.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
Tamże, s. 73.&#13;
F. Nietzsche, Wędrowiec i jego cień, przeł. K. Drzewiecki, Kraków&#13;
2003, s. 164.&#13;
24&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
O łasce jako sposobie interpretacji przygodnych wydarzeń pisze&#13;
również W. Stróżewski w swoim szkicu O przygodności człowieka. Zob.&#13;
W. Stróżewski, O wielkości, Kraków 2002.&#13;
&#13;
PISMO ANTROPOLOGICZNE&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9684" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9662">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4e525782e744d1bd7838531ef7af13da.pdf</src>
        <authentication>2c6cd9752cbdce50a7a9f1b78030d505</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115211">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5622</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115212">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115213">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115214">
                <text>antropologia miasta</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115215">
                <text>Nowa Huta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115216">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5226</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115217">
                <text>Miasto dobrego losu/ Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115218">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17) s.68-83</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115219">
                <text>Nałęcz-Nieniewski, Michał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115220">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115221">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115222">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115223">
                <text>FOT.

Michał
Natęcz- N i e n i e w s ki

TOMASZ

CICHOREK

HTTP://TOMEKCICHOREK.WORDPRESS.COM

Ur. w 1986 roku.
Student piątego roku
etnologii i antropologii
kulturowej UJ. Jego
praca magisterska
dotyczy wizerunku
pisarza w okresie
o d w i l ż y '56. Interesuje
się mechanizmami
totalitaryzmu, istnieniem
mitycznych s t w o r z e ń
w w y o b r a ź n i ludzkiej
oraz antropologią
literatury i filmu.

Dziewczynko wybudują
miasto, w którym nie będzie
innych, niż szkolne, klas

Ideowe korzenie

Adam Włodek,
olegom z 51. ochotniczej brygady ZMP

koncepcji Nowej Huty
BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�Michał Natęcz-Nieniewski

70

I. Fenomen miasta
pecyficzny i złożony twór, który nazywa­
my miastem, w ciągu wieków rozwoju
stał się niemal synonimem cywilizacji
i a k o takiej.
tak
jako
Chodzi o taką osadę ludzką, która
jest wyraźnie wyodrębniona w krajobrazie opa­
nowanym przez człowieka, wyróżnia się swoim
rozmiarem, gęstością zabudowy i społecznością
mieszkańców. Nie trudnią się już oni rolnictwem,
które staje się wobec miasta czymś zewnętrznym,
podobnie jak myślistwo czy rybołówstwo. W po­
dobny sposób ujął definicję miasta Philip Bagby,
prowadząc rozważania na jej temat kontekście
zagadnienia cywilizacii: To właśnie uwolnienie
od konieczności wytwarzania własnymi rękami
swego Dożywienia Dozwoliło należy sadzić
mieszkańcom miast poświecić całv swoi czas^
soecializacii i co za tym idzie komplikowaniu
kultury'" r
;
zdefiniowanie
cywilizacji jako „kultury miast"
o w i e r e

n

r

o

n

o

n

o

w

a

ł

2

Z drugiej strony nietrudno zauważyć, że każ­
de miasto jest przede wszystkim wykwitem myśli
ludzkiej, a jego forma i treść wyrastają z konkret­
nej kultury i są od niej zależne. Porządkuje życie
zbiorowości i zaspokaja ludzkie potrzeby - ale
też stanowi przestrzeń te potrzeby formującą.
Można powiedzieć, że nadaje kształt kulturze,
która funkcjonuje w ramach określonej miejskiej
przestrzeni. Nic zatem dziwnego, że kiedy uto­
piści poszukiwali recepty na idealne społeczeń­
stwo, projektanci kreślili idealne rozwiązania
zabudowy miejskiej, 2L wszyscy w swoich pOmyślach ulegali tendencii do regulowania życia
ludzkiego na nowo, wedle arbitralnie przyjętych
p r z e z siebie zasad.

Zanim jednak nadszedł czas projektów ma­
jących za cel przemiany społeczne, trzeba było

1

P. Bagby, Kultura i historia. Prolegomena do

porównawczego

badania cywilizacji, tłum. J. Jedlicki, PIW,

Warszawa 1975, s. 230.
2

Ibid, s. 231.

wielu wieków rozwoju myśli urbanistycznej
i realizacji coraz to nowych rozwiązań w zmie­
niającym się świecie. Jedno z najstarszych zna­
nych nam miast wzniesionych według planów
urbanistycznych to Kahun w Egipcie (z wyzna­
czonymi kwartałami dla robotników; około 1900
p.n.e.). Późniejsze, jak rozpoczęta przez Echnatona nowa stolica (Amarna, około 1340 p.n.e.),
również powstawały w państwie faraonów lub
rozwijały się j u ż poza tym kręgiem kulturowym
(na przykład Marzabotto w Etrurii, około 500
p.n.e). W greckich koloniach, w przeciwieństwie
do rozwijających się swobodnie prastarych Aten
czy Olimpii powstawały ściśle uporządkowa­
ne ośrodki mieiskie (miedzy innymi Sehnunt
na Sycylii około 628 o n e ) Ekspansia Gre
ków u m o ż l i w i a ł a rozładowanie p r z e l u d n i ć nvch miast a zasiedlanie obcvch terenów bvło
bodźcem dó szukania nowych rozwiązań. Układ
urbanistyczny onartv na nrostokatnei siatce ulic
nronaaowałHinnodamosz Milen, budowniczy
L i a r y w n i e r w s z e i nołowie V w i e k ń Zastosował
ao w nianie P i r e , Z Milen, i Thnrioi W e d ł n a

stosowane przez niego demoKratycznej zasady
isonomn (równego podziału; zaKIadano nowe
miasta w Ko oniacn grecKicn przez prawie
pięćdziesiąt lat. scentralizowanemu Imperium
Rzymskiemu bardziej od demokratycznego sys­
temu nippodamejskiego odpowiadała prostokąt­
na symetria hellenizmu, którą wraz z wzorcem
etruskim połączono w castrum Komanum Le­
piej reprezentowało państwo i hierarchię władzy,
jednocześnie zapewniając obronność odpowied­
nią dla nowo zakładanych posterunków wojsko­
wych i stolic Prowincji (Kolonia, Strasburg T i m gad w Afryce) . Wymienione przekształcenia
urbanistyczne są zgodne z ujęciem miasta jako
emanacji kultury wyrażającej wiodące dla niej

3

W. Koch, Style w architekturze. Arcydzieła

europejskiego od antyku po czasy współczesne,

budownictwa
tłum.

W. Baraniewski i in., Świat Książki, Warszawa 1996,
s. 390-393.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Miasto dobrego losu. Ideowe korzenie koncepcji Nowej Huty
treści. Wraz z wzrostem migracji i roli średnio­
wiecznego mieszczaństwa następował bardziej
żywiołowy rozwój zabudowy, wcześniej niemoż­
liwy ze względu na rygorystyczny plan rzymski.
Nowe lokacje powstawały wokół klasztorów
i zamków lub w miejscach istotnych dla szlaków
handlowych. W sposób ścisły planowano głów­
nie ośrodki spełniające funkcję warowni, a ich
potrzeby militarne wciąż na nowo pobudzały
rozwój fortyfikacji .
4

II. Miasto idealne

71

święciło swoje triumfy w okresie baroku, bę­
dąc odbiciem megalomanii władców. Dopiero
w ustroju monarchii absolutnej realizowane
były projekty miasta jako rezydencji, ogrodu,
garnizonu, prestiżowego obiektu, czy wreszcie
GesamtkunstweĄ Równocześnie zmieniał się sposób myślenia
o mieście. W czasach oświecenia wzrastało za­
interesowanie drugim aspektem istnienia mia­
sta - kreacyjnym, sprawczym. Wiązało się to
z XVIII-wieczną ideą „architektury jako dzie­
dziny o wyjątkowej społecznej randze, sprzęga­
jącej kwestie estetyki i polityki" . Dostrzegano
zawarty w mieście potencjał kulturowy, jego
ogromny wpływ na kształtowanie się relacji mię­
dzyludzkich i stosunków społecznych, a także
nagły wzrost jego roli gospodarczej w okresie
rewolucji przemysłowej. Niektórzy zaczęli po­
kładać nadzieje w nim jako narzędziu metodzie
systemie czy tez mechanizmie który ukształtuje
nowe społeczeństwo. Taki sam „nacisk padaiacv na 2~l0ba.ln.0sc rozwiązań, będzie charak
tervstvcznv dla teorii urbanistyczna w okresie
modernizmu.
6

7

Myśl o mieście idealnym zrodziła się naj­
prawdopodobniej w umysłach starożytnych,
jednak dopiero w renesansie próbowano wpro­
wadzać ją w życie. Idealnymi rozwiązaniami
urbanistycznymi zajmowały się wtedy najwięk­
sze umysły epoki, między innymi Leonardo
da Vinci (którego pomysł wielopoziomowych
ulic i kanalizacji wykorzystano dopiero na prze¬
łomie X I X i X X wieku w Paryżu), Albrecht
Durer i Giorgio Vasari. Dla renesansowych teo­
retyków inspirację stanowiło dzieło O architek­
turze ksiąg dziesięć napisane przez Witruwiusza
miedzy 88 a 26 rokiem P.n e. Cele projektów
były r ó ż n e - zależnie od nich zwracano większą
uwagę na obronność fortyfikacji na parki iako
przestrzeń wypoczynkowa i ciesząca oko na
odpowiednie dla każdego stanu umiejscowienie
dzielnicy i tak dalei Kreślono ie na rozmaitym
olanie-koła kwadratu c^iazdy wielokąta ehn
sv i innych' nieraz fańfazvinvrh fi«n,r Proiek
ty miast idealnych realizowano jednak hardzó
r L d k o noniewaz koncentrowano sie na nrze
Puuowie juzistniejącycn osrodKow . almanoya
twierdza Wenecjan na peanie g ^ z d y
była

Z biegiem czasu paradygmatem stała się misja
cywilizacyjna Europy Zachodniej, wiążąca się
z industrializacją i uprzemysłowieniem. Szerząc
ideę gospodarczego postępu, podejmowano coraz
śmielsze przedsięwzięcia budowlane (moderni­
zacja centrum Paryża w 1852 roku, londyńskie
metro w 1854, Kanał Sueski w 1859, Pierwsza Ko­
lej Transkontynentalna w 1862, Most Brookliński
w 1870, Statua Wolności w 1884, Wieża Eiffla
w 1889, Kolej Transsyberyjska w 1891 i inne). Co­
raz bardziej zmieniał się pejzaż miejski. Nadeszła
epoka eksperymentów społecznych, w której roz­
poczęto realizacje różnych utopijnych projektów
na miarę X I X wieku.

4

Ibid., s. 397-399.

7

5

Ibid., s. 404.

socjalistycznego w planie „propagandy

6

„Racjonalnie przemyślana, funkcjonalną jednolita całość".

Wydawnictwo Leopoldinum, Wrocław 1999, s. 41.

Ibid

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

8

BARBARZYŃCA

W. Tomasik, Inżynieria

Ibid.

dusz. Literatura realizmu
monumentalnej",

�Michat Naîecz-Nieniewski

72

Idąc za rozmaitymi wizjonerami, zarówno
rządy, jak i bogaci przemysłowcy a n g a ż o w a l i
się w tworzenie miast idealnych. Co charak­
terystyczne, rzadko decydowano się ekspery­
mentować na własnym podwórku. Jak więk­
szość ideologii wymyślonych w obrębie kultury
zachodniej , tak i miasta idealne były testowa­
ne raczej poza jej granicami. Wiele utopijnych
pomysłów starano się uskuteczniać w Nowym
Świecie, m i ę d z y innymi wioskę owenowską,
falanster Fouriera i Ikarię Cabeta. Jednym
z wyjątków było Guise we Francji, gdzie
alizowano w 1859 roku koncepcję Charlesa
Fouriera - pół wieku po jej ogłoszeniu. E l i ­
sabeth F ö r s t e r - N i e t z s c h e siostra s ł a w n e g o
filozofa w 1886 roku wraz z m ę ż e m założyła
w Ameryce Południowej kolonię Nueva Ger¬
mania dla czvstei krwi Arviczvkow W latach
dwudziestych X X wieku swoich sił na tym polu
nróbował też naibosratszv człowiek na świecie
Henry Ford Rył pomysłodawca trzyzmiano'

Wraz z panem Fordem jesteśmy głęboko prze­
konani, iż gdybyśmy tylko zdołali wniknąć do
samych korzeni i serca rodziny i życia domowe­
go (...), udałoby się nam stworzyć doskonalsze
przyszłe pokolenia, niż teraz, gdy docieramy do
nich jedynie w czasie godzin pracy .
11

9

10

weao trvhu pracy wynalazca taśmy fahrvcznei
i pfekJsnrem masnwei nrndnkrif O J r n i e t v
nhsesi! n ™ ™ ^ ^

obsesją ograniczania Kosztów
zważania
wydajności, w n i k a ł w życie prywatne swoich
pracowników i marzył o stworzeniu dealnej
społeczności, l ewnie dlatego założył na te­
renie Manow Zjednoczonych az trzy miasta.
Warto zacytować stówa jego eksperta od siły
roboczej:
9

Najbardziej znanym przykładem są losy myśli

Chwilowy wzrost zapotrzebowania na g u m ę
w produkcji samochodów zaowocował w 1927
roku szalonym pomysłem. Zakładając własną
plantację w brazylijskiej dżungli, Ford chciał
jednocześnie z a p r o w a d z i ć tam porządek na
wzór amerykańskiego miasteczka: z krytymi
gontem domami, rynkiem, kościołem i szpita­
lem, z elektrycznością zasilającą sieć telefonicz­
ną, lodówki, pralki i gramofony, z lodziarnią,
estradą i dancingiem, z kortami tenisowymi,
kursami golfa i wieczorami poetyckimi, z wie­
żą ciśnień, instalacją wodociągową i czerwo­
nymi hydrantami wzdłuż prostych szerokich
dróg po których jeździć miały oczywiście słynne
Fordy T " .

III. Socrealizm
Dyktatorzy państw totalitarnych i partyjni
guru, podobnie jak inni władcy tego świata,
wykorzystują wszystkie sposoby ekspresji, które
opanowała ludzkość, jako narzędzia sprawowa­
nia władzy. W odróżnieniu jednak od swoich

S. Friedrichsmeyer i in. (red.), The Imperialist Imagination:

marksowskiej, wykorzystywanej w Rosji w różnych

German Colonialism and Its Legacy, University of Michigan

mutacjach, rozplenionej na Bliskim Wschodzie, w Afryce,

Press, Ann Arbor 1998, s. 33-39.

w Ameryce Środkowej oraz Południowej i nadal wegetującej

11

E. Zaretsky, Sekrety duszy. Społeczna

i kulturowa historia

jako oficjalna ideologia na terenach Azji. Wyobrażenie

psychoanalizy, tłum. M . Trzcińska Prószyński i S-ka,

Lenina jadącego z Niemiec do Rosji w zapieczętowanym

Warszawa 2009, s. 159, 160.

wagonie, niczym nowy koń trojański, jest trafnym skrótem

12

dla tej prawidłowości. Ponadto wielu krwawych dyktatorów

in Environmental History, Cambridge University Press,

studiowało w Europie Zachodniej, zanim objęło rządy

Cambridge 2002, s. 71-86. Por. G. Grandin, Fordlandia:

w rodzimych krajach.

The Rise and Fall of Henry Ford's Forgotten Jungle City,

10

R.C. Hołub, Nietzsche's ColonialistImagination: Nueva

Germania, GoodEuropeanism, andGreatPolitics,

W. Dean, Brazil and the Struggle for Rubber: A Study

Metropolitan Books, Nowy Jork 2009.

[w:]

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Miasto dobrego losu. Ideowe korzenie koncepcji Nowej Huty
poprzedników likwidują wszystko, co nie repre­
zentuje ideologii państwowej. Ideologia bowiem
ma obejmować poszczególne aspekty życia, jako
że zgodnie z oficjalną wykładnią jest samowy­
starczalna: stanowi receptę doskonałą na idealne
społeczeństwo. Podkreśla się zatem ideę nowości
- nie tylko w znaczeniu nowatorstwa czy nowo­
czesności, ale w sensie na nowo ustanawianego

FOT. TOMASZ CICH0REK

HTTP://T0MEKCICH0REK.W0RDPRESS.COM

świata. Nowa epoka oznacza nowego człowieka,
nowe społeczeństwo i państwo. Każda dziedzina
działalności człowieka miała być tego wyrazem.
W ich szeregu, obok malarstwa i rzeźby, również
architektura i urbanistyka.
Wbrew różnym wizjonerom łączącym przy­
szłe społeczeństwa nowoczesne z futurystyczną
aglomeracją, konstruowane od podstaw miasta
socjalistyczne nie odznaczają się nowatorską
architekturą. Podobnie jak w innych dziedzi­
nach życia, starano się ograniczyć indywidual­
ną inwencję do minimum, wprowadzając je­

W. Tomasik, op. cit., s. 39.

3-1

(1G-11) 3 3 3 3

den obowiązujący styl, którym stał się w końcu
socrealizm. Miasto w ustroju socjalistycznym,
postrzegane jako państwo w miniaturze, miało
być gigantycznym pomnikiem reprezentują­
cym nowy porządek. W pewnym sensie była to
idea przeciwstawna wobec rojeń władców ab­
solutnych. Miasto ludu miało być odpowiedzią
na zbytkowną rezydencję typu Wersal wznie­
siony dla Króla Słońce, który
mógł powiedzieć: „Państwo to
ja". Według komunistów nade­
szły czasy by odrzec- Państwo
tomy proletariusze" inrzeiśćod
mterńacionalistycznych mrzonekdo bardziej konkretnego im­
perializmu.
T ł u m a c z ą c założenia swo­
jego planu „propagandy mo­
numentalnej", którego częścią
miał być socrealizm, Lenin po­
woływał się w 1918 roku na
Miasto słońca Tommaso Cam¬
panella i wspomniane tam
„socjalistyczne freski" pełnią­
ce funkcję edukacyjną. Pisał:
„Niech to będą choćby
towe bloki z inskrypcjami na
nich, m o ż l i w i e najczytelniej­
szymi. (...) Za jeszcze w a ż n i e j s z e n i ż i n skrypcie u w a ż a m pomniki- popiersia lub posaJ naturalnei wielkości m o ż e płaskorzeźby
;
-,3
d s t a w i a ć antenatów
socia izmu" i bohaterów kultury" w e d ł u g
wcześniei snorzadzonei listy W czasach sta
linowskich idee komunizmu w y r a ż a ć miał j u ż
e

u D V

M i a

J

ł v b v

D r z e

każdy fracrment u f o r m o w a n e i nrzez c z ł o w i e

ka o r z e c z e n i w s z r z e a n l n n ś r i - założenia
a r r h i r e k t n n i r z ń e i r n z w L a n i a urhanistyrz
ne"H
Arehitekt snnłeezeń &lt;twa hn d n i a Jean

i uiic, lecz liizyiiiereiii

u

BARBARZYŃCA

73

Ibid.

QUSZ

IUQZICICII.

IVIH

�Michał Natęcz-Nieniewski

74

on możność o d d z i a ł y w a n i a na masy ludzkie
w s z ę d z i e i zawsze" .
Realizm socjalistyczny powstawał w opozycji
do nowatorskiego konstruktywizmu, który był
początkowo wspierany i wykorzystywany przez
bolszewików, a następnie, wraz z całą awangar­
dą, potępiony przez Lenina i Trockiego. Pojawiły
się takie grupy plastyków, jak utworzona w 1921
roku Nowoje Obszczestwo Żiwopiscew lub za­
wiązana rok później Assocjacja Chudożnikow
Rewolucjonnoj Rossiji. Wyeliminowanie wpły­
wów konstruktywizmu końca lat dwudziestych
było wyraźnym sygnałem, w jaki sposób będzie
kształtowane życie artystyczne w ZSRR. Sztuka
miała być jednym z wielu narzędzi w walce o socidizm co oznaczało głównie położenie nacisku
na to b'v treść podporządkować funkcji dvdak
tyczna lako cześć propagandowa machiny ceł
niła wyznaczona role obok mediów i literatury
Jej przekaz miał być powszechnie zrozumiały
— stad bierze sie nóźnieisza komunistyczna ten
denria do dyskredytach innych niz realizm m u
tów w sztuce jako „formalistycznych".
15

Tematyka malarstwa i rzeźby socrealizmu
siłą rzeczy obracała się wokół etosów proleta­
riusza i rewolucjonisty, później również żołnie­
rza Armii Czerwonej. Przedstawiano doniosłe
czyny socjalistyczne, głównie pracę fizyczną,
i herosów w postaci portretów konkretnych re­
wolucjonistów, działaczy, przodowników pracy
(które swoim wyidealizowaniem zaprzeczały
realistycznym założeniom ruchu) lub anonimo­
wych wizerunków robotnika czy kołchoźnicy.
W architekturze preferowano budowle o klasycystycznej formie i monumentalnym charakterze,
takie jak gmach Uniwersytetu im Łomonosowa
Of 3.Z, Ibogate wnętrza, jak wystrój moskiewskiego

15

E. Goldzamt, Zagadnienie realizmu socjalistycznego

w architekturze, [w:] O polską architekturę
Materiały

socjalistyczną.

z krajowej partyjnej narady architektów

odbytej

w dniu 20-21 VI1949 roku w Warszawie, Warszawa 1950,

metra. Teorię nurtu sformułował Maksym Gor­
ki. Nazwy użyto po raz pierwszy w 1932 roku,
kiedy na mocy postanowienia KC WKPB zlikwi­
dowano wszystkie dotychczasowe organizacje
literacko-artystyczne i utworzono jednorodne
związki na ich miejsce. Od 1949 roku socrealizm
obowiązywał j u ż we wszystkich krajach bloku
sowieckiego . Należało wówczas zdecydować
przynajmniej orientacyjnie, co właściwie będzie
zgodne z tym niespójnym stylem narzuconym
polskiej kulturze. M o ż n a było twierdzić, jak
Edmund Goldzamt, że wystarczy wybrać „wła­
sną, socjalistyczną w treści, narodową w formie
architekturę opierająca sie na postępowych tradyciach naszego narodu kształtująca sie poprzez
metodę realizmu socjalistycznego" odrzucając
kosmopolityczna konstruktywistyczna archi
tekturę burzuazyma w swei istocie odrtwaiaca
naród od nostenowe.ro snadku nrźeszłych no
16

koleń i nodnorzadkowuiaca «ro rozkładowym
wnływom J k r e i kultury Imneriali stycznego
Zachodu" Mnie fanatycznie hrzmia wytycz
ne nrzviete nrzez Rade SARP nrzewidmace ze
17

polska architektura otrzyma ,,tormy narodowe
bliskie i zrozumiale ludowi dzięki odzwier­
ciedlaniu -ideowego bogactwa epoki budowy
socjalizmu -odkrycie, ze stylem typowym dla
polskiej architektury jest renesans, było ostat­
nią wskazówką, jaką dano zdezorientowanym
architektom .
19

IV. Miasto p r z e m y s ł o w e
W sto lat po ogłoszeniu manifestu partii
komunistycznej, w którym Marks potępił „krytyczno-utopijny socjalizm i komunizm", zali­
czając doń idee Saint-Simona, Fouriera, Owena

16

B. Osińską Sztuka i czas, WSiP, Warszawa 1986, s. 100, 101.

17

E. Goldzamt, op. cit.

18

W. Tomasik, op. cit, s. 39.

19

E. Goldzamt, op. cit.

s. 26; cyt. za: W. Tomasik, op. cit., s. 8.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Miasto dobrego losu. Ideowe korzenie koncepcji Nowej Huty
i Cabeta , została podjęta decyzja o budowie
miasta, które nazwano później Nową Hutą. Najważniej szym j ego elementem miał być kombinat
- największa inwestycja Polski Ludowej. Pomysł
wzniesienia wielkiego zakładu metalurgicznego
pojawił się j u ż w 1945 roku, a prace projektowe
prowadzono od pierwszej połowy 1946 roku,
kiedy to n a w i ą z a n o kontakt z amerykańską
firmą Freyn Engineering Company z Chicago.
Miała ona dostarczyć całą niezbędną do budowy
huty dokumentację .
20

Mottem towarzyszącym budowie miasta mo­
głaby być jedna z wielu - podobnie brzmiących
w całym bloku sowieckim - oficjalnych wypo­
wiedzi odwołujących się do znaczenia postę­
pu technologicznego dla rozwoju socjalizmu.
W swoim referacie na piątym plenum KC PZPR,
Bierut podkreślał, jakie zadanie stoi przed polską
gospodarką:
Przesiąść się na konia wyższej techniki na nowe skomplikowane maszyny własnej produkcj i, na nową hutę w przemy śle, na elektryfi¬
kację (...) - dopiero wówczas można zbudować
trwałe i niewzruszone podstawy socjalizmu
w Polsce. Dopiero bowiem wyższa technika
umożliwia wysoką wydajność pracy człowie­
ka i stwarza warunki dla wydatnego wzrostu
dobrobytu i kultury całego narodu, dobrobytu
i kultury 111 ćl S pracujących, bez
nie 1X1 cl

21

Po odrzuceniu Planu Marshalla Polska za­
cieśniła kontakty z ZSRR. W 1947 roku Stalin
„zaproponował" współpracę przy wzniesieniu
kombinatu metalurgicznego, pod warunkiem
że zamiast pół miliona ton stali rocznie wypro­
dukuje a ż półtora miliona. W związku z tym
na początku 1948 roku zerwano u m o w ę z Ame­
rykanami, a ZSRR zapewnił dostawę projektów
i podstawowych u r z ą d z e ń dla huty. Głów­
nym projektantem został radziecki Gipromez,
z i n ż y n i e r e m Chryzantem Dmitrijewiczem
Zybinem na czele . Projekt kombinatu powstał
w wyniku pierwszych prac nad sześcioletnim
planem perspektywicznym rozwoju gospodarki
narodowej. W latach 1950-1957 pracowało nad
nim a ż kilkanaście radzieckich biur projekto­
wych Wiatach 1949—1960 generalnym oroiek
tantem miasta był natomiast Tadeusz Ptaszycki
a nroiektantami osiedli miedzy innymi Mar'
22

ta i lanusz Inaardenowie Tadeusz Remhie
sa Tadeusz lanowski Adam Fołtyn Rolesław
Skrzvhalski Andrzei TInieiewski i Stanisław

JuchLwicz.

75

socjalizmu .
23

Cytowane słowa otwierały Kromkę
Nowej
Huty podsumowującą dzieje wielkiego przed­
sięwzięcia. Miało się na nią składać opraco­
wanie archiwów w posiadaniu Huty im. Le­
nina. W obszernym wstępie dyrektor naczelny
Huty, mgr inż. Antoni Czechowicz, wskazywał,
że zwycięstwo Związku Radzieckiego w drugiej
wojnie światowej i „wyzwolenie Polski przez
bohaterską Armię Czerwoną" zapoczątkowało
nowej
epokę w dziejach narodu. Tym SĆI 111 y 111
zapowiadał, w jakich kategoriach będzie ujęta
historia powstania miasta - uniwersalnych i mi­
tycznych .
24

20

K Marks, F. Engels, Manifest komunistyczny, tłum.

W. Piekarski, Książka i Wiedza, Warszawa 1976, s. 118-122.
21

A Markowski, Dwie huty, podobna historia: Zakład

Słowackiego Powstania Narodowego i Huta im. W I . Lenina
- budowa wielkiego socjalistycznego zakładu przemysłowego,

aluminium z osiedlem na 16 tys. mieszkańców.
22

T. Gołaszewski, Kronika Nowej Huty. Odutwoizenia działu

projektowania Nowej Huty do pierwszego spustu surówki
wielkopiecowej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1955, s. 9, 27.
23

B. Bierut, Referat wygłoszony

na Kongresie

„Acta Histórica Neosoliensia" nr 10, 2007, s. 214, 215.

Zjednoczeniowym. Podstawy ideologiczne PZPR, Książka

W swoim artykule autor porównuje Nową Hutę ze słowacką

i Wiedza 1949, s. 61; cyt. za: T. Gołaszewski, op. cit, s. 6.

miejscowością Żiar nad Hronem, gdzie wybudowano hutę

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVÑCA

24

T. Gołaszewski, op. cit., s. 7.

�Michał Natęcz-Nieniewski

76

Jednym z etapów na „trudnej, lecz pięknej
drodze do socjalizmu" miało być wzmożenie
sił wytwórczych społeczeństwa dzięki wysokiej
technice podporządkowanej ekonomice kraju.
W rzeczywistości oznaczało to charakterystycz­
ny dla ideologii komunistycznej przesadny na­
cisk na produkcję, angażującą masy w wyścigi
pracy, którą uznawano konsekwentnie za war­
tość samą w sobie. Głównym ce­
lem tak zwanej „planowej polityki
gospodarczej" był „stały rozwój sił
wytwórczych kraju" . Największą
waee przywiązywano do przemysłu
ciezkieeo zapewnia) aceeo rzadko
wymienianywoficialnych wypowie­
dziach rozwói militarny. To wszyst
ko tłumaczy odrórny nacisk na hut
niczy charakter nierwszep-o w Polsce
socjalistycznego miasta

uprzemysłowienie będące okazją do pokazo­
wej industrializacji. Przy wyborze miejsca pod
budowę zignorowano całkowicie fakt, że grunt
stanowiły w większości żyzne czarnoziemy. O
lokalizacji miał zdecydować ogół przyczyn eko­
nomicznych, technicznych oraz polityczno-demograficznych . Pomysł tak bliskiego sąsiedz­
twa (7 k m od Placu Centralnego do Rynku
26

25

V. Satelita
B u d o w ą wzorcowego miasta
PRL-u, zaplanowanego na 60-80
tysięcy mieszkańców, rozpoczę­
to realizację planu sześcioletnie­
go. Dzielnica powstała na obsza­
rze gminy Mogiła, gromad Ruszczą
i Wadów, części gromad Branice i Przewóz.
Ziemie te zostały wskazane przez przysłanych
z Moskwy architektów - 13 stycznia 1949 roku
do Gliwic przybyli specjaliści radzieccy, aby usta­
lić lokalizację odpowiednią dla powiększonego
projektu. Okolice Krakowa wybrano ze względu
na płaski teren źródła surowców i dostęp do odpowiedniei ilości wody rezerwuar siły roboczei
w małopolskich wsiach zaplecze transportowe
szkoły i wyższe uczelnie techniczne oraz słabe

FOT. TOMASZ CICH0REK HTTP://T0MEKCICH0REK.W0RDPRESS.C0M

Głównego) miał nieco odmiennego poprzednika
w brytyjskiej koncepcji z lat dwudziestych, która
sformułowała miasto satelitę z samodzielnymi
rynkami usług i zatrudnienia, ale uzależnione
od administracji, instytucji naukowych i kultu­
ralnych większego ośrodka. W przypadku Nowej
Huty stosunki te miały przebiegać w sposób bar­
dziej obustronny .
Wybór okolic Krakowa sugeruje bowiem
jeszcze jeden cel. „Nowe miasta i fabryki miały
27

Ibid.

rozwojowe), [w:] J. Dąbrowski (red.), Kraków.

26

Ibid., s. 31-40.

rozwojem miasta, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1957,

27

A. Ptaszycka, Oblicze urbanistyczne

25

Krakowa (Rozwój

współczesnego

Studia nad

s. 358.

miasta w latach 1945-1955, perspektywy

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Miasto dobrego losu. Ideowe korzenie koncepcji Nowej Huty
«przekształcać» strukturę społeczną, uwarun­
kowaną przez formację schodzącą właśnie z h i ­
storycznej sceny" . Mieszkańcy pochodzenia
robotniczo-chłopskiego mieli stanowić równo­
w a ż n i k dla drobnomieszczaństwa i inteligen­
cji grodu Kraka . Była to część stalinowskiej
strategii w konflikcie pomiędzy „postępowymi"
siłami komunizmu a „reakcyjnymi" warstwami
społeczeństwa. „Nowa Huta świetnie pasowała,
by stać się społecznym i ideologicznym labora­
torium stalinizmu" , z a u w a ż a Jerzy Sądecki
i cytuje Andrzeja Chwalbę: „Miała stanąć do
pojedynku ze starym Krakowem. Zmienić to
miasto rozpuścić «błekitna krew» w świeżej i do­
brej, bó «robociarsko-biedniackiej»". Używając
dalei ówczesnej nomenklatury zdrowy element
proletariacki" miał rozsadzić "ten „zaścianek"
i rezerwat" krakowski Rekompensaty wre
rżane chłonom za odebrane ziemie stanowiły
znikomy procent ich wartości a ponadto docho­
dziło nrzv tvm do nadużyć i machinacii Nano
t y k a n o n a r z y n n y o n ó r w y s i e d l a n y r h mieszkań"
rów Maiae I d n a k szczvtnv eel nnknnvwanń
28

29

30

31

takie przeszkody Pezsentymentów .
zatwier­
dzeniu terenu Mogiły i 1 leszowa rozpoczęto
pracę od pomiarów pod zakład metalurgiczny
(1 kwietnia IW) .Juz w polowie
roku
przedłożono rezydmm Rządu plan urbani­
styczny wraz z makietą, jednak władze zdecy­
dowały wówczas o powiększeniu miasta do 1UU
tysięcy mieszkańców.

77

VI. Inspiracje i idee
Nowa Huta miała być przeciwieństwem „cia­
snych i chaotycznych" ośrodków przemysłowych
na Zachodzie. Wytyczono sieć szerokich ulic,
place i skwery, miejsca wypoczynku i rozrywki.
Budynki mieszkalne nie od razu wpisywały się
w narzucony od połowy 1949 roku styl realizmu
socjalistycznego. Zanim dociśnięto ideologiczną
sztancę, powielano warszawskie domy autorstwa
Franciszka Adamskiego: jedno- i dwupiętrowe,
ze spadzistymi dachami, ustawione szeregowo
na dużej przestrzeni . Dopiero w następnym
etapie budowy zastąpione je większymi bu¬
dynkami o profilowanych gzymsach i płaskich
dachach ozdobionych attyka Realizując postu­
lat intensyfikacji zabudowy łączono obrzezne
budynki w długie ciari Niezależnie od przy
ietego stylu osiedla oroiektowano pod woły
wem insniraćii amerykańska iednostka sąsiedzka
(neiphhourhood unh ronrelt) która w czasach
stalinowskich była oflrialnie noteniana Meto
da ta noleaała na koncentracii ustalone! liczhy
mieszkań wokół obiektów twórz a cvch w i i
34

społeczną
przedszkoli, szkol, sklepów .lelen
wyraz doktryna socrealizmu znalazła w zespole
oraz l l a c u Centralnym, co jednak me prze­
szkodziło projektantom wzorować się na roz¬
wiązaniach i styfach zachodnioeuropejskich (na

WTomasik,cp.£«.,s.7.

(Osiedle Wandy, Osiedle Willowe, Na Skarpie).

29

A Kaszycka, o/&gt;.«;.,s. 356.

W „module Adamskiego" można się dopatrzyć wpływów

3 0

J. Sądecki, O Nowej to Hucie piosenką, [w:] Najnowsza historia

„anglosaskiej idei miasta-ogrodu i koncepcji niemieckich

28

Polaków. Oblicza PRL, „Rzeczpospolita" 20.11.2007, s. 5.
31

32

kolonii pracowniczych z przełomu X I X i X X wieku,
realizowanych w Krakowie po 1910 roku na Salwatorze

Ibid.
D . Gut, Nowa Huta w świadectwach

jej

mieszkańców,

oraz w latach 1941-1944 przez Niemców budujących

[w:] J. Bujak, A. Zambrzycka-Steczkowska, R. Godula

osiedle przy ul. Królewskiej". Może tu leży przyczyna

(red.), Kraków.

kojarzenia jego projektu z I I I Rzeszą. W Komorowski,

Przestrzenie kulturowe, Wydawnictwo

Platan, Kraków 1993, s. 119, 120. Zob. też:

Urbanistyka i architektura Nowej Huty

T. Gołaszewski, op. cit., s. 57 i 65

„Rocznik Krakowski" t. L X X I , Kraków 2005, s. 190, 192;

3 3

3 4

T. Gołaszewski, op. cit., s. 56.
Budowano je na terenie całej Polski, ale żaden

zespół budynków nie jest większy od nowohuckiego

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

1949-1959,

zob. także: T. Gołaszewski, op. cit., s. 66-67.
3 5

W Komorowski op. cit., 190, 193. Autor przytacza

informacje na ten temat za S. Juchnowiczem i A. Lorkiem.

�Michał Nafęcz-Nieniewski

78

przykład francuskim, z czasów Ludwika XVI). i był to dialog złożony z kontradykcji oraz konty­
Niemniej jednak dominowały cytaty ze stylów nuacji. Odpowiednikiem Rynku Głównego miał
historycznych pochodzących głównie z polskiej być plac z bogato zdobionym ratuszem miejskim,
architektury barokowej i renesansowej .
a Traktu Królewskiego - Aleja Róż. Plan zakładał
Równolegle do osiedli powstawały kolejne powierzchnię ponad dwa razy większą od Starego
wydziały kombinatu (nazywanego początkowo Miasta. W przeciwieństwie do bogatego w kościo­
Gigantem): konstrukcji stalowych, mechaniczny, ły centrum Krakowa, w Nowej Hucie nie przewi­
kuźnia, odlewni staliwa, odlewni żeliwa, wal­ dziano miejsca na żadną świątynię.
cowni gorącej blach, materiałów ogniotrwałych,
Już w renesansie próbowano zwizualizować
aglomerownia, siłownia i tak dalej. 22 lipca 1954
architekturę jednocześnie świecką i wzniosłą,
uznaje się za początek istnienia Huty im. Le­ 0 formie odpowiedniej do kultu Wiedzy. Bu­
nina . Wzniesiono ją w odpowiedniej odległo­ dowla ukazana na Szkole Ateńskiej Rafaela sta­
ści od osiedli mieszkalnych, za doliną Dłubni. nowi przykład idealnej architektury monumen­
Z Placu Centralnego prowadziła do niej jedna talnej - wzorowanej zarówno na sakralnej, jak
z głównych ulic. Oprawę głównego wejścia sta­ 1 świeckiej - będącej pomnikiem nauki i filozo­
nowiły dwa bliźniacze gmachy projektu Janusza fii. Style „świeckich religii", jakimi okazały się
Ballenstedta i Janusza Ingardena zbudowane być ideologie totalitarnego państwa, czerpały
w nierwszei nołowie lat pięćdziesiątych Sa do- w znaczący sposób z tradycji architektury sa­
brvm przykładem z i ákich elementów oolskiei
kralnej. I to dosłownie znaczący: jeśli chodzi
architektury renesansowej korzystano: okazałe o detal, to formy architektoniczne miały m ó ­
attvki sugeruia że mamv do czynienia z Draw
wić językiem zrozumiałym dla każdego, niczym
dziwymi robotniczymi pałacami Motyw attyki biblia pauperum. Podobnie jak w projektach ka­
snełniał wvmopi ideologiczne renesans został tedr i kościołów zakodowano przekaz odnoszący
u z n a n y z a styl historyczny «rodn'v naśladowania w
się do paruzji, takw budowlach socrealizmu znaj­
architekturze nowego miasta zarówno ze wzele
dowała odzwierciedlenie szczęśliwość jutra.
d „ na ieo-o nostenowy charakter iak i na J
Nowa Huta miała być wizytówką Nowego
siedź J o K r a k o w f oiezvznv n o k k l i attvki Z
Państwa o bezklasowym ustroju, wyrazem spo­
nesansowej . usiedle mieszkaniowe długo było łecznych przemian i ideowym komunikatem.
największym w powojenne] olsce. Ud Krakowa Był to hołd nauce w wydaniu ideologicznie spa­
miały oddzielać je obszary parkowe, a od strony czonym: monumentalna architektura w swej
kombinatu wzdtuz doliny IJtubni przewidywano funkcji i formie została podporządkowana jednej
izolujący od szkodliwych wyziewów pas zieleni, z gałęzi socjalistycznej władzy. Monumentalizm
ze sztucznym jeziorem, plażą i boiskami teren niekoniecznie wskazywał na doniosłość funkcji
pomiędzy dzisiejszą aleją Solidarności i ulicą ta- obiektu - ta bywała bowiem skromna w sto­
szyckiego podzielono na działki dla pracowników sunku do jego formy. Częściej przekazywała
znamienne treści: wzniosłość epoki (spełniony
Kombinatu.
Nowe miasto wyraźnie korespondowało z po­ Dostulat sDołeczeństwa idealnego) noteee Dańłożonym na zachód od niego „starym Krakowem" stwa robotniczego. Budynki tego typu miały
36

37

36

Ibid., s. 192-194.

op. cit., s. 214.

3 7

T. Gołaszewski, op. cit, s. 14.

39

38

W. Komorowski, op. cit., 202; zob. także: T. Gołaszewski,

Warszawa 1966, s. 39.

Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, t. VIII, PWN,

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Miasto dobrego losu. Ideowe korzenie koncepcji Nowej Huty
same sobą świadczyć o głębokich przemianach
społecznych, a ich zadaniem było zapowiadanie
rychłej przyszłości. „Dzieła architektów i urba­
nistów miały kształtować społeczeństwo nie
tylko w sposób bezpośredni, ale też pośrednio kierując myśli mieszkańców ku «jasnym dniom»
i szczęściu, jakie czeka «o przecznicę dalej»" .
Plan urbanistyczny Nowej Huty ma kształt
wachlarza i przypomina renesansowe oraz baro­
kowe miasta idealne, kreślone na planie okręgu
(przykładami mogą być modele Andrei Palla­
dia, Simone Martiniego lub Giorgia Vasariego,
a także te zrealizowane w Wersalu i Peters­
burgu). Waldemar Komorowski wskazuje na
jeszcze inne możliwe wzorce; barokowe place
del Popolo i św. Piotra w Rzymie, klasycyzujący
układ centrum Londynu Christophera Wrena
i realizacje paryskie Georges'a Haussmana. Jak
stwierdza Woiciech Tomasik geometria prze­
strzeni («bez zaułków») gwarantować miała,
iż w strukturze społecznei miasta powtórzy sie
harmoniine i proporcjonalne zestroienie cze
ści N o w a przestrzeń mieiska formowałaby
n o w e ™ człowieka nosłusznep-o - tak iak ona
- obiektywnym nrawom nauki" ' Tnsniracie re
nesansowymi miastami miały widocznie szcze40

4

aólne znaczenie sknrn ieszcze na nnczatku lat
niećdziesiatych krakowski SARP L a n i z o w a ł
d l ! architektów trzvdninwe wvcieczki antoka

Znaczny wpływ na projekt mogły mieć także
miasta przemysłowe o barokowej urbanistyce bu­
dowane na ziemiach polskich pod koniec X V I I I
i w X I X wieku. Według założenia w Kunsztowie
(1790) gwiaździste place leżą wzdłuż przecina­
jących się osi, natomiast w Białogonie (1816)
i Nietulisku (1820) występuje układ trójosiowy:

79

trzy ulice zbiegają się u wejścia do fabryki. Na
planie Nowej Huty widać, że starano się w jedną
połączyć dwie, zdawałoby się sprzeczne, kon­
cepcje: miasta przemysłowego i miasta-ogrodu. Za punkt odniesienia mogło służyć „rze­
mieślnicze miasto" Furttenbacha (XVII wiek),
w obrębie którego nakreślił on szkołę, łaźnię,
a przede wszystkim miejsca wypoczynku - staw,
lasek i porośnięte drzewami place. Nawet wały
obronne miały być obsadzone roślinnością. Na­
tomiast klasycznym przykładem zrealizowanego
projektu miasta-ogrodu jest Richelieu autorstwa
Lemerciera (na podstawie szczegółowych wskazówekkardynała) w którym wszystkie dziedziń­
ce wewnętrzne podwórza i place sa obsadzone
rzędami drzew«
Nawet po drugiej wojnie światowej na wy­
obraźnię projektantów wpływała wizja wywo­
dząca się z koncepcji Ebenezera Howarda. Jego
książka Garden Cities of To-morrow stanowiła
inspirację dla wielu teoretyków i działaczy spo­
łecznych przełomu X I X i X X wieku. Podjęta
w niej na nowo myśl o mieście-ogrodzie została
wzmocniona żywotną doktryną higieny i eugeniki, a kontynuowała ideę komunalnej własno­
ści ziemi. Przedstawiała rozwiązanie problemu,
jak jednocześnie zaspokoić potrzeby związane
z udogodnieniami miejskimi i z życiem bliżej
natury Odpowiedzią miał być ośrodek o kontro¬
lowanym rozwoiu terytorialnym i limitowanym
stanie zaludnienia", którego ziemia stanowiła
własność wspólnoty a układ urD3.nisüvcznv ZÜ
pewniał równowagę pomiędzy miastem a i ego
otoczeniem" . Na w z ó r założonych przez
Howarda miast fi etchworth Welwvn^ zaczęły
w Furonie nowstawać coraz dalsze od nrototynu
realizacie - także na ziemiach nokkich ÍZahki
Młociny) Większość tych projektów wiązała się
44

4 0

W. Tomasik, op. cit., s. 7.

43

W. Koch, op. cit.

41

Ibid., s. 6.

44

A. Czyżewski, Trzewia Lewiatana. Antropologiczna

42

Taką wycieczkę opisuje jeden z uczestników: http://www.

interpretacja utopii miasta-ogrodu, WUJ, Kraków 2001, s. 11.

nh.pl/jak_to_bylo.htm, 7.09.2009.

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVÑICA

�Michał Nafęcz-Nieniewski

80

z niepowodzeniami organizacyjnymi lub ekono­
micznymi, które wymuszały odchodzenie od za­
łożeń bądź ich zarzucenie. Otoczone szerokimi
pasami zieleni zespoły osiedlowe Nowej Huty
nawiązują więc nie tylko do tradycji moderni­
stycznych ośrodków robotniczych Polski przed­
wojennej. Pomimo przygaśniccia entuzjazmu
dla konceptu miasta-wsi co pewien czas powraca
on w zupełnie nowych projektach zagospodaro­
wania terenów bliskich dużym ośrodkom.

zamknięcie go również od południa efektownym
gmachem Domu Kultury - odpowiednikiem bu­
dynków opery lub teatru narodowego w miastach
zachodnioeuropejskich. Po obu stronach miały­
by mu towarzyszyć okazałe budowle. Na środku
Placu, w punkcie zbiegu alei Rewolucji Paździer­
nikowej i alei Lenina, miała stanąć wysoka iglica
bardziej przypominająca starożytne obeliski niż
zwieńczone gwiazdą pomniki typowe dla krajów
Demokracji Ludowej.

Jak twierdzi Leszek Sibila, koncepcj a urbani­
styczna Ptaszyckiego z 1949 roku opierała się na
największym do dziś mieście przemysłowym Ro­
sji, stalinowskim Magnitogorsku (z którym łączył
ją charakterystyczny zbieg trzech osi na placu),
i na świeżo wówczas zakładanym Stalinstadt,
pierwszym socjalistycznym mieście na niemiec­
kiej ziemi (również hutniczym, i z podobnymi
kwartałami osiedli mieszkalnych) .

Osiedla centralne odznaczają się od pozostałych
wyższymi budynkami, co ma służyć podniesieniu
rangi tego miejsca. Wzorowane na warszawskiej
MDM, wyróżniają się bogactwem detali archi­
tektonicznych w postaci arkad, gzymsów i attyk szczególnie cztery gmachy wokół Placu Centralne­
go. W pobliżu znalazł się również budynek Straży
Pożarnej i biurowiec przeznaczony dla instytucji
gospodarczych, społecznych i politycznych miasta.
Po 1956 roku zrezygnowano z wielu planów deko­
racyjnych, obejmujących ceramiczne płaskorzeźby
na ryzalitach wokół Placu, figury i płaskorzeźby
n*ł elewacjach, a także kamienne okładziny na bu­
dynkach wzdłuż głównych arterii .

45

VII. Opór rzeczywistości
Założenie urbanistyczne Nowej Huty oparło
się o zakole, w którym znajdują się Łąki Nowo­
huckie objęte dziś ramionami osiedli od zachod­
niej i wschodniej strony. Prostopadle do niecki
wytyczono główną oś skierowaną na północ . U jej
początku powstał główny plac, nazywany do dziś
Centralnym, choć nigdy nie znalazł się w rzeczy­
wistym centrum miasta. Ma kształt zbliżony do
pięcioboku i odchodzi od niego promieniście pięć
szerokich alej. Od północy, wschodu i zachodu
otaczają go budynki z arkadami. Zgodnie z pier­
wotnymi projektami parterowe części budynków
zostały przeznaczone na pomieszczenia o charak­
terze publicznym. Plan urbanistyczny zakładał
46

45

R. Radłowska, Lenin nie stanąłby

nigdzie -

47

Na południe od Placu Centralnego, u podnóża
skarpy, projekt zakładał stworzenie Centralnego
Zalewu Wodnego o powierzchni 80 hektarów
z torami regatowymi, wydzielonymi kąpieliskami,
amfiteatrami nad brzegiem, wielkim stadionem
sportowym i innymi obiektami rekreacyjnymi.
Zdobycie funduszy na takie przedsięwzięcie było
niemożliwe . Podobnie plan wykorzystania terenu
zielonego nad Dłubnią jako miejsca odpoczynku
i rekreacji spalił n&lt;ł pcinewce.
48

Główną oś założenia urbanistycznego, biorącą
swój początek na Placu, tworzy Aleja Róż, dzieląca

48

Za stroną Tadeusza Binka, który od 1952 roku pracował

rozmowa z Leszkiem Sibilą, http://miasta.gazeta.pl/

jako inspektor nadzoru budowlanego w Dyrekcji Budowy

krakow/l,35812,3133844.html, 07.09.2009.

Miasta Nowa Huta, a w latach 1956-1959 był tam

46

A. Ptaszycka, op. cit, s. 382.

dyrektorem do spraw przygotowania inwestycji:

47

W. Komorowski op. cit., 193.

http://tadeusz.binek.pl/6_02.htm, 7.09.2009.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Miasto dobrego losu. Ideowe korzenie koncepcji Nowej Huty
miasto na dwa skrzydła. Na odcinku znajdują­
cym się jeszcze w obrębie centralnych osiedli aleja
rozszerza się, tworząc podłużny plac. Na północ
od niego miała przecinać rynek z budynkami
partyjnymi po bokach i ratuszem - symbolem sa­
modzielności pełnoprawnego miasta - na środku.
Na podstawie makiety widać wyraźnie, że formą
nawiązywał do renesansowych ratuszy w Polsce.

81

ciwlotniczych. Projekt budynków mieszkalnych
przewidywał też instalację radiofonii przewodowej:
montowano głośniki podłączone do osiedlowej cen­
trali. Ponieważ okazało się to anachroniczną kon­
cepcją, uruchomiono centrale nadawcze jedynie na
dwóch osiedlach. Wkażdym budynku przeznaczano
część piwnicy na wspólne: pralnię i suszarnię (czasa­
mi projektowane na poddaszu). Powszechne zaopa­
trywanie się w pralki i radioodbiorniki
przekreśliło jednak sens tych pomysłów.
Od wybuchu wojny w Korei w 1950
roku na każdym osiedlu z polecenia
władz budowano w piwnicach schrony
przeciwlotnicze. Jednak wobec dużych
kosztów i dewastowania wyposażenia
wykreślono je z nowych projektów. Po­
wstałe schrony, szczególnie pod kombi­
natem, świadczą o strategicznym wymia­
rze i militarnym aspekcie przedsięwzięcia
z czasu zimnej wojny.

FOT. TOMASZ CICHOREK HTTP://TOMEKCICHOREK.W0RDPRESS.COM

Obawiano się jednak, czy kilkudziesięciometrowa
wieża (wzorowana zresztą na krakowskiej ) nie
stworzy zagrożenia dla samolotów z pobliskiego
lotniska w Czyżynach. W związku z przekształ­
ceniem miasta w dzielnicę z budowy ratusza osta­
tecznie zrezygnowano . Nie przewidziano szyb­
kości, z jaką rozwiną się okoliczne przedmieścia.
Już po dwóch latach budowy Nowa Huta została
włączona do Krakowa .
Zarzucono też - częściowo lub całkowicie
- stworzenie pralni domowych i schronów prze­
49

50

Na każdym osiedlu przewidzia­
no podstawówkę, przedszkole, żłobek
i przychodnię lekarską. Oprócz tego,
na terenie miasta wzniesiono Teatr Lu­
dowy, dwa bliźniacze kina (Świt i Świa­
towid), Szpital im. Stefana Żeromskie­
go. Pojawiły się także dwa stadiony (KS
Wanda i KS Hutnik) i nieduży zalew z plażą przy
ulicy Bulwarowej. Na osiedlu Szklane Domy, tuż
przy głównej trasie przemarszowej Plac Centralny
- Kombinat planowano postawić mało socjalistycz­
ny za to kojarzący się z kapitalizmem, jedenastopietrowy hotel Orbis. Nic dziwnego ze z czcisem
również z tego projektu zrezygnowano .
52

VIII. Decydujące zderzenie

51

Historia dopisała gorzkie epizody do większości
prób zrealizowania „nowego Eldorado". Wszystkie

W. Komorowski "/'• &lt;//.. s. 200.

51

A. Ptaszycka, op. cit., s. 358.

R. Radłowska, op. cit.

52

R. Radłowska, op. cit.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

�Michał Natęcz-Nienlewski

82

społeczności „idealne" realizujące w USA pomysły
Owena i Cabeta rozpadły się po zaledwie paru la­
tach istnienia, bezradne wobec klęsk żywiołowych
i wewnętrznej niezgody. Warunki przyrodnicze
w Nueva Germania okazały się nie do pogodze­
nia z niemieckimi przyzwyczajeniami, a kolonia
zaciągnęła górę długów. W parę lat po samobój­
stwie męża Elisabeth Fórster-Nietzsche porzuciła
mieszkańców i pierwsze pokolenie „nadludzi".
Fordlandia, wybudowana na wzór typowej ame­
rykańskiej mieściny, nie zapewniła mieszkańcom
ochrony przed szkodnikami i chorobami tropikal­
nymi. Dodatkowym utrudnieniem były drobia­
zgowe zasady reguluiace życie według poglądów
pomysłodawcy
od programu kulmralnego po
wegetariańskie menu W trudnych warunkach
Amazonii stalv sie zapłonem buntu pracowników
co wraz z orólna norazka nlantacii zakończyło sie
zwinięciem interesu który zdazył iuz nochłonać
ponad 10 milionów dolarów.
W przeciwieństwie do tych eksperymentów,
miasto przemysłowe realizowane jako sztanda­
rowy projekt planu sześcioletniego miało oparcie
w ustroju tak samo podporządkowanemu ideolo­
gii komunistycznej. Mimo to, ciemna strona No­
wej Huty doczekała się komentarza w Poemacie
dla dorosłych Adama Ważyka, przeczącym zresztą
dotychczasowemu nastawieniu poety:
Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą
zbudować hutę, wyczarować miasto,
wykopać z ziemi nowe Eldorado,
armią pionierską, zbieraną hałastrą
tłoczą się w szopach, barakach, hotelach,
człapią i gwiżdżą w błotnistych ulicach (...)
Wielka migracja przemysł budująca,

53

A. Ważyk, Poemat dla dorosłych

i inne wiersze, PIW,

Warszawa 1956, s. 9. Poeta, mając pełną świadomość

nie znana Polsce, ale znana dziejom,
karmiona pustką wielkich słów, żyjąca
dziko z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom w węglowym czadzie, w powolnej męczarni,
z niej się wytapia robotnicza klasa.
Dużo odpadków. A na razie kasza.
53

Wtórował mu młody Ryszard Kapuściński,
analizując temat zaplecza kulturalnego i rekre­
acyjnego Nowej Huty: „dwa maleńkie kina (oko­
ło 400 miejsc łącznie na 80 000 mieszkańców), ani
basenu, ani boisk". I pytał: „Kto zatwierdził plan
budowy miasta przewidujący dotąd tylko dwa
małe kina, a za to wiele knajp?" .
54

IX. Idea i praktyka
Można założyć, że na koncepcję Nowej Huty
wpłynęły projekty miast idealnych i przemysłowych,
idee miasta-ogrodu i miasta satelickiego. Oczywiście
wszystkie w interpretacji socjalistycznej, a po części
wręcz sowieckiej. W tej perspektywie Nowa Huta
jawi się jako owoc konkremych prądów myślowych,
permutacji ideologicznej komunizmu, skrzyżowa­
nia rozmaitych czynników kulturowych o zaska­
kującej niekiedy proweniencji. Została zbudowana
w wyniku zewnętrznej decyzji politycznej. „Nowe
miasto narzucało od początku swoim mieszkańcom
«ideologie zamieszkiwania* z góry ustalony podział
CZ9.SU- i przestrzeni Czasu - poprzez wypełnienie go
obchodzonym, ( ') świętami oraz przestrzeń, - przez
wsl^zan,eLwychm,e sc&lt;&lt;adorac ,&gt;!'' zauważa Dorota
Gut Gospodarcze p zeds,ewz,ec,e' na zamówienie
Moskwy okazu sie być również eksperymentem SPO
łecznymlednaLaokolemeetapyzaskoczyłyzarówno
twórców miasta, jak , jego wrogów Wszystko dlatego
1

1

55

ie

54

R. Kapuściński, To też jest prawda o Nowej Hucie,

„Sztandar Młodych" nr 234, 30.09.1955; cyt. za:

utopijnego rodowodu Nowej Huty, umieszcza w tym

http://www.kapuscinski.info/page/po_smierci/jezy k/l/kat/2/

samym utworze nazwisko Fouriera, którego wizja „morza

txt/36, 07.09.2009.

lemoniady" ziściła się jako system kłamstwa i odwracania

55

D. Gut, op. cit., s. 121.

pojęć.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Miasto dobrego losu. Ideowe korzenie koncepcji Nowej Huty
że - jak twierdzi Michel Foucault - żaden projekt nie
gwarantuje stałego porządku, bo zawsze jest możliwość
sprzeciwienia się mu. Powołując się na francuskiego
myśliciela, można zatem zdecydowanie odrzucić kon­
cepcję architektury determinującej lub wyzwalającej
człowieka, jako że wolność jest praktyką (h liberté est
une pratique) .
Pod względem ideologicznym koncepcja poniosła
więc prawdziwą klęskę, kiedy dzielnica stała się ośrod­
kiem strajków przeciw władzy i w obronie religijnego
aspektu życia mieszkańców. W jednolitej siatce seman­
tycznej miasta zaczęły powstawać wyłomy. Najpierw
w postaci placu pod budowę kościoła i słynnego Krzyża
Nowohuckiego, który w kolejnych odsłonach pełnił
tę funkcj ę przez pół wieku pomimo (z powodu ? ) wybu­
dowania w tym miej scu obiektu reprezentuj ącego j edną
z instytucji władzy - szkoły . Następnym dysonansem
była „Arka Pana" w Bieńczycach, formą nawiązująca
do sztandarowej dla modernizmu kaplicy w Ronchamp
projektu Le Corbusiera. Znakiem oporu wobec funda­
mentalnej dla miasta ideoloeii stała sie próba wysadzę
ma pomnika Lenina a urwame mu stopy przełamało
56

57

83

nietykalność symbolu dominującego nad hutniczym
miastem. Choć „kolos" nie runął, to socjalizm zo­
stał w symboliczny sposób pozbawiony stabilności.
Ostatecznym zaprzeczeniem świeckiego charakteru
starszej części dzielnicy stał się kościół Matki Boskiej
Częstochowskiej na osiedlu Szklane Domy, budowa­
ny tuż przed tak zwaną „zmianą systemową". Nad
Nową Hutą poj awiły się wieże kościelne, z których bij ą
dzwony, a przez osiedla, zamiast pierwszomajowego
pochodu przechodzi procesja Bożego Ciała-wszystko
to wbrew planom pomysłodawców „pierwszego socj alistycznego miasta" w Polsce Ludowej .
58

Jednak w odróżnieniu od rozmaitych utopijnych
projektów na świecie, społeczność dzielnicy nie roz­
padła się, apo przej ściu historycznych kryzysów, które
dotknęły wielemiastwblokuwschodnim,NowaHuta
nie przestała funkcjonować. Wprawdzie włączona
w organizm „starego Krakowa" utraciła swą autono­
mię urbanistyczną, lecz w świadomości mieszkań­
ców zachowała swoją tożsamość. Ponadto zyskała
wewnętrzną równowagę pomiędzy dwiema siłami:
ideą i praktyką.

City of Good Fate. Ideological Roots of the Concept of Nowa Huta
The aim of this article is to present diversity of origins of Nowa Huta. The idea of the socialist city was
a continuation of Utopian thinking about the society and the city. We can find the same thought in projects
created by some great minds of Renaissance, as well as in English projects like garden cities and satellite
towns (especially Howard's projects that were put into practice). The creators of Nowa Huta were inspired
also by the examples of workers' estate in Poland and communist industrial cities. The main assumption
was to shape a new kind of Soviet man by means of the architectural concept of the city. In this point
Nowa Huta failed. In fact, it were the inhabitants who started to transform the town.

56

M. Foucault, Espace, savoir et pouvoir, [w:] D. Defert

57

Była to (zaprojektowana w duchu funkcjonalizmu) jedna

i F. Ewald (red), Dits et écrits, 1954-1988, Gallimard, Paryż

z tysiąclatek, które były częścią przygotowań do obchodów

1994, s. 275-276; cyt. za: M. Kwiek, Dylematy tożsamości.

„Tysiąclecia Państwa Polskiego" organizowanych przez Partię

Wokół autowizerunkufilozofaw powojennej myśli francuskiej,

między innymi dla zmarginalizowania „Millenium chrztu Polski",

Wydawnictwo Naukowe Instytutu Filozofii U AM, Poznań 1999,

projektu Kościoła Katolickiego. W. Komorowski, op. cit, s. 209.

s. 43. Według Kwieka sformułowanie Foucaulta, którego

58

oryginalne brzmienie podałem w nawiasie, pochodzi z jego

strategii zmierzających do jej odzyskania i „uwłaszczenia". D. Gut,

rozmowy z Rabinowem.

op. cit, s. 120, 124.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZYŃCA

Według Doroty Gut taka sakralizacja przestrzeni jest jedną ze

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6214" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6194">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/35b415fde6aa97f4a094433591c1e1b0.pdf</src>
        <authentication>e4d37cebcaeb78302159b7de8dd7b920</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73991">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5627</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73992">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73993">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73994">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5231</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73995">
                <text>Kuchenne fascynacje fantastyki grozy/ Barbarzyńca 2009 nr 3-4 (16-17)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73996">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2009 nr 3-4 (16-17) s.130-138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73997">
                <text>Nawrocki, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73998">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73999">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74000">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74001">
                <text>Rafał
Nawrocki

Ur. w I 975 roku. O b r o n i ł pracę magisterską o pisarzu science fiction Adamie
W i ś n i e w s k i m - S n e r g u . Niebawem broni pracę doktorską Wokół progu. Problem
transgresji w polskiej prozie niesamowitej okresu romantyzmu. Interesuje się klasyczną
i współczesną fantastyką grozy, a także sferami pokrewnymi, takimi jak psychologia,
funeralia, o b r z ę d o w o ś ć , hard rock, dawne i współczesne przesądy oraz zabobony.
Jest miłośnikiem XIX wieku.

Kuchenne fascynacje
fantastyki grozy
1. Pierwsza z muz?
a początku człowiek, a konkretnie homo
erectus sprzed około dwóch milionów
lat, nauczył się rozpalać i wykorzystywać
ogień. Umiejętność ta dała mu nie tylko światło,
nmpń T Ti
ciepło i obronę, ale po jakimś czasie pozwoliła
na kolejne odkrycie. Mięso nadziane na patyk
i wetknięte w płomienie wydziela przyjemny za­
pach i znacznie lepiej smakuje niż surowe. A gdy
jeszcze natrzeć je którymś z rosnących w okolicy
ziół... Ten akt uznać by można za debiutanckie
zaistnienie rodzaju homo w kulturze. Powstała

Ni

1

gastronomia, zapewne najstarsza ze sztuk, wy­
przedzając o co najmniej milion lat pierwsze
znane nam malowidła naskalne i instrumenty .
Wobec muzy Gastronomii popełniono chy­
ba największą niesprawiedliwość, całkowicie
w y p ę d z a j ą c ją poza Parnas i degradując do
poziomu służebnej, zdolnej jedynie w bardziej
lub mniej wyszukany sposób zaspokajać proste
potrzeby fizjologiczne. Przez długi czas, gdy
literatura, teatr, muzyka i plastyka dorobiły się
biegłych, wyspecjalizowanych interpretatorów,
historyków i badaczy, nikt nie starał się prze¬
niknąć odmienności znaczeń potraw serwowa1

Najstarsze przejawy podobnych działań kulturotwórczych pochodzą j u ż od homo sapiens, datowane są na górny

paleolit (40-12 tys. lat p.n.e.). Zob.: pl.wikipedia.org/wiki/Paleolit, 08.11.2009.

BARBARZYŃCA

3 - 1 (1 3 - 1 1) 3 0 0 9

�Kuchenne fascynacje fantastyki grozy
nych podczas Wigilii, romantycznej kolacji lub
biznesowego lunchu, albo też kiełbasy z grilla
czy jajka na twardo, pochłanianego w pociągu
natychmiast po rozpoczęciu dalekiej podróży.
A przecież o związku sztuki kulinarnej z po­
zostałymi świadczą nawet utrwalone w języku
frazeologizmy, takie jak: „zaserwowano nam
odgrzewane kotlety" - dotyczące obejrzanego
przedstawienia, „uczta kinomana", „nudne jak
flaki z olejem", „wysmakowane dzieło", „nie¬
smaczne żarty" i inne związki „smaku" i
stu" odnoszące się zarówno do konsumpcji,
jak i odbioru utworów artystycznych. Obecnie
zapomniane aczkolwiek poczesne mieisce Gastronomn w panteonie staraia sie przywrócić kulturoznawstwo i antropologia zaś coraz większa
popularność zdobvwaia programy orezentuiace
kulinarne osiągnięcia r u n etnicznych na tle
ogółu ich dorobku kulturowego.
?

Gastronomia, choć wyrugowana i niedo­
ceniana, powraca jako echo swej pierwotnej
potęgi w obszarze rozmaitych sztuk, zwłaszcza
narracyjnych i wizualnych. Uczta Trymalchiona,
opis obyczajowości za stołem, fragment powie­
ści Petroniusza Satyry {on, to znakomita krytyka
gustów i poziomu rzymskich nowobogackich.
Pierwszym polskim świeckim utworem poetyc­
kim, a jednocześnie najstarszym znanym pod­
ręcznikiem savoir-vivre'u, jest Wiersz o chlebostole (znany także jako O zachowaniu się
przy stole) Przecława Słoty. Kuchenne produkty
są nośnikami głębokich sensów w malarstwie
zwłaszcza martwych naturach od Flamandów
i Rembrandta po pop-art.
Kulinarną symbolikę świetnie wykorzystał
Juliusz Machulski w filmie Seksmisja. Swoistą
klamrę stanowi tu motyw jajka na miękko. Jajko

2

H.P. Lovecraft, Supernatural Horror in Literature,

Dover, Nowy Jork 1973, s. 12.
3

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

stanowi tradycyjny symbol życia i mocy prokre­
acyjnej. Na początku filmu, jako plastykowy surogat z odkręcanym wieczkiem, podaje je boha­
terowi dziewczyna - wyhodowana w probówce
urzędniczka systemu do cna sfeminizowanej
przyszłości. Pod koniec zaś ta sama para wystę­
puje w przeciwstawnych rolach: to mężczyzna
uczy kobietę jeść prawdziwe, tradycyjne jajko
na miękko, a za chwilę nakłoni ją, by w celach
rozrodczych udali się do sypialni.
Od antyutopii i science fiction teoretycznie
blisko do fantastyki grozy. Teoretycznie, gdyż
to teoria literatury łączy te dwa nurty w jeden
typ twórczości - fantastykę. W rzeczywistości
SF to dziecko oświecenia i jego dalekosiężnych
planów, zaś horror i niesamowitość wydają się
dużo starsze, sięgające pierwotniej szych pokła­
dów ludzkiej świadomości. Jeden z klasyków
gatunku, Howard P. Lovecraft uznawał grozę
za najstarsze uczucie ludzkości . Pewnym po­
twierdzeniem mogą być prace Marii Janion i jej
szkoły, dostrzegające w opowieściach niesamo­
witych arty kulacie poprzez fantazmaty konflik¬
tów i kompleksów tkwiących w podświadomości
i zbyt odrazaiacych bv człowiek mógł wyrazić ie
wprost Dlatego za omawianiem sie wampirów
i wilkołaków mogą stać tłumione żądze seksu¬
alne i konflikty zaś nonrzez widma ukochanych
2

3

zmarłych nowracaia do nas lek nrzed śmiercią
i ,ednoczesne noczucie iei bliskości M o z ę wiec
nanrawde niesamowita onowieść hvła nierwsza

iaka wykoszono nrzy nrehistorvcznvm oaniskn'
k ! d a c h ó w n r z o d l L i lek nrzed nowrotem
n m a r W ^

umanycn należą do najpierwotme szycn wyoPrazen. INarracja

ducUacn zmarłych mogła

ujmować w społeczną konwencję lęki, z którymi
nasi praszczurowie nie mogli sobie poradzie pozob. także: eadem, Zlo i fantazmaty, Universitas, Kraków
2001; eadem, Wampir. Biografia symboliczna, słowo/obraz

Por. M . Janion, Projekt krytyki fantazmatycznej.

O egzystencjach ludzi i duchów,

131

PEN, Warszawa 1991;

BARBARZYŃCA

terytoria, Gdańsk 2004.

�Rafat Nawrocki

132

jedynczo. Uświadamiała również, że przeszłość
i historia są ważnymi elementami tożsamości
rodzącej się wspólnoty plemiennej. Filozof kul­
tury Rudolf Otto w swojej pracy Świętość
dość
odważnie wskazywał na współczesne historie
z dreszczykiem jako echa dawnego lęku numinotycznego przed pierwotnym, przerażają­
cym wyobrażeniem boskiej i demonicznej siły
(numen)\
Claude Lévi-Strauss określił niegdyś kuch­
nię jako „drugą, obok mowy, powszechną formę
ludzkiej działalności" . Jeśli więc opowiadanie
o duchach jest czynnością niemalże równie starą,
to może warto prześledzić łączące je struktury
imaginacyjne. Czyli: jak działa kuchnia w fanta­
styce grozy? Albo: jak się odżywiać, by zobaczyć
duchy?
5

2. Co przyrządzić?
Ebenezer Scrooge w Opowieści
wigilijnej
Charlesa Dickensa dość bezczelnie punktuje
nawiedzające go widmo dawnego wspólnika.
Oto co odpowiada, gdy zirytowany j u ż Marley pyta: „Dlaczego nie wierzysz własnym zmy­
słom?"
[Scrooge] Ponieważ często błahostka wypro­
wadza je z równowagi. Lekka niedyspozycja
żołądka czyni z nich oszustów. W rezultacie,
możesz być kawałkiem niestrawionej wołowi­
ny, odrobiną musztardy, okruszyną sera, odro­
biną niedogotowanego ziemniaka... Pomimo
wszystko wydajesz się być więcej istotą cielesną,
niż duchem .
6

4

Por. R. Otto, Świętość:

bóstwa

elementy irracjonalne w

i ich stosune\ do elementów

pojęciu

racjonalnych, tłum.

Scrooge na pierwszym miejscu wymienia wo­
łowinę, do mięsa przyrównuje także substancję
bezcielesnej zjawy!
Mięso z całą pewnością związane jest ze sfe­
rą podstawowych wierzeń i struktur wyobraże­
niowych. Lévi-Strauss w Trójkącie kulinarnym
udowadniał, iż: surowy - poddany obróbce - ze­
psuty to kategorie adekwatne nie tylko do kuchni
i handlu, ale też podstawowych założeń cywili­
zacyjnych w wielu kulturach. To, co przyrzą­
dzone, odnosi się do kultury, surowizna zbliża
człowieka do natury, zaś zgnilizna - do dziedzi¬
ny śmierci. W badanych przez sławnego antro­
pologa kulturach przestrzenie, gdzie można było
przyrządzić zabite zwierzęta, wyznaczały sfery
Z kolei mięso j u ż podane na.
stół podzielił badacz na gotowane i pieczone
To pierwsze bliższe iest ludom osiadłym o wvz '
szvm poziomie cywilizacyjnym - symbolizuje
zvcie i wspólnotę (demokratvcznosc) Pieczvs e
przywodzi na mvś raczei koczowniczv trvb zv
ciaa także arystokrację i śmierć
7

Wynikałoby z tego, że spożyte mięso, pieczo­
ne lub nieświeże, przenosi nas na powrót w dzie­
dziny chaosu, destrukcji i śmierci. Konsument
zbliża się więc do dziedziny, z której przybywają
zjawy. By dostąpić podobnych manifestacji, jakie
stały się udziałem Ebenezera Scrooge'a, należy
więc przyrządzić sobie pokrewną potrawę; ze­
psucie można zapewne zastąpić macerowaniem,
najlepiej w czerwonym winie.

3. Jak przyrządzić?
W powieści Marka Krajewskiego Widma
w mieście Breslau, łączącej kryminalną fabułę

6

Ch. Dickens, Opowieść

B. Kupis, Thesaurus Press, Wrocław 1993, s. 51-53,

1949, s. 24.

136-140.

7

5

wigilijna. Opowieść

fantastyczna,

tłum. anonimowe, Wydawnictwo Feliksa Owczarka, Łódź
C. Lévi-Strauss, op. cit., s. 72-74.

C. Lévi-Strauss, Trójkąt kulinarny, tłum. S. Cichowicz,

„Twórczość" 2 1972, s. 72.

BARBARZYŃCA

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Kuchenne fascynacje fantastyki grozy

133

z elementami niesamowitości, lekarz stara się
przekonać głównego bohatera, policjanta Mocka, że nawiedzające go upiorne fantomy mają
podłoże czysto fizjologiczne:

W sugestywnym i niezwykle zmysłowym opi­
sie uczty u Krajewskiego zwraca uwagę znacząca
obecność na stole pieczystego, ale także poja­
wienie się wątroby (drobiowej). Louis-Vincent
Thomas, jeden z prekursorów antropotanatoloTo nie jest kwestia wiary (...). Udowodnię ci, gii (antropologii śmierci) zauważał, iż człowiek,
ile może zdziałać właściwa dieta. Ale najpierw uciekając powszechnie w kuchni od określeń
sugerujących związek przyrządzanego mięsa
musisz sam uwierzyć, że koszmary senne mają
początek w twoich przeciążonych i ciężko pra­ i ludzkiego ciała, zachowuje jednakże możność
spożywania wątroby i serca - „bez wątpienia
cujących jelitach. Przekonam cię o tym, jeśli
będziesz mi posłuszny. (...) Dzisiaj doświad­ dlatego, że chodzi o narządy szlachetne, któ­
czysz na własnej skórze, a właściwie na własnej rych degustacja odpowiada być może mrocz­
wątrobie strasznych skutków obżarstwa. Twój nym fantazmatom" . Rzeczywiście, wnętrzności
mózg odbierze sygnały od utrudzonych trzewi zdaj a sie mieć specyficzny status w kulturze
i odpowie tym, czym może cię skarcić — sennym kulinarnei Związane sa z witalnościa i siła ich
spożycie wiec zaraz DO zabiciu zwierzyny lub
koszmarem...
wroJa gwarańtuie orzeiecie tych cech Trądy
Jakie danie zaproponował w ramach dowodu evinie stanowią one materie magiczna dla wróz
Jarzy i szamanów Do dziś nodrobv zwłaszcza
medyk?
9

Na talerzu Mocka wylądowały cztery za­
rumienione gęsie szyje. Pokroił ten specjał
w plastry, a następnie poukładał je na chru­
piących talarkach ziemniaków. W otoczce
gęsiej skóry zamknięty był farsz z cebuli,
wątróbki i gęsiego smalcu. Mock nałożył na
te piramidy miękkie pierścienie duszonej
cebuli i przypuścił zmasowany atak. Jadł
powoli i metodycznie. Najpierw zanurzał
sztućce w półmisku, w którym grube kawa­
ły pieczeni wieprzowe, pływały w gęstym
zawiesistym sosie podbitym mąką i śmieta­
na Na nabity na widelec kawałek pieczeni
nakładał ziemmaczano drobiowy pagórek
Po pochłonięciu tei skomplikowana kom'
Dozvcii nasuwał na widelec iak na szufle
war twe kanusty zasmazanei ze skwarkami
Talerze powoli pustoszały .
8

8

M . Krajewski, Widma w mieście

Breslau, Wydawnictwo

W A B , Warszawa 2006, s. 78, 81.
9

L.-V Thomas, Trup. Od biologii do antropologii, tłum.

K. Kocjan, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1991.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVMCA

wątróbki
serca sstanowią
dania m
niec uid
dla
wąuouK.1, cynaderki
cyiiduciK.1, scicd
i d u o w i ą uanid
każdeero u iednvch biesiadników hudza wstręt
nie do nrzezwvciezenia u innych zaś - entn
złazm donnszczaiacv snozvwanie ich nawet
w sr^ie

™

T

Z

w L h n i

Z

w stanie surowym. IN a pewno w kucnm grozy
nie może zabraknąć potraw podrobów. Mogą
byc, na przykład smażona wątróbka wie­
przowa z jabłkami lub, jeszcze lepiej, gęsi pipek
kultowe dzieło kuchni żydowskiej, składające
się ze
™ y ^ duszonych i zapiekanych gę­
sich żołądków z dodatkiem czosnku oraz curry,
cebuli, rodzynków i suszonych owoców.
s m a z

c

4. Kiedy spożywać?
Jak wiadomo, jednym z występków Promete­
usza było pozbawienie bogów mięsa. W odwecie
zmuszono go, by ów niedobór zwrócił w postaci
własnej wątroby . Ponieważ bogowie, zwłaszcza
10

10

Według Parandowskiego, kaźń Prometeusza była

bezpośrednim następstwem ofiarnego oszustwa, por.
J. Parandowski, Mitologia. Wierzenia i podania
i Rzymian, Czytelnik Warszawa 1967, s. 52.

Grelów

�Rafał Nawrocki

134

dawni bogowie, pokrewni demonom - istotom
0 nadnaturalnych mocach, lecz ludzkich na­
miętnościach - lubują się w mięsie. Niektórzy,
jak aztecki władca podziemi Mictlantecuhtli
(który siał grozę w powieści Grahama Mastertona Wyklęty), gustowali wyłącznie w potrawach
z ludzi. Ale nawet ci nam bliżsi, jak Jahwe, nie
byli wegetarianami, o czym przekonuje historia
Kaina i Abla. Z Księgi Rodzaju dowiadujemy się,
że Bóg wybrał mięsne dary Abla, odrzucił zaś
płody rolne złożone przez Kaina, co doprowa­
dziło do późniejszego bratobójstwa. Większość
religii zawiera w sobie świadectwo dawnych,
ludzkich ofiar - bogom przygotowuje sie to
co naicennieisze Wielka historia iudeochrześciiaństwa pisana od strony kuchni" to onowieść
zaczvnaiaca sie od niesnełmonei obiaty Izaaka
zastanionei przez symboliczne zwierze ofiarne'
kończąca s e zaś na transkornoracii i mece ł e z u '
sa rod mięsa człowieka noswiecone.ro R O P , , no
mięso R o i złożone w ofierze rzłowiekowO Tak

wania powracających zmarłych, a także rozła­
dowywania lęku przed nimi poprzez opowieści
o duchach i przebierance, jest ujęciem w kon­
wencję społeczną bardziej pierwotnej grozy,
wiążącej się z zanikiem słońca i wegetacji. Jak
podkreślał Rudolf Otto, lęk przed upiorami jest
pozostałością dawnego, numinotycznego lęku
przed gniewem tajemniczego bóstwa . W tym
czasie władające światem istoty mogą ograniczyć
dostępność mięsnych potraw.
12

Jeśli w powyższych przypuszczeniach tkwi
ziarno prawdy, w kuchni grozy mięso powinno
się przyrządzać i serwować w porze postu. Sy­
tuacja taka ma miejsce w klasycznym dla prozy
niesamowitej opowiadaniu Kuzyn Passeroux
Jeana Raya:
Jo Gellert wstał we Wstępną Niedzielę w nieco
lepszym humorze niż zazwyczaj. Wielki Post
rozciągał się przed nim czterdziestodniową kwa­
rantanną przetykaną suchymi pasztetami z ryby
i cienkimi gulaszami. (...) w tych dniach świętej
wstrzemięźliwości wiedział, że na lnianej ser­
wecie czeka na niego tylko filiżanka kwaśnego
mleka, kromka przaśnego chleba i nie słodzony
kompot. Dzisiaj, w niedzielę, surowy ów reżim
miał się nieco rozluźnić, gdyż poprzedniego
dnia wieczorem dostrzegł kątem oka w ciemnej
czeluść, spiżarni tragiczną sylwetę świeżo odar­
tego ze skóry królika którego krwawe członki
rozcapierzały się na białych drewienkach".

twierdzi
Zahiianie w uiierze
ofierze
iwieruzi Walter
waner Rnrkerf
ourKeru „z.aui]diiie
stanowi nodstawowe doświadczenie świętości"
11

spożywanie mięsa obwarowane jest tabu w ob­
rębie Każde-1 z największych religii, koszernosc
specjalny uboj zakaz spożywania określonych
gatunków (wołowina, wieprzowina), wreszcie
posty.
W kościele katolickim dwa najważniejsze
posty obejmują czas od jesiennego zamknięcia
1 zaniku światła do odrodzenia się życia wraz
z wiosną (z przerwą na Roże Narodzenie dawne święto powracającego słońca - oraz kar­
nawał). Akurat jest to czas, w którym od dawna
odnotowuje się zwiększoną aktywność zjaw
(jesienne Halloween i Dziady, lutowe obrzędy
u Rzymian). Ryć może owa tradycja wypatry­

11

Cyt. za: B. Ehrenreich, Rytuały

krwi.

Namiętność

Wbrew temu sielskiemu początkowi, opo­
wiadanie Jeana Raya jest niezwykle drastyczne,
przepełnione makabrycznymi opisami śmierci,
aż do ostatnich stron, gdzie do Jo Gellerta przy­
bywa coś z miejsc nieopisanej grozy:

13

J. Ray, Kuzyn Passerouz, tłum. J. Lisowski, [w:] opr.

do wojny, geneza i historia, tłum. P. Kołyszko, Jacek

zbiór, O duchach opowieści

Santorski &amp; Co, Warszawa 2001, s. 30.

1977, s. 250.

12

prawdziwe, Iskry, Warszawa

R. Otto, op. cit., s. 51-53.

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�Kuchenne fascynacje fantastyki grozy
Po raz ostatni odetchnął, niestety na próżno.
Potworny smród doszedł do niego z głębi jadal­
ni, wezbrana fala zgnilizny zagęściła powietrze
i napełniła mu gardło trucizną. Miał j eszcze siłę
wstać, pobiec do schodów, wstrzymując oddech
jak nurek, skryć się w swoim pokoju i zamknąć
się w nim na trzy spusty. Po czym, dysząc cięż­
ko, zaczął nasłuchiwać.
Najpierw cisza stała się gęsta, nieogarniona,
w uśpionym domostwie, potem jakiś szelest
się zrodził, daleki, niemożliwy do określenia.
Długi czas to trwało, zanim się wzmógł na tyle,
by można było cokolwiek rozróżnić, ale potem
się uwyraźnił. Było to powolne wstępowanie po
schodach jakiejś zwiotczałej rzeczy, posuwają­
cej się miękkimi plaśnięciami, niczym olbrzy­
mia gąbka, która zaczęła nagle żyć i wędrować.
Uderzyła z obrzydliwym rozpędem o zamknię­
te drzwi i nagle przeniknął przez dziurkę od
klucza ostry smród niosący te słowa:
- Tak ia
Przecięty na pół
ziedzony
zgnijesz".'"
Co jednak p r z y r z ą d z i ć , gdy chcemy za­
kończyć post bez podobnych, g w a ł t o w n y c h
p r z e k r o c z e ń ? Otóż europejska tradycja pro­
ponuje - poprzez stół wielkanocny - jajko,
być m o ż e najbardziej n i e z w y k ł y z kuchen­
nych produktów, usytuowany idealnie po­
m i ę d z y tym, co jest i co nie jest m i ę s e m . Jak
u d o w a d n i a ł Lévi-Strauss w Strukturze
mitów,
c z ł o w i e k g ł ó w n i e poszukuje p o ś r e d n i k ó w
(trickster) p o m i ę d z y zastanymi sprzecznoś c i a m i . Jajko m o ż e zatem stanowić idealne
danie mediacyjne. Ułatwia ono przekroczenie
granicy miedzy postem a czasem światecznei
wyżerki.
15

14

Ibid., s. 264.

15

C. Lévi-Strauss, Struktura mitów,

5. Jak uzupełniać braki
w zaopatrzeniu?
W w y ż e j cytowanych fragmentach prozy
zwraca uwagę niemalże całkowite utożsamie­
nie oprawionego ciała zwierzęcia z powracają­
cym, nadnaturalnym lecz makabrycznie ciele­
snym trupem. Co ciekawe, Alfonso M . di Nola
w Triumfie śmierci. Antropologii żałoby zano­
tował także funeralne obyczaje zabraniające
spożywania mięsnych posiłków w czasie żałoby,
gdyż stanowiłyby przeszkodę w naturalnym roz­
kładzie . W tej projekcji grobowych procesów
na stół jadalni odnaleźć m o ż n a symboliczne
przeciwstawienie się nadmiernej identyfikacji ze
zmarłym To patologiczna żałoba która według
Gezy Roheima prowadzić może do introiekcU
ukochanei osoby" czyli odzyskania utraconego
przedmiotu poprzez przeniesienie jego obrazu
do własnepo la" co uznać można za tvnowv
nrzvnadek kanibalizmu nsychicznepo- onłaku
jacy żałobnik wchłania w siebie utraconą osobę,
hv iei nie stracić" W skrainvch nrzvnadkach
może to prowadzić do całkowitego zaniku wła
16

17

snei t o ż s a m o ś c i na rzecz n m a r ł e p o 7 w m a r i a

c ^ k Z n e i n?/e?FeL7ca ^ Z ^ e p o
tatyrtconu dokonanej przez r-edenca Felliniego,
lam umarły pozostawił testament zawierający
warunek pokaźny spadek otrzymają tylko ci
krewni, którzy... skonsumują jego ciało. Jest to
dosc wyjątkowa, racjonalna koncepcja agresji
trupa poprzez żołądek.
Wspomniano tu o tabuizacji mięsnych po­
traw i postach. Warto z a u w a ż y ć , że dotyczą
zazwyczaj ciał ciepłokrwistych, wyższych krę­
gowców. Pozwala to podążać nowym tropem,
który przez u t o ż s a m i e n i e mięsa ludzkiego
16

tłum.

W Kwiatkowski, „Pamiętnik Literacki" 59 1968,
s. 260-266.

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

135

BARBARZVNCA

A. M . di Nola, Tryumf śmierci.

Antropologia ialoby,

tłum. M . Woźniak, Universitas, Kraków 2006, s. 149.
17

A. M . di Nola, op. cit., s. 20.

�Rafał Nawrocki

136

i zwierzęcego prowadzi do koszmaru zamaza­
nia podstawowych granic, gdy kulinarne zabiegi
stają się środkami do wywrócenia i zanegowa­
nia porządku kultury Wedle hipotez Barbary
Ehrenreich, człowiek nie jest naturalnym dra­
pieżnikiem (jego przodek, jak współczesne na­
czelne, chwytał tylko niewielkie zwierzęta). Stał
się nim dopiero poprzez rozwój cywilizacji; po­
czątkowo jednak nauczył się skutecznie bronić,
a także rywalizować z wielkimi drapieżnikami .
Był to, według Ehrenreich, moment przeło­
mowy. Wcześniej nasz przodek stanowił raczej
rodzaj krwistego dania dla istot o ogromnej silejednakże w chwili ich pokonania, sam zażądał
miejsca im równego i sięgnął DO mięso Uzyskał
status równy najwyższym Było w tym akcie coś
ze zrównania z bogami w ich diecie. Niestety
człowiek nr7viał także oietno nrzelanei czerwo­
nej krwi stworzeń do niego podobnych. Stał sie
wyklętym oprawcą:
18

Ale bez wątpienia pierwszy człowiek, który
zabił wołu, uważany był za mordercę; może go
nawet powieszono, a już z pewnością wisiałby,
gdyby był sądzony przez woły - i niewątpliwie
zasługiwałby na to, jeśli jakikolwiek morderca
na ową karę zasługuje. Idźcie na targ mięsny
w sobotę wieczorem i popatrzcie na tłumy
żywych dwunogów przyglądające się długim
szeregom czworonogów martwych. Czyliż ten
widok nie przypomina po trosze kanibali?

odławianej zwierzyny. Z drugiej - rozwijające
się społeczeństwa zaczęły poszukiwać wyobra­
żeniowego pośrednika, reprezentanta, którego
obciążyłyby odpowiedzialnością za rzeź swych
mniejszych braci. Funkcję tę przejął rzeźnik.
Jednakże pośrednicy, byty mediacyjne, choć
godzą przeciwieństwa, wywołują również nie­
pokój wyobraźni. Zawód rzeźnika chyba zawsze
był obarczony brzemieniem zbiorowych fanta­
zmatów. Stanowiąc byt mediacyjny pomiędzy
naturą a kuchnią, wyróżniał się spośród innych
cechów rzemieślniczych specjalnym traktowa­
niem, honorowymi miejscami w kościelnych
emporach, czasem niemalże szlacheckim stro­
jem (małopolscy kijacy). Rzeźnicy nadawali na­
wet herby miastom (Leszno). Ale jednocześnie
ich biegłość w zabijaniu musiała budzić niepo­
kój I zdarzały sie eksplozje owego niepokoju
gdy nastały czasy społecznych przewrotów
chwile graniczne dla cywilizacji i iei porząd­
ków Tak iak podczas insurekcii kościuszkow
skiei gdv podług licznych świadectw zwer
bowani do ochotniczych oddziałów rzeźnicy
budzili wręcz ^rozę Oddał ten mroczny nimb
r m U.11L
nnt
/7Jvy rtlili

Jfrwn
/A/ Cp/lii
t* 11

-

Obuch i nóż to broń nasza - szlachtuz, to życie
nasze.
- Nam jedno: czy bydło, czy panów rżnąć. Dzieci siły i krwi, obojętnie patrzym na drugich,
słabszych i bielszych - kto nas powoła, ten nas ma
- dla panów woły, dla ludu panów bić będziem .

19

- pisze Herman Melville w Moby Dicku
(o którego przewrotnych związkach z fantasty­
ką grozy warto by napisać monografię). Czło­
wiek zasmakował w mięsiwach, lecz próbował
ukryć piętno mordercy. Z jednej strony pojawiły
się więc skomplikowane obrzędy myśliwskie,
mające na celu przebłagać lub oszukać duchy

T^raciricki
w i ATir
Iv
1 a j l l l o J\.l W
V IC" I)Rr&gt;cbifi
Do KICI

poprzez chór r z e ź n i k ó w "

20

Gdy walą się dotychczasowe systemy, może
wrócić pierwotność. Człowiek znów stanie się
kawałkiem mięsa, a któż oprawi je skuteczniej
niż doświadczony masarz? Niestety, bywało,
że imaginacje te doganiała rzeczywistość, jak

18

B. Ehrenreich, op. cit., s. 41-52.

2 0

19

H . Melville, Moby Dick, czyli biały wieloryb, tłum.

Wydanie jubileuszowe, t. I I I , Kraków - Warszawa 1912, s. 55.

Z. Krasiński, Nie-Boska Komedia, [w:] idem, Pisma.

B. Zieliński, Mediasat Group S A , Warszawa 2005, s. 363.

BARBARZYŃCA

3 - 3 (1 3 - 1 1) 3 0 0 9

�Kuchenne fascynacje fantastyki grozy

137

w przypadku Fritza Haartmana i Karla Denke,
działających w Niemczech w czasach wiel­
kiego kryzysu. Jeden w Hanowerze, drugi na
Dolnym Śląsku - dostarczali na lokalne rynki
fragmentów ciał pomordowanych przez siebie
rodaków.
Współcześnie masarskie motywy pojawiły
się w Delicatessen, mrocznej fantazji przyszłości
reżyserów Jeana-Pierrea Jeuneta i Marca Caro
(Francja, 1991). Są tu przedstawione ruiny Pa­
ryża po totalnym, zapewne wojennym katakli­
zmie. Rzeźnik nie tylko zapewnia tu lokatorom
ocalałej kamienicy dostawy mięsnych dań, wyko­
rzystując w tym celu podstępem zwabione ofiary.
Jest także stróżem nowego, postapokaliptycznego porządku, zapewniającego względny byt, lecz
tylko kanibalom.
Ale i polskiej literaturze nieobce są mroczne
fantazmaty kanibalistyczne. Myślę tu o szcze­
gólnym, a zapomnianym prozaiku, Ludwiku
Sztyrmerze, działającym, choć nieco pod prąd,
w epoce rodzimego romantyzmu. Jego najlep­
sze dzieła to opowiadania niesamowite wydane
w tematycznych zbiorach, spośród których wy­
różniają się zwłaszcza Frenofagiusz i Frenolesty. Po opisanej w historiach Warszawie krążą
Frenolesty, diabelskie stwory, których zadanie
to porywanie ludzkich mózgów i serwowanie
ich na stół swc^o pana Frenofagiusza. Odpo­
wiedź na pytanie o metody tej konsumpci i znów
uwalnia fantazmaty rzeźni:
Jakim sposobem? Cha, cha, cha! Zabawne
pytanie! Takim samym sposobem jak waćpan
zjadasz kaczki, barany i woły. Wszak nie poły­
kasz ich, póki żywe, i im większy zwierz, tym na
więcej kawałków musisz go rozdzielić .
21

W ten sposób kolejni warszawianie popadają
w obłęd, zaś demon zyskuje przysmaki. Sama
relacja o Frenofagiuszu pochodzi od jedne­
go ze skonsumowanych pensjonariuszy domu
dla szaleńców. Jest on pośrednikiem pomiędzy
demonem (być może zrodzonym z obłędu)
a pozostałymi ludźmi. Możliwe, że dlatego opo­
wiadania z tomu przesiąknięte są niezwykle su­
gestywną metaforyką, przyrównującą ludzi do
„medytujących krwi i mięsa", „z sercem, które
można kupić w szlachtuzie".
W pochodzących sprzed półtora wieku kanibalistycznych wizjach Sztyrmera pojawiają się
j u ż głuche pytania współczesności, której szaleń­
stwo to kres metafizyki, to ustawiczny lęk przed
klęską humanizmu, bez którego pozostanie tyl­
ko dwunożne mięso. Z którego można zrobić
armatnią rąbankę, z a m k n ą ć w rzeźniach dla
ludzi, zatomizować i podporządkować jako ho­
dowlane bydło. Pochłonąć w ramach nadrzęd­
nych procesów cywilizacyjnych. Rzeźnia - po­
przedzająca kuchnię - stała się idealną metaforą
kondycji ludzkiej obecnego i (zwłaszcza!) po­
przedniego wieku Ta kwestia staje sie kluczowa
we współczesnych' często odrażających horrorach
z nurtu gore edzie ciało istoty rozumnej iest
sztukowane bez litości, zmuszane do zwierzęce¬
go skowvtu rozbiiane na podstawowe elementy
które nie kr'yia zadnei duszy W tych krwawych
widowiskach nie ma zadne/o sadystycznego wy
zwolenia lest tylko nowracaLe dramatyczne n
tanie- czywe wsnółczesnym świecie albo w skrai
nych sytnaciach notrafinw nozostac'czvms nonad
kiwał r z e ź i a n m i e s a ? Teraz nan w,V" - mówi
C Z Z Z Z S T L l

w ^ m l Z i , ,

T Z Z I Z Z Z Z I Z Z Z Z h Z Z T Z

jaKova lancia foaroz ao resu
K

ZZZZZZ

™
S

nocy

Z

TZTZZLZIZT22

zuiiize wreszcie, teraz rna. pan laKis cet

21

L . Sztyrmer, Frenofagiusz i Frenolesta, [w:] idem,

nieboszczyka Pantofla z papierów
wybrane i ogłoszone

przez Eleonorę

po nim

Powieści

pozostałych

Sztyrmer, t. I I ,

Wydawnictwo Adama Zawadzkiego, Wilno 1844, s. 303.

3 - 3 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

BARBARZVMCA

22

J. Lind, Podróż

do kresu nocy, tłum. C. Karolak

[w:] S.H. Kaszyński (red.), Spotkanie poza czasem.
Antologia fantastycznej noweli austriackiej, Wydawnictwo
Poznańskie, Poznań 1990, s. 260.

l

jestem

�Rafał Nawrocki

138

Jak można przyrządzić człowieka? Ewentu­
alnych ciekawskich trzeba by odesłać do książek
Issei Sagawy . To najsławniejszy obecnie l u dojad, smakosz dań sporządzonych z koleżanki-studentki, którą zamordował w 1982 roku.
Obecnie, wypuszczony z zakładu zamkniętego,
bryluje w rodzinnej Japonii jako celebryta, grając
nawet w fdmach erotycznych .
W ten sposób gastronomia, sztuka, która
niegdyś wyrwała człowieka ze stanu natury,
może też w wyszukany sposób odesłać go tam
na powrót, zamieniając w kanibalistyczną be­
stię. Ta pierwotność przejawia się także poprzez
23

24

destrukcyjny charakter: w dziedzinie najstarszej
z muz odbiór dzieła sztuki jest jednocześnie jego
całkowitym unicestwieniem. Poprzez skrajne
imaginacje ludożerstwa, zawarte w dziełach
fantastycznych, a także historyczne wyczyny
niektórych jednostek, gastronomia ujawnia skry­
w a n ą w sobie grozę. Ciało człowieka także
m o ż n a przyrządzić w kuchni, przemieniając
odbiorcę sztuki w dzieło. Co najwyżej łaskawa
muza uczyni z dania i konsumenta jedność,
co uskutecznił dr Lecter \N Hannibalu, częstując
policjanta smażonym móżdżkiem, przed chwilą
wyjętym z jego własnej, otwartej czaszki .
25

Cuisine Fascinations of Horror Fiction
The article takes on the problem of how the art of cooking functions in horror.
The author's basic assumption, confirmed by archeological and anthropological research, is that
both food processing and belief in the presence of the undead originate in the beginning of human
culture. This relation between cuisine and these beliefs resulted in phantasmatic traces in various
compositions and movies of the horror and weird genre. The emphasis is put on anxieties and
fascinations connected to meat consumption and methods of obtaining it. The authors purpose is
to portray the most interesting examples from various works from different periods. He seeks its
justification in former sanctity of meat, in demonic beliefs, and man's primeval bond with nature.
Since this article is the first to be ever published on such subject, it is largely based on hypothesis and
leaves the reader with an open question.

23

Książki Sagawy nie zostały przetłumaczone, spis

24

Cyt. za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Issei_Sagawa,

oryginalnych (japońskich) tytułów dostępny jest na:

09.10.2009.

http://www.goodreads.com/author/list/2795905.Issei_

25

Sagawa, 09.10.2009.

Warszawa 1999, s. 285 i n.

Por. T. Harris, Hannibal, tłum. J. Kozłowski, Amber,

BARBARZYŃCA

3 - 1 ( 1 3 - 1 1 ) 3DD3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10692" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10670">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0ffcd977b2d57af1f8be1e1b67899f64.pdf</src>
        <authentication>2fb70b9a44722d1bfaa9450b23b7e369</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127409">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5545</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127410">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127411">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127412">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5156</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127413">
                <text>Akcja "Wisła" / Barbarzyńca 2008 nr 1 (11)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127414">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.18-29</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127415">
                <text>Nędza, Sabina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127416">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127417">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127418">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127419">
                <text>S a b i n a

U

I

n

w

19

8

4

&gt; studentka IV roku historii i I roku religioznawstwa S U M na UJ. Licencjat

n

z filozofii na A P w Krakowie w 2 0 0 6 r.

Akcja „Wisła"
Sytuacja m n i e j s z o ś c i ukraińskiej na z i e m i a c h z a c h o d n i e j i p ó ł n o c n e j Polski
p o akcji „Wista" d o 1 9 5 2 r o k u

o:I

koło 150 tysięcy Ukraińców zostało prze­
siedlonych w wyniku akcji „Wisła" na
obszar Polski zachodniej. Skupię się na
pierwszych
latach funkcjonowania tej mniejszo­
n i m ™
ści, do 1952 roku. Pojęcie „ziemie zachodnie"
obejmuje tu województwo olsztyńskie, szczeciń­
skie i wrocławskie oraz część województw: po­
znańskiego, gdańskiego i białostockiego. W atrykule nie zostanie uwzględnione województwo
śląskie, gdyż nie było ono objęte osadnictwem
ludności związanym z akcją ,Wisła".

przesiedleniu propaganda w mediach, dyskry­
minacja i bardzo silna izolacja Ukraińców od
Polaków spowodowały odwrotny skutek.
Zanim zajmę się sytuacją Ukraińców po akcji
„Wisła", u w a ż a m za konieczne przedstawienie
przebiegu samej akcji, gdyż jej założenia i prze­
bieg miały wpływ na późniejszą sytuację ludno­
ści nią objętej.

Koncepcja przesiedlenia ludności u k r a i ń ­
skiej na ziemie zachodniej i północnej Polski
miała jeden główny cel - asymilację Ukraińców
w nowym środowisku. Środkiem służącym do
osiągnięcia tego celu było rozproszenie ludności
ukraińskiej i odizolowanie inteligencji. Asymi­
lacja była zgodna z ówczesną polityką władz
polskich, realizujących doktrynę państwa jed­
nolitego narodowościowo. Jednak towarzysząca

Ludność ukraińską, która w zdecydowanej
większości chciała pozostać w Polsce, władze
polskie postanowiły zmusić do wyjazdu, naj­
pierw metodami administracyjnymi, następnie
przy użyciu wojska. Trwająca w latach 1944
1946 akcja przesiedlania ludności do USRR
nie doprowadziła jednak do wyjazdu wszyst­
kich Ukraińców . Według danych szacunkowych
pod koniec 1946 roku na terenie południowo-

1

Akcja „Wista"

1

R. Drozd, Polityka władz wobec ludności ukraińskiej w Polsce w latach 1944-1989, Warszawa 2001, s. 61.

BAUBARZmt

1(111 ? 0 D 6

�Akcja „Wista"

19

-wschodniej Polski pozostało jeszcze około 200
tysięcy osób narodowości ukraińskiej . Władze
zamierzały przesiedlić je do USRR, ale spotkały
się z odmową strony radzieckiej. Zapadła więc
decyzja o przesiedleniu pozostałej ludności na
ziemie zachodniej i północnej Polski. W raporcie
nr 20 z posiedzenia Wojewódzkiego Komitetu
Bezpieczeństwa w Rzeszowie dla Państwowej
Komisji Bezpieczeństwa, powstałym 25 lutego
1947 roku, pada propozycja przesiedlenia Ukra­
ińców. Zawarte jest w nim stwierdzenie, że po­
zostali na terenie województwa rzeszowskiego
Ukraińcy stanowią bazę zaopatrzeniową, wywia­
dowczą i łącznikową band UPA (Ukraińska Po­
wstańcza Armia). Dlatego autorzy raportu widza
konieczność dokończenia akcji wysiedleńczej
i stwierdzają Jeżeli obecnie nie ma możności
przekazania tych Ukraińców do ZSRR to trzeba
skierować ich na zachód i osiedlić w rozproszęniu abv uniemożliwić szkodliwa działalność"
Prz'vczvnv decvz,i o nrzenrowadzerm, denor'
tacji ludności ukraińskiej na ziemie zachodnie
i północne są dyskusyjne. Propaganda komu­
nistyczna starała się usprawiedliwić tę decyzję
potrzebą walki z UPA. Może o tym świadczyć
również uchwała Prezydium Rady Ministrów
w sprawie przeprowadzenia deportacji Ukra­
ińców w ramach akcji „Wisła" z 24 kwietnia
1947 roku. Podawała ona jako cel przesiedlenia
konieczność normalizacji stosunków w kraju
poprzez likwidację band UPA . Do koronnych
argumentów propagandowych należała śmierć
wiceministra obrony narodowej generała Karola
Świerczewskiego (28 marca 1947 roku), o którą
władze nie mając dowodów oskarżyły UPA
W protokole nr 3 z posiedzenia Biura Politycz­
2

-

3

4

5

R. Drozd, Droga na Zachód. Osadnictwo ludności ukraiń­
skiej na ziemiach zachodnich i północnych Polski w ramach
akcji „Wista", Warszawa 1997, s. 5.
R. Drozd, I . Hałagida, Ukraińcy w Polsce 1944-1989.
Walka o tożsamość (Dokumenty i materiały), Warszawa
1999, s. 45, dok. nr 7.
2

3

m i ) nm uumnn

nego Polskiej Partii Robotniczej (29 marca 1947
roku), które odbyło się po pogrzebie generała
Świerczewskiego, znajduje się informacja, ze
zapadło wówczas postanowienie: „W szybkim
tempie przesiedlić Ukraińców i rodziny miesza­
ne na tereny odzyskane (przede wszystkim Prus
północnych), nie tworząc zwartych grup i nie
bliżej n i ż 100 km od granicy" . W rzeczywistości
w 1947 roku działalność UPA nie stanowiła real­
nego zagrożenia dla państwa polskiego, a władze
aż do wiosny 1947 roku nie przykładały więk­
szej wagi do zwalczania UPA . Według Romana
Drozda akcja mogła mieć na celu przypodobanie
sie społeczeństwu polskiemu które w większości
odnosiło się do Ukraińców wrogo i popierało ich
wysiedlenie. Na ziemiach zachodnich ludność
u k r a i ń s k a - osiedlona w rozproszeniu bez moż­
liwości zaspokaiania swych kulturalnych religii
nvch i oświatowych notrzeb - miała ulec nolo
n.zacii fzwanei w dokumentach asvmilacia"^
W tvm okresie nolitvke nolska w kwestii nkraiń
s k J kształtowało często zaodnie z wvtvrznvmi
właHz radzieckich Rinro Politvczne Polskiei
Partii Rohotnie.ei 'a reali owałv Ministerstwo
6

7

7

i a
7
p V,
jaly™ °
Administracji ^ c z r i e j . Ministerstwo z,iem
UdzysKanycn Ministerstwo b e z p i e c z e ń s t w a
ublicznego, Ministerstwo Ubrony INarodowej,
urzędy wojewódzkie i starostwa oraz powołane
instytucje przesiedleńcze .
Przesiedlanie ludności ukraińskiej na ziemie
zachodnie i północne rozpoczęło się w 1947 roku
i trwało do 1950 roku (wtedy przybyły ostatnie
transporty). Było przymusowe, objęło nawet pol­
sko-ukraińskie rodziny mieszane, a dokonywały
go oddziały wojskowe. Grupa Operacyjna „Wi­
sła" rozpoczęła przesiedlanie 28 kwietnia 1947
r e a l l z o

M

i

n

i

s

8

Ibid., s. 48, dok. nr 10.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności ukraińskiej..., s. 63.
R. Drozd, I . Hałagida, op.cit., s. 47, dok. nr 9.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności
ukraińskiej...,
s. 65.
Ibid., s. 13.

4

5

6

7

8

�Sabina Nędza

20
roku. W praktyce główny wysiłek wojsk skoncen­
trował się właśnie na wysiedlaniu, a nie na wal­
kach z UPA. Akcją objęto wszystkich Ukraińców
bez względu na stopień lojalności wobec pań­
stwa polskiego. Nie ominęła ona również byłych
partyzantów i bojowników antynazistowskich,
zdemobilizowanych żołnierzy Armii Czerwonej
czy Wojska Polskiego. Przesiedlano członków
aparatu władzy ludowej, członków PPR, a także
ludność tych wsi, w których oddziały UPA nie
pojawiły się ani
Oddziały wojskowe nie
przestrzegały zaleceń zawartych w instrukcjach
więc sytuacja wysiedlanej ludności zależała od
decyzji dowódcy lokalnego oddziału. Dla póź­
niejszej sytuacji ludności obietei akcia ważny był
sam przebieg wysiedlenia. O świcie wojsko ota¬
czało wieś szczelnym kordonem dawało miesz­
kańcom około dwóch rodzin na przygotowanie
sie do droei Zdarzało sie że czas pakowania
ograniczano do dwudziestu minut zatem lu
dzie nie moeli zabrać nawet naipotrzebnieiszych
rzerzv Do feao dorhodziłv nrohlenw z zanew
nieniem transnortn iedna furmanka nrzvna
n , dwie Inh ,r,l rnd inv P r z e ^ d l e ń r ó w
_

7

daia na awie IUP trzy rodziny, rzesieaiencow
Kierowano ao punKtu zpornego, a potem ao
stacji załadowczej, lam mieszkańców jednej wsi
rozdzielano i przewożono P r a g a m i do rożnych
miejscowości na ziemiach zachodnich i pół­
nocnych. Irzeladowanie wagonów ludnością
i inwentarzem oraz długotrwały transport pod
nadzorem wojska w skandalicznych warunkach
sanitarnych spowodowały ze w czasie podroży
zmarło co najmniej 27 osob. 1 ociągi przyjeżdża­
ły systematycznie do 15 sierpnia 1947 roku. Do
tego czasu przesiedlono 140 662 osoby, głownie
do województw: olsztyńskiego, szczecińskiego,
poznańskiego, gdańskiego i białostockiego ale
transporty nieregularnie przybywały nadal, az
do 1950 roku. W sumie, biorąc tez pod uwagę
liczbę osób osadzonych w obozie w Jaworznie,
m o ż n a przyjąć, że w ramach akcji „Wisła" na
9

Ibid., s. 73.

FOT. PRZEMYSŁAW

ziemie zachodniej i północnej Polski deportowa­
no około 150 tysięcy osób . Przesiedlono także
duchowieństwo ukraińskie.
Rodziny ukraińskie zostały osiedlone w roz­
proszeniu według zasad opracowanych przez
władze bezpieczeństwa, a sformułowanych w in­
strukcji M Z O z 10 listopada 1947 roku. W każdej
z gromad (wsi) mogła osiąść tylko jedna rodzina
o „opinii ujemnej" oraz najwyżej kilka rodzin
10

Ibid., s. 74-75.

B ARB

1(111 P O D B

MAZUREK

�21

Akcja „Wista"

0 „opinii dodatniej". Osadnicy z akcji „Wisła"
nie mogli być osiedlani do 30 km od granicy lą­
dowej, do 10 km od granicy morskiej i do 20 km
od miast wojewódzkich. Ich liczba nie mogła
przekraczać 10% liczby ludności danej groma­
dy. W dokumencie tym podkreślono, iż zasad­
niczym celem przesiedlenia osadników jest ich
asymilacja w nowym środowisku. Zastrzeżono,
by nie używać w stosunku do nich określenia
„Ukraińcy". Inteligencja, gdyby się przedostała,
powinna być umieszczana z dala od reszty osad­
ników. Ponadto została ograniczona swoboda
ruchu przesiedleńców. Niedopuszczalny miał
być zwłaszcza powrót do dawnych mieisc za¬
mieszkania. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa
Publicznego miał być poinformowany o każ­
dej sprawie w jakiej osiedleniec zwraca sie do
władz administracji ogólnej W piśmie szcze¬
cińskiego urzędu wojewódzkiego do WUBP
w sprawie duchownych greckokatolickich z 18
sierpnia
P947 roku zwrócono
^ (zffod
nie z zarządzeniem władz c e n t r a l n a miedzv
nrzesiedleócami nie moaa sie znaidować inteli
genci, do których zaliczono księży, adwokatów
1 urzędników .
Sytuacja l u d n o ś c i ukraińskiej p o akcji
„Wista"
11

12

Przesiedlona na ziemie zachodnie ludność
ukraińska pochodziła z województw: rzeszow­
skiego, lubelskiego i krakowskiego. Na Pomorzu
Zachodnim i w województwie gdańskim prze­
ważała ludność z województwa rzeszowskiego,
reszta pochodziła z lubelskiego. Dotychczaso­
wych mieszkańców województwa krakowskie­
go i częściowo lubelskiego osiedlono głównie
w województwie wrocławskim . Z chwilą osied­
lenia Ukraińców na ziemiach zachodnich i pół­
13

11

12

R. Drozd, I . Hałagida, op.cit., s. 53-55, dok. nr 13.
Ibid., s. 52, dok nr 12.

m i ) nm uumnn

nocnych zmieniły się warunki ich egzystencji.
Górzysty krajobraz rodzinnych stron zastąpiony
został nizinnym środowiskiem przyrodniczym.
Zakończył się dla tej ludności okres przebywania
w jednorodnym środowisku etnicznym, w któ­
rym stosunki opierały się na więziach sąsiedzko-krewniaczych determinowanych tradycją
ludową i czynnikami przyrodniczymi. Ludzie
ci stanęli przed koniecznością ułożenia sobie
życia na nowo po całkowitej zmianie środowiska
geograficzno-przyrodniczego, gospodarczego,
etnicznego społecznego politycznego a także
cywilizacyjnego i kulturowego. Wysiedleni mu¬
sieli pokonać wiele barier - zarówno material­
nych iak i psychicznych Należały do nich sama
deportacia rozproszenie w środowisku polskim
utrata więzi emocionalnych nadzór organów
bezpieczeństwa oraz ograniczenia w porusza¬
niu się. Powodowało to poczucie tymczasowości
i chęć oowrotu do dawnych siedzib
gało 'trudności aklimatyzacyjne.
-

Sytuacja gospodarcza
Przesiedlona ludność pochodziła przeważ­
nie ze wsi. Dominowali wśród niej właściciele
małych i średnich gospodarstw. Otrzymywali na
nowym miejscu od pięciu do siedmiu hektarów
ziemi, a niekiedy nawet kilkanaście. Następną
grupę zawodową stanowili robotnicy zatrudnia­
ni w majątkach Państwowych Nieruchomości
Ziemskich, leśnictwie, tartakach lub zakładach
robót drogowych. Niewielki odsetek stanowiła
ludność miejska i inteligencja . Władze pol­
skie starały się umieszczać Ukraińców przede
wszystkim w gospodarstwach indywidualnych.
Trudności powodowała jednak niewystarczają­
ca liczba nadających się do zamieszkania bu­
dynków. Warunki bytowe Ukraińców w miej
scach osiedlania od początku były niekorzystne.
14

13

14

R. Drozd, Droga na Zachód, Warszawa 1997, s. 131.
Ibid., s. 133-134.

�22

Sabina Nędza

Zabudowania przeważnie wymagały remontu .
Duży wpływ na taką sytuację miał fakt, że lud­
ność ukraińska była ostatnią grupą osadniczą.
Przydzielono jej więc niechciane przez nikogo
gospodarstwa w najgorszym stanie. Lepsze były
j u ż zajęte przez wcześniej przybyłych osadni­
ków. W województwie szczecińskim na 9800 za­
jętych przez rodziny ukraińskie gospodarstw in­
dywidualnych aż 7345 było zniszczonych (4386
z nich wymagało remontu, a 2959 - odbudowy).
W województwie gdańskim powiaty
przezna­
czone pod osadnictwo ukraińskie mogły przyjąć
600 rodzin, a przesiedlono ich 1690 . We wszyst­
kich mieszkaniach brakowało okien drzwi fu­
tryn pieców podłóg i mebli. Z czasem zacze
to coraz wiecei osób umieszczać w maiatkach
parcelacyjnych i należących do PNZ Trudną
sytuacie mieszkaniowa władze rozwiązywały na
Przykład przez umieszczanie dwóch czy trzech
rodzin
w jednym
gospodarstwie
Do zasedlema
wvkorzvs
vwano fakze
domki
robotnicze
i hu
wykorzystywano
laKze U
O I U K I rououiicze
15

16

dvnki fnlwarrzne a nawet stainie rzv stndnłv

Zabudowania te również w y m a r ł y remontu
w wątpliwość twier'
i owyzsze przyKiaay podają w wątpliwość twier­
dzenie, iz Ukraińcy w zamian za pozostawienie
dawnycn gospodarstw otrzymali nowe będące
w lepszym stanie. M ó w i o n o nawet o „skoku
cywilizacyjnym . M o ż n a się zgodzie, ze dla
tych, którzy otrzymali murowane mieszkania,
w dobrym stanie, z narzędziami rolniczymi,
mogl to byc swego rodzaju skok cywilizacyjny
lakie przypadki byty jednak nieliczne. Należy
zaznaczyć, ze warunki prowadzenia gospodarki
na ziemiach zachodnich na ogol były korzyst­
niejsze. Z czasem dawało to większe szanse
podniesienia stopy życiowej. Lepiej od warun­
ków mieszkaniowych przedstawiała się sprawa
wolnej ziemi uprawnej. Nie występowały raczej
(poza Dolnym Śląskiem i Żuławami) j ej braki,
jednak były to grunty zaliczane do piątej i szós15

16

Ibid., s. 142.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności ukraińskiej..., s. 83.

FOT. WERONIKA CHODACZ

tej klasy urodzajności. Poważnym problemem
był brak inwentarza żywego ; 28 469 rodzin
osiedlonych do 15 sierpnia 1947 roku przywio­
zło ze sobą 20 564 konie. Wynika z tego, że 7905
rodzin było ich pozbawionych. W praktyce licz­
ba ta może być większa, gdyż niektóre rodziny
mogły mieć dwa lub więcej koni. Lepsza była
sytuacja, jeśli chodzi o bydło. Większość rodzin
17

R. Drozd, Droga na Zachód, s. 144-145.

B ARB

1(111 P O D B

�Akcja „Wista"

23

miała przynajmniej jedną krowę. Wysiedleńcy
przywieźli ze sobą także niewielkie ilości kóz,
owiec, trzody chlewnej i drobiu. Ludność z woje­
wództwa lubelskiego była najlepiej wyposażona
w inwentarz żywy. Osadnicy odczuwali również
brak paszy dla zwierząt. Władze organizowały
zbiórki, ale część osadników polskich odmówiła
udziału w akcji, a część nie miała dostatecznych
zapasów, by się nimi podzielić . Sposób deporta­
cji sprawił, że ludzie zabierali ze sobą tylko wozy
oraz drobny sprzęt, czasami lekkie narzędzia
rolnicze . Niekorzystnie przedstawiała się tak­
że sytuacja aprowizacyjna ludności ukraińskiej.
Ponieważ wysiedlenia przeprowadzono w mie­
siącach wiosenno-letnich Ukraińcy nie zdążyli
zebrać plonów Szacowano ze w powiecie le
borskim aż 60% rodzin nie przywiozło ze sobą
zapasów żywności W najlepszym położeniu byli
ci którzy zostali nrzesiedleni naiwcześniei
Jv
zdążyli obsiać lub obsadzić ziemniakami część
pól. Osoby przesiedlone w czerwcu i późniei
18

19

7

nie z d a z v ł v nic z a s i a ć ani n o s a d z i ć

Szczególnie

ti r unudnnyv huyi
vłn
1 948T rola,
p r z e ił oo m 1
i ^947
t / i iy&lt;to
O K U . z.7 pnoowwooudun
m

hralni

noe7v

niektóre r n H 7 i n v likrainclHe mii^ia

braku paszy niektóre rodziny ukraińskie musia­
ły wyzbyć się części zwierzą . imane warunki
po przesiedleniu zmusiły władze do udzielenia
przesiedleńcom pomocy. Irzyznano zapomogi
w wysokości od
do 4UU złotych, kartki żyw­
nościowe, zboże i ziemniaki, wyremontowano
częsc zabudowań. 1 rzyznawano kredyty na re­
monty gospodarstw i zakup ziarna siewnego, ale
me cieszyły się one popularnością, zwłaszcza in­
westycyjne (na remonty). Ludzie się obawiali, ze
me będą w stanie ich spłacie, poza tym wciąż pa­
nował nastrój tymczasowości. Większość chciała
wrocic do dawnych miejsc zamieszkania. Ponad­
to pomoc ta okazywała się niewystarczająca .
Na przykład w województwie olsztyńskim do
Ibid., s. 148.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności
s. 84.
18

19

1111) n U B A R B A R Z Y Ń C A

15 listopada 1947 roku na 10 tysięcy zabudowań
wyremontowano tylko 2427. Wynikało to za­
równo z opieszałości urzędników, jak i z ogra­
niczonych możliwości państwa. Przesiedleńcy
ukraińscy zostali zmuszeni do poprawy warun­
ków życia wyłącznie przez własną pracę, często
zatrudniali się u polskich sąsiadów. Najwyższe
wynagrodzenie, takie samo jak robotnicy polscy,
otrzymywali Ukraińcy pracujący w majątkach
Państwowych Nieruchomości Ziemskich. Taka
postawa władz wynikała z dążenia do szybkiego
zagospodarowania Ukraińców na nowym tere­
nie. Miało to przyspieszyć ich adaptację w no—
wym środowisku i zniechęcić do powrotu na
dawne ziemie. Potwierdzeniem tego może być
fakt wypisywania Ukraińcom wniosków o nada¬
nie aktów własności gospodarstw Sprawę upo­
rządkowania własności na ziemiach zachodnich
zapoczątkowano dopiero dekretem z 6 września
1951 roku o ochronie i uregulowaniu własności
osadniczych gospodarstw 'chłopskich n ix ^-y rn
obszarze
22

Na początku utrzymywało się u przesied­
lonych poczucie tymczasowości. Czekali na
sprzyjający moment, by powrócić do dawnych
miejsc zamieszkania. Często z tego powodu nie
podejmowali remontów swoich gospodarstw.
Jednak po pewnym czasie Ukraińcy uświadomili
sobie, że ich pobyt w nowym miejscu się prze­
dłuży, i zaczęli dążyć do poprawy swoich waru iików życia. Pomoc państwa, a przede wszystkim
własna
zaowocowały stopniowym pod­
niesieniem stopy życiowej. Dzięki temu ludność
ukraińska nie musiała się j u ż zatrudniać u Po­
laków za żywność i mogła zawierać korzyst­
niejsze urnowy o pr3.cc Niektórym rodzinom
udało sie zaiać opuszczone przez Polaków lepsze
gospodarstwa. Przesiedleńcy zaczęli przejawiać

20

ukraińskiej.

21

22

Ibid., s. 85
Ibid., s. 85.
Ibid., s. 86.

�24

Sabina Nędza

zainteresowanie hodowlą oraz pracą na roli.
Niektórzy rolnicy swoimi osiągnięciami prze­
wyższyli nawet polskich osadników . Tylko brak
dbałości o zabudowania, powodowany nadal
utrzymującą się atmosferą tymczasowości, nie
pasował do obrazu gospodarności Ukraińców.
23

Stosunki społeczne
Bardzo w a ż n y m czynnikiem wpływającym
na status przesiedleńców był stosunek ludności
i administracji polskiej do nowych osadników,
którzy wyróżniali się wśród Polaków stylem życia
i gospodarowania, wyznaniem i językiem, a także
strojem. Nosili przywiezioną ze sobą, wykonaną
z grubego płótna lnianego odzież oraz ubrania
otrzymane w ramach pomocy. Na co dzień wy­
glądali bardziej ubogo. Strój świąteczny też mieli
inny . Większość osadników polskich odnosiła się
do Ukraińców pogardliwie i wrogo . Szczególnie
niechętny stosunek prezentowali repatrianci pol¬
scy ze Wschodu oraz przybysze z województw:
krakowskiego rzeszowskiego i lubelskiego a wiec
z terenów dotkniętych walkami polsko-ukraiń¬
skimi. Władze przez propagandę antyukraińska wzmacniały wrogie postawy i prowadziły
do przeniesienia ich na osoby które nie doznały
od Ukraińców żadnych krzywd Tendencyinie
informowano o działalności ukraińskiego pod¬
ziemia oraz organizowano przed przybyciem

mówienia Ukraińców, ich strój, sposób gospo­
darowania i wyznanie . Zdarzały się napady na
przesiedlonych. Wieści o takich wydarzeniach
wzmacniały negatywny stosunek przesiedlonych
do Polaków i sprzyjały izolowaniu się. Nega­
tywne postawy występowały także wśród władz
administracyjnych. Zdarzało się, że traktowano
wysiedlonych jako nacjonalistów i nie zaspoka­
jano ich podstawowych potrzeb. Przypadki złego
odnoszenia się urzędników terenowych do lud­
ności ukraińskiej musiały być nagminne, skoro
spowodowały interwencję władz zwierzchnich
u wojewodów. 18 lutego 1948 roku M Z O zwróciło
wojewodzie olsztyńskiemu uwagę, że niewłaści27

T
W ł " wypadKi
dk (^szczególnie
'
\ na n
1
aKcji
„wisia
uoinym
aiąsKu; ze grupy mieszKancow przybywały na
stacje Kolejowe, Dy nie dopuście do rozładowania
pociągu z uKrainsKimi osadnikami, ^ s e j m o ­

stosunek urzędników w terenie do przesied
leńców jest niezgodny z wszystkimi instrukcjami
dotyczącymi osadnictwa ukraińskiego. Instrukcja
ta nie odniosła jednak skutku
Z chwilą przybycia na ziemie zachodniej
i północnej Polski ludność ukraińska została
poddana ścisłemu nadzorowi UB, MO, ORMO.
Zdarzało się, że funkcjonariusze organów bez­
pieczeństwa przesiadywali w domach osadników
ukraińskich lub „dosiedlano" do rodzin ukraiń­
skich rodziny polskich milicjantów. Ukraińcom
narzucono również obowiązek meldowania się
co kilka dni na posterunkach milicji. Nie mogli
się gromadzić, a nawet zasłaniać w nocy okien.
Co jakiś CZaS dokonywano wśród nich aresz¬
towań pod zarzutem przynależności do O U N
(Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) lub
UPA . W województwie olsztyńskim od maja
1947 roku do końca pierwszego półrocza 1948
roku za.trzyma.no pod tym zarzutem 875 osób
Były także przypadki karania za naimnieisze
przewinienia.

wano tez próby niewpuszczema przybyłych do
wsi. W życiu codziennym wyśmiewano sposób

Ważną rolę w stosunkach polsko-ukraińskich
odgrywał funkcjonujący wśród ludności polskiej

24

25

rransnortów z ludnością ukraińska snotkania na
których oznaimiano mieiscowei ludności ze nrzy

Iwwaia hanLi TTPA"26 7 d L a ł y ,ie w
7

23

24

25

26

LL

Ibid., s. 94.
R. Drozd, Droga na Zachód, s. 134.
Ibid., s. 136.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności ukraińskiej..., s. 88.

28

29

27

28

29

R. Drozd, Droga na Zachód, s. 137.
Ibid., s. 139.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności ukraińskiej..., s. 87.

BARBARZYŃCA

1(111 P Q D B

�Akcja „Wista"

25

stereotyp Ukraińca, który - wzmacniany przez
propagandę - powodował, że w oczach polskich
ludność ukraińska urastała do rangi naj zacie­
klej szego wroga Polski i Polaków. O osiedlanej
ludności ukraińskiej krążyły przeróżne plotki.
Opowiadano o szczególnie okrutnych zbrod­
niach popełnionych na ludności polskiej oraz
0 kolaboracji z Niemcami. Często obwiniano
przesiedlonych o różnego rodzaju naruszenia
porządku, kradzieże, podpalenia, zabójstwa.
Taki stosunek Polaków do Ukraińców powodo­
wał izolowanie się tych ostatnich i wzajemnie
wrogie nastawienie. Znane są przypadki wspól­
nego spędzania nocy przez rodziny polskie, ba­
rykadowania drzwi i wystawiania nocnych wart
w obawie przed Ukraińcami . Na niechęć i nie­
ufność osadników polskich Ukraińcy odpowia­
dali tym
Utrzymywali kontakty w obrę­
bie swojej grupy, natomiast kontakty zewnętrzne
ograniczone zostały do minimum .
Większość Ukraińców miała negatywny sto­
sunek do ludności polskiej. Nie rozumiejąc
mechanizmów propagandowych, mieli za złe
Polakom, że tylko ich oskarżają o dokonywanie
mordów. Powszechnie zarzucali Polakom mor­
dowanie ludności ukraińskiej, w tym również
bestialskie zbrodnie . Wzajemne oskarżenia,
poparte przykładami zapamiętanymi z włas­
nych przeżyć bądź losów osób najbliższych,
doprowadziły do powstania dwóch radykalnie
odmiennych interpretacji polsko-ukraińskie­
go konfliktu, w których winą za jego krwawy
przebieg obwiniano zawsze drugą stronę. Ta­
kie podejście pogłębiło się w latach następnych
z powodu nasilenia antyukraińskiej propagandy.
Oprócz tego w społeczności ukraińskiej funk­
cjonował stereotyp Polaka, przypisujący rriu wy¬
noszenie się ponad innych, pijaństwo, lenistwo
30

31

32

1 złodziejstwo .
33

R. Drozd, Droga na Zachód, s. 141.
Ibid., s. 142.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności
s. 89.

Wszystkie te elementy spowodowały zamy­
kanie się w obrębie własnej grupy. Charaktery­
zowała je wrogość i nieutrzymywanie stosun­
ków sąsiedzkich i towarzyskich z pozostałymi
grupami ludności. Polegało ono zarówno na
samoizolacji, jak i izolacji towarzyskiej ze strony
Polaków. Jednak z czasem następowały powolne
zmiany nastawienia. Zatrudnianie się Ukraiń­
ców w zakładach pracy czy u polskiego sąsiada,
uczestnictwo w nabożeństwach rzymskokatoli­
ckich oraz różnych zebraniach sprzyjało wza­
jemnemu poznawaniu się Polaków i Ukraiń­
ców. Najszybciej nawiązała z przesiedlonymi
kontakt ludność rodzima, zwłaszcza Kaszubi,
oraz osoby pochodzące z dawnych centralnych
i zachodnich województw. Nie byli oni bowiem
obciążeni zaszłościami historycznymi. Również
sarno rozproszenie wymuszało na Ukraińcach
konieczność kontaktu z Polakami. Przełamywa­
nie barier zaowocowało zawieraniem małżeństw
mieszanych Nie bvłv one leszcze liczne ale
świadczyły o zbliżaniu się obu grup ludności .
34

Kultura i religia
Izolacja społeczna Ukraińców sprzyjała ich
wzajemnej integracji. Wspomagali się w różnych
pracach, wspólnie obchodzili święta oraz uro­
czystości rodzinne. Ta codzienna kultura stała
się ostoją ukraińskości i sposobem na przetrwa­
nie . Wśród opisywanej ludności silnie zakorze­
nione były różne zwyczaje i obyczaje. Należało
do nich zapraszanie w kumy. Przy zapraszaniu
na wesele panna młoda i druhna witały się z za­
praszanymi gośćmi podaniem ręki przez wyszy¬
wany ręcznik Na pogrzebach członków rodzin
głośno zawodzono, żeby nikt nie pomyślał, że
nie opłakuje się zmarłego .
Wraz z polepszeniem warunków material­
nych Ukraińcy zaczęli organizować sobie życie
35

36

30

33

31

34

32

mi)

im

BARBARZYŃCA

ukraińskiej...,

35

36

Ibid., s. 90.
Ibid., s. 91.
Ibid., s. 91.
R. Drozd, Droga na Zachód, s. 134-135.

�Sabina Nędza

26
kulturalne i religijne. Wykorzystywano do tego
różne spotkania i uroczystości organizowane
wewnątrz własnej grupy narodowej. Sprzyjało
temu osłabienie rygorów osadniczych, które
sprawiało, że Ukraińcy mogli tworzyć większe
skupiska. Przesiedlali się do wsi i gmin zamiesz­
kanych przez większą liczbę Ukraińców. Podob­
nie było w przypadku PGR-ów. Na przykład
w województwie szczecińskim do 1951 roku od­
notowano 375 takich przypadków. W niektórych
wsiach z przewaga ludności ukraińskiej, na przy¬
kład we Wróblach (w powiecie Gołdap), zaczęły
powstawać pierwsze zespoły ludowe. Prowadzo¬
no też korespondencję z krewnymi i znajomymi
w kraju i za granicą (Kanada ,USA) .
37

Poza tym Ukraińcy występowali z pismami do
władz, starając się o uzyskanie świątyń i pozwo­
lenie na odprawianie oficjalnych nabożeństw we
własnym obrządku. Gdy go nie uzyskali, modlili
się w swoich mieszkaniach. W Baniach Mazur­
skich grekokatolicy w większe święta zbierali
się w miejscowym kościele i śpiewali ukraińskie
pieśni religijne. W niektórych miejscowościach
tajne msze zaczęli odprawiać diacy (psalmiści).
Działo się tak na przykład w Krzeszowie koło By­
towa (Jan Bełtej) . Po zmianie granic i wysied­
leniach do ZSRR w Polsce została
około
150 tysięcy grekokatolików. Ludność tę osiedlono
w rozproszeniu na ziemiach zachodniej Polski.
W granicach PRL Cerkiew greckokatolicka prze¬
stała praktycznie istnieć . Przed akcją Wisła"
w Polsce mieszkało 114 księży greckokatolickich.
Wraz z wiernymi deportowano na zachód sześć­
dziesięciu dwóch z nich. Siedmiu aresztowano
i przekazano stronie radzieckiej a dwudziestu
dwóch osadzono w obozie w Jaworznie. Na karę
więzienia skazano siedmiu , na karę śmierci jed­
38

39

R. Drozd, Polityka władz wobec ludności
ukraińskiej...,
s. 95.
Ibid., s. 95.
M. Skórka, Wspólne sąsiedztwo czy nie chciani intruzi?
Kościół rzymskokatolicki w Polsce w oczach grekokatoli­
37

38

39

nego. Co najmniej trzech uniknęło wysiedlenia.
Pozostali opuścili Polskę, zginęli w czasie akcji
wojskowych, przeszli na obrządek rzymskoka­
tolicki lub porzucili stan kapłański. Podobny los
spotkał duchownych prawosławnych. Władze
administracyjne starały się zapobiec odrodzeniu
się Kościoła greckokatolickiego, uważając, że
jego działalność utrudni proces wynaradawiania
się Ukraińców w nowym miejscu zamieszkania.
Początkowo sprzymierzeńcem na tym polu stało
się duchowieństwo rzymskokatolickie. Przybyli
na ziemie zachodnie i północne księża grecko­
katoliccy zostali objęci obserwacją urzędów bez­
pieczeństwa .
40

Obecni na zachodzie księża greckokatoliccy
przyjmowali różne postawy: od zaprzestania
pełnienia posług kapłańskich przez przejście
na obrządek rzymskokatolicki aż do odprawia­
nia nabożeństw „przy zamkniętych drzwiach".
Znana była działalność księdza Mirosława Ripeckiego, który od lipca 1947 roku odprawiał msze
w swoim mieszkaniu. Miejsce jego działalności
- Chrzanowo - szybko urosło do rangi centrum
religijnego grekokatolików. Ksiądz Ripecki pro­
wadził także działalność kulturalno-oświatowa,
wypożyczając książki z przywiezionej ze sobą
biblioteki. W jego ślady poszli inni, na przykład
Bazyli Hrynyk w Wiercinach a potem Cygan¬
ku. Działalność duchownych greckokatolickich
spotykała się przeciwdziałaniem władz oraz
niechęcią części kleru rzymskokatolickiego We
fragmencie sorawozdania Urzędu Woiewódz
kiego w Olsztynie z działalności kościołów na
terenie województwa olsztyńskiego znaiduiemy
informacie ze władze nie chciały donuśc ć do
odrodzenia się ruchu ukraińskiego. W tym celu
uniemożliwiały na przykład powstanie parafii
41

ków, „Więź", 1998, nr 3, s. 74.
R. Drozd, Droga na Zachód, s. 141.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności
s. 96.
40

41

BAUBARZmt

ukraińskiej...,

1(111 F-QDB

�27

Akcja „Wista"

greckokatolickich, a duchownych oddały pod
obserwację Wojewódzkiego U r z ę d u Bezpie­
czeństwa Publicznego. Problemem grekokatoli­
ków, jak czytamy w dokumencie, zajął się Koś­
ciół rzymskokatolicki, przyjmując duchownych
greckokatolickich do swego grona i powierzając
im, po odpowiednim przeszkoleniu, funkcje
wikariuszy. Żonaci musieli pozostawić swe żony
w dawnym miejscu zamieszkania . Zdecydowa­
na większość księży z tej możliwości skorzystała.
Zabezpieczało to ich byt, poza tym birytualizm
stwarzał w przyszłości możliwości odprawiania
nabożeństw greckokatolickich. Swe żony oraz
dzieci pozostawili formalnie, to znaczy nie za­
brali ich do nowych placówek, ale utrzymywali
z nimi ścisłe kontakty. Proboszczowie przyj­
mowali różne postawy wobec prób odprawia¬
nia mszy greckokatolickich: od potępienia po
poparcie. Wynikało to między innymi z faktu,
że polski episkopat nie sformułował jasnych za­
sad działania w tym zakresie . August Hlond,
a potem Stefan Wyszyński (pełniący kolejno
funkcje Delegata Stolicy Apostolskiej do spraw
Obrządków Wschodnich w Polsce) na począt­
ku nie pozwalali duchowieństwu greckokatoli­
ckiemu na odprawianie nabożeństw w swoim
obrządku a iedynie w rycie łacińskim. Uważali
że odnowienie działalności Kościoła greckoka¬
tolickiego pogłębi konflikt między Kościołem
polskim a władzami. Nie bez znaczenia mogła
być też niechęć ludności polskiej do ukraińskiej
Nie można wykluczyć że kler polski brał ją
pod uwagę O trudnościach ze organizowaniem
nabożeństw greckokatolickich może świadczyć
przykład Bań Mazurskich Ukraińska ludność
teimieiscowości w 1951 roku rozpoczęła starania
o uzyskanie z^ody na odnrawianie nabożeństw
greckokatolickich. Zwróciła się w tej sprawie do
Urzędu do spraw ^Vvznań a późnie do pryma
sa. Pismo Samodzielnego' Referenta do spraw
42

43

42

43

R. Drozd, I . Hałagida, op.cit., s. 55-56, dok. nr 14.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności ukraińskiej..., s. 97.

m i ) im mminn

Wyznań PWRN w Olsztynie do Wydziału Społeczno-Administracyjnego (z października 1952
roku) zawiera stwierdzenie: „Przesiedleńcy z ak­
cji » W « w Baniach Mazurskich występują cał­
kiem oficjalnie o zezwolenie na zorganizowanie
parafii grekokat[olickiej]. Podobno wyjeżdżają
z chrztami i ślubami do parafii Chrzanowo koło
stacji Koszczewo [...], gdzie rzekomo zorganizo­
wano parafię grekokatolicką i proboszczem jest
ks. Ripecki Mirosław" . Sprawa odprawiania
greckokatolickich nabożeństw w Baniach Ma­
zurskich upadła mimo pozytywnego stosunku
prymasa. Referat Wyznań PPRN w Węgorzewie
początkowo się zgodził, potem jednak wycofał
się ze swojej decyzji i zaproponował utworzenie
parafii rzymskokatolickiej lub prawosławnej.
Do zmiany sytuacji przyczyniło się prawdo­
podobieństwo przejścia grekokatolików na pra­
wosławie. Prymas Stefan Wyszyński, starając się
walczyć z tym zagrożeniem, zezwolił w 1952 roku
ks. Bazylemu Hrynykowi na odprawianie nabo­
żeństw w Bytowie i Nowym Dworze. W kwiet­
niu 1952 roku ordynariusz diecezji w a r m i ń ­
skiej erygował oficjalnie greckokatolicką kaplicę
w Chrzanowie, a księdza Ripeckiego mianował
jej rektorem .
Łagodniej władze odnosiły się do Kościoła
prawosławnego. Nie traktowały go bowiem jako
nośnika świadomości narodowej Ukraińców.
Nie utożsamiały go też jedynie z Ukraińcami.
Kościół prawosławny działał legalnie i miał
własną wewnętrzną strukturę. W1946 roku pod­
jął na terenie ziem zachodnich i północnych zor­
ganizowaną działalność, mógł więc rozpocząć
starania o objęcie duszpasterstwem deportowa­
nej ludności ukraińskiej. Oddelegowanie przez
konsystorz duchownych na ziemie zachodnie
oraz ich przybycie wraz z wysiedlaną ludnością
umożliwiło tworzenie pierwszych parafii. Naj­
wcześniej, j u ż na początku sierpnia 1947 roku,
44

45

44

45

R. Drozd, I. Hałagida, op.cit., s. 68-69, dok nr 20.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności ukraińskiej..., s. 98.

�Sabina Nędza

28
powstały one na Dolnym Śląsku. Początkowo
parafie prawosławne tworzyły się spontanicznie,
bez zezwolenia władz administracyjnych, a na­
bożeństwa odbywały się w prywatnych domach.
Powodowało to interwencje władz centralnych
i terenowych .
Grekokatolicy, którzy nie mieli możliwości
uczestniczenia we własnych mszach, mogli wy­
brać między uczęszczaniem na nabożeństwa
rzymskokatolickie (poświęcając swój obrządek)
a braniem udziału w nabożeństwach prawosław­
nych, w których nie wszyscy duchowni posługi­
wali się językiem ukraińskim. Trudno jest okre­
ślić, która z opcji przeważała. Decydowała o tym
często bliskość cerkwi lub kościoła oraz używany
w nich język . Nabożeństwa greckokatolickie
i prawosławne zawsze odgrywały
rolę
w życiu rozproszonej ludności. Właściwie było
to jedyne miejsce poza domem gdzie Ukraińcy
mogli porozmawiać w swoim ojczystym języku
razem się modlić i śpiewać pieśni cerkiewne .
46

47

48

Na początku lat 50. centralne czynniki de­
cyzyjne w Polsce ponownie zainteresowały się
problemem ukraińskim. Powodem były zmiany
w polityce narodowościowej władz oraz cią­
gle utrzymująca się wśród ludności ukraińskiej
chęć powrotu w rodzinne strony . Oznaczało
to, że dotychczasowa polityka nie doprowadziła
do oczekiwanych rezultatów, czyli asymilacji
Ukraińców. Pismo Zespołu I I Prezydium Rady
Ministrów do urzędów wojewódzkich w sprawie
nielegalnego powrotu Ukraińców (z 19 czerwca
1951 roku) zawiera opis sytuacji: „Stwierdzono
liczne wypadki samowolnego opuszczania go­
spodarstw rolnych przez ludność przesiedlona
na teren województwa w
49

1947

r

w

ramach akcji
»W« przy czym prezydia gminnych i powiato46

47

48

49

Ibid.,
Ibid.,
Ibid.,
Ibid.,

s. 99.
s. 98.
s. 100.
s. 102.

wych rad narodowych przez wydanie tej ludno­
ści dowodów stwierdzających wymeldowanie
na pobyt stały do miejsc poprzedniego zamiesz­
kania stwarzają pozory legalności niepożąda­
nej i szkodliwej akcji, która staje się źródłem
niepokoju i fermentu, zarówno wśród ludności
przesiedlonej, jak również wśród ludności za­
mieszkałej na terenach objętych akcją »W«. Biu­
ro Społeczno-Administracyjne przypomina, że
według ustalonych zasad wysiedlonym w akcji
»W« nie wolno wracać do poprzedniego miej­
sca zamieszkania, i prosi o wydanie stosownych
w tym względzie zarządzeń oraz dopilnowanie
ścisłego ich przestrzegania" .
50

Jednak odgórne zakazy nie mogły powstrzy­
mać ludności od powrotu do dawnych miejsc
zamieszkania. Przykładem może być postać
znanego malarza Nikifora Drowniaka, który
mimo trzykrotnego wysiedlenia na ziemie za­
chodnie zawsze powracał do Krynicy. Władze
zrzucały winę na nacjonalistów ukraińskich, nie
dostrzegając prawdziwych powodów zaistniałej
sytuacji . Poza tym ludność ziem zachodnich
zaczęła rozwijać życie narodowo-religijne. Te
działania sprowadzały się do opisanych wcześ­
niej spotkań w mieszkaniach. Spotkaniom takim
towarzyszyła wymiana poglądów oraz wzajem­
ne podtrzymywanie się na duchu. Oznaczało to,
że władze traciły kontrolę nad ludnością ukra¬
ińską. Postanowiły poddać kontroli ukraińskie
życie narodowe i kulturalne poprzez umożli
wierne przesiedleńcom zaspokojenia podstawo
wvch potrzeb w tvm zakresie Świadczy o tvm
uchwała Biura Politycznego KC PZPR z kwiet¬
nia 1952 roku dotycząca działań zmierzaiacvch
dononrawvsvtuar i aosnodarrze, ludność ukra
51

52

1

ińskiei w Polsre
niei pra
nra
msKiej
oisce i do
uo wzmożenia wśród
wsrou mej
cy politycznej Informuje ona że przesiedlona
_

R. Drozd, I. Hałagida, op.cit., s. 64, dok. nr 18.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności
ukraińskiej...,
s. 103.
Ibid., s. 104.

50

51

52

BARBARZYŃCA

1(111 F-QDB

�Akcja „Wista"

29

ludność, głównie chłopska, zagospodarowała
się na nowym terenie i pracuje. Niektórzy nawet
zdobywają znaczące miejsce w życiu społecz­
ności - głównie dotyczyło to rodzin biednych
i średniozamożnych, które zyskały gospodarczo
na przesiedleniu. Jednak znaczna część Ukraiń­
ców nie dba o zabudowania ani o podniesienie
poziomu gospodarki (pada nawet określenie
„świadomy gospodarczy sabotaż"). Przyczyną
tej sytuacji według raportu ma być wpływ „faszy­
stów ukraińskich i podziemia OUN-owskiego".
Jednak jest też w uchwale stwierdzenie, że wła­
dze miejscowe nie okazały dostatecznej pomocy
prz v osiedlaniu a nawet zdarzały się przypadki
dvskrvminacii przy wymiarze podatków i świad
czeń Ukraińcy Dosłueuia sie oficialnie iezykiem
polskim natomiast miedzy soba rozmawiaia
wyłącznie DO ukraińsku Rzadko uczęszcza a
do kościołów rzymskokatolickich Grekokatolicy
orgamzuiapotaiemne nabożeństwa i uroczysto
śc, A u t o r z , r a n o m , z a „ w a z a , a z e w n o ł o z e n i , ,

dyskryminowana ludności ukraińskiej, rozpa­
trywanie jej spraw, próśb i zaspokajanie potrzeb
oraz wciągnięcie ludności przesiedlonej w dzia­
łalność społeczną. Urząd do spraw Wyznań miał
przedstawić plan normalizacji stosunków reli­
gijnych wśród ludności ukraińskiej . Uchwała
Biura Politycznego świadczyła o zmianie podej­
ścia władz do ludności ukraińskiej. Pozwolono
jej oficjalnie zaistnieć, ale nie zrezygnowano
z głównego celu - asymilacji. Uchwała została
rozesłana do władz terenowych, nie wszędzie
jednak spieszono się z jej realizacją . Wynikało
to między innymi z opieszałości niechętnie na­
stawionych do Ukraińców urzędników którzy
nie byli przygotowani do zmiany postawy wobec
przesiedlonych tvm bardziei ze do tei pory wv
magano od nich działań antyukraińskich Sami
Ukraińcy też odnosili sie dosyć sceptycznie do
tych nonwsłów Obawiali sie ze nrzyimowanie
iakieikolwiek nomocy od naństwa może „trud
nić n o w r ó t w r o d z i n n e stronv 7 teao nowodu

l u d n o ś c i „ k r a i ó s k i e i k o n i e c z n e sa z m i a n y alw

nie chcieli n r z v i m o w a c a k t ó w nadania aosno

„ułiaati w i ćc jej
iei ccaiKowue
ałkowite znormalizowanie warn
un

darstw S t o n i e ń reahzacii n o s t a n o w i e ń n c h w a l v

g° P°
s

a a r c z

y ^ w c i ą g n i ę c i e oo aktywnego
c n

życia społecznego, w z w i ą z k u z tym B i u r o

lityczne postanawia wprowadzić zarządzenia
ułatwiające zagospodarowanie się ludności prze­
siedlonej . uregulowanie spraw własności gospo­
darstw rolnych, przyznawanie ulg w podatku
gruntowym, zgodnie z obowiązującymi prze­
pisami, umorzenie zaległości pożyczkowych na
zasiewy z lat 194/ i 1948, udzielanie przesied­
leńcom kredytów gospodarczych. Nadal miał
byc przestrzegany zakaz powrotów do dawnych
miejsc zamieszkania. Położono nacisk na zakaz

53

54

R. Drozd, I . Hałagida, op.cit., s. 68, dok. nr 19.
R. Drozd, Polityka władz wobec ludności ukraińskiej...,

l j l l ) nU

BARBARZYŃCA

53

54

Iwł . r o . n i r o w a n v nawet na terenie n o w i a t ó w

pyi zróżnicowany nawet na terenie powiatów
!
'
rozpoczęły się; zmiany w sytuacji
Ukraińców na ziemiacn zacnodnicn. IN ową po­

litykę wyznaczało Biuro "lityczne ¿ 1 K, a realizowało

Urzędu Kady Ministrów

(od listopada l ^ Z roku Urząd Kady Ministrów)
a zwłaszcza Ministers wo Spraw Wewnętrznych

(do grudnia 19M roku Ministerstwo Bezpie­
czeństwa 1 ubhcznego). Na szczeblu terenowym
zajmowały się tym prezydia wojewódzkich

rad

narodowych, hunkcję kontrolną w terenie pełnily komitety wojewódzkie PZPR .

s. 106.
Ibid., s. 14.

55

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7278" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7260">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fa68c31fc361db1f1f14cdf6895556c9.pdf</src>
        <authentication>d55436fbf8e6f5eb94bdfb853238f628</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86821">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5558</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86823">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86825">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86827">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5168</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86829">
                <text>Wizje apokaliptyczne mieszkańców Suwalskiego Parku Krajobrazowego, czyli jak kiedy i dlaczego/ Barbarzyńca 2005 (10)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86831">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.32-37</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86833">
                <text>Niechciał, Paulina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86835">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86838">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86841">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86853">
                <text>Paulina Niechciał

WIZJE A P O K A L I P T Y C Z N E MIESZKAŃCÓW
SUWALSKIEGO PARKU KRAJOBRAZOWEGO
czyli j a k , k i e d y i d l a c z e g o
„I nastąpiły błyskawice i głosy, i grzmoty,
i nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi,
jakiego nie było, odkąd jest człowiek na ziemi:
takie trzęsienie ziemi, tak wielkie" (Ap 16, 18-19)
1

BIBLIA I SYBILLA
Mieszkańcy Suwalskiego Parku Krajobrazowego w nie­
wielkim stopniu znają Biblię, a tekst samej Apokalipsy wg
św. Jana jest dla większości całkiem obcy. Na wizje końca
stosunkowo mały wpływ mają też media czy współczesna
literatura. W kształtowaniu wyobrażeń apokaliptycznych naj­
ważniejsze jest to, co znają z opowiadań starszych pokoleń,
no i oczywiście z przepowiedni sybillińskich - prawie każdy
z pytanych o nich słyszał, duża część czytała przynajmniej
fragmenty. Wspominają jakieś stare egzemplarze - jedna ze
staruszek mówi o oprawionej w skórę książce, którą przy­
wiozła z daleka, a którą p o t e m podpalili w lesie Niemcy
i zmoczył deszcz. „Czytała Pani?" (Smolniki, M, ur. 1951) upewniają się, że nadaję się d o rozmów o końcu. Niektórzy
cytują nawet fragmenty tego, co zapamiętali z dawnych lat:
„Sybilla uczyła nas, jak będzie na końcu świata" (Hańcza,
K, ur. 1925).
2

W polskim popularnym katolicyzmie Sybilla, zwana też
niekiedy Michaldą, utożsamiana z biblijną królową Saby,
spełnia rolę mędrca i głównego autorytetu, posiadając mię­
dzy innymi umiejętności przewidywania przyszłych wydarzeń.
Przejmuje ona cechy, które w Biblii posiada król Salomon,
często też mówi się o niej jako o jego żonie. Przekonanie
0 wyższości Sybilli nad Salomonem ma swoje źródło mię­
dzy innymi w takich popularnych tekstach, jak Mądra rozmo­
wa królowej ze Saby z królem Salomonem (1912) i Proroctwo
Michaldy, królowej ze Saby 13 Sybilli. Główną ich treść sta­
nowią przepowiednie dotyczące losów świata.
Przejęcie przez Sybillę należnej Salomonowi funkcji pro­
fetycznej sięga dawnej tradycji zachodniochrześcijańskiej
- wierzono, że Żydom nadejście Mesjasza obwieszczali pro­
rocy, natomiast poganom - Sybille. Imię to w kulturze trady­
cyjnej kojarzone jest z różnego rodzaju wiedzą i księgami.
Trudno podać jednoznaczny rodowód tej postaci - z jednej
strony wyrosła ona na gruncie tradycji klasycznej związanej
z chrześcijaństwem, przejmując cechy apokryficznej królo­
wej Saby. Z drugiej natomiast strony czerpie ze zbioru cech
przypisywanych występującym na gruncie tradycji słowiań­
skiej demonicznym istotom, takim jak zamieszkujące wody
3

1 bagna „wiły" czy boginki „sibiele".
ZNAKI

4

KOŃCA

Prawie wszyscy rozmówcy, którzy powołują się na prze­
powiednie Sybilli, mówią, że koniec jest już blisko i w ota­
czającym świecie widzą wypełnianie się znaków nadchodzą-

cego finału. Mówią o suszach, co najlepiej obrazować miało
bieżące lato - w czasie przeprowadzania tych wywiadów
deszcz nie padał od ponad miesiąca. Kataklizmy i anomalia
pogodowe - i te bliskie, z własnych podwórek, i te oglądane
na ekranie telewizora - są czymś, czego dawniej nie było
według pytanych. Ze wszystkich osób, z którymi prowadzo­
ne były rozmowy na temat ich wyobrażeń końca świata, tyl­
ko jedna, starsza pani rozsądnie zwróciła uwagę na to, że
być może dawniej po prostu o tym się nie mówiło, nie było
takiego przepływu informacji. Poza nią, prawie każdy z pyta­
nych wskazuje na szczególne zepsucie współczesnych cza­
sów i niezwykłe wydarzenia - „widać już takie kataklizmy,
w Suwałkach z kościoła świętej Aleksandry dach zerwało"
(Udziejek Dolny, K, ur. 1969). Inny respondent, rolnik w śred­
nim wieku, mówi podobnie o obserwacjach z najbliższego
otoczenia: „większych plag nie trzeba, jak są. Stonka nor­
malnie do d o m ó w idzie. Straszne rzeczy. Zwierzęta chorują
od tej gorączki. [...] Kiedyś były klęski, ale nie aż takie" (Błaskowizna, K, ur. 1954).
Pośród znaków zwiastujących bliski koniec najczęściej
powtarza się motyw związany z niemożnością odróżnienia płci
poszczególnych osób. Chyba dlatego, że to najłatwiej zaob­
serwować; że zdecydowanie kłóci się z obrazami, jakie starsi
ludzie pamiętają ze swoich młodszych lat. Jest to też zmiana,
z którą wcale nie jest się łatwo pogodzić, szczególnie star­
szym, konserwatywnym mieszkańcom wsi. A widać ją prze­
cież na każdym kroku - kobiety w spodniach i z krótkimi fry­
zurami, mężczyźni o długich, kobiecych włosach; brak spe­
cyficznych ubrań, charakterystycznych dla jednej tylko płci.
Siedemdziesięcioletnia babcia, której za czasów młodości nie
śniło się o podobnym postępowaniu, cytuje wierszyk, który
„kiedyś umieli wszyscy" (Udziejek Dolny, K, ur. 1930).
a niejedna panienka w męskim stanie kroczy,
trudno ją rozpoznać, bo nie ma warkoczy
W ogóle dużą wagę przywiązuje się do zachowania współ­
czesnej kobiety, które według respondentów znacznie się
zmieniło przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Jakby to znów - na
wzór biblijnej Ewy - właśnie kobieta miała sprowadzić nie­
szczęście:
panny brzydkiej mowy
kosmetyki dla urody
że grzech to się nie przejmują
grzeszne ciało pokazują (Hańcza, K, ur. 1925).

Numer 10/2005

�Paulina Niechciał
Koniec świata będzie tak straszny, że „ludzie będą umie­
rać ze strachu, żywioły będą wychodziły", ziemia będzie „pę­
kać", a potem i Pan B ó g , i Pan Jezus będą sądzić, bez żad­
nego miłosierdzia dla złych ludzi (Suwałki, K, ur. 1917).
Często pojawiają się motywy związane z żywiołami, któ­
re mają zalać świat - ukazuje to ich odradzającą, oczyszcza­
jącą moc. Elementy takich właśnie opisów znaleźć można
w Biblii:
a spłonęła trzecia część ziemi
i spłonęła trzecia część drzew
i spłonęła wszystka trawa zielona (Ap 8, 7-8).
Zalanie lub spłonięcie świata otwiera drogę dla jego póź­
niejszego powstania w nowej formie - nie mający kształtu ogień
pozbawia formy wszystkiego, czego dosięga. W porządku mi­
tycznym zetknięcie się z ogniem ma wartość sakralną, prowa­
dzi do rozpadu wszelkich kształtów i opozycji, a także otwiera
drogę nowemu życiu, które znów może odrodzić się z chaosu .
Do podobnej symboliki odnosi się też często powtarza­
jący się widok krwi. Wiele jest jej w wypowiedziach respon­
dentów - jeden z nich mówi na przykład, że znakiem końca
będzie to, że „krowy będą się krwią pocić" (Gulbieniszki, K,
ur. 1956). Powtarzają się też wypowiedzi o wodzie, która za­
mieni się w krew - podobnie do nowotestamentowego opi­
su, który mówi:
5

a trzecia część morza stała się krwią
i wyginęła w morzu trzecia część stworzeń (Ap 8, 8-9).
Krew również ma m o c destrukcyjną i oczyszczającą jed­
nocześnie. Styczność z nią przynosi skazę śmierci, ale rów­
nocześnie może uzdrawiać i oczyszczać, podobnie jak stycz­
ność z ogniem czy wodą .
W jeszcze jednym z opisów pojawia się postać Jezusa trzydziestokilkuletnia kobieta mówi o strasznym huraganie,
aniołach dmących w trąby na cztery strony świata, o smoku,
który „ogniem będzie ziajał" i Chrystusie, który w tej scenerii
się ukaże. „Ziemia się usunie, góra z górą się zejdzie, drze­
wa znikną pod ziemią, jeziora będą płonąć i czarny d y m bę­
dzie wisiał w powietrzu. Ludzie będą umierali z przerażenia.
Zboże nie będzie rosło" (Udziejek Dolny, K, ur. 1969). Koniec
świata też łączony bywa z nadejściem wielkiej wojny, „trze­
6

ciej wojny światowej" (Smolniki, M, ur. 1 9 5 2 ) - t a totalna wojna
stanowi eskalację obserwowanego dotychczas na świecie
zła, po której ma nastąpić odnowa, otwarcie kolejnej epoki
w losach świata, wszystko może zacząć się na nowo .
Kilka osób oczekuje zagłady ze strony samego człowieka
- wyobrażają ją sobie najczęściej jako wybuch bomby ato­
mowej, poza tym zagrożenie widzą w wojnie nuklearnej, uży­
ciu broni biologicznej, działalności „szaleńców i terrorystów",
błędzie komputerowym. Jak mówi jeden z pytanych - koniec
świata „ludzie spowodują, trzeba się bać żywego człowieka,
a nie tych, co powstają z grobu" (Łopuchowo, M, ur. 1955). To
właśnie działalność człowieka, którego umiejętności i techni­
ka osiągnęły wyższy niż kiedykolwiek poziom, może sprowa­
dzić na przykład katastrofę ekologiczną - w e d ł u g jednej
z badanych zwiastunem końca są usychające drzewa (Hań­
cza, K, ur. 1948). Ktoś inny snuje przypuszczenie, że to wła­
śnie człowiek wyprodukuje diabła, bestię - na co dowodem
są prowadzone już dziś różnego typu badania genetyczne,
związane z dylematami natury etycznej (Wodziłki, M, ur. 1961).
7

Zdarzają się również, jednak stosunkowo chyba najrza­
dziej, obawy przed katastrofą naturalną, nie sprowadzoną
przez człowieka, ani nie zesłaną przez Boga. Bowiem „przy­
roda to wielka siła" (Bucki, K, ur. 1939), jak mówi jedna
z badanych. Zwykle miałby to być meteoryt lub kometa, któ­
ra „wybije ziemię z orbity" (K, ur. 1961), ewentualnie trzęsie­
nie ziemi czy powódź (Szurpiły, M, ur. 1986). W kilku margi­
nalnych przypadkach ziemię m o g ą zniszczyć kosmici, jakiś
wielki statek z innej planety. Ale wizje zaczerpnięte z filmu
i literatury science fiction należą raczej do rzadkości.
NOWY ŚWIAT
Co nastąpić ma po końcu świata? Jak już wspomniałam
wcześniej, „koniec" niekoniecznie oznacza ostateczność często powtarzają się wizje tego, co nadejdzie później. Jed­
na ze starszych respondentek mówi, że „może tylko cząstka
świata zostać, albo świat całkiem zniknie" (Bucki, K, ur. 1939).
Inni bywają bardziej optymistyczni - „nastanie pokój, [...]
będzie potem życie obfite, kto doczeka" (Gulbieniszki, M, ur.
1924). Część obecnego świata zniknie, „jakby coś się roz­
prysło" (Bucki, K, ur. 1939), a to co pozostanie, stanie się
kolebką nowego życia. Ktoś inny mówi, czerpiąc z tradycji
biblijnej, że po końcu świata czekać ma nas życie wieczne,

Fot. M. Mróz

34)

Numer 10/2005

�WIZJE A P O K A L I P T Y C Z N E M I E S Z K A Ń C Ó W S U W A L S K I E G O P A R K U . .
W większości wizji związanych z odrodzeniem świata po­
wtarza się obraz spustoszonej ziemi, na której pozostanie
bardzo mało ludzi. Jeden z respondentów (Smolniki, M, ur.
1952) mówi wręcz dosłownie, że „nas zostanie pięciu czy
sześciu", następnie opowiada dalej: „Potem będziemy szu­
kać jednej rośliny. No i na przykład, przepraszam, że tak
mówię, może Panią kiedy ja znajdę. I potem z tego powsta­
nie małżeństwo i świat powstanie. Jeden drugiego znajdzie.
I będzie nowy świat". Dalsza jego opowieść staje się coraz
bardziej praktyczna, osadzona w znajomych realiach: „No,
jeżeli ja przeżyję, to tak już będę kombinował, żeby dalej
żyć. [...] pola będą hektary, jak te pegeery. To się wszystko
zagospodaruje i kupi sprzęt".
Często powtarza się wizja człowieka szukającego dru­
gich - co można odczytać jako wyraz troski o to, by człowiek
wreszcie nauczył się doceniać obecność innych. Pytani zwra­
cają uwagę na to, że w dzisiejszym świecie nawet ludzie bli­
scy występują przeciwko sobie z nienawiścią. Po strasznej
zagładzie, jaka nastąpi za karę dla ludzkości, świat odrodzi
się na nowo, a „człowiek człowieka będzie szukał" (Smolni­
ki, K, ur. 1967) i „klękał będzie, jak zobaczy ślad" (Smolniki,
M, ur. 1923). Ludzie spotkają się znowu, „jak Adam i Ewa",
a wtedy „pomału, znów Pan Bóg da nowy świat" (Błaskowizna, K, ur. 1954). Wtedy wszyscy „będą się kochać, lubić"
(Smolniki, M, ur. 1923), zapanuje dobro.
Widać w tych obrazach odzwierciedlenie mitycznego
postrzegania czasu jako okręgu, odradzania się świata na
nowo i powrotu do początków - „Koło losu wiecznie bieży,
niewstrzymany bieg i ciąg. Coraz nowy, krasy świeży, żywy
wchodzi w świetlny krąg" . Będzie można zacząć wszystko
raz jeszcze, „następny świat". Przedstawiony przez badanych
opis apokalipsy opiera się na mitycznym schemacie końca,
gdzie rozpasanie obyczajów, utrata różnic między przeciwstaw­
nymi w stosunku do siebie elementami (kobiety w spodniach!),
naruszenie wszelkich zakazów ma na celu rozkład świata
i „odtworzenie owego pierwotnego illud tempus, który oczy­
wiście jest mityczną chwilą początku i końca".
8

9

Jedna osoba mówi, że po końcu świata, kiedy nastanie
już pokój i „obfite życie", „pierwszą mszę ksiądz odprawi pod
suchym dębem, [...] będzie tylko garstka narodu" (Gulbieniszki, M, ur. 1924). Ciekawe, że tym drzewem ma być wła­
śnie dąb - w mitologiach wielu ludów drzewo święte, o spe­
cjalnej, magicznej mocy, symbolizujące d ł u g o w i e c z n o ś ć
i nieśmiertelność, najstarsze z drzew, mieszkanie nimf i driad,
miejsce w pobliżu środka świata, jego oś. Dąb mógł speł­
niać funkcje pośredniczenia miedzy światem śmiertelników
i bogów. Z drugiej strony dąb ten jest uschnięty, być może
więc msza pod uschniętym dębem symbolizować ma zwy­
cięstwo nad poganami - jak napisane jest w biblijnej Księdze
Ezechiela - „bałwochwalcy będą pobici [...] pod wszelkim
dębem gałęzistym, gdzie palili kadzidła wonne wszystkim
bałwanom swoim" (Ez 6, 13).
10

Kilka osób wspomina też o tym, że uratować ma się ja­
kieś jedno państwo - niektórzy mają nadzieję, że to może
być Polska. W Polsce nie jest jeszcze bowiem aż tak źle, jak
na Zachodzie - „nawet zachorowalność na AIDS nie taka
duża" (Błaskowizna, M, ur. 1973). Inni natomiast m ó w i ą
wprost, że żaden naród nie zostanie wyróżniony - jeśli już
dla kogoś Bóg ma być łaskawszy, to ewentualnie dla naj­
uboższych, którym teraz żyje się najciężej.
NIE T Y L K O W K R Ę G U

KATOLIKÓW

Mały domek staroobrzędowców na końcu świata. Gospo­
darz nie daje się namówić na rozmowę - stojąc na podwór­
ku, słyszę, jak w środku żona mówi do sąsiadki, że jej mąż
nie będzie tam na zewnątrz z obcą kobieta rozmawiał. A już
na pewno nie o końcu świata. Ale w końcu to ona sama daje

Fot. A. Metelski
się namówić na rozmowę (Wodziłki, K, ur. 1964). Nie zapra­
sza do środka. Siadamy na progu. Tak naprawdę, mimo że
dała się długo prosić, ma ochotę porozmawiać. O tym, jak
się im tu żyje, w małej wiosce, gdzie większość domów jest
opuszczonych, a ostatni nastawnik zmarł kilka lat temu.
O swojej rencie czterystuzłotowej i o tym, jak daleko dzieci
mają do szkoły. Że na szyi wiesza im krzyżyki, których nie
zdejmują nigdy, dopóki nie przetrze się zawieszka.
11

Ciężko im, źle się żyje. A koniec świata? Blisko, ale
0 wszystkim „Bóg zadecyduje". O tym się nie rozmawia, jeśli
już , to starzy, „przeżyci" ludzie. W księgach pewnie o tym
jest, ale oni nie czytają. Jej babcia opowiadała o tym, jak to
będzie na końcu - „jeden z głodu umrze, drugi z zabójstwa,
trzeci nawet nie będzie mógł z d o m u wyjść, bo będzie się
bał. Jeden z głodu będzie umierał, drugiego będą katować".
Już źle się dzieje na świecie, blisko koniec.
Starowiercy, o ile godzą się w ogóle na rozmowę, rozta­
czają wizje szczególnie pesymistyczne. Ich wiedza na te­
mat końca pochodzi raczej z tego, co mówią starzy ludzie;
każdy podkreśla, że wszystko jest w księgach, ale oni - jako
prości wyznawcy - nie czytają ich. Widzą tylko, że źle na
świecie i że Bóg się gniewa, bo „ludzie szaleją jak diabły"
1 wszędzie bezbożność. Nie poruszają takich tematów na co
dzień - jak powiedziała jedna z pytanych: „O końcu świata
lepiej nie myśleć. Znać godzinę końca - to można się zała­
mać. Pop zmarł, bo zbyt sobie to do serca wziął" (Hańcza,
K, ur. 1948).
Nie ma u staroobrzędowców wizji tego, co nastąpi po
końcu świata - są jedynie przejmujące obrazy samego, osta­
tecznego końca. Jak mówi jeden z informatorów, prawie sie­
demdziesięcioletni mężczyzna, „żywe poumierają, martwe
z grobu powstaną, [...] cała ziemia wyschnie. Księgi mówią,

PISMO ANTROPOLOGICZNE

�Paulina Niechciał
że wody powymierają, rzeki wyschną" (Wodziłki, M, ur. 1935).
Nie ma raczej myślenia o tym, że ktoś mógłby przeżyć, po­
zostać. Wszyscy będą umierać, a koniec poprzedzą znaki
- wojny, śmierć, nienawiść. Jeden z mężczyzn wspomina
0 przepowiedni jakiegoś staruszka, która już się spełniła ludzie mieli się ponoć bić „za kamienie" (Wodziłki, M, ur. 1935)
- gdzieś w pobliżu wybudowali zakład czy fabrykę mającą
coś wspólnego z kamieniem, który ludzie nawzajem sobie
zabierają i walczą o niego.
OSOBISTY K O N I E C ŚWIATA
Jest też pewna niewielka grupa osób, dla których koniec
świata oznacza własną śmierć. Nie snują żadnych wizji „człowiek jest, to jest; nie będzie, to nie będzie" (Hańcza, K,
ur. 1972). Nie wybiegają myślą ponad to, co związane z wła­
snym, codziennym losem - „we wiosce to człowiek nie ma
czasu myśleć o niczym" (Hańcza, K, ur. 1921). Mówią, że
koniec świata, to „mój koniec, kiedy zamknę oczy. Liczy się
tylko mój czas, [...] o końcu świata nie myślę, bo nic mi na
to. Jest to dla mnie tylko gadanie" (Bucki, K, ur. 1939). Koń­
cem dla nich jest własna śmierć - „temu koniec, kto umrze"
(Hańcza, K, ur. 1921). Szczególnie chętnie taką opinię wyra­
żają starsi ludzie, świadomi, że ich życie d o b i e g a końca.
Jedna z respondentek, urodzona w latach 30., mówi: „Ja
tam w gusła nie wierzę. Jak człowiek umiera, to koniec jemu
świata. A dalej świat istnieje. Kończy się życie, ale cała ludz­
kość to nigdy chyba nie zginie" (Smolniki, K, ur. 1933).
OPTYMISTYCZNIE?
Jedna z pytanych mówi wprost, że nie ma przeczuć ka­
tastrofy (Smolniki, K, ur. 1945). Ktoś inny, że „trochę" zła być
musi i nic nie wskazuje wcale na jakikolwiek koniec, a „tylko
księża straszą" (Hańcza, M, ur. 1946). Bo świat, wręcz prze­
ciwnie, przecież zupełnie spokojnie „może trwać wiecznie"
(Hańcza, M, ur. 1946). Pewna (stosunkowo jednak marginal­
na) grupa mieszkańców Suwalskiego Parku Krajobrazowe­
go nie przejmuje się bardzo tym, co może w przyszłości spo­
tkać świat. Jest źle, ale raczej rozpatrują to na własnym po­
dwórku, a nie w kontekście losów całej ludzkości. Jedna
z pytanych staroobrzędowców roztoczyła przede mną taką
wizje: „kto łańcuszki, kolczyki noszą, zamiast nich potem
żmije będą" (Wodziłki, K, ur. 1964). Ale sama nosi biżuterię
1 moja uwagę skwitowała krótko: „no tak, noszę"...

***

cym wyobrażenia o świecie z opowieści starszych, z podań
przekazywanych przez pokolenia, z ludowej religijności i nauk
kościelnych. Wszystko to sprawia, że ich wizje związane
z końcem świata sytuują Apokalipsę w stosunkowo nieodle­
głym czasie, jako karę za szerzące się zło. Współczesny czło­
wiek przekroczył pewne granice i to sprowadzi na niego tę
karę, według jednych od Boga, według innych - to sami lu­
dzie spowodują własne unicestwienie.
Myślę, że im ciężej ludziom się żyje - a przecież wschod­
nie obszary Polski są najbardziej ubogimi rejonami, o sto­
sunkowo najwyższym bezrobociu i najniższych zarobkach tym intensywniej oczekują końca i wiążą go z jakąś poprawą
bytu. Wizje apokaliptyczne niosą nadzieję na położenie kre­
su temu, co złego otacza współczesnego człowieka. Inter­
pretowanie kondycji otaczającego świata w myśl popular­
nych przepowiedni - jako znaku nadchodzącego końca pozwala zrozumieć to, co dla ludzi często bywa trudne do
pojęcia; nad czym ciężko przejść do porządku dziennego.
Można wytłumaczyć sobie w ten sposób docierające z wielu
stron obrazy kataklizmów i nieszczęść, a także osobiste,
codzienne porażki.
1

Ten i następne cytaty z Apokalipsy wg Pismo Święte Starego i No­
wego Testamentu, Warszawa 1971.
2

Cytaty pochodzą z wypowiedzi mieszkańców Suwalskiego Parku
Krajobrazowego, zebranych podczas wywiadów przeprowadzanych we
wrześniu 2002 roku, na podstawie kwestionariusza autorstwa M. Czai.
W nawiasach po cytatach znajduje się wskazanie miejscowości, z której
pochodzi rozmówca, jego płeć i rok urodzenia.
3

Zgłębianie wyobrażeń apokaliptycznych nie jest łatwą
kwestią - temat jest bowiem stosunkowo osobisty i część
z pytanych osób nie chce go poruszać. Zagadnienia doty­
kają własnego odbioru porządku dzisiejszego świata, jego
oceny i kondycji współczesnych jego mieszkańców - nas
samych. A człowiek często przecież uznaje okres własnego
życia za gorszy od czasów minionych, idealizuje dawniejsze
złote, srebrne i spiżowe epoki.
Współcześni mieszkańcy wiejskich terenów Suwalskiego
Parku Krajobrazowego z jednej strony mają już przecież sze­
roki dostęp do mediów, które szczególnie chętnie przytaczają
obrazy wojen, wypadków i kataklizmów. Z drugiej strony są
wciąż jeszcze głęboko zanurzeni w światopoglądzie czerpią­

36

Magdalena Zowczak, Biblia ludowa. Interpretacje
nych w kulturze ludowej, Wrocław 2000, s. 184-186.
4

wątków biblij­

Tamże, s. 209-213.

5

P. Kowalski, Leksykon znaki świata. Omen, przesąd,
Warszawa - Wrocław 1998, s. 371 -380.

znaczenie,

"Tamże, s. 251-256.
7

M. Czaja, Z nieba upadną w morze gwiazdy. Europejska wyobraź­
nia apokaliptyczna, „Barbarzyńca. Pismo Antropologiczne" 2002, nr 7/8,
s. 7 1 .
8

W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1990, s. 155.

9

M. Eliade, Traktat o historii religii, Warszawa 2000, s. 421.
R Kowalski, dz. cyt., s. 76-80.

10

11

Osoba przewodnicząca obrzędom w molennie - świątyni staro­
obrzędowców.

Numer 10/2005

�k

''
»

/

'

\

/

*

/

/

\

• /

• .\

• \

\

» ^

/

i

i /

/

\

\

/

N

\

\ \

HOLOKAUST

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11469" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11447">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c1ea76566361990bfb17b560bd707f35.pdf</src>
        <authentication>7bcbb95d657411df4ac30392f013c2a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136630">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5591</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136631">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136632">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136633">
                <text>szamanizm</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136634">
                <text>trickster</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136635">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5199</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136636">
                <text>Figura trickstera/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136637">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.46-54</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136638">
                <text>Ostaszewska, Aneta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136639">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136640">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136641">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136642">
                <text>Aneta

ur. w I 9 7 7 r., pedagozka. O b r o n i ł a doktorat z socjologii w 2 0 0 7 roku w Instytucie
Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Jej praca nosiła

Ostaszewska

tytuł: Cechy bohatera mitycznego w dobie kultury narcyzmu na przykładzie
społecznej kariery Michaela Jacksona.

Perspektywa

antropologiczna.

recepcji

Obecnie pracuje

w Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej „Pedagogium". Interesuje się
kategorią dzieciństwa oraz w i z e r u n k i e m dziecka w kulturze popularnej.

Figura
trickstera
igura trickstera obecna jest w wielu m i ­
tologiach. Lewis Hyde pisze, że jest pandemiczna - pojawia się w mitologiach
europejskich, afrykańskich czy w wierzeniach

F
1

1

L . Hyde, Introduction, [w:] tegoż, Trickster Makes This

buddyjskich. Nazywana bywa błaznem, głup­
cem, chochlikiem, demiurgiem lub diabłem.
W tym tekście przedstawię postać trickstera
w oparciu o antropologiczne studium Paula

w tradycji Winnebago i znał przekaz o tricksterze, sam

World. Mischief, Myth, and Art, North Point Press, New

nie mógł przekazać mitu, dlatego też o opowiedzenie

York 1999, s. 11. Trickster, jak pisze Hyde, nie jest postacią

poprosił członka starszyzny (Blownsnake nagrał treść

centralną, występuje w świecie politeistycznym, gdzie

przekazanego mitu, tłumaczenia na angielski dokonali

przynależy do peryferii. Patrz: Ibid., s. 13.

Indianie, John Baptiste i Olivier Lamere). Tradycja

P. Radin, The Trickster. A Study in American Indian

Winnebago nakazuje ściśle przestrzegać reguł związanych

Mythology, Greenwood Press, New York 1972. Pierwsze

z opowiadaniem świętych mitów. Prawo takie przysługuje

2

wydanie książki ukazało się w 1956 r. Mity przedstawione

tylko nielicznym, najczęściej członkom starszyzny, którzy

przez Radina to wynik jego badań terenowych, jakie

wierzą w świętość przekazywanej historii (mitu nie może

odbył w 1912 r. Informatorem i współpracownikiem

przekazać Indianin - konwertyta chrześcijański). Więcej

Radina był Indianin, Sam Blowsnake. Choć Blowsnake

o pochodzeniu mitu, patrz: P. Radin, The Trickster...,

(potomek klanu o nazwie Thunderbird) był wychowany

s. 111-112.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�47

Figura trickstera

Mity o tricksterze tworzą cykl opowieści o wę­
drówce bohatera: jego zewnętrznej, jak i we­
wnętrznej przemianie . Trickster Winnebago
nosi imię Wakdjunkaga , swoją wędrówkę od­
bywa wzdłuż świętej dla Indian rzeki Missisipi.
Przemierzając świat, poznaje przede wszystkim
siebie samego. Choć nie wyznaje żadnych war­
tości i nie wie, co to moralność, skazany - jak
z a u w a ż a Radin - na „łaskę i niełaskę swych
namiętności i popędów" , z upływem czasu
i przebytymi kilometrami tworzy świat warto­
ści. Własnym przykładem pokazuje, co służy,
a co szkodzi człowiekowi. Dokonuje zmian
w otaczaiacei eo rzeczywistości
Przyszedłem
na ziemie by przeprowadzić zmiany" - podsu¬
mowuje swoją ziemską drogę trickster.

postaci. Pojawia się równie nieoczekiwanie, jak
znika, dopada ofiarę w niespodziewany sposób,
a jeśli da się sam złapać, to tylko tak, by móc
się znowu wymknąć. W a ż n y m instrumentem,
za pomocą którego dokonuje wszystkich swych
zadziwiających czynów, jest za każdym razem
przemiana" .
Problematyczne jest dociekanie „prawdziwej
natury" trickstera. Pytaniem, na które trudno
odpowiedzieć, pozostaje kwestia: czy trickster
pozbawiony jest własnej tożsamości, co masku­
je, naśladując innych i przybierając różne formy,
czy jego tożsamość składa się z licznych warstw
(masek) i jest sumą różnych opozycyjnych cech.
Według Hyde'a transgresywność trickstera bie­
rze się stąd, że trickster jako indywiduum „[...]
has no way" . Nie posiadając skrystalizowanej
tożsamości może mieć ich wiele a w rezultacie
być niezależny, bo nieprzywiązany do jednej
formy. Może wcielać się w różne postaci, jest
nieograniczony w naśladowaniu Łatwo przystosownie sie do otoczenia a iego elastyczność
umożliwia szybką adaptację.

Działalność trickstera skupia się na „prze­
prowadzaniu zmian". Kategoria przemiany jest
podstawową właściwością tej figury. Elias Ca¬
netti pisze o nim jako mistrzu przemiany, który
potrafi przybrać dowolną postać. „Jego władza
polega na zdolności przybierania niezliczonych

Trickster jawi się zatem przede wszystkim
jako symbol. Charakteryzują go ambiwalent­
ne cechy. To figura, która w jeden system uj­
muje zachowania opozycyjne. Jego atrybutami
są jednocześnie dobro i zło. Bywa traktowany
jako bóstwo, bohater, demiurg i duch zmarłych

Radina , które dotyczy mitologii Indian północ­
noamerykańskich, w szczególności plemienia
Winnebago , gdzie trickster, jak pisze autor, peł­
ni rolę „figury zapowiadającej człowieka" . Jest
tam metaforą człowieka w jego relacji z samym
sobą oraz światem.
2

3

4

9

5

6

7

8

3

Winnebago należą do licznej grupy Indian mówiącej

10

o tricksterze. Trickster to ktoś „w drodze". Droga jednak

językiem sju. Plemiona te pierwotnie zamieszkiwały

symbolizuje również podróż w głąb siebie. Patrz: L . Hyde,

ziemie położone wzdłuż rzeki Missisipi. Pierwszymi

Introduction, [w:] tegoż, Trickster Makes This World..., s. 6.

białymi, którzy dotarli do Winnebago (zamieszkujących

6

Radin imię Wakdjunkaga tłumaczy jako tricky one.

dzisiejsze okolice Green Bay w stanie Wisconsin), była

Patrz: P. Radin, The Trickster..., op.cit., s. 132. O etymologii

francuska ekspedycja w 1634 r. Badania archeologiczne

słowa „trickster" patrz: L . Hyde, Introduction, [w:] tegoż,

potwierdzają, że Winnebago zamieszkiwali teren Green

Trickster Makes This World..., s. 7.

Bay od ok. 1400 r. Więcej o historii i kulturze Winnebago,

7

P. Radin, Prefatory..., s. X X I V

patrz: Ibid., s. 112-117.

8

Ibid., s. 52 [epizod 48].

9

E. Canetti,M*SB i władza, Czytelnik, Warszawa 1996, s. 440.

4

R Radin, Prefatory Note, [w:] tegoż, The Trickster...,

s. X X I V
5

10

Warto przy okazji zwrócić uwagę, że motyw drogi,

wędrowania należy do najczęstszych w mitach

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

L . Hyde, Trickster Makes This World..., s. 43. Hyde

zwraca uwagę, że jednym z określeń trickstera jest
„imitator"; Patrz: Ibid, s. 42.

�Aneta Ostaszewska

48
przodków również w obrębie jednej mitolo­
gii. Uosabia stan, w którym nie ma wyraźnego
podziału na to, co boskie i nieboskie, ludzkie
i zwierzęce. Jego głód, płeć, wędrowanie - to ce­
chy, które explicite nie należą ani do boga, ani do
człowieka. Jest kimś, kto potrafi zmieniać wygląd
oraz płeć. Trickster posiada zarówno elementy
właściwie bóstwom, jak i ludziom/zwierzętom.
W niektórych mitologiach bywa utożsamiany
z konkretnym totemem: z krukiem, zającem,
kojotem oraz pająkiem. Utożsamiany jest ze
zwierzętami, którym przypisywane są cechy
biegunowe: z jednej strony przebiegłość i spryt,
z drugiej zaś - lekkomyślność i głupota.
Trickster przedstawiany jest jako istota kie­
rująca się instynktem, która nie ma w zwyczaju
myśleć nad konsekwencjami własnych czynów,
dlatego uchodzi za istotę niezdolną do refleksji,
działającą impulsywnie i bez zastanowienia.
Określany jako zmienny, przewrotny i nieprze­
widywalny w zachowaniu, trickster zwiastuje
swą obecnością zamęt i chaos. Nazywany szelmą
i psotnikiem pada ofiarą własnych trików. Stać
go na dobre uczynki, ale równie często oszukuje
i bywa oszukiwany, wyśmiewa innych i sam jest
wyśmiewany .
11

Typowym elementem postawy trickstera jest
prowokacja. Zarówno Hyde, jak i Radin zwra­
cają u w a g ę , że trickster explicite przekracza
i zaciera, ale implicite ustala i utrwala społecz­
ne granice. To prowokator, który podważając
społeczne tabu - poprzez swoje czyny i za­

11

Hyde przyjmuje, że trickster jest odkrywcą twórczego

kłamstwa. Zobacz, co Hyde pisze o kłamstwie wśród
zwierząt: ibid., s. 44-45.
12

Z.W Dudek, Symbolika Trickstera a

chrześcijańska,

14

12

13

14

Karl Kerenyi, zastanawiając się nad figurą
trickstera, używa porównania do chaosu. Pisze:
„Nieporządek należy do całości życia, a trick­
ster jest duchem tego nieporządku ". Według
Kerenyiego funkcją mitu o tricksterze (w archa­
icznej społeczności) musiało być równoważenie
panującego porządku poprzez dodawanie doń
chaosu. Opowieści o tricksterze tworzyć mu­
siały
całość, czyniąc możliwym to, co
w świecie o niezmiennych, stałych granicach
było niedozwolone. W tym świecie trickster, co
z kolei podkreśla Hyde, jest figurą poza. wszel­
ką moralnością - trickster nie jest ani moralny,
ani niemoralny lecz kimś poza" pomiędzy"
kimś kogo nie dotyczy m o r a l n o ś ć Z tego
tez powodu tncksterowi przypisywane są cechy
15

16

Albo. Problemy psychologii i kultury", nr 4/98 - 1-4/99,
s. 35.
15

duchowość

„Albo Albo. Problemy psychologii

i kultury", nr 4/98 - 1-4/99, s. 13.
13

chowanie - jednocześnie (nieświadomie) defi­
niuje to, co należy do sfery zakazanej. Zatem
wskazuje i pogłębia różnice. Zenon W Dudek
pisze o tricksterze jako pośredniku pomiędzy
dwiema rzeczywistościami, światem porządku
i bezładu: „Figura Trickstera chroni tradycyj­
ną rzeczywistość przed uświadomieniem sobie
konieczności radykalnej zmiany. Społeczność
może stopniowo oswajać się z nową prawdą
i tymczasowo traktować Trickstera niepoważnie,
z dystansem" . Celem (niekoniecznie zamierzo­
nym) tej figury jest odkrywanie „[...] wartości
tego co słabe chore niezauważone porzucone
w cieniu codzienności ". Jednak czyni to przede
wszystkim w formie paradoksu i żartu w innym
przypadku - stanie się kozłem ofiarnym .

K. Kerenyi, The Trickster In Relation To Greek

Mythology, [w:] P. Radin, The Trickster..., s. 185. Kerenyi
porównuje mity o tricksterze do powieści z życia
rozbójników (przywołuje m.in. powieści Franciszka

Ibid.

Rabelais'go), których celem nigdy nie było pouczanie, ale

Jak pisze Dudek, elementarnymi formami wypowiedzi

opowiadanie o świetności bohatera.

trickstera są: gra, teatr, paradoks oraz metafora. Patrz:

16

Z.W. Dudek, Wymiary i funkcje figury Trickstera, „Albo

World..., s. 10.

L . Hyde, Introduction, [w:] tegoż, Trickster Makes This

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�głupca i błazna, a zatem figur posiadających
przyzwolenie na prowokowanie i naruszanie
społecznych norm. Trickster może prowokować,
ponieważ jego zachowanie odbierane jest w ka­
tegoriach żartu i zabawy. Przez akcentowanie
śmiesznych, niedorzecznych cech jego postawy
następuje redukcja tej figury do nieszkodliwej
rozrywki - trickster uchodzi za tego, który bawi
i rozśmiesza publiczność.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

Mity o tricksterze: Winnebago
Po tym ogólnym wstępie proponuję teraz
przejść do prezentacji wybranych mitów o trick­
sterze. Korzystać będę ze studium Paula Radina.
Skoncentruję się na typowych cechach dla tej fi­
gury, a do takich zaliczam: zdolność trickstera do
przemiany, jego ambiwalentną postawę moral­
ną oraz problematyczną seksualność. Jak pisze

�Aneta Ostaszewska

50
Radin, w przypadku mitów o tricksterze ważny
wątek poświęcony jest procesowi jego przemiany
i samopoznania, symbolizowany - przez motyw
wędrówki po świecie. Przedstawię zatem stresz­
czenie epizodów, w których opisane są etapy
transformacji trickstera. Rozpocznę od mitów,
w których trickster po raz pierwszy odnosi się do
siebie, wymawiając własne imię .
Wakdjunkaga spotyka bizona, zwodzi go
i zabija, a następnie zdejmuje z niego skórę.
Wszystkie te czynności wykonuje tylko jedną,
prawą ręką. Kiedy jego lewa ręka chwyta mięso
bizona, prawa natychmiast próbuje je wyrwać.
„Oddaj! To moje! " - krzyczy Wakdjunkaga.
„Inaczej potnę cię na kawałki!" - grozi sam
sobie. Obie ręce zaczynają się kłócić i wyrywać
mięso. Następnie prawa ręka kaleczy głęboko
lewe ramię. Dopiero kiedy ręka krwawi, trick­
ster uświadamia sobie, że sam sobie sprawił ten
ból. ledyne na co się wtedy zdobywa to okrzyk:
„Dlaczego to zrobiłem?" .
17

18

19

20

Trickster odwiedza pewnego człowieka, ojca
czwórki dzieci. Dowiaduje się, że karmienie
dzieci odbywa się w określony sposób i tylko
o ściśle wyznaczonych porach. Jeżeli któraś
z reguł zostaje złamana, dzieci umierają. Trick­
ster uprasza człowieka, zwracając się do niego
„bracie" , aby ten pozwolił mu zaopiekować
się dwojgiem z jego potomstwa. Zabiera dzieci
w dalszą podróż. Wie jednak, że jeśli złamie za­
sady opieki nad nimi - ich ojciec będzie go ści­
gać i zabije. Niestety, wskutek łakomstwa trick­
ster zapomina o przestrzeganiu reguł - karmi
dzieci o nieodpowiedniej porze wskutek czego
21

Y

I Y

&gt;

&amp;

umierają. W ten sposób ściąga na siebie zemstę
17

W społeczności Winnebago człowiek nie istnieje

oficjalnie, dopóki nie ma imienia. Patrz: P. Radin, The
Trickster..., s. 134-135.
l%

Ibid., s. 8 [epizod 5].

ich ojca. Udaje mu się ujść z życiem wyłącznie
dlatego, że decyduje się opuścić świat. Skacze do
oceanu. Pływając w poszukiwaniu jakiegokol­
wiek brzegu, trickster mija różne gatunki ryb,
jednak na pytanie o brzeg otrzymuje trzykrotnie
tę samą odpowiedź - brzeg jest niedaleko. Nie
zdaje sobie sprawy, że cały czas płynie wzdłuż
brzegu. Będąc j u ż na lądzie, z a u w a ż a po drugiej
stronie brzegu cień, który bierze za człowieka
wskazującego palcem w jego kierunku. Pyta
zatem: „Bracie, na co wskazujesz?" . Kiedy
nie otrzymuje żadnej odpowiedzi, postanawia
naśladować postawę postaci
drugiej strony
brzegu rzucając wyzwanie - kto dłuzei wytrzy­
ma stoiac nieruchomo w ieden nozycii Po kil
ku godzinach kiedy ogarnia go głód rezygnuie
z bezcelowe^ zakładu Przyblizaiać sie zaś do
taiemniczepo obiektu z a u w a ż a ze tym co brał
za człowieka iest nniak drzewa z wystaiaca pałez i a Mówi wtedy do siebie To dlatego ludzie
n a z ™ mnie Wakdmnkapa plunięć ,eden
Mają rację" .
'
22

-

23

Głodny Wakdjunkaga zauważa nad jeziorem
stado kaczek i postanawia na nie zapolować. Robi
małą paczkę, którą zakłada na plecy. Jego poczy­
naniom przyglądają się zaciekawione kaczki.
Trzykrotnie pytają trickstera: „Co masz w pacz­
ce?" . Dopiero za czwartym razem otrzymują
odpowiedź: „To moje piosenki. Mój żołądek
jest wypełniony smutnymi pieśniami. Niektóre
z nich tak mi ciążyły na żołądku, że musiałem je
zarzucić na plecy. Podczas mojej wędrówki nie
spotkałem nikogo, komu mógłbym zaśpiewać
moje pieśni, a kto mógłby dla mnie zatańczyć.
A nie śpiewałem od bardzo dawna ". Trickster
24

25

21

Podczas swojej wędrówki Wakdjunkaga do napotkanych

po drodze przedmiotów i postaci zwraca się „bracie",
„siostro".
22

Ibid., s. 13 [epizod 11].

19

Ibid.

23

Ibid., s. 14.

20

Ibid.

24

Ibid., s. 14-15 [epizod 12].

25

Ibid.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Figura trickstera

51

zwabia kaczki, które zgadzają się zatańczyć przy
akompaniamencie jego pieśni. Wakdjunkaga
buduje szałas. Gdy zaczyna śpiewać, ptaki roz­
poczynają swój taniec. Ponieważ tańczą z za­
mkniętymi oczyma (co ma je uchronić przed
zaczerwienieniem oczu) wpadają w pułapkę.
Kiedy bowiem tańczą, trickster porywa je po­
jedynczo, a następnie dusi. Jedna z nich, sły¬
sząc dźwięk „Quack!", otwiera oczy i widzi, jak
trickster ściska za gardło inną kaczkę. Krzykiem
ostrzega swe siostry. Jednak tylko niektórym
udaje się uciec pozostałe kończą żywot nabite
na kije piekąc sie w popiele. Trickster czekając
aż mięso się upiecze, zasypia. Czuwanie nad
piekącymi się kaczkami powierza zaś własnemu
odbytowi zwracając się do niego mój bracie"
Ten iednak me wvwiazuie sie z powierzonego
zadania Pobliskie lisv które zweszvlv oozvwienie kradną mięso akiie na których wcześmei
niekłv sie kaczki chowaia z nowrotem w noniół
tak bv Wakdinnka^a niczego nie zanwazvł 7a
-

niedonilnowanie KaczeK
kaczek trifkster
no przeuuuze
nrzehndze
iiieuopiiiiowaiiie
iricKsier po
nin postanawia
nostanawia ukarać
odhvt nrzvnieka
mu
imarac własnv
wiasny ouuyi,
przypieKa\c\c ero ro77ar7nnvni ooriipm

T^ipHv

1117

nip

mnyp

I n i S ^
' w J
u
? »26. t samo pytanie
x
zywająmniewaKOjunKaga.
po]awi się ]eszcze kilkakrotnie.
Z przedstawionych epizodów wynika, że
trickster stopniowo zdobywa samoświadomość.
Jego przemiana rozpoczyna się od całkowitej
nieświadomości własnego ciała. Początkowo nie
identyfikuje się z nim, wydaje się pozbawiony
jakiejkolwiek tożsamości, nie wie, kim jest, gdzie
się zaczyna jego ciało. Uczy się, że zarówno jego
prawa ręka, jak i lewa należą do niego, że można
używać obydwu. Odczuwa na własnej skórze, że
również odbyt jest częścią ciała i nie może być
traktowany jako coś niezależnego. Odkrywa,
dlaczego został nazwany Wakdjunkaga. Tym,

czego jeszcze nie potrafi, to ponosić odpowie­
dzialność za własne czyny. Nadal wydaje mu się,
że to świat, inni ludzie lub istoty decydują o jego
zachowaniu.
Trickster przedstawiony jest jako istota o nie­
poskromionym apetycie, ukierunkowana na
zaspokojenie głodu fizjologicznego. To ktoś
nieustannie głodny, łakomy, nieznający umia­
ru. Jego egzystencja zogniskowana jest wokół
podstawowych potrzeb fizjologicznych. Jednak
za niepohamowanym głodem trickstera kryje
się coś więcej - głód ten bowiem ujawnia jego
potrzebę do ciągłego pomnażania i wzrastania.
Trickster nigdy nie jest zaspokojony .
27

Warto zwrócić uwagę, że do tego momentu
nie pojawiają się informacje o wyglądzie trick­
stera. Być może spowodowane jest to tym, że
dopiero teraz trickster przeobraża się z pier­
wotnie nieznanej i nieświadomej formy w kon­
kretną postać. Dopiero kiedy zdaje sobie sprawę
z własnego ciała, kiedy je odkrywa, to ciało zdaje
się nabierać kształtów przypominających ludz­
ką sylwetkę. Również dopiero teraz pojawia się
pierwsza wzmianka o genitaliach i seksualności
trickstera.
Wakdjunkaga ma w zwyczaju nosić genitalia
na plecach, w specjalnym pudełku. Początkowo
jest nieświadomy swojej seksualności. Reakcje
własnego ciała komentuje w jednym z epizo­
dów: „To zawsze mi się przytrafia" . Kiedy ob­
serwuje córkę wodza kąpiącą się w jeziorze, po­
stanawia: „To jest odpowiedni czas na zbliżenie
seksualne" . Wysyła swój penis, pod wodą, do
młodej kobiety. Ogromnych rozmiarów genitalia
wystraszają jednak towarzyszące córce wodza
dziewczęta, wskutek cze^o inicjacja seksualna
trickstera zostaje przerwana
28

29

Problematyka płci i seksualności należy do
najbardziej kluczowych motywów całego cyklu

26

Ibid., s. 18 [epizod 14].

28

P. Radin, The Trickster..., s. 18-19 [epizod 15].

27

Zob. analizę Hyde'a na temat źródeł apetytu trickstera:

29

Ibid., s. 19-20 [epizod 16].

ibid. (Slipping the Trap of Appetite), s. 18-38.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�52
mitów o tricksterze. Wśród opowieści przytacza­
nych przez Radina znajduje się epizod, w któ­
rym trickster przemienia się w kobietę. Podczas
wędrówki, kiedy przychodzi zima i kończy się
pożywienie, Wakdjunkaga udaje się do wioski
i pod postacią kobiety poślubia syna wodza
(później rodzi mu dzieci), w ten sposób chro­
ni się przed zimą i brakiem pożywienia. Radin
wskazuje, że wątek przemiany płci pojawia się
również w innych mitologiach Indian północ­
noamerykańskich i bywa różnie interpretowany.
Zmiana płci trickstera często jest traktowana
jako zabawa, żart, na który trickster pozwala
sobie, będąc kimś, komu z definicji nie jest przy—
pisana konkretna postać i płeć Tb trik który ma
p o k a z a ć jak daleko trickster-transeresor może
posunąćsię w przekraczaniu społeczno obycza
jowycheranic- iakie uświęcone zasady iest gotów
złamać. Jednak przemianę trickstera w kobietę
można również interpretować iako Dróbe zemsty
za obelgi iakich doznawał nodczas wcześnie/
szvch wędrówek i konfrontacji z ludźmi i zwier7Ptami W t v m knnkrptrwm mirip n n r h n d 7 a r v m
od Winnehiao naiwaznLszvm rnntvwPm dla
Vt't ó r e g o tricKster
t •k t
K

•
• piec
\'VKKomety,
t'' jestt
przyjmuje
chęć zdobycia pożywienia i przetrwania zimy.

3 0

Mimo że trickster pozbawiony jest konkretnej

Aneta Ostaszewska

Jednocześnie, jak zauważa Radin, transformacja
płciowa to ważna część edukacji seksualnej trick­
stera. Rozpoczyna się ona od rozróżnienia oby­
dwu płci. Dotychczas trickster był istotą o nie do
końca ukształtowanej formie, istotą uzależnioną
od instynktu i żyjącą tak, jakby każda część jego
ciała funkcjonowała oddzielnie i niezależnie od
siebie. Teraz poznaje, czym obie płcie różnią się
od siebie i do czego służą ich genitalia .
W edukacji seksualnej trickstera istotną rolę
odgrywają zwierzęta. Pręgowiec, naśmiewając
się z Wakdjunkagi, podpowiada mu, gdzie geni­
talia powinny być umiejscowione: „Czy to twój
penis, który nosisz na plecach?" - pyta. Trick­
ster, mimo zakłopotania, stosuje się do wska­
zówek pręgowca . Przyjmuje postać zbliżoną
wyglądem do człowieka.
30

31

32

Tradycje europejskie a trickster
Karl Kerenyi traktuje epizody dotyczące sek­
sualności trickstera jako wyraz jego emancypacji.
Pisze: „Fallus jest jego alter ego" . Porównuje
trickstera do greckiego Hermesa, który bywa
przedstawiany właśnie w postaci fallusa . Opie­
kun kupców, patron złodziei i magów, podobnie
33

34

wspaniałego organu mnie pozbawiłeś!" - rozpacza

tożsamości, to jednak w mitach przytaczanych zarówno

trickster, a następnie z pozostałości po genitaliach tworzy

przez Hydea, jak i Radina, najczęściej występuje

rośliny, które mają służyć człowiekowi, m.in. konwalie,

w postaci męskiej. O kobietach tricksterach patrz: L . Hyde,

lilie, karczochy i ryż. Rozstaje się również z pudełkiem,

Introduction, [w:] tegoż, Trickster Makes This World..., s. 8.

w którym wcześniej nosił genitalia. Patrz: Ibid.

31

P. Radin, The Trickster..., s. 38-39 [epizod 38].

3 3

32

Jednak przyjmuje te rady z niechęcią. Atakuje

Mythology, [w:] P. Radin, The Trickster..., s. 182.

K. Kerenyi, The Trickster In Relation To Greek

penisem pręgowca - chce w ten sposób ukarać zwierzę

3 4

za ingerencję w jego seksualność. Pręgowiec skrywa

pudełko trickstera. W jednej z opowieści Klemensa

Zagadką dla Kerenyiego pozostaje jednak tajemnicze

się w dziupli, którą trickster penetruje swym dużych

z Aleksandrii dotyczącej Macedonian Cabiri, Kerenyi

rozmiarów penisem. I m dalej ucieka pręgowiec, tym

odnajduje przykład czczenia Dionizosa, polegający

bardziej rozciągają i wydłużają się genitalia trickstera.

na składaniu w ofierze fallusa przynoszonego

„Ho!" - krzyczy nagle i pośpiesznie wyciąga z dziupli

w specjalnym pudełku. Zwyczaj ten rozpowszechnił

swój penis. „Mój, cóż za haniebny uraz mi poczyniłeś!"

się pośród Etrusków, znany był także w Azji Mniejszej.

- woła. Pręgowiec odgryzł mu genitalia - po dużych

Zastanawiające pozostaje to, że sam Dionizos nigdy nie

rozmiarów penisie został tylko fragment. „Cóż za

był przedstawiany w postaci fallusa. Ibid., s. 182-183.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Figura trickstera

53

jak trickster Winnebago, jest kimś pomiędzy,
nie bóg, ale i nie człowiek, posłaniec i strażnik
światów
Z postacią trickstera łączy Hermesa także
skłonność do oszukiwania i błaznowania. O swo­
jej tricksterowskiej (łotrzykowskiej) naturze
grecki bohater daje znać j u ż pierwszego dnia ży­
cia: kradnie Apollinowi bydło i tworzy lirę, dzię­
ki której łagodzi gniew boga i zatrzymuje jego
zwierzęta. Trickster jednak nie tylko oszukuje
i zwodzi innych, ale również sam bywa oszuki¬
wany i nierzadko pada ofiarą zarówno swoich,
jak i czyichś żartów. Kerenyi zwraca uwagę na
paralelę występującą pomiędzy oszukiwaniem
i głupotą. Te dwie cechy
zdaniem
wsze idą ze sobą w parze W przypadku zaś f i trickstera mitologiczny motyw oszukiwania
jest pierwszy i najważniejszy. Pod tym względem
na przykład Prometeusz który okłamuie Zeusa
może być spokrewniony z tncksterem.
Ciekawe pytania wysuwa Kerenyi, rozważa­
jąc epizod o walce lewej ręki z prawą. Zastana­
wia się, czy Prometeusz i jego brat Epimeteusz
nie byli pierwotnie jedną dualistyczną istotą,
podobną do trickstera . W opowieści o walce
rąk Kerenyi dostrzega nie tyle przejaw głupoty
czy brak elementarnej świadomości trickstera co
do własnego ciała, ale charakterystyczny dla tej
figury element autoironii. „Czy to nie jest tak pyta Kerenyi - że trickster z premedytacją robi
to, co robi, odgrywa krwawą scenę aby wzbudzić
śmiech?" . Czy trickster nie pełni „tradycyjnej"
roli błazna? - to drugie, właściwie retoryczne
pytanie, które natychmiast się pojawia.
35

36

Według Kerćnyiego „coś" z trickstera mają
w sobie również historyjki o życiu rozbójników
i łobuzów, jakie przetrwały od czasów Petroniusza, a których rozkwit nastąpił wraz z twór­
czością Franciszka Rabelais'ego . Ciekawe, że
celem tych historii nie było nigdy pouczanie, lecz
opowiadanie o świetności bohatera. Inną ważną
właściwością tego typu opowieści była tzw. dra­
styczna rozrywka — przemoc zawsze stanowiła
ich nieodłączny element.
37

W mitologii nordyckiej negatywne cechy
trickstera uosabia Loki, demoniczny i złośliwy
bóg zniszczenia, śmierci i oszustwa. To jemu jak piszą Lewis Hyde i René Girard - przy­
pisywana jest odpowiedzialność za śmierć Baldra, boga piękna, dobra i światła. Niezdolny do
przemocy i przez wszystkich kochany, Baldr był
bogiem bez wad, właściwie przeciwieństwem
Lokiego. Pewnego dnia zaczęły nękać go sny
o własnej śmierci. Wtedy jego matka, by uchro­
nić syna, zaklęła wszystkie byty - oprócz jemioły
- żeby nie stały się przyczyną jego śmierci. Kiedy
towarzysze zabaw na wszelkie możliwe sposoby
próbowali razić iego ciało żaden cios nie był
w stanie mu zaszkodzić. Jednak kiedy zjawia się
Loki i w reke Hotera niewidomego brata Baldra
wkłada gałązkę jemioły jej dotknięcie zabija go'
Loki winny śmierci dobrego bosa zostaie orzy '
kuty'do skały ^dzie za kare na i e twarz nada
jad węża znajdującego się nad nim .
38

39

TO

40

Choć w niektórych mitologiach trickster ucho­
dzi explicite za sprawcę zła na świecie, to dopie­
ro wraz z rozpowszechnianiem chrześcijaństwa
utożsamiony został z szatanem i kusicielem .
41

35

Ibid., s. 180-181.

38

L . Hyde, Trickster Makes This World, s. 101.

36

Ibid., s. 181.

3 9

R. Girard, Kozioł

37

Ibid., s. 175. Michail Bachtin pisze, że właśnie

w powieściach Rabelais'ego ambiwalentny śmiech

ofiarny, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź

1987, s. 100-104.
40

L . Hyde, Trickster..., i. 102.

(właściwy tricksterowi) osiągnął punkt kulminacyjny.

41

Trickster własnym przykładem nauczył ludzi postę­

Patrz: M . Bachtin, Twórczość

pować nieuczciwie: kłamać, kraść, wykorzystywać innych

Franciszka Rabelais'ego

a kultura ludowa średniowiecza

i renesansu, Wydawnictwo

Literackie, Kraków 1975, s. 173.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

itd. Patrz, co na temat interpretacji mitu przez Winnebago
pisze Radin: P. Radin, The Trickster, op.cit., s. 149.

�54

Aneta Ostaszewska

Na konotacje figury trickstera z ludowym wize­
runkiem średniowiecznego diabła zwraca uwagę
Carl G. Jung. Diabeł w średniowiecznych opi­
sach ludowych przedstawiany był jako „prostak"
i „błazen". Określany jako simiadei, czyli „małpa
Boga", uchodził za istotę złośliwą, skorą do pła­
tania ludziom psikusów, sprowadzającą ich na
złą drogę . Najważniejszy motyw tricksterowski Jung odnajduje w opisach średniowiecznych
karnawałów. W średniowieczu w pierwszy dzień
nowego roku we francuskich kościołach obcho­
dzono święto, w którym uczestniczyli klerycy,
dzieci i diakoni. Wybierano wówczas biskupa
dzieci, który przebrany w papieski płaszcz skła­
dał oficialna wizytę w pałacu arcybiskupa Pod
koniec X I I wieku zwyczai ten przybrał formę
festum stultorum czyli święta głupców Jung
podaje ze w raporcie z 1198 roku znalazła się
notatka według którei podczas święta obrzezania
(Feast ofCircumcision.obchodzonego na noczat
ku nowego roku w katedrze Notre Dame zostało
popełnionych tyle nikczemnych i wstydliwych
42

43

^ v n ó w ze święte mieisce zostało zbezczeszczone
nJtvlk'o nr. J . n r o ś i *artv ale n r . e . n a l a n i e

me tyiKo przez sprośne żarty,
przez przelanie
Krwi M i m o nawoływań papieży. m . i n . I n n o c e n ­
tego n r , ao opamiętania się i n a r z u c e n i a „zartow
i szaleństwa, Które roDią z Kleru posmiewisKo

C G. Jung, On The Psychology OfThe Trickster Figurę,

s.

194-195.
43

44

45

45

46

Zdaniem Junga archetyp trickstera jest wciąż
obecny: przypisywanie złośliwych intencji przed­
miotom, mówienie o „chochlikach", popełnia­
nych „gafach" - to wszystko są motywy tricksterowskie, dla Junga jednoznaczne z archetypem
„Cienia" .
Mity o tricksterze przedstawiają zatem nie
tylko odległą przeszłość, ale także teraźniej­
szość każdego człowieka. Mogą być odczytywa­
ne i wciąż interpretowane na nowo. Paul Radin
pisze: „To właśnie stanowi o uniwersalnym uro­
ku figury trickstera, który stał się wszystkim - bó­
stwem, zwierzęciem, ludzką istotą, bohaterem,
bufonem, błaznem. Kimś, kto był przed dobrem
i złem. Śmiejąc się z niego, śmiejemy się z sie­
bie, a to, co spotyka jego, spotyka nas" . Warto
o tym pamiętać.
47

4 7

Jung pisze, że „Cień" (czyli trickster) jest czymś na

wzór błędu, faux pas, który zapisywany jest jako wada

Ibid., s. 196-197.

naszej świadomości. Nasz osobisty „Cień" jest pochodnym

Ibid.

tego zbiorczego archetypu. Pęka od uderzenia cywilizacji,

Święto osia traktowano jako błazeńskie wspomnienie

zostawiając ślady w folklorze, a te często trudno jest

ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu. Patrz: Ibid., s. 198.
4 6

44

48

zwyczaj.obchodzenia święta przetrwał do A V
wieku. Kościół nadal nawoływał do porzucenia

42

niemoralnych praktyk, w których „[...] nawet
księża i klerycy biorą udział i podczas których wy­
biera się arcybiskupa, biskupa lub papieża, który
nazywany jest papieżem głupców" (fatuorum
papam). Motyw tricksterowski odnaleźć m o ż ­
na również w obchodzonym w średniowiecznej
Francji święcie festum asinarium (święto osła) .
Głównym bohaterem był osioł, a procesja z jego
udziałem przechodziła przez kościół. Po zakoń­
czeniu każdej części mszy kongregacja wiernych
wydawała z siebie odgłosy przypominające ryki
osła .

Jung przywołuje XI-wieczną notatkę, w której czytamy:

rozpoznać. Współczesny człowiek nie podejrzewa nawet,
że to jego własny, głęboko ukryty „Cień" może być tą siłą

„Na zakończenie mszy zamiast słów: ite missa est, ksiądz

płatającą figle.

ryczał trzykrotnie, a kongregacja zamiast słów: Deo

48

P. Radin, The Trickster..., op.cit., s. 168-169.

gratias, odpowiadała również trzykrotnie Y-a" (Jung
przypomina, że bóg Żydów był wulgarnie wyobrażany
jako osioł); Patrz: Ibid.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7286" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7266">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c393f6efa8b15e630e9ab30bf97c75cc.pdf</src>
        <authentication>0d880cc869837f779644a4b30d2e0686</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86903">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5551</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86905">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86907">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86909">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86911">
                <text>Mąka w kościele, grzyby w powietrzu i ciuchy z drugiej ręki / Barbarzyńca 2008 nr 1 (11)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86913">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s.30-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86915">
                <text>Owczarek,Przemysław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86916">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86917">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86918">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86930">
                <text>Przemysław

I

O w c z a r e k

Ur. w I 9 7 5 r., antropolog kultur/, d o k t o r nauk humanistycznych. O d p o w i a d a z a
Dział Kultur Miejskich w M u z e u m A r c h e o l o g i c z n y m i Etnograficznym w Łodzi. Jest
wykładowcą. A u t o r książki o kulcie Jana Pawta II na Podhalu Karol
Paweł II. Podhalańska

opowieść o świętym.

Wojtyta-Jan

Artykuły naukowe i krytyczne publikował

w „Tyglu Kultur/", „Literaturze Ludowej", „Zeszytach Wiejskich", „Magazynie
Sztuki", „Formacie" i w y d a w n i c t w a c h pokonferencyjnych. A u t o r nagradzanych
u t w o r ó w poetyckich (m.in. nagroda im. J. Bieriezina w 2 0 0 6 r ) . Interesuje się sztuką
współczesną.

Mąka w kościele, grzyby
w powietrzu i ciuchy
z drugiej ręki
(Na g r a n i c y r e p o r t a ż u i eseju f o t o g r a f i c z n e g o )

Cóż na tym świecie, jakaż powieść mogłaby dorównać epickiej rozległości albumu z fotografiami?
Oby Pan Bóg, który niczym pilny amator, który co niedziela fotografuje nas z góry, a więc
w okropnym skrócie, i lepiej czy gorzej eksponowanych wkleja do swojego albumu, oby więc
Pan Bóg zechciał poprowadzić mnie pewną ręką - udaremniając wszelką nader rozkoszną, lecz
niestosownie długą zwłokę - przez ten album me podsycając zamiłowania [...] do labiryntowych
wędrówek. I miałbym ogromną ochotę uzupełnić te fotografie oryginałami .
1

(G. Grass, Blaszany bębenek)
Prawdopodobnie ze wszystkich naszych uczuć jedynym me naszym jest nadzieja. Nadzieja
należy do życia, nadzieja to samo życie, które się brom .
2

(J. Cortázar, Gra w klasy)

1

2

G. Grass, Blaszany bębenek. Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1991, s. 39.
J. Cortázar, Gra w klasy, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1985, s. 154.

B A R B A R Z E AC ft 1(111 ? 0 D B

�Mąka w kościele, grzyby w oowietrzu i ciuchy z drugiej ręki

O

statnie pięć dni sierpnia 2001 roku spę­
dziłem j ako wolontariusz we wsi Orliska
(kilka kilometrów od Sandomierza). Po­
magałem wtedy w porządkowaniu i wydawaniu
darów dla powodzian. Parę tygodni wcześniej
wzburzone wody Wisły zalały okoliczne wsie,
między innymi Sokolniki i Zalesie. Woda wdarła
się również do Orlisk. Sztab przeciwpowodzio­
wy postanowił uratować Sandomierz i mieszczą­
cą się tam hutę. Obawiano się katastrofy o wiele
groźniejszej w skutkach - eksplozji hutniczego
pieca. Ewakuowano ludzi i wysadzono wał (to
wersja wydarzeń opowiedziana przez mieszkań­
ców Orlisk). Niejednemu gospodarzowi powódź
zniszczyła dorobek całego życia. Kiedy woda
opadła, z kraju ruszyły transporty z darami.
3

W u r z ę d z i e gminy w Gorzycach wraz
z czwórką przyjaciół otrzymałem przydział do
obsługi magazynu darów we wsi Sokolniki.
Dojechaliśmy tam nyską dowożącą chleb i zupę
dla wolontariuszy - w większości harcerzy ZHP.
Chaos organizacyjny, jaki tam napotkałem, we­
sołe hulanki młodzieży po stertach darów, prze­
ważnie używanej odzieży, oraz zabawne sytua­
cje, które kreowali „przebierańcy" - wszystko to
sprawiało wrażenie, jakby zagościł tu karnawał.
Szefowa wolontariuszy zaproponowała mnie
i moim znajomym pracę przy dystrybucji darów
W Orliskach. Polegać ona. miała na gospoda­
rowaniu przestrzenią kościoła, zamienioną na
m a £ra z vn Wraz z czwórką przyjaciół mieliśmy
tam dotrzeć następnego dnia Pierwszy wieczór
i nocleg wyznaczono nam w Sokolnikach.
Rozejrzałem się po terenie. W przydomo­
wych ogródkach stały jeszcze kałuże cuchnącej
wody. Na wiejskim asfalcie buty ślizgały się na
cienkiej warstwie grzyba i środków dezynsekcyjnych. Mocniejsze podmuchy wiatru przynosiły
Niniejszy tekst powstał w 2004 roku, ma formę w znacznej
mierze literacką. Klęska powodzi, zwłaszcza tej z 1997 roku,
doczekała się już opracowań opartych na badaniach antro­
pologicznych i obserwacjach. Zob. J. Hajduk-Nijakowska,

3

U l i ) nm

BARBARZYŃCA

31

z pól zapach szamba i zgnilizny. Domy, które
oglądałem, nosiły ślady powodzi. Dopiero na
wysokości mniej więcej dwóch metrów zaczy­
nała się sucha cegła lub tynk.
Noc spędziliśmy, śpiąc w śpiworach na stop­
niach pobliskiej szkoły. Powietrze śmierdziało
stęchlizną. Myliśmy się wodą mineralną z trans­
portów, ponieważ bieżącej nie mogliśmy uzyskać.
Przed chłodem nocy ratowała nas ciepła herbata.
Wodę gotowaliśmy na małym turystycznym pal­
niku. Rankiem u miejscowej gospodyni dostali­
śmy śniadanie i skorzystaliśmy z naprawionego
prysznica. Wtedy po raz pierwszy zacząłem spo­
rządzać opisy sytuacji i wydarzeń, które zastałem
w podsandomierskich wsiach. Chciałem przede
wszystkim pomagać ludziom. Ale z drugiej stro­
ny kusiła mnie rola badacza. W konsekwencji
przez cały czas pobytu na terenach popowo"
dziowych towarzyszyło m i poczucie swoistego
dysonansu miedzy dwiema rolami których sie
podiałem Miałem meiasne a potem coraz bar
dziej' wyraźne wątpliwości natury etvcznei Czv
w takiej sytuacji wolno m i zadawać niektóre
pytania? Czy nie drażniłbym ran które ieszcze
sienie zagoiły? Rola wolontariusza była na tvle
wwodna ze ułatwiała ohserwarie i nie zdradza
ł / n k r v t v ' r h intenrii 7
m J L m nnnwieść
a n a

ukrytycn intencji, z a p a m i ę t a ł e m opowieść
gospodyni, snutą przy śniadaniu, po cudow­
nym prysznicu, Który zmyt
mnie intensywny
i drażniący zapach zgnilizny upowiadala, jak
to chłopy w sokolnikach pobity się o skarpetki,
bo ludzie gdy d w a n o dary, skakali sobie do
oczu i z bardziej błahych powodów . 1 odobne
lenomeny domagały się zapisu.
Następnego dnia dotarliśmy do Orlisk. W j e ż ­
dżając do wsi, zauważyłem stertę porzuconych
kanap, łóżek, foteli i innych sprzętów domowych,
które tworzyły rodzaj wału. Na łąkach po drugiej
r o z

a

Kulturowy kontekst oswajania przestrzeni zdegradowanej
kataklizmem, [w:] „Lud" 2004, t. LXXXVIII, Polskie
Towarzystwo Ludoznawcze, s. 13-41.

�32
stronie słońce odbijało się w popowodziowym
bagnisku. Minęliśmy pierwsze chałupy i wje­
chaliśmy na obszerny plac. Przecinał go kanał,
w którym stała zielonkawa woda. Obok piętrzy­
ła się sterta cegieł. Jak się późnej dowiedziałem
- budulec na przyszłą remizę Ochotniczej Straży
Pożarnej, wielkie marzenie Prezesa strażaków
(o tej postaci czytelnik niebawem dowie się
więcej). Od placu drogi się rozwidlały. Pierwsza
z prawej strony, przy której stały domostwa, pro­
wadziła w stronę wałów przeciwpowodziowych,
druga na lewo, w kierunku wsi, której nazwy j u ż
nie pamiętam. Przy niej znajdował się kościół.
Sceny z rzeczywistości domagały się udoku­
mentowania. Nie miałem jednak aparatu foto­
graficznego, którym mógłbym zarejestrować,
ująć w swoistym „niebycie" fotografii obraz
najbardziej istotnych dla mnie zdarzeń. Brak
naukowej czujności usprawiedliwiałem w my­
ślach pierwotną intencją, z powodu której po­
jawiłem się w Orliskach. Uparte narzucanie się
antropologicznych słów kluczy porządkujących
obrazy i zdarzenia wedle naukowych schematów
było czymś nieznośnym, a zarazem pożądanym
i oczekiwanym. Oczywiście gra między tkwią­
cymi w umyśle antropologicznymi kategoriami
i zewnętrznym światem fundowała myślenie,
które nie mieściło się w ramach odpowiedzial­
nej roli wolontariusza. Tym silniej odczuwałem
irytację związaną z brakiem aparatu fotogra­
ficznego.
Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy jeden
z wolontariuszy wyjął z plecaka starego zenita. Na
kliszy było jeszcze parę wolnych klatek. Kierow­
ca nyski dowożącej zupę zadeklarował, że kupi
nam następną kliszę. Wtedy obiecałem sobie, że
postaram się wszystko uwiecznić na zdjęciach, za­
wrzeć w notatkach, gdy tylko będzie czas. A czasu
zabrakło - nie tyle z lenistwa czy nadmiaru pracy,
lecz z powodu natłoku wrażeń.

4

5

Zob.Caillois,Zy^/^,PI^Warszawal973,s.l60il83.
P. Ricoeur, Symbol daje do myślenia, [w:] M. Philibert,

Przemysław Owczarek

W tym miejscu przerwę swą opowieść o Or­
liskach. Sposób przybliżania tamtych doświad­
czeń poprzez fotografię wymaga uzasadnienia.
Zanim jednak tego dokonam, warto podjąć
próbę zrekonstruowania kontekstu, w jakim te
antropologiczne doświadczenia zaistniały. Od­
powiedzi wymaga następujące pytanie: czym
jest powódź? Jakiego rodzaju jest to zdarzenie
i jakie niesie ze sobą znaczenia? Postaram się je
wyłowić, brodząc po pozostałościach żywiołu,
który nagle zaatakował lokalną kulturę.
Sądzę, że klęska żywiołowa pod względem
siły mobilizującej społeczność ludzką jest pa­
roksyzmem podobnym do święta i wojny . Po­
wódź nie jest jednak eksplozją ludzkiej energii,
która oznacza wtargnięcie sacrum w niezwy­
kłym czasie święta, ani zawierającym pokrew­
ne znaczenia paroksyzmem wojny. Powódź to
wybuch żywiołu, niemniej stanowi słup milowy
ludzkiej pamięci. W opozycji do wojny i święta
współcześnie atak natury nie powołuje zacho­
wań rytualnych, nie domaga się mitycznej wa­
loryzacji. To czysty atak żywiołu, który zabu­
rza dychotomię sacrum - profanum, zawiesza
pierwszą z tych kategorii i spycha poza horyzont
zdarzeń. To profanum przemieszcza się w sferę
SUCYU771. Jedynym nadmiarem - niej ako kompen¬
sacją - staje się dzisiaj rozdawanie darów. O ile
dawniej powódź mogłaby powołać wszelkie
rytualne zachowania, które na nowo ustaliłyby
porządek świata, granicę między sacrum i profa­
num - „potop jest bowiem powrotem do stanu
niezróżnicowania" - o tyle obecnie u lilii iy do
czynienia raczej z profanum „rozbitym" przez
chaos żywiołu.
4

5

W czasach archaicznych (jak powiedział­
by M . Eliade) potop, epidemie, wszelkie klę­
ski żywiołowe tłumaczono wyrokami bogów.
Współcześnie, w odczarowanym świecie, szuka
Paul Ricoeur, czyli wolność na miarę nadziei, PAX, Warsza­
wa 1976, s. 157.

B A RB AR Z!/SC A

1(111 ? 0 D B

�Mąka w kościele, grzyby w bowietrzu i ciuchy z drugiej ręki

33

się innych przyczyn nagłego kryzysu, jaki wywo­
łuje atak natury Wini się pogodę, zmieniający
się przez zanieczyszczenia klimat lub urzędni­
ków i ludzi władzy (zwłaszcza gdy zaniedbane
zostały wszelkie systemy zabezpieczeń). „Słynne
trzęsienie ziemi z roku 1755 - zauważa L. Dupre
- które zniszczyło centrum Lizbony i wstrząsnę­
ło niemal deistycznymi przekonaniami Woltera,
dziś nie wywarłoby żadnego wrażenia. Nikt nie
oczekuje, że wiara dostarczy rozwiązania takich
problemów. Tymi rzeczami ma się zajmować
nauka" .
Ktoś zawsze poniesie odpowiedzialność za
zlekceważenie żywiołu. W i n ę należy udowod­
nić, zwłaszcza jeśli ma spaść na głowę polityka.
„Ścinają" ją częściej media niż gremia politycz­
ne. W dzisiejszej Europie żadnemu człowieko­
wi, który ponosi odpowiedzialność za brak za­
bezpieczeń przed żywiołem, nie grożą mityczne
sankcje. Nikt nie złamał tabu, świat nie chwiał
się w posadach, powódź nie objawiła głębokie­
go kryzysu kultury. Wszelkie sacrum raczej się
„skurczyło", tak jakby klęska żywiołu przestała
być znakiem boskiego gniewu.
W Orliskach p o w ó d ź zaburzyła sakral­
ną przestrzeń kościoła, czyniąc z niego ob­
szar sprofanowany przedmiotami codziennego
użytku. Również przestrzeń domostw, swojska
i zamieszkana, została zaburzona lub zupełnie
zniszczona. Powrót do normalności to powrót
przez odbudowę, uporządkowanie. Stąd biorą
się zabiegi jak najszybszego wyremontowania
domostw i oczyszczenia kościoła z darów (nie
tylko z powodów czysto ekonomicznych). Te
zabiegi, zwłaszcza jeśli chodzi o kościół, inicjo­
wał Prezes OSP w Orliskach, człowiek, którego
cechowała siła i mądrość nieformalnego lidera
społeczności wioskowej i strażnika jej tożsamo­

ści. Warto przywołać w tym miejscu rozważania
E.Wolickiej:
„Kiedy realna przestrzeń utożsamień ulega
drastycznemu ograniczeniu lub zostaje zburzo­
na, człowiek buduje sobie imaginatywne obsza­
ry swojskości. Radykalna bezdomność jest dla
osoby ludzkiej głębokim okaleczeniem, a utrata
domu - egzystencjalną katastrofą. »Człowiek
jest, o ile mieszka« - powiada Martin Heidegger.
Miejsce zamieszkania - w szerokim tego słowa
znaczeniu, od własnego domostwa po środowi­
sko naturalne - »opowiada« historię mieszkańca,
stanowi w a ż n y element jego tożsamości oraz
związków z innymi" .
Imaginatywnym obszarem swojskości stał
się dla mieszkańców Orlisk plac przykościelny.
Tutaj zachodziły szczególne interakcje. Tutaj
społeczność wioskowa odnajdywała zbiorową
tożsamość pomimo sporadycznych dysonansów
i konfliktów, które odzwierciedlały ludzką nie­
moc wobec skutków powodzi. W przeciwień­
stwie do społeczności Sokolnik ludzie z Orlisk
byli na tyle zdyscyplinowani, że chętnie udzielali
pomocy wolontariuszom, między innymi w pra­
cach porządkowych i dystrybucji darów. Choć
- jak powiedział jeden z mieszkańców - „już
nigdy nie będzie tak samo". Wiele wioskowych
przyjaźni legło w gruzach, po tym jak ogłoszo­
no sposób udzielania rekompensat finansowych
stosownie do rozmiarów szkód.
Fotografie wykonane przeze mnie w Orli­
skach stanowią swoisty dokument zarysowanych
powyżej wydarzeń. Służą jako medium i za­
razem rodzaj dowodu, którego status wymaga
krótkiego uzasadnienia.

L. Duprć, Życie duchowe i przetrwanie chrześcijaństwa
w świeckiej kulturze. Refleksje na koniec tysiąclecia, [w:]
Człowiek
g"&gt;
- &gt; Nomos, Kraków
1999, s. 67.

E. Wolicka, Osobowa tożsamości odrębność w perspek­
tywie hermeneutyki dialogicznej, [w:] Tożsamość, od­
mienność, tolerancja a kultura pokoju, red. J. Kłoczowski
i S. Łukasiewicz, IESW, Lublin 1998, s. 46.

6

6

w

mi)

o

b

nu

e

c

reli

r e d

K

M e c h

BARBARZYŃCA

7

W swojej książce Fotografia jakp zjawisko

estetyczne Jan Kurowicki zauważa, że z jednej

7

�34

Przemysław Owczarek

strony fotografia dematerializuje obiekt, jaki
się na niej znajduje - czyni go i jego kontekst
czymś nieobecnym, a z drugiej strony sprawia,
że obiekty znajdujące się na zdjęciu wydają się
czymś rzeczywistym . Aby je rozpoznać, inter­
pretujący powinien w y k a z a ć się znajomością
kontekstu, w jakim owe zdjęcia powstały. A to
z kolei zakłada swoistą grę między zdjęciem
a obrazami zachowanymi w pamięci lub moż­
liwymi interpretacjami wtedy, gdy kontekst nie
należy do pamięci oglądającego zdjęcia.
Fotografia zawsze jest nierozerwalnie zwią­
zana ze swoim obiektem, odsyła nas do orygi­
nału . Możemy więc mówić tylko o określonych
zdjęciach. Pierwsze spojrzenie na fotografię
sprawia, że widzimy pewien wycinek rzeczywi­
stości, bo sama fotografia pozostaje jakby niewi­
doczna. Dopiero akt refleksji umożliwia spojrze­
nie na fotografię jako na zdjęcie, medium, które
nie jest odniesieniem rzeczywistym (referencją),
lecz tym, co semiotyka nazywa znaczącym. Pró­
ba oddzielenia fotografii od jej odniesienia rze­
czywistego powoduje jej „zniszczenie" .
Fotografia-medium może zaistnieć w formie
dokumentu. Ów swoisty dokument potraktować
można jako punkt wyjścia do snucia opowie­
ści, ukazywania znaczeń. W tym sensie zdjęcia
mogą się stać momentem procesu poznawczego.
Jednak we wszelkim poznaniu podstawową rolę
odgrywa teoria. Dane doświadczenia, zmysłowe
i dokumentarne, są względem fotografii niesamoistne. Perspektywę poznawczą buduje się
niejako „od góry", przyjmując za punkt wyjścia
założenia orzekające o tym, jaka jest natura
tego, co badamy, a także co w badanym wycinku
świata jest istotne (hierarchia ważności). Groma8

9

10

J. Kurowicki, Fotografia jako zjawisko estetyczne, Wy­
dawnictwo Adam Marszałek, Toruń 1999, s. 37.
M. Zalewski, Formy pamięci, IBL, Warszawa 1996, s. 42.
S. Sikora, Fotografia - pamięćwyobraźnia, PSL
Konteksty, 1992, nr 3/42, s. 108.
8

9

10

dzenie danych zakłada, że wiemy, czego dotyczą.
Jednocześnie nie traktujemy ich wszystkich tak
samo . Zdjęcie możemy więc uznać za swoisty
„przystanek w rozkładzie jazdy", za medium
dokumentujące trasę perspektywy poznawczej.
Zastępuje ono lub uzupełnia obraz wzrokowy,
potwierdza lub podważa przyjęte założenia po­
znawczej perspektywy .
O tym, że zdjęcie-dokument może być rów­
nież przedmiotem manipulacji, świadczy nie
tylko technika fotomontażu. Wystarczy wykonać
fotografię osoby, która zmarła, i przedstawić jej
ciało w taki sposób, aby oglądający mógł odnieść
wrażenie, iż obcuje z obrazem żyjącego człowie­
ka . Pojawia się tutaj problem autorytetu twórcy
zdjęć. Ów autorytet może się oprzeć tylko na ak­
cie wiary, że rzeczywistość sfotografowana niesie
ze sobą właśnie ta\ie, a nie inne znaczenia. I że
właśnie ta\ było - choć to właśnie może być tylko
próbą interpretacji.
R. Barthes zauważa, że noemat fotografii to ra­
czej proste i banalne to-co-było. Fenomenologicz­
nie rzecz ujmując, obraz jest nicością przedmiotu.
Fotografia ukazuje jednak nie tylko nieobecność
przedmiotu, ale jednocześnie fakt, że ten przed­
miot naprawdę istniał. Dla Barthesa fotografia
staje się dziwacznym medium, niejako formą
halucynacji - fałszywą na poziomie postrzegania,
prawdziwą na poziomie czasu . Zatem to było
odnosi się do porządku czasu, podczas gdy ta\
było odsyła do porządku znaczeń.
Barthes wyróżnia dwa sposoby oglądu zdjęć:
11

12

13

14

studium i punctum. Studium należy do porząd­

ku kultury: „To za pośrednictwem studium in­
teresuję się wieloma zdjęciami, bądź odbierając
je jako świadectwa polityczne, bądź smakując
J. Kurowicki, op.cit., s. 113-114.
Ibid., s. 114.
Ibid., s. 117.
R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, Wydaw­
nictwo KR, Warszawa 1996, s. 194.
11

12

13

14

BARBARZYŃCA

1(111 ? 0 D B

�Mąka w kościele, grzyby w bowietrzu i ciuchy z drugiej ręki

je jak dobre obrazy historyczne. Gdyż to właś­
nie poprzez kulturę (to znaczenie jest obec­
ne w studium) uczestniczę w wyrazie twarzy,
gestach, realiach działania" . Punctum zaś to
element przełamujący studium, wybiegający ku
oglądającemu, mieszczący się w porządku ta­
kich znaczeń, jak rana, kropka, użądlenie, małe
przecięcie, ale również rzut kości. To nie my je
znajdujemy, lecz ono nas znajduje, wystrzeliwu­
je ku nam przeszywa, świadomość, która tkwiła
15

do tej pory w polu studium . Punctum odnosi się

35

przecież dążyć do zrozumienia jego intencji,
za którą kryje się jawna pretensja, by traktować
serio zaświadczające „ja".
Najważniejsze pytanie, które mnie osobiście
nurtowało, gdy pracowałem w kościele, spacero­
wałem po wsi lub obserwowałem mieszkańców,
brzmiało: czy w zdesakralizowanej przestrzeni
kościoła i wsi dostrzec można zjawiska, które
w jakiś sposób mieszczą się w porządku sactum r

16

do porządku przeżyć i emocji, jest spoza kultury
- ostatecznie studium zawsze przechodzi przez
kod punctum nie jest kodowane" — z a u w a ż a
Barthes.
17

Punctum to kategoria, którą włada idiosynkrazja. Dogodniejszym sposobem opisu fotogra­
fii z Orlisk (to było) oraz wspomnień, które ukła¬
dają się niejako wokół nich, jest raczej studium
u m o ż l i w i a j ą c e z m i a n ę porządku czasowego
w porządek znaczeń (ta{ było), traktowane jako
własna próba interpretacji. Ważną rolę odgrywa
w niej perspektywa poznawcza ufundowana na
konkretnych założeniach dotyczących nie tylko
zabiegów interpretacyjnych wokół paroksyzmu,
jakim jest powódź. Znane antropologii poję­
cia i kategorie odgrywają przecież istotną rolę
w podejmowanych ujęciach interpretowanego
później materiału i powodują że ruch obiek­
tywu podażą w określona stronę - wycina"
z rzeczywistości konkretny obraz zdarzeń lu
dzi i przedmiotów. Można powiedzieć
jest
to jakby pierwotna selekcja treści rzeczywisto¬
ści Wtórna selekcia owych treści byłaby próba
odczytania danego zdiecia i e
interpretacia
1 tutai właśnie noiawia ieaiitorytet antropologa'
któremu można zawierzw hadź nie 7 którvm
można dyskutować nie zgadzać się z nim ale
TO

15

16

Ibid., s. 46.
Ibid., s. 47.

m i ) im mminn

Kościół
Nie sądziłem, że kiedykolwiek w życiu będę
pił kilka razy dziennie gorące kubki z Winiar,
herbatę i kawę, siedząc przy ołtarzu, dwa metry
od Najświętszego Sakramentu. Nie spodziewa­
łem się również, że oprócz drobniaków dzwo­
niących na kościelnej tacy i ryżu rzucanego na
ślubną parę u drzwi kościoła usłyszę kiedykol­
wiek syk rozsypującej się po podłodze kaszy.
Pamiętam pierwsze wrażenie, jakiego dozna­
łem, gdy zajrzałem do wnętrza kościoła w Orliskach. Chaos. Pomyślałem wtedy, że podobnie
mogły wyglądać cerkwie i kościoły zamienione
przez czerwonoarmistów na magazyny. Dwa
dni minęły zanim ułożyliśmy towary według
przeznaczenia i przestaliśmy sie potykać o różne
przedmioty na przykład c i ą d e walający sie za
ołtarzem akordeon ofiarowany przez i a k i L o ś
współczui acego "powodzianom wiejskiego mu
zyka ledyna fotografia iaka udało sie wykonać
w kościele f b r a k 1 a m ń v , ukazuie przestrzeń
noarazona w mroku rozświetlana n,kłvm hla
k

k

• 1

łt
' • •

\

h k'

'

d

• t

k

h'
1

• tł

•
d •

tk

żywności i przedmiotów codziennego uzytKu.
tonęliśmy w używanych rzeczach: ubraniach,
' Ibid., s. 89.

�36

FOT. 1 . PRZEMYSŁAW OWCZAREK

pralkach, szafach. Wszędzie piętrzyły się ster­
ty makaronów, toreb z cukrem, ryżem, kaszą
i płatkami. Zamiast dyskretnego aromatu ka­
dzidła otaczał nas zewsząd silny zapach środków
czystości - proszków, mydeł, płynów do prania
i mycia naczyń - który mieszał się z wonią
(to najbardziej neutralne określenie) używanej
odzieży (fot. 1).
Często zaglądał do kościoła Prezes, który był
nie tylko strażakiem, ale też ważną osobą w ra­
dzie parafialnej. Uzgadnialiśmy z nim sposób
i kolejność wydawania darów. Jego silne ręce
wskazywały nam zadania i łatwo można było
odgadnąć, że celem Prezesa jest jak najszyb­
sze przywrócenie kościołowi jego pierwotnej
funkcji. Szefowa wolontariuszy ceniła sobie tę
współpracę. Reszta załogi też, bo Prezes uroz­
maicał pracę dowcipem, a wieczorem zdarzało
mu się przynieść kilka piw. A piwo? Po przerzu­
ceniu sterty ubrań i uporządkowaniu darów, po
kolejnych transportach smakowało wyśmienicie
i wypełniało gardła prawdziwa rozkoszą przy
której kompletnie nieistotna wydawała się obiet¬
nica raju symbolizowana przez święte wizerunki

Przemysław Owczarek

umieszczone w prezbi­
terium. Prezesa słucha­
liśmy, wioskowi też. Soł­
tys, którego kowbojska
grzywka
zazwyczaj
smętnie sterczała w stro­
nę interesantów, miał
zdecydowanie mniej¬
szy posłuch. Trudno
mu było się dogadać
z ludźmi odbierającymi
na placu przykościel¬
nym ziemniaki i zboże.
W przeciwieństwie do
mego Prezes wkraczał
między ludzi zdecydo
wanie i łatwo odczyintencje
Mozę nomarała
I
w tvm opinia dzielnego strażaka i determinacia
okazywana w ciaałvch zabiegach hv zbudować
w Orhskach remizę•OSP.
'
W ciągu pięciu dni kościół prawie opusto­
szał, przestały go zagracać kolejne transporty.
Posprzątaliśmy ołtarz. Zdążyliśmy to zrobić,
ale proboszcz i tak załamywał ręce. Moje wspo­
mnienia ukazują przestrzeń kościoła w Orli­
skach jako kompletnie zdesakralizowaną. W i ­
sząca na krzyżu figura Chrystusa przywodziła
na myśl absurdalne skojarzenia, chociaż wiem,
że absurd roztaczał się raczej wokół mnie, mię­
dzy stertą dziecięcych odżywek i worków mąki,
które wobec sacrum wygnanego z kościoła mogły
wydawać się bluźnierstwem. Bluźnierstwem?
A może jedyną „ofiarą", jaką mogło z siebie
złożyć SCI CYU TYl W miejscu' pozbawionym aur v
i symbolicznej mocy.
Swoisty stan zawieszenia powoli mijał. Czu­
łem, że pewnego dnia wszystko wróci do normy
i magazyn znów przemieni się w kościół i że
trochę nieśmiałe „alleluja" odda to miejsce Bogu,
ustanowi na nowo wspólną modlitwą zachwiany
przez żywioł porządek.

BnUBAHZMCIL

1(111 P B D B

�Mąka w kościele, grzyby w bowietrzu i ciuchy z drugiej ręki

37

Na g r a n i c y wsi

Między kompensacją a rytuałem

Pierwsze wspomnienie-obraz z Orlisk. Ster­
ty łóżek, szaf, foteli i krzeseł - wał przy drodze
wjazdowej do wsi. Przedmioty, które umarły,
wchłonąwszy w siebie zgniliznę i grzyby. Stra­
ciły swoją poręczność. Zaskakująca ilustracja

Wydawanie żywności i środków higienicz­
nych było zadaniem, z którym wolontariusze
radzili sobie bez większych problemów. Przy
bocznym okienku kościoła codziennie około
południa ustawiała się kolejka kobiet z dziećmi.
Do worków, które ze sobą przynosiły, wkładali­
śmy proszki, mydła, szampony, pasty do zębów,
szczoteczki i inne rzeczy.
Po południu pod przykościelnym krzyżem
wyrastała sterta używanych ubrań i czasem no­
wych ciuchów. Jak tylko owa sterta zaczynała
rosnąć, rosła też grupka kobiet siedzących na
pobliskiej ławce i wypatrujących łakomie wszyst­
kiego, co w przybliżeniu mogło odpowiadać
rozmiarom ich ciał. Co dwa dni wydawaliśmy
ciuszki dzieciom. To była przyjemna praca. Na­
tomiast niezwykle trudno było upilnować ludzi,
by nie wdarli się na stertę ubrań przed wyznaczo­
nym czasem. Codziennie miała być to godzina

granicy m i ę d z y orbis interior i orbis exterior.

Antropologiczny zachwyt zmieszał się we mnie
ze współczuciem. Coś żyło jeszcze w tych rze¬
czach. Ulatujące wspomnienie ciepła ludzkich
ciał, domowej, swojskiej przestrzeni. A przecież
mocniej tchnęło od tych gratów śmiercią, utratą
użytkowej funkcji. Czekały na wywóz w niebyt,
na którego granicy j u ż się znalazły. Gdy dosta­
łem aparat natychmiast do nich przybiegłem
Zachwycił mnie fotel obsypany stęchłą słomą
i zdechła kanapa leżąca tuż za nim. Bez nich
dom tracił swa moc także dotykał eranicv nie­
bytu Całe Orhska walczyły o to by tę granicę
odsunąć jak najdalej (fot 2).

Uli)

?D0a B A R B A R Z Y Ń C A

�38

siedemnasta. Ale nigdy nie zdarzyło się tak, aby
rozgadany tłumek kobiet wytrzymał do wyzna­
czonej pory. Któraś z nich - starsza czy młodsza
- zawsze się wyrywała. Pozostałe ruszały, po­
mimo krzyków wolontariuszy, i rozpoczynał się
dynamiczny spektakl, którego nie jest w stanie
ukazać żadne zdjęcie (fot. 3).
Najpierw miałem opory, czy to fotografować,
czy wioskowe kobiety nie poczują się urażone.
Potem zauważyłem, że nie ma to dla nich żad­
nego znaczenia. Były całkowicie pochłonięte
grzebaniem w ciuchach. W końcu wdrapałem
się na słupek przy kościelnej furtce i zrobiłem
pierwsze zdjęcie. Zauważył to Prezes i powie­
dział: „Tak, rób zdjęcia, fotografuj ludzką głupo­
tę". Był w nim jakiś rodzaj pogardy wyzierającej
poprzez ludzką godność. Zresztą, jak niemal
wszyscy mężczyźni we wsi (choć zdarzały się
wyjątki), trzymał się od tego z daleka. Mężczyź­
ni podchodzili tylko do kościelnego ogrodzenia,
w obrębie którego odbywało się wielkie grzeba­

Przemysław Owczarek

nie w ciuchach, i odbierali z rąk kobiet wybrane
przez nie rzeczy. Może na wzięcie w tym udziału
nie pozwalała im wioskowa duma, a może nie
była to sfera męskiej aktywności (fot. 4).
Z dnia na dzień owo grzebanie przybierało
na sile. Pamiętam, jak chodząca o kulach babcia
znalazła w tym bałaganie zapakowaną, nową
kurtkę. Zawiesiła ją sobie na przykościelnym
płotku. C h w i l ę później kurtki j u ż nie było.
Z trudem znosiłem jej rozpacz. Chciała przecież
ciepłe zimowe okrycie, a ktoś je ukradł. Był to
jedyny moment, gdy gwałtowne emocje odebrały
mi chęć do pracy.
Grzebanie zamieniło się w codzienny rytuał,
babskie święto przypominające bardziej zabawę,
w której coraz częściej zaczynały brać udział dzie­
ci. Nadmiar ubrań był najpierw swego rodzaju
kompensacją, przesytem, wypełniającym pustkę
po tym, co porwała woda. Później wdzierającą
się znikąd zabawą, która stała się jednym z za­
uważalnych znaków powrotu do normalności,

BARBARZYŃCA

1(111

?0DB

�Mąka w kościele, grzyby w bowietrzu i ciuchy z drugiej ręki

stanu poczucia bezpieczeństwa. Po kilku dniach
ubrania, przebrane powtórnie w domach, wracały
pod drzwi kościoła. Lud się nasycił. Inaczej było
z żywnością. Tu decydowała praktyka. Nadmiar
kaszy i ziemniaków zjedzą kury i świnie.
Owo babskie święto, zadziwiające codzien­
ną powtarzalnością, miało swój istotny związek
z oswajaniem rzeczywistości po powodzi. Jego
rytm zaspokajał podstawową potrzebę zamiesz­
kiwania w świecie. Trwania pomimo niedawnej
jeszcze groźby utraty domu i dobytku. „Trwa­
nie jest od początku i z istoty swej rytmem" .
Urządzać się w świecie (w tym wypadku czynić
to niemalże od początku) to ustanawiać sieć
schematów działania, nawyków i umiejętności
mających ułatwić działanie w powtarzalnych
strukturach. Dzięki temu rzeczy nabierają swoj­
skiego charakteru .
18

19

F. Chirpaz, Ciało, Wydawnictwo IFiS Pan, Warszawa
1998, s. 38.

18

Uli)

?D0a B A R B A R Z Y Ń C A

39

Kobiety z Orlisk wracały do swych zawilgoco­
nych i pozbawionych sprzętów domostw, dźwi­
gając worki ubrań. Wracały zadowolone. Jak za­
u w a ż a F. Chirpaz: „[...] doświadczenie dobrego
samopoczucia jest doświadczaniem rzeczy" .
Rzeczy pomyślanych jako przedmioty wraz z ich
życiem w przestrzeni, w której porusza się czło­
wiek. Przymierzanie ubrań, dotykanie ich może
rodzić przyjemność kompensującą brak trwałe­
go porządku. Bo przecież świat tych ludzi parę
tygodni wcześniej chwiał się w posadach.
W Heideggerowskiej fenomenologii ludzkie­
go domostwa rzeczy stanowią sposób zachowy­
wania czworokąta - przestrzeni, którą zamiesz­
kuje człowiek:
„Zamieszkiwanie, jako czworakie zachowanie
czworokąta, dokonuje się właśnie w ratowaniu
Ziemi, w zgodzie na niebo, w oczekiwaniu Istot
20

19

20

Ibid., s. 44.
Ibid., s. 35.

�Przemysław Owczarek

40
Boskich, w posłuszeństwie Istocie Śmiertelnych.
Zachowywać znaczy chronić czworokąt w jego
istocie. To, co wzięte w ochronę, musi być ukry­
te. Zamieszkiwanie, tzn. zachowywanie czwo­
rokąta - chroniąc jego istotę - przechowuje ją
tedy. Gdzie? Jak mieszkają Śmiertelni, skoro
zamieszkiwanie jest owym zachowywaniem?
Śmiertelni nigdy nie zdołaliby tak mieszkać, gdy­
by zamieszkiwanie było tylko pobytem na Ziemi,
pod Niebem, w Obliczu Istot Boskich, wespół ze
Śmiertelnymi. Ale nie jest tym tylko - jest raczej
zawsze j u ż pobytem przy rzeczach przy któ­
rych przebywają Śmiertelni, zamieszkiwanie jako
przechowywanie przechowuje czworokąt" .
21

Od gromadzenia rzeczy zaczęła się w Orliskach mozolna odbudowa czworokąta, w którym
egzystują ludzkie jestestwa. Ów ruch prowadził
ku Ziemi, Niebu, Istotom Boskim i Śmiertelnym.
Rzecz - ubranie czy inny przedmiot - może stać
się jednym z fundamentów ludzkiego trwania,
znakiem nadziei, że życie ponownie może biec
normalnym torem.
Warto w tym miejscu przytoczyć obszerny, ale
niewątpliwie trafiający w istotę rzeczy fragment
powieści Ernesta Sabato. Jeden z bohaterów
- Bruno - wypowiada długą kwestię o bezsilno­
ści rozumu wobec odradzającej się wciąż w lu­
dziach nadziei.
„Ot, zaledwie ustało trzęsienie ziemi, które
spustoszyło rozległe obszary Japonii lub Chile,
zaledwie cofnęła się powódź, która pochłonęła
tysiące dzieci znad Żółtej Rzeki, zaledwie minęła
krwawa i dla większości ofiar pozbawiona sensu
wojna, jak na przykład wojna trzydziestoletnia,
która obróciła w perzynę miasta i osiedla, przy­
niosła męki i zagładę kobietom i dzieciom, a j u ż
ci, co pozostali przy życiu, bezsilni świadkowie
straszliwego wyroku losu lub człowieka, ci sami,
CO w chwilach rozpaczy sądzili, że nigdy j u ż nie

M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć
ne, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 323.
21

Eseje wybra­

nabiorą ochoty do życia, że nie zdołają go od­
budować, chociażby nawet nie chcieli, ci sami
mężczyźni i te same kobiety (kobiety zwłaszcza,
kobieta bowiem jest życiem, jest matką-ziemią,
jest tą, która nigdy nie traci nadziei), te same kru­
che istoty zaczynają od nowa, jak nierozumne
a bohaterskie mrówki, wznosić swój mały świat
dni powszednich: świat niewielki, to prawda,
lecz tym bardziej wzruszający. Toteż nie myśl
ocala świat, nie intelekt ani rozum lecz coś
wręcz przeciwnego: owa nierozumna nadzieja
człowieka, jego wytrwała chęć pozostania przy
życiu żądza oddychania jak długo to możliwe
jego małe, uparte i śmieszne bohaterstwo co­
dzienne w obliczu niedoli. Jeżeli więc rozpacz
odnowiada Nicości ieśli iest ona newnego ro
dzaju dowodem onkologicznym Nicości to czyż
nadzieja nie jest dowodem Ukrytego Sensu Ist¬
nienia czegoś o co warto walczyć? A Donieważ
nadzieia noteźnieisza iest niz roznacz fiako ze
zawsze odnosi nad nia tnmmf advhv tak nie
lwio

wszvscv n o n e ł n i l i h v ś v ' s L o h ó i s t w o )
m

czvz'ów T Tkrvtv Sens Istnienia nie iest może har
dziej prawdziwy niz owo słynne nic?" .
22

Śmierć i bezsens są oznaką wdzierającej się
nicości. Było w podsandomierskich wsiach kilku
potencjalnych samobójców (jak wynika z opo­
wieści szefowej wolontariuszy). Chęć przejścia
na tamtą stronę mijała jednak wówczas, gdy
zdesperowani ludzie chwytali za kilofy i łopaty.
Trzymane w dłoni narzędzie stawało się zna­
kiem woli przetrwania, odwracało od śmierci
ku życiu. Rytm pracy jest przecież jednocześnie
rytmem życia.
Ludzie
W przykościelnej przestrzeni można było
zauważyć, że społeczność Orlisk dzieli się na

E. Sabato, O bohaterach i grobach, Wydawnictwo Litera­
ckie, Kraków 1977, s. 181-182.
22

BARBARZYŃCA

1(111 ? 0 D B

�Mąka w kościele, grzyby w bowietrzu i ciuchy z drugiej ręki

41

łatwe do wyodrębnienia grupy
Kryterium tego podziału stano­
wiły wiek i płeć. Kobiety trzymały
się w grupach wiekowych, mężat­
ki razem, starsze kobiety razem.
Młode mężatki i dojrzałe dziew­
częta również tworzyły przy koś­
ciele łatwo dającą się wyodrębnić
w przestrzeni grupkę. Dla nich
wolontariusze płci męskiej stano­
wili stały obiekt zainteresowania.
O ile w przypadku niezamężnych
dziewcząt było to dla mnie cał­
kiem zrozumiałe o tyle w przv—
padku młodych mężatek budziło
rodzaj miłej konsternacji.
Pewnego dnia wraz ze współ­
towarzyszem mojej wolontariackiej doli zostaliśmy zaproszeni
przez młode mężatki na piwo.
Rzecz wyjaśniła się w rozmowie,
w której partnerami dialogu kie­
rowały zapewne różne, może cał­
kiem rozbieżne intencje. Gdzie
byli mężowie? Pracowali w Gre­
cji. Nie chodzi tutaj bynajmniej
o to, że skryty antropolog mógł
stać się obiektem adoracji, lecz
o fakt że samotność opuszczonej
kobiety była na tyle przytłaczają¬
ca iż właśnie obcy niópł łatwiej
znieść iei ciężar bez ponoszenia
konsekwencji ze strony miesz­
kańców wsi Mój towarzysz orzvtłoczonv
' a.t~m o
sfera osamotnienia zrezygnował z następnych
zaproszeń.
'
23

Ciekawość mogła zwodzić na manowce, ale
mogła też przynieść zrozumienie. Wydaje mi
się, że zrozumiałem, ile wysiłku przynosi walPodobne opisy doświadczeń odnaleźć można w pracy
K. Zawistowicz-Adamskiej Społeczność wiejska. Doświadcze­
nia i rozważania z badań terenowych w Zaborowie wydanej
23

m i ) enoe

BARBARZYŃCA

ka za pomocą kilofa, toczona z zagrzybionym
tynkiem i zniszczoną podłogą, zwłaszcza gdy
narzędzie nie spoczywa dłoniach mężczyzny. Że
samotność gna Bożenę na leśne drogi, na których
swoją czerwoną toyotą zakreśla półkoliste smu­
gi wiraży. Że tęsknota za bezpieczną bliskością
przez Polski Instytut Służby Społecznej w Łodzi w 1948
roku.

�42

Przemysław Owczarek

Najstarszy, pięćdziesięciolatek,
był czołgistą. Kiedyś to było woj­
sko. Jadąc w czołgu przez mia­
sto, oparł się o dźwignię obrotu
wieżyczki. LufaT-55 kompletnie
zniszczyła kiosk Ruchu. Trzy­
dziestolatek pijany wrócił do jed­
nostki. Dyżurny złapał go w ja­
dalni z beretem założonym tył na
przód. Dwudziestolatek siedział
cicho. Może dlatego, że jego
wieści były zbyt świeże.

ukochanego mężczyzny, pełna rezygnacji i ne­
gatywnych emocji, może się wyrażać w drgającej
wskazówce prędkościomierza.
Nie mam żadnej fotografii Bożeny, bo in­
stynktownie czułem, że trzask migawki zepsułby
atmosferę intymności, w której wyłaniały się jej
pełne bólu opowieści o losie osamotnionej ko­
biety i matki.
Mężczyźni. Zdarzyło m i się spotkać z przed­
stawicielami trzech pokoleń na wspólnym piwie.
Chłopi z Orlisk opowiadali o służbie woj skowej.

Nigdy nie spotkałem ich przy
kościele. Jeśli jakiś m ę ż c z y z n a
wchodził do środka, to był to Pre­
zes lub sołtys. Czasami przycho­
dził wiejski pijaczyna, dla które­
go było obojętne, czy znajduje się
za płotem kościoła, czy wewnątrz
niego.
Szczególnie interesujące było
dla mnie obserwowanie dzie­
ci. Może dlatego, że zachwycała
mnie ich prostota. Słowo, które
kojarzy się z dziećmi, to zabawa.
Spontaniczna i całkiem pochła­
niająca zabawa z rzeczywistością.
Miała ona miejsce, kiedy używa­
ne ubrania stawały się powodem
wesołych igraszek. I wtedy, gdy
rozbawione oczy tańczyły w kręgu
„graniastego kółka". Była w tych
oczach szczera naiwność, która niejednokrotnie
zmuszała wolontariuszy do bardziej efektywnych
poszukiwań cukierków i chrupek (fot. 5, 6).
Tragiczne o b l i c z e w i o s k o w e g o błazna
W Orliskach osobą, którą postrzegałem jako
wioskowy autorytet, był Prezes. Społeczność Or­
lisk miała także swojego błazna. Nie był to męż­
czyzna. Nie pamiętam jej imienia. Nie pamiętam
jej nazwiska. Pamiętam, że każde jej pojawienie

BHBARZT&amp;CI

1(111 P O D B

�Mąka w kościele, grzyby w powietrzu i ciuchy z drugiej ręki

się mogło przynieść kłopoty lub kompletnie roz­
ładować atmosferę.
Była to osoba, która czuła się najbardziej
pokrzywdzona i zmaltretowana przez żywioł
powodzi. I tę „krzywdę" niejednokrotnie widzia­
łem, gdy kobieta kładła się na workach ziemnia­
ków, które należały się innej rodzinie. Czasami
opowiadała, że straciła niemal wszystko, choć
miała jeszcze dużo. W tej steatralizowanej for­
mie zachowań tkwił swego rodzaju wzorzec
wspólnej niedoli, który z powodu nieszczęść,
jakie przeżyła, może właśnie jej łatwiej było
wyrazić.
Straciła syna, który kilka lat wcześniej, wra­
cając z wiejskiej potańcówki, wjechał maluchem
w koryto rzeki. Nie uratował się ani on, ani
dwóch jego kolegów. Dla wsi był to straszliwy
cios. Bo w Orliskach niemal każdy z każdym jest
spokrewniony. Bożena straciła w tym wypadku
brata, a jej ciotka poczucie rzeczywistości. Odtąd
ciotce zdarzało się nader często mówić do ludzi
słowami, które układały się w wartki potok trud­

m i ) enoe

BARBARZYŃCA

43

no zrozumiałej mowy. Słowo goniło za słowem.
Z trudem łączyłem je w zdania - mieszkańcom
przychodziło to z łatwością.
Po Orliskach krążyły barwne opowieści. Ich
kanwą były przeróżne perypetie, jakich doświad­
czała ta starsza j u ż kobieta. Kiedyś przegnała
urzędnika, który przyszedł po zapłatę za abo­
nament telewizyjny. Zadarła na niego spódnicę,
krzycząc, że chce ją zgwałcić. Po urzędniku
pozostała teczka, świadcząca o nader gwałtow­
nej ucieczce. Innym razem z podwórka przy
zagrodzie zerwał się byk, który nadziawszy na
rogi suszące się na sznurku pieluchy wnuczki,
pognał przez wieś, stając się chwilową, ale nie­
zapomnianą sensacją.
Jej opowieści porywały słuchaczy jak wartki
potok. Wywoływały śmiech i uspokajały emocje
zgromadzonych. Jej ciało współgrało z opowieś­
cią, tworząc rodzaj pełnego dowcipu przedsta­
wienia. Ale wszyscy obawialiśmy się żałosnego
końca owych eksplozji, w którym przeradzały
się one w roszczeniowe postulaty. Powodzian

�44
miał niebawem odwiedzić naczelny prezes OSP
i były premier Waldemar Pawlak. M i e l i ś m y
próbkę podobnych emocji, zaciekłego upomi­
nania się o swoje, gdy wieś wizytował proboszcz
zaprzyjaźnionej parafii z Wielkopolski. Nasza
bohaterka opętała go siecią prawdziwych i urojo­
nych krzywd. Ksiądz nie tylko załamał ręce nad
kościołem i jego „zdewastowaną" przestrzenią.
Załamał ręce również nad naszą bohaterką,
pragnąc bardziej się od niej uwolnić, n i ż ją wy¬
słuchać. Jej cierpienie było dla niego przykładem
popowodziowej traumy, nie zaś przypadkiem
szczególnym. Na szczęście Waldemar Pawlak
nie dotarł.
Barwna postać tej kobiety budziła i budzi we
mnie wielką sympatię. Pamiętam, jak pozowała
do zdjęcia. Jej twarz, jeszcze przed chwilą wykrzy­
wiona awanturą z Prezesem, nagle złagodniała.
Czy to przez ową przemianę wyszła nieostra foto­
grafia, której jakość nie pozwala na zamieszczenie
pod niniejszym tekstem? Na innym zdjęciu moja
bohaterka znalazła się w grupie kobiet siedzących
na schodach kościoła. Zastygła w pozie ze sple­
cionymi ramionami, obok pustego wózka. W jej
towarzystwie dziecięcy wózek wydaje się przed­
miotem, któremu można nadać więcej n i ż jedno
zwykłe proste znaczenie (fot 7) Pamiętam jak
całowała mnie w łokieć, kiedy niosąc zgrzewkę wody mineralnej usiłowałem uciec przed
wylewnością Dziękowała za stare kapcie które
odłożyłem dla niej ze sterty ciuchów
Zakończenie

Przemysław Owczarek

nym nastrojeniu na rzeczywistość. Współtworzą
narrację zakotwiczoną w poznawczej perspekty­
wie. Wsparte komentarzem i osobistym doświad­
czeniem, mogą w istotny sposób wesprzeć wysi­
łek zrozumienia fenomenu Orlisk - fenomenu
wciąż otwartego na nowe pytania.
Jedno z tych pytań wciąż dopomina się od­
powiedzi. W co wcieliło się przegnane z kościo­
ła w Orliskach sacrum} Czy wsiąkło w rzeczy
i produkty, które w tak istotny sposób miały uła­
twić ponowne zamieszkiwanie, czy może tkwiło
w powietrzu, w emocjach popowodziowej trau­
my, podobne do rany - niczympunctum.?
Z Orlisk wyjeżdżałem w niedzielę. Rozważa­
łem w myślach słynną frazę z Listu jasnowidza
Artura Rimbaud -Ja to \tośinny \ Moją świa­
domość wypełniły nowe doświadczenia, towa­
rzyszył im namysł nad własną osobą. Wolonta­
riusze, którzy pozostali na swoich posterunkach,
poszli pod kościół. Obładowany plecakiem też
ruszyłem w tym kierunku. Proboszcz odprawiał
właśnie mszę. Wioskowi z Orlisk modlili się
wspólnie na przykościelnym placu. Powracające
ominęło wnętrze kościoła. Objawiło się
we wspólnej modlitwie, obok murów, w miej¬
scu gdzie jeszcze wczoraj piętrzyła się sterta
odzieży Skręciłem w boczną uliczkę, sto metrów
od kościoła. Marzyła mi się wanna i znajoma
przestrzeń domu Wyjeżdżałem z przeświad
czemem że wszystko zostanie umiejscowione
w uniwersalnym porządku. Że kościół w końcu
stanie sie kościołem a wieś wsia I nie myślałem
o tym c z y iest to nówrót do rzeczywistości i iei
i snvrh nodziałów r z v t o r a r z e antronoloairzna
2

fl

Wykonane przeze mnie fotografie, których
jakość pozostawia wiele do życzenia, są tutaj
swoistym punktem wyjścia, m a j ą c y m źródło
i uzasadnienie w postulowanym antropologicz­

1

luzia Pozostaw z a ś nadzie,a ze w lei wędrówce
n r z e z f n r n a r a f i r z n v a l h n m nndnhnie a k h n h a t e r
KJa^nJnhohml

c h o ć n r L moment d n t k n .

Blaszanego acaenąa, cnoc przez moment aoiKną-

Zob. A. Rimbaud, List jasnowidza, [w:] Rimbaud, Apollinaire i inni. Wybór przekładów, red. A. Międzyrzecki, Czytel­
nik, Warszawa 1988, s. 73.

24

BARBARZYŃCA

1(111 F-ODB

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11318" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11296">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e02d792c56300f0eda90522b6dd9ce57.pdf</src>
        <authentication>9830643e175525b81fd9257d520b1404</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134866">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5639</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134867">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134868">
                <text>2012</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134869">
                <text>antropologia wizualna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="134870">
                <text>fotografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134871">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134872">
                <text>Świat zamknięty w obrazie/ Barbarzyńca 2012 nr 1(18)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134873">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2012 nr 1 (18), s.60-77</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134874">
                <text>Piechocka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134875">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134876">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134877">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134878">
                <text>Marta

Piechocka

Ur.w 1985 roku, magister socjologii Uniwersytetu Łódzkiego. Zamieszczony artykuł
jest fragmentem jej pracy magisterskiej pt. Instytucjonalizacja
świata (na przykładzie

fotograficznego

obrazu

konkursu World Press Photo), napisanej w 2009 roku pod

kierunkiem dr. hab. Kazimierza Kowalewicza, profesora UŁ.

Świat zamknięty w obrazie
Od wizualnego stylu do odczytania
mitu w fotografii

Uwagi wstępne
Konkurs World Press Photo to najbardziej znana,
powszechnie rozpoznawalna i prestiżowa inicjatywa
w dziedzinie fotografii reportażowej. Nagrodzone
w nim zdjęcia tworzą wystawę odwiedzaną przez
ponad dwa miliony ludzi w 45 krajach na całym
świecie. Każdego rokuzwycięskiepracesąpublikowane
w postaci albumu w sześciu językach. Organizowany
od 1955 roku konkurs ma formę bardzo zinstytu­
cjonalizowaną. Do udziału mogą przystąpić jedynie
osoby profesjonalnie zajmujące się fotożurnalizmem,
których zdjęcia zostały wykonane z intencją publi­
kacji. Nagrody p rzyzn ctw3.fi e s ^ w 10 kategoriach
(Spot News, General News, People in the News, Sports
Action, Sports Features, Contemporary Issues, Daily Life,
Portraits Arts and Entertainment, Naturę) za pojedvncze zdiecia (simie ima?e) oraz fotograficznie opoJ e d z i a n ą historię ( ^ . P r z e d m i o t e m mojego zainteresowania będą natomiast fotografie wyróżnione
główną nagrodą jako Zdjęcia roku (WorldPress Photo

ofthe Year). Na stronie internetowej konkursu można
przeczytać, że ten tytuł przyznaje się pojedynczemu
zdjęciu, które nie jest wyłącznie fotoreportażowym
podsumowaniem roku, ale reprezentuje kwestię, sytu­
ację lub wydarzenie ogromnej wagi dziennikarskiej
i czyni to poprzez osiągnięcie wybitnego poziomu
wizualnej percepcji i kreatywności .
1

Ikona i mit. Metoda analizy
wybranych Zdjęć roku
Na analizowany zbiór Zdjęć roku składają się 52
obrazy. Nie przyglądam się jednak każdemu z nich,
ale na wybranych przykładach staram się pokazać
pewne tendencje oraz zasugerować możliwe inter¬
pretacje. Za cel stawiam sobie nie tyle kompletną
i wyczerpująca analizę, ile zwrócenie uwagi na kwestie,
które stanowić mogą punkt wyjścia do pogłębionych
badań. M a m pełną świadomość, że moja metoda nie
jest jednorodna i może budzić wątpliwości natury
1

http://www.woridpressphoto.org/awards, 25.01.2012.

B A RB A ß ZV H C A

1(18)

PD1P

�metodologicznej. Uważam jednak, że badając obraz
należy odwoływać się do różnych sposobów jego
analizy. Pozwala to spojrzeć na fotografię z wielu per­
spektyw i umożliwia pełniejsze jej zrozumienie. Warto
zaznaczyć, że nie tylko nagrodzone zdjęcia powinny
stać się polem zainteresowania badacza, ale również
instytucja organizująca konkurs i podejmowane przez
nią działania. Bez uświadomienia sobie, że fotografia
jako medium rozwija się poprzez różnego typu insty­
tucje, niemożliwe jest zrozumienie mechanizmów,
którym podlega, tendencji, sposobów konstruowania
świata. World Press Photo jako fundacja wyznaczyło
sobie misie szerzenia najwyższych standardów foto­
grafii reportażowej i jej profes onalizację. Zajęło się
działalnością edukacyjna tym samym wpływając na
kształtowanie fotograficznego spojrzenia. Poprzez
nagradzanie pewnego typu prac wyznaczyła kła
syczny" styl aspiruiacy do miana naibardziei foto
reoortażowego definiującego dobry fotożurnalizm
rym samym dezawuuiac inne drogi rozwoiu N ów
s i l składać sie beda czrery wyodrębnione cechy osia
gane poprzez zastosowanie różnorodnych technik
Istotne iest że owe kategorie moga również wpływać
na siebie wzajemnie,
zostanie objaśnione w amszej
części rozważań, upieram się poniekąd na analizie
kompozycyjnej. Kompozycja może bowiem wzmac­
niać przejście od konkretu do abstrakcji, wynosząc
obraz na poziom ogólności, tym samym warunkując
jego odbiór.
a

zabity partyzant Roberta Capy, marines zatykający
flagę na wysepce Pacyfiku, wietnamski jeniec z przy­
stawionym do skroni pistoletem, zamordowany Che
Guevara na koszarowym stole. Każdy z tych obrazów
stał się mitem i wyraża w swej formie bardzo wiele.
Fotografie te wykroczyły daleko poza przypadkową
okoliczność, w której zostały zrobione, nie ukazują
jedynie poszczególnych osób, lecz są w stanie wyrazić
pewne ogólne pojęcia. Są unikalne, a zarazem odsyłają
do innych obrazów, wcześniejszych lub późniejszych,
próbujących je naśladować .
2

W przestrzeni publicznej funkcjonują obrazy,
które są z łatwością rozpoznawane przez ludzi
wywodzących się z różnych społecznych środowisk.
Cieszą się szacunkiem i wyzwalają cały kompleks
złożonych emocji, podlegają szerokiej reprodukcji
i zostają umieszczane zarówno w publicznej, jak
i prywatnej przestrzeni. Reprezentują również histo­
ryczne doświadczenie. Bez względu na to, jakie są
okoliczności ich rozpowszechnienia, w y d a j ą się
zawsze znajdować ponad natłokiem wiadomości,
dyskusji, decyzji i śledztw. Posiadają więcej niż
wartość d o k u m e n t a l n ą dzięki niesieniu świadectwa
czegoś co wykracza poza słowa W e d ł u g Roberta
Harimanaoraz Johna Louisa Lucaitesa
Owe znajome obrazy funkcjonująjak pomniki pamięci
(...), zostały wykorzystane do skonstruowania kolek­
tywnego sensu przeszłości. Od antycznej ody przez
renesansową pietę do fotografii, dostępne technologie
publicznej reprezentacji sytuują życie w formalnej kom­
pozycji i zachowują kontekst znaczenia ostrożnie chro­
niony przed zmianą. Takie obrazy dostarczają mniej
lub bardziej wyidealizowanego sensu co do tego, kim
jesteśmy i kim powinniśmy być, i pozwalają każdemu

To w ł a ś n i e ten w i z u a l n y styl p r z e s ą d z a
o potencjale i k o n i c z n o ś c i Zdjęć roku, stwa­
rzając d o s k o n a ł e w a r u n k i do z a g n i e ż d ż e n i a się
Barthesowskiego m i t u . Czym jest ó w p o t e n c j a ł
ikoniczności?
M o ż n a śmiało stwierdzić, że istnieją fotografie,
które z pewnością przejdą do historii i ukażą się
w tysiącach publikacji. Cytując Umberto Eco:
Historia naszego stulecia streszcza się w kilku symbo­
licznych fotografiach, które zdołały uchwycić istotę
swego czasu: bezładny tłum wylewający się na plac
podczas „dziesięciu dni, które wstrząsnęły światem",

2

U . Eco, Semiología życia codziennego, tłum. J . Ugniewska,

P. Salwa, Czytelnik, Warszawa 1998, s. 265.

1 (18) PD1P

BARBARZ?IICA

�Marta Piechocka

62

odczuć osobiste powiązanie z wielkowymiarowymi

dzięki obecności Barthesowskiego punctum • detalu,

wydatzeniami .

szczegółu przyciągającego naszą uwagę.

3

Obrazy pojawiające się w mediach drukowa­
nych, elektronicznych lub cyfrowych, zapamiętane

Pierwszy [tj. studium-MP] to niewątpliwie obszat, całe
pole, któte postrzegam jako coś bliskiego, gdyż związane

i powszechnie rozpoznawalne, rozumiane jako repre­

jest z moją wiedzą, kultutą ogólną. (...) Odsyła jednak

zentacja ważnych historycznie wydarzeń, aktywizujące
silną emocjonalną identyfikację lub reakcję , nazwę

zawsze do podstawowej infotmacji (tewolta, Nikatagua)
i wszystkich znaków do tego należących. (...) Zrobio­

„ikonami". Fotografia-ikona przywołuje bardzo silne,
emocjonalne doświadczenie. Konstruuje scenariusz,

no na tym obszatze tysiące zdjęć i mogę oczywiście
odczuwać ogólne zaintetesowanie nimi, czasem przeję­

w k t ó r y m konkretne reakcje emocjonalne wobec
wydarzenia stają się podstawą rozumienia i odczy­
tania znaczenia przez odbiorcę. Innymi słowy, poprzez

cie, ale te emocje przychodzą do mnie X2l rozumowym
pośtednictwem mojej kultuty moralnej i politycznej.
(...) Dtugi element ptzełamuje studium lub poddaje

skupienie na cielesnej ekspresji nie tylko podkreślają
aspekt emocjonalny ale umieszczają widza w uczu­
ciowym" związku wobec przedstawionych na żdieciu
osóbaDoprzLpieranienaspołecznychkonwenciach
Drzedstawienia sa wiarygodne i każdy może ie rozoo

je rytmowi. Tym razem to nie ja go szukam (ponieważ
moja świadomość zajmuje się polem studium), to on
wybiega ze sceny i jak strzała przeszywa mnie. (...) zdję­
cia, o któtych mówię, są rzeczywiście jakby zaznaczone
punktami czasem nawet usiane tymi wtażliwymi miej­

znać i zrozumieć Owa emocjonalność może wynikać
z okoliczności ich powstania a mianowicie konfliktu
nieoewności i chaosu Wewnątrz obrazu znaiduia sie
zakodowanenroblenwsnołeczeńsrwa Większość foro
grafii nagrodzonwh w L e g o r i i 7ji,ri,
loku nosiada

scami ( ) Dlateeo ten dmei element którv narusza
stud um,L^punctum.
(...)
ta^akiegośzdjęcia
to przypadek któty w tym zdjęciu celuje we mnie ( )

4

1 sobie Lenciafikonicznofci nrzez krórv rozumiem
renieokLlona do końra właściwość nowodniara *e

Si Tl Z AZTTT^rTTr

zdjęcie bardzo silnie oddziałuje na odbiorcę, ma szansę
zapisać się w kolektywnej pamięci, stac się symbolem
danego wydarzenia, a co najważniejsze byc obrazem
wyrażającym jakieś idee ogólne, w który zakradł się

barthesowski m i t Ikonicznosc niesiona jest w wizu­
alnym stylu danej totograhi. onadto w ikonie zachodzi
przeobrażenie tego, co banalne, ale zarazem mepokojące, w to, co wymowne i perswazyjne.
Roland Barthes rozważał kwestie dualizmu pole­
gającego na współistnieniu w fotografii dwu niespój­
nych elementów, niejednorodnych, bo nie należących
do tego samego świata . Do przeobrażenia dochodzi
5

R. Hariman, J . L . Lucaites, No Caption Needed. Iconic
Photographs, Public Culture, and Liberal Democracy, The
University of Chicago Press, Chicago 2007, s. 2. Tłum. własne.

t

6

Punctum stanowi więc taki element w fotografii,
który może się wiązać z podwójną referencją, czy
też rozszczepieniem referencjalnym, a to zakłada j u ż
pewną jakość symboliczną . Determinuje więc prze­
kształcenie się obrazu w ikonę - przejście na poziom
ogólny, ale jest również bodźcem do budowania mitu
i zachęca odbiorcę do poszukiwania symbolu .
7

8

Zdjęcie traktować więc będę również jako system
znaków, Bzrthesowskie signifiant na poziomie mitu.
Postaram się prześledzić proces przekształcania
fotografii reporterskiej, której celem jest szybkie
przekazanie treści o zdarzeniu w uchwyconym

J . Trznadel, Aletheia, Warszawa 2008, s. 45.
6

Lbid.,s. 49-52.

7

S. Sikora, Fotografia i mit, [w:] A. Sobota (red.), Estetyka

3

4

5

i racjonalność fotografii, Oficyna Wydawnicza A T U T ,
Wrocław 2002, s. 99.

Lbid, s. 27.

8

R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, tłum.

Społeczno-Kulturalno-Antropologiczny" 1 (1) 2007, s. 56.

K. Klimek, Fotografia buduje mit, „Maska. Magazyn

B A RB A ß ZV H C A

1(18)

PD1P

�Świat zamknięty w obrazie

63

fragmencie rzeczywistości, w obraz o znaczeniu
ponadczasowym.
Poprzez k o n k r e t y z a c j ę w y d o b ę d ę znaczenie
ukryte w przekazie. Konkretyzacja, inaczej obiek­
tywizacja obrazu, składa się z symbolizacji pier­
wotnej (denotacji) oraz symbolizacji w t ó r n e j
(konotacji). Denotacja to operacja u m y s ł o w a ,
której celem jest tworzenie znaczenia tylko na
podstawie wizualizacji przedstawionej na obrazie .
Odkrywa dosłowną treść obrazu, czyli „sens" signifiant pierwszego poziomu systemu semiologicznego Barthes'a. Konotacja to wzbogacenie
denotacji o asocjacje i implikacje łączące sie
z obrazem oraz kontekst w y s t ę p o w a n i a danego
przekazu Poprzez ten zabieg sens" przekształci
sie w forme" dla której bedè szukać nowego
mitycznego znaczenia D u ż a role w procesie ana'
lizy odgrywa kwestia nawiązań intertekstualnych
i alep-acvinvch omawianych Zdieć roku Także one
nomagaia fotografii u w o l n i ć sie od bieżącego zna
L n i a i wejść na mityczny poziom sygnifikacji.
9

10

W e d ł u g M i c h a ł a Głowińskiego intertekstualność to
te relacje z innymi utworami, które stały się elementem
strukturalnym lub (...) znaczeniowym (semantycz­
nym), relacje zamierzone i w taki czy inny sposób wi­
doczne (.. . ) . O intertekstualności (...) mówić można
tylko wtedy, gdy odwołanie do tekstu wcześniejszego
jest elementem budowy znaczeniowej tekstu, w któ­
rym ono się dokonuje (.. . ) .
n

12

Przywołanie intertekstualne ma wydobyć w tekście
kultury nowy, wyższy sens, nie poprzez „powołanie

się" na autorytet innego dzieła, ale przez wspólne
wypracowanie bogatszej konotacji. Alegacja wzmacnia
natomiast wymowę perswazyjną komunikatu wizual­
nego. Przywołany tekst kultury traktuje się jako auto­
rytatywny, jedyny słuszny i wartościowy. Dzięki temu
powołujące się na niego dzieło zyskuje odpowiednią
wymowę i jest powszechnie uznawane za wiarygodne.
Należy również poruszyć kwestię wpływu podpisu na
sposób odczytania i znaczenie nagrodzonych fotografii.
Podstawową funkcją biorących udział w konkursie
zdjęć ma być przekazanie rzetelnej informacji z miejsca
zdarzenia Podpis umieszczany przy zdjęciu warunkuje
jego odczytanie i interpretację zgodne z intencjami
nadawcy. Słowna mediacja czyni obraz zrozumiałym".
Clive Scott wyodrębnił trzy funkcje podpisów pod
zdjęciami a pierwsza z nich - podpis jako docelowe
wyjaśnienie - jest charakterystyczna dla fotografii
konkursu World Press Photo. Tekst w tym przypadku
ma służyć obiaśnieniu wszvsrkich szczegółów krorvch
ze zdieria nie można o d r z L ć a króre składaia siena
iak nainełnieiszv obraz kadru'- darv mieisr boha
rerów" leśli dokładnie r o k n o r o k n nrlesl'edzimv
fnrnarafie króre J n h v ł v o ł ó L a naârnde rrndnn
h d T nr,
ż n
będzie oprzeć się wrażeniu ze wszystkie mają ze sobą
coswspolnego. len sam podpis można by umieścić pod
kilkoma innymi obrazami, bez wpływu na ich odbiór.
Mowny przypis stanowi zrodło wiedzy uzupełniającej
i przede wszystkim ukonkretniającej to, co widzimy,
innymi słowy, podpis odsyła tylko do pierwszej war­
stwy systemu semiologicznego, umożliwiając odczy¬
tanie „sensu .

T Ï 11

1 3

Zob. M . Garncarek, Instrukcja obsługi obrazu - o podpisach

pod fotografiami prasowymi, [w:] T. Ferenc, K. Makowski
(red.), Przestrzenie fotografii. Antologia tekstów, Wyd. Galerii
f5 &amp; Księgarni Fotograficznej, Fundacja Edukacji Wizualnej,

J . Szulich-Kałuża, Społeczny obraz świata w fotografii

9

- o zastosowaniu analiz fotografii w badaniach socjologicznych,
[w:] J . Kaczmarek, M . Krajewski (red.), Co widać', Wyd.
Naukowe U A M , Poznań 2006, s. 69.
10

Ibid, s. 69.

1 1

M . Głowiński, O intertekstualności,

„Pamiętnik Literacki"

4 1986, s. 77.
12

14

Ibid, s. 234

Clive Scott w swojej typologii wyróżnia dwie dodatkowe
funkcje: podpis jako punkt wyjścia, który daje dyskretny sygnał
ukierunkowujący odbiorcę, a potem pozwala działać samemu,
oraz podpis jako paralelny, ale oderwany od zawartości zdjęcia
komentarz, który jest na tyle zdystansowany wobec obrazu,
1 5

że ostateczne znaczenie nie zawiera się ani w jednym, ani

Ibid, s. 82.

1 (18) PD1P

Łódź 2005, s. 231.

w drugim, ale w punkcie ich przecięcia. W tej ostatniej funkcji

BARBARZ7IICA

�Marta Piechocka

64

Uwolnienie

obrazów

z narzuconego

przez

Wizualny styl Zdjąć roku

s ł o w o kontekstu p o z w o l i n a dotarcie do warstwy
mitycznej. Traktuję

Zdjęcia roku j a k o

starczalne teksty k u l t u r y

artykułujące

samowy­

W o r l d Press P h o t o w p r o c e s i e o c e n i a n i a selek­

społeczne

c j o n u j e k o n k r e t n e typy z d j ę ć . W y o d r ę b n i e n i e czte­

znaczenia, e g z e m p l i f i k u j ą c e konflikty, s ł u ż ą c e okre­

rech kategorii p o z w o l i p o k a z a ć

ślaniu i naznaczaniu zjawisk i ludzi.

w i z u a l n y styl n a g r o d z o n y c h p r a c . B ę d ą to: d r a -

P o z o s t a j e jeszcze k w e s t i a u z a s a d n i e n i a w y b o r u
z d j ę ć d o analizy. G i l l i a n R o s e w y s u w a

postulat

m a t y z m ,

charakterystyczny,

d o k u m e n t a l n y

n a r r a c y j n o ś ć

r e a l i z m ,

oraz a r t y s t y c z n a

eks­

s a m o ś w i a d o m o ś c i badacza, k t ó r y dotyczy koniecz­

p r e s j a . O w e cechy są wzajemnie połączone, n a

ności rozważenia własnego

przykład dramatyzm m o ż e być kreowany

sposobu patrzenia n a

o b r a z . S p o j r z e n i e n i g d y n i e jest n a t u r a l n e i czyste,

zastosowanie

dlatego t e ż n a l e ż y u z m y s ł o w i ć s o b i e , j a k m y go

umiejscawia odbiorcę

postrzegamy.

wydarzeń

1 6

Subiektywność

staje s i ę e l e m e n t e m

szerokokątnego

ale t e ż

poprzez

obiektywu,

przez n a r r a c y j n o ś ć poprzez zesta¬
dowcip i r o n i e

s t a ł y m , niezmiernie t r u d n y m do „przeskoczenia",

wianie kontrastujących e l e m e n t ó w

dlatego p r z y w y b o r z e k o n k r e t n y c h fotografii t r z e b a

itd

Wspólny

jest

o s i a L y poprzez z a s t o s o w a n i e t e c h n i k

uwzględnić swoją wrażliwość
podkreśla,

że najbardziej

oraz emocje.

ekscytujące,

Rose

wstrząsa­

który

i fotoreportera w c e n t r u m

wszystkim zdjęciom

styl w i z u a l n y
jakie

pomagajązdjęciu wkroczyć na poziom ikoniczności.

j ą c e i o d k r y w c z e analizy ostatecznie n i e p o d l e g a j ą
metodoloeii

S a o n e w y n i k i e m p e ł n e e o pasji zaan-

e a ż o w a n i a w to c o w i d z i m y w y p ł y w a j ą z p r z y j e m ­
ności

wzruszenia fascynacji

z a d u m y leku osoby

oatrzacei n a obraz' k t ó r a o c t e m o r ó b u i e o o o i s a ć
e

1 7

Dramatyzm
D r a m a t y z m , bardzo w a ż n y element k a ż d e j nagro­

N i e o z n a c z a to, ż e w y s e l e k c j o n o w a n e p r z e z e m n i e

dzonej fotografii,

fotoptafie n i e w o i s u i a sie w j a k i e ś b a r d z i e i o p ó l n e

w a n i e r ó ż n o r o d n y c h m e t o d . Po pierwsze, o s i ą g a się go

kareLie

onierałam

d z i ę k i w r a ż e n i u b e z p o ś r e d n i e g o k o n t a k t u fotorepor­

na z d i e c i a c h k r ó r e w e H W mnie s r a n o w i ł v
doskonała e ^ z e m n l i f i k a c i e S z u k a ł a m obrazów

tera z w y d a r z e n i a m i , c z ę s t o n i e b e z p i e c z n y m i . D z i ę k i

sie

\L

Pisząc

o stvl„ wizualnvm

z LrhesowskiJmultum
7

7

aWnia

bo dla k a ^ e . n

k r ó r e iesr s n b i e k r v w n e
m

J

bvć i n n J T l e

m rTT TT

TT Y J T l

mentem

Usw a d o m i e m e

obrazu,

h

T n i

własnej

s u b i e k t y w n o ś c i p o z w o l i ł o m i n a lepsze z r o z u m i e n i e
mojej postawy badawczej.
tekst pod zdjęciem stanowi komentarz, który nie odnosi się
bezpośrednio do obrazu, ale do jakiegoś wydarzenia. Zapoznanie
się z nim zasadniczo zmienia znaczenie fotografii i różni się
radykalnie od pierwszego wrażenia wywołanego wizualnym
przedstawieniem. Gdyby podpisy towarzyszące Zdjęciom roku
wpisywały się w tę funkcję, ich analiza musiałaby stanowić
oddzielne zagadnienie rozważań. Zob. M . Garncarek, op. cit.
Za: T. Ferenc, Analiza obrazów -przegląd metod i inspiracji
teoretycznych, [w:] B. Sułkowski (red.), Ze studiów nad sztuka

jest u z y s k i w a n y p o p r z e z zastoso­

odczuciu, ż e znajduje się o n w c e n t r u m uchwyconej
sytuacji. T y m s a m y m d o c h o d z i d o p o d k r e ś l e n i a jego
h e r o i c z n o ś c i jako silnie z a a n g a ż o w a n e j

jednostki.

T o p o k ł o s i e s t y l u z a a n g a ż o w a n e g o , k t ó r y stał s i ę
n o r m ą fotografii r e p o r t a ż o w e j , z a i n i c j o w a n e g o przede

przez R o b e r t a C a p ę , ale l a n s o w a n e g o r ó w ­
nież przez D a y i d a oevrrioufa oraz vjeors?e a J~vocli?efa

wszystkim

odrzucających

rejestracje z bezpiecznego d y s t a n s u '

N i e e d y ś w a l c z ą c y o s w ó p r e s t i ż i u z n a n i e fotoreporter
o b e c n i e staje sie b o h a t e r e m Dodeimuiacym w y s i ł e k
b y z d o b y ć zdiecie k t ó r e o o o w i e h i s orie k o n f l i k t u
wszystkim bezpiecznie p o z o s t a j ą c y m w d o m a c h .
Z d j ę c i e S a d a y u k i M i k a m i z 1 9 7 8 r o k u (fot. 1) w y k o ­

1 6

i kulturą duchową, Wyd. Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2007
CArt-a Universitatis Lodziensis. Folia Sociologica 32), s. 7.
17

n a n o w czasie p r o t e s t ó w przeciwko b u d o w i e m i ę d z y n a ­
rodowego l o t n i s k a N e w T o k y o I n t e r n a t i o n a l A i r p o r t .
A b y n a b y ć p o t r z e b n y teren, r z ą d m u s i a ł w y e k s m i t o w a ć

Ibid, s. 6.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�Świat zamknięty w obrazie

protestujących właścicieli ziem. W wyniku brutalnego
starcia obu stron zginęło 13 osób, w tym 5 policjantów.
Nagrodzona fotografia emanuje dynamizmem: pło­
nąca postać demonstranta, latające w powietrzu kok­
tajle Mołotowa, walczące postaci uchwycone w ruchu.
Fotoreporter bez wątpienia znajduje się w centrum
wydarzenia, a widz razem z nim. Dramatyzm sytu­
acji podkreśla również kompozycja zamykająca się
w „wirującym" kręgu, który wyznaczają dwie butelki,
czarny dym i płonąca postać. Ciała w wyniku dyna­
micznego ruchu przechylone są na lewą stronę, dopeł­
niając wrażenie koła. Ponadto policjant znajdujący się
na pierwszym planie oraz postać bezpośrednio za nim
biegną w naszym kierunku
W ten oto sposób wyłania się kolejna technika dramatyzacji - poprzez kompozycję. Prostota i graficzna
wyrazistość mogą stanowić jej doskonałe wzmocnienie
lub wręcz o niej decydować. Przyjrzyjmy się fotografii
Luciana Perkinsa (fot. 2), która uzyskała tytuł Zdjęcia
roku w 1995 roku. Towarzyszący opis informuje,
że na zdjęciu znajduje się autobus w drodze do
Groźnego, miasta, w którym trwają walki pomiędzy
bojownikami o niepodległość Czeczenii a rosyjskimi
oddziałami. Sama fotografia nie daje żadnej
ficznej wskazówki. Zarejestrowane miejsce mogłoby
znajdować się wszędzie.

fot.

1. Sadayuki Mikami, Zdjęcie roku 1978

fot.

3. Larry Towell, Zdjęcie roku 1993

Centrum kompozycji stanowi tył autobusu,
forma bardzo symetryczna i geometryczna, ukazana
z wyjątkową dokładnością. Nasuwa się skojarzenie
z nadzwyczaj precyzyjnymi fotografiami Henryego
Cartier-Bressona, który zwykł przyglądać się zdjęciom
umieszczanym w pozycji „do góry nogami", tak jak
czynili to malarze, by ocenić kompozycję. Prosta geo­
metria kompozycji powinna działać wyciszająco. Coś
jednak zaburza ten spokój i harmonię, kontrastuje
z prostą i idealną formą. Ten ład przełamuje czło­
wiek naruszający przewidywalność obrazu: w oknie
pojazdu znajduje się chłopiec przyklejony" do szyby
trzymający ręce w geście wołania o pomoc jakby
krzyczał Zabierzcie mnie stad'" Zakłóca symetrie
niszczy porządek, stanowi Barthesowskie punctum
przenosząc obraz na poziom abstrakcyjny, 'odrywając

1 (18) POI?

BARBARZYŃCA

�Marta Piechocka

66

go od miejsca i wydarzenia. Siła zdjęcia opiera się na
statyczności i spokoju oraz zestawieniu kontrastują­
cych elementów. Z jednej strony znakomity ład rzeczy
martwych, z drugiej cierpienie niewinnego dziecka,
nasuwające pytanie o kondycję i porządek tego świata.
Innym dobrym przykładem dramatyzacji jest
następujący obraz (fot. 3): na tle popisanego muru
widzimy chłopca z uniesionym w górę pistoletem.
Obok jego dłoni dwie inne, również dziecięce, trzy­
mające broń - symbol przemocy i wojny. Dziecko,
którego prawa w kulturze zachodniej są szczególnie
chronione, które otacza się wyjątkową troską i opieką
mającymi zapewnić mu odpowiednie warunki roz­
woju, jest tutaj pozbawione swojego dzieciństwa, staje
się uczestnikiem konfliktu zbrojnego. Pomimo uświa­
damiającego podpisu, że pistolety są tylko gumową
zabawką, wyraz twarzy dziecka znajdującego się na
pierwszym planie oraz ręce podniesione' W geście
oporu pozwalają wnioskować że to nie zwykła chłoniecą zabawa ale demonstracja zaangażowania i chęci
walki Zdiecie bazuje na Dołączeniu niby orzeciw
stawnych wykluczających sie e l e m e n t ó w - orzemocy
w świecie dzieci.
A teraz przyjrzyjmy się temu zdjęciu z innej
perspektywy. Fotografia może stanowić odzwier­
ciedlenie zachodniego dyskursu dotyczącego spo­
łeczności arabskiej, utożsamianej z ekstremizmem
i fundamentalizmem. Pokazuje, że j u ż małe dzieci
wychowywane są w duchu nienawiści. Tym samym,
może niebezpośrednio, odczytujemy strach świata
Zachodu przed kulturą islamską.
Udramatycznieniu służy r ó w n i e ż pokazanie
wydarzenia przez pryzmat jednostki. To cecha cha­
rakterystyczna prawie wszystkich nagrodzonych
fotografii. Zabieg ten pomaga przekształcić się
zdjęciu w obraz ponadczasowy i ikonę. Styl Zdjęć
roku konkursu World Press Photo, który nazwałam
stylem wizualnym, celuje w produkowaniu abstrak­
cyjnych i symbolicznych obrazów.

Dokumentalny realizm
Dokumentalny realizm polega na wywołaniu
u odbiorcy wrażenia, że fotografia jest uczciwa, bez­
stronna i przede wszystkim wiarygodna. Wydarzenia
i osoby rejestrowane są tak, by wywołać wrażenie
spontaniczności i wykluczyć możliwość pozowania
oraz ustawienia postaci. Widz ma uwierzyć, że jest
świadkiem pewnej historii i dokładnie w ten sam
sposób by ją zobaczył, gdyby był obecny w czasie
jej trwania. Fotografia jest dokumentem. Realizm
w tym wypadku służący idei humanitaryzmu - że
wszyscy jesteśmy ludźmi i należymy do tego samego
eatunku pomimo lokalnych różnic - umożliwia
odbiorcy identyfikacje z obiektem przedstawionym
Fotoerafia staje sie narzędziem d e m o n s t r u j ą c y m
solidarność miedzy ludźmi. Wsoomniane wcześniej
wrażenie bezstronności autora zdjęcia, osiągane
dzięki efektowi uktvtei kamerv" oraz zwrócenie
„ w L i na nroblemv innvch ludzi i eksrremalne
warunki w krórvch nrzvszło im żvć zmnieiszaia
dvsrans ńomiedzv odbiorca a n r z e d l w i o n a scena
Pozwalają mu ziLorować fakt że fotograf działa
na r a s a d j l nieć L . a r r i a a ł n ś ć r e a n

rn w i t a l n e

Realizm w fotografii może być budowany poprzez
k o m p o z y c j ę , w y b ó r światła, użycie przestrzeni,
przedstawienie ekspresji. Bohaterowie Zdjęć roku na
ogół nie kierują swojego spojrzenia w kamerę, a jeśli
już, to niebezpośrednio. Spoglądanie w obiektyw
wyraźnie potwierdza obecność fotografa i pośred­
niczy p o m i ę d z y obserwowanym a odbiorcą. Jego
brak natomiast konotuje sens obecności w miejscu
zdarzenia, bardziej jako świadka niż uczestnika.
R ó w n i e ż obfitość przedstawienia, pierwszy
i drugi plan sfotografowany bardzo szczegółowo
i wzmocniony taką samą ostrością, dają iluzję real­
nego dokumentu.

1 8

A. Rouille, Fotografia. Między dokumentem a sztuką współczesną,

tłum. O . Hedemann, Universitas, Kraków 2007, s. 113.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�Świat zamknięty w obrazie

Narracyjność
Patrząc na fotografię, czasem zastanawiamy się,
co działo się tuż przed otwarciem migawki lub tuż po
zarejestrowaniu obrazu, co znajduje się na zewnątrz
kadru, jakie relacje wiążą znajdujących się na zdjęciu
ludzi. Narracyjność fotografii opisałabym przy użyciu
continuum. Na jednym końcu znajdowałaby się nar­
racja wysoce specyficzna, opisująca i informacyjna,
ściśle skupiona na konkretnych ludziach, okolicz­
nościach i wydarzeniach. Na przeciwległym usytu­
owałaby się narracja abstrakcyjna, przekształcająca
konkretny, uchwycony moment w wiadomość uni­
wersalna Ta kreacja jest charakterystyczna dla Zdjęć
roku które odcina a się od swojego informacyjnego
kontekstu i wyabstrahowane stają się wartością samą
w sobie. Obraz nie
od widza wiedzy fis. tenułt

fot.

4. Mike Wells, Zdjęcie roku 1980

fot.

6. Don McCullin, Zdjęcie roku 1964

fot.

8. James Nachtwey, Zdjęcie roku 1994

zawiłości i szczegółów życia przedstawionych postaci
Dochodzi tu do przesunięcia miedzy konkretem
a symbolem s t a n o w i ą c e j oodłoże metafo ryzach
i symbolizacii Fotografie o abstrakcyjne! narracii to
re o wsnomni nvm wcześnie! n o r e n i e ikoniczności
B a r t h e s o w s k i m , L ^ . Znów zacytuję Barthes'a
a

-

Szczegół pochłania mnie przy oglądaniu, wywołuje
żywą przemianę mojego zainteresowania, elektryzuje.
Przez naznaczenie jakąś rzeczą zdjęcie nie jest już byle
jakie. Ta jakaś rzecz uruchomiła brzęczyk, wywołała we
mnie małe poruszenie, satori, przejście pustki (to nic,
że na samo odniesienie zdjęcia można machnąć ręką).
Dziwna rzecz: cnotliwy odruch, który włada „ułożony­
mi" zdjęciami (wypełnionymi przez proste studium),
jest odruchem leniwym (przeglądać, szybko i miękko
przebiegać wzrokiem, zwalniać i przyspieszać). Tym¬
czasem lektura punctum (zdjęcia, można powiedzieć,
„naznaczonego") jest krótka i aktywna zarazę m (...)
To przybliża Fotografię (pewne fotografie) do Haiku.
Gdyż zapis Haiku jest także niezmienny: wszystko jest
dane od razu, nie wywołując chęci rozwoju, a nawet
bez możliwości retorycznego przekształcenia ( ) [A] ni
Haiku ani Zdjęcie nie pozwalają marzyć
19

1 9

R. Barthes, op. cit., s. 91-92.

1 (18) PDIP

BARBARZYŃCA

�Marta Piechocka

68

Zdjęcie roku nie pozwala więc marzyć, stanowi
całość odnoszącą się do abstrakcyjnego bytu. Natomiast
Walter Benjamin twierdził, że obraz stworzony przez
malarza jest całością, podczas gdy obraz wykonany
przez fotografa składa się z wielu fragmentów . Gilles
Deleuze uważał, że malarstwo „uosabia nadal uniwer­
salny logos, owo pragnienie scalenia wszystkiego i utrzy­
mania więzi, które odwiecznie łączą Część z Całością
i Całość z Częścią" . Fotografowi zarzucano fragmentaryzację świata, zaś malarzowi przypisywano kon­
struowanie pewnej całości poprzez kolejne dotknięcia
pędzla. Przyjmując jednak założenie o dwóch typach
narracji należy ponownie zrewidować zarzuty wobec
fraementamaciiświataNarraciaabstrakcyjnaprowadzi
bowiem do osiągnięcia jedności i spójności obrazu.
20

21

Przez zespół rozumie on połączenie obrazu z tekstem
wyjaśniającym. Jego fotografie mają stanowić czystą
informację, wpisują się więc w pierwszy, wspomniany
wcześniej typ narracji. Nie posiadają nic, co mogłoby je
wynieść na poziom uogólnienia. Sekuła broni się przed
narracją abstrakcyjną czyniącą zdjęcie obiektem autono­
micznym. Ciekawa uwaga dotycząca muzeum może być
użyta w stosunku do instytucji konkursu. Czy nagra¬
dzane zdjęcia są produkowane pod ocenę i akceptację
World Press Photo? Na to pytanie odpowiedzieć nie
można. Pewne jest jednak, że prace o narracyjności abs­
trakcyjnej 7ysh\)-\xyt\\\ Zdjęć roku. Co może decydować
o narracji abstrakcyjnej? Na pewno punctum, które
przenosi nas na inny poziom rozumowania, nadaje
znaczenie. Niestety, jego definicja się wymyka. Niełatwo
jest je wskazać i nie dla każdego będzie ono tym samym

Potwierdzeniem tego założenia może być projekt
fotografa Allana Sekuły Sketch for Geography Lesson, elementem zdjęcia. Istnieją również inne techniki wspoopublikowany wrazzesejami wksiążceDismalScience:
magające oderwanie się fotografii od konkretu. Znowu
Photo Works 1972-1996. Jego fotografie nie stanowią
pojawia się kwestia odpowiedniej kompozycji. Dobrze
metafory, ale próbę odniesienia do konkretnej rzeczy­ zorganizowana, prosta i przejrzysta, umożliwia stwo­
wistości - bazy wojskowej Stanów Zjednoczonych rzenie czytelnej narracji. Posługiwanie się zbliżeniem,
w Niemczech. Nie posiadają podpisów i są zagadkowe odpowiednie kadrowanie i kąt widzenia mają zasad­
do momentu przeczytania eseju umieszczonego na nicze znaczenie. Odbiorca nie ma gdzie „uciec", obraz
końcu. Obrazy nie mogc^ być wyjęte z kontekstu. Nie nie pozostawia pola dla wyobraźni Dodatkowo często
można im przypisać abstrakcyjnej narracji. Na przy­ pojawia sie zestawienie dwóch kontrastujących ze soba
kład fotografia kobiety stojącej obok znaku ostrzega­ elementów tak jak w przypadku omawianej fotografii
jącego o minach i trzymającej pocztówkę z ludźmi
przedstawiającej arabskie dzieci które nie tylko służy
którzy wspięli się na ogrodzenie, nie ma sensu do udramatycznieniu ale implikuje uniwersalne znaczenie
momentu przeczytania że niemiecka granica była obrazu NagrodzonezdiecieMikeaWellsaz 1980 roku
kiedyś atrakcją turystyczną.
(fot 4) posiada wszystkie omówione cechy.
Autor podkreśla, że w jego pracach „nacisk był
konsekwentnie kładziony na »zespół«, nie na formę czy
znaczenie pojedynczego obrazu. (...) [Tjakie podejście
wydaje się jedyną rozsądną drogą, by sprzeciwić się ten­
dencji włączania fotografii do muzeów, tendencji do pro­
dukowania prac pod ocenę i akceptację tej instytucji" .
22

2 0

W. Benjamin, Anioł historii. Eseje, szkice, fragmenty, tłum.

K. Krzemieniowa, H . Orłowski, J . Sikorski, Wyd. Poznańskie,
Poznań 1996.
2 1

23

G . Deleuze, Proust i znaki, tłum. M . Markowski, słowo/

obraz terytoria, Gdańsk 2000.
2 2

Biała dłoń dorosłego mężczyzny trzymająca
wychudzoną dłoń czarnego dziecka to prosta kom­
pozycja bazująca na zasadzie kontrastu. Poprzez „por­
nografię powiększenia" obraz staje się abstrakcyjny
i w pewnym sensie odrealniony. Po pierwsze, nie
wiemy, kto znajduje się na fotografii, w jakiej sytuacji
została wykonana, jakie relacje łączą te postaci. Po
drugie, uderzająca dysproporcja (ręka dziecka jest sze­
rokości palca misjonarza) jest tak niewiarygodna i nie-

A. Sekuła, Dismal Science. Photo Works 1972-1996,

Normal 1999, za: M . Woodward, The Construction of

Photojournalism. Visual Style and Branding in the Magnum
Photos Agency, M I T , Boston 2006, s. 84. Tłum. własne.
2 3

A. Rouillé, op. cit., s. 169.

BARBARZVÑCA

1(18)

PD1P

�Świat zamknięty w obrazie

naturalna, że w pewnym sensie podważa realność tego
obrazu, a tym bardziej możliwość przypisania go do
konkretnych osób, więc implikuje znaczenie ogólne:
Świat Zachodu niesie pomoc głodującym w Afryce.
O s i ą g n i ę c i e narracji charakterystycznej dla
stylu W o r l d Press Photo ma miejsce r ó w n i e ż
poprzez uchwycenie gestu lub ekspresji. Fotografia
Roberta Capy (fot. 5) z 1943 roku zatytułowana
Neapolitańskie
matki lamentujące
nad swoimi synami
ukazuje kobiety pogrążone w rozpaczy. Jedna z nich
trzyma zdjęcie syna obok swojej twarzy. Ten obraz
stanowić będzie wzór dla innych fotografów doku­
mentujących konflikty na świecie. W ł a ś n i e w owej
ekspresji zdjęcie niesie swoje znaczenie. Przez sku­
pienie na twarzach dochodzi do pominięcia innych
elementów, w t y m kontekstu. D z i ę k i takiemu
zabiegowi fotografia odsyła na poziom narracji
abstrakcyjnej i przekształca sie w ikonę niosąca
Barthesowskimit.

fot. 9. Georges Merillon,

Zdjęcie roku 1990

Zdjęcie Dona McCullina (fot. 6) opiera się na
tym samym schemacie. Nie liczy się fakt, kogo
opłakuje kobieta: czy poległego na wojnie grecko¬
-tureckiej męża, czy syna. Ten przekaz - porusza­
jący, emocjonalny, silny, niemalże odbierający mowę
- nikogo nie pozostawia obojętnym.
Obok gestu i ekspresji, które implikują ten rodzaj
narracji, w przytoczonych przykładach równie wielkie
znaczenie odgrywa postać „Matki". Jak pisze Kaja
Klimek,
następuje pełna identyfikacja z przekazem wizualnym
- każdy z nas, odbiorców, ma matkę, apołowa ludzkości
jest czyjąś matką. (...) Zdjęcia traumatyczne według
R. Barthesa są niemal doskonałymi analogonami. Nie
wymagają komentatza ani podpisu (...). Jak silnym
ptzekazemjest obtazmatki, pisze sam Barthes. (...) [P]
isze o zdjęciu, któte dla niego stało się symbolem fotogtafii i odkryło przed nim prawdę o tej sztuce. Zdjęcie
to ptzedstawiało właśnie jego matkę (.. . ) .
24

1 4

K. Klimek, op. cit., s. 52.

1 (18) POI?

BARBARZYŃCA

fot. 10. Ovie Carter,

Zdjęcie roku 1974

�Marta Piechocka

70

Co ciekawe, „Matka" jest bardzo częstym motywem
Zdjęć roku - jako kobieta rozpaczająca, albo otaczająca
opieką swoje dzieci. To, czy kobieta w rzeczywistości
opłakuje dziecko, męża czy kogoś z rodziny, staje się
nieistotne. Obrazy te bardzo często bazują na skoja­
rzeniu z wizerunkiem Matki Boskiej. Robert Hariman
oraz John Louis Lucaites podkreślają, że ikoniczne
fotografie nawiązują do popularnych motywów iko­
nograficznych. Ten zabieg intertekstualny wynosi
obraz na poziom ogólny i uwalnia od konkretu .
Współczesne „Piety" i „Madonny z Dzieciątkiem"
jako ikonograficzne motywy są również dowodem na
bardzo silny wpływ kultury chrześcijańskiej i jej
tości Fotografia humanitarna zdaje sie odwoływać do
naszej empatii używając chrześcijańskich symboli reli­
gijnych uważając ie za uniwersalne Ponadto zastoso
wanie takich środków kulturowych powoduje' kono­
tacje z największymi dziełami sztuki Tvm bardziei
więc fotografia odrywa się od narracji konkretyzującej.
25

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na kolejną
cechę charakterystyczną wizualnego stylu Zdjęć roku,
a mianowicie na a r t y s t y c z n ą
ekspresję.
Nie polega ona na kreacji piękna w obrazie poprzez
metody estetyzujące, takie jak światło, podkreślenie
tekstury czy koloru. Techniki te są wykorzysty­
wane, ale nigdy w odłączeniu od innych, wspo­
mnianych wcześniej elementów stylu wizualnego.
Ich użycie zwiększa zdolność narracyjną obrazu,
pomaga,
kreowaniu dramatyzmu. Zdaniem Susan
Sontag, nawiązywanie do malarstwa pozwala foto­
grafii uzyskać wyższy sens i uwolnić się od presji
aktualności. W jednym ze swoich esejów porusza
temat rozpowszechnionych przez boliwijskie władze
materiałów fotograficznych przedstawia acych ciało
Che Guevary złożone w stajni na noszach. Zwraca
ona uwagę na kompozvcvine podobieństwo tego
orzedstawienia do Martw Jo Chrystusa Mantegni czy
Rembrandtowskiej Lekcji \natomii doktora Tulpa.
Niezanomniane wrażenie iakie ro zdiecie wvwiera
wskaznie na norenrialna możliwość L
Zolirv'
zacji, stawania się obrazem ponadczasowym"
26

2 5

R. Hariman, J . L . Lucaites, op. cit., s. 27.

2 6

S. Sontag, O fotografii, tłum. S. Magala, Wyd. Artystyczne

Malarskość osiągana jest jednak nie tylko w kon­
tekście intertekstualnym - poprzez jawne, bądź ukryte
nawiązanie do dzieł sztuki - ale też dzięki zabiegom
formalnym. O kompozycji pisałam odnośnie każdego
elementu stylu: dramatyzacji, narracji, dokumental­
nego realizmu. To właśnie ona jest często ową arty­
styczną ekspresją wpływającą na powyższe cechy.
W przypadku Zdjęć roku może pojawić się zarzut
„choroby estetyzacji". Zdjęcia wyrwane ze swojego
kontekstu po pewnym czasie stają się „pięknym"
obrazem „jakichś ludziwjakichś sytuacjach" . Według
Jeana Baudrillarda „spisek sztuki" to nic innego, jak
pozbawianie się przez nią samą wszelkiego znaczenia
społecznego, kulturowego, artystycznego. M i ę d z y
innymi dlatego należy fotografię trzymać z dala od
pokus włączenia jej w obręb tego „skończonego"
świata sztuki, produkującego nieskończone ilości
obrazów, w których nie ma nic do zobaczenia, bowiem
są one tylko konsekwencją pewnego rytuału produkcji
kulturowej . Fotografia wplątała się w kontekst stra¬
tegii artystycznych Czego żałuje to estetyzacji foto¬
grafii tego że ten rodzaj obrazów stał sie iedna ze sztuk
p i ę k n y c h ! spadł w czeluść kultury" .
27

28

29

Znaczenie estetyzacji obrazu, rozumianej jako
wszelkie zabiegi formalne stanowiące o harmonii
i przyjemności oglądania, w przypadku fotografii nie
jest jednoznaczne. Można uznać za dyskusyjne stwier­
dzenie, że odziera ona zdjęcie z wszelkiego znaczenia
(pisałam powyżej o zabiegach formalnych wpływają­
cych m.in. na narracyjność i dramatyzację, które to
z kolei decydują o przejściu obrazu na poziom uniwer­
salny), ale należy zaznaczyć, że takie zjawisko czasami
występuje. Wyróżniającym się stylem, który fawory­
zuje estetykę obrazu względem wszelkich innych cech,
w tym bardzo istotnej narracji (bądź to konkretyzu­
jącej, bądź abstrakcyjnej), jest wizualny styl ni a.ga.zyn u

i Filmowe, Warszawa 1986, s. 103.
2 7

J . Baudrillard, Spisek sztuki, tłum. S. Królak, Sic!,

Warszawa 2006, s. 96.
P. Zawojski, ]ean Baudrillard i fotografia, „Kultura
Współczesna" 1 (42) 2008.
2 8

J . Baudrillard, P. Petit, Przed końcem. Rozmawia Philippe
Petit, tłum. R. Lis, Sic!, Warszawa 2001, s. 118.
2 9

BARBARZVÑCA

1(18)

PD1P

�Świat zamknięty w obrazie

„National Geographic". Oto, co pisze pracujący od
wielu lat dla tego czasopisma fotograf, znany jako
Reza, na temat swojego zdjęcia (fot. 7):
Rzeź pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu rozpoczęła
się. Była sporadyczna, ale masowa. Trzech fotografów
i ja byliśmy wysłani w ten region (...), by pokazać ten
horror Zachodowi, obraz po obrazie. Te masakry będą
później nazwane „100 000 bezsensownych śmierci".
Ta kobieta znajdowała się w obozie dla uchodźców .
30

Czy takie odczytanie obrazu byłoby możliwe, jeśli
nie posiadalibyśmy wyjaśnienia zamieszczonego przez
autora? Czy bylibyśmy w stanie odgadnąć, o jaką sytu­
ację chodzi chociaż w przybliżeniu? A może zdjęcie jest
tak skonstruowane, że odsyła nas do znaczenia uniwer­
salnego? Otóż nie. Abstrakcyjne i ostre tło odrealnia
przedstawienie, wyrywając je z kontekstu mogącego
dostarczyć dodatkowych informacji. W odniesieniu
do fotografii często używa się sformułowania, że coś
jest „zamknięte w kadrze". W tym przypadku okre­
ślenie to można rozumieć dosłownie. Nie ma żadnego
elementu, który ukierunkowywałby uwagę odbiorcy
f l c l COS D O Z c l kadrem. Tekstura tła „pomaga" w prze**
istoczeniu znajdującej się na pierwszym planie postaci
wdrewniana hebanowa rzeźbę Kobieta poprzezprzy
ieta pozę upodabnia sie do afrykańskich figurek form
określanych często jako orymitywne" Pozbawiona
twarzy staje się bytem bezosobowym abstrakcyjnym
obdamrm z Jakiegokolwiek sensu Czerwień szatv
kontrastuje z czernią rzeźby" przykrywa" człowie
czeńsrwo również L i i w "odrealnieniu W r v m
nrzvnadkn esrervzacia nozbawia obraz z n a c z e n i
budując ciekawą plastycznie formę.

fot. 11.

Zdjęcie roku 1979

David Burnett,

n

Dla kontrastu warto przywołać Zdjęcie roku Jamesa
Nachtweya z 1994 roku (fot. 8). Podobnie, jak oma­
wiana powyżej fotografia, dotyczy wojny domowej
w Rwandzie. Twarz mężczyzny została okaleczona
przez Interhamwe, policję Hutu, która oskarżyła go
o sympatyzowanie z rebeliantami Tutsi.

fot. 12. Finbarr O'Reilly,

Łącza do p o z o s t a ł y c h

Zdjęcie roku 2005

fotografii:

Neapolitańskie matki
lamentujące po utracie synów, 1943

fot. 5. Robert Capa,
Reza, Rwandan Refugee, http://photography.
nationalgeographic.com/photography/photos/reza-oneworld/rwandan-refugee.html, 8.12.2009. Tłum. własne.
3 0

1 (18) POI?

BARBARZmA

fot. 7. Reza,

Rwandan Refugee,

fot. 13. Nick Ut, Z d j ę c i e roku

1994
1972

�Marta Piechocka

72

Rozmyte, nieostre tło powoduje skupienie uwagi
na mężczyźnie. Zabliźnione rany tworzą harmo­
nijną i zatrważającą kompozycję, stając się równocze­
śnie symbolem przemocy władzy wobec jednostki.
Ekspresja na jego twarzy i gest kojarzący się z próbą
wydobycia krzyku osadza jednostkę może nie w kon­
kretnej rzeczywistości, ale w realnym świecie. Wzrok
skierowany przed siebie, na coś, co nie zostało ujęte
W kadrze, daje pewne pole dla wyobraźni i snucia
opowieści. Mamy tu wszystko: dokumentalny realizm,
dramatyzm kreowany przez ekspresję i dłoń obej­
mująca gardło okaleczenie układające się w parali­
żujący wzór bedacy jednocześnie lunctum pozwala­
jącym w k r o c z y ć poza konkret Fakt że fotografia jest
czarno-biała również nie pozostaje bez wpływu Tak
twierdzi Maria Gołaszewska,
Najwyższe osiągnięcia artystyczne osiąga fotografia
jako „sztuka światłocienia", stąd uważa się fotografię
czarno-białą za bardziej wyrafinowaną, wysublimowa­
ną artystycznie, niż kolorowa .
31

W przypadku tej fotografii „artystyczność" nie
blokuje znaczenia. Wręcz przeciwnie, pomaga w kre­
owaniu dramatyzmu i abstrakcyjnej narracji. Aż 31 z 51
Zdjęć roku jest czarno-białych. Poprzez te zabiegi aspi­
rują do miana dzieła artystycznego, nie tracąc funkcji
obrazu informującego o kondycji człowieka.

27-letniego Elshaniego Nashima, zabitego podczas
protestów przeciwko decyzji jugosłowiańskiego rządu
o zniesieniu autonomii Kosowa. Analizując tą foto­
grafię, uwzględnię wszystkie opisane wcześniej ele­
menty stylu wizualnego oraz pokażę, jak budują ikoniczność tej konkretnej fotografii i gdzie wkrada się
Barthesowski mit.
Mężczyzna wygląda jakby pogrążony był w głę­
bokim śnie. Elementem centralnym kompozycji
jest postać rozpaczającej kobiety. O p i e r a j ą c się
na d o ś w i a d c z e n i u praktycznym, tak jak zaleca
Erwin Panofsky przy opisie preikonograficznym ,
zakładam, że lamentująca kobieta to matka opła­
kująca śmierć syna. Pozostałe postaci to żałobnicy.
32

Dynamizm przedstawienia dramatyzuje sytuację.
Wygięte do tyłu ciało rozpaczającej kobiety sprawia
wrażenie ogarniętego szałem, jej ręce wymknęły się
ostrości obiektywu. Podczas gdy jedna z żałobnie
rozkłada dłonie nad głową zmarłego, pozostałe są sku­
pione na matce i jej bólu. To nie śmierć młodego czło­
wieka staje się najważniejsza. W takiej fotografii uwaga
koncentruje się najczęściej na rozpaczającej kobiecie,
ujętej w planie „do pasa", której twarz wykrzywiona
jest w grymas cierpienia. Ręce zakrywają twarz lub
podniesione sa do góry w geście rozpaczy. Opłakujące
kobiety sa bierne ich sprzeciw wobec wojny może
być tylko niemy. Kultura wizualna wydobywa więc

Ikonograficzno-ikonologiczna koncepcja analizy dzieła
Erwina Panofskiego polega na odczytaniu sensu obrazu na
trzech poziomach. Opis preikonograficzny ma za zadanie
wyodrębnić motywy artystyczne oraz odczytać zachodzące
pomiędzy nimi relacje. Elementy identyfikujemy, posiłkując
się praktycznym doświadczeniem. Kolejny etap, czyli
analiza ikonograficzna, to łączenie kompozycji z tematami
i pojęciami. Identyfikacja takich obrazów, opowieści i alegorii
należy do dziedziny określanej zwykle jako ikonografia. Trzeci
poziom, czyli interpretacja ikonologiczna wykracza poza
dzieło mogące stanowić dokument epoki lub osobowości
twórcy. Tenże nie jest świadomy ukrytych znaczeń w swoim
obrazie. Badacz powinien odwoływać się do historii objawów
kulturowych lub symboli. Potrzebna jest mu wiedza o tym,
jak w zmiennych warunkach historycznych wyrażane
są istotne dążności umysłu ludzkiego, za pomocą jakich
specyficznych tematów i pojęć. Zob. E . Panofsky, Studia
z historii sztuki, tłum. J . Białostocki, PIW, Warszawa 1971.
3 2

Mit macierzyństwa. Wojenne
Madonny i Matki z Dzieciątkiem
Pisałam powyżej między innymi o ekspresji jako
środku pomagającym zdjęciu wkroczyć w narrację abs­
trakcyjną i osiągnąć poziom ikoniczności. Przyjrzyjmy
się z bliska fotografii Georgesa Merillona, która w 1990
roku uzyskała tytuł Zdjęcia roku (fot. 9). Z opisu
towarzyszącego obrazowi wiemy, że uchwycona scena
przedstawia rodzinę i sąsiadów opłakujących śmierć

3 1

M . Gołaszewska, Estetyka współczesności, W U J , Kraków

2001, s. 206.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�Świat zamknięty w obrazie

73

z jednej strony najmniej drastyczny (np. w porów­
naniu z gwałtami), a z drugiej najbardziej ckliwy
i zarazem najbardziej widowiskowy aspekt cierpienia
kobiet w wyniku działań wojennych . Zamknięta
kompozycja oparta jest na kontraście. Nieruchomość
i spokój martwego ciała przykrytego białym prze­
ścieradłem kontrastują ze sceną obłędu przesyconą
wyrazistymi barwami. Malarskość ujęcia wydaje się
oczywista. Nasuwa na myśl barokową kolorystykę
Caravaggia. Tym samym odrealnia przedstawioną
scenę i przenosi ją na poziom abstrakcji. Na poziomie
denotowanym sensem (sirnifiant) fotografii jest żałoba
DO utracie syna i związane z nia cierpienie Ó w sens
stanowi czes'ć iakieiś historii (historii młodego męż­
czyzny który przedwcześnie zakończył swoje życie)
Przechodząc na nóziom mityczny sens Drzekształcony
w ousta formę konotuie ooiecie macierzyństwa tym
sanwmodsvłaiac do wszystkich cech z nim koiarzo
nvch dobroci wrażliwości siłv noświecenia bez.ra
nicznej miłości.
'

Przywołanie religijnego motywu wzmacnia wymowę
perswazyjną dzieła, sugerując odpowiednie odczytanie
przekazu (alegacja). Jak pisze Katarzyna Kobylarczyk,

33

W odczytaniu tego pojęcia pomaga odnalezienie
w fotografii relacji intertekstualnej w odniesieniu
do innego tekstu kultury. Obraz dopasowany jest
do kulturowych konwencji, operuje kulturowymi
kliszami i tym samym uruchamia dopasowanie do
już znanych odbiorcy schematów. Według Ernsta
Gombricha tzw. programowa projekcja powoduje,
że widzimy to, co dostarcza nam pamięć . Obraz
nawiązuje bezpośrednio do jednego z najbardziej
rozpoznawalnych motywów ikonografii chrześcijań­
skiej - opłakiwania Chrystusa Relacja intertekstualna
w tym pLpadku może służyć odpolitycznieniu treści
zdjęcia które zyskuje wymiar ponadczasowy i antywoLny.RozDaczaiacakobietastaiesiewspółczesnyrn
wcieleniem Matki Boskiej oersonifikacia Ciemienia
a jej zmarły syn - Chrystusem niewinną ofiarą
34

35

3 3

I. Kowalczyk, Wobec wizualnego kanibalizmu, [w:] T .

Ferenc, K. Makowski (red.), op. cit., s. 72.
34

Ibid., s. 72.

3 5

E . Gombrich, Sztuka i złudzenie. O psychologii

przedstawienia obrazowego, tłum. J . Zarański, PIW, Warszawa
1980, s. 182.

1 (18) PD1P

„Wojenna Madonna" jest kobietą niezbyt młodą- tak,
by jej wygląd konotował macierzyństwo. Najczęściej
ubrana jest w chusty, co jeszcze silniej upodabniają do
wizerunku Mater Dolorosa z przedstawieniaTycjana.
Taki egzotyczny w naszej kulturze fragment stroju
kieruje wyobrażenia odbiorcy ku przeszłości (czasy
biblijne) i ku wschodowi (Ziemia Święta) .
36

Nawiązanie do m o t y w ó w mocno zakorzenio­
nych w kulturze chrześcijańskiej przenosi współ­
czesnych bohaterów konfliktu zbrojnego w sferę
sacrum, czyniąc ich męczennikami. Chrystus, który
umarł na krzyżu dla zbawienia ludzkości, wybaczył
swoim wrogom. Wartości charakterystyczne dla
religii chrześcijańskiej: miłość, wybaczenie, dobroć,
wpisując się w znaczenie mitu, stają się wartościami
uniwersalnymi, obowiązującymi całą ludzkość.
Spójrzmy na zdjęcie jeszcze raz. Przy prawej
krawędzi kadru, oddzielona od głównej akcji przez
rękę jednej z żałobnie, siedzi młoda dziewczyna.
Nienaturalnie opanowana w obliczu takiej tragedii,
spogląda prosto w obiektyw aparatu. Nie wpisuje się
w żaden z porządków - żywych i umarłych, wyrywa
się kompozycji ponadczasowego obrazu. Kontrast
pomiędzy nią a innymi bohaterami zdarzenia ma
odmienną naturę, niż ten pomiędzy opłakującymi
a zmarłym. O n i stanowią układ, jasny do odczytania
komunikat tworzący mit Dziewczyna jest postacią
jakby z zewnątrz poprzez swoja bardzo intrygująca
reakcje laka funkcje pełni' Czy podważa mit czy
wręcz przeciwnie wzmacnia go&gt; Bezpośrednie spoj­
rzenie w kamerę w tym orzynadku oodkreśla wartość
tej fotografii jako dokumentu. Odbiorca nie traci
wrażenia że reoortet iest świadkiem a nie uczestni
kiem svtuacii oonieważ oozostałe oośtaci uchwvcone
są w głębokiej ekspresji nie patrzą w jego kierunku.

3 6

K. Kobylarczyk, Fotografia jako mit. Zdjęcia

streszczają

stulecia, „Zeszyty Prasoznawcze" 1/2 (181/182) 2005, s. 83.

BARBARZYŃCA

�Marta Piechocka

74

Zwracając się bezpośrednio do widza, dziewczyna
zdaje się mówić: „To, co widzisz, dzieje się naprawdę".
Oboje okazują się bezradnymi, pozbawionymi nadziei
obserwatorami, którzy nie są w stanie zmienić kon­
dycji tego świata.
Wiele fotografii nagradzanych w konkursie World
Press Photo ukazuje śmierć. Jest ona wszechobecna,
zobrazowana bezpośrednio (poprzez ukazanie zmar­
łego lub osoby tuż przed śmiercią) lub pośrednio
(poprzez przedstawienie rozpaczy po utracie bliskiej
osoby, głodu, dotknięcia śmiertelną chorobą, kata­
klizmu jako zagrożenia dla życia, broni itp.). Ciało
ludzkie przedstawiają często w pozycji leżącej, pozba­
wione energii, unieruchomione ze względu na chorobę
lub wycieńczenie. Staje się anonimowe i uprzedmio­
towione. Podlega dopasowaniu do kulturowych kon­
wencji odwołujących się np do toposu śmierci jako
wiecznego snu W przypadku części fotografii nie ma
przy tym pewności czy faktycznie przedstawiają one
ciało martwe Łącza wysublimowane piękno z L z a
śmierci (piękno martwego ciała czy też otaczającej ie
scenerii lub układu kompozycyjnego) Śmierć prze
staie być w takim orzyoadku realna sm ercia dotvkaiaca
konkretnego człowieka, a staje się Śmiercią w ogóle,
jakąś ideą śmierci" odnoszącą się do idei bytu.
'

Contact Press w 1992 roku w Arlington w Teksasie.
Z całą pewnością można je odnieść do niektórych
Zdjęć roku:
Zdjęcie zrobiono jako reportaż. Człowiek uczynił je
sztuką.
Gwałt? Zabójstwo było gwałtem.
Zrobienie zdjęcia było gwałtem.
Publikacja i wystawa były gwałtem.
Pogłębialiśmy ten gwałt poprzez wpatrywanie się w ten
obraz i uprzedmiotawianie w wykładach i esejach.
A jednak zdjęcie pomaga nam pamiętać o wartości
ludzkiego życia, zachowuje ją i w ten sposób to życie
uświęca .
38

W y p o w i e d ź ta bardzo celnie chwyta problem
fotografii reportażowej, która z gazet i m a g a z y n ó w
staje do konkursów i dostaje się na muzealne ściany.
Czy w ogóle istnieje odpowiednie miejsce dla tego
typu obrazów, gdzie wartość życia, którą w sobie
niosą, zostanie obdarzona należytym szacunkiem?

37

Dzięki dokumentalnemu realizmowi odbiorca jest
w stanie zidentyfikować stan agonalny, w jakim znaj­
duje się przedstawiony człowiek, jednak jego tożsa­
mość pozostaje anonimowa. Na naszych oczach z bytu
przekształca się w nie-byt. To, co pozostaje, to ciało
zamknięte w kadrze, a raczej jego wizualny ekwiwalent.
Zostaje sparaliżowane, uwięzione w momencie śmierci.
Zawsze jednak przekazuje ono jakąś ideę życia, które
było lub właśnie się kończy. Tym samym fotografia staje
się jednocześnie gwałtem i świętością. Warto w tym
miejscu przytoczyć słowa Juliannę H . Newton w kon­
tekście iednei fotografii znaiduiacei się na wystawie
Photojournalism Since Vietnam zorganizowanej przez

3 7

I. Kowalczyk, Ciało zszargane w fotografii dokumentalnej

i sztuce współczesnej, [w:] M.Janczyk, I. Święch (red.), Punkt
widzenia-fotografa

ciała, Muzeum Historii Fotografii

w Krakowie, Kraków 2006, s. 27.

Przekształcamy to, co wydarzyło się innym, w piksele
i nazywamy wiadomościami, nagradzamy w konkur­
sach. Umieszczamy je w galeriach i nazywamy sztuką.
Wrzucamy na duże ekrany, by czynić erudycyjne
uwagi. W tym wszystkim tkwi coś koszmarnego: (...)
przekształcanie ludzkiego ciała w przedmiot dyskusji .
39

Wprzypadku Zdjęć roku to styl wizualny pomaga
w uabstrakcyjnieniu przedstawienia, utrudniając
pełną identyfikację z ofiarą. Śmierć staje się odre­
alniona. Z drugiej jednak strony nie można zapo­
m i n a ć o sile tkwiącej w ludzkim spojrzeniu, które
daje wybór. Umożliwia połączenie we współczuciu
i refleksję nad życiem.
Równie częstymi motywami Zdjęć roku są sceny
ukazujące matkę z dziećmi. Aluzja religijna wydaje

J . H . Newton, The Burden of Visual Truth. The Role of
Photojournalism in Mediating Reality, Lawrence Erlbaum
Associates, Mahwah 2001, s. 121. Tłum. własne.
3 8

39

Ibid.,*. 124. Tłum. własne.

B A RB A R ZV H C A

1(18)

PD1P

�Świat zamknięty w obrazie

się w tym przypadku oczywista. Fotografie powta­
rzają wizerunek Madonny z Dzieciątkiem, który
wielokrotnie był powielany w europejskim malar­
stwie i sztuce ludowej. Fotografie numer 10, 11
i 12 łączą w sobie paraliżujący strach z pasywnością
i matczyną troską, odcinając się od jakiegokol­
wiek działania w celu uzyskania potrzebnych do
życia środków. Matka przyciskająca swoje dziecko
do siebie, chroniąca je własnym ciałem, nie jest
w stanie zaspokoić jego potrzeb. Zdjęcie stawia
odbiorcę w roli ojca, który ma być „żywicielem
rodziny" Wyrwani ze społecznego kontekstu matka
i dziecko zdani są na współczucie i pomoc odbiorcy.

Mit uniwersalnego
humanitaryzmu
Pisałam j u ż o zdolności fotografii, traktowanej
jako dokument, do kumulowania w s p o m n i e ń .
Stanowi narzędzie pamięci kolektywnej. Zdjęcie roku
ma streszczać w jednym ujęciu najważniejsze wyda­
rzenie danego roku. Ikoniczność analizowanych
wcześniej fotografii znajdowała się w ikonograficz­
nych motywach przez nie wykorzystywanych, które
stanowiły jedną z przyczyn przekształcenia się zdjęcia
w byt autonomiczny, a jego sensu w mit. Pośród
nagrodzonych prac znajdują się również takie, które
swoją ponadczasowość osiągnęły w inny sposób.
Fotografia reportażowa odegrała bardzo ważną
rolę w definiowaniu wojny w Wietnamie oraz
jej legitymizacji. 8 czerwca 1972 roku fotograf
Associated Press, Nick Ut, w y k o n a ł zdjęcie, które
przeszło do historii i zapisało się w zbiorowej pamięci
A m e r y k a n ó w (fot. 13). Jego opublikowanie nastą­
piło dzień później w prasie na całym świecie. Obraz
ukazał się między innymi w „Newsweeku", maga¬
zynie „Life" oraz uzyskał nagrodę Pulitzera i tytuł
Zdjęcia roku w konkursie World Press Photo. Stał
się symbolem horroru militarnych działań nie tylko
W Wietnamie, ale został uznany za ikonę definiującą
tragedię wojny w ogóle.

1 (18) PD1P

BARBARZYŃCA

75

Ciekawe, że właśnie ta fotografia spośród wielu
innych, również drastycznych, stała się najsłynniej­
szym obrazem wojny w Wietnamie i najszerzej rozpo­
znawalnym obrazem amerykańskiej fotografii repor­
tażowej. To właśnie ona, a nie relacje telewizyjne,
wpłynęła na stosunek amerykańskich obywateli do
wojny i zdominowała kolektywną pamięć o wydarze­
niach. Naga dziewczynka biegnie krzycząc, ponieważ
jej ramiona i plecy zostały poparzone napalmem.
Ręce trzyma z dala od ciała, co upodabnia ją do
ukrzyżowanego Chrystusa. Sprawia wrażenie, jakby
ją odzierano żywcem ze skóry. Przed nią i za nią idą
inne wietnamskie dzieci. Twarz chłopca znajdującego
sie na pierwszym planie przybrała kształt maski Za
kroczącymi ze spokojem żołnierzami unosi sie czarny
dym pożerający tło sceny.
Fotografia przesycona jest dramatyzmem kon­
struowanym przez nagość, ucieczkę, ekspresję,
gest, kontrast p o m i ę d z y postaciami dzieci i żoł­
nierzy. Epatuje bólem i cierpieniem. Dokumentalny
realizm zachowany jest przede wszystkim przez
sposób ujęcia - postać dziewczynki biegnie prosto
w kierunku aparatu fotograficznego. Ż a d n a z osób
nie spogląda jednak w obiektyw, dzięki czemu
tworzy się dystans m i ę d z y obrazem a odbiorcą
umożliwiający refleksję na poziomie uogólnienia,
a nie tego konkretnego przypadku.
Kilka elementów tej fotografii szczególnie przy­
ciąga uwagę. Stanowią one punctum oraz miejsce
przekształcenia się sensu na poziomie denotowanym
w pustą formę, otwartą dla mitu. Owe detale deter­
m i n u j ą narrację abstrakcyjną.
Opublikowanie tej fotografii poprzedzone było
gorącą dyskusją, czy należy publicznie pokazywać
zdjęcie zawierające nagość. To właśnie ona sta­
nowi tutaj element najważniejszy. Dziewczynka,
która zdarła z siebie ubranie, by uciec od palącego
napalmu, staje się metaforą zachwiania norm spo­
łecznego porządku dającego poczucie bezpieczeń­
stwa i stabilizacji. N i k t bowiem nie powinien być
pokazywany nago publicznie, tak samo jak cywile
nie powinni być bombardowani. To zdjęcie, które

�Marta Piechocka

76

nie powinno być pokazane, wydarzenia, które nie

jego reprezentanci (żołnierze) poprzez swoją obojętność

powinny się zdarzyć.

znieważają jedynie cierpienie ofiar. Z jednej więc strony

Ból, którym emanuje poparzone ciało, wzmocniony

żołnierz jest reprezentantem narodu, z drugiej strony

przez postać chłopca, którego wyraz twarzy przywo­

naród chce mieć władzę i kontrolę nad nim. Zarówno

łuje pamięci słynny obraz Edwarda Muncha Krzyk,

wietnamskie dzieci, które powinny być chronione, jak

jest doświadczeniem anonimowej jednostki. Poprzez

i amerykańscy obywatele pokładający zaufanie w armii

zwrócenie się w kierunku aparatu projektuje ten ból na

zostali zdradzeni .
41

widza, w jego świat. Poprzez anonimowość staje się ona

Gdy się przyglądamy temu zdjęciu jako obrazowi

uosobieniem wszystkich ofiar wojny. Odbiorca czuje

niosącemu mit, przestaje mieć znaczenie, jacy żołnierze,

się naocznym świadkiem tragedii. Wojna prowadzi

jaki kraj reprezentujący, znajdują się na zdjęciu i kto

do destrukcji społecznego porządku i do moralnego

jest poszkodowany. Na wojnie zawsze są ofiary wśród

relatywizmu. Jednostka staje się wyobcowana, porzu-

cywilów, w tym dzieci. Fotografia pokazuje zachwianie

eona w świecie niezdolnym do współczucia, w którym

społecznego porządku, norm i moralnych wartości,

panuia niszczące siły i ból nie mający końca Tragiczny

które niesie ze sobą każdy konflikt zbrojny Jednocześnie

wyraz obrazu jest dopełniony poprzez relacje pomiędzy

pogrążone w bólu dziecko zwraca się do odbiorcy

dziećmi a żołnierzami. Ich obecność stanowi kontrast,

W wołaniu o pomoc, licząc na jego współczucie. Można

nie tylko dramatvzuiacvuiecie ale dostarczaiacysilnego

pokusić się o stwierdzenie, że fotografia niesie przesłanie

ooczucianieookoiu lolJLoPunctum

oomaLiaceL

pokoju, poszanowania praw człowieka, a dziewczęca

w odnalezieniu mitycznego sensu. Są Barthesowskim

nagość staje sie ucieleśnieniem uniwersalnego humani­

współistnieniem nie pasujących do siebie elementów

taryzmu. Zawarte w niej doświadczenie terroru przy­
wołuje przekleństwo współczesnego świata

Zdjęcie

Przeglądałem czasopismo ilustrowane. Zatrzymałem

stanowi wieewpewnymsensieterapt która uruchamia

się na pewnym zdjęciu. (...) Bardzo szybko zrozumia­

mowe w celu Drzeoracowanie traumy Przeżycie trau

łem, że jego istnienie (jego „przygoda") polegało na

matyczne nie daie sie bowiem zwerbalizować i często

współistnieniu dwu niespójnych elementów, niejed­

sovchane Jest w nieświadomość Kiedv iuż zaczvnamv

norodnych, bo nienależących do tego samego świata

mówić, kiedy uruchamiamy pośredniczące działanie

(...): żołnierzy i zakonnic. Przeczuwałem w tym jakąś

mowv oznacza ro że rana sie zabliźnia

zasadę strukturalną (...) i zaraz spróbowałem to spraw­

z d i e l zd.ie sie n ó w r . r z . ć w kółko

dzić, oglądając inne zdjęcia tego samego reportera (...):

nad nią mit pełni funkcję katalizatora.

wiele z tych zdjęć przyciągało moją

42

Scena ze

n dbndow nv
a

a

a

gdyż miały

w sobie właśnie taki dualizm .
40

Kierunki dalszych badań

Żołnierze w przeciwieństwie do dzieci idą powoli
i spokojnie, jakby otaczający ich horror był dla nich

Temat Zdjęć

roku pozostawiam otwarty do dal­

codziennym doświadczeniem. Nie pomagają im, są

szych rozważań i dyskusji. Za cel wyznaczyłam sobie

zobojętnieni na cierpienie, wyglądają, jakby traktowali

zwrócenie uwagi na kwestie, które mogą stanowić

dzieci niczym jeńców wojennych. Odbiorca identyfi­

przedmiot kolejnych, pogłębionych badań. Obrazy te,

kuje się z ofiarą. Hariman i Lucaites analizują tę foto­

ze względu na wpisywanie się w pole fotografii repor­

grafię w kontekście amerykańskiej pamięci zbiorowej.

tażowej, którą definiuje się poprzez jej funkcję reje­

Zwracają uwagę, że dziewczynka zwraca się bezpo­

strowania rzeczywistości, stają się bardzo specyficznym

średnio do widza, ale ten nie może nic zrobić, ponieważ

4 0

R. Barthes, op. cit., s. 45-46.

4 1

R. Hariman, J . L . Lucaites, op. cit., s. 181.

4 2

S. Sikora, op. cit, s. 90.

B A RB A R ZV H C A

1 (18)

PD1P

�Świat zamknięty w obrazie

77

dokumentem naszych czasów. Cechuje go bowiem

może postępować jednak jeszcze dalej, prowadząc do

charakterystyczny styl wizualny, który określiłam za
pomocą czterech elementów: dramatyzacji, doku­

wykształcenia idei ogólnej i uniwersalnej. Dzieje się
tak wtedy, kiedy wobrazie odnajdziemy Barthesowski

mentalnego realizmu, narracyjności i artystycznej
ekspresji. Kategorie te są bardzo płynne, przepla­

mit. Zdjęcia roku poprzez swój wizualny styl, prze­
sycone punctum (również nierzadko budowanym

tają się i konstruują siebie nawzajem. Ich zadaniem

lub wzmacnianym przez wspomniane kategorie)

jest po pierwsze potwierdzenie dokumentalizmu
fotografii, na przykład poprzez stworzenie wrażenia

stwarzają dla niego doskonałe „warunki rozwoju".
Abstrakcyjny model reprezentacji charakterystyczny

obecności w miejscu zdarzenia, sposób kadrowania,
ujęcia postaci i jej ekspresji. Po drugie, przebija w nich

dla fotografii nagradzanych w konkursie World Press
Photo sprawia, że widz nie może się o świecie wiele

echo mitu fotoreportera zaangażowanego, gotowego
znaleźć się w niebezpieczeństwie po to by dostar­
czyć społeczeństwu prawdę Przejawia się nacisk na

nauczyć. Szczegółowe studia wizualnego stylu foto­
grafii reportażowej moga stanowić punkt wyjścia do
efektywnej analizy iei wpływu na zrozumienie świata

fotoerafa-autora który jest heroiczny i wrażliwy na
drugiego człowieka. Styl wizualny pomaga uwolnić
fotografie od konkretu stanowi iei potencial ikonicz
ności Fotografia ikona dzięki na vceniu emocional
nościa może w soołeczeństwie funkcionować iako

i jego historii przez odbiorcę Rozważając konstru­
owanie narracji w obrazie usytuowałam ia na conti­
nuum: od konkretu do abstrakcji. Uważam więc za
całkiem uzasadnione prowadzenie dalszych analiz
które tvm razem skuojrvbv sie na wizualnym stvlu

wvrazaiaca istotę iakiegoś wvdarzenia króre będzie
Z e z nia odrad definiowanTi w ten śnosób zanisze
się w pamięci społecznej Przesunięcie znaczenia

forografii o konkrernvm rvnie narracii Pvranie o n
iaka w i e d z e o ś w i e c i e n r z e k l i a forografii nozosraie
STtw^te
P
H dograne, pozostaje
r

m

A World Captured in an Image. From the Visual Style to the Reading of a Myth in Photography
The article discusses the way in which the visual style promoted by World Press Photo enables the elevation
of photography to become first a symbol, and ultimately a Barthes myth. From the very beginning of the
competition the title of the World Press Photo of the Year has been awarded to works which were particularly
dramatic, characterized by a documentary-style realism, narrativity and artistic expression. The analysis reveals
the importance of documentation and the testimony of heroism, typical for the involved photo reporter. The
visual style allows the photography to depart from the concrete reality and become a photographic icon which
will function in society as a symbol of a given event. Such a photo will define the event and hence it will remain
in the collective memory of people. It can also become an image which will have some general ideas associated
with it, thus being a perfect candidate for a Barthes myth.

1 (18) PD1P

BARBARZ^flCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10828" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10806">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fee862a710221f5771215bcc2f27e32a.pdf</src>
        <authentication>b401f84148e0e3bcbcc7f1df1633be6e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129052">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5568</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129053">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129054">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129055">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5177</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129056">
                <text>Malarskie próby po śmierci Kazimierza Malewicza/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129057">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; s. 42-47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129058">
                <text>Pietrala, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129059">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129060">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129061">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129062">
                <text>Krzysztof
Pietrała

&gt; student etnologii UJ. Jego zainteresowania skupiają się g ł ó w n i e
na poezji trzech pierwszych dekad X X w. w Polsce i na świecie oraz francuskiej
nouveau roman lat 50.

U

n

w

19

8

2

n

Malarskie próby śmierci
Kazimierza Malewicza
Witkowi Kiettyce (1984-2007)

W

nowym budynku Galerii Tretiakowskiej, na ekspozycji poświęconej ro­
syjskim malarzom awangardowyn
trzech pierwszych dekad X X wieku, wisi obraz
kuriozum. Przeciętny turysta poświęca mu nie
więcej n i ż dwadzieścia sekund (wliczając w to
przeczytanie skrótowej notki o autorze, czasie
powstania dzieła etc), zachwyca się nim jak eg­
zotycznym zwierzęciem obwożonym po prowin­
cji w metalowej klatce. Niewiele tu przecież do
oglądania - na pierwszy, i jedyny, rzut oka dwa
kolory, dwa elementy, więc to niecałe pół minuty
jest jak gdyby rozgrzeszone. Ktoś kupi plakato­
wą reprodukcję, „żeby pokazać znajomym" jako
souvenir z podróży. Z drugiej strony wiele j u ż

napisano o walorach artystycznych tego obra­
zu, umieszczono go sprawnie w dziejach sztuki
malarskiej i tym samym zamknięto mu usta. Co
się jednak stanie, jeśli na chwilę wyciągnie się go
z zagłuszających się wzajemnie interpretacji, za­
bierze sprzed pobieżnych oczu zwiedzających,
sprzed złośliwych uśmiechów? Co powie, kiedy
znajdziemy się z nim sam na sam, kiedy będzie
j u ż mógł mówić?
Mam tu na myśli obraz, który po raz pierwszy
zaprezentowano szerszej publiczności w 1915
roku w Sankt Petersburgu - Czarny kwadrat na
białym tłe Kazimierza Malewicza. Chciałbym
w kilku rozdziałach przytoczyć historię, jaką
ten obraz opowiada, a przynajmniej stara się

BARBARZYŃCA

nn

�Malarskie próby śmierci Kazimierza Malewicza
opowiedzieć. Wszystkie te części wiąże zakoń­
czenie. Zmierzają one do jednego wspólnego
finału - śmierci. Tylko to je łączy.
Kierując się samym doznaniem oraz narzu­
cającymi się zaraz za nim skojarzeniami, pra­
gnę przysłuchać się historii obrazu, wziąwszy
wskazówkę od samego autora, który w swojej
książce, mającej charakter teoretycznego mani­
festu, pisze:
„Samo zaś przedstawienie [przedmiotów-K.P.]
jest w sztuce suprematyzmu bezwartościowe...
I to nie tylko w niej, ale w każdej sztuce, po­
nieważ trwała, prawdziwa wartość dzieła (do
jakiejkolwiek «szkoły» by nie należało) wyraża
się wyłącznie w przeżyciu" .
1

Jest to, otwarta gra w „dużą swobodę interpre­
tacji", która doprowadza „do «pustyni», w której
nie można dostrzec niczego prócz wrażenia, do­
znania" . Doznania, które jest niczym innym jak
patrzeniem kompleksowym, czynną i poznaw­
czą pracą intelektu, zmysłów (nie tylko wzroku),
emocji, wysiłkiem przezwyciężającym trudności
w odbiorze równym niemalże wysiłkowi artysty,
jak uważał Władysław Strzemiński .
Można podejrzewać, że za tą chłodną i inży­
niersko precyzyjną konstrukcją obrazu kryje się
coś więcej, jakaś przytłaczająca prawda o czło­
wieku i jego kondycji, i ż jest to coś więcej niż
jedynie obraz nieprzedstawiający niczego poza
czarnym kwadratem na białym tle.
Nie wypada wymawiać się niezrozumiałością
albo prostotą dwóch „tylko" elementów. Cieka­
we, że w tym przypadku im jest ich więcej, im
większy stopień skomplikowania, tym lepiej, bo
2

3

1

K. Malewicz, Świat bezprzedmiotowy, słowo/obraz

terytoria, Gdańsk 2001, s. 65.

43
tym łatwiej, bezpieczniej. Zobaczmy, co przed
patrzącym skrywa w środku ten obraz, zwróć­
my się w stronę tego, co pozostaje niewidoczne
(bo pozornie nieprzedstawione, przynajmniej
wprost), ukryte dla pobieżnego spojrzenia. O wi­
dzeniu tego typu dużo pisał Merleau-Ponty:
„Malarstwo niczego nie przywołuje, zwłaszcza
niczego, co dotykalne. Robi coś całkiem innego,
niemal przeciwnego: nadaje widzialne istnienie
temu, co pospolite, widzenie uważa za niewi­
dzialne".
I jeżeli „malarstwo zawsze celebruje jedną
tylko zagadkę: zagadkę widzialności" , to mam
zamiar wejrzeć, a może bardziej wedrzeć się,
w ten obraz. Przyjrzeć mu się poprzez jego do­
znanie bez chciwej chęci rozwiązania zagadki.
W końcu nie idzie o jej rozwiązanie, a podtrzy­
manie, jej istnienia, podtrzymanie do istnienia.
Dopóki będę na niego patrzył, pewność, że ona
jest, nie zniknie.
Co zatem można zobaczyć na tym płótnie
o wymiarach 107 cm X 107 cm?
Przede wszystkim ruch. Choć może nie do
końca ruch - poruszenie raczej, bo przecież de
facto żadnego ruchu tam nie ma. Czy istotnie?
Coś się wydarzyło, coś nieodwracalnego. Machi­
na widzenia została wprawiona w ruch w mo­
mencie otwarcia powiek na malowidło. Obraz
przytłacza jakąś niewysłowioną (nienamalowaną?) przestrzenią, za którą kryją się nieprzebra­
ne rudy energii. Z każdą następną chwilą kwa­
drat wprowadza w coraz głębszy stan hipnozy
czy, jak by to powiedział Derrida, halucynacji .
Kwadrat porusza się i porusza cały obraz. Jest to,
4

5

4

M . Merleau-Ponty, Oko i umysł. Szkice o malarstwie,

słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1996, s. 27.

2

Ibid., s. 65.

5

3

Władysław Strzemiński, Wybór pism estetycznych,

obrazie Vincenta van Gogha Derrida pisał: „Te trzewiki są

Universitas, Kraków 2006, s. 148.

W odniesieniu do butów przedstawionych na pewnym

halucynogenne". J. Derrida, Prawda w małarstwie,
obraz terytoria, Gdańsk 2003, s. 321.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

słowo/

�Krzysztof Pietrała

44

wszystkie nasze kategorie, rozpościerając wła­
sny oniryczny świat cielesnych esencji, skutecz­
nych podobieństw niemych znaczeń" .

jak pisze o malarstwie abstrakcyjnym (być może
nawet myśląc o tym obrazie) Kantor,
„PRZESTRZEŃ naładowana E N E R G I Ą .
PRZESTRZEŃ kurcząca się i r o z p r ę ż a j ąca " .
6

Jak gdyby ta czarna przestrzeń umieszczo­
na pośrodku obrazu była jego sercem, biła ży­
ciem i biła śmiercią. Żywotna i nieskończona,
ograniczona jedynie patrzeniem, a i później, po
odwróceniu wzroku, nadal tętniąca. Widziana,
a właściwie przeżywana, jakimś wewnętrznym
okiem, pozostająca w patrzącym śladem po w i ­
dzeniu, doznaniem. Ruchoma. Można chyba
powiedzieć, że charakter tego malowidła jest procesualny, że uchwycono na nim jedno z ostatnich
stadiów życia (przyjmując biel za życie, czerń
za śmierć). Niebawem wypełni się ono w cało­
ści czarną materią kwadratu - śmiercią. Ciem­
ność kwadratu nadciąga i anektuje, zagarnia
całą dostępną statyczną rzeczywistość, podkłada
w jej miejsce jakby swoją własną, dynamiczną,
zwróconą (a w stosunku do tej podkładanej wy­
wróconą) w jednym tylko kierunku - by stać się
jedyną. Dąży do zrównania, eliminacji wszel­
kich wątpliwości. Jest w tym jakaś przerażająca
nieuchronność, rozpoczęty j u ż rytm odliczania.
Jednocześnie to bardzo spokojny ruch, dostoj­
ny i pewny. Kojarzący się z równie spokojnym
najazdem kamery w siedmiominutowej scenie
kończącej film Zawód: reporter Michelangela
Antonioniego. Dlaczego nie? Śmierć bez śmierci,
śmierć nie wprost. Zresztą i tak nie ma pewności,
czy nie wprost. Jak połączyć to, co jest, z tym, co
zdaje się, że może być; to, co widać, z tym, czego
na obrazie nie ma? Na zasadzie podobieństwa:

7

Przed patrzącym rozpościera się unikato­
wy świat stworzony przez obraz Malewicza na
gruzach niewidomego widzenia. Można z tego
miejsca próbować się zastanowić nad relacją
śmierci i jej postrzegania. Śmierć zmienia się
w jej widzenie, pozostając śmiercią, nie tracąc
nic z siebie. Jest ona w widzeniu siebie, kiedy
„na koniec ta sama rzecz jest tam, w sercu świa­
ta, oraz tutaj, w sercu widzenia, taka sama albo
podobna, jeśli komuś na tym zależy, lecz po­
dobieństwem skutecznym, które jest párantela,
genezą, metamorfozą bytów w ich widzenie" .
8

A więc byty zmieniają się w ich widzenie
albo - jak chciałby Malewicz - w doznanie. Nie
w śmierci widać śmierć, nie w śmierci przeżywa­
my śmierć. Przeżyć śmierć na obrazie: być może
to jedyne, na co stać widza, a to i tak dużo.
Dokąd jednak zmierza ów ruch kwadratu?
Jaka, jeżeli w ogóle jakaś, teleología nim kieruje?
Rozszerza się w biel na obrazie, ale też wydaje się
toczyć poza jego ramy. W takich okolicznościach
życie bezpowrotnie obraca się wokół również
obracającej się śmierci. Jasny otok korzysta wte­
dy z krótkiej chwili jej nieobecności. Sytuacja
podobna do tej ujętej w wierszu Mieczysława
Jastruna Koło:
„W niepowrotnych obrotach szprych.
[...]
Toczą się w miejscu koła.
[...]
Wszędzie w gotowe kontury wchodzą barwy
oddechy, głosy,
Smierc opuszcza je cieniem, jak ktos,

„Istota i istnienie, wyobrażone i rzeczywiste,
widzialne i niewidzialne - malarstwo burzy

6

T. Kantor, Lekcje mediolańskie,

s. 29.

Cricoteka, Kraków 1991,

7

M . Merleau-Ponty, op.cit., s. 32.

8

Ibid., s. 28.

BARBARZYŃCA

E ( 1 E | IUI

�Malarskie próby śmierci Kazimierza Malewicza
Kto przystanął w połowie kurzem okrytej szosy,
Aby sprawdzić koła czarną oś" ,
9

czy opisanej przez Kantora jako:
„RUCH OBROTOWY,
wokół os,, rózme nachylone, do płaszczyzny
obrazu:
pionowej, poziomej, ukośnej...
Ruch ten wymaga nieustannego KONTROWANIA" .
10

Oś obraca się własnym ruchem naprzeciw
„kontrującym" go szprychom. I tutaj, na obra­
zie, „kwadratu czarna oś" obraca się przeciwnie
do ruchu okalającej go otoczki z bieli. Ruchy te,
nieschodzące się z sobą, zaprzeczają sobie, choć
może właśnie przez swoje przeciwieństwo po­
twierdzają się wzajemnie. Ruch śmierci wymaga
drugiego, brakującego elementu, ruchu życia.
To jedyne takie spotkanie w czasie, w obrazie.
Obydwa te elementy dopełnianiają się. Dwa
przechodzi w jeden jako suma. Ale być może ta
suma, w której proporcje czynników się zmie­
niają, w pewnym momencie stanie się jednym
składnikiem. To, co ubędzie życiu, w pewien
sposób zyska śmierć. Czy wtedy uzupełnienie,
jakie zagwarantowane jest przez nieustanne
wchodzenie z sobą w związek, nie zostanie za­
chwiane? Czy owo jeden jako suma będzie rów­
ne jeden jako składnik tej sumy? A jeśli tak, to
który z nich? Czy na krótką chwilę przed speł­
nieniem, czy też wypełnieniem się tego obrazu
przez moment zapanuje jedność? Czy jest to
właśnie jedność momentu śmierci? Jej zagadka
czy jej oczywistość - brak, brak życia? Czy więc
jedność? Biorąc pod uwagę założony wcześniej
zmienny charakter malowidła, można również
zapytać: „Kiedy tak się stanie?". Kiedy nastąpi

9

10

M . Jastrun, Wiersze zebrane, PIW, Warszawa 1956, s. 127.
T. Kantor, op.cit., s. 30.

W)

PD08

BARBARZYŃCA

45
ta nierozdzielność? W chwili fizycznego zaist­
nienia kompozycji barwnej na obrazie, a może
w trakcie czy też na końcu jego doznawania?
Najważniejsze pytania pozostają bez odpowie­
dzi, pojawia się jedynie przeczucie.
Raz wprawiony w ruch czworokąt prowa­
dzi do coraz to nowych skojarzeń. Co, jeśli ten
nachylony, toczący się kwadrat jest wprawioną
w ruch kością do gry? Jest samym przypadkiem.
Przechylającym w swoim obrocie szalę barw raz
na jedną, raz na drugą stronę, to do przodu, to
do tyłu, raz w przyszłość, a raz w przeszłość.
Czarna, otchłanna pustka tocząca się po bieli
życia, grająca z nią, grająca w wielką niewia­
domą, której jednakowoż finał być może jest
z góry znany. Czy faktycznie? Czy jest to ta
kość, której wynik niezależny jest od rzutu?
A przecież istnieje możliwość, iż wyrzut po­
zostanie niejawny - ktoś zamalował wszystkie
ścianki, a w takim wypadku nie ma żadnej
pewności, czy wynik nie będzie rezultatem
oszustwa. Kto by chciał nas oszukać? Sam
kwadrat, który Kantor równa z „BOGIEM" ?
O ile ten kwadrat istotnie jest przypadkiem, to
tak. Wyrzucona na sześcianiku liczba, ocala­
jąca od czerni bądź skazująca na nią, byłaby
dziełem właśnie niepewności związanej z wiel­
ką niewiadomą takiej gry. Byłyby to wówczas
narodziny śmierci w przypadku. Jak w osła­
wionym poemacie Stephane'a Mallarmego:
„rzut kości nie usunie przypadku, padający
nawet w okolicznościach wiecznych" . A trud­
no chyba o bardziej wieczne okoliczności n i ż
okoliczności śmierci. Koniec jest, trawestując
jeden z wierszy Paula Eluarda, zrzucony na grę
przypadku, na wieczność przypadku.
Ale czy to tylko przypadek i ruch, czy może
coś jeszcze? A jeśli to taniec?
11

12

11

Ibid., s. 24.

12

S. Mallarmé, Wybór poezji, PIW, Warszawa 1980, s. 113.

�Krzysztof Pietrała

46
Jedność tańca, rozkosz tańca i radość śmierci
w nim. Subtelny, niemal erotyczny obrót geome­
trycznego danse macabre, który uwodzi, uwodzi
kolejny, a jednocześnie ostatni raz. To powolny,
stateczny krok korowodu pogrzebowego, a zara­
zem powolna gra wstępna między dwojgiem ko­
chanków. Kwintesencja erotyki śmierci, za sło­
wami poety: „Dla zakochanych to samo staranie
- co dla umarłych" . Tańczą na śmierć i życie,
tak jak kochają, a więc ten obraz jest czymś wię­
cej niż życiem i śmiercią, jest światem. Jak mówi
przywoływany j u ż nie pierwszy raz dramaturg:
„Malewicza Czarny kwadrat na białym tłe jest
światem" , całym światem. W tańcu jasna au­
reola życia - jedno z kochanków się zacieśnia,
pętla gwałtownieje i zaciska się w bezradności
znikających ramion i traconego pośpiesznie od­
dechu, jest obręczą, której nie można przerwać,
ale która ostatecznie znika w czerni. Tańcząc
życie, wytańcowują śmierć.
0 zespoleniu miłości i śmierci jest mowa
w jednym z wierszy Ezry Pounda o renesanso­
wym malarzu Jacopo del Sellaio. Przypomnienie
go w kontekście rozważań nad obrazem Malewi­
cza, nie będzie chyba wielkim nadużyciem:

Sellaio to widział, Pound to dostrzegł. Oczywi­
ście mowa tu o malarstwie figuratywnym, ale
co począć z abstrakcją? Jakie oczy przemówią
z obrazu, skoro żadnych tu nie ma? Zdaje się,
że Kantor też ich nie chciał widzieć:

„Ten człowiek zgłębił tajniki miłości,
Nikt by tak nie malował, kto by nie zgłębił

Co może być tutaj siłą, a co słabością? To
zależy od momentu, w którym spojrzymy na po­
stępujące w czasie malowidło. Na obrazie zdaje
się jednak dominować czerń i to ona jest siłą
(przynajmniej w tej chwili, fizycznie uchwyco­
ną, nie domyślaną później). Dajmy się na to na­
mówić, na ten czarno-biały akt. To, że nie widać
człowieka, nie znaczy, że go tam nie ma. Chodzi
tu o linię, o płaszczyznę, nie o najwierniejsze
zastosowanie się do empiryczno-mimetycznego
postrzegania i malowania. Ruchomy akt umie­
rania. Zauważa to Merleau-Ponty:

„Wydaje mi się, że cały wielki dramatyzm
abstrakcji leży w tym braku przedmiotu.
W nieobecności figury ludzkiej" .
16

13

14

[•••]

1 oto jeszcze coś przetrwało wszystko:
Oczy tej zmarłej damy do mnie mówią" .
15

Nie zamierzam twierdzić, że Malewicz zgłę­
bił tajniki śmierci, o nie. Niemniej jednak obraz
jest na tyle sugestywny, że czasem można odnieść
takie wrażenie. Poza tym wobec wspomnianego
wcześniej tańca kusi przywołanie w tym miej­
scu tandemu miłość-śmierć. Miłość po śmierci?

13

S. Grochowiak, Wiersze wybrane, Czytelnik, Warszawa

1978, s. 115.
14

T. Kantor, op.cit., s. 27.

Czyżby? A jeżeli tam jednak jest człowiek,
przedstawiony jako egzystencja komplementar­
na, życie i śmierć? Czy nie do takiego właśnie
świata przyrównywał malowidło Kantor? To
portret losu ludzkiego złapany in flagranti. Tutaj
śmierć jest jak gdyby najbardziej żywotną częścią
życia, jest jego kwintesencją i zwieńczeniem,
piękną metą. Bo to przecież tańczył człowiek
i tkwiące w nim siły, któż inny by mógł.
Obraz ten jest doskonałym przykładem, jak
można
„zawrzeć w jednej unikalnej linii i zwykły ryso­
pis Bytu, i potajemne działanie łączące w nim
słabość lub bierność z siłą, ażeby przeistoczył się
w akt,twarz" .
1 7

15

E. Pound, Poezje wybrane, Ludowa Spółdzielnia

Wydawnicza, Warszawa 1989, s. 56.
16

T. Kantor, op.cit., s. 19.

17

M . Merleau-Ponty, op.cit., s. 57.

BARBARZYŃCA

PDQ8

�Malarskie próby śmierci Kazimierza Malewicza
„Dylemat figuratywności oraz niefiguratywności jest źle postawiony: prawdą jest, nie prowa­
dzącą do sprzeczności, zarazem i to, iż żadne
winne grono nie było nigdy tym, czym jest
w najbardziej figuratywnym malarstwie, i to, iż
żadne, nawet abstrakcyjne malarstwo nie może
wyminąć Bytu, i to, iż winne grono Caravaggia
jest winogronem samym" .
18

Niewątpliwie obraz Malewicza Bytu nie wy­
mija. Byt jest tutaj, w tym kwadracie, w widzeniu
kwadratu. Jest bardzo realny przez to, że właśnie
taki odległy. Kwadrat to Byt sam i sama śmierć,
obie te rzeczy jednocześnie. Czarna figura jest
jakby pierwszą organiczną komórką, punktem
wyjścia dla Bytu, ale i jednocześnie jego fina­
łem. Obraz został zbudowany z nieubłaganego
napięcia (plastycznie zapewnionego przez kolo­
rystyczne kontrasty) właściwego ostatniej porze
człowieka. Drzwi do obrazu otworzono, to nie
zaproszenie, ale nakaz, skoro się już zerknęło raz,
trzeba tam wejść, za kwadrat — czarny aksamit
teatralnej kurtyny, za którą znajduje się tajemnica
drugiej strony, o ile taka istnieje. Ten kwadrat nie
jest próbą generalną śmierci, to śmierć wcielona.
To maska lęków i wszystkich nadziei, to twarz
wszystkich bogów ze wszystkich religii, to także
ich uczta i ich
Jedyne w swoim rodzaju za.ćmienie słońca - czarne, jednorazowe zaćmienie
bieli życia. Eksplozja i cisza. Stan czysty, niezmą­
cony, prosty jak wszystkie sprawy pod koniec ży­
cia czerń i biel bez mediatorów życie i śmierć
chciałoby się nawet rzec: bez człowieka. Ale czy

18

Ibid., op.cit., s. 63.

19

A. Ważyk, Wiersze wybrane, Czytelnik, Warszawa 1982,

s. 158.

nu

BARBARZYŃCA

47
może być śmierć bez człowieka? Tam musi być
człowiek. I jest to właśnie jego portret, dla któ­
rego poruszanie się po ukośnym boku kwadratu
ku dołowi, w głębię ciemnego morza Acherontu
- jak w wierszu Orfeusz Adama Ważyka - to (są
na to duże szanse) „najpiękniejsze schodzenie
pochyłością czasu" .
W miarę pisania tych słów, patrzenia na ten
obraz zmienia się jednakże w sposób nieuchron­
ny jego widzenie. Świadomość wzrokowa, jak
twierdził twórca unizmu, czyli praca rozstrzy­
gająca, jaką ilość elementów świata poznaliśmy
przy pomocy oka, ma charakter dynamiczny .
Obraz świata i świat obrazu ulegają przekształ­
ceniom. Choć pytania, które stawia myśl, a na
które próbuje odpowiedzieć widzenie, pozostają
te same. A zatem tym razem biały, kolor życia,
postawiony naprzeciwko sczerniałego kwadratu
śmierci, nie wydaje się j u ż do niego odnosić. Ten
wcześniej niemy kolor mówi tak samo jak kolor
kwadratu, jest nie mniej martwy jak czarny. Jest
śmiertelnym prześcieradłem okalającym teraz
żywy, szamoczący się w nim wspominany j u ż
rzut ostateczny.
Pozostaje pytaniem nierozstrzygniętym, czy
Malewicz rzeczywiście skomponował szachow­
nicę zachodzących na siebie najistotniejszych
kolorów ludzkiej egzystencji. Stworzył czy od­
tworzył na niej śmierć. Czy w ogóle jest (albo
będzie) tutaj cokolwiek, co nazwiemy śmiercią.
Na tę właśnie chwilę przyjmuję - niech tak bę­
dzie istotnie, ale być może stoję zbyt blisko tego
obrazu, małego zdjęcia w albumie.
19

20

2 0

W Strzemiński, op.cit., s. 148.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
